niedziela, 23 marca 2025



Wygraną Trumpa Turcja przyjęła ze względnym spokojem, co kontrastowało z euforyczną reakcją na jego zwycięstwo z 2016 r. Przyczyny tej zmiany leżą w jego pierwszej kadencji (2017–2021), gdy akcentował on uznanie dla prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana i uskuteczniał z nim tzw. dyplomację liderów, podczas której turecki przywódca umiejętnie przekonywał go do narracji Ankary, co umożliwiło jej m.in. przeprowadzenie operacji w Syrii (zob. Turecka interwencja w Syrii – nowy kryzys w stosunkach Turcji z Zachodem).

Jednocześnie Trump nie wzbraniał się przed uderzeniem w interesy Turcji, gdy kolidowały one z planami Waszyngtonu. W 2018 r. USA objęły ją restrykcjami za aresztowanie amerykańskiego pastora Andrew Brunsona. Z kolei pod koniec kadencji prezydent zdecydował się na nałożenie na nią obostrzeń na podstawie Ustawy o przeciwdziałaniu wrogom Ameryki przez sankcje (CAATSA) za zakup rosyjskiego systemu obrony powietrznej S-400. Wcześniej, powołując się na tę samą transakcję, jego administracja wykluczyła Ankarę z konsorcjum produkującego myśliwiec F-35 i odmówiła sprzedaży samolotów.

W obecnym podejściu tureckich decydentów do Trumpa dominuje ostrożność. Liczą oni na to, że prezydent podejmie szereg korzystnych dla nich decyzji, w tym o wycofaniu sił amerykańskich z Syrii, co zakończy współpracę USA z Ludowymi Jednostkami Samoobrony, przez Ankarę postrzeganymi jako przedłużenie terrorystycznej Partii Pracujących Kurdystanu. Oczekują również na to, że zdejmie on sankcje nałożone w ramach CAATSA, przywróci Turcję do programu F-35, a także przyspieszy sprzedaż i modernizację myśliwców F-16. Tych kwestii dotyczyła pierwsza rozmowa telefoniczna liderów (16 marca). Turcy powstrzymują się więc od zdecydowanej krytyki Trumpa. Sceptycyzm, jaki wyrażają względem jego zamierzeń dotyczących Strefy Gazy, jest stonowany, a negocjacje z Rosją przedstawiają jako wpisujące się w tureckie plany pokojowe (zob. Turcja wobec negocjacji USA z Rosją: nic o Ukrainie bez nas).

Ankara dostrzega zarazem ryzyka związane z działaniami Stanów Zjednoczonych, obawiając się, że dążenie Trumpa do normalizacji relacji z Rosją, w tym zakończenie wojny kosztem Ukrainy, nadmiernie wzmocni Moskwę. To mogłoby pozwolić na odbudowę rosyjskiego potencjału na Morzu Czarnym i odblokować zasoby, które Kreml wykorzystałby do godzenia w tureckie interesy na Kaukazie Południowym i Bliskim Wschodzie. Ankara chce uniknąć współczesnego „koncertu mocarstw” – systemu światowego, w którym pierwszoplanowe decyzje zapadałyby w drodze porozumienia najważniejszych aktorów globalnych z pominięciem interesów mniejszych państw. Chociaż w przeszłości tamtejsi politycy wielokrotnie mówili o niekorzystnym wpływie USA na bezpieczeństwo międzynarodowe (szczególnie sytuację na Bliskim Wschodzie), to wydają się zaniepokojeni możliwymi strategicznymi konsekwencjami ograniczenia amerykańskiego wsparcia dla Europy i ewentualnego przełożenia tego procesu na bezpieczeństwo Turcji. Wątpliwości Hakana Fidana, szefa tureckiej dyplomacji, co do przyszłości NATO i obecności wojskowej Stanów Zjednoczonych na Starym Kontynencie dotyczą również zapewnianego przez USA parasola nuklearnego.

Ankara postrzega ściślejszą kooperację z UE i jej państwami członkowskimi jako czynnik, który pomógłby jej zabezpieczyć ryzyka związane z nieprzewidywalnością Trumpa i konsekwencjami jego poczynań. Dlatego sygnalizuje europejskim partnerom gotowość do wniesienia większego wkładu w bezpieczeństwo kontynentu. Taki był przekaz Fidana podczas spotkania w Londynie (2 marca) czy Erdoğana przy okazji wideokonferencji zorganizowanej przez przewodniczącego Rady Europejskiej António Costę i przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen (7 marca). Podobne deklaracje padły też ze strony tureckiego prezydenta podczas wizyty premiera Donalda Tuska w Ankarze (12 marca).

Jednocześnie Turcy akcentują swoje znaczenia dla przyszłości bezpieczeństwa europejskiego w kontekście stabilizacji Ukrainy i regionu Morza Czarnego. Ankara czuje się lepiej przygotowana do zmieniającej się sytuacji międzynarodowej, m.in. dzięki rozwijanym konsekwentnie w ciągu ostatnich 50 lat siłom zbrojnym i własnemu przemysłowi zbrojeniowemu. Zdaje sobie także sprawę z przewag rodzimego przemysłu zbrojeniowego, który mógłby pomóc Europie przykładowo uzupełnić braki w zakresie amunicji artyleryjskiej 155 mm. Podkreślane przez Turków atuty nie unieważniają jednak obserwacji, że zmiany strukturalne wywołane polityką USA zmuszają państwo do bliższego związania się z sojusznikami europejskimi.

osw.waw.pl


Donald Trump swoimi ostatnimi wyskokami wysoko podniósł poprzeczkę dziwacznych zachowań politycznych. Ale tradycyjni mistrzowie gatunku nie odpuszczają. Na początku marca na Kremlu spotkali się dwaj zawodnicy wagi ciężkiej w tej kategorii. Przytulający niedźwiedzie, wypuszczający tygrysy na wolność, latający z żurawiami i odkrywający starożytne greckie wazy podczas nurkowania Władimir Putin oraz generał Min Aung Hlaing, birmański dyktator, budujący największy pomnik Buddy na świecie z marmuru, nakazujący obsiać milion akrów słonecznikami, by przedłużyć swoje rządy, oraz konsekrujący liczne pagody, w tym jedną w rosyjskiej Kałudze – w tym samym celu.

I to właśnie Min Aung Hlaing mógłby powiedzieć do Trumpa, gdyby tylko mówił po angielsku: challenge accepted!

Birmański dyktator jest bowiem człowiekiem wprawionym w czołobitności. Podczas poprzedniego spotkania w 2022 roku nazwał Putina „przywódcą świata, zapewniającym kontrolę i stabilność na całym świecie”. Za ten i inne akty płaszczenia się otrzymał wsparcie dla swego reżimu: materialne (helikoptery, myśliwce, amunicja) oraz symboliczne, jak doktorat honoris causa Akademii Wojskowej Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej (o birmańskim dyktatorze można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że jest intelektualistą).

Tym razem Min Aung Hlaing przeszedł samego siebie. W pewnym momencie szczytu, wyciągnął starą knigę, a następnie dał jej kopię Putinowi. I opowiedział, ku przerażeniu zdezorientowanych tłumaczy, że ta księga przepowiedziała ich wzajemną przyjaźń, zgodnie ze słowami samego Buddy. Okazało się, że chodzi o wydaną na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych XX wieku biografię birmańskiego króla Alaungpayi, twórcy III Imperium Birmańskiego z XVIII wieku. W opowieści tej król szczurów Thoma złożył ofiarę Buddzie, a ten w zamian przepowiedział, że Thoma za tysiące lat zostanie królem Rosji, doskonale znającym się na broni i będącym przyjacielem królów birmańskich. „Dziś przepowiednia się spełniła”, radośnie oświadczył Min Aung Hlaing.

Trudno powiedzieć, czy Putin docenił ten niecodzienny komplement. Minę miał raczej zdziwioną, podobnie jak reszta rosyjskiej delegacji (na wszelki wypadek ten fragment nie znalazł się w oficjalnym streszczeniu wizyty na stronie Kremla). Rosyjski dyktator zaprosił swego birmańskiego kolegę na paradę zwycięstwa 9 maja, podziękował za książkę, podobnie jak za podarowane uprzednio sześć słoni, zaniepokoił się jedynie, jak przystało na znanego przyjaciela zwierząt, czy przetrwają one rosyjską zimę.

kulturaliberalna.pl


Izraelska obrona powietrzna przechwyciła 3 rakiety z Libanu nad północnym Izraelem. Odpowiedziała artyleria i spodziewać się można też kolejnych nalotów.

👉 Pojedyncze rakiety wystrzeliwuje też Hamas z Gazy. Także Huti z Jemenu. Rakiety z Syrii są kwestią czasu. 

Po kampaniach, które militarnie rozbiły Hamas w Gazie i znacznie osłabiły Hamas w Libanie oraz po upadku Assada, Izrael nie podjął działań, aby sukcesy militarne przełożyć na choćby próby procesów politycznych. 

👉 W Gazie Izrael doprowadził do zerwania zawieszenia broni, które miało doprowadzić do zakończenia wojny w zamian za uwolnienie zakładników. Tłumaczy to potrzebą uwolnienia zakładników.

👉 W Libanie Izrael nie wywiązał się z warunków zawieszenia broni pozostając w 5 punktach i tłumacząc to koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa północy kraju. Ruch ten uważany jest za koło ratunkowe dla Hezbollahu, który po przegranej wojnie uzyskał rzeczywisty powód, by zagrażać bezpieczeństwu Izraela dążąc do wyparcia okupanta.

👉 W Syrii Izrael zerwał zawieszenie broni z 1974, dokonał inwazji na południu, bombarduje i usiłuje tworzyć enklawę druzyjska. To powtórka z lat 1970. w Libanie i działanie wbrew lekcjom z tamtego fiaska. Powodem jest potrzeba bezpieczeństwa, a skutkiem, spodziewany konflikt o niskiej intensywności. 

🗣️ Konsekwencją jest wianuszek konfliktów o niskiej intensywności. Każdy z nich będzie łatwiejszy do zarządzania z uwagi na względną przewagę Izraela. Tak było w przeszłości. Teraz wydaje się, że Izrael liczy, że  bezwarunkowe poparcie USA będzie wieczne, a żadne inne zmienne nie mają znaczenia. Krotko czy średnioterminowo tak może to wyglądać. W perspektywie długiej, będzie to niszczycielskie dla społeczeństwa i państwa co raz bardziej osamotnionego i z co raz słabszą demokracją. Argumenty konieczności obrony przed terroryzmem czy obrony wartości oraz moralnej przewagi szybko erodują. 

x.com/JarekKociszewsk


Imperium Brytyjskie mogło się pochwalić aż 400 mln mieszkańców ale Wyspy Brytyjskie zamieszkiwało zaledwie 32 mln ludzi
Rosja - 125 mln w roku 1900
USA - 76 mln
Niemcy - 56 mln
4/

Jednak USA egzystowały ukryte za wielkimi oceanami
To dawało DARMOWE bezpieczeństwo. I to o wiele lepsze, niż zapewniał Wielkiej Brytanii Kanał La Manche
Ten fakt podczas konkurowania z UK, Niemcami i Rosją amerykańscy politycy potrafili znakomicie wykorzystać
5/

Rzeczą formalizującą korzystanie z DARMOWEGO bezpieczeństwa była doktryna Monroe'a
Ujęta w orędziu wygłoszonym w 1823 
Mówiło ono, że tworzenie stref wpływów przez mocarstwa europejskiej w Ameryce Płn jak i Łacińskiej będzie uznawane przez Waszyngton za śmiertelne zagrożenie 
6/

(...)

Ostateczny kształt nadał doktrynie Monroe’a Theodore Roosevelt
Nadał USA prawo do interwencji, włącznie z użyciem sił zbrojnych w każdym kraju półkuli zachodniej w przypadku jego: „chronicznego niewłaściwego postępowania lub niemocy”
Czyli wedle uznania USA
8/

Roosevelt wszedł w rolę światowego rozjemcy, który nie prowadzi wojen ale je rozstrzyga
W 1905 w miasteczku Portsmouth nakłonił przedstawicieli Rosji i Japonii do podpisania pokoju
Zmusił Kraj Kwitnącej Wiśni, choć nie przegrał żadnej bitwy do rezygnacji z większości zdobyczy
9/

Niecały rok później Roosevelt, podczas konferencji pokojowej w Algeciras 1906 r. rozstrzygnął, grożący wojną spór miedzy Francją a Niemcami o Maroko
Dyplomatyczne sukcesy przyniosły prezydentowi Pokojową Nagrodę Nobla
10/

Premia za DARMOWE bezpieczeństwo i agresywny izolacjonizm

USA zaczęło ją otrzymywać w 1914
Konkurujące z USA- UK, Niemcy i Rosja dokonały wzajemnej eliminacji
Stany Zjednoczone wchodząc do wojny w 1917 rozstrzygnęły jej wynik, czerpiąc z tego dodatkowe korzyści ekonomiczne
11/

(...)

Amerykańscy protekcjoniści w XIX w. stworzyli własną, oryginalną szkołę myśli ekonomicznej, słabo znaną w Europie. Zaowocowała ona pakietem teorii
14/

Mówiły one że odpowiednio używając taryf celnych można:
stymulować wzrost płac w przemyśle
zwiększać jego efektywność i konkurencyjność
wzmacniać rynek krajowy
dywersyfikować przemysł, wspierając tworzenie się jego nowych gałęzi
państwo może po prostu na cłach zarabiać
15/

Trzecim z filarów Stanów Zjednoczonych na początku XX w. –
poza izolacjonizmem i protekcjonizmem
stała się wiara w siłę pieniądza i możność wykorzystywani go do układania relacji z innymi państwami. Tzw. „dyplomacja dolarowa”
16/

Najbardziej lakonicznie a zarazem obrazowo ujął to w orędziu wygłoszonym do Kongresu na początku grudnia 1912 r. prezydent William Taft, mówiąc: 
„Polityka nasza została scharakteryzowana jako zastępowanie kul dolarami”.
17/

Gdy rządzący w Nikaragui gen Zelaya planował wraz z Niemcami budowę kanału konkurencyjnego dla panamskiego Taft wysłał amerykańskich bankierów do Europy
Instytucje finansowe wykupiły nikaraguańskie długi od wierzycieli. Po czym zażądały natychmiastowej spłaty wierzytelności
18/

Nikaragua zbankrutowała i z niewielką pomocą amerykańskiej ambasady opozycja w 1909 r. zorganizowała pucz
Generała został obalony. Nowy prezydent Adolfo Diaz podpisał umowę handlową z USA i zaciągnął tam kredyty. Jednocześnie rezygnując z pomysłu budowy kanału
19/

Reasumując:
Trump już wrócił do agresywnego izolacjonizmu i zgodnie z doktryną Monroe'a próbuje wyprzeć wpływy innych mocarstw z półkuli zachodniej
Tego elementami są próba przejęcia Grenlandii oraz odzyskiwanie kontroli nad kanałem panamskim
20/

Jednocześnie tworzy podwaliny pod powrót do „dyplomacji dolarowej”
Tak aby wymuszać korzyści polityczne przez szantaż ekonomiczny, ale tak aby generowały one nowe korzyści ekonomiczne
21/

x.com/AWMKrajewski


Gdyby ktoś żyjący na początku ubiegłego stulecia i orientujący się w poczynaniach Stanów Zjednoczonych mógł doczekać naszych czasów, doświadczyłby déjà vu. Oto kolejne działania administracji Donalda Trumpa okazują się miksem idei i strategii wziętych z przełomu XIX w. i XX w. Czasów, gdy Ameryka z peryferyjnego państwa przekształciła się w największe mocarstwo globu.

Być może ten fakt działa inspirująco na Trumpa, zachęcając do powtórki. Zwłaszcza że w tamtym czasie USA były jednym z grona kilku państw aspirujących do tego, żeby zmienić na swoją korzyść światowy ład, podporządkowany Wielkiej Brytanii; oprócz nich takie same aspiracje przejawiały Niemcy oraz Rosja. W 1900 r. różnice między pretendentami nie były znaczące. Według danych, jakie przytacza Paul Kennedy w monografii „Narodziny i upadek mocarstw”, liderem na polu produkcji przemysłowej pozostawała Wielka Brytania, która odpowiadała za 24 proc. światowego wolumenu. Drugie w rankingu USA za 19 proc., następne Niemcy – 13 proc. oraz Rosja – 9 proc. Ale już pięć lat później, dzięki reformom premiera Piotra Stołypina, na czoło stawki wysforowała się Rosja. To tam w krótkim czasie francuskie firmy zainwestowały 687 mln rubli, angielskie 535 mln, a niemieckie 436 mln. Napływ ogromnego kapitału sprawił, że do 1914 r. imperium Romanowów rozwijało się szybciej niż USA.

gazetaprawna.pl


Specjalny wysłannik prezydenta USA Steve Witkoff stwierdził to w wywiadzie dla amerykańskiego blogera Tuckera Carlsona.

Podczas rozmowy Witkoff zaznaczył, że nie uważa Putina za złą osobę. Jego zdaniem do wojny doprowadziło kilka czynników, a nie jedna osoba.

Witkoff wspominał, że jego druga wizyta w Rosji „miała osobisty wymiar”, ponieważ podczas spotkania Putin wręczył mu portret Trumpa autorstwa czołowego rosyjskiego artysty i poprosił go o przekazanie go amerykańskiemu prezydentowi. Putin powiedział ponadto, że modlił się za Trumpa, gdy ten został postrzelony.

- Modlił się za prezydenta, nie dlatego, że był prezydentem Stanów Zjednoczonych lub mógł nim być, ale dlatego, że był jego przyjacielem. Modlił się za przyjaciela. Czy wyobrażasz sobie siedzenie tam i słuchanie takich rozmów? Wróciłem do domu i przekazałem tę wiadomość naszemu prezydentowi i dałem mu obraz. Oczywiście, że go poruszył - powiedział Witkoff.

Specjalny wysłannik powiedział, że ten „miły gest” przywrócił „więź” między Trumpem i Putinem.

x.com/Bielsat_pl


Specjalny wysłannik USA na Bliski Wschód Steve Witkoff bezkrytycznie rozszerzył szereg rosyjskich żądań, roszczeń i uzasadnień dotyczących wojny na Ukrainie podczas wywiadu z 21 marca. Witkoff powiedział amerykańskiej osobowości medialnej Tuckerowi Carlsonowi w wywiadzie opublikowanym 21 marca, że ​​Rosja „w 100 procentach” nie chce inwazji na Europę i że Rosja „nie musi wchłaniać Ukrainy”. Witkoff stwierdził, że Rosja „odzyskała” pięć regionów na Ukrainie — Krym i obwody ługański, doniecki, zaporoski i chersoński — i że Rosja „otrzymała to, czego chce” i nie będzie chciała więcej. Kreml wielokrotnie i fałszywie twierdził, że Krym i te cztery obwody są terytorium rosyjskim wbrew prawu międzynarodowemu, a oświadczenie Witkoffa o „odzyskaniu” tych obszarów (które Rosja nielegalnie okupowała i anektowała) wzmacnia uzasadnienia Kremla dotyczące jego ekspansjonistycznych żądań terytorialnych i wielokrotnych inwazji na Ukrainę.

(...)

Witkoff bezkrytycznie powtórzył kilka niedokładnych rosyjskich twierdzeń dotyczących statusu terytoriów ukraińskich, które Rosja nielegalnie okupuje. Witkoff twierdził podczas wywiadu z 21 marca, że ​​okupowany przez Rosję Krym, Donbas oraz obwody chersoński i zaporoski są „rosyjskojęzyczne” i że „odbyły się referenda [w tych regionach], w których zdecydowana większość ludzi wskazała, że ​​chce być pod rządami Rosji”. Rosja od dawna używa podobnych twierdzeń, aby uzasadnić swoją niesprowokowaną agresję na Ukrainę, wykorzystując twierdzenie, że Rosja musi „chronić rosyjskojęzycznych” we wschodniej Ukrainie, aby uzasadnić rozpoczęcie swojej pełnoskalowej inwazji w 2022 r. Rosja rutynowo podważa jednak swój własny mit „ochrony rosyjskojęzycznych” na Ukrainie, niszcząc głównie rosyjskojęzyczne miasta we wschodniej Ukrainie, zabijając rosyjskojęzycznych Ukraińców i deportując rosyjskojęzyczne ukraińskie dzieci do Rosji z naruszeniem prawa międzynarodowego. (...)

Twierdzenie, że „przytłaczająca większość” Ukraińców żyjących pod rosyjską okupacją chce być pod rosyjską kontrolą, jest również demonstracyjnie fałszywe. Rosyjskie manipulacje i taktyki przymusowej kontroli na okupowanej Ukrainie są sprzeczne z twierdzeniem, że wszyscy mieszkańcy okupowanej Ukrainy „chcą” być częścią Rosji. Rosja zorganizowała pozorowane referenda na Krymie i w częściach Donbasu w 2014 r., a następnie w obwodach donieckim, ługańskim, zaporoskim i chersońskim w 2022 r., próbując twierdzić, że większość ludności „zagłosowała” za aneksją przez Rosję. Wszystkie referenda przeprowadzono pod intensywną obecnością rosyjskiego wojska i bez prawowitych obserwatorów wyborów, a władze rosyjskie prawdopodobnie sfałszowały statystyki frekwencji i zmanipulowały głosy. Referenda dotyczące aneksji w 2022 r. nie uwzględniały milionów Ukraińców, którzy uciekli ze swoich domów, aby uniknąć życia pod rosyjską okupacją. Siły rosyjskie stosowały groźby fizyczne, aby zmusić ukraińskich cywilów do głosowania za aneksją podczas referendów w 2022 r., a doniesienia z okupowanego obwodu zaporoskiego sugerują, że rosyjskie władze okupacyjne wprowadziły głosowanie „w domu”, aby umożliwić rosyjskim siłom bezpieczeństwa wejście do domów Ukraińców i grożenie im bronią, aby zagłosowali za aneksją. Rosyjscy urzędnicy okupacyjni uzależnili również dostarczanie pomocy humanitarnej i podstawowych artykułów pierwszej potrzeby od głosowania Ukraińców za aneksją w referendach w 2022 r.

Rosyjskie manipulacje demograficzne i masowa indoktrynacja na okupowanej Ukrainie są również sprzeczne z twierdzeniem, że Ukraińcy żyjący pod okupacją chcą być pod rosyjską kontrolą. Rosyjscy administratorzy okupacyjni musieli wprowadzić środki przymusu, aby zmusić mieszkańców do uzyskania rosyjskich paszportów, grożąc odmówieniem Ukraińcom dostępu do podstawowych usług i opieki medycznej — co pokazuje, że na okupowanej Ukrainie nie ma masowego poparcia dla rosyjskich ofert obywatelstwa. Skala rosyjskiej presji na ludność na okupowanych terenach jest kolejnym silnym wskaźnikiem, że mieszkańcy tych terenów nie chcą być częścią Rosji, ale muszą zostać siłą przekonani do „rusyfikacji” — czegoś, co powinno być niepotrzebne wśród osób, które już identyfikują się jako Rosjanie. Rosja rozpoczęła również kierowane przez państwo działania mające na celu deportację Ukraińców z okupowanej Ukrainy i import Rosjan do życia na okupowanej Ukrainie, wykorzystując zmanipulowane dane demograficzne, aby stworzyć wrażenie, że na okupowanych terenach chętnie mieszka więcej osób. Rosja nie musiałaby siłą deportować milionów Ukraińców do swojego kraju, gdyby ci Ukraińcy rzeczywiście chcieli być częścią Rosji.

understandingwar.org


Bartosz Oleszko-Pyka: W naszej rozmowie najbardziej uderza mnie to, że nasz region Europy i pańska część świata borykają się z tym samym problemem — czyli z podtrzymaniem amerykańskiego zaangażowania w sferze bezpieczeństwa. Jak Japonia postrzega inwazję Rosji na Ukrainę i stanowisko Ameryki w odniesieniu do zagrożenia, jakie Chiny stanowią dla Tajwanu i Azji?

Prof. Tomohiko Taniguchi, bliski współpracownik (...) japońskiego premiera Shinzo Abe: Druga administracja Trumpa — "Trump 2.0", jak niektórzy ją nazywają — jak dotąd nie zajęła jasnego stanowiska w kwestii strategicznej konfrontacji między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Musimy poczekać i zobaczyć, jakie podejście sformułuje.

Konieczne jest jednak, aby przywódcy Japonii aktywnie współpracowali ze Stanami Zjednoczonymi w celu zapewnienia bezpieczeństwa Tajwanu. Co ciekawe, nastąpiła zmiana w amerykańskim języku dyplomatycznym — Departament Stanu USA odnosi się teraz do Chin jako "Chin", a nie Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL), nie wymieniając pełnej nazwy tego państwa. Ponadto Waszyngton wyraźnie powstrzymał się od wyraźnego sprzeciwu wobec niepodległości Tajwanu.

Sugeruje to, że Stany Zjednoczone zajmują stanowisko na rzecz utrzymania obecnego statusu Tajwanu. Japonia podziela takie podejście. W niedawnym wspólnym oświadczeniu wydanym przez japońskiego premiera i prezydenta Trumpa po raz pierwszy obaj przywódcy wyraźnie przyznali, że Chiny stosują dyplomację opartą na przymusie.

Co więcej, zobowiązali się do poszerzenia przestrzeni międzynarodowej Tajwanu, opowiadając się za jego uczestnictwem w globalnych organizacjach. Jeśli Trump utrzyma to stanowisko, będzie to bardzo korzystne dla Japonii.

(...)

A co z Rosją? Historia stosunków japońsko-rosyjskich jest długa i skomplikowana. Jedną z głównych kwestii są spory terytorialne o wyspy. Jak wygląda sytuacja dyplomatyczna między Tokio a Moskwą?

W terminologii judo istnieje termin "hikiwake", który oznacza mecz zakończony remisem — ani wygraną, ani przegraną. Prezydent Rosji Władimir Putin, sam uprawiający judo, użył kiedyś tego terminu podczas dyskusji na temat stosunków rosyjsko-japońskich.

Przez pewien czas istniała nadzieja na postęp. Shinzo Abe i Putin spotkali się osobiście oraz rozmawiali telefonicznie co najmniej 28 razy. Często były to rozmowy jeden na jeden.

Obaj przywódcy często powtarzali zdanie: "jeśli nie teraz, to kiedy? Jeśli nie my, to kto?" — sygnalizując wspólne pragnienie rozwiązania długotrwałych sporów, w szczególności dotyczących czterech północnych wysp okupowanych przez siły radzieckie po kapitulacji Japonii w czasie II wojny światowej. Jednak wydaje się, że w pewnym momencie Putin stracił zainteresowanie poprawą stosunków.

Z terytorialnego punktu widzenia te północne wyspy zostały zajęte przez siły radzieckie po tym, jak Japonia zgodziła się już na zawieszenie broni z aliantami. Było to wyraźne naruszenie prawa międzynarodowego. Jednak oczekiwanie, że Rosja — w przeszłości lub obecnie — będzie przestrzegać norm międzynarodowych, to myślenie życzeniowe.

Dla Shinzo Abe rozwiązanie sporu terytorialnego nie polegało tylko na odzyskaniu ziemi — chodziło również o długoterminową strategiczną pozycję Japonii. W miarę topnienia arktycznego lodu Północny Szlak Morski staje się coraz bardziej opłacalny dla żeglugi handlowej. Gdyby Japonia mogła ustanowić swoje wyłączne strefy ekonomiczne na północy, wzmocniłaby swoją strategiczną pozycję w powstającej arktycznej sieci handlowej.

Biorąc jednak pod uwagę rosnącą niestabilność Rosji pod rządami Putina, Abe musiał ostatecznie przyznać, że rozwiązanie sporu nie będzie możliwe za jego kadencji.

(...)

Jak ocenia pan obecny japoński rząd? Czy poradzi sobie ze złożonymi wyzwaniami międzynarodowymi?

Jako osoba, która blisko współpracowała z nieżyjącym już premierem Shinzo Abe, mam szczerą nadzieję, że Japonia znów będzie miała tak silnego i zdeterminowanego przywódcę jak on. Jednak nie jestem optymistą. Obecna administracja jest jedną z najsłabszych w najnowszej historii. Utraciła już większość w izbie niższej — bardziej wpływowej z dwóch japońskich izb ustawodawczych.

Na lipiec zaplanowane są wybory do izby wyższej. Niewielu analityków politycznych w Tokio spodziewa się, że rządząca koalicja odniesie zdecydowane zwycięstwo. Oznacza to, że przynajmniej przez kilka następnych lat Japonia będzie kierowana przez politycznie niestabilny rząd. Słaba administracja nieuchronnie będzie miała trudności z podejmowaniem odważnych decyzji w zakresie polityki zagranicznej, strategii wojskowej i reform gospodarczych.

Przywództwo Abe było definiowane przez jasną wizję strategiczną i zdolność do realizacji długoterminowych celów politycznych. Niestety, obecnie Japonii brakuje takiego zdecydowanego lidera. Biorąc pod uwagę rosnące wyzwania geopolityczne, przed którymi stoi Japonia, jest to poważny powód do niepokoju.

onet.pl


Ale nawet przed komentarzami Muska w tym tygodniu atmosfera panująca w wielu agencjach federalnych — spowodowana ciągłymi groźbami zwolnienia i oskarżeniami pracowników o bycie wrogami publicznymi oraz wyrzucaniem ich za wykonywanie poleceń poprzednich administracji — sprawiła, że urzędnicy czuli się bezbronni, coraz bardziej wkurzeni i zaniepokojeni o swoje bezpieczeństwo fizyczne.

Te obawy o bezpieczeństwo dotyczą organów ścigania "polujących" na źródła przecieków, a także skrajnie prawicowych ekstremistów atakujących ludzi, którzy tworzą federalną siłę roboczą.

Wielu pracowników rządu federalnego, którzy rozmawiali z POLITICO w ciągu ostatnich ośmiu tygodni, powiedziało, że nigdy wcześniej nie mieli kontaktu z dziennikarzami. I gdyby nie podejście Muska "posuwaj się szybko i rozwalaj" do redukcji personelu i dostępu do wrażliwych danych rządowych, prawdopodobnie nadal nie zmieniłoby się to w przypadku prawie wszystkich z nich.

"To on JEST ŹRÓDŁEM PRZECIEKÓW" — napisał o Musku w wiadomości na komunikatorze Signal jeden z wysokich rangą urzędników Federalnej Administracji Lotnictwa. "Kiedy podpinasz twarde dyski pod systemy danych w agencjach rządowych, tworzysz największe naruszenie bezpieczeństwa, jakie widzieliśmy od lat. Możliwe, że kiedykolwiek" — wyjaśnił urzędnik.

Jednocześnie nawet pracownicy federalni, którzy nie rozmawiali z mediami, są przerażeni podejrzeniem lub oskarżeniem o wyciek informacji do dziennikarzy.

Pracownicy agencji federalnych obawiają się również, że są potajemnie obserwowani — albo przez oprogramowanie zainstalowane na urządzeniach firmowych, albo przez kamery w biurach. Nie jest jasne, czy te zarzuty są uzasadnione, ale wywołały one głęboki niepokój wśród pracowników jeszcze przed ostatnimi groźbami ze strony Muska.

Coraz więcej rozmów odbywa się osobiście, poza biurem. Przełączamy telefony w tryb samolotowy albo schodzimy do piwnicy. Nie biorę już [ze sobą] telefonu, gdy rozmawiam ze współpracownikami. Zakładam, że wszędzie są kamery i podsłuchy — powiedział pracownik National Institutes of Health (NIH, Narodowych Instytutów Zdrowia).

Wiele osób rozmawia z dziennikarzami tylko za pomocą komunikatora Signal lub podobnych aplikacji do przesyłania wiadomości, które oferują kompleksowe szyfrowanie, aby uniemożliwić podsłuchiwanie rozmów. — Jeśli ktoś odmawia korzystania z aplikacji takiej jak Signal, a także nie rozmawia [twarzą w twarz], od razu mu nie ufam — powiedział pracownik NIH.

Niepokój potęguje wiedza o tym, jak Musk wcześniej kodował wewnętrzne wiadomości w swojej firmie produkującej samochody elektryczne Tesla z wyraźnymi informacjami, z pomocą takich rozwiązań jak "jedna lub dwie spacje między zdaniami", aby zidentyfikować przecieki. Niektórzy obawiają się, że mógłby posunąć się jeszcze dalej i zasiać w części agencji łatwe do prześledzenia kłamstwa.

— Znacznie dokładniej sprawdzam informacje, które słyszę, przed rozmową z mediami — powiedział pracownik NIH. — Wszystko, co mówi Musk, to wymachiwanie szabelką, mające na celu uciszyć pracowników rządowych. I niestety, to działa — skomentował.

onet.pl

sobota, 22 marca 2025



L'Express: "Są dekady, kiedy nic się nie dzieje i tygodnie, kiedy dzieją się dekady", jak powiedział Lenin... Czy tak jest teraz w Europie?

Władysław Surkow: Tak, w ostatnich tygodniach Stany Zjednoczone rozpętały prawdziwą słowną burzę na Europę. Ale na razie to tylko prowokacje i czcze gadanie. Najważniejsze dopiero przed nami. Waszyngton wychodzi ze stagnacji. Wciąż musi przejść przez pierestrojkę [odbudowę], głasnost [jawność] i nowe myślenie. Radziecka pierestrojka doprowadziła do upadku bloku wschodniego. Czy NATO i Unia Europejska upadną w następstwie amerykańskiej pierestrojki? Pytanie pozostaje otwarte. Decyzja należy do was.

Negocjacje w Rijadzie 18 lutego rozpoczęły się dobrze dla Rosjan. Jaki wynik można uznać za zwycięstwo Moskwy?

Militarne lub militarno-dyplomatyczne zmiażdżenie Ukrainy. Podział tego sztucznego quasi-państwa na jego naturalne fragmenty. Po drodze mogą wystąpić manewry, spowolnienia i przerwy. Ale ten cel zostanie osiągnięty.

Czy cele Rosji w Ukrainie zmieniły się od 24 lutego 2022 roku?

Jej cele strategiczne nie uległy zmianie, ale cele taktyczne zostały dostosowane w miarę wdrażania strategii.

Powiedział pan: "Dla Rosji stała ekspansja to nie tylko kolejna idea, to egzystencjalny warunek naszego historycznego istnienia". Jakie widzisz granice Rosji?

Zbudowałem oficjalną ideologię opartą na koncepcji "rosyjskiego świata", która istniała już w kręgach filozoficznych. Rosyjski świat nie ma granic. Rosyjski świat jest wszędzie tam, gdzie są rosyjskie wpływy, w takiej czy innej formie: kulturowej, informacyjnej, militarnej, gospodarczej, ideologicznej lub humanitarnej... Innymi słowy, jest wszędzie. Zakres naszych wpływów różni się znacznie w zależności od regionu, ale nigdy nie jest zerowy. Będziemy więc rozprzestrzeniać się we wszystkich kierunkach, tak daleko, jak Bóg zechce i tak silni, jak jesteśmy. Ważne jest, aby nie dać się ponieść i nie brać na siebie zbyt dużego kawałka.

Taka interpretacja pozostawia niewiele miejsca na subiektywność ludzi. Co jeśli nie chcą być częścią tego "rosyjskiego świata"? Czy ludzie mogą być z nim siłą kojarzeni? A przede wszystkim, dlaczego?

Nie widzę w mojej poprzedniej odpowiedzi cienia zaprzeczenia podmiotowości narodów. To Europa zignorowała podmiotowość narodu ukraińskiego, wspierając dwa zamachy stanu w Kijowie. Na przykład w 2014 r. ponad połowa Ukraińców posługiwała się na co dzień językiem rosyjskim, zarówno w pracy, jak i w domu. Mniej niż połowa z nich popierała integrację z Unią Europejską, a jeszcze mniej chciało wstąpić do NATO. Wbrew woli narodu ukraińskiego, a w każdym razie wbrew woli większości z nich, Zachód próbuje zmusić Ukrainę do uległości, nie rozumiejąc tak naprawdę dlaczego. Nawet w tej chwili europejska broń, w tym francuska, jest używana przeciwko mojemu krajowi w celu wsparcia marionetkowego reżimu w Kijowie, który nie opiera się na większości narodu ukraińskiego, ale na jego antyrosyjskiej i prozachodniej mniejszości. Jest to kontynuacja zachodnich prób kolonizacji Ukrainy siłą.

Czy powrót Ukrainy do rosyjskiej strefy wpływów był świadomym celem rosyjskiej polityki zagranicznej od upadku Związku Radzieckiego? Innymi słowy, czy aneksja Ukrainy była celem, do którego Moskwa dążyła na różne sposoby od 1991 roku?

Jest to cel Moskwy, ale także Kijowa. Na różne sposoby, w różnym czasie, z różnym powodzeniem. Zarówno w Rosji, jak i na Ukrainie, od upadku ZSRR, zawsze było wielu ludzi myślących o zbliżeniu lub zjednoczeniu naszych krajów. Nawet dziś są tacy po obu stronach frontu. To naturalne, jesteśmy ludźmi tej samej krwi. Pokojową współpracę uniemożliwiły dwa wspierane przez Zachód zamachy stanu w Ukrainie, w 2005 i 2014 roku. W obu przypadkach Ukraińcy zostali bezprawnie poddani rządom agresywnej mniejszości, motywowanej legendami upolitycznionej etnografii i mirażami integracji europejskiej. Mniejszość ta doprowadziła Ukrainę do wojny.

Czy nie uważa pan, że wojna z Rosją, wręcz przeciwnie, stworzyła naród ukraiński i "antyrosyjską" tożsamość, w tym wśród rosyjskojęzycznych Ukraińców? Innymi słowy, czy Rosja nie stworzyła tego, czemu zaprzeczała?

Ukraina jest sztucznym tworem politycznym, do którego wtłoczono co najmniej trzy bardzo różne regiony: południe i wschód, rosyjskie; centrum, rosyjsko-nierosyjskie; i zachód, antyrosyjski. Nie mogli się dogadać i nigdy się nie dogadali. Wojna w Ukrainie rozdzieli Rosjan i anty-Rosjan lub, parafrazując Ewangelię, owce i kozły. Anty-Rosjanie nie dorosną. Ale ograniczy się do swojego historycznego terytorium i przestanie rozprzestrzeniać się po rosyjskiej ziemi. Być może pewnego dnia Ukraina będzie prawdziwym państwem, ale tylko w swoich naturalnych granicach, a zatem znacznie mniejszym.

Europejczycy nie są zapraszani do udziału w dyskusjach, które dotyczą przede wszystkim ich samych. Co pan o tym sądzi?

"Niezaproszony" nic nie znaczy. Amerykanów też nikt nie zapraszał. Sami się zaprosili, sami przejęli inicjatywę. Rosja od lat mówi, że jest gotowa do rozmów. Europa mogła zareagować w każdej chwili i rozpocząć dialog. Nie zrobiła tego. Zrobili to inni. To powiedziawszy, wszyscy wiedzą, że trwałe rozwiązanie konfliktu jest niemożliwe bez udziału UE. Zrównoważony podział Ukrainy będzie musiał obejmować udział Brukseli.

Wydaje się, że ma pan niskie mniemanie o Unii Europejskiej, ale często mówi o niej jako o spójnym obszarze. Jaką formę powinna przyjąć polityczna Europa?

UE powstała w 1992 roku, zaraz po upadku ZSRR. Wasza Unia została zbudowana na ruinach naszej. To uderzyło do głowy waszej polityce. UE zaczęła się rozszerzać w szaleńczy i, powiedziałbym nawet, nierozważny sposób. Przybrała na wadze. Przedkłada ilość nad jakość. Rezultatem jest struktura zarządzania, która jest otyła, nadmiernie kolegialna i produkuje jedynie półśrodki. W tym kontekście byliśmy świadkami pojawienia się pokoleń europejskich polityków, których specjalnością są półśrodki. Teraz Europa musi zdecydować, czy jest państwem, czy nie. Kraje członkowskie przekazały swoją suwerenność UE, ale nie całkowicie: kolejny półśrodek! W rezultacie ani UE, ani jej członkowie nie są w pełni suwerenni. Musimy wydostać się z tej niepewnej sytuacji pośredniej, albo powracając do poprzedniego stanu czysto gospodarczej wspólnoty, albo podejmując zdecydowany krok w kierunku suwerennej federacji. Tak czy inaczej, będzie to wymagało siły woli i dużej dawki dobrego, staromodnego autorytaryzmu. Wielu Europejczyków myśli w ten sposób. Euro-putiniści i euro-trumpiści zyskują na sile. Być może ożywią Europę. Musimy dać im szansę na ocalenie wielkiej europejskiej kultury, która jest kuzynką kultury rosyjskiej i amerykańskiej. W przeciwnym razie, jeśli chcesz poznać przyszłość Francji i innych krajów, po prostu przeczytaj Submission Michela Houellebecqa.

"Nasze zwycięstwo [w Ukrainie] zmieni nas i Zachód. Będzie to nowy krok w kierunku integracji Wielkiej Północy", napisał pan we wrześniu 2023 r. na stronie Aktualnye Kommentarii. Czy nadal wierzy pan w tę "globalną Północ", która zintegrowałaby Rosję, Europę i Stany Zjednoczone?

W przyszłości Zachód stanie się bardziej autorytarny, a Rosja mniej. Proporcje wolności i dyscypliny w naszych systemach politycznych będą zbieżne. Może nie stanie się to z dnia na dzień i zostanie osiągnięte kosztem konfliktów i tragedii, ale jest pewne, że Stany Zjednoczone, Europa i Rosja osiągną wysoki stopień wzajemnego zrozumienia i współpracy. Jest to kwestia przetrwania wielkiej cywilizacji nordyckiej, do której należą kultury rosyjska, europejska i amerykańska, na tle niemal nieznośnej presji demograficznej z Południa.

Dlaczego - i jak - Rosja powinna stać się mniej autorytarna? Do tej pory system ewoluował tylko w kierunku większej władzy...

Pierwszy cel, stabilizacja wewnętrznej sytuacji politycznej Rosji, został osiągnięty w 2000 roku. Dziś stabilizujemy sytuację międzynarodową kraju. Kiedy ten cel zostanie osiągnięty, zobaczymy pierwsze oznaki stopniowego rozluźnienia systemu.

Czy wybór Donalda Trumpa i wzrost znaczenia partii nacjonalistycznych w Europie może oznaczać koniec tego, co nazywa pan "geopolityczną samotnością" Rosji?

Geopolityczna samotność jest stałym elementem postrzegania samego siebie przez nasz naród. Mówiąc prościej, jest to pogląd, że możemy polegać tylko na sobie i dlatego musimy uzbroić się w cierpliwość, chleb i broń. Dojście Trumpa do władzy w niczym tego nie zmienia. Nie chodzi tu o współczesne stosunki międzynarodowe, ale o naszą narodową świadomość i nieświadomość.

Jaką rolę odegrałyby Chiny - i sojusz rosyjsko-chiński - w tym projekcie "Globalnej Północy"?

Podstawą chińskiej doktryny geopolitycznej jest różnorodność, współistnienie i współpraca różnych cywilizacji. Jest to bardzo dobrze przemyślany i atrakcyjny model porządku światowego. Wielka cywilizacja chińska będzie współistnieć i współpracować z wielką cywilizacją nordycką. Sojusz między Chinami a Rosją jest częścią tej międzycywilizacyjnej współpracy.

Pan wymyślił "putinizm". Czy Trump zaadaptował go do Stanów Zjednoczonych?

Kiedy Trump został wybrany po raz pierwszy, wiele bardzo poważnych amerykańskich mediów opublikowało artykuły twierdzące, że jego zespoły korzystały z moich metod propagandowych i niektórych moich pomysłów politycznych. Nie wiem, czy jest to prawda, półprawda czy postprawda. W tym czasie prezydent Stanów Zjednoczonych publicznie oświadczył, cytuję: "Przyszłość nie należy do globalistów, ale do patriotów"; "Wolny świat musi objąć swoje narodowe korzenie, które są niezastąpione"; "Jeśli chcesz demokracji, trzymaj się swojej suwerenności". Krótko mówiąc, są to zasady suwerennej demokracji, które sformułowałem na początku XXI wieku i które stały się koncepcyjną podstawą putinizmu. Przypadek? Kto wie? W każdym razie jasne jest, że ideologicznie Trump jest bliższy Putinowi niż Macronowi.

Czy zgadza się pan się z premierem Węgier Viktorem Orbánem, że liberalna demokracja jest przestarzała?

Szanuję specyfikę kulturową wszystkich narodów, nawet jeśli wydają mi się one sprzeczne. Jeśli liberalna demokracja jest specyfiką kultury politycznej danego kraju lub grupy krajów, to jest to ich absolutne prawo. Podobnie, jeśli liberalna demokracja nie odpowiada Rosji, to jest to nasze prawo. Liberalizm i liberalna demokracja nie są przestarzałe. To, co się z nimi obecnie dzieje, to tylko kryzys, nie umierają. Ale idea, że są one uniwersalne i z natury lepsze od innych systemów, jest martwa.

Czy Stany Zjednoczone Trumpa mogą stać się sojusznikiem Rosji?

Trump nie wydaje mi się kimś, kto chce zawierać sojusze.

Czy system "demokracji z monarchicznym archetypem", który pan wymyślił, nie jest wrażliwy, ponieważ zależy od jednego człowieka?

Nie ma czegoś takiego jak idealny system polityczny; każdy model ma swoje słabe punkty. Nasz model, podobnie jak wszystkie inne, ma swoje własne ryzyko i kody autodestrukcji. Jest to po prostu najskuteczniejszy model dla naszego kraju. Zbudowanie go zajęło mi dziesięć lat i spójrzmy na to: działa. Potrzebujemy cara. Okresy bez cara zawsze kończą się dla nas katastrofą. Wielobiegunowość jest dobra dla polityki zagranicznej, a nie wewnętrznej.

Jak pan myśli, dlaczego okresy bez cara zawsze kończą się dla Rosji katastrofą? Dlaczego Rosja nie może obejść się bez cara?

Mógłbym udzielić setek tysięcy różnych odpowiedzi na to pytanie. Udzielę tylko najkrótszej: nie wiem.

Czy dzisiejsza Rosja jest tą samą Rosją, którą wyobrażałeś sobie w 1999 roku?

Tak, w 99,9%.

Oprócz politycznego autorytaryzmu, rosyjski system dodał konserwatywny, a nawet reakcyjny wymiar - rolę Kościoła, prawa dotyczące nietradycyjnej orientacji seksualnej itp. Czy postrzega pankonserwatyzm jako środek mobilizacji rosyjskiego ciała politycznego?

Wszystkie zmiany w naszym systemie politycznym od 1999 roku zawsze opierały się na konserwatywnych i stosunkowo tradycjonalistycznych ideach. Już wtedy mówiłem o matrycy mentalnej, archetypach naszej świadomości narodowej, których nie można ignorować. Rosyjscy liberałowie z przełomu lat 80. i 90. popełnili błąd, myśląc, że Rosja jest czystą kartką, na której mogą zbudować wszystko. Zapomnieli, że Rosja istnieje od tysiąca lat, że jej fundamenty zostały położone na długo przed nami i że te fundamenty nie tylko definiują nasze możliwości. Określają one również nasze możliwości i wyznaczają wyraźne granice dla wszelkich przyszłych konstrukcji państwowych. Narzędzia polityczne nie są tak ważne, jak nam się wydaje. Polityka to przede wszystkim domena emocji i namiętności, a dopiero potem narzędzi. Zawsze sprowadza się do kwestii władzy, która jest najstarszym, najmroczniejszym i najbardziej irracjonalnym aspektem ludzkiej natury. Narzędzia polityczne pomagają radzić sobie z falami, ale ich nie tworzą.

Jaka jest pańska odpowiedź na pytanie postawione przez rosyjskiego pisarza Ziamatine'a : "Czy lepiej jest mieć szczęście bez wolności, czy wolność bez szczęścia?".

Postawienie tego pytania w taki sposób nie pozostawia mi wyboru. Jean-Paul Sartre powiedział: "Człowiek jest skazany na wolność". Skazany! Wybieram więc wolność, ze szczęściem lub bez.

Jaka wolność może istnieć bez wolności politycznej?

Dla mnie wolność nie ma absolutnie nic wspólnego z polityką. Dla mnie reżyser, który w liberalnej demokracji ośmiela się nie obsadzić wielkiego aktora, ponieważ został on "odwołany" z powodu oszczerczych donosów, jest niewolnikiem. Dla mnie biały mężczyzna, który klęka przed czarnym mężczyzną, ponieważ biały mężczyzna kiedyś skrzywdził czarnego mężczyznę, jest niewolnikiem. Dla mnie dyrektor firmy, który rekrutuje kogoś na odpowiedzialne stanowisko nie dlatego, że jest najlepszy, ale dlatego, że jest transpłciowy, jest niewolnikiem. Jednak wszyscy ci niewolnicy mają, przynajmniej na papierze, wszystkie swoje wolności polityczne.

W jakie działania zaangażował się pan od czasu opuszczenia Kremla?

Żyję swoim prywatnym życiem, o którym nigdy nie mówię publicznie.

Czy to oznacza, że aktywna faza pańskiej działalności politycznej dobiegła końca? Czy stworzył pan już wszystko, co chciał?

Jak już wspomniałem, system, który pomogłem stworzyć, jest w 99,9% zgodny z moimi wyobrażeniami. Nie wiem jeszcze, jak poradzić sobie z pozostałym 0,1%: czy jest to niewielka zmiana w planie, która nie ma znaczenia, czy też jest to poważne niedopatrzenie, błąd z mojej strony? Pomyślę o tym...

lexpress.fr


Jeśli chodzi o proch, Polska ma swoją technologię. Nowoczesne prochy kompozytowe "o obniżonej wrażliwości na incydentalne bodźce inicjujące" opracowała Wojskowa Akademia Techniczna. Mogą być wykorzystywane w średnio- i wielkokalibrowej amunicji artyleryjskiej. Jak wyjaśnia prof. dr hab. inż. Stanisław Cudziło z Zakładu Materiałów Wybuchowych WAT, prochy te określane są w języku angielskim akronimem LOVA i nie badano oraz nie produkowano ich wcześniej w Polsce. Zdaniem naszego rozmówcy "możliwie szybkie uruchomienie produkcji" oraz wprowadzenie amunicji z tym prochem w Wojsku Polskim "jest ze wszech miar wskazane".

- Taka amunicja jest bezpieczniejsza w eksploatacji i charakteryzuje się przy tym większą zdolnością rażenia niż amunicja zawierająca standardowe prochy. Ponadto w Polsce do chwili obecnej nie produkuje się nitrocelulozy oraz innych ważnych komponentów standardowych prochów jedno- i dwubazowych - zwraca uwagę naukowiec.

- Z tego powodu polscy producenci amunicji są całkowicie uzależnieni od importu surowców do produkcji prochu, a ich dostępność na rynku europejskim i nie tylko jest obecnie bardzo ograniczona z racji toczącej się wojny w Ukrainie. Proch opracowany w WAT zawiera niewielką ilość nitrocelulozy i ponad 70 proc. heksogenu, który jest produkowany w Polsce przez Nitro-Chem - tłumaczy.

money.pl