wtorek, 27 lutego 2024


Węgry nie osiągnęły niczego, rezultat zwłoki równa się zero - powiedział Racz. W jego ocenie najlepiej widać to na tle polityki tureckiej, która w jego ocenia była racjonalna i transakcyjna, ponieważ Ankara stawiała konkretne polityczne żądania wobec Szwecji i militarne wobec USA.

Po roku negocjacji Turcja osiągnęła swoje cele. Węgry przez cały ten czas nie potrafiły sformułować nawet jednego konkretnego żądania - podkreślił analityk.

Jak zauważył, Budapeszt początkowo krytykował jakość szwedzkiej demokracji, a następnie domagał się większego szacunku ze strony Sztokholmu. - Ale w jaki sposób miało się to zmienić, jeśli żądania nigdy nie zostały sprecyzowane - zastanawia się Racz.

Jedyną rzeczą, którą - według niego - rząd Viktora Orbana osiągnął przez opóźnianie akcesji Szwecji do NATO, jest poważny uszczerbek na wizerunku Węgier na forum Sojuszu.

W piątek w Budapeszcie pojawił się premier Szwecji Ulf Kristersson, co było warunkiem Fideszu, aby to ugrupowanie zagłosowało za akcesją. 

(...)

Budapeszt wielokrotnie podkreślał, że Węgry nie będą ostatnim członkiem Sojuszu, który wyrazi zgodę na dołączenie Szwecji do NATO. Parlament Turcji w drugiej połowie stycznia ratyfikował jednak akcesję Szwecji, a prezydent tego państwa Recep Tayyip Erdogan podpisał odpowiedni akt prawny.

Według eksperta Turcja w pewnym momencie zostawiła Węgry same z problemem ratyfikacji. - Węgierska dyplomacja była całkowicie zaskoczona - ocenił Racz. - Po ruchu Ankary pozycja Budapesztu stała się nie do utrzymania: nie było racjonalnej przyczyny blokady ani żadnych konkretnych żądań, a presja ze strony sojuszników rosła - dodał.

money.pl/PAP

poniedziałek, 26 lutego 2024


Rosyjscy urzędnicy oraz państwowe i powiązane z państwem kanały telewizyjne prawdopodobnie powstrzymali się od komentowania dwóch lat od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na pełną skalę, aby uniknąć zwrócenia uwagi na niepowodzenia Rosji w osiąganiu wyznaczonych celów strategicznych na Ukrainie i jej bardziej bezpośrednich cele polegające na zajęciu wszystkich obwodów ługańskiego i donieckiego, przy jednoczesnym poniesieniu dużych strat personalnych. Niedawny sondaż opinii publicznej w Rosji wykazał, że nastroje Rosji wobec wojny na Ukrainie w dużej mierze pozostały niezmienione w ostatnich miesiącach i że większość Rosjan jest w dużej mierze apatyczna wobec wojny, choć większość nie popiera drugiej fali mobilizacji. Prezydent Rosji Władimir Putin i urzędnicy rosyjskiego rządu prawdopodobnie powstrzymali się od podkreślania drugiej rocznicy rosyjskiej inwazji na pełną skalę, starając się utrzymać publiczną apatię wobec wojny, co częściowo pozwala rosyjskim urzędnikom na kontynuowanie wojny bez znaczącej reakcji opinii publicznej. ISW w dalszym ciągu ocenia, że ​​Putin prawdopodobnie jest świadomy, że druga fala mobilizacji byłaby powszechnie niepopularna, i obawia się, że takie rozwiązanie wywołałoby powszechne niezadowolenie. Putin może jednak mniej martwić się nastrojami społecznymi po swojej reelekcji w marcu 2024 r. i uznać, że rosyjskie potrzeby w zakresie generowania sił przeważają nad ryzykiem powszechnego niezadowolenia w kraju.

understandingwar.org

Swoją szansę na wojenny sukces Moskwa upatruje głównie w słabości Zachodu. Postępowanie świata zachodniego ze Stanami Zjednoczonymi na czele w pierwszych miesiącach inwazji wprawiło Kreml w zdumienie tym bardziej niemiłe, że nieoczekiwane. Bez wsparcia militarnego i finansowego z Zachodu państwo ukraińskie nie jest i nie będzie w stanie dalej walczyć ani zachować stabilności gospodarczo-społecznej. Problem w tym, że wybuch wojny wywołał wprawdzie szok w zachodnich elitach politycznych, lecz nie potrafiły one zamienić go w długoterminową strategię względem Rosji. Ponadto coraz wyraźniej widać podział między podejściem Europy Zachodniej a państw wschodniej flanki NATO (z wyjątkiem Węgier) i nordyckich. Ich diagnoza sytuacji i wizja niezbędnych działań różnią się zasadniczo.

Wsparciu Ukrainy po 24 lutego 2022 r. towarzyszyło zarazem samoograniczanie się kluczowych krajów Zachodu w zakresie ilości i jakości przekazywanego sprzętu, co wynikało z silnie zakorzenionego strachu przed ewentualną eskalacją wojny. Mimo zapewnień o „wsparciu tak długo, jak będzie to potrzebne” Waszyngton oraz Berlin chciały w istocie stworzyć warunki do zmuszenia Moskwy do negocjacji z Kijowem, a przynajmniej do zamrożenia konfliktu. Podejście to opierało się jednakże na niezrozumieniu sposobu myślenia reżimu putinowskiego. Postrzega on politykę jako grę o sumie zerowej, a postawę najważniejszych stolic zachodnich potraktował jako przejaw ich słabości, którą należy bezwzględnie wykorzystać. Do zaognienia konfliktu doprowadzić może nie tyle zwiększenie dostaw – w tym systemów rakietowych i pocisków artyleryjskich dalekiego zasięgu – ile ich niedostarczenie Ukrainie. Nic bowiem nie prowokuje Moskwy bardziej niż słabość Zachodu, jego wewnętrzne spory i próby poszukiwania z nią „kompromisu”.

Podobnie jak w 2022 r. pełnoskalowa agresja Rosji na Ukrainę przekroczyła wyobraźnię strategiczną większości zachodnich elit, tak i dzisiaj Zachód – a przynajmniej jego część – tkwi w zadziwiającej niemocy. Takie wrażenie można odnieść, obserwując brak działań i decyzji politycznych dotyczących dalszego wspierania walczących Ukraińców, które w trybie pilnym powinny były zostać podjęte wiele miesięcy temu. Kreml widzi niekończące się dyskusje w amerykańskim Kongresie o pakiecie pomocy wojskowej dla Kijowa oraz unijne o kształcie funduszu wsparcia wojskowego dla Ukrainy w ramach Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju czy spóźnione i dalece niewystarczające kroki mające doprowadzić do zwiększenia produkcji zachodnich firm zbrojeniowych. Na tego typu przedłużające się negocjacje wewnętrzne Zachód mógłby sobie pozwolić w warunkach pokoju, a nie największego od ponad siedmiu dekad konfliktu w Europie, który – jeśli nie zostanie ugaszony – grozi eskalacją.

Co gorsza, czasami pomoc dla Ukrainy zamienia się w autopromocję. Mistrzostwo w tej dziedzinie osiągnęły Niemcy. Można odnieść wrażenie, że niektórym państwom chodzi nie tylko o wsparcie dla Ukrainy, lecz także o możliwie najgłośniejszą demonstrację tego wsparcia niezależnie od tego, czy narracja na ten temat ma pokrycie w rzeczywistych działaniach. W przypadku RFN ma to również służyć naprawieniu fatalnego wizerunku z pierwszych miesięcy pełnoskalowej wojny.

Powrót wiary Kremla w zwycięstwo opiera się zatem na diagnozie licznych i pogłębiających się słabości Zachodu oraz, przede wszystkim, na oczekiwaniu na zmianę w Białym Domu z nadzieją, że kolejnym prezydentem USA zostanie Donald Trump. W rosyjskich kalkulacjach miałoby to wywołać kryzys w relacjach transatlantyckich i co najmniej znacząco skurczyć amerykański parasol bezpieczeństwa nad Starym Kontynentem. Kreml, tradycyjnie zmierzający do oparcia swojej siły na podziałach i problemach wewnętrznych Zachodu, obserwuje więc sytuację i zauważa tam otwierające się okno politycznych możliwości. Rosja jest krajem umiejącym wykorzystywać nadarzające się okazje i niezasłużone prezenty. Stwarza to niebezpieczeństwo postawienia przez Kreml kolejnej błędnej diagnozy, a co za tym idzie – powzięcia przezeń ryzykownych i niebezpiecznych decyzji. Reżim putinowski może bowiem uznać, że okoliczności zewnętrzne w USA i UE sprzyjają przetestowaniu zachodniej odporności, to zaś grozi podjęciem decyzji o eskalacji już trwającej wojny hybrydowej z Zachodem lub wręcz o ograniczonej operacji zbrojnej. Stawia to państwa NATO przed koniecznością stworzenia efektywnej polityki odstraszania Rosji poprzez odpowiednią komunikację strategiczną, a także – nawet w szerszym zakresie – szybkie zmiany planów obronnych.

osw.waw.pl

sobota, 24 lutego 2024


— Każdy wystrzelony granat, każdy zwerbowany żołnierz przyczynia się do wzrostu PKB. Zupełnie bezsensowna działalność, taka jak płacenie przez państwo robotnikom budowlanym za wykopanie i ponowne zasypanie dziury, może również generować wzrost PKB. Dokładnie to dzieje się w gospodarkach wojennych — wyjaśnia Wlachyński.

Wydatki państwa na sprzęt wojskowy nie powodują realnego wzrostu gospodarczego. Aby doszło do rozwoju gospodarczego potrzeba inwestycji, a nie konsumpcji.

— Wzrost PKB nie mówi nic o stanie kapitału w danym kraju. Nie pokazuje zniszczonych domów, rurociągów czy rafinerii. Nie pokazuje zużytych zapasów broni, które gromadziły się w magazynach przez ostatnie 70 lat — kontynuuje analityk.

Przykładowo spalona rosyjska rafineria z jednej strony obniża PKB z powodu przerwania produkcji, a z drugiej powoduje jego wzrost ze względu na naprawę rafinerii.

— Dlatego Niemcy mogły zaobserwować wzrost PKB w 1944 r., a jednocześnie mieć całkowicie zdewastowany kraj — tłumaczy Wlachyński.

Rosja doświadczyła odpływu zagranicznego kapitału i straciła ważne rynki, zwłaszcza w sektorze energetycznym. Skupiła się na produkcji i imporcie sprzętu wojskowego, co spowodowało zarówno zamierzone, jak i niezamierzone efekty.

Takie działania prowadzą do długotrwałego zatrucia gospodarki i w konsekwencji osłabienia zdolności wojskowych, co może pomóc Europie w obliczu potencjalnego konfliktu z Rosją.

— Jednak z pewnością nie będzie to miało decydującego wpływu na zdolność do prowadzenia obecnej lub przyszłej wojny. Przykładowo Iran żyje w nędzy gospodarczej od 50 lat — obecny PKB na mieszkańca jest taki sam jak pod koniec lat 80-tych — ale to nie przeszkodziło mu w prowadzeniu wojny — podsumowuje analityk.

onet.pl/Aktuality.sk

piątek, 23 lutego 2024


Rosyjscy urzędnicy pracujący na Krymie, uważanym przez wspólnotę międzynarodową za terytorium ukraińskie, są objęci zachodnimi sankcjami. Owsiannikow również znalazł się na liście sankcyjnej w 2017 r. Po zakończeniu misji gubernatorskiej w Sewastopolu w grudniu 2022 r. złożył wszelako w sądzie UE skargę, w której domagał się zdjęcia sankcji, jako że ponosi przez nie wymierne straty – sankcyjne ograniczenia przeszkadzają mu mianowicie w prowadzeniu interesów na terytorium UE. Pod koniec października 2022 r. sąd orzekł o uchyleniu decyzji UE o sankcjach wobec Owsiannikowa. Sędziowie uznali, że Owsiannikow nie jest już gubernatorem Sewastopola, za co był objęty sankcjami. Tym bardziej że złożył urząd na własną prośbę. (Tutaj przyda się krótki przypis: „własna prośba” to kamuflaż; Owsiannikow stracił posadę za różne poważne przewiny, m.in. za swoje chuligańskie wybryki, jak np. na lotnisku w Iżewsku, gdzie wywołał skandal, darł się na obsługę, próbował sforsować kontrolę, w końcu rzucił się do ucieczki przed policją; poważniejsze zarzuty ciążyły na nim za korupcję i malwersacje; został nawet wyrzucony z partii Jedna Rosja, innych konsekwencji nie poniósł).

Wielka Brytania po rozpoczęciu inwazji Rosji na Ukrainę przedłużyła sankcyjne ograniczenia wobec Owsiannikowa. Podobne sankcje wobec eksgubernatora podtrzymały USA, Kanada, Szwajcaria, Australia i Ukraina.

Być może Owsiannikow nie doczytał sądowych papierów, może nie popatrzył na mapę, a może przeoczył brexit – dość że niefrasobliwie przyjechał do Wielkiej Brytanii. Tam, jak pisze „The Times”, został 24 stycznia br. zatrzymany w swoim londyńskim domu przez funkcjonariuszy National Crime Agency. Zarzuca mu się świadome obejście sankcji: Owsiannikow rok temu otworzył rachunek w brytyjskim banku i posłużył się przy tym „brudną” kasą.

Na konto w banku HBOS były urzędnik przelał 65 tys. funtów w czterech transzach. Zapewne przelewów dokonała osoba trzecia. Podczas przeszukania skromnego lokum biednego eksgubernatora zarekwirowano 77,5 tys. funtów w gotówce.

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl

Prezydent Macron przez pierwszych kilka miesięcy wojny na Ukrainie bardzo ostrożnie wypowiadał się o Federacji Rosyjskiej i samym Władimirze Putinie. Jednakże, brak chęci dialogu po stronie Kremla oraz coraz brutalniejsze działania względem ludności cywilnej sprawiły, iż Paryż zaczął dostarczać uzbrojenie oraz pomoc humanitarną. Z każdym miesiącem tego wsparcia dla Kijowa było więcej i więcej; często udzielane niejawnie.

Dla Francji odejście od Rosji było niezwykle trudne. To nie tylko ogromne kontrakty sektora prywatnego, który w dużej mierze (ale nie całkowicie) zrezygnował z rosyjskiego rynku, ale także sprzedaż uzbrojenia oraz mocna współpraca polityczna. Trzeba zaznaczyć, że Paryż do ostatniego momentu próbował ostać się przy Moskwie i nie angażować się w konflikt na Ukrainie. Jednakże postępująca ofensywa, nieczysta gra Rosji przeciw Francji w Afryce, a także zobowiązania wobec w UE i NATO okazały się ważniejsze.

Bezstronność była opcją tylko do czasu i należało określić, po której stronie stanie Francja. Przy rosnących dostawach uzbrojenia, wsparciu finansowym, logistycznym, wywiadowczym i dyplomatycznym, a teraz po podpisaniu umowy w zakresie bezpieczeństwa, obraz relacji dwustronnej jest dość przejrzysty. Dla Francji, po dwóch latach, dyskurs jest jednokierunkowy i dość oczywisty, czyli Ukraina.

Francuski przywódca od miesięcy zaostrzał swoją retorykę względem Rosji, ale w ostatnich tygodniach jest ona bezprecedensowa. Macron wprost mówi o „pokonaniu Rosji”, „niszczeniu przez Rosję świata”, „zbrodniczym reżimie Kremla”, „nie ma miejsca dla Rosji”, „kłamliwa rosyjska propaganda”, dodając przy tym „niezwyciężona i dumna Ukraina”, „całkowite wsparcie niezależności Ukrainy”, a także „potrzeba wytyczenia ścieżki dla dołączenia Ukrainy do NATO”. Jeszcze rok temu mówił „wejście Ukrainy do NATO jest mało prawdopodobne”, a dwa lata temu „o potrzebie szacunku do Rosji”.

(...)

W. Zelensky wizytował w połowie lutego Paryż. Wciąż odkładana jest wizyta Macrona do Kijowa, ale ma się odbyć najpóźniej do końca marca. Priorytetem pozostaje, aby Francja zaznaczyła swoją pozycję jako kluczowego sojusznika Ukrainy, a także wzmacniała przekaz o liderze bezpieczeństwa Unii Europejskiej. Ostatnie słowa o współpracy z Polską i wzmianki o „parasolu nuklearnym” mają zaznaczyć rolę Francji i pozwolić prezydentowi Macronowi osiągnąć cel, o którym marzy od początku swojej prezydentury, czyli status gwaranta bezpieczeństwa Europy.

Francja bardzo przewartościowuje swoją politykę zagraniczną. Obejmuje to nie tylko Ukrainę, ale także Afrykę, Bliski Wschód oraz cele na Indo-Pacyfiku. Dla wszystkich w NATO i UE byłoby dobrze, aby Paryż faktycznie zaangażował się bardziej na flance wschodniej, ponieważ to oznacza dodatkową siłę w rywalizacji z Federacją Rosyjską. To także interesujący sojusznik dla Polski, a relacje w ostatnich tygodniach są bardziej, niż dobre.

defence24.pl

Porozmawiajmy więc o branży zbożowej, która ostatnio jest na ustach wszystkich. Co się tam dzieje z cenami?

Rynek zboża był mocno doświadczony przez wybuch wojny. Zarówno Ukraina, jak i Rosja były w top 5, jeśli chodzi o eksport pszenicy i kukurydzy na świecie. Mieliśmy więc eksplozję cen. Natomiast teraz to co się dzieje? Po tym, jak Ukraina ułożyła sobie eksport w nowych warunkach, eksportować bardzo dużo zaczęła też Rosja, bo w 2022 r. przez sankcje, odcięcie od międzynarodowych systemów płatniczych szło jej to słabo. Znaleziono jednak nowych partnerów m.in. w Chinach i Indiach. Nadwyżki zboża, które płyną z Rosji, są dosyć istotne, w szczególności pszenicy.

Poza tym zbiory zbóż globalnie, mimo tego, że rolnicy mniej aplikowali nawozów, przez ich ceny, są na dobrym poziomie. Mimo wszystko zbiory się udały i póki nie mamy żadnych problemów pogodowych, wygląda to tak, że nie mamy problemu z bilansem zbóż i produkcja jest wystarczająca, żeby zaspokoić popyt.

I ceny są cały czas na równi pochyłej. Natomiast na co warto zwrócić uwagę to pozycje spekulacyjne.  Pokazują one, że kukurydza jest bardzo mocno wyprzedana. Inwestorzy spekulacyjnie stawiają na dalsze spadki i jest bardzo dużo otwartych pozycji krótkich. Wkrótce może dojść do takiego przesilenia i rozpocznie się gwałtowne zamykanie krótkich. Można na podstawie tego powiedzieć, że gdzieś ten trend spadkowy może się zacząć po prostu wykańczać. Podsumowując w sferze rynków agro nie ma zagrożenia dla podaży, ale widać spekulacyjne ruchy cenowe.

bankier.pl

czwartek, 22 lutego 2024



W ciągu ostatniego miesiąca na Ukrainie odnotowano dwa ataki na przedstawicieli mediów krytycznych wobec władzy, a organy ścigania wciąż w pełni nie wyjaśniły ich okoliczności. 14 stycznia grupa pięciu mężczyzn próbowała włamać się do mieszkania dziennikarza śledczego Jurija Nikołowa, który w styczniu 2023 r. ujawnił aferę korupcyjną w resorcie obrony (zob. Ukraina: seria dymisji z korupcją w tle). Sprawcy na drzwiach jego domu umieścili napisy nazywające go „zdrajcą”, „prowokatorem” oraz „uchylantem” (termin używany do określenia osób, które unikają mobilizacji). Z kolei 16 stycznia w Internecie pojawiły się nagrania ukazujące, jak pracownicy serwisu śledczego Bihus.Info piją alkohol i zażywają narkotyki podczas zabawy sylwestrowej. Dwa dni wcześniej redakcja tego portalu opublikowała artykuł oskarżający bliskie otoczenie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o tworzenie wokół niego bańki informacyjnej. Oba zdarzenia wywołały na Ukrainie krytykę ze strony opozycji oraz środowisk dziennikarskich. Mer Kijowa Witalij Kliczko zarzucił władzom niszczenie demokracji, a parlamentarna komisja ds. wolności słowa wezwała Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) do znalezienia i ukarania sprawców. Organizacje dziennikarzy wskazały, że presja na media zaczyna przypominać czasy byłego prezydenta Wiktora Janukowycza. Aby ograniczyć straty wizerunkowe, 17 stycznia Zełenski oznajmił, że wywieranie jakichkolwiek nacisków na media jest niedopuszczalne i polecił SBU zbadanie okoliczności incydentów. 

Cztery dni później dwóch podejrzanych o próbę włamania do mieszkania Nikołowa przyznało, że najście na jego dom uzgodnili z osobą, która powoływała się na powiązania z SBU. 5 lutego serwis Bihus.Info opublikował rezultaty własnego śledztwa dotyczącego inwigilacji swoich dziennikarzy: na podstawie nagrań z monitoringu część sprawców zidentyfikowano jako funkcjonariuszy SBU. 31 stycznia prezydent zdymisjonował kierującego nimi dyrektora jednego z departamentów Romana Semenczenkę. Odpowiedzialność za aferę wziął na siebie szef SBU Wasyl Maluk, który tłumaczył, że funkcjonariusze prowadzili działania na rzecz ujawnienia osób posiadających bądź rozprowadzających narkotyki, dopuścili się jednak nieuprawnionego opublikowania materiałów z obserwacji.

osw.waw.pl


Siły rosyjskie niemal po raz pierwszy od ponad półtora roku kampanii na Ukrainie prowadzą spójną, wieloosiową operację ofensywną w dążeniu do ważnego operacyjnie celu. Perspektywy tej ofensywy w sektorze Charków-Ługańsk nie są jasne, ale jej projekt i wstępne wykonanie wskazują na zauważalne zmiany w rosyjskim podejściu na szczeblu operacyjnym. Rosyjskie wysiłki mające na celu  przejęcie  stosunkowo małych miast i wsi we wschodniej Ukrainie od wiosny 2022 roku generalnie nie zapewniły istotnych operacyjnie celów, chociaż te rosyjskie operacje doprowadziły do ​​walk na dużą skalę i znacznych strat ukraińskich i rosyjskich. Siły rosyjskie prawdopodobnie realizowały podczas ofensywy zima-wiosna 2023 cele o większym znaczeniu operacyjnym, ale wysiłek ten został źle zaprojektowany i wykonany, a brak znaczących postępów uniemożliwia wyciągnięcie jednoznacznych wniosków na temat zamierzonych celów. Do tej pory rosyjskie ofensywy albo skupiały duże masy żołnierzy przeciwko pojedynczym celom (takim jak Bachmut i Awdijewka), albo składały się z wielokrotnych ataków wzdłuż osi natarcia, które były zbyt odległe, aby mogły się wzajemnie wspierać i/lub rozbieżne. Z kolei obecna rosyjska ofensywa w sektorze Charków-Ługańsk obejmuje ataki na czterech równoległych osiach, które wzajemnie się wspierają w dążeniu do wielu celów, które łącznie prawdopodobnie wygenerowałyby znaczące zyski operacyjne. Warto dokładnie rozważyć projekt tej ofensywnej operacji, niezależnie od jej wyniku, jako możliwy przykład zdolności rosyjskiego dowództwa do wyciągania wniosków z poprzednich niepowodzeń na poziomie operacyjnym i poprawiania ich. Nie wydaje się jednak, aby rosyjskie wyniki taktyczne w tym sektorze uległy istotnej poprawie w porównaniu z wcześniejszymi rosyjskimi niedociągnięciami taktycznymi, co może równie dobrze doprowadzić do ogólnej porażki nawet tego lepiej zaprojektowanego przedsięwzięcia.

understandingwar.org

środa, 21 lutego 2024



"Sytuację pogarszają dumpingowe wręcz ceny rosyjskiej pszenicy" - pisze wrp.pl. Z kolei RMF FM informuje o funduszach spekulacyjnych, które grają na dalszą przecenę. Niskie ceny wynikają też z nadprodukcji zboża w Europie. Nadwyżki zboża ma Rosja, a eksport chce prowadzić Ukraina, która nie może sprzedawać tyle, ile by chciała do krajów afrykańskich. Te mają problemy finansowe i za zboże nie mogą płacić już więcej. To z kolei poskutkowało wojną cenową między Rosją, Ukrainą i krajami UE, której efektem są dramatycznie niskie ceny zboża. 

Ale skąd w ogóle na rynku wzięły się nadwyżki zboża? Tę kwestię, jak i całe zamieszanie ze zbożem wytłumaczył politolog Miłosz Wiatrowski-Bujacz na swoim instagramowym koncie milosz.miedzy.innymi. Według eksperta Rosja przez europejskie embargo miała nadwyżki gazu, które przeznaczyła na produkcję tanich nawozów i "radykalne" zwiększenie swojego eksportu produktów rolnych. Przez to tanie rosyjskiej zboże zalało cały świat, co pociągnęło za sobą spadek cen. Polscy rolnicy z kolei mieli nadwyżki, bo za namową ministra rolnictwa za rządów PiS nie sprzedawali swoich zapasów. Henryk Kowalczyk zapewniał ich bowiem, że ceny zboża wzrosną. To natomiast jeszcze bardziej spotęgowało problemy z nadwyżkami zboża w Polsce. 

gazeta.pl


Jak wynika z raportu IEEFA, zapotrzebowanie na gaz ziemny w Europie spadło o 20 proc. od czasu inwazji Rosji na Ukrainę. W 2023 r. kraje europejskie zużyły w sumie 452 mld m sześc. tego paliwa i jest to poziom najniższy od 10 lat. Największa redukcja popytu w latach 2021-2023 miała miejsce w Niemczech (-17,6 mld m sześc.), Włoszech (-14,4 mld m sześc.) i Wielkiej Brytanii (-14,2 mld m sześc.). Na dalszych miejscach znalazły się: Holandia (-10,9 mld m sześc.), Turcja (-9,7 mld m sześc.), Francja (-8,6 mld m sześc.) i Hiszpania (-4,8 mld m sześc.).

Eksperci tłumaczą, że spadki te są wynikiem kilku czynników. Przede wszystkim po inwazji Rosij na Ukrainę wszystkie kraje podjęły działania w kierunku zwiększenia efektywności energetycznej, by obniżyć swoją zależność od rosyjskich surowców. Do tego doszły rekordowo wysokie ceny gazu, sterowane przez Rosję oraz wysokie temperatury, które obserwowaliśmy w całej Europie.

— Dwa lata po inwazji Rosji na Ukrainę europejski system energetyczny jest bardziej zdywersyfikowany i bardziej odporny. Kryzys został w pewnym stopniu opanowany, środki zwiększające efektywność zostały przyznane, a liczba instalacji odnawialnych źródeł energii i pomp ciepła się zwiększa. Dzięki temu Stary Kontynent jest gotowy do dalszego zmniejszania zapotrzebowania na gaz — komentuje Ana Maria Jaller-Makarewicz, główna analityczka ds. energii w Europie IEEFA.

(...)

Nie tylko Polska, ale także inne kraje europejskie zwiększyły zakupy gazu skroplonego, który może przypływać na Stary Kontynent statkami z różnych stron świata. Z raportu wynika, że od lutego 2022 r. uruchomiono w Europie osiem terminali importowych i rozbudowano cztery istniejące obiekty. Według zapowiedzi do 2030 r. zacznie działać kolejnych 13 projektów.

IEEFA szacuje, że kraje UE wydały ponad 170 mld euro na import LNG w latach 2022 i 2023. Główni eksporterzy tego paliwa do Europy to USA (75,15 mld euro), Rosja (23,84 mld euro) i Katar (23,80 mld euro).

Autorzy raportu podają, że import rosyjskiego LNG w latach 2021-2023 wzrósł o 11 proc. pomimo spadającego zapotrzebowania na gaz. Aż 80 proc. rosyjskiego LNG, które przypłynęło do Europy, trafiło do Hiszpanii, Francji i Belgi. Kraje UE wydały w 2023 r. 8,09 mld euro na zakup gazu skroplonego z Rosji.

Według IEEFA Europa zbliża się do szczytowego zapotrzebowania na LNG. Think tank prognozuje, że popyt na LNG w Europie nieznacznie wzrośnie do 2025 r., a następnie będzie stale spadał do 2030 r. w związku z prognozowanym spadkiem zapotrzebowania na gaz. Eksperci obawiają się więc, że planowane nowe terminale importowe utkną w martwym punkcie.

"Europejskie zapotrzebowanie na LNG nie przekroczy 135 mld m sześc. w 2030 r., pozostawiając potencjalną lukę w wysokości ok. 265-270 mld m sześc. niewykorzystanych mocy" — czytamy w raporcie.

businessinsider.com.pl