poniedziałek, 24 czerwca 2024



Płaczące ze szczęścia tłumy na ulicach Pjongjangu, uśmiechnięte dzieci wymachujące plastikowymi kwiatkami, defilada wojskowa, uroczysty koncert ku czci „najdroższego przyjaciela narodu koreańskiego”, obdarowywanie się prezentami – takie obrazki z wizyty Władimira Putina w Korei Północnej wypełniły po brzegi oficjalne rosyjskie media. Serdeczne uściski dłoni, toasty i pocałunki przywódców podkreślały atmosferę wzajemnego zrozumienia.

(...)

Victor Cha z amerykańskiego ośrodka analitycznego CSIS sugeruje, że Moskwa zaoferuje wiecznie głodnej Korei dostawy żywności w zamian za niezbędne na ukraińskim froncie arsenały. Zauważa też niebezpieczeństwo płynące z atomowych ambicji Pjongjangu – to nie tylko zagrożenie dla terytorium Stanów Zjednoczonych (w razie możliwości odpalania północnokoreańskich rakiet z głowicami jądrowymi np. z okrętów podwodnych), ale także przymiarka do demontażu całego systemu nierozprzestrzeniania broni jądrowej. Amerykański ekspert i w tym aspekcie dostrzega decydującą rolę Chin: „Jeżeli Putin faktycznie zdecydowałby się na pomoc w pracach nad bronią jądrową Kima, to wywoła to odpowiedź USA w postaci wzmocnienia obecności wojskowej w sąsiedztwie ChRL. A to grozi efektem domina w regionie, poczynając od Korei Południowej. Chiny są nadal kołem ratunkowym dla Korei Północnej, a mogą przyłączyć się do sankcji”. Jak widać – wszystkie elementy azjatyckiej układanki, również te ostre zagrania Putina, mają swoje ograniczenia.

*

Na obudowaną pompatycznymi zachwytami rosyjskiej i północnokoreańskiej propagandy wizytę można popatrzeć też z innej strony. Putin puścił się wehikułem czasu w pogoń za własnym ogonem. Dokumentalista Witalij Manski wspomina, że podczas poprzedniej wizyty Putina w Korei Północnej w 2000 r. członkowie rosyjskiej delegacji, w tym sam Putin, patrzyli na miejscowe realia z ironią i dystansem. „Teraz po tamtym sarkazmie nie ma śladu. Co więcej: nasz wielki prezydent Władimir Putin uśmiecha się pokornie i przymilnie zagląda w oczy Kim Dzong Una. (…) Myślałem, że to niemożliwe, aby Rosja stała się Koreą Północną, to zbyt okrutny eksperyment nad społeczeństwem. Ale dziś widzę, że Rosja zrobiła krok, może nawet dwa w tym kierunku. (…) Odnoszę wrażenie, że Putin znalazł się w środku filmu »Triumf woli« Leni Riefenstahl i przemierza razem z Hitlerem piękne filmowe przestrzenie”.

(...)

Na koniec jeszcze jedno nawiązanie do tamtej wizyty sprzed lat. Wtedy Putin pojechał do północnokoreańskiego dyktatora jako przedstawiciel nowej Rosji i całego cywilizowanego świata z misją. Chodziło o to, by namówić ówczesnego przywódcę Korei Północnej Kim Dzong Ila do opamiętania się i zaniechania wojskowego programu nuklearnego. Po rozmowach Putin ogłosił, że uzyskał zapewnienie o odstąpieniu od prac nad tym programem. Wkrótce jednak miało się okazać, że Kim wsadził rosyjskiego partnera na minę: wszystkiego się wyparł i powiedział, że być może tłumacz się pomylił, o żadnym zamiarze zwinięcia programu nie ma mowy. Moskwa następnie zachowywała chłodny dystans do reżimu Kimów, nawet więcej niż chłodny: w 2006 r. potępiła próby z rakietą balistyczną, trzy lata później po kolejnej próbie atomowej KRL-D przyłączyła się do międzynarodowych sankcji.

tygodnikpowszechny.pl

niedziela, 23 czerwca 2024



Według raportu firmy konsultingowej McKinsey & Company jesienią 2021 roku Chiny wyprzedziły USA w wyścigu o miano najbogatszego kraju świata. Nawet gdy krytycznie podejdzie się do kwestii, czy ekonomiczny prymat Państwa Środka jest już faktem, czy jeszcze trzeba na to poczekać, nie sposób odmówić prawdziwości temu, że Chiny wzbogacają się – a z pewnością wzbogacały do niedawna – najszybciej na świecie. Wystarczy dodać, że w pierwszych dwóch dekadach obecnego wieku wzbogaciły się o 113 bilionów dolarów (do 120 bilionów); dla porównania Stany „jedynie” podwoiły swoje zasoby, sięgając w tym okresie 90 bilionów dolarów. I chociaż z pewnością nie jest to jedyny wskaźnik sukcesu ekonomicznego, jest on na tyle obrazowy, że pozwala zadać sobie pytanie o przyczyny tak spektakularnego rozwoju Chin. Wyjaśnienie tak bezprecedensowego wzrostu nie jest łatwe, podobnie jak ocena tego, jak Chińska Republika Ludowa korzysta ze swojego prymatu i finansowej hegemonii.

By zrozumieć spektakularny sukces ekonomiczny Chin, należy się cofnąć przynajmniej do reform Deng Xiaopinga, który do władzy doszedł w 1978 roku, po rewolucji kulturalnej. Nowa wizja partii pod jego przewodnictwem była klarowna: wzrost gospodarczy. Koniec z konfliktami politycznymi i dominacją ideologii. Zmiany wprowadzano stopniowo, powoli, lecz konsekwentnie. Odblokowano potencjał tkwiący w narzędziach kapitalistycznych. Wolność gospodarcza – tak, ale w ściśle określonych ramach. Przede wszystkim zniesiono kolektywizm na wsi, rozwinięto indywidualną działalność gospodarczą, ale też postawiono na długofalowe zmiany – rozwój kadr naukowych oraz biznesowych i ośrodków naukowych, a także tworzenie specjalnych, otwartych na współpracę międzynarodową stref ekonomicznych. W ciągu dekady ukuto hasło, które znalazło odzwierciedlenie nawet w konstytucji: „socjalizm o chińskiej specyfice”. Wzorem dla ChRL nie był zatem ani upadający ZSRR, ani ekstremalnie wolnorynkowe USA, ale niewielkie azjatyckie państwa, nazywane małymi smokami, które osiągały ogromny sukces ekonomiczny, na przykład Singapur. Wizję Xiaopinga kontynuował Zhu Rongji, który postawił na maksymalizację mechanizmów wolnorynkowych wpuszczonych w struktury chińskiego systemu gospodarczego. Powstawały nowe firmy, zreformowano podatki, wiele nieskutecznych mechanizmów oraz instytucji po prostu zlikwidowano. Zhu Rongji odniósł sukces. Udało mu się nadać Chinom pęd gospodarczy i otworzyć kraj na zagraniczny kapitał, łącznie z inwestycjami i rezerwami finansowymi. Dzięki jego staraniom Chiny przystąpiły do Światowej Organizacji Handlu.

Przez pierwszą dekadę XXI stulecia Chiny przeszły bez szwanku w przeciwieństwie do kryzysów ekonomicznych w Stanach Zjednoczonych i na zachodzie Europy. Stało się tak przede wszystkim dzięki ogromnym zgromadzonym rezerwom finansowym i spektakularnym inwestycjom infrastrukturalnym w kraju i poza jego granicami. Podczas gdy USA tkwiły w kryzysie, ChRL w 2008 roku przeznaczyła na swoją gospodarkę kwotę 600 miliardów dolarów, które przełożyły się na inwestycje i modernizację kraju, a w konsekwencji na wzrost poziomu życia mieszkańców Państwa Środka. Chiny stały się największą gospodarką świata, z największymi rezerwami i olbrzymim rynkiem wewnętrznym. Gdy osiągnięto sukces finansowy, nadeszła pora na zapowiadany od kilku lat kolejny etap rozwoju. Chiny mają stać się innowacyjne i przewodzić światu w kwestii nowoczesnych technologii i działań prośrodowiskowych.

(...)

Żadne państwo nie pożyczy innym tyle co Chiny. Intensywność udzielania kredytów, w dodatku krajom, o których z góry wiadomo, że mogą mieć ze spłatą długu trudności, ściągnęła na Pekin oskarżenia o wpędzanie ich w spiralę zadłużenia. Państwu Środka ma chodzić o przejęcie kontroli nad kluczowymi aktywami dłużników oraz możliwość wywierania nacisków politycznych. Stany Zjednoczone twierdzą, że Pekin zachęca do zależności za pomocą nieprzejrzystych umów, które pogrążają narody w długach i podkopują ich suwerenność. Ile w tym prawdy? W ostatniej dekadzie Chiny potroiły liczbę pożyczek dla krajów o niższych i średnich dochodach, zwłaszcza z Afryki Subsaharyjskiej oraz Azji Południowej. Od chwili powstania inicjatywy Pasa i Szlaku zadłużenie niektórych państw (wśród nich tak dużych jak Mongolia, Republika Konga, Kirgistan, Kambodża, Zambia czy Laos) wobec ChRL przekroczyło 20% ich PKB. Chiny, będąc największym oficjalnym wierzycielem na świecie, są jednocześnie wierzycielem najbardziej tajemniczym: dysponujemy bardzo niewielką ilością danych na temat finansowych zależności poszczególnych krajów od Państwa Środka. Bardzo ograniczony jest chociażby dostęp do umów między chińskimi kredytodawcami a kredytobiorcami.

Jak podaje opublikowany w 2021 roku raport How China Lends opracowany przez AidData we współpracy z ekspertami z Center for Global Development, Kiel Institute for the World Economy oraz Peterson Institute for International Economics, w którym przeanalizowano sto umów dłużnych między chińskimi podmiotami państwowymi a pożyczkobiorcami rządowymi w dwudziestu czterech krajach na całym świecie, kluczową sprawą jest dyskrecja, a nawet zatajanie informacji przed obywatelami i społecznością międzynarodową. Klauzule poufności w chińskich umowach zabraniają ujawniania warunków pożyczek, a nawet samego ich istnienia. Umowy mają w końcu charakter komercyjny, chociaż Chiny bezustannie starają się tworzyć wrażenie, że właśnie „nie o pieniądze tutaj chodzi”, lecz o wsparcie rozwojowe.

Gdy czyta się w umowie o procedurze cross-default, polegającej na prawie do rozwiązania przez Chiny umowy w każdej chwili i zażądania spłaty całości długu w zasadzie zawsze i bez powodu, można odnieść inne wrażenie. Typowe dla tych umów zapisy mogą być wykorzystane jako narzędzie międzynarodowego oddziaływania politycznego. Wszak wszystkie umowy uwzględnione w raporcie zawierają zapis o zerwaniu stosunków dyplomatycznych między Chinami a kredytobiorcą w przypadku niewykonania zobowiązania. Podobnym powodem do wypowiedzenia umowy i uzyskania pełnego zwrotu może być „antychińska” polityka wewnętrzna lub postawa na arenie międzynarodowej państwa. Państwo Środka uznaje zatem udzielanie pożyczek mniejszym krajom (głównie pozaeuropejskim) za świetny zabieg finansowy, ale też geopolityczny i – chociaż narracja jest zupełnie inna – komercyjny i polityczny właśnie. O jakie naciski polityczne może chodzić ChRL? Choćby w kwestii poparcia polityki Pekinu jednych Chin, a więc uznawania zależności Tajwanu od Chin kontynentalnych czy łamania umowy zawartej z Brytyjczykami w sprawie praw Hongkongu. Przykładem tego, że polityka ta przynosi efekty, jest między innymi Nikaragua. W 2022 roku władze tego kraju oznajmiły, że „na świecie są tylko jedne Chiny, Chińska Republika Ludowa jest jedynym prawowitym rządem, który reprezentuje całe Chiny, a Tajwan jest niezbywalną częścią chińskiego terytorium”. Następnie Republika Nikaragui zerwała stosunki dyplomatyczne z Tajwanem i dołączyła do inicjatywy Pasa i Szlaku.

(...)

O tym, jak ważnym partnerem handlowym są dla wielu krajów Chiny, świadczą również wydarzenia podczas ostatniego szczytu Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN). Joe Biden pojechał do Kambodży z jasną misją: przeciągnąć stowarzyszenie na swoją stronę. Zachętą miały być podpisane wówczas umowy podnoszące relacje USA i ASEAN do rangi kompleksowego partnerstwa strategicznego. Biden nie otrzymał jednak tego, po co przyjechał. Raz, że ASEAN od dawna stara się unikać uwikłania w rywalizację Waszyngtonu i Pekinu, dwa – stowarzyszenie jest podzielone, a państwa członkowskie mają różne podejścia do chińsko-amerykańskiej rywalizacji. Dla wielu z nich obecność Chin to gwarant ekonomicznego rozwoju, kreowania rynków zbytu, rozbudowy infrastruktury, wielkich i ambitnych inwestycji. Chiny też były na szczycie obecne – zwróciły się do państw ASEAN z inicjatywą Pasa i Szlaku. Pekin podpisał w Kambodży kontrakty obejmujące budowę rozległej sieci dróg i mostów, w tym drogę ekspresową o wartości ponad półtora miliarda dolarów, łączącą Phnom Penh z Bavet na granicy kambodżańsko-wietnamskiej. Chiny pomogą również Kambodży w modernizacji bazy morskiej – co ciekawe, deklaracja ta padła dwa dni po tym, gdy Joe Biden wyraził zaniepokojenie chińską działalnością w kambodżańskiej bazie marynarki wojennej.

(...)

W jeszcze gorszej sytuacji finansowej znajduje się Syria, w której po ponad dziesięciu latach wojny domowej inflacja szybuje w górę (roczne stopy wzrostu cen towarów w Syrii wynoszą obecnie około 300–400%), a wartość lokalnej waluty gwałtownie spada. W wielu częściach kraju brakuje podstawowych artykułów spożywczych (w tym chleba), a 80% społeczeństwa żyje w ubóstwie. Podobnie jak w przypadku Egiptu inwestycje zagraniczne są ważnym elementem odbudowy państwa, ale – i tu kolejne podobieństwo – mało kto chce inwestować w tak niepewnej sytuacji politycznej, w dodatku w kraju rządzonym przez reżim. Stany Zjednoczone i Unia Europejska nie poczynią żadnych inwestycji, dopóki Baszar al-Asad pozostaje przy władzy. Trudno więc się dziwić, że w ubiegłym roku Damaszek dołączył do inicjatywy Pasa i Szlaku. Zresztą Chiny już wcześniej wspierały Syrię, w dodatku w czasach, gdy pandemia dobijała tamtejszą gospodarkę, a Waszyngton zwiększył nałożone na ten kraj sankcje. 

new.org.pl


Marie Luise Goldmann, "Die Welt": Stawiasz dość radykalną tezę — żadnych smartfonów dla dzieci poniżej 14. roku życia, żadnych mediów społecznościowych dla młodych ludzi poniżej 16. roku życia, żadnych smartfonów w szkole. Wiele szkół zmierza obecnie w odwrotnym kierunku.

Jonathan Haidt: Nie sądzę, by moje propozycje były czymś naprawdę radykalnym. Wyobraź sobie, że w 1990 r. zaproponowałbym, by dać dzieciom superkomputer, który będzie im przeszkadzał i odrywał od zajęć setki razy dziennie, nawet podczas lekcji. Ludzie powiedzieliby najpewniej: "jesteś szalony, dlaczego mielibyśmy to robić?". Gdyby ktoś w 1990 r. zasugerował, by wystawić dzieci na kontakt z nieznajomymi z całego świata, pozwalając im na wymianę zdjęć z obcymi czy na oglądanie pornografii — to byłaby naprawdę radykalna sugestia.

Czy był jakiś szczególny moment, w którym zdałeś sobie sprawę z tego, że sprawa jest poważna? Poważniejsza niż dotąd zakładaliśmy?

W badaniach, które prowadziłem z Gregiem Lukianoffem, przez długi czas skupialiśmy się na USA i Wielkiej Brytanii, ponieważ tamtejsze uniwersytety doświadczały tych samych problemów w tym samym czasie. W naszej książce "The Coddling of the American Mind" zajmowaliśmy się nadopiekuńczością, tj. faktem, że rozpieszczane dzieci nie zdobywają żadnego doświadczenia życiowego. Już wtedy podejrzewaliśmy, że związane jest to z mediami społecznościowymi.

Inni badacze zakwestionowali jednak nasze wnioski, stwierdzili, że nie ma dowodów na poparcie tej tezy. Szukałem więc eksperymentów i badań, które pozwolą odpowiedzieć na pytanie: co dzieje się ze zdrowiem psychicznym ludzi na całym świecie i jakie są dowody na to, że problemem są media społecznościowe? Szybko stało się dla mnie jasne, że to samo dzieje się w Kanadzie, Australii i Nowej Zelandii. Ostatnio zauważyliśmy też, że problem ten dotyka przede wszystkim ludzi w Europie Północnej.

To jak globalna pandemia. Nie jest to tylko dziwactwo amerykańskiej edukacji czy amerykańskiego rodzicielstwa. Kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że jest to zjawisko międzynarodowe, zdecydowałem, że muszę przestać pisać książkę o demokracji i napisać książkę o zdrowiu psychicznym.

Czy są kraje, w których nie widać, by wychowywanie dzieci od małego ze smartfonami wywoływało jakieś problemy?

Wychowywanie dzieci od małego z telefonami komórkowymi pociąga za sobą dwie ważne konsekwencje. Jedną z nich jest wzrost niepokoju i przypadków zachorowań na depresję — widać to w większości rozwiniętych krajów. Młodzi ludzie stają się coraz mniej szczęśliwi. Kiedyś badania pokazywały, że młodzi i starsi ludzie są z reguły najszczęśliwsi. Choć reguła ta sprawdzała się przez dziesięciolecia, obecnie należy do przeszłości. Od 2015 r. młodzi ludzie są najmniej szczęśliwą grupą w społeczeństwie. Mnożą się wśród nich problemy ze zdrowiem psychicznym. Chodzi jednak również o coś więcej — o zakłócenie procesu dojrzewania.

A czy to nie jest tak, że są to właśnie normalne objawy dojrzewania? I że po kilku latach ten najtrudniejszy okres minie?

Badania pokazują, że obecnie 10 proc. dziewcząt jest uzależnionych od mediów społecznościowych, a 10 proc. chłopców ma problemy z nadmiernym korzystaniem z gier wideo czy oglądaniem pornografii. Myślę, że efekty tego będą trwałe. Jeśli spędzasz kilka godzin dziennie na robieniu czegoś, co szybko wyzwala w tobie dopaminę, po prostu otrzymujesz stymulację, nie pracując na nią. Potencjał ludzki jest niszczony na dużą skalę. W niektórych przypadkach może to być nieodwracalne — tego po prostu nie wiemy.

onet.pl


Wołczańsk dzieli się na dwie części rzeką Wołczją. W mniejszej, północnej części miasta znajdują się osiedla bloków mieszkalnych, budynki administracyjne i obiekty przemysłowe. Południowa część to głównie sektor prywatny. Linia frontu przechodzi w północnej części miasta, gdzie Siły Zbrojne Ukrainy stopniowo wypychają Rosjan z zabudowy.

W ostatnich dniach w centrum uwagi znalazła się sytuacja w Wołczańskim Zakładzie Agregatów, położonym właściwie na brzegu rzeki. Według źródeł ukraińskich otoczono tam do 400 żołnierzy rosyjskich. Ukraińscy wojskowi piszą, że Rosjanie próbują uwolnić okrążony personel wojskowy, ale ponoszą straty i nie mogą osiągnąć swoich celów – wszystkie podejścia do strefy przemysłowej są pod ostrzałem. W tym samym czasie lotnictwo ukraińskie kontynuuje uderzenia w teren zakładu kierowanymi bombami lotniczymi.

Ze strony rosyjskiej pierwszy o okrążeniu Sił Zbrojnych Rosji w fabryce agregatów napisał 14 czerwca korespondent wojskowy Anatolij Radow, następnie usunął swój post z Telegrama. Już następnego dnia zaprzeczył swojemu pierwotnemu komunikatowi, stwierdzając, że w rzeczywistości nie doszło do okrążenia („ZSU tymczasowo zablokowały logistykę”), a wieczorem 15 czerwca problem został rozwiązany. Co prawda, ​​​​w niedzielę znowu zasugerował, że Rosjanie na terenie zakładu napotkali problemy. O „trudnej sytuacji na terenie zakładu agregatów” pisze także kanał telegramowy „Rybar” powiązany z Ministerstwem Obrony Federacji Rosyjskiej.

Według ukraińskiego DeepState, który 16 czerwca po południu podsumował dotychczasowe wyniki walk o fabrykę agregatów, Rosjanie od ponad miesiąca przebywają w strefie przemysłowej, gdzie przybyli w pierwszych dniach bitwy o Wołczańsk. Trasy do zakładu znajdują się od początku czerwca pod ogniem Sił Zbrojnych Ukrainy, a zaopatrywanie okopanych tam Rosjan wiąże się ze stratami i nie zawsze jest możliwe.

Równolegle z walkami miejskimi w Wołczańsku Rosjanie kontynuują umacnianie nowej linii obronnej po ukraińskiej stronie granicy – w odległości około 4 km od ukraińskich pozycji. Siły Zbrojne Ukrainy uderzają w sprzęt budowlany, ale sieć fortyfikacji stale rośnie.

Według ukraińskich żołnierzy walczących w obwodzie charkowskim, rosyjska ofensywa pomogła uzyskać pozwolenie na używanie zachodniej broni precyzyjnej do ataków na obszary przygraniczne na terytorium Rosji. O ile na początku rosyjskiej ofensywy polowe obozy, dowództwo i składy amunicji znajdowały się wystarczająco blisko strefy działań bojowych, co pozwalało skutecznie koordynować przebieg operacji wojskowej i szybko dostarczać niezbędne zaopatrzenie, to teraz Rosjanie zmuszeni są przenosić je dziesiątki kilometrów w głąb własnego terytorium. Co więcej, skupiska sprzętu i żołnierzy są teraz rażone także po rosyjskiej stronie granicy, co również nie pozwala Siłom Zbrojnym Rosji na gromadzenie sił w bezpośredniej bliskości strefy działań bojowych.

belsat.eu


Tego lata wiele barów w Moskwie pękało w szwach. Imprezy techno (na przykład zeszłotygodniowy festiwal Sigma), a także duże festiwale muzyczne (takie jak Outline i Signal, zaledwie kilka godzin jazdy od stolicy) gromadziły tysiące ludzi. Moskiewskie festiwale filmowe są nie mniej popularne.

Wojna już dawno zeszła na dalszy plan dla znacznej części obywateli. Wyjątkiem są ci, którzy zostali bezpośrednio wcieleni do walki — powiedział Denis Wołkow, szef niezależnej agencji sondażowej Levada Center. — Życie toczy się jak zwykle. W Moskwie widać ludzi, którzy jedzą na mieście, relaksują się, restauracje i teatry są pełne — powiedział portalowi The Moscow Times Wołkow.

W każdy weekend w stolicy odbywa się około 40 imprez w klubach nocnych — powiedział jeden z organizatorów, który poprosił o anonimowość, aby wypowiedzi na temat wojny nie wpłynęły na jego zarobki.

Choć liczba wydarzeń spadła, a imprezy odbywają się obecnie około półtora do dwóch razy rzadziej niż przed wojną, to rosyjskie życie nocne zdaje się kwitnąć. — Wielu naszych artystów wyjechało, a sporo międzynarodowych gwiazd zbojkotowało Rosję — powiedział organizator.

(...)

— Widzimy teraz, że liczba wydarzeń rośnie, ponieważ wiele osób wraca do Rosji — powiedział organizator imprez. Dodał, że brak obecności muzyków z zagranicy "pomimo niefortunnych okoliczności stworzył nowe możliwości dla rosyjskich artystów".

Wielu imprezowiczów powtórzyło jego pogląd. — Życie imprezowe zmieniło się w tym sensie, że kluby przestały zapraszać niektórych zagranicznych artystów, ale to daje naszym utalentowanym chłopakom świetną okazję do wyrażenia siebie — powiedziała Daria.

onet.pl/The Moscow Times


Zdobycie niemal wymarłego miasta, niegdyś zamieszkałego przez 12 tys. osób, nie powinno stanowić specjalnego wyzwania dla liczniejszej i lepiej uzbrojonej armii rosyjskiej. Jednak 10 tygodni później atak zatrzymał się, a wykrwawieni Rosjanie zdobyli może kilkadziesiąt budynków na przedmieściach Czasiw Jaru.

Co gorsza dla Rosjan, ukraiński kontratak na południe od Czasiw Jaru w ostatnich dniach wypchnął siły okupacyjne z wioski Kliszcziwka, jednego z południowych przyczółków sił rosyjskich, które próbują otoczyć Czasiw Jar.

Ukraińska obrona Chasiw Jaru, dowodzona przez 41. i 67. Brygadę Zmechanizowaną, 56. Brygadę Zmotoryzowaną i 5. Brygadę Szturmową, a także 241. brygadę obrony terytorialnej, przeszła najśmielsze oczekiwania. Jeszcze pod koniec maja ukraińska grupa analityczna Frontelligence Insight przewidywała, że Czasiw Jar „ostatecznie zostanie utracony na rzecz sił rosyjskich”.

Chociaż nadal może się to zdarzyć, obecne trendy nie wyglądają dobrze dla Rosjan atakujących Czasiw Jar. Ich wyczucie czasu było nietrafione.

Na początku kwietnia ukraińskim brygadom rozpaczliwie brakowało amunicji - głównie z powodu Republikanów w Kongresie USA, blokujących dalszą pomoc dla Ukrainy. - Nasza artyleria milczała - powiedział Kyiv Independent żołnierz 5. Brygady Szturmowej o imieniu Dmytro.

W tym samym czasie 67. Brygada Zmechanizowana, broniąca wówczas najbardziej wrażliwej dzielnicy Czasiw Jaru po odsłoniętej wschodniej stronie Kanału Donbas, topniała. Urzędnicy z Ministerstwa Obrony w Kijowie zidentyfikowali głębokie dysfunkcje w sztabie dowodzenia brygady, co skłoniło resort do rozformowania brygady, a następnie jej odbudowy - proces ten trwał tygodnie.

Dwa miesiące temu ukraiński garnizon w Czasiw Jarze był słaby. Jego obrona przeciwlotnicza była tak niewystarczająca, że rosyjskie odrzutowce szturmowe Su-25 mogły latać w odległości zaledwie kilku kilometrów od miasta, aby wystrzelić swoje rakiety - co byłoby praktycznie samobójstwem dla ich pilotów zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Na niebie roiło się od rosyjskich dronów FPV.

W pierwszych tygodniach walk w kwietniu, rosyjski 1. Korpus Armijny i sąsiednie jednostki posunęły się kilka kilometrów na północ i południe od Czasiw Jaru, ostatecznie zajmując Kliszcziwkę i Iwaniwske. Aby zdobyć tę ostatnią wioskę, Rosjanie zaatakowali ukraińską kompanię za pomocą dronów FPV i zabili lub ranili 80 proc. z jej 70 żołnierzy.

Ale potem wszystko się zmieniło. Pod koniec kwietnia przychylni Rosji Republikanie ustąpili i 24 kwietnia prezydent USA Joe Biden podpisał ustawę o nowej pomocy dla Ukrainy w wysokości 61 mld dol. W ciągu kilku dni ogromne partie amerykańskiej amunicji znalazły się w drodze na Ukrainę.

Wkrótce Rosjanie pogorszyli swój błąd. Zamiast wzmocnić swoje siły na wschodzie, 10 maja rozpoczęli ofensywę na północy Ukrainy. To Dzień Zwycięstwa w Rosji, rocznica podczas której Rosjanie świętują pokonanie nazistowskich Niemiec przez Związek Radziecki w II wojnie światowej.

Północne zgrupowanie sił rosyjskich natarło na ukraińskie brygady zmechanizowane. Od tego czasu północne pole bitwy stało się śmiertelną pułapką dla rosyjskiej piechoty.

Walki w Czasiw Jarze i jego okolicach trwały nadal. Ale po raz pierwszy od tygodni żadna ze stron nie miała znaczącej przewagi ogniowej. Ukraińcy mieli naturalną przewagę nad atakującymi armiami. Mogli okopać się i czekać na wzgórzu, podczas gdy Rosjanie musieli opuścić względne bezpieczeństwo własnych okopów i bunkrów i przejść przez nisko położony otwarty teren.

Las wokół kanału zapewnia pewną osłonę przed wszechobecnymi ukraińskimi dronami. Ale przekroczenie samego kanału oznacza opuszczenie lasu i przebiegnięcie przez jeden z dwóch mostów lądowych przecinających kanał.

To właśnie przy tych mostach lądowych ukraińskie drony i artyleria masakrują atakujących Rosjan. Kiedy niektórzy Rosjanie szukali schronienia w szerokich rurach wodociągowych, ukraińskie drony zrzucały granaty przez otwory w rurach.

onet.pl/Forbes

sobota, 22 czerwca 2024



Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych (MSZ) skrytykowało sprzeciw Korei Południowej i Japonii wobec rosyjsko-północnokoreańskiej umowy o partnerstwie strategicznym i bezpośrednio powiązało umowę z inicjatywą prezydenta Rosji Władimira Putina „Eurazjatycka architektura bezpieczeństwa”. 21 czerwca południowokoreańska agencja informacyjna Yonhap podała, że ​​źródła rządowe Korei Południowej poinformowały, że Korea Południowa może wysłać na Ukrainę pociski artyleryjskie kal. 155 mm i nieokreślone systemy obrony powietrznej po tym, jak 20 czerwca dyrektor bezpieczeństwa narodowego Korei Południowej Chang Ho-jin oświadczył, że Korea Południowa odpowie do porozumienia rosyjsko-północnokoreańskiego poprzez ponowne rozważenie swojej polityki uniemożliwiającej wysyłanie pomocy na Ukrainę. 21 czerwca południowokoreańskie MSZ wezwało ambasadora Rosji w Korei Południowej Georgija Zinowjewa, aby wezwać Rosję do zaprzestania współpracy wojskowej z Koreą Północną. Zinowjew oskarżył Koreę Południową o próbę „grożenia i szantażowania” Rosji oraz o to, że współpraca Rosji z Koreą Północną nie jest skierowana przeciwko żadnemu innemu krajowi oraz stwierdził, że współpraca rosyjsko-północnokoreańska pomaga wzmocnić stabilność na Półwyspie Koreańskim. Dyrektor Departamentu Trzeciego ds. Azji rosyjskiego MSZ Ludmiła Worobiowa spotkała się 21 czerwca z dyrektorem Departamentu Europy japońskiego MSZ Masashi Nakagome w związku z wprowadzeniem nowej rundy japońskich sankcji wobec Rosji. Rosyjskie MSZ stwierdziło, że japońskie sankcje stanowią „kolejny krok w kierunku całkowitego zniszczenia” stosunków rosyjsko-japońskich, które według rosyjskiego MSZ są najniższe w historii. Rosyjskie MSZ stwierdziło, że Rosja odpowie na sankcje „ostrymi i bolesnymi środkami zaradczymi”. Rosyjskie MSZ w odpowiedzi na protesty Nakagome dotyczące strategicznego partnerstwa rosyjsko-północnokoreańskiego przedstawiło inicjatywę Putina z 14 czerwca na rzecz stworzenia „nowej ogólnokontynentalnej architektury bezpieczeństwa” w Eurazji.

understandingwar.org


- Nie grozimy bronią nuklearną. Mamy doktrynę nuklearną, która mówi, że użycie takiej broni jest możliwe w przypadku zagrożenia suwerenności i integralności terytorialnej kraju, w wyjątkowych przypadkach. Nie sądzę, aby taki przypadek miał miejsce. I nie ma takiej potrzeby. Ale doktryna jest żywym instrumentem i nie wykluczamy wprowadzenia pewnych zmian. W razie potrzeby przeprowadzimy testy nuklearne, ale na razie nie ma takiej potrzeby – powiedział Putin na sesji plenarnej Międzynarodowego Petersburskiego Forum Ekonomicznego.

- Jeśli dojdzie do wymiany nuklearnej, nie daj Boże, wszyscy powinni zdać sobie sprawę, że Rosja ma system wczesnego ostrzegania przed atakami rakietowymi. Mają go również Stany Zjednoczone – mówił przywódca Rosji. I podkreślił: „Nie ma innego tak rozwiniętego systemu na świecie. Europa nie ma takiego systemu, jest mniej lub bardziej bezbronna pod tym względem”.

Putin chwalił się też rosyjską taktyczną bronią jądrową: „Jest trzy lub cztery razy potężniejsza niż bomby użyte przez Amerykanów w Hiroszimie i Nagasaki”. I znów wyraźnie pogroził Europie: „Mamy jej wielokrotnie więcej niż kontynent europejski. Nawet jeśli Amerykanie przywiozą swoją ze Stanów Zjednoczonych, Europejczycy będą musieli pomyśleć dwa razy”. - Jeśli ci, z którymi będziemy wymieniać takie uderzenia, nie będą istnieć - czy Amerykanie zaangażują się w tę wymianę uderzeń już na poziomie broni strategicznej? Bardzo w to wątpię. Nadal zakładam, że nie dojdzie do wymiany ciosów. Nie mamy potrzeby myśleć na ten temat i prosiłbym, aby nie wspominać o takich rzeczach na próżno – powiedział Putin.

strefaobrony.pl


Informacji o tej istotnej decyzji udzielił w trakcie czwartkowej konferencji prasowej rzecznik Amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, John Kirby. Zgodnie z jego słowami, USA - mając świadomość, że fakt ten odbije się na terminach dostaw dla innych krajów - musiały podjąć „trudną, ale konieczną decyzję” o spriorytetyzowaniu dostaw pocisków przeciwlotniczych dla Ukrainy. Zgodnie ze słowami Kirby'ego państwo to znajduje się obecnie w „kluczowym momencie konfliktu” i musi dysponować wystarczającą ilością pocisków, aby skutecznie odpierać kolejne rosyjskie ataki rakietowe.

Kontynuując odpowiedzi na pytania, rzecznik Rady Bezpieczeństwa dodał, że efekty „przesunięcia priorytetów” dostaw powinny być widoczne za kilka miesięcy, gdy do Ukrainy zaczną trafiać pociski prosto z linii produkcyjnych amerykańskich firm.  Warto dodać, że zgodnie z udzielonymi w trakcie konferencji informacjami, krajem którego dostawy nie zostaną opóźnione jest Republika Taiwanu.

Ogłoszona w czwartek decyzja jest częścią szerszej i trwającej od kilku miesięcy inicjatywy, która ma zaowocować istotnym i pilnym wzmocnieniem naziemnego komponentu ukraińskiej obrony powietrznej. Komponent ten, wyposażony głównie w posowieckie systemy S-300 i Buk udowodnił w pierwszych miesiącach i latach inwazji swoją wysoką skuteczność, niszcząc kilkadziesiąt rosyjskich statków powietrznych wielu typów i uniemożliwiając rosyjskim siłom powietrznym uzyskanie swobody działań nad ukraińskim niebem.

Jednocześnie jednak, wraz z kolejnymi atakami lotniczo-rakietowymi systematycznie malała ilość pocisków przeciwlotniczych pozostająca w dyspozycji ukraińskich SZ. Fakt ten pociągnął za sobą konieczność dostawy zachodnich systemów przeciwlotniczych średniego (Patriot i SAMP/T) oraz krótkiego (IRIS-T SLM, NASAMS, Aspide) zasięgu. Wykazały się one bardzo wysoką skutecznością w odpieraniu rosyjskich ataków. Sam system Patriot, chroniący między innymi Kijów, zgodnie ze słowami ukraińskich żołnierzy i polityków, wielokrotnie udowodnił, że jest „najnowocześniejszym systemem obrony powietrznej na świecie”.

Problemem ukraińskiej obrony powietrznej nie była jednak sama jakość, ale też ilość systemów obrony powietrznej. Stosunkowo nieliczne zachodnie zestawy nie były w stanie osłonić ukraińskiej infrastruktury krytycznej oraz rozwiniętych wojsk. Z tego powodu kolejne rosyjskie ataki skutkowały systematycznym niszczeniem sieci elektroenergetycznej, jak tez kolejnymi skutecznymi uderzeniami na pozycje obronne wojsk lądowych.

Obecnie ukraińskie SZ dysponują 3-4 zespołami ogniowymi systemu Patriot, przekazanymi przez Stany Zjednoczone i Niemcy. Uzupełnia je jeden, przekazany wspólnie przez Francję i Włochy, system SAMP/T będący produkowanym w Europie odpowiednikiem Patriota. W odpowiedzi na apele strony ukraińskiej, w najbliższych miesiącach do naszego wschodniego sąsiada trafić mają kolejne systemy tej klasy. Dostatecznie po jednym systemie zadeklarowały USA, Niemcy i Rumunia, z kolei Holandia rozpoczęła inicjatywę mającą zaowocować skompletowaniem z udziałem kilku krajów NATO kolejnego zestawu. Całość pakietu uzupełnia z kolei deklaracja Włoch, które zobowiązały się samodzielne przekazać zespół ogniowy SAMP/T.

Powyższe dostawy pozwolą podwoić „stan posiadania” ukraińskiej obrony powietrznej. Brakującym elementem, który zapewni im odpowiednią skuteczność jest duży zapas pocisków rakietowych i właśnie to zagwarantować ma amerykańska decyzja o przekierowaniu produkcji pocisków na potrzeby Ukrainy. 

strefaobrony.pl


Według powołującego się na dochodzenie hiszpańskich służb El Debate osobą, z którą Wawiłowa utrzymywała regularne kontakty, był Josep Lluis Alay, bliski doradca Carlesa Puigdemonta.

Ze śledztwa wynika, że to właśnie Wawiłowa zapoczątkowała relacje pomiędzy ludźmi Kremla a separatystami ze wspólnoty autonomicznej Katalonii dążącymi do oderwania tego regionu od Hiszpanii.

Alay, nazywany w Hiszpanii „prawą ręka Puigdemonta”, kontaktował się z Wawiłową m.in. w związku z tłumaczeniami jej książek na język hiszpański.

El Debate przypomina, że działająca przez lata „pod przykrywką” agentka rosyjskiej SWR zleciła najbliższemu doradcy Puigdemonta przetłumaczenie swoich trzech książek. Gazeta twierdzi, że tłumaczenie książek mogło być jedynie przykrywką dla kontaktów doradcy byłego premiera Katalonii oraz agentki rosyjskiej SWR.

Alay, jak wynika z dochodzenia „Voloh”, doskonale wiedział kim jest Wawiłowa, gdyż utrzymywał z nią relacje po tym, jak w 2010 r. została ona deportowana z USA do Rosji w ramach wymiany ujętych szpiegów. Wawiłowa i jej mąż znaleźli się bowiem w grupie 10 osób wymienionych za byłego rosyjskiego agenta Siergieja Skripala (który po latach był celem rosyjskiego zamachu w Wielkiej Brytanii z użyciem broni masowego rażenia. Zginęła wtedy postronna obywatelka Wielkiej Brytanii).

Wawiłowa vel Tracey Folley i jej mąż Andriej Biezrukow vel Donald Heathfield byli tzw. „nielegałami” (czy też „śpiochami”), rosyjskimi szpiegami udającymi Amerykanów dzięki fałszywej tożsamości. 

belsat.eu/PAP/elpais.com

20 czerwca Władimir Putin złożył oficjalną wizytę w Wietnamie, gdzie spotkał się z czołowymi politykami: prezydentem, premierem, sekretarzem generalnym rządzącej Komunistycznej Partii Wietnamu oraz przewodniczącym parlamentu. Przeprowadzono też rozmowy w rozszerzonym składzie, w których po stronie rosyjskiej uczestniczyło wielu ministrów (przemysłu, transportu, energetyki, wiceminister obrony), szefów państwowych agencji (ds. wojskowo-technicznej współpracy z zagranicą i inwestycji) oraz dyrektorzy koncernów (Rosoboroneksportu, Zarubieżniefti, Novateku, Rosatomu, banku WEB). Podpisano polityczną deklarację oraz szereg dokumentów międzyresortowych i biznesowych, w większości o charakterze niewiążących memorandów. Spółka Zarubieżnieft’ uzyskała licencję na zagospodarowanie kolejnego złoża w wietnamskiej strefie ekonomicznej na szelfie Morza Południowochińskiego (tzw. Blok 11-2).

Hanoi jest tradycyjnie bliskim partnerem politycznym Moskwy. Postsowiecką elitę rosyjską i komunistyczną elitę wietnamską łączy przede wszystkim pamięć o poparciu, jakiego ZSRR konsekwentnie udzielał Komunistycznej Partii Wietnamu w trakcie konfliktów w Indochinach w zasadzie przez cały okres od 1945 r. do drugiej połowy lat 80. (kolejno przeciwko Francji, Wietnamowi Południowemu, Stanom Zjednoczonym, Kambodży i Chinom). Szczególnie silne były więzi w dziedzinie współpracy wojskowo-technicznej. Wietnamskie siły zbrojne wyposażano niemal wyłącznie w sprzęt radziecki i rosyjski, a pewna liczba wietnamskich oficerów szkoliła się w Rosji. Po Chinach, Japonii i Korei Południowej Wietnam jest najważniejszym partnerem handlowym FR w regionie Azji Wschodniej i Azji Południowej.

Komentarz

Wizytę Putina należy interpretować jako próbę nadania nowej dynamiki w relacjach bilateralnych i powstrzymania Hanoi przed dalszym prozachodnim dryfem, który w dużym stopniu wynika z jego obaw przed rosnącą potęgą i asertywnością ChRL (z którą Wietnam toczy spór dotyczący rozgraniczenia szelfu i wysp na Morzu Południowochińskim). W ostatnich latach Moskwa – mimo ogłoszonego na początku drugiej dekady XX wieku zwrotu na Wschód – zaniedbała stosunki z Hanoi. Putin ostatni raz odwiedził Wietnam w 2017 r., jeszcze przed atakiem Rosji na Ukrainę stagnacji ulegały obroty handlowe (szczególnie na tle spektakularnego wzrostu wymiany obu partnerów z Chinami). Po rosyjskiej inwazji spadły one z ok. 7 mld dolarów w 2021 r. do poniżej 5 mld w 2022 r., a w 2023 r. wzrosły o zaledwie 8%. Nadal nie zrealizowano umowy z 2017 r. o zbudowaniu przez Rosatom w Wietnamie centrum badań jądrowych.

Spowolnienie we współpracy rosyjsko-wietnamskiej było widoczne w sferze wojskowo-technicznej. Według danych SIPRI wartość wietnamskiego importu z Rosji zmniejszała się gwałtownie mniej więcej od roku 2018, a Wietnam zaczął otwarcie deklarować wolę dywersyfikacji źródeł importu broni. Spadek ten wynikał także z braku gotowości Hanoi do łamania amerykańskich sankcji obejmujących współpracę z rosyjskim sektorem obronnym. Wietnam tymczasem zaczął aktywnie rozwijać relacje gospodarcze z Zachodem i polityczno-strategiczne – ze Stanami Zjednoczonymi.

Wizyta miała w dużym stopniu wymiar polityczno-propagandowy. Obie strony dołożyły starań, aby stworzyć wrażenie bezproblemowych stosunków i woli obu państw do pogłębiania współpracy we wszystkich sferach. Strona rosyjska wyraziła uznanie dla „wyważonego i obiektywnego” stanowiska Hanoi wobec agresji Rosji na Ukrainę, a Wietnam zadeklarował poparcie dla inicjatyw międzynarodowych Moskwy mających de facto antyzachodnie ostrze (Wielkie Partnerstwo Eurazjatyckie, budowa systemu bezpieczeństwa w Azji na zasadzie pozablokowej i niepodzielnego bezpieczeństwa, „depolityzacja” Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej, walka z „rewizjonizmem historycznym” dotyczącym II wojny światowej itd.).

Wizyta nie przyniosła (poza licencją dla Zarubieżniefti) konkretnych rezultatów w postaci umów, które mogłyby zdynamizować współpracę ekonomiczną czy wojskową (mimo obecności w rosyjskiej delegacji aż trzech oficjeli odpowiedzialnych za kwestie współpracy wojsko-technicznej). Już po odbyciu rozmów z przedstawicielami władz, na spotkaniu z wietnamskimi absolwentami radzieckich i rosyjskich uczelni, Putin przyznał, że istnieją poważne trudności we wzajemnych rozliczeniach, i ujawnił, że Hanoi odmawia obsługi samolotów pasażerskich zachodniej produkcji, z których korzystają rosyjskie linie lotnicze. Jednocześnie de facto zarzucił stronie wietnamskiej brak woli politycznej do stworzenia efektywnego mechanizmu rozliczeń. Wątpliwe jest, aby Hanoi zmieniło swoją dotychczasową ostrożną politykę wobec łamania sankcji, biorąc pod uwagę znaczenie dynamicznie rozwijających się więzi gospodarczych Wietnamu z Zachodem (36 mld dolarów inwestycji zagranicznych) i konieczność szukania amerykańskiego wsparcia w obliczu chińskiej potęgi.

osw.waw.pl