wtorek, 4 marca 2025



Chiński przywódca Xi Jinping przyjął w piątek w Pekinie sekretarza Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej Siergieja Szojgu. Do spotkania doszło zaledwie cztery dni po rozmowie Xi z rosyjskim przywódcą Władimirem Putinem. Tego dnia Szojgu odbył spotkanie również z szefem chińskiej dyplomacji Wangiem Yi.

Kilka godzin później w Waszyngtonie miało dojść do podpisania umowy o eksploatacji ukraińskich zasobów mineralnych przez USA, która miała utorować drogę do zakończenia rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Jednak podczas spotkania z dziennikarzami doszło do gwałtownego sporu między Zełenskim a Trumpem i wiceprezydentem J.D. Vance'em, a w konsekwencji odłożono podpisanie dwustronnego porozumienia.

„Spotkanie Szojgu z Xi i Wangiem miało na celu poinformowanie stron - podobnie jak dwie (w tym roku) rozmowy między Putinem i Xi - o najnowszych wydarzeniach, ale także wysłanie wiadomości do USA o ich nierozerwalnym związku, co z kolei potwierdza ich wspólne przekonanie, że Zachód jest słaby, podzielony i podupada, a Chiny i Rosja są, jak mówią, po właściwej stronie historii” – wyjaśniła Havren, ekspertka Royal United Service Institute (RUSI), think tanku zajmującego się obronnością i bezpieczeństwa.

Zapytana, czy dążenia administracji Trumpa do osłabienia pozycji Chin poprzez znormalizowanie stosunków z Rosją, uznaje za nieosiągalne, ekspertka odparła: „Związki Chin i Rosji są już bardzo głębokie, współpracują i koordynują działania w niemal wszystkich obszarach administracyjnych, a w przestrzeni wojskowej nazwałabym te państwa sojusznikami - nawet jeśli nie mają formalnego traktatu, ale zamiast tego nazywają się nawzajem modelowym partnerstwem na nową erę”. Jej zdaniem teoria, że może dojść do „odwróconego manewru Nixona/Kissingera” jest „całkowicie nierealistyczna”.

(...)

Jak zaznaczyła ekspertka RUSI „w relacjach między Rosją a Chinami istnieje nieodłączna i wewnętrzna logika - ich powiązania gospodarcze, od handlu po technologie wojskowe - są coraz ważniejsze dla obu stron, a ich zerwanie byłoby dla nich bardzo kosztowne”.

Jednocześnie wskazała, że postrzeganie Rosji jako „młodszego partnera” Chin jest „niewłaściwym” spojrzeniem na tę relację, ponieważ „Chiny również potrzebują Rosji i czerpią ogromne korzyści z bliskich relacji z Rosją”.

Rozmówczyni PAP podkreśliła, że obu rządom przyświeca jeden nadrzędny cel: zmienić globalny porządek i zniszczyć zachodnią demokrację, co zapewni bezpieczeństwo ich reżimom.

(...)

Havren zwróciła uwagę, że kadencja Trumpa potrwa zaledwie cztery lata, podczas gdy jego odpowiednicy, którzy są przywódcami swoich krajów od przeszło dekady, mogą jeszcze przez kolejne lata pozostać na swoich stanowiskach. „Putin nie wrzuci Chin pod koła dla ewentualnej krótkoterminowej strategii. Taka separacja byłaby po prostu strategicznie niekorzystna dla obu stron” – podsumowała.

Rozmówczyni PAP zapytana o ewentualną możliwość zaangażowania się Pekinu w rozmowy pokojowe w celu zakończenia wojny w Ukrainie, zaznaczyła, że Chiny przy stole negocjacyjnym miejsca nie zajmą.

PAP


Vance mówił w wywiadzie dla Fox News o warunkach, jakie stawia Biały Dom, by powrócić do rozmów z Ukrainą po kłótni z udziałem jego, prezydenta Trumpa i prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego.

"Myślę, że jeśli (Zełenski) zadzwoni i przedstawi poważną propozycję, jak zamierza zaangażować się w ten proces... Słuchaj, są szczegóły, które naprawdę mają znaczenie, nad którymi już pracujemy z Rosjanami. Rozmawialiśmy już z niektórymi naszymi sojusznikami. On musi poważnie zaangażować się w szczegóły. Myślę, że gdy to się stanie, to wtedy na pewno będziemy chcieli porozmawiać" - powiedział Vance.

Mówił też, że podczas spotkania w Gabinecie Owalnym Zełenski okazał brak szacunku i przyjął postawę roszczeniową, ale że Biały Dom jest w stanie to zignorować, jeśli tylko Ukraina będzie gotowa na poważne rozmowy.

Ocenił przy tym, że Zełenski nadal nie jest do tego gotowy, ale "ostatecznie będzie, bo musi".

Wiceprezydent Vance krytykował Ukrainę za to, że chce uzyskać od USA gwarancje bezpieczeństwa, lecz odmawia rozmowy na temat szczegółów jej ustępstw terytorialnych. Argumentował też, że umowa o minerałach miała stanowić silniejsze gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy, niż obecność europejskich sił zbrojnych.

(...)

Vance krytykował też wyrazy europejskiej solidarności wobec Zełenskiego, twierdząc, że czynią mu niedźwiedzią przysługę, bo "ich własne społeczeństwa mówią, że nie będą w nieskończoność finansować tej wojny" i w prywatnych rozmowach przywódcy ci mówią to samo i mówią o konieczności przystąpienia Zełenskiego do rozmów.

"Szczerze mówiąc nie obchodzi mnie, co Europejczycy mówią publicznie. Obchodzi mnie, co mówią prywatnie i co powinni powiedzieć prezydentowi Zełenskiemu. To nie może trwać wiecznie, ten rozlew krwi, zabijanie, dewastacja gospodarcza, to pogarsza sytuację wszystkich" - powiedział.

Vance stwierdził jednocześnie, że Władimir Putin "powiedział, że chce rozmawiać o pokoju", a postawa administracji Trumpa wobec tych deklaracji polega na zasadzie "ufaj, ale sprawdzaj".

(...)

Mówiąc o swojej własnej roli w kłótni, która zaczęła się od jego włączenia się do rozmowy, Vance twierdził, że chciał "rozładować napięcie". Twierdził też, że przez pierwsze pół godziny spotkania Trump robił co mógł, by być uprzejmy i miły dla Zełenskiego, "nawet gdy Zełenski go drażnił, nawet gdy Zełenski mówił rzeczy, które (Vance) uważał za nieprawdziwe".

PAP


Kijów brał na poważnie już wcześniejsze groźby USA o wstrzymaniu pomocy, zwłaszcza że powolne wycofywanie się USA trwa już od pewnego czasu, choćby "w bazie logistycznej w Rzeszowie, gdzie po wygranej Trumpa dostawy z pomocą dla Kijowa przestały napływać, a magazyny zaczęły się opróżniać" - podał dziennik, powołując się na anonimowe źródło na miejscu.

Jak poinformowała gazeta, Ukraińcy obawiają się teraz, że USA wycofają się też z umów dotyczących serwisowania sprzętu wojskowego, zrzucając odpowiedzialność za to na Polskę i inne kraje europejskie. "Główne obawy (Kijowa) dotyczą (...) obrony przeciwlotniczej. Nasilone rosyjskie ataki z wykorzystaniem dronów w lutym pokazały, że Rosja próbuje wyczerpać ukraińskie rezerwy amunicji przeciwlotniczej" - ocenił dziennik. Jego zdaniem zaprzestanie amerykańskiej pomocy, choć problematyczne, nie byłoby dla Ukrainy katastrofalne, biorąc pod uwagę zapowiedzi pomocy ze strony UE.

PAP


Obserwator wojskowy David Axe z Forbesa podkreśla z kolei, że Ukraina potrzebuje szybkiego znalezienia zamiennika dla amerykańskich rakiet przeciwlotniczych Patriot, gdyż kraj ten najprawdopodobniej nie posiada ich zapasów, a na nowe partie, ze względu na pogorszenie się stosunków ze Stanami Zjednoczonymi, nie ma nadziei. Ekspert zauważył, że ​​niemal wszystkie inne rodzaje broni, których Ukraina potrzebuje, może produkować sama lub otrzymywać od europejskich sojuszników; jeśli jednaki chodzi o produkcję najlepszych systemów przeciwlotniczych, to wśród demokratycznych krajów świata niemal monopolistyczną pozycję mają Stany Zjednoczone.

A ponieważ prezydent USA Donald Trump coraz bardziej skłania się ku Rosji, Ukraina i Europa nie mogą już liczyć na stabilne wsparcie ze strony jego kraju - uważa Axe.

Przypomniał, że ​​brytyjski premier Keir Starmer ogłosił przeznaczenie 2 miliardów dolarów na dostarczenie Ukrainie 5000 rakiet przeciwlotniczych krótkiego zasięgu Martlet, które są produkowane przez francuską firmę Thales, a norweska firma Kongsberg ogłosiła plany wspólnej produkcji rakiet przeciwlotniczych dla baterii NASAMS na Ukrainie. Jednak, zdaniem analityka, żadna z inicjatyw nie rozwiązuje problemu ukraińskiej obrony powietrznej dalekiego zasięgu.

Wyjaśnił, że o ile Martlety mogą razić rosyjskie drony szturmowe z odległości do 8 km, a NASAMS - do 40 km, to Patrioty mogą niszczyć wrogie pociski, rakiety, a nawet niemal wszystkie pociski balistyczne z odległości ponad 100 km. Dlatego Axe uważa, że ​​kraje europejskie muszą pilnie wyposażyć Ukrainę w całkowicie europejskie systemy obrony powietrznej klasy Patriot.

Jednocześnie podaje w tym zakresie “jedyną realistyczną opcję”. To kompleks SAMP/T - tzw. „Euro-Patriot”, który jest wspólnym dziełem konsorcjów MBDA i Eurosam Thales. Ukraina ma już dwie baterie SAMP/T, ale potrzebuje ich znacznie więcej, podobnie jak setek pocisków Aster, których używa ten typ broni.

Analityk zauważa, że ​​wcześniej Eurosam potrzebował prawie czterech lat od zawarcia umowy do wyprodukowania i dostarczenia jednej rakiety, ale konsorcjum obiecało skrócić ten okres do 18 miesięcy. Ale i tak jest to zbyt długi okres, biorąc pod uwagę powagę kryzysu bezpieczeństwa transatlantyckiego”.

Axe przypomniał, że jesienią francuski minister obrony Sébastien Lecornu naciskał na zatwierdzenie nowej francuskiej ustawy, mającej na celu przyspieszenie produkcji pocisków rakietowych. Presja się opłaciła i rząd francuski spodziewał się, że MBDA dostarczy pierwszą partię 400 pocisków Aster (o wartości 2,2 miliarda dolarów) jeszcze do końca roku. Paryż planował również przekazać większość tych rakiet Ukrainie.

- Więcej asterów jest w drodze jako rezerwa i potencjalny zamiennik amerykańskich Patriotów na Ukrainie. Oczywiście Ukraińcy będą również potrzebować dodatkowych wyrzutni i radarów SAMP/T. Ale proces stopniowego wycofywania się Ukrainy z amerykańskich systemów obrony powietrznej już się rozpoczął. I niewątpliwie przyspieszy - uważa obserwator wojskowy.

belsat.eu


Elon Musk i jego akolici z Departamentu Efektywności Rządu (DOGE) są zdeterminowani, aby przeprowadzić radykalne cięcia. Krytycy twierdzą jednak, że "reformy" mogą zaszkodzić Stanom Zjednoczonym — zwłaszcza w starciu z ambitnymi Chinami. Pekin prześcignął już Stany Zjednoczone pod względem liczby placówek dyplomatycznych na całym świecie, rozszerzając swoje wpływy zagraniczne w miarę zmniejszania się wpływów Ameryki.

— Administracja Trumpa zamierza radykalnie zmniejszyć zakres i cele amerykańskiej dyplomacji, przywrócić ją, jeśli nie do XIX w., to przynajmniej do poziomu sprzed przed II wojny światowej — powiedział Tom Shannon, były wysoki rangą urzędnik Departamentu Stanu, który służył pod rządami republikańskich i demokratycznych prezydentów.

Nowe amerykańskie władze planują skoncentrować Departament Stanu na obszarach takich jak transakcyjne umowy rządowe, ochrona bezpieczeństwa USA i promowanie inwestycji zagranicznych w Ameryce.

Oznacza to ograniczenie lub wyeliminowanie placówek skupionych na inicjatywach podejmowanych w ramach budowania soft power. Chodzi o wysiłki na rzecz demokracji, ochronę praw człowieka, wspieranie badań naukowych etc.

onet.pl/Politico

poniedziałek, 3 marca 2025



Głównym celem podróży Zełenskiego do Stanów Zjednoczonych było unormowanie stosunków z Trumpem poprzez podpisanie memorandum w sprawie m.in. wydobycia zasobów naturalnych oraz przekonanie go do przyznania Kijowowi wiarygodnych i trwałych gwarancji bezpieczeństwa jako warunku rozpoczęcia rozmów z Rosją o zawieszeniu broni. Kłótnia w Białym Domu wpisała się w trwający od kilkunastu dni spór pomiędzy oboma prezydentami (zob. Trump–Zełenski: retoryczna eskalacja). Trumpowi zależy na szybkim zakończeniu wojny za cenę ukraińskich ustępstw wobec Moskwy (ich zakres pozostaje jednak jasny), a Zełenskiemu – na uzyskaniu od Waszyngtonu gwarancji bezpieczeństwa i znośnych warunków zawieszenia broni. Jego asertywna postawa pod koniec rozmów w Białym Domu podyktowana była obawą przed dążeniem amerykańskiego przywódcy do porozumienia z Rosją kosztem Ukrainy. Słowa Zełenskiego o tym, że Moskwa to partner niewiarygodny i wielokrotnie łamiący zobowiązania, odebrano w USA jako zakwestionowanie całości działań tamtejszej administracji na rzecz zakończenia konfliktu.

Publiczny spór z Trumpem wzmocni naciski Kijowa na państwa europejskie, by zintensyfikowały pomoc dla Ukrainy. Przekaz ten jest wyraźny od konferencji w Monachium, gdzie Zełenski apelował do Europy o większe wysiłki na rzecz powstrzymania Władimira Putina. Ukraiński prezydent będzie dążył do naprawienia relacji ze swoim odpowiednikiem w Waszyngtonie. Otwartą kwestią pozostaje, jakimi kanałami i w jakim formacie spróbuje do niego dotrzeć. Celem minimum będzie zachowanie pomocy militarnej Stanów Zjednoczonych, której brak wpłynąłby negatywnie na perspektywy utrzymania linii frontu. Dla Kijowa niezbędne są zwłaszcza pociski do systemów obrony powietrznej Patriot, pociski ATACMS do systemów rakietowych HIMARS oraz wsparcie wywiadowcze i satelitarne. Ich wycofanie istotnie obniżyłoby potencjał obronny Ukrainy, tym bardziej że kraje europejskie nie mogą ich w pełni zastąpić.

Postawa Zełenskiego spotkała się z pozytywnymi reakcjami na Ukrainie. Zarzuty Trumpa i Vance’a odebrano jako kłamliwy i nieuzasadniony atak na państwo i prezydenta oraz jako grę na rzecz Rosji. Postępowanie ukraińskiego przywódcy odczytano jako próbę zachowania godności i przeciwdziałania manipulacjom Amerykanów, np. w kwestii wielkości pomocy udzielanej przez USA oraz skali zniszczeń. Zyskało ono uznanie większości liderów opinii i celebrytów, a opozycji ograniczyło pole do krytyki. Szef największej partii opozycyjnej Petro Poroszenko oznajmił, że nie zamierza krytykować Zełenskiego, i wezwał do konsolidacji wokół Sił Zbrojnych Ukrainy. W podobnym tonie wypowiedział się cieszący się najwyższym poparciem społecznym generał Wałerij Załużny, były naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy. Jednocześnie odnotowano zbyt emocjonalną reakcję prezydenta oraz jego słabe przygotowanie językowe, a także merytoryczne odnośnie do wewnątrzamerykańskiego kontekstu i celów polityki zagranicznej Trumpa. Poparcie na Ukrainie oraz wsparcie ze strony liderów państw europejskich może stać się uzasadnieniem dla kontynuowania przez prezydenta asertywnej postawy wobec Stanów Zjednoczonych. Potwierdza to odmowa przeproszenia amerykańskiego przywódcy oraz oczekiwanie traktowania jego państwa z godnością wyrażone podczas spotkania z dziennikarzami w Londynie.

osw.waw.pl


Przedstawiciele Moskwy publicznie sugerowali, że organizacja szczytu Trump–Putin wymaga czasu i odpowiedniego przygotowania, podtrzymując zarazem zaproszenie dla prezydenta USA do udziału w obchodach zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami 9 maja w stolicy Rosji. Jednocześnie Moskwa uważnie obserwuje retorykę administracji Trumpa i szybko reaguje na pojawianie się krytycznych dla niej elementów (tak było chociażby z odnotowanymi z zaniepokojeniem przez rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa zarówno zapowiedziami sekretarza obrony Pete’a Hegsetha ewentualnego zaostrzenia polityki Waszyngtonu, jak i późniejszym wycofaniem się z nich).

Rosyjska retoryka sugeruje, że Moskwa twardo negocjuje z USA i zamierza testować, jak daleko są one gotowe uwzględniać jej maksymalistyczne żądania. Po stronie Kremla negatywne sygnały formułowali zwłaszcza szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow i jego zastępca (odpowiadający za zachodnie portfolio) Siergiej Riabkow.

Moskwa, pozytywnie oceniając atmosferę rozmów z Amerykanami, przypomina m.in. o konieczności odniesienia się do „praprzyczyn konfliktu” (aluzja do wysuwanych w ostatnich dekadach rosyjskich żądań w sferze bezpieczeństwa europejskiego w odpowiedzi na „antyrosyjską” politykę USA i NATO).

Przedstawiciele Kremla (głównie Ławrow i Riabkow) deklarowali również sprzeciw wobec ewentualnego rozmieszczenia na Ukrainie („w jakiejkolwiek formie”) sił zachodnich jako gwarantów przestrzegania zawieszenia broni (mimo że prezydent Trump twierdził, iż Putin nie ma nic przeciwko temu). Ci sami zapowiadają także, że ewentualna linia rozgraniczenia w ramach zawieszenia broni nie może pokrywać się z obecną linią frontu, ponieważ musi uwzględniać anektowanie przez Rosję czterech ukraińskich obwodów w ich granicach administracyjnych. Sugeruje to konieczność wycofania się z nich części sił ukraińskich. Podkreślają też, że na „pozostałych obszarach Ukrainy” nie może obowiązywać „antyrosyjskie” ustawodawstwo, co nawiązuje do hasła „denazyfikacji” tego państwa.

Przede wszystkim jednak nie spadła intensywność rosyjskich działań zbrojnych na Ukrainie, zarówno sił lądowych, jak i powietrznych, wywołujących poważne szkody i liczne ofiary. Moskwa sugeruje zarazem wyraźnie, że zawieszenie broni będzie możliwe jedynie w ramach szerszej politycznej regulacji, a nie jako wstęp do niej, i traktuje to jako kluczowy czynnik wzmacniający jej pozycję w negocjacjach.

Najnowsze napięcia amerykańsko-ukraińskie, istotnie osłabiające pozycję Kijowa, będą sprzyjać usztywnieniu rosyjskiego stanowiska negocjacyjnego. Kreml liczy przy tym, że równolegle będą narastać również spory amerykańsko-europejskie.

osw.waw.pl


Jak zauważył rozmówca PAP, kazachska administracja i elity władzy nie wymagają „urabiania” przez Rosję: „Mają świadomość, że koniec wojny jest blisko, a deal będzie premiował Rosję. To znaczy ta nie przegra. Dlatego uważają, co jest zresztą z ich strony racjonalne, że dalej będą musieli robić politykę z Rosją, a ta będzie w stanie odpowiadać na potrzeby tego kraju, np. w zakresie rosnącego zapotrzebowania na gaz. Pamiętajmy też, że właśnie Rosja jest faworytem w zakresie budowy kazachskiej elektrowni jądrowej. Wreszcie ma znacznie silniejsze niż Europa czy Chiny instrumentarium nacisku w postaci znajomości i kontaktów w kazachskich elitach, które wciąż są powiązane siecią zależności z Rosją” – podkreślił Marcin Popławski. 

PAP


Izrael ogłosił dzisiaj, że IDF bierze pod opiekę Druzów na południu kraju, ale także na przedmieściu Damaszku  Dżaramana. Z Dżaramana pochodzi nagranie świętujących członków milicji druzyjskiej na wieść o zadeklarowanym wsparciu militarnym Izraela. Drugie nagranie pokazuje jadący do Damaszku konwój  druzyjskiej milicji z prowincji Suwajda na południu kraju, także objętej gwarancją izraelską. 

👉Z rząd w Damaszku wspierany przez Turcję wzywa Druzów do złożenia broni. Równocześnie Damaszek nie chce wchodzić w bezpośredni konflikt z Izraelem i zabrania lokalnym milicjom na południu, także palestyńskim, atakowania okupacyjnych sił izraelskich. Nie sądzę jednak, by udało się uniknąć konfrontacji na dłuższą metę. 

👉Oprócz wsparcia militarnego, z Izraela wjechał dzisiaj do okupowanej części Syrii konwój z pomocą humanitarną dla Druzów. Ma on zbliżyć jeszcze bardziej Druzów syryjskich do Izraela, zapewniając ich lojalność. Podobnie Izrael współpracował z chrześcijanami w Libanie w drugiej połowie ubiegłego wieku i źle się to skończyło dla wszystkich.

🗣️Wygląda na to, że Izrael wchodzi z butami w wewnętrzną politykę Syrii i wspiera Druzów, którzy de facto zbuntowali się zbrojnie przeciwko nowym władzom. Równocześnie Izrael stara się utworzyć lokalny sojusz amerykańsko-rosyjski, który doprowadzi do powrotu Rosji do baz nad morzem Śródziemnym kosztem wpływów tureckich.

To potencjalne zawirowanie, które również dobije się na nas. Turcja, kraj NATO zacieśniający współpracę z Ukrainą, wchodzi w kolejny obszar konfliktu z Rosją, tyle że tutaj wspieraną przez Izrael i ewentualnie  przez USA. Rosja zyskuje pole manewru i oddziaływania, bo w zanadrzu ma także bardzo ważną współpracę z Iranem, który Izrael może zaatakować. W ten sposób rodzi się kolejny, bliskowschodni clusterf... /uck - red./

Co ciekawe, Izrael powtarza schemat działania z Libanu sprzed dekad, gdy sojusznikami Izraelczyków byli chrześcijanie. Tak źle się to zakończyło dla wszystkich, że jedną z lekcji wyraźnie powtarzanych na uczelniach izraelskich, także tych zajmujących się bezpieczeństwem, jest stwierdzenie, że nie wolno dać się wciągnąć w politykę wewnętrzną sąsiednich krajów. Albo tak było w czasie moich studiów, albo  nadal jest, ale obecny rząd Izraela to ignoruje. Do tego zachowuje się tak, jakby Trump, czy bezwarunkowe wsparcie USA, miały trwać wiecznie. 

x.com/JarekKociszewsk


— Spróbuję zwizualizować lub wyjaśnić logikę tego, co dzieje się w pobliżu Pokrowska. Nasze dowództwo w maksymalnym możliwym zakresie testuje systemy bezzałogowe i technologie związane z nowoczesnymi działaniami wojennymi — podaje ekspert.

— Niedawno we wrogich kanałach propagandowych pojawiły się publikacje mówiące o tym, że okupant nie powinien już wtykać nosa do miasta Sełydowe, ponieważ natychmiast pojawiają się tam ukraińskie drony. To prawda — twierdzi specjalista.

Ekspert do spraw wojskowości Wasyl Pechnio zauważa, że w pobliżu Pokrowska Rosjanie do celów logistycznych wykorzystują wszystkie możliwe środki transportu.

— Do przemieszczania się używają wszystkiego, od cywilnych samochodów, przez motocykle, po osły i konie — mówi specjalista.

Ekspert tłumaczy, że utrzymanie ukraińskiej obrony było możliwe dzięki połączeniu różnych technologii, którymi dysponuje ukraińska armia. Najważniejsze jest natomiast odpowiednie zarządzanie wszystkimi elementami defensywy naraz.

— Nie wystarczy mieć świetne jednostki, nie wystarczy nawet w pełni nasycić je dronami. Ważne jest, aby odpowiednio nimi zarządzać. Tylko wtedy otrzymujemy coś na kształt "technologicznego tortu" — mówi Pechnio.

Ekspert tłumaczy, że na najniższym poziomie" tortu" znajdują się bezzałogowe systemy, drony FPV [z ang. "first person view", czyli umożliwiające obserwację pola walki z perspektywy pilota].

Następną "warstwą" są drony, które potrafią przemieszczać się na odległość 10-15 km i likwidować rosyjskie jednostki na zajmowanym przez nie terytorium, m.in. poprzez zrzut ładunków wybuchowych.

— Drony Mavic latają 10-15-20 km i niszczą wroga, jego punkty kontrolne, magazyny, punkty dowodzenia oraz obserwacji i tak dalej — wymienia ekspert.

Obserwator wojskowy zauważa, że podobną taktykę Rosjanie stosują w obwodzie kurskim, w którym również trwają niezwykle brutalne walki.

— Pod Pokrowskiem udało nam się zrobić cały ten "technologiczny tort". To jest dobra wiadomość. Zła jest taka, że to tylko jeden odcinek frontu. Nasze wojska nie mogą skalować tej taktyki na cały front. Rosjanie też nie są w stanie, ale teraz przejęli kontrolę nad naszą logistyką w pobliżu Kurska — mówi Pechnio.

Według eksperta rosyjskie wojska atakują jedyną drogę zaopatrzeniową, która łączy ukraiński obwód sumski z Sudżą, największą miejscowością zajętą przez Ukrainę w rosyjskim obwodzie kurskim.

— Po prostu niszczą wszystko, co się po niej porusza. Około dwóch trzecich samochodów, które tamtędy jeżdżą, jest niszczonych przez rosyjskie drony światłowodowe. Rosjanie nie są idiotami, oni również patrzą i uczą się. I oni stworzyli asymetrię tam, my stworzyliśmy asymetrię pod Pokrowskiem. Jak dotąd żadna ze stron nie może osiągnąć przewagi froncie, który liczy 1500 km — twierdzi ekspert.

— Naprawdę chciałbym, abyśmy byli pierwszymi, którzy zrobią to [zdobędą przewagę, doprowadzą do asymetrii] dzięki środkom z Europy. Niektóre z naszych wewnętrznych zmian w kraju powinny to umożliwić — dodał Wasyl Pechnio.

onet.pl

niedziela, 2 marca 2025



Mike Waltz wymienił zastrzeżenia do zachowania Wołodymyra Zełenskiego podczas piątkowego spotkania z Trumpem w Gabinecie Owalnym i zasugerował, że postawa prezydenta Ukrainy "nie sprawiała wrażenia, by chciał w dobrej wierze doprowadzić do końca wojny".

— Mówienie o szczegółach i żądanie gwarancji bezpieczeństwa, zanim — jak powiedział prezydent Donald Trump — nie dowiemy się, czy możemy w tym momencie doprowadzić obie strony do stołu rozmów... Nie można też potępiać drugiej strony, roztrząsając historię konfliktu, jeśli chcemy doprowadzić obie strony do stołu negocjacyjnego — zaznaczył doradca prezydenta USA.

Według przedstawiciela amerykańskiej administracji Biały Dom uznał język ciała Wołodymyra Zełenskiego — kręcenie głową czy siedzenie ze skrzyżowanymi rękami — za "niezwykle niegrzeczne".

— Cierpliwość narodu amerykańskiego, który daje kolejne miliardy pomocy bez widocznego końca, nie jest nieograniczona. I jasno to powiedzieliśmy Wołodymyrowi Zełenskiemu na koniec tego spotkania — zaznaczył.

Mike Waltz powiedział także w CNN, że obie strony wojny muszą pójść na ustępstwa — Ukraina w kwestii terytorium, a Rosja w kwestii gwarancji bezpieczeństwa. Zaznaczył przy tym, że nie może uzyskać od Kijowa konkretów w sprawie ustępstw terytorialnych. — Wykluczone jest członkostwo Ukrainy w NATO — podkreślił.

— Rozmowa o szczegółach gwarancji bezpieczeństwa jest w tym momencie jak rozmowa o szczegółach gwarancji na jakiś przedmiot, zanim zdecydujesz, czy w ogóle zamierzasz go kupić — ocenił.

(...)

Amerykański sekretarz stanu Marco Rubio, który w niedzielę wystąpił w telewizji ABC, przekonywał, że USA będą gotowe do wznowienia kontaktów z Ukrainą, gdy władze w Kijowie "będą gotowe do zawarcia pokoju". Rubio podkreślił, że nie wie, czy "pokój jest w ogóle możliwy", ale jego zdaniem konieczne jest podjęcie próby, a postawa Wołodymyra Zełenskiego "nie jest zgodna z tymi działaniami"

— Po prostu tego nie rozumiem. Administracja Joego Bidena strofowała premiera Izraela Binjamina Netanjahu i Izraelczyków, stawiała im wszelkiego rodzaju warunki i wywierała na nich presję, aby spróbowali uzyskać zawieszenie broni z palestyńskim Hamasem. W porównaniu z tym w tym konkretnym przypadku Ukrainy byliśmy mili — ocenił Marco Rubio.

Sekretarz stanu USA ocenił, że "gdyby to polityk Demokratów próbował osiągnąć pokój, wszyscy mówiliby, że jest na drodze do zdobycia Pokojowej Nagrody Nobla". — Ukraińcom, Europejczykom i wszystkim innym (...) wyjaśniano to bardzo jasno tygodniami (...) i jedyne, co im powiedziano, to, żeby nie robili nic, co mogłoby to wykoleić. Niestety prezydent Zełenski nie mógł się od tego powstrzymać. Mam nadzieję, że to wszystko da się zresetować. Mam nadzieję, że zda sobie sprawę, że tak naprawdę próbujemy pomóc jego krajowi — dodał szef amerykańskiej dyplomacji.

onet.pl/PAP