niedziela, 12 stycznia 2025



Rosyjscy carowie mieli zwyczaj nagradzać poddanych za wierną służbę drogimi przedmiotami z wygrawerowanymi inicjałami władcy. Czy Putin wie o tej carskiej tradycji? Być może, bo podczas bożonarodzeniowego spotkania z patriarchą Cyrylem poprosił o umieszczenie swoich inicjałów na medalikach i ikonach przeznaczonych dla wysokich dowódców biorących udział w „specjalnej operacji wojskowej”. Patriarcha Cyryl poparł inicjatywę prezydenta, pobłogosławił i poświęcił nagrody.

(...)

Wykuwanie nowej elity odbywa się w ramach programu „Czas bohaterów”: weterani i uczestnicy wojny z Ukrainą są przygotowywani do objęcia w przyszłości stanowisk w administracji państwowej. Adepci programu towarzyszyli ostatnio Putinowi podczas pokazowego nabożeństwa bożonarodzeniowego w cerkwi św. Jerzego Zwycięzcy na Pokłonnej Górze w Moskwie. Rokrocznie na Boże Narodzenie odbywa się imitacja religijnego zaangażowania głowy państwa – Putin pokazywany jest przez telewizję w cerkwi, ze świeczką w dłoni, czyniący niezborny znak krzyża i całujący ikony. Towarzyszą mu zwykle funkcjonariusze jego osobistej ochrony ucharakteryzowani na „zwykłych obywateli”. W tym roku za plecami stanęli sprawdzeni uczestnicy programu „Czas bohaterów”.

„Inicjały prezydenta na medalikach, które są dziś błogosławione i skrapiane święconą wodą w cerkwi, to rytualne dopełnienie duchowo-państwowej koncepcji »Russkij mir«. Koncepcja ta imituje religię. Nie jest przypadkiem, że komunikat o wygrawerowaniu inicjałów [Putina] opublikowano w Boże Narodzenie. Chodziło o podkreślenie wagi tego symbolu nowej wiary” – napisał rosyjski dziennikarz Andriej Kalitin.

Zdaniem Kalitina, to nie pierwsza przemiana państwowej religii w Rosji: „po zniszczeniu Cerkwi władza sowiecka planowo budowała zręby nowej wiary: miejsce wysadzonego Soboru Chrystusa Zbawiciela zajęło mauzoleum, na którego dachu stali podczas manifestacji i defilad na placu Czerwonym apostołowie z partii, Adama i Ewę zamieniono na postaci Robotnika i Kołchoźnicy (znana rzeźba dłuta Wiery Muchinej, rozpropagowana dzięki produkcjom Mosfilmu), życie wieczne poświęcono w ofierze socjalistycznej utopii. W koncepcji nowej religii polegli rewolucjoniści grali rolę męczenników. I choć Rosja uważana była za kraj religijny, nabożny naród przyjął prawidła nowej władzy [...]. Wiara w homo sovieticusa pozostała, ale nie miała ona nic wspólnego z prawosławiem. Dzisiejsza rosyjska Cerkiew nawiązuje raczej do tradycji Cerkwi z czasów Józefa Stalina niż do instytucji religijnej zbudowanej na Biblii. Kopiuje wzorce starożytnego Egiptu, Babilonu i Rzymu, w których władca był uznawany za żywego boga i mógł wyprawiać poddanych na śmierć [...] Agresję na Ukrainę obwołano świętą wojną, ginący na niej żołnierze stają się męczennikami nowej wiary, a otaczający prezydenta na bożonarodzeniowym nabożeństwie członkowie nowej elity to nowi apostołowie”.

(...)

Emigracyjny socjolog Igor Ejdman zauważa: „Religia państwowa w Rosji to nie chrześcijaństwo, a synkretyczne wierzenia łączące elementy pobiedobiesja (wiary w Zwycięstwo w wielkiej wojnie ojczyźnianej), podporządkowanego władzy świeckiej prawosławia i pogańskiego kultu wojny, zwycięstwa, walczących przodków, legendarnych wodzów plemiennych. Dotychczas Putin był naczelnym kapłanem tej wiary, a teraz został obwołany jej bogiem. […] Bo to jego inicjały na medalikach zajęły miejsce symbolu Chrystusa”.

tygodnikpowszechny.pl


"W związku z planowanymi 27 stycznia 2025 roku uroczystościami 80. rocznicy wyzwolenia Byłego Niemieckiego Nazistowskiego Obozu Koncentracyjnego i Zagłady Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, polski rząd deklaruje, że zapewni wolny i bezpieczny udział w tych obchodach najwyższym przedstawicielom Izraela" — poinformowało 9 stycznia Centrum Informacyjne Rządu. 

(...)

Głos w tej sprawie zabrał poseł Koalicji Obywatelskiej Roman Giertych. "Bezpieczeństwo Polski jest ważniejsze niż utyskiwania purystów prawnych, Lewicy i Konfederacji" — rozpoczął swój obszerny wpis na platformie X.

Następnie zwrócił uwagę na zmieniające się uwarunkowanie geopolityczne. "Wszystkim lekkoduchom, którzy nie zauważyli, że wraz ze zwycięstwem Trumpa zmienił się świat, zadaję pytanie: Czy rzeczywiście chcielibyście, po uchwaleniu przez Kongres, iż każdy, kto zatrzyma sojuszników USA na podstawie decyzji MTK wejdzie w automatyczny konflikt wraz z sankcjami z rządem Stanów Zjednoczonych, aby Policja zatrzymała premiera Izraela przybywającego uczcić 80 rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau? Czy wyobrażacie sobie jaką falę ataków na Polskę mogłoby to przynieść? Czy wyobrażacie sobie, jakie z tego zyski miałaby Rosja? Czy wyobrażacie sobie, że ta sprawa byłaby idealnym wręcz sposobem, aby Trump podważył legitymację obecnego rządu i wprost zaangażował się w kampanię kandydata PiS? Czy wyobrażacie sobie jakie konsekwencje miałby oficjalny konflikt USA i Izraela z Polską dla wojny na Ukrainie? I czy rzeczywiście chcielibyście, aby sformułowanie polski antysemityzm znowu było odmieniane na całym świecie przez wszystkie przypadki. Jeżeli sobie tego nie wyobrażacie, to sobie wyobraźcie. Bo dokładnie taki był plan PiS i dokładnie tak by było" — tłumaczy Giertych na X.

Następnie przedstawia możliwe skutki braku decyzji rządu w sprawie Netanjahu. "Rząd jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo Polski i Polaków. W świetle polskiego prawa to prokuratura podejmuje ostateczne decyzje czy składać wniosek o areszt. Bez decyzji prokuratury (czyli w świetle obecnych przepisów decyzji rządu) takiego aresztowania nie może być. Dlatego tym wszystkim, którzy uważają, że prawo działa w próżni i krytykują rząd za zapowiedź glejtu dla premiera Izraela na przyjazd do Oświęcimia, odpowiadam: łatwo się Wam mówi, gdy to nie wy macie podjąć decyzję, która de facto może nas pozbawić sojuszniczych relacji z USA, które od 35 lat stanowią główną gwarancję naszego bezpieczeństwa. Cholernie łatwo się Wam mówi" — pisze polityk KO.

W końcowym fragmencie swojego wpisu Giertych przywołuje stan wyższej konieczności. "Bo bezpieczeństwo nas wszystkich wymaga czasem trudnych decyzji, ale też wymaga odpowiedzialności od tych, którzy oceniają takie decyzje. Łatwo pławić się w dekodowaniu norm prawnych, nie rozumiejąc, że jak ratujecie płonący dom, to sprawy naruszenia miru domowego nie są waszym największym problemem. Polska, po rządach PiS, jest dzisiaj takim płonącym domem, który ledwo odratowaliśmy 15.10.2023 od całkowitego spłonięcia, ale który w wielu miejscach płonie jeszcze. W prawie decyzja o glejcie dla Netanjahu nazywa się stanem wyższej konieczności. Ratując bezpieczeństwo Rzeczpospolitej, podważamy mimo woli powagę organu międzynarodowego, jakim jest MTK uznając, że ta utracona powaga jest stratą mniejszą niż katastrofa bezpieczeństwa RP. Ja w takiej sytuacji zawsze wybiorę bezpieczeństwo Rzeczpospolitej. I taką decyzję podjęła Rada Ministrów" — kończy swoje rozważania Roman Giertych.

onet.pl


Rząd Nikola Paszyniana, mimo licznych trudności, konsekwentnie dąży do normalizacji stosunków Armenii z Turcją i Azerbejdżanem, widząc w tym jedyną drogę dla zapewnienia Armenii bezpieczeństwa. Jednym ze sposobów osiągnięcia tego celu jest plan „Skrzyżowania dla Pokoju” czyli projekt tranzytowy o kluczowym znaczeniu geopolitycznym. Rosja oczywiście stara się temu przeszkodzić i zdestabilizować Południowy Kaukaz.

Normalizacja stosunków Armenii z Turcją i Azerbejdżanem napotyka wiele trudności zarówno ze względów politycznych jak i emocjonalnych. Historyczna trauma związana z ludobójstwem Ormian z 1915 r. oraz świeże rany wynikające z zajęcia Górskiego Karabachu przez Azerbejdżan i opuszczenia go przez jego ormiańskich mieszkańców, powodują, że kwestia normalizacji stosunków z Turcją i Azerbejdżanem wywołuje ogromne emocje. Wykorzystywane są one przez rosyjską propagandę do ataków na rząd Paszyniana, który stara się coraz bardziej rozluźniać związki Armenii z Rosją i kierować się w stronę Europy.

Już w 2023 r. przewodniczący parlamentu Armenii Alen Simonian zadeklarował w czasie swojej wizyty w Polsce, że celem Armenii jest członkostwo w Unii Europejskiej. Przeszkody na drodze normalizacji wynikają także z polityki Azerbejdżanu, co zresztą wynika ze związków tego państwa z Rosją. To właśnie Rosja dążyła do tego by korytarz przez armeńską prowincję Sjunik (tzw. korytarz zangezurski) miał charakter eksterytorialny, gdyż uzasadniałoby to wprowadzenie do Sjunika wojsk rosyjskich (tzw. mirotworców) i faktyczne przejęcie przez Rosję kontroli nad tą prowincją.

Paszynian zdaje sobie sprawę, że mimo trudności konieczne jest dążenie do normalizacji stosunków ze wszystkimi sąsiadami, gdyż tylko w ten sposób może w pełni uniezależnić Armenię od Rosji i otworzyć jej drogę do UE. Istnieje przy tym szansa, że pogorszenie relacji azerbejdżańsko-rosyjskich (spowodowane zestrzeleniem azerbejdżańskiego samolotu pasażerskiego, za co odpowiedzialny jest bratanek Ramzana Kadyrowa) skłoni Baku do większej elastyczności w negocjacjach dot. normalizacji relacji, które są prowadzone pod auspicjami UE i OBWE.

Normalizacja relacji z Azerbejdżanem praktycznie automatycznie otworzy drogę do normalizacji stosunków z Turcją. Projekt „Skrzyżowania dla pokoju” przedstawiony przez rząd Paszyniana w październiku 2023 r. jest przy tym propozycją, która może zagwarantować trwałą stabilizację Południowego Kaukazu bez wpływów rosyjskich. Jest to tym bardziej ważne, że angażuje również Gruzję, która obecnie coraz bardziej wpada w żelazny uścisk Moskwy. Tranzytowe powiązanie Gruzji z Armenią i Europą stworzyłoby szanse na zmianę tego trendu.

„Skrzyżowanie dla pokoju” ma wykorzystać ignorowany dotąd potencjał tranzytowy Armenii jako skrzyżowania szlaków Północ-Południe i Wschód-Zachód. Szlak Północ – Południe łączyłby Europę poprzez Morze Czarne, Gruzję i Armenię z Iranem i państwami Bliskiego Wschodu oraz Indiami, w konsekwencji zaś Ocean Indyjski z Atlantykiem.

Z perspektywy Europy Środkowej ważne jest to, że przechodziłby właśnie przez nią i łączyłby Południowy Kaukaz z logistyczną siecią Trójmorza. Zwiększałby również strategiczne znaczenie Morza Czarnego. Ponadto miałby ogromne znaczenie dla dywersyfikacji dostaw gazu i ropy m.in. z Iranu i Iraku. Oczywiście konieczny byłby do tego przełom w polityce zagranicznej Iranu ale jak pokazują doświadczenia z JCPOA jest to możliwe i prędzej czy później Iran może zmienić swoją orientację geopolityczną, zwłaszcza, że jego sojusz z Rosją nic mu nie daje poza pogrążaniem się w ekonomicznym zastoju.

Ponadto otwarcie takiego korytarza doprowadzi do ostatecznej nieopłacalności promowanego przez Rosję tzw. Międzynarodowego Korytarza Transportowego Północ-Południe. Natomiast szlak Wschód – Zachód połączyłby b. sowieckie republiki środkowoazjatyckie (przez Morze Kaspijskie) oraz Azerbejdżan poprzez Armenię z Turcją, prowadząc dalej do Europy. Alternatywna droga prowadząca przez Gruzję od samego początku była niestabilna ze względu na bliskość okupowanej przez Rosję Osetii Płd., a trasa południowa przez Iran jest bardziej skomplikowana ze względu na warunki fizyczne oraz obecne warunki polityczne.

defence24.pl

sobota, 11 stycznia 2025



Do frontalnego ataku na Starmera Musk wrócił w ostatnich tygodniach. Pretekstem stało się odrzucenie przez wiceministerkę ds. ochrony i przemocy wobec kobiet i dziewcząt Jess Phillips wniosku złożonego przez radę miasta Oldham o przeprowadzenie rządowego dochodzenia w sprawie podejrzeń o niedopełnienie obowiązków przez władze publiczne. Zaniechania miały dotyczyć tego, jak rząd, sądy, prokuratura i służby mundurowe reagowały na wieloletni zorganizowany proceder gwałtów dokonywanych na nieletnich przez gangi złożone głównie z Brytyjczyków o pakistańskim pochodzeniu.  

Phillips uzasadniła swoją decyzję tym, że brytyjski rząd już w 2015 roku zlecił niezależne dochodzenie w sprawie molestowania seksualnego dzieci przez zorganizowane grupy, a powołana w tym celu komisja opublikowała raport końcowy w 2022 roku. Odrzuciła wniosek w październiku 2024 roku, a jej decyzja nie wzbudziła pierwotnie większego zainteresowania opinii publicznej. Na początku stycznia nagłośniło ją kilka dużych alt-rightowych profili na portalu X - wśród nich Visegrad Insight, prowadzony przez polsko-brytyjskiego influencera Stefana Tompsona - i w ten sposób trafiły do Muska.  

W ciągu pierwszego tygodnia stycznia miliarder opublikował lub udostępnił co najmniej 230 wpisów dotyczących brytyjskiej polityki, z których niemal wszystkie dotyczyły tej jednej sprawy. W jednym z nich Musk oskarżył Phillips o to, że jest "apologetką ludobójczych gwałtów", w innym - że Starmer "jest współwinny za masowe gwałty", które ukrywał "w zamian za głosy". Zarówno Phillips jak i Starmer powinni według właściciela X wylądować w więzieniu, a Stany Zjednoczone powinny rozważyć "wyzwolenie Brytyjczyków spod tyranicznych rządów" Partii Pracy.

(...)

Wygrana referendum brexitowego przez zwolenników wyjścia z Wielkiej Brytanii z UE przy jednoczesnym "zużywaniu się" będącej od wielu lat przy władzy Partii Konserwatywnej była dla Farage’a sygnałem, że po dekadach spędzonych na marginesie wielkiej polityki nadchodzące lata mogą otworzyć się przed nim szansę rzucenia torysom rękawicy i podważenia ich wielowiekowej pozycji hegemona prawej strony brytyjskiej sceny politycznej. W tym celu potrzebował partii, która nie będzie obciążona w społecznej wyobraźni bliskimi związkami z ekstremistycznymi ruchami kojarzonymi z faszyzmem, neonazizmem i islamofobią. Jednym słowem - partii, która nie będzie poświęcać swojej reputacji dla obrony osób takich jak Robinson, które dla większości wyborców są całkowicie nie do zaakceptowania.  

Farage chce być "wybieralny". Muska nieszczególnie to interesuje, bo doświadczenia wyniesione z jego rosnącego w ostatnich latach zaangażowania w amerykańską politykę są inne. Trump bronił uczestników faszystowskich marszy i swoich zwolenników szturmujących Kapitol, republikanie stanęli murem za Kyle'em Rittenhousem, czyli człowiekiem, który uzbrojony w karabin półautomatyczny pojechał na demonstrację odbywającą się w innym stanie by "bronić mieszkańców" przed "lewackimi bojówkami" i zabił trzy osoby, JD Vance przekonywał, że imigranci polują na koty domowe a następnie je jedzą.  

Choć granica między "poważnymi" konserwatystami i jej najbardziej ekstremalnymi, "odklejonymi" odnogami całkowicie zniknęła, to starzy wyborcy w większości zostali, a nowi, nieszczególnie odnajdujący się w radykalnej retoryce, nie poczuli się na tyle odstraszeni, żeby nie postawić na Trumpa w nadziei na to, że przyniesie on pozytywną zmianę w ich statusie materialnym. Z tego punktu widzenia Farage "nie ma tego, czego partii potrzeba" właśnie dlatego, że wierzy w to, że droga do wygranej prowadzi przez przekonanie wyborców, że jest się poważnym, odpowiedzialnym i "wybieralnym". Musk jest przekonany, że jest dokładnie odwrotnie - wybory w USA jednoznacznie udowodniły, że droga do wygranej prowadzi przez bycie absolutnie bezkompromisowym i bezwstydnym.  

A jeśli Farage ma przed tym opory, to miliarder chętnie przeniesie swoje wsparcie na tych, którzy ich nie mają. Szansę dostrzega w tym nowa przewodnicząca Partii Konserwatywnej Kemi Badenoch, która z wielką werwą dołączyła się do prowadzonej przez Muska krucjaty przeciwko rzekomemu tuszowaniu przez Starmera i jego sojuszników wielkiego pedofilskiego skandalu. To o tyle ryzykowne, że sam zorganizowany proceder gwałtów dokonywanych na nieletnich przez gangi miał miejsce za rządów torysów, a nie Partii Pracy, a rząd Borisa Johnsona w 2022 roku również odrzucił wniosek o przeprowadzenie publicznego dochodzenia w tej sprawie, co z kolei ochoczo podkreśla Farage.  

gazeta.pl

piątek, 10 stycznia 2025



– Siergiej, mam taką intuicję, że Dostojewski przynajmniej częściowo opisał Rosję Putina, ale twoi rodacy spuścili mnie na drzewo. Mówią, że to idiotyzm – żalę się pisarzowi Siergiejowi Lebiediewowi. Dobrze się rozumiemy, pewnie dlatego, że jesteśmy w podobnym wieku – on urodził się, gdy Jaruzelski wprowadzał stan wojenny, ja trzy lata po nim.
– Dostojewski miał wbudowany niezwykle czuły radar na rosyjskość – mówi Siergiej łagodnym, ale przekonanym o swojej racji tonem. – Przecież ci, którzy budowali w Rosji bolszewizm, a obecnie zasiadają w rosyjskiej Dumie i na Kremlu, to wszystkie postaci Dostojewskiego będące niespełna rozumu. Zwróć uwagę, że u Gogola postaci są niezdarne, skorumpowane i żałosne, a mimo wszystko wychodzi dość śmiesznie. U Dostojewskiego nie ma nic śmiesznego.
– Nasz aktor, Jan Nowicki, mówił, że często siadał samotnie z Dostojewskim i się z nim śmiał – odpowiadam. – Ja mam tak samo. Kiedy w Zbrodni i karze matka Soni Marmieładowej w agonalnym szaleństwie wygania dzieci z domu i każe im grać na tamburynie, żeby ludzie dawali pieniądze, skręcam się ze śmiechu.
– Jeśli się skręcasz ze śmiechu, to nie masz racji. Dostojewski wyczuwał bezsensowny popęd destrukcji u Rosjan. Sen Raskolnikowa, w którym pijany woźnica własnoręcznie zatłukł na śmierć wychudzoną szkapę ku uciesze przechodniów, to Rosja w Ukrainie. Rosja bombarduje budynki mieszkalne i morduje cywilów, a Rosjanie oglądają to sobie wesoło na ekranach telewizorów. Co więcej, rosyjskie zbrodnie nie mają nic wspólnego z wojną.
– A z czym?
– To rosyjski popęd śmierci. Przecież niszczenie osiedli mieszkalnych jest bezsensowne z wojskowego i politycznego punktu widzenia. Chodzi tu o zdeptanie wszystkiego, co żyje. Stalin miał tak samo, wysyłał ludzi do łagrów, gdzieś w mroźnym stepie, wyłącznie po to, aby tam pozdychali. Woźnica Dostojewskiego skatował na śmierć wygłodniałą szkapę dokładnie tak samo jak Stalin ludzi w łagrach i Putin Ukraińców.

Dmitrij Trawin to profesor politologii z Sankt Petersburga, który kilka lat temu napisał książkę „Osobna droga Rosji. Od Dostojewskiego do Konczałowskiego”. W rozmowie ze mną przybiera grobową minę, co czyni jeszcze bardziej zabawnym jego falset, który brzmi, jakby podkładał głos do jakiegoś prześmiewczego filmiku na TikToku w stylu „gruby facet mówi głosem dziewczynki”. A dodatkowo Trawin krzyżuje ręce na piersi, jakby instynktownie się przed czymś bronił. Być może ma powody. Kiedyś był współpracownikiem Aleksieja Kudrina, a to już poważna sprawa, bo Kudrin przez prawie 20 lat pełnił funkcję zaufanego doradcy Putina do spraw gospodarki i finansów. Ponieważ jednak był zbyt inteligentny i niezależny, a do tego skrytykował swojego przyjaciela Władimira Putina za rozpętywanie wojen, popadł w niełaskę. Tym samym w niełaskę popadł Trawin, który wygląda na człowieka złamanego – nie mówi po angielsku, więc musi pracować w Rosji, tracąc nadzieję, że kiedykolwiek z niej wyjedzie choćby na kilka dni. A przecież do wybuchu wojny nieustannie podróżował po Europie, między innymi do Polski, gdzie ma wielu przyjaciół.

– W putinowskiej Rosji odrodził się „człowiek z podziemia” – mówi Trawin. – Dla niego nie ma granic, których by nie przekroczył w swoim egzystencjalnym odruchu „sprawdzenia się”. Ten człowiek obdarzony jest jednocześnie ostrą świadomością samego siebie, wie doskonale, że nie posiada żadnych twórczych talentów, i dlatego poświęca się podłości, oszustwu i kradzieży, utrudniając życie sobie i wszystkim dookoła.
– Putin to człowiek z podziemia? – dopytuję.
– A kim innym może być, skoro Rosja to państwo z podziemia? W XX wieku podziemna partia bolszewików zwyciężyła na drodze rewolucji, a potem zdobyła władzę. Teraz „podziemna Rosja”, tak jak człowiek z podziemia Dostojewskiego, rzuca wyzwanie światu: drażni, beszta i poniża, ale nie potrafi stworzyć własnej propozycji cywilizacyjnej, przyciągającej inne narody. Rosja tylko torturuje siebie i innych. To jest jej sposób na przypomnienie, również samej sobie, że wciąż żyje.

Putin to człowiek wyciągnięty pod koniec lat 90. z podziemia służb specjalnych i przestępczego półświatka – kagiebista, skorumpowany urzędnik robiący interesy z bandytami i psychopata. Lubi ryzykować i grać na ostro. Odkąd doszedł do władzy, Rosjanie nieustannie testują swoje możliwości, sprawdzają, ile jeszcze mogą zniszczyć, zażądać i zaanektować. Putin – ze swoją knajacką gębą i obleśnym chrząkaniem co trzecie zdanie – gotów jest złamać kolejne normy i prawa, choćby strasząc Europę, że roztrzaska ją bronią nuklearną lub wysadzi w powietrze jakąś elektrownię atomową. Albo wywożąc tysiące ukraińskich dzieci w głąb Rosji.

(...)

To jasne, że człowiek z podziemia mógł zaproponować Rosjanom wyłącznie ucieczkę od wolności i przemoc. On sam myśli o Rosjanach to samo, co jego kuzyn, Wielki Inkwizytor z Braci Karamazow – ludzie „nie mogą być nigdy wolni, ponieważ są słabi, występni, nędzni i zbuntowani” i w ostatecznym rozrachunku wolą „spokój, a nawet śmierć od wolnego wyboru”. Dlatego ten, który rządzi Rosjanami, musi ich onieśmielać, zastraszać, podsłuchiwać i zmuszać do ciężkiej pracy, ale w zamian w czasie wolnym organizować im niewinne zabawy, a nade wszystko Rosjanom trzeba pozwolić grzeszyć, aby władza mogła w każdej chwili wyciągnąć czarną teczkę lub policyjną kartotekę i przywołać do posłuszeństwa: „Będziemy im pozwalać lub zabraniać żyć z żonami i kochankami, mieć lub nie mieć dzieci – stosownie do ich posłuszeństwa – i będą nas słuchać z radością i uciechą”.

Trawin mówi, że gdyby tylko rosyjscy politycy – od Putina po szeregowych deputowanych – mogli mówić głośno to, co myślą, brzmieliby dokładnie tak samo jak Wielki Inkwizytor. To nie kreacja literacka, ale prawdziwa mapa myślenia rosyjskiej władzy o Rosjanach i ludziach w ogóle. Najpierw kontrola i manipulacja, potem wszystko inne.

(...)

Publicystyka Dostojewskiego to jedno, ale językiem jego literatury przemawia państwowa propaganda. Władimir Sołowjow, naczelny telewizyjny multimilioner propagandysta, w swoim totalitarnym kubraczku, który podpierdolił chyba z garderoby Kim Dzong Una, co drugi odcinek buduje ze swoimi gośćmi parareligijną dychotomię dostojewszczyzny. Stawia „siłę dobra, Boga i światła” (Rosja) naprzeciwko „siły szatana i zła” (Ukraina plus kolektywny Zachód). Następnie z jego ust padają słowa, jakby wyjęte z powieści Biesy: „Po co bać się tego, co nieuniknione? Tym bardziej że dostaniemy się do nieba. Śmierć jest końcem ziemskiej ścieżki i początkiem drugiej. Rosjanie mają teraz niematerialne marzenia i wysokie cele, a warto żyć tylko za to, za co można umrzeć”. Wywody te Sołowjow co jakiś czas przerywa refrenem, który brzmi: „Rosjanie walczą z szatanem”. I tak kilkanaście razy na godzinę.

(...)

Sołowjow, jak przemówienie Putina, to tylko jeden z przykładów myślenia dostojewszczyzną w jej najgorszym wydaniu. W Rosji nadawanych jest przecież jeszcze co najmniej kilka stricte propagandowych programów telewizyjnych – plus serwisy informacyjne, kontrolowane programy w internecie czy media regionalne – gdzie określenia „siła ducha”, „umieranie za ojczyznę” i „świadomość poświęcenia” odmieniane są przez wszystkie przypadki. Sami prowadzący i goście wszystkich tych programów to najczęściej postaci w typie bohaterów Dostojewskiego: brzydcy, tępawi, czasem żałośnie śmieszni i bijący pianę wzniosłych frazesów. I tak jak w powieściach Dostoja, te indywidua ulepione z toksycznych emocji mówią, krzyczą i żywo gestykulują, jakby znajdowali się nie w studiu telewizyjnym, lecz na deskach scenicznych wyimaginowanego teatru obłąkanych.

(...)

Jeśli władza ma do zaoferowania niewiele więcej niż korupcję i przemoc, narzuca w zamian kolektywne cierpienie „za sprawę”. Kremlowski umysł i dostojewszczyzna działają wedle ironicznej receptury Michela de Montaigne’a: „Dwie rzeczy zawsze idą ze sobą w parze: podniebne myśli i przyziemne czyny”. Chodzi o to, że banalne w swym okrucieństwie czyny są uwznioślane, że się je transcendentalizuje, nadaje znamiona duchowej misji narodu rosyjskiego. To oczywiście rosyjska kokaina dobrej produkcji, od sprawdzonego dealera – częstuj się i wciągaj. Nawet jak przedawkujesz, pójdziesz do nieba (i spotkasz Dostojewskiego).

Jakub Benedyczak - Oddział chorych na Rosję

czwartek, 9 stycznia 2025



Jak na ironię losu tydzień przed katastrofą lotniczą Ilham Alijew w wywiadzie z rosyjskim propagandystą Dmitrijem Kisielowem zaliczył wzrost liczby lotów między Rosją a Azerbejdżanem do sukcesów wzajemnych relacji między tymi krajami.

Cios w plecy. Tak rozpada się najważniejszy, wieloletni sojusz Putina. "Lawinowo się odwracają"
Podczas wywiadu Kisielow znalazł się w niekorzystnej sytuacji — tak jak raz po raz znajduje się w stosunkach z Baku. Próbował przekierować rozmowę na temat Rosji, podczas gdy Alijew był wyraźnie bardziej zainteresowany nowymi globalnymi ambicjami Azerbejdżanu, w świetle których Moskwa jest z pewnością ważnym partnerem, ale nie pierwszorzędnym.

Przekształcenie zwycięstwa w Górskim Karabachu w niekończący się wewnętrzny triumf polityczny skazało Azerbejdżan na konflikt z Zachodem. Tegoroczne wydatki wojskowe kraju pobiją rekordy — mają sięgnąć 5 mld dol. (ok. 20,4 mld zł), co wynosi prawie 7 proc. budżetu. kraju. Wszelkie wysiłki na rzecz pokoju lub jakiekolwiek gesty sympatii dla Armenii są uznawane za formę zdrady.

(...)

We wspomnianym wywiadzie Alijew skrytykował Gruzję za niefortunną opieszałość w walce z obcymi wpływami. Pochwalił ją jednak również za gotowość do naprawienia błędów. W rzeczywistości Tbilisi demonstruje tę gotowość, podobnie jak Baku, od początku wojny w Ukrainie.

W przeciwieństwie do Azerbejdżanu w Gruzji temat integracji europejskiej zawsze był kwestią fundamentalną, choć abstrakcyjną. Rządząca partia Gruzińskie Marzenie najwyraźniej nie zamierza niczego zmieniać w tej kwestii. Najwyraźniej uznała jednak, obserwując sukcesy nie tylko Baku, ale i Budapesztu, że rosyjska wojna w Ukrainie otwiera jej nowe okno możliwości politycznych — tym bardziej że stare stopniowo się zamykały.

W przeciwieństwie do Azerbejdżanu, który postawił na ambicje, Gruzińskie Marzenie postanowiło jednak zagrać na strachu przed wojną i ta kalkulacja okazała się skuteczna. Było to o tyle łatwiejsze, że opozycja nie znalazła nic bardziej skutecznego niż straszenie swoich współobywateli rosyjskim światem, który z pewnością zajmie miejsce zwolnione przez Europę.

Łatwiej straszyć wojną i dewastacją niż utraconymi zyskami. Poświęcając wszystkie swoje zasoby polityczno-technologiczne na rozwijanie tego tematu, opozycja nie zauważyła, że wyborca nie jest zainteresowany historią o Putinie i FSB, którzy forsują ustawę o zagranicznych agentach, a także o Europie "odrzuconej" przez Gruziński Marzenie. Woli rozmawiać o płacach, inflacji, rynku i cenach benzyny.

Krótko mówiąc, sprawy w Gruzji potoczyły się po myśli Gruzińskiego Marzenia. Dzień po nominacji Micheila Kawelaszwiliego na prezydenta premier kraju Irakli Kobachidze ogłosił jednak zawieszenie procesu integracji europejskiej. Wówczas na ulice wyszło wielu Gruzinów, nawet tych, który nie protestowali z powodu przyjęcia ustawy o zagranicznych agentów czy po zwycięstwie wyborczym prorosyjskiego ugrupowania.

(...)

Niedawno część ekspertów poinformowała, że proces oddalania się Armenii od Rosji został wstrzymany i nikogo to nie zaskoczyło. Główne źródło tego dryfu stopniowo bowiem wysychało — był nim żal związany z utratą Górskiego Karabachu, której Rosja nie zapobiegła. Dziś emocje jednak stopniowo ustępują. Życie toczy się dalej, a niepokojące obawy o wojnę z Azerbejdżanem na terytorium Armenii się nie spełniły.

Istnieją jednak polityczne powody tej przerwy. Sam armeńsko-azerbejdżański proces pokojowy najwyraźniej osiągnął punkt, w którym żadna ze stron nie widzi sensu w dalszych działaniach. Dzieje się tak, gdy — jak powiedział kiedyś prezydent USA Ronald Reagan — są ważniejsze rzeczy niż pokój. Na przykład brak wojny, a miniony rok był pierwszym od bardzo dawna, który obył się bez poważnych eskalacji między krajami.

Zainteresowanie Erywania kontaktami z Zachodem było podyktowane faktem, że znalazł się on w sytuacji jeden przeciwko dwóm, ponieważ Moskwa była w sojuszu z Baku. Zasoby Zachodu również były jednak dość ograniczone, a Baku dołożyło wszelkich starań do tego, by zmniejszyć zaangażowanie Europejczyków tym regionem.

Gdy główne zadanie, jakim było rozstrzygnięcie statusu Górskiego Karabachu, zostało zakończone, Baku, utrzymując presję, zaczęło w mniejszym stopniu odwoływać się do gróźb użycia siły, które wcześniej były jego główną techniką negocjacyjną. Okazało się, że kraje są w stanie negocjować i wykazywać wolę polityczną, jak miało to miejsce w przypadku początkowego etapu delimitacji granic.

Protesty ormiańskiej opozycji, które rozpoczęły się z tego powodu, trwały kilka miesięcy, ale ich przebieg i zakończenie dodały jedynie Nikolowi Paszynianowi więcej pewności siebie i pozwoliły zrozumieć prawdziwą siłę jego przeciwników. Co nie mniej ważne, dostrzegła to również Moskwa, która musiała pogodzić się z faktem, że to z Paszynianem będzie musiała się porozumieć, a proste rozwiązania, takie jak ustanowienie prorosyjskiego reżimu w Erywaniu, są utopijne.

Krótko mówiąc, Armenia może umocnić się na osiągniętych pozycjach — pozostawać tak blisko Zachodu, że wygląda to na oznakę nieodwracalności kursu, a zarazem tak daleko od Moskwy, żeby niepotrzebnie jej nie drażnić. A jeśli ktoś chce powiedzieć coś ostrego, ma do tego forum OUBZ — nawet Moskwa wydaje się nie odbierać już obraźliwych słów na jej temat za osobistą zniewagę.

Sam Paszynian coraz bardziej skłania się w kierunku innych projektów integracyjnych — o ile oczywiście nie wiążą się one z nerwowymi spotkaniami z Alijewem i Putinem.

onet.pl


Statek towarowy Ursa Major płynął z Sankt Petersburga w kierunku Władywostoku przez Kanał Sueski. Według źródeł, na które powołuje się portal przewoził dwa 45-tonowe kluczowe elementy do budowy rosyjskiego lodołamacza atomowego typu 10510 Rosija, który jest budowany w stoczni koło Władywostoku na Dalekim Wschodzie. Prawdopodobnie 23 grudnia doszło do eksplozji w maszynowni i dzień później statek zatonął. Zginęło wówczas dwóch członków załogi, a 14 pozostałych uratowała hiszpańska straż przybrzeżna.

energetyka24.com

środa, 8 stycznia 2025



Wojska rosyjskie wyszły na zachodnie obrzeża Kurachowego, lecz w jego przemysłowej części nadal funkcjonują pojedyncze ośrodki ukraińskiego oporu. Nie wiadomo, czy i w jakim stopniu pozostali w mieście obrońcy zdołają się ewakuować. W aktualnej sytuacji mało realne jest bowiem, by lokalne dowództwo ukraińskie zgromadziło siły pozwalające na ich odblokowanie i ewentualne kontynuowanie obrony. Rosjanie poczynili także kolejne postępy na południe i południowy zachód od Pokrowska oraz na północ i zachód od Wełykiej Nowosiłki, jednak najpewniej wciąż nie udało im się fizycznie przeciąć ostatniej drogi zaopatrzenia drugiego z wymienionych miast. Wznowili też działania zaczepne w kierunku węzła drogowego na głównej trasie z Pokrowska na północ obwodu donieckiego, do którego po zajęciu głównego ośrodka oporu przeciwnika w Wozdwyżence pozostało im ok. 2 km.

Najeźdźcy wyparli obrońców na północne i północno-zachodnie krańce Torećka, a według części źródeł rozbili siły stawiające opór w jego granicach na dwa zgrupowania. Poszerzyli przyczółki na zachodnich brzegach rzek Żerebeć – na kierunku Łymanu – oraz Oskoł – na północ od Kupiańska, jak również wyłom w pozycjach przeciwnika na południe od drugiej z tych miejscowości. Pod kontrolę agresora przeszły kolejne kwartały w centrum Czasiw Jaru, obrońcy mieli natomiast odzyskać niektóre pozycje na południe od tego miasta.

(...)

31 grudnia redaktor naczelny portalu Censor.net Jurij Butusow ujawnił informacje o nieprawidłowościach w utworzonej przy wsparciu Francji 155 Brygadzie Zmechanizowanej im. Anny Kijowskiej. W grudniu skierowano ją do walk w rejonie Pokrowska, gdzie poniosła duże straty. O złej sytuacji w jednostce świadczy wszczęcie przez Państwowe Biuro Śledcze dochodzenia w sprawach o nadużycie władzy i dezercję. Formowanie brygady rozpoczęto w marcu ub.r. na Ukrainie – obsadę miało zapewnić Dowództwo Operacyjne „Zachód”. Według Butusowa prace organizacyjne przebiegały jednak chaotycznie, brakowało wykwalifikowanej kadry dowódczej, a większość żołnierzy nie posiadała doświadczenia bojowego. W październiku ub.r. do obozu szkoleniowego we Francji wysłano 1924 żołnierzy (łącznie Francuzi przeszkolili 2300 żołnierzy brygady), z których tylko 51 miało staż służby dłuższy niż rok, 459 – poniżej roku, a większość – niecałe dwa miesiące. W trakcie szkolenia z jednostki zdezerterowało ok. 50 ludzi, a dowódca brygady Dmytro Riumszyn został zdymisjonowany. Co więcej, część żołnierzy mających ją zasilić (ponad 2,5 tys. ludzi) skierowano jako uzupełnienia do innych jednostek, co obniżyło jej wartość bojową. Butusow podkreślił, że brygady nie wyposażono w niezbędną broń (w tym drony), a część jej uzbrojenia – np. haubice CEASAR – trafiła do innych oddziałów. Wskazał też, że od wiosny ub.r. samowolnie opuściło ją ok. 1,7 tys. ludzi. O skierowanie na front nieprzygotowanej do walki jednostki Butusow oskarżył władze cywilne i wojskowe, które jej sformowanie potraktowały jako „nieprzemyślane posunięcie propagandowe”.

osw.waw.pl


Na froncie na pewno nie widać jakiejś wyraźnej stabilizacji. Do gwałtownego finału zbliża się trwająca od końca lata 2024 roku bardzo zacięta bitwa o miasto Toreck. Przez miesiące Ukraińcy byli w stanie skutecznie się tam bronić, jednak niestety w listopadzie utracili większość bloków w centrum, a w pierwszej połowie grudnia pozycje na dominujących nad większością miasta hałdami odpadów górniczych. Aktualnie Ukraińcy są wypierani na zachodnie przedmieścia i najpewniej niebawem całkowicie utracą Toreck. Rozbicie obrony ukraińskiej przełożyło się też na szybkie postępy Rosjan kilka kilometrów na południe, wychodząc z miasta Nowy-Jork. Od połowy grudnia posunęli się tam kilka kilometrów na północ, podczas gdy od października praktycznie stali w miejscu.

Z sytuacją w Torecku powiązana jest obrona położonego 20 kilometrów na północ Czasiw Jaru. Tam obrona ukraińska wydaje się bardziej stabilna i od początku grudnia Rosjanie nie byli w stanie istotnie się posunąć w samym mieście, gdzie główną scenerią walk stały się duże zakłady przemysłowe przyległe do centrum. W ostatnich dniach rosyjskie wojsko miało jednak odnotować duże sukcesy na polach przyległych do nich od północy i oskrzydlić je wchodząc na teren północnych przedmieść. Jednocześnie Ukraińcy mieli kontratakować na południe od Czasiw Jaru, odrzucając Rosjan na kilkukilometrowym odcinku do mniej więcej linii kanału Doniec-Donbass, zajmując swoje stare pozycje, których bronili wiosną i latem przez miesiące. Nie zmieni to jednak przebiegu walk w mieście.

Toreck i Czasiw Jar są powiązane, ponieważ po ich utracie Ukraińcy będą musieli się cofnąć do znajdującej się za nimi Konstantynówki. To ostatnie większe miasto w tej okolicy pod ukraińską kontrolą. (...)

Na południu obwodu donieckiego Rosjanie właśnie kończą, albo wręcz skończyli, zdobywać ważne miasto Kurachowe. Miało być centrum ukraińskiego oporu w tej okolicy, ale padło dość szybko na przestrzeni listopada oraz grudnia. Znacznie pomogły w tym rosyjskie postępy na północ i południe od miasta w tym samym okresie, znacząco ograniczające trasy zaopatrzeniowe i umożliwiające obserwację oraz ataki dronami z różnych kierunków. Ukraińska obrona w całym tym rejonie była bardzo słaba i to tutaj Rosjanie zanotowali w ostatnich trzech miesiącach swoje największe postępy na całym froncie. Na głównych kierunkach posunęli się w tym okresie naprzód po 20-25 kilometrów. Rosjanie szybko niwelują widoczne tu jeszcze jesienią znaczące wybrzuszenie we froncie, w którym byli Ukraińcy.

Jednocześnie w grudniu zanotowali postępy w rejonie położonego około 30 kilometrów na północ Pokrowska. Ukraińcy niezmiennie skutecznie bronią się na liniach obronnych około 5 kilometrów na południe i wschód od niego, oraz przylegającego Myrnohradu. Atakując na wprost na te miasta, Rosjanie nie mają poważniejszych sukcesów od października. W zamian skierowali swoje siły tam, gdzie wyczuli słabszy opór, czyli skierowali się na zachód, idąc na południe od Pokrowska. Tam w grudniu zanotowali zauważalne postępy, zajmując szereg wsi. Zbliżają się do niegdyś strategicznej linii kolejowej z Pokrowska do Dniepru. Najpewniej będą starali się zacząć okrążać miasto od zachodu, odcinając je od linii zaopatrzeniowych z centrum Ukrainy.

gazeta.pl

wtorek, 7 stycznia 2025



Cyryl I, patriarcha Moskwy i całej Rusi, w rozmowie z telewizją Rossija-1 podkreślał, że Ukrainę i Rosję łączą „liczne więzi” - w tym m.in. wspólna kultura. Dodał, że liczy, że antyrosyjskie nastroje na Ukrainie to „krótkoterminowe zjawisko” i „miną jak znieczulenie”

onet.pl


By pokazać wam, co dokładnie znaleźć może dziecko/nastolatek w smartfonie, na potrzeby tego tekstu wymyśliliśmy 13-letniego Bastiana, który otrzymał swój pierwszy smartfon na Boże Narodzenie. Fikcyjni rodzice Bastiana podarowali mu Google Pixel 9, którego system operacyjny Android zawiera rozbudowane funkcje kontroli rodzicielskiej.

Podczas konfigurowania konta użytkownika Google rodzice powinni sprawdzić, czy młody użytkownik poprawnie określa swój wiek jako niepełnoletni. Następnie Google automatycznie zasugeruje połączenie konta rodzicielskiego. Rodzice mogą teraz dokładnie sprawdzić, jakie aplikacje instaluje nastoletni fikcyjny Bastian i jak długo korzysta ze swojego urządzenia.

Bastian jest jednak sprytny. Nie używa aplikacji X ani automatycznego linku do konta Google, na którym przechowywany jest jego wiek, aby zarejestrować się w serwisie Elona Muska. Zamiast tego rejestruje się za pośrednictwem strony internetowej X w przeglądarce i klika "Utwórz konto".

X natychmiast prosi go o podanie adresu mail i daty urodzenia. Tam fikcyjny Bastian, bez nadzoru swoich fikcyjnych rodziców, po prostu wpisuje rok 2005 zamiast 2011. Nie ma żadnej weryfikacji ani porównania z wiekiem przechowywanym jako nieletni w Google.

Jest teraz zarejestrowany jako dorosły użytkownik i może aktywować funkcję "Wyświetlaj multimedia, które mogą zawierać wrażliwe treści" w opcjach. Jak każdy nastolatek, Bastian jest ciekawy i może teraz oglądać filmy, które ładują się automatycznie dla każdego odpowiedniego wyszukiwanego hasła. Kiedy tak się dzieje, X chętnie to robi. Różne boty nie tylko publikują filmy, ale także linki reklamowe zaprojektowane w celu zachęcenia użytkowników do klikania na stronach z filmami dla dorosłych.

Państwowe władze medialne od lat ostrzegają o niewystarczającej weryfikacji wieku na popularnych stronach z tego typu treściami. Z drugiej strony, większość serwisów społecznościowych zabrania ich publikowania poza jednym wyjątkiem. Na X Elona Muska można publikować materiały 18+ i nie są one kontrolowane – miliarder zezwolił na to na początku czerwca 2024 r.

Według badania przeprowadzonego przez Brytyjską Agencję Ochrony Dzieci w 2023 r. młodzi ludzie coraz częściej stykają się z treściami dla dorosłych po raz pierwszy właśnie na X:

Stwierdzamy, że ekspozycja na treści dla dorosłych jest powszechna i normalna – do tego stopnia, że dzieci nie mogą z niej zrezygnować. Średni wiek, w którym dzieci oglądają tego typu materiały po raz pierwszy, wynosi 13 lat. W wieku dziewięciu lat 10 proc. dzieci widziało treści dla dorosłych, 27 proc. w wieku 11 lat, a połowa dzieci, które miały kontakt z takimi materiałami, widziała ją w wieku 13 lat. Nie ogranicza się do konkretnych stron internetowych dla dorosłych. Odkryliśmy, że X jest platformą internetową, na której młodzi ludzie najczęściej oglądają treści dla dorosłych.

komputerswiat.pl