poniedziałek, 13 marca 2023


Siły rosyjskie kontynuują wypieranie obrońców wzdłuż autostrady M03 w kierunku Słowiańska. Trwają walki o kontrolę nad leżącą na południe od niej miejscowością Orichowo-Wasyliwka, zagradzającą drogę do kanału Doniec–Donbas (w poprzednich miesiącach najeźdźcy przekroczyli go na południowy zachód od Bachmutu). Agresor miał bezskutecznie nacierać na pozycje ukraińskie na północny wschód od Czasiw Jaru, poczynił jednak nieznaczne postępy na południe od niego. W Bachmucie jednostki rosyjskie zbliżyły się do centrum miasta, a od północy wkroczyły na teren zakładów metalurgicznych AZOM stanowiących jeden z głównych ośrodków obrony przeciwnika. Na bachmucki odcinek frontu przypada około połowy ogólnej liczby ich ataków na pozycje ukraińskie (10 marca było ich 53 z łącznej liczby co najmniej 100, a dzień później – 39 z 92).

Agresor zintensyfikował działania w rejonie Awdijiwki i osiągnął powodzenie na północ od niej. Trwają starcia o wieś Krasnohoriwka na północ od tego miasta, broniącą dostępu do linii kolejowej, którą dociera zaopatrzenie dla jego obrońców. Rosjanie nacierali również na zachód od Awdijiwki i na jej południowych obrzeżach. Bezskutecznie miały się natomiast zakończyć ich kolejne ataki w łuku na zachód od Doniecka oraz w rejonach Siewierska, Kreminnej i Kupiańska. W pobliżu Kreminnej, a także na pograniczu obwodów ługańskiego i charkowskiego oraz donieckiego i zaporoskiego miały się uaktywnić ukraińskie grupy dywersyjno-rozpoznawcze.

W rosyjskich atakach rakietowych na pozostającą pod kontrolą obrońców część obwodu donieckiego ucierpiały Słowiańsk (pociski spadły na miasto dwukrotnie, trafiona została m.in. infrastruktura kolejowa), Konstantynówka i Łyman. Celami ataku rakietowego na Zaporoże były gazociąg i niesprecyzowany obiekt przemysłowy. Rosyjskie artyleria i lotnictwo kontynuują ostrzał i bombardowania wzdłuż linii styczności i na obszarach przygranicznych. Agresor utrzymuje wysoką częstotliwość ostrzałów Chersonia i okolicznych miejscowości (atakowane są kilkadziesiąt razy na dobę) oraz nadmorskiej części obwodu mikołajowskiego (głównie Oczakowa). W ostatnich dniach zmniejszyło się natomiast natężenie ataków na rejon nikopolski. Ukraińcy ostrzelali m.in. Mariupol oraz położony na zachód od niego Manhusz. W drugiej z wymienionych miejscowości oraz w Melitopolu miały się także powtarzać akty ukraińskiej dywersji.

Minister obrony Norwegii Bjørn Arild Gram poinformował, że we współpracy z USA Oslo wyśle Kijowowi dwa systemy (baterie) obrony powietrznej NASAMS. Analogiczną ich liczbę dostarczyli armii ukraińskiej Amerykanie, a przekazanie jeszcze jednego ze Stanów Zjednoczonych finansuje Kanada. Według p.o. szefa resortu obrony Danii Troelsa Lunda Poulsena wiosną mogą dotrzeć na Ukrainę pierwsze czołgi Leopard 1. Będą one wykorzystywane do szkoleń.

Sztokholmski Międzynarodowy Instytut Badań nad Pokojem (SIPRI) przedstawił informacje o międzynarodowym handlu bronią. W 2022 r. Ukraina miała awansować na trzecie miejsce wśród największych importerów uzbrojenia (po Katarze i Indiach). Eksperci SIPRI zaznaczyli jednak, że stanowi to głównie efekt zewnętrznego wsparcia wojskowego, a nie zakupów dokonanych przez Kijów. Ukraina przesunęła się także na 14. miejsce w grupie największych importerów uzbrojenia w latach 2018–2022 – w tym okresie przypadło na nią 2% światowego importu. W 2022 r. spadł natomiast rosyjski eksport uzbrojenia (z 22% do 16% światowego eksportu). Mimo to Rosja zachowała w tym zestawieniu drugą pozycję, po USA (40% światowego eksportu). Utrzymanie trendu, w którym rosną wewnętrzne zakupy uzbrojenia, ma jednak w perspektywie najbliższych lat grozić Rosji spadkiem na dalsze lokaty (w 2022 r. trzecie miejsce z wynikiem 11% zajęła Francja).

10 marca prezydent Wołodymyr Zełenski – odnosząc się do wrzawy medialnej związanej z przyczynami uszkodzenia gazociągu Nord Stream 2 – zaprzeczył jakiemukolwiek udziałowi Ukrainy w tym zdarzeniu. W jego ocenie takie informacje rozpowszechniane są w celu spowolnienia pomocy dla jego kraju. Zauważył, że walczy on teraz nie tylko z Rosją, lecz także z ludźmi reprezentującymi biznes ponoszący straty z powodu spadku handlu z agresorem.

Ukraiński minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba oświadczył 12 marca, że nie spodziewa się szybkiej dostawy samolotów myśliwskich na Ukrainę, ponieważ jest to bardzo trudne zadanie zarówno z logistycznego, jak i technicznego punktu widzenia. Dlatego Kijów już teraz proponuje rozpoczęcie szkoleń pilotów na zachodnich maszynach. Dzień później rzecznik Sił Powietrznych Ukrainy Jurij Ihnat zapewnił, że rozpoczną się one po określeniu typu samolotu, jaki ma zostać dostarczony, i będą się odbywać w krajach posiadających go na wyposażeniu.

Według wywiadu brytyjskiego Jewgienij Prigożyn – właściciel prywatnej firmy wojskowej Grupa Wagnera – będzie zmuszony zredukować skalę jej zaangażowania na froncie ze względu na ograniczone możliwości naboru nowych „ochotników”. Wpływa na to nieformalny zakaz rekrutacji więźniów – efekt ciągłych sporów z resortem obrony co do sposobu ich wykorzystania. Prigożyn powrócił z początkiem marca do naboru osób, których główna motywacja to perspektywa otrzymania atrakcyjnego wynagrodzenia. W tym celu w Rosji utworzono 40 punktów rekrutacyjnych w ośrodkach sportowych.

Antyreżimowe rosyjskie media sygnalizują rosnące niezadowolenie bliskich zmobilizowanych z regionu moskiewskiego. Rodziny zwróciły się do Władimira Putina i ministra obrony Siergieja Szojgu z prośbą o wycofanie niedostatecznie wyszkolonych żołnierzy z pierwszej linii frontu. Publiczne skargi wysuwają również sami żołnierze, których mimo wcześniejszych obietnic, że będą służyć w artylerii, kieruje się jako piechotę w rejon zaciętych walk w Donbasie.

Komentarz

Nasilenie przez Rosję działań w rejonie Awdijiwki równolegle z utrzymaniem wysokiej intensywności walk w okolicach Bachmutu świadczy o tym, że uznaje ona obecną sytuację militarną za na tyle korzystną, by móc sobie pozwolić na rozproszenie wysiłku. Dzieje się tak mimo postępującego zwiększania w rejonach walk – głównie w okolicach Bachmutu – liczby żołnierzy ukraińskich. Problemy ze stawieniem przez nich skutecznego oporu wynikają przede wszystkim z braków w wyposażeniu, co skwapliwie wykorzystuje agresor. Obrońcy demonstrują jednak wysoki poziom determinacji. Świadczą o tym nie tylko zaciętość ich oporu, lecz zwłaszcza podejmowane niemal natychmiast po utracie pozycji kontrataki. W znaczącym stopniu utrudniają one wrogowi szybkie zdyskontowanie sukcesów i przejęcie pełnej kontroli nad atakowanymi miejscowościami.

Informacje SIPRI potwierdzają, jak dalece niedoinwestowana pod względem wyposażenia pozostawała armia ukraińska przed 2022 r. Mimo pozytywnych zmian, jakie zaszły w niej po rosyjskiej agresji na Krymie i w Donbasie osiem lat wcześniej, nowe bądź zmodernizowane uzbrojenie i sprzęt wojskowy zakupywała ona sporadycznie, w niewielkich partiach. Od rozpoczęcia obecnej fazy wojny Ukraińcy otrzymali więcej uzbrojenia i sprzętu wojskowego niż w całym okresie od odzyskania niepodległości w 1991 r. (łączną wartość szeroko pojętej pomocy wojskowej ze strony partnerów Kijowa szacuje się na 65 mld dolarów). Z kolei notowany przez SIPRI spadek wielkości rosyjskiego eksportu uzbrojenia po raz pierwszy od blisko 30 lat wynika nie z konkurencyjnej walki o rynki lub z sankcji, lecz z przeorientowania kompleksu obronno-przemysłowego FR na realizację zamówień wewnętrznych. Aktualne tempo produkcji wyposażenia wojskowego jest w Rosji najwyższe od lat osiemdziesiątych XX wieku. Z powodów natury ekonomicznej (wyższe koszty wytwarzania oraz zmniejszenie bazy produkcyjnej) i technologicznej (wzrost skomplikowania cykli produkcyjnych uzbrojenia i sprzętu wojskowego) nie ma ona jednak szans, by dorównać pod tym względem czasom sowieckim.

osw.waw.pl

Oczywiste militarno-polityczne ambicje Prigożyna prawdopodobnie zaalarmowały Putina w październiku, kiedy jego reżim był najbardziej narażony na publiczną kontrolę. Putin prawdopodobnie nieopatrznie ostrzegł Prigożyna 5 października 2022 r., na przykład w dziwnej aluzji do powstania Pugaczowa, które podważyło autorytet Katarzyny Wielkiej w połowie lat siedemdziesiątych XVIII wieku. Putin zauważył, że do buntu doszło, ponieważ Pugaczow „podawał się za cara” i /nastąpiło/ „osłabienie władzy centralnej”. Dziwaczne publiczne oświadczenie Putina mogło być bezpośrednią odpowiedzią na krytykę działań wojennych i próby zwiększenia własnych wpływów wojskowych i politycznych przez Prigożyna. Przedstawiciele Kremla potwierdzili również, że Putin coraz bardziej przedkłada lojalność nad kompetencje w swoim najbliższym kręgu, a Putin mógł postrzegać krytykę Prigożyna jako formę nielojalności. Prigożyn prawdopodobnie nie zamierzał bezpośrednio wyzwać Putina, ale Putin prawdopodobnie postrzegał agresywną autopromocję Prigożyna kosztem innych, którzy cieszyli się zaufaniem Putina, jako zagrożenie. W końcu Szojgu i Gierasimow byli lojalni wobec Putina i jego struktury reżimowej od lat i prawdopodobnie popełnili błąd przez nadmierną lojalność – nie powiedzieli Putinowi tego, czego Putin nie chciał usłyszeć – cecha, którą Putin wydaje się skłonny wybaczyć.

Putin jest niechętnym do ryzyka i wysoce wyrachowanym aktorem, który prawdopodobnie starał się poradzić sobie z pojawiającym się zagrożeniem dla swojej kontroli poprzez stopniowe przywracanie rosyjskiego Ministerstwa Obrony do znaczenia i władzy. Rosyjskie Ministerstwo Obrony podobno rozpoczęło rekrutację więźniów w październiku, co prawdopodobnie przeszkodziło Prigożynowi w jego rekrutacji. Szojgu pozwolono 23 października nawiązać głośne kontakty z francuskimi, tureckimi, brytyjskimi i amerykańskimi odpowiednikami – ustanawiając poziom władzy nieosiągalny dla Prigożyna, który nie zajmuje oficjalnego stanowiska w rosyjskim rządzie. Gierasimow wykonał podobne telefony do swoich brytyjskich i amerykańskich odpowiedników 24 października po tym, jak był nieobecny w oczach opinii publicznej od wiosny 2022 roku. Putin nadal uspokajał Prigożyna i jego ultranacjonalistyczną społeczność w tym okresie, ponieważ prawdopodobnie uznał, że przymusowe powołanie rezerwy nie może wypełnić luki między zapotrzebowaniem na siły rosyjskie a dostępną siłą roboczą w odpowiednim czasie, a tym samym pozwolił Wagnerowi rozszerzyć rekrutację więźniów i jej działania na froncie do czasu masowego przybycia zmobilizowanego personelu. Putin prawdopodobnie powstrzymał rosyjskie MON przed bezpośrednim atakiem na Prigożyna, ale zamiast tego stworzył warunki, w których rosyjskie dowództwo wojskowe mogło odzyskać większą władzę. Takie warunki prawdopodobnie zagroziły Prigożynowi, który zaczął nasilać krytykę rosyjskiego MON i jeszcze bardziej pogłębił konflikt między siłami Wagnera a dowództwem wojskowym. 

Ostatecznie Putin pozwolił rosyjskiemu MON odzyskać kontrolę nad kierunkiem Bachmutu - od Prigożyna - w styczniu, ponieważ siłom Wagnera nie udało się zapewnić obiecanego zwycięstwa nad Bachmutem do końca 2022 r. Putin pojawił się na kilku spotkaniach z Gierasimowem i Szojgu pod koniec grudnia 2022 r., prawdopodobnie wskazując, że nie jest pewien, czy Prigożyn osiągnie obiecane zwycięstwo przed końcem roku. Rosyjskiemu dowództwu wojskowemu mogło się również udać przekonanie Putina, że ??siły Wagnera nie były dobrą inwestycją zasobów, ponieważ mniej więcej w tym samym czasie Rosji zaczęło brakować pocisków. 11 stycznia Putin ostentacyjnie zdegradował Surowikina i mianował Gierasimowa dowódcą teatru na Ukrainie. Podobnie Putin mianował Łapina szefem rosyjskich sił lądowych 10 stycznia i przetasował rosyjskie dowództwo wojskowe na Ukrainie. Rosyjskie MON przyznało się 13 stycznia do zajęcia Soledaru i celowo nie uznało sukcesu Wagnera. Sam Putin nie przypisał Prigożynowi schwytania Soledaru w niezwykłym wywiadzie telewizyjnym z 15 stycznia i zamiast tego przypisał zwycięstwo rosyjskiemu MON i Sztabowi Generalnemu. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow również pośrednio oskarżył Prigożyna o celowe manipulowanie przestrzenią informacyjną w celu ujawnienia konfliktu między Wagnerem a rosyjskim MON. Putin spotkał się również z długoletnim wrogiem Prigożyna Begłowem 18 stycznia, prawdopodobnie w celowej próbie dalszej marginalizacji Prigożyna.

Putin i rosyjskie MON mogą wykorzystać Prigożyna jako kozła ofiarnego w kosztownej wyprawie na Bachmut, gdy ofensywa osiągnie punkt kulminacyjny. ISW oceniło 5 lutego, że Putin polega na grupie kozłów ofiarnych, które publicznie podejmują ryzyko zamiast niego i biorą na siebie winę za rosyjskie niepowodzenia militarne i niepopularną politykę. Putin prawdopodobnie wykorzysta wysokie ofiary Wagnera, doniesienia o niskim morale i zbrodniach wojennych, aby odwrócić uwagę od prawdopodobnie równych lub gorszych problemów w rosyjskich siłach zbrojnych. Milbloggerzy związani z Kremlem zaatakowali Prigożyna wywiadami, które ujawniły liczne kontrowersje dotyczące Wagnera, w tym nieskuteczności i złego traktowania sił skazańców Wagnera – prawdopodobnie w celu ustalenia warunków w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej, aby zdyskredytować Wagnera. Znaczna część rosyjskich i zachodnich relacji na temat Bachmutu skupia się już głównie na ciężkich stratach Wagnera, co pozwala MON na ukrywanie lub bagatelizowanie innych strat poniesionych przez rosyjskie siły konwencjonalne.

Jest mało prawdopodobne, aby Prigożyn odzyskał przychylność Putina w takim samym stopniu, jak między majem a październikiem 2022 r.  Nienazwani urzędnicy Kremla stwierdzili, że Putin coraz bardziej zacieśnia swój krąg i jest mało prawdopodobne, aby oferował korzyści, które kiedyś miał Prigożyn, niezależnie od surowości rosyjskiech niepowodzeń militarnych na froncie. Rosyjskie Ministerstwo Obrony najwyraźniej nadal cieszy się przychylnością Putina, pomimo druzgocących niepowodzeń militarnych wokół Vuhledaru na początku lutego. Kreml tworzy nowe formacje zbrojne w ramach państwowych koncernów energetycznych, prawdopodobnie w celu zastąpienia Wagnera, zachowując być może przeciwwagę dla rosyjskiego MON. Upadek Prigożyna prawdopodobnie przestraszy innych urzędników Kremla, takich jak Kadyrow, do ograniczenia swoich ambicji, aby uniknąć doświadczenia losu Prigożyna. Putin prawdopodobnie jeszcze nie zdecydował, czy oszczędzi Prigożyna, a los Wagnera prawdopodobnie zależy od tego, czy Prigożyn zdoła przekonać Kreml do swojej lojalności.

Jest również mało prawdopodobne, aby Prigożyn osiągnął swoje poprzednie wyżyny, niezależnie od jego ponownych wysiłków w celu rekrutacji najemników z 42 różnych miast w Rosji. Prigożyn zyskał złą reputację, traktując swoje siły jako mięso armatnie i osuszając ultranacjonalistyczne społeczności rekrutów. Publiczne prośby Prigożyna o amunicję i zaopatrzenie również raczej nie sprawią, że służba u Wagnera będzie atrakcyjna dla rekrutów. Prigożyn podzielił i spolaryzował wcześniej połączoną ultranacjonalistyczną społeczność, która pomagała mu w rekrutacji sił na początku wojny i we wcześniejszych konfliktach na całym świecie.

understandingwar.org

niedziela, 12 marca 2023


Prezydent i jego technokraci wciąż powtarzają, że życie w kraju toczy się zupełnie normalnie, jak dawniej, że stare obietnice są wciąż aktualne, emerytury waloryzowane, a zasiłki na dzieci rosną. Jest jednak mało prawdopodobne, by rządzący wierzyli, że ich poddani są tak naiwni.

Nikt nie ma wątpliwości co do tego, że większość Rosjan jest nieco — jeśli nie dotkliwie — zdezorientowana. Moim zdaniem najbardziej wnikliwa jest tu obserwacja politologa Grigorija Gołosowa, który stwierdza:

"Niektórzy ludzie w Rosji żyją normalnie, ale odczuwają brak prawdziwej normalności i to sprawia, że czują się nieswojo. Inni żyją z poczuciem katastrofy, choć odczuwają brak prawdziwej katastrofy i to również powoduje u nich dyskomfort. W rezultacie wszyscy się denerwują. Rozsądnym podejściem byłoby żyć normalnie z poczuciem katastrofy. Ale ta pożyteczna postawa jest trudna do wypracowania..."

Kiedy ci zdenerwowani ludzie zaczynają odpowiadać na pytania dotyczące siebie i swojego kraju, okazuje się, że dosłownie wszystko, co ich otacza, podoba im się obecnie bardziej niż w przededniu wojny.

"Na tle operacji specjalnej wskaźniki dobrobytu społecznego w Rosji — zadowolenie z życia, ocena sytuacji w kraju i wektor jego rozwoju — znacznie wzrosły… W styczniu 2023 r. ponad połowa (58 proc.) Rosjan odpowiedziała, że ogólnie jest zadowolona z życia, które prowadzi. W ciągu roku odsetek ten wzrósł o 10 punktów proc. — w styczniu 2022 r. co drugi respondent (48 proc.) był zadowolony z życia... W ocenie sytuacji w kraju również dominuje pozytywne nastawienie: 59 proc. Rosjan uważa ją za ogólnie dobrą...".

To fragment z ostatniego raportu Wszechrosyjskiego Centrum Badania Opinii Publicznej (VTsIOM). I nie ma powodu, by sądzić, że doniesienia respondentów o rosnącym zadowoleniu z życia są wynikiem manipulacji agencji sondażowej. Dokładnie to powiedzieli jej bowiem Rosjanie, takie są ich deklaracje. 

(...)

Jeśli wierzyć Rosstatowi (Federalnej Służbie Statystyki Państwowej) realny dochód rozporządzalny w 2022 r. był tylko o 1 proc. niższy niż w 2021 r. Nie doszło więc do załamania realnych dochodów.

Co prawda trend ten wpisuje się we wcześniejszą tendencję spadkową. Na nią składało sie wiele czynników – począwszy od postkrymskich sankcji (2014 r.) i taniejącej ropy (2014-2016), po wszystkie problemy związane z COVID-19 (2020–2021), kiedy to oszczędny Putin zakazał wydawania rezerw walutowych (tych samych, które mu później skonfiskowano) na wsparcie obywateli.

Łącznie więc realne dochody w 2022 r. okazały się nawet na rachunku państwowym o 6,5 proc. niższe niż w ostatnim spokojnym roku — 2013. Oznacza to, że cofnęły się o dwanaście lat, mniej więcej do poziomu z 2011 r.

To jednak nie wszystko. Rosjanie ograniczyli także wydatki. O ile ich dochód rozporządzalny był formalnie niemal taki sam jak w 2021 r., o tyle w ostatnich miesiącach wydawali oni o 6–10 proc. mniej niż rok wcześniej. Przykładowo w styczniu 2023 r. (brak późniejszych danych) obroty w handlu detalicznym stanowiły 93,4 proc. wartości ze stycznia 2022 r. — i to przy realnych płacach rzekomo nawet nieco wyższych niż rok wcześniej.

(...)

Działania Rosjan, by oszczędzać pieniądze, można tłumaczyć świadomym lub — częściej — nieświadomym oczekiwaniem na jakiś "deszczowy dzień". Pracownikom VTsIOM — a w rozumieniu Rosjan zapewne samemu Putinowi — mówią, że są "ogólnie zadowoleni z życia", jednak dla siebie zachowują informację, że w przyszłości życie może wyglądać trudniej i warto się na to przygotować. Dlatego rosyjskie depozyty indywidualne w 2022 r. wzrosły o 5,5 proc. — z 34,7 bln rubli (ok. 2 bln zł) do 36,6 bln rubli (ok. 2,1 bln zł).

Ta zmiana nastąpiła bez formalnej likwidacji systemu rynkowego, bez kartek i niedoborów towarowych, bez konfiskaty lub zamrożenia depozytów rublowych. Ludzie nie zmienili swoich zachowań nabywczych dlatego, że zostali bez towarów lub pieniędzy.

Przy ogólnym spadku zakupów wzrósł popyt na niektóre towary. Przykładowo dla sklepów tytoniowych rozpoczęła się era prosperity. Jak ostrożnie ujął to jeden z obserwatorów, "ich aktywny rozwój wiąże się z napięciem psychicznym w społeczeństwie".

Formalnie rzecz biorąc, sprzedaż wyrobów tytoniowych (w cenach porównywalnych) w 2022 r. rzeczywiście wzrosła, jednak nie dramatycznie — o mniej niż 1 proc. Ale po pierwsze, wzrost ten nastąpił na tle ogólnego i zauważalnego spadku zakupów. Po drugie, zdecydowanie wzrosła wielkość sprzedaży nierejestrowanej. Jeszcze przed wojną udział towarów podrabianych wynosił około 20 proc. Po trzecie wreszcie — pierwszy wojenny rok odwrócił pojawiający się wśród Rosjan trend rezygnacji z palenia.

(...)

Jeśli chodzi o alkohol, to sprzedaż wszystkich wyrobów spirytusowych (wódka, brandy, likier) wzrosła ilościowo o 6,5 proc. — według oficjalnych obliczeń. Nieoficjalne szacunki mówią o wartości 7,5 proc. W końcu co może być bardziej tradycyjnego niż pocieszanie się wódką w trudnej godzinie?

Trzeba też oddać sprawiedliwość postsowieckiej gospodarce rynkowej. Znakomicie zaspokoiła ona zwiększone zapotrzebowanie społeczne na tytoń i wódkę. Przy ogólnym wzroście cen (rok do roku) towarów i usług — o 11,8 proc. w styczniu 2023 r., cena wyrobów tytoniowych wzrosła tylko o 10,6 proc., a alkoholu — o osiem proc.

Nie bez powodu pojawiło się przypuszczenie, że koryfeusze reżimu i lobbyści wódki jakoś się odnaleźli na polu podziału zysków. Na tym jednak polega wojna.

(...)

Większość poddanych Putina w Rosji w 2023 r. nie wygląda ani na rozgorączkowanych entuzjastów imperium zainspirowanych wojną, ani na pogodnych filistrów, pewnie utrzymujących swój zwyczajowy sposób życia.

Są to ludzie zdezorientowani, którzy nie tyle żyją znanym życiem, ile starają się je zmienić. Chcą funkcjonować zwyczajnie, ale czują, że może się to nie udać. I dlatego rzadziej rodzą dzieci, oszczędzają pieniądze, pocieszają się wódką i paleniem papierosów i boją się snuć plany. Nic nie wskazuje na to, by dziś mogli wziąć los w swoje ręce.

onet.pl

sobota, 11 marca 2023


Następnego dnia ojciec wstał bardzo wcześnie i pojechał z powrotem do Moskwy. Potraktował poważnie radę egzaminatora z Uniwersytetu Moskiewskiego. Wydawało się, że egzaminator chciał mi jednak pomóc, być może w ramach częściowego zadośćuczynienia za wyrządzoną krzywdę. Po przyjeździe do Moskwy ojciec udał się prosto do biura rekrutacyjnego Instytutu Ropy Naftowej i Gazu. Jakimś cudem znalazł tam kogoś, kto zechciał z nim porozmawiać prywatnie, i ojciec naświetlił mu moje położenie. Rozmówca taty powiedział mu, że doskonale wie o tym, iż na MGU panuje antysemityzm, ale w Instytucie Ropy Naftowej i Gazu nie ma tego problemu. Powiedział też, że poziom kandydatów na matematykę stosowaną jest bardzo wysoki, w dużym stopniu dzięki uczniom takim jak ja, którzy nie zostali przyjęci na Uniwersytet Moskiewski, dlatego egzamin wstępny na pewno nie będzie łatwy. 

– Jeśli jednak pana syn jest tak bystry, jak pan mówi – dodał – to zostanie przyjęty. U nas nie ma przypadków dyskryminacji Żydów na egzaminach wstępnych.

– Muszę jednak pana z góry uprzedzić – ciągnął – że studiami doktoranckimi zajmuje się u nas zupełnie inna kadra i pana syn zapewne nie zostanie na nie przyjęty.

To było jednak zmartwienie, którym trzeba będzie się zająć za pięć lat – na razie musieliśmy rozwiązać bieżący problem. Ojciec odwiedził jeszcze kilka innych moskiewskich uczelni, na których wykładano matematykę stosowaną, ale nigdzie nie spotkał się z takim zrozumieniem jak w Instytucie Ropy Naftowej i Gazu. Gdy więc wieczorem wrócił do domu i opowiedział o wszystkim mamie i mnie, postanowiliśmy od razu, że będę zdawał na matematykę stosowaną właśnie na tej uczelni.

Instytut był jedną z kilkunastu moskiewskich szkół wyższych przygotowujących techników dla różnych gałęzi przemysłu – były to uczelnie takie jak Instytut Metalurgii czy Instytut Inżynierii Kolejowej (w Związku Radzieckim wiele szkół wyższych nazywano „instytutami”). Począwszy od końca lat sześćdziesiątych, antysemityzm panujący na Uniwersytecie Moskiewskim „spowodował, że pojawiła się potrzeba umieszczenia gdzieś studentów matematyki pochodzenia żydowskiego”, jak pisze Mark Saul w swoim artykule. Instytut Ropy Naftowej i Gazu „zaczął zaspokajać tę potrzebę, wykorzystując antysemickie nastawienie innych uczelni do zdobycia bardzo dobrych studentów”. Dalej Mark Saul wyjaśnia:

Potoczna nazwa tej szkoły, Kierosinka, była odzwierciedleniem dumy i cynizmu studentów. Słowem kierosinka Rosjanie nazywają piecyk naftowy, urządzenie niezbyt zaawansowane technicznie, ale za to pozwalające skutecznie stawić czoło niesprzyjającym warunkom. Studenci i absolwenci instytutu byli nazywani kierosineszczikami, a uczelnia stała się bezpieczną przystanią dla żydowskich studentów zafascynowanych matematyką.

Jak to się stało, że akurat do Kierosinki trafiły tak duże talenty? Niełatwo odpowiedzieć na to pytanie. Wiemy, że również inne szkoły wyższe korzystały na wykluczeniu Żydów z Uniwersytetu Moskiewskiego. Wiadomo także, że wprowadzenie polityki nieprzyjmowania studentów ze względu na pochodzenie etniczne było świadomym działaniem, które początkowo spotkało się z pewnym oporem. Być może niektóre uczelnie stwierdziły, że łatwiej będzie im dalej przyjmować Żydów, niż wprowadzać na siłę nowe reguły. Potem jednak skala zjawiska urosła i w Kierosince pojawiła się liczna grupa żydowskich studentów. Dlaczego było to tolerowane? Krążą plotki, że krył się za tym spisek tajnej policji (KGB) mający na celu trzymanie żydowskich studentów pod obserwacją na jednej lub dwóch uczelniach. Być może jednak choć częściowo stały za tym bardziej szlachetne motywy: może władze uczelni dostrzegły w takim podejściu szanse na rozwój instytucji i robiły wszystko, co możliwe, by utrzymać taki stan rzeczy.

Wydaje mi się, że to ostatnie zdanie jest bliższe prawdy. Rektor Instytutu Ropy Naftowej i Gazu, Władimir Nikołajewicz Winogradow, był sprawnym administratorem znanym z tego, że rekrutuje profesorów zainteresowanych nowatorskimi metodami nauczania i prowadzenia badań, którzy chcą wykorzystywać w salach wykładowych najnowsze zdobycze techniki. Wprowadził zasadę, że wszystkie egzaminy (włącznie z wstępnymi) mają mieć formę pisemną. Oczywiście, także w przypadku egzaminów pisemnych istniało niebezpieczeństwo niesprawiedliwego oceniania (jak to się stało podczas mojego egzaminu wstępnego na MGU), ale taka zasada zapobiegała przynajmniej tak rażąco nieuczciwemu traktowaniu kandydatów, jak podczas mojego egzaminu ustnego. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że niedopuszczenie do dyskryminacji kandydatów pochodzenia żydowskiego było osobistą decyzją Winogradowa i jeśli tak było, to wymagało to zapewne dużo dobrej woli, a nawet odwagi z jego strony.

Edward Frenkel - Miłość i Matematyka

piątek, 10 marca 2023


Od października 2022 r. Rosja przeprowadziła łącznie 15 zmasowanych ataków rakietowych na obiekty energetyczne na terenie całej Ukrainy. Celem ostatniego – z 9 marca – była infrastruktura w ośmiu regionach, m.in. w Kijowie, Charkowie i obwodach zaporoskim, żytomierskim i odeskim, w tym służąca do przesyłu prądu i ciepłownicza. Ogółem najeźdźcy użyli 95 rakiet różnego typu i ośmiu dronów kamikadze.

W ostrzelanych obwodach doszło do przerw w dostawach prądu, ale operator sieci Ukrenerho poinformował, że w systemie nie ma deficytu energii elektrycznej (tym razem pociski nie spadły na elektrownie konwencjonalne), istnieje natomiast problem z jej dostarczaniem do niektórych regionów (na większości terytorium kraju elektryczność udało się przywrócić w ciągu kilku godzin). Najnowszy atak nastąpił po 26 dniach od czasu, kiedy Ukraina zaczęła móc produkować wystarczającą ilość prądu na potrzeby wewnętrzne. Na początku marca skutkowało to zapowiedziami Kijowa dotyczącymi wznowienia jego eksportu do UE.

Komentarz

W ostrzale wykorzystano dużą liczbę rakiet, lecz doprowadził on do stosunkowo ograniczonych – w porównaniu do ataków z listopada–grudnia ub.r. – problemów z dostawami energii elektrycznej na terenie całego kraju. Oznacza to, że pod koniec sezonu grzewczego agresorowi wciąż nie udaje się osiągnąć celu w postaci paraliżu energetycznego Ukrainy. Wynika to w głównej mierze z faktu, że kolejne ataki przeprowadza w coraz dłuższych interwałach – zbyt rzadko, by trwale zniszczyć infrastrukturę zarówno wytwarzającą, jak i przesyłającą prąd. Ważną rolę odegrały też pomoc państw zachodnich w dostarczaniu wyposażenia, w szczególności transformatorów i urządzeń przesyłających energię, dzięki którym możliwe było przyspieszenie prac remontowych, oraz import niewielkich ilości prądu z UE. Okoliczności te pozwalają Ukraińcom na każdorazową stabilizację systemu, co znacząco obniża ryzyko wystąpienia pełnego blackoutu.

Mimo wcześniejszych zmasowanych ataków na infrastrukturę energetyczną ukraiński system nie notował w ostatnich tygodniach deficytu energii elektrycznej. Wpłynęło na to kilka czynników. 11 lutego zakończono remont jednego bloku Rówieńskiej Elektrowni Jądrowej o mocy 1 GW. Anomalnie ciepły koniec zimy (w Kijowie styczeń br. należał do dziesiątki najcieplejszych od 1881 r.) skutkował zmniejszeniem zapotrzebowania na prąd. Wysokie temperatury i obfite opady umożliwiły też większą produkcję energii w siłowniach wodnych.

Szybka realizacja zapowiedzi o wznowieniu eksportu prądu do UE, wstrzymanego w październiku 2022 r., wydaje się mało prawdopodobna, przynajmniej na większą skalę. Wraz z nastaniem cieplejszych miesięcy konsumpcja wewnętrzna będzie się jednak zmniejszać, co teoretycznie pozwoli Ukrainie sprzedawać za granicę nadwyżki produkcji. Niestety, ciągłe zagrożenie wrogimi atakami na infrastrukturę energetyczną stawia pod znakiem zapytania stabilność ewentualnych dostaw.

osw.waw.pl

9 marca Rosjanie przeprowadzili kolejny (według statystyk głównego ukraińskiego operatora systemu przesyłowego Ukrenerho – piętnasty) atak na infrastrukturę energetyczną i przemysłową w Kijowie oraz 11 obwodach Ukrainy (charkowskim, dniepropetrowskim, iwanofrankiwskim, kijowskim, kirowohradzkim, lwowskim, mikołajowskim, odeskim, sumskim, zaporoskim i żytomierskim). Premier Denys Szmyhal poinformował, że do zniszczeń infrastruktury energetycznej doszło w ośmiu regionach, a do najpoważniejszych szkód – w Charkowie.

Według danych ukraińskiego Sztabu Generalnego agresor miał wykorzystać łącznie 95 rakiet różnych typów, z których 34 zestrzelono, a także osiem dronów kamikadze Shahed-136 (zniszczono cztery). Po raz kolejny odnotowano strącenia wyłącznie dwóch typów pocisków manewrujących (Ch-101/Ch-555 i Kalibr, których wróg miał użyć 48). Ukraina wciąż nie dysponuje zdolnościami umożliwiającymi zestrzeliwanie pozostałych wykorzystanych w ataku pocisków manewrujących (Ch-22), hipersonicznych (Ch-47 Kindżał) i – nominalnie – obrony powietrznej (z systemów S-300). Ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych oznajmiło ponadto, że osiem rakiet kierowanych powietrze–ziemia (Ch-31P i Ch-59) zostało zmylonych przez obronę powietrzną i nie trafiło w cel. Rzecznik Dowództwa pułkownik Jurij Ihnat podkreślił, że po raz pierwszy agresor użył na dużą skalę pocisków hipersonicznych (sześć rakiet Kindżał). Zaznaczył też, że do ataku nie wykorzystano terytorium Białorusi.

Rosyjskie artyleria i lotnictwo kontynuowały ostrzał i bombardowania pozycji i zaplecza sił przeciwnika wzdłuż linii styczności i w rejonach przygranicznych. W kontrolowanej przez obrońców części obwodu donieckiego ponawiały także ataki z użyciem rakiet wystrzeliwanych z systemów S-300. Poza obszarem walk głównym celem ostrzału agresora niezmiennie pozostają prawobrzeżna część obwodu chersońskiego (w położone tam miejscowości, z Chersoniem włącznie, w ciągu doby miało trafiać przeciętnie 400 pocisków) oraz Nikopol i jego okolice.      

Siły ukraińskie mają przerzucać kolejne jednostki w rejon na zachód od Bachmutu, a centrum obrony stał się Czasiw Jar. Rosjanie dalej atakowali pozycje obrońców na północny wschód od tej miejscowości oraz wzdłuż autostrady M03 w kierunku Słowiańska, lecz osiągnęli tylko nieznaczne postępy. Mieli m.in. opanować Dubowo-Wasyliwkę, o którą w poprzednich dniach toczyły się zacięte walki. Kontynuują też spychanie obrońców Bachmutu z północy i z południa miasta w stronę centrum. Niepowodzeniem miały się natomiast zakończyć kolejne próby przełamania pozycji ukraińskich na południowy zachód od Bachmutu i na południe od Czasiw Jaru. Według ukraińskiego Sztabu Generalnego wojska wroga miały się zbliżyć do Konstantynówki, mimo że bezskutecznie atakowały w rejonie miejscowości Ołeksandro-Szultyne, leżącej na południowo-wschodnich obrzeżach tego miasta.

Wzrosła intensywność rosyjskich ataków na północ i zachód od Awdijiwki oraz na południe od Marjinki, gdzie agresor miał odnotować nieznaczne postępy i kontynuuje natarcie. Niepowodzeniem miały się natomiast zakończyć kolejne ataki na pozostałe miejscowości w łuku na zachód od Doniecka, na południe i wschód od Siewierska i na północny wschód od Kupiańska, a także wznowione po kilkudniowej przerwie próby natarcia na Wuhłedar. Według ukraińskich źródeł wojskowych najeźdźcy mieli przeprowadzić łącznie 110 ataków 8 marca (w tym 41 w rejonie Bachmutu) i 102 dzień później.

Warszawa dostarczyła Kijowowi ostatnie 10 z zapowiedzianych 14 czołgów Leopard 2A4. W marcu na Ukrainę mają trafić pozostałe wozy tego typu z Hiszpanii (sześć sztuk, Madryt rozważa przekazanie jeszcze czterech), Kanady (cztery) i Norwegii (osiem), które wraz z tymi z Polski będą stanowiły wyposażenie jednego z dwóch batalionów leopardów. Szef niemieckiego resortu obrony Boris Pistorius potwierdził, że do końca miesiąca Kijów otrzyma również 21 czołgów Leopard 2A6 (18 z RFN i trzy z Portugalii). Będą one stanowiły zalążek drugiego batalionu (najprawdopodobniej uzupełnią go szwedzkie leopardy 2A5). Pistorius poinformował też, że do końca roku szkolenie w Niemczech przejdzie ogółem 9 tys. ukraińskich wojskowych. RFN przekazały tamtejszej armii kolejne dwa samobieżne działa przeciwlotnicze Gepard (a łącznie dotąd – 34) oraz 6 tys. sztuk amunicji 35 mm. Do końca marca na Ukrainę ma trafić także 15 zestawów przeciwlotniczych Victor (podwójnie sprzężony karabin maszynowy KPWT kalibru 14,5 mm na podwoziu samochodu Toyota) z Czech.

Gotowość wspólnego dostarczenia wraz z Polską samolotów myśliwskich MiG-29 wyraził słowacki minister obrony Jaroslav Nad’. Zaapelował on o szybkie podjęcie decyzji w tym zakresie. Ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych wyraziło zadowolenie z możliwości otrzymania tych posowieckich maszyn, lecz podkreśliło, że nie wpłyną one na zmianę sytuacji na froncie, i po raz kolejny zaapelowało o myśliwce F-16.

8 marca wysoki przedstawiciel UE ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Josep Borrell oznajmił, że ostateczna decyzja w sprawie wspólnego przekazania przez kraje UE Ukrainie amunicji artyleryjskiej kalibru 155 mm zapadnie 20 marca. Wcześniej zapowiadano, że zostanie ona podjęta na spotkaniu ministrów obrony państw członkowskich w Sztokholmie w dniach 7–8 marca. Zgodnie z dotychczasowymi informacjami decyzja ma dotyczyć 1 mln pocisków z magazynów armii poszczególnych krajów UE oraz wyprodukowanych przez nie w ramach wspólnego programu. Borrell oświadczył także, że do końca marca w ramach misji EUMAM Ukraine przeszkolonych zostanie 11 tys. ukraińskich wojskowych (z zaplanowanych na 2023 r. 30 tys.).

7 marca na stacje kolejowe Osipowicze w obwodzie mohylewskim oraz Połonka w obwodzie brzeskim przybyły dwa transporty kolejowe z rosyjskimi żołnierzami i sprzętem wojskowym. Według niezależnych źródeł białoruskich łącznie przybyło ok. 450 ludzi oraz m.in. 18 haubicoarmat Msta-B kalibru 152 mm. Jest to kolejna rotacja oddziałów rosyjskich, które szkolą się na miejscowych poligonach przed udaniem się na front w Donbasie.

Tworzone pod egidą ukraińskiej Gwardii Narodowej ochotnicze brygady szturmowe będą szkolone przez dwa–cztery miesiące i dopiero potem zostaną włączone do działań bojowych. Zakomunikował o tym 9 marca rzecznik Gwardii Narodowej Rusłan Muzyczuk. Dodał przy tym, że docelowo sformowanych ma zostać osiem takich brygad, w tym sześć w ramach Gwardii Narodowej i dwie organizowane przez MSW. Od początku lutego w szkoleniu bierze udział ok. 1000 osób.

Trwa rosyjska operacja dezinformacyjna, w ramach której oskarża się Kijów o chęć destabilizacji sytuacji w Naddniestrzu. 9 marca tamtejsze tzw. Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego przekazało, że zapobieżono atakowi terrorystycznemu organizowanemu przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). Jego celem miały być „pierwsze osoby w państwie”. Oskarżanie Kijowa o prowadzenie wrogich działań w Naddniestrzu trwa od 23 lutego, kiedy to Ministerstwo Obrony FR rozpowszechniło nieprawdziwe informacje, jakoby siły ukraińskie planowały zbrojną prowokację w tym regionie. SBU doniesienia tzw. władz Naddniestrza nazwała prowokacją Kremla.

10 marca SBU aresztowała byłego dyrektora generalnego przedsiębiorstwa przemysłu lotniczego „Antonow” Siergieja Byczkowa i innych przedstawicieli firmy. Postawiono im zarzut sabotowania przygotowań do obrony lotniska Hostomel, co w rezultacie doprowadziło do jego zajęcia 24 lutego ub.r. przez wojska rosyjskie i zniszczenia samolotu transportowego typu An-225 „Mrija”. W trakcie postępowania przygotowawczego udokumentowano, że w okresie styczeń–luty 2022 r. przedstawiciele „Antonowa” wielokrotnie odmawiali wydania zezwolenia na budowę obiektów inżynieryjnych i fortyfikacyjnych na terenie lotniska przez Gwardię Narodową. Przyczyniło się to do obniżenia zdolności obronnych i w efekcie ułatwiło przejęcie obiektu przez Rosjan.

8 marca SBU poinformowała o zablokowaniu 26 kanałów na komunikatorze Telegram, za których pośrednictwem przekazywano instrukcje dotyczące sposobów unikania mobilizacji. Wysyłano komunikaty o miejscach pobytu przedstawicieli komisji uzupełnień wręczających wezwania do wojska i nakłaniano osoby podlegające mobilizacji do ukrywania się. Podejrzane kanały obserwowało ponad 400 tys. subskrybentów. Sześciu administratorom postawiono zarzuty utrudniania działalności Sił Zbrojnych Ukrainy i innych formacji wojskowych, za co grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności. Jak dotąd nie wskazano, czy zatrzymani – co nie jest wykluczone – byli współpracownikami rosyjskich służb specjalnych.

Komentarz

Armia ukraińska po raz pierwszy przedstawiła komunikat o atakach rakietowych, z którego wynika, że skuteczność działań agresora była wyższa niż obrońców (ukraińskiej obrony powietrznej). Zestrzelone miały zostać 34 wrogie rakiety, tj. 36% z łącznej liczby 95 wykorzystanych przez Rosjan (według ukraińskiego Sztabu Generalnego). Dotychczas deklarowana skuteczność zestrzeleń oscylowała wokół 70–80%, a o trafieniach na poziomie poniżej 50% (nawet rzędu kilkunastu procent) okresowo powiadamiały jedynie źródła lokalne w rejonach walk. Taki zwrot w przekazie ma związek przede wszystkim ze zmianą sposobu informowania o atakach przez ukraińskie Sztab Generalny i Dowództwo Sił Powietrznych. Wcześniej w podsumowaniach publikowano dwa typy danych: niepełne, uwzględniające wyłącznie te typy rakiet, które ukraińska obrona powietrzna była w stanie zestrzelić, lub nieprawdziwe, w których wykazywano strącenia pocisków pozostających poza zasięgiem ukraińskiej obrony (w styczniu br. m.in. rzecznik Dowództwa pułkownik Ihnat określił ten drugi rodzaj przekazywanych informacji mianem „błędnych”). Coraz częstsze podkreślanie niemożności zestrzelenia dużej części kategorii i typów rakiet (poza użytymi w ataku 9 marca, także rakiet balistycznych, np. Iskander) należy odczytywać nie tylko jako stwierdzenie stanu faktycznego, lecz przede wszystkim jako element presji na partnerów, by zwiększyli i przyspieszyli dostawy nowoczesnych systemów obrony powietrznej.

Strona ukraińska nie przedstawiła komunikatu o celach osiągniętych przez pociski hipersoniczne Kindżał (jedynie w przypadku Kijowa poinformowano o niesprecyzowanym obiekcie infrastruktury). Biorąc pod uwagę ich wcześniejsze zastosowanie do niszczenia dostaw broni z Zachodu, należy zakładać, że także w ataku 9 marca wykorzystano je właśnie do tego. Użycie jednocześnie sześciu pocisków (dotychczas wystrzeliwano je najczęściej pojedynczo) świadczy o tym, że zachodnie wsparcie stanowi dla Rosji coraz większy problem. Za błędną należy uznać interpretację, że kindżały zostały wykorzystane do ataku na infrastrukturę energetyczną. Jako cel nie wymaga ona zastosowania tak specjalistycznego, a zarazem kosztownego typu uzbrojenia jak pociski hipersoniczne. Do niszczenia infrastruktury stałej (w tym energetycznej) Rosjanie używają innych, mniej zaawansowanych technologicznie i tańszych typów rakiet, których część również pozostaje nieosiągalna dla ukraińskiej obrony powietrznej.

osw.waw.pl

czwartek, 9 marca 2023


Kilka dni temu jeden z portali społecznościowych obiegła informacji o stosunku strat sił ukraińskich i rosyjskich pod Bachmutem. Jej autorem jest jeden z przedstawicieli środowiska OSINT. Według niego w walkach o miasta straty mają być wyrównane lub wynosić 1:2 na korzyść strony ukraińskiej. Powyższy szacunek wywołał dyskusję na temat rzeczywistej skali strat obu stron, a także metody ich ustalenia.

Warto zwrócić uwagę również na inne analizy i szacunki. 6 marca 2023 r. CNN podało, że wywiad NATO ocenia straty rosyjskie na 5 razy większe niż ukraińskich obrońców. Z kolei żołnierz Sił Zbrojnych Ukrainy o pseudonimie „Kijowianin" (Киянин) ocenia średni stosunek strat obrońców miasta do najeźdźców na 1:7, a wyjątkowych przypadkach nawet 1:10. O ile wyglądają one na wygórowane, to trzeba podkreślić, że od listopada 2022 r. rosła liczba doniesień o rosyjskich szturmach wykonywanych (jak to określają Ukraińcy) „w trybie hordy". Chodzi rzecz jasna o przeważnie samobójcze uderzenia wagnerowców-więźniów i części jednostek Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej złożonych ze słabo wyszkolonych rekrutów.

Według Marka Meissnera, polskiego analityka OSINT, kwestia stosunku strat jest bardziej złożona i uzależniona od pododcinka frontu. Najmniej korzystna dla Ukraińców była sytuacja w północnej części Bachmutu, gdzie Rosjanie poczynili istotne postępy po zdobyciu wsi Krasna Hora i Paraskowijiwka, po czym mogli oni przeciąć szosę M-03 i zająć Berchiwkę i położone przy samym Bachmucie Jahidne. Zdobyty przez najeźdźców został też cały teren zabudowany przy ulicy Świętego Jerzego, czyli dzielnica północna. Na tym pododcinku stosunek strat ukraińskich do rosyjskich wynosił 1:2/2,5, a sporadycznie nawet 1:1. Z kolei w Zabachmutce, czyli wschodniej dzielnicy miasta, położonej za rzeką Bachmutką, stosunek ten wynosił już 1:4 na korzyść Ukraińców. Podobnie dobrze zdaniem Meissnera jest na południowych obrzeżach miasta oraz pod wsią Iwaniwskie, gdzie obrońcy utrzymują swoje pozycje, co potwierdzają doniesienia ukraińskie oraz niezależne analizy.

Marek Meissner słusznie zwraca też uwagę na to, że większość strat ukraińskich to ranni, a u Rosjan są to najczęściej polegli i zmarli od ran. Liczba tych ostatnich jest zresztą bardzo wysoka, o czym donosi się od kilku miesięcy. Wielu rosyjskich rannych jest porzucanych lub pozostawianych bez opieki. Meissner podsumowuje ten problem następująco:

"Rosjanie wiele razy zostawiali swoich rannych na przedpolu, nie przychodzili po nich! Zdaje się że u nich jest coś w rodzaju stosunków frontowych z I Wojny: jak masz dość siły, żeby doczołgać się do swoich, to masz szczęście. Jeśli nie - to twój problem."

Warto dodać, że w ostatnich dniach mogliśmy trafić zdjęcia z trumnami poległych Wagnerowców, a także fotografie, na których widoczne były stosy ciał poległych. Ciekawy tutaj jest fakt, że to właśnie strona rosyjska publikowała te materiały. Prawdopodobnie był to element gry Prigożyna, w celu zwiększenia dostaw amunicji oraz wsparcia sił Wagnera przez rosyjskie wojska powietrzno-desantowe.

(...)

7 marca wywiad brytyjski donosił, że obie strony ponoszą ciężkie, wyczerpujące straty, ale Ukraińcom udało się ustabilizować sytuację w północnej części miasta. Tego samego dnia Institute Study of War stwierdził, że wojska ukraińskie będą kontynuować obronę Bachmutu, gdyż pozwala to na wykrwawienie najeźdźców. Choć analitycy tej grupy przyznali, że strona ukraińska ponosi straty, to zarazem podkreślili, że dla SZU kontynowanie walki o miasto przyniesie korzyści w postaci ogromnych strat wśród elity PKW „Wagner" i elitarnych jednostek SZ FR. ISW potwierdza wyczerpywanie się liczby „mięsa armatniego" w postaci więźniów i konieczność zaangażowania cennych kadr w postaci najbardziej doświadczonych najemników. Potwierdzeniem ich ocen są skargi wagnerowców i samego Jewgienija Prigożyna na rosyjskie Ministerstwo Obrony, a także szacunki mówiące, że liczebność tej PKW spadło do zaledwie 20% w porównaniu do stanu sprzed kilku miesięcy. Analiza ISW przeczy tym samym tezom o rzekomo niekończących się potoku więźniów-najemników, stratach jedynie wśród bezwartościowych żołnierzy, a także sugestiom o rzekomo porównywalnych stratach obu stron.

Prigożyn twierdzi, że na terytorium Bachmutu przebywa obecnie około 20 tysięcy żołnierzy Sił Zbrojnych Ukrainy, a walki są na tyle zacięte, że „brak amunicji i wsparcia dla sił Wagnera może skończyć się całkowitym upadkiem linii frontu". Analitycy ISW przewidują, że rosyjskie dowództwo będzie musiało rzucić swoje siły powietrzno-desantowe na wsparcie grupy Wagnera, aby odnieść sukces pod Bachmutem, w innym razie koniecznie będzie zrezygnowanie z prób zdobycia miasta.

defence24.pl

Dr Markus Keupp jest pewny, że Moskwa przegra wojnę. - W październiku sytuacja na wojnie będzie już taka, że de facto Rosja zostanie pokonana i stanie przed wyborem: albo wycofać się, albo armia zostanie zniszczona - podkreśla naukowiec w rozmowie z Wirtualną Polską. - Rosja będzie działać pod narastającą presją. Jeśli nie uda im się (armii Putina - przyp. red.) przeprowadzić skutecznej ofensywy do końca marca, to potem staną się ofiarami kontrofensywy ukraińskiej - wskazuje.

Ekspert ocenia, że Ukraińcy rozpoczną kontratak już za kilka tygodni. - Możemy się tego spodziewać pod koniec marca lub na początku kwietnia. Na froncie zostaną wówczas wykorzystane nowe czołgi i bojowe wozy piechoty, w tym m.in. Bradley'e czy Abramsy. To uzbrojenie jest znacznie bardziej zaawansowane, o wiele lepsze od rosyjskiego - podkreśla wykładowca Akademii Wojskowej w Zurychu.

Jako kluczowe miejsce niemiecki naukowiec wskazuje Krym. Ewentualne odcięcie półwyspu od dróg zaopatrzeniowych z Rosji mogłoby zakończyć wojnę, przez co też na tym kierunku oczekuje on ukraińskiego natarcia.

- Tak może też skończyć się ta wojna, jeśli na Krym nie będą trafiać żadne zapasy. Kijów może powiedzieć: "kontrolujemy dostęp do półwyspu" i w tym momencie Rosjanie będą mieli wybór: albo się wycofać, albo zostaną zniszczeni - wskazuje dr Keupp.

Niemiecki naukowiec podkreśla, że geopolityczny punkt ciężkości w Europie przesuwa się na wschód. Wśród liderów wymienia on Polskę i Finlandię. Tym samym traci na tym Berlin czy Paryż. - Widzimy nową oś, nazwijmy ją W-W - Warszawa-Waszyngton. Nad Wisłą, w państwach bałtyckich, Wielkiej Brytanii, Finlandii. Tam wyobrażenia są dość jasne: Ukraina ma wygrać, natomiast w Niemczech dyskusja jest ukierunkowana inaczej - twierdzi nasz rozmówca.

Ekspert wskazuje na rolę Polski jako kraju przyfrontowego i wskazuje na region, który z powodu wojny zyskał na szczególnym znaczeniu. - Rzeszów to jest nowy Rammstein, jeśli zobaczymy, ile w tej chwili instalacji wojskowych tam funkcjonuje. Przed wojną to było małe regionalne lotnisko, a teraz jest kluczowym hubem, jeśli chodzi o pomoc na rzecz Ukrainy. I po wojnie tak sytuacja będzie dalej wyglądać - twierdzi dr Keupp.

- Już wcześniej żartowałem, że jeśli teraz ktoś miałby ziemie na południowym wschodzie Polski, to może bardzo dużo zarobić, bo tam będzie budowanych mnóstwo obiektów wojskowych - dodaje.

Naukowiec wskazuje także na Polskę jako kraj, za którym podążać powinny inne. - Polska wie, że ma do czynienia z agresywną Rosją i agresywną Białorusią. Warszawa zdecydowała się na szybkie zbrojenia, zawarła umowy z Koreą. Moim zdaniem to była jedyna możliwa decyzja - uważa naukowiec.

- Warszawa będzie miała do odegrania olbrzymią rolę, jeśli chodzi o odtworzenie europejskiego potencjału bojowego - podkreśla niemiecki ekspert.

Dr Keupp wytyka także błędy niemieckiej polityki bezpieczeństwa w ciągu ostatnich 30 lat. - Od 30 lat formułowano tezę, zwłaszcza w Niemczech, że bezpieczeństwo Europy jest możliwe tylko z Rosją. Okazuje się teraz, że bezpieczeństwo w Europie to bezpieczeństwo przeciwko Rosji, czyli odbudowa armii konwencjonalnej - twierdzi wykładowca Akademii Wojskowej w Zurychu.

wp.pl

Heineken przyznał się, że w ubiegłym roku wprowadził na rynek rosyjski nowe produkty do sprzedaży. Wyszło także na jaw, że mijał się z prawdą, kiedy się zarzekał, że tamtejszy oddział działa całkowicie samodzielne.

W lutym br. platforma dziennikarstwa śledczego Follow the Money (FTM) poinformowała, iż pomimo wcześniejszych deklaracji Heinekena, że całkowicie wycofa się z Rosji, browar nadal inwestuje w tym kraju.

Według ustaleń dziennikarzy holenderski koncern w 2022 r. wprowadził na rosyjski rynek 61 nowych produktów. Wywołało to oburzenie, albowiem w marcu 2022 roku Heineken ogłosił wycofanie się z kraju agresora. Mimo to rosyjski oddział browaru poinformował na własnej stronie internetowej, że w ubiegłym roku "w rekordowym czasie" wprowadził 61 nowych produktów, co odpowiada 720 tys. hektolitrów dodatkowej sprzedaży piwa i napojów bezalkoholowych.

"Podczas gdy rosyjskie bombardowania niszczą ukraińskie miasta, a wojska lądowe zajęły znaczną część kraju, Heineken rozpoczął w Rosji ofensywę sprzedażową na dużą skalę" – komentował największy holenderski dziennik "De Telegraaf".

W odpowiedzi na te doniesienia Heineken wystosował oświadczenie, zgodnie z którym "niezbędne jest kontynuowanie ograniczonej działalności w okresie przejściowym, ponieważ staramy się przenieść naszą firmę do nowego właściciela w pełnej zgodności z międzynarodowymi i lokalnymi przepisami". Jednocześnie firma napisała, że informacje FTM są „nieprawdziwe i wprowadzające w błąd”.

„Zdajemy sobie sprawę, że powinniśmy byli wcześniej jasno określić potrzebę wprowadzenia nowych produktów, a podnoszone w związku z tym pytania są zrozumiałe. Zdajemy sobie sprawę, że stworzyło to dwuznaczność i wątpliwości co do naszej obietnicy opuszczenia Rosji. Za to przepraszamy” – głosi najnowszy komunikat firmy.

Heineken podkreśla jednocześnie, że obecnie jego głównym celem jest „odpowiedzialne i jak najszybsze opuszczenie Rosji”.

PAP

Niemieckie leopardy przez długi czas znajdowały się w centrum intensywnych rozmów między zachodnimi partnerami Ukrainy. 25 stycznia kanclerz Olaf Scholz zakończył tygodnie dywagacji, obiecując, że dostarczy Kijowowi czołgi i pozwoli innym krajom zrobić to samo.

Wielu myślało wówczas, że ta decyzja wywoła lawinę darowizn od innych krajów europejskich posiadających leopardy. Okazało się jednak, że była to raczej niewielka strużka — pisze "The Economist".

Jak dotąd koalicja zadeklarowała jedynie dwa bataliony najnowocześniejszych czołgów (każdy powinien liczyć 31 pojazdów). Dania, Niemcy i Holandia kupują też dla Ukrainy co najmniej 100 starszych, ale odnowionych czołgów Leopard 1a5, tworząc trzy kolejne bataliony.

Uzupełnieniem leopardów jest zróżnicowana kolekcja innych pojazdów pancernych. Wielka Brytania wysyła Kijowowi kompanię 14 czołgów Challenger 2. USA zadeklarowały 31 czołgów M1A2 Abrams — najbardziej zaawansowanych w swoim arsenale, choć mogą one nie dotrzeć w tym roku. Polska zadeklarowała 14 leopardów i wysłała już ok. 250 zaprojektowanych przez Sowietów czołgów T-72. Do tego ma wysłać kolejne 60 zmodernizowanych T-72.

Ukraińskie brygady pancerne będą uzupełniane przez wiele innych bojowych wozów piechoty, od BMP-1 z czasów radzieckich po amerykańskie wozy Stryker i Bradley.

Jak pisze "The Economist", koncentracja opinii publicznej na czołgach odwróciła jej uwagę od ważniejszej zmiany — zachodzącej w zachodniej strategii. W grudniu USA i Wielka Brytania zdały sobie sprawę z tego, że przedłużająca się wojna nie leży w interesie Zachodu. Co więcej, zachodni analitycy zauważyli, że Rosja okazała się jeszcze słabsza, niż wcześniej sądzono.

Zaangażowany w rozmowy urzędnik podsumował ówczesną konkluzję sojuszników Ukrainy krótko: "Jeśli chcemy, by coś się zmieniło, musimy to zmienić".

Punkt zwrotny nastąpił 20 stycznia, podczas ósmego spotkania Grupy Kontaktowej ds. Obrony Ukrainy — zebrania ministrów obrony odbywającego się mniej więcej raz w miesiącu w amerykańskiej bazie lotniczej w Ramstein w Niemczech. Sojusznicy zgodzili się wówczas wyposażyć Ukrainę w sprzęt wystarczający dla co najmniej jednej dywizji (10 tys. — 15 tys. żołnierzy), z zamiarem dostarczenia dużej części tego sprzętu do końca marca.

W konsekwencji przepływ broni zmienił się ze strużki w powódź — zauważa "The Economist". Z całej pomocy wojskowej dostarczonej przez Pentagon od początku wojny, 40 proc. — ponad 8 mld dol. — przyszło w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Europejski urzędnik ds. obrony powiedział, że dostawy broni uzgodnione w Niemczech w styczniu stanowią dwie trzecie całości pomocy wysłanej do Ukrainy w całym 2022 r.

(...)

Rozpoczynając ofensywę pod koniec stycznia, Kreml chciał częściowo zmusić Ukrainę do użycia tych rezerw, co w efekcie miało jej znacznie utrudnić przeprowadzenie kontrofensywy.

W ostatnich dniach rosyjscy żołnierze i najemnicy posunęli się głębiej do Bachmutu, miasta w obwodzie donieckim, które od lata ubiegłego roku znajduje się pod rosyjskim ostrzałem. W bitwie o miasto rosyjskie straty znacznie przewyższają ukraińskie. Co ważniejsze, generał Załużny uniknął oczywistej pułapki.

Zamiast rzucić znaczne rezerwy do Bachmutu, by ratować miasto, które ma wartość symboliczną, a nie strategiczną, wysłał oddziały za granicę, aby szkoliły się w obsłudze nowego sprzętu.

onet.pl

Od tygodni trwają dyskusje, czy walka w Bachmucie ma sens dla Ukraińców. Pojawiają się opinie, że Ukraińcy ponoszą tam zbyt duże straty i powinni wycofać się wcześniej. Pułkownik Lewandowski uważa inaczej. — Walka w Bachmucie ma sens. Opóźnia i wykrwawia Rosjan. Poza tym nie jest istotne, czy jest to Bachmut, Wuhłedar czy Marjinka. Wszędzie Ukraińcy bronią terenu, opóźniając Rosjan. Jeżeli opuszczą Bachmut, to Rosjanie skierują swoje siły na kolejny kierunek i będziemy mieć analogiczną sytuację jak pod Bachmutem.

Wojskowy jest przekonany, że Bachmut jest ważny z poziomu operacyjnego, bo jest węzłem, z którego można prowadzić natarcie w trzech kierunkach. — Jeśli Rosjanie chcą wykorzystywać Bachmut jako taki węzeł, to nie wystarczy im zdobycie samego miasta. Muszą odepchnąć Ukraińców poza zasięg podstawowych środków rażenia artyleryjskiego, czyli na jakieś minimum 20 km. Militarnie nic samo miasto im nie da, jeśli Ukraińcy będą je przestrzeliwać swoją artylerią. Oczywiście politycznie będzie to dla nich duży sukces.

Pułkownik Lewandowski tłumaczy, że w Bachmucie Rosjanie stosują taktykę grup szturmowych. — Jest ich dużo. Pochodzą z różnych jednostek. Wagnerowcy, milicja ługańska, piechota zmechanizowana. W jednej grupie jest 15-20 żołnierzy. Są wspierani ciężką bronią piechoty, snajperami.

— Te grupy działają w sposób skoordynowany. Dla przykładu atakuje grupa wagnerowców, ponosi straty, wycofuje się. Na ich miejsce od razu wchodzi oddział milicji z Ługańska. Ponosi straty, wycofuje się, pod obrońców próbuje podejść piechota zmechanizowana. W tym czasie wagnerowcy już się odtworzyli, wracają do walki. I tak przez całą dobę. Takich ataków w ciągu doby potrafi być z 10. Rosjanie ponoszą duże straty, ale wykruszają też ukraińskich obrońców.

W ten sposób, jak zauważa rozmówca Onetu, Rosjanie powoli, tempem ślimaka idą do przodu. Jak podkreśla, na wąskim odcinku armii Putina trudno rzucić do boju większą liczbę ciężkiego sprzętu. — Pod ogniem artylerii ukraińskiej uszkodzone rosyjskie pojazdy zaczną blokować kolejne i dojdzie do rzezi. A tam, gdzie teoretycznie można bardziej rozwinąć natarcie, obecnie leżą tysiące min.

(...)

Płk Lewandowski nie jest przekonany, że decydująca faza wielkiej ofensywy Rosjan w ogóle wystartuje. Jest zdania, że jej pierwsza, przygotowawcza faza trwa od tygodni, ale plany rozwinięcia dużej ofensywy pokrzyżowała zarówno pogoda, jak i armia ukraińska, która w ostatnich tygodniach (m.in. pod Bachmutem) zadała Rosjanom poważne straty. Wojskowy jest zdania, że na wiosnę ze swoją kontrofensywą ruszą Ukraińcy.

— Optymalnym kierunkiem byłoby Zaporoże, bo uderzenie na północy z rejonu Charkowa nie zmieni obrazu wojny. Dla Ukrainy północ nie jest kluczem do wygrania wojny. Dla Rosjan północ jest ważna, bo to jest kierunek na Charków.

onet.pl