wtorek, 12 listopada 2024



W 1971 r. ówczesny sekretarz skarbu USA John Connally powiedział swoim europejskim rozmówcom, że dolar to "nasza waluta, ale wasz problem". Mimo zmian w globalnej gospodarce w ciągu ostatnich 50 lat jego słowa wciąż są aktualne, a wahania kursu dolara, choć zależy on w dużej mierze od wewnętrznych spraw w USA, odbijają się na całym świecie – podkreślają autorzy opracowania.

Obecnie nie jest jasne, które ze swoich zapowiedzi Donald Trump będzie chciał i mógł wprowadzić w życie, ale reakcja giełd dostarcza wskazówek, że inwestorzy spodziewają się zwiększenia zysków amerykańskich firm poprzez cięcia podatkowe i deregulację oraz wzrostu rządowego zadłużenia.

Wyższy deficyt i ożywiona inflacja mogą z kolei skłonić bank centralny USA do utrzymania stóp procentowych na wyższym poziomie, niż gdyby prezydentem nie był Trump. Wyższe stopy oznaczają natomiast, że trzymanie dolarowych papierów wartościowych staje się bardziej opłacalne, co winduje kurs tej waluty – wyjaśnia "Economist".

Autorzy podkreślają przy tym, że silniejszy dolar często towarzyszy słabszym prognozom dla światowej gospodarki. Badanie opublikowane w 2023 r. przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy wykazało, że 10-procentowy wzrost kursu dolara w ciągu roku zmniejszył PKB gospodarek wschodzących o 1,9 proc. Kraje bogate odczuły to w mniejszym stopniu, ale i tam odnotowano spadek o 0,6 proc.

Wahania kursu dolara wpływają na światową gospodarkę głównie poprzez handel i finanse. Ponad 40 proc. światowego handlu rozliczane jest w dolarach, choć USA nie biorą udziału w większości z tych transakcji. Silny dolar zwiększa koszty dla importerów, co osłabia popyt. Według jednego z badań wzrost wartości waluty USA o 1 proc. przekłada się na spadek handlu pomiędzy innymi krajami o 0,6 proc.

Dla krajów i firm, które pożyczyły dolary, ale nie mają dochodów w tej walucie, wzrost jej wartości waluty zwiększa ciężar pożyczki i podnosi koszty obsługi zadłużenia. Wyższe stopy w USA sprawiają też, że inwestowanie w innych częściach świata staje się mniej atrakcyjne, co przyczynia się do odpływu kapitału z gospodarek wschodzących.

onet.pl

poniedziałek, 11 listopada 2024



Copernicus Climate Change Service ogłosił, że to już właściwie pewne, iż 2024 r. stanie się pierwszym rokiem cieplejszym o ponad 1,5°C w stosunku do czasów przedprzemysłowych. Wizja realizacji celu Porozumienia Paryskiego oddala się coraz bardziej. Czy COP29 ma szansę coś zmienić?

(...)

Jak donosi BBC, Elnur Sołtanow , przewodniczący tegorocznej Konferencji, został przyłapany na omawianiu „możliwości inwestycyjnych w państwowej spółce naftowo-gazowej z mężczyzną udającym potencjalnego inwestora”. „Mamy wiele złóż gazu, które należy zagospodarować” – mówił na nagraniu. Akcję przeprowadziła organizacja zajmująca się prawami człowieka, Global Witness. Jeden z jej członków podał się za przedstawiciela fikcyjnej firmy inwestycyjnej z Hongkongu, która „była zainteresowana sponsorowaniem szczytu COP29”, w zamian za możliwość inwestycji w azerbejdżańską państwową spółkę naftowo-gazową Socar. Tak się składa, że Sołtanow zasiada w jej Radzie Nadzorczej.

Początkowo Sołtanow mówił o inwestycjach w „ekologiczne projekty transformacyjne”, ale zaraz przeszedł do omawiania planów Azerbejdżanu dotyczącymi zwiększenia produkcji gazu ziemnego oraz konstrukcji nowej infrastruktury rurociągowej, wskazując gaz jako paliwo przejściowe. Przyznał, że jest gotowy na nowe umowy, a Socar będzie „mieć pewną ilość wydobywanej ropy naftowej i gazu ziemnego, być może na zawsze”.

W tej sytuacji można mieć flashbacki z zeszłorocznej COP28 w Dubaju. W wydarzeniu wzięła udział rekordowa liczba lobbystów branży paliw kopalnych, a przewodniczący szczytu Sultan al-Dżabera, prezes państwowego naftowego giganta ADNOC, mówił , że nie ma dowodów naukowych, które wskazywałyby na konieczność z rezygnacji z paliw kopalnych, aby ograniczyć globalne ocieplenie. Stwierdził też, że bez paliw kopalnych „wrócimy do jaskiń”, chociaż później tłumaczył się ze swoich stwierdzeń.

Na myśl może przyjść smutny wniosek, że kolejne Konferencje Stron – które odbywają się już od prawie 30 lat – to tylko PR-owe pokazy, które nie prowadzą do żadnych rzeczywistych działań.

Z udziału zrezygnowała Papua-Nowa Gwinea. Powodem jest frustracja wywołana „pustymi obietnicami i bezczynnością”. Premier kraju James Marape ogłosił już w sierpniu, że państwo wycofuje się z COP29 w „proteście przeciwko wielkim narodom” za brak „szybkiego wsparcia dla ofiar zmian klimatu”. W listopadzie minister spraw zagranicznych Justin Tckatchenko nazwał szczyt „całkowitą stratą czasu”. Oznajmił, że Papua-Nowa Gwinea wyśle niewielką delegację urzędników państwowych, ale nie wezmą oni udziału w dyskusjach na wysokim szczeblu.

„Nie będziemy dłużej tolerować pustych obietnic i bezczynności, podczas gdy nasi ludzie cierpią z powodu niszczycielskich konsekwencji zmian klimatu” – powiedział Tckatchenko w zeszłym tygodniu. Dodał, że „nic konkretnego nie wynikło z tak dużych wielostronnych spotkań”, a także, że „społeczność międzynarodowa wykazała całkowity brak szacunku dla krajów takich jak nasz, które odgrywają kluczową rolę w łagodzeniu zmian klimatu. Jesteśmy zmęczeni byciem odsuniętymi na bok”.

energetyka24.com

niedziela, 10 listopada 2024



Kilkanaście dni przed wyborami rozgłos zyskał konflikt w czołowym amerykańskim dzienniku „The Washington Post”. Na łamach gazety nie ukazał się przygotowany wcześniej artykuł redakcyjnym, w którym jej dziennikarze chcieli oficjalnie poprzeć kandydaturę wiceprezydent Kamali Harris. Obecni i byli pracownicy medium skrytykowali decyzję swoich przełożonych, bo ich zdaniem Trump stanowi zagrożenie dla demokracji, stąd też konieczne było poparcie jego przeciwniczki. Tym samym dziennik pierwszy raz od kilkudziesięciu lat nie zajął konkretnego stanowiska w sprawie wyborów prezydenckich.

Decyzję o nieudzielaniu poparcia żadnemu z kandydatów podjął właściciel „The Washington Post”. Twórca Amazona Jeff Bezos, który przejął gazetę w 2013 roku, według mediów miał to uczynić z powodu obawy o swoje interesy. Drugi najbogatszy człowiek świata rzekomo uważa, że zaangażowanie polityczne dziennika podczas pierwszej prezydentury Trumpa pozbawiło go lukratywnego kontraktu rządowego. Później okazało się, że z republikańskim kandydatem spotkali się dyrektorzy Blue Origin, czyli przedsiębiorstwa kosmicznego założonego przez Bezosa. Do ich rozmowy z Trumpem doszło właśnie w dniu, w którym zadecydowano, iż „The Wasington Post” nie poprze Harris.

Na stronie internetowej gazety ostatecznie ukazał się artykuł samego właściciela, który tłumaczył w nim swoją decyzję. Bezos w samym tytule „Trudna prawda: Amerykanie nie wierzą mediom informacyjnym” postawił mocną tezę. Jego zdaniem zawód dziennikarza od dawna nie cieszy się zaufaniem społecznym, a według ostatnich sondaży Amerykanie bardziej ufają nawet Kongresowi. Między innymi z tego powodu wskazanie konkretnego kandydata przekona żadnego wyborcy, za to jedynie ugruntuje wrażenie, że dane medium jest stronnicze i nie jest niezależne.

Według właściciela „The Washington Post” nie jest to jedynie problem jego gazety. Zaufanie tracą wszystkie tradycyjne media, dlatego według Bezosa ich odbiorcy coraz chętniej sięgają po wpisy w mediach społecznościowych, nagrania twórców podcastów czy innych niezweryfikowanych źródeł wiadomości. Z tego powodu twórca Amazona uważa, że należący do niego czołowy amerykański dziennik powinien stać się ponownie głosem niezależności i rzetelności.

(...)

Tygodnik „Newsweek” w porównaniu do The Federalist nie wieszczy ostatecznego końca mediów, lecz w wypowiedziach Trumpa na temat „zabicia głównego nurtu mediów” dostrzega ziarno prawdy. Po tegorocznych wyborach na prezydenta oraz do Kongresu tradycyjna prasa jest wyraźnie osłabiona. Rosnąca nieufność do dziennikarzy jest bowiem bardzo dobrze widoczna.

Na obecną sytuację złożyły się przede wszystkim dwa czynniki. Pierwszym z nich jest upadek dotychczasowego modelu biznesowego masowych mediów, a drugim utrata przez nich wpływów wśród społeczeństwa. Liczby przytaczane przez „Newsweek” mówią same za siebie. Na przykład w ciągu czternastu lat o ponad jedną trzecią spadła liczba gospodarstw domowych wykupujących pakiety telewizji kablowej. Przekłada się to wprost na obniżki wynagrodzeń dla znanych prezenterów, chociażby w cytowanej telewizji CNN. Od początku wieku nakłady gazet spadły o połowę, a wiele z nich zamknięto lub zrezygnowały one ze swoich drukowanych wersji. Od 1989 roku spadek popularności prasy doprowadził do likwidacji czterdziestu procent stanowisk dziennikarzy.

Jak na łamach „The Wastington Post” wspominał Bezos, spada zaufanie do pracowników mediów. „Newsweek” przytacza badania z których wynika, że w tym roku niechęć do dziennikarzy była większa od nieufności Amerykanów wobec parlamentarzystów. „Niezbyt” lub „w ogóle” nie ufa im blisko 70 proc. respondentów. Ostatnie badanie Gallupa w tej kwestii było pozytywne z punktu widzenia środowiska dziennikarskiego blisko dwadzieścia jeden lat temu.

Tygodnik zwraca też uwagę na spadek zaufania do mediów z powodu ich postawy wobec Trumpa i Bidena. W trakcie pierwszej kadencji Trumpa powielały one oskarżenia na temat jego powiązań z Rosją, które ostatecznie nie zostały udowodnione przez śledczych. W przypadku Bidena dziennikarze ukrywali jego stan zdrowia, aby po nominacji Harris udawać, że nie wspierali go przez ostatnich siedem lat.

psz.pl


Władimir Putin wziął udział w spotkaniu Klubu Wałdajskiego, które odbyło się w dniach 4-7 listopada w Soczi. Wygłosił na nim przemówienie, w którym oskarżył Zachód o "politykę neokolonialną" i niszczenie "tradycyjnych wartości". Zestawił to z działaniami Rosji, które — zdaniem rosyjskiego prezydenta — gwarantują przetrwanie "różnorodności i złożoności świata, co jest kluczem do [jego] pomyślnego rozwoju". Powiedział również o rodzącym się "wielobiegunowym świecie".

(...)

Podczas wystąpienia Putin wiele mówił o wizji "nowego porządku świata". Ma składać się nań sześć zasad:
  • otwartość między państwami,
  • brak "uniwersalnych dogmatów,
  • uwzględnienie głosu każdego kraju przy podejmowaniu "globalnych decyzji",
  • odrzucenie niektórych bloków międzynarodowych (najwyraźniej nie dotyczy to organizacji BRICS),
  • likwidacja różnic rozwojowych między narodami,
  • dążenie do równości wszystkich ludzi.
Zgodnie z wytycznymi Kremla dla mediów propagandyści, przedstawiając tę wizję, powinni akcentować, że idee Putina wpisują się w "filozofię powszechnego rozwoju i bezpieczeństwa", a sam prezydent Rosji stał się "głosem większości świata — a jednocześnie głosem zwykłego człowieka".

Mają też podkreślać, że "Rosja w erze Putina" odgrywa szczególną rolę w "budowie nowego porządku świata". Wielkim jej wkładem jest "ochrona praw i wolności ludzkości". W wytycznym nie ma jednak ani słowa mowy o prawach i wolnościach, które Kreml ograniczył w poprzednich latach.

onet.pl

sobota, 9 listopada 2024



Podróż szefa słowackiego rządu do Chińskiej Republiki Ludowej wzbudziła także kontrowersje z powodu jego wypowiedzi na temat wojny na Ukrainie. Fico po spotkaniu z Xi w nagraniu wideo stwierdził, że podziela opinię chińskich władz na temat braku możliwości zakończenia konfliktu, dopóki Ukraina otrzymuje wsparcie wojskowe od państw zachodnich. 

Tezy Fico na ten temat zbiegły się z emisją wywiadu udzielonego przez niego rosyjskiej telewizji publicznej. Nie tylko chwalił w nim współpracę słowacko-rosyjską, ale wyraził gotowość podjęcia rozmów z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem i chęć uczestnictwa w upamiętniającej zakończenie II wojny światowej paradzie wojskowej w Moskwie. W rozmowie stawiał też wspomnianą tezę o zachodnim wsparciu dla Ukrainy, które prowadzi do przedłużania trwającej wojny.

Jak na razie nowa polityka zagraniczna rządu Słowacji zyskała rozgłos głównie poprzez zwrot na Wschód, czyli zbliżenie do Chin i Rosji. Należy jednak pamiętać, że niedawno Fico otrzymał pieniądze z zablokowanych dotąd funduszy unijnych, bo udało mu się załagodzić dotyczący praworządności spór z Unią Europejską. Ponadto pomimo swoich prorosyjskich wypowiedzi utrzymuje poprawne relacje z ukraińskimi władzami.

psz.pl


Konserwatywny komentator Daniel McCarthy w artykule opublikowanym przez „The New York Times” postrzega wynik wyborów jako cios w establishment. Zwycięstwo Trumpa nie jest jedynie porażką Harris i Partii Demokratycznej, ale także jego przeciwników wewnątrz Partii Republikańskiej. Ogółem w ciągu ośmiu lat udało mu się pokonać „polityczne dynastie” Bushów, Clintonów i Cheneyów.

Poparcie udzielone mu przez Amerykanów można uznać za „twórczą destrukcję”. Zwolennicy Trumpa oddając na niego głos opowiedzieli się za „odsunięciem od władzy niekompetentnej klasy przywódczej”, aby „stworzyć instytucje państwa według nowego zestawy standardów, które służyłyby lepiej amerykańskim obywatelom”. Tym sam Amerykanie wyrazili wotum nieufności wobec liderów opinii kształtujących Stany Zjednoczone po zakończeniu zimnej wojny.

Obietnica prowadzenia anty-establishmentowej i alternatywnej polityki miała zjednoczyć wokół Trumpa bardzo różnorodne osobistości: Roberta F. Kennedy’ego, miliardera Elona Muska czy prezentera telewizyjnego i youtubera Joe Rogana. Wszyscy mieli być przede wszystkim zainteresowani odebraniem legitymacji społecznej obecnym elitom.

Zarazem publicysta „The New York Times” uważa, że zwolennicy i przeciwnicy byłego prezydenta przeceniają uprawnienia, które posiada amerykańska głowa państwa. Nawet posiadający ogromne poparcie społeczne Franklin D. Roosevelt narzekał na nałożone na niego ograniczenia konstytucyjne. Właśnie dlatego żaden prezydent nie stoi ponad amerykańską ustawę zasadniczą.

psz.pl


Dziadek Donalda Trumpa, Friedrich Trump, wyjechał z Niemiec w 1885 r., mając lat 16, był wówczas czeladnikiem fryzjerskim, popłynął do Nowego Jorku. Po kilku latach zmienił imię na angielskie Frederick i przeniósł się do Seattle. Tam zarobił na wyposażenie do restauracji, otworzył jadłodajnię, po czym zainspirował się pierwszą stroną gazety "Seattle Post-Intelligencer", na której 17 lipca 1897 r znalazł się nagłówek „Złoto! Złoto! Złoto!” - przypominał publiczny nadawca CBC. Trump sprzedał wówczas wszystko, co miał i przeniósł się tam, gdzie byli poszukiwacze złota.

Emigrant z Niemiec i jego partner Ernest Levin otworzyli „Arctic Restaurant and Hotel” pod koniec XIX w., w Bennett w Kolumbii Brytyjskiej, na terytorium Indian Tlingit, które przez wiele lat było ważną miejscowością podczas gorączki złota, Klondike Gold Rush. Historię tę opisała profesor dziennikarstwa na uniwersytecie Columbia Gwenda Blair, autorka „The Trumps: Three Generations That Built An Empire” (Rodzina Trumpów: trzy pokolenia, które zbudowały imperium). Jak mówiła publicznemu nadawcy CBC po pierwszej wygranej Trumpa w 2016 r., to właśnie tamten biznes, w tym zyski z prostytucji, pozwoliły rodzinie Trumpów zgromadzić kapitał na dalsze inwestycje. Jak piszą znawcy epoki, umożliwianie prostytutkom działalności przez właścicieli restauracji czy hoteli były w górniczych miasteczkach na początku XX w. czymś zwyczajnym.

Portal Huffingpost Canada cytował reklamę z lokalnej gazety "Bennett Sun", w której „Arctic Restaurant” reklamował się jako „najlepiej wyposażone miejsce” w Bennett, z „wszystkimi delikatesami”, w tym „ostrygami w każdym stylu” oraz „elegancko wyposażonymi prywatnymi pokojami dla pań i przyjęć”.

Blair opisywała, że mężczyźni mogli płacić prostytutkom znalezionym złotem, które można było zważyć w pokoju przed „usługą”. Zaś „uczciwe kobiety” były informowane, że nie powinny nocować w tym hotelu, ponieważ „mogły usłyszeć coś, co byłoby odpychające dla ich uczuć” i wstrząśnięte „zdeprawowanymi osobami ich własnej płci” - pisał w kwietniu 1900 r. cytowany przez Blair dziennik „Yukon Sun”.

Kanadyjski magazyn "Maclean's" pisał, że sześć tygodni po otwarciu hotelu w Bennett, Friedrich Trump już szukał kolejnego miejsca na działalność, w Whitehorse.

Jednak po kilku latach gorączki złota kanadyjska policja chciała zakazać prostytucji, ograniczyć hazard i sprzedaż alkoholu. Dziadek Trumpa zorientował się w sytuacji zanim skończyły się lata gorączki złota, wyjechał do Niemiec mając, na dzisiejsze pieniądze, ponad pół miliona dolarów amerykańskich i poślubił tam Elizabeth Christ.

Tyle że w Niemczech potraktowano go jako dezertera, który w czasie, gdy powinien służyć w wojsku, pojechał do Ameryki i przyjął amerykańskie obywatelstwo. Jak przypominało CBC, Fredericka Trumpa deportowano z Niemiec, jego żona była wówczas w ciąży, małżonkowie przenieśli się do Nowego Jorku, tam urodziło im się troje dzieci. Wówczas też Trump zaczął kupować nieruchomości na zachodnim wybrzeżu USA.

PAP


Istnieją jednak przykłady poważnego monitorowania cen. Holding badawczy Romir od wielu lat zbiera dane o zakupach Rosjan – 15 tys. gospodarstw domowych (40 tys. osób) z 240 miejscowości skanuje kody QR paragonów za wszystkie swoje zakupy. Dane automatycznie trafiają do jednej bazy danych i można je analizować: co, gdzie i ile ludzie kupili. Romir przez 10 lat monitorował zakupy, sporządzał strukturę konsumpcji gospodarstw domowych, identyfikował najpopularniejsze grupy produktowe i konkretne produkty w ich obrębie. Było ich około 200 i w efekcie powstał indeks , który – jak pisze Romir – odzwierciedla realną zmianę cen. Ukazuje się od 2019 r., a od początku 2022 r. do września 2024 r. urósł o 87%.

(...)

Pracownicy Rosstatu regularnie monitorują ceny 775 tys. towarów i usług w 80 tys. organizacji handlowo-usługowych na terenie całego kraju. Wszystko to zebrane jest w 567 grupach – od „Wołowina (z wyjątkiem mięsa bez kości), kg” po „Korzystanie z toalety publicznej, wizyty”. Za pomocą rocznego badania wydatków gospodarstw domowych (w próbie Rosstatu jest ich 78 tys.) określa się strukturę wydatków – udział każdej takiej grupy w wydatkach ogółem. Zgodnie z tymi skalami tworzony jest ogólnorosyjski koszyk konsumencki i obliczana jest jego wartość - jest to CPI, a jego zmiana to inflacja (...).

(...)

Statystycy muszą brać pod uwagę coś więcej niż tylko zmiany cen. Samo życie ciągle się zmienia, pojawiają się nowe towary i usługi, a ludzie wręcz przeciwnie, przestają kupować pewne rzeczy. Rosstat reaguje bardzo późno.

Do 2020 roku uwzględniał ceny płyt DVD (pamiętasz je?). Dopiero w 2022 roku wycieczki autokarowe do europejskich miast, z których od dawna korzysta niewiele osób, zostały zastąpione wakacjami w Egipcie, jednym z najpopularniejszych kierunków turystyki zagranicznej. Albo wieloletnia skarga analityków – w koszyku konsumenckim nadal nie ma mieszkań. Wzrost cen nieruchomości po prostu nie jest uwzględniany w inflacji.

Skład koszyka do obliczania inflacji jest aktualizowany raz w roku zgodnie ze strukturą wydatków konsumpcyjnych. Statystycy stoją przed dwoma sprzecznymi wyzwaniami: uwzględnić jak najwięcej zmian przy jednoczesnym zachowaniu ciągłości, tak aby koszyk pozostał porównywalny z koszykiem przeszłym.

Jest to problem globalny. Brytyjski Urząd Statystyczny (ONS) oblicza CPI dla 561 grup towarów i usług – mniej więcej tyle samo, co Rosstat. W ostatnich latach rośnie liczba stanowisk: pięć lat temu było ich 532, w 2023 r. – 559. Zmienia się także ich skład: w 2019 r. – 19 grup, w 2023 r. – 30. Większość tych zmian ma charakter techniczny. Okazało się np., że Brytyjczycy zaczęli coraz częściej kupować jabłka jako przekąskę, indywidualnie, a koszt jednego jabłka lepiej oddaje ten obraz niż cena za kilogram. Albo okazało się, że ceny Diet Coli zmieniają się inaczej niż zwykłej Coli, więc kategorię podzielono na dwie.

W Rosji wojna doprowadziła do prawdziwie tektonicznych zmian, których najwyraźniej po prostu nie da się w pełni uwzględnić. 

(...)

Jeszcze jedna kwestia: obecnie w Rosji na wiele towarów importowanych obowiązują dwie ceny . Jeden jest prawie taki sam jak przed wojną – na targowiskach, ale bez gwarancji autentyczności. Ta druga jest znacznie wyższa – od dużych sprzedawców detalicznych, którzy gwarantują sprzedaż oryginału, dostarczanego do kraju poprzez import równoległy. 

istories.media

Jak poinformował Konrad Muzyka z Rochan Consulting, jeszcze w czerwcu wyrażał "umiarkowany optymizm" sytuacją w Ukrainie, co było wywołane m.in. dobrymi wynikami mobilizacji. Teraz jednak wiele się zmieniło.

"Przechodząc do sedna - sytuacja nie wygląda dobrze. Trajektoria jest jednoznacznie negatywna" - napisał. Jak stwierdził, kluczowym problemem jest "kwestia stanów osobowych jednostek liniowych, zwłaszcza w oddziałach piechoty".

"Operacja Kurska jeszcze bardziej rozciągnęła już i tak nieliczne siły ukraińskie. Braki w piechocie są rekompensowane atakami dronów FPV oraz każdym innym dostępnym środkiem uderzeniowym" - podkreślił Muzyka. Dodał, że choć drony powodują straty po stronie rosyjskiej, to zwyczajnie nie są w stanie zastąpić żołnierzy.

"Biorąc pod uwagę liczbę obszarów zapalnych i terenów aktywnego działania sił ukraińskich, obecność nowo zmobilizowanych jednostek/żołnierzy jest praktycznie niewyczuwalna. Tam, gdzie się pojawiają, występują problemy z koordynacją, wyszkoleniem oraz ogólną interoperacyjnością" - napisał analityk.

Muzyka podkreśla, że problemem Ukraińców jest też niewłaściwe szkolenie żołnierzy, co skutkuje też niskimi moralami na froncie. Przypomniał, że według "The Economist" niemal 25 proc. wojskowych opuszcza swoje pozycje bez zezwolenia.

"W efekcie mamy sytuację, w której Ukraińcy nie tylko nie nadążają z uzupełnianiem strat, ale również tracą żołnierzy coraz szybciej z powodu spadającego morale" - zauważa analityk.

"Dodatkowo, mamy sytuację w której bataliony wydzielone z brygad są rozrzucone po różnych częściach frontu i podporządkowane znajdującym się na miejscu związkom taktycznym. Ponownie ogranicza to zdolności bojowe" - dodał, wskazując, że zjawisko to przybrało w ostatnim czasie na sile.

Wskazał także na możliwą operację Rosjan w Zaporożu, co wymusza na Ukraińcach podjęcie "działań gaśniczych".

Muzyka zauważył jednak, że obecnie nie ma problemów z dostępem Ukraińców do amunicji artyleryjskiej 155 mm.

Według Muzyka sposób działań wojsk rosyjskich pokazuje, że "dobrze wiedzą, które fragmenty frontu są słabo bronione". "Należy im oddać, że nie próbowali (zbyt długo) szturmować Pokrowska, tylko przenieśli siły i środki na mniej ufortyfikowane fragmenty frontu. Podczas gdy Pokrowsk jest dobrze umocniony, to podejścia do niego od zachodu nie są" - napisał.

Analityk Rochan Consulting wskazał także na kwestię ataków na ukraińską infrastrukturę energetyczną. "System może nie wytrzymać, co może skutkować dostawami prądu ograniczonymi do 2-4 godzin dziennie. Wiele firm już teraz przygotowuje się na taką ewentualność, instalując agregaty prądotwórcze" - napisał.

Zdaniem Muzyka, zdjęcie amerykańskiego zakazu ataków na cele na terytorium Rosji "nie będzie miało strategicznego ani długofalowego wpływu na przebieg wojny".

"Jeśli Ukraina chce skłonić Rosję do przystąpienia do rozmów pokojowych, powinna najpierw ustabilizować front i odbudować swoje siły na tyle, aby być w stanie przeprowadzać ofensywy, nawet na poziomie taktycznym, a dopiero wtedy ataki na cele w FR zaczną przynosić skutek. To są naczynia połączone. Jedno bez drugiego nie przyniesie oczekiwanych efektów" - podkreślił.

Analityk odniósł się także do wyniku wyborów prezydenckich w USA, w których wygrał Donald Trump. Jego zdaniem niesie on "ryzyka, jak i szanse", przyznając, że obecnie trudno ocenić, co finalnie zdecyduje administracja nowego prezydenta.

"Jednak na podstawie wcześniejszych wypowiedzi można przypuszczać, że będzie dążyć do szybkiego zakończenia konfliktu poprzez negocjacje, potencjalnie ograniczając wsparcie wojskowe oraz wywierając nacisk na europejskich sojuszników w kwestii zaangażowania w regionie" - napisał.

"Reasumując, celem numer jeden jest obecnie ustabilizowanie frontu, odbudowa sił na zapleczu oraz rozwój zdolności dronowych i rakietowych. Stabilizacja frontu jest absolutnie kluczowa dla zachowania niezależności Ukrainy i wzmocnienia jej pozycji negocjacyjnej. Na razie jednak niewiele wskazuje, że uda się to osiągnąć w najbliższym czasie" - podsumował Muzyka.

wp.pl


Putin podwoił stawkę w istniejącej operacji informacyjnej, fałszywie twierdząc, że Ukraina naruszyła swój neutralny status, próbując usprawiedliwić nielegalną i niesprowokowaną inwazję Rosji na Ukrainę. Putin, odpowiadając na pytanie, które granice Ukrainy Rosja uznaje, stwierdził, że Rosja zawsze uznawała granice Ukrainy określone w Ukraińskiej Deklaracji Niepodległości z 1991 r., o ile Ukraina zgodziła się pozostać neutralna, ale powiedział, że Rosja nie wyraziła zgody, gdy Ukraina ogłosiła swój zamiar przystąpienia do NATO. Putin nie wspomniał jednak, że parlament Ukrainy nie zagłosował za porzuceniem neutralnego statusu Ukrainy aż do grudnia 2014 r. – kilka miesięcy po nielegalnej inwazji i aneksji Krymu przez Rosję odpowiednio w lutym i marcu 2014 r. Rosja zobowiązała się również do poszanowania niepodległości, suwerenności i istniejących granic Ukrainy, w tym Krymu i Donbasu, w Memorandum Budapeszteńskim z 1994 r. w zamian za zwrot i wycofanie z eksploatacji broni jądrowej z czasów sowieckich na Ukrainie. Putin próbował również wykorzystać Artykuł I Karty Narodów Zjednoczonych dotyczący prawa do samostanowienia, aby uzasadnić inwazje Rosji na Krym w 2014 r. i szerszą inwazję w 2022 r., twierdząc, że te okupowane obszary zagłosowały za przyłączeniem do Rosji. Rosja przeprowadziła w szczególności pozorowane referenda w sprawie aneksji na Krymie w 2014 r. oraz w obwodach donieckim, ługańskim, zaporoskim i chersońskim w 2022 r. w warunkach okupacji i intensywnej militaryzacji, wykorzystując referenda do stworzenia pozorów legalności i lokalnego poparcia dla okupacji rosyjskiej.

understandingwar.org


Sam Władimir Putin w czwartek na dorocznym spotkaniu Klubu Wałdajskiego w Soczi pogratulował Donaldowi Trumpowi wygranej. — Zachowanie w czasie zamachu na jego życie zrobiło na mnie wrażenie. Okazało się, że to odważny człowiek — chwalił go.

Zaznaczył, że nie dzwonił do prezydenta elekta, "ponieważ przywódcy krajów zachodnich w pewnym momencie dzwonili do mnie prawie co tydzień, a potem nagle przestali". "Jeśli któryś z nich chce wznowić kontakt, zawsze mówiłem i chcę powtórzyć: nie mamy nic przeciwko temu" — dodał. Donald Trump potwierdził, że rozmawiał z ok. 70 światowymi przywódcami, ale na liście zabrakło prezydenta Rosji. — Myślę, że porozmawiamy — dodał jednak.

onet.pl