Odcinając gaz Europie, moskiewscy politycy mogli się spodziewać, że skutki będą porównywalne z kryzysami naftowymi lat 70. Przemawiając w 2022 r. na Forum Ekonomicznym w Petersburgu, Putin powiedział, że podstawowe problemy zachodnich społeczeństw pogłębiają się, a utrata przez nie rosyjskiego rynku i inflacja, doprowadzą do "zmian społecznych i ekonomicznych, degradacji, a w przyszłości do zmiany elit". Putin chciał wpływać na zmiany polityczne w Europie, dlatego eskalował wojnę energetyczną z Zachodem.
Lata 70. i początek lat 80. były niezwykle dla całego świata zachodniego. USA, Wielka Brytania i inne kraje zachodnie doświadczyły recesji, wysokiej inflacji i kryzysów politycznych. Z kolei dla krajów produkujących ropę naftową czasy były łaskawsze. ZSRR osiągnął parytet nuklearny z USA, ostatecznie przyjmując rolę światowej potęgi ówczesnych czasów.
Zawarto kilka traktatów o ograniczeniu zbrojeń, zintensyfikowano współpracę gospodarczą, otwarto regularne loty między Moskwą a Nowym Jorkiem, rozpoczęto współdziałanie USA i ZSRR w sferze kosmicznej (program Sojuz-Apollo). I, wreszcie rozpoczęła się wówczas budowa "mostu naftowo-gazowego" między ZSRR a Europą Zachodnią. Rosja pozostawała kluczowym dostawcą surowców energetycznych.
Krótko mówiąc, to właśnie wtedy, jakieś 50 lat temu, położono fundamenty pod wszystko, co Moskwa zniszczyła własnymi rękami w pierwszym wojennym roku.
Rosja zbliżyła się do Chin i próbuje wpłynąć na USA i Europę za pomocą gróźb i nacisków — w podobny sposób, jak Arabia Saudyjska i Kuwejt próbowały wpłynąć na Zachód w latach 70. Tym razem jednak presja okazała się znacznie mniej opłacalna.
Dyskutując o tym, do czego doprowadzi wyłączenie rosyjskiego gazu, ekonomiści przewidywali, że Niemcy, a być może i cała strefa euro, wejdą w recesję, a PKB spadnie nawet o 3 proc. w 2022 r. Spodziewano się częściowych lub całkowitych wyłączeń całych branż, protestów obywatelskich i kryzysów politycznych. Zachód jednak szybko i skutecznie zrezygnował z dostaw rosyjskich surowców, a gospodarka całej strefy euro nawet się umocniła.
"Kryzys Zachodu", na który liczyła Moskwa, nie nastąpi. Wycofanie ogromnych ilości gazu z unijnego rynku nie spowodowało burz przypominających lata 70.
Zastąpienie wycofanego gazu, szybkiej budowy terminali skroplonego gazu ziemnego i oszczędzanie okazały się większe, niż przewidywali analitycy. Wysyłka skroplonego gazu ziemnego z USA do Europy wzrosła w 2022 r. 2,5-krotnie w porównaniu z 2021 r. i przewyższyła wysyłki rosyjskie.
Dzięki temu — i ciepłej zimie — ceny gazu wróciły do poziomu sprzed wojny. Inflacja pozostaje niepokojącym czynnikiem (...)
(...)
— Myślę, że lato 2022 r. było szczytem rosyjskich wpływów w sektorze energetycznym. W ciągu najbliższych kilku lat Rosja straci status supermocarstwa w sektorze energetycznym — mówi Daniel Yergin. Pozostając największym krajem wydobywczym, Rosja straciła pozycję supermocarstwa energetycznego.
Posiadanie zasobów to przewaga, którą każdy, kto je ma, chętnie wykorzystuje. Robią to USA, Arabia Saudyjska i Kuwejt. Kraje i kartele prowadzą wojny cenowe, próbują wzajemnie usunąć się z rynków i budować wpływy polityczne poprzez sferę energetyczną. Jednak próby jawnego szantażu długoletnich partnerów prowadzą do jego upadku.
Rosja w szybkim tempie przekształciła się z supermocarstwa energetycznego w podrzędny kraj o ogromnych zasobach. Rosyjskie elity są jak spadkobiercy bogatej rodziny, sprzedający wszystko, co wpadnie im w ręce. Szemrane interesy, których będzie coraz więcej, pozwolą im napełnić kieszenie, ale nie pozwolą cieszyć się przywilejami supermocarstwa.
Ale sami politycy zachodni w swoim sprzeciwie wobec rosyjskiej agresji dzielą się na dwie nierówne grupy. Większość zgadza się, że nie wolno pozwolić Putinowi na wygranie wojny. Tylko mniejszość upiera się, że to nie wystarczy i że Rosja musi zostać całkowicie pokonana. Sądząc po ostrożności w dostarczaniu broni do Ukrainy i opóźnieniach w kluczowych sankcjach, przeważa podejście "nie da się wygrać".
W wojnie energetycznej sytuacja jest podobna. Jednym z dążeń jest uniemożliwienie Putinowi wpływania na światowe rynki i wywoływania kryzysów politycznych. Drugi to pozbawienie go możliwości finansowania wojny.
Stale mówi się o drugim celu, ale w rzeczywistości dąży się do pierwszego.
— Naszą intencją nie jest doprowadzenie do upadku rosyjskiej gospodarki. Naszym zamiarem jest zmuszenie Kremla do wyboru między utrzymaniem gospodarki na powierzchni a finansowaniem wojny — pisał "Financial Times", cytując urzędnika amerykańskiego ministerstwa skarbu.
onet.pl/meduza.io