niedziela, 28 maja 2023


Dyskusje na temat doniesień o rosyjskich stratach w Bachmucie nasyciły prowojenną przestrzeń informacyjną i zagłuszają wszelkie pozostałe pozytywne efekty informacyjne wynikające ze zdobycia miasta. Finansista Grupy Wagnera, Jewgienij Prigożyn, stwierdził podczas wywiadu z rosyjskim strategiem politycznym Konstantinem Dołgowem 23 maja, że ​​Wagner stracił 10.000 rekrutów skazańców i 10.000 pełnoetatowych zawodowych bojowników Wagnera zabitych w akcji w trakcie bitwy o Bachmut. Prigożyn wyraźnie zauważył, że Wagner zwerbował 50.000 więźniów, z których 20 procent (10.000) zginęło w walce za Bachmut. Rosyjscy blogerzy natychmiast podchwycili zgłoszone straty, odwracając w ten sposób ogólną rosyjską rozmowę od dyskusji o znaczeniu schwytania Bachmutu w kierunku wzmocnienia spekulacji dotyczących zgłoszonych strat. Nacjonalistyczna frakcja prowojenna, której przykładem są poglądy byłego rosyjskiego oficera Igora Girkina, który odniósł się do ogromnej skali zgłoszonych strat i spekulował, że rzeczywiste straty mogą być znacznie większe. Rosyjski polityk Wiktor Alksnis po prostu zauważył, że Armia Radziecka straciła znacznie mniej żołnierzy (15.051) w ciągu dziewięciu lat w Afganistanie. Girkin stwierdził, że wierzy, że rzeczywiste straty Wagnera mogą być ponad 1,5 razy wyższe niż twierdzenia Prigożyna i zwrócił uwagę, że z 50.000 rekrutów, których Wagner otrzymał z więzień, 10.000 zginęło w akcji, a 26.000 podobno otrzymało ułaskawienie i wróciło do Rosji, pozostawiając 14.000 rekrutów więziennych nieuwzględnionych. Girkin zasugerował, że duża część z tych 14.000 niewyjaśnionych rekrutów więziennych mogła również zginąć w akcji i twierdził, że Wagner prawdopodobnie przyniósł śmierć w akcji ponad 40.000 swoich bojowników.

Ogólna odpowiedź rosyjskiej przestrzeni informacyjnej na przejęcie Bachmutu skupiła się na przypisywaniu odpowiedzialności za jego przejęcie i spekulowaniu na temat związanych z tym kosztów operacji, pozbawiając w ten sposób rosyjskie Ministerstwo Obrony tlenu niezbędnego do pozytywnego sformułowania zajęcia miasta. Jak donosiło ISW 22 maja, frakcje w prowojennej przestrzeni informacyjnej natychmiast zaczęły spierać się o to, czy Wagner, a może to regularne rosyjskie jednostki i dowódcy powinni otrzymywać medale i odznaczenia za operacje w Bachmucie. Podobnie twierdzenia Prigożyna o stratach Wagnera w Bachmucie stały się wyraźnym punktem napięcia w przestrzeni informacyjnej i zdefiniowały dominujący dyskurs na temat całej rosyjskiej kampanii w Bachmucie. Przesuwając rozmowę w kierunku rzekomych strat Wagnera, Prigożynowi w dużej mierze udało się jeszcze bardziej pozbawić rosyjskie MON możliwości ogłoszenia zwycięstwa informacyjnego nad Bakhmutem, i prawdopodobnie będzie nadal definiował i prowadził rozmowy na temat Bakhmutu w przyszłości, ale kosztem podkreślania ogromnych strat jego własnych sił, które ucierpiały z powodu znikomego zysku prowadzonych operacji.

(...)

Kreml kontynuuje starania, aby przedstawiać Rosję jako posiadającą znaczące partnerstwa dyplomatyczne. Prezydent Rosji Władimir Putin przemawiał do uczestników 11 Międzynarodowego Spotkania Wysokich Przedstawicieli ds. Bezpieczeństwa w Moskwie 24 maja w celu przedstawienia szablonowej retoryki oskarżającej Zachód o generowanie globalnej niestabilności i wzywającej państwa Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej do utworzenia wielobiegunowego ładu światowego. Putin uczestniczył później w Eurazjatyckim Forum Ekonomicznym w Moskwie wraz z prezydentem Białorusi Aleksandrem Łukaszenką, prezydentem Kazachstanu Kassymem-Żomartem Tokajewem, prezydentem Kirgistanu Sadyrem Japarowem i wicepremierem Armenii Mherem Grigorjanem. Putin spotkał się także z Miloradem Dodikiem, prezydentem Republiki Serbskiej (serbskiej jednostki politycznej w Bośni i Hercegowinie), a Dodik demonstracyjnie poparł rosyjską narrację o wojnie na Ukrainie, stwierdzając, że Rosja została zmuszona do rozpoczęcia „specjalnej operacji wojskowej” i że wojna jest starciem z Zachodem. Kreml wcześniej wykorzystywał współpracę energetyczną i wojskową z Republiką Serbską do prób rozszerzenia rosyjskich wpływów na Bałkanach, chociaż wpływy rosyjskie w innym ważnym państwie-partnerze w regionie, Serbii, wydają się słabnąć. Kreml wykorzystywał wcześniejsze międzynarodowe fora i spotkania z głowami państw do przedstawiania Rosji jako silnego partnerstwa międzynarodowego i opowiadania się za utworzeniem potencjalnej koalicji antyzachodniej. Putin przede wszystkim próbował i nie udało mu się zapewnić dwustronnego partnerstwa bez ograniczeń z chińskim prezydentem Xi Jinpingiem pod koniec marca, i sprzymierzyć Chin z Rosją w przewidywanym przez Putina konflikcie geopolitycznym z Zachodem.

understandingwar.org

Akcje dywersyjne na terenie Rosji, takie jak zbrojny rajd w obwodzie biełgorodzkim nie mają potencjału, by znaleźć w Rosji aktywne poparcie; Rosjanie pozostają bierni, choć znów zobaczyli, że państwo ich nie broni – powiedział ekspert Iwan Preobrażeński.

– Rosjanie nie są gotowi poprzeć walki zbrojnej z putinizmem – powiedział politolog i ekspert mediów niezależnych, mieszkający poza Rosją.

Wyraził przekonanie, że większość Rosjan przy tym nie popiera wojny przeciwko Ukrainie.

– Jeśli przedstawić opór zbrojny jako walkę z rosyjską klasą rządzącą, to jej akceptacja jest możliwa, ale bierna, a nie aktywna – dodał.

Z tego powodu – jego zdaniem – akcje tego rodzaju “nie mają perspektyw – poza celami militarnymi armii ukraińskiej – w tym sensie, że nie mogą zmienić radykalnie sytuacji w Rosji”.

Podczas trwających dobę incydentów w obwodzie biełgorodzkim Rosjanie znowu zobaczyli postawę państwa, które – jak mówi Preobrażeński – “nie chroni” ludzi i “tym bardziej nie uważa ich za obywateli mających jakieś prawa”. Ekspert uważa, że jednym ze skutków operacji może być tworzenie przez mieszkańców pogranicza oddziałów samoobrony, najprawdopodobniej jednak armia rosyjska wprowadzi do strefy przygranicznej regularne oddziały albo wojskowych zmobilizowanych na front.

PAP

sobota, 27 maja 2023


Przez wiele lat pracowałeś blisko rosyjskich decydentów. Jaka będzie reakcja propagandystów na wydarzenia w obwodzie biełgorodzkim?

Już widać, że na początku starali się milczeć i nie poruszać tego tematu. Kiedy zdali sobie sprawę, że to nie zadziała, zaczęli próbować bagatelizować znaczenie tego, co działo się wokół Biełgorodu. Teraz próbują pokazać to jako próbę odwrócenia uwagi zszokowanych Ukraińców od Bachmutu, gdzie wojska rosyjskie odnoszą "niesamowite sukcesy". To jest narracja. Nie mogli ukryć tej historii. Teraz próbują ją rozmyć, żeby starcia nie wyglądały na znaczące.

Jakie jest zagrożenie dla Putina z powodu takiego osłabienia reżimu?

Potencjalnie grozi to rewolucją lub zamachem stanu. Reżim bez stabilnej bazy społecznej nie może być trwały. Teoretycznie moim zdaniem może dojść zarówno do powstania ludowego, jak i buntu elit. Ogólnie rzecz biorąc, obie te opcje nie wykluczają się wzajemnie i nie są ze sobą sprzeczne. W procesie tym mogą brać udział niektóre grupy ludności i niektóre grupy elit. Ostatecznie więc wszystko to grozi Putinowi utratą władzy. A jego reżim jest już na skraju upadku.

Jak daleko od tego jesteśmy? Mam wrażenie, że mówimy o perspektywie wielu lat.

Niezadowolenie z wojny wśród elit jest duże nawet teraz. Myślę, że takich osób może być nawet 90 proc. A im dłużej trwa, tym niezadowolenie jest większe. Pojawia się jednak inne pytanie. Rosyjskie elity są przestraszone i słabe. Selekcję negatywną prowadzono przez 20 lat. Dlatego w kręgu Putina prawie nie ma ludzi, którzy mają własne zdanie i są zdolni do samodzielnego działania. Dlatego ich niezadowolenia nie da się teraz przekuć w działanie. Jednak może to nastąpić w momencie, gdy ostatecznie przekonają się, że Putin osłabł i stracił kontrolę nad sytuacją. I oni też są już mocno dotknięci procesem utraty popularności wśród ludzi.

Co masz na myśli?

Przez prawie ćwierć wieku Putin był magikiem wszystkich elit. Potrafił coś, co elitom wydawało się magią: wyborcy lubili Putina w każdej sytuacji. W ten sposób zapewnił stabilność polityczną reżimu. A teraz traci tę umiejętność i coraz bardziej panuje nad Rosjanami przy pomocy represji.

Poczucie jego magii zanika wśród elit. I widzą, że Putin nie jest magikiem. Rośnie rozczarowanie. Prędzej czy później osiągnie punkt, w którym stanie się znienawidzonym tyranem. A potem można spodziewać się jakiejś próby zamachu stanu

Armia jest teraz zdezorientowana i pozbawiona podmiotowości. Okazało się, że nie jest w stanie pokonać Ukraińców, których nawet nie uważano za naród. I teraz rozumieją, że Ukraińcy ich pokonują. To demoralizuje wojsko. Dlatego mogą wziąć udział w próbie zamachu stanu. Aby odzyskać szacunek do siebie.

W jakiej perspektywie ten scenariusz może się zrealizować?

Temat wyborów prezydenckich w marcu 2024 r. może tu zadziałać. Jeśli Putin je odwoła i będzie próbował dalej rządzić krajem w stanie wojennym, proces delegitymizacji przyspieszy. W ciągu sześciu miesięcy do roku, nic nie pozostanie z jego legitymacji. I w tym momencie wzrasta prawdopodobieństwo zamachu pałacowego z udziałem sił bezpieczeństwa. To samo, jeśli wybory zostaną sfałszowane. Teraz Putin, przegrywając wojnę, nie pozostawia wyborcom żadnych argumentów, dlaczego powinni go poprzeć.

Gospodarka jest złym stanie, sankcje, izolacja, poziom życia spada, a on wciąż nie może wygrać wojny, którą rozpoczął. A jego sytuacja pogorszy się, jeśli sprawy na froncie będą się dalej tak układać

Dla elit, jeśli odważą się na zamach stanu, odpowiedni moment i powód jest bardzo ważny. Jeśli zostaną dobrze wybrane, nie będzie to wyglądać na pucz, ale na próbę przywrócenia legalności. A jeśli można to pokazać w ten sposób, to niektórzy ludzie, którzy się wahają, zaczną ją wspierać. A zbliżające się wybory — ich sfałszowanie lub unieważnienie — mogą stać się taką okazją i nadać rozmach temu, o czym mówię.

I czy na ten proces może mieć wpływ znaczna porażka na froncie?

Może się też to zdarzyć po jakiejś bardzo dotkliwej klęsce na froncie. Jednak w tym przypadku ten sam zamach będzie miał łagodną formę. Jeśli mówimy o klęsce militarnej, która nie pozbawia Putina prawowitego statusu prezydenckiego, to stworzy to poczucie impasu. A elity będą próbowały znaleźć wyjście. Przyjdą do Putina ze słowami "Władimirze Władimirowiczu, więc co zrobimy? Wojna została przegrana, Haga jest niedaleko. Jaki jest plan?".

Jeśli nie zaproponuje im rozsądnego planu, a najwyraźniej jeszcze go nie ma, to zaczną się rozmowy o następcy. Będą próbowali z tego wszystkiego wyjść, żeby nie skończyć jak Ceausescu czy Milosevic. A elity mogą przekonać Putina o potrzebie pokojowego przekazania władzy. Sam Putin będzie mógł wybrać następcę, który z jednej strony będzie dążył do pokoju, a z drugiej będzie starał się płacić za niego mniejsze reparacje. A Putin może się na to zgodzić. W końcu w pewnym momencie będzie zdezorientowany.

A czy na 100 proc. przewidujesz zwycięstwo Ukrainy i upadek reżimu w Rosji?

W końcu do tego dojdzie, oczywiście. W tej kwestii wiele zależy od Zachodu: jak szybko i zdecydowanie poprą Ukrainę. Ale Ukraina wygrała już w momencie, gdy Rosjanie nie zdobyli Kijowa w ciągu trzech dni i nie osadzili tam Wiktora Janukowycza na fotelu prezydenckim. Wszystko inne jest już porażką Rosji.

W każdym scenariuszu, nawet jeśli reżim się utrzyma, gospodarka kraju będzie nadal słabnąć. Agenda informacyjna zacznie się zmieniać: bez wojny wewnętrzne problemy powrócą do ludzkich umysłów. A Putin nie ma tam żadnej karty przetargowej. Jego ocena spada od 2015 r. A po 2020 r. Rosjanie w ogóle przestali publikować rankingi wyborcze. Bez wojny wszystkie problemy wewnętrzne wysuną się na pierwszy plan.

Tylko całkowite zwycięstwo mogło uratować Putina: dotarcie do Kijowa, obalenie Zełenskiego, zainstalowanie tam własnego człowieka, aresztowanie wszystkich ukraińskich "faszystów". I tylko w ten sposób ludzie, myśląc o swoich kosztach ekonomicznych, uznaliby, że było warto. A jeśli nie ma zwycięstwa, to nie jest jasne, dlaczego to wszystko się wydarzyło. Dlaczego poświęcono tyle pieniędzy i wysiłku, aby przejąć Bachmut. Tak więc na dłuższą metę Putin wyraźnie przegrał.

Może nie wypada tak powiedzieć, bo tylu ludzi ginie na froncie, ale Ukraińcy już zasmakowali sukcesu. Czują, że tworzą się jako naród. Są na scenie, a cały świat bije im brawo na stojąco. Wcześniej w skali światowej polityki byli dość daleko. Nie każde pokolenie dostaje taką rolę. Powiedziałbym, że może się to zdarzyć raz w historii narodu. A Ukraińcy mają takie poczucie, że wytrwają do końca.

onet.pl

piątek, 26 maja 2023


Instytut publicznie wyjaśnił, że "(...) jesteśmy w stu procentach pewni, że to wszystko dotyczy wyłącznie nauk podstawowych. Materiały naszych kolegów były wielokrotnie sprawdzane przez komisję ekspertów naszej organizacji pod kątem obecności w nich zastrzeżonych informacji i takich informacji w nich nie znaleziono. Przedstawienie takich wyników nie tylko nie może zaszkodzić bezpieczeństwu naszej Ojczyzny, ale wręcz przeciwnie, podnosi prestiż rosyjskiej nauki w świecie".

Co ważne, pomimo represji, jakie w tej chwili ogarnęły całą Rosję, środowisko naukowe oficjalnie skrytykowało rosyjskie służby bezpieczeństwa. Naukowcy z ITAM przede wszystkim podali w wątpliwość ekspertyzy określające, co w publikacjach i prezentacjach naukowych było jawne, a co tajne. Stawiane są więc opinie osób, które są znanymi "ekspertami w różnych dziedzinach nauki i techniki", którzy "posiadają również duże doświadczenie w sprawach związanych z ochroną tajemnicy państwowej oraz kontrolą eksportu technologii".

Z drugiej strony, FSB przyjmuje oceny osób, które "na zlecenie śledztwa dokonały oceny naukowo-technicznej części działań naszych kolegów, i które znane są jedynie organom prowadzącym śledztwo". Naukowcy z ITAM wprost zadają pytania: "Kim są ci eksperci? Jaki jest ich poziom zawodowy? Czy są kompetentni do podejmowania decyzji, które z jednej strony wymagają najwyższych kwalifikacji, a z drugiej najbardziej odpowiedzialnego podejścia, bo ceną za najmniejszy nawet błąd w tej sprawie jest życie, wolność i godność człowieka?"

Sprawa dla rosyjskiego środowiska naukowego jest o tyle bulwersująca, że "nazwiska osób, które na zlecenie śledztwa dokonały oceny naukowo-technicznej części działań naszych kolegów, znane są jedynie organom prowadzącym śledztwo". Grozi się wprost, że takie działanie rosyjskiej bezpieki może bardzo mocno przystopować prace naukowe w Federacji Rosyjskiej.

"Z jednej strony, głównym wyznacznikiem jakości naszej pracy w ramach zadań państwowych i projektów z rosyjskich funduszy oraz resortów państwowych jest stopień, w jakim nasze wyniki są prezentowane środowisku naukowemu, w tym publikacje naukowe i prezentacje na konferencjach. Z drugiej strony, widzimy, że każdy artykuł lub raport może prowadzić do oskarżeń o zdradę stanu. To, za co dzisiaj jesteśmy nagradzani i czym dajemy przykład innym, jutro staje się powodem do wszczęcia postępowania karnego".

Jaki może być efekt takiego działania? "Brak publikacji i wystąpień na konferencjach to nie tylko niespełnienie zadania państwowej organizacji, to przyczyna gwałtownego spadku poziomu badań, którego niezbędnym warunkiem utrzymania i zwiększania jest aktywna komunikacja naukowa".

Rosyjscy naukowcy stwierdzili również, że przy takiej polityce "niemożliwe jest działanie naszego instytutu, jedynej w kraju organizacji akademickiej dysponującej rozbudowaną bazą do eksperymentalnych i numerycznych badań aerodynamicznych".

defence24.pl

czwartek, 25 maja 2023


Piotr Horki: Co wiemy o rosyjskim społeczeństwie na ponad rok od wybuchu wojny w Ukrainie?

Władimir Sorokin: Jest bierne. Problem polega na tym, że w Rosji o wszystkim decyduje "mała główka" — Moskwa. Wszyscy biernie czekają na to, co się w tej małej główce, którą na szyi nosi Władimir Putin, uroi.

Co się teraz dzieje z pana społeczeństwem?

To wielka szkoda, że w latach 90. nie udało się tak naprawdę pogrzebać zwłok Związku Radzieckiego. Ówcześni reformatorzy odsunęli go w kąt, myśląc, że sam zgnije. Ale tak się nie stało. Nie zgnił. Putinowi udało się go ożywić. Trup powstał niczym zombie — a teraz grozi całemu światu bombą atomową.

Czy uważa pan, że Rosja tylko grozi użyciem broni nuklearnej, czy rzeczywiście może to zrobić?

Rosja jest kontrolowana przez ludzi o mentalności ulicznych bandytów. Jeśli zatrzymają cię tacy nocą w bramie i będą się przechwalać, że mają nóż w kieszeni i zamierzają cię nim pociąć, to wiedz, że to tylko ich małe ego i raczej tego nie zrobią. Jeśli uliczny bandyta będzie chciał cię skrzywdzić, podejdzie do ciebie po cichu i dopiero wtedy wymierzy cios.

(...)

Wojna w Ukrainie jest początkiem końca reżimu Putina? Skąd ta nadzieja?

Opiera się ona tym, że ten reżim po prostu nie ma strategii. Wykonuje tylko pojedyncze manewry taktyczne. Reaguje na sytuacje, nie tworzy własnych. To jest jego główna cecha.

Co pan przez to rozumie?

Putin nie jest żadnym szachistą. To, co robi z Rosją, to raczej gra w warcaby.

(...)

W Ukrainie usunięto ponad sto pomników pisarza Aleksandra Puszkina.

Bardzo dobrze rozumiem ten demontaż. Odpowiada to prawom czasu wojny. Myślę, że w ten sam sposób podczas II wojny światowej Francuzi, Holendrzy czy mieszkańcy Bałkanów mówili, że już nigdy w życiu nie przeczytają Goethego. Takie są konsekwencje wojny. Pamiętam, że jakiś miesiąc po rozpoczęciu tej szalonej wojny widziałem w internecie zdjęcie z kijowskiego śmietnika, na którym leżał portret Puszkina. I myślę, że to zupełnie normalne. Kiedy wojna się skończy, relacje z rosyjską literaturą będą spokojniejsze.

Teraz często słyszę wokół siebie głosy panikujących Rosjan, którzy mówią: rosyjska kultura jest niszczona, panuje rusofobia. Uważam, że to kompletny nonsens. Rosyjska kultura nie może zostać zniszczona, ponieważ już dawno stała się częścią kultury światowej. Tołstoj, Dostojewski i Skriabin nie są autorami narodowymi, lecz światowymi. Nie są oni zagrożeni. To całkowicie normalne, że Ukraińcy reagują w ten sposób i mają do tego prawo.

onet.pl/Respekt

Tomasz Fiałkowski: Zbliża się nowe stulecie; czas kontynuować naszą rozmowę o sytuacji Polski. Chodzi mi o pański subiektywny sąd.

Stanisław Lem: Co do subiektywizmu: z pewnym zdziwieniem i bez zachwytu oglądałem olbrzymi i dość kosztowny album Sto lat Polaków, wydany nakładem firmy Philip Morris, który mi właśnie przysłano jako prezent. Znaleźć w nim można i Bieruta, i Gierka wieszającego komandorię na Breżniewie, nasz Papież natomiast zasłania sobie twarz ręką. Objaśnienie brzmi, że ma to być obraz subiektywny i posłużono się amatorskimi zdjęciami. Nadmiar subiektywizmu nie bardzo mu jednak wyszedł na dobre. A przechodząc do właściwego tematu — mówiłem już panu, że nie spodziewałem się dożyć upadku Sowietów, sądziłem bowiem, opierając się na danych CIA o udziale wydatków na zbrojenia w budżecie ZSRR, że nastąpi to później, w pierwszej ćwiartce XXI stulecia. Dane jednak były fałszywe — Rosjanie przeznaczali na zbrojenia nie 15 procent, ale ćwiartkę dochodu narodowego brutto. Siedzimy sobie tutaj w spokoju, przy herbatce z rumem, o miedzę mamy supermarket, otwarto nawet nowy kawałek autostrady… Ale nadal, czy tego chcemy, czy nie, w dużej mierze jesteśmy uzależnieni od naszego geograficznego położenia. Z jednej strony mamy Niemcy po klęsce Kohla — CDU bardzo jest teraz rozszarpywane — z drugiej Putin i rozpętana przez Rosjan krwawa awantura na Kaukazie... Rosjanie zachowywali się zrazu bardzo buńczucznie — bez względu na straty i tak dalej. Tymczasem już za zdobytymi rzekomo liniami obrony pojawili się znowu partyzanci. Obie strony produkują propagandowe wideokasety i oskarżają się wzajemnie o fałszowanie zdjęć. Pewien rosyjski generał powiedział, że wojny w Czeczenii nie można wygrać; można ją prowadzić dwa albo i pięć lat, niszcząc pomału ludzki potencjał.

W artykule dla „Tygodnika” ostrożnie zasugerowałem — nie jest to zresztą moja myśl — że jednym z powodów ataku na Czeczenię jest próba nie tyle odzyskania całego Kaukazu, ile uniemożliwienia tego, by jakiekolwiek ropociągi w tym rejonie przebiegały poza granicami państwa rosyjskiego. Jeśli wśród generałów rosyjskich są ludzie przewidujący — a generalicja ma tam teraz dużo do gadania — pewnie o tym marzą.

Otrzymałem od Jerzego Pomianowskiego pierwszy numer „Nowej Polszy”, pisma o Polsce dla Rosjan. Potrzebne było takie pismo, ale kwartalny abonament kosztuje piętnaście dolarów, kto w Rosji może sobie na to pozwolić? Jego tytuł nasunął mi przykrą myśl, że Rosjanie nie do końca jeszcze odzwyczaili się od mówienia nie tylko „nasza Kirgizja”, ale i „nasza Polsza”. Jestem w jak najlepszych stosunkach z moimi tłumaczami i agentami rosyjskimi, nie mam jednak zaufania do Rosji jako takiej. Kotłują się tam wolno pod powierzchnią nieobliczalne siły. A niestety przyszłość nasza jest nadal w trudny do określenia sposób zależna od tego, co się dzieje na wschodzie.

— Zachowanie rosyjskich elit wobec wojny w Czeczenii, także tych, co wywodzą się z kręgów dawnej opozycji, wydaje się przerażające. Choćby to, co w „Gazecie Wyborczej” powiedział Mścisław Rostropowicz: terrorystów trzeba było zgnieść, a że giną niewinni cywile — trudno.

— Rozpaczliwa historia. Sołżenicyn też uważa, że wojna jest słuszna. Czytałem z aprobatą listy ludzi, którzy protestowali przeciw nazywaniu walczących z Rosjanami Czeczeńców rebeliantami, albo nawet bandytami. Zupełnie jakby ktoś naszych partyzantów czy  powstańców nazwał rebeliantami.

Odmówiłem wypowiedzi dwóm rosyjskim gazetom, w tym „Komsomolskiej Prawdzie”, która wychodzi nadal, choć Komsomołu już nie ma. Żona krytykowała moją decyzję, uważała bowiem, że powinienem właśnie zabrać głos i powiedzieć, co sądzę o wojnie w Czeczenii. Ja jednak, po pierwsze, nie mam żadnej gwarancji, czy to, co powiem, zostanie w ogóle wydrukowane, po drugie, wiem, że nie będzie to miało żadnego wpływu na przebieg wydarzeń, a po trzecie, a może najpierwsze, głos już zabrałem. Podpisałem wspomniany już list do Rosjan w sprawie tej wojny, choć ze świadomością, że minęły czasy, kiedy każdy podpis wywoływał Bóg wie jakie reakcje. Jedna rzecz wydaje mi się smutnie charakterystyczna. Kiedy trwała wojna w Afganistanie, Amerykanie posyłali tam stingery i inną broń. Do Czeczenii nikt niczego nie posyła — że Ameryka się nie kwapi, to jeszcze rozumiem, ale że kraje muzułmańskie cicho siedzą, to zastanawiające.

A przekonany jestem, że gdy Rosjanie opanują Czeczenię, to Szewardnadze, czy jego następca, powinien mieć się na baczności, bo Gruzja czeka następna w kolejce.

Tomasz Fiałkowski Stanisław Lem - Świat na krawędzi

środa, 24 maja 2023


Jewgienij Prigożyn udzielił obszernego wywiadu prokremlowskiemu technokracie Konstantinowi Dołgowi, w którym – jak sam stwierdził – "odpowiedział na wszystkie niewygodne pytania".

O przebiegu i celach "operacji specjalnej"

W chamski sposób weszliśmy z butami do Ukrainy w poszukiwaniu nazistów. Szukając ich, zabijaliśmy każdego, kogo się dało. Zbliżyliśmy się do Kijowa — nazywam to po rosyjsku — zes…śmy się w gacie i wycofaliśmy. Dalej poszliśmy w kierunku Chersonia, tam też zes…śmy się i wycofaliśmy. Jakoś nie wszystko nam (rosyjskim wojskom — red.) wychodzi.

"Specjalną operację wojskową" zaczęliśmy w imię "denazyfikacji", a z Ukrainy zrobiliśmy naród znany na całym świecie. Są jak Grecy czy Rzymianie w czasach prosperity. Co do "demilitaryzacji" — na początku operacji specjalnej mieli około 500 czołgów, teraz mają ich pięć tysięcy.

Na początku inwazji mieli 20,4 tys. bojowników, teraz mają ich 400 tys. Jak my ich zdemilitaryzowaliśmy? Teraz okazuje się, że wyszło raczej na odwrót, że Ukrainę zmilitaryzowaliśmy.

O ukraińskiej armii

Dziś Grupa Wagnera jest najlepszą armią na świecie. Oczywiście muszę powiedzieć, dbając o poprawność, że następna w kolejności jest armia rosyjska, jednak myślę, że Ukraińcy są dziś jedną z najsilniejszych armii. Mają wysoki poziom organizacji, wysoki poziom wyszkolenia, wysoki poziom inteligencji, różne rodzaje uzbrojenia.

Używając dowolnych systemów — radzieckich lub tych z NATO — są równie skuteczni. Robią wszystko, aby osiągnąć najwyższy cel, tak jak my podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej (tak Rosjanie nazywają II wojnę światową — red.).

O dzieciach rosyjskiej elity

Zięć Szojgu (minister obrony Rosji — red.) chodzi i trzęsie knykciami, a jego córka otwiera forty w Kronsztadzie. Czy zarobiłeś pieniądze na te forty? Czy wydajesz pieniądze na te forty? Wydaj je, ku...a, na amunicję (Prigożyn zwraca się do Szojgu, nawiązując do niedoborów amunicji, z którymi rzekomo zmagają się wagnerowcy — red.).

Jakiemuś p...bowi, który jest blogerem (szef Grupy Wagnera mówi o Aleksieju Stołjarowie — mężu córki ministra obrony Szojgu — red.) do tego nie podoba się operacja specjalna (rosyjskie media odkryły, że Stołjarow "polubił" serię antywojennych postów w mediach społecznościowych — red.).

To nie my wymyśliliśmy tę operację specjalną. Wzięliśmy jednak przyłbicę i stwierdziliśmy, że skoro wszystko jest w rozsypce, skoro poszliśmy wku...ć sąsiadów, to lepiej wku...ć do końca. I okazuje się, że mężczyźni walczą, a niektórzy po prostu lubią robić z siebie głupków.

Dzieci elit w najlepszym wypadku mają zamknięte gęby, a niektóre pozwalają sobie na publiczne chwalenie się ociekającym w luksusy, beztroskim życiem. Ważne jest, że nie tylko elita ma dzieci. Kiedy dzieci elit smarują się kremami i pokazują to w internecie, dzieci zwykłych ludzi rozrywane są na strzępy, a matki płaczą nad poległymi synami.

To rozwarstwienie może skończyć się jak rewolucja w 1917 r., kiedy najpierw do walki podnieśli się żołnierze, a po nich ich bliscy. Krewnych zabitych są dziesiątki tysięcy. Z pewnością będą ich setki tysięcy. Nie ma od tego ucieczki, a wszystko skończy się w mgnieniu oka nocą św. Bartłomieja (potoczne określenie rzezi na kalwinach dokonanej przez katolików w Paryżu, która miała miejsce w nocy z 23 na 24 sierpnia 1572 r. — red.).

Tuczenie dzieci elit skończy się tym, że ludzie wezmą je na widły. Polecam elitom Federacji Rosyjskiej, zbierzcie swoje pie...e dzieci, wyślijcie je na wojnę, a kiedy przyjdziecie na ich pogrzeb i zaczniecie je grzebać, ludzie powiedzą: "teraz wszystko jest w porządku".

O Grupie Wagnera

W Grupie Wagnera jest dziś sześć tysięcy ludzi, którzy są w stanie zarządzać firmą. Oznacza to, że mogą zarządzać co najmniej 600 tys. ludzi. Gdybyśmy dostali, jak prosiłem, 200 tys. ludzi, przesunęlibyśmy linię frontu o 50-150 km w różnych kierunkach, przejęlibyśmy kontrolę nad Donbasem. Jesteśmy pełnoprawną armią.

Dlaczego nam na to nie pozwolono? Stało się tak z powodu intryg, ze strachu, że gdy jakaś struktura urośnie, może zacząć dyktować warunki i przyjechać czołgami do Moskwy.

O Ministerstwie Obrony Federacji Rosyjskiej

System jest zbudowany na tym, że trzeba lizać d...ę, a w Grupie Wagnera tego nie robimy. Głównym problemem są Szojgu i Gierasimow (Szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej — red.). To są dwaj ludzie, którzy swoją decyzją wszystko dla nas zablokowali, pomimo oświadczenia prezydenta, że amunicja była (przeznaczona dla wagnerowców — red.).

Gdyby dziś Mizincew (rosyjski generał pułkownik — red.) został ministrem obrony, a Surowikin (rosyjski wojskowy w stopniu generała armii — red.) szefem sztabu generalnego, wtedy byłaby to normalna struktura.

Moje polityczne motto brzmi: kocham swoją ojczyznę, jestem posłuszny Putinowi, chcę pozbyć się Szojgu, będziemy walczyć dalej.

O scenariuszach przebiegu wojny

Są scenariusze optymistyczne i pesymistyczne. Nie bardzo wierzę w ten pierwszy.

Europa i Ameryka zmęczą się ukraińskim konfliktem. Chiny przyciągną wszystkich do stołu negocjacyjnego. Zgodzimy się, że to, co już zagarnęliśmy, jest nasze, a to, czego nie zagarnęliśmy, nie jest nasze. Ten scenariusz jest mało prawdopodobny.

Pesymistyczny scenariusz — Ukraińcy dostają rakiety, przygotują wojska, na pewno będą kontynuować ofensywę, spróbują kontratakować. Może ta kontrofensywa gdzieś się powiedzie, przywrócą granice z 2014 r., to może się łatwo zdarzyć. Zaatakują Krym, spróbują wysadzić most krymski, odciąć szlaki zaopatrzeniowe. Dlatego musimy przygotować się na ciężką wojnę.

O przyszłości Rosji

Jesteśmy teraz w stanie, w którym możemy po prostu roz...ć Rosję. Musimy więc wprowadzić stan wojenny, ogłosić nową falę mobilizacji, przyporządkować wszystkich do produkcji amunicji. Musimy przestać się tuczyć, przestać budować nowe drogi i nową infrastrukturę. Musimy pracować tylko na wojnę.

Rosja przez pewną liczbę lat musi żyć jak Korea Północna, zamknąć wszystkie granice, przestać być nieśmiała, zabrać całą swoją młodzież z zagranicy i ciężko pracować. Wtedy dojdziemy do jakiegoś rezultatu.

O perspektywach konfliktu nuklearnego

Podjęliśmy tę walkę. Sąsiedzi się pokłócili. Przychodzisz do sąsiada, możesz rozbić mu twarz, możesz rozbić mu naczynia. Jednak jeśli sąsiad każe ci sp...lać, a ty bierzesz siekierę i rozwalasz mu łeb, to jest to jakaś dziwna sytuacja.

Bomba atomowa to siekiera. Nie atakuje się sąsiada siekierą. Musisz być uczciwy, musisz albo skopać mu tyłek, albo przyznać się, że on skopał twój. Musisz udowodnić swoją rację na polu bitwy.

onet.pl

Siergiej Ławrow, rosyjski minister spraw zagranicznych, podczas konferencji rozbrojeniowej w Genewie, stwierdził, że Kijów dąży do pozyskania atomu. Twierdził, że to prawdziwe zagrożenie, któremu należy zapobiec. - Ukraina wciąż dysponuje sowiecką technologią i umiejętnościami dostarczenia takiej broni. Nie możemy nie zareagować na to prawdziwe zagrożenie - mówił w marcu, powielając propagandowy i nieprawdziwy przekaz Kremla. Do tematu wróciła we wtorek (23 maja) Olga Skabiejewa - podaje agencja UNIAN. - Po pierwsze mamy kwestię transferu do Ukrainy broni jądrowej, postawmy tu kreskę raz na zawsze, taka sytuacja nie wchodzi w grę, to jest po prostu niemożliwe. Nie warto nawet się nad tym rozwodzić - powiedział propagandystce jeden z gości.

Słowa eksperta okazały się punktem zapalnym. Uruchomiły Skabiejewą, która zaczęła wyliczać, ile scenariuszy miało być "niemożliwych". - A wojownicy? A HIMARS-y? A artyleria? A Storm Shadow (pocisk manewrujący dalekiego zasięgu o niskiej wykrywalności - red.)? Atak na Biełgorod - też wydawał się niemożliwym jeszcze do przedwczoraj - wykrzyczała. Przypomnijmy, Ukraina oficjalnie nie posiada broni atomowej od początku lat 90. XX wieku, gdy na mocy porozumień międzynarodowych zgodziła się oddać ją Rosji.

gazeta.pl

wtorek, 23 maja 2023


– Właśnie coś strasznie wybuchło nad moją głową, jesteśmy po prostu w szoku. My oczywiście mamy piwnicę w domu, jak coś, to do niej zejdziemy. Nasze czołgi są wszędzie, nadchodzi pomoc.

Przedarli się przez granicę w Dronowce. W biełgorodzkich kanałach w Telegramie piszą, że zajęli wieś Głotowo. Trwa ewakuacja mieszkańców, zajęli tam dom kultury. Nie wiem co tam się teraz dzieje: to było między dwunastą trzydzieści a pierwszą. O godzinie drugiej [rajd przez terytorium Federacji Rosyjskiej] potwierdził [gubernator Wiaczesław] Gładkow, choć początkowo mówiono, że to fejk. Jaki fejk! Pracuję w Centralnym Szpitalu Rejonowym w Grajworonie. Od dziewiątej rano obserwujemy, jak rozpoczął się ostrzał w Gołowczynie. Mamuśka stamtąd była u nas na USG. Ona i nasz lekarz otrzymali SMS-a o ostrzale.

Potem kazano nam zejść do piwnic, jako do schronu przeciwlotniczego. Zaczął unosić się zapach podobny do dichlorfosu i spalenizny. Dymiło. Coś się paliło — benzyna, ropa, olej napędowy. W naszym szpitalu było czuć. Kłamali, że to farba. Ale to nie farba, znam jej zapach.

Wypuścili nas z Centralnego Szpitala Rejonowego, powiedzieli: „Uciekajcie do domów”. Pobiegłam. Obok szpitala jest Park Troicki, tam stało wojsko. Teraz czołgi jeżdżą po wszystkich ulicach. U moich krewnych w Grajworonie spadły fragmenty jakiegoś drona, zestrzelonego przez obronę przeciwlotniczą.

W domu co trzy minuty słyszałam wybuchy. Rozmawiałam z lekarzem i nawet zerwało nam się połączenie: może dlatego, że mam starego iPhone’a — amerykańskiego.

Jest dwóch rannych: jeden w ciężkim stanie, drugi w średnim. Osobiście go nie widziałam, ale wiem z sieci społecznościowych i od mieszkańców. Ale wybuchy sama słyszę. To straszne, straszne! Daj Boże, żeby piwnica nas uratowała, żebyśmy zdążyli się tam schować, dobiec do niej.

Oczywiście piszą o wyłomach w granicy, że ci sabotażyści przedostali się do Dronowki, Głotowa i Kozinki. Moim zdaniem ostrzelano też urząd celny. Znowu walą! Aż budynki chodzą, szyby drżą. Nie możemy otwierać okien. W internecie piszą (ale może to fejk), że ​​w jednostce wojskowej w Antonowce doszło do wybuchu [amunicji] i mogą być wyziewy.

Proszę posłuchać, zaraz wyjdę na ulicę — jak mnie zabiją, to trudno. Proszę posłuchać [Słychać odgłosy eksplozji]. Stoję przed swoim domem. To niedopuszczalne! Ja wszystko rozumiem, że trwają działania wojenne, specjalna operacja wojskowa [inwazja Rosji na Ukrainę], ale przecież swoich się nie porzuca! Oczywiście ludzie są w koszmarnym stanie. Szkoda wojskowych i cywili.

Wczoraj o 23.00 w sieciach społecznościowych podali, że spłonął gmach administracji w Gołowczynie, a dziś zapytaliśmy w pracy o to mieszkańców. Oni widzieli ten budynek. Teraz nie wiadomo, gdzie spadają te pociski. Możliwe, że strąca je obrona przeciwlotnicza. O, znowu walą! To nie jest normalne. To się nie zdarza. Chociaż nie, zdarza się — na terytorium Ukrainy, a na terytorium Rosji tak być nie powinno. To jakiś dom wariatów.

W samym Grajworonie jest teraz bardzo głośno. Jesteśmy siedem kilometrów od granicy. Nie może być tak głośno.

Wysłali nas do domów. Wszystkie instytucje są zamknięte. Sklepy Magnit pozamykali. Wszyscy są albo w domach, albo w piwnicach. Cały Grajworon i pobliskie wioski.

Głośno jest nie tylko tutaj: w Biełgorodzie, Briańsku i innych obszarach przygranicznych. Mszczą się na nas. Wiemy za co. Ale choćby nas mieli rozszarpać, nigdzie stąd nie pójdziemy. Powinniśmy zlikwidować wroga na granicy.

Jesteśmy w Federacji Rosyjskiej, na własnej ziemi. Tu się urodziliśmy i tu umrzemy. I nie trzeba proponować nam wyjazdu gdzieś: niech zapewnią nam ochronę, a nie mówią, żebyśmy gdzieś zniknęli. Nie po to wspieramy specjalną operację wojskową [inwazję Rosji na Ukrainę], żeby stąd wyjeżdżać, opuszczać swoje domy, żeby nas zabijali, a domy burzyli. Ludzie już wariują, są wściekli. Prosimy Federację Rosyjską, aby nas chroniła, a nie tylko milczała.

To okrutne i nieludzkie wobec mieszkańców swojego państwa. Czasami wydaje się, że nikt nas nie potrzebuje: ratuj się tak, jak umiesz! Przydaliby się nam tu wagnerowcy, którzy by nas obronili. Chłopaki tu oczywiście walczą. I znam kilku strażników granicznych, którzy opowiadają, co się dzieje. Gwardia Narodowa i wszystkie służby walczą na ura!

Wyje syrena, słyszycie? Komu jesteśmy potrzebni? Kto nam powie? Przyjmowaliśmy uchodźców, żeby znaleźli schronienie. Przyjechali mieszkańcy Biełgorodu z Charkowa — na Majakowskiego w Biełgorodzie ich zabiło. Po co? Droga do Biełgorodu jest bombardowana, gdzie jechać? Oczywiście, pomagamy już przecież naszym terytoriom — Ługańskiej Republice Ludowej, Donieckiej Republice Ludowej. Bardzo im współczujemy. Ale my zawsze byliśmy terytorium Rosji. Za co nas to spotkało? Oczywiście, potrzebne są bardziej drastyczne działania. Brakuje Stalina.

Mój znajomy, przyjaciel krewnego, postanowił wyjechać [z rajonu grajworońskiego], więc wrócił po dokumenty do wsi Głotowo. Właśnie tam, gdzie polują dywersanci. To wszystko nie jest fejkiem. Wrócił, dywersanci go zatrzymali, wpadł w ich łapy. Zabrali mu samochód, laptop, dowód i paszport. Ostatecznie nie dojechał do domu, żeby zabrać dokumenty. Był duchownym w cerkwi. Nie wiem, czy miał na sobie sutannę. Wypuścili go, może modlitwa pomogła. Kazali mu uciekać. 

No, więc uciekał krzakami, drogami, chował się. Uciekając, widział jeszcze inne potłuczone, rozstrzelane samochody. Ktoś go podwiózł i przyjechał do moich krewnych, a potem już razem wyjechali do Biełgorodu. Tak się uratował, ale zabrali mu samochód. Dywersantów w Głotowie było 80, ktoś z nich już odjechał, ktoś został. Teraz trwają tam walki.

vot-tak.tv/belsat.eu

Jak informuje CNN, do ataku w południowo-zachodnim regionie Biełgorodu przyznała się grupa antyputinowskich Rosjan sprzymierzonych z ukraińską armią. Według gubernatora rosyjskiego regionu co najmniej osiem osób zostało rannych przez działania podjęte przez ukraińską grupę "sabotażową". Natomiast ukraiński urzędnik powiedział, że grupa składa się z obywateli Rosji i podkreślił, że działają niezależnie.

W niedzielę w obwodzie biełgorodzkim wprowadzono stan "operacji antyterrorystycznej". Miało to związek z wkroczeniem na terytorium Federacji Rosyjskiej antyputinowskich oddziałów partyzanckich i trwającymi od rana walkami. Według rosyjskich serwisów internetowych Baza i Shota, po obu stronach byli zabici i ranni. 

Rosyjskie władze wydały komunikat, w którym przekazano, że "w celu zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom w regionie Biełgorodu wprowadzono reżim operacji antyterrorystycznej, który ustanawia specjalne środki i tymczasowe ograniczenia. Począwszy od sprawdzenia dokumentów tożsamości, a skończywszy na zawieszeniu działalności branż i organizacji, które używają materiałów wybuchowych, substancji radioaktywnych, chemicznie i biologicznie niebezpiecznych". W sieci pojawiły się między innymi nagrania rosyjskiego śmigłowca Mi-8, który miał rozbić się w miejscowości Prochorowka w obwodzie biełgorodzkim.

Wśród mieszkańców obwodu wybuchła panika. Korespondent Kyiv Post, Jason Smart informował, że podczas masowej ewakuacji, sznury aut ustawiały się w kolejce, aby opuścić Biełgorod. Rosjanie mogli usłyszeć taki komunikat w radiu: "Mieszkańcy Biełgorodu, wzywamy was do szybkiej ewakuacji. Pozostanie w Biełgorodzie nie jest bezpieczne. Biełgorod będzie wolny". Rosyjskie media przekazały, że władze pomagały mieszkańcom Grajworonu opuścić terytorium. "Sytuacja w dzielnicy miejskiej Grajworon pozostaje napięta, na teren wkroczyła grupa sabotażowo-zwiadowcza. (...) Większość ludzi opuściła teren. Tym, którzy nie mają możliwości, pomagamy własnym transportem, ci, którzy mają taką możliwość, wyjeżdżają własnym transportem" - przekazał gubernator obwodu biełgorodzkiego Wiaczesław Gładkow. W sieci pojawiły się nagrania z ewakuacji ludności.

gazeta.pl

poniedziałek, 22 maja 2023


Elementy ogólnorosyjskiego proukraińskiego Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego (RDK) i Legionu Wolności Rosji (LSR) przeprowadziły nalot na obwód biełgorodzki 22 maja. Rosyjskie źródła zaczęły donosić rankiem 22 maja, że ​​oddział RDK i LSR składający się z dwóch czołgów, transportera opancerzonego i dziewięciu innych pojazdów opancerzonych przekroczył granicę międzynarodową i zajął osadę Kozinka w regionie Grayvoron w obwodzie biełgorodzkim w promieniu 600 metrów od granicy z obwodem sumskim[1]. Kilka źródeł rosyjskich twierdziło, że ugrupowanie zajęło następnie osady Głotowo i Góra Podol (odpowiednio 3 km i 5 km od granicy), chociaż niektórzy milbloggerzy kwestionowali twierdzenia, że ​​atak całkowicie zajął Głotowo lub Górę Podol, zamiast tego donosili, że siły RDK dotarły tylko do Głotowski Dom Kultury.[2] ISW nie zaobserwował jeszcze geolokalizacyjnego potwierdzenia, że ​​RDK lub LSR dotarły do ​​Głotowa lub Góry Podol.

(...)

Rosyjska przestrzeń informacyjna zareagowała z podobnym stopniem paniki, frakcyjności i niespójności, jak zwykle, gdy doświadcza znaczących szoków informacyjnych. Niektórzy milbloggerzy skupili się na fakcie, że RDK i LSR składają się głównie z Rosjan i nazwali ich zdrajcami Rosji, bezpodstawnie oskarżając ich o współpracę z GUR. Kilku blogerów dodatkowo spekulowało, że atak był celową operacją informacyjną mającą na celu odwrócenie uwagi od niedawnego rosyjskiego schwytania Bachmutu i zasianie paniki w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej przed potencjalną ukraińską kontrofensywą. Były rosyjski oficer i zagorzały nacjonalistyczny bloger Igor Girkin zauważył, że od dawna ostrzegał, że takie transgraniczne naloty mogą być częścią szerszej ukraińskiej strategii kontrofensywy. Finansista Grupy Wagnera, Jewgienij Prigożyn, wykorzystał incydent, aby oskarżyć rosyjski rząd i jego biurokratyczną inercję o przyczynienie się do ataku i skrytykował rosyjskie MON za niezdolność do wzmocnienia rosyjskich granic i obrony Rosji. Pierwsza zaobserwowana linia rosyjskich fortyfikacji obronnych biegnie w szczególności 2 km przed Górą Podol, a sugestia, że ​​siłom RDK udało się przebić linię obronną, podkreśla słabość takich fortyfikacji, przynajmniej wtedy, gdy nie są one w pełni obsadzone przez dobrze przygotowanych i dobrze wyposażonych żołnierzy. Podczas gdy większość milbloggerów reagowała z relatywnie zróżnicowanym niepokojem, niepokojem i złością, przestrzeń informacyjna nie skupiła się wokół jednej spójnej odpowiedzi, co wskazuje przede wszystkim na to, że atak zaskoczył rosyjskich komentatorów.

understandingwar.org