niedziela, 10 września 2023


10 sierpnia Biały Dom zwrócił się do Kongresu z wnioskiem o dodatkowe finansowanie pomocy wojskowej, gospodarczej i humanitarnej dla Ukrainy w wysokości ok. 24 mld dolarów. Złożono go na ręce republikańskiego spikera Izby Reprezentantów Kevina McCarthy’ego, ale nie procedowano jeszcze w Kongresie, który do końca sierpnia miał przerwę w obradach. Wśród kongresmenów nadal utrzymuje się zdecydowana ponadpartyjna zgoda na rzecz wspierania Ukrainy. Na znaczeniu zyskują jednak czynniki sprawiające, że obecny pakiet pomocy dla Kijowa jest kontestowany (przede wszystkim przez część republikanów) – jego przyjęcie może się zatem opóźnić, co może mieć wpływ na zatwierdzanie kolejnych transz amerykańskiej pomocy dla Kijowa. Należą do nich: spadek społecznego poparcia dla dalszego wspierania Ukrainy (w szczególności w elektoracie Partii Republikańskiej, GOP), rosnąca w siłę frakcja republikańskich kontestatorów obecnego kursu administracji Joego Bidena w Izbie Reprezentantów oraz rozpoczynająca się kampania przed wyborami prezydenckimi i do Kongresu (w listopadzie 2024 r.).

W ramach piątego od wybuchu wojny (zob. Aneks: Dotychczasowe wsparcie amerykańskie dla Ukrainy) pakietu wsparcia dla Kijowa administracja Bidena chce przeznaczyć ok. 24 mld dolarów na różne bezpośrednie i pośrednie formy pomocy dla Ukrainy, m.in.: 4,5 mld na uzupełnienie stanów magazynowych Departamentu Obrony, 5 mld w ramach Inicjatywy Wsparcia Bezpieczeństwa Ukrainy (Ukraine Security Assistance Initiative, USAI) oraz prawie 8 mld na pomoc gospodarczą, społeczną i humanitarną. Ponadto administracja wnioskuje również o ok. 16 mld na inne cele (np. walkę ze skutkami katastrof naturalnych czy przemytu fentanylu do USA, ochronę południowej granicy), co sprawia, że wniosek do Kongresu opiewa łącznie na sumę ok. 40 mld dolarów. Propozycja dotyczy potrzeb, które zaistnieją w pierwszym kwartale roku budżetowego 2024 (FY24, rozpoczyna się on 1 października 2023 r.), jednak formalnie środki mogłyby zostać wykorzystane także po jego upływie – do 30 września 2024 r. lub nawet później. Złożenie połączonego wniosku o dodatkowe finansowanie dla Ukrainy oraz na inne cele jest zabiegiem nieprzypadkowym, obliczonym na zwiększenie szans na poparcie dla pakietu wśród sceptycznych kongresmenów GOP.

Złożenie wniosku o dodatkowe finansowanie nie stanowi zaskoczenia – uprzednio zatwierdzona przez Kongres pomoc dla Ukrainy jest już na wyczerpaniu i obowiązuje do końca roku budżetowego 2023 (FY23), czyli do 30 września br. Przynajmniej od końca 2022 r. stawia się pytanie, jakie działania zamierza podjąć administracja Bidena w momencie, gdy pula środków finansowych na rzecz wsparcia Ukrainy zacznie się wyczerpywać. Obecnie Waszyngton dysponuje jeszcze ok. 5 mld dolarów z budżetu Presidential Drawdown Authority (PDA), przy czym suma ta nie musi zostać wydana do końca FY23, ponieważ została „odzyskana” przez Departament Obrony, oficjalnie w wyniku wykrycia błędu w księgowości polegającego na tym, że wielokrotnie wartość przekazywanego Ukrainie uzbrojenia i sprzętu wojskowego (UiSW) szacowano na podstawie kosztów uzupełnienia stanów magazynowych, a nie rzeczywistej wartości przekazanego Kijowowi sprzętu. Nowy pakiet nie przewiduje zasilenia PDA, natomiast w ramach Inicjatywy Wsparcia Bezpieczeństwa Ukrainy zakłada dostawy UiSW, który dopiero ma zostać wyprodukowany, chodzi zatem o wsparcie średnio- i długoterminowe. Z kolei środki, które mają pokryć koszty uzupełnienia stanów magazynowych Departamentu Obrony, jedynie pośrednio związane są ze wsparciem Ukrainy. 

Utrzymujące się ponadpartyjne poparcie dla wspierania Ukrainy dotyczy obu izb Kongresu, jednak w większym stopniu Senatu, w którym republikanie nie mają większości (dysponują 49 ze 100 mandatów), inaczej niż w Izbie Reprezentantów, gdzie posiadają większość (222 vs. 212). Kontestatorzy obecnego kursu wywodzą się przede wszystkim z szeregów Partii Republikańskiej właśnie w Izbie Reprezentantów. Rdzeń tej grupy stanowi frakcja Freedom Caucus forsująca agendę konserwatywno-liberalną z tendencjami izolacjonistycznymi w polityce zagranicznej. Obecnie liczy ona ponad 40 kongresmenów, jednak w ostatnim roku w głosowaniach dotyczących wsparcia dla Ukrainy do grupy tej przyłączali się kolejni deputowani. O ile np. w marcu 2022 r. 54 republikanów w Izbie Reprezentantów głosowało przeciwko przyjęciu pakietu wsparcia dla Ukrainy, o tyle w lipcu br. już 89 członków GOP poparło poprawkę do budżetu obronnego na 2024 r. ograniczającą pomoc dla Kijowa o 300 mln dolarów. Z kolei w Partii Demokratycznej istnieje frakcja lewicowa Congressional Progressive Caucus, która również postuluje skoncentrowanie się na agendzie krajowej kosztem aktywnej polityki zagranicznej. Jest nawet liczniejsza, gdyż skupia obecnie ok. 100 deputowanych (prawie 50% reprezentacji demokratów) w Izbie Reprezentantów. Niemniej, pomimo głośnego artykułowania jeszcze pod koniec 2022 r. swoich zastrzeżeń względem obranego przez Waszyngton kursu w sprawie Ukrainy, na ogół głosuje ona zgodnie z linią kierownictwa partii, choć nie można wykluczyć, że z czasem jej postawa będzie ewoluować. Otwarty sprzeciw wobec obecnego pakietu wsparcia dla Kijowa zgłaszają więc w zasadzie wyłącznie kongresmeni republikańscy.

Kontestatorzy wspierania Ukrainy podnoszą najczęściej argument, że środki przeznaczane na pomaganie jej powinny być wykorzystane na przezwyciężanie problemów wewnętrznych, takich jak: utrzymywanie dyscypliny budżetowej, niezadłużanie państwa, ochrona południowej granicy USA, walka z przemytem opioidów i in. Ponadto w oczach wielu republikańskich polityków Kijów odciąga uwagę Waszyngtonu od obszaru Indo-Pacyfiku w kontekście największego wyzwania dla Stanów Zjednoczonych, jakim jest rosnąca potęga Chin. Z kolei bezpieczeństwo Starego Kontynentu powinno być w ich ocenie w większej mierze finansowane przez państwa europejskie. Niezbyt przekonuje ich przy tym argument, że potencjalne zwycięstwo Rosji w wojnie przeciwko Ukrainie zwiększy prawdopodobieństwo chińskiej ekspansji na Dalekim Wschodzie, głównie w odniesieniu do Tajwanu. Z drugiej strony wśród kongresmenów GOP pojawiają się głosy, że wysyłanie na Ukrainę kolejnych pakietów UiSW, które prawdopodobnie nie przechyli szali na korzyść Kijowa, może nie mieć sensu i należy je poprzeć tylko wtedy, gdy Biały Dom zgodzi się np. na wysłanie na front rakiet ATACMS o zasięgu 300 km. Istnieją także zwolennicy rozdzielenia pomocy militarnej od pozostałej i zaaprobowania jedynie tej pierwszej.

Przyjęcie obecnego pakietu wsparcia w Izbie Reprezentantów będzie formalnie zależało od decyzji Komisji Regulaminowej Izby Reprezentantów (House Rules Committee), która rozstrzyga o tym, jakie projekty są poddawane pod głosowanie. Obstrukcja ze strony trzech członków Komisji reprezentujących skrajne skrzydło GOP może utrudnić skierowanie projektu pod głosowanie, co oznacza, że najpewniej konieczne będą negocjacje z tą grupą. Może ona domagać się m.in. tego, aby jakąkolwiek dalszą pomoc dla Ukrainy rekompensować cięciami w negocjowanym obecnie budżecie federalnym na 2024 r.

Badania opinii publicznej (zob. Aneks) wskazują, że wraz z upływem czasu zmniejsza się społeczne poparcie dla dalszego wspierania Ukrainy na dotychczasowych zasadach. Nadal jest ono stosunkowo wysokie w całym społeczeństwie amerykańskim, ale już nie wśród elektoratu Partii Republikańskiej. W badaniu CNN z początku sierpnia br. 55% respondentów wskazało, że Kongres nie powinien aprobować dodatkowej pomocy dla Kijowa, a 45% wyraziło dla takich działań poparcie. Jednocześnie 51% pytanych uznało, że USA zrobiły wystarczająco dużo dla Ukrainy, zaś 48% stwierdziło, że należy zrobić więcej (w analogicznym sondażu z końca lutego 2022 r. było to odpowiednio 38% i 62%). Wśród wyborców obu partii widać przy tym wyraźny podział: 71% zwolenników GOP sprzeciwia się dodatkowemu pakietowi, natomiast 62% sympatyków Partii Demokratycznej go popiera. Zarazem 59% z tej pierwszej grupy uważa, że USA zrobiły wystarczająco dużo dla Ukrainy, zaś 61% z grupy drugiej sądzi, że Waszyngton powinien zrobić więcej.

Na ogólniejsze pytanie, „czy USA powinny dostarczać broń Ukrainie?”, zadane pod koniec czerwca br. przez Reutersa i Ipsos, 65% badanych (81% zwolenników demokratów, 56% wyborców GOP) odpowiedziało twierdząco. Ankieta Pew Research Center z czerwca br. wskazuje, że odsetek Amerykanów, którzy uważają, że USA zrobiły dla Ukrainy za dużo, wzrósł od marca 2022 r. z 7 do 28% (wśród sympatyków republikanów ten wzrost jest większy: z 9 do 44%), natomiast 16% badanych sądzi, że należy zrobić więcej (przy 42% na początku wojny). Z kolei odsetek tych, którzy twierdzą, że pomoc Waszyngtonu dla Kijowa jest w sam raz, zmienia się nieznacznie (32% na początku wojny, 31% obecnie). W innych sondażach również wyraźna jest tendencja spadkowa w poparciu dla wspierania Ukrainy, zwłaszcza w porównaniu z początkiem wojny, choć wiele zależy też od zadawanych pytań.

Dodatkowo trwająca kampania wyborcza i zmieniające się nastroje społeczne (zwłaszcza wśród zwolenników GOP) powodują, że kolejni republikańscy kandydaci na urząd prezydenta poza Donaldem Trumpem (zwłaszcza drugi i trzeci w sondażach partyjnych Ron DeSantis i Vivek Ramaswamy) kontestują obecny model wspierania Ukrainy. Argumenty i wątpliwości są różne – począwszy od potrzeby większej kontroli nad wydawaniem środków oraz pytań o efektywność wsparcia i o to, czy administracja Bidena posiada strategię obliczoną na zwycięstwo Ukrainy i zakończenie wojny, aż po stwierdzenia kwestionujące zasadność przekazywania pomocy Kijowowi i znaczenie rosyjskiej agresji dla interesów narodowych USA. 

Silna polaryzacja polityczna oraz fakt, że czołowe amerykańskie media i ośrodki eksperckie często angażują się politycznie, powodują, że renomowane instytucje (Heritage Foundation) czy najbardziej wpływowi komentatorzy (jak Tucker Carlson) wykorzystują kwestie pomocy dla Ukrainy instrumentalnie – w ramach poparcia dla GOP w toczącej się już kampanii wyborczej. Heritage Foundation to najbardziej rozpoznawalny konserwatywny think tank w USA, w którym na przestrzeni ostatnich dwóch lat dokonały się istotne zmiany personalne skutkujące odejściem od tradycyjnej republikańskiej wizji polityki zagranicznej na rzecz podejścia bliższego Trumpowi. Fundacja ta w sierpniu br. zamieściła w jednym z portali społecznościowych zdjęcie tętniącego życiem Kijowa, zestawiając je ze zniszczoną w wyniku pożarów wyspą Maui na Hawajach, co miało sugerować, że Biden zabrał pieniądze tamtejszej administracji, aby przekazać je Ukrainie. Ponadto w szerokich kręgach wyborców Partii Republikańskiej państwo ukraińskie oceniane jest jako głęboko skorumpowane i kojarzone ze sprawą syna obecnego prezydenta USA Huntera Bidena, który w latach 2014–2019 zasiadał w radzie dyrektorów ukraińskiego holdingu gazowniczego Burisma. Trump oraz jego zwolennicy oskarżają Joego Bidena o to, że jako wiceprezydent USA wstrzymał poręczenie pożyczki dla Ukrainy w ramach nacisków na władze w Kijowie, aby te odwołały ówczesnego prokuratora generalnego – miało się to przyczynić do zapobieżenia śledztwu antykorupcyjnemu przeciwko Burismie.

Dodatkowym czynnikiem, który ma wpływ na nastroje społeczne, jest aktywność propagandy rosyjskiej w amerykańskich mediach społecznościowych. Wykorzystuje ona dużą skłonność tamtejszego społeczeństwa do wierzenia w teorie spiskowe (spotęgowaną przez pandemię COVID-19 oraz kampanię Trumpa propagującą tezę o sfałszowanych wyborach w 2020 r.), a także nastroje izolacjonistyczne panujące głównie w elektoracie GOP.
 
Dotychczasowe wsparcie amerykańskie dla Ukrainy

Do tej pory Kongres zatwierdził cztery pakiety wsparcia dla Ukrainy, odpowiednio w wysokości ok. 14 mld dolarów (marzec 2022 r.), 40 mld dolarów (maj 2022 r.), 12 mld dolarów (wrzesień 2022 r.) i 45 mld dolarów (grudzień 2022 r.). Łączna kwota to zatem ponad 110 mld dolarów, z których ok. 50 mld stanowi bezpośrednia pomoc wojskowa dla Sił Zbrojnych Ukrainy przekazywana w ramach różnych procedur i programów. Pierwszym z nich jest mechanizm specjalnych uprawnień prezydenta (Presidential Drawdown Authority, PDA), który umożliwia bezpośrednie transfery uzbrojenia i sprzętu wojskowego (UiSW) ze stanów magazynowych Departamentu Obrony. Za jego pomocą USA zadeklarowały do tej pory UiSW o wartości ok. 24 mld dolarów w ramach ponad 40 transz pomocy wojskowej dla Ukrainy (z czego ponad 6 mld „odzyskano”). Z kolei z funduszy Inicjatywy Wsparcia Budżetu Ukrainy (USAI) wykorzystano prawie 19 mld dolarów, a ze środków przydzielonych do pozostałych mechanizmów – ok. 8 mld, czyli w sumie ok. 50 mld dolarów. 

osw.waw.pl

sobota, 9 września 2023


Według doniesień siły rosyjskie dokonały znaczących zmian w swoim dowodzeniu i kontroli (C2) na Ukrainie, aby chronić infrastrukturę dowodzenia i usprawnić wymianę informacji, chociaż rozmieszczenie sił rosyjskich prawdopodobnie nadal pogłębia problemy z integracją horyzontalną. Zastępca dyrektora ds. analiz Centrum Bezpieczeństwa i Powstających Technologii (CSET) Magarita Konaev i członek CSET Owen Daniels oświadczyli 6 września, że ​​siły rosyjskie przeniosły kwaterę główną poza zasięg większości ukraińskich systemów uderzeniowych i umieściły wysunięte stanowiska dowodzenia dalej pod ziemią i za silnie bronionymi pozycjami. Nie jest jasne, czy siły rosyjskie wykorzystały tę lepiej chronioną infrastrukturę dowodzenia na całej Ukrainie i w jakim stopniu te wysiłki obronne utrudniły trwającą na Ukrainie kampanię przechwytywania. Konaev i Daniels stwierdzili, że siły rosyjskie poprawiły komunikację między stanowiskami dowodzenia a jednostkami na froncie, układając kable polowe i stosując bezpieczniejszą łączność radiową. Królewski Zjednoczony Instytut Usług (RUSI) stwierdził 4 września, że ​​siły rosyjskie próbują poprawić sygnały poprzez szersze wykorzystanie usług C2 opartych na aplikacjach, które wymagają mniej szkoleń. Konaev i Daniels zauważyli, że sygnały na niższym szczeblu batalionu są nadal często niezaszyfrowane i że rosyjski personel nadal często przekazuje poufne informacje niezabezpieczonymi kanałami.

Konaev i Daniels doszli do wniosku, że siły rosyjskie nadal stoją przed wyzwaniami związanymi z utworzeniem horyzontalnie zintegrowanej struktury dowodzenia umożliwiającej wymianę informacji pomiędzy różnymi jednostkami w czasie rzeczywistym, co jest wyzwaniem zidentyfikowanym wcześniej przez rosyjskie wojsko i które zostało zaostrzone przez obecną strukturę sił Rosji na Ukrainie. Rosyjskie zgrupowanie sił na Ukrainie składa się zarówno z jednostek regularnych, jak i nieregularnych, często rozmieszczonych razem i oddzielonych od odpowiednich formacji macierzystych, co jeszcze bardziej komplikuje wysiłki na rzecz horyzontalnej integracji jednostek. Na przykład siły rosyjskie w zachodnim obwodzie zaporoskim składają się w szczególności z elementów 58. Armii Połączonej (Południowy Okręg Wojskowy), Rosyjskich Sił Powietrznodesantowych (WDW), Specnazu, piechoty morskiej, nieregularnych batalionów ochotniczych i brygad składających się wyłącznie ze zmobilizowanego personelu.

Według doniesień ograniczenia artyleryjskie na Ukrainie skłaniają armię rosyjską do przyspieszenia długotrwałych wysiłków na rzecz wdrożenia doktryny o ostrzale, przedkładającej przede wszystkim celność nad objętość. Konaev i Daniels oświadczyli, że siły rosyjskie zacieśniły powiązanie między systemami rozpoznawczymi a jednostkami artylerii, aby poprawić celność ognia, ponieważ siły rosyjskie borykają się z rosnącymi ograniczeniami w zakresie ich zdolności do wykorzystania masowego ognia pośredniego. RUSI zauważyło 4 września, że ​​rosyjscy dowódcy podkreślają potrzebę priorytetowego traktowania rozwoju kompleksu pożarów zwiadowczych (RFC) ze względu na ocenę, że istniejąca rosyjska doktryna uderzeń, która w dużym stopniu opiera się na dużej liczbie pożarów i wcześniej ustalonych obliczeniach gęstości pożarów potrzebna do osiągnięcia określonych efektów, bez rzetelnego systemu szybkiej oceny zniszczeń bojowych, jest nieopłacalna. Siły rosyjskie od dawna starały się wdrożyć koncepcję RFC przed inwazją na Ukrainę w 2022 r., która narzuca siłom rosyjskim stosowanie wysoce precyzyjnych, broń dalekiego zasięgu powiązana z danymi wywiadowczymi w czasie rzeczywistym i precyzyjnym namierzaniem zapewnianym przez centrum wywiadu i kierowania ogniem. RUSI dodał, że siły rosyjskie przedkładają celność uderzenia nad głośność, ponieważ brakuje im amunicji do podtrzymania masowego ognia pośredniego, mają trudności z transportem dużych ilości amunicji na linię frontu i zauważają spadek skuteczności ataków masowych. Według doniesień Rosja zwiększa także produkcję naprowadzanych laserowo pocisków Krasnopol i dronów Lancet (amunicji krążącej), aby zwiększyć celność ognia. Jednostki rosyjskie na froncie szybko się uczą i wprowadzają innowacje, ale ich zdolność do pełnego wdrożenia pożądanego RFC będzie prawdopodobnie ograniczona przez ich zdolność do wydawania ulepszonych systemów łączności – i zapewniania niezbędnego szkolenia – siłom bojowym.

Według doniesień siły rosyjskie dodatkowo dostosowują rozmieszczenie kompleksów walki elektronicznej (EW). Konaev i Daniels oświadczyli, że siły rosyjskie rozproszyły rozmieszczenie kompleksów EW od wiosny 2022 r., począwszy od koncentracji około 10 kompleksów EW na każde 20 kilometrów linii frontu do 1 głównego systemu EW co 10 kilometrów, przy czym w razie potrzeby rozmieszczane są dodatkowe wspierające zasoby EW. Rozproszenie tych zasobów EW sugeruje, że siły rosyjskie poprawiły zasięg, jaki zapewnia pojedynczy kompleks EW, chociaż Konaev i Daniels zauważyli, że w systemach nadal występują problemy związane z ograniczonym zasięgiem i bratobójstwem EW. RUSI stwierdziło, że siły rosyjskie rozpraszają systemy Pole-21 i traktują je jako jednorazowe systemy EW w celu zapewnienia ochrony dużego obszaru przed atakami ukraińskich dronów. Źródła rosyjskie szczególnie uznawały doskonałe rosyjskie zdolności EW za pomoc w skutecznej obronie sił rosyjskich przed rozpoczęciem ukraińskiej kontrofensywy na południowej Ukrainie w czerwcu. Konaev i Daniels dodali, że te systemy EW w dalszym ciągu stanowią wyzwanie dla ukraińskich dronów przekazujących informacje o celu i zabezpieczających ukraińskie sygnały.

understandingwar.org

Zmian widocznych na mapie jednak kolejny tydzień jak na lekarstwo. W kilku miejscach może po 1-2 kilometry w linii prostej. Taka to faza tej wojny. Próba wyniszczenia wojsk przeciwnika na tyle, aby w końcu było możliwe zdecydowane przełamanie frontu i przejście do fazy szybkich zdobyczy w terenie.

Niezmiennie najbardziej intensywne wzajemne wyniszczanie trwa na Zaporożu w rejonie wsi Robotyne i Werbowe. Tą pierwszą Ukraińcy zajęli jeszcze pod koniec sierpnia. Tej drugiej, położonej dalej na wschód, ciągle bronią Rosjanie. Między obiema przebiega fragment najbardziej rozbudowanej rosyjskiej linii obronnej w rejonie. Ukraińcy prawdopodobnie zajęli jej krótki odcinek na samych obrzeżach Werbowe. Jednocześnie atakują na południe z Robotyne w kierunku wsi Nowoprokopiwka, gdzie posunęli się nieznacznie naprzód, zajmując niewielki lasek z umocnieniami. Ukraińskie oddziały próbują też atakować u podstaw swojego włamania, tak aby je poszerzyć i utrudnić Rosjanom ewentualne skuteczne kontrataki. Ogólnie rzecz biorąc kolejne tygodnie mozolnego przebijania dobrze przygotowanej i głębokiej rosyjskiej obrony, ciągle obsadzonej dość licznymi oddziałami, które walczą i nie uciekają.

Żółwie tempo nie oznacza jednak porażki Ukraińców i zwycięstwa Rosjan. Niezmiennie kluczowe jest to, kto szybciej zużywa swoje zasoby. Od samych ludzi i sprzętu w oddziałach, przez zapasy amunicji oraz paliwa, po choćby ciężarówki i inne pojazdy logistyczne. Jest przy tym wiele niuansów. Regularnie można przeczytać narzekania Rosjan, że Ukraińcy dość mądrze wymieniają walczące na froncie pododdziały, tak aby tym wykrwawionym i zmęczonym dać czas na odpoczynek i choćby trochę odtworzenia (przyjęcia nowych ludzi w ramach uzupełnień, doszkolenia ich czy naprawę i uzupełnienie broni). Do tego unikają wystawiania na ryzyko najcenniejszych ludzi w rodzaju starsi podoficerowie czy  oficerowie, trzymając ich poza rejonem bezpośrednich walk. Na największe ryzyko jest wystawiana biedna szara piechota posyłana do szturmów na kolejne punkty umocnione. Brutalna prawda jest jednak taka, że zwykłego piechura najłatwiej zastąpić. Doświadczonego podoficera czy młodszego oficera koordynującego atak za pomocą dronów obserwacyjnych już nie. Z drugiej strony u Rosjan ma być inaczej. Pododdziały (czyli w praktyce mniejsze części brygad/dywizji) są trzymane na froncie tak długo jak się da i nie istnieje system oszczędzania doświadczonych specjalistów. Siłą Ukraińców w rejonie Robotyne ma być też artyleria, która zdobyła lokalną przewagę nad swoją rosyjską odpowiedniczką i może dość bezkarnie rujnować kolejne pozycje obronne Rosjan, czy ich próby kontrataków.

Za wcześnie więc wyrokować o tym kto wyjdzie lepiej na tym wykrwawianiu się. Są jednak kolejne sygnały, że Rosjanom nie jest łatwo. Dwa tygodnie temu pisaliśmy o przerzucie w rejon Robotyne elitarnych i trzymanych generalnie w rezerwie dywizji powietrznodesantowych. Teraz ich elementy wykrwawiają się na południe od wsi i próbują kontratakować, ale bez powodzenia. Jednocześnie pojawiły się sygnały o wycofywaniu kolejnych oddziałów z linii frontu na wschodzie Ukrainy. Konkretnie elementów 41 Armii, które od ubiegłego roku były w rejonie Swatowe. Według Ukraińców chodzi o 90 Dywizję Pancerną i 35 Brygadę Zmotoryzowaną, w miejsce których pośpiesznie rozmieszczono elementy tworzonej od końca czerwca nowej rezerwowej 25 Armii, która po dwóch miesiącach formowania na pewno ma nikły potencjał bojowy. Miała się szkolić do grudnia. Wprowadzenie tak zielonych wojsk do rejonu walk nie jest czymś normalnym, nawet jak na normy rosyjskie. Musi to być podyktowane wyższą potrzebą. Być może chodzi o znalezienie kolejnych rezerw do łatania frontu na Zaporożu lub w rejonie Bachmutu. Na razie brak jednak jednoznacznych informacji na temat kierunku przemieszczenia się oddziałów 41 Armii.

(...)

Intensywne starcia mają miejsce natomiast w rejonie Bachmutu w Donbasie. Konkretniej na południe od ruin miasta, w często wymienianych już wsiach Kliszczijiwka, Andrijiwka i Kurdiumiwka. Po chwilowym wyhamowaniu Ukraińców w sierpniu i odzyskaniu przez Rosjan nieco terenu teraz znów ci pierwsi mocno ruszyli naprzód. W ciągu ostatniego tygodnia mieli dokonać istotnych postępów (jak na ten mały wycinek frontu), miejscami docierając do nasypu linii kolejowej biegnącej za trzema wspomnianymi wsiami i będącej ważnym lokalnym elementem charakterystycznym terenu. Teraz Ukraińcy mają posuwać się wzdłuż nasypu, względnie osłonięci od ostrzału, atakując od boków Andrijiwkę oraz Kurdiumiwkę. Kliszczijiwka jest nadal areną zaciętych walk tak jak od czerwca. Rosjanie ciągle trzymają się jej północnej części i regularnie próbują kontratakować. Na północ od Bachmutu Ukraińcom nie idzie już tak dobrze i praktycznie stoją od czerwca. Regularnie dochodzi do ataków i kontrataków, ale bez istotnych efektów.

Podobnie sytuacja wygląda na całym odcinku frontu na północ od Bachmutu, aż do odległej o 150 kilometrów granicy Rosji. Rosjanie starają się atakować i naciskać, aby zmuszać Ukraińców do trzymania tam jak największych sił, których ci nie mogą użyć tam, gdzie chcą. Częściowo się to udaje, bo od czerwca pojawił się tam szereg nowych ukraińskich brygad. Rosyjskie wojsko od wielu tygodni stara się przebić w pobliże miasta Kupiańsk, będącego głównym ukraińskim punktem obrony na północy, ale po drobnych postępach na początku lata, teraz jest walenie głową w mur. Nieco lepiej idzie im dalej na południe w rejonie Swatowa, gdzie jeszcze w lipcu odnieśli ostatnie sukcesy, a w minionym tygodniu znów udało im się zdobyć nieco więcej terenu. Walki w tym rejonie mają być momentami bardzo zacięte, choć będące w informacyjnym cieniu tego co się dzieje na Zaporożu. Fakt wycofywania z tego rejonu sił najpierw 76 Dywizji powietrznodesantowej a teraz 41 Armii wskazuje jednak na to, że dla Rosjan też priorytetem jest południe i północ ma znaczenie drugorzędne, pomocnicze.

gazeta.pl

środa, 6 września 2023


31 sierpnia niezależny francuski instytut analityczny Action Resilience Institute (ARI) opublikował raport, w którym przedstawiono liczbę rosyjskich czołgów znajdujących się na składowiskach i w bazach remontowych w okresie bezpośrednio poprzedzającym pełnoskalową inwazję 24 lutego 2022 r. Na podstawie zdjęć satelitarnych autorzy doliczyli się 5666 czołgów (1009 nierozpoznanych, 624 T-80, 2055 T-72, 1512 T-62, 466 T-54/55). Wliczając wozy nieznajdujące się na otwartym terenie, oszacowali, że Rosja dysponowała między 6 a 7 tys. czołgów w rezerwie na początku 2022 r. Stanowi to znacznie mniejszą liczbę niż ta podawana w raportach Międzynarodowego Instytutu Badań Strategicznych (IISS) – 10,2 tys. wozów. W raporcie ARI stwierdzono też, że naprawa czołgu stojącego na otwartym terenie zajmuje 30–60 dni, a Rosjanie są w stanie przywrócić sprawność ośmiu maszynom miesięcznie (Moskwa deklarowała, że 23). Od 2014 r. produkcja i modernizacja czołgów w Rosji miały się zmniejszyć o połowę – z ok. 300 do 140 czołgów rocznie.

(...)

4 września minister obrony Rosji Siergiej Szojgu potwierdził, że podjął decyzję o rezygnacji z przeprowadzenia ćwiczeń na Białorusi pod kryptonimem „Zapad 2023”. Bezpośrednim tego powodem jest zaangażowanie sił rosyjskich na froncie ukraińskim.

(...)

Trwająca od prawie dwóch miesięcy rosyjska operacja zaczepna na pograniczu obwodów charkowskiego, ługańskiego i donieckiego (pomiędzy granicą państwową a Dońcem) nie przyniosła jak dotąd rezultatów w postaci przełamania ukraińskiej obrony. Jak się wydaje, pierwotnie głównym celem Rosjan było osiągnięcie linii rzeki Oskoł na całej jej długości (od ubiegłorocznej ukraińskiej ofensywy w obwodzie charkowskim kontrolują oni tylko 30-kilometrowy odcinek wschodniego brzegu tej rzeki od granicy do okolic Kupiańska). Przesunięcie linii frontu na zachód i oparcie go na naturalnych przeszkodach (Oskoł i Doniec) pozwoliłoby Rosjanom na przejście do obrony i przeniesienie części sił na ważniejsze odcinki frontu (Donbas i południe Ukrainy). Do tego jednak nie doszło, a oddziały rosyjskie związane są walkami i – poza nielicznymi wyjątkami – skierowanie ich np. pod Tokmak jest zadaniem ryzykownym i trudnym ze względów logistycznych. Pomimo znacznych strat i zaangażowania kilku nowo sformowanych brygad na tym drugorzędnym odcinku frontu za sukces strony ukraińskiej należy uznać skuteczną jak dotąd obronę na kierunkach Kupiańska, Borowej i Łymanu.

Rozwój wydarzeń na froncie zaporoskim w ciągu ostatnich dwóch–trzech tygodni wykazuje dynamikę korzystną dla Ukraińców. Udaje im się utrzymać inicjatywę i – w wolnym tempie – zdobywają oni kolejne rosyjskie punkty oporu. Kluczowym czynnikiem spowalniającym natarcie są cały czas uwarunkowania terenu. Kontrolowanie przez Rosjan górujących nad okolicą wzgórz w połączeniu z ograniczonymi dla Ukraińców możliwościami manewrowania (zarówno grupami szturmowymi, jak i dowozem zaopatrzenia) skutkuje tym, że każda próba ataku jest natychmiast lokalizowana oraz spotyka się z reakcją rosyjskiej artylerii i innych środków ogniowych. Mimo tych problemów Ukraińcom udaje się rozszerzać klin wbity w ugrupowanie rosyjskie. Kluczowa kwestia w tej sytuacji to stan odwodów obu stron. Rosjanie nie mają na kierunku Tokmaku żadnego dużego i wartościowego zgrupowania rezerwowego, zdolnego do wyprowadzenia kontrataku w wypadku przerwania frontu przez Ukraińców. Jedyną szansą na zatrzymanie ofensywy jest dla nich utrzymanie się na linii fortyfikacji. Najbliższe tygodnie pokażą, czy dowództwo rosyjskie będzie w stanie wzmocnić ugrupowanie 58 Armii do tego stopnia, aby zatrzymać proces kruszenia się obrony na głównej pozycji na odcinku Kopani–Nowoprokopiwka–Werbowe.

osw.waw.pl

wtorek, 5 września 2023


Ukraińskie wojska przełamały już pierwszą linię obrony Rosjan pod Zaporożem. Przed sobą mają kilka kolejnych linii umocnionych rosyjskich pozycji obronnych i betonowych przeszkód, nazywanych "zębami smoka". Stanowią one część rosyjskiej obrony w okupowanej zachodniej części obwodu zaporoskiego - poinformował w najnowszej analizie amerykański Instytut Badań nad Wojną (ISW).

Druga linia obrony wojsk rosyjskich obejmuje sieć podziemnych tuneli - powiedział przedstawiciel sił ukraińskich na południu kraju Ołeksandr Sztupun.

Druga linia obrony najeźdźców jest również potężna, ponieważ wojska rosyjskie okopywały się w tym miejscu od ponad roku

Według żołnierzy Sił Obronnych Ukrainy, wojsko rosyjskie na wschodzie szturmuje pozycje ukraińskie, nie zmieniając swojej taktyki. Najtrudniejsza sytuacja jest pod Kupiańskiem w obwodzie charkowskim, gdzie Rosjanie rzucili swoje oddziały rezerwowe. Według wojskowych armia rosyjska na tym odcinku wygrywa liczebnością żołnierzy. – Rosjanie rzucają tu ludzi, jak mięso armatnie. Jest ich coraz więcej – mówi żołnierz ukraiński w rozmowie z ukraińskimi dziennikarzami z "Ukrainian Witness". 

W ich najnowym reportażu, który został opublikowany w ramach projektu "Ukraiński Świadek", pojawia się historia ukraińskiej piechoty, walczącej pod Kupiańskiem. Na tym kierunku Rosjanie atakują ukraińskie pozycje, zmuszając Ukraińców do obrony. – Pod Kupiańskiem jest piekło. Kiedy brakuje im ludzi, rzucają tu rosyjskich więźniów – mówi żołnierz dziennikarzom.

Ukraińscy żołnierze zwracają uwagę na to, że na wschodnim odcinku frontu Rosjanie są bardzo dobrze wyposażeni. – Mają wszystko. Są "po zęby" wyposażeni. Często 300 żołnierzy rosyjskich robi szturm na jedną ukraińską pozycję – mówi żołnierz o pseudonimie Rak. Ci żołnierze znają się na taktyce niemal doskonale, są bardzo wykształceni pod względem wojskowym – dodaje.

Próby szturmu się nie kończą. Przedzierają się w małych grupach. Ciągle próbują się do nas przedostać, ale odpowiednio wcześnie ich wykrywamy. Podchodzą z trzech stron.

Żołnierz o mieniu Władysław mówi, że ukraiński wywiad najpierw wykrywa wroga, a potem dochodzi do walk. 

– Wygląda na to, że Rosjanie mają zamiar pocieszyć swój naród. To już nie jest tajemnica, że Rosjanie chcą ponownie zająć Kupiańsk, ale my nie pozwolimy im tego zrobić".

Żołnierze Sił Zbrojnych Ukrainy mówią, że zazwyczaj okupanci podwożą wojskowych samochodami i pieszo przemieszczają się na pozycje ukraińskie.

ukrayina.pl

- Rosja jest finansowo zaangażowana w ten konflikt w ograniczonym stopniu. Tak jakby starano się ograniczać jego koszt ekonomiczny i wpływ na społeczeństwo. Wydaje się toczony nie jak wojna na pełną skalę, która wymagałaby znacznie większych nakładów, ale jako ograniczona operacja militarna - pisze brytyjski profesor Julian Cooper, specjalista od rosyjskich finansów, zwłaszcza w zakresie wydatków na bezpieczeństwo. Swoje wnioski zawarł w raporcie opublikowanym przez SIPRI, czyli Sztokholmski Instytutu Badań nad Pokojem, (...).

Cooper podkreśla, że rozumie, iż Kreml używa określenia "specjalna operacja wojskowa" na wojnę w Ukrainie z powodów głównie politycznych. Jednak jego zdaniem biorąc pod uwagę to, że w jej planowaniu kluczową rolę odegrały służby specjalne, oraz to, jak ograniczone są sumy na nią wydawane, to faktycznie dla władz Rosji może to być coś innego niż pełnoprawna wojna. Zaznacza też, że analiza rosyjskich finansów państwowych stała się bardzo trudna na przestrzeni ostatniego roku. Utajniono większość szczegółowych danych, czym uniemożliwiono relatywnie łatwe ustalenie poziomu wydatków na siły zbrojne i aparat bezpieczeństwa wewnętrznego. Nie są też już publikowane szczegółowe dane dotyczące realizacji budżetu.

Pomimo tego Cooper był w stanie oszacować ogólne poziomy wydatków. Oparł się na takich dokumentach jak projekty wieloletnich ustaw budżetowych, uproszczone informatory budżetowe dla obywateli, szczątkowe dane okazyjnie publikowane przez władze i prace rosyjskich analityków finansowych. Brytyjczyk zaznacza przy tym, że efekt jego analiz to wartości przybliżone, ale wystarczające do oceny na poziomie ogólnym. Nie jest ona pozytywna dla tych, którzy mieli nadzieję, że koszty wysiłku wojennego połączone z efektem sankcji, złamią kręgosłup finansowy Rosji i przymuszą Władimira Putina do ustępstw.

Gdy Rosjanie planowali swój budżet w 2021 roku na lata 2022-24, robili to w sposób, który w żaden sposób nie uwzględniał możliwości wybuchu wojny. Trwała koncentracja wojsk na granicy z Ukrainą, szybko rosło napięcie, ale w rosyjskim Ministerstwie Finansów i na Kremlu oficjalnie wszystko szło utartym torem. I jeszcze wiele danych było jawnych. Wydatki na obronę narodową w roku 2022 ustalono na poziomie 3,5 biliona rubli. Po dodaniu wydatków z innych części budżetu, które faktycznie także idą na siły zbrojne, było to 4,9 biliona, czyli około 3,5 procent PKB (Produkt Krajowy Brutto). Jeśli porównać to z krajami NATO, to dość wysoki wskaźnik, ale nie nadzwyczajny. Kraje Sojuszu w 2022 roku wydawały średnio około 2,5 procent PKB, przy czym Amerykanie podobnie jak Rosja, około 3,5 procent.

Po wybuchu wojny realne wydatki na obronę narodową szybko zaczęły rosnąć, co można było śledzić dzięki ciągle publikowanym danym. Do listopada, kiedy szczegóły utajniono, z początkowej oficjalnej kwoty 3,5 biliona rubli (15 procent budżetu) zrobiło się 4,7 biliona (17 procent budżetu). Oficjalnych danych za cały rok 2022 nie ma. Jest jednak wartość przybliżona, którą można wysnuć z pracy analityków Instytutu na rzecz Polityki Finansowej im. Gaidara, którzy już w tym roku ujawnili, że wydatki na obronę narodową w 2022 roku były o 38 procent wyższe niż planowano. Oznacza to kwotę około 5,1 biliona rubli (16 procent budżetu, który był ostatecznie wyższy, niż zakładano w 2021 roku). Do tej kwoty należałoby dodać tradycyjne kwoty idące na wojsko, które są ukryte w innych pozycjach budżetu, jednak ze względu na tajność stało się to niemożliwe w sposób precyzyjny. Jednak jeśli założyć tradycyjne zwiększenie w ten sposób wydatków na obronność o około 1/4, nadal jest to około 21 procent budżetu państwa i 4,4 procent PKB. Czyli kwoty niebędące niczym szokującym. Podobnie wyglądał poziom wydatków USA podczas największego zaangażowania w Afganistanie i Iraku w latach 2008-2012.

Prace nad budżetem na rok 2023 były prowadzone właściwie tak samo jak w latach wcześniejszych. Bez jakiegoś szczególnego uwzględnienia wojny i sankcji. Szczegóły są tajne. Podano jedynie ogólnikowo, że wzrost wydatków na obronność miał wynieść 6 procent rok do roku, a w latach 2024 i 25 miał być to już spadek. Jednocześnie planowano wyraźny wzrost wydatków na bezpieczeństwo wewnętrzne i porządek publiczny, co zdaniem Coopera można uznać za wskazówkę, iż w Moskwie późnym latem 2022 roku zakładano, iż militarna faza konfliktu w Ukrainie zakończy się w ciągu roku. Zakładano też między innymi znaczne wzrosty wydatków na opiekę socjalną.

Zanim projekt budżetu na rok 2023 stał się prawem, doszło do ukraińskiej ofensywy w obwodach charkowskim i chersońskim, w Rosji przeprowadzono mobilizację, a perspektywa szybkiego końca wojny stała się oczywistym pobożnym życzeniem. Doszło więc do istotnych zmian w trakcie prac nad jego uchwaleniem w Dumie. Szczegóły były jednak, po raz kolejny, tajne. Z pomocą przyszło Ministerstwo Finansów, które tradycyjnie na koniec roku opublikowało uproszczony "Budżet dla Obywateli", który przedstawia podstawowe dane na temat planów finansów państwa i skupia się na kwestiach społecznych. Jak zaznacza Cooper, nie sposób się z niego dowiedzieć, że Rosja prowadzi jakąś wojnę, choć jest wspomnienie o trudnej sytuacji spowodowanej sankcjami. Dokument pozwalał jednak stwierdzić, że pierwotny projekt budżetu został istotnie zmieniony przed jego podpisaniem przez Putina.

Wydatki na obronę narodową utrzymano na prawie tym samym poziomie wynoszącym 5 bilionów rubli. Zmniejszono za to o 1/4 wydatki na bezpieczeństwo wewnętrzne, a powstałą w ten sposób nadwyżkę przeznaczono najwyraźniej w większości na cele socjalne i dofinansowanie regionów. Bazując na swoim doświadczeniu, dotychczasowych praktykach Rosjan i szczątkowych danych, Cooper szacuje, że ogólne wydatki na wojsko zaplanowano na rok 2023 na poziomie 6,6 biliona rubli. To około 23 procent budżetu federalnego i 4,4 planowanego PKB. Czyli poziom bardzo podobny do tego z 2022 roku i niebędący niczym radykalnym. Owszem, dość wysokie wskaźniki w porównaniu do większości państw rozwiniętych, ale dalej w rejonie tego, co można się spodziewać po kraju prowadzącym ograniczoną wojnę interwencyjną, a nie wojnę totalną.

Cooper zaznacza, że faktyczne koszty konfliktu są dla Rosji na pewno wyższe. Trzeba by bowiem uwzględnić koszta ludzkie, takie jak efekt zabrania z rynku pracy setek tysięcy zmobilizowanych mężczyzn i ich podstawowego wyekwipowania oraz przeszkolenia, co jest finansowane głównie z budżetów regionów, a nie Ministerstwa Obrony. Do tego różne koszty związane z funkcjonowaniem aparatu bezpieczeństwa na terenach okupowanych, wydatki na minimalne świadczenia socjalne dla osób na nich mieszkających i wiele innych. Duże pieniędzy pochłania też budowa fortyfikacji w rejonach przygranicznych (te bezpośrednio na froncie buduje sobie najczęściej wojsko, te dalej na zapleczu muszą już finansować regiony). - Ogólna kwota tych wydatków najpewniej nigdy nie będzie znana, jednak mówimy o skromnych kwotach w porównaniu do finansowania Ministerstwa Obrony z budżetu federalnego - stwierdza analityk.

- Choć przemysł zbrojeniowy został zmobilizowany w celu zwiększeniu produkcji, nie można powiedzieć, że cała rosyjska gospodarka została przestawiona na stopę wojenną. Rząd stara się ograniczyć wpływ wojny na państwo i codzienne życie obywateli. Wydatki na cele militarne wzniosły, ale nie w sposób dramatyczny - pisze Brytyjczyk. Jego podstawowy wniosek jest taki, że nic nie wskazuje na to, aby same koszty wojny miały potencjał do złamania kręgosłupa finansowego Rosji. - Używanie określenia "specjalna operacja wojskowa" może być zrozumiałe z punktu widzenia rosyjskiej polityki finansowej. To jest operacja prowadzona kosztem, który gospodarka Rosji może udźwignąć, niezależnie od ciężkich sankcji. Co więcej, perspektywa doprowadzenia do końca wojny tylko poprzez sankcje wydaje się bardzo odległa - pisze Cooper.

Wnioski analityka wpisują się w domniemaną długofalową strategię Kremla, czyli po prostu zamęczyć Ukrainę i zmęczyć Zachód. Najlepiej doczekać się powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu w 2025 roku, co może oznaczać koniec aktualnego wsparcia USA dla Ukraińców. Jest to jednak oparte na założeniu, że rosyjskie wojsko przy obecnym poziomie nakładów zdoła utrzymać kontrolę nad terenami okupowanymi i wykrwawi przeciwnika w wojnie na wyniszczenie. Nie jest to jednak takie pewne.

gazeta.pl

niedziela, 3 września 2023


Rosja poświęciła 60 proc. swojego czasu i zasobów na budowę pierwszej linii obrony i tylko po 20 proc. w przypadku drugiej i trzeciej linii. Stało się tak z prostego powodu — Moskwa nie spodziewała się, że siłom ukraińskim uda się doprowadzić do przełamania — powiedział w rozmowie z "The Observer" dowódca operacyjno-strategicznej grupy wojsk "Tawria" gen. Ołeksandr Tarnawski. Jak dodał, druga linia rosyjskiej obrony bardzo różni się od pierwszej.

Gen. Ołeksandr Tarnawski powiedział, że Siły Obronne Ukrainy dokonały ważnego przełomu na południowym kierunku frontu — przedarły się przez pierwszą linię obrony rosyjskiej w pobliżu Zaporoża.

(...)

Według gen. Tarnawskiego żołnierze ukraińscy znajdują się obecnie pomiędzy pierwszą a drugą linią obrony. — W centrum ofensywy kończymy niszczenie jednostek wroga, które osłaniają wycofywanie wojsk rosyjskich za drugą linię obrony — powiedział wojskowy.

Gen. Tarnawski podkreślił, że ogromne pole minowe przez kilka tygodni blokowało ofensywę ukraińską, a saperzy pieszo oczyszczali trasę ataku. Za nim wojska rosyjskie "po prostu stały i czekały na armię ukraińską", uderzając pociskami i dronami w ukraiński sprzęt.

Według dowódcy, po pokonaniu tej bariery przez siły ukraińskie, Rosjanie zmuszeni są wzmocnić swoje pozycje, ściągając wojska z innych kierunków – Chersonia, Łymania, a także z terytorium Rosji.

Jak zauważył generał, podczas kontrofensywy Ukraina straciła więcej czasu, niż oczekiwano, na rozminowanie terytoriów. — Moim zdaniem Rosjanie wierzyli, że Ukraińcy nie przebiją się przez tę linię obrony. Przygotowywali się ponad rok. Robili wszystko, żeby ten odcinek był dobrze przygotowany — powiedział gen. Tarnawski.

Jak wyjaśniał, druga linia rosyjskiej obrony bardzo różni się od pierwszej. Nie jest tak ufortyfikowana, składa się z kilku rozproszonych obszarów, a nie z jednego ciągłego. Pola minowe są tam znacznie mniejsze i istnieje możliwość aktywniejszego wykorzystania sprzętu wojskowego — wskazywał ukraiński dowódca.

onet.pl

wtorek, 29 sierpnia 2023


Propagandowa rosyjska telewizja RT podała na początku lipca, że grupa BRICS ogłosi w sierpniu inicjatywę tworzenia wspólnej waluty. Jej celem miało być wykorzystanie w międzynarodowym handlu, a co za tym idzie zmniejszenie roli dolara na świecie. Pieniądz miał mieć pokrycie w złocie lub według późniejszych doniesień być wspierany koszykiem narodowych walut państw wchodzących w skład BRICS. Według pracowników stacji informację potwierdziły ich źródła na Kremlu.

Doniesienia na temat domniemanego konkurenta dolara wywołały wiele komentarzy wśród zachodnich mediów i ekspertów. W debacie zdarzały się nawet głosy, że waluta oparta na złocie to “krok w dobrą stronę” i istotne zagrożenie dla statusu amerykańskiej waluty. Inni od początku uważali, że doniesienia na ten temat to propagandowy przekaz skierowany do ludzi wewnątrz bańki informacyjnej. Szybko okazało się, że rację mieli ci drudzy.

Podczas sierpniowego szczytu krajów BRICS w Republice Południowej Afryki nie padły żadne słowa na temat wspólnej waluty. Co więcej minister finansów RPA Enoch Godongwana w udzielonym po zakończeniu forum wywiadzie dla Bloomberga powiedział, że tego rodzaju inicjatywa “nie była nigdy na stole”. Według słów polityka temat waluty BRICS nie był poruszany w rozmowach nawet na nieformalnych zamkniętych spotkaniach.

(...)

Podziały wewnątrz BRICS, na które zwraca uwagę wielu analityków, sprawiają, że grupa przypomina bardziej klub dyskusyjny niż realny sojusz. Podczas ostatniego szczytu formalnie zaproszono do niej Arabię Saudyjską, Egipt, Argentynę, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Iran i Etiopię, ale nawet to nie wróży szybkiego wzmocnienia jej pozycji. Większość państw należących albo mających dołączyć do BRICS ma poważne problemy wewnętrzne lub zewnętrzne.

bankier.pl

niedziela, 27 sierpnia 2023


„Chatboty, takie jak eVorog na Diia i @stop_russian_war_bot na Telegramie i Viberze, przetwarzają tysiące raportów cywilnych w spójny zbiór danych wywiadu taktycznego. Te zorientowane zadaniowo chatboty pobierają dane wejściowe – takie jak metadane użytkownika, obrazy lub tekst dotyczący aktywności w Rosji, a także czas i miejsce kontaktu – w celu uwierzytelniania zgłoszeń obywateli i ustalania ich priorytetów. Ostatecznie prosty program internetowy przeszukujący dane może zapewnić aktualizacje w czasie rzeczywistym rosyjskich ruchów na całej Ukrainie”. Identyfikację celów i ich hierarchizację zapewniają odpowiednio przetworzone programy do rozpoznawania obrazów i ludzi, tak jak inne, w rodzaju Primer, umożliwiają w czasie rzeczywistym prowadzenie nasłuchu tysięcy rosyjskich rozmów telefonicznych, pozyskiwanie z nich interesujących informacji i aktualizowanie elektronicznego obrazu pola walki.

Stronie ukraińskiej udało się w czasie wojny zintegrować te wszystkie podsystemy (zbierania danych, ich przesyłu, analizy i rozpoznawania celów etc.) w jeden spójny model sytuacyjny, który funkcjonalnością, jak argumentuje Cronin, nie ustępuje amerykańskiemu Advanced Field Artillery Tactical Data System, na zbudowanie którego Amerykanie wydali ponad 700 mln dolarów.

(...)

Gołym okiem widoczne różnice między armią rosyjską a ukraińską są rezultatem uwarunkowań o charakterze kulturowym, może nawet cywilizacyjnym. Jak zauważył Hertling, „siły zbrojne Ukrainy znakomicie przystosowały się do każdej fazy tej wojny, wyciągając wnioski ze szkoleń, które odbyły w ciągu ostatniej dekady, oraz z blizn zdobytych na samym polu bitwy. Rosja wielokrotnie pokazała, że nie jest w stanie zrobić tego samego. Rosji będzie trudno się zmienić – po prostu dlatego, że nie może. Armia składa się z ludzi i odzwierciedla charakter i wartości społeczeństwa. Chociaż wyposażenie, doktryna, wyszkolenie i przywództwo są ważnymi cechami każdej armii, istota siły bojowej wynika z tego, co reprezentuje naród. Jak dotąd autokratyczna kleptokracja Putina nie może się równać ze sprawną ukraińską demokracją”.

O znaczeniu zdolności do uczenia się sił zbrojnych w czasie wojny napisał też niedawno Stephen Biddle, (...).

Zaczyna on swoje wystąpienie od paradoksalnego stwierdzenia, iż nowe technologie nie zmieniły (wbrew temu, co się powszechnie sądzi) realiów pola walki. Zwraca on uwagę na fakt, że wojna na Ukrainie ma co najmniej dwa oblicza – jedno nowoczesne, sprowadzające się do wdrożenia najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych z zastosowaniem zdolności do przetwarzania Big Data i sztucznej inteligencji, ale równolegle, w wielu obszarach mamy do czynienia z sytuacją, która przypomina realia II, a często nawet I wojny światowej, w których mieliśmy do czynienia z pojedynkami artyleryjskimi, wojną pozycyjną toczoną przy użyciu rozbudowanych systemów okopów i transzei czy wzrostem znaczenia anachronicznych, jak by się wydawało, środków oddziaływania w rodzaju min.

Biddle pisze, że nawet jeśli zgodzić się, że w wojnie na Ukrainie testuje się i używa wielu nowatorskich technologii wojskowych, to efekt ich zastosowania jest zastanawiająco zbieżny z tym, czego walczące strony doświadczyły w czasie dwóch poprzednich wojen światowych. Jak zauważył, „armie adaptują się do nowych zagrożeń, a środki zaradcze przyjęte przez obie strony na Ukrainie radykalnie zmniejszyły efekty nowej broni i sprzętu, powodując, że mamy do czynienia z wojną, która pod wieloma względami bardziej przypomina konflikt z przeszłości niż z wyimaginowanej epoki technologicznej przyszłości”.

Do tej pory wojskowi eksperci w większości przyjmowali, że „rewolucja w sprawach wojskowych” umożliwi jednej ze stron (bardziej zaawansowanej) uzyskanie takiej przewagi, że wojna będzie przypominała zadanie jednego obezwładniającego uderzenia. Taka asymetria technologiczna miała powodować skrócenie konfliktów, a to oznaczało oddalającą się perspektywę wojny na wyczerpanie.

Konsekwencją takiego myślenia była redukcja zdolności przemysłowych, wielkości armii. (...)

Wojna na Ukrainie zakwestionowała to przekonanie, nie unieważniając wszakże innego. Jeśli obie walczące strony dostosowują się do zmieniających się szybko realiów, to o przewadze, decyduje to, która z nich robi to szybciej. To nie nowe rodzaje broni są bardziej niszczące. W tym względzie wojna na Ukrainie nie różni się od poprzednich.

wpolityce.pl

sobota, 26 sierpnia 2023


Dowódca ukraińskiej armii generał Wałerij Załużny powiedział podczas jednej z rozmów – cytowany przez amerykańskiego urzędnika – że Amerykanie nie rozumieją istoty tego konfliktu. "To nie jest tłumienie rewolty. To jest Kursk" – powiedział Załużny, odnosząc się do bitwy pancernej między Niemcami i ZSRR podczas II wojny światowej.

Amerykańskie stanowisko zasadza się na szacunkach, że amerykański sprzęt przekazany Ukrainie – w sumie broń warta ponad 43 mld dolarów – wystarczy do kontrofensywy, a zbliżenie się do tego poziomu amerykańskich dostaw w przyszłym roku jest mało prawdopodobne.

"Przekazaliśmy na tę kontrofensywę górę stali. Nie możemy tego zrobić ponownie. Bo już jej nie ma" – cytuje "WSJ" byłego urzędnika amerykańskiego.

onet.pl

Przed siedzibą wagnerowców w Petersburgu tłum. Płoną znicze. Kwiaty, które znoszą tu Rosjanie, tworzą kolorowy dywan. Picie w miejscu publicznym w Rosji jest surowo zakazane, ale policjanci patrolujący to miejsce siedzą w radiowozie i nie zwracają uwagi na kolejne otwierane butelki.

Nagle do grupy osób wspominających Jewgienija Prigożyna podchodzi sędziwa staruszka. Niesie dwa goździki. Kilku trzeźwych jeszcze mężczyzn podbiega do kobiety i niemal dosłownie przenosi ją nad dywanem kwiatów. Kobieta pochyla się, chrząka, dokłada kwiaty do pozostałych, i mówi do mężczyzn, którzy pomogli jej przedrzeć się przez tłum: — Dziękuję wam synowie, niech was Bóg błogosławi. Umarł dobry człowiek, prawy człowiek.

— Wzniesiesz za niego toast, matko? — ktoś pyta ostrożnie.

— Tylko kropelkę. Rzadko piję — odpowiada kobieta, wyciąga rękę po kieliszek i zaczyna opowiadać o tym, kim był dla niej Prigożyn.

— Ile ty masz lat, babciu?

— Za tydzień skończę 94 lata — kobieta bierze kieliszek z wódką i upija z niego łyk. — Spoczywaj w pokoju — wznosi toast za Prigożyna i dodaje: — szkoda, że nie dotarł do Moskwy i nie powiedział Putinowi, jak jest naprawdę.

— A więc uważasz, że to Putin go zabił? — pyta ktoś inny z tłumu i proponuje kobiecie tym razem wino.

— Nie — kręci głową staruszka. — Putin jest dobry. Głosowałam na niego. Ale wszyscy wokół niego mówią mu kłamstwa. A on ich słucha. Gdyby nie słuchał, nie byłoby wojny. Prigożyn mógł ich powstrzymać, ale go nie posłuchali. Szkoda, że nie dotarł do Moskwy. Teraz nie ma na kogo liczyć.

Pod górą kwiatów ktoś znów padł na kolana. Znów słychać było męskie szlochy.

onet.pl/Novaya Gazeta