wtorek, 22 października 2024



Analitycy z firmy KROS zbadali częstotliwość, z jaką w rosyjskich mediach pojawiają się “trwożne” informacje i poziom reakcji na nie w sieciach społecznościowych w trzecim kwartale roku -  pisze gazeta Kommiersant.

Największym powodem niepokoju Rosjan w drugiej połowie 2024 roku pozostaje sytuacja w obwodzie kurskim, wywołana inwazją Sił Zbrojnych Ukrainy. Do takiego wniosku doszli eksperci w swoim najnowszym raporcie „Narodowy wskaźnik strachu”.

Z raportu wynika, że najbardziej niepokoją Rosjan zarówno sam fakt działań wojennych, jak i ich konsekwencje – ewakuacja lokalnych mieszkańców i zniszczenie infrastruktury.

Na drugim miejscu wskaźnika niepokoju znalazło się spowolnienie YouTube’a z inicjatywy rosyjskich władz, które w ten sposób karzą platformę za okazywanie “braku szacunku dla narodu rosyjskiego”.

- Użytkownicy wyrazili obawy związane z koniecznością zmiany swoich nawyków i znalezienia kanałów wideo, które wcześniej oglądali na innych witrynach hostingowych, lub nauczenia się, jak korzystać z narzędzi do obchodzenia zabezpieczeń – czytamy w raporcie.

Nielegalna migracja zamyka listę trzech głównych obaw. Eksperci sugerują, że problem ten nasilił się na tle działalności legislacyjnej Dumy Państwowej, która wymyśliła cały „pakiet” nowych zakazów dla przyjezdnych. Antyimigrancka kampania to efekt marcowego zamachu w Crocus City Hall w Moskwie, w którym zginęło ponad 140 osób. Dokonali go imigranci z Tadżykistanu, podający się za zwolenników terrorystycznej organizacji Państwo Islamskie Prowincji Chorasan. Od razu po zamachu Kreml obwinił o inspirowanie zamachu służby specjalne Zachodu i Ukrainy. Jednak 4 października szef FSB Aleksandr Bortnikow zmienił nieco narrację, stwierdzając, że zamach to dzieło “kontrolowanych przez Zachód ukraińskich służb specjalnych”, ale jego organizatorami byli przebywający w Afganistanie terroryści, którzy werbowali wykonawców ataku wśród tadżyckiej diaspory. I mimo deklaracji o poszukiwaniu “ukraińskiego śladu”, rosyjskie służby skupiły się na akcjach wymierzonych w imigrantów z Azji Centralnej. W Rosji trwają akcje ich kontroli i deportacji osób, które nie mogą wylegitymować się odpowiednimi dokumentami.

Według rosyjskiego emigracyjnego politologa Stanislawa Biełkowskiego spóźnione przyznanie się do tego, kto bezpośrednio stał za tragedią, wywołało obecną brutalną kampanię antyimigrancką w Rosji.

-  Kreml nagle zdał sobie sprawę, że diaspory migracyjne, w których w porównaniu z autochtoniczną ludnością rosyjską poziom solidarności i spójności jest stosunkowo wysoki, mogą stwarzać różne poważne problemy dla totalitarnego rządu rosyjskiego. W tym w zakresie bezpieczeństwa i (nie)stabilności społecznej - napisał na swoim kanale na Telegramie.

Możliwość wojny nuklearnej znalazła się dopiero na szóstym miejscu w rankingu rosyjskich strachów. Rosjanie nieco bardziej boją się cyberprzestępców i oszustów finansowych oraz ataków dronów.

Kolejne pozycje zajmuje ulubiony ostatnio “konik” rosyjskich władz i propagandy, czyli dwie dziecięco-młodzieżowa subkultura quadroberów oraz fetyszystyczna subkultura furry. 

Chodzi o modę na przebieranie się w zwierzęta, chodzenie na czterech kończynach i nagrywanie swoich wyczynów po to, by opublikować w internecie. Rosyjskie media i politycy nieustannie wypowiadają się o tej “szkodliwej pladze”, zrównując zajmujące się quadrobingiem dzieci do zoofili lub osób homoseksualnych. O tym, jak propagandowa akcja wymierzona w dość nieszkodliwą dziecięcą fanaberię przeniknęła do umysłów rosyjskiej elity, świadczy nagrana przypadkowo rozmowa rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa z szefem MSZ Armenii. Rosyjski urzędnik uświadamiał swojego kolegę o tym bardzo poważnym problemie społecznym i mówił, że to teraz główna informacja w rosyjskich mediach. Rosyjska Duma Państwowa zaczęła też pracę nad projektem ustawy zakazującej uprawniania quadrobingu, który został oskarżony o promowanie “destrukcyjnej ideologii”.

Rosjanie przejmują się także wprowadzonym przez Dumę zakazem ideologii bezdzietności, choć ustawodawcom nie udało się do końca określić, o jaką ideologię chodzi i zlokalizować jej promotorów. Niepokój wśród nich wywołuje też inny, główny temat w mediach - rozwód patriotycznego piosenkarza Szamana, a także niebezpieczni użytkownicy hulajnóg elektrycznych.

Poziom obaw nie zbiega się jednak z popularnością strasznych tematów, które są komentowane w sieciach społecznościowych. Okazuje się, że Rosjanie, choć bardzo lękają się sytuacji w obwodzie kurskim, rzadko to komentują. Analitycy podkreślają, że to właśnie tematyka blokady YouTube’a wywołał rekordowe w historii badań natężenie reakcji użytkowników sieci społecznościowych. Na drugim miejscu znalazła się kwestia quadroberów i furry. Na trzecim miejscu znalazły się ex aequo kwestia ideologii bezdzietności oraz rozwód Szamana, który wcześniej deklarował się jako wzorowy wyznawca wartości rodzinnych.

belsat.eu


Wiec wyborczy w Pensylwanii. Donald Trump opowiada długą, mętną anegdotę o zmarłym golfiście Arnoldzie Palmerze. (Nie zapomina też oczywiście wspomnieć, jak on sam świetnie gra w golfa). Opowieść trwa wiele minut, nie wiadomo, dokąd to wszystko zmierza, gdy wtem wkrada się w nią nowy wątek: zachwyt nad tym, jakiego Palmer miał dużego. "Jak brał prysznic z innymi profesjonalnymi graczami, wychodzili i mówili: o Boże, to jest niewiarygodne" - opowiada ze smakiem były prezydent.

Gdyby w taki sposób zachowywał się w czerwcu Joe Biden, media nie zostawiłyby na nim suchej nitki. Komentatorzy, dziennikarze i wyborcy zgodnym chórem zastanawialiby się, czy nie jest już zbyt sędziwy, żeby startować w wyborach. O tym, czy pod względem zdolności poznawczych wszystko gra z 78-letnim Donaldem Trumpem, mówiło się do tej pory mniej. Taryfa ulgowa dla Trumpa jest ogromna. Dziwaczne, niezborne monologi kandydata miłosiernie składano raczej na karb jego charakteru niż stanu zdrowia i sprawności umysłu. Sam Trump twierdzi oczywiście, że robił testy zdolności poznawczych i poszły mu, jak wszystko w jego życiu, wspaniale (za to Kamala Harris jest głupia). Ale chaotyczne potoki wymowy, którymi coraz częściej raczy wyborców, robią się bardzo niepokojące.

Jak wynika z ustaleń Jasona Koeblera, dziennikarza portalu 404media.co, finansowana przez Muska Super Coalition PAC kieruje na Snapchacie bardzo konkretne treści do bardzo konkretnych grup. W Michigan ludzie z rejonów, gdzie mieszka szczególnie wielu Amerykanów arabskiego pochodzenia, dostają grafikę z roześmianą Harris na tle izraelskiej flagi, z hasłem "Kamala murem za Izraelem". Inna grafika pokazuje się mieszkańcom Pensylwanii - a konkretnie tych jej części, gdzie jest najwięcej wyborców żydowskiego pochodzenia. Tym razem mamy Kamalę na tle flagi Palestyny, z napisem "Dwulicowa Kamala Harris stoi murem za Palestyną, nie za naszym sojusznikiem Izraelem". 

(...)

Jest w internecie taka bardzo zwięzła petycja o tym, że oto ja, obywatel, popieram pierwszą i drugą poprawkę do amerykańskiej konstytucji (czyli: jestem za wolnością słowa i za prawem do noszenia broni). Za petycją stoi America PAC - inna grupa założona przez Elona Muska. W sobotę 19 października miliarder ogłosił, że wśród zarejestrowanych wyborców (nie wszystkich, tylko tych w wahadłowych stanach), którzy podpiszą petycję, co dzień zostanie wylosowany jeden, który dostanie milion dolarów. Więcej: jest też nagroda gwarantowana. Każdy zarejestrowany wyborca i wyborczyni z Pensylwanii, którzy podpiszą petycję, dostaną od Muska sto dolarów. Chodzi o to, żeby jak najwięcej zwolenników polityki Trumpa zarejestrowało się w spisie wyborców. Jeśli ktoś się zastanawia, czy to w ogóle jest legalne: amerykańskie prawo federalne zabrania i płacić, i przyjmować pieniądze za oddanie głosu lub rejestrację jako wyborca. O podpisywaniu petycji w odpowiednim przepisie nic nie ma - ale pod względem prawnym sprawa i tak jest co najmniej kontrowersyjna.

(...)

Na równo dwa tygodnie przed dniem wyborów dzięki sondażom wiemy tyle, że nic nie wiemy. Przewaga Kamali Harris nad Donaldem Trumpem wynosi w skali kraju mniej niż 2 pp., a w wahadłowych stanach stopniała do zera.

(...)

Jeśli nie znacie: to jest Marjorie Taylor Greene, zaprzysięgła trumpistka, dziś kongresmenka, kiedyś głównie fanka teorii spiskowych. W piątek 18 października w programie innego fana teorii spiskowych, Alexa Jonesa, podzieliła się - no czym by innym! - pewną teorią spiskową. Bliźniaczo podobną do tych, które trumpiści rozpuszczali przy okazji poprzednich wyborów. Greene opowiedziała historię wyborcy, który w ramach wcześniejszych wyborów miał oddawać głos przy pomocy maszyny firmy Dominion. Na prezydenta zaznaczył Trumpa, do Kongresu wybrał Greene, ale kiedy dostał wydruk z maszyny, okazało się rzekomo, że jego głosy zostały zmienione i otrzymali je inni kandydaci. Według opowieści kongresmenki taki "błąd" urządzenia miał się powtórzyć jeszcze kilka razy. Morał, który chce zaszczepić w głowach słuchaczy Greene, jest jasny: są siły, którym zależy na tym, żeby sfałszować te wybory. Morał dla nas też jest jasny: są siły, którym zależy na tym, żeby Amerykanie myśleli, że te wybory są fałszowane. Tak na wszelki wypadek - gdyby Trump przegrał.

gazeta.pl

poniedziałek, 21 października 2024



Rosjanie kontynuują działania zaczepne w kierunku Kurachowego. Zajęli kolejne miejscowości na północ i wschód od niego, poszerzając podstawę wyjściową do spodziewanego przez obrońców ataku, poczynili też postępy na południe od tego miasta (atakując z okolic Wuhłedaru). Po przecięciu przez agresora linii kolejowej do Pokrowska główną trasą zaopatrzenia Kurachowego pozostaje droga wiodąca z zachodu.

Pogłębia się oskrzydlenie Sełydowego, które w wyniku dalszych rosyjskich ataków na północ i zachód od niego utraciło swobodę komunikacji z zapleczem. Zależnie od źródeł pozycje najeźdźców znajdują od 1 do 3 km od dróg łączących je z Pokrowskiem. Rosjanie mieli także ponownie wkroczyć do Sełydowego z północnego wschodu.

Siły agresora przełamały obronę przeciwnika na zachód od kanału Doniec–Donbas i wyszły na południowe obrzeża Czasiw Jaru. Nieznaczne postępy poczyniły również w samym mieście i na północ od niego. Rosjanie przerwali ponadto połączenie drogowe i kolejowe wzdłuż rzeki Oskoł na południe od Kupiańska, zajmując część węzłowej miejscowości Kruhlakiwka. Obrońcy wciąż mają bronić dostępu do rzeki i rejonu przeprawy, której opanowanie pozwoliłoby wrogowi wyprowadzić uderzenie oskrzydlające Kupiańsk.

Ponowne wprowadzenie do obwodu kurskiego elitarnych pododdziałów z ukraińskiej 47 Brygady Zmechanizowanej powstrzymało atak Rosjan w okolicach Małej Łokni, a w rezultacie uchroniło siły znajdujące się na północ od niej od okrążenia. Wojska agresora miały jednak odzyskać kontrolę nad następnymi terenami na zachód od drogi Sudża–Korieniewo i na południe od pierwszego z tych miast.

Głównym celem rosyjskich uderzeń powietrznych – z wykorzystaniem dronów i kierowanych bomb lotniczych (ros. KAB) – pozostaje infrastruktura krytyczna na zapleczu sił ukraińskich. Do zniszczenia bądź uszkodzenia obiektów doszło w obwodach: mikołajowskim (17 października), czerkaskim i czernihowskim (19 października), sumskim (19, 20, 21 i 22 października), charkowskim (20 października) oraz chersońskim (22 października). Rezultatem powtarzających się ataków są permanentne zakłócenia w dostawach energii w obwodach przyfrontowych.

W dniach 19–21 października celem rakiet balistycznych agresora był Krzywy Róg, gdzie według niektórych źródeł atakowano głównie infrastrukturę lotniskową. Wrogie rakiety uderzyły też w Odessę (18–19 października) i Zaporoże (19 i 21 października), gdzie najeźdźcy użyli m.in. KAB-ów. W efekcie drugiego z ataków na Zaporoże uszkodzone zostały również obiekty cywilne. Rosyjskie pociski spadały ponadto na Charków (15 i 20 października) i Sumy (17, 21 i 22 października). 16 października rakiety agresora uszkodziły obiekt przemysłowy w obwodzie tarnopolskim.

Od wieczora 15 października do rana 22 października Rosjanie użyli rekordowej liczby 650 dronów Shahed/Gerań i innych, niezidentyfikowanych typów. Aż 344 bezzałogowce miały zostać zestrzelone, a 249 lokacyjnie utracono, co mogło być skutkiem oddziaływania ukraińskich systemów walki radioelektronicznej. Dotychczas agresor miał wykorzystywać tygodniowo przeciętnie 200–300 „szahedów”. Miał także użyć 27 rakiet, z których obrońcy ogłosili zniszczenie czterech.

22 października ukraińskie drony kamikadze zaatakowały trzy przedsiębiorstwa przemysłu spirytusowego w obwodach tulskim i tambowskim oraz zakład przemysłowy w obwodzie woroneskim. Nie ma informacji, aby poczyniły one poważniejsze szkody. Nie potwierdziły się doniesienia ukraińskiego Sztabu Generalnego o trafieniu wrogiej infrastruktury na lotnisku wojskowym w Lipiecku oraz zakładów w Dzierżyńsku w obwodzie niżnonowogrodzkim.

Powodzeniem zakończyło się przeprowadzone 19 października uderzenie na wytwarzające mikroelektronikę zakłady Kriemnij Eł w Briańsku, które musiały wstrzymać produkcję. Ze względu na relatywną bliskość są one jednym z częściej wybieranych celów dla ukraińskich dronów. Można wnosić, że zatrzymanie pracy stanowi efekt spiętrzenia skutków ataków.

(...)

Od początku 2022 r. do 6 października br. Prokuratura Generalna Ukrainy odnotowała prawie 60 tys. postępowań karnych o samowolne oddalenie się z jednostki wojskowej (na od 3 do 30 dni) i ok. 30 tys. o dezercję. Podkreślono, że proceder ten przybiera masową skalę, a w okresie od stycznia do września br. zarejestrowano trzykrotnie więcej przypadków samowolnego porzucenia służby wojskowej oraz niemal czterokrotnie więcej dezercji niż w tym samym okresie 2023 r. Podano przy tym, że zapadło dziesięciokrotnie mniej wyroków sądowych, niż zarejestrowano przestępstw. Dane przedstawione przez prokuraturę potwierdzają pogarszanie się stanu dyscypliny w siłach zbrojnych i niewydolność sądownictwa.

16 października ukraiński resort obrony po raz pierwszy wydał certyfikat dla prywatnego ośrodka szkolącego operatorów bezzałogowców – Global Drone Academy w Kijowie. Jego absolwenci będą kierowani do jednostek wojskowych. Celem jest zwiększenie liczby specjalistów i wsparcie niewydolnego państwowego systemu szkoleń. Ośrodek działa od 2022 r. i w tym czasie przysposobił ponad 3,7 tys. operatorów UAV pełniących służbę w wojsku, wywiadzie wojskowym i SBU.

Aby usprawnić nabór operatorów dronów, uruchomiono aplikację zgłoszeniową w ramach elektronicznego portalu obsługi obywatela Dija. Indywidualne wnioski będą przesyłane bezpośrednio do jednostek wojskowych, bez konieczności przejścia procedur rejestracyjnych w komisjach wojskowych. Wymagane jest posiadanie zaświadczenia lekarskiego potwierdzającego zdolność do pełnienia służby.

Państwowa Służba Statystyczna Ukrainy poinformowała, że krajowe zdolności wytwarzania dronów wzrosły w tym roku przeszło 10-krotnie w porównaniu z ubiegłym. Wartość inwestycji w 2024 r. wyniosła ok. 50 mln dolarów (w 2023 r. – 5 mln dolarów), co pozwoliło zmontować 4 mln bezzałogowców różnego typu (w ub.r. – 300 tys.).

19 października zastępca szefa Sztabu Generalnego Ukrainy Jewhen Meżewikin oznajmił, że w celu poprawy jakości wyszkolenia personelu wojskowego czas podstawowego szkolenia bojowego wydłużono z jednego do półtora miesiąca. Podkreślił, że to projekt pilotażowy, który decyzją głównodowodzącego Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandra Syrskiego realizowany jest w czterech ośrodkach, a bierze w nim udział ok. 500 żołnierzy. Jednocześnie zaktualizowano program szkolenia – obecnie obejmuje on naukę podstaw posługiwania się dronami, prowadzenie walki i rozpoznania elektronicznego, działania rozpoznawczo-dywersyjne oraz doskonalenie umiejętności przetrwania na froncie.

W ośrodkach szkolenia Sił Zbrojnych przebywa ponad 20 tys. zmobilizowanych. Przysposobienie jednego kosztuje ok. 100 tys. hrywien (ok. 2,5 tys. dolarów).

osw.waw.pl

niedziela, 20 października 2024



W długiej wojnie należy się spodziewać ubytków wysoko wyszkolonego personelu. Tak więc, gdy wojna obronna Ukrainy trwa już trzeci rok, szkolenie Ukraińców staje się coraz ważniejsze, aby utrzymać obsadzone pozycje bojowe i zmaksymalizować opcje operacyjne. Jak zauważono w raporcie RUSI z 2024 r., „Ukraińcy mogli stracić ponad 70% swojego doświadczonego personelu bojowego od 2022 r.” Chociaż nowe prawo mobilizacyjne pozwoliło Kijowowi na powołanie większej liczby żołnierzy w celu rozwiązania niedoboru siły roboczej, Siły Zbrojne Ukrainy zmagały się z zapewnieniem wystarczającego, wysokiej jakości szkolenia nowo zmobilizowanym żołnierzom z powodu braku trenerów i odpowiednich obiektów. Według ukraińskich dowódców na froncie ich siły piechoty „zmagają się z wyczerpaniem i słabnącym morale, co prowadzi niektórych do porzucenia swoich pozycji i umożliwienia Rosji zajęcia większej ilości terenu”. Co więcej, ani wyczerpania, ani problemów moralnych nie da się rozwiązać, gdy bez wystarczającego przeszkolenia „50 do 70 procent nowych oddziałów piechoty zostało zabitych lub rannych w ciągu kilku dni od rozpoczęcia pierwszej rotacji”.

Raporty ukraińskich dowódców na pierwszej linii frontu są zgodne z obserwacjami brytyjskich trenerów wojskowych, z którymi przeprowadziliśmy wywiady na początku 2023 r., którzy powiedzieli nam, że wśród ukraińskich żołnierzy, którzy ukończyli trzytygodniowy kurs szkolenia podstawowego, wskaźniki odejść wynosiły około 70 do 90 procent w ciągu dwóch do czterech tygodni od przybycia na linię frontu. Tak duże straty skłoniły brytyjskie wojsko do wydłużenia programu szkoleniowego do pięciu tygodni, z „naciskiem na taktykę, która pomogłaby Ukraińcom przetrwać pierwsze dwa tygodnie w okopach, co jest również najbardziej krytycznym okresem nauki, aby zdobyć doświadczenie”.

W miarę jak szkolenie nabiera coraz większego znaczenia dla zdolności Ukrainy do kontynuowania walki na wojnie, na równi z innymi krytycznymi elementami wsparcia międzynarodowego, takimi jak sprzęt wojskowy i pomoc gospodarcza, wiele zachodnich armii kładzie nacisk na programy szkoleniowe. Na podstawie naszych ostatnich wizyt w bazach szkoleniowych podkreślamy, w jaki sposób szkolenie sił ukraińskich dostosowuje się do realiów tej „wojny cyberpunkowej” i zmieniających się innowacji taktycznych sił ukraińskich i rosyjskich.

mwi.westpoint.edu


Omówienie książki historyka z Poczdamu, analizującego niedostępne dotychczas zbiory z archiwów niemieckich, amerykańskich i brytyjskich, opublikował w swoim najnowszym wydaniu niemiecki tygodnik "Der Spiegel".

Zdaniem badacza w relacjach między Zachodem a Rosją, wbrew rozpowszechnionej opinii, od początku iskrzyło. Co prawda w listopadzie 1990 r. podpisana została "Karta Paryska", ale już tam znalazła się formułka o "niepodzielnym bezpieczeństwie". Przywódca rosyjski Michaił Gorbaczow już kilka miesięcy później w rozmowie z kanclerzem Helmutem Kohlem ujawnił, jak rozumie to pojęcie. Gorbaczow uważał, że Polska nie może swobodnie decydować o przystąpieniu do NATO, gdyż stanowi to zagrożenie dla Rosji. "Kohl przez długi czas brał (zastrzeżenia Moskwy) pod uwagę" – zaznaczył autor omówienia, dziennikarz "Spiegla" Klaus Wiegrefe.

Dowodem na imperialne ambicje Rosji jest zapis rozmowy prezydenta Rosji Borysa Jelcyna z prezydentem USA Billem Clintonem w 1999 r. "Jelcyn: mam prośbę. Daj po prostu Europę Rosji. Stany Zjednoczone nie znajdują się w Europie. O Europę powinni troszczyć się Europejczycy. A Rosja jest w połowie europejska, a w połowie azjatycka..."

Na argument Clintona, że nie wszyscy Europejczycy byliby z takiej decyzji zadowoleni, Jelcyn mówi: "Nie wszyscy. Ale ja jestem Europejczykiem. Mieszkam w Moskwie. Moskwa jest w Europie, to dobrze. Możesz mieć wszystkie pozostałe kraje i troszczyć się o ich bezpieczeństwo. Ja wezmę Europę i będę się troszczył o jej bezpieczeństwo. No nie ja osobiście, tylko Rosja. Bill, mówię poważnie".

Z dokumentów wynika, że władze w Bonn, a potem w Berlinie regularne informowane były o gotowości Rosji do stosowania siły wobec krajów nazywanych bliską zagranicą, o brutalności wojsk rosyjskich w Czeczenii i innych ekscesach.

Kohl był świadomy "destrukcyjnego potencjału" byłego supermocarstwa, jednak nie reagował na informacje, gdyż wystarczało mu, że Rosja kooperuje w sprawach ważnych dla Niemiec – przy wycofaniu wojsk sowieckich, rozbrojeniu czy zakończeniu wojny w Jugosławii. Kohl był przekonany, że Jelcyn i jego ekipa dążą do "żywotnej i silnej demokracji".

Następca Kohla, Gerhard Schroeder początkowo ochłodził relacje z Moskwą. Jego rząd krytykował wojnę w Czeczenii i ograniczył pomoc finansową dla Rosji. Berlin poparł też wejście krajów bałtyckich do NATO.

Pomimo tego, Putinowi udało się nawiązać ze Schroederem dobre relacje, które obaj nazywają do dziś przyjaźnią. "Der Spiegel" zwraca uwagę, że Schroeder nie był jedynym zachodnim politykiem, który widział w Putinie reformatora zorientowanego na Zachód. Joe Biden, wówczas senator, wyraził opinię, że "od czasów Piotra Wielkiego żaden rosyjski władca nie stawiał tak bardzo na związki z Zachodem jak Putin".

Z zapisu rozmowy telefonicznej Schroedera z Clintonem wynika, że obaj przywódcy uważali, iż Rosja znajduje się w okresie przejściowym. "Należy oddziaływać na Kreml z wielką ostrożnością, aby (Putin) nie zrobił czegoś, czego nie powinien" – powiedział Clinton.

Zdaniem Scianny zwrot nastąpił w 2003 r., a powodem była amerykańska interwencja w Iraku. Z wypowiedzi Schroedera wynika, że Putin w tym czasie zaczął mówić o "rekonstrukcji Rosji jako światowego mocarstwa". Kanclerz uważał, że jest to korzystne dla Europy Zachodniej, która będzie mogła bardziej skutecznie przeciwstawić się Ameryce. Wielu Niemców bardziej niepokoiła nieobliczalność Busha niż "brzmiące pusto" zapowiedzi Putina.

Scianna ostro krytykuje Nord Stream, ponieważ jego budowa osłabiła pozycję negocjacyjną Ukrainy. Jego zdaniem nieliczni przeciwnicy tego projektu reprezentowali często własne, egoistyczne interesy. "Polska chciała rozbudować import rosyjskiego gazu z pominięciem Ukrainy, gazociąg miał biec tylko przez Polskę" – tłumaczy autor. Scianna znalazł amerykański raport, z którego wynika, że prezydent Lech Kaczyński rozważał udział Polski w Nord Stream. Polska mogłaby otrzymywać gaz poprzez odnogę tego gazociągu – oświadczył według "Spiegla" Kaczyński podczas wizyty w Berlinie.

Przechodząc do rządów Angeli Merkel (2005-2021) Wiegrefe zaznaczył, że pani kanclerz i ówczesny szef MSZ Frank Walter Steinmeier chcieli włączyć Putina (do zachodnich struktur) lub w razie konieczności "udobruchać" go, także w sprawie Ukrainy. Oboje sprzeciwili się Bushowi w sprawie przyjęcia Ukrainy i Gruzji do NATO. Merkel zapewniła Putina, że do rozszerzenia Sojuszu nie dojdzie. Pomimo tego Rosja zaatakowała w 2008 r. Gruzję. "Rosja zniszczyła zaufanie, które zbudowała w ostatnich 20 latach", powiedziała Merkel podczas zamkniętej narady.

Eksperci w urzędzie kanclerskim MSZ i niemieckie służby uważały, że na Kremlu istnieją dwie grupy – jedna dążąca do odbudowy dawnej wielkości Rosji w imperialnym stylu, i druga stawiająca na rozwój gospodarczy i technologiczny. W Berlinie uważano, że Putin należy do tej drugiej frakcji. Okupacja Krymu i późniejsze wydarzenia ostatecznie zadały kłam tej tezie.

Czy Merkel powinna była bardziej zdecydowanie przeciwstawić się Putinowi? – pyta Wiegrefe. Niemcy nie są mocarstwem, a sukcesy osiągają tylko wspólnie z innymi. UE była podzielona – państwa z południa Europy uważały nawet słabe sankcje za przesadę, a zwolennicy twardego stanowiska, tacy jak Polska, nigdy nie stworzyli pokojowej alternatywy w kwestii ukraińskiej.

Natomiast Amerykanie mieli wówczas inne priorytety – Afganistan i Iran. W obu przypadkach Waszyngton potrzebował rosyjskiej pomocy. David Cameron po spotkaniu z Obamą, tak scharakteryzował jego stanowisko – "Rosja jest bardziej zainteresowana utrzymaniem wpływów w Ukrainie, niż my (USA) interesujemy się tym krajem".

Nie wiadomo, czy Putin zmieniłby swoje stanowisko, gdyby postawa Zachodu była inna. Zdaniem Scianny jedynym skutecznym sposobem na odstraszenie Putina byłoby "błyskawiczne przyjęcie Ukrainy do NATO".

Dlaczego jednak Merkel i jej koalicjant SPD nie przygotowały kraju pod względem energetycznym, wojskowym i psychologicznym na ewentualność rosyjskiej agresji? Zdaniem Scianny to skutek wiary w utopijną koncepcję "związania (Rosji z Zachodem) bez ubezpieczenia".

"Der Spiegel" podkreślił w zakończeniu, że niemiecka polityka wobec Rosji miała przez cały czas szerokie poparcie społeczeństwa. Większość Niemców była przeciwna "epokowemu zwrotowi" w polityce zagranicznej, przeciwko dostawom broni na Ukrainę, przeciwko bojkotowi Nord Stream i przeciwko dozbrojeniu Bundeswehry.

onet.pl/Deutsche Welle

sobota, 19 października 2024



Władze obwodu czelabińskiego podniosły opłatę za udział w wojnie przeciwko Ukrainie z 705 tys. do 1,5 mln rubli (według aktualnego kursu z 28 tys. do 61 tys. zł). Decyzja została podjęta na nadzwyczajnym posiedzeniu regionalnej legislatury — donosi Ura.ru. Biorąc pod uwagę płatności federalne (400 tys. rubli, czyli ok. 16 tys. zł) i miejskie (100 tys. rubli, czyli ok. 4 tys. zł), nowo wybrany pracownik kontraktowy otrzyma 2 mln rubli zamiast dotychczasowych 1,2 mln (81 tys. zamiast 49 tys. zł).

(...)

Obwód czelabiński stał się siódmym rosyjskim regionem, który od początku października podniósł wypłaty dla żołnierzy kontraktowych udających się na wojnę. Dzień wcześniej taką decyzję podjęły władze Kraju Krasnodarskiego. Tam od 15 października rekruci otrzymają 1,5 mln rubli (61 tys. zł), a biorąc pod uwagę środki z ministerstwa obrony i gmin — do 2,3 mln rubli (94 tys. zł).

(...)

16 października władze regionu Samara również zwiększyły premię pieniężną dla chętnych do pójścia na wojnę. Łączna kwota wyniesie 2 mln rubli zamiast dotychczasowych 1,2 mln (81 tys. zamiast 49 tys. zł).

W obwodzie rostowskim wypłata została podniesiona po raz czwarty od początku roku. Teraz za zawarcie umowy z ministerstwem obrony można otrzymać 1,3 mln rubli (53 tys. zł), a wraz z funduszami federalnymi — 1,7 mln rubli (69 tys. zł).

W październiku rosyjskie regiony dwukrotnie pobiły rekord wysokości płatności za wysłanie na wojnę. Od 7 października Biełgorod ustanowił premię dla rekrutów w wysokości 3 mln rubli (122 tys. zł). Środki zostaną wypłacone z czterech źródeł: 400 tys. rubli (16 tys. zł) z budżetu federalnego, reszta — z budżetu miejskiego, regionalnego i pozabudżetowego.

Poprzedni rekord został ustanowiony 4 października w Chanty-Mansyjskim Okręgu Autonomicznym. Za wysłanie na wojnę władze zaczęły tam płacić 2,75 mln rubli (112 tys. zł), podnosząc kwotę o 900 tys. (36 tys. zł).

onet.pl

piątek, 18 października 2024



Podczas czwartkowej konferencji prasowej /minister mieszkalnictwa i urbanistyki - red./ Ni Hong ogłosił również, że tempa nabierze przebudowa miast, a w ich planach zostanie uwzględnione milion "miejskich wiosek", czyli ubogich obszarów niskiej zabudowy zlokalizowanych w centrach i na obrzeżach chińskich miast. Urzędnik dodał, że przesiedleńcy z takich dzielnic pomogą wchłonąć istniejące zapasy mieszkań.

Chińskie władze nie publikują oficjalnych danych na temat liczby już sprzedanych, ale dotąd nieukończonych inwestycji. W styczniowym raporcie Nomura analitycy obliczyli natomiast, że deweloperzy z Państwa Środka nie zbudowali jeszcze 20 mln już opłaconych mieszkań.

(...)

W sobotę, 12 października, chińskie władze ogłosili, że umożliwią samorządom wykorzystanie funduszy ze specjalnych obligacji na zakup niesprzedanych domów i niezabudowanych gruntów. Pod koniec września Szanghaj i Shenzhen ogłosiły, że obniżą minimalny wkład własny dla nabywców pierwszym mieszkań do 15% oraz usuną ograniczenia w ich zakupie dla napływowych mieszkańców.

Dużą pomocą dla chińskiego sektora nieruchomości mogą okazać się również zmiany w oprocentowaniu kredytów. We wrześniu bank centralny ogłosił cięcie stóp procentowych o 50 punktów bazowych, a niespełna tydzień później zarządził bankom obniżyć oprocentowanie już zaciągniętych kredytów hipotecznych. 

Wsparcie rynku nieruchomości, ale również inne programy, mające na celu wzmocnienie wzrostu gospodarczego, takie jak obietnica setek miliardów juanów na zakup papierów wartościowych dla brokerów i funduszy czy program dopłat w wysokości 800 juanów na drugie dziecko, wywołały raj na chińskich giełdach. 

bankier.pl

czwartek, 17 października 2024



Siły rosyjskie kontynuowały działania na szerokim froncie w południowej części obwodu donieckiego. Nacierają w kierunku Bohojawłenki, z której docierało zaopatrzenie do Wuhłedaru i przez którą prowadzi droga do Kurachowego od południa. Opanowały Zołotą Nywę – ostatnią miejscowość na południowy wschód od węzłowej Wełykiej Nowosiłki. Wyprowadziły też uderzenie na południowy zachód od tego miasta (w granicach obwodu zaporoskiego), gdzie ponownie zajęły odzyskane przez przeciwnika w ofensywie latem 2023 r. Lewadne. Wskazuje to na zamiar szerokiego oskrzydlenia Wełykiej Nowosiłki, bezpośrednio od południa osłanianej przez kilka linii umocnień.

W Torećku doszło do połączenia wojsk agresora atakujących to miasto od wschodu i od południa. Z centrum obrońcy spychani są do północno-zachodniej części, niemniej postęp najeźdźców jest powolny, trwają walki o poszczególne kwartały. Według ukraińskiej administracji Torećka pod kontrolą obrońców pozostaje 40–50% jego powierzchni i 1150 ludzi, którzy nie chcą opuścić zniszczonego miasta (w 2022 r. zamieszkiwało je 31 tys. osób). Siły rosyjskie pogłębiły oskrzydlenie Sełydowego od południa, gdzie dążą do odcięcia jego ostatniego połączenia z Pokrowskiem (w okolicach miejscowości Wysznewe). Zgodnie z częścią źródeł obrońcom udało się zaś przywrócić nadzór nad jego północno-wschodnimi obrzeżami. Po zajęciu wsi Ostriwśke najeźdźcy wyszli na wschodnie obrzeża Kurachowego. Nieznaczne postępy poczynili też na pozostałych kierunkach z wyjątkiem rejonu na północ od Charkowa.

W obwodzie kurskim wojska rosyjskie nadal likwidowały zachodnią część wyłomu ustanowionego przez przeciwnika w sierpniu br. Rosjanie przejęli kontrolę nad północnym odcinkiem drogi Korieniewo–Sudża, a według niektórych źródeł zamknęli jednostki ukraińskie broniące się na zachód od niej w kotle (w rejonie wsi Tołstyj Ług). Wyparli je również z rejonu głuszkowskiego (na zachód od głównego obszaru walk), gdzie we wrześniu próbowały one wyjść na tyły kontratakujących wojsk rosyjskich. Zwornikiem ukraińskiej obrony jest Sudża, której utrzymanie stało się decydujące dla zachowania ukraińskiej obecności w obwodzie kurskim. W okolicach tego miasta Rosjanom nie udało się dotąd poczynić znaczących postępów.

Najeźdźcy kontynuowali ataki rakietowe na infrastrukturę portową Odessy. W ich wyniku uszkodzone zostały kolejne trzy statki towarowe. 9 października pociski uderzyły w kontenerowiec „Shui Spirit” pod banderą Panamy. Zginęło sześć osób, a rannych zostało osiem (w następnych dniach liczba ofiar śmiertelnych tego ataku wzrosła do dziewięciu). 14 października trafione zostały kontenerowiec „OPTIMA” (Antigua i Barbuda) i towarowiec „NS Moon” (Belize). Śmierć poniosła jedna osoba, a raniono osiem. Ponadto 9, 10 (dwukrotnie), 12 i 13 października agresor uderzył w inne obiekty na terenie obwodu. Informacje o następnym ataku na Odessę pojawiły się przed południem 15 października. Łącznie od początku miesiąca rosyjskie rakiety uszkodziły pięć statków towarowych, przy czym nie były to jednostki służące do transportu produktów rolnych. Rosjanie traktują je jako przewożące materiały wojenne.

Agresor zintensyfikował ataki na Mikołajów – uderzył w infrastrukturę krytyczną miasta 10 października (dwukrotnie) i pięć dni później. W drugim z ataków miał wykorzystać aż siedem rakiet. Spowodowały one śmierć jednej osoby i raniły 23. 9 i 10 października drony najeźdźców uszkodziły infrastrukturę w obwodzie mikołajowskim (m.in. podstację energetyczną). Obiekty energetyczne (głównie podstacje) uszkodzone zostały też w obwodach chersońskim (10 i 12 października), chmielnickim i połtawskim (10 października) oraz charkowskim i sumskim (11 października). Do ataków rakietowych na infrastrukturę przemysłową doszło w Krzemieńczuku w obwodzie połtawskim (wieczorem 8 października) i w Zaporożu (12 października). 9 października podwójne uderzenie rakietowe zniszczyło elementy baterii systemu Patriot w rejonie Dniepru. Zgodnie z ukraińskimi danymi ogółem od wieczora 8 października do rana 15 października wróg użył 52 rakiet, z których obrońcy zadeklarowali zestrzelenie zaledwie jednej, a także 263 dronów Shahed/Gerań. 158 bezzałogowców miało zostać zestrzelonych, a 87 – lokacyjnie utraconych, co mogło być skutkiem oddziaływania ukraińskich systemów walki radioelektronicznej.

osw.waw.pl


Grupa Wagnera dostosowała swoją strategię tak, by maksymalnie wykorzystać napływ rekrutów o stosunkowo niskiej wartości bojowej. Skazańcy mieli różny poziom wyszkolenia, do tego Prigożynowi mniej zależało na ich przetrwaniu. To sprawiło, że stali się oni kluczowym elementem podejścia Grupy Wagnera do bitwy z siłami ukraińskimi pod Bachmutem.

Najemnicy użyli tam artylerii do rozbicia okopanych pozycji ukraińskich, tworząc możliwości działania dla oddziałów szturmowych. Małe zespoły, zwykle składające się z rekrutów skazańców, zbliżały się pieszo do okopanych ukraińskich pozycji przed głównym szturmem. Próbowały najpierw stłumić atak Ukraińców, a następnie zająć ich pozycje poprzez szybkie posuwanie się naprzód.

Bycie częścią tej pierwszej fali było niezwykle ryzykowne. Żołnierze dokonujący tych "wypadów" nie byli chronieni przez pojazdy. Wchodzili do okopów lub budynków, gdzie Ukraińcy byli przygotowani na spotkanie z nimi i "witali" ich ogniem broni strzeleckiej. Zespoły te były wspierane przez pobliskie grupy ogniowe używające granatników automatycznych i moździerzy. Często było to jednak dla Ukraińców równie ryzykowne, jak dla wagnerowców, zwłaszcza przy bliższym starciu.

Zdolność do połączenia ognia artyleryjskiego wspomaganego przez drony z mobilnymi zespołami piechoty pozwoliła najemnikom Grupy Wagnera wkroczyć na ukraińskie pozycje. Te następnie mogły zostać przejęte przez bardziej "wartościowe", doświadczone oddziały, które następnie okopywały się i wznawiały proces. Podejście to miało kluczowe znaczenie dla ostatecznego zdobycia Bachmutu przez wagnerowców, choć było niezwykle kosztowne — sam Prigożyn twierdził, że Grupa Wagnera stracił w walkach o miasto 20 tys. ludzi. Liczbę tę potwierdziły BBC i Mediazona.

Ci, którym udało się przeżyć, byli nagradzani amnestią i wracali do cywilnego życia. Ci, którzy w czasie walk próbowali zdezerterować lub uciec, byli natychmiast rozstrzeliwani. Najbardziej obiecujący rekruci byli nagradzani awansem i oficjalnym uznaniem ich osiągnięć. Niewielka część z nich wzięła nawet udział w operacjach wagnerowców w Afryce. Grupa Wagnera uznała ich za wystarczająco przydatnych do tego, by rozmieścić ich poza Ukrainą.

W pierwszych miesiącach 2023 r. Grupa Wagnera straciła monopol na rekrutację skazańców. Prigożyn oświadczył w lutym, że władze rosyjskie oficjalnie wstrzymały rekrutację z rosyjskich więzień. Był to niewielki wycinek szerszej rywalizacji między nim a ministerstwem obrony, która zakończyła się próbą buntu Prigożyna w czerwcu 2023 r. i jego śmiercią dwa miesiące później. Było to jednak coś więcej niż tylko próba zastraszenia wagnerowców. Rosyjskie siły zbrojne same zaczęły rekrutować skazańców.

onet.pl/The Moscow Times


Podczas gdy większość członków rosyjskiej elity politycznej i biznesowej pogodziła się z inwazją na Ukrainę, niektórzy są sfrustrowani zauważalną coraz bardziej niezdolnością Kremla do podjęcia bardziej zdecydowanych działań przeciwko Kijowowi. Inni twierdzą z kolei, że nastroje są przygnębiające, a ogólny nastrój — negatywny.

— Mówiąc krótko, wszyscy się do tego przyzwyczaili. Można żyć — powiedział dziennikarzom "The Moscow Times" wysoki rangą przedstawiciel prokremlowskiej partii Jedna Rosja.

— Szok już minął. Nie ma odwrotu. Musimy wygrać — dodał.

Według osób, które rozmawiały z "The Moscow Times", nastroje wśród elit znacząco się zmieniły. Po początkowym szoku większość osób, z którymi rozmawiali dziennikarze, pogodziła się z wojną, chociaż są tacy, którzy obawiają się, że Kreml nie działa wystarczająco zdecydowanie oraz że atak na Ukrainę był błędem. Inni z kolei twierdzą, że są po prostu wyczerpani dodatkowym nakładem pracy.

(...)

— Gdy Rosja jest otoczona przez wrogie kraje, każdy członek elity dobrowolnie lub mimowolnie przechodzi proces wewnętrznego przewartościowania — powiedział jeden z kremlowskich urzędników.

— Nie będzie już można... jechać na wakacje do Monako lub żyć spokojnie w willi w Hiszpanii, czasem wracając do Moskwy na spacer po centrum i zakupy w Louis Vuitton. Nie będzie do tego powrotu przez najbliższe dekady. Większość ludzi to rozumie — powiedział urzędnik.

W wyniku walk w Ukrainie pojawiły się elity, które naciskają na Kreml, by ten przyjął jeszcze ostrzejsze podejście. Są one najwyraźniej sfrustrowane tym, jak Rosja do tej pory prowadziła wojnę w Ukrainie, odnosząc niewiele znaczących zwycięstw.

— Jesteśmy w stanie wojny czy nie? Jeśli tak, to dlaczego tak łatwo podchodzimy do dostaw broni dla Ukrainy? Gdzie jest twarda reakcja? — powiedział wysoki rangą urzędnik Kremla w rozmowie z "The Moscow Times".

— Problem polega na tym, że jesteśmy niezdecydowani, niespójni, a przywódca nie jest w stanie nam powiedzieć, co mamy robić — powiedział dziennikarzom "The Moscow Times" były urzędnik Kremla.

— Nie ma żadnych zwycięstw militarnych. Nie odpowiedzieliśmy na atak na most krymski czy zniszczenie rurociągów Nord Stream — stwierdził.

Dla urzędników w rosyjskim rządzie czas od początku inwazji był walką o uniknięcie załamania gospodarczego w obliczu międzynarodowej izolacji, o sprostanie wymaganiom, które stawia przed aparatem władzy przestawienie państwa na gospodarkę wojenną i batalią ze skutkami zachodnich sankcji.

Źródło zbliżone do gabinetu prezydenta Rosji zdradziło dziennikarzom "The Moscow Times", że ogólny nastrój w kraju jest ponury.

— Wszyscy uważają, że władze są uparte — powiedział bliski rosyjskiemu rządowi informator, które osobiście zna premiera Rosji Michaiła Miszustina.

— U władzy jest duża grupa, która uważa, że zwycięstwo jest potrzebne i to wszystko. Jednocześnie nie potrafią wyjaśnić, czym, poza dotarciem do Kijowa, jest to zwycięstwo — dodał jeden z rozmówców.

Według rządowego źródła większość urzędników państwowych i czołowych dyrektorów biznesowych jest natomiast zainteresowana porozumieniem pokojowym tak szybko, jak to możliwe.

— Ogólny nastrój jest negatywny, wszyscy są zmęczeni — stwierdził informator.

onet.pl/The Moscow Times


Działalność gospodarcza jest złożonym procesem determinowanym przez masę różnych czynników. Kiedy gospodarka staje w obliczu wyzwań zewnętrznych, stara się znaleźć "nową normalność" — stan równowagi, który zaspokoi interesy podmiotów gospodarczych. Stosunki rynkowe, dominujące w rosyjskiej gospodarce pomimo silnego interwencjonizmu państwowego, sprawiają, że jest to całkiem możliwe. Jeśli spojrzymy na historię gospodarczą Rosji ostatnich trzech lat z tej perspektywy, można podzielić ją na trzy znacząco różniące się od siebie okresy.

Pierwszy z nich obejmuje czas od końca lutego do początku listopada 2022 r. W odpowiedzi na zachodnie sankcje rosyjski rząd ostro ograniczył odpływ kapitału, zliberalizował import i przezwyciężył panikę na rynkach finansowych, zapewniając stabilność rubla i dodatnie stopy depozytowe oraz inicjując politykę masowego pompowania pieniędzy w gospodarkę w duchu "wojskowego keynesizmu". Inflacja, która w marcu 2022 r. wyniosła 7,61 proc. (najwyższy miesięczny wskaźnik od września 1998 r.), w drugiej połowie roku oscylowała już wokół zera.

Firmy zaczęły odbudowywać łańcuchy dostaw i zastępować pracowników utraconych w czasie mobilizacji do armii. Władze stworzyły też podstawy wzrostu w tych sektorach, które straciły konkurentów w postaci zagranicznych firm. Spadek PKB o 1,2 proc. był wielokrotnie mniejszy niż ten przewidywany na początku wojny — rzędu 10-12 proc. Okres ten nazwałbym "pierwszym dostosowaniem".

Po tym nastąpił okres szybkiego wzrostu, który trwał od końca 2022 r. do połowy 2024 r. W tym okresie gospodarka krajowa wykazała się rekordowymi osiągnięciami. Podczas gdy na przełomie 2022 i 2023 r. prognozowano jej wzrost na poziomie 0,3 proc., w ubiegłym roku wyniósł on 3,6 proc., a w tym roku może sięgnąć nawet 4 proc. Wiele Rosjan spodziewało się spadku poziomu życia, ale w rzeczywistości realny dochód wzrósł o 5,4 proc. w 2023 r. i o ponad 8 proc. w pierwszej połowie 2024 r.

Rosyjskie firmy w 2023 r. osiągnęły najlepszy wynik finansowy w historii obserwacji, a prywatne depozyty w bankach przekroczyły poziom przedwojenny o ponad półtora raza. Wielu obserwatorów uważa, że wzrost ten jest spowodowany "narkotycznym" wpływem alokacji budżetowych i określa go mianem niezrównoważonego.

Trzeci okres, który trwa teraz, to drugie dostosowanie. Rozpoczął się on w sierpniu 2024 r. i potrwa najpewniej do marca-kwietnia 2025 r. W tym czasie rosyjska gospodarka doświadczy wielu trudności — wzrostu kluczowej stopy procentowej; podwyżki podatku dochodowego (planowanej na 1 stycznia 2025 r.), gwałtownego wzrostu wydatków na wojsko oraz znacznego zmniejszenia popytu na mieszkania (...) i samochody (...).

(...)

Wiosną 2025 r. w rosyjskiej gospodarce pojawią się warunki nie do całkowitego upadku, o czym marzy wielu liberałów, a do nowej fali wzrostu. Będzie on jednak bardziej umiarkowany niż poprzedni.

Pewne osłabienie kursu walutowego (do 102-110 rubli za dolara) poprawi wskaźniki budżetowe. Polityka Banku Rosji spowolni inflację, a od maja-czerwca 2025 r. nastąpi fala obniżek stóp procentowych. Do tego najpewniej dojdzie dość szybki wzrost wypłat dla personelu wojskowego (spodziewam się już na początku 2025 r. podniesienia miesięcznego zasiłku do co najmniej 300 tys. rubli, ok. 12,1 tys. zł). Najprawdopodobniej Rosja przezwycięży również większość problemów w handlu zagranicznym.

W rezultacie w 2025 r. rosyjskie PKB może uplasować się na poziomie 2,2-2,4 proc. Do tego spodziewam się, że Rosja wkroczy w nową trajektorię powolnego, ale trwałego ożywienia, które potrwa do końca aktywnej fazy wojny w Ukrainie — a to nastąpi nie później niż wiosną 2026 r. Innymi słowy, moja prognoza jest taka, że po kilku fazach dostosowywania się do zmieniających się warunków rosyjska gospodarka pozwoli Kremlowi przetrwać wojnę. 

onet.pl/The Moscow Times