piątek, 25 października 2024



W dniach 22–24 października w Kazaniu odbył się 16. szczyt grupy BRICS. W wydarzeniu uczestniczyli również nowi członkowie formatu (Egipt, Etiopia, Iran i Zjednoczone Emiraty Arabskie) oraz reprezentanci 25 państw (nie licząc Republiki Serbskiej Bośni i Hercegowiny oraz Palestyny) deklarujących chęć akcesji do niego bądź współpracy z nim, a także przedstawiciele organizacji międzynarodowych, w tym sekretarz generalny ONZ António Guterres.

Choć podczas szczytu nie zapadły kluczowe decyzje, to należy uznać go za dyplomatyczny i propagandowy sukces Kremla. Rosja zademonstrowała skuteczność w przeciwstawianiu się zachodnim wysiłkom na rzecz objęcia jej izolacją na arenie międzynarodowej. Spotkanie uwidoczniło też efektywność kierowanej przez nią wraz z Chinami do krajów Globalnego Południa narracji postulującej przebudowę obecnego (w domyśle faworyzującego USA i ich sojuszników) ładu światowego w oparciu o tzw. światową większość (nie-Zachód) oraz wielobiegunowość. Jednocześnie brak realnych postępów w integracji polityczno-ekonomicznej wewnątrz bloku oraz pewne wizerunkowe niepowodzenia podczas wydarzenia świadczą o sprzecznych stanowiskach, priorytetach i interesach poszczególnych państw członkowskich, co w znacznym stopniu ogranicza możliwości rozwoju BRICS jako realnej platformy do budowy nowego porządku globalnego.

Komentarz 

Szczyt BRICS w Kazaniu należy uznać za wizerunkowy sukces Rosji, która zrealizowała swój główny cel, jakim było demonstracyjne przełamanie politycznego ostracyzmu ze strony Zachodu. Władimir Putin nie wziął udziału w zeszłorocznym zjeździe w RPA z uwagi na ciążący nad nim nakaz aresztowania wydany przez Międzynarodowy Trybunał Karny. Kremlowska propaganda aktywnie wykorzystała spotkanie na użytek wewnętrzny i zagraniczny, by uderzać w Zachód i Ukrainę w warunkach trwającej wojny. Podkreślono znaczenie Rosji i jej przywódcy na arenie międzynarodowej przy jednoczesnej bezsilności i spadku pozycji Zachodu. Wydarzenie stało się także okazją do promowania zmanipulowanej wizji wojny na Ukrainie, w której to Kijów (oraz wspierający go Zachód) jest agresorem, a Moskwa – stroną konstruktywną, dążącą do zawarcia trwałego pokoju. Na agendzie szczytu kwestię ukraińską wyraźnie zmarginalizowano na rzecz palestyńskiej. W tym kontekście rozgrywano propagandowo zwłaszcza obecność sekretarza generalnego ONZ, którego przyjazd i przyjacielskie gesty wobec Putina oraz Alaksandra Łukaszenki wywołały falę krytyki na Zachodzie. Rosyjska narracja może być skuteczna przede wszystkim wobec elit politycznych i społeczeństw państw uczestniczących w wydarzeniu.

Tegoroczny szczyt posłużył również Kremlowi do szerzenia wspólnie z Chinami globalnej agendy polityczno-ideologicznej wśród krajów Globalnego Południa. Skupiająca 37% światowej produkcji gospodarczej i 40% populacji BRICS to w optyce zarówno Moskwy, jak i Pekinu dogodna platforma do promowania koncepcji wielobiegunowego (w istocie antyzachodniego) ładu międzynarodowego, zaś sam blok i jego projekty (takie jak Bank Nowego Rozwoju) przedstawiane są przez obie stolice jako inkluzywna alternatywa dla instytucji reprezentujących w tym przekazie stary porządek (np. Grupy G7, Banku Światowego czy Międzynarodowego Funduszu Walutowego). Opracowana podczas zjazdu nowa formuła współpracy z tzw. państwami partnerskimi może pozwolić Rosji na zwiększenie politycznej wagi BRICS, a jednocześnie wyeliminować tarcia wśród jej członków dotyczące rozszerzenia formatu o kolejne kraje (ok. 30 państw zawnioskowało o członkostwo lub wyraziło zainteresowanie nim).

Mimo propagandowego znaczenia spotkania jego przebieg uwidocznił problemy, które kwestionują zdolność BRICS do odgrywania roli przeciwwagi dla świata zachodniego w myśl rosyjsko-chińskiej koncepcji. Szczyt nie przyniósł żadnych konkretnych decyzji co do rozwoju alternatywnego systemu płatności w handlu międzynarodowym, który nie opierałby się na dolarze amerykańskim – na czym szczególnie zależy Moskwie i Pekinowi. Brak postępów w tym zakresie obrazuje nie tylko skalę problemów natury technicznej, proceduralnej i instytucjonalnej, lecz także fundamentalne rozbieżności w interesach poszczególnych państw. Najprawdopodobniej w wyniku obiekcji ze strony różnych członków grupy Rosji i Chinom nie udało się (ani w sferze ekonomicznej, ani politycznej) przeforsować wyraźnie antyzachodnich sformułowań w końcowej deklaracji ze szczytu. Do niepowodzeń należy też zaliczyć rezygnację na krótko przed zjazdem Kazachstanu z możliwości wstąpienia do bloku, niejasności wokół statusu Arabii Saudyjskiej (która wbrew rosyjskim komunikatom nie potwierdziła swojej akcesji do BRICS), nieobecność prezydenta Brazylii oraz przedwczesne opuszczenie wydarzenia przez premiera Indii, który wrócił do kraju, aby spotkać się z kanclerzem RFN Olafem Scholzem.

osw.waw.pl

czwartek, 24 października 2024



Rosja nie potwierdza ani nie zaprzecza. Sekretarz prasowy Kremla oświadczył: „informacje o obecności wojskowych z KRL-D na Ukrainie należy traktować jako sprzeczne”. I odesłał zainteresowanych dziennikarzy do rosyjskiego ministerstwa obrony, czyli znanej krynicy prawdomówności. Podobnie rzeczniczka MSZ udzieliła na pytanie o obecność żołnierzy Kima w Rosji mętnej odpowiedzi.

(...)

„The Wall Street Journal” 23 października, powołując się na byłego funkcjonariusza rosyjskiego wywiadu, napisała, że traktat o strategicznym partnerstwie zawiera tajny punkt. Mowa jest w nim o możliwości wysłania północnokoreańskich żołnierzy do walki z Ukrainą. Moskwa zaprzeczyła, że w traktacie są jakieś sekretne protokoły. Ale jeśli są, to przecież nie po to są utajnione, żeby o nich publicznie mówić. Do tajnych protokołów paktu Ribbentrop-Mołotow Moskwa nie przyznawała się przez dziesięciolecia.

Po podpisaniu przez Putina i Kima traktatu Korea Północna zaczęła dostarczać Rosji broń i pociski, w tym rakietowe. W raporcie „Nordkoreas Ruestungpolitik als indirekte Sicherheitbedrohung für Europa” analitycy berlińskiego ośrodka SWP piszą: Pjongjang stał się dla Rosji najważniejszym dostawcą broni. Tym samym północnokoreański reżim wpływa na stan bezpieczeństwa w całej Europie i nie wolno tego lekceważyć.

(...)

W tej rozgrywce jest jeszcze jeden ważny aktor. Najważniejszy. To Pekin. Politolog Konstantin Eggert mówi: „Jeżeli Moskwa idzie po pomoc do Korei Północnej, może to oznaczać jedno: takie posunięcie zostało skonsultowane z Chinami. Korea Północna nie może istnieć bez wsparcia Chin. Dla Pekinu ważne jest, aby Putin nie przegrał wojny [z Ukrainą]. To wzmacnia uzależnienie Moskwy od ChRL. Gdyby Pekin powiedział »nie«, to Kim nikogo by do Rosji nie wysłał”.

tygodnikpowszechny.pl

środa, 23 października 2024



Najintensywniejsze walki niezmiennie toczą się w obwodzie donieckim. Około 200 kilometrów frontu ciągnącego się od zdobytego we wrześniu Wuhłedaru na południu po Toreck na północy. Ukraińcy raportują tam po około 50 kontaktów bojowych z Rosjanami dziennie. Tam też rosyjskie wojsko osiąga regularne postępy, choć też regularnie są dowody na ponoszenie przez nie poważnych strat. Nie ma co się jednak oszukiwać, Ukraińcy też muszą ponosić dotkliwe. Ale w ludziach, a nie w sprzęcie.

Na północy tego odcinka walki toczą się już w centrum Torecka. Postępy rosyjskie są niezwykle powolne, bo można mówić o 1-2 kilometrach w linii prostej na przestrzeni miesiąca. Ukraińcy zaciekle się bronią w ruinach miasta, pomimo ciągłych bombardowań i ponawianych szturmów. Toreck zamienił się już w morze ruin tak jak wcześniej wiele ukraińskich miast "wyzwalanych" przez Rosjan. Tutaj na szczęście dla Ukraińców na razie rosyjskie wojsko wali głową prosto w mur, szturmując miasto na wprost. Nie stosuje, albo nie może zastosować ze względu na skuteczną obronę swojego standardowego już zagrania w postaci ataków na flankach i zmuszenia obrońców zabudowań do odwrotu.

Dalej na południe jest tak zwany kierunek pokrowski, będący rozwinięciem rosyjskich działań w postaci zajęcia Awdijiwki w lutym. Od tego czasu Rosjanie posunęli się na zachód o około 35 kilometrów. W kierunku samego Pokrowska Ukraińcom udało się jako tako ustabilizować sytuację po załamaniu pod koniec sierpnia. Od miesiąca front niemal stoi kilkanaście kilometrów od centrum miasta. Miejscami Rosjanie posunęli się o może 1-2 kilometry w linii prostej, ale w porównaniu z tym co się dzieje dalej na południe, to jest stabilnie.

Dalej na południe jest natomiast małe miasto Sełydowe, na którego wschodnich krańcach Ukraińcy skutecznie się bronią od końca sierpnia. Rosjanie wyprowadzają jednak cios sierpowy od południa przez wieś Ukraińsk zdobytą miesiąc temu. Posunęli się od niej o około 6 kilometrów na zachód, powoli okrążając Sełydowe od południa. Wychodzą też w ten sposób za plecy ukraińskich obrońców dwóch miast położonych nieco na południe, Hirnyk i Kurachiwka. Oba są dobrze usytuowane do obrony przed Rosjanami atakującymi wprost ze wschodu, ale ataki od tyłu z północy to co innego.

Jednocześnie rosyjskie wojsko zaczęło silnie atakować na drugim skrzydle obu wspomnianych miast, w kierunku położonego dalej Kurachowe i na przestrzeni około tygodnia osiągnęło istotne sukcesy, pomimo poniesienia też dotkliwych strat udokumentowanych przez Ukraińców.

To, co się dzieje na tym odcinku, jest najlepszą ilustracją rosyjskiej taktyki polegającej na identyfikacji najsłabszych punktów ukraińskiej obrony, skupieniu na nich ostrza uderzeń i wyjściu w ten sposób za plecy lepiej bronionych odcinków. Tym samym skuteczniej trzymane pozycje Ukraińców znajdują się pod presją od boku, a czasem wręcz zagrożone okrążeniem i z bardzo utrudnioną logistyką. Rosjanie wykorzystują w ten sposób już powszechnie raportowane przez Ukraińców bardzo słabe współdziałanie sąsiadujących oddziałów, poważne różnice w ich jakości i ogólne poszarpanie ukraińskich sił, które są rzucane do łatania frontu często wręcz kompaniami, co oznacza bardzo małe elementy całych brygad. Efektem jest mrowie często mocno się różniących sił o kiepskiej koordynacji, co Rosjanie skutecznie wykorzystują.

Problemy Ukraińcy mają jeszcze w ostatnim aktywnym odcinku frontu w Donbasie, czyli w Czasiw Jarze i okolicach. Od kilku miesięcy skutecznie bronili się tam na linii kanału Doniec-Donbas, uniemożliwiając Rosjanom uchwycenie trwałego przyczółka po jego zachodniej stronie. Na przestrzeni ostatniego tygodnia stało się już jednak pewne, że to nieaktualne. Aktualnie Rosjanie mają utrzymywać przyczółek po ukraińskiej stronie w rejonie samego miasta, jak i kopalni odkrywkowej na południe od niego. Mogli się też posunąć naprzód na północy. Sytuacja w rejonie Czasiw Jaru zauważalnie się więc pogorszyła.

Kolejny problematyczny dla Ukraińców odcinek to już obwód ługański, około 110 kilometrów na północ w rejonie wsi Piszczane. Rosjanie dość niespodziewanie dokonali w jej rejonie szybkich postępów pod koniec lipca, jak teraz twierdzą Ukraińcy, w wyniku zabrania z tego odcinka części sił skierowanych potem do ofensywy w obwodzie kurskim. Do dzisiaj Rosjanie posunęli się tu około 10 kilometrów na zachód, praktycznie dochodząc do rzeki Oskił. Rozcięli tym samym całe ukraińskie ugrupowanie na wschód od niej na dwie części. Znacznie mniejsza, północna na przedpolu miasta Kupiańsk, będzie teraz najpewniej celem próby likwidacji. Rosjanie mają też zauważalne, choć mniejsze, sukcesy około 40 kilometrów na południe, gdzie posunęli się kilka kilometrów naprzód i zajęli wieś Newskie.

Wyraźne problemy Ukraińcy mają też w obwodzie kurskim. Rosjanie kontynuują kontrataki skupione na zachodnim skraju obszaru kontrolowanego przez ukraińskie wojsko. Od szczytowego momentu sukcesów Ukraińców do dzisiaj stracili oni już około 1/3 zajętego terenu Rosji. Próby ukraińskiego ataku na kierunku miasta Głuszkowo spaliły na panewce i zostały zarzucone. Praktycznie nie ma już dowodów świadczących o dalszych ukraińskich działaniach ofensywnych. Teraz po prostu trwa próba utrzymania zajętego terenu, ale z umiarkowanym powodzeniem. Rosjanie odbijają go powoli i ponosząc straty, ale dość metodycznie. Sytuacja tam jest najwyraźniej na tyle dla Ukraińców ważna, że skierowali tam do walki jakiś element doborowej 47. Brygady Zmechanizowanej, uzbrojonej w zachodni sprzęt.

gazeta.pl

wtorek, 22 października 2024



"(Ukraina) była i jest wykorzystywana do tworzenia krytycznych zagrożeń dla bezpieczeństwa Rosji, przy jednoczesnym ignorowaniu naszych żywotnych interesów, uczciwych obaw o naruszenie praw ludności rosyjskojęzycznej, a teraz wcale nie ukrywają (przeciwnicy Moskwy — red.) celu zadania strategicznej porażki naszemu krajowi" — powiedział Putin cytowany przez rosyjską agencję prasową RBC.

Według rosyjskiego dyktatora są to "iluzoryczne kalkulacje, które mogą być dokonywane tylko przez tych, którzy nie znają historii Rosji i nie biorą pod uwagę jedności, męstwa i spójności jej narodu, wypracowanych przez wieki".

Putin zauważył również, że prawie wszystkie z 40 państw reprezentowanych na szczycie BRICS myśli o stworzeniu nowego demokratycznego porządku światowego. Taki porządek świata powinien opierać się na poszanowaniu suwerennego wyboru krajów i narodów, przestrzeganiu prawa międzynarodowego i duchu wzajemnie korzystnej uczciwej współpracy, podkreślił rosyjski dyktator.

Jednak "przejście do bardziej sprawiedliwego porządku światowego nie jest łatwe", ponieważ jego tworzenie jest utrudniane przez siły "przyzwyczajone do myślenia i działania poprzez dominację nad wszystkim i wszystkimi", powiedział Putin.

Według rosyjskiego dyktatora przeciwnicy Moskwy wykorzystują "nielegalne jednostronne sankcje", protekcjonizm, manipulowanie walutami i giełdami, a także ingerowanie w wewnętrzne sprawy państw. W związku z tym Putin powiedział, że Zachód odstręcza od współpracy rosnących w siłę konkurentów w Afryce, Azji i Ameryce Łacińskiej.

onet.pl


Analitycy z firmy KROS zbadali częstotliwość, z jaką w rosyjskich mediach pojawiają się “trwożne” informacje i poziom reakcji na nie w sieciach społecznościowych w trzecim kwartale roku -  pisze gazeta Kommiersant.

Największym powodem niepokoju Rosjan w drugiej połowie 2024 roku pozostaje sytuacja w obwodzie kurskim, wywołana inwazją Sił Zbrojnych Ukrainy. Do takiego wniosku doszli eksperci w swoim najnowszym raporcie „Narodowy wskaźnik strachu”.

Z raportu wynika, że najbardziej niepokoją Rosjan zarówno sam fakt działań wojennych, jak i ich konsekwencje – ewakuacja lokalnych mieszkańców i zniszczenie infrastruktury.

Na drugim miejscu wskaźnika niepokoju znalazło się spowolnienie YouTube’a z inicjatywy rosyjskich władz, które w ten sposób karzą platformę za okazywanie “braku szacunku dla narodu rosyjskiego”.

- Użytkownicy wyrazili obawy związane z koniecznością zmiany swoich nawyków i znalezienia kanałów wideo, które wcześniej oglądali na innych witrynach hostingowych, lub nauczenia się, jak korzystać z narzędzi do obchodzenia zabezpieczeń – czytamy w raporcie.

Nielegalna migracja zamyka listę trzech głównych obaw. Eksperci sugerują, że problem ten nasilił się na tle działalności legislacyjnej Dumy Państwowej, która wymyśliła cały „pakiet” nowych zakazów dla przyjezdnych. Antyimigrancka kampania to efekt marcowego zamachu w Crocus City Hall w Moskwie, w którym zginęło ponad 140 osób. Dokonali go imigranci z Tadżykistanu, podający się za zwolenników terrorystycznej organizacji Państwo Islamskie Prowincji Chorasan. Od razu po zamachu Kreml obwinił o inspirowanie zamachu służby specjalne Zachodu i Ukrainy. Jednak 4 października szef FSB Aleksandr Bortnikow zmienił nieco narrację, stwierdzając, że zamach to dzieło “kontrolowanych przez Zachód ukraińskich służb specjalnych”, ale jego organizatorami byli przebywający w Afganistanie terroryści, którzy werbowali wykonawców ataku wśród tadżyckiej diaspory. I mimo deklaracji o poszukiwaniu “ukraińskiego śladu”, rosyjskie służby skupiły się na akcjach wymierzonych w imigrantów z Azji Centralnej. W Rosji trwają akcje ich kontroli i deportacji osób, które nie mogą wylegitymować się odpowiednimi dokumentami.

Według rosyjskiego emigracyjnego politologa Stanislawa Biełkowskiego spóźnione przyznanie się do tego, kto bezpośrednio stał za tragedią, wywołało obecną brutalną kampanię antyimigrancką w Rosji.

-  Kreml nagle zdał sobie sprawę, że diaspory migracyjne, w których w porównaniu z autochtoniczną ludnością rosyjską poziom solidarności i spójności jest stosunkowo wysoki, mogą stwarzać różne poważne problemy dla totalitarnego rządu rosyjskiego. W tym w zakresie bezpieczeństwa i (nie)stabilności społecznej - napisał na swoim kanale na Telegramie.

Możliwość wojny nuklearnej znalazła się dopiero na szóstym miejscu w rankingu rosyjskich strachów. Rosjanie nieco bardziej boją się cyberprzestępców i oszustów finansowych oraz ataków dronów.

Kolejne pozycje zajmuje ulubiony ostatnio “konik” rosyjskich władz i propagandy, czyli dwie dziecięco-młodzieżowa subkultura quadroberów oraz fetyszystyczna subkultura furry. 

Chodzi o modę na przebieranie się w zwierzęta, chodzenie na czterech kończynach i nagrywanie swoich wyczynów po to, by opublikować w internecie. Rosyjskie media i politycy nieustannie wypowiadają się o tej “szkodliwej pladze”, zrównując zajmujące się quadrobingiem dzieci do zoofili lub osób homoseksualnych. O tym, jak propagandowa akcja wymierzona w dość nieszkodliwą dziecięcą fanaberię przeniknęła do umysłów rosyjskiej elity, świadczy nagrana przypadkowo rozmowa rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa z szefem MSZ Armenii. Rosyjski urzędnik uświadamiał swojego kolegę o tym bardzo poważnym problemie społecznym i mówił, że to teraz główna informacja w rosyjskich mediach. Rosyjska Duma Państwowa zaczęła też pracę nad projektem ustawy zakazującej uprawniania quadrobingu, który został oskarżony o promowanie “destrukcyjnej ideologii”.

Rosjanie przejmują się także wprowadzonym przez Dumę zakazem ideologii bezdzietności, choć ustawodawcom nie udało się do końca określić, o jaką ideologię chodzi i zlokalizować jej promotorów. Niepokój wśród nich wywołuje też inny, główny temat w mediach - rozwód patriotycznego piosenkarza Szamana, a także niebezpieczni użytkownicy hulajnóg elektrycznych.

Poziom obaw nie zbiega się jednak z popularnością strasznych tematów, które są komentowane w sieciach społecznościowych. Okazuje się, że Rosjanie, choć bardzo lękają się sytuacji w obwodzie kurskim, rzadko to komentują. Analitycy podkreślają, że to właśnie tematyka blokady YouTube’a wywołał rekordowe w historii badań natężenie reakcji użytkowników sieci społecznościowych. Na drugim miejscu znalazła się kwestia quadroberów i furry. Na trzecim miejscu znalazły się ex aequo kwestia ideologii bezdzietności oraz rozwód Szamana, który wcześniej deklarował się jako wzorowy wyznawca wartości rodzinnych.

belsat.eu


Wiec wyborczy w Pensylwanii. Donald Trump opowiada długą, mętną anegdotę o zmarłym golfiście Arnoldzie Palmerze. (Nie zapomina też oczywiście wspomnieć, jak on sam świetnie gra w golfa). Opowieść trwa wiele minut, nie wiadomo, dokąd to wszystko zmierza, gdy wtem wkrada się w nią nowy wątek: zachwyt nad tym, jakiego Palmer miał dużego. "Jak brał prysznic z innymi profesjonalnymi graczami, wychodzili i mówili: o Boże, to jest niewiarygodne" - opowiada ze smakiem były prezydent.

Gdyby w taki sposób zachowywał się w czerwcu Joe Biden, media nie zostawiłyby na nim suchej nitki. Komentatorzy, dziennikarze i wyborcy zgodnym chórem zastanawialiby się, czy nie jest już zbyt sędziwy, żeby startować w wyborach. O tym, czy pod względem zdolności poznawczych wszystko gra z 78-letnim Donaldem Trumpem, mówiło się do tej pory mniej. Taryfa ulgowa dla Trumpa jest ogromna. Dziwaczne, niezborne monologi kandydata miłosiernie składano raczej na karb jego charakteru niż stanu zdrowia i sprawności umysłu. Sam Trump twierdzi oczywiście, że robił testy zdolności poznawczych i poszły mu, jak wszystko w jego życiu, wspaniale (za to Kamala Harris jest głupia). Ale chaotyczne potoki wymowy, którymi coraz częściej raczy wyborców, robią się bardzo niepokojące.

Jak wynika z ustaleń Jasona Koeblera, dziennikarza portalu 404media.co, finansowana przez Muska Super Coalition PAC kieruje na Snapchacie bardzo konkretne treści do bardzo konkretnych grup. W Michigan ludzie z rejonów, gdzie mieszka szczególnie wielu Amerykanów arabskiego pochodzenia, dostają grafikę z roześmianą Harris na tle izraelskiej flagi, z hasłem "Kamala murem za Izraelem". Inna grafika pokazuje się mieszkańcom Pensylwanii - a konkretnie tych jej części, gdzie jest najwięcej wyborców żydowskiego pochodzenia. Tym razem mamy Kamalę na tle flagi Palestyny, z napisem "Dwulicowa Kamala Harris stoi murem za Palestyną, nie za naszym sojusznikiem Izraelem". 

(...)

Jest w internecie taka bardzo zwięzła petycja o tym, że oto ja, obywatel, popieram pierwszą i drugą poprawkę do amerykańskiej konstytucji (czyli: jestem za wolnością słowa i za prawem do noszenia broni). Za petycją stoi America PAC - inna grupa założona przez Elona Muska. W sobotę 19 października miliarder ogłosił, że wśród zarejestrowanych wyborców (nie wszystkich, tylko tych w wahadłowych stanach), którzy podpiszą petycję, co dzień zostanie wylosowany jeden, który dostanie milion dolarów. Więcej: jest też nagroda gwarantowana. Każdy zarejestrowany wyborca i wyborczyni z Pensylwanii, którzy podpiszą petycję, dostaną od Muska sto dolarów. Chodzi o to, żeby jak najwięcej zwolenników polityki Trumpa zarejestrowało się w spisie wyborców. Jeśli ktoś się zastanawia, czy to w ogóle jest legalne: amerykańskie prawo federalne zabrania i płacić, i przyjmować pieniądze za oddanie głosu lub rejestrację jako wyborca. O podpisywaniu petycji w odpowiednim przepisie nic nie ma - ale pod względem prawnym sprawa i tak jest co najmniej kontrowersyjna.

(...)

Na równo dwa tygodnie przed dniem wyborów dzięki sondażom wiemy tyle, że nic nie wiemy. Przewaga Kamali Harris nad Donaldem Trumpem wynosi w skali kraju mniej niż 2 pp., a w wahadłowych stanach stopniała do zera.

(...)

Jeśli nie znacie: to jest Marjorie Taylor Greene, zaprzysięgła trumpistka, dziś kongresmenka, kiedyś głównie fanka teorii spiskowych. W piątek 18 października w programie innego fana teorii spiskowych, Alexa Jonesa, podzieliła się - no czym by innym! - pewną teorią spiskową. Bliźniaczo podobną do tych, które trumpiści rozpuszczali przy okazji poprzednich wyborów. Greene opowiedziała historię wyborcy, który w ramach wcześniejszych wyborów miał oddawać głos przy pomocy maszyny firmy Dominion. Na prezydenta zaznaczył Trumpa, do Kongresu wybrał Greene, ale kiedy dostał wydruk z maszyny, okazało się rzekomo, że jego głosy zostały zmienione i otrzymali je inni kandydaci. Według opowieści kongresmenki taki "błąd" urządzenia miał się powtórzyć jeszcze kilka razy. Morał, który chce zaszczepić w głowach słuchaczy Greene, jest jasny: są siły, którym zależy na tym, żeby sfałszować te wybory. Morał dla nas też jest jasny: są siły, którym zależy na tym, żeby Amerykanie myśleli, że te wybory są fałszowane. Tak na wszelki wypadek - gdyby Trump przegrał.

gazeta.pl

poniedziałek, 21 października 2024



Rosjanie kontynuują działania zaczepne w kierunku Kurachowego. Zajęli kolejne miejscowości na północ i wschód od niego, poszerzając podstawę wyjściową do spodziewanego przez obrońców ataku, poczynili też postępy na południe od tego miasta (atakując z okolic Wuhłedaru). Po przecięciu przez agresora linii kolejowej do Pokrowska główną trasą zaopatrzenia Kurachowego pozostaje droga wiodąca z zachodu.

Pogłębia się oskrzydlenie Sełydowego, które w wyniku dalszych rosyjskich ataków na północ i zachód od niego utraciło swobodę komunikacji z zapleczem. Zależnie od źródeł pozycje najeźdźców znajdują od 1 do 3 km od dróg łączących je z Pokrowskiem. Rosjanie mieli także ponownie wkroczyć do Sełydowego z północnego wschodu.

Siły agresora przełamały obronę przeciwnika na zachód od kanału Doniec–Donbas i wyszły na południowe obrzeża Czasiw Jaru. Nieznaczne postępy poczyniły również w samym mieście i na północ od niego. Rosjanie przerwali ponadto połączenie drogowe i kolejowe wzdłuż rzeki Oskoł na południe od Kupiańska, zajmując część węzłowej miejscowości Kruhlakiwka. Obrońcy wciąż mają bronić dostępu do rzeki i rejonu przeprawy, której opanowanie pozwoliłoby wrogowi wyprowadzić uderzenie oskrzydlające Kupiańsk.

Ponowne wprowadzenie do obwodu kurskiego elitarnych pododdziałów z ukraińskiej 47 Brygady Zmechanizowanej powstrzymało atak Rosjan w okolicach Małej Łokni, a w rezultacie uchroniło siły znajdujące się na północ od niej od okrążenia. Wojska agresora miały jednak odzyskać kontrolę nad następnymi terenami na zachód od drogi Sudża–Korieniewo i na południe od pierwszego z tych miast.

Głównym celem rosyjskich uderzeń powietrznych – z wykorzystaniem dronów i kierowanych bomb lotniczych (ros. KAB) – pozostaje infrastruktura krytyczna na zapleczu sił ukraińskich. Do zniszczenia bądź uszkodzenia obiektów doszło w obwodach: mikołajowskim (17 października), czerkaskim i czernihowskim (19 października), sumskim (19, 20, 21 i 22 października), charkowskim (20 października) oraz chersońskim (22 października). Rezultatem powtarzających się ataków są permanentne zakłócenia w dostawach energii w obwodach przyfrontowych.

W dniach 19–21 października celem rakiet balistycznych agresora był Krzywy Róg, gdzie według niektórych źródeł atakowano głównie infrastrukturę lotniskową. Wrogie rakiety uderzyły też w Odessę (18–19 października) i Zaporoże (19 i 21 października), gdzie najeźdźcy użyli m.in. KAB-ów. W efekcie drugiego z ataków na Zaporoże uszkodzone zostały również obiekty cywilne. Rosyjskie pociski spadały ponadto na Charków (15 i 20 października) i Sumy (17, 21 i 22 października). 16 października rakiety agresora uszkodziły obiekt przemysłowy w obwodzie tarnopolskim.

Od wieczora 15 października do rana 22 października Rosjanie użyli rekordowej liczby 650 dronów Shahed/Gerań i innych, niezidentyfikowanych typów. Aż 344 bezzałogowce miały zostać zestrzelone, a 249 lokacyjnie utracono, co mogło być skutkiem oddziaływania ukraińskich systemów walki radioelektronicznej. Dotychczas agresor miał wykorzystywać tygodniowo przeciętnie 200–300 „szahedów”. Miał także użyć 27 rakiet, z których obrońcy ogłosili zniszczenie czterech.

22 października ukraińskie drony kamikadze zaatakowały trzy przedsiębiorstwa przemysłu spirytusowego w obwodach tulskim i tambowskim oraz zakład przemysłowy w obwodzie woroneskim. Nie ma informacji, aby poczyniły one poważniejsze szkody. Nie potwierdziły się doniesienia ukraińskiego Sztabu Generalnego o trafieniu wrogiej infrastruktury na lotnisku wojskowym w Lipiecku oraz zakładów w Dzierżyńsku w obwodzie niżnonowogrodzkim.

Powodzeniem zakończyło się przeprowadzone 19 października uderzenie na wytwarzające mikroelektronikę zakłady Kriemnij Eł w Briańsku, które musiały wstrzymać produkcję. Ze względu na relatywną bliskość są one jednym z częściej wybieranych celów dla ukraińskich dronów. Można wnosić, że zatrzymanie pracy stanowi efekt spiętrzenia skutków ataków.

(...)

Od początku 2022 r. do 6 października br. Prokuratura Generalna Ukrainy odnotowała prawie 60 tys. postępowań karnych o samowolne oddalenie się z jednostki wojskowej (na od 3 do 30 dni) i ok. 30 tys. o dezercję. Podkreślono, że proceder ten przybiera masową skalę, a w okresie od stycznia do września br. zarejestrowano trzykrotnie więcej przypadków samowolnego porzucenia służby wojskowej oraz niemal czterokrotnie więcej dezercji niż w tym samym okresie 2023 r. Podano przy tym, że zapadło dziesięciokrotnie mniej wyroków sądowych, niż zarejestrowano przestępstw. Dane przedstawione przez prokuraturę potwierdzają pogarszanie się stanu dyscypliny w siłach zbrojnych i niewydolność sądownictwa.

16 października ukraiński resort obrony po raz pierwszy wydał certyfikat dla prywatnego ośrodka szkolącego operatorów bezzałogowców – Global Drone Academy w Kijowie. Jego absolwenci będą kierowani do jednostek wojskowych. Celem jest zwiększenie liczby specjalistów i wsparcie niewydolnego państwowego systemu szkoleń. Ośrodek działa od 2022 r. i w tym czasie przysposobił ponad 3,7 tys. operatorów UAV pełniących służbę w wojsku, wywiadzie wojskowym i SBU.

Aby usprawnić nabór operatorów dronów, uruchomiono aplikację zgłoszeniową w ramach elektronicznego portalu obsługi obywatela Dija. Indywidualne wnioski będą przesyłane bezpośrednio do jednostek wojskowych, bez konieczności przejścia procedur rejestracyjnych w komisjach wojskowych. Wymagane jest posiadanie zaświadczenia lekarskiego potwierdzającego zdolność do pełnienia służby.

Państwowa Służba Statystyczna Ukrainy poinformowała, że krajowe zdolności wytwarzania dronów wzrosły w tym roku przeszło 10-krotnie w porównaniu z ubiegłym. Wartość inwestycji w 2024 r. wyniosła ok. 50 mln dolarów (w 2023 r. – 5 mln dolarów), co pozwoliło zmontować 4 mln bezzałogowców różnego typu (w ub.r. – 300 tys.).

19 października zastępca szefa Sztabu Generalnego Ukrainy Jewhen Meżewikin oznajmił, że w celu poprawy jakości wyszkolenia personelu wojskowego czas podstawowego szkolenia bojowego wydłużono z jednego do półtora miesiąca. Podkreślił, że to projekt pilotażowy, który decyzją głównodowodzącego Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandra Syrskiego realizowany jest w czterech ośrodkach, a bierze w nim udział ok. 500 żołnierzy. Jednocześnie zaktualizowano program szkolenia – obecnie obejmuje on naukę podstaw posługiwania się dronami, prowadzenie walki i rozpoznania elektronicznego, działania rozpoznawczo-dywersyjne oraz doskonalenie umiejętności przetrwania na froncie.

W ośrodkach szkolenia Sił Zbrojnych przebywa ponad 20 tys. zmobilizowanych. Przysposobienie jednego kosztuje ok. 100 tys. hrywien (ok. 2,5 tys. dolarów).

osw.waw.pl

niedziela, 20 października 2024



W długiej wojnie należy się spodziewać ubytków wysoko wyszkolonego personelu. Tak więc, gdy wojna obronna Ukrainy trwa już trzeci rok, szkolenie Ukraińców staje się coraz ważniejsze, aby utrzymać obsadzone pozycje bojowe i zmaksymalizować opcje operacyjne. Jak zauważono w raporcie RUSI z 2024 r., „Ukraińcy mogli stracić ponad 70% swojego doświadczonego personelu bojowego od 2022 r.” Chociaż nowe prawo mobilizacyjne pozwoliło Kijowowi na powołanie większej liczby żołnierzy w celu rozwiązania niedoboru siły roboczej, Siły Zbrojne Ukrainy zmagały się z zapewnieniem wystarczającego, wysokiej jakości szkolenia nowo zmobilizowanym żołnierzom z powodu braku trenerów i odpowiednich obiektów. Według ukraińskich dowódców na froncie ich siły piechoty „zmagają się z wyczerpaniem i słabnącym morale, co prowadzi niektórych do porzucenia swoich pozycji i umożliwienia Rosji zajęcia większej ilości terenu”. Co więcej, ani wyczerpania, ani problemów moralnych nie da się rozwiązać, gdy bez wystarczającego przeszkolenia „50 do 70 procent nowych oddziałów piechoty zostało zabitych lub rannych w ciągu kilku dni od rozpoczęcia pierwszej rotacji”.

Raporty ukraińskich dowódców na pierwszej linii frontu są zgodne z obserwacjami brytyjskich trenerów wojskowych, z którymi przeprowadziliśmy wywiady na początku 2023 r., którzy powiedzieli nam, że wśród ukraińskich żołnierzy, którzy ukończyli trzytygodniowy kurs szkolenia podstawowego, wskaźniki odejść wynosiły około 70 do 90 procent w ciągu dwóch do czterech tygodni od przybycia na linię frontu. Tak duże straty skłoniły brytyjskie wojsko do wydłużenia programu szkoleniowego do pięciu tygodni, z „naciskiem na taktykę, która pomogłaby Ukraińcom przetrwać pierwsze dwa tygodnie w okopach, co jest również najbardziej krytycznym okresem nauki, aby zdobyć doświadczenie”.

W miarę jak szkolenie nabiera coraz większego znaczenia dla zdolności Ukrainy do kontynuowania walki na wojnie, na równi z innymi krytycznymi elementami wsparcia międzynarodowego, takimi jak sprzęt wojskowy i pomoc gospodarcza, wiele zachodnich armii kładzie nacisk na programy szkoleniowe. Na podstawie naszych ostatnich wizyt w bazach szkoleniowych podkreślamy, w jaki sposób szkolenie sił ukraińskich dostosowuje się do realiów tej „wojny cyberpunkowej” i zmieniających się innowacji taktycznych sił ukraińskich i rosyjskich.

mwi.westpoint.edu


Omówienie książki historyka z Poczdamu, analizującego niedostępne dotychczas zbiory z archiwów niemieckich, amerykańskich i brytyjskich, opublikował w swoim najnowszym wydaniu niemiecki tygodnik "Der Spiegel".

Zdaniem badacza w relacjach między Zachodem a Rosją, wbrew rozpowszechnionej opinii, od początku iskrzyło. Co prawda w listopadzie 1990 r. podpisana została "Karta Paryska", ale już tam znalazła się formułka o "niepodzielnym bezpieczeństwie". Przywódca rosyjski Michaił Gorbaczow już kilka miesięcy później w rozmowie z kanclerzem Helmutem Kohlem ujawnił, jak rozumie to pojęcie. Gorbaczow uważał, że Polska nie może swobodnie decydować o przystąpieniu do NATO, gdyż stanowi to zagrożenie dla Rosji. "Kohl przez długi czas brał (zastrzeżenia Moskwy) pod uwagę" – zaznaczył autor omówienia, dziennikarz "Spiegla" Klaus Wiegrefe.

Dowodem na imperialne ambicje Rosji jest zapis rozmowy prezydenta Rosji Borysa Jelcyna z prezydentem USA Billem Clintonem w 1999 r. "Jelcyn: mam prośbę. Daj po prostu Europę Rosji. Stany Zjednoczone nie znajdują się w Europie. O Europę powinni troszczyć się Europejczycy. A Rosja jest w połowie europejska, a w połowie azjatycka..."

Na argument Clintona, że nie wszyscy Europejczycy byliby z takiej decyzji zadowoleni, Jelcyn mówi: "Nie wszyscy. Ale ja jestem Europejczykiem. Mieszkam w Moskwie. Moskwa jest w Europie, to dobrze. Możesz mieć wszystkie pozostałe kraje i troszczyć się o ich bezpieczeństwo. Ja wezmę Europę i będę się troszczył o jej bezpieczeństwo. No nie ja osobiście, tylko Rosja. Bill, mówię poważnie".

Z dokumentów wynika, że władze w Bonn, a potem w Berlinie regularne informowane były o gotowości Rosji do stosowania siły wobec krajów nazywanych bliską zagranicą, o brutalności wojsk rosyjskich w Czeczenii i innych ekscesach.

Kohl był świadomy "destrukcyjnego potencjału" byłego supermocarstwa, jednak nie reagował na informacje, gdyż wystarczało mu, że Rosja kooperuje w sprawach ważnych dla Niemiec – przy wycofaniu wojsk sowieckich, rozbrojeniu czy zakończeniu wojny w Jugosławii. Kohl był przekonany, że Jelcyn i jego ekipa dążą do "żywotnej i silnej demokracji".

Następca Kohla, Gerhard Schroeder początkowo ochłodził relacje z Moskwą. Jego rząd krytykował wojnę w Czeczenii i ograniczył pomoc finansową dla Rosji. Berlin poparł też wejście krajów bałtyckich do NATO.

Pomimo tego, Putinowi udało się nawiązać ze Schroederem dobre relacje, które obaj nazywają do dziś przyjaźnią. "Der Spiegel" zwraca uwagę, że Schroeder nie był jedynym zachodnim politykiem, który widział w Putinie reformatora zorientowanego na Zachód. Joe Biden, wówczas senator, wyraził opinię, że "od czasów Piotra Wielkiego żaden rosyjski władca nie stawiał tak bardzo na związki z Zachodem jak Putin".

Z zapisu rozmowy telefonicznej Schroedera z Clintonem wynika, że obaj przywódcy uważali, iż Rosja znajduje się w okresie przejściowym. "Należy oddziaływać na Kreml z wielką ostrożnością, aby (Putin) nie zrobił czegoś, czego nie powinien" – powiedział Clinton.

Zdaniem Scianny zwrot nastąpił w 2003 r., a powodem była amerykańska interwencja w Iraku. Z wypowiedzi Schroedera wynika, że Putin w tym czasie zaczął mówić o "rekonstrukcji Rosji jako światowego mocarstwa". Kanclerz uważał, że jest to korzystne dla Europy Zachodniej, która będzie mogła bardziej skutecznie przeciwstawić się Ameryce. Wielu Niemców bardziej niepokoiła nieobliczalność Busha niż "brzmiące pusto" zapowiedzi Putina.

Scianna ostro krytykuje Nord Stream, ponieważ jego budowa osłabiła pozycję negocjacyjną Ukrainy. Jego zdaniem nieliczni przeciwnicy tego projektu reprezentowali często własne, egoistyczne interesy. "Polska chciała rozbudować import rosyjskiego gazu z pominięciem Ukrainy, gazociąg miał biec tylko przez Polskę" – tłumaczy autor. Scianna znalazł amerykański raport, z którego wynika, że prezydent Lech Kaczyński rozważał udział Polski w Nord Stream. Polska mogłaby otrzymywać gaz poprzez odnogę tego gazociągu – oświadczył według "Spiegla" Kaczyński podczas wizyty w Berlinie.

Przechodząc do rządów Angeli Merkel (2005-2021) Wiegrefe zaznaczył, że pani kanclerz i ówczesny szef MSZ Frank Walter Steinmeier chcieli włączyć Putina (do zachodnich struktur) lub w razie konieczności "udobruchać" go, także w sprawie Ukrainy. Oboje sprzeciwili się Bushowi w sprawie przyjęcia Ukrainy i Gruzji do NATO. Merkel zapewniła Putina, że do rozszerzenia Sojuszu nie dojdzie. Pomimo tego Rosja zaatakowała w 2008 r. Gruzję. "Rosja zniszczyła zaufanie, które zbudowała w ostatnich 20 latach", powiedziała Merkel podczas zamkniętej narady.

Eksperci w urzędzie kanclerskim MSZ i niemieckie służby uważały, że na Kremlu istnieją dwie grupy – jedna dążąca do odbudowy dawnej wielkości Rosji w imperialnym stylu, i druga stawiająca na rozwój gospodarczy i technologiczny. W Berlinie uważano, że Putin należy do tej drugiej frakcji. Okupacja Krymu i późniejsze wydarzenia ostatecznie zadały kłam tej tezie.

Czy Merkel powinna była bardziej zdecydowanie przeciwstawić się Putinowi? – pyta Wiegrefe. Niemcy nie są mocarstwem, a sukcesy osiągają tylko wspólnie z innymi. UE była podzielona – państwa z południa Europy uważały nawet słabe sankcje za przesadę, a zwolennicy twardego stanowiska, tacy jak Polska, nigdy nie stworzyli pokojowej alternatywy w kwestii ukraińskiej.

Natomiast Amerykanie mieli wówczas inne priorytety – Afganistan i Iran. W obu przypadkach Waszyngton potrzebował rosyjskiej pomocy. David Cameron po spotkaniu z Obamą, tak scharakteryzował jego stanowisko – "Rosja jest bardziej zainteresowana utrzymaniem wpływów w Ukrainie, niż my (USA) interesujemy się tym krajem".

Nie wiadomo, czy Putin zmieniłby swoje stanowisko, gdyby postawa Zachodu była inna. Zdaniem Scianny jedynym skutecznym sposobem na odstraszenie Putina byłoby "błyskawiczne przyjęcie Ukrainy do NATO".

Dlaczego jednak Merkel i jej koalicjant SPD nie przygotowały kraju pod względem energetycznym, wojskowym i psychologicznym na ewentualność rosyjskiej agresji? Zdaniem Scianny to skutek wiary w utopijną koncepcję "związania (Rosji z Zachodem) bez ubezpieczenia".

"Der Spiegel" podkreślił w zakończeniu, że niemiecka polityka wobec Rosji miała przez cały czas szerokie poparcie społeczeństwa. Większość Niemców była przeciwna "epokowemu zwrotowi" w polityce zagranicznej, przeciwko dostawom broni na Ukrainę, przeciwko bojkotowi Nord Stream i przeciwko dozbrojeniu Bundeswehry.

onet.pl/Deutsche Welle

sobota, 19 października 2024



Władze obwodu czelabińskiego podniosły opłatę za udział w wojnie przeciwko Ukrainie z 705 tys. do 1,5 mln rubli (według aktualnego kursu z 28 tys. do 61 tys. zł). Decyzja została podjęta na nadzwyczajnym posiedzeniu regionalnej legislatury — donosi Ura.ru. Biorąc pod uwagę płatności federalne (400 tys. rubli, czyli ok. 16 tys. zł) i miejskie (100 tys. rubli, czyli ok. 4 tys. zł), nowo wybrany pracownik kontraktowy otrzyma 2 mln rubli zamiast dotychczasowych 1,2 mln (81 tys. zamiast 49 tys. zł).

(...)

Obwód czelabiński stał się siódmym rosyjskim regionem, który od początku października podniósł wypłaty dla żołnierzy kontraktowych udających się na wojnę. Dzień wcześniej taką decyzję podjęły władze Kraju Krasnodarskiego. Tam od 15 października rekruci otrzymają 1,5 mln rubli (61 tys. zł), a biorąc pod uwagę środki z ministerstwa obrony i gmin — do 2,3 mln rubli (94 tys. zł).

(...)

16 października władze regionu Samara również zwiększyły premię pieniężną dla chętnych do pójścia na wojnę. Łączna kwota wyniesie 2 mln rubli zamiast dotychczasowych 1,2 mln (81 tys. zamiast 49 tys. zł).

W obwodzie rostowskim wypłata została podniesiona po raz czwarty od początku roku. Teraz za zawarcie umowy z ministerstwem obrony można otrzymać 1,3 mln rubli (53 tys. zł), a wraz z funduszami federalnymi — 1,7 mln rubli (69 tys. zł).

W październiku rosyjskie regiony dwukrotnie pobiły rekord wysokości płatności za wysłanie na wojnę. Od 7 października Biełgorod ustanowił premię dla rekrutów w wysokości 3 mln rubli (122 tys. zł). Środki zostaną wypłacone z czterech źródeł: 400 tys. rubli (16 tys. zł) z budżetu federalnego, reszta — z budżetu miejskiego, regionalnego i pozabudżetowego.

Poprzedni rekord został ustanowiony 4 października w Chanty-Mansyjskim Okręgu Autonomicznym. Za wysłanie na wojnę władze zaczęły tam płacić 2,75 mln rubli (112 tys. zł), podnosząc kwotę o 900 tys. (36 tys. zł).

onet.pl

piątek, 18 października 2024



Podczas czwartkowej konferencji prasowej /minister mieszkalnictwa i urbanistyki - red./ Ni Hong ogłosił również, że tempa nabierze przebudowa miast, a w ich planach zostanie uwzględnione milion "miejskich wiosek", czyli ubogich obszarów niskiej zabudowy zlokalizowanych w centrach i na obrzeżach chińskich miast. Urzędnik dodał, że przesiedleńcy z takich dzielnic pomogą wchłonąć istniejące zapasy mieszkań.

Chińskie władze nie publikują oficjalnych danych na temat liczby już sprzedanych, ale dotąd nieukończonych inwestycji. W styczniowym raporcie Nomura analitycy obliczyli natomiast, że deweloperzy z Państwa Środka nie zbudowali jeszcze 20 mln już opłaconych mieszkań.

(...)

W sobotę, 12 października, chińskie władze ogłosili, że umożliwią samorządom wykorzystanie funduszy ze specjalnych obligacji na zakup niesprzedanych domów i niezabudowanych gruntów. Pod koniec września Szanghaj i Shenzhen ogłosiły, że obniżą minimalny wkład własny dla nabywców pierwszym mieszkań do 15% oraz usuną ograniczenia w ich zakupie dla napływowych mieszkańców.

Dużą pomocą dla chińskiego sektora nieruchomości mogą okazać się również zmiany w oprocentowaniu kredytów. We wrześniu bank centralny ogłosił cięcie stóp procentowych o 50 punktów bazowych, a niespełna tydzień później zarządził bankom obniżyć oprocentowanie już zaciągniętych kredytów hipotecznych. 

Wsparcie rynku nieruchomości, ale również inne programy, mające na celu wzmocnienie wzrostu gospodarczego, takie jak obietnica setek miliardów juanów na zakup papierów wartościowych dla brokerów i funduszy czy program dopłat w wysokości 800 juanów na drugie dziecko, wywołały raj na chińskich giełdach. 

bankier.pl