piątek, 12 stycznia 2024



Badacze przeanalizowali dane dotyczące importu do Rosji 2797 części wykorzystywanych do produkcji rosyjskiej broni, m.in. czujników, mikroczipów i systemów nawigacyjnych.

Wśród nich są zwłaszcza elementy produkowane przez amerykańskie firmy Intel, Analog Devices, AMD i Texas Instruments. Jeśli chodzi o narzędzia kierowane cyfrowo, prowadzi natomiast niemiecki Siemens.

Analitycy podkreślają, że większość części służących do produkcji broni jest wytwarzana w fabrykach tych firm w krajach trzecich, np. w Chinach, dzięki czemu Rosjanom łatwiej jest obejść sankcje.

20 proc. importowanych części produkowanych jest w krajach Zachodu, ale trafiają one do Rosji przez pośredników w Chinach, Hongkongu, Turcji czy Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Część jest wysyłana bezpośrednio do Rosji dzięki nieodpowiedniej kontroli eksportu lub manipulacji w dokumentach celnych.

W raporcie, o którym pisze w czwartek portal Ekonomiczna Prawda, zauważono też, że dostawy do Rosji części służących do produkcji broni niemal się nie obniżyły. W ciągu 9 miesięcy 2023 r. wwieziono ich tylko o 9,1 proc. mniej niż w analogicznym okresie roku 2022.

PAP

Wprawdzie Chiny nigdy nie sprawowały władzy nad Tajwanem, ale twierdzą, że rządzona demokratycznie wyspa jest częścią ich terytorium i nie wykluczają możliwości przejęcia jej siłą. Obecnie wszelkimi możliwymi środkami starają się wpłynąć na decyzję 23 mln wyborców, by doprowadzić do wyboru przynajmniej prochińskiego parlamentu. Pekin określił sobotnie głosowanie jako wybór między "wojną a pokojem".

- Jest to narracja Pekinu, który chciałby, aby wybory na Tajwanie wygrała opozycyjna Partia Narodowa (Kuomintang), w której nie brakuje ludzi opowiadających się w przeszłości za zjednoczeniem z Chińską Republiką Ludową. Jednak w rzeczywistości politykę wobec wyspy dyktują dynamika wewnętrzna (potrzeba odciągania uwagi od problemów gospodarczych) i relacje międzynarodowe ChRL, przede wszystkim z USA. Jeżeli Komunistyczna Partia Chin (KPCh) uzna, że może zając wyspę, ponosząc minimalne koszty międzynarodowe, a jej armia osiągnie takie zdolności, to nie będzie miało znaczenia, kto rządzi w danym momencie na Tajwanie - stwierdził dr Michał Bogusz, analityk w Zespole Chińskim Ośrodka Studiów Wschodnich w komentarzu dla portalu PolskieRadio24.pl.

Dr Bogusz dopytywany, czy groźby Chin mogą przerodzić się w pełnowymiarowy konflikt militarny, ocenił, iż "jeżeli Pekin uzna, że może działać i zobaczy możliwość, to podejmie wszelkie działania, które będą w jego dyspozycji, aby zdestabilizować Tajwan i go przejąć". - Wbrew pozorom strona tajwańska nie ma na to wpływu, poza oczywiście takim zabezpieczeniem się wewnętrznie, żeby uniemożliwić lub chociaż utrudnić tego typu ingerencje z Chin. Jedynym aktem ze strony Tajpej, który zmusiłby Pekin do działania, byłoby ogłoszenie zmiany nazwy państwa z Republika Chińska na Republika Tajwańska, co by oznaczało jednoznacznie zerwanie możliwości zjednoczenia w przyszłości - zauważył. - Lecz większość Tajwańczyków, chociaż nie jest zainteresowana zjednoczeniem, to w obawie o wojnę jest za zachowaniem status quo i nie ma poważnych sił politycznych na wyspie, które opowiadałyby się za takim krokiem. Jest to tylko element narracji politycznej KPCh i to kreowanej na potrzeby mobilizacji wewnętrznej w ChRL - dodał dr Bogusz.

(...)

Kampania wyborcza jest idealnym momentem do podjęcia prób podziału społeczeństwa. Ścierające się opinie, chęć wyróżnienia się może być wykorzystana do pogłębienia polaryzacji. - Głównym celem chińskich działań w tajwańskiej przestrzeni informacyjnej jest osłabienie wiarygodności instytucji demokratycznych na Tajwanie - ocenił w komentarzu dla portalu PolskieRadio24.pl Marcin Jerzewski, dyrektor tajwańskiego oddziału think tanku European Values Center.

- Bezpieczeństwo żywności jest jednym z tematów, który na Tajwanie jest bardzo upolityczniony i zarazem budzi żywe emocji, ponieważ jest bliski życiu codziennemu wielu mieszkańców tego wyspiarskiego kraju. Przed sobotnimi wyborami przyjazne Chinom media rozpowszechniały nieprawdziwą informację, że tajwańska wieprzowina zawiera niebezpieczne poziomy raktopaminy - kontrowersyjnego dodatku do pasz trzody chlewnej. To właśnie obecnie rządząca Demokratyczna Partia Postępowa, po referendum w 2021 r., otworzyła tajwański rynek na import zawierającej raktopaminę amerykańskiej wieprzowiny - przypomniał Jerzewski. Dodał, że fałszywe narracje o bezpieczeństwie żywności mają na celu zbudowanie poczucia, że sceptycznie nastawiona do Chin partia rządzącą nie jest w stanie zapewnić swoim obywatelom bezpieczeństwa.

Ingerencja Chin w przestrzeń informacyjną Tajwanu jest widoczna od dawna. Zarówno w mediach tradycyjnych, jak i społecznościowych zauważono kampanie dezinformacyjne wykorzystujące istniejące napięcia, kwestionowanie kompetencji kandydatów oraz podważanie legitymacji i skuteczności lokalnych polityków. Najintensywniejsze rozprzestrzenianie się informacji zaobserwowano wśród użytkowników chińskiej aplikacji TikTok.

- Wraz z rozwojem technologii, w tym sztucznej inteligencji, Chiny w swoich kampaniach dezinformacyjnych coraz częściej posługują się manipulacją audiowizualną, czyli tzw. deepfake’ami i cheap fake’ami - zauważył Jerzewski, podając przykład niedawnych działań Pekinu. - W listopadzie w tajwańskim internecie pojawiło się deepfake’owe wideo sugerujące, że kandydat Demokratycznej Partii Postępowej William Lai wypowiedział się pochlebnie o możliwej koalicji między jego konkurentami, Hou You-ih z Chińskiej Partii Nacjonalistycznej i Ko Wen-je z Tajwańskiej Partii Ludowej - dodał dyrektor tajwańskiego oddziału think tanku European Values Center.

polskieradio24.pl

czwartek, 11 stycznia 2024



Stany Zjednoczone — wiedząc o rosyjskim zamiarze wyeliminowania Wołodymyra Zełenskiego i sądząc, że ukraińska armia nie przetrwa długo — dostarczyły do Kijowa tylko 90 pocisków przeciwpancernych Javelin. — Częściowo dlatego, że Ukraińcy nie podzielili się z nami informacjami o swoich przygotowaniach i planach, a te, którymi się podzielili, miały charakter wojskowej dezinformacji — tłumaczył później Trofimowowi jeden z urzędników Pentagonu.

Dziennikarz uważa, że Waszyngton i jego sojusznicy przez długi czas nie dostarczali Ukrainie ciężkiej broni, a kiedy zdecydowali się to zrobić, działali bardzo powoli. Z tego powodu Kijów nie otrzymał zachodniego wsparcia wojskowego w czasie, gdy mogło odegrać ono decydującą rolę w konflikcie — a więc w 2022 r.

W tym czasie armia rosyjska uległa zdemoralizowaniu, straciła znaczną część wojsk i sprzętu przygotowanego do inwazji i zaczynała się wycofywać. W drugim roku wojny – zdaniem Trofimowa – było już za późno: Rosja zdążyła się zmobilizować, wzmocniła obronę na okupowanych terytoriach i przestawiła swoją gospodarkę na tryb wojny.

W lipcu 2022 r. Jarosław Trofimow spotkał się z Wołodymyrem Zełenskim. Ukraiński prezydent nie ukrywał swojej złości wywołanej powolnym tempem działań Waszyngtonu. Do tego czasu Rosja zdążyła już użyć w Ukrainie każdego rodzaju broni, z wyjątkiem bomby atomowej. USA nadal poważnie traktowały jednak groźby nuklearne Moskwy. Interesy Stanów Zjednoczonych i Ukrainy pokrywały się w 85 proc., ale – jak wyjaśnił Jarosławowi Trofimowowi inny urzędnik Pentagonu – pozostałe 15 proc. było "bardzo ważne".

Stwierdził, że Ukraińcy walczą o przetrwanie, ale Stany Zjednoczone mają szczególny obowiązek zrobić wszystko, by uniknąć wojny nuklearnej, która na zawsze zakończyłaby życie na Ziemi.

Ukraińskie, amerykańskie i brytyjskie siły zbrojne opracowywały plan ofensywy. Wołodymyr Zełenski i gen. Wałerij Załużny — szef Sił Zbrojnych Kijowa — nalegali na przeprowadzenie operacji w regionie Zaporoża — w ten sposób chcieli dotrzeć do Morza Azowskiego i przeciąć korytarz lądowy na Krym, który zaopatruje rosyjską armię — w tamtym czasie rozmieściła ona w Ukrainie około 100 tys. żołnierzy. Głównodowodzący miał poprosić USA o 90 dodatkowych haubic i odpowiednią ilość amunicji.

Amerykanie uważali jednak, że Siły Zbrojne Ukrainy nie mają wystarczającej liczby żołnierzy wyszkolonych do przeprowadzenia operacji na tak dużą skalę i nalegali na wyzwolenie Chersonia.

Kiedy we wrześniu 2022 r. ukraińskie wojska zaczęły wyzwalać obwód charkowski, Putin ogłosił mobilizację, zorganizował fałszywe referenda w sprawie włączenia czterech okupowanych obwodów do Rosji i ponownie ostrzegł, że może użyć broni jądrowej, jeśli integralność terytorialna jego kraju zostanie zagrożona. — To nie jest blef — oświadczył rosyjski prezydent.

Ukraińcy nie dali się nabrać na prowokację i kontynuowali ofensywę, a później wyzwolili Chersoń. W Waszyngtonie jednak — jak pisze Jarosław Trofimow — strach przed konfliktem nuklearnym sięgnął zenitu. Według szacunków amerykańskiego wywiadu Putin mógłby rozważyć możliwość ataku nuklearnego w trzech przypadkach:
  • w wyniku poważnego ataku na samą Rosję, zwłaszcza z udziałem NATO;
  • w przypadku pojawienia się ryzyka utraty Krymu;
  • na skutek ukraińskiego zwycięstwa na polu bitwy, które — według urzędnika Pentagonu — doprowadziłoby do "całkowitego pokonania rosyjskiej armii do tego stopnia, że państwo rosyjskie poczułoby, że jego istnienie jest zagrożone".
Jake Sullivan, doradca Białego Domu ds. bezpieczeństwa narodowego, ujawnił nawet, że Waszyngton prywatnie ostrzegł Moskwę przed "katastrofalnymi konsekwencjami użycia broni jądrowej w Ukrainie".

Pod koniec listopada 2022 r. kontrofensywa ukraińskich sił zbrojnych zaczęła tracić impet — Jarosław Trofimow uważa, że częściowo z powodu braku nowych dostaw pocisków artyleryjskich oraz udzielonej przez USA i sojuszników odmowy dostarczenia zachodnich czołgów i pojazdów opancerzonych.

W tym samym czasie gen. Siergiej Surowikin, nowy rosyjski dowódca w Ukrainie, rozpoczął budowę obronnych fortyfikacji, a do armii Kremla dołączyło 300 tys. zmobilizowanych Rosjan.

W 2023 r. Ukraina rozpoczęła nową kontrofensywę, tym razem wspieraną już przez zachodni sprzęt, ale ukraińskim żołnierzom nie udało się przełamać oporu rosyjskich jednostek.

onet.pl


Wyjątkowy odpływ BIZ widoczny w danych banku centralnego za trzeci kwartał 2023 r. należy więc łączyć głównie z niższym niż w gospodarkach rozwiniętych poziomem stóp procentowych w Chinach. Ponadto obserwujemy obecnie spadek inwestycji spowodowany wstrzymaniem związanych z nimi procesów w obliczu pandemii koronawirusa i realizowanej przez Pekin strategii „zero COVID”. W mozaice danych makroekonomicznych i w posunięciach poszczególnych firm widać jednak również zalążek ważniejszych procesów długookresowych, wynikających przede wszystkim z kalkulacji biznesowych: prób dywersyfikacji działalności oraz ograniczania zależności od Chin.

W ostatnich latach kwestia bezpieczeństwa prowadzenia biznesu zyskała na znaczeniu względem tradycyjnie kluczowej w procesach globalizacji logiki redukcji kosztów. Pandemia COVID-19 i reakcja Zachodu na pełnoskalową inwazję Rosji na Ukrainę jasno pokazały, jak istotne są dywersyfikacja i odporność łańcuchów dostaw. Przekonanie to wzmacniają rosnące obawy przed skutkami eskalacji konfliktu w Cieśninie Tajwańskiej oraz konsekwencjami rywalizacji między Waszyngtonem a Pekinem. Co czwarta amerykańska firma ankietowana przez US-China Business Council jako przyczynę redukcji bądź wstrzymania swoich inwestycji w ChRL w 2022 r. wskazała „wzrost kosztów lub niepewności wynikający z napięć między USA a Chinami”.

Ponadto zmianie uległ również bilans potencjalnych kosztów i zysków z działalności w ChRL. Jej gospodarka znajduje się na ścieżce strukturalnego spowolnienia, a konkurencja o rynek zbytu rośnie. Xi Jinping zredefiniował priorytety chińskich władz: nadrzędnym celem jest zapewnienie wieloaspektowego bezpieczeństwa narodowego, w tym ekonomicznego. Tymczasem jako główne zagrożenie postrzegany jest Zachód, na czele z USA. Widać to nie tylko w sferze werbalnej, lecz także w konkretnych działaniach psujących klimat inwestycyjny w ChRL. W imię bezpieczeństwa narodowego Pekin ograniczył transfer danych za granicę oraz zredukował dostęp potencjalnych inwestorów do informacji, m.in. poprzez wszczęcie dochodzeń w sprawie działalności zagranicznych firm konsultingowych, odcięcie od baz danych korporacyjnych i makroekonomicznych oraz cenzurowanie negatywnych analiz gospodarczych. Formalnie poszerzył też dostęp państwowych służb do danych wewnętrznych firm. Kolejne urzędy i spółki państwowe zakazują zatrudnionym przynoszenia do pracy iPhone’ów oraz innych zagranicznych urządzeń elektronicznych. Władze ograniczają także możliwość wjazdu aut marki Tesla do niektórych stref, np. tam, dokąd akurat podróżuje Xi Jinping.

Z perspektywy biznesu zasadniczymi problemami są szeroki zakres i nieprecyzyjność przepisów. W połączeniu z powszechną praktyką arbitralnego egzekwowania prawa oraz wykorzystywania zależności gospodarczych w celach politycznych dodatkowo pogłębia to niepewność i ryzyko prowadzenia działalności w ChRL, szczególnie w obliczu zaostrzającej się rywalizacji na linii Waszyngton–Pekin. Podobnie negatywnie na nastawienie inwestorów wpływają zaskakujące doniesienia o zainicjowaniu śledztw w sprawie kluczowego partnera Apple’a – tajwańskiej firmy Foxconn, aresztowania i zniknięcia wysoko postawionych biznesmenów, zakazy opuszczania kraju przez osoby luźno powiązane z podejrzanymi o popełnienie przestępstw, kampanie antyszpiegowskie zachęcające obywateli do raportowania władzom „podejrzanej” działalności obcokrajowców, zakładanie komórek partyjnych w prywatnych firmach, nasilający się nacjonalizm, zamykanie kont komentatorów ekonomicznych w mediach społecznościowych czy wzmożona aktywność medialna Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. W takiej sytuacji coraz większym wyzwaniem staje się znalezienie kompetentnych osób chętnych do pracy w zagranicznych firmach działających w ChRL – zarówno obcokrajowców, jak i miejscowych.

Przedsiębiorstwa zagraniczne nie były co prawda głównym obiektem kilku dużych kampanii prowadzonych przez chińskie władze w ostatnich latach – skierowanej przeciw sektorowi technologii konsumenckich, antykorupcyjnej czy związanej ze strategią „zero COVID”. Silnie jednak odczuły ich efekt oraz zdały sobie sprawę z rosnącej, arbitralnej i często nieprzewidywalnej ingerencji partii w działalność sektora prywatnego, który ma w większym stopniu realizować cele postawione przez Pekin, a w mniejszym koncentrować się na podnoszeniu dochodowości. Rekordowy odsetek uczestników ubiegłorocznej ankiety Europejskiej Izby Handlowej w Chinach – wynoszący aż 64% – ocenił, że prowadzenie biznesu w tym kraju stało się w minionym roku trudniejsze.

Z powodu problemów finansowych władz lokalnych, wywołanych kryzysem na rynku nieruchomości oraz pandemią COVID-19, potencjalni inwestorzy nie mogą już też liczyć na tak silne zachęty jak kiedyś, gdy powszechnie oferowano im szczodre subsydia, tanią ziemię i zwolnienia podatkowe. Oczywiście w ostatnich dekadach drastycznie wzrosły również koszty pracy w ChRL.

Powyższe czynniki nie zniechęcają wszystkich potencjalnych inwestorów. Chiny wciąż mają im wiele do zaoferowania: bardzo duży rynek zbytu, rozbudowane sieci dostawców i podwykonawców, spore grono dobrze wyszkolonych, zdeterminowanych, elastycznych i relatywnie tanich pracowników, światowej klasy infrastrukturę, stosunkowo niewysokie ceny energii, słabą walutę, warunki zapewniające dynamiczny proces produkcyjny, dość niskie obciążenia podatkowe i luźne standardy rachunkowe oraz tolerowanie przez władze nadużyć pracodawców względem pracowników.

W obliczu rosnącej konkurencji rynkowej, zmiany nastawienia Pekinu wobec gospodarki i biznesu oraz zaostrzającej się rywalizacji władz ChRL z Zachodem nowe inwestycje zagraniczne mają charakter bardziej defensywny – służą ochronie dotychczasowych nakładów, nie tylko kapitału finansowego, lecz także ludzkiego: wiedzy i doświadczenia pracowników, know-how organizacji, sieci powiązań etc. Firmy starają się umocnić obecność w Chinach i wyizolować miejscowe operacje od pozostałej części działalności globalnej, realizując strategię „w Chinach dla Chin”. Ich celem jest produkcja towarów przeznaczonych do sprzedaży w ChRL, aby zabezpieczyć się przed potencjalną utratą dostępu do chińskiego rynku bądź wzrostem kosztów sprzedaży w wyniku zastosowania narzędzi protekcjonistycznych przez Pekin lub Waszyngton czy Brukselę. Takie rozwiązanie wybierają głównie duże przedsiębiorstwa, o relatywnie silnej pozycji na tamtejszym rynku.

Wśród nich wyróżniają się koncerny niemieckie z sektora motoryzacyjnego. Prezes Mercedes-Benz stwierdził, że spółka prowadzi proces de-riskingu poprzez zwiększanie, a nie zmniejszanie obecności w Chinach. Volkswagen w minionym roku zapowiedział inwestycje w ChRL o wartości blisko 5 mld dolarów. Producenci samochodów uzasadniają te posunięcia chęcią utrzymania konkurencyjności w obliczu chińskiej ekspansji w obszarze elektromobilności. Postawienie na rozwój na tamtejszym rynku ułatwi im dogonienie konkurencji oraz ograniczy negatywny wpływ potencjalnych zakłóceń (karnych ceł czy innych sankcji) w międzynarodowym przepływie komponentów i gotowych produktów, zwłaszcza jeśli powiodą się próby odizolowania miejscowej działalności koncernu od reszty jego aktywności. Narazi to jednak tamtejszy oddział firmy na przejęcie przez Chińczyków w razie wyraźnego zaostrzenia konfliktu politycznego na linii Pekin–Berlin, np. w konsekwencji ataku na Tajwan.

Opisany trend starają się wesprzeć miejscowe władze. Na poziomie lokalnym inwestycje zagraniczne mają obecnie niebagatelne znaczenie ze względu na zły stan finansów publicznych oraz rachityczny wzrost gospodarczy. Z kolei władze centralne na pierwszy plan wysuwają kwestię bezpieczeństwa, ale muszą się liczyć z konsekwencjami odpływu kapitału oraz negatywnego obrazu stanu i perspektyw gospodarki, a w związku z tym również rządów partii komunistycznej. Pekin wciąż zabiega także o przyciąganie inwestycji gwarantujących przepływ wiedzy i technologii, m.in. w sektorach zaawansowanej produkcji czy biomedycyny, niezbędnych do ograniczenia zależności od dostaw z zagranicy. Stara się też pozyskać kolejnych sprzymierzeńców, którzy wspieraliby jego interesy w Waszyngtonie, m.in. przedstawicieli sektora finansowego, mających wpływy polityczne w USA i stanowiących istotną część amerykańskiej gospodarki. W sierpniu władze ogłosiły 24-punktowy plan mający na celu przyciągnięcie inwestycji oraz poprawę klimatu biznesowego, a w kolejnych miesiącach powtarzały zapewnienia o wyjściu naprzeciw potrzebom przedsiębiorców. W obliczu fali zastrzeżeń ze strony zagranicznych inwestorów we wrześniu przedstawiły zaś projekt rozluźnienia regulacji dotyczących ograniczenia międzynarodowego przepływu danych. Oficjele, na czele z Xi Jinpingiem, regularnie spotykają się z przedstawicielami biznesu, m.in. prezesem Apple’a Timem Cookiem czy założycielem Microsoftu Billem Gatesem.

Chiny odgrywają centralną rolę w globalnych łańcuchach dostaw i zmiana tego stanu rzeczy w krótkim terminie nie jest możliwa. Żadne inne państwo nie zapewnia inwestorom takich warunków do zwiększania produkcji: dostępu do zasobów siły roboczej, infrastruktury czy sieci dostawców oraz tak dużego rynku zbytu. Biznes, nie lekceważąc sygnałów ostrzegawczych, coraz częściej decyduje się więc na strategię „Chiny+1”: nie rezygnuje z funkcjonowania w ChRL, lecz równocześnie podejmuje próby dywersyfikacji poprzez tworzenie niezależnych łańcuchów dostaw w innych państwach. Jest to jednak proces kosztowny i czasochłonny.

osw.waw.pl


"Między parodią a skandalem" - tak zatytułowany jest komentarz w dzienniku "Sueddeutsche Zeitung". "Oczywiście wszystko to jest wielką prowokacją: prezydent zaprasza na wydarzenie w swojej rezydencji dwóch skazanych. Obaj politycy PiS, poszukiwani listami gończymi, deklarują jeszcze przed kamerami telewizyjnymi, że chcą zostać u prezydenta‚ aż zło przegra'. Pozwolili, by do tego doszło. Mogli też pójść na najbliższy komisariat i stawić czoła prawomocnemu wyrokowi. Ale to nie nadaje się na wielką opowieść spiskową" - komentuje Viktoria Grossmann w "SZ".

Policja nie zawahała się, a prezydent Andrzej Duda udaje oburzonego i obrażonego, bo jego ułaskawienie sprzed lat już się nie liczy. PiS buduje teraz mit prześladowanej politycznie partii, uciskanej przez tyrana Tuska - czytamy.

Z perspektywy PiS demokracja, praworządne państwo z podziałem władzy i niezależnymi instytucjami jest przeciwnikiem tych, którzy wierzą, że są ponad prawem, a ludzie PiS dziwią się teraz, że sądownictwo wciąż funkcjonuje tak dobrze i może być dla nich niebezpieczne - komentuje autorka. Jak stwierdza dziennikarka, czwartkowa demonstracja zwolenników PiS pokaże, ilu ludzi partia ta potrafi zmobilizować i czy będą tylko wykrzykiwać brutalne rzeczy, czy też je robić. A wtedy okaże się, czy to, co robi PiS, zapisze się w pamięci jako parodia czy zagrażający państwu skandal - komentuje "SZ".

gazeta.pl

środa, 10 stycznia 2024



Najbardziej dalekosiężne konsekwencje zachowania Moskwy dla światowego systemu bezpieczeństwa są związane z piątą cechą – nuklearnym aspektem rosyjskiej wojny ekspansji i unicestwienia przeciwko Ukrainie. Zachowanie wszystkich aktorów w tej konfrontacji jest kształtowane przez posiadanie przez Rosję i nieposiadanie przez Ukrainę broni nuklearnej, a także innej broni masowego rażenia. Ukraina, Zachód i reszta świata kalkulują swoje działania i sygnały w świetle jawnych gróźb Moskwy użycia broni jądrowej i niezdolności Kijowa do zrobienia tego samego.

Najbardziej skandalicznym aspektem tej konstelacji jest to, że Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT), obowiązujący od 1970 r., pozwala Rosji na posiadanie broni jądrowej, ale zabrania Ukrainie jej nabywania lub budowania. Podobnie jak w przypadku paradoksalnych skutków zasiadania Rosji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, Moskwa postawiła na głowie znaczenie układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, pomyślanego jako instrument utrzymania pokoju. Jego konsekwentne wdrażanie, w kontekście zachowania Rosji wobec nieposiadającej broni jądrowej dzisiejszej Ukrainy, skutkuje umożliwieniem wojny ekspansyjnej.

Podobnie jak w przypadku członkostwa Ukraińskiej Republiki Radzieckiej w ONZ od 1945 r., istnieje kolejna historyczna ciekawostka dotycząca reżimu nieproliferacji. Po uzyskaniu niepodległości w 1991 r. Ukraina przez krótki czas posiadała trzeci co do wielkości arsenał broni jądrowej po Rosji i USA. Miała więcej głowic atomowych niż pozostałe trzy oficjalne państwa posiadające broń jądrową – Wielka Brytania, Francja i Chiny – razem wzięte.

Jednak w połowie lat 90. XX w. Kijów nie tylko zgodził się zniszczyć swoje bezużyteczne pociski międzykontynentalne. W zamian za niesławne memorandum budapesztańskie z 1994 r. Ukraina została również przekonana do likwidacji lub przekazania Rosji wszystkich wojskowo użytecznych zapasów atomowych, materiałów radioaktywnych i technologii nuklearnych, a także odpowiednich systemów przenoszenia. Od 2022 r. szczególnie tragikomicznym aspektem tej historii jest wykorzystanie przez Rosję otrzymanych od Ukrainy niektórych systemów przenoszenia do niszczenia ukraińskich miast.

new.org.pl


Udział rosyjskiego gazu w dostawach do krajów UE znacząco zmalał. Financial Times (w oparciu o dane S&P Global), szacuje, że do UE zatłoczono gazociągami z Rosji około 24,5 mld m sześc. i dostarczono około 19,2 mld m sześc. rosyjskiego LNG. Reuters podaje natomiast, że dostawy gazu ziemnego do Europy przez rosyjskiego giganta energetycznego Gazprom spadły o 55,6 procent do 28,3 mld m sześc. w 2023 roku /z ok. 60 mld m3 w 2022, i 140 mld m3 w 2021 - red./. Dodaje, że obliczenia, oparte na danych ENTSO-G i codziennych raportach Gazpromu dotyczących tranzytu gazu przez Ukrainę, wykazują, że średni dzienny eksport rosyjskiego gazu do Europy spadł do 77,6 mln m sześc. w 2023 roku ze 174,8 mln m sześc. w 2022 roku. Według danych LSEG rosyjski eksport LNG do Europy spadł o 1,9 procent do 15,8 mln ton w 2023 roku, a eksport LNG do Azji spadł o 11 procent do 14,9 mln ton. Całkowity eksport LNG z Rosji spadł w ubiegłym roku o 6 procent do 31 mln ton. Rosyjski Novatek i należący do niego terminal Yamal LNG odpowiadał za największy wolumen eksportu na poziomie 18,7 mln ton oraz 800 000 ton z terminala Kriogaz-Vysotsk na Morzu Bałtyckim. Natomiast, zarządzany przez Gazprom terminal Sachalin-2 w pacyficznej części Rosji zmniejszył eksport LNG o 10 procent do 10,1 mln ton w 2023 roku.

Zwrócę jeszcze uwagę, że Gazprom informuje, iż całkowity eksport gazu do Chin za pośrednictwem gazociągu Siła Syberii wyniósł 22,7 mld m sześc. w 2023 roku, czyli prawie 1,5 razy więcej niż 15,4 mld m sześc. zatłoczonych w 2022 roku. Gazprom podkreśla, że gazociąg osiągnie pełną zdolność eksportową wynoszącą 38 mld m sześc. w 2025 roku. Rosja zwiększa dostawy do Chin, aby zrekompensować utratę większości sprzedaży gazu ziemnego w Europie.

W 2023 roku stało się to co podkreślam od lat, Stany Zjednoczone (USA) stały się największym eksporterem LNG na świecie, wyprzedzając Australię i Katar – według danych Bloomberg – USA wyeksportowały rekordowe 91,2 mln ton w 2023 roku (według danych LSEG, wolumen eksportu LNG z USA wyniósł 88,9 mln ton) i jest to wzrost o 13,7 mln ton w porównaniu do 2022 roku (77,5 mln ton). Eksport australijskiego LNG wyniósł około 90 mln ton, a katarskiego LNG około 89 mln ton.

Dodatkowo, w samym tylko grudniu 2023 roku USA wyeksportowały rekordowe 8,6 mln t LNG, z czego 5,43 mln t (61 procent) do Europy, a 2,29 mln t do Azji (26,6 procent).

Po stronie największego nabywcy LNG, to Chiny odzyskały tytuł lidera importera LNG. Według danych Bloomberg , dostawy LNG do Chin wzrosły w ubiegłym roku o 12 procent do prawie 71 mln ton.

Chociaż dostawy LNG do Chin pozostają poniżej poziomów z 2021 roku, oczekuje się, że kraj ten będzie napędzał światowy wzrost popytu w następnej dekadzie. Według Rystad Energy, import z Chin ma wzrosnąć o prawie 20 procent do 84 mln ton do 2025 roku i do 136 mln ton do 2030 roku. Drugie miejsce zajęła Japonia z importem na poziomie około 64 mln ton. Ograniczony popyt na LNG był głównie spowodowany zwiększającym się udziałem wytwarzania energii elektrycznej z elektrowni jądrowych. Warto tu wspomnieć, że pod koniec roku, japoński dozór jądrowy (NRA) zgodził się na ponowną eksploatację największej na świecie elektrowni jądrowej Kashiwazaki-Kariwa o mocy 8,212 MWe (wygaszonej po awarii w elektrowni Fukushima Daiichi). Uwzględniając wzrost wytworzenia energii elektrycznej dzięki energii jądrowej oraz energii ze źródeł odnawialnych, Japoński Instytut Gospodarki Energetycznej (IEEJ) prognozuje, że import LNG do Japonii spadnie do 58,5 mln ton w roku podatkowym 2024/25. Trzecia Korea Południowa importowała około 40 mln, a czwarte Indie około 20 mln t.

Na koniec 2023 roku cena amerykańskiego gazu ziemnego wynosiła około 2,55 dolara/mmBtu w punkcie Henry Hub w Luizjanie, około 9,81 dolara/mmBtu w Europie – Title Transfer Facility (TTF) w Europie i około 11,52 dolara/mmBtu dla Japan Korea Marker (JKM) w Azji (Rys. 8). Najstabilniejszy marker cenowy LNG to obecnie Henry Hub. Według danych Refinitiv Eikon, benchmarkowa cena gazu ziemnego Henry Hub w USA w 2023 roku wyniosła średnio 2,57 dolara/mmBtu, co oznacza spadek o około 62 procent w porównaniu ze średnią roczną ceną z 2022 roku. Azjatycki JKM przez pierwszą połowę roku utrzymywał się w okolicach poziomu 10 dolarów/mmBtu. W sierpniu 2023 roku, możliwość strajku na instalacjach w Australii spowodowała, że ceny wzrosły do 15 dolarów/mmBtu. W październiku cena wzrosła do 17 dolarów/mmBtu głównie z powodu wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie, lecz w listopadzie ryzyko geopolityczne nieco się zmniejszyło, a cena oscylowała wokół 14 dolarów/mmBtu. W grudniu obfita podaż i słaby popyt sprowadziły JKM do poziomu 11 dolarów/mmBtu. Przez cały rok cena TTF utrzymywała się poniżej JKM, lecz śledziła te same ryzyka geopolityczne co rynek azjatycki. Europejski sezon grzewczy rozpoczął się z magazynami zapełnionymi zasadniczo w stu procentach. Dodatkowo ciepła jesień i łagodny początek zimy bez niskich temperatur powoduje, że od końca października 2023 roku TTF utrzymywał się w trendzie spadkowym (z 16,6 do 9,8 dolara/mmBtu).

biznesalert.pl

wtorek, 9 stycznia 2024



Prezydent Rosji Władimir Putin z dalszym ciągu zabiega o względy rosyjskich żołnierzy i ich rodzin przed wyborami prezydenckimi w marcu 2024 r., tak jak podczas spotkania z członkami rodzin zmarłych rosyjskich żołnierzy 6 stycznia. Putin spotkał się z członkami rodzin rosyjskich żołnierzy, którzy zginęli na Ukrainie, w swojej rezydencji w Novo-Ogaryovo z okazji prawosławnego Bożego Narodzenia. Putin podkreślił bohaterstwo zmarłych rosyjskich żołnierzy, którzy „bronili interesów [Rosji]”. Putin wielokrotnie podkreślał troskę rządu rosyjskiego o rodziny rosyjskich żołnierzy i delegował odpowiedzialność za ciągłe wsparcie tych rodzin na rosyjskich urzędników na wszystkich szczeblach w całej Rosji. Putin brał ostatnio udział w podobnych wydarzeniach, podczas których przedstawił się jako łaskawy przywódca, któremu zależy na dobru rosyjskiego personelu wojskowego i demonstrował swoją władzę w zakresie spełniania próśb żołnierzy i rozwiązywania problemów. Putin prawdopodobnie wykorzysta te powtarzające się, nagłośnione spotkania w ramach swojej kampanii wyborczej, ponieważ rosyjscy żołnierze i członkowie ich rodzin stanowią spory elektorat, a ich publiczne poparcie dla Putina jest niezbędne, aby Kreml mógł przedstawiać społeczeństwo rosyjskie jako w dużej mierze wspierające wojna na Ukrainie.

Wydaje się, że Kreml starannie wybierał rodziny, które uczestniczyły w spotkaniu Putina, prawdopodobnie tak, aby zminimalizować ryzyko, że powiedzą lub zapytają o niewygodne rzeczy. Kreml okazał się wrażliwy na niedawne publiczne skargi członków rodzin rosyjskich żołnierzy i kontynuuje wysiłki mające na celu cenzurowanie tych skarg w domenie publicznej. Rosyjska opozycyjna gazeta Agentstvo Novosti donosi 7 stycznia, że ​​w spotkaniu uczestniczyli krewni pięciu zmarłych rosyjskich żołnierzy i że wielu z tych krewnych ma powiązania z rosyjskim rządem i wojskiem. Agentstvo Novosti oświadczyła, że wśród uczestników była wdowa po byłym żołnierzu Rosgwardii, która obecnie pełni funkcję szefa Komitetu Rodzin Żołnierzy Ojczyzny w Balashikha i doradcy szefa Balashikha; wdowa po rosyjskim żołnierzu, obecnie szefowa tambowskiego oddziału utworzonej na Kremlu Fundacji Obrońców Ojczyzny; oraz członkowie rodziny byłego proboszcza kościoła w dowództwie Rosyjskich Strategicznych Sił Rakietowych, który wcześniej brał udział w konfliktach w Czeczenii i Syrii i był znany jako „ksiądz spadochroniarzy”. Agentstvo Novosti oświadczyła, że wszystkich pięciu zmarłych żołnierzy, których rodziny wzięły udział w spotkaniu, otrzymało pośmiertnie nagrody Bohatera Rosji i Order Odwagi, a dwójka z obecnych dzieci również uczestniczyła w wydarzeniu z Putinem 4 listopada w Moskwie. Jednak kremlowska praktyka starannego doboru osób uczestniczących w wydarzeniach publicznych z Putinem i czasami zapraszania tych samych osób na wiele wydarzeń wydaje się jednak standardową praktyką Kremla. Putin w podobny sposób błędnie przedstawił spotkanie z 18 wybranymi kobietami zajmującymi wpływowe stanowiska w rosyjskiej sferze politycznej jako otwartą dyskusję z matkami zmobilizowanego personelu w dniu 25 listopada 2022 r.

(...)

Dwóch urzędników rosyjskiego rządu broniło ciągłej obecności migrantów w Rosji w obliczu trwających represji wobec migrantów, wywołując ostrą krytykę milbloggerów i wskazując, że rosyjskiemu rządowi prawdopodobnie nadal brakuje jednolitej polityki wobec migrantów w Rosji. Komisarz prezydenta Rosji ds. ochrony praw przedsiębiorców Borys Titow stwierdził 7 stycznia, że ​​rosyjskie obawy, że migranci zabierają rosyjską pracę, są „całkowicie bezpodstawne” i stwierdził, że statystyki rosyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (MWD) pokazują, że obywatele rosyjscy popełniają znacznie więcej przestępstw niż migranci. Rosyjski portal Kommersant podał, że obcokrajowcy popełnili dwa procent całkowitej liczby przestępstw w Rosji od stycznia do listopada 2023 r., powołując się na statystyki MWD. Rosyjscy milbloggerzy ostro skrytykowali wypowiedzi Titowa, oderwane od zwykłego rosyjskiego życia i oskarżyli o chęć zastąpienia etnicznej ludności rosyjskiej w Rosji imigrantami. Inny milbloger twierdził, że nieokreślone „konkretne diaspory” kontrolują całe sektory rosyjskiej gospodarki ,i że wielu migrantów, którzy otrzymują obywatelstwo rosyjskie, popełnia przestępstwa i dlatego nie znajduje to odzwierciedlenia w niskiej statystyce przestępstw popełnianych przez cudzoziemców w Rosji. Rosyjscy milbloggerzy zaatakowali także zastępcę szefa policji w Niżnym Tagile (obwód swierdłowski), pułkownika Tarasa Bułhakowa, za twierdzenie, że ludzie „zrobili wielką aferę z niczego” w związku z incydentem z 29 grudnia, w którym dwóch nastolatków-migrantów pobiło w Niżnym Tagile dziecko prawdopodobnie pochodzenia etnicznego rosyjskiego. Rosyjscy milbloggerzy twierdzili, że władze rosyjskie powinny wysłać Bułhakowa do walki na Ukrainie i twierdzili, że migranci stanowią zagrożenie dla kontrwywiadu, ponieważ największa rosyjska fabryka produkująca czołgi, Uralvagonzavod, znajduje się w Niżnym Tagile.

Oświadczenie Titowa próbujące rozwiać obawy przed zaangażowaniem migrantów w rosyjską gospodarkę jest prawdopodobnie częścią wysiłków mających na celu zbudowanie rosyjskiego poparcia społecznego dla dalszego polegania na migrującej sile roboczej w celu zrównoważenia krajowych niedoborów siły roboczej wywołanych inwazją Rosji na Ukrainę na pełną skalę. Według doniesień w 2023 r. Rosja stanęła w obliczu krajowego niedoboru siły roboczej wynoszącego około 4,8 mln osób, prawdopodobnie obejmującego zarówno wykwalifikowaną, jak i niewykwalifikowaną siłę roboczą. ISW w dalszym ciągu ocenia, że ​​rząd rosyjski podejmuje konkurencyjne i niespójne wysiłki, aby zmusić migrantów do wcielenia się do rosyjskiej armii, wykorzystać ich w celu zrównoważenia niedoborów siły roboczej w Rosji spowodowanych wojną oraz ograniczyć im możliwość pracy w Rosji, częściowo po to, aby uspokoić ksenofobicznych zwolenników wojny, rosyjską społeczność ultranacjonalistyczną. Wypowiedzi Titowa w obronie wkładu imigrantów w rosyjską gospodarkę prawdopodobnie odzwierciedlają pogląd tej części rosyjskiego rządu, która stara się utrzymać rosyjską gospodarkę poprzez siłę roboczą imigrantów. Rosyjskie siły zbrojne i elementy bezpieczeństwa – w szczególności rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON), MWD, Rosgwardia, Komitet Śledczy i Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) – wydają się przewodzić wysiłkom mającym na celu przymusowe wcielenie migrantów do rosyjskiej armii. Te rosyjskie organy rządowe konsekwentnie przeprowadzały naloty na społeczności migrantów w celu wydawania wezwań wojskowych naturalizowanym migrantom, werbowali migrantów z ośrodków detencyjnych dla migrantów, oferowali rosyjskie obywatelstwo w zamian za służbę wojskową i reklamowali rosyjską wojskową służbę kontraktową w językach środkowoazjatyckich. MWD przedłożyło także rosyjskiemu rządowi ustawy mające na celu ograniczenie pracy migrantów, co mogłoby zmusić ich do służby wojskowej.

understandingwar.org


Walki pozycyjne kontynuowano na linii Kupiańsk-Kreminna 8 stycznia, ale nie ma potwierdzonych zmian na tej linii frontu. 

(...)

8 stycznia siły rosyjskie i ukraińskie kontynuowały starcia pozycyjne na północ i południe od Bachmutu, ale nie było żadnych potwierdzonych zmian na linii frontu. 

(...)

Rosyjski milbloger twierdził, że 8 stycznia siły rosyjskie nieznacznie zbliżyły się na zachód od Awdijiwki, lecz ISW nie zaobserwowało żadnych wizualnych dowodów potwierdzających to twierdzenie. 

(...)

Siły rosyjskie nieznacznie posunęły się ostatnio na zachód od Doniecka. Materiał geolokalizowany opublikowany 7 stycznia pokazuje, że siły rosyjskie posunęły się na wschodnie obrzeża Heorhiivki (6 km na zachód od Doniecka). Rosyjscy milbloggerzy twierdzili, że siły rosyjskie zdobyły dwa kościoły w Heorhiivce i posunęły się o 300 metrów, a także że siły rosyjskie posunęły się także na przeciwległy brzeg rzeki Osykowej od Marinki (bezpośrednio na zachód od Doniecka).

(...)

8 stycznia siły rosyjskie i ukraińskie kontynuowały działania pozycyjne na pograniczu obwodu doniecko-zaporoskiego, nie stwierdzono jednak żadnych potwierdzonych zmian na tym obszarze frontu.

(...)

Siły rosyjskie dokonały niedawno potwierdzonego postępu w zachodnim obwodzie zaporoskim. Materiał geolokalizowany opublikowany 8 stycznia wskazuje, że siły rosyjskie nieznacznie posunęły się na zachód od Verbove (na wschód od Robotyne).

(...)

8 stycznia siły ukraińskie w dalszym ciągu zajmowały pozycje we wschodnim (lewobrzeżnym) obwodzie chersońskim i nie ma potwierdzonych zmian na tym obszarze frontu. Walki pozycyjne trwały w pobliżu Krynky we wschodnim obwodzie chersońskim.

(...)

understandingwar.org


Pierwsze pomysły, aby stworzyć wybuchowy pancerz reaktywny, pojawiły się w ZSRR już w 1949 roku w NII Stali. Jednak w rzeczywistości odkrycie zjawiska, dzięki któremu można było zaprojektować rozwiązania tej klasy, miało miejsce w 1944 r. w… Australii. Zaczęło się od badań nad improwizowanymi osłonami, których zadaniem było wzmocnienie ochrony przed amunicją kumulacyjną wystrzeliwaną z ręcznej broni przeciwpancernej.

Odkryto, że ogniwa gąsienic wykorzystywane jako dodatkowa ochrona redukują potencjał penetracyjny głowicy kumulacyjnej o około 14%, choć wiele zależało od typu gąsienicy i kąta nachylenia. Podobnie było z betonem i workami z piaskiem, które wbrew obiegowej opinii pomagały, ale tylko przeciwko mniejszym głowicom kumulacyjnym. Testowano wiele różnych rozwiązań opracowanych we współpracy pomiędzy USA, Wielką Brytanią, Kanadą i Australią. Australijczycy skupili się na badaniu „kanapek” wykonanych z różnych materiałów, w tym różnego rodzaju utleniaczy, choć te najczęściej okazywały się toksyczne dla środowiska i ludzi. W czerwcu 1944 r. w fabryce materiałów wybuchowych w Maribyrnong sporządzono raport, który omawiał nowe rozwiązanie. Dokument nosi tytuł „Explosive Factory Maribyrnong, Explosives Manufacturing Practices Laboratory, Interim Report On »Chemical Armour« Methods Of Defeating Shaped Charges”.

Autorzy omawiają pomysł umieszczenia niewielkiej ilości materiału wybuchowego pomiędzy metalowymi płytkami. Przeprowadzone testy udowodniły, że owe „kanapki” były w stanie na tyle zredukować siłę strumienia kumulacyjnego, że ten był niezdolny do perforacji znajdującego się za modułem zasadniczego, jednorodnego pancerza stalowego. W trakcie dalszych badań odkryto również, że duże znaczenie ma materiał, z którego wykonana jest wkładka kumulacyjna. W chwili detonacji ładunku wybuchowego w głowicy owa wkładka zapada się i formuje się z niej strumień kumulacyjny. Najprawdopodobniej ze względu na ograniczony budżet Australijczycy nie mogli przeprowadzić większej liczby badań. Jednak nie ulega wątpliwości, że to oni jako pierwsi doszli do wniosku, że tego typu wybuchowa osłona faktycznie działa.

defence24.pl


Ukraińscy urzędnicy podkreślili potrzebę większej liczby systemów obrony powietrznej po kolejnej dużej serii rosyjskich ataków rakietowych i dronów na Ukrainę w nocy z 7 na 8 stycznia. Ukraińscy wojskowi poinformowali, że siły rosyjskie wystrzeliły łącznie 59 rakiet i dronów przeciwko Ukrainie, w tym: osiem dronów Shahed-136/131; siedem rakiet S-300/400; cztery rakiety hipersoniczne Kh-47M2 Kinzhal; 24 rakiety manewrujące Kh-101/555/55 i osiem rakiet manewrujących Kh-22; sześć rakiet balistycznych Iskander-M; oraz dwa rakiety naprowadzane na radar Kh-31P. Ukraińscy urzędnicy wojskowi poinformowali, że rosyjskie ataki celowały w infrastrukturę krytyczną i cywilną oraz obiekty wojskowe w obwodach charkowskim, dniepropietrowskim, zaporoskim i chmielnickim oraz że siły ukraińskie zestrzeliły wszystkie osiem rakiet manewrujących Shahed i 18 rakiet manewrujących Kh-101/555/55. Rzecznik Ukraińskich Sił Powietrznych płk Jurij Ihnat poinformował, że odsetek rosyjskich celów powietrznych zestrzelonych przez siły ukraińskie w nocy z 7 na 8 stycznia nie zmienił się w porównaniu z poprzednimi, intensywniejszymi atakami rosyjskimi, ale Ukraina musi przechwycić więcej rosyjskich rakiet i drony, biorąc pod uwagę dużą liczbę takich systemów, które Rosja regularnie uruchamia. Ihnat stwierdził, że tylko „określone środki”, takie jak systemy obrony powietrznej Patriot, mogą zestrzelić rakiety balistyczne, a siły ukraińskie nie zestrzeliły jeszcze rakiety manewrującej Kh-22. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył 8 stycznia w wirtualnym przemówieniu na dorocznej szwedzkiej krajowej Konferencji Społeczeństwa i Obrony, że Ukraina musi wzmocnić swoje zdolności w zakresie obrony powietrznej na froncie, aby lepiej chronić ukraińskie pozycje przed rosyjskimi atakami, oraz na tyłach, aby chronić ludność cywilną. Zełenski oświadczył, że siły ukraińskie przechwyciły ponad 70 procent z ponad 500 rosyjskich rakiet i dronów wystrzelonych w ciągu ostatnich „kilku dni” dzięki systemom obrony powietrznej partnerów zachodnich, ale obecny wskaźnik przechwytywania jest niewystarczający. Zełenski stwierdził, że siły rosyjskie stracą swoją władzę na polu bitwy, jeśli siły rosyjskie stracą przewagę w powietrzu.

Zachodnie zaopatrzenie w systemy obrony powietrznej i rakiety pozostaje kluczowe dla Ukrainy, ponieważ siły rosyjskie próbują dostosować się do obecnych ukraińskich zdolności w zakresie obrony powietrznej i gdy Ukraina rozwija swoją bazę przemysłową obronną (DIB). ISW oceniło, że siły rosyjskie i ukraińskie są obecnie zaangażowane w taktyczny i technologiczny wyścig ofensywno-obronny, w którym obie strony nieustannie eksperymentują i dostosowują swoje ataki dalekiego zasięgu i obronę powietrzną. Ciągłe i zwiększone dostawy przez Zachód systemów obrony powietrznej i rakiet na Ukrainę mają kluczowe znaczenie, ponieważ siły rosyjskie w dalszym ciągu eksperymentują z nowymi sposobami penetrowania ukraińskiej obrony powietrznej. Włączenie dostarczanych przez Zachód systemów obrony powietrznej do parasola obrony powietrznej Ukrainy było niezbędne dla zdolności Ukrainy do obrony przed rosyjskimi rakietami, zwłaszcza rakietami balistycznymi. Zapewnienie Ukrainie zachodnich systemów obrony powietrznej i rakiet obrony powietrznej w najbliższej i średniej perspektywie są również niezbędne do ochrony rosnącego ukraińskiego DIB, podczas gdy siły rosyjskie nadal obierają za cel ukraińskie obiekty przemysłowe. Rzecznik Departamentu Stanu USA Matthew Miller nazwał 4 stycznia udzielenie pomocy USA Ukrainie „krytycznym”, ponieważ Ukraina nie jest jeszcze w stanie się obronić, ale zauważył, że pomoc USA nie będzie musiała być kontynuowana na poprzednim  poziomie, ponieważ Ukraina pracuje nad rozszerzeniem swojego DIB by „stanąć na własnych nogach”.

Siły ukraińskie przystosowują się do trudności na polu bitwy wynikających z niedoborów sprzętu, ale starają się całkowicie zrekompensować niedobory amunicji artyleryjskiej i niewystarczające możliwości walki elektronicznej (EW). The Wall Street Journal  (WSJ) doniósł 8 stycznia, że ​​siły ukraińskie borykają się z niedoborami amunicji artyleryjskiej na linii frontu, ale siły ukraińskie używają dronów z widokiem z perspektywy pierwszej osoby (FPV), aby zrekompensować te niedobory do czasu, gdy Ukraina otrzyma więcej amunicji. Ukraińscy żołnierze w pobliżu Robotyne w zachodnim obwodzie zaporoskim powiedzieli WSJ, że są w stanie uderzać w małe rosyjskie pojazdy i żołnierzy przewożących zaopatrzenie za pomocą dronów FPV i utrudniać rosyjską logistykę, ale drony FPV przenoszą mniejsze ładunki, więc siły ukraińskie nie mogą ich użyć do uderzenia w Rosję fortyfikacje polowe, wyłącznie za pomocą artylerii. The New York Times (NYT) doniósł 7 stycznia, że ​​siły ukraińskie, szczególnie w zachodnim obwodzie zaporoskim, usilnie starają się przezwyciężyć trudności wynikające z rosyjskich ataków naziemnych, ataków dronów FPV i możliwości EW. Ukraiński zastępca dowódcy batalionu powiedział NYT , że morale Ukrainy jest „w porządku”, ale żołnierze są „wyczerpani fizycznie”. Financial Times (FT) poinformował 7 stycznia, że ​​siły rosyjskie mają przewagę w zakresie EW i priorytetowo traktują produkcję dronów uderzeniowych, i ponownie podkreślił znaczenie wzmocnienia zdolności Ukrainy w zakresie EW do zwalczania rosyjskich dronów i rakiet. FT zauważyła, że ​​Ukraina poczyniła znaczne inwestycje w swoje możliwości w zakresie EW od początku inwazji na pełną skalę, ale siły rosyjskie zachowały przewagę dzięki przedwojennym możliwościom Rosji w zakresie EW.

understandingwar.org