środa, 24 maja 2023


Jewgienij Prigożyn udzielił obszernego wywiadu prokremlowskiemu technokracie Konstantinowi Dołgowi, w którym – jak sam stwierdził – "odpowiedział na wszystkie niewygodne pytania".

O przebiegu i celach "operacji specjalnej"

W chamski sposób weszliśmy z butami do Ukrainy w poszukiwaniu nazistów. Szukając ich, zabijaliśmy każdego, kogo się dało. Zbliżyliśmy się do Kijowa — nazywam to po rosyjsku — zes…śmy się w gacie i wycofaliśmy. Dalej poszliśmy w kierunku Chersonia, tam też zes…śmy się i wycofaliśmy. Jakoś nie wszystko nam (rosyjskim wojskom — red.) wychodzi.

"Specjalną operację wojskową" zaczęliśmy w imię "denazyfikacji", a z Ukrainy zrobiliśmy naród znany na całym świecie. Są jak Grecy czy Rzymianie w czasach prosperity. Co do "demilitaryzacji" — na początku operacji specjalnej mieli około 500 czołgów, teraz mają ich pięć tysięcy.

Na początku inwazji mieli 20,4 tys. bojowników, teraz mają ich 400 tys. Jak my ich zdemilitaryzowaliśmy? Teraz okazuje się, że wyszło raczej na odwrót, że Ukrainę zmilitaryzowaliśmy.

O ukraińskiej armii

Dziś Grupa Wagnera jest najlepszą armią na świecie. Oczywiście muszę powiedzieć, dbając o poprawność, że następna w kolejności jest armia rosyjska, jednak myślę, że Ukraińcy są dziś jedną z najsilniejszych armii. Mają wysoki poziom organizacji, wysoki poziom wyszkolenia, wysoki poziom inteligencji, różne rodzaje uzbrojenia.

Używając dowolnych systemów — radzieckich lub tych z NATO — są równie skuteczni. Robią wszystko, aby osiągnąć najwyższy cel, tak jak my podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej (tak Rosjanie nazywają II wojnę światową — red.).

O dzieciach rosyjskiej elity

Zięć Szojgu (minister obrony Rosji — red.) chodzi i trzęsie knykciami, a jego córka otwiera forty w Kronsztadzie. Czy zarobiłeś pieniądze na te forty? Czy wydajesz pieniądze na te forty? Wydaj je, ku...a, na amunicję (Prigożyn zwraca się do Szojgu, nawiązując do niedoborów amunicji, z którymi rzekomo zmagają się wagnerowcy — red.).

Jakiemuś p...bowi, który jest blogerem (szef Grupy Wagnera mówi o Aleksieju Stołjarowie — mężu córki ministra obrony Szojgu — red.) do tego nie podoba się operacja specjalna (rosyjskie media odkryły, że Stołjarow "polubił" serię antywojennych postów w mediach społecznościowych — red.).

To nie my wymyśliliśmy tę operację specjalną. Wzięliśmy jednak przyłbicę i stwierdziliśmy, że skoro wszystko jest w rozsypce, skoro poszliśmy wku...ć sąsiadów, to lepiej wku...ć do końca. I okazuje się, że mężczyźni walczą, a niektórzy po prostu lubią robić z siebie głupków.

Dzieci elit w najlepszym wypadku mają zamknięte gęby, a niektóre pozwalają sobie na publiczne chwalenie się ociekającym w luksusy, beztroskim życiem. Ważne jest, że nie tylko elita ma dzieci. Kiedy dzieci elit smarują się kremami i pokazują to w internecie, dzieci zwykłych ludzi rozrywane są na strzępy, a matki płaczą nad poległymi synami.

To rozwarstwienie może skończyć się jak rewolucja w 1917 r., kiedy najpierw do walki podnieśli się żołnierze, a po nich ich bliscy. Krewnych zabitych są dziesiątki tysięcy. Z pewnością będą ich setki tysięcy. Nie ma od tego ucieczki, a wszystko skończy się w mgnieniu oka nocą św. Bartłomieja (potoczne określenie rzezi na kalwinach dokonanej przez katolików w Paryżu, która miała miejsce w nocy z 23 na 24 sierpnia 1572 r. — red.).

Tuczenie dzieci elit skończy się tym, że ludzie wezmą je na widły. Polecam elitom Federacji Rosyjskiej, zbierzcie swoje pie...e dzieci, wyślijcie je na wojnę, a kiedy przyjdziecie na ich pogrzeb i zaczniecie je grzebać, ludzie powiedzą: "teraz wszystko jest w porządku".

O Grupie Wagnera

W Grupie Wagnera jest dziś sześć tysięcy ludzi, którzy są w stanie zarządzać firmą. Oznacza to, że mogą zarządzać co najmniej 600 tys. ludzi. Gdybyśmy dostali, jak prosiłem, 200 tys. ludzi, przesunęlibyśmy linię frontu o 50-150 km w różnych kierunkach, przejęlibyśmy kontrolę nad Donbasem. Jesteśmy pełnoprawną armią.

Dlaczego nam na to nie pozwolono? Stało się tak z powodu intryg, ze strachu, że gdy jakaś struktura urośnie, może zacząć dyktować warunki i przyjechać czołgami do Moskwy.

O Ministerstwie Obrony Federacji Rosyjskiej

System jest zbudowany na tym, że trzeba lizać d...ę, a w Grupie Wagnera tego nie robimy. Głównym problemem są Szojgu i Gierasimow (Szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej — red.). To są dwaj ludzie, którzy swoją decyzją wszystko dla nas zablokowali, pomimo oświadczenia prezydenta, że amunicja była (przeznaczona dla wagnerowców — red.).

Gdyby dziś Mizincew (rosyjski generał pułkownik — red.) został ministrem obrony, a Surowikin (rosyjski wojskowy w stopniu generała armii — red.) szefem sztabu generalnego, wtedy byłaby to normalna struktura.

Moje polityczne motto brzmi: kocham swoją ojczyznę, jestem posłuszny Putinowi, chcę pozbyć się Szojgu, będziemy walczyć dalej.

O scenariuszach przebiegu wojny

Są scenariusze optymistyczne i pesymistyczne. Nie bardzo wierzę w ten pierwszy.

Europa i Ameryka zmęczą się ukraińskim konfliktem. Chiny przyciągną wszystkich do stołu negocjacyjnego. Zgodzimy się, że to, co już zagarnęliśmy, jest nasze, a to, czego nie zagarnęliśmy, nie jest nasze. Ten scenariusz jest mało prawdopodobny.

Pesymistyczny scenariusz — Ukraińcy dostają rakiety, przygotują wojska, na pewno będą kontynuować ofensywę, spróbują kontratakować. Może ta kontrofensywa gdzieś się powiedzie, przywrócą granice z 2014 r., to może się łatwo zdarzyć. Zaatakują Krym, spróbują wysadzić most krymski, odciąć szlaki zaopatrzeniowe. Dlatego musimy przygotować się na ciężką wojnę.

O przyszłości Rosji

Jesteśmy teraz w stanie, w którym możemy po prostu roz...ć Rosję. Musimy więc wprowadzić stan wojenny, ogłosić nową falę mobilizacji, przyporządkować wszystkich do produkcji amunicji. Musimy przestać się tuczyć, przestać budować nowe drogi i nową infrastrukturę. Musimy pracować tylko na wojnę.

Rosja przez pewną liczbę lat musi żyć jak Korea Północna, zamknąć wszystkie granice, przestać być nieśmiała, zabrać całą swoją młodzież z zagranicy i ciężko pracować. Wtedy dojdziemy do jakiegoś rezultatu.

O perspektywach konfliktu nuklearnego

Podjęliśmy tę walkę. Sąsiedzi się pokłócili. Przychodzisz do sąsiada, możesz rozbić mu twarz, możesz rozbić mu naczynia. Jednak jeśli sąsiad każe ci sp...lać, a ty bierzesz siekierę i rozwalasz mu łeb, to jest to jakaś dziwna sytuacja.

Bomba atomowa to siekiera. Nie atakuje się sąsiada siekierą. Musisz być uczciwy, musisz albo skopać mu tyłek, albo przyznać się, że on skopał twój. Musisz udowodnić swoją rację na polu bitwy.

onet.pl

Siergiej Ławrow, rosyjski minister spraw zagranicznych, podczas konferencji rozbrojeniowej w Genewie, stwierdził, że Kijów dąży do pozyskania atomu. Twierdził, że to prawdziwe zagrożenie, któremu należy zapobiec. - Ukraina wciąż dysponuje sowiecką technologią i umiejętnościami dostarczenia takiej broni. Nie możemy nie zareagować na to prawdziwe zagrożenie - mówił w marcu, powielając propagandowy i nieprawdziwy przekaz Kremla. Do tematu wróciła we wtorek (23 maja) Olga Skabiejewa - podaje agencja UNIAN. - Po pierwsze mamy kwestię transferu do Ukrainy broni jądrowej, postawmy tu kreskę raz na zawsze, taka sytuacja nie wchodzi w grę, to jest po prostu niemożliwe. Nie warto nawet się nad tym rozwodzić - powiedział propagandystce jeden z gości.

Słowa eksperta okazały się punktem zapalnym. Uruchomiły Skabiejewą, która zaczęła wyliczać, ile scenariuszy miało być "niemożliwych". - A wojownicy? A HIMARS-y? A artyleria? A Storm Shadow (pocisk manewrujący dalekiego zasięgu o niskiej wykrywalności - red.)? Atak na Biełgorod - też wydawał się niemożliwym jeszcze do przedwczoraj - wykrzyczała. Przypomnijmy, Ukraina oficjalnie nie posiada broni atomowej od początku lat 90. XX wieku, gdy na mocy porozumień międzynarodowych zgodziła się oddać ją Rosji.

gazeta.pl

wtorek, 23 maja 2023


– Właśnie coś strasznie wybuchło nad moją głową, jesteśmy po prostu w szoku. My oczywiście mamy piwnicę w domu, jak coś, to do niej zejdziemy. Nasze czołgi są wszędzie, nadchodzi pomoc.

Przedarli się przez granicę w Dronowce. W biełgorodzkich kanałach w Telegramie piszą, że zajęli wieś Głotowo. Trwa ewakuacja mieszkańców, zajęli tam dom kultury. Nie wiem co tam się teraz dzieje: to było między dwunastą trzydzieści a pierwszą. O godzinie drugiej [rajd przez terytorium Federacji Rosyjskiej] potwierdził [gubernator Wiaczesław] Gładkow, choć początkowo mówiono, że to fejk. Jaki fejk! Pracuję w Centralnym Szpitalu Rejonowym w Grajworonie. Od dziewiątej rano obserwujemy, jak rozpoczął się ostrzał w Gołowczynie. Mamuśka stamtąd była u nas na USG. Ona i nasz lekarz otrzymali SMS-a o ostrzale.

Potem kazano nam zejść do piwnic, jako do schronu przeciwlotniczego. Zaczął unosić się zapach podobny do dichlorfosu i spalenizny. Dymiło. Coś się paliło — benzyna, ropa, olej napędowy. W naszym szpitalu było czuć. Kłamali, że to farba. Ale to nie farba, znam jej zapach.

Wypuścili nas z Centralnego Szpitala Rejonowego, powiedzieli: „Uciekajcie do domów”. Pobiegłam. Obok szpitala jest Park Troicki, tam stało wojsko. Teraz czołgi jeżdżą po wszystkich ulicach. U moich krewnych w Grajworonie spadły fragmenty jakiegoś drona, zestrzelonego przez obronę przeciwlotniczą.

W domu co trzy minuty słyszałam wybuchy. Rozmawiałam z lekarzem i nawet zerwało nam się połączenie: może dlatego, że mam starego iPhone’a — amerykańskiego.

Jest dwóch rannych: jeden w ciężkim stanie, drugi w średnim. Osobiście go nie widziałam, ale wiem z sieci społecznościowych i od mieszkańców. Ale wybuchy sama słyszę. To straszne, straszne! Daj Boże, żeby piwnica nas uratowała, żebyśmy zdążyli się tam schować, dobiec do niej.

Oczywiście piszą o wyłomach w granicy, że ci sabotażyści przedostali się do Dronowki, Głotowa i Kozinki. Moim zdaniem ostrzelano też urząd celny. Znowu walą! Aż budynki chodzą, szyby drżą. Nie możemy otwierać okien. W internecie piszą (ale może to fejk), że ​​w jednostce wojskowej w Antonowce doszło do wybuchu [amunicji] i mogą być wyziewy.

Proszę posłuchać, zaraz wyjdę na ulicę — jak mnie zabiją, to trudno. Proszę posłuchać [Słychać odgłosy eksplozji]. Stoję przed swoim domem. To niedopuszczalne! Ja wszystko rozumiem, że trwają działania wojenne, specjalna operacja wojskowa [inwazja Rosji na Ukrainę], ale przecież swoich się nie porzuca! Oczywiście ludzie są w koszmarnym stanie. Szkoda wojskowych i cywili.

Wczoraj o 23.00 w sieciach społecznościowych podali, że spłonął gmach administracji w Gołowczynie, a dziś zapytaliśmy w pracy o to mieszkańców. Oni widzieli ten budynek. Teraz nie wiadomo, gdzie spadają te pociski. Możliwe, że strąca je obrona przeciwlotnicza. O, znowu walą! To nie jest normalne. To się nie zdarza. Chociaż nie, zdarza się — na terytorium Ukrainy, a na terytorium Rosji tak być nie powinno. To jakiś dom wariatów.

W samym Grajworonie jest teraz bardzo głośno. Jesteśmy siedem kilometrów od granicy. Nie może być tak głośno.

Wysłali nas do domów. Wszystkie instytucje są zamknięte. Sklepy Magnit pozamykali. Wszyscy są albo w domach, albo w piwnicach. Cały Grajworon i pobliskie wioski.

Głośno jest nie tylko tutaj: w Biełgorodzie, Briańsku i innych obszarach przygranicznych. Mszczą się na nas. Wiemy za co. Ale choćby nas mieli rozszarpać, nigdzie stąd nie pójdziemy. Powinniśmy zlikwidować wroga na granicy.

Jesteśmy w Federacji Rosyjskiej, na własnej ziemi. Tu się urodziliśmy i tu umrzemy. I nie trzeba proponować nam wyjazdu gdzieś: niech zapewnią nam ochronę, a nie mówią, żebyśmy gdzieś zniknęli. Nie po to wspieramy specjalną operację wojskową [inwazję Rosji na Ukrainę], żeby stąd wyjeżdżać, opuszczać swoje domy, żeby nas zabijali, a domy burzyli. Ludzie już wariują, są wściekli. Prosimy Federację Rosyjską, aby nas chroniła, a nie tylko milczała.

To okrutne i nieludzkie wobec mieszkańców swojego państwa. Czasami wydaje się, że nikt nas nie potrzebuje: ratuj się tak, jak umiesz! Przydaliby się nam tu wagnerowcy, którzy by nas obronili. Chłopaki tu oczywiście walczą. I znam kilku strażników granicznych, którzy opowiadają, co się dzieje. Gwardia Narodowa i wszystkie służby walczą na ura!

Wyje syrena, słyszycie? Komu jesteśmy potrzebni? Kto nam powie? Przyjmowaliśmy uchodźców, żeby znaleźli schronienie. Przyjechali mieszkańcy Biełgorodu z Charkowa — na Majakowskiego w Biełgorodzie ich zabiło. Po co? Droga do Biełgorodu jest bombardowana, gdzie jechać? Oczywiście, pomagamy już przecież naszym terytoriom — Ługańskiej Republice Ludowej, Donieckiej Republice Ludowej. Bardzo im współczujemy. Ale my zawsze byliśmy terytorium Rosji. Za co nas to spotkało? Oczywiście, potrzebne są bardziej drastyczne działania. Brakuje Stalina.

Mój znajomy, przyjaciel krewnego, postanowił wyjechać [z rajonu grajworońskiego], więc wrócił po dokumenty do wsi Głotowo. Właśnie tam, gdzie polują dywersanci. To wszystko nie jest fejkiem. Wrócił, dywersanci go zatrzymali, wpadł w ich łapy. Zabrali mu samochód, laptop, dowód i paszport. Ostatecznie nie dojechał do domu, żeby zabrać dokumenty. Był duchownym w cerkwi. Nie wiem, czy miał na sobie sutannę. Wypuścili go, może modlitwa pomogła. Kazali mu uciekać. 

No, więc uciekał krzakami, drogami, chował się. Uciekając, widział jeszcze inne potłuczone, rozstrzelane samochody. Ktoś go podwiózł i przyjechał do moich krewnych, a potem już razem wyjechali do Biełgorodu. Tak się uratował, ale zabrali mu samochód. Dywersantów w Głotowie było 80, ktoś z nich już odjechał, ktoś został. Teraz trwają tam walki.

vot-tak.tv/belsat.eu

Jak informuje CNN, do ataku w południowo-zachodnim regionie Biełgorodu przyznała się grupa antyputinowskich Rosjan sprzymierzonych z ukraińską armią. Według gubernatora rosyjskiego regionu co najmniej osiem osób zostało rannych przez działania podjęte przez ukraińską grupę "sabotażową". Natomiast ukraiński urzędnik powiedział, że grupa składa się z obywateli Rosji i podkreślił, że działają niezależnie.

W niedzielę w obwodzie biełgorodzkim wprowadzono stan "operacji antyterrorystycznej". Miało to związek z wkroczeniem na terytorium Federacji Rosyjskiej antyputinowskich oddziałów partyzanckich i trwającymi od rana walkami. Według rosyjskich serwisów internetowych Baza i Shota, po obu stronach byli zabici i ranni. 

Rosyjskie władze wydały komunikat, w którym przekazano, że "w celu zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom w regionie Biełgorodu wprowadzono reżim operacji antyterrorystycznej, który ustanawia specjalne środki i tymczasowe ograniczenia. Począwszy od sprawdzenia dokumentów tożsamości, a skończywszy na zawieszeniu działalności branż i organizacji, które używają materiałów wybuchowych, substancji radioaktywnych, chemicznie i biologicznie niebezpiecznych". W sieci pojawiły się między innymi nagrania rosyjskiego śmigłowca Mi-8, który miał rozbić się w miejscowości Prochorowka w obwodzie biełgorodzkim.

Wśród mieszkańców obwodu wybuchła panika. Korespondent Kyiv Post, Jason Smart informował, że podczas masowej ewakuacji, sznury aut ustawiały się w kolejce, aby opuścić Biełgorod. Rosjanie mogli usłyszeć taki komunikat w radiu: "Mieszkańcy Biełgorodu, wzywamy was do szybkiej ewakuacji. Pozostanie w Biełgorodzie nie jest bezpieczne. Biełgorod będzie wolny". Rosyjskie media przekazały, że władze pomagały mieszkańcom Grajworonu opuścić terytorium. "Sytuacja w dzielnicy miejskiej Grajworon pozostaje napięta, na teren wkroczyła grupa sabotażowo-zwiadowcza. (...) Większość ludzi opuściła teren. Tym, którzy nie mają możliwości, pomagamy własnym transportem, ci, którzy mają taką możliwość, wyjeżdżają własnym transportem" - przekazał gubernator obwodu biełgorodzkiego Wiaczesław Gładkow. W sieci pojawiły się nagrania z ewakuacji ludności.

gazeta.pl

poniedziałek, 22 maja 2023


Elementy ogólnorosyjskiego proukraińskiego Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego (RDK) i Legionu Wolności Rosji (LSR) przeprowadziły nalot na obwód biełgorodzki 22 maja. Rosyjskie źródła zaczęły donosić rankiem 22 maja, że ​​oddział RDK i LSR składający się z dwóch czołgów, transportera opancerzonego i dziewięciu innych pojazdów opancerzonych przekroczył granicę międzynarodową i zajął osadę Kozinka w regionie Grayvoron w obwodzie biełgorodzkim w promieniu 600 metrów od granicy z obwodem sumskim[1]. Kilka źródeł rosyjskich twierdziło, że ugrupowanie zajęło następnie osady Głotowo i Góra Podol (odpowiednio 3 km i 5 km od granicy), chociaż niektórzy milbloggerzy kwestionowali twierdzenia, że ​​atak całkowicie zajął Głotowo lub Górę Podol, zamiast tego donosili, że siły RDK dotarły tylko do Głotowski Dom Kultury.[2] ISW nie zaobserwował jeszcze geolokalizacyjnego potwierdzenia, że ​​RDK lub LSR dotarły do ​​Głotowa lub Góry Podol.

(...)

Rosyjska przestrzeń informacyjna zareagowała z podobnym stopniem paniki, frakcyjności i niespójności, jak zwykle, gdy doświadcza znaczących szoków informacyjnych. Niektórzy milbloggerzy skupili się na fakcie, że RDK i LSR składają się głównie z Rosjan i nazwali ich zdrajcami Rosji, bezpodstawnie oskarżając ich o współpracę z GUR. Kilku blogerów dodatkowo spekulowało, że atak był celową operacją informacyjną mającą na celu odwrócenie uwagi od niedawnego rosyjskiego schwytania Bachmutu i zasianie paniki w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej przed potencjalną ukraińską kontrofensywą. Były rosyjski oficer i zagorzały nacjonalistyczny bloger Igor Girkin zauważył, że od dawna ostrzegał, że takie transgraniczne naloty mogą być częścią szerszej ukraińskiej strategii kontrofensywy. Finansista Grupy Wagnera, Jewgienij Prigożyn, wykorzystał incydent, aby oskarżyć rosyjski rząd i jego biurokratyczną inercję o przyczynienie się do ataku i skrytykował rosyjskie MON za niezdolność do wzmocnienia rosyjskich granic i obrony Rosji. Pierwsza zaobserwowana linia rosyjskich fortyfikacji obronnych biegnie w szczególności 2 km przed Górą Podol, a sugestia, że ​​siłom RDK udało się przebić linię obronną, podkreśla słabość takich fortyfikacji, przynajmniej wtedy, gdy nie są one w pełni obsadzone przez dobrze przygotowanych i dobrze wyposażonych żołnierzy. Podczas gdy większość milbloggerów reagowała z relatywnie zróżnicowanym niepokojem, niepokojem i złością, przestrzeń informacyjna nie skupiła się wokół jednej spójnej odpowiedzi, co wskazuje przede wszystkim na to, że atak zaskoczył rosyjskich komentatorów.

understandingwar.org

niedziela, 21 maja 2023


"Nasze wojska wzięły miasto w półokrążenie, co daje nam możliwość zniszczenia wroga. Dlatego wróg musi się bronić w kontrolowanej przez siebie części miasta"- napisała Hanna Malar. Jak dodaje, oznacza to postęp wojsk ukraińskich na przedmieściach, co bardzo utrudnia wrogowi pozostanie w Bachmucie.

"Nasi obrońcy utrzymują kontrolę nad obiektami przemysłowymi i infrastrukturalnymi oraz sektorem prywatnym Bachmutu w dzielnicy "Litak"- informuje we wpisie na Telegramie ukraińska wiceminister obrony.

(...)

Szef Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn w sobotę informował o przejęciu kontroli nad Bachmutem. Prigożyn opublikował w mediach społecznościowych nagranie, w którym twierdzi, że miasto zostało zdobyte i że zostanie do 25 maja przekazane armii rosyjskiej. Informacje w niedzielę potwierdził Kreml.

"W wyniku ofensywnych działań dywizjonów szturmowych Wagnera, przy wsparciu artylerii i lotnictwa Południowej Grupy Wojsk, na taktycznym kierunku wyzwolenie miasta Artemowsk zostało zakończone" – poinformowało rosyjskie ministerstwo obrony, które cytuje TASS.

''Ogłoszone przez Prigożyna zwycięstwo nad [...] obszarami Bachmutu jest czysto symboliczne, nawet jeśli jest prawdziwe. Kilka ostatnich bloków miejskich wschodniego Bachmutu, które - jak twierdzi Prigożyn - zostały zdobyte przez siły Grupy Wagnera, nie mają znaczenia taktycznego ani operacyjnego. Ich przejęcie nie daje siłom rosyjskim operacyjnie znaczącego terytorium do kontynuowania operacji ofensywnych, ani żadnej szczególnie silnej pozycji, z której można by bronić się przed ewentualnymi ukraińskimi kontratakami" - czytamy w codziennym raporcie Instytutu Studiów nad Wojną. Zdaniem analityków amerykańskiego think tanku siły rosyjskie są zbyt osłabione, by realizować cel wyznaczony w styczniu - prowadzenie dalszych działań ofensywnych i osiągnięcie granic obwodu donieckiego.

gazeta.pl

sobota, 20 maja 2023


- Regularne oddziały armii rosyjskiej - to amatorzy. Przypomnę, że "druga armia świata" składa się w 90 proc. z poborowych, więc jakość ich działania jest bardzo wątpliwa. Na front trafiają właściwie świeżo zmobilizowani ludzie, którzy nie mają pojęcia ani dlaczego tam są, ani co robią – mówi Koreń. Przypomina, że na początku inwazji na pełną skalę Rosjanie wysyłali na Ukrainę oddziały zawodowych żołnierzy. - Po ponad roku wojny widać, że niewiele z nich zostało – dodaje.

Wyjaśnia, że taktyka armii rosyjskiej nie należy do skomplikowanych. Jak mówi, na pierwszy ogień Rosjanie "wypychają" poborowych. - Wysyłają ich na pewną śmierć licząc na to, że napierająca masa osłabi naszą linię. Za nimi idą zawodowi żołnierze, ale jest ich zdecydowanie za mało, by zadać nam znaczący cios – podkreśla.

Zdaniem Kornia Rosjanie nieefektywnie wykorzystują swoje zasoby. Zauważa on, że rosyjska taktyka spalonej ziemi wymaga ogromnych nakładów finansowych.

- Zrównanie z ziemią całego miasta, to ogromny koszt, bo artyleria działa właściwie bez przerwy. Oprócz tego niszcząc budynki odbierają sobie możliwość ukrycia się. To działa w obie strony: oni widzą nas, ale my ich również – mówi. I dodaje, że większość żołnierzy rosyjskich nie potrafi posługiwać się sprzętem, który w efekcie często przejmują wojska ukraińskie.

Jak mówi, Rosjanie nie mają już żadnej motywacji do walki. - Na początku wojny kradli, rabowali i myśleli, że coś zyskają. Z terenów okupowanych wywieźli już wszystkie telewizory, dywany i klozety. Teraz stacjonują na zielonych rubieżach, których nie da się ograbić - podkreśla. Motywacją nie są też pieniądze, bo jak wynika z informacji ukraińskiego wywiadu, większość rosyjskich poborowych od miesięcy nie dostaje żołdu. - Chcą już tylko przeżyć. Wiedzą, że po naszej stronie czeka ich śmierć – zaznacza Koreń.

onet.pl

piątek, 19 maja 2023


Oddziały ukraińskie kontynuują działania zaczepne na zachód od Bachmutu. Głównym ogniskiem walk są wzgórza pomiędzy Iwaniwśkem a Kliszczijiwką, gdzie Rosjanie są powoli wypierani w kierunku tej drugiej miejscowości, zdobytej przez nich przed czterema miesiącami. Ukraińcy atakują także na 10-kilometrowej linii frontu przebiegającej od Orichowa-Wasyliwki do Chromowego. Postępy terenowe są niewielkie, średnio po kilkaset metrów na dobę, przy czym oddziały rosyjskiej armii regularnej podejmują walkę i – poza pojedynczymi przypadkami – nie wykazują paniki oraz nie porzucają swoich pozycji. Równolegle na zachodnich obrzeżach Bachmutu oddziały szturmowe Grupy Wagnera próbują zdobyć ostatnie ukraińskie punkty oporu (szacuje się, że pod kontrolą obrońców znajduje się zaledwie skrawek powierzchni miasta). Na pozostałych odcinkach frontu trwają starcia o charakterze lokalnym. W ostatnich dniach nie notowano też wprowadzenia do walki przez żadną ze stron operacyjnych czy strategicznych rezerw. Jednocześnie według rosyjskich półoficjalnych kanałów wojskowych (tzw. korespondentów wojennych) w maju w obwodach zaporoskim i dniepropetrowskim doszło do skoncentrowania dwóch ukraińskich korpusów (9. i 10.). Sformowano je jeszcze w zimie, a wchodzące w ich skład brygady przeszły szkolenie na ukraińskich i zagranicznych poligonach i w znacznym stopniu wyposażono je w ciężki sprzęt produkcji zachodniej.

Głośnym echem odbiły się w mediach wydarzenia z nocy z 15 na 16 maja, kiedy to Rosjanie zaatakowali Kijów m.in. pociskami hipersonicznymi Kindżał, które przed wybuchem wojny były przedstawiane przez ich propagandę jako broń zdolna do przełamania każdego systemu przeciwrakietowego na świecie. Jak informowały ukraińskie i zachodnie media, doszło do nieznacznego uszkodzenia elementów broniącego Kijowa systemu Patriot, czego przyczyną były spadające części zestrzelonych rakiet. Według oświadczenia Departamentu Obrony USA uszkodzenia te udało się szybko naprawić, bez konieczności wywożenia sprzętu za granicę.

W ciągu ostatnich dwóch dób Rosjanie kontynuowali intensywne ataki na tyły ukraińskie, używając w tym celu różnych kombinacji rakiet i dronów kamikadze. W nocy z 16 na 17 maja co najmniej dwie rakiety typu Kalibr trafiły w obiekty w Mikołajowie. Według strony ukraińskiej zniszczona została infrastruktura cywilna, zaś według strony rosyjskiej – magazyny amunicji położone na terenie zakładów przemysłowych. Zgodnie z komunikatem ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych w nocy z 17 na 18 maja Rosjanie wystrzelili 30 rakiet (6 typu Kalibr, 22 pociski manewrujące Ch-101/Ch-555, 2 rakiety Iskander-K), z czego 29 zestrzelono, a jeden pocisk Ch-101/Ch-555 trafił w cel w obwodzie chmielnickim. Ponadto, w wyniku upadku zestrzelonej rakiety, miało dojść do zniszczenia „obiektu przemysłowego” w Odessie. Z kolei w nocy z 18 na 19 maja ukraińska obrona przeciwlotnicza zadeklarowała unieszkodliwienie 16 z 22 dronów kamikadze Shahed-136/131 oraz trzech z sześciu wystrzelonych pocisków Kalibr. Po raz kolejny 100-procentową skutecznością miała się według strony ukraińskiej wykazać obrona powietrzna Kijowa. Rosjanom udało się natomiast trafić w obiekty w Krzywym Rogu.

Poza kierowaniem dronów kamikadze i rakiet w cele położone na głębokich tyłach ukraińskich wojsk agresor cały czas atakuje miejscowości w strefie przyfrontowej – za pomocą bomb kierowanych, wieloprowadnicowych wyrzutni pocisków rakietowych Smiercz oraz rakiet S-300. W ostatnich dniach głównymi celami były miejscowości położone na zapleczu frontu w Donbasie (na czele z Konstantynówką) oraz Chersoń i okoliczne wsie.

18 maja Norwegia ogłosiła, że dostarczy Ukrainie trzy radary artyleryjskie ARTHUR oraz przekaże Wielkiej Brytanii osiem wycofanych z użytku wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych w starszej wersji M270, które nie dają możliwości strzelania amunicją precyzyjną (GMLRS). Dzięki temu Londyn będzie mógł odstąpić Ukrainie swoje nowsze wyrzutnie M270A1 bez utraty własnych zdolności (pojazdy norweskie zostaną w przyszłości zmodernizowane). Na tej samej zasadzie w 2022 r. Kijów otrzymał już od Wielkiej Brytanii trzy wyrzutnie M270A1.

Według agencji Reuters administracja Joego Bidena miała pomylić się przy wyliczaniu wartości dostarczanej Ukrainie pomocy wojskowej, co skutkowało jej zawyżeniem o ponad 3 mld dolarów. Sprawa dotyczy głównie uzbrojenia i sprzętu wojskowego pobieranego z jednostek wojskowych w ramach Presidential Drawdown Authority. Oznacza to, że prezydentowi USA pozostało do rozdysponowania w obecnym budżecie więcej środków finansowych na pomoc wojskową dla Ukrainy.

Belgia i Holandia zaoferowały Wielkiej Brytanii pomoc przy szkoleniu ukraińskich pilotów na samoloty F-16, odrzuciły natomiast możliwość przekazania Kijowowi własnych maszyn. Z kolei Siły Powietrzne USA, po przetestowaniu dwóch doświadczonych ukraińskich pilotów (Su-27 i MiG-29), ustaliły, że czas przygotowania ich do sterowania myśliwcami F-16 może – po odpowiednim okrojeniu szkolenia – wynosić zaledwie 17 tygodni, a nie, jak wcześniej zakładano, 18 miesięcy.

Wzmożone ataki rakietowe na Kijów postawiły na porządku dziennym kwestię zagrożenia, jakie rodzą sposoby pozyskiwania przez Rosjan informacji natury wojskowej. 17 maja Służba Bezpieczeństwa Ukrainy zatrzymała sześć osób, które w sieciach społecznościowych relacjonowały na żywo aktywność obrony powietrznej podczas ataków na stolicę, ujawniając przy tym lokalizację i specyfikę działania ukraińskiej obrony powietrznej. Ponadto SBU poleciła władzom lokalnym wyłączenie kamer monitoringu miejskiego ze względu na powtarzające się próby uzyskania dostępu do systemu przez rosyjskich hakerów. Dowódca Sił Powietrznych Ukrainy Jurij Ihnat przyznał, że trudno jest zapewnić bezpieczne funkcjonowanie monitoringu obiektów handlowych, stacji benzynowych czy budynków mieszkalnych. Zaapelował, aby mieszkańcy przestrzegali zaleceń władz i nie publikowali informacji o aktywności sił ukraińskich. Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksij Daniłow przypomniał, że takie osoby będą pociągane do odpowiedzialności karnej.

Szef ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR) Kyryło Budanow stwierdził 16 maja, że w jego ocenie siły wroga utraciły zdolność prowadzenia poważnych działań ofensywnych, posiadają jednak dobrze rozbudowane pozycje obronne. Dodał, że agresor zaangażował do działań zbrojnych ok. 370 tys. żołnierzy, ponad 20 tys. ludzi z Gwardii Narodowej i ok. 7 tys. osób z różnego rodzaju formacji paramilitarnych. Dzień później Budanow odniósł się do swojej kontrowersyjnej wypowiedzi, że Rosjanie będą zabijani w każdym zakątku świata. Stwierdził, że media przekazały ją nieprecyzyjnie. W rzeczywistości, mówiąc o „likwidacji”, odnosił się do zbrodniarzy wojennych, a nie wszystkich Rosjan.

16 maja Ukraina oficjalnie stała się pełnoprawnym członkiem Centrum Doskonalenia Cyberobrony NATO (CCDCOE) w Tallinnie. Decyzję o jej przyjęciu podjęło 27 państw NATO jeszcze w marcu 2022 r. Centrum jest akredytowaną przy NATO instytucją analityczną zajmującą się kwestiami bezpieczeństwa cybernetycznego.

17 maja przedstawiciel Białorusi w ONZ Walancin Rybakou oświadczył, że jak dotąd Rosja nie dostarczyła Mińskowi taktycznej broni jądrowej. Podkreślił, że jeśli jakakolwiek decyzja w tej sprawie zostanie podjęta, to będzie to „decyzja rządu Białorusi, a nie jakiegokolwiek innego państwa”. Z kolei niezależne media białoruskie potwierdziły, że na głównych drogach w pobliżu granicy Białorusi z Ukrainą rozmieszczono przeciwczołgowe zapory inżynieryjne. Jedna z linii umocnień znajduje się na autostradzie M8, 10 km na południe od Homla. Tego samego dnia z lotniska pod Baranowiczami Rosjanie przebazowali na lotnisko Maczuliszczy – bliżej granicy z Ukrainą – osiem myśliwców Su-34 i dwa Su-30.

18 maja władze okupacyjne na Krymie potwierdziły przypadki ukraińskiej dywersji. W wyniku zniszczenia przy użyciu ładunku wybuchowego torowiska w rejonie Symferopola wykoleił się skład przewożący zboże. Dzień później ukraiński dron przeciął przewody energetyczne, które spadły na tory w okolicy miasta Dżankoj. Przedstawiciel HUR Andrij Jusow wskazał, że szlakami kolejowymi transportuje się broń, amunicję, pojazdy opancerzone i inne środki wykorzystywane do okupowania terytoriów południowej Ukrainy. W ocenie brytyjskiego wywiadu wojskowego niszczenie linii kolejowych na Krymie może zakłócić dostawy pocisków Kalibr do bazy Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu.

Komentarz

Trwające od 10 dni ukraińskie działania zaczepne pod Bachmutem mają ograniczony charakter i są realizowane przez brygady walczące w tym rejonie od co najmniej paru tygodni, bez zaangażowania odwodów operacyjnych czy strategicznych. Ukraińcy przejęli inicjatywę dzięki postępującemu osłabieniu Grupy Wagnera, wynikającemu z ponoszonych strat oraz zwolnienia z jej szeregów kryminalistów, którzy odsłużyli sześć miesięcy i – zgodnie z zapisem w kontrakcie – uzyskali wolność. Obrońcy wykorzystują także zamieszanie wywołane przekazaniem przez wagnerowców kolejnych odcinków frontu oddziałom armii regularnej. Działaniom ukraińskim sprzyja otwarty konflikt pomiędzy Jewgienijem Prigożynem a kierownictwem Ministerstwa Obrony FR. Jak się wydaje, celem ukraińskiej operacji jest obecnie związanie jak największych sił przeciwnika w rejonie Bachmutu poprzez atakowanie oddziałów Grupy Wagnera na wzgórzach wokół miasta.

osw.waw.pl

czwartek, 18 maja 2023


Wybrani rosyjscy siłowicy próbują zasygnalizować finansiście Grupy Wagnera Jewgienijowi Prigożynowi, że musi zaprzestać swoich ambicji politycznych w Rosji. Prigożyn odpowiedział na zapytanie mediów 17 maja w sprawie kilku zarzutów z kanałów rosyjskiego Telegramu – które podobno są powiązane z administracją prezydenta Rosji i rosyjskim Ministerstwem Obrony (MON) – na temat politycznych aspiracji Prigożyna w Rosji. Kanały te twierdziły, że Prigożyn wykorzystuje bitwę o Bachmut i wojnę na Ukrainie, aby stać się postacią polityczną w Rosji, zamiast faktycznie walczyć o interesy Rosji. Dziennikarz bezpośrednio zapytał Prigożyna, czy uważa, że to rosyjskie siływiki próbują przekazać mu sygnał za pośrednictwem tych kanałów Telegramu. Prigożyn potwierdził, że „niedawno” miał kontakt z niewymienionym z nazwiska wysokim rosyjskim urzędnikiem, który oskarżył Prigożyna o celowe działanie we własnym interesie. Prigożyn podkreślił, że tym urzędnikiem nie był prezydent Rosji Władimir Putin, ale pośrednio sugerował, że takie nastroje są szeroko rozpowszechnione w rosyjskiej administracji prezydenckiej — zauważając, że posty w Telegramie odzwierciedlają zbiorową opinię społeczności biurokratycznej.

Rosyjscy siłowicy mogą zastraszać rosyjskich urzędników powiązanych z Prigożynem, aby zniechęcić ich do współpracy z Wagnerem. Jeden z kanałów Telegramu (...) zauważył, że Prigożyn traci kontakt z przewodniczącym rosyjskiej Dumy Państwowej Wiaczesławem Wołodinem i wdał się w konflikt z pierwszym zastępcą szefa sztabu Administracji Prezydenta FR Siergiejem Kirijenką, który pierwotnie popierał jego inicjatywy. Na przykład Volodin przestał forsować plany Wagnera, aby uniknąć konfliktu z rosyjskim ministrem obrony Siergiejem Szojgu. Kanał zauważył, że członek Rosyjskiej Partii Komunistycznej, Wiktor Sobolew, początkowo poparł ustawę faworyzującą Wagnera, by później 15 maja potępić Wagnera jako „nielegalną formację zbrojną”. Kanał zauważył, że Prigożyn nadal ma kontakt z administracją Putina za pośrednictwem szefa sztabu Kancelarii Prezydenta FR Antona Wajno i zaznaczył, że los Prigożyna leży całkowicie w rękach Putina. Szojgu podobno bezskutecznie próbuje przekonać Putina do wyeliminowania Prigożyna z powodu niepowodzenia Prigożyna w zapewnieniu sobie zwycięstw na polu bitwy - co prawdopodobnie wskazuje, że krwawe wysiłki Prigożyna w celu schwytania Bachmutu są w rzeczywistości próbą konkurowania z Szojgu o przetrwanie.

(...)

Siły rosyjskie kontynuowały stopniowe zdobywanie Bakhmutu. Materiał z geolokalizacją opublikowany 17 maja pokazuje, że siły Grupy Wagnera poczyniły stopniowe postępy w południowo-zachodnim Bakhmucie. Rosyjski milblogger twierdził, że siły rosyjskie przeprowadziły nieudany atak naziemny na zachód od Bakhmut w pobliżu Ivanivske (6 km na zachód od Bakhmut), ale posunęły się na północny zachód od Bakhmut w pobliżu autostrady Bakhmut-Chromove, Orikhovo-Vasylivka (11 km na północny zachód) i Mynkivka (13 km na północny zachód). Inny blogger twierdził, że siły Wagnera zakończyły zdobywanie ukraińskiego obszaru ufortyfikowanego w zachodnim Bachmucie i zaczęły wywierać presję na siły ukraińskie na sąsiednim spornym obszarze. Finansista Grupy Wagnera, Jewgienij Prigożyn, stwierdził 16 maja, że siły Wagnera posunęły się o 200 metrów, a siły ukraińskie kontrolują tylko 1,46 km2 terytorium w Bachmucie.

understandingwar.org

środa, 17 maja 2023


Firma o nazwie Tejarinaft jest znana tylko wtajemniczonym, podobnie jak korporacja Nord Axis, o której istnieniu wie tylko zaufany krąg osób z branży naftowej.

W cieniu pozostają także spółki Bellatrix Petkim, Elbrus General Trading, Concept Oil Services, QR Trading DMCC czy Coral Energy. Nawet duże i od lat działające na rynku firmy handlowe, takie jak Litasco czy Energopole (obecnie w całości własność Fossil Trading FZCO), nie są znane szerszej opinii publicznej. To właśnie nimi Władimir Putin posługuje się do obchodzenia zachodnich sankcji i czerpania zysków z ropy naftowej. Wszystko ma jednak swoją cenę.

Wspomniane firmy transportują ropę naftową na rynek światowy z kraju, który jest trzecim co do wielkości eksporterem tego surowca — Rosji. Zapewniają przy tym — oczywiście nie altruistycznie — wpływy do kremlowskiego budżetu. Muszą jednak rekompensować własne straty, przez co ograniczają kwoty płacone w podatkach. To zaś boli Putina, który nie ma za co finansować swojej machiny wojennej. Jego zyski spadają wręcz wprost proporcjonalnie do czasu trwania limitu cenowego ustanowionego przez Zachód na zakup ropy naftowej.

Wspomniane wcześniej korporacje wyrosły w 2022 r. jak grzyby po deszczu. Stało się to po tym, jak cztery duże międzynarodowe firmy handlujące ropą naftową z siedzibą w Szwajcarii (Trafigura, Vitol, Glencore, Gunvor) zerwały swoje więzi z Rosją z powodu zachodnich sankcji.

Rosyjskie koncerny handlujące ropą naftową są zarejestrowane głównie w Dubaju, a niektóre także w Hongkongu lub Singapurze. Niektóre z nich są obecne na rynku od dłuższego czasu, inne nazywane są start-upami lub pop-upami, ponieważ pojawiły się nagle i nikt nie wie, kto dokładnie jest ich właścicielem.

Fakt, że część z nich należy do Marokańczyków, Azerów czy Łotyszy niekoniecznie musi cokolwiek znaczyć. — Za większością firm handlujących ropą z Rosją stoją rosyjskie koncerny naftowe — powiedział w wywiadzie dla "Die Welt" znany moskiewski konsultant energetyczny Michaił Krutichin.

Zachodnie sankcje wobec rosyjskiego sektora naftowego, w szczególności obowiązujący od początku grudnia 2022 r. limit cenowy w wysokości 60 dol. za baryłkę ropy naftowej, którą Rosja dostarcza statkiem na rynek światowy, nie zagroziły jej światowym dostawom, jak chciał Zachód.

Rosyjskie korporacje zareagowały na sankcje szybko, dostosowały się i wykorzystują sytuację. Fakt, że Zachód nałożył ograniczenia cenowe, nie ma na nie większego wpływu. Wręcz przeciwnie — w nowych warunkach zarabiają całkiem dobrze. W jaki sposób? Schemat zawsze jest podobny.

Spółka handlowa zaopatruje się w ropę od rosyjskiego dostawcy w bałtyckim porcie Primorsk lub czarnomorskim porcie Noworosyjsk. Kupuje surowiec po cenie all-inclusive (tzw. free-on-board price), czyli poniżej nałożonego przez Zachód limitu cenowego w wysokości 60 dol. Oznacza to, że sankcje zostają formalnie spełnione.

W przypadku dalszego transportu do odbiorców końcowych, takich jak Indie czy Chiny, spółka handlowa dolicza koszty przewozu i ubezpieczenia. Ponieważ firmy handlujące ropą są w dużej mierze własnością rosyjskich koncernów naftowych, mogą one wykorzystać ten fakt, aby zapewnić sobie zyski.

Siergiej Wakulenko, były szef strategii w rosyjskiej spółce naftowej Gazprom Nieft, a obecnie konsultant ds. sektora energetycznego, stwierdził w analizie dla magazynu "Eastern Europe Magazine", że koncerny naftowe uwzględniają wysokie koszty frachtu "i w ten sposób generują dla siebie dodatkowe przychody, rekompensując straty poniesione z powodu niskiej oficjalnej ceny sprzedaży".

Chociaż, jak twierdzi Wakulenko, zabieg ten oznacza w rzeczywistości "przelewanie środków między rosyjskimi kontami bankowymi", ma on dwa rezultaty — oprócz formalnego przestrzegania sankcji pozwala również na minimalizowanie obciążeń podatkowych nakładanych w Rosji.

W przeszłości firmy naftowe były zainteresowane "chwaleniem się dochodami powyżej ceny rynkowej" — był to sposób na zaimponowanie akcjonariuszom i uspokojenie wierzycieli.

Dziś priorytetem jest coś innego. Chodzi o sprawianie wrażenia, że koncerny sprzedają ropę tanio, a tym samym zmniejszają obciążenia podatkowe. Wakulenko stwierdził, że w nowej sytuacji "jest jeden przegrany i kilku zwycięzców".

Przegranym stało się rosyjskie państwo i jest to coraz bardziej widoczne. Dochody budżetowe Rosji w pierwszym kwartale 2023 r. (w stosunku do ubiegłego roku) spadły aż o 21 proc., do 5,7 bln rubli (71,5 mld dol., 297,6 mld zł).

Wynika to nie tylko ze spadku wolumenu eksportu gazu i niższych cen tego surowca na światowych rynkach. Powodem jest przede wszystkim bardzo duże ograniczenie zysków, które daje Rosji eksport ropy. Dochody ze sprzedaży gazu i ropy, które są tak istotne dla Rosji, spadły aż o 45 proc., do poziomu 1,6 bln (83 mld zł).

— Pierwszy kwartał (2023 r. — red.) to fiasko — powiedział w wywiadzie dla "Die Welt" Oleg Wiugin, obecnie menedżer finansowy, a wcześniej zastępca szefa rosyjskiego banku centralnego i członek rady nadzorczej Rosneft — największej spółki naftowej w Rosji.

Według Ministerstwa Finansów Rosji kwiecień był jeszcze gorszy — przychody z eksportu spadły o 64 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem w 2022 r., do poziomu 648 mld rubli (33,6 mld zł).

Niemniej jednak średnia cena baryłki rosyjskiej ropy Ural wzrosła do 58,63 dol., w porównaniu z 47,85 dol. w marcu. Dla porównania — najważniejszy europejski gatunek ropy, który kiedyś był tak drogi, jak Urals (referencyjna marka ropy używana jako podstawa do wyceny rosyjskiej mieszanki olejów eksportowych — red.), kosztuje obecnie około 75 dol.

Dla samych firm naftowych obliczenia te mają drugorzędne znaczenie. Najważniejsze dla nich jest to, że wciąż eksportują ropę — za wszelką możliwą cenę. Nie można stwierdzić, ile udało się rosyjskim koncernom wyeksportować w kwietniu — Ministerstwo Energetyki Rosji nagle zakazało publikacji tego typu danych. Jednak w pierwszym kwartale wielkość eksportu osiągnęła poziom ostatnio obserwowany trzy lata temu.

— Firmy chcą się szybko wzbogacić — powiedział Krutichin, ekspert ds. energetyki.

Rzeczywiście, odkładają one całkiem dużo pieniędzy. Co prawda kwoty te nie są porównywalne z tymi osiągniętymi podczas boomu surowcowego w latach dziewięćdziesiątych, kiedy cena ropy wzrosła do ponad 145 dol.

Jak jednak szacuje Instytut Finansów Międzynarodowych (IIF), 87 mld dol. z nieprzewidzianych zysków osiągniętych tylko w zeszłym roku zostało zdeponowanych za granicą — z czego 58 mld dol. w krajach, które Rosja nazywa "nieprzyjaznymi państwami" Zachodu.

Ministerstwo Finansów Rosji również operuje tymi danymi i traktuje 58 mld dol. jako podstawę do dalszych rozważań nad zwiększeniem dochodów podatkowych.

Już w kwietniu zmieniono w Rosji sposób opodatkowania. W analizie jednego z państw G-7, cytowanej przez "Financial Times", stwierdzono, że krok ten prawdopodobnie doprowadzi do niepowodzenia, ponieważ podważa długoterminowe inwestycje w sektorze naftowym.

"Jest to wyraźnie destrukcyjne dla ich (rosyjskiego — red.) przemysłu" — stwierdzono w analizie państwa z grupy G-7.

Prawda jest taka, że Rosjanie rozpaczliwie potrzebują inwestycji. Konieczne jest przede wszystkim zagospodarowanie nowych złóż, ponieważ rezerwy w istniejących, starych złożach na Syberii Zachodniej i nad Wołgą są bliskie wyczerpania. Już cztery lata temu ministerstwo energetyki przewidywało, że bez nowych inwestycji produkcja rosyjskiej ropy spadnie o 40 proc. do 2035 r.

Krutichin powiedział: "Korporacje dosłownie wysysają istniejące złoża. Inwestycje w nowe złoża zwracają się w Rosji po co najmniej siedmiu latach, a często nawet po 15. Żadna firma obecnie nie angażuje się w takie inwestycje, ponieważ oprócz ryzyka związanego z notorycznie niestabilnym systemem podatkowym, istnieje również niestabilność polityczna."

Ważnym czynnikiem jest ponadto strach przed nową mobilizacją i większą kontrolą ze strony państwa.

onet.pl/Die Welt

wtorek, 16 maja 2023


Bez względu na polityczne intencje Prigożyna, wobec których zachowuję skrajną ostrożność, wygląda na to, że w tym wypadku jego ocena sytuacji okazała się prawdziwa. Stwierdził, że 10 maja jego ludzie mogą zdezerterować spod Bachmutu. Już 9 maja, gdy oczy świata były zwrócone na analizowanie mizerności (jeden jeżdżący T-34) Parady Zwycięstwa w Moskwie, niejako w cieniu oficjalnych wydarzeń Kreml podjął decyzję, że Grupa Wagnera ma otrzymać pełnię wsparcia od wojska rosyjskiego. Prawdopodobnie było to działanie wcześniej skoordynowane, ponieważ Ukraińcy odnotowali następnie wzmożone przerzucanie rosyjskich oddziałów na tzw. drugą linię. Zaczęto ostrzeliwać wspomniane miejsca koncentracji HIMARS-ami. Nawała ogniowa była tak potężna, że w tzw. runecie zaczęto to traktować jako przygotowanie artyleryjskie do wyczekiwanej ukraińskiej ofensywy.

Pod osłoną artylerii rakietowej do ataku rzuciła się ukraińska 3. Brygada Szturmowa ("Azowcy") oraz pododdział batalionu "Terror", jednostki rozpoznawczej podlegającej ukraińskiemu wywiadowi wojskowemu. Ta ostatnia formacja to oddział złożony z białoruskich ochotników, niegdyś w strukturach Pułku im. Kastusia Kalinowskiego. Co ciekawe, walki trwały o obszar Chromowe, gdzie przez otwarty teren wcześniej Rosjanie zdobyli transzeję prowadzącą prostopadle do "drogi życia" zaopatrującej Bachmut . Oddziały ukraińskie, uzbrojone w duże ilości granatów i specjalnie przygotowanych do akcji materiałów wybuchowych, oczyściły okopy z Rosjan. Akcja miała trwać od 4 nad ranem do północy. Agresorów odrzucono o kilometr.

Wagnerowcy, mając informacje, że trwa natarcie na północy, rozpoczęli akcje bojowe na linii kontaktowej w samym mieście. Co tyczy się specyfiki walk w Bachmucie, najemnicy ostrzeliwali granatnikami boczne ściany bloków mieszkalnych, bo tam nie ma okien, a Ukraińcom trudniej rozkładać stanowiska ogniowe. Starają się więc trafiać tak, by burzyć ściany, kierując na Ukraińców krzyżowy ogień z broni maszynowej. Wagnerowskie kontrnatarcie zostało powstrzymane ogniem moździerzowym 93. Brygady Zmechanizowanej. Nota bene, sami Rosjanie mają problem z własnymi gniazdami wsparcia ogniowego, które są namierzane przez Ukraińców i sukcesywnie niszczone.

Nazajutrz do szturmu ruszyły oddziały ukraińskie na południe od Bachmutu. Spod Konstantynówki, kluczowego węzła logistycznego, który Rosjanie chcieliby przejąć, ruszyło drugie ukraińskie kontruderzenie. Rosjan odepchnięto o 3 km i spenetrowano linię frontu na 6 km, szykując im zamknięcie w kotle. To właśnie tam miała – jak twierdzi Prigożyn – uciec feralna 72. Brygada. Co ciekawe, wskazaną jednostkę uzupełniano resztkami pobitymi pod Wuhłedarem, jak tatarski batalion "Ałga". Można sobie tylko wyobrazić, w jakiej kondycji była ta jednostka. Co ciekawe, także w ataku na południu uczestniczyli żołnierze... 3. Brygady Szturmowej, co nie tylko wprowadza dezorientację w rosyjskich szeregach, ale pokazuje, że Ukraińcy łączą statyczną wojnę okopową z walkami manewrowymi. "Azowcy" w "Nowym Verdun" pełnią rolę oddziałów szturmowych do przełamywania nieprzyjaciela. Wściekły Prigożyn twierdził, że pozycje, z których uciekła 72. Brygada, zdobywali bardzo długo i okupili wcześniej stratami 500 najemników.

Także na południowym odcinku frontu Ukraińców wsparła artyleryjska nawała. Celnym ogniem zniszczono dwa składy rosyjskiej amunicji. Ostrzelano tyły i uderzeniem od północy próbowano wziąć Rosjan w kocioł. Siły inwazyjne usiłowano okrążyć od strony Iwanisk. Oprócz pododdziałów 72. Brygady z okopów mieli uciec także żołnierze 64. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych, czyli jednostki odpowiedzialnej za rzeź Buczy. Jeżeli to się potwierdzi, będzie oznaczać, że ta pohańbiona egzekucjami na cywilach formacja przeszła pełen klęsk szlak bojowy: od Kijowa, przez nieudany szturm na Słowiańsk, kolejną klęskę pod Izjum, a obecnie odwrót pod Bachmutem.

Opuszczenie zdobywanych miesiącami terenów, z mozołem fortyfikowanych przez Grupę Wagnera w ostatnich tygodniach, skończyło się nie tylko histerią Prigożyna na Telegramie, ale utrudnieniem – być może uniemożliwieniem – okrążenia miasta przez Rosjan. Zwłaszcza, że rosyjskie kleszcze rosły, a w zagrożeniu znalazł się Czasiw Jar na zapleczu bachmuckiego frontu, więc widmo upadku miasta było groźne. Ukraińcy kontynuowali także kontruderzenia na północy, na wysokości Bohdaniwki.

defence24.pl