wtorek, 5 września 2023


Ukraińskie wojska przełamały już pierwszą linię obrony Rosjan pod Zaporożem. Przed sobą mają kilka kolejnych linii umocnionych rosyjskich pozycji obronnych i betonowych przeszkód, nazywanych "zębami smoka". Stanowią one część rosyjskiej obrony w okupowanej zachodniej części obwodu zaporoskiego - poinformował w najnowszej analizie amerykański Instytut Badań nad Wojną (ISW).

Druga linia obrony wojsk rosyjskich obejmuje sieć podziemnych tuneli - powiedział przedstawiciel sił ukraińskich na południu kraju Ołeksandr Sztupun.

Druga linia obrony najeźdźców jest również potężna, ponieważ wojska rosyjskie okopywały się w tym miejscu od ponad roku

Według żołnierzy Sił Obronnych Ukrainy, wojsko rosyjskie na wschodzie szturmuje pozycje ukraińskie, nie zmieniając swojej taktyki. Najtrudniejsza sytuacja jest pod Kupiańskiem w obwodzie charkowskim, gdzie Rosjanie rzucili swoje oddziały rezerwowe. Według wojskowych armia rosyjska na tym odcinku wygrywa liczebnością żołnierzy. – Rosjanie rzucają tu ludzi, jak mięso armatnie. Jest ich coraz więcej – mówi żołnierz ukraiński w rozmowie z ukraińskimi dziennikarzami z "Ukrainian Witness". 

W ich najnowym reportażu, który został opublikowany w ramach projektu "Ukraiński Świadek", pojawia się historia ukraińskiej piechoty, walczącej pod Kupiańskiem. Na tym kierunku Rosjanie atakują ukraińskie pozycje, zmuszając Ukraińców do obrony. – Pod Kupiańskiem jest piekło. Kiedy brakuje im ludzi, rzucają tu rosyjskich więźniów – mówi żołnierz dziennikarzom.

Ukraińscy żołnierze zwracają uwagę na to, że na wschodnim odcinku frontu Rosjanie są bardzo dobrze wyposażeni. – Mają wszystko. Są "po zęby" wyposażeni. Często 300 żołnierzy rosyjskich robi szturm na jedną ukraińską pozycję – mówi żołnierz o pseudonimie Rak. Ci żołnierze znają się na taktyce niemal doskonale, są bardzo wykształceni pod względem wojskowym – dodaje.

Próby szturmu się nie kończą. Przedzierają się w małych grupach. Ciągle próbują się do nas przedostać, ale odpowiednio wcześnie ich wykrywamy. Podchodzą z trzech stron.

Żołnierz o mieniu Władysław mówi, że ukraiński wywiad najpierw wykrywa wroga, a potem dochodzi do walk. 

– Wygląda na to, że Rosjanie mają zamiar pocieszyć swój naród. To już nie jest tajemnica, że Rosjanie chcą ponownie zająć Kupiańsk, ale my nie pozwolimy im tego zrobić".

Żołnierze Sił Zbrojnych Ukrainy mówią, że zazwyczaj okupanci podwożą wojskowych samochodami i pieszo przemieszczają się na pozycje ukraińskie.

ukrayina.pl

- Rosja jest finansowo zaangażowana w ten konflikt w ograniczonym stopniu. Tak jakby starano się ograniczać jego koszt ekonomiczny i wpływ na społeczeństwo. Wydaje się toczony nie jak wojna na pełną skalę, która wymagałaby znacznie większych nakładów, ale jako ograniczona operacja militarna - pisze brytyjski profesor Julian Cooper, specjalista od rosyjskich finansów, zwłaszcza w zakresie wydatków na bezpieczeństwo. Swoje wnioski zawarł w raporcie opublikowanym przez SIPRI, czyli Sztokholmski Instytutu Badań nad Pokojem, (...).

Cooper podkreśla, że rozumie, iż Kreml używa określenia "specjalna operacja wojskowa" na wojnę w Ukrainie z powodów głównie politycznych. Jednak jego zdaniem biorąc pod uwagę to, że w jej planowaniu kluczową rolę odegrały służby specjalne, oraz to, jak ograniczone są sumy na nią wydawane, to faktycznie dla władz Rosji może to być coś innego niż pełnoprawna wojna. Zaznacza też, że analiza rosyjskich finansów państwowych stała się bardzo trudna na przestrzeni ostatniego roku. Utajniono większość szczegółowych danych, czym uniemożliwiono relatywnie łatwe ustalenie poziomu wydatków na siły zbrojne i aparat bezpieczeństwa wewnętrznego. Nie są też już publikowane szczegółowe dane dotyczące realizacji budżetu.

Pomimo tego Cooper był w stanie oszacować ogólne poziomy wydatków. Oparł się na takich dokumentach jak projekty wieloletnich ustaw budżetowych, uproszczone informatory budżetowe dla obywateli, szczątkowe dane okazyjnie publikowane przez władze i prace rosyjskich analityków finansowych. Brytyjczyk zaznacza przy tym, że efekt jego analiz to wartości przybliżone, ale wystarczające do oceny na poziomie ogólnym. Nie jest ona pozytywna dla tych, którzy mieli nadzieję, że koszty wysiłku wojennego połączone z efektem sankcji, złamią kręgosłup finansowy Rosji i przymuszą Władimira Putina do ustępstw.

Gdy Rosjanie planowali swój budżet w 2021 roku na lata 2022-24, robili to w sposób, który w żaden sposób nie uwzględniał możliwości wybuchu wojny. Trwała koncentracja wojsk na granicy z Ukrainą, szybko rosło napięcie, ale w rosyjskim Ministerstwie Finansów i na Kremlu oficjalnie wszystko szło utartym torem. I jeszcze wiele danych było jawnych. Wydatki na obronę narodową w roku 2022 ustalono na poziomie 3,5 biliona rubli. Po dodaniu wydatków z innych części budżetu, które faktycznie także idą na siły zbrojne, było to 4,9 biliona, czyli około 3,5 procent PKB (Produkt Krajowy Brutto). Jeśli porównać to z krajami NATO, to dość wysoki wskaźnik, ale nie nadzwyczajny. Kraje Sojuszu w 2022 roku wydawały średnio około 2,5 procent PKB, przy czym Amerykanie podobnie jak Rosja, około 3,5 procent.

Po wybuchu wojny realne wydatki na obronę narodową szybko zaczęły rosnąć, co można było śledzić dzięki ciągle publikowanym danym. Do listopada, kiedy szczegóły utajniono, z początkowej oficjalnej kwoty 3,5 biliona rubli (15 procent budżetu) zrobiło się 4,7 biliona (17 procent budżetu). Oficjalnych danych za cały rok 2022 nie ma. Jest jednak wartość przybliżona, którą można wysnuć z pracy analityków Instytutu na rzecz Polityki Finansowej im. Gaidara, którzy już w tym roku ujawnili, że wydatki na obronę narodową w 2022 roku były o 38 procent wyższe niż planowano. Oznacza to kwotę około 5,1 biliona rubli (16 procent budżetu, który był ostatecznie wyższy, niż zakładano w 2021 roku). Do tej kwoty należałoby dodać tradycyjne kwoty idące na wojsko, które są ukryte w innych pozycjach budżetu, jednak ze względu na tajność stało się to niemożliwe w sposób precyzyjny. Jednak jeśli założyć tradycyjne zwiększenie w ten sposób wydatków na obronność o około 1/4, nadal jest to około 21 procent budżetu państwa i 4,4 procent PKB. Czyli kwoty niebędące niczym szokującym. Podobnie wyglądał poziom wydatków USA podczas największego zaangażowania w Afganistanie i Iraku w latach 2008-2012.

Prace nad budżetem na rok 2023 były prowadzone właściwie tak samo jak w latach wcześniejszych. Bez jakiegoś szczególnego uwzględnienia wojny i sankcji. Szczegóły są tajne. Podano jedynie ogólnikowo, że wzrost wydatków na obronność miał wynieść 6 procent rok do roku, a w latach 2024 i 25 miał być to już spadek. Jednocześnie planowano wyraźny wzrost wydatków na bezpieczeństwo wewnętrzne i porządek publiczny, co zdaniem Coopera można uznać za wskazówkę, iż w Moskwie późnym latem 2022 roku zakładano, iż militarna faza konfliktu w Ukrainie zakończy się w ciągu roku. Zakładano też między innymi znaczne wzrosty wydatków na opiekę socjalną.

Zanim projekt budżetu na rok 2023 stał się prawem, doszło do ukraińskiej ofensywy w obwodach charkowskim i chersońskim, w Rosji przeprowadzono mobilizację, a perspektywa szybkiego końca wojny stała się oczywistym pobożnym życzeniem. Doszło więc do istotnych zmian w trakcie prac nad jego uchwaleniem w Dumie. Szczegóły były jednak, po raz kolejny, tajne. Z pomocą przyszło Ministerstwo Finansów, które tradycyjnie na koniec roku opublikowało uproszczony "Budżet dla Obywateli", który przedstawia podstawowe dane na temat planów finansów państwa i skupia się na kwestiach społecznych. Jak zaznacza Cooper, nie sposób się z niego dowiedzieć, że Rosja prowadzi jakąś wojnę, choć jest wspomnienie o trudnej sytuacji spowodowanej sankcjami. Dokument pozwalał jednak stwierdzić, że pierwotny projekt budżetu został istotnie zmieniony przed jego podpisaniem przez Putina.

Wydatki na obronę narodową utrzymano na prawie tym samym poziomie wynoszącym 5 bilionów rubli. Zmniejszono za to o 1/4 wydatki na bezpieczeństwo wewnętrzne, a powstałą w ten sposób nadwyżkę przeznaczono najwyraźniej w większości na cele socjalne i dofinansowanie regionów. Bazując na swoim doświadczeniu, dotychczasowych praktykach Rosjan i szczątkowych danych, Cooper szacuje, że ogólne wydatki na wojsko zaplanowano na rok 2023 na poziomie 6,6 biliona rubli. To około 23 procent budżetu federalnego i 4,4 planowanego PKB. Czyli poziom bardzo podobny do tego z 2022 roku i niebędący niczym radykalnym. Owszem, dość wysokie wskaźniki w porównaniu do większości państw rozwiniętych, ale dalej w rejonie tego, co można się spodziewać po kraju prowadzącym ograniczoną wojnę interwencyjną, a nie wojnę totalną.

Cooper zaznacza, że faktyczne koszty konfliktu są dla Rosji na pewno wyższe. Trzeba by bowiem uwzględnić koszta ludzkie, takie jak efekt zabrania z rynku pracy setek tysięcy zmobilizowanych mężczyzn i ich podstawowego wyekwipowania oraz przeszkolenia, co jest finansowane głównie z budżetów regionów, a nie Ministerstwa Obrony. Do tego różne koszty związane z funkcjonowaniem aparatu bezpieczeństwa na terenach okupowanych, wydatki na minimalne świadczenia socjalne dla osób na nich mieszkających i wiele innych. Duże pieniędzy pochłania też budowa fortyfikacji w rejonach przygranicznych (te bezpośrednio na froncie buduje sobie najczęściej wojsko, te dalej na zapleczu muszą już finansować regiony). - Ogólna kwota tych wydatków najpewniej nigdy nie będzie znana, jednak mówimy o skromnych kwotach w porównaniu do finansowania Ministerstwa Obrony z budżetu federalnego - stwierdza analityk.

- Choć przemysł zbrojeniowy został zmobilizowany w celu zwiększeniu produkcji, nie można powiedzieć, że cała rosyjska gospodarka została przestawiona na stopę wojenną. Rząd stara się ograniczyć wpływ wojny na państwo i codzienne życie obywateli. Wydatki na cele militarne wzniosły, ale nie w sposób dramatyczny - pisze Brytyjczyk. Jego podstawowy wniosek jest taki, że nic nie wskazuje na to, aby same koszty wojny miały potencjał do złamania kręgosłupa finansowego Rosji. - Używanie określenia "specjalna operacja wojskowa" może być zrozumiałe z punktu widzenia rosyjskiej polityki finansowej. To jest operacja prowadzona kosztem, który gospodarka Rosji może udźwignąć, niezależnie od ciężkich sankcji. Co więcej, perspektywa doprowadzenia do końca wojny tylko poprzez sankcje wydaje się bardzo odległa - pisze Cooper.

Wnioski analityka wpisują się w domniemaną długofalową strategię Kremla, czyli po prostu zamęczyć Ukrainę i zmęczyć Zachód. Najlepiej doczekać się powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu w 2025 roku, co może oznaczać koniec aktualnego wsparcia USA dla Ukraińców. Jest to jednak oparte na założeniu, że rosyjskie wojsko przy obecnym poziomie nakładów zdoła utrzymać kontrolę nad terenami okupowanymi i wykrwawi przeciwnika w wojnie na wyniszczenie. Nie jest to jednak takie pewne.

gazeta.pl

niedziela, 3 września 2023


Rosja poświęciła 60 proc. swojego czasu i zasobów na budowę pierwszej linii obrony i tylko po 20 proc. w przypadku drugiej i trzeciej linii. Stało się tak z prostego powodu — Moskwa nie spodziewała się, że siłom ukraińskim uda się doprowadzić do przełamania — powiedział w rozmowie z "The Observer" dowódca operacyjno-strategicznej grupy wojsk "Tawria" gen. Ołeksandr Tarnawski. Jak dodał, druga linia rosyjskiej obrony bardzo różni się od pierwszej.

Gen. Ołeksandr Tarnawski powiedział, że Siły Obronne Ukrainy dokonały ważnego przełomu na południowym kierunku frontu — przedarły się przez pierwszą linię obrony rosyjskiej w pobliżu Zaporoża.

(...)

Według gen. Tarnawskiego żołnierze ukraińscy znajdują się obecnie pomiędzy pierwszą a drugą linią obrony. — W centrum ofensywy kończymy niszczenie jednostek wroga, które osłaniają wycofywanie wojsk rosyjskich za drugą linię obrony — powiedział wojskowy.

Gen. Tarnawski podkreślił, że ogromne pole minowe przez kilka tygodni blokowało ofensywę ukraińską, a saperzy pieszo oczyszczali trasę ataku. Za nim wojska rosyjskie "po prostu stały i czekały na armię ukraińską", uderzając pociskami i dronami w ukraiński sprzęt.

Według dowódcy, po pokonaniu tej bariery przez siły ukraińskie, Rosjanie zmuszeni są wzmocnić swoje pozycje, ściągając wojska z innych kierunków – Chersonia, Łymania, a także z terytorium Rosji.

Jak zauważył generał, podczas kontrofensywy Ukraina straciła więcej czasu, niż oczekiwano, na rozminowanie terytoriów. — Moim zdaniem Rosjanie wierzyli, że Ukraińcy nie przebiją się przez tę linię obrony. Przygotowywali się ponad rok. Robili wszystko, żeby ten odcinek był dobrze przygotowany — powiedział gen. Tarnawski.

Jak wyjaśniał, druga linia rosyjskiej obrony bardzo różni się od pierwszej. Nie jest tak ufortyfikowana, składa się z kilku rozproszonych obszarów, a nie z jednego ciągłego. Pola minowe są tam znacznie mniejsze i istnieje możliwość aktywniejszego wykorzystania sprzętu wojskowego — wskazywał ukraiński dowódca.

onet.pl

wtorek, 29 sierpnia 2023


Propagandowa rosyjska telewizja RT podała na początku lipca, że grupa BRICS ogłosi w sierpniu inicjatywę tworzenia wspólnej waluty. Jej celem miało być wykorzystanie w międzynarodowym handlu, a co za tym idzie zmniejszenie roli dolara na świecie. Pieniądz miał mieć pokrycie w złocie lub według późniejszych doniesień być wspierany koszykiem narodowych walut państw wchodzących w skład BRICS. Według pracowników stacji informację potwierdziły ich źródła na Kremlu.

Doniesienia na temat domniemanego konkurenta dolara wywołały wiele komentarzy wśród zachodnich mediów i ekspertów. W debacie zdarzały się nawet głosy, że waluta oparta na złocie to “krok w dobrą stronę” i istotne zagrożenie dla statusu amerykańskiej waluty. Inni od początku uważali, że doniesienia na ten temat to propagandowy przekaz skierowany do ludzi wewnątrz bańki informacyjnej. Szybko okazało się, że rację mieli ci drudzy.

Podczas sierpniowego szczytu krajów BRICS w Republice Południowej Afryki nie padły żadne słowa na temat wspólnej waluty. Co więcej minister finansów RPA Enoch Godongwana w udzielonym po zakończeniu forum wywiadzie dla Bloomberga powiedział, że tego rodzaju inicjatywa “nie była nigdy na stole”. Według słów polityka temat waluty BRICS nie był poruszany w rozmowach nawet na nieformalnych zamkniętych spotkaniach.

(...)

Podziały wewnątrz BRICS, na które zwraca uwagę wielu analityków, sprawiają, że grupa przypomina bardziej klub dyskusyjny niż realny sojusz. Podczas ostatniego szczytu formalnie zaproszono do niej Arabię Saudyjską, Egipt, Argentynę, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Iran i Etiopię, ale nawet to nie wróży szybkiego wzmocnienia jej pozycji. Większość państw należących albo mających dołączyć do BRICS ma poważne problemy wewnętrzne lub zewnętrzne.

bankier.pl

niedziela, 27 sierpnia 2023


„Chatboty, takie jak eVorog na Diia i @stop_russian_war_bot na Telegramie i Viberze, przetwarzają tysiące raportów cywilnych w spójny zbiór danych wywiadu taktycznego. Te zorientowane zadaniowo chatboty pobierają dane wejściowe – takie jak metadane użytkownika, obrazy lub tekst dotyczący aktywności w Rosji, a także czas i miejsce kontaktu – w celu uwierzytelniania zgłoszeń obywateli i ustalania ich priorytetów. Ostatecznie prosty program internetowy przeszukujący dane może zapewnić aktualizacje w czasie rzeczywistym rosyjskich ruchów na całej Ukrainie”. Identyfikację celów i ich hierarchizację zapewniają odpowiednio przetworzone programy do rozpoznawania obrazów i ludzi, tak jak inne, w rodzaju Primer, umożliwiają w czasie rzeczywistym prowadzenie nasłuchu tysięcy rosyjskich rozmów telefonicznych, pozyskiwanie z nich interesujących informacji i aktualizowanie elektronicznego obrazu pola walki.

Stronie ukraińskiej udało się w czasie wojny zintegrować te wszystkie podsystemy (zbierania danych, ich przesyłu, analizy i rozpoznawania celów etc.) w jeden spójny model sytuacyjny, który funkcjonalnością, jak argumentuje Cronin, nie ustępuje amerykańskiemu Advanced Field Artillery Tactical Data System, na zbudowanie którego Amerykanie wydali ponad 700 mln dolarów.

(...)

Gołym okiem widoczne różnice między armią rosyjską a ukraińską są rezultatem uwarunkowań o charakterze kulturowym, może nawet cywilizacyjnym. Jak zauważył Hertling, „siły zbrojne Ukrainy znakomicie przystosowały się do każdej fazy tej wojny, wyciągając wnioski ze szkoleń, które odbyły w ciągu ostatniej dekady, oraz z blizn zdobytych na samym polu bitwy. Rosja wielokrotnie pokazała, że nie jest w stanie zrobić tego samego. Rosji będzie trudno się zmienić – po prostu dlatego, że nie może. Armia składa się z ludzi i odzwierciedla charakter i wartości społeczeństwa. Chociaż wyposażenie, doktryna, wyszkolenie i przywództwo są ważnymi cechami każdej armii, istota siły bojowej wynika z tego, co reprezentuje naród. Jak dotąd autokratyczna kleptokracja Putina nie może się równać ze sprawną ukraińską demokracją”.

O znaczeniu zdolności do uczenia się sił zbrojnych w czasie wojny napisał też niedawno Stephen Biddle, (...).

Zaczyna on swoje wystąpienie od paradoksalnego stwierdzenia, iż nowe technologie nie zmieniły (wbrew temu, co się powszechnie sądzi) realiów pola walki. Zwraca on uwagę na fakt, że wojna na Ukrainie ma co najmniej dwa oblicza – jedno nowoczesne, sprowadzające się do wdrożenia najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych z zastosowaniem zdolności do przetwarzania Big Data i sztucznej inteligencji, ale równolegle, w wielu obszarach mamy do czynienia z sytuacją, która przypomina realia II, a często nawet I wojny światowej, w których mieliśmy do czynienia z pojedynkami artyleryjskimi, wojną pozycyjną toczoną przy użyciu rozbudowanych systemów okopów i transzei czy wzrostem znaczenia anachronicznych, jak by się wydawało, środków oddziaływania w rodzaju min.

Biddle pisze, że nawet jeśli zgodzić się, że w wojnie na Ukrainie testuje się i używa wielu nowatorskich technologii wojskowych, to efekt ich zastosowania jest zastanawiająco zbieżny z tym, czego walczące strony doświadczyły w czasie dwóch poprzednich wojen światowych. Jak zauważył, „armie adaptują się do nowych zagrożeń, a środki zaradcze przyjęte przez obie strony na Ukrainie radykalnie zmniejszyły efekty nowej broni i sprzętu, powodując, że mamy do czynienia z wojną, która pod wieloma względami bardziej przypomina konflikt z przeszłości niż z wyimaginowanej epoki technologicznej przyszłości”.

Do tej pory wojskowi eksperci w większości przyjmowali, że „rewolucja w sprawach wojskowych” umożliwi jednej ze stron (bardziej zaawansowanej) uzyskanie takiej przewagi, że wojna będzie przypominała zadanie jednego obezwładniającego uderzenia. Taka asymetria technologiczna miała powodować skrócenie konfliktów, a to oznaczało oddalającą się perspektywę wojny na wyczerpanie.

Konsekwencją takiego myślenia była redukcja zdolności przemysłowych, wielkości armii. (...)

Wojna na Ukrainie zakwestionowała to przekonanie, nie unieważniając wszakże innego. Jeśli obie walczące strony dostosowują się do zmieniających się szybko realiów, to o przewadze, decyduje to, która z nich robi to szybciej. To nie nowe rodzaje broni są bardziej niszczące. W tym względzie wojna na Ukrainie nie różni się od poprzednich.

wpolityce.pl

sobota, 26 sierpnia 2023


Dowódca ukraińskiej armii generał Wałerij Załużny powiedział podczas jednej z rozmów – cytowany przez amerykańskiego urzędnika – że Amerykanie nie rozumieją istoty tego konfliktu. "To nie jest tłumienie rewolty. To jest Kursk" – powiedział Załużny, odnosząc się do bitwy pancernej między Niemcami i ZSRR podczas II wojny światowej.

Amerykańskie stanowisko zasadza się na szacunkach, że amerykański sprzęt przekazany Ukrainie – w sumie broń warta ponad 43 mld dolarów – wystarczy do kontrofensywy, a zbliżenie się do tego poziomu amerykańskich dostaw w przyszłym roku jest mało prawdopodobne.

"Przekazaliśmy na tę kontrofensywę górę stali. Nie możemy tego zrobić ponownie. Bo już jej nie ma" – cytuje "WSJ" byłego urzędnika amerykańskiego.

onet.pl

Przed siedzibą wagnerowców w Petersburgu tłum. Płoną znicze. Kwiaty, które znoszą tu Rosjanie, tworzą kolorowy dywan. Picie w miejscu publicznym w Rosji jest surowo zakazane, ale policjanci patrolujący to miejsce siedzą w radiowozie i nie zwracają uwagi na kolejne otwierane butelki.

Nagle do grupy osób wspominających Jewgienija Prigożyna podchodzi sędziwa staruszka. Niesie dwa goździki. Kilku trzeźwych jeszcze mężczyzn podbiega do kobiety i niemal dosłownie przenosi ją nad dywanem kwiatów. Kobieta pochyla się, chrząka, dokłada kwiaty do pozostałych, i mówi do mężczyzn, którzy pomogli jej przedrzeć się przez tłum: — Dziękuję wam synowie, niech was Bóg błogosławi. Umarł dobry człowiek, prawy człowiek.

— Wzniesiesz za niego toast, matko? — ktoś pyta ostrożnie.

— Tylko kropelkę. Rzadko piję — odpowiada kobieta, wyciąga rękę po kieliszek i zaczyna opowiadać o tym, kim był dla niej Prigożyn.

— Ile ty masz lat, babciu?

— Za tydzień skończę 94 lata — kobieta bierze kieliszek z wódką i upija z niego łyk. — Spoczywaj w pokoju — wznosi toast za Prigożyna i dodaje: — szkoda, że nie dotarł do Moskwy i nie powiedział Putinowi, jak jest naprawdę.

— A więc uważasz, że to Putin go zabił? — pyta ktoś inny z tłumu i proponuje kobiecie tym razem wino.

— Nie — kręci głową staruszka. — Putin jest dobry. Głosowałam na niego. Ale wszyscy wokół niego mówią mu kłamstwa. A on ich słucha. Gdyby nie słuchał, nie byłoby wojny. Prigożyn mógł ich powstrzymać, ale go nie posłuchali. Szkoda, że nie dotarł do Moskwy. Teraz nie ma na kogo liczyć.

Pod górą kwiatów ktoś znów padł na kolana. Znów słychać było męskie szlochy.

onet.pl/Novaya Gazeta

piątek, 25 sierpnia 2023


Zmiany w amerykańskiej strategii potwierdzają, moim zdaniem, to przekonanie. Waszyngton przy okazji konfliktu na Ukrainie testuje możliwości wojny z rywalem strategicznym o ograniczonym zarówno wertykalnie, jak i horyzontalnie charakterze. I to wojny, w której nie bierze się bezpośredniego udziału. To dlatego zarówno Biden, jak i Sullivan podkreślają wagę polityki, której głównym zadaniem jest nieeskalowanie konfliktu, choć zarazem nie ma mowy o rezygnacji z celów strategicznych. Ujmując sprawy w pewnym uproszczeniu, Ukrainy nikt nie zamierza Rosjanom „oddać”, bo równałoby się to poważnej porażce strategicznej. Podobnie jest z Tajwanem czy Koreą Płd. Ale z tego nie należy też wyciągać wniosku, że w Waszyngtonie myślą o bezpośrednim, własnym zaangażowaniu. Nie wykluczają tego, ale scenariuszem z punktu widzenia amerykańskich interesów najlepszym jest taka konstrukcja systemu sojuszniczego, w którym państwa zagrożone będą w stanie samodzielnie przeciwstawić się, ponosząc też tego ciężary, agresorowi.

Jeśli nie wybucha wojna, w którą zaangażowane są Stany Zjednoczone, konflikt globalny, to nie ma też ryzyka lawinowego zrywania więzi handlowych. Nie trzeba herkulesowego wysiłku na rzecz odbudowy własnych zdolności przemysłowych. Handlujemy i walczymy, najlepiej nie wysyłając własnych oddziałów. W takim świecie zmienia się też architektura amerykańskiego systemu sojuszniczego – rośnie w nim rola państw flankowych, narażonych na atak, bo one będą musiały skutecznie powstrzymać ewentualną agresję. Ameryka przesuwa się na wyższe piętro – udziela pomocy, udostępnia zaawansowane technologicznie (też niezwykle ważne na współczesnym polu walki) zdolności, ale niekoniecznie walczy, albo robi to w sposób ograniczony. Aby taki system spełnił swoje zadanie państwa frontowe nie tylko muszą się wzmocnić, ale muszą też ze sobą współpracować. To jest w mojej ocenie głównym powodem, dlaczego administracja Bidena przychylnie patrzy, a nawet postuluje wzrost europejskiego potencjału wojskowego nie bojąc się „europejskiej suwerenności strategicznej” (w wymiarze pełnym jest to zresztą nierealne), jest zainteresowana intensyfikacją kooperacji prozachodnich państw z Azji z NATO, a nawet bez niepokoju postrzega i inicjuje pogłębianie wojskowej współpracy między państwami azjatyckimi. Upraszczając Amerykanie przeprowadziwszy własny rachunek strategiczny świadomie schodzą na drugi plan, nie rezygnując oczywiście z przywództwa, bo doświadczenia wojny na Ukrainie udowadniają, że można, mając odpowiednich sojuszników realizować swe najważniejsze cele unikając globalnej konfrontacji i nie angażując się bezpośrednio. Do wielkiej wojny z blokiem rosyjsko-chińskim Stany Zjednoczone są obecnie nieprzygotowane i dlatego zarówno grają na czas, jak i chcą, aby za podmywanie potencjału państw będących strategicznymi rywalami Ameryki odpowiadali sojusznicy.

wpolityce.pl

Cargrad, publikacja "rosyjskiego prawosławnego oligarchy" Konstantina Małofiejewa, oferuje całe mnóstwo wersji.

Artykuł zatytułowany "Prigożyn zabity przez zdrajców: Kto był wrogiem szefa Grupy Wangera?", stwierdza, że oczywista odpowiedź na to pytanie brzmi: Stany Zjednoczone. Autor uzasadnia swoją wersję podobnie jak Sewostjanow, który obwinił Francję: sprzeciw wobec wzmocnienia Rosji w Afryce. "Poza tym, właśnie dlatego morderstwo zbiegło się w czasie ze szczytem BRICS" — dodaje niespodziewanie autor artykułu Andriej Rewniwcew.

Zabójstwo Prigożyna jest również na rękę wrogom Putina na szczytach władzy, którzy chcą oczernić prezydenta i sprawić, by wyglądało na to, że to on to zrobił, argumentuje Rewniwcew.

"Zdają sobie sprawę, że wystrzelenie symbolicznej rakiety znacznie podważa zaufanie do Naczelnego Wodza. To także wpycha społeczeństwo w chaos i spory i pojawiają się wątpliwości i przygnębieni" — podsumowuje autor.

Rewniwcew komentuje również wersję, która obarcza odpowiedzialnością rosyjskie władze. Uważa, że po prostu brakuje im motywu. W końcu rosyjskie władze są rozsądne — w niczym nie przypominają latynoamerykańskich karteli narkotykowych.

"Ta wersja rodzi wiele pytań. Po pierwsze, w jakim celu? Po czerwcu Prigożyn został pozbawiony możliwości przeprowadzenia kolejnej lekkomyślnej akcji i narażenia systemu na niebezpieczeństwo. Poza tym, jego praca w Afryce sprawiła, że był bardzo zajęty.

Po drugie, dokonanie osobistej zemsty poprzez wysadzenie samolotu nad Rosją to coś, czego spodziewałbym się po latynoamerykańskim kartelu narkotykowym, a nie rosyjskich służbach specjalnych.

Po trzecie, po co wysadzać samolot nad Rosją? Czy nie ma mniej rzucającego się w oczy sposobu? Czyżby w Afryce nagle zabrakło krokodyli, komarów malarii i bandytów ze stingerami?

A więc bunt Prigożyna nigdy się nie zakończył. Ale zdrajcy postanowili zagrać na dużą skalę i wykorzystali szefa wagnerowców w swojej własnej grze — przeciwko Putinowi".

onet.pl

Według aktualnie dostępnych informacji katastrofa nosi znamiona egzekucji wykonanej w trybie operacji specjalnej (możliwe zestrzelenie, bomba na pokładzie i problemy techniczne jednakowo wpisują się w tę interpretację). Brakuje przesłanek, aby przyjąć pojawiającą się w komentarzach medialnych wersję o zainscenizowaniu własnej śmierci przez Prigożyna. Niezależnie od wybranej ostatecznie przez Kreml kwalifikacji prawnej wydarzenia (na razie nie wiadomo, czy władze będą forsować wersję o sprawstwie ukraińskim) należy zakładać, że zostało ono powszechnie odebrane jako zamach zlecony przez Władimira Putina. Jest to zresztą zgodne z intencjami prezydenta, który w ten sposób wysłał silny sygnał ostrzegawczy potencjalnym naśladowcom szefa Grupy Wagnera. Sygnał ten wzmocniono wymową symboliczną: zginął on równo dwa miesiące po rozpoczęciu nieudanego puczu. W przypadku potwierdzenia, że maszyna została zestrzelona przez obronę powietrzną, można to będzie uznać za karę za zniszczenie 23 czerwca przez wagnerowców kilku śmigłowców i samolotów lotnictwa wojskowego.

Po nieudanym buncie 23–24 czerwca likwidacja Prigożyna przez władze była jedynie kwestią czasu – z uwagi na konieczność odbudowy przez Putina zachwianej pozycji w systemie władzy i wizerunku silnego lidera przed zaplanowanymi na marzec 2024 r. wyborami prezydenckimi. Marsz Grupy Wagnera na Moskwę to najpoważniejszy od dwóch dekad przejaw niestabilności wewnętrznej w Rosji – obnażył on słabości systemu, w tym dezorganizację i niskie morale w armii i służbach, stanowił też bezprecedensowe upokorzenie dla Putina, zmuszonego do niechcianego kompromisu z osobą, którą publicznie nazwał „zdrajcą”. Długotrwała, niezakłócona działalność publiczna Prigożyna byłaby w oczach elity dowodem na nieudolność prezydenta i mogła zaowocować dezintegracją systemu władzy.

W wyniku kompromisu z 24 czerwca Prigożyn zachował kontrolę nad Grupą Wagnera, redyslokowaną na Białoruś, a także swoje struktury biznesowe i część dochodów z zamówień państwowych – utracił jedynie imperium medialne. Planował umocnić się w Afryce, gdzie formacja, poza realizacją zleconych przez Kreml zadań z zakresu polityki zagranicznej, czerpie lukratywne dochody z kontraktów zawieranych z lokalnymi władzami (struktury podległe Prigożynowi, w tym oddziały wagnerowców, pozostają obecne w co najmniej czterech państwach Afryki: Mali, Sudanie, Republice Środkowoafrykańskiej, Libii).

Przez dwa miesiące od puczu – najpewniej w obawie przed głębszą destabilizacją wewnętrzną – Kreml nie podjął zdecydowanych kroków w celu ukarania winnych i rozliczenia osób uznanych za niedostatecznie lojalne. Przyczyną takiego stanu rzeczy mogły być m.in. przychylne Prigożynowi nastroje części armii i służb specjalnych (cieszył się on poparciem części kadry dowódczej w armii, dostrzegającej nieudolność szefa Sztabu Generalnego FR Walerija Gierasimowa w dowodzeniu działaniami bojowymi na Ukrainie) oraz obawy o reakcję elity rządzącej na pokazowe czystki kadrowe. Przez ostatnie dwa miesiące władze ustalały najpewniej dokładny zasięg nastrojów antykremlowskich w armii, służbach i elicie „cywilnej” oraz oceniały ryzyko związane z odwetem na Prigożynie. Priorytetem pozostawało w tym czasie kreowanie wizerunku politycznej jedności i odporności reżimu.

Represje wobec przedstawicieli struktur siłowych (zwłaszcza Sił Zbrojnych) były utajnione i najprawdopodobniej miały jak dotąd charakter punktowy. Istnieją silne poszlaki, że usunięto oficerów podejrzewanych o bliskie związki z szefem Grupy Wagnera i podzielających jego negatywną opinię o najwyższym dowództwie wojskowym. Stanowisko miał stracić m.in. zastępca dowódcy wojsk rosyjskich na Ukrainie i dowódca Sił Powietrzno-Kosmicznych (SPK) generał armii Siergiej Surowikin, według dostępnych danych zdymisjonowany 18 sierpnia. Zgodnie z nieoficjalnymi informacjami jego następcą mianowano generała Wiktora Afzałowa, dotychczasowego szefa sztabu SPK.

Władze podjęły też ograniczone działania neutralizujące wybranych reprezentantów środowisk nacjonalistyczno-imperialnych krytycznych wobec Kremla (tzw. turbopatriotów). Po buncie Prigożyna zaczęli oni być postrzegani jako zagrożenie z uwagi na szerzenie postulatów podobnych do tych głoszonych przez lidera Grupy Wagnera (zmiana strategii prowadzenia wojny, dymisje wśród najwyższych dowódców, krytyka skorumpowanego systemu, w tym samego Putina, za nieudolność i klęski na froncie). 21 lipca aresztowano byłego pułkownika specnazu FSB Igora Girkina (Striełkowa) – jednego z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicieli środowisk turbopatriotycznych, skłóconego z Prigożynem, lecz bezpardonowo atakującego politykę władz i samego prezydenta. Brak zdecydowanej reakcji zwolenników Girkina na aresztowanie mógł ośmielić Kreml do podjęcia decyzji o ostatecznej rozprawie z Prigożynem.

W wyniku buntu najpewniej znacząco wzrosły podejrzliwość i nieufność Putina do członków establishmentu. Nie można wykluczyć, że w związku z tym dojdzie do roszad kadrowych i pokazowych represji (m.in. pod zarzutami korupcyjnymi), mających zastraszyć elity i odbudować jego wizerunek jako twardego przywódcy. Z uwagi na kalendarz wyborczy (wybory regionalne i lokalne we wrześniu br., prezydenckie w marcu 2024 r.) czystki zostaną zapewne odłożone na okres późniejszy. Podtrzymywanie niepewności i strachu w elicie co do zasięgu możliwych represji ma dodatkowo zmobilizować aparat państwa do zapewnienia pożądanego przez Kreml wyniku głosowania.

Pokazowa rozprawa z Prigożynem najprawdopodobniej na jakiś czas skutecznie zastraszy niezadowolonych z polityki Kremla członków elity. Ich postawa może się jednak zmienić w razie dalszych niepowodzeń Sił Zbrojnych FR na Ukrainie i/lub wzrostu niezadowolenia społecznego, zwłaszcza na tle problemów gospodarczych. Kolejna próba sił, o skali podobnej do czerwcowego „puczu”, może w tej sytuacji doprowadzić do przetasowań na szczytach władzy, które mogą – choć nie muszą – spowodować głębszą zmianę systemową i rewizję polityki zagranicznej Rosji. W przypadku wybuchu następnego buntu nie należy się spodziewać prób negocjowania z Putinem, gdyż udzielane przez niego ewentualne gwarancje będą miały po śmierci szefa Grupy Wagnera zerową wartość.

W najbliższych tygodniach zostaną najpewniej podjęte decyzje o redystrybucji gospodarczych i wojskowych aktywów Prigożyna wśród zaufanych członków elity. Konsekwencją jego śmierci będzie dezorganizacja obecnego kształtu Grupy Wagnera. Pojawiają się informacje, że najemnicy przebywający na Białorusi zamierzają powrócić do Rosji. Reżim w Mińsku najprawdopodobniej nie jest zainteresowany ponoszeniem kosztów dalszego stacjonowania wagnerowców, choć nie można wykluczyć, że część z nich pozostanie na żołdzie tamtejszych sił zbrojnych i będzie wypełniać zadania szkoleniowe związane z prowadzeniem działań hybrydowych.

osw.waw.pl

Rosja, kontynuując wojnę z Ukrainą, liczy na jej wyczerpanie i słabnięcie determinacji Zachodu. Rosyjska armia boryka się jednak z rosnącymi brakami w zakresie amunicji, wozów bojowych, pocisków rakietowych i różnego typu dronów. Część luk zapełniają rozpoczęte latem 2022 r. dostawy z Białorusi, Iranu, KRLD, a w 2023 r. – z Mjanmy. Media sugerują, że USA udaremniły starania Rosji o podobną pomoc z Egiptu i RPA. Rosną też braki w zakresie łączności i indywidualnego wyposażenia żołnierzy. Do niedawna i niezależnie od resortu obrony Rosji Grupa Wagnera testowała własne źródła zaopatrzenia w broń lekką w Syrii, Turcji, KRLD i Białorusi.

(...)

Chiny są kluczowym producentem sowieckiej amunicji kal. 122 i 152 mm oraz rakiet Grad i Smiercz, których najbardziej brakuje Rosji. Ich nowszy sprzęt pancerny odbiega od technologii i standardów ZSRR i Rosji, ale w rezerwie są tysiące czołgów pochodnych T-54/55 i kopii wozów BMP-1. Dawałoby to Rosji duży potencjał części zamiennych. Chiny produkują też brakującą jej amunicję czołgową kal. 100 i 125 mm oraz do działek kal. 23 i 30 mm. Koncerny CAIC i CASC oferują obecnie kilka modeli dronów wielozadaniowych – dostarczano je już krajom Bliskiego Wschodu i Afryki. Nie są jednak znane przypadki eksportu amunicji krążącej z Chin, np. CH-901 wzorowanej na dronie Switchblade. Nie potwierdziły się też doniesienia mediów o dostarczeniu Rosji 100 podobnych dronów z prywatnej firmy Xian Biao. W sierpniu br. ofertę amunicji krążącej przedstawiła na targach w Moskwie pekińska firma CoBTec. Korzystając z jawnych źródeł trudno określić jej relacje z władzami, jest to jednak producent operujący na rynkach sprzętu policyjnego i poza Chinami.

Choć USA i UE udało się powstrzymać opcje bezpośredniej pomocy wojskowej, kalkulacje Chin są trudne do przewidzenia. Dyskusje we władzach Chin mogą być wypadkową nieformalnego sojuszu tego państwa z Rosją oraz obaw przed kolejnymi napięciami w relacjach z USA i Europą. Trudno też teraz przesądzić, czy nawet pełna klęska Rosji uruchomiłaby szerszą lub otwartą pomoc Chin. Można jednak przypuszczać, że zmiana ich postawy byłaby procesem stopniowym i skrytym. Każda opcja wojskowego wsparcia Rosji przez Chiny na większą skalę byłaby przy tym obarczona ryzkiem jej wykrycia i potwierdzenia przez Ukrainę i jej partnerów.

pism.pl