poniedziałek, 4 marca 2024


Sytuacja na zachód od Awdijiwki pozostaje niezwykle trudna dla Sił Zbrojnych Ukrainy. Ze względu na brak wcześniej przygotowanej rezerwowej linii obrony, ukraińscy wojskowi nie są w stanie utrzymać się na nowych rubieżach i są zmuszani do naprzemiennego wycofywania się i kontratakowania.

– Najsmutniejsze jest to, że gdyby dowództwo zorientowało się w porę, zatrzymalibyśmy wroga na linii Orliwka-Berdyczi. Tam jest wzgórze i wróg szturmowałby je długo i z dużymi stratami. Na „górze” nie myślą o fortyfikacjach, a na „dole” rzucają wszystkie dostępne zasoby do odbicia utraconych pozycji lub decydują się na utrzymanie okopów niszczonych przez KABy [kierowane bomby lotnicze] i artylerią. I wypalają rezerwy nie dlatego, że są głupi, ale dlatego, że za nimi nie ma nikogo i niczego – opisuje sytuację na froncie awdijiwskim Ołeksij Swynarenko, żołnierz Sił Zbrojnych Ukrainy.

Walki toczą się już na pierwszej linii naturalnych wzgórz, wzdłuż której rozciąga się kaskada zbiorników wodnych. Biegnie ona od Karliwki do wsi Berdyczi. Jeśli ukraińskim siłom zbrojnym nie uda się utrzymać tej linii, kolejne wzgórza, o które można oprzeć obronę, znajdują się ponad pięć kilometrów na zachód.

W międzyczasie Rosjanie szturmują wsie Berdyczi, Orliwka, Toneńke i Pierwomajśke, gdzie pozycje nieustannie przechodzą z rąk do rąk, czasem kilka razy dziennie. To tutaj rosyjskie lotnictwo przeprowadza najbardziej zmasowane naloty, zrzucając KAB-y. Amunicja ta może być zrzucana bez wchodzenia w strefę rażenia ukraińskich systemów obrony powietrznej, w odległości do 40 kilometrów od celu.

Według Ołeksandra Kowalenki, politycznego i wojskowego obserwatora kijowskiej grupy Information Resistance, w lutym 2024 roku rosyjskie siły powietrzne ustanowiły rekord pod względem liczby bomb zrzuconych na ukraińskie pozycje. Ich liczba przekroczyła 1500 sztuk, z czego znaczna część została wykorzystana w walkach o Awdijiwkę. Kowalenko nazywa te precyzyjne bomby „jedynym narzędziem do niszczenia linii obronnych i fortyfikacji ukraińskich sił zbrojnych”.

Ukraińscy żołnierze walczący w pobliżu Awdijiwki twierdzą, że Rosjanie użyli „każdej dostępnej im broni z wyjątkiem broni jądrowej”, aby przełamać ich obronę. Niemniej jednak po stronie rosyjskiej nie ma euforii w związku z sytuacją w rejonie Awdijiwki. Z-blogerzy piszą o ciężkich walkach i zawziętym oporze Ukraińców.

– Wróg utrzymuje linie obrony i umiejętnie wykorzystuje nasze błędy: nasi strzelcy zmotoryzowani nie mieli granatników przeciwko lekko opancerzonemu Bradleyowi, a dowództwo rysuje mapy na podstawie pięknych raportów z naszymi flagami w wioskach, które nie zostały jeszcze wyzwolone – donoszą prorosyjskie źródła.

Siemion Piegow, podobnie jak wielu innych rosyjskich korespondentów wojskowych, donosi o „brutalnych kontratakach” Ukraińców w rejonie Awdijiwki.

Krasnohoriwka jest ostatnią częścią aglomeracji donieckiej kontrolowaną przez Siły Zbrojne Ukrainy. Miasto liczące przed wojną około 16 tys. mieszkańców znajduje się kilka kilometrów na północ od okupowanej Marjinki. Otoczona zbiornikami wodnymi i wzgórzami, ze skupiskami dzielnic mieszkalnych i strefą przemysłową, miejscowość oferuje wiele korzyści dla obrońców. Od upadku Marjinki Rosjanie szturmują Krasnohoriwkę od wschodu i południa, a na początku zeszłego tygodnia udało im się po raz pierwszy wedrzeć do miasta.

Jednostki rosyjskie wjechały do Krasnohoriwki pojazdami opancerzonymi, przedzierając się przez pola minowe. Ich manewr zaskoczył obrońców miasta.

W celu zatrzymania natarcia jednostek armii rosyjskiej i wyparcia ich z zabudowy, ukraińskie dowództwo ściągnęło 3. Samodzielną Brygadę Szturmową, z której pomocy często korzysta w sytuacjach kryzysowych. W połowie tygodnia poinformowali oni, że zadanie wykonali, a obrzeża Krasnohoriwki całkowicie oczyścili z sił wroga.

– W krótkim czasie wróg zdołał przygotować się do długiej obrony, ale pomimo oporu i ciężkich walk, grupy szturmowe brygady zadały wrogowi straty, około 100 zabitych i rannych okupantów – podała brygada w oświadczeniu.

Według ukraińskich wojskowych Rosjanie odmówili poddania się i zostali zabici w zajmowanych przez siebie domach.

Ukraiński bloger wojskowy Bohdan Mirosznikow uważa, że to właśnie w Krasnohoriwce może rozstrzygnąć się los walk na kierunku donieckim. Według niego utrzymanie miasta na tym etapie działań wojennych jest bardzo ważne dla Ukrainy. Nawet po wymuszonym odwrocie na przedmieścia, Rosjanie kontynuują codzienne operacje szturmowe.

(...)

Czasiw Jar w obwodzie donieckim pozostaje jednym z najgorętszych punktów na całej, liczącej ponad tysiąc kilometrów linii frontu. Jednostki armii rosyjskiej stopniowo zbliżają się do tego strategicznie ważnego dla obu stron miasta. Obecnie główne wysiłki rosyjskich sił zbrojnych koncentrują się na wsi Iwaniwśke, położonej przy drodze T0504. Jej zdobycie zagroziłoby głównemu szlakowi logistycznemu, który łączy garnizon Czasiwego Jaru ze światem zewnętrznym.

W ciągu ostatniego tygodnia Rosjanie poczynili znaczące postępy – udało im się zdobyć około połowy wioski. Rosyjscy korespondenci wojenni również donoszą o zaciętych walkach o miejscowość. Przejęcie nad nią kontroli zagraża nie tylko Czasiwemu Jarowi.

– Jeśli sytuacja wkrótce się nie ustabilizuje (co jest mało prawdopodobne), kwestia dalszego utrzymywania przez naszych żołnierzy linii Kliszczijiwka-Andrijiwka, którą zajęliśmy w zeszłym roku w wyniku operacji ofensywnych, znacząco się utrudni – mówi ukraiński analityk wojskowy Kostiantyn Maszowiec o możliwych konsekwencjach rosyjskich sukcesów na tym odcinku frontu.

Szef służby prasowej zgrupowania wojsk Chortyca, Ilja Jewłasz, nazwał ofensywę wojsk rosyjskich sił „potężnym porywem”. Zauważył, że Rosjanie aktywnie posuwali się szerokim frontem, szukając słabych punktów w ukraińskiej obronie, a gdy tylko je znaleźli, natychmiast rzucili rezerwy, aby poszerzyć wyłom.

Zdaniem Jurija Fedorenki, dowódcy batalionu dronów szturmowych 92. Samodzielnej Brygady Szturmowej SZU, miasto Czasiw Jar znajduje się na dominującym wzniesieniu. Jeśli Rosjanie je zdobędą, będą mogli ostrzeliwać Kostiantyniwkę, Drużkiwkę, a nawet dosięgnąć do strategicznie ważnego Kramatorska. Co więcej, Czasiw Jar może stać się niezawodnym i solidnym przyczółkiem dla dalszej ofensywy rosyjskich sił zbrojnych na inne miasta Donbasu, począwszy od Kostiantyniwki. Zdobywając Czasiw Jar, Rosjanie zrobią ważny krok w kierunku dalszej okupacji całego Donbasu.

(...)

Od połowy lutego ukraińskie siły zbrojne odnotowały znaczny wzrost zestrzeleń rosyjskich samolotów, które dowództwo rosyjskiego lotnictwa masowo wykorzystuje do atakowania ukraińskich pozycji za pomocą bomb kierowanych KAB. Według oficjalnych danych SZU 13 rosyjskich samolotów – głównie bombowców taktycznych Su-34 i myśliwców wielozadaniowych Su-35 – zostało zestrzelonych w ciągu ostatnich dwóch tygodni lutego. Na początku marca poinformowano, że dwa kolejne Su-34 zostały zniszczone.

(...)

Według holenderskiego projektu Oryx, który rejestruje tylko wizualnie potwierdzone zniszczenia sprzętu wojskowego obu stron, rosyjska armia od początku inwazji straciła w sumie 105 samolotów bojowych, w tym 25 Su-34 i siedem Su-35.

Jednak znacznie trudniej jest wizualnie zarejestrować zniszczenie samolotów niż pojazdów lądowych, które zwykle są trafiane na linii frontu. Obecnie rosyjskie siły powietrzne zrzucają KAB w odległości około 40 kilometrów od celu, co wykracza poza zasięg ukraińskich systemów obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu. Mogą one zostać zestrzelone przez systemy S-200, S-300, Buk, a także zachodnie Patriot, których dostarczenie na linię frontu jest wysoce ryzykowne. Sfilmowanie samolotów uderzających z takiej odległości jest praktycznie niemożliwe.

Zachodni analitycy powszechnie uznają fakt, że straty rosyjskiego lotnictwa bojowego ostatnio znacznie wzrosły. Jednocześnie eksperci z amerykańskiego Instytutu Badań nad Wojną (ISW) zauważają, że nawet pomimo znacznego wzrostu strat, Rosjanie nadal aktywnie wykorzystują myśliwce i bombowce w pobliżu linii frontu, starając się zapewnić wysokie tempo natarcia wojsk lądowych na zachód od Awdijiwki. Rosjanie przerzucają samoloty, które jeszcze nie brały udziału w walkach, aby zastąpić zniszczone.

Profesor Justin Bronk, starszy pracownik Royal United Services Institute for Defence Studies (RUSI), uważa, że wzrost rosyjskich strat w powietrzu wynika z podjęcia przez ukraińskie dowództwo ryzyka i przesunięcia zachodnich systemów obrony powietrznej dalekiego zasięgu bliżej linii frontu.

belsat.eu

niedziela, 3 marca 2024


Zanim Rosja w lutym 2022 roku rozszerzyła prowadzoną przez siebie wojnę z Ukrainą do rozmiarów pełnoskalowego konfliktu, 140-osobowa flota Su-34 była głównym repozytorium wiedzy taktycznej w rosyjskich siłach powietrznych. W badaniu z 2022 roku Justin Bronk, analityk z Royal United Services Institute w Londynie, wyjaśnia, że załogi Su-34 udoskonaliły swoje umiejętności w zakresie precyzyjnego naprowadzania amunicji podczas rosyjskiej wojny w Syrii, która rozpoczęła się w 2015 roku.

Rosyjskie floty myśliwców Su-35 i Su-30, z których każda liczy około stu samolotów, mogą używać amunicji kierowanej powietrze-ziemia, ale zwykle tego nie robią.

W konsekwencji „większość rosyjskich pilotów szybkich odrzutowców nie ma znaczącego doświadczenia w stosowaniu amunicji precyzyjnie kierowanej” — pisze Bronk w osobnym badaniu, również z 2022 roku. „Wyspecjalizowana flota” bombowców frontowych „Su-34 jest wyjątkiem”.

Odpowiedź na pytanie, dlaczego Rosjanie używają do ataków z użyciem broni kierowanej niemal wyłącznie Su-34 tkwi w konstrukcji tego samolotu. „Jako dedykowany samolot do ataków naziemnych, Su-34 ma wysuwany czujnik elektrooptyczny z możliwością oznaczania laserowego o nazwie »Platan«” — wyjaśnia Bronk w badaniu przeprowadzonym w 2023 r. dla CNA w Wirginii [centrum analiz amerykańskiej marynarki wojennej — przyp. red.].

„Platan” nie jest najlepszym czujnikiem na świecie — nie w porównaniu z najnowszymi amerykańskimi i europejskimi urządzeniami — ale jest lepszy niż nic. A nic nie jest tym, czym dysponuje w tym przypadku reszta rosyjskich myśliwców.

„Brak zasobników celowniczych i wypracowanych umiejętności w pełnieniu funkcji myśliwca wielozadaniowego [w przypadku większości rosyjskich myśliwców] pozostawia flotę Su-34 jako jedyny [...] element teoretycznie zdolny do skutecznych działań opartych o dynamiczne celowanie w trybie standoff [przy użyciu precyzyjnej amunicji kierowanej — przyp. red.] przeciwko siłom ukraińskim poruszającym się na otwartej przestrzeni” — piszą Bronk oraz Nick Reynolds i Jack Watling w badaniu RUSI [Royal United Services Institute] z 2022 roku.

Żeby była jasność: mimo że Su-34 mogły stosować amunicję precyzyjną, w pierwszym roku pełnoskalowej wojny z Ukrainą zwykle tego nie robiły. „Najczęściej używaną bronią były zapasy niekierowanych bomb” — stwierdza Bronk w raporcie dla CNA. I przypisuje częstsze używanie przez Rosjan bomb niekierowanych „ograniczonym zapasom” amunicji precyzyjnej.

Gdy jednak wojna wkroczyła w drugi rok, Kreml w końcu, z opóźnieniem, zajął się niedoborem precyzyjnej amunicji. Rosyjskie siły powietrzne zaczęły przykręcać zestawy naprowadzania satelitarnego i wyskakujące skrzydła do 500-kilogramowych i funtowych i półtoratonowych bomb KAB [rosyjska seria bomb lotniczych naprowadzanych laserowo — przyp. red.] w celu przekształcenia ich w prymitywne, ale skuteczne precyzyjne bomby szybujące.

Su-34 były oczywistymi platformami dla tej nowej broni. Stały się niemal wyłączne „bombowcami szybującymi”. Lecąc wysoko i szybko w kierunku linii frontu, załogi zrzucały nawet cztery bomby KAB jednocześnie w odległości do 40 km od celu.

Bomby KAB nie są tak celne, jak na przykład amerykańskie bomby szybujące Joint Direction Attack Munition (JDAM), ale nie muszą być, ponieważ są ogromne. „Te bomby całkowicie niszczą każdą pozycję” — pisze w mediach społecznościowych Egor Sugar, żołnierz 3. Brygady Szturmowej armii ukraińskiej, która walczyła w krwawej, czteromiesięcznej bitwie o Awdijiwkę na wschodzie Ukrainy.

Tamta bitwa zakończyła się dwa tygodnie temu prawdziwą burzą bomb KAB. Aż 250 z nich uderzyło w ukraińskie pozycje w Awdijiwce w ciągu zaledwie dwóch dni, stopniowo czyniąc miasto pozycją nie do obrony. „Wszystkie budynki i konstrukcje po prostu zamieniają się w dół po uderzeniu tylko jednego KAB-a” — pisze Sugar.

Zajęło to dwa lata, ale rosyjskie siły powietrzne w końcu wymyśliły, jak stosować precyzyjną amunicję w dużych ilościach i ze znaczącym skutkiem. Nie udałoby się to jednak bez wyposażonych w zasobniki celownicze Su-34 — i bez ich wykwalifikowanych załóg.

onet.pl/Forbes

piątek, 1 marca 2024


W dokumentach wywiadowczych widzianych przez tę gazetę szczegółowo opisane zostały plany utworzenia przez rosyjskich agentów “15-tysięcznej straży granicznej” składającej się z członków byłych milicji w Libii, która miałaby sterować przepływem migrantów do Europy.

– Jeśli możesz kontrolować szlaki migracyjne do Europy, jesteś w stanie skutecznie wpływać na wybory, ponieważ możesz ograniczyć lub zalać określony obszar migrantami, aby wpłynąć na opinię publiczną w kluczowym momencie – oceniło w rozmowie z Daily Telegraph źródło z jednej z instytucji odpowiedzialnych za kwestie bezpieczeństwa.

Jak wyjaśniła gazeta, imigracja to kluczowy temat w wyborach powszechnych w licznych krajach europejskich, a brak kontroli nad napływem migrantów przybywających do Wielkiej Brytanii jest postrzegany jako główna słabość brytyjskiego premiera Rishiego Sunaka przed tegorocznymi wyborami do Izby Gmin.

Daily Telegraph zaznaczył, że rosyjskie plany utworzenia libijskiej milicji upadły, gdy płatności, które miały zostać dokonane za pośrednictwem “rosyjsko-libijskiego instytutu kultury” w Moskwie, nigdy nie zostały zrealizowane i nie istnieje żadna wzmianka o takiej instytucji. Jak dodano, wiele innych rosyjskich działań wskazuje na zamiar używania migracji z Afryki jako instrumentu nacisku na Europę.

Dr Siergiej Suchankin, ekspert waszyngtońskiego think tanku Jamestown Foundation, podkreślił, że analitycy zwykle skupiają się na roli rosyjskich prywatnych firm wojskowych, takich jak Grupa Wagnera, we wspieraniu afrykańskich reżimów, a nie na ich wpływie na migrację.

– Szlaki migracyjne są nierozerwalnie związane z miejscami, w których obecna jest Grupa Wagnera i inne rosyjskie organizacje paramilitarne. Różne fale nielegalnych migrantów z Afryki mogą wzrosnąć, ponieważ Rosja planuje utworzenie nowego obiektu wojskowego w Republice Środkowoafrykańskiej. Myślę, że jego pojemność wyniesie około 2 tys. osób, a zatem da to Rosji dodatkową przewagę w zakresie sterowania przepływami migracyjnymi z regionu Afryki Subsaharyjskiej do Libii, a następnie do Unii Europejskiej – oznajmił Suchankin.

belsat.eu/PAP

W latach 2008-2012, jako dziennikarz, związany był z telewizją Polsat. Następnie, do 2016 roku, był dyrektorem ds. marketingu i PR oraz rzecznikiem prasowym Stadionu Wrocław. Jak podkreśla Onet, wówczas prezesem stadionu był Robert Pietryszyn, przyjaciel byłego rzecznika PiS Adama Hofmana. Portal zaznacza, że stanowili oni trzon tzw. układu wrocławskiego, którego częścią miał stać się także Adam Burak. "Biznesowa grupa po dojściu do władzy przez PiS obsadziła państwowe spółki tak gęsto, że zajęło się nią CBA i prokuratura" - przypomina serwis.

"W 2016 roku Pietryszyn zostaje członkiem zarządu PZU, a następnie prezesem Lotosu. Wraz z nim do obu tych spółek trafia Burak. A gdy Pietryszyn traci stołek w gdańskiej rafinerii, po krótkim epizodzie w niesławnej agencji R4S (w grudniu 2020 roku dziennikarze opisali, że korzystała ona z farm trolli w kampaniach dla swoich klientów - red.), Buraka przygarnia Obajtek: najpierw powierzając mu stanowisko szefa marketingu i komunikacji w kierowanej przez siebie wówczas spółce Energa, później w Orlenie, a ostatecznie w lutym 2020 roku, wynosząc go do funkcji członka zarządu największej polskiej spółki" - pisze Onet.

gazeta.pl

Uważa pan, że można już wskazać faworyta w nadchodzących wyborach?

Te listopadowe wybory mogą okazać się mocno nieprzewidywalne. Jedna i druga strona politycznego sporu mają pewne bardzo poważne problemy, co poniekąd pokazują wyniki prawyborów w Michigan. (Michigan to jeden z kluczowych stanów w wyborach prezydenckich. Od 2004 r. zwycięzca wyborów prezydenckich zawsze wygrywa w tym stanie - przyp.red).

Dlaczego?

Donald Trump wygrał w Michigan, ale prawie 30 proc. republikańskich wyborców zagłosowało na Nikki Haley. Podobnie jak w Karolinie Południowej, gdzie było to aż 40 proc. W innych stanach podobnie. To pokazuje, że jest 1/3 lub więcej wyborców republikańskich, lub niezależnych, ale skłonnych głosować w republikańskich prawyborach, którzy nie są zachwyceni osobą Donalda Trumpa.

W Karolinie Południowej zapytano wyborców Haley, czy będą skłonni zagłosować na Trumpa, jeśli wygra prawybory. Prawie 60 proc. odpowiedziało, że nie. To oznacza bardzo poważny problem. Wyzwaniem dla Trumpa będzie przyciągnięcie nie tylko swoich najbardziej zaangażowanych wyborców, ale tych niezdecydowanych, mniej przekonanych i tych, którzy nie są zadowoleni z Joe Bidena i byliby skłonni szukać alternatywy. Tu Trump ma problem, bo nawet ci zwyczajni wyborcy partii republikańskiej chętniej widzieliby innego kandydata.

A co z Bidenem?

On ma poniekąd podobny problem. W Michigan kilkanaście proc. głosujących zamiast nazwiska Joe Bidena, na karcie do głosowania zaznaczyło opcję "uncommitted" (bezstronny), by pokazać, że wielu demokratów w tym stanie domaga się zmiany podejścia Bidena do Izraela. To pokazuje, że jest znaczny potencjał głosów, które Joe Bidenowi trudno będzie pozyskać.

Niepokojąca wiadomość dla Bidena to fakt, że nie zagłosowali na niego wyborcy o pochodzeniu arabskim. To wyborcy, którzy w 2020 roku głosowali na Bidena, a teraz traktują jego politykę wobec konfliktu w Gazie jako zdradę ich interesów. Pytanie, co zrobią w wyborach generalnych. Można założyć, że trudno byłoby im przejść do obozu Donalda Trumpa, którego podejście wobec Izraela jest jeszcze bardziej wspierające.

Czyli może wybiorą "mniejsze zło".

Rozmawiałem ostatnio z młodymi osobami, które protestowały przeciwko tej amerykańskiej polityce wobec Izraela i oni mówią, że w ogóle nie zagłosują w wyborach prezydenckich. Zagłosują w wyborach lokalnych, stanowych, gdzie można szukać politycznej zmiany, a w wyborach prezydenckich nie ma dla nich kandydata. To może zaważyć na wyniku całych wyborów. Michigan to jeden z tzw. swing states, więc rozstrzygniecie zapada tam wielkością kilkudziesięciu tysięcy głosów, a tych wyborców o pochodzeniu arabskim jest około 200 tys.

Może po prostu Amerykanie mają dość obu kandydatów?

Faktycznie jest to dla Amerykanów do pewnego stopnia wybór negatywny tzn. pomiędzy tym, którego kandydata bardziej nie chcą poprzeć. Sondaże pokazują, że około 70 proc. wyborców nie jest zachwyconych, że po raz kolejny starcie prezydenckie odbędzie się między tymi dwoma politykami. Nikt nie pała jakimś wielkim entuzjazmem. Amerykanie wspominają te czasy, gdy z entuzjazmem wybierali Obamę. Oczywiście jest jakaś część zaangażowanego elektoratu, która idzie do tych wyborów. Pewnie jest ich więcej po stronie Trumpa, bo on zawsze budził większe emocje. Jednak jest całe mnóstwo Amerykanów, którzy zastanawiają się, co powinni zrobić. Widać duże zniechęcenie. Po demokratycznej stronie to zaangażowanie wyborców było większe po ostatnich rządach Trumpa. Wtedy wiedzieli, że jest pilna potrzeba odsunięcia go od władzy. Dlatego to, jak rozstrzygną się te wybory, zależy od tego kto, lepiej zmobilizuje swoją stronę.

Do tej pory takie zagrywki lepiej wychodziły Trumpowi.

Trump nie jest tradycyjnym politykiem. Jest showmanem, jego wiece przypominają niemal koncert gwiazdy rocka. Energia na tych spotkaniach jest podobna do tego, co przeżywamy na wydarzeniach z kategorii show biznesu. To jest tego rodzaju postać, która przyciąga do siebie swoich fanów. To bardziej ludowa twarz partii republikańskiej.

Co to znaczy?

Trump odkrył nowe segmenty wyborców partii republikańskiej. W 2012 roku, gdy partia republikańska mierzyła się z porażką Mitta Romneya, zastanawiano się, co powinni zrobić Republiaknie, by jeszcze kiedyś wygrać wybory, nie wiedzieli, jak kierować komunikację. Wtedy przyszedł Trump i pokazał kierunek, którego nikt się nie spodziewał. Okazał się ludową twarzą Partii Republikańskiej. Dotarł do białych, mniej wykształconych, gorzej zarabiających Amerykanów, mających poczucie wykluczenia z życia politycznego, mających poczucie, że Republikanie są partią bogatych, a dla nich nie ma nigdzie miejsca. Trump stał się dla nich magnesem, wydał im się bliski.

Poczuli się zauważeni.

To paradoksalne, bo to bogacz, który lata samolotem z pozłacanymi klamkami, ale w jakimś sensie wydał im się człowiekiem, z którym można usiąść przy piwie i pogadać. Mogli zrozumieć, co do nich mówi.

Kto jeszcze popiera Trumpa?

W ostatnim czasie rośnie poparcie Trumpa wśród wyborców czarnoskórych, latynoskich. Pokazał, że partia republikańska może być atrakcyjna dla tego elektoratu poprzez swój konserwatyzm, przywiązanie do amerykańskiego snu. W ten sposób udało mu się zbudować nową koalicję wyborców. Ten proces wciąż trwa.

To, co przesądziło, że Trump zdobył sobie uwagę Amerykanów, że zdobył takie wyniki wyborcze, to fakt, że on przemodelowuje partię republikańską pod siebie. Coraz więcej postaci na czołowych stanowiskach to jego lojaliści. To pokazuje ogromną siłę stojącą za nim i fakt, że potrafi on pokierować elektoratem.

Kto stoi teraz za Trumpem?

Otoczenie Trumpa wygląda inaczej niż w 2016 roku, gdy wchodził na salony jako outsider. Wielu miało przekonanie, że Trump jest tymczasowym błędem w systemie, który minie i partia wróci na stare tory. Teraz nikt takich wątpliwości mieć nie może. Każdy, kto chce robić karierę, podczepia się teraz pod Trumpa i szuka jego poparcia. Ludzie, którzy krytykowali go, teraz chcą występować z nim na wiecach. Taką woltę zrobił m.in. Tim Scott, który przez jakiś czas kandydował w prawyborach w partii republikańskiej. Teraz Trump wychwala go jako tego, kto reklamuje go lepiej niż samego siebie. Scott przełyka tę gorzką pigułkę, licząc na stanowisko w administracji. Otoczenie Trumpa będzie spójne, lojalne i przekonane, że wyznacza kierunki w partii.

Po ostatnich wypowiedziach Trumpa na temat NATO pojawiły się spekulacje, że właśnie tak może wyglądać jego polityka zagraniczna. Powinniśmy się tego obawiać?

Retoryka Trumpa wobec NATO jest spójna. Ta wypowiedź faktycznie była bardziej radykalna, bo to był taki Trump, mówiący poza skryptem, który przygotowali mu doradcy. Jednak to nadal wpisuje się w jego retorykę, która prezentuje sojusz w ramach NATO jako rodzaj transakcji. W jego ocenie skoro USA zapewniają bezpieczeństwo, to Europa ma płacić. Jeśli nie płacą, albo płacą niewystarczająco, to mają dług wobec Ameryki i trzeba ich zmusić, by zaczęli ten dług spłacać. To wygląda jako próba wywierania wpływu na Sojuszników, ale oczywiście mająca konsekwencje. Pytanie, czy on będzie w stanie te groźby zrealizować po ewentualnej wygranej. Myślę, że ciężko będzie mu wprowadzić tego typu radykalne postulaty bez współpracy w Kongresie, gdzie ta inicjatywa może zostać zablokowana.

A lojalne otoczenie Trumpa pójdzie za nim w ogień?

Do pewnego stopnia tak będzie, bo administracja wie, że to kierunek, w którym zmienia się partia republikańska. Jednak pocieszające są tutaj dwa fakty. W 2020 roku, gdy Trump mówił o sfałszowanych wyborach, szukał urzędników na lokalnych szczeblach, którzy mieli mu pomóc w udowodnieniu tego faktu. Wówczas większość osób mu się oparła, nawet Mike Pence. Politycy wiedzą, że Trump nie jest wieczny. Mają świadomość, że ktoś może ich rozliczać z pewnych działań. Nawet jeśli Trump wygra te wybory, to w następnych nie wystartuje, a oni będą mierzyć się z konsekwencjami. To istotny hamulec.

Amerykanie nie chcą chaosu w swoim państwie i na różnych szczeblach władzy. Drugim hamulcem będzie kalkulacja wyborcza. Jeżeli dany polityk przyczyni się do większego chaosu, to jego przyszłość polityczna może być wątpliwa. Myślę, że to może do pewnego stopnia uspokajać.

gazeta.pl

czwartek, 29 lutego 2024


Mimo narastających problemów ekonomicznych reżim putinowski pozostaje stabilny i – o ile nie dojdzie do poważnego pogorszenia sytuacji zewnętrznej, a zwłaszcza klęsk wojennych – w najbliższych latach najpewniej zdoła on zapobiegać erupcji niezadowolenia w nomenklaturze czy społeczeństwie. Stabilność wewnętrzna jest jednak krucha. Putin, który w marcu rozpocznie piątą kadencję prezydencką, pozycjonuje się jako bezalternatywny przywódca broniący państwowości rosyjskiej w egzystencjalnej walce z wrogim Zachodem. Kontynuowanie wojny stało się dla Kremla polityczną koniecznością: jej koniec zwróciłby uwagę społeczeństwa na problemy wewnętrzne, co mogłoby skutkować osłabieniem legitymizacji reżimu.

Wśród przedstawicieli nomenklatury nasilają się nastroje antyzachodnie i wzrasta wiara w zwycięstwo Rosji. Prezydent postrzegany jest jako jedyny gwarant statusu i interesów jej członków. Umacnia się rola aparatu represji i służb specjalnych w systemie. Kreml zaostrza neototalitarny kurs w polityce wewnętrznej, oparty na bezprecedensowej kontroli nad obywatelami i ingerowaniu w ich życie prywatne. Wojnę przedstawia się jako naturalny stan społeczeństwa i państwa, a agresywny militaryzm stanowi podstawę indoktrynacji. Kreml ucisza nastroje protestu dzięki represjom i kreowaniu warstwy beneficjentów wojny. Społeczeństwo tkwi w apatii i doskonali strategie przetrwania, a przejawy niezadowolenia – mimo rosnącego zmęczenia wojną – są nieliczne i rozproszone. Propaganda nieustannie zaś podsyca nadzieje na zwycięstwo. Poziom deklarowanego poparcia dla władz i ich polityki pozostaje na razie wysoki.
        
Relatywnie dobre wskaźniki ekonomiczne ukrywają pogłębiającą się słabość rosyjskiej gospodarki. Napędzane wydatkami wojennymi zwiększenie PKB z ubiegłego roku pozwoliło jedynie na jej odbudowę po spadku tego wskaźnika w 2022 r. Niemniej czynniki wzrostu stopniowo się wyczerpują. W efekcie w kolejnych latach prognozowane jest wyhamowanie tempa rozwoju gospodarczego do ok. 1% PKB rocznie – i to pomimo utrzymania wysokich nakładów na armię, co w przypadku Rosji oznacza ekonomiczną stagnację. Jednocześnie wojna oraz nałożone w związku z nią zachodnie sankcje pogłębiają problemy, z którymi Federacja Rosyjska (FR) zmagała się już wcześniej: niedobory siły roboczej wywołane zapaścią demograficzną, zapóźnienie technologiczne czy budżetowa zależność od eksportu węglowodorów.

(...)

Uderzając na Ukrainę w lutym 2022 r., Rosja skierowała do rozprawy z nią siły mniejsze od wojsk ukraińskich, lekceważąc zarówno je, jak i wspierający Kijów wojskowo Zachód. Niepowodzenia pierwszego roku wojny sprawiły, że Moskwa wyciągnęła wnioski i zwiększyła swoje zaangażowanie, jednocześnie zmieniając strategię. Nadal jednak stara się pokonać przeciwnika bez budowania nad nim przewagi liczebnej. Poniesione w ciągu dwóch lat walk straty, choć znaczne, nie okazały się dla armii rosyjskiej poważnym problemem. Wciąż dysponuje ona znaczącym potencjałem mobilizacyjnym i dużymi możliwościami werbunku do służby na Ukrainie. Siły Zbrojne FR w sporej mierze przezwyciężyły nękające je w 2022 r. trudności z ukompletowaniem i doprowadziły nie tylko do względnie sprawnego uzupełniania stanów walczących jednostek, lecz także do wzrostu ogólnej liczebności o co najmniej 300 tys. żołnierzy.

Armia FR znajduje się w stanie permanentnej rozbudowy – formuje nowe związki operacyjne i taktyczne, produkuje też coraz więcej uzbrojenia i sprzętu wojskowego oraz amunicji. Mimo to bieżąca rosyjska produkcja nie jest w stanie pokryć strat i jednocześnie wyposażać nowo formowane jednostki. Podstawę do ich uzupełnienia stanowią odziedziczone po armii sowieckiej zapasy uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Ponadto Moskwa wciąż pozostaje uzależniona od elektroniki pochodzącej z Zachodu, choć wypracowała mechanizmy omijania sankcji i obecnie jej import na potrzeby wojskowe jest niewiele niższy niż przed wojną.

Priorytetem rozbudowy Sił Zbrojnych FR jest zachodni kierunek strategiczny, gdzie w miejsce Zachodniego Okręgu Wojskowego odtwarzane są dwa okręgi – Moskiewski i Leningradzki. Oba będą jednocześnie dowództwami operacyjno-strategicznymi – odpowiednio na środkowoeuropejskim i północnoeuropejskim kierunkach strategicznych. Planowane do 2026 r. nasycenie obu okręgów nowymi jednostkami, o ile się powiedzie, zwiększy przedwojenny potencjał uderzeniowy Sił Zbrojnych FR na wschodniej flance NATO co najmniej dwukrotnie.

Rosję wciąż stać na armię i nie widać oznak, by przynajmniej w najbliższych kilkunastu miesiącach miała ona utracić możliwość finansowania sfery wojskowej, o czym świadczy m.in. kontynuowanie programów rozbudowy Marynarki Wojennej FR, niepowiązanych z potrzebami wojny na Ukrainie. W rok 2024 Siły Zbrojne FR weszły jako strona mająca inicjatywę na froncie, systematycznie wzmacniająca swój potencjał i wykorzystująca postępujące słabnięcie przeciwnika. W percepcji Moskwy jej głównym wrogiem na Ukrainie nie jest obecnie tamtejsza armia, lecz wspierające Kijów państwa zachodnie ze swoimi zdolnościami i determinacją do utrzymania potencjału militarnego obrońców na poziomie umożliwiającym odparcie agresora.

Jeśli Zachód w ten czy inny sposób okaże swoją słabość – dążąc do zamrożenia konfliktu na Ukrainie bądź przestając ją wspierać wojskowo – Rosja nie będzie czekać na zakończenie rozbudowy armii i postara się pójść za ciosem, aby stworzyć bezpośrednie zagrożenie militarne także dla państw północno-wschodniej flanki NATO. Pokusa wykorzystania dostrzeganej w optyce Kremla słabości Zachodu będzie silniejsza niż świadomość dysproporcji potencjałów.

Wraz z inwazją na Ukrainę polityka zagraniczna Moskwy została podporządkowana głównemu celowi, jakim jest przekształcenie tego państwa w kadłubowy twór o ograniczonej suwerenności, politycznie podległy Rosji i podatny na jej wpływy. Oznacza to przejście do otwartego rozprawienia się z pozimnowojennym ładem w Europie i stanowi przełom w relacjach Kremla z Zachodem. Kombinację rywalizacji i współpracy z tym ostatnim zastąpił frontalny atak przy użyciu instrumentów „wojny hybrydowej”.

Jednocześnie Moskwa nasiliła starania o maksymalizację wsparcia ze strony państw skonfliktowanych z Zachodem i zachowanie neutralności – w tym 
nieprzyłączanie się do zachodnich sankcji – przez państwa Globalnego Południa. Przyniosło to zacieśnienie relacji z ChRL, Iranem i Koreą Północną. Chiny stały się dla Rosji absolutnie niezbędnym partnerem, ale ich rosnąca przewaga ekonomiczna nie oznacza naruszenia nadal istniejącej między Pekinem i Moskwą równowagi w sferze politycznej. W polityce wobec Globalnego Południa Kreml odwołuje się do antyzachodnich resentymentów i antykolonialnych haseł oraz pozycjonuje się jako awangarda nowego ładu międzynarodowego, który położy kres zachodniej dominacji. W polityce wobec tzw. państw postsowieckich priorytetami są natomiast intensyfikacja więzi gospodarczych w celu przeciwdziałania polityce sankcji oraz minimalizacja wpływów Zachodu, nawet kosztem akceptacji formuły kondominium z innymi niezachodnimi potęgami (Chiny, Turcja, Iran).

(...)

Po dwóch latach wojny reżim putinowski wydaje się stabilny, choć bunt Jewgienija Prigożyna pokazał, że pełna kontrola Kremla nad sytuacją wewnętrzną w każdej chwili może się okazać iluzją. W warunkach dyktatury personalistycznej system ma niską zdolność do elastycznego reagowania na wyzwania polityczne bez jasnych dyrektyw władz. Kreml jak dotąd z powodzeniem ucisza nastroje antyreżimowe i protestacyjne dzięki nasilaniu represji. Kupuje także lojalność społeczeństwa za pomocą wysokich transferów socjalnych dla wybranych grup i rozdzielania przywilejów. W ten sposób reżim celowo formuje elektorat zainteresowany kontynuowaniem wojny.

Po pierwsze należą do niego beneficjenci pełzającej nacjonalizacji gospodarki i przejmowania aktywów od rosyjskiego prywatnego biznesu i zagranicznych spółek wycofujących się z Rosji1. Korzystają oni też na zamówieniach publicznych związanych w większości z obsługą wojny. Nowi właściciele, świadomi, że ich prawo posiadania może zostać łatwo podważone w przyszłości, pozostają lojalni w imię nowo nabytych majątków i statusu. Po drugie są to uczestnicy wojny oraz członkowie ich rodzin, często pochodzący z borykającej się z nędzą prowincji, którzy uzyskali bezprecedensową ścieżkę awansu społecznego i finansowego. Po trzecie – pracownicy administracji, struktur siłowych i strategicznych sektorów, takich jak media państwowe czy przemysł zbrojeniowy, których zarobki w wyniku wojny znacząco wzrosły. Zdolność państwa rosyjskiego do dalszego rekompensowania strat biznesu i utrzymania poziomu transferów dla społeczeństwa przy jednoczesnym zwiększaniu nakładów na wojnę w dużej mierze zależy od szczelności zachodniego reżimu sankcyjnego i tempa dalszej redukcji powiązań ekonomicznych Zachodu z FR, a także od współpracy krajów trzecich we wdrażaniu sankcji.

W elicie rządzącej nie widać oznak rozłamu mimo dominującego w tych kręgach niezadowolenia z trwającej wojny i skonfliktowania Rosji z Zachodem. Frustracja ta doprowadziła nie tyle do prób sprzeciwu wobec Kremla, ile do wzrostu nastrojów antyzachodnich. Ma to związek m.in. z brakiem ustanowionych przez Zachód procedur uwolnienia się spod sankcji, np. za znaczącą pomoc dla Ukrainy i publiczne odcięcie się od reżimu putinowskiego. Nomenklatura wysokiego szczebla najpewniej nie widzi alternatywy dla Putina, a ewentualny bunt uważa za zbyt ryzykowny i nieopłacalny. Lojalność pozwala bowiem na czerpanie zysków z korupcji i wojny, podczas gdy nielojalnym grożą dotkliwe represje, z pozbawieniem życia włącznie (jak w przypadku Prigożyna).

(...)

Po dwóch latach wojny umocnił się w Rosji reżim neototalitarny, oparty na bezprecedensowej ingerencji w życie prywatne obywateli i represjach. Dąży on do zaprowadzenia totalnej kontroli nad społeczeństwem, z wykorzystaniem masowej cenzury, indoktrynacji, instrumentów cyfrowej inwigilacji i zachęt do donoszenia na współobywateli. Wraz z represjami mają one służyć zastraszaniu oraz likwidacji wszelkiej niezależnej działalności i przejawów 
nieprawomyślności. Z początkiem pełnoskalowej inwazji wdrożono bezprecedensową we współczesnej Rosji militaryzację wychowania dzieci i młodzieży już od najwcześniejszego etapu edukacji, co ma na celu kształtowanie młodych pokoleń w duchu gloryfikacji toczącej się wojny, kultu śmierci na froncie oraz nienawiści do Ukrainy i Zachodu, a także zaprogramowanie do bezwzględnego posłuszeństwa wobec władzy i poświęcenia dla niej.

Reżim bezwzględnie represjonuje oponentów politycznych. 16 lutego 2024 r., po trzech latach pobytu w więzieniu, zmarł Aleksiej Nawalny, najbardziej rozpoznawalny i najpopularniejszy lider opozycji. Polityk, którego Putin uważał za osobistego wroga, był nękany i de facto torturowany w kolonii karnej, a także izolowany od świata zewnętrznego. Władze podejmowały te działania z premedytacją, licząc się z możliwością śmierci opozycjonisty. Również inni oponenci reżimu odbywają karę w ciężkich warunkach – wśród nich znajduje się znany aktywista Władimir Kara-Murza, skazany na 25 lat pozbawienia wolności za zdradę państwa. W 2023 r. lawinowo wzrosła liczba spraw karnych za to przestępstwo, które zagrożone jest karą dożywocia (ogółem wszczęto 63 sprawy
wobec 22 w roku 2022). Kontynuowane są też próby zastraszania niezależnych adwokatów, m.in. aresztowano prawników reprezentujących Nawalnego. Celem rządzących jest doprowadzenie do całkowitej społecznej izolacji oponentów reżimu, w tym poprzez faktyczne pozbawienie prawa do obrony.

(...)

W polityce regionalnej Kreml nie dysponuje aktualnie dostatecznymi środkami do przeprowadzenia supercentralizacji (radykalnego zacieśnienia kontroli na poziomie regionalnym i lokalnym, będącego zwieńczeniem procesów zainicjowanych w latach poprzedzających inwazję), a zarazem chce uniknąć konfliktów i napięć na niższych szczeblach władzy. Zamiast tego centrum federalne sukcesywnie, mniejszymi krokami wzmacnia kontrolę nad regionami. Moskwa dyskontuje zmiany, do jakich doszło w latach bezpośrednio poprzedzających inwazję na Ukrainę. Władze regionalne i lokalne zostały wówczas ostatecznie wkomponowane w hierarchiczny pion ściśle podporządkowany Kremlowi.

Na poziomie lokalnym utrzymał się wprawdzie większy pluralizm polityczny, niemniej Moskwa aktywnie dąży do jego usunięcia. Przejawami tego są m.in. konsekwentna likwidacja wyborów bezpośrednich do organów wykonawczych (przede wszystkim merów centrów administracyjnych regionów i innych dużych miast) oraz uruchomienie w listopadzie 2023 r. „szkoły merów” analogicznej do „szkoły gubernatorów” (koordynowanego przez administrację prezydenta FR programu kadrowego obliczonego na unifikację kadr regionalnych).

Wojna nie wpłynęła na finansową samodzielność regionów oraz szczebla lokalnego i pozostaje ona ograniczona. Nałożyła jednak na podmioty federalne nowe ciężary, związane m.in. z odbudową nielegalnie anektowanych przez Rosję terytoriów ukraińskich. Zarazem – w obliczu trudności ekonomicznych wynikających z inwazji i na przekór centralizacyjnej logice – Moskwa została poniekąd zmuszona do selektywnego zwiększenia autonomii finansowej niższych szczebli. Przejawem tego są plany opracowania mechanizmu na rzecz poprawy samodzielności fiskalnej samorządów lokalnych.

(...)

Po chwilowej deharmonizacji przekazu (związanej z puczem Prigożyna) rosyjska propaganda skonsolidowała narrację, przekonując w optymistycznym duchu, że zwycięstwo w wojnie jest bliskie i nieuchronne, wojska ukraińskie słabną, a Zachód ogranicza pomoc dla Kijowa. Przemilcza się natomiast ogromne koszty społeczne i ekonomiczne prowadzenia przez Rosję wojny. Reżimowy przekaz ułatwiły niepowodzenie ukraińskiej kontrofensywy w drugiej połowie 2023 r. oraz przerzucenie uwagi zmęczonych wojną odbiorców na konflikt na Bliskim Wschodzie, który rosyjska propaganda wykorzystała, by uderzać w Zachód i przekonywać o konstruktywnej czy wręcz mesjanistycznej roli Kremla na arenie międzynarodowej. Z jednej strony taka narracja kierowana jest do odbiorców w Rosji, gdzie ma skonsolidować nastroje społeczne przed wyborami prezydenckimi, z drugiej zaś – jest instrumentem psychologicznego oddziaływania na Zachód. Ma ona przekonać tamtejsze elity i społeczeństwa, że Ukraina znajduje się na przegranej pozycji, zatem nie warto przedłużać wojny i należy rozpocząć rozmowy pokojowe na warunkach Moskwy.

W nastrojach społecznych można dostrzec dwie ważne tendencje – po pierwsze narastające zmęczenie wojną, a po drugie oczekiwanie rychłego zwycięstwa na rosyjskich warunkach. W badaniach socjologicznych odnotowuje się wzrost akceptacji Rosjan dla przystąpienia do rozmów pokojowych. Według sondaży Russian Field oraz Centrum Lewady z końca 2023 r. odpowiednio 48% i 57% respondentów popiera negocjacje pokojowe, zaś 39% i 36% opowiada się za kontynuacją walk. Jednocześnie zdecydowana większość sprzeciwia się oddawaniu Ukrainie terytoriów okupowanych i wycofaniu rosyjskich wojsk z zajmowanych pozycji. Nastroje te wynikają przede wszystkim z przekonania, że Rosja wygrywa wojnę i to Kijów jest zmuszony zabiegać o pokój oraz że zostanie on zawarty na warunkach Moskwy (takie myślenie kształtowane jest przez triumfalistyczną narrację mediów państwowych).

Społeczeństwo rosyjskie akceptuje inwazję na Ukrainę i skutecznie przystosowuje się do wynikającej z wojny pogarszającej się sytuacji społeczno-ekonomicznej w kraju. Deklarowane poparcie dla władz i ich działań utrzymuje się na wysokim poziomie – mierzone regularnie w sondażach poparcie dla Putina w ciągu całego 2023 r. nie spadało poniżej 80%, natomiast zaangażowanie armii FR na Ukrainie popierało ponad 70% badanych (Centrum Lewady). Większość społeczeństwa pozostaje bierna i zatomizowana i nie jest gotowa zabiegać o swoje prawa, nawet gdy są one naruszane w sposób rażący. Na widoczny wzrost niezadowolenia nie przekłada się jak dotąd również przerzucanie kosztów inwazji na obywateli, którego przejawami są m.in. ograniczanie ogólnych wydatków na cele socjalne przy jednoczesnym zwiększaniu nakładów wojennych oraz coraz wyższe koszty utrzymania. Poparcie dla walk na Ukrainie wynika głównie z narzuconego przez propagandę przekonania, że Rosja toczy egzystencjalną wojnę obronną, w którą została wciągnięta przez Zachód. Ukazywanie tego konfliktu jako „odwiecznego” zderzenia cywilizacji zwalnia przy tym Kreml z konieczności przedstawienia obywatelom jego ostatecznych celów. Wojnę prezentuje się przy tym w propagandzie jako stan naturalny społeczeństwa i państwa.

(...)

Obserwowanym już teraz pokłosiem masowego udziału Rosjan w działaniach zbrojnych jest normalizacja przemocy i wzrost przestępczości. Alarmują o tym rosyjskie organizacje pozarządowe, zwłaszcza te zajmujące się przemocą domową. Prokuratura Generalna zaprzestała zaś w 2022 r. publikacji danych o przestępczości, uznawszy je za wrażliwe. Według informacji MSW w 2023 r. w Rosji odnotowano wzrost liczby ciężkich i szczególnie ciężkich przestępstw – było ich 589 tys., co jest najwyższą wartością od 2011 r. 

(...)

Wbrew dobrym wskaźnikom makroekonomicznym sytuacja w rosyjskiej gospodarce pozostaje daleka od stabilnej. Państwowa propaganda stara się przekonać własne społeczeństwo i Zachód o dużej odporności Rosji na szoki, których doznała w ostatnich dwóch latach. Władze ilustrują to oficjalnymi danymi, pokazującymi spadek PKB w 2022 r. o niewiele ponad 1% (według zaktualizowanych przez Rosstat w grudniu 2023 r. danych oceniano go wcześniej na przeszło 2%) i wyjście z recesji w 2023 r. (ok. 3,5% wzrostu), co pozwoliło na powrót gospodarki do stanu sprzed inwazji. Wpływ na dobre wskaźniki makroekonomiczne mają jednak przede wszystkim branże pracujące na potrzeby wojny, finansowane z budżetu państwa. Ich kosztowna produkcja pozwala na wzrost parametrów, lecz w niewielkim stopniu przyczynia się do trwałego rozwoju gospodarki. Zwiększając wydatki na wojnę, państwo de facto odbiera bowiem pieniądze biznesowi i obywatelom po to, aby następnie stracić je na Ukrainie. Od początku inwazji to środki publiczne stały się najważniejszym czynnikiem stymulującym aktywność gospodarczą w FR. Łączną wartość wsparcia budżetowego udzielonego gospodarce w latach 2022–2023 oszacowano na prawie 10% PKB. Przeważającą część tych środków przeznaczano jednak na finansowanie działań wojennych. W efekcie obecne wskaźniki makroekonomiczne jedynie w ograniczonym stopniu informują o rzeczywistym stanie gospodarki czy poziomie życia obywateli.

Analizując sytuację ekonomiczną w poszczególnych branżach i regionach FR, można zaobserwować, że inwazja na Ukrainę i będące jej konsekwencją bezprecedensowe sankcje nałożone przez Zachód doprowadziły do poważnego osłabienia gospodarki, m.in. inicjując głębokie i kosztowne przemiany w sposobie
prowadzenia biznesu w Rosji i w relacjach ze światem. Lista stojących przed rządem wyzwań rośnie. Najważniejszym z nich jest duża i wciąż nasilająca się
zależność aktywności gospodarczej od pieniędzy publicznych pompowanych przez Kreml. Bez tych środków utrzymanie m.in. popytu wewnętrznego, a tym samym wzrostu PKB, będzie niemożliwe.

Poważnym zagrożeniem dla sytuacji ekonomicznej Rosji są też niedobory siły roboczej i słabość kapitału ludzkiego – już teraz biznes skarży się, że 
problemy na rynku pracy to główny hamulec wzrostu produkcji (latem 2023 r. liczba wakatów sięgnęła 1,2 mln miejsc i była dwukrotnie wyższa niż przed pięcioma laty). Ponadto koncentracja zasobów w sektorze zbrojeniowym odbywa się kosztem sektora cywilnego, któremu coraz trudniej jest zaspokajać popyt 
konsumpcyjny. W efekcie rośnie inflacja, dodatkowo napędzana przez słabość rubla i drożejący import. Rząd w walce ze wzrostem cen zaostrza politykę kredytową, skokowo zwiększając stopy procentowe, co ogranicza dostęp biznesu do kapitału. Sytuację komplikuje odcięcie Rosji od zachodnich funduszy, które sprawia, że to środki krajowe stały się głównym źródłem finansowania inwestycji.

Wprowadzone przez Zachód restrykcje odbiły się zwłaszcza na sektorze energetycznym, będącym najważniejszym źródłem dochodów do budżetu, co utrudnia jego zbilansowanie. W 2023 r. sektor wydobywczy, który przed inwazją stanowił koło zamachowe rosyjskiej gospodarki, odnotował spadek produkcji (o 1,2%). Konieczność dostosowania go do funkcjonowania w warunkach restrykcji poskutkowała przede wszystkim obniżeniem wydobycia ropy i zatrzymaniem wcześniejszego trendu wzrostowego (jeśli porównać średni poziom z 2023 r. ze wskaźnikami sprzed inwazji na Ukrainę, to redukcja ta wyniosła ok. 500–700 tys. baryłek na dobę). Produkcję gazu ziemnego zaś – na skutek szantażu Kremla wobec Unii Europejskiej – ograniczono o wiele bardziej, o ok. 120 mld m3 względem roku 2021, tj. o ponad 15%. Dodatkowo konieczność zmiany kierunków eksportu surowców energetycznych spowodowała uzależnienie Rosji od wąskiej grupy odbiorców, którzy mogą wykorzystywać swoją pozycję i dyktować Kremlowi warunki współpracy.

W efekcie dochody FR z eksportu ropy i gazu w ciągu całego 2023 r. zmniejszyły się o ponad 2,7 bln rubli r/r (tj. 24%; 31 mld dolarów), choć zarazem pozostały na podobnym poziomie co dwa lata wcześniej. Warto przy tym odnotować, że w ubiegłym roku rosyjska waluta straciła na wartości ok. 30% względem
dolara, co komplikuje porównywanie danych w ujęciu rocznym. Niemniej redukcja wpływów z sektora nasiliła problemy bilansu płatniczego Rosji. 

Spadek dochodów eksportowych przy wzroście wartości importu i dużym odpływie kapitału z FR przyczynił się do przyspieszenia osłabiania rubla, a także silnych wahań jego wartości w związku ze zmianą struktury walutowej zagranicznych operacji finansowych. Odejście od „toksycznych” w Rosji zachodnich środków płatniczych oznaczało bowiem konieczność wzmożenia wykorzystania walut niewymienialnych, rubla czy juana.

Wydatki na wojnę z Ukrainą pochłaniają coraz większą część środków publicznych i stały się motorem wzrostu nakładów budżetowych, przy czym w zasadzie niemożliwe jest określenie ich wysokości. Należy podkreślić, że wydatki na armię nie stanowią zwartej pozycji w budżecie FR. Większość z nich skupiona jest w części „Obrona narodowa”, a nominalna ich wartość w 2023 r. była o 80% wyższa niż w roku 2021 (brak danych za 2022 r.) i wyniosła co najmniej 6,4 bln rubli, tj. ok. 70 mld dolarów. Finanse na armię ukryte są jednak także w innych rozdziałach. Z pozycji „Gospodarka narodowa” finansowane jest m.in. wsparcie dla przedsiębiorstw sektora zbrojeniowego, prace badawczo-rozwojowe oraz budowa i modernizacja infrastruktury, w tym komunalno-drogowej i obronnej w regionach okupowanych oraz w przygranicznych obwodach FR. Ponadto rosyjskie służby, m.in. Federalna Służba Bezpieczeństwa czy Gwardia Narodowa, odpowiadające za utrzymanie kontroli nad okupowanymi ukraińskimi terytoriami, finansowane są z rozdziału „Bezpieczeństwo wewnętrzne”. W efekcie nakłady powiązane z prowadzeniem wojny z Ukrainą szacowane na podstawie dostępnych informacji stanowią ok. 40% rosyjskiego budżetu. Rzeczywiste koszty są jednak znacznie wyższe – od rozpoczęcia inwazji rząd nie informuje o szczegółach realizacji budżetu.

(...)

Odwrócenie się inwestorów od Rosji i odcięcie jej od zachodnich technologii pogłębia gospodarcze zapóźnienie tego kraju. Proces ten obserwujemy już od pierwszych dni inwazji na Ukrainę. Przez ostatnie 30 lat źródłem dóbr wysokotechnologicznych w Rosji były państwa zachodnie. To biznes z Europy czy USA gotowy był dzielić się swoimi technologiami i inwestować w FR. Bez współpracy z Zachodem niemożliwe byłyby np. rozwój rynku LNG czy zagospodarowanie trudno dostępnych złóż naftowo-gazowych. (...)

(...) Ponadto restrykcje i bojkoty korporacyjne spowodowały, że produkcja wielu marek samochodów czy sprzętu AGD stała się w FR praktycznie niemożliwa. Państwa, które nie przyłączyły się do sankcji, np. Chiny, Indie czy Turcja, albo nie dysponują technologiami mogącymi zastąpić zachodnie rozwiązania, albo nie są gotowe się nimi dzielić – traktują bowiem Rosję jako potencjalnego konkurenta na rynku. W efekcie Moskwa musi się zadowolić importem gotowej produkcji, w większości przypadków mniej zaawansowanej technologicznie. Obecnie rosyjski biznes mający dostęp do pieniędzy publicznych inwestuje przede wszystkim w projekty infrastrukturalne pozwalające na utrzymanie eksportu i przekierowanie go na Wschód (zwłaszcza surowców energetycznych, metali czy drewna) oraz adaptację do nowych warunków biznesowych.

(...)

W momencie uderzenia na Ukrainę armia rosyjska nie dysponowała typową dla regularnego konfliktu zbrojnego przewagą liczebną nad obrońcami. Nie starała się też zbudować jej na poziomie taktycznym i przystąpiła do działań tak, jakby stanowiły one przedłużenie ćwiczeń poligonowych. Całkowicie zlekceważyła zarówno przeciwnika, jak i wspierający go od początku Zachód. Przez pierwsze tygodnie wojny Rosjanie zdawali się nie przyjmować do wiadomości, że dzięki amerykańskiemu rozpoznaniu Ukraińcy wiedzą o ruchach ich jednostek więcej niż wojsko rosyjskie o obrońcach. Latem 2022 r. siły ukraińskie dysponowały – w wyniku przeprowadzonej w szybkim tempie mobilizacji – łącznie milionem wojskowych (w tym 700 tys. w Siłach Zbrojnych Ukrainy), podczas gdy atakujących je żołnierzy rosyjskich było 150 tys.  

Wystawienie do walki zbyt skromnego potencjału skutkowało najpierw odwrotem spod Kijowa, a następnie porażką w bezpośrednim starciu zbrojnym pod Charkowem – w obu przypadkach armia rosyjska poniosła pokaźne straty w wyposażeniu. We wrześniu 2022 r. Rosjanie uciekali przed nacierającą armią ukraińską jako strona bita na froncie. Świadomi własnego nieprzygotowania do zmierzenia się z liczniejszym i zdeterminowanym przeciwnikiem jeszcze w listopadzie 2023 r. wycofali się z Chersonia. W tym czasie w Rosji prowadzono już jednak tzw. częściową mobilizację, w ramach której powołano pod broń 300 tys. rezerwistów i rozpoczęto szeroko zakrojoną rekrutację do służby kontraktowej. Nadal – mimo głosów części elit nawołujących do powszechnej mobilizacji i rozstrzygnięcia wojny na modłę sowiecką, które ucichły po tzw. buncie Prigożyna – nie doszło jednak do zmiany pierwotnie przyjętego założenia. Od lutego 2022 r. Rosja udaje bowiem, że nie toczy wojny z sąsiadem, lecz prowadzi na jego – a w mniemaniu Kremla na własnym (od momentu formalnej aneksji czterech ukraińskich obwodów) – obszarze specjalną operację wojskową.

{...)

Produkcja podstawowych kategorii uzbrojenia (czołgów, bojowych wozów opancerzonych, artylerii oraz samolotów i śmigłowców bojowych) oraz amunicji artyleryjskiej (do 2 mln sztuk rocznie) wzrosła w ciągu dwóch lat wojny co najmniej dwukrotnie, a rakiet balistycznych i pocisków manewrujących – ponad trzykrotnie (w ocenie HUR do 115–130 miesięcznie). Rosjanie rozwinęli na szeroką skalę wytwórstwo amunicji krążącej (początkowo opierali się na dronach kamikadze kupowanych w Iranie), a także udoskonalili systemy walki radioelektronicznej (WRE), w której pozostają światowym liderem.

Poza unieszkodliwieniem ukraińskich systemów łączności (jesienią 2022 r. obrońcom udało się ją utrzymać wyłącznie dzięki terminalom Starlink) rosyjskie systemy WRE zakłóciły sygnały GPS amunicji naprowadzanej do wyrzutni HIMARS, co ograniczyło jej początkową skuteczność, oraz łączność dronów z satelitami. Większość ukraińskich dronów unieszkodliwianych nad terytorium kontrolowanym przez Rosjan pada ofiarą systemów WRE, a tylko część zostaje klasycznie zestrzelona. Najeźdźcom udało się również opracować i wdrożyć rodzaj kopuły radioelektronicznej nad własnymi pozycjami, która broni ich przed dronami FPV. W ocenie Ukraińców nawet 90% przekazywanych im amerykańskich i europejskich systemów nie jest w stanie sprostać wyzwaniom wojny radioelektronicznej.

W trakcie dotychczasowych działań Rosjanie wyprowadzili z magazynów i skierowali na front setki egzemplarzy uzbrojenia uchodzącego za „zabytkowe”, co dawało asumpt do twierdzeń, że brakuje im nowszego wyposażenia. Pochodzące nierzadko z przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych pojazdy opancerzone i artyleria nie są jednak wykorzystywane zgodnie z ich pierwotnym przeznaczeniem (czołgi służą jako stałe punkty ogniowe, transportery – po zamontowaniu systemów zdalnego sterowania – do rozminowania i przełamywania umocnień, morskie armaty szybkostrzelne do niszczenia dronów i celów lekko opancerzonych). Sięganie po wciąż olbrzymie posowieckie zapasy pozwala ponadto na oszczędzenie dużo mniej licznego nowoczesnego uzbrojenia, a zwłaszcza amunicji.

Według zachodnich szacunków strat w wyposażeniu i zużycia amunicji bieżąca rosyjska produkcja nie jest w stanie pokryć strat i jednocześnie wyposażać nowo  formowane jednostki i jest mało prawdopodobne, aby się to zmieniło w najbliższych latach. Odpowiedni poziom ukompletowania istniejących i nowo formowanych  jednostek osiągany jest dzięki modernizacji zmagazynowanego uzbrojenia posowieckiego, przede wszystkim broni pancernej (łotewski wywiad ocenia możliwości rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego na łącznie 100–150 nowych i zmodernizowanych czołgów miesięcznie). Wojna przyspieszyła wdrożenie nowszego generacyjnie uzbrojenia (m.in. rozpoczęto produkcję seryjną czołgu T-14 Armata i haubicoarmaty samobieżnej 2S35 Koalicja-SW oraz zwiększono dostawy wielozadaniowych samolotów bojowych Su-57), niemniej w skali Sił Zbrojnych FR ma ono wciąż znaczenie symboliczne (mimo otrzymania w 2023 r. rekordowej liczby 11 Su-57 rosyjskie lotnictwo wojskowe zdołało przezbroić w nie dotychczas zaledwie jedną eskadrę).

(...)

W sytuacji otwartego konfliktu z Zachodem podtrzymanie i dalszy rozwój relacji z Pekinem nabrało dla Moskwy jeszcze większego znaczenia niż wcześniej. Chiny stały się dla Rosji absolutnie niezbędnym partnerem we wszystkich sferach: politycznej, wojskowej i ekonomicznej. Nastąpiło dalsze zacieśnienie współpracy militarnej: latem 2023 r. odbyła się cała seria wspólnych ćwiczeń lotniczych i morskich, w trakcie których siły zbrojne demonstrowały  bezprecedensowy stopień koordynacji. Wymiana handlowa z Chinami okazała się podstawą udanej reorientacji rosyjskiego handlu zagranicznego – od Zachodu ku
Wschodowi i Południu. Obroty wzrosły ze 142 mld dolarów w 2021 r. do 190 mld w 2022 r. (o 34%, w tym rosyjski eksport o 48,6%, a import – o 17,5%), a następnie do 240 mld dolarów w 2023 r. (o ok. 26%, w tym eksport o 13%, a import – o 47%). W rezultacie w 2023 r. udział Chin w rosyjskim imporcie w porównaniu z rokiem 2021 podniósł się z 25% do 36%, a w eksporcie – z 14,2% do 30,5%.

W konsekwencji pogłębiła się niekorzystna dla Rosji asymetria w relacjach. Moskwa buduje swoją politykę względem Pekinu na trafnym założeniu, że nie może 
on sobie pozwolić na to, aby Rosja została pokonana w konflikcie z Zachodem. Oznacza to, że posiadana przez ChRL przewaga ekonomiczna nie daje Pekinowi 
możliwości wywierania decydującego wpływu politycznego na FR. Moskwa zachowuje autonomię na tym polu. Jaskrawym tego przykładem była decyzja 
o rozmieszczeniu rosyjskiej taktycznej broni nuklearnej na Białorusi, którą Putin demonstracyjnie ogłosił podczas wspólnej konferencji prasowej z Xi Jinpingiem w Moskwie w marcu 2023 r., mimo że wcześniej Pekin jednoznacznie zgłaszał swój sprzeciw wobec takiego posunięcia.

Drugą ważną zmianą w polityce Rosji jest dalsze zacieśnienie relacji z Iranem. Otwarty konflikt Rosji z Zachodem uśmierzył dotychczasową podejrzliwość Teheranu (nad partnerstwem ciążyła pamięć o imperialnej polityce zarówno Rosji, jak i Związku Sowieckiego wobec Iranu, a także o instrumentalnym jego traktowaniu przez Moskwę w kontekście jej stosunków z USA), co spowodowało, że relacje w sferach politycznej, wojskowej i ekonomicznej nabrały nowej dynamiki. Iran zaopatruje Rosję w duże ilości sprzętu wojskowego (drony bojowe), używanego następnie przeciwko Ukrainie. Moskwa z kolei podpisała w 2023 r. kontrakt na dostarczenie Teheranowi myśliwców Su-35 i helikopterów szturmowych Mi-28. Wzmożeniu uległy kontakty między resortami obrony i wojskowymi, kontynuowane są również wspólne ćwiczenia morskie (także w trójstronnym formacie obejmującym Chiny).

(...)

Trzecią istotną zmianą w rosyjskiej polityce jest zbliżenie z Koreą Północną. Dzięki niemu Moskwa może liczyć na znaczną pomoc wojskową w postaci dostaw amunicji artyleryjskiej i – ostatnio – rakiet balistycznych krótkiego zasięgu. Porozumienie w tej sprawie najprawdopodobniej przypieczętowano we wrześniu 2023 r. podczas pięciodniowej wizyty północnokoreańskiego przywódcy w Rosji, w trakcie której strony otwarcie deklarowały intensyfikację współpracy wojskowej. Doszło wówczas do rozmów między szefami resortów obrony, a rosyjski minister obrony jeszcze w lipcu 2023 r. złożył wizytę w Pjongjangu. Koreański lider otwarcie zapewnił przy tym o swoim poparciu dla Rosji w jej walce z „zachodnim imperializmem” i życzył jej zwycięstwa. Korea Północna jest jednym z niewielu państw, które konsekwentnie głosowało przeciwko zgłaszanym na forum ONZ rezolucjom potępiającym rosyjski atak na Ukrainę.

(...) Z Turcją Moskwa utrzymuje bardzo intensywne kontakty, w tym na najwyższym szczeblu. W latach 2022–2023 Putin pięciokrotnie spotkał się z prezydentem Recepem Tayyipem Erdoğanem i przeprowadził z nim czternaście rozmów telefonicznych. Mimo ostrej rywalizacji geopolitycznej między obu państwami i udzielanej przez Ankarę Kijowowi ograniczonej pomocy wojskowej Turcja nie przyłączyła się do zachodnich sankcji. Odegrała ponadto ważną rolę w reorientacji rosyjskiej wymiany handlowej – obroty między tymi krajami wzrosły w 2022 r. aż o 86% i osiągnęły wartość 68 mld dolarów, co uczyniło Turcję drugim co do wielkości partnerem handlowym Rosji. O tym, jak bardzo Kreml ceni sobie stosunki z Ankarą, świadczy jego gotowość do udzielenia jej  finansowego wsparcia, co zwiększyło szanse wyborcze prezydenta Erdoğana.

Jednym z priorytetów rosyjskiej dyplomacji stała się intensyfikacja kontaktów ze światem arabskim, w szczególności ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi 
(ZEA), Arabią Saudyjską i Egiptem. O tym, jakiego znaczenia nabrały dla Moskwy relacje z nimi, świadczy osobista wizyta Putina w dwóch pierwszych z nich (w grudniu 2023 r.). ZEA to obecnie główny partner handlowy Rosji w świecie arabskim – obroty z nimi wzrosły w 2022 r. o 68% i osiągnęły 9 mld dolarów, a przez trzy kwartały 2023 r. podniosły się o dalsze 63%. Z kolei z Arabią Saudyjską łączy ją przede wszystkim wspólny interes w utrzymywaniu wysokich i stabilnych cen ropy naftowej. Warto zwrócić uwagę, że Rosja zajęła identyczne – jednoznacznie propalestyńskie – stanowisko jak świat arabski w sprawie konfliktu między Izraelem a Hamasem w Gazie: sprzeciwiła się izraelskiej operacji oraz wezwała do zawieszenia broni i zwołania konferencji międzynarodowej w sprawie utworzenia państwa palestyńskiego w Strefie Gazy i na terenie Zachodniego Brzegu Jordanu, ze stolicą we Wschodniej Jerozolimie. Moskwa pragnie w ten sposób zdobyć sympatię i uzyskać poparcie Globalnego Południa. Demonstruje, że jest rzeczniczką jego interesów wobec Zachodu i w związku z tym zasługuje na jego wsparcie w swojej walce z nim.

Kolejnym ważnym partnerem, którego utrzymanie w gronie państw neutralnych było dla Rosji szczególnie istotne, były Indie. Na pierwszy rzut oka po 24 lutego 2022 r. rosyjsko-indyjskie „szczególnie uprzywilejowane partnerstwo strategiczne” (oficjalne określenie statusu tych relacji) działało bez zarzutu. 
Delhi nie potępiło i nie krytykuje wprost rosyjskiej agresji, nie dołączyło do zachodnich prób dyplomatycznego izolowania Moskwy, a także sześciokrotnie
wstrzymało się od głosu na forum ONZ, gdy w agendzie obrad znalazły się krytyczne wobec Rosji rezolucje. Przewodnicząc w G20 (w 2022/2023 r.), Indie postarały się też, aby temat rosyjskiej inwazji został wyłączony z porządku obrad. Nie tylko nie przyłączyły się do sankcji, lecz wręcz znacząco  przyczyniły się do reorientacji rosyjskich więzi handlowych przez ponad czterokrotne zwiększenie importu rosyjskich surowców i półproduktów, które spowodowało ponad dwuipółkrotny wzrost rosyjsko-indyjskich obrotów handlowych, do poziomu 50 mld dolarów (od kwietnia 2022 do kwietnia 2023 r.; podobną wartość odnotowano za cały 2023 r.).

Jednocześnie jednak zahamowaniu uległ proces zacieśniania współpracy polityczno-wojskowej. Indie zamroziły rozmowy o kontrakcie na dostawę rosyjskich śmigłowców, nie podpisały zapowiadanej umowy o współpracy logistycznej i nie notyfikowały podpisanej już umowy o współpracy wojskowo-technicznej na lata 2021–2031. Odwołane (formalnie „przełożone”) zostały również coroczne wspólne manewry wojskowe „Indra”. Spadła intensywność politycznych kontaktów, m.in. doszło do bezprecedensowej przerwy w cyklu organizowanych każdego roku wizyt na szczeblu przywódców. Nie kontynuowano też zainicjowanych w 2021 r. konsultacji ministrów obrony i spraw zagranicznych (w formacie 2+2).

Po 24 lutego 2022 r. Rosja nasiliła swoją polityczną aktywność na kontynencie afrykańskim, a także antyzachodnią ofensywę propagandową, realizowaną m.in. za pośrednictwem środków masowego przekazu. Państwa kontynentu przyjęły generalnie korzystną dla Moskwy, zdystansowaną postawę wobec inwazji na Ukrainę. Kreml przeprowadził ponadto drugi szczyt Rosja–Afryka, choć frekwencja przedstawicieli najwyższego szczebla była wyraźnie niższa niż w 2019 r., a część delegacji afrykańskich skrytykowała gospodarza za wycofanie się z umowy zbożowej15. Moskwa odniosła sukces w Burkina Faso, gdzie junta wojskowa, idąc w ślady Republiki Środkowoafrykańskiej i Mali, zerwała współpracę wojskową z Paryżem i w miejsce wydalonego francuskiego kontyngentu ściągnęła w styczniu 2024 r. Rosjan. W najbliższej przyszłości obecność wojskowa FR na kontynencie (kremlowscy najemnicy operują również w Libii i Sudanie) prawdopodobnie ulegnie sformalizowaniu, o czym świadczy utworzenie pod auspicjami resortu obrony Korpusu Afrykańskiego, który ma zastąpić obecne tam struktury Grupy Wagnera16; może także rozszerzyć się na kolejne kraje Sahelu.

Kreml stara się też intensyfikować kontakty z Ameryką Łacińską, która zachowuje powściągliwe stanowisko w kwestii wojny rosyjsko-ukraińskiej. Państwa regionu nie przyłączyły się do antyrosyjskich sankcji (z wyjątkiem Kostaryki) ani nie dostarczyły broni na Ukrainę. Podobnie postąpiły kraje Azji Południowo-Wschodniej, z którymi Rosja również usiłuje zacieśniać więzi.

(...)

Otwarcie antyzachodni kurs w polityce zagranicznej znalazł swoje odzwierciedlenie w sferze ideologicznej. Budowana przez Moskwę narracja opisuje konflikt z Zachodem w kategoriach egzystencjalnych. Zgodnie z nią Rosja dokonała fundamentalnej reorientacji cywilizacyjnej, odwracając się od Europy i Zachodu. Te jakoby nie mają jej nic do zaoferowania i nie stanowią atrakcyjnego wzorca, są natomiast źródłem zagrożenia, jakim jest doktryna neoliberalna. Z kolei politykę rozwijania relacji ze światem niezachodnim też opatrzono nowym ideologicznym szyldem i odpowiednio skonstruowaną narracją, które mają być atrakcyjne i przekonywające dla państw Globalnego Południa.

Odwołuje się ona do antyzachodnich resentymentów i tradycji antykolonializmu. Wojnę z Ukrainą przedstawia jako walkę z hegemonią i neokolonializmem Zachodu, prowadzoną przez Rosję w interesie całego niezachodniego świata. Celem tej walki jest zastąpienie – albo przynajmniej fundamentalna rewizja – istniejącego systemu międzynarodowego zdominowanego przez Zachód nowym, sprawiedliwszym ładem „wielobiegunowym”. Istotnym elementem tej narracji jest przypisanie rosyjskiej polityce misji obrony cywilizacyjnego pluralizmu, któremu jakoby zagraża dążenie zachodnich elit do rozmycia tradycyjnych tożsamości i narzucenia całej ludzkości wartości i wzorców zachodniego liberalizmu w jego postmodernistycznej wersji.

Politykę Rosji, zwłaszcza wobec wojny z Ukrainą i Zachodem, należy postrzegać także w kontekście jej postawy względem innych tzw. państw postsowieckich 
(określanie ich w taki sposób jest już nieaktualne, gdyż nie tworzą one regionu i więcej je dzieli, niż łączy), które Moskwa traktuje ciągle jako swoją naturalną strefę wpływów. Zadanie Ukrainie militarnej klęski, a przede wszystkim skłonienie Zachodu do akceptacji jej politycznych rezultatów miałoby być lekcją dla pozostałych państw postsowieckich, że ich swoboda w sferze polityki zagranicznej i bezpieczeństwa powinna uwzględniać „czerwone linie” Kremla.

Chociaż już od początku lat dziewięćdziesiątych władze FR deklarowały, że relacje z państwami postsowieckimi powinny stanowić priorytet rosyjskiej polityki zagranicznej, to – paradoksalnie – w rzeczywistości dopiero wojna z Ukrainą i konflikt z Zachodem spowodowały, że znalazły się one w centrum zainteresowania Kremla. Jeszcze nigdy ani sam Putin, ani Ławrow nie spotykali się i nie kontaktowali ze swoimi odpowiednikami z państw wchodzących niegdyś
w skład Związku Sowieckiego równie często jak w ciągu ostatnich dwóch lat. Najważniejsze przy tym są obecnie dla Kremla intensyfikacja relacji gospodarczych i pogłębianie mechanizmów integracji w ramach Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, co ma pomóc w stępianiu skutków zachodnich sankcji. Państwa
postsowieckie służą bowiem jako kluczowe ogniwo w ich obchodzeniu. Z tego punktu widzenia brak demonstracyjnego poparcia dla rosyjskiej inwazji z ich strony (wyjątkiem jest Białoruś) czy nawet lekkie dystansowanie się od niej (np. w postaci wstrzymania się od głosu w instytucjach międzynarodowych) są 
dla Rosji korzystne, ponieważ zmniejszają ryzyko, że zostaną na nie nałożone zachodnie restrykcje. Kreml doskonale zdaje sobie sprawę, że i tak charakter relacji z tymi państwami zależy od wyniku wojny.

Celem rosyjskiej polityki wobec Białorusi pozostaje podtrzymywanie jej uzależnienia od Rosji, a w konsekwencji – zwasalizowanie. Kreml uważa terytorium sąsiada za obszar o strategicznym znaczeniu dla oddziaływania militarnego na NATO i Ukrainę. Po agresji na nią stało się ono zapleczem dla rosyjskiej armii. Kreml manifestacyjnie angażuje Mińsk w przedsięwzięcia wojskowe i przedstawia Białoruś jako państwo gotowe do bezpośredniego udziału w wojnie.

Ma to charakter operacji psychologicznej i dezinformacyjnej, nastawionej na przekonanie Zachodu i Kijowa, że w każdej chwili na Ukrainie mogą zostać użyte siły białoruskie. Wzrosła częstotliwość spotkań Putina z Alaksandrem Łukaszenką oraz kontaktów między wojskowymi i służbami specjalnymi obu państw. Udział Rosji w handlu zagranicznym Białorusi wzrósł do ok. 70%. Wojna z Ukrainą zmniejszyła jednak presję integracyjną ze strony Kremla. Realizację zapowiadanych wcześniej planów w tym zakresie przesunięto na 2026 r. Obejmują one m.in. utworzenie wspólnego rynku energii i systemu podatkowego oraz prowadzenie wspólnej polityki rolnej i przemysłowej. (...)

Wojna z Ukrainą zwiększyła skłonność Rosji do zaakceptowania kondominium nad tzw. państwami postsowieckimi, jeśli tylko partnerem w takiej relacji byłaby potęga niezachodnia (Chiny, Turcja, Iran). Taki scenariusz urzeczywistnia się w Azerbejdżanie, który za przyzwoleniem Ankary i przy bierności Moskwy przeprowadził we wrześniu 2023 r. operację przeciw tzw. Republice Górskiego Karabachu. Zakończyła się ona jej likwidacją, co osłabiło pozycję Rosji na Kaukazie Południowym. Jej niezdolność (lub niechęć) do udzielenia pomocy sojuszniczej Armenii zaogniła kryzys w relacjach bilateralnych.

W konsekwencji Erywań podjął próby strategicznej dywersyfikacji – ograniczył swoją działalność w Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym i rozpoczął poszukiwanie nowych partnerów w dziedzinie bezpieczeństwa, szczególnie na Zachodzie. Moskwa nadal dysponuje jednak licznymi narzędziami nacisku na Armenię, a sukces ormiańskiego manewru obliczonego na zdystansowanie się od Kremla zależy w dużej mierze od zawarcia porozumienia pokojowego z Baku i poprawy stosunków z Ankarą. Choć Rosja pogłębiła swoje wpływy w Gruzji (zwłaszcza ekonomiczne i w sferze soft power), to ta formalnie kontynuuje swój kurs na integrację europejską. Instrumenty w dyspozycji Moskwy nie wystarczają do odwrócenia tego procesu, ale będzie ona w stanie go spowalniać. Korzystne dla Kremla będzie utrzymanie się u władzy partii Gruzińskie Marzenie, nastawionej do Rosji pragmatycznie.

Wojna nie osłabiła istotnie rosyjskich wpływów w Azji Centralnej. Moskwa w dalszym ciągu odgrywa kluczową rolę w dziedzinie bezpieczeństwa oraz pozostaje głównym partnerem dla elit politycznych i gospodarczych państw regionu. Ponadto Rosja wyraźnie zwiększyła swoje obroty handlowe z nimi, co wiąże się bezpośrednio z przekierowaniem przepływów towarowych w wyniku nałożonych na nią sankcji ekonomicznych. Omijanie przez Moskwę restrykcji za pośrednictwem krajów Azji Centralnej znacznie wzmogło zainteresowanie nimi również ze strony UE i USA. Usiłują one skłonić je do przestrzegania reżimu sankcyjnego, ale te czerpią korzyści z procederu i nie podejmują realnych działań na rzecz gospodarczej izolacji FR. 

(...)

Kreml traktuje starcie z Ukrainą jako decydującą próbę sił z Zachodem, której wynik rozstrzygnie o losach systemu politycznego zbudowanego w Rosji przez ekipę Putina. Ludzie ci są zdeterminowani prowadzić tę wojnę do zwycięskiego końca i nie są gotowi zaakceptować jakiegokolwiek kompromisowego rozwiązania konfliktu czy nawet tymczasowego zamrożenia działań wojennych. Do poszukiwania dróg wyjścia z niego może ich skłonić tylko odczuwalna perspektywa klęski wojskowej albo załamania się rosyjskiej gospodarki.

W tej sytuacji należy spodziewać się kontynuowania obecnej polityki bezkompromisowej wojny hybrydowej wobec Zachodu i ciągłego szantażu dalszą eskalacją konfliktu do poziomu wojny nuklearnej. Rosja będzie wciąż dążyła do podważania wpływów zachodnich i do destabilizacji całych regionów (Afryki, Bliskiego Wschodu, Bałkanów). W wypadku złamania oporu Ukrainy Moskwa prędzej czy później w formie ultymatywnej wznowi swoje żądania rewizji architektury bezpieczeństwa w Europie, które postawiła w grudniu 2021 r.

osw.waw.pl/OSW - Rosja po dwóch latach pełnoskalowej wojny

środa, 28 lutego 2024


Który z polskich polityków byłby w stanie w weekend podbić internet, punktując ambasadora Rosji przy ONZ na forum Rady Bezpieczeństwa w Nowym Jorku, udzielić świetnego wywiadu Fareedowi Zakarii na antenie jednej najbardziej znanych amerykańskich telewizji CNN i wraz z szefem brytyjskiej dyplomacji (i byłym premierem) Davidem Cameronem opublikować wspólny artykuł w poczytnej bulwarówce "The Sun", której wydanie w papierze i internecie czyta ponad 8 mln ludzi dziennie?

Andrzej Duda?

Szczytem możliwości prezydenta jest wywiad dla zagranicznej stacji telewizyjnej z tłumaczeniem symultanicznym...

Donald Tusk?

Jego gwiazda znów mocno błyszczy w UE, ale siłą rzeczy musi skupić się na polskim podwórku...

Jarosław Kaczyński?

Prezes PiS stał się owszem sławny w Europie, ale jako "boogeyman" czyli straszydło dla wyborców w krajach, gdzie liberalna demokracja jeszcze się trzyma...

W kategorii komunikatywność i medialność na szerokim świecie obecny szef polskiej dyplomacji bije całą trójkę na głowę. Stał się bowiem politycznym showmanem klasy światowej.

Sikorski zawsze w Polsce nieco uwierał, wyrastał ponad przeciętną, z trudem mieścił się w ciasnym światku polskiej polityki. Nie został kandydatem na prezydenta, bo PO wolała "spokojniejszego" Komorowskiego. Bardzo chciał być szefem NATO, ale znaleźli się bardziej akceptowalni dla wszystkich członków sojuszu kandydaci na sekretarza generalnego. Kiedy w 2014 r. rząd Tuska starał się o stanowisko wysokiego przedstawiciela Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, z Sikorskim wygrała Włoszka Federica Mogherini, wcale nie dlatego, że była od niego lepsza czy bardziej błyskotliwa.

Już wtedy okazało się, że głównym problemem Sikorskiego jest to, że jest za "dobry" jak na posadę szefa unijnej dyplomacji. To musi być ktoś, kto z zasady nie zagraża tuzom polityki zagranicznej Niemiec, Francji czy Hiszpanii. Mogherini była jedną z najsłabszych szefów unijnej dyplomacji, ale najprawdopodobniej o to właśnie chodziło tym, którzy ją na to stanowisko wybrali. Sikorskiego nie dałoby się łatwo utemperować, wcześniej czy później zacząłby prowadzić zbyt ambitną i niezależną od stolic europejską politykę zagraniczną. 10 lat temu w UE nie było na to ani przestrzeni, ani zgody. Pytanie, czy dzisiejsza Wspólnota, która stoi w obliczu śmiertelnego zagrożenia ze strony Rosji dojrzała do tego, by mieć na swym dyplomatycznym froncie bardziej nieokiełznanego gracza, kogoś z pierwszej światowej ligi?

onet.pl/Newsweek

Na marszu rolników w Warszawie pojawił się Sławomir Zakrzewski, którego trudno powiązać ze środowiskiem rolniczym. W rzeczywistości to przewodniczący Ruchu Suwerenność Narodu Polskiego. Znany jest ze swoich prorosyjskich, a także probiałoruskich poglądów. Mężczyzna przyniósł na marsz w Warszawie antyukraiński transparent z hasłem "Ukropolin Stop". 

W 2022 r. "Gazeta Wyborcza" pisała o Zakrzewskim wprost, że "nie ukrywa swojej sympatii do Rosji". "W internecie można znaleźć nagrania, w których jeszcze przed napaścią na Ukrainę gloryfikował Putina i jego politykę międzynarodową" - wskazywała Agnieszka Dobkiewicz. Z kolei portal niezalezna.pl już w 2014 r. opisywał protest przed ukraińską ambasadą, w którym uczestniczył działacz. Miał wówczas ubolewać nad tym, że "Polska nie ma swojego Putina", a wydarzenia w Ukrainie określać jako "faszystowską rewolucję banderowską".

Od lat Sławomir Zakrzewski pojawia się na uroczystościach upamiętniających m.in. żołnierzy Armii Czerwonej. Wielokrotnie był fotografowany tuż obok ambasadora Rosji Siergieja Andriejewa. Zaledwie w sobotę Zakrzewski brał udział w składaniu kwiatów na Cmentarzu Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich wraz z Andriejewem i charge d'affaires ambasady Białorusi Aleksiejem Ponkratenką.

Z kolei kilka dni wcześniej w Pieniężnie, również w towarzystwie ambasadora Rosji, Zakrzewski kolejny już raz uczestniczył w składaniu kwiatów m.in. w miejscu po pomniku gen. Iwana Daniłowicza Czerniachowskiego i miejscu po głazie upamiętniającym Piotra Diernowa, żołnierza 3. Korpusu Kawalerii Gwardii Armii Czerwonej.

Marcin Rey, analityk zajmujący się rosyjską propagandą, pisał przed kilkoma dniami we wpisie na Facebooku, że Sławomir Zakrzewski to "chyba najbardziej znany polski antysemita, który jest też radykalnie prorosyjski". "Zakrzewski prowadził opłacane z Moskwy pikiety poparcia dla tzw. separatystów z Donbasu pod ambasadą ukraińską, a ambasadorowi towarzyszy tak systematycznie przy takich uroczystościach, że aż się może wydawać, że to Andriejew mu towarzyszy. Ta komitywa jest żywym dowodem na to, że Rosja próbuje rozpalać w Polsce patologię antysemityzmu, by kompromitować nasz kraj" - podkreślał. W innym wpisie analityk określał Zakrzewskiego "wielkim admiratorem Władimira Putina".

W październiku białoruska państwowa agencja informacyjna BiełTA opublikowała wywiad ze Sławomirem Zakrzewskim. Przekonywał, że po przekroczeniu granicy polsko-białoruskiej "nie widać tego, o czym mówią nam zachodnie i polskie media". - Mówi się nam, że krajem rządzi dyktator, a ludzie są biedni, głodni i bezdomni. Na białoruskiej ziemi nic takiego nie ma. Wręcz przeciwnie, widzimy dobrobyt, wszystko jest robione i zarabiane rękami Białorusinów. I bardzo proszę, nie pozwólcie tego odebrać. My, Polacy, zrobiliśmy to nie celowo, ale z głupoty, bo Zachód wabił nas lepszymi standardami życia - pięknymi samochodami i domami. Mówiono, że w zjednoczonej Europie będziemy mieli raj. To był fałsz, zostaliśmy rozłączeni i wszystko zostało zrujnowane - mówił działacz.

- A wasze przywództwo, na czele z prezydentem, zachowuje to wszystko. I osobiście chciałbym takiego prezydenta dla naszego kraju, takiego "dyktatora", jak nam się mówi, żeby chronił moją ojczyznę, Polskę. Nie mamy takiego prezydenta, ale może będziemy go mieli i razem pokonamy wroga - dodał.

Zakrzewski podkreślał również, że "zagraża nam nie Rosja czy Białoruś, ale Zachód, który jest prawdziwym agresorem, wrogiem zewnętrznym". - To on prowokuje naszych przyjaciół i prowadzi do konfliktów milionów ludzi, którzy następnie stają się biedni, bezdomni i cierpią na depresję - mówił.

gazeta.pl

wtorek, 27 lutego 2024


Patrząc na suche liczby, problem jest ledwo dostrzegalny. Według danych brytyjskiego think-tanku IISS za 2022 r. tylko Niemcy i Francja wydają rocznie na zbrojenia grubo ponad 100 mld dol. W tym czasie Rosja przeznaczyła 86 mld. Wielka Brytania — największa zachodnioeuropejska siła militarna — przeznacza tymczasem 68 mld. 

(...)

Rosja — po porażkach na ukraińskim froncie w 2022 r. — przestawiła swoją gospodarkę na tryb wojenny. I choć rosyjski sprzęt (czy ten sprowadzany przez Kreml z Iranu bądź Korei Płn.) jest dużo gorszy niż europejski, to zaczyna być produkowany w masowych liczbach. Doskonale obrazuje to kwestia amunicji. Bez dostaw z USA, Ukraińcy mają problemy na froncie, bo szacuje się, że nawet 80 proc. dostarczali jej do niedawna Amerykanie. Bez nowego pakietu z USA, Ukraina ma problem z amunicją, bo Europejczycy szybko nie mogą pokryć tej luki.

(...)

Europa to zbrojeniowa potęga, ale większość produkcji trafia na eksport. Tu wyróżnia się zwłaszcza Francja. Szacuje się, że wytwarza nawet 11 proc. broni na świecie, więcej niż Chiny. Ale nawet to, co zostaje na kontynencie, trafia do wielu różnych armii, które zupełnie inaczej widzą swoje potrzeby. "Już teraz (zachodnia) Europa wydaje cztery razy więcej na obronności niż Rosja. Prawdziwym problemem jest duplikacja: Unia musi skoordynować i zintegrować wysiłki obronne — od kwestii zamówień, po odpowiednie rozmieszczenie broni" — stwierdził niedawno na platformie X Guy Verhofstadt, jeden z najbardziej rozpoznawalnych posłów do Parlamentu Europejskiego.

businessinsider.com.pl

Jak przypomina nasz rozmówca, Niemcy już przechodziły przez wielki kryzys dwie dekady temu — za czasów kanclerza Gerharda Schrödera. Wtedy jednak wprowadzono wielką reformę Agenda 2010 dotyczącą systemu emerytalnego i rynku pracy. — Reforma była dość udana. Za rządów Angeli Merkel Niemcy naprawdę stanęły na nogi, stały się lokomotywą gospodarczą Europy — mówi redaktor Dudek. Na przełomie wieków kraj nazywano "chorym człowiekiem Europy", ale już w 2016 r. na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos Niemcy zostały nawet uznane za najlepszy kraj do życia na świecie.

Dziś jednak problemy wydają się poważniejsze niż za Schrödera — i trudno byłoby je przezwyciężyć za pomocą nawet ambitnego programu reform. — Światełkiem w tunelu może się okazać presja na zbrojenia — zaznacza jednak ekspert.

Na pewno to szansa dla zaspanej niemieckiej gospodarki. Wielkie nakłady na produkcję broni czy amunicji mogłyby ją ożywić. A popyt oczywiście jest — w reakcji na agresywną Rosję, zbroić się chce cały kontynent.

Ostatnio kanclerz Scholz zresztą otwierał nową fabrykę amunicji koncernu Rheinmetall. To na razie kropla w morzu potrzeb, ale wygląda na to, że podobnych inwestycji będzie coraz więcej. Były wiceminister obrony Janusz Zemke mówił ostatnio w Business Insiderze, że cała niemiecka gospodarka mogłaby przejść bardziej na tryb wojenny — a nie tylko firmy z sektora zbrojeniowego. Na to na razie zgody w Niemczech nie ma, ale to może się zmienić — na przykład, jeśli wybory za Oceanem wygra Donald Trump albo gdy Rosja odniesie jakieś większe zwycięstwa w Ukrainie.

— To dość paradoksalne i często kontrowersyjne, ale to na pewno szansa dla niemieckiego przemysłu — przyznaje Bartosz Dudek.

(...)

Opór przed zbrojeniami jest w rządzącej SPD. Partia była znana z dobrych relacji z Rosją — i teraz wielu jej polityków ma opory przed pójściem w bardzo konfrontacyjnym kierunku. Paradoksalnie — jak mówi Dudek — to jednak wyborcy skrajnie prawicowej AfD są najbardziej przeciwni dozbrajaniu Ukrainy. Najbardziej "za" jest z kolei elektorat Zielonych, co jest chyba jeszcze większym paradoksem. Partia urosła bowiem w latach 80. na ostrym sprzeciwie wobec NATO.

Niemieckie zbrojenia mogłyby pomóc nie tylko gospodarce. Dałyby sygnał USA, że Berlin poważnie traktuje swoje zobowiązania i jest w stanie brać odpowiedzialność. Przestawienie się na bardziej "militarny" tryb pozwoliłoby też budować (czy może odbudować) pozycję w Europie, którą nadszarpnęła wolna reakcja na pełnoskalową wojnę w Ukrainie.

Pozostaje pytanie, czy rząd w Berlinie zdecyduje się na takie kroki. Już dwa lata temu kanclerz zapowiedział Zeitenwende, czyli "epokową zmianę" niemieckiego podejścia do spraw bezpieczeństwa. Skończyło się na razie w dużej mierze na słowach.

Decyzję w tych sprawach blokuje kolejny niemiecki kryzys — ten w koalicji rządzącej, składającej się z SPD, Zielonych i liberalnej FDP. Rządzące ugrupowania więcej dzieli niż łączy.

businessinsider.com.pl

Węgry nie osiągnęły niczego, rezultat zwłoki równa się zero - powiedział Racz. W jego ocenie najlepiej widać to na tle polityki tureckiej, która w jego ocenia była racjonalna i transakcyjna, ponieważ Ankara stawiała konkretne polityczne żądania wobec Szwecji i militarne wobec USA.

Po roku negocjacji Turcja osiągnęła swoje cele. Węgry przez cały ten czas nie potrafiły sformułować nawet jednego konkretnego żądania - podkreślił analityk.

Jak zauważył, Budapeszt początkowo krytykował jakość szwedzkiej demokracji, a następnie domagał się większego szacunku ze strony Sztokholmu. - Ale w jaki sposób miało się to zmienić, jeśli żądania nigdy nie zostały sprecyzowane - zastanawia się Racz.

Jedyną rzeczą, którą - według niego - rząd Viktora Orbana osiągnął przez opóźnianie akcesji Szwecji do NATO, jest poważny uszczerbek na wizerunku Węgier na forum Sojuszu.

W piątek w Budapeszcie pojawił się premier Szwecji Ulf Kristersson, co było warunkiem Fideszu, aby to ugrupowanie zagłosowało za akcesją. 

(...)

Budapeszt wielokrotnie podkreślał, że Węgry nie będą ostatnim członkiem Sojuszu, który wyrazi zgodę na dołączenie Szwecji do NATO. Parlament Turcji w drugiej połowie stycznia ratyfikował jednak akcesję Szwecji, a prezydent tego państwa Recep Tayyip Erdogan podpisał odpowiedni akt prawny.

Według eksperta Turcja w pewnym momencie zostawiła Węgry same z problemem ratyfikacji. - Węgierska dyplomacja była całkowicie zaskoczona - ocenił Racz. - Po ruchu Ankary pozycja Budapesztu stała się nie do utrzymania: nie było racjonalnej przyczyny blokady ani żadnych konkretnych żądań, a presja ze strony sojuszników rosła - dodał.

money.pl/PAP