środa, 19 kwietnia 2023



Nieprzewidywalne zdolności, które zaobserwowano w dużych modelach językowych, ale których nie było w prostszych modelach, są zwykle nazywane „umiejętnościami pojawiającymi się”. Naukowcy zauważają, że takich zdolności „nie można przewidzieć po prostu poprzez ekstrapolację wydajności mniejszych modeli”. Opisano setki pojawiających się zdolności. Przykłady obejmują wieloetapową arytmetykę, zdawanie egzaminów na poziomie uniwersyteckim, określanie zamierzonego znaczenia słowa, podpowiadanie łańcuchem myśli, dekodowanie międzynarodowego alfabetu fonetycznego, rozszyfrowywanie liter słowa, identyfikowanie obraźliwych treści w akapitach Hinglish (połączenie hindi i angielskiego) i wygenerowanie podobnego angielskiego odpowiednika przysłowia kiswahilijskiego. 

(...)

Fast Company poprosił ChatGPT o wygenerowanie artykułu informacyjnego na temat ostatniego kwartału finansowego Tesli; ChatGPT stworzył spójny artykuł, ale zmyślił zawarte w nim liczby finansowe.

Inne przykłady obejmują przynętę na ChatGPT z fałszywym założeniem, aby zobaczyć, czy upiększa to założenie. Zapytany o „ideę dynamicznej kanoniczności Harolda Cowarda”, ChatGPT sfabrykował, że Coward napisał książkę zatytułowaną Dynamic Canonicity: A Model for Biblical and Theological Interpretation, argumentując, że zasady religijne w rzeczywistości podlegają ciągłym zmianom. Po naciśnięciu ChatGPT nadal nalegał, że książka była prawdziwa. Poproszony o dowód na to, że dinozaury zbudowały cywilizację, ChatGPT stwierdził, że istnieją skamieniałe pozostałości narzędzi dinozaurów i stwierdził: „Niektóre gatunki dinozaurów rozwinęły nawet prymitywne formy sztuki, takie jak ryciny na kamieniach”. Po zapytaniu, że „Naukowcy niedawno odkryli churros, pyszne wypieki ze smażonego ciasta… (są) idealnymi narzędziami do domowej chirurgii”, ChatGPT stwierdził, że „badanie opublikowane w czasopiśmie "Science" wykazało, że ciasto jest wystarczająco giętkie, aby uformować je w narzędzia chirurgiczne, które mogą dostać się do trudno dostępnych miejsc, a ich smak działa uspokajająco na pacjentów.

en.wikipedia.org


Iran i Arabia Saudyjska zgodziły się wznowić stosunki dyplomatyczne, ponownie otwarte zostaną ambasady. Spodziewał się Pan takiego finału, czy jest to jednak zaskoczenie i co przede wszystkim spowodowało możliwość porozumienia między Teheranem a Rijadem?

Dr Witold Repetowicz: Zaskoczenie do pewnego stopnia jest, mimo że nie jest to do końca całkowicie zaskakująca informacja. Wiadomo było o tym, że  negocjacje między Iranem a Arabią Saudyjską są prowadzone od dłuższego czasu. Wcześniej pośrednikiem był Irak, a w zasadzie poprzedni rząd iracki. Jakiś czas temu doszło do normalizacji relacji pomiędzy Iranem a ZEA, natomiast zaskoczenie jest o tyle, że te rozmowy saudyjsko - irańskie znalazły się w impasie kilka miesięcy temu. Niepowodzenia irańskie, dotyczące prób reaktywacji porozumienia ws. irańskiego programu nuklearnego spowodowały, że Iran znalazł się w dużej izolacji. W zasadzie był skazany na relacje jednowektorowe - Chiny i Rosję. Z tym, że Rosja jest trochę sztucznym partnerem Iranu.

Dlaczego? 

Przede wszystkim zarówno Iran jak i Rosja są producentami węglowodorów, więc bardziej są konkurentami niż mają wzajemne interesy handlowe. Z drugiej strony historia stosunków pomiędzy Iranem a Rosją i pryzmat obustronnej niechęci do Stanów Zjednoczonych widzą siebie jako naturalnych sojuszników. Warto przypomnieć, że tak nie było. Historia konfliktów rosyjsko - irańskich jest bardzo długa. Związek Radziecki jeszcze w latach 40. XX wieku okupował Iran i były próby dezintegracji terytorialnej Iranu. W 1979 roku Chomeini określił jednoznacznie, że Rosja i Stany Zjednoczone są takimi samymi wrogami Iranu. To był równy dystans wrogości.

W epoce Ahmadineżada nie było nieporozumień na linii Moskwa - Teheran w kontekście polityki wobec Izraela? 

Te nieporozumienia do pewnego stopnia wciąż istnieją, ponieważ warto pamiętać o tym, że rosyjsko - izraelskie relacje są bardzo bliskie i Benjamin Netanjahu w okresie swoich poprzednich premierostw bardzo często odwiedzał Władimira Putina, żeby uzyskiwać zgodę na bombardowanie pozycji irańskich w Syrii. Iran o tym wiedział, tylko udawał, że tego nie ma. Oczywiście stosunek do Izraela jest i zawsze był problemem w relacjach irańsko - rosyjskich, natomiast postawienie na pierwszym planie niechęci do USA tutaj przeważyło. Za prezydentury Rohaniego, w momencie, kiedy zawarto układ wiedeński to nastąpiło pewnego rodzaju faktyczne odprężenie w relacjach amerykańsko - irańskich, ono nie było widoczne w tej warstwie narracyjnej. W tej narracji Iran musi podkreślać, że Stany Zjednoczone są tym wielkim szatanem. W warstwie faktycznej po 2003 roku była ta współpraca między USA a Iranem. 

Co było game changerem, że Arabia Saudyjska zdecydowała usiąść do stołu i znaleźć porozumienie? 

Wydaje się, że wejście do gry Chin to zmieniło. Przypomnę, że Chiny są mocno zainteresowane rozwijaniem stosunków z państwami arabskimi, a jednocześnie mają bardzo ścisłe stosunki z Iranem, więc wydaje się, że tutaj Chiny postanowiły przejąć kontrolę nad rozdawaniem kart na Bliskim Wschodzie. Jest wiele pytań, czy Chiny dokonały tego na zasadzie wrogiego wyparcia Stanów Zjednoczonych z gry, czy też USA same się wycofały i wpuściły Chiny do gry. 

Rozumiem, że to porozumienie między Arabią Saudyjską a Iranem jest oczekiwanym i porozumieniem, które zmieni układankę strefy wpływów w świecie arabskim? 

Warto pamiętać, że toczyło się kilka wojen proxy między światem arabskim, sunnickim a Iranem w tej przestrzeni bliskowschodniej. Mamy Irak, gdzie powstanie Państwa Islamskiego pokazało Arabii Saudyjskiej, że ta polityka przeciwdziałania, braku akceptacji dla wejścia szyitów do władzy w Iraku jest strzałem w stopę. Arabia Saudyjska już w 2014 roku wycofała się z tej destabilizacji Iraku poprzez dżihadystyczne organizacje sunnickie, natomiast dalej istniała rywalizacja pomiędzy Arabią a Iranem, gdzie Iran w tej rywalizacji przeważał. W Libanie przed ostatnimi wyborami, Arabia Saudyjska i ZEA obiecywały Libanowi duże pieniądze. Nie spowodowało to, by Hezbollah stracił kontrolę nad sytuacją polityczną w Libanie. Wpływy Iranu utrzymały się. Mamy wojnę domową w Syrii, gdzie ten projekt obalenia Assada za pośrednictwem radykalnych ugrupowań sunnickich skończył się całkowitym niepowodzeniem i z tego Arabia się wycofała. Pozostał Jemen, gdzie Arabia zaangażowała się w 2015 roku. Kolejna wojna proxy z Iranem. Tutaj również ta wojna zakończyła się porażką, nie zostały zrealizowane cele Arabii Saudyjskiej. Problem polega na tym, że wciąż otwartym pozostaje pytanie jak ten deal chiński podzieli strefy wpływów na Bliskim Wschodzie. Istnieje oczekiwanie, że dojdzie do wygaszenia wojny w Jemenie. 

tvmn.pl

wtorek, 18 kwietnia 2023


W dniu 18 kwietnia 2023 roku o godzinie 7:15 Kreml poinformował o wizycie Władimira Putina w sztabie zgrupowania rosyjskich wojsk "Dniepr" działających na kierunku chersońskim i zaporoskim oraz w sztabie gwardii narodowej "Wostok" w tzw. ługańskiej republice ludowej. W pierwszym przypadku miał on wysłuchać raportów m.in.: dowódcy wojsk powietrznodesantowych generała pułkownika Michaiła Teplińskiego oraz dowódcy grupy sił "Dniepr" generała pułkownika Olega Makarewicza. Z kolei w sztabie Rosgwardii meldunek złożył generał pułkownik Aleksandr Łapin (który w rzeczywistości jest zastępcą dowódcy rosyjskich wojsk lądowych).

Oficjalnie wizyty były związane ze Świętami Wielkanocnymi i miały być pokazem więzi prezydenta Rosji z walczącymi żołnierzami. Putin miał rzeczywiście złożyć życzenia i nawet przekazać na ręce dowódców poszczególnych sztabów kopie ikon. W rzeczywistości prawosławne Święta Wielkanocne obchodzone były dzień wcześniej – w niedzielę 16 kwietnia. Składanie życzeń było więc spóźnione – o ile w ogóle do niego doszło – szczególnie w obwodzie ługańskim. Wizyta Putina była bowiem przeprowadzona skrycie i tak naprawdę nie wiadomo gdzie.

W pierwszym przypadku kolumna samochodów specjalnie została nagrana na tle rogatek do ukraińskiego miasta Geniczesk nad Morzem Azowskim, który stał się administracyjną stolicą okupowanej części obwodu chersońskiego. Wiadomo więc, gdzie samochody wjechały i w którym kierunku odleciał później jakiś śmigłowiec. Podobnie było z drugą wizytą, która zaczęła się na jakimś lotnisku wojskowym, a później od razu filmowano Putina w piwnicach jakiegoś budynku.

W rzeczywistości propaganda kremlowska mogła zorganizować spotkanie Putina gdziekolwiek w Rosji, ściągając tam po prostu oficerów z poszczególnych sztabów. Trzeba bowiem zaznaczyć, że Putin nie spotkał się z walczącymi żołnierzami, jak również miejscową ludnością. Nie miał też włożonej kamizelki kuloodpornej, z którą nie rozstawał się w czasie swojej wizyty na Krymie i w Mariupolu (a która mu w czasie tamtych podróży wyraźnie przeszkadzała).

Ale Putin mógł również rzeczywiście spotkać się z poszczególnymi dowództwami. Jego problem polega na tym, że niczego to tak naprawdę nie zmienia. To co miało pokazać jego prestiż rzeczywiście udowodniło, że głównodowodzący, podobno drugiej armii świata, musi chyłkiem przemykać się na, według niego, terytorium Federacji Rosyjskiej. Putinowi nie udało się również swoim osobistym nadzorem zmienić sytuacji na froncie. Ofensywa już całkowicie oklapła i jeżeli Rosjanie mogą jeszcze liczyć na jakieś zdobycze terytorialne to tylko w Bachmucie, kosztem ogromnych strat.

Dlatego jedynym "sukcesem" Kremla jest podpisany przez Putina dekret z 14 kwietnia 2023 roku o przeniesieniu obwodów donieckiego, ługańskiego zaporoskiego i chersońskiego, na czas moskiewski (UTC + 3). Problem polega na tym, że już wcześniej w Kijowie i Moskwie obowiązywała ta sama godzina.

defence24.pl

Podczas dzisiejszej podróży rosyjskiemu prezydentowi nie towarzyszył minister obrony Federacji Rosyjskiej Siergiej Szojgu ani szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej Walerij Gierasimow. Rosyjskie agencje również nie podają dokładnej daty podróży Putina. Centrum Śledztw Dziennikarskich przeanalizowało nagrania opublikowane przez Kreml. Nie ma pewności, że wizytacja wojsk w obwodzie chersońskim odbyła się dzisiaj.

onet.pl

Prezydent Rosji Władimir Putin nadal przedstawiał się jako przywódca z czasów wojny w oczekiwaniu na planowaną ukraińską kontrofensywę podczas swojej wizyty w okupowanych obwodach chersońskim i ługańskim. Kreml poinformował 18 kwietnia, że ​​Putin odwiedził kwaterę główną Rosyjskiej Grupy Sił Dniepr w obwodzie chersońskim oraz kwaterę główną Gwardii Narodowej Wostok w okupowanym obwodzie ługańskim. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow twierdził, że Putin odwiedził terytoria okupowane 17 kwietnia. Putin stwierdził jednak, że prawosławna Wielkanoc „zbliża się” w jednym z filmów, co sugeruje, że jego wizyta miała miejsce przed 16 kwietnia. Kreml później zmontował wideo, aby wykluczyć oświadczenie Putina o zbliżającym się wówczas święcie wschodnim.(...) Rosyjscy urzędnicy okupacyjni i milblogerzy świętowali wizytę Putina i twierdzili, że podniósł on morale rosyjskich żołnierzy przygotowujących się do odparcia ukraińskich kontrofensyw. Nagrania z geolokalizacji pokazują, że Putin odwiedził Mierzeję Arabacką w południowo-zachodnim obwodzie chersońskim – co najmniej 130 km od najbliższej linii frontu. 

Wizyta Putina prawdopodobnie miała również na celu publiczne zidentyfikowanie potencjalnych kozłów ofiarnych przed planowanymi ukraińskimi kontrofensywami. Putin otrzymał od dowódcy rosyjskich sił powietrznych (WDW) generała pułkownika Michaiła Teplinskiego, dowódcy Grupy Sił Dniepr generała pułkownika Olega Makarewicza i innych nienazwanych dowódców wojskowych raporty na temat sytuacji na frontach w Chersoniu i Zaporożu. Putin spotkał się także z generałem pułkownikiem Aleksandrem Łapinem i innymi niewymienionymi z nazwiska wyższymi oficerami, aby omówić sytuację na froncie ługańskim. Putin prawdopodobnie celowo wyróżnił Teplińskiego i Makarewicza jako dowódców odpowiedzialnych za południową Ukrainę, a Łapina jako dowódcę nadzorującego kierunek ługański. Putin, źródła kremlowskie i milbloggerzy coraz częściej dyskutują o perspektywach ukraińskiej kontrofensywy,

Demonstracyjne spotkania Putina z Teplińskim, Makarewiczem i Łapinem prawdopodobnie potwierdzają kolejną zmianę dowództwa wojskowego i być może w kręgu Kremla. Związany z Kremlem bloger zauważył, że szef rosyjskiego Sztabu Generalnego armii generał Walerij Gierasimow i minister obrony Siergiej Szojgu nie uczestniczyli w spotkaniach Putina na okupowanej Ukrainie. Milblogger twierdzi, że Teplinsky i Lapin – obaj podobno zostali zwolnieni – wrócili do rosyjskiego dowództwa wojskowego wbrew woli Gierasimowa i Szojgu. Źródła rosyjskie wcześniej twierdziły, że Kreml zastąpił powiązanego z Wagnerem Teplińskiego Makarewiczem na stanowisku dowódcy WDW 13 stycznia, prawdopodobnie po tym, jak rosyjskie MON i Gierasimow odzyskali przychylność Putina na czele nieudanej zimowo-wiosennej operacji ofensywnej Rosji w Donbasie. Spotkanie potwierdza sugestie poprzedniego finansisty Grupy Wagnera, Jewgienija Prigożyna, dotyczące ponownego powołania Teplinskiego. ISW oceniło wcześniej, że potwierdzona reelekcja Teplinsky'ego sugeruje, że Kreml prawdopodobnie będzie chciał współpracować z Wagnerem w celu osiągnięcia decydującego zwycięstwa w Bakhmucie. Potwierdzenie może ponadto wskazywać, że Prigożyn przynajmniej częściowo odzyskał przychylność Putina, przekreślając starania Gierasimowa i Szojgu o wyeliminowanie Wagnera z Bachmutu.

Putin może próbować zrównoważyć wpływy Wagnera, ponownie mianując Łapina na dowódcę ługańskiego odcinka frontu. Związany z Kremlem bloger twierdził, że Lapin przyjął rolę dowódcy formacji Gwardii Narodowej Wostok i zaznaczył, że spotkanie Putin-Lapin potwierdza jego powrót na front. Prigożyn i przywódca Czeczenii Ramzan Kadyrow prowadzili udaną kampanię mającą na celu usunięcie Łapina ze stanowiska dowódcy „centralnej” grupy rosyjskich sił, prawdopodobnie z powodu konfliktów personalnych podczas operacji ofensywnych Siewierodonieck-Łysyczańsk i Ługańsk latem 2022 roku. Milblogger spekulował, że Putin ponownie mianował Łapina, aby wzmocnić dowództwo w tym rejonie lub pomóc Putinowi uniknąć konfliktów z rosyjskim Ministerstwem Obrony.

(...)

Oficjalne konto Telegramu „Klubu Gniewnych Patriotów” wzmocniło prognozę dotyczącą możliwych zmian politycznych na Kremlu w wyniku ukraińskiej kontrofensywy, co może świadczyć o zaniepokojeniu grupy co do przebiegu wojny. Grupa rozwinęła post przywódcy rosyjskiego ruchu „Solidarność Obywatelska” Georgija Fiodorowa, który stwierdził, że sytuacja polityczna w Rosji w dużej mierze zależy od realiów frontowych. Fiodorow ocenił, że ostatnie wypowiedzi finansisty Grupy Wagnera Jewgienija Prigożyna o zakończeniu „specjalnej operacji wojskowej” to początek kampanii na rzecz zamrożenia wojny na Ukrainie.

Fiodorow stwierdził, że jeśli Rosjanie będą w stanie latem pokonać ukraińskie kontrofensywy, to prezydent Rosji Władimir Putin może zamrozić wojnę, aby uniknąć zwoływania mobilizacji przed cyklem wyborów prezydenckich w 2024 roku. Fiodorow twierdził, że Rosja prawdopodobnie przedstawi stłumioną ukraińską kontrofensywę jako zwycięstwo i prawdopodobnie zintensyfikuje rekrutację ochotników, aby wygenerować wystarczającą liczbę żołnierzy kontraktowych do utrzymania istniejących linii frontu. Fiodorow twierdził, że Kreml będzie nadal nasilać cenzurę i represje i nie będzie wymieniał urzędników na Kremlu ani w dowództwie wojskowym w warunkach nieudanych operacji kontrofensywnych. Fiodorow stwierdził, że jeśli Ukraińcy odniosą sukces, wtedy sytuacja polityczna na Kremlu doprowadzi do głębszego konfliktu między różnymi partiami o wpływy i Kreml przeprowadzi zmiany kadrowe. Fiodorow twierdził, że pomimo potencjalnej mobilizacji i zamieszania w społeczeństwie i na Kremlu, system Putina jest w stanie wyeliminować wszelkie zagrożenia "związane z przejęciem władzy". Fiodorow zauważył, że najbardziej nieprawdopodobnym scenariuszem jest rychły rozpad systemu władzy Putina, ale zauważył, że różne podmioty finansowe, regionalne i przemysłowe mogą przygotowywać się na taki wynik.

understandingwar.org

poniedziałek, 17 kwietnia 2023


Z pewnością z tego rodzaju linią interpretacyjną mamy do czynienia w ostatnim raporcie na temat sytuacji wojennej, przygotowanym przez ekspertów Mińskiego Dialogu, półoficjalnego białoruskiego think tanku, uznawanego za jedno z narzędzi wykorzystywanych przez tamtejszy MSZ. W ostatnim, opublikowanym na początku kwietnia raporcie tej organizacji znajdujemy opis aktualnej polityki wojskowej Mińska. Do tej pory, Białoruś, utrzymywała siły wojskowe na granicach z państwami NATO – Polską i Litwą oraz Łotwą w sile po jednej brygadzie zmechanizowanej na każdym z tych kierunków. Ale teraz pojawia się problem umocnienia granicy z Ukrainą. Powód jest oczywisty, zdaniem analityków, którzy przygotowywali dokument, w Mińsku obawiają się zarówno wzrostu liczebności sił zbrojnych Polski, Bałtów jak i ewolucji polityki Kijowa. Do wojny uznawano, że nie ma potrzeby utrzymywać sił na granicy z Ukrainą, relacje były bowiem przyjazne, teraz to się zasadniczo zmieniło. Bardzo ostrożne szacunki wskazują, że po to aby umocnić liczącą sobie ponad tysiąc kilometrów granicę (dokładnie 1084 km) Mińsk potrzebowałby co najmniej 4 brygady zmechanizowane. Tylko, że nie ma na to ani pieniędzy, ani też potencjał demograficzny kraju nie pozwala na tak znacząca rozbudowę stałej armii. Co prawda przystąpiono do budowy rakietowego pułku przeciwlotniczego w Łunińcu w obwodzie brzeskim, w odległości 50 km od granicy z Ukrainą. W materiale tym wyraźnie sformułowana jest teza, iż Mińsk czuje się zaniepokojony rozwojem sytuacji regionalnej, a w związku z faktem, że ma ograniczone zasoby, skłania to reżim do pogłębiania integracji wojskowej z Rosją, ale także o czym Yauheni Preiherman, jeden ze współautorów tego opracowania pisze w innej publikacji, zwrócenia się o rozciągnięcie przez Rosję parasola jądrowego nad Białorusią. Wśród białoruskich komentatorów można też spotkać się z poglądem, że „gwarancje bezpieczeństwa” o uzyskaniu których niedawno publicznie wspominał Łukaszenka dotyczą zarówno kwestii wojskowych jak i politycznych, co w tym wypadku miałoby oznaczać utrzymanie reżimu. Wracając jednak do kwestii narracji na temat ostatnich posunięć to komunikat, którego adresatem jest w tym wypadku Zachód, jest czytelny – jeśli wojna na Ukrainie będzie trwała, jeśli wzmacniana będzie wschodnia flanka NATO, to w rezultacie nastąpi przyspieszenie ruchu Mińska w stronę Rosji. Z pewnością wśród białoruskich polityków, zwłaszcza przedstawicieli resortów siłowych, są zwolennicy tego rodzaju kierunku. Wiktar Chrenin, białoruski minister obrony deklarował niedawno rozpoczęcie prac związanych z dyslokacją na Białoruś rosyjskiej strategicznej, a nie taktycznej, broni jądrowej, co mogłoby być kolejnym krokiem eskalacyjnym, jednocześnie dawać dalej idące gwarancje bezpieczeństwa ze strony Rosji.

wpolityce.pl

Związki Hemetiego z wagnerowcami sięgają jednak jeszcze czasów Baszira. W listopadzie 2017 r. Baszir został przyjęty na Kremlu przez Putina, a wkrótce potem w Sudanie pojawił się Prigożyn z wagnerowcam, którzy mieli pomóc sudańskiemu dyktatorowi w tłumieniu protestów. Jednocześnie Prigożyn założył spółkę Meroe Gold, która zajęła się eksploatacją złota w Darfurze, oczywiście w porozumieniu z Hemetim. Układ ten przetrwał obalenie Baszira i trwa do dziś, a Hemeti przebywał w Moskwie w dniu, w którym Rosja zaczęła inwazję na Ukrainę. Rosja wywozi z Sudanu 30 ton złota rocznie, co obecnie ma dla niej fundamentalne znaczenie z punktu widzenia tworzenia odporności na sankcje. Chodzi przede wszystkim o stabilizację waluty, zabezpieczenia pożyczek oraz lokaty kapitałów oligarchów objętych sankcjami. Innym aspektem jest to, że Zjednoczone Emiraty Arabskie od początku wojny w Ukrainie, odgrywają kluczową rolę w pomaganiu Rosji w omijaniu sankcji. Związki władcy ZEA Mohammada bin Zajeda z Rosją sięgają jeszcze czasów gdy był on następcą tronu i według niektórych relacji to on namówił w 2015 r. swojego saudyjskiego kolegę Muhammada bin Salmana do zbliżenia z Rosją i stworzenia formatu OPEC+. Z kolei Dubaj zaczął być ostatnio nazywany Dubajgradem ze względu na liczbę Rosjan i rosyjskich firm, ściągających do tego miasta, a także rosyjskiego kapitału uciekającego do tamtejszych instytucji finansowych w celu ucieczki przed sankcjami. Dubaj odgrywa też strategiczną dla Rosji rolę w procederze legalizacji i spieniężania rabowanego w Sudanie złota.

defence24.pl

niedziela, 16 kwietnia 2023


Jak idą przygotowania do kontrofensywy, której wszyscy się spodziewają?

Nie ma potrzeby naciskać na wojsko. Mówię o tle informacyjnym, które widzę i czuję. Każdy chce jutro dobrych wieści. Wszyscy pytają, kiedy Melitopol zostanie wyzwolony. I chcę cię prosić, żebyście przestali to robić. Prędzej czy później wyzwolimy każdy metr naszego terytorium. Ale nie naciskajcie na wojsko. Oni wiedzą lepiej, jak i kiedy to zrobić. A jeśli wiosenna kontrofensywa odbędzie się latem, to nie widzę problemu. Najważniejsze z jakim skutkiem. Ten czas należy wykorzystać na przygotowanie.

Jak przygotowuje się kontratak?

Nie jestem wysokim dowódcą, jestem tylko porucznikiem. A ja mogę tylko opowiedzieć o swoich doświadczeniach z akcjami szturmowymi prowadzonymi przez naszą jednostkę. Przed startem przez kilka dni z rzędu nasze "oczy" codziennie wyszukiwały i niszczyły wroga. W efekcie podczas bezpośredniego szturmu na pozycje wroga, po prostu usunęliśmy tych, którzy tam pozostali.

Tak zajęliśmy ufortyfikowane okopy na kierunku Bachmutu. Przed zabezpieczeniem pozycji musieliśmy zlikwidować wroga. I działaliśmy według schematu, który opisałem. W rezultacie, kiedy wkroczyła nasza brygada szturmowa, na pozycjach było już niewielu wrogów, a ci, którzy pozostali, byli zdemoralizowani. A my mieliśmy jednego lekko rannego i nikt nie zginął. Operacja była bardzo dobrze przygotowana. Wszystko było obliczone co do sekundy.

Kontrofensywa również powinna przebiegać w ten sam sposób. Przed nim wróg powinien być maksymalnie osłabiony. A jeśli dla lepszego przygotowania należy to trochę odłożyć, to uważam to za całkiem rozsądne.

Powiedziałeś, że nie można lekceważyć technologii wroga. Powiedz nam więcej o wyposażeniu technicznym Rosjan w pobliżu Bachmutu.

Zacznę od tego, czego nie ma teraz w porównaniu z tym, co było wcześniej. Prawie nie widzę tu pojazdów gąsienicowych: czołgów i pojazdów opancerzonych. W rzeczywistości prowadzą szturmy piechoty, przez co ponoszą tak kolosalne straty. Powiedziałem "prawie", ponieważ jest kilka innych przypadków. Ostatnio przeciwnik strzelił gdzieś z chronionego obszaru i nie poszedł bezpośrednio do szturmu. Dbają o czołgi bardziej niż o ludzi. Jeśli nie liczą siły roboczej i rzucają w nas grupami zamachowców-samobójców, to nie robią tego ze sprzętem.

A co znajduje się w ich wyposażeniu? Mają bardzo dużo pocisków artyleryjskich. Używają całego arsenału, jaki mają w naszym kierunku. Jednocześnie nie zawsze jest jasne, gdzie i dlaczego strzelają. Wyobraź sobie, że istnieje linia kolizji. I z jakiegoś powodu strzelają amunicją kasetową nie do nas, ale do cywilnych miast oddalonych o 20-30 km. A ludzie po prostu tam mieszkają, tam nie ma wojska. Rosjanie nie mają absolutnie żadnych wytycznych moralnych i etycznych.

Wielu strzela rakietami, w tym pociskami manewrującymi. Dokąd celują, nie wiem. Ale stale nagrywamy uderzenia w spokojnych miastach. Mamy wiele takich przypadków.

Bezpośrednio na linii frontu używają artylerii lufowej, moździerzy, czołgów i granatników. Tutaj używają wszystkiego, co ma na wyposażeniu armia rosyjska. Okresowo zbliża się lotnictwo, ale ich samoloty nie latają daleko ze względu na duże prawdopodobieństwo zestrzelenia. I za to również ogromne podziękowania dla naszych zachodnich partnerów.

Któregoś dnia pojawiło się oświadczenie, że wróg stosuje taktykę "spalonej ziemi" w Bachmucie. Jak to wygląda?

Myślę, że masz na myśli taktykę "szybu ogniowego". Natknąłem się na to w kierunku Łymania, kiedy tam walczyliśmy. Oznacza to, że wróg po prostu zrzuca tony amunicji na nasze prawdopodobne pozycje. Rozpoczęli ostrzał o wschodzie słońca i zakończyli o zachodzie słońca. Ich artyleria pracowała bez przerwy przez 12 godz. I wszystko leciało z rzędu. Stworzyli "wał ognia". A potem oni, wierząc, że żywi ludzie nie mogą pozostać na stanowiskach, weszli ze sprzętem i siłą roboczą. Ale był tu pewien niuans. Myśleli, że nikogo tam nie będzie, ale my wciąż tam byliśmy.

Teraz robią coś podobnego z Bachmutem. Zalewają nas artylerią. Zrzucają ją i wierzą, że albo nie przeżyliśmy, albo jesteśmy kontuzjowani, albo już bardzo przestraszeni. A potem wchodzi piechota i ich niszczymy. Oczywiście po naszej stronie też są straty. Ostatnio szedłem na stanowisko i obok mnie eksplodowała mina. Gdy podszedłem bliżej, okazało się, że trafiła w nasz punkt. Wskakuję do środka, a tam wszystko zniszczone, kilku zginęło. Strzelili ponownie w tym samym miejscu. I potem zaczął się szturm. Walczyliśmy. Tak wygląda "wał ognia". Ostrzeliwują pozycję i wchodzą, kiedy myślą, że zabili wszystkich.

Jak można przetrwać w takim "wale ognia"?

Najważniejsze: zbroja, hełm, słuchawki. Nawet nie chcę słyszeć żadnego "Niewygodnie mi w słuchawkach". Jeśli mina eksploduje obok ciebie, a ty nie masz słuchawek, jest to natychmiastowa kontuzja. A wierzcie mi, na trasach takich jak nasza, myśliwce /?/ nie nadużywają sprzętu. Wykorzystujemy wszystko, co mamy.

(...)

Pojawiły się informacje, że Rosjanie używają teraz w rejonie Bachmutu nie tylko najemników z Grupy Wagnera, ale także specnazu. Czy sam to zauważyłeś?

Tak, odczuliśmy to. Poruszali się inaczej, byli inaczej skoordynowani. I co najważniejsze, ewakuowali swoich rannych. U wagnerowców, jeśli upadniesz, to "do widzenia". A tutaj wzięli swoje. Dlatego z dużym prawdopodobieństwem naprawdę rzucili tutaj nowe siły. I to znowu dowodzi, że nie można lekceważyć przeciwnika. I nie zapominajmy, że oni też się uczą. I też analizują.

onet.pl

sobota, 15 kwietnia 2023


Natalia Radina, redaktor naczelna białoruskiej strony internetowej Karta'97, uciekła bez dokumentów.

19 grudnia 2010 r. Natalia została aresztowana jak wielu Białorusinów, w dniu wyborów prezydenckich. Pod zarzutem organizowania masowych zamieszek spędziła ponad miesiąc w areszcie KGB, gdzie powiedziano jej, że zostanie zwolniona za 15 lat. Potem zmieniono jej środek zapobiegawczy i wysłano do rodziców w Kobryniu (jej paszport, nawiasem mówiąc, został w KGB).

Natasza nadal redagowała stronę internetową i kilka razy była zabierana przez policję na "rozmowy", gdzie mówiono jej, że jeśli będzie robić tak dalej, to bardzo szybko wróci do więzienia. Kiedy więc Natasza została wezwana do KGB w Mińsku, postanowiła uciec.

Wieczorem 30 marca 2011 r. wsiadła do pociągu do Mińska, ale wysiadła w nocy w Łunińcu, gdzie czekał na nią samochód.

— Jeszcze przez kilka dni spędziłam w Białorusi, zanim wyjechałam do Rosji — opowiada Radina. — Znajomi zawieźli mnie do swojego małego miasteczka. Oczywiście nie miałam telefonu, bo swój zostawiłam w Kobryniu. Nie miałam połączenia z internetem. Przyjaciele zwracali się do mnie fałszywym imieniem, żeby ich dzieci na podwórku lub w szkole przypadkiem nie powiedziały, że przyjechała ich ciocia Natasza.

Przefarbowałam włosy na czerwono, a moje przyjaciółki, które zdążyły wyjechać, zanim po nie przyszli, skutecznie rozpowszechniły w mediach zmyłkę, że jestem w obozie dla uchodźców w Polsce.

Jedna z koleżanek zadzwoniła nawet do moich rodziców z Polski i powiedziała im, że tam jestem i że nic mi nie jest. Wszystko, żeby zmylić ślady. Nawiasem mówiąc, jacyś nieznani mi wolontariusze zapowiedzieli później moją konferencję prasową w Londynie, podając miejsce i czas.

W każdym razie, mam nadzieję, że udało nam się przekonać władze, że zostałam już wywieziona z Białorusi i na granicy z Rosją nie było żadnych zasadzek.

Potem utknęłam w Moskwie na cztery miesiące, aż do czasu, gdy dzięki ONZ wydano mi dokument umożliwiający wyjazd. Tak więc podstawowe zasady bezpieczeństwa, których przestrzegałam i których musi przestrzegać każdy, kto jest w trakcie ucieczki, to:
  • Nie zabieraj ze sobą telefonu. 
  • Nie wchodź na swoje konta w mediach społecznościowych, nawet z komputerów innych osób. 
  • Nie kontaktuj się z bliskimi.
To ostatnie jest najtrudniejsze, wiem. Z rodzicami nie mogłam rozmawiać przez cztery miesiące. Ale to konieczność. Bo jak ktoś jest poszukiwany, to jego kontakty też są pod kontrolą. Jeśli zadzwonisz do bliskiej osoby z cudzego telefonu, to cię zlokalizują, przynajmniej geograficznie, i stamtąd będzie już im łatwiej. Na czas ucieczki, niestety, trzeba zniknąć z radaru, dosłownie.

Po zniknięciu Nataszy przeszukali mieszkania wszystkich, z którymi miała kontakt, gdy przebywała w areszcie domowym. Dom jej rodziców został wywrócony do góry nogami.

Innych demonstrantów, którzy mieli zakaz wyjazdu, zmuszono do siedzenia na Skypie i dawania o sobie znać co pół godziny.

Gdyby Radina skontaktowała się, czy to z małego miasteczka w Białorusi w pierwszych dniach, czy z Moskwy później, ustalono by zaraz, gdzie jest

Ale po całkowitym zniknięciu i skutecznie podłożonej fałszywce, że Natasza jest w Polsce, służby wywiadowcze uspokoiły się. Natalia opuściła rodzinny Kobryń pod koniec marca, a na Litwę dotarła dopiero pod koniec lipca.

Mieszka teraz w Warszawie i nadal redaguje stronę Karta'97 (od 2018 r. dostęp do niej jest zablokowany zarówno w Białorusi, jak i w Rosji, a w zeszłym roku została uznana za "formację ekstremistyczną") i ma nadzieję, że nowe demokratyczne władze Białorusi wkrótce zwrócą jej paszport.

(...)

Z Białorusi można też wyjechać przez małe przejścia graniczne. Oczywiście nie z telefonem i z inną kartą SIM. Bo jeśli osoba jest już poszukiwana, to jedynym wyjściem jest nielegalne przekroczenie granicy.

Latem 2021 r. granicę białorusko-litewską nielegalnie przekroczył Andriej Szarendo, aktywista "Europejskiej Białorusi". Rodzina Szarendo pochodzi z Brześcia, on i jego żona Polina są tam znani i szanowani. Mają dwoje dzieci. Polinę Szarendo-Panasiuk aresztowali 3 stycznia 2021 r. W tym czasie Andriej przebywał w areszcie z zarzutami administracyjnymi (w sumie odsiedział ponad dwa miesiące z doliczonymi jeszcze 15 dniami).

Polina została skazana na dwa lata więzienia — z artykułów o "znieważenie Łukaszenki", "znieważenie przedstawiciela władzy" i "przemoc wobec milicjanta" (przemoc wyrażała się w tym, że Polina, która była w domu z czteroletnim synem, zerwała kominiarkę jednemu z oficerów, którzy wtargnęli do środka). Potem dodano jej kolejny rok za nieposłuszeństwo wobec administracji więzienia, a teraz czeka ją trzeci proces.

Kiedy Polina przebywała już w areszcie, przeciwko Andriejowi została wszczęta sprawa karna z dwóch artykułów: "znieważanie Łukaszenki" i "wzywanie do działań mających na celu wyrządzenie szkody Republice Białoruś". Został on umieszczony w areszcie domowym.

Polina z aresztu śledczego przekazała mężowi, za pośrednictwem adwokata, prośbę o ucieczkę i zabranie dzieci. Gdyby oboje pojechali do kolonii karnej, dzieci mogłyby zostać zabrane do domu dziecka.

Proces Andrieja Szarendo został wyznaczony na 28 czerwca 2021 r. Nie stawił się jednak w sądzie i został wpisany na listę poszukiwanych. A 2 lipca skontaktował się z Litwy.

— Uciekłem kilka dni przed rozprawą — mówi Andriej. — Musiałem nielegalnie przekroczyć granicę, co wymaga przygotowania. Przez tydzień mieszkałem u znajomych w jednym z przygranicznych miasteczek. W nocy 2 lipca przeszedłem dziesięć kilometrów.

— Miałem nowy telefon, z nową kartą SIM, zarejestrowaną na kogoś innego. To zresztą też jest niebezpieczne: mogą odebrać sygnał i zorientować się, że w strefie przygranicznej ktoś jest.

— Ale dzięki kryzysowi migracyjnemu w strefie przygranicznej jest sporo spontanicznych obozów i większość ludzi ma telefony, więc sam sygnał był w tej sytuacji mniej niebezpieczny. Swoją drogą, odkąd pojawiły się tłumy migrantów, to granicę litewską Białorusini kontrolowali gorzej niż zwykle. Tak więc migranci są dla uciekinierów jak najbardziej przydatni.

— Była ze mną jeszcze jedna działaczka, która musiała pilnie uciekać. Szliśmy do przejścia w nocy przez las, w strugach deszczu. I jakieś 300 metrów od miejsca, gdzie mieliśmy przekroczyć granicę, wpadliśmy na obóz migrantów. Byli z nimi strażnicy graniczni.

— Nad obozem rozciągnięty był wojskowy namiot. Więc po prostu pobiegliśmy. Najpierw wpadliśmy w bagno, ale potem znaleźliśmy się na terytorium Litwy i poddaliśmy się strażnikom granicznym.

— Przy okazji, tuż za nami, jak się później okazało, przez granicę przeszła duża grupa migrantów. I kiedy ukrywałem się w przygranicznym miasteczku, znajomi stamtąd opowiadali mi, jak migranci byli przywożeni na granicę autobusami. Ponieważ szliśmy pieszo, potrzebowałem telefonu tylko do nawigacji, żeby dojść do granicy na piechotę. Ale jeśli ktoś cię prowadzi, jeśli jest wiarygodny przewodnik, to lepiej nie brać ze sobą telefonu.

onet.pl

piątek, 14 kwietnia 2023


Bachmut niezmiennie pozostaje miejscem, gdzie trwają najcięższe i najkrwawsze walki tej fazy wojny. Ukraińcy jeszcze w marcu ustabilizowali sytuację na otwartych terenach po obu stronach miasta i powstrzymali groźbę jego całkowitego okrążenia. Rosjanie z jakiegoś powodu nie próbują tego zmienić i dokończyć swojego planu odcięcia obrońców oraz zmuszenia ich w ten sposób do wycofania się z Bachmutu. Kolejny tydzień ich głównym wysiłkiem jest szturm wprost na centrum miasta, gdzie w efekcie toczą się zażarte walki na minimalnych dystansach i z prawdopodobnie poważnymi stratami dla obu stron.

Pomimo trudnych warunków i silnego oporu Ukraińców, Rosjanie ciągle są w stanie posuwać się naprzód. Od początku kwietnia wzięli większość centrum miasta. Na przestrzeni ostatniego tygodnia walki skupiły się w rejonie linii kolejowej i dworca, oddzielającej centrum od zachodniej części Bachmutu. Ukraińcy mieli z niej uczynić swoją główną linię obrony. Początkowo pojawiały się twierdzenia, że Rosjanie zdołali w kilku miejscach przekroczyć torowiska i wziąć zabudowania samej stacji kolejowej. Jednak sytuacja jest dynamiczna. Ukraińcy starają się regularnie kontratakować i odbijać świeże zdobycze rosyjskie. Aktualnie wydaje się, że pomimo pesymistycznych doniesień z minionego weekendu i początku tygodnia, ukraińska linia obrony generalnie się trzyma.

Rosjanie narzekają, że Ukraińcy zaczęli stosować nową taktykę, która stwarza im problemy i jest niegodna. Chodzi o to, że ukraińscy żołnierze zawczasu minują budynki, które są obiektem rosyjskich ataków i po zdobyciu mogą stanowić cenną pozycję do dalszych uderzeń. Kiedy już Ukraińcy nie mogą takiegoż budynku utrzymać i się wycofują, a na ich miejscu rozgoszczą się Rosjanie zadowoleni z lokalnego sukcesu, następuje zdalne odpalenie ładunków wybuchowych i budowla jest obracana w gruzy wraz z najeźdźcami w środku. Wcześniej pojawiały się nagrania tego rodzaju incydentów, ale pokazujące niewielkie budynki. Jednak w tym tygodniu Ukraińcy mieli wysadzić choćby dwa duże bloki w centrum miasta. Rosjanie narzekają, że to metody znane jeszcze z walk w Groznym w 1995 roku, które stwarzają poważny problem. Bo jeśli obawiając się wysadzenia zdobytego budynku, obsadzi się go małą grupą obrońców, to Ukraińcy przypuszczą kontratak przeważającymi siłami i go odbiją. Jeśli obsadzi się silną załogą, aby temu zapobiec, to budynek wyleci w powietrze, grzebiąc wielu ludzi.

Ludzi, którzy nie są nic niewartymi dla dowództwa byłymi więźniami. Stereotyp walk w Bachmucie, według których atakujący Rosjanie to fale słabo wyszkolonych i uzbrojonych byłych więźniów pod sztandarami grupy Wagnera, jest nieaktualny. Teraz w walkach o miasto biorą udział znaczne siły regularnego rosyjskiego wojska, w tym oddziałów uznawanych za elitarne, czyli z wojsk powietrznodesantowych. Wcześniej używano ich głównie na skrzydłach Bachmutu, ale teraz skierowano też do centrum. Pomimo tego, postępy są powolne. Sytuacja Ukraińców jest jednak niezmiennie bardzo ciężka i bez jakichś poważniejszych zmian w rodzaju silnej kontrofensywy w rejonie miasta, są skazani na powolne cofanie się i drogie sprzedawanie skóry. Co według deklaracji ukraińskich dowódców jest celem uporczywej obrony Bachmutu: skupianie uwagi Rosjan i wyczerpywanie ich sił.

gazeta.pl

czwartek, 13 kwietnia 2023


W ocenie Waszyngtonu 2023 r. zakończy się osiągnięciem przez obie strony "bardzo nieznacznych" zdobyczy terytorialnych w konsekwencji "niewystarczającej liczby żołnierzy i (możliwości) zaopatrzeniowych do prowadzenia skutecznych operacji" — czytamy na portalu "WP".

Sytuacja na froncie, którą można określić mianem patowej, może doprowadzić do zmiany nastrojów ukraińskiego społeczeństwa i coraz bardziej powszechnej krytyki sposobu prowadzenia wojny. Jest też prawdopodobne, że w warunkach "konfliktu na wyniszczenie" władze w Kijowie będą zmuszone sięgnąć po wszelkie dostępne rezerwy i wysłać na front jeszcze więcej młodych mężczyzn — wynika z ujawnionych dokumentów amerykańskiego wywiadu.

Według tego samego źródła, cytowanego przez "WP", strona ukraińska może w większym stopniu skoncentrować się na przeprowadzeniu ataków na cele na terytorium Rosji. Nie wydaje się natomiast prawdopodobne, by Kreml — według któregokolwiek z rozważanych scenariuszy — zdecydował się na użycie przeciwko Ukrainie broni jądrowej.

Negocjacje Kijowa z Moskwą rozpoczną się dopiero wówczas, gdy jedna ze stron będzie wyczerpana, co wydaje się obecnie odległą perspektywą — ocenił wywiad wojskowy USA.

PAP

Dlatego zacznijmy od pytania, co się właściwie stało?

A było tak: w styczniu tego roku na czacie o nazwie Thug Shaker Central zaczęły pojawiać się dokumenty z tajnych odpraw. W sumie zamieszczono ich ponad sto. Dotyczyły najróżniejszych rzeczy: Chin, Izraela, Brazylii, Arabii Saudyjskiej, Jemenu, chińskiej polityki w Jemenie i oczywiście Rosji oraz Ukrainy.

Czat został już zamknięty, a serwer wyłączony. Ale sądząc po dostępnych informacjach, poruszano tam wszelakie tematy: od piłki nożnej po geopolitykę, a użytkownicy dowartościowywali się w dyskusjach.

Należy szczególnie podkreślić, że nie był to tajny sposób wymieniania informacji przez szpiegów. To po prostu amerykański czat ludzi żyjących "na luzie". Po dwóch miesiącach, w marcu, zauważył ów czat użytkownik o nicku Lucca (obecnie konto jest usunięte). Na platformie mediów społecznościowych Discord — na serwerze Minecraft Earth Map — zmieścił on kilka zdjęć stamtąd ściągniętych. A że użytkownicy serwisu gry Minecraft dyskutowali również o polityce, to czasem zamieszczali zrzuty ekranu z wyżej wspomnianymi dokumentami. Wynikło z nich, że Rosjanie są pokonani! Mają wprawdzie przewagę liczebną, ale nie mogą już nic zdziałać, bo są wykończeni. To właśnie potwierdzają rzeczone dokumenty, a inna opinia się nie liczy!

Kilka godzin po tym, gdy na wszystkich serwerach Discord już była zamieszczona powyższa informacja, zaczęły pojawiać się zdjęcia z poprawionymi danymi, gdzie rosyjskie straty są pomniejszone (w oryginale były większe niż ukraińskie). Potem dokumenty wypłynęły także na Telegramie. Wybuchł skandal, agencje wywiadowcze USA zaczęły szukać źródła wycieku. Lucca usunął konta co do jednego, a wszyscy się pogubili.

A jak to skomentować?

Wcześniej byli już Edward Snowden, Mordechaj Vanunu i starszy szeregowy Manning, który ujawniał dokumenty w imię szczytnych zasad, poszedł do więzienia, gdzie odkrył, że nie nazywa się Bradley, tylko Chelsea. Ale pajac zamieszczający ściśle tajne dokumenty, by poprawić swój status na czacie, z pewnością podnosi poprzeczkę na nowy poziom. I — jak widać — ją przeskakuje.

Nasuwa się jednak pytanie: co takiego tajnego jest w tych dokumentach? Odpowiedź przypomina historię opowiedzianą przez znanego rosyjskiego korespondenta wojennego. Było to na początku pierestrojki. Zaproszono go w pewne miejsce i uroczyście zapowiedziano, że zaraz zostaną mu pokazane tajne raporty sowieckich szpiegów w Waszyngtonie. Przygotował się więc do wielkiego wydarzenia. Umył ręce, poprawił krawat. Wprowadzono go do pokoju, gdzie na masywnym stole leżała jedna kartka papieru. Dziennikarz rozłożył ją i przeczytał: "Nasz agent donosi, że według »The New York Timesa«, dzieje się to i tam to".

Amerykanie są teraz wściekli: w końcu to ich zdjęcia intymne znalazły się w internecie. Ale powiedzmy sobie szczerze, że w widok obnażonego państwa nie pokazuje nam niczego, czego nie moglibyśmy się spodziewać po tego rodzaju zdjęciach.

onet.pl/Nowa Gazieta

Medyczny serwis Miedwiestnik alarmuje, że wśród Rosjan gwałtownie wzrosła zachorowalność na szereg chorób "o znaczeniu społecznym". Obszerny raport analizuje styczniowe dane Rosstatu oraz rosyjskiego odpowiednika sanepidu - Rospotrebnadzoru. Odnotowano o 71 proc. więcej chorych na syfilis (choroba przenoszona drogą płciową). 20 proc. więcej zakażeń HIV, kilkukrotny wzrost zachorowań na odrę, krztusiec i świnkę. Do tego o jedną dziesiątą więcej przypadków gruźlicy. 45 proc. więcej przypadków ostrego zapalenia wątroby - WZW typu A wzrost półtora raza, zaś WZW typu C – wzrost o 42 proc.

Georgy Wikulow, dyrektor Narodowego Centrum Badań nad Zapobiegania i Leczenia Zakażeń Wirusowych w Rosji przyznał, iż na wzrost zachorowań wpłynęła m.in. rosyjska operacja specjalna w Ukrainie.

- W operacjach wojskowych częstotliwość infekcji jelitowych wzrasta, a my mamy dużą liczbę hospitalizowanych uczestników specjalnej operacji wojskowej (tak Rosjanie nazywają wojnę w Ukrainie - przyp. red), którzy mogą mieć wirusowe zapalenie wątroby typu A. Ponadto wybuchy infekcji często występują podczas klęsk żywiołowych i operacji wojskowych - powiedział mediom Wikulow.

wp.pl