Węgry nie osiągnęły niczego, rezultat zwłoki równa się zero - powiedział Racz. W jego ocenie najlepiej widać to na tle polityki tureckiej, która w jego ocenia była racjonalna i transakcyjna, ponieważ Ankara stawiała konkretne polityczne żądania wobec Szwecji i militarne wobec USA.
Po roku negocjacji Turcja osiągnęła swoje cele. Węgry przez cały ten czas nie potrafiły sformułować nawet jednego konkretnego żądania - podkreślił analityk.
Jak zauważył, Budapeszt początkowo krytykował jakość szwedzkiej demokracji, a następnie domagał się większego szacunku ze strony Sztokholmu. - Ale w jaki sposób miało się to zmienić, jeśli żądania nigdy nie zostały sprecyzowane - zastanawia się Racz.
Jedyną rzeczą, którą - według niego - rząd Viktora Orbana osiągnął przez opóźnianie akcesji Szwecji do NATO, jest poważny uszczerbek na wizerunku Węgier na forum Sojuszu.
W piątek w Budapeszcie pojawił się premier Szwecji Ulf Kristersson, co było warunkiem Fideszu, aby to ugrupowanie zagłosowało za akcesją.
(...)
Budapeszt wielokrotnie podkreślał, że Węgry nie będą ostatnim członkiem Sojuszu, który wyrazi zgodę na dołączenie Szwecji do NATO. Parlament Turcji w drugiej połowie stycznia ratyfikował jednak akcesję Szwecji, a prezydent tego państwa Recep Tayyip Erdogan podpisał odpowiedni akt prawny.
Według eksperta Turcja w pewnym momencie zostawiła Węgry same z problemem ratyfikacji. - Węgierska dyplomacja była całkowicie zaskoczona - ocenił Racz. - Po ruchu Ankary pozycja Budapesztu stała się nie do utrzymania: nie było racjonalnej przyczyny blokady ani żadnych konkretnych żądań, a presja ze strony sojuszników rosła - dodał.
money.pl/PAP






