Po co inwestować w rynek, który cię wyklucza? Bez obietnicy zysków amerykańskie firmy stają się również mniej chętne do walki o Chiny i ideę, że chiński rynek ma kluczowe znaczenie dla sukcesu ich przyszłości. Pekin ma coraz mniej przyjaciół w Waszyngtonie, a ciężar relacji USA-Chiny przenosi się z budowania wzajemnie korzystnych więzi gospodarczych na równoważenie antagonistycznych interesów bezpieczeństwa narodowego.
Zamiast jednak próbować ożywić chińskiego konsumenta, a tym samym przywrócić kluczowe więzi gospodarcze z Ameryką, jego przywódca, Xi Jinping, najwyraźniej się tym nie przejmuje.
— Xi wcale nie budzi się każdego dnia, nie analizuje gospodarki i nie wpada w panikę — powiedział mi Lee Miller, założyciel firmy sondażowej China Beige Book. —Uważa, że robi to, co powinien i że jest to nieprzyjemne lekarstwo — dodał.
Według Xi Chiny muszą stać się niezniszczalne i niezastąpione. Oznacza to wspieranie przedsiębiorstw państwowych i innych firm krajowych, dając im przewagę na rynku, gdy konkurują z firmami zagranicznymi o kawałek kurczącego się chińskiego tortu gospodarczego. Oznacza to uzależnienie reszty świata od chińskich produktów. Nie tylko tanich towarów, ale także zaawansowanych technologii, takich jak półprzewodniki, baterie i sztuczna inteligencja, a także towarów, które składają się na dalszy łańcuch dostaw, takich jak gal i german.
Samowystarczalność dla nas, ale nie dla was. Jest to strategia tak niezrównoważona, że ośmiela resztę świata, by wreszcie coś z tym zrobiła. I nie dotyczy to Chińczyków uzależnionych od frappuccino produkowanego przez amerykańską firmę. Pokojowe stosunki między Chinami a Stanami Zjednoczonymi opierają się na przekonaniu, że możemy robić ze sobą interesy, nawet jeśli nie podzielamy tych samych wartości. Stany Zjednoczone starają się być społeczeństwem otwartym; Chiny są coraz bardziej zamknięte. Możemy spierać się na Morzu Południowochińskim, o Tajwan, o zasoby na całym świecie, ale to pieniądze trzymały nas razem.
Bez dostępu do chińskiego konsumenta, amerykańscy interesariusze mają mniej powodów, by postrzegać Chiny jako rynek, a więcej powodów, by postrzegać je jako zagrożenie.
Po zakończeniu pandemii w 2023 r. chińska gospodarka doświadczyła tego, co na Wall Street znane jest jako "odbicie martwego kota". Wyobraź sobie zdechłego kota na jezdni — może nieco odbijać się od ziemi, ale nigdzie się stamtąd nie ruszy. Podobnie zdziesiątkowana gospodarka Chin nieco się ożywiła po zakończeniu ograniczeń związanych z COVID w 2023 r., ale rok później sytuacja wygląda ponuro.
Cel Pekinu dotyczący wzrostu PKB o 5 proc., niegdyś uchodzący za pewnik, teraz stoi pod znakiem zapytania. Zadłużenie na rynku nieruchomości wciąż ciągnie gospodarkę w dół, a rządowe plany dotyczące boomu eksportowego nie wydają się opłacać. Przedłużająca się deflacja obniża wartość chińskiej waluty i ostatecznie oznacza, że Chiny muszą sprzedawać więcej towarów eksportowych, aby zarobić tyle samo pieniędzy. Bezrobocie wśród chińskich młodych ludzi w wieku od 16 do 24 lat wzrosło w lipcu do 17,1 proc., zmuszając nową klasę (często) nadmiernie wykształconych absolwentów do konkurowania o nisko płatne miejsca pracy. Nazywa się ich "dzieciakami ze zgniłym ogonem". Brutalne.
W poprzednich okresach spowolnienia gospodarczego Komunistyczna Partia Chin reagowała na nie poprzez zwiększanie wydatków na infrastrukturę, budownictwo mieszkaniowe i utrzymanie zatrudnienia. To sprawiało, że koła się obracały, ale za każdym razem kraj był coraz bardziej zadłużony. Jest tylko jeden sposób, aby zejść z takiej ścieżki, a jest nim bolesny okres spłaty zadłużenia, który może osłabić popyt w gospodarce. Xi zdecydował się odłożyć pistolet na pieniądze, nie robiąc nic, aby pomóc przeciętnym chińskim gospodarstwom domowym w czasie, gdy gospodarka się kurczy. Powiedział członkom partii w lipcu, aby okazali "niezachwianą wiarę" w jego wielką strategię gospodarczą, ale na razie nie widać tego efektów. Na początku tego miesiąca, wykazując niezwykłą rozbieżność z polityką Xi, były szef Ludowego Banku Chin, Yi Gang, powiedział, że rząd powinien zaangażować się w pewnego rodzaju bodźce, aby osiągnąć już złagodzone cele wzrostu. (...)
Amerykańskie firmy odczuły to na własnej skórze. Na początku tego roku sprzedaż iPhone'ów Apple w Chinach spadła o 24 proc. i od tego czasu wykazuje tendencję spadkową. Starbucks, który ma ponad 7300 lokali w Chinach, odnotował w drugim kwartale spadek sprzedaży o 14 proc. w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Problemy Nike w Chinach przyczyniły się do prawie 30-proc. spadku akcji spółki w ujęciu rok do roku. Zagraniczne firmy samochodowe również są miażdżone. Tesla odnotowała spadek udziału w chińskim rynku pojazdów elektrycznych z 9 proc. do 6,5 proc. w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy roku. W odpowiedzi na te doniesienia Elon Musk powiedział: "Wiara w te doniesienia świadczy o głupocie. Nasza fabryka w Szanghaju pracuje na maksymalnych obrotach".
(...)
Rada stwierdziła, że jedna czwarta jej członków wymieniła "niewystarczający popyt lub nadwyżkę mocy produkcyjnych jako ograniczenie nr 1 dla rentowności w tym roku". Pieniądze, które chińscy konsumenci wciąż są w stanie wydać, coraz częściej trafiają do firm, które powstały w ich ojczyźnie. Krajowi producenci telefonów pożerają Apple, a sprzedaż smartfonów Huawei wzrosła w pierwszych trzech miesiącach roku o 70 proc. W 1999 r. Starbucks otworzył swój pierwszy lokal w Chinach i był postrzegany jako symbol statusu, ale obecnie ma silniejszą konkurencję ze strony chińskich marek, takich jak Luckin i Cotti Coffee. Nie jest to przypadek. To część planu Xi, którego celem jest uwolnienie Chin od zagranicznych zależności i wpływów.
W ankiecie przeprowadzonej przez radę 80 proc. respondentów stwierdziło, że "chińska polityka przemysłowa wzmacnia firmy, które wcześniej były niekonkurencyjne", a konkurencja ze strony chińskich rywali znalazła się na trzecim miejscu pod względem obaw związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej w Chinach. Tak, amerykańskie firmy nadal zarabiają pieniądze w Chinach. Jest to jednak coraz bardziej niekomfortowe, a perspektywy są kiepskie.
(...)
Na szczególną uwagę zasługują coraz słabsze powiązania między Chinami a Wall Street, i to nie dlatego, że mieszkańcy Szanghaju i Pekinu będą tęsknić za piciem Moutai z bankierami Goldman Sachs, ale dlatego, że Wall Street jest potężnym sojusznikiem Waszyngtonu. Organizują spotkania między zainteresowanymi stronami i mówią o korzyściach płynących z relacji między krajami Pacyfiku. Dawno, dawno temu Ray Dalio, założyciel Bridgewater Associates, największego funduszu hedgingowego na świecie, mówił każdemu, globalnym politykom, inwestorom, każdemu, kto przeczytał jedną z jego wielu książek lub wpisów na blogu, o świetlanej przyszłości Chin. Teraz mówi wszystkim, że minimalizuje swoją aktywność w tym kraju i że nie będzie "pięknego zmniejszania dźwigni finansowej" dla Chin. Jest to ostatnia rzecz, której Pekin potrzebuje, aby przeniknąć do umysłów amerykańskich decydentów.
Jeden z byłych urzędników Departamentu Stanu ds. Azji Wschodniej powiedział mi, że Chiny masowo wysyłają delegacje partyjne do Waszyngtonu, ale nikt nie chce się z nimi spotkać. Bez sojuszników Waszyngton jest samotnym (lub wrogim) miejscem dla zagranicznych rządów, zwłaszcza gdy te zagraniczne rządy opracowały strategię gospodarczą, która może potencjalnie zaszkodzić naszej gospodarce.
— Zmierzamy do kolejnej wojny handlowej bez względu na to, kto będzie prezydentem — powiedział mi Miller. — Model gospodarczy, którego chce Xi, nie jest kompatybilny z resztą świata. Sposób myślenia polega na spojrzeniu na to z perspektywy bezpieczeństwa narodowego, a nie z perspektywy ekonomicznej — dodał.
(...)
Pomijając Biały Dom, Pekin znajduje się w martwym punkcie. Były urzędnik Departamentu Stanu powiedział mi, że urzędnicy KPCh nie rozumieją w pełni siły, jaką dysponuje Kongres. A Kongres stał się zdecydowanie antychiński. Nawet Republikanie z Komisji Usług Finansowych Izby Reprezentantów, którzy niegdyś byli skłonni pozwolić Wall Street na swobodne inwestowanie w chińską gospodarkę, nie mogą dojść do porozumienia co do tego, jak rygorystyczne powinny być ograniczenia dotyczące inwestowania w tym kraju. Niektórzy chcą iść twardo; inni chcą iść jeszcze ostrzej. Dwupartyjna komisja House Select Committee on China nie ma problemu z oddawaniem strzałów ostrzegawczych w kierunku niektórych z ostatnich korporacyjnych sojuszników Chin, czyli firm produkujących półprzewodniki.
Chińskie próby rozwinięcia krajowego łańcucha dostaw chipów wciąż pozostają w tyle, więc potrzebują amerykańskich firm, takich jak Broadcom i Nvidia. Firmy te z kolei uwielbiają miliardy, które zarabiają w Chinach. W serii tweetów komisja specjalna wezwała jednak administrację Bidena do zignorowania lobbystów półprzewodników pracujących w Waszyngtonie. "Wzywamy administrację Bidena do utrzymania rygorystycznych kontroli eksportu wprowadzonych w październiku 2022 r." — napisano. "Osłabienie tych środków wzbudziłoby poważne obawy co do ochrony przywództwa technologicznego USA i naszego bezpieczeństwa narodowego" — dodano. "Jeśli ci [półprzewodnikowi] prezesi uważają, że obecna amerykańska polityka kontroli eksportu jest szkodliwa dla amerykańskiej gospodarki i naszego bezpieczeństwa narodowego, to muszą przedstawić tę sprawę publicznie, być może przed komisją kongresową" — czytamy.
Miller powiedział mi, że uniezależnienie technologiczne między USA i Chinami nie jest już problemem dla Kongresu. To cel. — Amerykańskie firmy, które mają duże udziały w Chinach, mówią: "Nie możecie nam tego zrobić" — powiedział. — Cóż, zgadnijcie co? Istnieją kompromisy. W tej chwili nie płacimy wystarczająco wysokiej ceny za właściwą politykę — dodał. Ceny tej zmiany nie można wyrazić w zyskach przedsiębiorstw. Nie można jej w ogóle wyrazić w dolarach.
onet.pl