środa, 17 kwietnia 2024



W ciągu dwóch lat wojny na pełną skalę na Ukrainie Rosja spotkała się z surowymi sankcjami ze strony krajów zachodnich. Skuteczność tych sankcji jest jednak kwestionowana. Ogólnie rzecz biorąc, zarówno w Rosji, jak i na Zachodzie istnieją dwa obozy: jeden postrzega rosyjską gospodarkę jako znajdującą się na skraju załamania; drugi utrzymuje, że sankcje faktycznie wzmocniły Rosję. Jak można się było spodziewać, rosyjska propaganda i głosy sympatii na Zachodzie podchwyciły ten drugi argument. Rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana.

(...)

Z jednej strony sankcje wyraźnie ograniczają rozwój gospodarczy Rosji. Z drugiej strony – paradoksalnie – uchroniły gospodarkę przed pewnymi wstrząsami zewnętrznymi. Wzrost gospodarczy w Rosji korzysta dziś z faktu, że rosyjska gospodarka jest silnie nastawiona na mechanizmy i siły wolnorynkowe, zwiększony poziom wydatków rządowych (związanych przede wszystkim z wojną), podstawowe kompetencje czołowych decydentów gospodarczych kraju (którzy wyraźnie różnią się od najwyższej kadry wojskowej) oraz chęć Chin i Indii do importowania ogromnych ilości rosyjskich węglowodorów i w zamian zaopatrywania ich w towary i technologie, które rosyjski przemysł i konsumenci kupowali od Zachodu.

Większość głównych zagrożeń stojących dziś przed rosyjską gospodarką wynika z faktu, że cele polityczne Kremla mają pierwszeństwo przed wzrostem gospodarczym. Zatem rosyjski proces podejmowania decyzji gospodarczych jest w coraz większym stopniu podyktowany wymaganiami ogólnego wysiłku wojennego i zorganizowany wokół nich. Im dłużej tak będzie, tym gorszy będzie kac. Jednocześnie prognozy dotyczące upadku w stylu lat 90. XX w. są błędne. Kiedy nadejdzie dzień rozliczenia, z pewnością zaznamy ogromnego bólu. Jednak zwykli Rosjanie raczej nie zobaczą ponownie pustych półek sklepowych, a zaawansowane technologicznie fabryki nie będą musiały uciekać się do produkcji garnków i patelni.  

Dzieje się tak dlatego, że gospodarka Rosji różni się zasadniczo od gospodarki Związku Radzieckiego: posiada znaczne rezerwy finansowe, jest bardziej zróżnicowana i bardziej otwarta na świat. Rosja może zerwała stosunki z Zachodem, ale jej powiązania handlowe z krajami azjatyckimi stają się coraz silniejsze. Czas też ma tutaj znaczenie. O ile przemysł radziecki przez dziesięciolecia (w zasadzie począwszy od końca II wojny światowej) był podporządkowany sektorowi obronnemu, o tyle w Rosji proces ten trwa dopiero od dwóch lat. W rezultacie cofnięcie tego nie zajęłoby tak długo.

Kreml wydaje się być świadomy tego stanu rzeczy i w związku z tym wypracował egoistyczny sposób mówienia o wyzwaniu, jakie przed nim stoi. W swoim lutowym orędziu o stanie narodu prezydent Władimir Putin faktycznie obiecał zapobiegnięcie załamaniu gospodarczemu na skalę podobną do tej, jaką obserwowano pod koniec Związku Radzieckiego. 6 W przemówieniu Putin wyjaśnił, że Zachód zmusił Związek Radziecki do wyścigu zbrojeń, który pochłonął niezrównoważone 13 procent radzieckiego PKB. Upierał się, że Rosja nie pozwoli na powtórzenie tej „sztuczki”. (...)

Obecnie wydatki Rosji na obronność i bezpieczeństwo wynoszą 8 proc. PKB, co jest rekordem poradzieckim. Putin w swoim orędziu o stanie narodu nie dał żadnej wskazówki, że poziom ten zostanie w najbliższej przyszłości obniżony. Wręcz przeciwnie, zlecił urzędnikom ulepszenie sprzętu armii i marynarki wojennej. Putin mówił także o rozbudowie „potencjału naukowego, technologicznego i przemysłowego” Rosji. Oczywiście w czasie, gdy walki trwają, takie oświadczenia budzą sceptycyzm. Chociaż warto pamiętać, że obecny poziom wydatków na obronność jest znacznie niższy niż 16 procent radzieckiego PKB, które było normą pod koniec lat 80., władze prawie na pewno staną w obliczu wielu dylematów „broń kontra masło” nadchodzących latach (...).

W międzyczasie gospodarkę nękają bezprecedensowe zachodnie sankcje. Z każdym dniem Rosja pozostaje w tyle pod względem technologicznym. Z każdym dniem jej gospodarka staje się mniej konkurencyjna. I każdego dnia blok gospodarczy w dalszym ciągu radzi sobie ze szkodliwymi skutkami nowych wyzwań, łącząc w sobie przenikliwość rynkową i przyzwoite osiągnięcia w sprzątaniu bałaganu pozostawionego przez niepowodzenia w polityce zagranicznej Kremla.

(...)

Po raz pierwszy szeroko zakrojone zachodnie sankcje na Rosję nałożono po nielegalnej aneksji Krymu w 2014 r. i rozpoczęciu niewypowiedzianej wojny w Donbasie. Niemal natychmiast rosyjski system finansowy został zmuszony do przystosowania się. W pierwszej fazie wojny Rosja – kraj eksportujący kapitał – została objęta sankcjami, które były lepiej dostosowane do kraju importującego kapitał. Rosyjskie firmy i banki zostały dotknięte ograniczeniami w zakresie zadłużenia i kapitału własnego. Nastąpił impuls dedolaryzacyjny, który zmniejszył udział depozytów walutowych przedsiębiorstw z 45 proc. w 2016 r. do 25 proc. w 2022 r. oraz kredytów walutowych z 35 proc. do 15 proc. Wśród osób fizycznych depozyty walutowe spadły z 25 proc. do poniżej 10 proc.

Tendencje te utrzymały się po inwazji na pełną skalę i późniejszym usunięciu Rosji z międzynarodowego systemu płatności SWIFT. Dzięki temu poziom zadłużenia w walutach obcych nie zagraża dziś stabilności finansowej, a bank centralny posiada wystarczające rezerwy walutowe, aby sfinansować to zadłużenie. Według stanu na 1 lipca 2023 r. zadłużenie przedsiębiorstw niefinansowych wyniosło 50,6 proc. PKB, osób fizycznych 20,4 proc., a rządu 16,1 proc. Poziomy te wypadają raczej korzystnie na tle krajów G20, gdzie poziom zadłużenia jest znacznie wyższy (odpowiednio 98,5 proc., 62,6 proc. i 92,2 proc.).

Nieco paradoksalnie dedolaryzacja pomogła odizolować rosyjską gospodarkę od zewnętrznych wstrząsów finansowych. Na przykład wiosną 2023 r. inflacja w Stanach Zjednoczonych i decyzja amerykańskiej Rezerwy Federalnej o podwyżce stóp procentowych skłoniły do ​​ponownej oceny portfeli obligacji amerykańskich banków. Wywarło to presję na amerykańskie rynki akcji i przyczyniło się do bankructw kilku pożyczkodawców. Rynki rosyjskie, które do tego czasu zostały w dużej mierze odcięte od międzynarodowego systemu finansowego skoncentrowanego na USA przez sankcje, nie miały wpływu te turbulencje.

Zamrożenie 300 miliardów dolarów rezerw rosyjskiego banku centralnego na początku inwazji na pełną skalę okazało się mieć więcej skutków psychologicznych niż praktycznych. (Kreml nie chciał, aby posunięcie Zachodu pozostało bez odpowiedzi, co ostatecznie doprowadziło do wydania przez władze zakazu wycofywania płynnych aktywów z Rosji przez nierezydentów.) 10 Jak dotąd nie było potrzeby dokonywania większych wypłat z rosyjskich rezerw walutowych. W obliczu znacznych wpływów ze sprzedaży rosyjskiej ropy i gazu na rynkach światowych, płynnego kursu walutowego oraz działań mających na celu redukcję inflacji, rezerwy te pozostają dostępne na potrzeby interwencji w przypadku zagrożeń dla stabilności finansowej. Biorąc pod uwagę, że sankcje mają charakter ochronny, a system bankowy jest zdrowy, nie ma takich bezpośrednich zagrożeń. Wydaje się, że gospodarka dostosowała się do tej nowej równowagi.

Rosji udało się odbudować rezerwy banku centralnego w ciągu ostatnich dwóch lat. Wątpliwe jest zatem, czy szeroko dyskutowane przejęcie tych aktywów przez państwa zachodnie lub ich przekazanie Ukrainie w jakiś sposób zmusi Moskwę do stołu negocjacyjnego lub wycofania swoich sił z Ukrainy. Brak jedności wśród krajów zachodnich co do sposobu postępowania z zamrożonymi aktywami sugeruje, że wszelkie próby ich przejęcia mogą spowodować więcej problemów poprzez zaostrzenie podziałów politycznych na Zachodzie i wywołanie nieprzewidzianych efektów domina.

Oczywiście rosyjska gospodarka nie jest odporna na skutki sankcji G7. Pomimo 25-procentowego wzrostu w 2023 roku dochodów poza ropą i gazem, rosyjski budżet państwa stał się jeszcze bardziej zależny od eksportu energii. 12 W przypadku globalnej recesji, która obniży ceny energii lub zaostrzenia zachodnich sankcji na rosyjski sektor naftowo-gazowy, finanse państwa Rosji odczują załamanie. Jest to dobrze rozumiane na Kremlu, który dobrowolnie ograniczył wydobycie zgodnie z decyzjami porozumienia OPEC-Plus, któremu współprzewodzi z Arabią Saudyjską, i zmienił sposób naliczania opodatkowania ropy. Celem jest stabilizacja dochodów z ropy i gazu oraz uniknięcie nagłych obniżek podatków w tym sektorze.

Nie jest wcale jasne, czy zachodnie sankcje nałożone na rosyjski sektor energetyczny zadają taki cios, jaki miał na myśli zastępca sekretarza skarbu USA Wally Adeyemo, mówiąc, że mają one na celu „zmniejszenie dochodów, jakie Kreml ma na napędzanie swojej wybranej wojny.” Mimo że administracja prezydenta USA Joe Bidena celowo opracowała mechanizm ograniczenia cen ropy naftowej, aby wycofać rosyjską ropę z rynków międzynarodowych, niewygodna rzeczywistość jest taka, że ​​Moskwa zasadniczo nauczyła się omijać ograniczenia, jak powszechnie oczekiwano. Ministerstwo finansów Rosji prognozuje obecnie, że w 2024 roku przychody z ropy i gazu wzrosną do 11,5 bln rubli (124 mld dolarów), co oznacza 30-procentowy wzrost w stosunku do roku poprzedniego.

Taka prognoza może być optymistyczna, ale wydaje się realistyczna. Sankcje stworzyły roczny rynek o wartości 11 miliardów dolarów dla „szarych” przedsiębiorstw żeglugowych, które obecnie transportują 45 procent eksportu rosyjskiej ropy i produktów rafinowanych. Tymczasem całkowite przychody Rosji z eksportu osiągnęły /pewien stały/ pułap. Eksport innych niż ropa i gaz również boryka się z problemami. Nawet jeśli popyt zewnętrzny na rosyjski eksport (jakiegokolwiek rodzaju) w jakiś sposób się zmaterializuje, rosyjska gospodarka będzie miała trudności z jego zaspokojeniem, ponieważ działa blisko swoich /maksymalnych/ mocy produkcyjnych.

W miarę trwania wojny na Ukrainie wydatki państwa rosną. W latach 2022 i 2023 rząd był w stanie zarówno wydawać pieniądze na wojnę, jak i utrzymywać gospodarkę za pomocą zastrzyków budżetowych, oszczędzając w lepszych latach wystarczająco dużo, aby pokryć deficyt budżetowy. Na początku 2022 r. rosyjski fundusz na czarną godzinę, Narodowy Fundusz Bogactwa (NWF), posiadał 210 miliardów dolarów. Do stycznia 2024 r. jego rezerwy sięgały 130 miliardów dolarów, co z pewnością wystarczyło na pokrycie wydatków na rok 2024.

Ministerstwo Finansów obiecuje redukcję deficytu Rosji do zera w 2025 roku, jednak niewielu znających się na rzeczy obserwatorów pokłada dużą wiarę w takich zapowiedziach. Przecież wydatki wzrosły, a rząd zawiesił zasadę budżetową, zgodnie z którą Rosja sprzedaje walutę obcą z NWF, aby zrekompensować braki w dochodach z eksportu ropy i gazu. (I odwrotnie, NWF tradycyjnie dokonuje zakupów w przypadku nadwyżki.) W okresie swojej działalności zasada budżetowa ograniczała wydatki i zapewniała gromadzenie rezerw walutowych.

Zgodnie z rosyjskim prawem NWF ma obowiązek zrekompensować rządowi wszelkie spadki przychodów z ropy i gazu. Przy założeniu niezmienionych warunków, spadek ceny ropy o 10 dolarów za baryłkę spowodowałby, że w budżecie państwa Rosji zabrakłoby około 1,6 biliona rubli. Aby rezerwom funduszu groziło wyczerpanie, średnioroczna cena ropy musiałaby spaść poniżej 60 dolarów za baryłkę. Wszystko, co będzie mniejsze, po prostu pochłonie przychody. W każdym razie spadek przychodów można zrekompensować pożyczkami, cięciami kosztów, a nawet środkami pozyskanymi w drodze oferty publicznej na rosyjskiej giełdzie.

Konieczność wspierania wzrostu gospodarczego poprzez wydatki budżetowe w sytuacji braku reguły budżetowej skłoniła Ministerstwo Finansów do zbilansowania budżetu na 2024 rok w oparciu o prognozowaną cenę ropy na poziomie 71 dolarów. Innymi słowy, wydatki są zawyżone, ponieważ przewidziana w budżecie cena ropy jest znacznie wyższa niż wcześniej (60 dolarów). Władze wskazały jednak, że w 2025 r. konieczne będzie zacieśnienie pasa fiskalnego, co może mieć wpływ na osłabienie wzrostu gospodarczego. Powrót do starej reguły budżetowej oznacza, że ​​wydatki także ulegną ograniczeniu. Możliwe, że cięcia wydatków pomogą w ograniczeniu inflacji (choć nie jest to gwarantowane), ale będą miały też negatywny wpływ na wzrost gospodarczy.

Reorganizacja rosyjskiej gospodarki po 2022 r. w coraz większym stopniu uzależnia przepływy handlowe i inwestycje od niewielkiej grupy kluczowych partnerów. Jeszcze przed 2022 r. zachodnie sankcje zachęcały Rosję do pogłębienia uścisku z Chinami (...). W 2023 roku obroty handlowe między obydwoma krajami przekroczyły 240 miliardów dolarów, przy czym na Chiny przypadało 38 proc. rosyjskiego importu i 31 proc. rosyjskiego eksportu. Pekin ma obecnie wirtualny monopol na różne produkty eksportowane do Rosji, co oznacza, że ​​może też pobierać wyższe ceny niż dla konsumentów na innych rynkach. W 2023 roku zarówno chiński eksport samochodów, jak i eksport traktorów do Rosji wzrósł o prawie 600 proc. Udział chińskich samochodów na rynku rosyjskim w 2023 roku przekroczył 60 proc. W lutym 2022 roku marki z Chin stanowiły zaledwie 9 proc. rynku.

(...)

Liczby te odzwierciedlają ważną rolę, jaką odgrywa obecnie juan w płatnościach zewnętrznych rosyjskich firm. Jednak transakcje w dolarach i euro są nadal ważne. Chociaż zachodnie banki ograniczyły stosunki z Rosją już na początku inwazji na pełną skalę, proces ten przyspieszył po wydaniu dekretu Bidena z grudnia 2023 r. nakładającego wtórne sankcje na osoby zaangażowane w ułatwianie transakcji związanych z rosyjskim sektorem obronnym. W wyniku tej zapowiedzi rosyjskie firmy mają coraz większe problemy z transakcjami z udziałem banków tureckich i chińskich. Tymczasem rosyjskie podmioty chcące dokonywać płatności w innych walutach borykały się z trudnościami, w tym koniecznością zorganizowania systemu rachunków korespondencyjnych i infrastruktury do operacji wymiany walut (czy to za pośrednictwem giełd, czy rynku międzybankowego). Ciągłe poszukiwanie możliwych rozwiązań wzbudziło zainteresowanie walutami cyfrowymi. Chociaż jest to opcja, nad którą Rosja i jej partnerzy z BRICS pracują, aby uczynić ją wykonalną, postęp jest dość powolny.

W międzyczasie sankcje i niższe ceny energii zmniejszają nadwyżkę na rachunku bieżącym Rosji, która spadła z 4,7 mld dolarów w listopadzie 2023 r. do 600 mln dolarów w następnym miesiącu, co stanowi najniższy poziom od 2020 r. Ogólna nadwyżka na rachunku bieżącym Rosji w 2023 r. wyniosła 50,2 mld dolarów, co oznacza spadek z rekordowych 238 miliardów dolarów w 2022 r., w związku ze wzrostem światowych cen energii. Tendencja sugeruje wzrost zagregowanego popytu, czemu należy sprzyjać zaciąganie kredytów. Jednak zarówno Kreml, jak i korporacje od 2022 roku nie mogą zaciągać pożyczek z powodu zachodnich sankcji. Efektem końcowym będzie zmniejszenie nadwyżki na rachunku bieżącym w związku ze słabszym rublem i inflacją. Wysokie stopy procentowe w Rosji, które obecnie wynoszą 16 proc., są konsekwencją inflacji i choć w niewielkim stopniu wpływają na poziom popytu rządowego, znacznie ograniczają popyt konsumpcyjny.

Dotkliwe są także sankcje technologiczne. Uniemożliwiają Rosji rozwój projektów energetyki morskiej, zwłaszcza związanych z trudno dostępnymi złożami. Sankcje ograniczyły także dostęp do turbin i technologii związanych z budową nowoczesnych tankowców, pociągów LNG i samochodów oraz sieci komunikacyjnych nowej generacji. Rosja jest również coraz bardziej odcięta od światowych postępów w dziedzinie sztucznej inteligencji i obliczeń kwantowych. W rezultacie Kreml wrócił na ścieżkę najmniejszego oporu i utrzymał nadmierne uzależnienie rosyjskiej gospodarki od eksportu energii. Podsumowując, ciągłe zainteresowanie sektorem towarowym i szybka militaryzacja wydatków rządowych w dłuższej perspektywie osłabią potencjał gospodarczy kraju.

Sankcje zadały także poważny cios kapitałowi ludzkiemu Rosji. Exodus utalentowanych i wykwalifikowanych pracowników, zwłaszcza w sektorze technologii, jeszcze bardziej zaszkodził globalnej konkurencyjności Rosji. Z oficjalnych danych Ministerstwa Cyfryzacji wynika, że ​​w 2022 r. z Rosji wyemigrowało około 100 tys. specjalistów IT i do tej pory nie wróciło. W sumie z powodu wojny Rosję opuściło około pół miliona ludzi.

Rosja także odcina się od międzynarodowego mainstreamu. Przed wojną kraj aktywnie uczestniczył w międzynarodowym życiu akademickim i był licznie reprezentowany na konferencjach międzynarodowych. Powszechnym zjawiskiem było uczestnictwo w czasopismach naukowych, wymianach naukowych i studenckich oraz programach podwójnego stopnia. Od 2022 r. taka współpraca instytucjonalna ustała jednak niemal całkowicie, a setki naukowców uciekło za granicę. Obecnie aktywnie odradza się nawet współpracę z zagranicznymi badaczami z Rosji. Rosyjskie podręczniki są przepisywane tak, aby odzwierciedlały program ideologiczny rządu. Spada liczba nauczania języka angielskiego i nauczania w tym języku. Koszty tych niepowodzeń będą coraz bardziej widoczne w nadchodzących latach.

Doszło do paradoksalnej sytuacji: gospodarka Rosji jest obecnie stabilna zarówno pomimo, jak i w wyniku zachodnich sankcji. Jak dotąd Kreml znalazł sposób na utrzymanie dostępu do importu zaawansowanych chipów i półprzewodników, kluczowych dla wojska, przez kraje trzecie. Z powodzeniem przestawiła się także na sprzedaż ropy do Azji, aby zastąpić utratę tradycyjnych rynków w Europie i poza nią.

Ale ta ciężko wywalczona stabilność nie jest wieczna. W najlepszym przypadku obecny układ prawdopodobnie zacznie się rozpadać w ciągu osiemnastu miesięcy w związku z rosnącymi brakami równowagi i możliwymi problemami społecznymi. Putin stanie przed zwiększoną presją wynikającą z trylematu politycznego wynikającego z wyzwania w zakresie dalszego finansowania wojny, utrzymania poziomu życia (lub przynajmniej spowolnienia jego stopniowego obniżania) i zagwarantowania stabilności makroekonomicznej.

Rząd planuje obecnie cięcia wydatków na cele wojskowe w 2025 r., choć docelowy poziom wydatków nadal będzie przekraczał poziom przedwojenny. Oczywiście cel ten mógł jeszcze zostać zmieniony w związku z rozwojem sytuacji na polu bitwy. W każdym razie Kreml pokazał, że zamierza przedkładać wydatki na obronę i bezpieczeństwo ponad potrzeby społeczne.

Preferencja ta stwarza kilka problemów. Wydatki na obronę są generalnie bezproduktywne. Co więcej, nie jest jasne, co się stanie, gdy wojna ostatecznie się zakończy. Na razie zawyżone pensje członków służby wojskowej i pracowników sektora obronnego powodują wzrost wynagrodzeń w całym sektorze. Ci, których dochody wzrosły podczas wojny, wydali więcej, zwiększając popyt i zachęcając do zaciągania kredytów, zarówno konsumenckich, jak i hipotecznych. Po wojnie dochody te prawdopodobnie spadną, co wpłynie na zdolność pracowników do spłaty pożyczek. Zwiększa to ryzyko niezadowolenia społecznego: nikt nie będzie zadowolony z obniżki wynagrodzeń. A firmy nie będą w stanie płacić im na wyższym poziomie bez odpowiedniego wzrostu wydajności pracy.

Podobna dynamika dotyczy osób wykonujących prace cywilne związane z wysiłkiem wojennym, które również skorzystały z rosnących wynagrodzeń. Na przykład spawacz pracujący w okupowanym Doniecku może zarabiać do 350.000 rubli miesięcznie, czyli czterokrotnie więcej niż średnia w Rosji. Obniżanie płac i ograniczanie wydatków na wojsko byłoby w każdych okolicznościach obciążone politycznie, ale okaże się to szczególnie trudne teraz, gdy społeczeństwo przyzwyczaiło się do zarabiania i wydawania więcej.

System emerytalny zwiększy presję. Putin przechwala się „nowymi” obywatelami Rosji: mieszkańcami okupowanego terytorium Ukrainy, którzy otrzymali rosyjskie paszporty. Zapomina jednak wspomnieć, że są to przeważnie emeryci lub rodziny niepełne z dziećmi, które utrzymują się ze świadczeń. W czterech „nowych regionach” nielegalnie zaanektowanych przez Rosję pod koniec 2022 r. żyje około 700 000 emerytów, którzy otrzymują średnio około 19.000 rubli (około 200 dolarów) miesięcznie. To mniej niż średnia w Rosji, ale więcej niż średnia na przykład na Północnym Kaukazie. Wszystkie te nowe świadczenia emerytalne podlegają corocznej indeksacji.

Kreml ma narzędzia, które pomogą zapewnić gospodarce miękkie lądowanie. Dwucyfrowe stopy procentowe i cel utrzymania inflacji na poziomie około 4 proc. pozostawiają znaczne pole do obniżek stóp procentowych, które ożywiłyby popyt konsumencki. Płatności rządowe na rzecz żołnierzy i osób związanych z sektorem obronnym można stopniowo ograniczać. Po wojnie rosyjskie zapasy broni będą musiały zostać uzupełnione, co zwiększy zatrudnienie. Z biegiem czasu inflacja zrównoważy wysokie płace, a możliwości inwestycji osobistych będą się zmniejszać (np. likwidacja ogromnych programów dopłat do kredytów hipotecznych i brak dostępu do zagranicznych giełd).

Najbardziej prawdopodobny wynik jest taki, że rozdęty sektor publiczny Rosji z czasów wojny zablokuje jakąkolwiek redukcję zatrudnienia, ale wysokie stopy procentowe obniżą inflację. W gospodarce podporządkowanej imperatywom politycznym niewiele jest zachęt do zrównoważonego rozwoju. Wcześniej czy później zaszkodzi to dobru zwykłych Rosjan. Innymi słowy, tymczasowe rozwiązania i spadek poziomu życia spotęgują polityczne i gospodarcze problemy, przed którymi stoi Kreml. Biorąc jednak pod uwagę istniejące marginesy bezpieczeństwa i charakter zachodnich sankcji, może minąć wiele lat, zanim Rosja osiągnie kres swojej zdolności do radzenia sobie z takimi wyzwaniami.

carnegieendowment.org

wtorek, 16 kwietnia 2024



Rząd Izraela deklaruje konieczność zbrojnej odpowiedzi na atak Iranu, ale jej zakres i cele mogą mieć ograniczony charakter. Izrael musi uwzględnić w swoich kalkulacjach konieczność uwiarygodnienia odstraszania Iranu i Osi Oporu, trwającą operację lądową w Strefie Gazy oraz niechęć USA i państw arabskich do dalszej eskalacji. Czynniki te wraz z dużym dystansem od Iranu (ok. 2 tys. km) mogą ograniczać dostępne opcje uderzeń na cele w tym państwie. Wykorzystanie możliwości uderzeń na rozbudowany arsenał rakietowy Hezbollahu mogłoby skutkować z kolei regularną wojną na odcinku północnym, trudną do prowadzenia bez skierowania tam znacznych sił lądowych. Bardziej prawdopodobne jest nasilenie dotychczasowej strategii Izraela – uderzenia na cele irańskie w Syrii, ataki cybernetyczne czy operacje specjalne w Iranie. Iran próbuje zniechęcić Izrael do takich działań i sugeruje gotowość zakończenia eskalacji. Zapowiedział jednocześnie intensywny odwet rakietowy w razie nalotów Izraela na swoje terytorium, a względy wiarygodnego odstraszania i wizerunkowo-prestiżowe mogą skutkować niekontrolowaną eskalacją obecnego kryzysu do poziomu wojny regionalnej.

pism.pl


W poniedziałek odbyło się pierwsze postępowanie karne, w którym Donald Trump uczestniczy jako oskarżony. Jak donosi stacja CNN, Trump przysypiał w trakcie swojego procesu.

- Wyglądało na to, że Trump śpi. Głowa mu opadała… Nie zwracał uwagi na notatkę przekazywaną mu przez prawnika. Jego szczęka wciąż opadała na klatkę piersiową, a usta wciąż się rozluźniały - relacjonowała amerykańska dziennikarka.

Przed formalnym rozpoczęciem procesu, Donald Trump pojawił się w budynku sądu na Manhattanie. Zanim jednak dotarł na miejsce, były prezydent opublikował serię wpisów na swoich profilach w mediach społecznościowych, w których wyrażał swoje niezadowolenie z procesu, nazywając go "ukartowanym".

Trump, który niejednokrotnie wyrażał swoje zdanie na temat procesu, zapowiedział również, że będzie "walczył o wolność 325 milionów Amerykanów" w sądzie. Te same zarzuty powtórzył na miejscu, przed zgromadzonymi dziennikarzami.

- To jest polityczne prześladowanie. To atak na Amerykę. Dlatego jestem dumny, że tutaj jestem - oświadczył Trump, dodając, że prezydent Biden jest "bardzo mocno" zamieszany w sprawę przeciwko niemu. Były prezydent wyraził również swoje niezadowolenie z "niekonstytucyjnego" zakazu wypowiedzi na temat sędziego i jego rodziny oraz świadków w sprawie. Zakaz ten został nałożony po serii jego wypowiedzi wymierzonych w te osoby. Prawnicy Trumpa złożyli wniosek o wycofanie się sędziego Juana Merchana z procesu, ale został on natychmiast odrzucony.

Proces, który nie ma precedensu w historii Stanów Zjednoczonych, dotyczy 34 zarzutów, które zostały wniesione w ubiegłym roku przez nowojorskiego prokuratora okręgowego Alvina Bragga. Prokuratura twierdzi, że Trump fałszywie sklasyfikował wydatki poniesione podczas kampanii wyborczej 2016 roku na zapłatę za milczenie Stormy Daniels jako zapłatę za usługi prawne. Daniels otrzymała 130 tysięcy dolarów tuż przed wyborami za pośrednictwem ówczesnego prawnika Trumpa, Michaela Cohena.

Proces jest pierwszym w historii procesem karnym przeciwko byłemu prezydentowi USA. Rozpoczyna się od wyboru 18 ławników (12 podstawowych i 6 zastępców) spośród ponad 500 wezwanych przez sąd mieszkańców Nowego Jorku. Sędzia prowadzący sprawę, Juan Merchan, zada im serię pytań mających na celu ustalenie, czy mogą być bezstronnymi ławnikami. Pytania dotyczą m.in. przynależności do organizacji, uczestnictwa w demonstracjach czy pracy w firmach Trumpa.

wp.pl


Siły rosyjskie wznowiły natarcie na północ od Awdijiwki, wychodząc na obrzeża miejscowości Nowokałynowe i oskrzydlając ją od wschodu, a także podchodząc pod Oczeretyne, stanowiące jeden z węzłowych punktów nowej linii ukraińskiej obrony. Mają się znajdować około jednego kilometra od drugiej z wymienionych miejscowości. Postępując w kierunku Oczeretynego, jednostki agresora wyszły na flankę sił ukraińskich we wsi Berdyczi, której północna część wciąż pozostaje pod kontrolą obrońców. Rosjanie przesunęli się również na zachód od Awdijiwki, wypierając siły ukraińskie z ostatnich pozycji w miejscowości Perwomajśke, o którą walki trwały od lata 2022 r., oraz ze środkowej części Semeniwki na zachodnim brzegu rzeczki Durna. Do nieznacznych zmian na korzyść agresora doszło też w południowej części Krasnohoriwki i na południe od Wełykiej Nowosiłki. Do intensyfikacji walk, choć bez znaczących zmian pozycji obu stron, doszło w Robotynem na południe od Orichiwa.

Wbrew informacjom przekazywanym przez lokalne źródła ukraińskie dowództwo w Kijowie zaprzeczyło oddaniu kontroli nad Bohdaniwką i rozpoczęciu walk we wschodniej części Czasiw Jaru (w Mikrorejonie Kanał).

11 kwietnia Rosjanie przeprowadzili kolejne zmasowane uderzenie powietrzne przeciwko ukraińskiej energetyce, którego główny rezultatem było zniszczenie podkijowskiej Trypolskiej Elektrowni Cieplnej. Poważnie uszkodzone zostały ponadto dwie charkowskie elektrociepłownie (TEC-2 i TEC-3) oraz podstacje wysokiego napięcia w obwodach lwowskim, odeskim i zaporoskim. Po raz kolejny w ostatnich tygodniach doszło do trafienia w podziemny magazyn gazu koło Stryja w obwodzie lwowskim (o skutkach tych uderzeń strona ukraińska nie informuje). Do uszkodzenia obiektów w rejonach przemysłowych doszło w Mikołajowie i Sełydowem w obwodzie donieckim. Agresor miał wykorzystać łącznie 46 rakiet (w tym hipersoniczne Kindżał) i 40 dronów, z których obrońcy deklarowali zestrzelenie odpowiednio 18 i od 37 do 39. Ponadto po południu tego dnia rosyjskie bomby kierowane uderzyły w elektrociepłownię w Sumach.

Trypolska Elektrownia Cieplna – jeden z największych tego typu na Ukrainie – zaopatrywała w energię ukraińską stolicę wraz z obwodem oraz obwody czerkaski i żytomierski. Jej właściciel – Centrenerho – poinformował o utracie 100% posiadanych mocy produkcyjnych. W marcu rosyjski atak zniszczył należącą do koncernu elektrownię Żmijowską w obwodzie charkowskim, a jeszcze w lipcu 2022 r. wojska agresora zajęły elektrownię Wuhłehirśką w obwodzie donieckim.

Według źródeł ukraińskich zniszczenie Trypolskiej Elektrowni Cieplnej było możliwe ze względu na wykorzystanie przez Rosjan nowego typu rakiet – Ch-69, będących wersją rozwojową kierowanych pocisków lotniczych Ch-59 o dużo większym zasięgu (do 400 km) i możliwości przemieszczania się na pułapach poniżej pola obserwacji radarów (do 20 m). Za szczególnie groźną w przypadku nowego typu rakiety strona ukraińska uznała jednak możliwość przenoszenia jej przez lotnictwo taktyczne, którego starty nie są uwzględniane w systemie wczesnego ostrzegania (informuje on o podniesieniu w powietrze bombowców strategicznych i przenoszących pociski Kindżał ciężkich myśliwców przechwytujących MiG-31).

Siły rosyjskie kontynuowały ataki na bezpośrednie zaplecze sił ukraińskich, a także punktowe uderzenia na obiekty infrastruktury energetycznej i przemysłowej. Stałym celem rosyjskich rakiet i dronów pozostawał Charków (od początku miesiąca miasto nie było atakowane jedynie 15 kwietnia), zmniejszyła się natomiast liczba uderzeń w Zaporoże (12 kwietnia ponownie zaatakowane zostały zakłady Motor Sicz). Obiekty infrastruktury energetycznej atakowane były w obwodach: chersońskim (12 kwietnia), dniepropetrowskim (12 i 15 kwietnia), mikołajowskim (10 i 12 kwietnia) oraz odeskim (10 i 14 kwietnia). O rosyjskich atakach donoszono również z obwodu chmielnickiego (12 i 16 kwietnia) oraz z Kropywnyckiego i Połtawy (w obu przypadkach 15 kwietnia). Ponadto 10 kwietnia zniszczony został most w Ołeksandriwce na południe od Odessy. Łącznie od wieczora 9 kwietnia do rana 16 kwietnia agresor miał wykorzystać 99 rakiet i 93 drony kamikadze Shahed-136/131 (13 i 15 kwietnia nie odnotowano ataków „szahedów”). Obrońcy deklarowali zestrzelenie 23 rakiet i od 86 do 88 bezzałogowców.

13 kwietnia ukraińskie rakiety uderzyły w Ługańskie Zakłady Budowy Maszyn, gdzie uszkodzono jeden z budynków. Według Kijowa trafione zostało stanowisko dowodzenia rosyjskiego zgrupowania „Centrum”. Zależnie od źródeł Ukraińcy mieli wykorzystać dwa lub trzy pociski manewrujące Storm Shadow/SCALP. 10 kwietnia ukraińskie drony przeprowadziły kolejny atak na rafinerię Nowoszachtyńską w obwodzie rostowskim (poprzednio atakowana była w marcu). Na terenie zakładu upadł jeden z czterech użytych dronów, lecz nie spowodował znaczących szkód. Potwierdzono także, że w rezultacie przeprowadzonego przez Ukraińców dzień wcześniej ataku na zakłady lotnicze w Borisoglebsku zawalił się dach jednego z budynków.

15 kwietnia premier Petr Fiala poinformował, że Czechy zawarły kontrakt na pierwsze 180 tys. pocisków artyleryjskich dla Ukrainy, lecz nie ujawnił szczegółów. 6 tys. nabojów kalibru 155 mm znalazło się w nowym pakiecie wsparcia wojskowego ogłoszonym 10 kwietnia przez Berlin.

Niemcy planują przekazanie Ukrainie trzeciej baterii systemu Patriot, o czym resort obrony w Berlinie powiadomił 13 kwietnia. Z kolei 9 kwietnia Departament Stanu USA wydał zgodę na usługi serwisowe i sprzedaż części zamiennych do systemów Hawk o łącznej wartości 138 mln dolarów. Waszyngton miał się też zgodzić na przekazanie Ukrainie przez Norwegię 22 myśliwców F-16, wraz z zapasowymi silnikami, częściami zamiennymi i trenażerami. Część maszyn nie nadaje się do lotu i byłaby potraktowana jako dodatkowe źródło części zamiennych. Prawdopodobnie sprawnych pozostało nie więcej niż 12 maszyn, które w grudniu 2021 r. Norwegia miała odsprzedać USA.

Koalicja dronów zapowiada nowe bezzałogowce dla armii ukraińskiej. 15 kwietnia odbyło się posiedzenie grupy kierowniczej koalicji, w trakcie którego Kanada zobowiązała się do przekazania Ukrainie 450 dronów wielozadaniowych SkyRanger (dostawy mają rozpocząć się latem br.), a Niemcy – kolejnej partii bezzałogowców rozpoznawczych Vector 211. Holandia we współpracy z Danią i Niemcami potwierdziła zamiar zakontraktowania dronów RQ-35 Heidrun o wartości 200 mln euro. 3 mln euro na produkcję dronów FPV dla Ukrainy ma przekazać Litwa. 16 BSP Vector i 30 Heidrun znalazło się również w nowym niemieckim pakiecie wsparcia wojskowego.

osw.waw.pl


Obszerny artykuł na temat relacji Bacha z rosyjskimi władzami opublikował portal sport-express.ru. "Szef MKOl Thomas Bach zamienił się w Rosji w czarny charakter i wroga kraju. Na najwyższym poziomie niemiecki funkcjonariusz jest oskarżany o dwulicowość i zdradę ideałów olimpijskich, a także nazywany dyrygentem antyrosyjskiej kampanii w sporcie" - czytamy.

To oczywiście propagandowe opinie, które królują w kraju rządzonym przez Władimira Putina. Trudno oczekiwać, żeby o ideałach olimpijskich rozprawiano w kraju, który był "bohaterem" gigantycznego skandalu związanego ze stosowaniem środków dopingujących oraz, który chce organizować własne tzw. Igrzyska Przyjaźni w kontrze do igrzysk olimpijskich. 

Skąd takie podejście? Wszystko przez warunki, jakie MKOl postawił przed rosyjskimi sportowcami, aby mogli wziąć udział w igrzyskach. Muszą oni ubiegać się o status neutralny. Nie będą mogli też eksponować rosyjskiej flagi i nie usłyszą swojego hymnu. Rosja nie będzie też uwzględniania w klasyfikacji medalowej. Poza tym do rywalizacji nie przystąpią sportowcy związani z wojskiem i służbami, a więc trenujący w klubach CSKA i Dynamo Moskwa.

- Indywidualni sportowcy nie mogą ponosić odpowiedzialności za działania swoich rządów. To tylko jeden z 28 konfliktów zbrojnych, które trwają na świecie, inni sportowcy pokojowo ze sobą rywalizują - powiedział Bach, cytowany przez BBC o dopuszczeniu sportowców z Rosji i Białorusi do igrzysk w Paryżu.

Działalność Bacha skrytykował publicznie sam Putin, ten sam który jako pierwszy składał mu gratulacje zaraz po wyborze na szefa MKOl-u. - Dzięki niektórym liderom współczesnego Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego dowiedzieliśmy się, że zaproszenie na igrzyska nie jest bezwarunkowym prawem najlepszych sportowców, ale pewnym przywilejem. I można go zdobyć nie na podstawie wyników sportowych, ale przez jakieś gesty polityczne. I że same igrzyska mogą być wykorzystywane jako narzędzie nacisku politycznego na ludzi, którzy nie są politycznie zaangażowani jako prymitywna i w rzeczywistości rasistowska, dyskryminacja etniczna - grzmiał pod koniec zeszłego roku.

sport.pl


Na tle trwającego od dekad strategicznego konfliktu irańsko-izraelskiego obecny atak ze strony Iranu należy uznać za bezprecedensowy. Po raz pierwszy państwo to uderzyło na terytorium Izraela otwarcie, a nie przez regionalnych sojuszników, i użyło do tego tak licznych środków napadu. Fakt, że przygotowania do ostrzału zostały przez Teheran nagłośnione, a po jego przeprowadzeniu tamtejsze władze manifestacyjnie ogłosiły zakończenie operacji, wskazuje jednak na polityczny, symboliczny i jednorazowy charakter tego działania. Miało ono, jak się wydaje, przede wszystkim uspokoić „jastrzębie” w Iranie, odbudować autorytet wśród irańskich sojuszników i szerzej – w świecie islamu – oraz wysłać sygnał ostrzegawczy Izraelowi i Stanom Zjednoczonym. Jakkolwiek strategicznym celem Teheranu pozostaje osłabienie Izraela, bezpośrednia konfrontacja z tym państwem, wspieranym przez USA, mogłaby mu przynieść katastrofalne skutki. Z jego perspektywy zdecydowanie bezpieczniejsze wydaje się wyczekiwanie na błędy i wyczerpanie Izraela w związku z uwikłaniem w konflikt w Gazie oraz narastającymi kryzysami wewnętrznymi.

Spektakularna skuteczność obrony powietrznej Izraela i państw go wspierających została okupiona znacznym zużyciem środków bojowych i nie dałoby się jej utrzymać w warunkach przedłużającego się uderzenia o podobnej skali (na co irańskie zasoby pozwalają). Ataki nie były też skoncentrowane na jednym punkcie – rozpraszanie uderzeń od północnych wzgórz Golan aż po pustynię Negew nie tylko ułatwiło obronę, lecz także świadczy o tym, że Teheranowi nie zależało na efekcie głównie militarnym. Ewentualna dalsza eskalacja konfliktu stanowiłaby pod tym względem problem również dla walczącej Ukrainy, a to z uwagi na potencjalną konkurencję o – i tak już ograniczone – zasoby pocisków obrony powietrznej będące w posiadaniu USA i państw zachodnich.

Paradoksalnie irański ostrzał jest dla władz w Jerozolimie korzystny, gdyż – poza zademonstrowaniem skuteczności obrony powietrznej – ustawił Izrael w centrum zmontowanej przez Stany Zjednoczone międzynarodowej koalicji oraz zapewnił mu jednoznaczne poparcie krajów zachodnich. Dał mu też – jako stronie zaatakowanej – prawo do określenia odpowiedzi. Wreszcie – odwrócił uwagę świata od coraz bardziej problematycznej (politycznie i wizerunkowo) izraelskiej operacji w Strefie Gazy oraz sytuacji na Zachodnim Brzegu, gdzie żydowscy osadnicy pod ochroną tamtejszej armii masowo stosują przemoc wobec ludności palestyńskiej. Atak ze strony Teheranu pozwolił zatem Izraelowi zatrzymać postępującą izolację oraz ustawił debatę o regionie w korzystny dla tego państwa sposób, tzn. skoncentrował ją na zagrożeniu irańskim.

Jednocześnie jednak w scenariuszu, w którym konfrontacja w jej obecnej fazie miałaby zakończyć się na powstrzymaniu irańskiego ostrzału, tzn. jeśli Izrael – podążając za apelami m.in. USA, Wielkiej Brytanii czy Francji – miałby powstrzymać się od odpowiedzi militarnej, uzyskane korzyści polityczne mogłyby okazać się krótkotrwałe. Podnosi to prawdopodobieństwo izraelskiego ataku odwetowego. Należy spodziewać się, że planując go i przeprowadzając, Izrael będzie próbował pogodzić kilka celów. Po pierwsze utrzymać i wzmocnić koalicję, która odparła irańskie uderzenie. Po drugie unikać zbyt daleko idących działań jednostronnych (żeby nie popaść w izolację i nie narazić się na potępienie za zaostrzanie napięć). Po trzecie nie dopuścić przy tym do tego, aby ryzyko bezpośredniej konfrontacji izraelsko-irańskiej spadło z agendy międzynarodowej. To ostatnie zaś wymagać może stawiania sojuszników przed faktami dokonanymi, w tym w postaci punktowych eskalacji niekoordynowanych ze Stanami Zjednoczonymi bądź notyfikowanych Waszyngtonowi w ostatniej chwili.

osw.waw.pl


Obecnie już wiadomo, że Iran przekazał USA informację o planowanym ataku, w tym o czasie i sposobie jego przeprowadzenia, a także, że będzie on miał charakter ograniczony, jako odpowiedź na zbombardowanie konsulatu irańskiego w Damaszku, ale bez planu doprowadzenia do dalszej eskalacji. W środę 10 kwietnia irańskie MSZ przekazało informację o planowanym ataku przedstawicielom dyplomatycznym Iraku, Jordanii i Turcji. Poinformował o tym szef irańskiej dyplomacji, a tureckie MSZ potwierdziło, że przekazało wiadomość Amerykanom, tak by uniknąć dalszych komplikacji.

(...)

To, że ani Iran, ani USA nie chcą eskalacji oraz bezpośredniego konfliktu zbrojnego jest oczywiste i potwierdza to wiele faktów. Obie strony utrzymują też otwarte linie komunikacyjne, co pozwala na uruchamianie procedur deeskalacyjnych w przypadku przekroczenia czerwonej linii. Taka sytuacja miała miejsce po zabiciu gen. Sulejmaniego, gdy Iran musiał odpowiedzieć, ale tak by nie zmusić Trumpa do eskalacji. Gdyby jednak Trump jej chciał to nie zlekceważyłby ataku na bazę al-Asad w Iraku, która zresztą nie była taka niegroźna (później okazało się, że wstrząsy mózgu oraz inne obrażenia psychiczne żołnierzy USA były znacznie poważniejsze niż początkowo podawano), lecz wykorzystałby to jako pretekst do uderzenia na Iran.

Iran nie miał natomiast zamiaru zabijać żołnierzy USA, bo tego nie potrzebował i nie chciał płacić ceny za to. Atak na bazę al-Asad był wystarczający by wyjść z twarzą, pokazać zdolności swoich rakiet oraz zrobić propagandowy teatr. Deeskalacją, po zapłaceniu daniny krwi (jakkolwiek cyniczne by to nie było), skończył się też incydent związany z błędem popełnionym przez iracką milicję szyicką Kataib Hezbollah, czyli jej atak na bazę Tower22, w której zginęło 3 żołnierzy USA. Ponieważ Kataib Hezbollah jest za bardzo umocowane w strukturach sił bezpieczeństwa Iraku (a przecież Irak jest partnerem USA) więc trzeba było znaleźć „chłopca do bicia”. Wypadło na afgańskich proxy Iranu w Syrii, czyli Liwa al Fatimijun i paru jej dowódców musiało oddać życie dla deeskalacji. Iran dorzucił jeszcze, w ramach zapłaty, wstrzymanie ataków Islamskiego Oporu w Iraku na bazy USA.

(...)

Tyle, że gdy Izrael postanowił uderzyć na irański konsulat w Damaszku to syryjska obrona przeciwlotnicza znów nie zadziałała. Wkrótce potem pojawiła się dość zaskakująca wypowiedź gen. Jahji Safawiego, doradcy ds. wojskowych Najwyższego Przywódcy i b. dowódcy Sepah, że Rosja jest beneficjentem eskalacji na Bliskim Wschodzie, gdyż odciąga to siły i środki USA z Ukrainy. Jest to oczywiste i oczywistym jest również to, że jest to oczywiste dla Iranu, ale zaskakujące jest to, że Iran przestał udawać, że tak nie jest i że problemu nie ma. Ponadto, już po ataku na konsulat w Damaszku, irański dziennik Dżomhuri Eslami zaatakował Rosję wskazując, że blokuje ona aktywizację obrony przeciwlotniczej w Syrii w czasie izraelskich ataków na cele irańskie.

Iran najwyraźniej dostrzegł w końcu swój błąd jednak nie chodzi tu wyłącznie o to, że Rosja nie chce wesprzeć Iranu ze względu na równowagę sił. Można przypuszczać, że Rosja była zainteresowana tym by Izrael uderzył w konsulat irański, gdyż wiedziała, że Iran znajdzie się wtedy w pułapce: będzie musiał odpowiedzieć, mimo że nie będzie tego chciał. Moskwa wiedziała też, że zaangażuje to USA, a każdy błąd może doprowadzić do eskalacji, której będzie beneficjentką. Wydaje się, że właśnie w tym kontekście należy odczytywać słowa gen. Safawiego, tzn., że Iran ma świadomość, że Rosja chciała tego kryzysu. Ciekawe jest też to, że ani Rosja, ani Chiny nie przedstawiły rezolucji Rady Bezpieczeństwa potępiającej Izrael za jego atak, podczas gdy Iran prawdopodobnie odstąpiłby od odpowiedzi, gdyby taka rezolucja została przyjęta, a USA zagwarantowałyby, że jego bezczynność, skrywana pod pojęciem „strategicznej cierpliwości”, nie zachęci Izraela do kolejnego ataku. Warto dodać, że USA nie były uprzedzone o ataku w Damaszku i nie były zadowolone z faktu, że do niego doszło.

(...)

Strategicznym celem Iranu nie jest zniszczenie Izraela, ale zapewnienie bezpieczeństwa Islamskiej Republiki i uzyskanie statusu regionalnego mocarstwa. Zniszczenie Izraela to całkowita abstrakcja, podobnie jak użycie broni nuklearnej w tym celu (byłoby to samobójstwo Iranu). Iran chce zmusić USA do negocjacji, wskazując, że bez dogadania się z nim nie da się ustabilizować regionu. Dotyczy to m.in. kryzysu politycznego i gospodarczego w Libanie (którego rozwiązanie blokowane jest przez Hezbollah) i sytuacji na Morzu Czerwonym. Póki co polityka „maksymalnej presji” wobec Iranu nie przyniosła pożądanych efektów, podobnie jak uderzenia karne na proxy irańskich. Być może więc czas na dyplomację by uniknąć scenariusza, z którego cieszyć się mogą tylko ekstremiści oraz Rosja i Chiny.

defence24.pl

poniedziałek, 15 kwietnia 2024



Kreml opublikował fragmenty rozmowy przywódców Rosji i Białorusi – Władimira Putina i Alaksandra Łukaszenki – z 11 kwietnia w Moskwie. Dotyczyły one kwestii ewentualnych negocjacji, które miałyby doprowadzić do „pokojowego” uregulowania konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Putin podkreślił, że Rosja zawsze była i nadal jest na to gotowa, „tylko nie w formacie narzucania nam jakichś ram, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością”. Lekceważąco odniósł się przy tym do organizowanej przez Szwajcarię konferencji promującej ukraińskie propozycje pokojowe, zwracając uwagę, że Rosja nie została na nią zaproszona.

Łukaszenka zapowiedział gotowość współpracy w doprowadzeniu do rozmów i zasugerował przyjęcie za ich podstawę projektu porozumienia, który negocjowały delegacje Rosji i Ukrainy pod koniec marca 2022 r. w Stambule. Putin zgodził się z tym, zaś jego rzecznik Dmitrij Pieskow potwierdził, że Kreml „nie wyklucza” uznania dokumentu stambulskiego za podstawę negocjacji, choć zastrzegł konieczność uwzględnienia zmian wynikających m.in. z formalnej aneksji przez FR czterech ukraińskich obwodów. Z kolei minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow wyjaśnił, że Moskwie nie chodzi o przyjęcie za podstawę do rozmów konkretnego dokumentu, opartego na odmiennych realiach, lecz o zawarte w nim zasady, „na jakich należy prowadzić dialog”.

Komentarz

Powyższe deklaracje Putina to najmocniejszy jak dotąd sygnał, że w opinii Kremla nastał odpowiedni moment do otwarcia negocjacji, które pozwoliłyby na obniżenie kosztów osiągnięcia rosyjskich celów politycznych wobec Ukrainy. O tym, że podstawą pertraktacji mogłyby być rezultaty rozmów stambulskich z 2022 r., powiedział 3 kwietnia minister obrony Siergiej Szojgu w rozmowie telefonicznej ze swoim francuskim odpowiednikiem Sébastienem Lecornu. Sygnalizowanie przez Kreml gotowości do negocjacji nie świadczy o zmęczeniu czy wyczerpaniu wojną ani o gotowości do zawarcia realnego kompromisu i rezygnacji z maksymalnych celów wobec Ukrainy. Wręcz odwrotnie, Moskwa najwyraźniej uważa, że osiągnęła wystarczającą przewagę w sferze psychologiczno-politycznej. Składają się na nią inicjatywa na polu walki, oznaki zmęczenia konfliktem i niechęci do dalszego ponoszenia jego kosztów w niektórych państwach zachodnich, impas w sprawie uchwalenia pakietu pomocy dla Ukrainy w Kongresie USA czy trudności z mobilizacją na Ukrainie. Kreml ma zapewne nadzieję, że w wypadku wciągnięcia Zachodu (a pod jego presją także Kijowa) w proces negocjacyjny mógłby liczyć na uzyskanie w nim tego, czego dotychczas nie był w stanie zdobyć na drodze militarnej.

Moskwa wolałaby zapewne uniknąć konieczności podjęcia kosztownej politycznie i gospodarczo ofensywy zbrojnej, której rezultat nie musiałby jej przynieść powodzenia w najbliższych miesiącach. Kreml wydaje się przy tym zakładać, że jego przeciwnicy (zwłaszcza administracja Joego Bidena i Berlin) – postawieni przed jasno zarysowaną alternatywą wynegocjowanego porozumienia z jednej strony a eskalacją konfliktu (spodziewana latem rosyjska ofensywa wojskowa) z drugiej – wejdą na ścieżkę ustępstw. W tym kontekście kolejna fala wypowiedzi rosyjskich oficjeli przywołujących widmo eskalacji konfliktu, jaka pojawiła się w ostatnich tygodniach pod pretekstem reakcji na wypowiedź prezydenta Emmanuela Macrona, oraz intensyfikacja ataków na ukraińskie obiekty energetyczne mogą być interpretowane jako element takiej właśnie strategii komunikacyjnej. Niewykluczone też, że Kreml w momencie rozpoczęcia letniej ofensywy chce mieć już otwarte kanały negocjacji, tak aby maksymalnie szybko i sprawnie przekuć sukcesy na froncie w prawnie wiążące zobowiązania traktatowe.

Moskwa nieprzypadkowo odwołuje się do rozmów politycznych toczonych między delegacjami Ukrainy i Rosji od końca lutego do końca marca 2022 r. na Białorusi i w Turcji w sytuacji wojskowej przewagi sił rosyjskich. Projektu porozumienia rosyjsko-ukraińskiego z wiosny 2022 r. jak dotąd nie ujawniono. Wbrew twierdzeniom Putina strony nigdy nie zgodziły się co do jego treści. Z nieoficjalnych przecieków wynika, że Rosja żądała w nim przyjęcia przez Ukrainę statusu państwa neutralnego, zakazu jej członkostwa w sojuszach wojskowych, rozmieszczania na jej terytorium obcych baz wojskowych i organizowania ćwiczeń z udziałem innych państw, demilitaryzacji (rozumianej jako radykalna redukcja sił zbrojnych, wprowadzenie limitów uzbrojenia, zakaz rozmieszczania systemów rakietowych i broni masowego rażenia), zrównania statusu języka rosyjskiego z ukraińskim oraz tzw. denazyfikacji (ustawowego zakazu działalności osób i organizacji, które Rosja uważa za wrogie wobec niej). Rosjanie zastrzegli wówczas, że w przypadku uzyskania przez Ukrainę gwarancji bezpieczeństwa nie obejmą one Krymu oraz tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych (w granicach administracyjnych obwodów donieckiego i ługańskiego), których anektowanie przez Rosję lub których niepodległość Kijów miałby formalnie zaakceptować. Dokument zakładał także, że po zawieszeniu broni nastąpi stopniowe wycofanie się wojsk rosyjskich z obszarów zajętych przez nie po 24 lutego 2022 r. (z wyjątkiem obwodów donieckiego i ługańskiego). Przyjęcie tych żądań oznaczałoby faktyczną utratę przez Ukrainę suwerenności, prawa do prowadzenia samodzielnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa (ale też wewnętrznej), oraz pozbawienie jej efektywnej zdolności do obrony.

W najnowszych wypowiedziach, m.in. ministra Ławrowa, dostrzec można wyraźną zapowiedź, że żądania rosyjskie w trakcie ewentualnych negocjacji będą wykraczać poza ustalenia zawarte w dokumencie stambulskim. Strona rosyjska zapowiedziała już, że warunkiem wstępnym będzie uznanie przez Kijów aneksji obwodów zaporoskiego i chersońskiego oraz utworzenie „korytarza sanitarnego” (strefy zdemilitaryzowanej) po ukraińskiej stronie granicy z FR. Tak jak w Stambule Moskwa niewątpliwie zażąda również zniesienia przez Zachód i Ukrainę wszystkich sankcji przeciwko Rosji. Należy przy tym oczekiwać, że w przypadku podjęcia rozmów strona rosyjska – negocjując z pozycji siły – eskalowałaby swoje żądania i próbowałaby je powiązać z tymi dotyczącymi zasadniczej rewizji europejskiego ładu bezpieczeństwa, zawartymi w projektach dokumentów przedstawionych USA i NATO w grudniu 2021 r. (zob. Rosyjski szantaż wobec Zachodu). Takie sugestie padały już wcześniej w wypowiedziach rosyjskich urzędników. Zarazem samo podjęcie rozmów sondujących z Moskwą przez zachodnich polityków może być przez nią wykorzystane do siania nieufności i stymulowania napięć pomiędzy państwami zachodnimi i Kijowem oraz wewnątrz wspólnoty zachodniej.

Wysłanie przez stronę rosyjską sygnału o gotowości do negocjacji ma także cel doraźny. Jest nim chęć osłabienia politycznego znaczenia przygotowywanej przez Szwajcarię konferencji promującej ukraińskie warunki pokojowego uregulowania konfliktu. Rosji zależy na opinii państw Globalnego Południa, które na wojnę rosyjsko-ukraińską patrzą przede wszystkim z punktu widzenia jej negatywnych dla nich konsekwencji (destabilizacja rynków żywności, zakłócenia w handlu międzynarodowym, zmniejszone zainteresowanie Zachodu finansowaniem pomocy gospodarczej). Dąży więc do zneutralizowania wysiłków zachodniej dyplomacji, która przekonuje państwa Globalnego Południa, że to agresywność FR wobec sąsiadów stanowi główną przyczynę przedłużania się konfliktu. Manifestując wyraźniej i konkretniej swoją gotowość do rozmów, Kreml przypuszczalnie pragnie też ostatecznie odwieść Pekin od udziału w szwajcarskiej konferencji, ponieważ jak dotąd nie udało mu się skłonić go do jednoznacznego i publicznego zdystansowania się od tej inicjatywy.

osw.waw.pl


Chińskie banki zaczęły blokować płatności od rosyjskich firm za komponenty do montażu elektroniki, w tym części do serwerów, systemów przechowywania danych i laptopów.

Płatności są blokowane "nawet tym firmom, które podpisały długoterminowe kontrakty na produkcję i dostawę komponentów do montażu elektroniki" — mówi jeden z rozmówców dziennika "Kommiersant", który poinformował o problemach z płatnościami.

— Chiny są zasadniczo monopolistą w bazie komponentów. Prawie 100 proc. globalnego wolumenu komponentów do montażu elektroniki jest po ich stronie — dodaje ekspert.

Problemy z płatnościami to efekt międzynarodowych sankcji nałożonych na Rosję po inwazji na Ukrainę. Jak wynika z rozmów przeprowadzonych przez dziennikarzy portalu The Moscow Times, chińskie banki przestrzegają tych sankcji jeszcze bardziej rygorystycznie niż to konieczne.

Jeśli idzie o elektronikę, to problemy z płatnościami zgłosiły firmy IT Fplus i JSC Sovereign Mobile Initiative Holding. Według założyciela tego ostatniego Aleksandra Kalinina, od grudnia 2023 r. azjatyckie firmy finansowe "nie przegapiły płatności za towary od rosyjskich podmiotów prawnych za dostawy gotowych produktów" — komputerów, systemów przechowywania danych, serwerów itp. Problemy pojawiły się od początku kwietnia.

— Krajowi producenci, którzy zamówili komponenty z Chin, nie mogą przystąpić do montażu swoich produktów w Rosji — zauważa Kalinin. Jego zdaniem bank centralny powinien interweniować w tej sytuacji i "uzgodnić ze stroną chińską możliwość płatności".

Chińskie banki zaczęły odmawiać współpracy z Rosją i zaostrzać kontrolę nad operacjami ze względu na zagrożenie tzw. wtórnymi sankcjami USA w styczniu tego roku (chodzi o sankcje, które obejmują wszystkie podmioty dokonujące interesów z firmami znajdującymi się na liście sankcji – red.). Problemy z dokonywaniem płatności za pośrednictwem chińskich banków dotyczą prawie wszystkich towarów i usług, mówi Witalij Mankiewicz, przewodniczący Rosyjsko-Azjatyckiego Związku Przemysłowców i Przedsiębiorców (RASPP).

W grudniu 2023 r. amerykański regulator zebrał szefów chińskich organizacji bankowych i zagroził nałożeniem na nich sankcji w przypadku ujawnienia współpracy z rosyjskimi podmiotami prawnymi. Dlatego jak dotąd perspektywy nie są jasne — zauważył Mankiewicz.

Problem z płatnościami do Chin "zaczął narastać ok. lutego i osiągnął swój szczyt w kwietniu", mówi Julija Szlenskaja, prezeska brokera celnego i logistycznego KVT. Według jej szacunków ponad połowa importerów nie jest w stanie uregulować płatności od chińskich dostawców — niezależnie od tego, czy towary są objęte sankcjami i z usług którego banku korzysta dostawca. Z tego powodu dostawy towarów z Chin spadły trzykrotnie.

— W ciągu najbliższych dwóch do trzech miesięcy nie spodziewamy się żadnych dostaw komponentów i zestawów montażowych dla żadnego rosyjskiego producenta — powiedziało źródło "Kommiersanta" wśród rosyjskich producentów elektroniki. Według niego obecnie opracowywane są alternatywne scenariusze płatności, ale obecny problem "opóźnia produkcję krajowej elektroniki o ok. sześć miesięcy".

Od lutego rosyjskie firmy — nie tylko trudniące się elektroniką — mają duże trudności z przesyłaniem pieniędzy do Chin. Część importerów nadal nie jest pewna, jakie będą losy płatności zrealizowanych na przełomie lutego i marca. Od innych banki wymagają dokumentów poświadczających, że ostatecznym nabywcą zakupionych produktów nie jest podmiot powiązany z armią rosyjską ani kompleksem wojskowo-przemysłowym.

Nigdy nie można być pewnym, która płatność zostanie zrealizowana, a która nie, wynika z informacji zebranych przez The Moscow Times. Chińskie banki niechętnie przyjmują płatności za towary o określonych kodach produktów. Ich lista dość dokładnie odzwierciedla listy sankcyjne USA, UE i ich sojuszników — a pod pewnymi względami nawet je przewyższa.

Sytuacja z kodem HS 88 jest beznadziejna — są to samoloty i statki kosmiczne, ich części itp. — To wszystko jest objęte sankcjami, nikt nawet nie będzie próbował za to płacić z Rosji do Chin — zapewnia jeden z importerów części lotniczych.

Prawdopodobnie będą problemy z produktami objętymi kodem HS 84 — są to wszelkiego rodzaju maszyny i urządzenia do produkcji elektroniki i komponentów komputerowych, a także części do ich tworzenia, reaktory i kotły jądrowe, komputery, łożyska.

Nie wszystkie produkty w tej kategorii znajdują się na listach sankcyjnych, ale zgodnie z naszą wiedzą większość chińskich banków, zwłaszcza dużych, wstrzymuje lub odrzuca wszystkie płatności bezpośrednie w ramach kodu 84. Niektóre płatności są realizowane, ale wydaje się, że jest to raczej wada po stronie chińskiej – mówi szef rosyjskiego operatora handlu zagranicznego.

Podobnie jest z grupami 85 i 90. Pierwsza z nich to elektronika i sprzęt komputerowy, od transformatorów i generatorów po sprzęt rejestrujący i telefony. Drugi to przyrządy i aparatura optyczna, fotograficzna, kinematograficzna, pomiarowa, medyczna, chirurgiczna.

(...)

Sprzęt medyczny w ogóle nie podlega sankcjom, ale obecnie trzeba go kupować z Chin za pośrednictwem krajów trzecich, bo banki nie chcą przyjmować płatności bezpośrednich — skarży się rosyjski importer wyrobów medycznych.

Są też problemy z kodem 9014 – chodzi o kompasy i przyrządy pomiarowe. — Nie można po prostu zapłacić chińskiemu dostawcy obroży z czujnikami GPS dla psów, trzeba udać się do banków — ubolewa sprzedawca artykułów dla zwierząt.

W marcu były duże problemy z płaceniem za samochody i części samochodowe – twierdzą pracownicy trzech rosyjskich firm zajmujących się dystrybucją chińskich aut. I to pomimo faktu, że chińscy producenci samochodów z wielkim entuzjazmem zwiększają sprzedaż w Rosji. — Są tu duże problemy. Musimy wymyślić jakieś inne schematy płatności — mówi nam jeden z dystrybutorów.

W tej sytuacji możemy ufać tylko tym naszym kontrahentom, którzy zapewniają, że problemy są przejściowe. Po wizycie amerykańskich urzędników opadnie kurz, rząd chiński zainterweniuje, banki sobie z tym poradzą – a płatności znów będą przebiegać normalnie. Ale na razie sytuacja staje się coraz bardziej skomplikowana, a zabawa w "wymyśl, jak zapłacić" — coraz trudniejsza i kosztowna – podsumowuje dyrektor naczelny dużego rosyjskiego importera.

onet.pl/The Moscow Times


— To był prawdopodobnie największy, jednoczesny atak rakietowy od czasu amerykańskiej inwazji na Irak w 2003 r. — mówi Fabian Hinz z Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych (IISS). (...)

— Prawie żadna siła militarna na świecie nie jest w stanie wystrzelić tak dużej ilości materiału na raz. To stawia nawet rosyjskie ataki na Ukrainę daleko w cieniu — dodaje ekspert, który szacuje, że do ataku zaangażowano setki, jeśli nie tysiące irańskich żołnierzy.

Mimo że irańskie drony i pociski manewrujące są sterowane autonomicznie i musiały być koordynowane jedynie przez niewielki zespół, samo tankowanie jednego irańskiego pocisku na paliwo ciekłe wymaga zespołu od 10 do 15 osób. W nocy z soboty na niedzielę Iran wystrzelił ok. 100 pocisków balistycznych, a wśród nich pociski na paliwo ciekłe, więc operacja wymagała dużej siły roboczej.

USA zneutralizowało ok. połowy irańskich dronów, ale tylko jednocyfrową liczbę pocisków, relacjonuje Hinz. Jordania i Arabia Saudyjska również unieszkodliwiły niektóre z tych urządzeń, aby bronić własnej przestrzeni powietrznej przed ingerencją irańskich systemów.

— Możliwe, że to, co widzieliśmy podczas ataku, było maksimum tego, co Iran może osiągnąć — mówi Hinz.

Według szacunków Iran posiada 3 tys. pocisków balistycznych, co czyni go największym arsenałem na Bliskim Wschodzie. Jednak w ataku na Izrael aż 99 proc. pocisków i dronów zostało odpartych i nie było żadnych szkód poza jedną ranną dziewczyną i zniszczeniami bazy sił powietrznych.

— Środek odstraszający Iranu poniósł dziś poważną porażkę — mówi Hinz.

— Ograniczoną odpowiedzią mogłyby być ataki na dowódców irańskiej Gwardii Rewolucyjnej tak, jak podczas ostatniego ataku powietrznego na irański konsulat w Damaszku — mówi Hinz.

— Jednak Izrael może również zaatakować nawet wyższych rangą generałów irańskich w ich własnym kraju, czego dowiódł już wiele razy w przeszłości. Przykładowo podczas zamachu na architekta programu nuklearnego Mohsena Fakhrizadeha w 2020 r., który był bardzo pilnie strzeżony, a jego ruchy były utrzymywane w największej tajemnicy — dodaje ekspert.

Według Hinza najbardziej ograniczoną możliwą odpowiedzią Izraela mogłyby być ataki na irańskie zakłady produkujące drony i pociski balistyczne.

Irańskie centra dowodzenia są rozproszone po całym kraju i w większości ukryte głęboko pod ziemią. Natomiast fabryki dronów i rakiet znajdują się głównie nad ziemią, dlatego byłyby dla Izraela dużo łatwiejszym celem — tłumaczy Hinz.

Do ataku Izrael mógłby wykorzystać amerykańskie samoloty F-35 lub niemieckie okręty podwodne, które mogłyby również wystrzeliwać pociski manewrujące w irańskie cele.

Kluczowym pytaniem jest teraz to, czy Izrael w obliczu zaskakująco ograniczonych możliwości Iranu, wykorzysta okazję do przeprowadzenia decydującego uderzenia przeciwko irańskiemu programowi nuklearnemu — mówi Fabian Hinz.

Od dawna wiadomo, że Iran zgromadził już wystarczającą ilość wzbogaconego uranu, aby zbudować kilka głowic nuklearnych. Prawdopodobnie potrzebowałby kolejnych kilku miesięcy, aby wyprodukować operacyjną broń jądrową. W produkcji własnej broni nuklearnej nie powstrzymały Iranu ani porozumienie wynegocjowane przez prezydenta USA Baracka Obamę w 2015 r., ani polityka maksymalnego nacisku prowadzona przez jego następcę — Donalda Trumpa. Dlatego też od dawna trwają spekulacje, czy i kiedy Izrael może podjąć działania militarne przeciwko irańskiemu programowi nuklearnemu.

(...)

Program nuklearny Iranu jest rozproszony na co najmniej 64 lokalizacje w kraju, a najważniejsze obiekty znajdują się pod ziemią. Aby je zniszczyć, Izrael potrzebowałby najpotężniejszych bomb konwencjonalnych, które posiadają USA.

Izrael nie ma również bombowców zdolnych przetransportować najpotężniejsze amerykańskie bomby, dlatego izraelskie samoloty musiałyby albo wybrać najkrótsze możliwe trasy przez państwa arabskie, albo być tankowane w powietrzu. Pierwsze rozwiązanie wymagałoby zgody przelotu nad krajem od Arabii Saudyjskiej, a drugie samolotów do tankowania w powietrzu od USA.

onet.pl/Die Welt


Aureliusz M. Pędziwol: Prawie pół życia zajmuje się Pan relacją Rosja-Chiny. Czego można się dziś spodziewać po tym sojuszu/niesojuszu?

Michał Lubina: Dobre określenie sojusz/niesojusz. Tak naprawdę nie do końca wiadomo, jak to z nim jest. Na pewno nie jest to formalny, traktatowy sojusz. Ale z politycznego punktu widzenia ewidentnie coś w rodzaju sojuszu.

Niestety jest to trwały i stabilny układ. Opiera się na trzech filarach. Pierwszy to wzajemne zabezpieczanie tyłów strategicznych. Rosja jest dla Chin spokojem od północy, a Chiny dla Rosji – od wschodu. To było widać w Buczy, gdzie mordowały pułki chabarowskie. Gdyby Rosja miała problem z Chinami, te pułki stałyby nad Amurem, a nie zabijały ukraińskich cywilów.

Czyli podejrzenia, że Chiny mogą zająć Syberię, należy włożyć między bajki?

Ja to nazywam geopolityką starego górala. Chiny zajmujące Syberię to myślenie życzeniowe. Nic takiego nie nastąpi. Chiny nie planują rekonkwisty Syberii, przynajmniej dopóki Rosja będzie miała broń atomową i istnieć będą Stany Zjednoczone jako mocarstwo. Prawda jest taka, że Chiny są dziś mocno prorosyjskie, co z kolei jest podstawowym problemem, jaki Polska ma z Chinami.

Cały Zachód ma ten problem.

Tak, ale dla Polski ma on znaczenie egzystencjalne, bo Zachodowi Rosja nie zagraża, a nam tak.

Drugim filarem relacji rosyjsko-chińskich jest antyamerykanizm, czyli chęć przekształcenia obecnego porządku międzynarodowego w multipolarny, wielobiegunowy. Tu Chiny i Rosja są strategicznymi sojusznikami.

To są dwa absolutnie fundamentalne filary. Mniej istotny jest trzeci, czyli współpraca gospodarcza. Rosja była kiedyś głównym dostawcą broni dla Chin, ale dzisiaj Chiny aż tyle broni nie potrzebują. Od dekady Rosja jest głównym dostawcą ropy, gazu i węgla do Chin. Najważniejsza jest ropa.

A jak istotne dla Chin są obawy, że mogłyby stracić rynki światowe, angażując się po stronie Rosji w jej wojnie przeciw Ukrainie?

Chińczycy nie chcą oberwać sankcjami wtórnymi. Rubla chcą zarobić, ale i cnoty nie stracić. Na razie im to wychodzi. Przynajmniej formalnie stosują się do sankcji. Chińskie firmy zawieszają, albo ograniczają działalność w Rosji. Albo przechodzą do szarej strefy, wpół legalnie, przez pośredników, ale nie da się, czy też nie chce się ich złapać za rękę.

Chiny pomagają Rosji mocno tam, gdzie nie ma sankcji. Ale robią to tak, by się nie rzucało w oczy. Sprzedają Rosji ciężarówki, koparki, sprzęt budowlany. Na ten temat jest świetny raport Atlantic Council, a w nim taka niesamowita statystyka: wzrost eksportu koparek z Chin do Rosji o 4708 procent! To właśnie chińskie koparki pomogły zbudować Linię Surowikina, która zatrzymała ukraińską kontrofensywę. Tak pomagają Chińczycy.

Czy dla Chin istnieją jakieś czerwone linie? Takie, że gdyby Rosjanie je przekroczyli, Pekin powie: „Hola, hola, stop! Kończymy współpracę”?

Nie! Aż tak, że kończy się współpraca, to na pewno nie. Natomiast Chińczycy powstrzymują Rosjan przed wymachiwaniem nuklearną szabelką. To im się zdecydowanie nie podoba. To jeden z niewielu obszarów, gdzie Zachód i Chiny mówią podobnym głosem.

Poza tym Chiny udają, że nie pomagają Rosji, a Zachód udaje, że im wierzy. Ukraina zresztą też udaje, że Chiny nie wspierają Rosji. Dzięki temu jest przestrzeń do współpracy dyplomatycznej. Bo gdyby otwarcie powiedzieć, że Chiny wspierają Rosję, mogłyby ją wesprzeć jeszcze bardziej, na przykład dostarczając jej pociski artyleryjskie. A dopiero wtedy zrobiłoby się nieprzyjemnie. Lepiej więc grać w tę grę.

dw.com