czwartek, 19 stycznia 2023


Pod koniec 2022 roku okazało się, że Homelskie Zakłady Radiowe nieoczekiwanie rozpoczęły procedurę przystąpienia do holdingu Homsielmasz. Dzięki temu będą one mogły korzystać z potencjału produkcyjnego fabryki kombajnów.

10 stycznia państwowa telewizja Homel (kanał „Białoruś 4”) krótko poinformowała o przyłączeniu Homelskich Zakładów Radiowych do holdingu produkującego maszyny rolnicze. W materiale zauważono, że Homsielmasz zwiększa wielkość produkcji „m.in. dzięki białorusko-rosyjskiemu projektowi substytucji importu”. Nie podano, o jaki projekt chodzi.

– Nasi sąsiedzi (czyli Rosja – Radio Swaboda) otrzymają zestawy skomplikowanych części, które wcześniej były importowane z innych krajów – głosił tekst materiału.

Według wersji państwowej propagandy Zakłady Radiowe były potrzebne Homsielmaszowi, ponieważ mają „dodatkowe tereny” i potencjał kadrowy. Według oficjalnych danych w Zakładach pracują obecnie 164 osoby.

– Współpracę z Zakładami Radiowymi rozpoczęliśmy w połowie zeszłego roku, kiedy otrzymaliśmy zamówienie na produkcję produktów zastępujących import – powiedział Wiktar Pinczuk, główny inżynier Homsielmasz”. Nie wyjaśnił jednak, o jakie produkty chodzi.

Homelskie Zakłady Radiowe zostały założone w 1969 roku. W czasach sowieckich pracowało tam około 10 tysięcy osób. W 2010 roku przedsiębiorstwo po okresie upadku postsowieckiego „wstało z kolan” – zajmowało się produkcją wojskową: wykonywano tu naprawę pojazdów opancerzonych, systemów artyleryjskich, sprzętu radarowego. Zamówienia napływały z krajów arabskich, w tym z Syrii i Libii.

W kolejnej fazie upadku, która przypadła na kolejną dekadę (2010-2020), Zakłady oferowały konsumentom konewki, transportery do warzyw, przyczepy, taborety i stoły oraz żyrandole.

Źródło Radia Swaboda poinformowało, że obecnie przedsiębiorstwo zajmuje się naprawą rosyjskiego sprzętu wojskowego, który przyjechał „pobity” z frontu na Ukrainie.

– Przynajmniej obecnie pracownicy Homsielmaszu są oddelegowywani do Zakładów Radiowych i tam malują broń i sprzęt wojskowy. Same Zakłady od dwóch-trzech lat są kompletną ruiną, w ciągu ostatnich trzech lat załogę zmniejszono z 550 do 160 osób, a majątek sprzedano. Teraz mają jakiś tajny „projekt białorusko-rosyjski”, nietrudno zgadnąć, co to jest – sugeruje rozmówca rozgłośni.

Inne źródło mówi, że teraz podziemna część Zakładów Radiowych „jest zajęta przez wojsko”.

– Podziemne warsztaty są zamknięte, teraz jest tam tylko personel wojskowy, cywile nie mają tam wstępu. Wojskowi wjeżdżają tam własnym sprzętem i bez nadzoru – powiedział rozmówca.

Strona internetowa Zakładów Radiowych informuje, że jest to „jedno z najbardziej stabilnych przedsiębiorstw w dziedzinie inżynierii”.

– Przedsiębiorstwo prowadzi remonty kapitalne przeciwlotniczych systemów rakietowych, artyleryjskich i radarowych.

Według tej samej strony w Internecie, Homelskie Zakłady Radiowe produkują m.in. komplety części zamiennych i wyposażenia do haubic Chitin, haubic samobieżnych Akacja i armat Hiacynt-B. Fabryka prowadzi również remonty kapitalne i modernizacje przeciwlotniczych zestawów rakietowych S-300B, Strela-10M, Buk, stacji radarowych Niebo, automatycznego moździerza Wasilok i innych, remontuje i modernizuje sprzęt wojskowy.

belsat.eu/East24.info

Z opublikowanej przez Urząd Kanclerski (UK) pod koniec grudnia listy rządowej pomocy bilateralnej na rzecz Ukrainy (Deutsche bilaterale Unterstützungsleistungen für die Ukraine und Menschen aus der Ukraine) wynika, że Niemcy szacują wartość udzielonego jej wsparcia w okresie od 24 lutego do 21 grudnia 2022 r. na 12,5 mld euro. Taką skalę pomocy wskazał również 6 stycznia kanclerz Olaf Scholz w trakcie rozmowy telefonicznej z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim.

Publikacja listy ma związek z ofensywą niemieckich dyplomatów, urzędników i ekspertów (m.in. na zamkniętych spotkaniach z przedstawicielami prasy zagranicznej), która polega na przedstawianiu RFN jako lidera regionalnej pomocy Ukrainie w każdym wymiarze. Osiemnastostronicowy dokument został przygotowany na podstawie danych zebranych ze wszystkich resortów federalnych i zawiera de facto bardzo szeroki katalog wsparcia na rzecz Kijowa, co sprawia wrażenie systemowej pomocy udzielanej państwu ukraińskiemu. 

W zestawieniu (zob. Aneks 1) połączono środki już przekazane z planowanymi. Ponadto w raporcie pomoc bilateralną niekiedy scala się z programami międzynarodowymi (np. finansowanymi z budżetu MSZ). Dodatkowo z uwagi na niewskazanie dat rozpoczęcia części projektów trudno określić, które z nich (zwłaszcza w obszarze współpracy energetycznej i rozwojowej) wystartowały przed 24 lutego ub.r., a co za tym idzie – które z podanych kwot obejmują tylko zwiększenie lub kontynuację dotychczasowej kooperacji. 

Rząd RFN wlicza do pomocy Ukrainie również pewne środki przekazywane jej sąsiadom (np. Mołdawii, Rumunii lub krajów Partnerstwa Wschodniego) w bardzo szerokim kontekście toczącej się wojny (np. wsparcie w wysokości 11,2 mln euro na rzecz demokratyzacji i stabilizacji w państwach ościennych, a także monitorowanie mediów w Rumunii). Szczególnym przypadkiem jest udzielanie pomocy wybranym rosyjskim NGO, co również zakwalifikowano jako wsparcie dla Kijowa. 

Ważną część pomocy Ukrainie stanowią programy wsparcia dla niemieckich instytucji goszczących tamtejszych naukowców, ekspertów i studentów oraz przekazywanie środków gwarantujących pracę różnych instytucji (np. instytutów Goethego) lub niemieckich fundacji politycznych w państwie ukraińskim. Tworzone są również długofalowe projekty współpracy naukowej Exzellenzkerne – ich wdrażanie zaplanowano po 2024 r. Dodatkowo część środków przeznacza się na doradztwo realizowane w RFN lub online, a także na infolinie dotyczące np. kwestii oclenia pomocy dostarczanej na Ukrainę oraz na pomoc medyczną online (np. klinika Charité w Berlinie). 

Komentarz 

Opublikowany w grudniu dokument to pierwsze zestawienie, w którym całościowo zaprezentowano aktualne wsparcie niemieckiego rządu dla Ukrainy od momentu wybuchu wojny. Dotychczas najpopularniejszym źródłem informującym o skali pomocy były opracowania Instytutu Gospodarki Światowej z Kilonii (IfW – Ukraine Support Tracker). Za granicą zwracano jednak uwagę na słabości metodologiczne IfW – m.in. podawanie przybliżonych wartości przekazywanej pomocy, łączenie deklarowanego oraz faktycznie udzielonego już wsparcia oraz nieuwzględnianie w zestawieniu liderów pomocy pełnego wkładu innych państw, co często wynikało z braku dostępu do wszystkich danych. Przykładem nieścisłości jest podana wartość wsparcia wojskowego Niemiec dla Ukrainy. Według wyliczeń IfW wyniosła ona (od 24 stycznia do 20 listopada ub.r.) 2,34 mld euro, czyli o 90 mln euro więcej, niż wynika z danych rządowych. 

Wszystkie kluczowe resorty zaangażowane w pomoc dla Kijowa utworzyły w widocznych miejscach w Internecie specjalne podstrony informujące w pogłębiony sposób o niemieckim wsparciu. Są one dostępne zazwyczaj również po angielsku, ukraińsku i rosyjsku. Od początku wojny działa też portal Germany4Ukraine, w którym można znaleźć dane o konkretnych formach pomocy oraz rady i praktyczne wskazówki dla Ukraińców szukających schronienia w Niemczech. Powyższe działania wzmacniają promocję niemieckiego wsparcia zarówno w kraju – wobec własnych obywateli – jak i na arenie międzynarodowej.  

Poza doraźnym charakterem udzielana pomoc ma na celu także przyciąganie do RFN kapitału ludzkiego – stąd liczne przykłady finansowania stypendiów oraz tworzenia miejsc pracy dla ukraińskich naukowców, studentów i ekspertów w tamtejszych instytucjach i organizacjach pozarządowych. Berlin liczy na to, że w ten sposób rozszerzy się sieć powiązań przydatna również po zakończeniu działań wojennych, zwłaszcza w obliczu braku wystarczającej liczby pracowników w RFN. Przy okazji pomoc obejmuje niemieckie organizacje, które do tej pory były bardzo luźno związane z Ukrainą (np. Fundacja Badań nad Dyktaturą Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec). 

Większość Niemców niezmiennie opowiada się za wspieraniem Ukrainy. Ponadto wzrasta poparcie dla zwiększenia dostaw broni, co postuluje 25% badanych (+4 p.p. względem listopada, sondaż ośrodka Infratest dimap z 5 stycznia). Zarazem 41% ankietowanych uważa, że obecna pomoc w tym zakresie jest zadowalająca, a 26% chciałoby ograniczenia wsparcia militarnego. Oprócz presji międzynarodowej jest to kolejny czynnik wzmacniający gotowość rządu kanclerza Scholza do kontynuowania oraz zwiększania pomocy dla Ukrainy.

Aneks 1. Wybrane aspekty opublikowanego przez Urząd Kanclerski dokumentu – oba filary stanowią ponad 73% deklarowanej niemieckiej pomocy

Finansowanie pobytu uchodźców: 

• Największa część pomocy bilateralnej (56% z 12,5 mld euro) została przeznaczona na wsparcie uchodźców wewnątrz RFN. Rząd wlicza w to 5 mld euro z budżetu Ministerstwa Finansów na dopłaty dla samorządów opiekujących się przybyłymi z Ukrainy w 2022 i 2023 r. i 2 mld euro zarezerwowane na świadczenia socjalne dla uchodźców (zob. tabela).

• W Niemczech zarejestrowanych jest ok. 1 mln uchodźców z Ukrainy (dane za AZR – Centralny Rejestr Cudzoziemców). Po uwzględnieniu liczby osób zapisanych w Federalnej Agencji Pracy oraz dzieci w szkołach i przedszkolach w RFN przebywa jednak mniej – tj. ok. 809 tys. – uchodźców wojennych, z czego ok. 200 tys. dzieci uczęszcza do szkół (wraz z tymi chodzącymi do przedszkoli i żłobków jest ich łącznie 357 tys.), a 452 tys. osób zarejestrowało się w Federalnej Agencji Pracy. Uchodźcy ukraińscy stanowią łącznie ok. 1% populacji. 

Wsparcie wojskowe:

• Z dokumentu wynika, że do 5 grudnia ub.r. na wsparcie wojskowe przeznaczono 1,93 mld euro (do końca roku miało ono wynieść 2,2 mld euro). Dane obejmują wartość „licencji” eksportowych, a więc włączono w nie pomoc zarówno już udzieloną, jak i obecnie realizowaną oraz planowaną. Nie da się zatem precyzyjne oszacować wartości niemieckiego wsparcia militarnego, jakie już trafiło na Ukrainę. Rzeczywista wartość pomocy, którą otrzymała tamtejsza armia, może być nawet dwukrotnie niższa od deklarowanej (jak dotychczas Kijów otrzymał np. tylko jedną z czterech baterii systemu IRIS-T, będącego najdroższą pozycją w całym pakiecie).

• Należy podkreślić, że rząd wlicza do kategorii „pomoc wojskowa” całokształt darowizn dla służb mundurowych Ukrainy (nie tylko dla Sił Zbrojnych), w tym dostawy m.in. 195 generatorów prądu, 35 ambulansów, 78 wozów dla straży granicznej, 280 ciężarówek, a także minibusów, quadów, paliwa etc. Nie obejmuje ona zatem wyłącznie uzbrojenia, sprzętu wojskowego i materiałów wojennych (pełna lista – zob. Military support for Ukraine).

• Dane rządu RFN pokazują, że najbardziej potrzebne Ukrainie ciężkie uzbrojenie i amunicja stanowią na razie margines niemieckiej pomocy, a wsparcie w tym zakresie jest wielokrotnie niższe od polskiego oraz mniejsze niż m.in. czeskie i słowackie. Dla porównania w wybranych kategoriach:
  • czołgi – min. 260 (PL) : 0 (DE); 
  • bojowe wozy opancerzone – 40 (PL) : 0 (DE); 
  • artyleria 155 mm – 18 (PL) : 14 (DE); 
  • artyleria 122 mm – min. 20 (PL) : 0 (DE); 
  • wieloprowadnicowe wyrzutnie pocisków rakietowych – min. 20 (PL) : 5 (DE); 
  • wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych – bateria S-125 Newa (PL) : bateria IRIS-T (DE). 
Zdecydowanie najdroższym elementem niemieckiej pomocy jest bateria IRIS-T, której wartość to co najmniej 420 mln euro.

osw.waw.pl

Najważniejszy gatunek rosyjskiej ropy naftowej jest wart dużo mniej na rynku światowym niż ustalony przez UE i G7 pułap cenowy na poziomie 60 dolarów za baryłkę – zauważa niemiecki tygodnik „Der Spiegel” w swoim internetowym wydaniu. Jak podaje, według danych brytyjskiej agencji branżowej Argus Media w poniedziałek (16.01.2023) baryłka ropy Urals kosztowała 44,70 dolarów, czyli o około 38 dolarów mniej niż cena ropy referencyjnej Brent.

„Spiegel” wskazuje, że rok temu różnica cen wynosiła nieco ponad 2 dolary, a rosyjscy eksporterzy dostawali na rynkach ponad 80 dolarów za baryłkę ropy Urals. „Spadek ceny od czasu rozpoczęcia wojny (w Ukrainie) staje się problemem: dla kasy Kremla i dla Władimira Putina. Zwłaszcza, że topnieją też dochody państwowego koncernu Gazprom ze sprzedaży gazu ziemnego” – pisze niemiecki tygodnik. 

Cytuje eksperta Argus Media Johna Gawthropa: „Pułap cenowy sprawił, że rosyjska ropa naftowa jest mniej atrakcyjna dla kupców na świecie. A decyzja z lata, aby ograniczyć eksport gazu do Europy, okazuje się wielkim błędem w kalkulacjach. Kreml strzelił sobie w stopę”. 

Jak zastrzega „Spiegel”, Rosja nadal zarabia na sprzedaży ropy naftowej na świecie. Eksperci szacują koszty wydobycia i transportu na 12 do 20 dolarów na baryłkę. „Ale zyski producentów wyraźnie spadają – a tym samym także dochody Kremla” – czytamy.

Według przytoczonych w artykule danych w grudniu ub. roku państwo rosyjskie uzyskało z tytułu podatków naftowych tylko 511,7 rubli (równowartość 6,9 mld dolarów). To o około jedną trzecią mniej niż w grudniu 2021 roku i najmniej od marca 2021 roku.

Rosyjscy eksporterzy muszą oferować wysokie rabaty na swoją ropę. Jak mówi „Spieglowi” Gawthrop, już same istnienie pułapu cenowego działa odstraszająco na niektórych kupców. Do tego dochodzą wyższe koszty transportu do Azji zamiast do Europy – bo UE wprowadziła embargo na ropę transportowaną droga morską. „I najwyraźniej odbiorcy w Chinach i Indiach, gdzie teraz płynie duża część ropy Ural, mają lepszą pozycję negocjacyjną, aby przeforsować ceny dla przyjaciół” – ocenia tygodnik.

„Pułap cenowy na ropę i embargo UE są pierwszymi naprawdę działającymi środkami, które uderzają w rosyjski eksport energii” – mówi tygodnikowi Janis Kluge z niemieckiej Fundacji Nauki i Polityki (SWP).

„Sankcje nie mogą przesądzić o losie wojny” – dodaje. „Ale sankcje pomagają uświadomić każdemu decydentowi w Moskwie, że inwazja na Ukrainę była ogromnym błędem” – ocenia Kluge. 

Jak wskazuje „Spiegel”, dzięki nowemu specjalnemu podatkowi, który uiszczać musi Gazprom, dochody rosyjskiego państwa ze sprzedaży gazu są jeszcze względnie wysokie. Ale i w przypadku tego koncernu „czasy rekordowych zysków dobiegają końca”. W czwartym kwartale 2022 roku Gazprom dostarczył o prawie 80 proc. mniej gazu do dawnych głównych odbiorców w Europie niż w ostatnim kwartale 2021 roku. A cena gazu w Europie spadła o ponad 80 proc. w porównaniu do najwyższego poziomu w sierpniu ubiegłego roku. Eksport do Chin jest zaś skromny – zauważa tygodnik.

Powołuje się na obliczenia fińskiego Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem (Crea), według których zyski Kremla ze sprzedaży paliw kopalnych spadły z 771 do 640 mln euro dziennie. Spadek może być jeszcze większy po kolejnym zaostrzeniu sankcji w sektorze energii.

(...)

dw.com

Blisko rzeki, obok bagnistego parku, wznosi się pomnik upamiętniający wielką wojnę ojczyźnianą. Siedem gigantycznych twarzy wyciętych z granitowych płyt spoczywa na wybrukowanym placu, jakby się właśnie wynurzały z dołu. Rzeźbiarza zainspirował dziennik oficera Wehrmachtu, który rozwodził się nad niewzruszonym jak skała rosyjskim oporem wobec niemieckiego natarcia, a zaciśnięte usta i nieustępliwe spojrzenie, ujęte w wielkich blokach, podzielają nagi upór kamienia.

Ten plac upodobali sobie nastoletni deskorolkarze w koszulkach z napisami „Misfit” i „I love NY”. Wirują i stukają głośno po bruku. Jednak kamienne twarze wydają się tkwić w swoim własnym czasie, patrząc w powszechnej alienacji. Są młodsze nawet niż dziadkowie nastolatków.

– Starzy weterani muszą tego nienawidzić – mówię.
– Mało kto z nich jeszcze pozostał – mruczy Aleksander. – Dawniejsze sowieckie trąbienie o wojnie powoli przygasa – dodaje. Pobliskie muzeum czołgów zamieniono na boisko piłkarskie. – Oczywiście w szkole nas o tym uczono, nie uczono za to niczego, co by nam pomogło dzisiaj żyć. Wszystko było przestarzałe, z jakąś bzdurną historią. Chcę, żeby moje dzieci dorastały lepiej przygotowane do współczesnego życia, niezależne.
– Może teraz jest łatwiej niż dawniej – mówię, niewiele o tym wiedząc.
Słyszymy okrzyki i stukot deskorolkarzy.
– Ale jest coraz gorzej. Niemal się tego nie zauważa, ale propaganda się w człowieka wsącza. Gdy pracowałem dla Kanadyjczyków na Czukotce, uświadomiłem sobie, że zaczynam ich nie lubić, wypełniała mnie złość i nie wiedziałem dlaczego. Nigdy nie oglądam naszej telewizji, jest nudna, ale tam, na Czukotce, nie było nic innego do roboty i nagle zdałem sobie sprawę, że gapiąc się w telewizor, jestem obiektem prania mózgu i zaczynam się wrogo odnosić do ludzi z Zachodu. – Uśmiecha się do mnie, jakbym nie był jednym z nich. – Więc się otrząsnąłem i wróciłem do normalności.

Tego wieczoru, w innym barze, nad stołem błyszczącym od rozlanego piwa, myśli o przyszłości tłumią jego dobry humor. Wychodzi na papierosa, wraca. Wielu rzeczy nienawidzi. Nienawidzi miejscowych władz, przestarzałego systemu szkolnictwa, zagrożenia dla dzikich zwierząt, komunizmu, feminizmu i, oczywiście, Chińczyków. Ale przede wszystkim Moskwy.

– Na początku wszyscy głosowaliśmy na Putina – mówi. – Ale teraz ludzie widzą, co się dzieje. Znowu zaczynamy być Związkiem Radzieckim. Wszystkim rządzą i kierują nieliczni bossowie. Na tym polega problem z naszym krajem. Zawsze rządzą nim niewłaściwi ludzie. Nawet do rewolucji przystąpiło wielu wariatów i przestępców. A jeśli chodzi o obecny rząd, czasami myślę, że te kurwy po prostu chcą wyrwać, ile zdołają, zanim kraj popadnie w ruinę, a potem uciec.

Robi się późno, nasze drinki się mnożą, jego czapka bejsbolowa się okręca, a spojrzenie wędrujące po moich oczach traci ostrość. Dużo mówi o głupocie świata, słyszę, jak sam się dołączam do tego wylewu frustracji, aż w końcu ruszamy z powrotem do hotelu.

– A jeśli chodzi o tych pieprzonych Chińczyków, to są jak karaluchy. Wszędzie się wcisną, będą jeść byle co. – Potężny Aleksander idący koło mnie zaczyna wyglądać groźnie. – Przy każdym interesie udają słabość, a potem cię kantują. Myślę, że chcą nas wykupić. Ja bym tych bydlaków wyrzucił na zbity pysk.
– Jednak w Komsomolsku niemal nie widziałem Chińczyków – wtrącam – tylko kilku Uzbeków, wciąż noszących tiubietiejki, i kilku Tadżyków pracujących na budowie.
– Ich nie widać. – Aleksander nie ustępuje. – Jednak wycinają wielkie połacie tajgi. Część naszych lasów wydzierżawiono im na „pięćdziesiąt lat”. Setki kilometrów kwadratowych wokół Czyty i Chabarowska. 

On także widział wielkie, założone wysoko drewnem barki płynące w górę rzeki do Chin i robiło mu się niedobrze.

Colin Thubron - Amur

środa, 18 stycznia 2023


Nie sprawdziły się przypuszczenia, że Putin przy okazji tej ważnej dla niego symbolicznej daty  może ogłosić kolejną falę mobilizacji, albo np. oficjalnie wypowiedzieć Ukrainie wojnę, która dotąd jest formalnie określana mianem „specjalnej operacji wojskowej”. Jednak rosyjski lider, unikając głośnych deklaracji, skupił się na usprawiedliwianiu agresji wobec Ukrainy.

Padły oskarżenia wobec Ukraińców o kolaborowanie z Hitlerem. Według Putina przykładem takiego kolaboranta jest ukraiński nacjonalista Stepan Bandera, a ci, którzy go gloryfikują, to neonaziści.

Ponownie powtórzył tezę, że Wołodymyra Zełenskiego nie można nazwać prawowitym prezydentem, gdyż jego dojście do władzy to efekt nielegalnego puczu w 2014 roku. Tak w rosyjskiej propagandzie jest nazywane usunięcie prezydenta Wiktora Janukowicza w wyniku zwycięstwa Eurmajdanu. Rosyjski prezydent stwierdził, że na Ukrainie wielu ludzi rozumie całą prawdę na temat tego, co się dzieje.

Podkreślił, że Rosja próbowała znaleźć pokojowy sposób rozwiązania konfliktu w Donbasie, ale było to niemożliwe – wróg przygotowywał się do wojny. A zatem decyzja o rozpoczęciu „specjalnej operacji wojskowej” była trudna, ale wymuszona i konieczna.

Na koniec wrócił do motywu, który od dłuższego czasu dominuje w rosyjskiej propagandzie – jakoby ZSRR wygrał wojnę samodzielnie i była to wojna, nie tyle z III Rzeszą, ale ze zjednoczonymi siłami Zachodu.

– Armie krajów zachodnich aktywnie uczestniczyły w blokadzie Leningradu i popełniały zbrodnie wojenne na terytorium ZSRR, nie należy o tym zapominać – podkreślił.

Jeszcze przed 80. rocznicą napaści hitlerowskich Niemiec na ZSRR rosyjska propaganda zaczęła głosić tezy, że na Związek Sowiecki napadła „Unia Europejska” pod postacią ochotniczych dywizji SS i wojsk kilku państw sprzymierzonych z Niemcami. W tym kontekście wymieniono też nieistniejącą w polską „dywizję góralską SS”. Dostępne historyczne źródła mówią, że Niemcom udało się zwerbować jedynie kilkunastu mieszkańców Podhala.

Jednocześnie w rosyjskiej historiografii i w mediach coraz mniejszą rolę w zwycięstwie nad Niemcami odgrywa wysiłek zbrojny i gospodarczy państw Zachodnich. W 2021 roku, podczas świętowania Dnia Zwycięstwa, Putin w ogóle mówił o samotnej walce ZSRR przeciwko “faszyzmowi”.

Blokada Leningradu – okres oblężenia Leningradu (obecnie Petersburg) w czasie II wojny światowej przez wojska niemieckie, które trwało 2,5 roku od 8 września 1941 do 27 stycznia 1944 roku i pochłonęło około 1,5 miliona ofiar po stronie wojsk radzieckich oraz cywilnych mieszkańców miasta. Według niektórych historyków do tak dużych ofiar przyczyniła się nieudolność sowieckiego dowództwa, które mimo istniejących możliwości nie umiało lub nie chciało dostarczyć pożywienia głodującym.

Smutnymi refleksjami nt. wojny z Ukrainą dzielił się dziś też szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow

– Pewnego dnia ta wojna się skończy. Nadal będziemy bronić naszej prawdy. Ale jak dalej żyć? Nadal nie mogę sobie wyobrazić, wszystko będzie zależeć od tego, jakie wnioski wyciągnie Europa – powiedział Ławrow na konferencji prasowej.

Jak zaznaczył Rosja “wyciągnęła wnioski dla siebie” i obiecał “wyciągnąć wnioski w stosunku do tych, którzy tak szybko i pomocnie poparli agresję na Federację Rosyjską”.

belsat.eu/East24.info/PAP

Na froncie musiał nauczyć się słuchać nieba. Bo gdy Rosjanie odpalają rakietę lub pocisk czołgowy, to w górze rozlega się charakterystyczny, narastający świst. To oznacza, że od wystrzału do wybuchu minie zaledwie chwila. - Można więc już tylko szybko wtulić się w ziemię i liczyć na to, że się nie oberwie. Po eksplozji pozostaje jednak tylko parę sekund, żeby zerwać się z miejsca i szukać lepszego schronienia przed następnymi pociskami – tłumaczy Damian Duda, polski ratownik, który pomaga ukraińskim obrońcom na froncie. 

Jeśli natężenie świstu stopniowo się zmniejsza, by w końcu wpaść w ciszę, to wiadomo, że zaraz jeszcze nastąpi eksplozja pocisku artyleryjskiego. Można jednak zakładać, że dojdzie do niej w bezpiecznej odległości. Duda mówi, że w takich sytuacjach czasem nawet nie wychodzi ze śpiwora. Oczywiście, zawsze bierze poprawkę na to, że źle wsłuchał się w niebo i zaraz w ogóle przestanie słyszeć świat.

Gdy zaś detonacja następuje jeszcze w powietrzu, wie, że ma do czynienia z bombą kasetową. Za chwilę szereg mniejszych eksplozji rozerwie niebo i posypie się z niego deszcz stalowych drobin. Pozostało więc parę sekund, by spróbować znaleźć jakieś schronienie.

Często ostrzały są zmasowane i trwają nawet kilka dni. Bywa, że Duda z kolegami przeczekuje je w wykopanej w ziemi norze. Niewielkiej, najwyżej metr na dwa, i zabezpieczonej jedynie workami z piachem. Chłopaki nazywają ją "mieszkalnym grobem". Nie wychodzą z niego nawet za potrzebą, bo mogłoby się okazać, że była ich ostatnią. Najgorzej jest nocami, gdy robi się zimno. Wskakują wtedy w znalezione na froncie śpiwory Rosjan i przeczekują w nich do rana. Stojący 500-700 metrów dalej rosyjski czołg, który pokrywa ogniem ich dziurę w ziemi, Damian Duda określa mianem "wyjątkowo pretensjonalnego sąsiedztwa".

Kiedy już uda się wyjść spod ostrzału, trzeba ruszyć do roboty. Czasem z "mięsnym batalionem" Ukraińców, czyli pododdziałem piechoty, która jest rzucana na najgorsze odcinki frontu, często bez ciężkiego sprzętu. - Wyciągamy rannego spod ognia w miarę bezpieczne miejsce. Tam ogarniamy masywne krwotoki, opatrujemy rany postrzałowe, udrażniamy drogi oddechowe i staramy się go ustabilizować. Przygotowujemy go do transportu karetką do punktu stabilizacyjnego. To nie jest jeszcze szpital, tylko takie zaimprowizowane ambulatorium, ale wykonuje się w nim nawet skomplikowane operacje - tłumaczy.

Wielu chłopaków przechodzi tam amputacje. Zdarza się, że spod ostrzału artyleryjskiego wychodzą bez nóg i rąk albo z urwanym kawałkiem uda czy mięśnia ramienia. O tym, ilu Ukraińców nie udaje się uratować, Damian Duda nie może mówić. Przyznaje jednak, że nie jest to rzadkość. Niekiedy dostaje informację, że ktoś leży w okopie i się nie rusza. - Gdy do niego docieramy, widzimy już tylko zwłoki – opowiada mój rozmówca.

(...)

Polscy ratownicy są na froncie tuż za obrońcami Ukrainy. Z tak bliskiej odległości czuć, jak wojna śmierdzi – krwią, błotem i spalonymi kończynami. Cuchnie też trupami, które zalegają w pasie "ziemi niczyjej", bo nie można ich wyciągnąć spod ognia Rosjan.

Bywa jednak, że o poranku wojna pachnie – świeżo zaparzoną kawą. Dopiero wtedy można ją położyć na palnik, bo w nocy prawdopodobnie skończyłoby się to śmiercią. Rozgrzany garnek mógłby zostać zauważony przez narzędzia do termowizji i naprowadzić ostrzał Rosjan. Rano jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by wznieść garnuszek z kawą i rzucić żartobliwie: "Pyszna kapuczina z pozdrowieniami dla Putina!".

Taki humor często przeplata się z dramatyzmem w relacjach z frontu, jakie Damian Duda zamieszcza w mediach społecznościowych. Bo jak mówi, wojna to chaos, w którym wszystko miesza ze sobą. Ciągłe zagrożenie życia pewnie byłoby trudne do wytrzymania, gdyby nie uśmierzać go frontowym dowcipem:

- Trochę mi wstyd, że przyjechałeś tutaj, a nasi do nas strzelają – przyznaje ukraiński żołnierz.
- W porządku, wojna ma swoje prawa, rozumiem pomyłki. A długo będą tak w nas strzelać? - pyta Polak.
- Po ilości amunicji, jaką chłopcy brali na szturm, wydaje mi się, że mogą się tak mylić do rana.

W tym chaosie zrywa się komunikacja między Ukraińcami, dlatego bywa, że w stronę Dudy lecą nie tylko pociski Rosjan, ale również friendly fire. - W pewnym momencie już nie wiesz, o co w tym wszystkim chodzi. Dlatego staramy się uspokoić emocje i skupić na konkretnym zadaniu. Już nieważne, kto strzela - ważne, że masz rannego, którym musisz się zająć – opowiada mój rozmówca.

Czasem rannym, którego trzeba ratować, jest rosyjski żołnierz. Być może ten sam, który wcześniej posunął się do okrucieństwa, po którym Damian Duda nabrał przekonania, że gdyby trafił do rosyjskiej niewoli, już by z niej nie wrócił. - W Sołedarze medycy znaleźli zwłoki chłopaka z ukraińskiej armii, któremu Rosjanie wycięli serce. Nie dość, że go zabili, to jeszcze zbezcześcili jego ciało, biorąc serce jako trofeum. Rozmawiałem też z ukraińskimi jeńcami, którzy wrócili z rosyjskiej niewoli. Z ich czterdziestoosobowej grupy ponad połowa została wykastrowana – podkreśla.

To był dobry dzień, udało się chłopcom upichcić pieczeń po rosyjsku. Że mięso średniej jakości, to wysoce się przypaliło. Jeśli ktoś jest zaskoczony lekkością pióra przy opisie śmierci moskiewskich żołdaków, musi wiedzieć, że w zetknięciu z Rosjanami nawet jeśli ktoś przeżyje, wraca z niewoli jak cień.

- Wojna wyciąga z ludzi również to, co najgorsze. Mniemam, że większość żołnierzy Putina do tej pory nie przekraczała granic bestialstwa. A teraz, gdy nakręciła się spirala nienawiści, posuwają się do rzeczy najgorszych. Mimo to ich ratuję. Upewniam się w ten sposób, że wojna nie unicestwiła we mnie człowieczeństwa. Przekreśliłbym je, gdybym uzurpował sobie prawo do decydowania, kto przeżyje, a kto nie. To byłby sygnał, że wojna jest dla mnie zbyt destrukcyjna - stwierdza.

Jak dodaje, gdy ratuje Rosjan, widzi ich rozbiegane, wielkie oczy, w których jest strach. Kiedy podchodzi, zasłaniają się rękami. - Oni naprawdę nie pojmują, jak to jest możliwe, że ich nie dobijamy, tylko udzielamy im pomocy. Nie ma w nich już ani buty, ani tej ich narodowej dumy, tylko ogromne zdziwienie i strach - tłumaczy.

Niektórzy poddają się w walce, gdy uświadamiają sobie, że dla nich jest już stracona i chcą ratować swoje życie. Po ukraińskiej stronie są lepiej traktowani niż po swojej. Bo jak mówi Damian Duda, w armii Putina życie jest niewiele warte. - Niektóre oddziały z góry przeznaczone są na stracenie. Dowódcy wypuszczają je do walk bez hełmów ani kamizelek, z jednym magazynkiem na żołnierza. Albo w nocy z czołówkami na głowach, żeby ściągnęli na siebie ogień i można było określić pozycje bojowe Ukraińców. Dopiero jak to "mięso armatnie" zostanie wytłuczone, to wypuszcza się dobrze wyposażone oddziały. Z pola walki Rosjanie zabierają sprzęt, a zostawiają poległych - podkreśla.

Rannymi nikt po rosyjskiej stronie specjalnie się nie zajmuje. Gdy trafiają do ukraińskiej niewoli, Duda i jego koledzy widzą zarobaczone rany. - Proszę sobie wyobrazić, do jakiego stopnia musiały zostać zapuszczone i jak długo być ignorowane, skoro wylęgły się w nich larwy – mówi ratownik.

Kiedy już udaje się im pomóc, zdarza się, że następnej nocy ich koledzy zachodzą pozycje Ukraińców i wyrzynają ich nożami bez jednego wystrzału.

(...)

Mówi, że jego życie było zagrożone już wiele razy. Np. gdy kilka dni przed naszą rozmową rosyjska kula przeleciała mu parędziesiąt centymetrów od głowy. - Miałem też sytuację, kiedy nie zginąłem tylko dlatego, że pomyliłem drogę. My jechaliśmy, a Rosjanie kryli nas moździerzami. Większość pocisków spadała za nami, ale poszedł jeden wyprzedzający. Wjechalibyśmy w niego, jednak w ostatniej chwili powiedziałem koledze, który prowadził, żeby skręcił. To ocaliło nam życie – wspomina.

Nie chce rozpamiętywać tych chwil ani analizować, jak bardzo jego życie jest zagrożone. Czuje strach, który traktuje jako "system wczesnego ostrzegania", ale stara się, by nie przeszedł on w paraliżujący lęk. - Bo każdego dnia idziemy w ogień – tłumaczy.

Z tego powodu nie chce też szczegółowo opisywać scen, które widuje na wojnie. Nie chce rozpamiętywać np. tamtego dnia, kiedy pod Chersoniem odwoził do punktu stabilizacyjnego chłopaka bez nóg. - Cieszyłem się, że przeżył, ale jak wracałem, to minąłem koparkę, która łychą wywiozła zwłoki innych ukraińskich żołnierzy. Jeśli będę nadawał tym wspomnieniom znaczenie czegoś wstrząsającego, to obniżę odporność swojej psychiki. Po prostu się zablokuję, a jeszcze nie skończyłem roboty. Muszę skupić się na zadaniu i pomagać kolejnym rannym. Może kiedyś te obrazy będą do mnie wracały i będę budził się spocony. Ale jeszcze nie jest na to czas - ocenia.

Próbuję go zapytać, jak rodzina znosi świadomość, że jego życie stale jest zagrożone, ale szybko ucina temat – nie rozmawia o życiu prywatnym. Tłumaczy, że on i jego bliscy są pod ciągłym atakiem środowisk prorosyjskich. - Z fejkowych profilów w mediach społecznościowych wysyłają groźby naszym matkom, dziewczynom, żonom. Piszą, że gdy jesteśmy na froncie, nie możemy ruszyć z pomocą naszym kobietom, a te będą gwałcone. W ten sposób próbują zniechęcić nas do wyjazdów – stwierdza.

Jak dodaje, zna to od 2014 roku, kiedy zaczął pomagać Ukraińcom. Już wtedy na rosyjskojęzycznych forach internetowych miano pisać, że jest najemnikiem i szpiegiem. - Później doszły do tego bzdury, że przyjeżdżamy na front, by sprowadzać stamtąd ludzkie organy i nimi handlować. Nie chcemy dawać pożywki rosyjskiej propagandzie, dlatego pracujemy w Ukrainie za darmo. Poza tym pomagamy tam swoim przyjaciołom – mówi.

Dobra ta amunicja rosyjska, taka nie za świeża! Ma to odzwierciedlenie w ilości niewypałów i głuchych uderzeń w ziemię bez wybuchów, co nas tylko cieszy (...) Takie kwiatki trafiamy na świeżo odbitych pozycjach po wojskach rosyjskich okupujących Ukrainę. Wiadomo, każdy chce nazbierać fajnych pamiątek z wojny! Niestety często płaci za to cenę utraty nogi bądź nawet życia - wycofujący się przeciwnik nasyca prawie każdy metr kwadratowy ziemi minami. Tutaj zdrowy rozsądek podpowiada zasadę: lepiej nie podnosić rzeczy, których sami nie położyliśmy na ziemi.

Do Polski wrócił w ubiegłym tygodniu. Z ukraińskimi żołnierzami pożegnał się zwykłym: "Do zobaczenia, uważajcie na siebie!", jak to robi również z kumplami w Polsce. Tyle że tam ma świadomość, że to pożegnanie brzmi bardziej jak zaklinanie rzeczywistości.

Niektórzy jego znajomi żołnierze nie widzą końca wojny. Gdy poszli się bić za Ukrainę w 2014 roku, mieli ledwie 18 lat, a część była jeszcze niepełnoletnia. Znają więc tylko świat pogrążony w wojnie i nie wyobrażają sobie innego.

Sam Duda też nie zamierza o wojnie zapominać. Do Polski wpadł po to, by przygotować centrum szkolenia dla kolejnych ratowników pola walki. Jak mówi, po kilku tygodniach wróci do Ukrainy. - Musimy przygotować się do wyjazdu. Zrobiliśmy zbiórkę, bo potrzeba nam pieniędzy na bardzo drogie ubezpieczenie, które obejmie prace w rejonie konfliktu zbrojnego. Zbieramy też na opancerzenie naszych samochodów, środki opatrunkowe, sprzęt medyczny i mundury. Bo te od ciągłego spierania plam krwi niszczą się i potem nadają tylko do wyrzucenia – stwierdza.

Po powrocie do Ukrainy pewnie znów usłyszy jeden z tych wojennych dialogów:

- Zbierajcie się, atakują!
- Dajcie nam dwie minuty. Co robimy?
- Jak to co, kontratakujemy! Zbierajcie się, doktory, jedziemy odwiedzić piekło!

tokfm.pl

wtorek, 17 stycznia 2023


17 stycznia władze nieuznanej Republiki Górskiego Karabachu rozpoczęły wydawanie talonów na niektóre produkty żywnościowe, m.in. ryż, kaszę i cukier. Reglamentacja związana jest z rosnącymi trudnościami w zaopatrywaniu parapaństwa w warunkach trwającej od 12 grudnia ub.r. blokady jedynej drogi łączącej Górski Karabach (obszary kontrolowane przez Ormian) z Armenią i światem zewnętrznym. Ustanowili ją azerbejdżańscy „aktywiści ekologiczni”, żądający zgody na monitoring karabaskich złóż złota oraz miedzi i molibdenu, które mają być rabunkowo eksploatowane. Zgodnie z ustaleniami kończącymi drugą wojnę karabaską (jesień 2020 r.), droga znajduje się pod kontrolą rosyjskich sił pokojowych – które nie podjęły wobec blokady żadnych działań – a Azerbejdżan gwarantuje bezpieczeństwo ruchu na tym szlaku. Ze względu na blokadę w Górskim Karabachu już w grudniu zaczęło brakować wielu towarów – przepuszczany jest tylko transport medyczny – a strona ormiańska mówi o kryzysie humanitarnym. Trudną sytuację pogłębiają okresowe odłączenia przez Azerbejdżan dostaw gazu, służącego do ogrzewania domów i instytucji. Z tego powodu w parapaństwie zamykane są m.in. przedszkola. O otwarcie drogi wielokrotnie apelowali przedstawiciele państw zachodnich, m.in. rzecznik Departamentu Stanu USA Ned Price.

Komentarz

•  Blokada korytarza laczyńskiego nie jest spontaniczna. W warunkach azerbejdżańskich nie mogłoby dojść do takiej akcji nie tylko bez zgody, lecz także bez wsparcia władz (na tereny, gdzie się ona odbywa, nie można wjechać bez przepustek). Jak się wydaje, celem Baku jest wymuszenie na Erywaniu otwarcia tzw. korytarza zangezurskiego, łączącego zasadnicze terytorium Azerbejdżanu z azerbejdżańską eksklawą Nachiczewanu i dalej Turcją. Armenia co do zasady zgadza się na tę drogę, jej uruchomienie zapisano również w dokumencie kończącym wojnę w 2020 r. Jest jednak przeciwna, by biegła ona wzdłuż granicy z Iranem (aby nie odcięła dostępu do tego kraju) oraz wyklucza jej eksterytorialny charakter. Blokadę, będącą działaniem o naturze hybrydowej, należy uznać za stopień pośredni pomiędzy metodami dyplomatycznymi (wielomiesięczne negocjacje na temat drogi do Nachiczewanu nie przyniosły dotąd wiążących ustaleń) a militarnymi. Prezydent Ilham Alijew powiedział 10 stycznia, że „korytarz zangezurski” będzie uruchomiony, „czy tego Armenia chce, czy nie”, co można interpretować jako zapowiedź „przebicia” korytarza siłą (we wrześniu 2022 r. Azerbejdżan atakował już cele położone na terytorium Armenii).

•  W Armenii blokada wywołuje skrajne oburzenie i przyczynia się do dalszego wzrostu nastrojów antyrosyjskich. Premier Nikol Paszynian już 22 grudnia oskarżył rosyjskie siły pokojowe o niewypełnianie swoich funkcji, a na początku stycznia oświadczył, że nie widzi celowości organizowania na terytorium kraju w rozpoczynającym się roku ćwiczeń sił Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. Szef dyplomacji Ararat Mirzojan wezwał w rozmowie telefonicznej sekretarza generalnego ONZ António Guterresa do przysłania do Górskiego Karabachu misji, która zbadałaby na miejscu sytuację humanitarną. Apel spotkał się z protestem Moskwy – rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził, że wszelkie misje mogą być wysyłane do Górskiego Karabachu wyłącznie za zgodą obu stron konfliktu, co oznacza bojkot propozycji Erywania. 8 stycznia ormiańscy działacze zamknęli drogę dojazdową do rosyjskiej bazy wojskowej w Giumri, wzywając rosyjskich żołnierzy do interwencji w sprawie blokady pod groźbą nazwania ich okupantami. Władze rozproszyły protestujących – około 100 osób zostało zatrzymanych przez policję – jest jednak wysoce prawdopodobne, że do podobnych akcji będzie dochodzić w przyszłości. Zastosowanie wobec demonstrantów siły może doprowadzić do antyrządowych protestów.

•  Bezczynność rosyjskich sił pokojowych pokazuje, że Rosja lekceważy zobowiązania wobec formalnie sojuszniczej Armenii i manifestuje życzliwość dla Azerbejdżanu. Motywy takiej postawy Moskwy nie są do końca jasne. Można domniemywać, że wynika ona ze świadomości, iż Armenia jest skazana na współpracę z Rosją w sferze bezpieczeństwa i Erywań nie ma instrumentów nacisku, by wymusić wsparcie Kremla. Prawdopodobne Rosjanie są również zainteresowani zmuszeniem Ormian do zgody na forsowaną przez Baku drogę przez południową Armenię. W sposób pośredni rosyjska bierność może być też sygnałem gotowości do respektowania interesów wspierającej Baku Turcji, która – choć na Kaukazie jest dla niej konkurentem – w kontekście wojny na Ukrainie i nałożonych na rosyjską gospodarkę sankcji traktowana jest jako partner strategiczny. Ponadto wystąpienie Moskwy w obronie Armenii, która domaga się od Rosji interwencji, mogłoby – wobec azerbejdżańskiej determinacji – doprowadzić do militarnej eskalacji na Kaukazie, co w sytuacji zaangażowania znaczących sił rosyjskich na Ukrainie byłoby dla Kremla scenariuszem niekorzystnym. Bierna postawa Rosji wobec Armenii osłabia prestiż i pozycję Moskwy jako sojusznika państw należących do rosyjskich formatów integracyjnych (m.in. Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan), jednak te straty wizerunkowe muszą być w kalkulacji Moskwy opłacalne.

osw.waw.pl

Przypomnijmy, od początku wybuchu wojny w Ukrainie Rosja bardzo szeroko wykorzystuje swój arsenał rakietowy. Do ataków używano głównie lądowych pocisków balistycznych Toczka-U o zasięgu 120 km oraz Iskander-M o zasięgu 500 km. Na mniejszą skalę Rosja korzystała też z morskich pocisków samosterujących Kalibr o zasięgu 1500 km i różnych pocisków przenoszonych przez bombowce. Z dnia na dzień celami ataków rakietowych Rosji coraz częściej stawały się największe miasta Ukrainy.

Na początku grudnia ukraińskie wojsko informowało, że znalazło na zachodzie kraju wystrzelone przez Rosję fragmenty rakiet zdolnych do przenoszenia broni jądrowej. - Wystrzelenie tych rakiet ma na celu odwrócenie uwagi ukraińskiego systemu obrony powietrznej i jego zmęczenie, gdy nowoczesne rosyjskie rakiety są wystrzeliwane w obiekty infrastruktury krytycznej – mówił wówczas przedstawiciel jednostki badawczej ukraińskich sił zbrojnych Mykoła Daniluk.

Podobną taktykę Rosjanie zaczęli stosować w przypadku ostatnich ataków rakietowych, żeby "oszukać" ukraińskie systemy obrony przeciwlotniczej S-300. System, który skądinąd Rosjanie znają "od podszewki", bowiem został wprowadzony do wyposażenia sowieckich sił zbrojnych pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia.

Jednym z powodów, dla których Rosjanie zmienili taktykę, są coraz bardziej pustoszejące magazyny z rakietami. Pod koniec listopada, minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow informował, że Rosjanom pozostało 13 proc. rakiet Iskander, 37 proc. Kalibrów i połowa zapasów Ch-101 i Ch-555, a także 43 rakiety Kindżał (73 proc.).

Metodę oszukania ukraińskiego systemu OPL Rosjanie zastosowali w sobotę 14 stycznia, kiedy doszło do blisko 28 ataków z użyciem rakiet różnych klas oraz pięć ataków z użyciem kierowanych rakiet lotniczych. Najpierw zaatakowano Kijów z użyciem rakiet S-400/S-300, odpalonych z kierunku północnego. Następnie, w godzinach popołudniowych i wieczornych, Rosjanie zastosowali broń precyzyjną: pociski manewrujące Ch-101/Ch-555/Ch-22, pociski manewrujące Kalibr oraz pociski Ch-59. Zostały one wykorzystane do uderzeń w obiekty infrastruktury krytycznej Ukrainy.

Najtragiczniejszy w skutkach był atak rakietowy na blok mieszkalny w Dnieprze, w którym zginęło co najmniej 40 osób.

Jak mówi Wirtualnej Polsce Sławek Zagórski, ekspert ds. wojskowości, metoda, po którą sięgnęli Rosjanie, była stosowana już we wcześniejszych konfliktach wojennych.

- Obrona przeciwlotnicza działa punktowo. Tzn. broni dostępu na najczęściej wykorzystywanych trasach i tuż w okolicy potencjalnych celów. Atakujący zawsze stara się ominąć takie rejony koncentracji, aby ponieść jak najmniejsze straty. Tak działo się podczas II wojny światowej, wojny w Korei czy w Wietnamie. W latach 70. XX wieku pojawiły się tzw. Dzikie Łasice, które miały za zadanie paraliżować i niszczyć obronę przeciwlotniczą. Rosjanie takich jednostek nie mają, więc muszą stosować taktykę sprawdzoną od wojny światowej – mówi Wirtualnej Polsce Sławek Zagórski.

W podobnym tonie wypowiada się gen. Tomasz Drewniak, były szef wojsk lotniczych i były inspektor Sił Powietrznych RP.

- Takie "chwyty" stosowano już we wcześniejszych konfliktach. Przykładowo w Wietnamie czy w Libanie, w 1982 roku w Dolinie Bekaa, gdzie siły izraelskie zniszczyły 19 syryjskich baterii rakiet przeciwlotniczych. Na całe szczęście Rosjanie nie mają już tak dużo rakiet, żeby móc często stosować tę metodę. Mówi się o zużyciu ok. 70-75 proc. z całości arsenału. I to jest dobra wiadomość dla Ukrainy – ocenia gen. Tomasz Drewniak.

Jednak, jak równocześnie podkreśla, Ukraina stale musi bronić ok. 1200-1500-kilometrowego odcinka frontu.

- Rosjanie będą więc ciągle wyszukiwać luki i miejsca do ostrzału rakietowego, żeby zadać jak największe straty. Nie da się zbudować systemu obrony przeciwlotniczej, który by bronił przed wszystkimi rakietami. Rosjanie wiedzą o tym i strzelają raz z kierunku południowego, innym razem z północnego, a innym ze wschodniego. Szukają słabych punktów Ukrainy i próbują obejść OPL. Najpierw wykonują rozpoznanie, gdzie są umieszczone poszczególne systemy. A później planują ostrzał, by rakiety ominęły możliwość strącenia – mówi WP były inspektor Sił Powietrznych RP.

Jego zdaniem, żeby zmylić ukraińską OPL, Rosjanie mogą wypuszczać irańskie drony, które poruszają się z prędkością ok. 200 km/h i są często niszczone.

- Problem pojawia się, kiedy Rosja użyje rakiet manewrujących, które przemieszczają się z prędkością ok. 800 km/h. W takiej sytuacji czas na reakcję jest minimalny – uważa gen. Tomasz Drewniak.

Według Sławka Zagórskiego, eksperta ds. wojskowości, w najbliższym czasie możemy się spodziewać kolejnych podobnych "perfidnych" ataków rakietowych ze strony Rosji.

- Rosjanie wysyłają różnymi trasami pociski, których zadaniem jest nie tylko uderzenie w cel, ale także uruchomienie ukraińskiej OPL, aby można było rozpoznać rejony koncentracji systemów i zmienić trasę lotu kolejnych pocisków manewrujących czy bezzałogowców. Aby temu przeciwdziałać, Ukraińcy zorganizowali ok. 300 mobilnych grup przeciwlotniczych, które są wpięte w system OPL i na podstawie danych rozpoznania przemieszczają się na trasach lotu pocisków. Tak więc trwa zabawa w ciuciubabkę – mówi WP Sławek Zagórski.

wp.pl

poniedziałek, 16 stycznia 2023


14 stycznia Rosja przeprowadziła dwunasty – według operatora sieci Ukrenerho – atak rakietowy na infrastrukturę energetyczną przeciwnika. Pociski spadły między innymi na Charków, Chmielnicki, Dniepr, Kijów, Krzywy Róg, Odessę i Winnicę. Do uszkodzenia obiektów energetycznych doszło w obwodach: charkowskim, iwanofrankiwskim, kijowskim, lwowskim, winnickim, zaporoskim i odeskim. Źródła ukraińskie podają natomiast sprzeczne informacje na temat trafienia obiektu w Kijowie. Przedstawiciele Ukrenerho i koncernu energetycznego DTEK nie przedstawili szczegółów dotyczących zniszczeń i braku dostaw energii elektrycznej, lecz zaznaczyli, że sytuacja jest bardzo trudna, a Ukraina musi przygotować się na ciężkie dni, a nawet tygodnie. Awaryjne wyłączenia energii mogą trwać ponad dobę, a w niektórych regionach mieć charakter trwały. Według szefa YASNO – jednego z największych operatorów w kraju – deficyt energii jest ogromny, a liczne elektrociepłownie nie pracują ze względu na poważne uszkodzenia.

Jedna z rosyjskich rakiet trafiła w blok mieszkalny w Dnieprze, w wyniku czego śmierć poniosło co najmniej 40 osób, a 75 zostało rannych. To jeden z najtragiczniejszych w skutkach jednorazowych ataków na cele cywilne od początku wojny. W innych przeprowadzonych 14 stycznia zginęło trzech cywilów, a dziewięciu odniosło obrażenia. 16 stycznia ukraińskie media podały, że przed atakiem zatrzymano w Dnieprze dwie osoby podejrzane o koordynowanie uderzenia na lokalną elektrociepłownię.

Według ukraińskiego Sztabu Generalnego wróg miał 14 stycznia wykorzystać łącznie 57 rakiet. Wyszczególniono 41 pocisków manewrujących i rakiet kierowanych powietrze–ziemia, z których obrońcy mieli zniszczyć 26. Dowództwo Sił Powietrznych zaznaczyło jednak, że wykaz zestrzeleń dotyczy wyłącznie pocisków manewrujących Ch-101/Ch-555 (odpalanych z bombowców strategicznych) i Kalibr (z okrętów, agresor miał użyć połowy z 36 przygotowanych do ataku rakiet tego typu) oraz lotniczych rakiet kierowanych Ch-59.

Po ataku na Kijów rankiem 14 stycznia, gdy najeźdźcy po raz pierwszy mieli wykorzystać do ostrzelania miasta (najprawdopodobniej z terytorium Białorusi) rakiet S-300 i/lub S-400, rzecznik dowództwa – pułkownik Jurij Ihnat – stwierdził, że obrona powietrzna nie dysponuje środkami pozwalającymi na strącanie rakiet balistycznych i wystrzeliwanych z systemów obrony powietrznej (S-300/S-400). Tego samego dnia wieczorem komentujący trafienie w blok mieszkalny w Dnieprze dowódca Sił Powietrznych generał Mykoła Ołeszczuk dodał, że wojska ukraińskie nie mogą także neutralizować wykorzystanych w tym ataku pocisków manewrujących Ch-22. 14 stycznia Rosjanie mieli użyć pięciu takich pocisków, a od początku wojny – ponad 210, przy czym żadnego nie strącono. Możliwość taką mają mieć jedynie najnowsze zachodnie systemy obrony powietrznej (m.in. Patriot w wersji PAC-3 i SAMP/T). Komentujący wypowiedź przełożonego pułkownik Ihnat określił podawane wcześniej oficjalne informacje o zestrzeleniach jako błędne.

Artyleria i lotnictwo agresora kontynuują ostrzał i bombardowania pozycji i zaplecza wojsk ukraińskich wzdłuż linii styczności i na obszarach przygranicznych, zwłaszcza w obwodzie sumskim. Ich stałymi celami pozostają Chersoń, Nikopol i Oczaków oraz okolice tych miast. 15 i 16 stycznia przeprowadzili także kolejne ataki rakietowe na Kramatorsk, Łyman i Zaporoże. Ukraińska artyleria rakietowa miała uderzyć w Melitopol. Celem dywersji z wykorzystaniem dronów był z kolei Sewastopol.

Ukraiński resort obrony przyznał pośrednio, że utracono Sołedar – walki mają się obecnie toczyć pod miastem. Siły wroga wciąż nacierają w kierunku zachodnim pomiędzy północnymi obrzeżami Bachmutu a Rozdoliwką, 10 km na południe od Siewierska. Starają się wyprzeć obrońców z miejscowości wzdłuż linii kolejowej i drogi pomiędzy tymi miastami oraz na południe i wschód od drugiego z wymienionych. Rosjanie oskrzydlili Kliszczijiwkę na południe od Bachmutu i najprawdopodobniej zajęli pozycje po zachodniej stronie kanału Doniec–Donbas. Starcia trwają w północno-wschodniej części miasta i na jego południowych obrzeżach oraz na zachód od Gorłówki i w szerokim łuku na zachód od Doniecka (tu areną najcięższych potyczek pozostaje Marjinka). Najeźdźcy zaktywizowali się też w zachodniej części obwodu donieckiego, gdzie z kolei mają działać ukraińskie grupy dywersyjno-rozpoznawcze. W obwodzie ługańskim walki toczą się głównie w rejonie Kreminnej, a próby natarcia podejmowały tam obie strony.

14 stycznia Londyn potwierdził zamiar przekazania armii ukraińskiej kompanii czołgów Challenger 2. 14 wozów ma wyruszyć w ciągu kilku tygodni (w pierwszej transzy miałyby się znaleźć cztery maszyny). Brytyjczycy zapowiedzieli także dostarczenie Kijowowi 30 armatohaubic samobieżnych 155 mm AS90, które mają dotrzeć do napadniętego kraju po czołgach. Doniesienia medialne o zamiarze dostarczenia wraz z czołgami czterech śmigłowców bojowych Apache okazały się nieprawdziwe. Z kolei rząd włoski podjął decyzję o przekazaniu baterii systemu obrony powietrznej SAMP/T z rakietami o ograniczonym potencjale antybalistycznym (umożliwiającymi zestrzeliwanie rakiet balistycznych krótkiego zasięgu). Nie podano jednak, kiedy mogłoby to nastąpić. Kierownictwo koncernu Rheinmetall oznajmiło, że dostawa na Ukrainę zmagazynowanych czołgów Leopard (88 sztuk) i Leopard 2 (22) mogłaby – w przypadku podjęcia przez władze Niemiec odpowiedniej decyzji – nastąpić nie wcześniej niż w 2024 r.

13 stycznia Służba Bezpieczeństwa Ukrainy powiadomiła o przeprowadzonych ćwiczeniach w obwodzie rówieńskim na granicy z Białorusią. Scenariusz szkolenia przewidywał neutralizację wrogich grup dywersyjno-rozpoznawczych, które usiłowały przedrzeć się przez granicę. Uczestnicy szkolenia opracowali kompleksowe algorytmy współpracy międzyresortowej mające zapobiec ewentualnym zagrożeniom sabotażem (w tym obiektów jądrowych) w północno-zachodnich rejonach przygranicznych Ukrainy. 15 stycznia szef Obwodowej Administracji Wojskowej w Równem ujawnił, że pas graniczny z Białorusią został zaminowany. Nadal rozbudowuje się też konstrukcje inżynieryjne i fortyfikacyjne (np. rowy przeciwczołgowe) mające utrudnić ewentualną ofensywę z terytorium sąsiada.

16 stycznia na Białorusi rozpoczęły się dwutygodniowe wspólne rosyjsko-białoruskie ćwiczenia lotnictwa taktycznego wchodzącego w skład komponentu lotniczego Regionalnego Zgrupowania Wojsk. Ich główny cel to zwiększenie interoperacyjności w rozpoznaniu lotniczym, wspólnym patrolowaniu przestrzeni powietrznej wzdłuż granic Białorusi, wsparciu lotniczym dla zgrupowań wojsk, realizowaniu zadań transportowych i ewakuacji rannych.

13 stycznia ukraiński rzecznik praw człowieka Dmytro Łubiniec podsumował wyniki trzeciej rundy negocjacji ze swoją rosyjską odpowiedniczką Tatianą Moskalkową. Podczas spotkania w Turcji strony omówiły w szczególności inicjatywę przyspieszenia powrotu jeńców wojennych oraz uwolnienia uwięzionych cywilów. Tych ostatnich podzielono na kilka kategorii: przetrzymywanych przez Rosję od 2014 r. do 24 lutego 2022 r., w tym na Krymie (tzw. więźniowie Kremla, 158 osób), zatrzymanych na terenie obwodów donieckiego i ługańskiego (373 osoby) oraz tych, których Rosja przetrzymuje na wszystkich okupowanych terytoriach. Łubiniec zauważył, że do tej pory z jego biurem skontaktowało się ponad 20 tys. rodzin poszukujących swoich bliskich.

Według przekazanej mediom 14 stycznia oceny ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR) posunięcia Władimira Putina na rzecz reorganizacji gospodarki i kompleksu wojskowo-przemysłowego sygnalizują możliwość wprowadzenia w Rosji stanu wojennego. Działania podejmowane przez Kreml w celu wykorzystania jak największej ilości zasobów wojskowych oraz powołanie szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych FR Walerija Gierasimowa na nowego dowódcę agresji na Ukrainę świadczą o gotowości do kontynuowania długotrwałej wojny na dużą skalę. Komentując informacje o konflikcie właściciela prywatnej firmy wojskowej Wagner Jewgienija Prigożyna z kierownictwem resortu obrony i Sztabu Generalnego, HUR wskazał, że w Rosji poczyniono kroki mające zmarginalizować medialnie rolę wagnerowców w wojnie. Ministerstwo Obrony FR opracowało zalecenia dla kremlowskich propagandystów, w jaki sposób mają relacjonować wydarzenia na Ukrainie. Ma chodzić o przekazywanie informacji wyłącznie ze źródeł zaakceptowanych przez resort, podkreślanie czołowej roli ministra obrony i szefa Sztabu Generalnego, usprawiedliwianie ataków na krytyczną infrastrukturę energetyczną przeciwnika jako „niezbędnie koniecznych”, uwypuklanie tematu zaopatrzenia Kijowa w zachodnią broń, propagowanie tezy, że Rosja prowadzi „operację wojskową” przeciwko całemu NATO oraz wymienianie wagnerowców tylko w negatywnym kontekście strat poniesionych w trakcie „bezsensownych” ataków. 15 stycznia HUR ostrzegł, że rosyjskie służby specjalne będą próbowały wykorzystać ukraińskich dziennikarzy do prowadzenia operacji informacyjnych i psychologicznych. W tym celu służby nawiążą kontakt z aktywnymi medialnie Ukraińcami w imieniu zachodnich redakcji i zaproponują im przekazywanie komunikatów o stanie gospodarki, sytuacji politycznej i działalności sił zbrojnych.

Komentarz

Kolejny atak rakietowy na infrastrukturę energetyczną nie należał do największych – wykorzystano w nim około połowy pocisków użytych w największych uderzeniach jesienią 2022 r. Potwierdza to, że ukraiński system energetyczny doznał już tak znaczących uszkodzeń, że do utrzymania w kraju stanu permanentnego niedoboru energii agresor potrzebuje coraz mniej środków, a ataki mogą być powtarzane coraz rzadziej (od poprzedniego minęły dwa tygodnie, podczas gdy jesienią ponawiano je przeciętnie raz na tydzień).

Znaczącą zmianę polityki Dowództwa Sił Powietrznych armii ukraińskiej w zakresie informowania o możliwościach obrony przed atakami rakietowymi należy traktować nie tylko jako potwierdzenie stanu faktycznego. Stanowi ona dramatyczny apel do wspólnoty zachodniej o jak najszybsze dostawy nowoczesnych systemów obrony powietrznej średniego zasięgu i pośrednią krytykę wsparcia w dotychczasowym zakresie. Z wypowiedzi przedstawicieli dowództwa wynika, że nawet dostawy baterii stosunkowo nowoczesnych systemów NASAMS i IRIS-T nie wprowadziły zmiany jakościowej, a zestrzelenie rakiet niektórych kategorii i typów nadal przekracza możliwości obrońców. Osobną kwestią jest fakt, że wystąpienia generała Ołeszczuka i pułkownika Ihnata burzą dotychczasową narrację o względnie skutecznym przeciwstawianiu się uderzeniom rakietowym wroga – nie tylko podważają informacje o zestrzeleniach części kategorii i typów pocisków, w pierwszej kolejności rakiet balistycznych Iskander, lecz także podają w wątpliwość deklarowany odsetek trafień.

Siły rosyjskie w Donbasie starają się wykorzystać osiągnięte w ostatnim tygodniu powodzenie i kontynuują ataki mające na celu oskrzydlenie Bachmutu i Siewierska, a w konsekwencji – znaczące utrudnienie ich obrony bądź wymuszenie na przeciwniku wycofania się z obu miast i zbudowania nowej linii obrony na zachód od Słowiańska i Kramatorska. W związku z problemem z ustabilizowaniem obrony w rejonie Bachmutu wojska ukraińskie próbują odzyskać inicjatywę na północ od Siewierska i nie dopuścić do utraty tego miasta poprzez wznowienie ataków w kierunku Kreminnej. Sprzyjają temu zarówno wzmocnienie przez obrońców zgrupowania uderzeniowego na pograniczu obwodów donieckiego, ługańskiego i charkowskiego, jak i to, że operują tam jednostki mające za sobą udaną ofensywę w obwodzie charkowskim. Wciąż dysponują one potencjałem zaczepnym, a zdobycie Kreminnej pozostaje ich głównym celem od października.

osw.waw.pl

Kreml z opóźnieniem podejmuje mobilizację kadrową, reorganizację i akcje w przemyśle, które realnie powinien przeprowadzić przed rozpoczęciem inwazji na Ukrainę w lutym 2022 r. i podejmuje kroki w celu przeprowadzenia „specjalnej operacji wojskowej” jako wielkiej wojny konwencjonalnej. Prezydent Rosji Władimir Putin zaczął publicznie sygnalizować przygotowania do przedłużającej się wojny na początku grudnia 2022 r., obiecując, że Rosja poprawi błędy swoich wcześniejszych kampanii wojskowych i stworzy warunki do przedłużającej się wojny na Ukrainie. W szczególności Putin zauważył 7 grudnia, że „specjalna operacja wojskowa” na Ukrainie może być „długotrwałym procesem” i wygłosił kilka kolejnych publicznych wystąpień w grudniu, pośrednio nakreślając swoje cele w zakresie usprawnienia procesów mobilizacyjnych rosyjskiego wysiłku wojennego, ożywienia rosyjskiej bazy przemysłu obronnego, centralizacji kontroli Kremla nad rosyjską przestrzenią informacyjną i przywrócenia władzy rosyjskiego Ministerstwa Obrony (MON). 

Kreml prawdopodobnie przygotowuje się do przeprowadzenia w ciągu najbliższego półrocza zdecydowanej akcji strategicznej, mającej na celu odzyskanie inicjatywy i zakończenie dotychczasowej serii sukcesów operacyjnych Ukrainy. W ciągu ostatnich jedenastu miesięcy Rosji nie udało się osiągnąć większości swoich głównych celów operacyjnych na Ukrainie. Siłom rosyjskim nie udało się zdobyć Kijowa, obwodów donieckiego i ługańskiego, utrzymać zdobyczy w obwodzie charkowskim ani utrzymać strategicznego miasta Chersoń. Rosyjska kampania powietrzno-rakietowa wymierzona w ukraińską infrastrukturę krytyczną pod dowództwem generała armii Siergieja Surowikina pod koniec 2022 r. również nie przyniosła znaczących efektów operacyjnych ani nie zdemoralizowała ukraińskiego społeczeństwa, co prawdopodobnie zamierzał Kreml. Putin i wysocy urzędnicy Kremla wciąż powtarzają, że Rosja nie porzuciła swoich maksymalistycznych celów pomimo rosyjskich porażek na polu bitwy. Chociaż Putin nie zmienił swoich celów wojny, pojawiają się dowody na to, że zmienia on fundamentalne aspekty rosyjskiego podejścia do wojny, podejmując kilka nowych działań.

ISW zaobserwowało kilka rosyjskich linii działań (LOE), które prawdopodobnie miały na celu wsparcie zdecydowanej akcji w ciągu najbliższych sześciu miesięcy.

LOE 1: Kreml intensyfikuje zarówno krótko-, jak i długoterminowe wysiłki w zakresie generowania sił. Putin i rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) ogłosili plany radykalnej rozbudowy konwencjonalnej rosyjskiej armii poprzez utworzenie nowych dywizji, przywrócenie okręgów wojskowych sprzed 2010 roku w zachodniej Rosji i podniesienie wieku poboru – wszystko wskazuje na rosyjskie zamiary (choć prawdopodobnie nie faktyczne zdolności) do zreformowania rosyjskiej armii w celu prowadzenia konwencjonalnych działań wojennych na dużą skalę. Ukraiński wywiad poinformował, że Kreml dąży do zwiększenia liczby personelu wojskowego do 2 mln w bliżej nieokreślonym terminie. (...) Część urzędników Kremla zaczęła dyskutować nad propozycjami rozszerzenia protokołów kwalifikujących do poboru, czynnej mobilizacji i rezerwy mobilizacyjnej, podczas gdy rosyjskie struktury państwowe próbują rozwiązać dawne problemy poprzez wydawanie wezwań do mobilizacji. Sam Putin podpisał rozkazy, które rozszerzyły uprawnienia do mobilizacji, zezwalając na mobilizację skazanych 4 listopada.

LOE 2: Rosyjskie wojsko zachowuje zmobilizowany personel do wykorzystania w przyszłości — to odmiana początkowego podejścia Kremla polegającego na wysyłaniu nieprzeszkolonych ciał na front jesienią 2022 r. Putin oświadczył 7 grudnia, że rosyjskie siły zbrojne nie wysłały jeszcze całego zmobilizowanego personelu z pierwszej fali mobilizacyjnej na linię frontu, wyszkolenie i wyposażenie tych sił do późniejszego skoncentrowanego użycia może zająć trochę czasu. Konwencjonalne siły rosyjskie (w przeciwieństwie do Grupy Wagnera i sił zastępczych DNR/LNR) nie prowadziły większych operacji ofensywnych i utrzymywały głównie pozycje obronne od serii udanych ukraińskich kontrofensyw latem i jesienią 2022 roku. (...)

LOE 3: Rosja próbuje ożywić swoją bazę przemysłu obronnego (DIB). W grudniu Kreml zaczął kłaść duży nacisk na wskrzeszenie rosyjskiego DIB. Od grudnia Putin odbył kilka spotkań wysokiego szczebla i odwiedził przedsiębiorstwa obronne w całym kraju. Putin publicznie przyznał się do problemów z zaopatrzeniem, takich jak brak dronów rozpoznawczych, a zwłaszcza zażądał, aby jeden z jego ministrów podpisał państwowe kontrakty na zamówienia obronne w krótszym niż planowano terminie. Putin i inni urzędnicy Kremla również prowadzili niejasne dyskusje, że rosyjskie władze mogą znacjonalizować majątek, aby wesprzeć rosyjski wysiłek wojenny. 

LOE 4: Putin dokonuje ponownej centralizacji kontroli nad działaniami wojennymi na Ukrainie w ramach Ministerstwa Obrony i mianuje najwyższego rangą rosyjskiego umundurowanego oficera, szefa Sztabu Generalnego Walerija Gierasimowa, na dowódcę teatru działań. Kreml przywraca również pierwotnych planistów wojny i z opóźnieniem próbuje naprawić braki w strukturze dowodzenia. Generał armii Siergiej Surowikin i poprzedni dowódcy teatru rosyjskiego nie zdołali przeprowadzić decydujących operacji, które Putin – prawdopodobnie nierealistycznie – polecił im przeprowadzić. Kreml mianował Gierasimowa dowódcą Połączonego Zgrupowania Sił na Ukrainie 11 stycznia po wcześniejszym odsunięciu Gierasimowa na bok podczas inwazji na pełną skalę. Rosyjskie MON wyznaczyło też trzech zastępców do ścisłej współpracy z Gierasimowem w zakresie rozszerzonej skali zadań „specjalnej operacji wojskowej”. Kreml prawdopodobnie chce, aby Gierasimow i jego nowo mianowani zastępcy zarówno przygotowywali Rosję do przedłużającej się wojny, jak i przejęli dowództwo nad dużym wysiłkiem w 2023 r.

LOE 5: Kreml intensyfikuje swoje uwarunkowania rosyjskiej przestrzeni informacyjnej w celu wspierania wojny. Kreml kształtuje przestrzeń informacyjną, aby odbudować poparcie dla inwazji, przywracając narracje sprzed 24 lutego i podejmując działania mające na celu odzyskanie kontroli nad relacjami z wojny, po uprzednim scedowaniu tej przestrzeni na różne podmioty niezależne. Urzędnicy Kremla wznowili pod koniec 2022 r. propagowanie fałszywej narracji, że istnienie niezależnej Ukrainy zagraża rosyjskiej suwerenności i kulturze, uzasadniając rosyjską inwazję i trwające rosyjskie ofiary jako nieuniknione i konieczne środki „samoobrony”. Kremlowscy propagandyści zintensyfikowali również narracje o międzynarodowych konsekwencjach prawnych, jakie czekają Rosję, jeśli nie wygra wojny, co może podsycić obawy przed porażką i zmotywować do ponownego zaangażowania się w wojnę. Kreml zintensyfikował wysiłki w celu rozwijania relacji i dokooptowania prominentnych prowojennych blogerów, którzy wyłonili się jako potężna alternatywa dla Putina i celowo niejasnych relacji wojennych rosyjskiego MON.

Wysiłki Kremla zmierzające do przygotowania się do zamierzonej zdecydowanej akcji strategicznej w 2023 r. nie wykluczają się z dążeniami Kremla do stworzenia warunków przedłużającej się wojny. ISW nie przewiduje „ostatniej szansy” Rosji, by wygrać wojnę na Ukrainie. Wojna się nie skończy, a Rosja niekoniecznie przegra, jeśli którekolwiek z omówionych poniżej możliwych działań nie powiedzie się. Na przykład podjęta przez Rosję szybka próba zajęcia Kijowa i przeprowadzenia zmiany reżimu w ciągu pierwszych dwóch tygodni wojny była nieudaną strategiczną decydującą akcją. Wiele z wyżej wymienionych wskaźników — jak np. propozycja rosyjskiego MON utworzenia wielu nowych rosyjskich dywizji — prawie na pewno po części ma na celu wsparcie długofalowych wysiłków wykraczających poza jakiekolwiek zdecydowane działania zaplanowane na rok kalendarzowy 2023. (...)

Decydujące działania strategiczne Rosji w 2023 r. mogą przejawiać się w wielu możliwych kierunkach działania, które nie wykluczają się wzajemnie. Zgodnie z amerykańską doktryną wojskową wojsko może podjąć decydującą akcję na każdym poziomie wojny, aby osiągnąć ostateczny wynik i cel. Decydujące działania mogą mieć charakter taktyczny, operacyjny lub strategiczny i mogą mieć charakter ofensywny lub defensywny.

COA 1: Duża ofensywa rosyjska, najprawdopodobniej w rejonie obwodu ługańskiego. Siły rosyjskie mogą dążyć do przeprowadzenia dużej ofensywy w rejonie obwodu ługańskiego. Pełne zajęcie obwodów donieckiego i ługańskiego pozostaje oficjalnymi celami wojennymi Kremla i jednym z najbardziej osiągalnych celów Rosji (choć wciąż stanowiących duże wyzwanie), biorąc pod uwagę, że obwody doniecki i ługański są logistycznie najłatwiejszymi terytoriami dla Rosji do zajęcia. Siły rosyjskie od 2022 r. rozmieszczają dodatkowe siły w obwodzie ługańskim i podejmują inne znaczące działania, które według ISW mogą wesprzeć operację ofensywną w obwodzie ługańskim. ISW w dalszym ciągu ocenia, że jest mało prawdopodobne, aby siły rosyjskie przeprowadziły ofensywę na południowej Ukrainie w obwodach chersońskim czy zaporoskim. Rzeka Dniepr oddziela linię frontu w obwodzie chersońskim i stanowi poważną przeszkodę manewrową. Wielowarstwowe rosyjskie fortyfikacje polowe w obwodzie chersońskim i rozległe wydobycie w obwodzie zaporoskim wskazują, że siły rosyjskie traktują priorytetowo operacje obronne w obu prowincjach.

COA 2: Rosyjska operacja obronna mająca na celu pokonanie i wykorzystanie ukraińskiej kontrofensywy. Pod koniec 2022 roku Kreml przerzucił znaczące jednostki wojskowe z kierunku południowego (Chersoń) do obwodu ługańskiego i utworzył fortyfikacje polowe w obwodzie ługańskim, a także w obwodach biełgorodzkim i kurskim w Rosji. ISW donosiło o wielu zaobserwowanych wskaźnikach, że siły ukraińskie dążą do przeprowadzenia kontrofensywy w 2023 r. Ukraińscy urzędnicy od dawna publicznie sygnalizują zamiar przeprowadzenia kontrofensywy w 2023 r. Rosyjscy blogerzy również od dawna ostrzegają przed Ukrainą kontrofensywą. Rosja dąży do zabezpieczenia obwodów donieckiego i ługańskiego – terytoriów, które rząd rosyjski (nielegalnie) uznał za terytorium rosyjskie – i uniknięcia kolejnej znaczącej klęski, takiej jak klęska w obwodzie charkowskim lub wycofanie się z miasta Chersoń. Były to zarówno znaczące wydarzenia, które zdegradowały rosyjskie morale, jak i postrzeganie zdolności sił rosyjskich do zabezpieczenia swoich większych celów dla pełnej „demilitaryzacji i denazyfikacji” Ukrainy. Siły rosyjskie mogą dążyć do skutecznego pokonania ukraińskiej kontrofensywy i pozbawienia Ukrainy inicjatywy poprzez zniszczenie znacznej części zmechanizowanych sił ukraińskich. Tak udana zdecydowana akcja rosyjska mogłaby następnie umożliwić siłom rosyjskim opracowanie kontrofensywy w celu wykorzystania zdezorganizowanych i wyczerpanych sił ukraińskich.

Wiele z wyżej wymienionych rosyjskich kierunków działań mogłoby wesprzeć zarówno COA 1, jak i COA 2; scenariusze te nie wykluczają się wzajemnie. Siły rosyjskie mogą przygotowywać się do dużej operacji ofensywnej lub, alternatywnie, większych ataków niszczących, niebędących ogólną operacją ofensywną. Wskaźniki mogą również wspierać kontratak w celu wykorzystania ukraińskiej kontrofensywy, którą siły rosyjskie spodziewają się zatrzymać.

Najbardziej niebezpieczny sposób działania (MDCOA) rosyjskiej ofensywy przeciwko północnej Ukrainie jest obecnie mało prawdopodobny. Kreml stwarza jednak elastyczność planowania i prawdopodobnie rozszerzy rosyjską obecność wojskową na Białorusi w okresie poprzedzającym planowane duże ćwiczenia (które mogłyby wesprzeć operację bojową) we wrześniu 2023 r. ISW nadal śledzi rosyjskie i białoruskie działania, które mogłyby w czas wesprzeć nowy rosyjski atak na Ukrainę z Białorusi. Rosja prawdopodobnie rozmieści na Białorusi więcej sił w ramach ćwiczeń Zapad 2023 i Union Shield 2023, które prawdopodobnie odbędą się we wrześniu 2023 r. 12 stycznia Kreml wysłał na Białoruś starszego rosyjskiego oficera, głównodowodzącego rosyjskich sił lądowych Olega Saliukowa — jednego z trzech nowo mianowanych zastępców Gierasimowa — na Białorusi. (...) Są to nietypowe działania, które intensyfikują operację informacyjną, że Rosja zaatakuje Ukrainę z Białorusi i może wesprzeć ofensywę, chociaż ISW ocenia, że ta ofensywa jest na razie mało prawdopodobnym scenariuszem. Nadal nie ma dowodów na to, że siły rosyjskie na Białorusi stworzyły struktury dowodzenia i kontroli niezbędne dla operacyjnej grupy uderzeniowej. 

Kreml zachowuje swoje maksymalistyczne cele przejęcia całej Ukrainy, pomimo złego prowadzenia wojny do tej pory. Kreml od prawie roku zwlekał ze skutecznym naprawieniem swojej wadliwej inwazji i wielokrotnie wybierał rozwiązania krótkoterminowe, takie jak: wielokrotne zmienianie dowódców teatrów i utrzymywanie rozdrobnionej struktury dowodzenia, wprowadzanie kampanii krypto-mobilizacyjnych w przeciwieństwie do kampanii na pełną skalę mobilizacji, brak kontroli nad rosyjską przestrzenią informacyjną poprzez umożliwienie różnym frakcjom prowojennym podziału przestrzeni informacyjnej i konsekwentne zakłócanie łańcucha dowodzenia rosyjskiej armii. Widoczne nowe zainteresowanie Kremla rosyjskimi niepowodzeniami militarnymi nie pozwoli na natychmiastową zmianę sposobu prowadzenia wojny, jeśli w ogóle, a błędy w pierwotnym projekcie rosyjskiej kampanii – i poniesione później straty – będą trudne do zastąpienia.

Siły rosyjskie pozostają niebezpieczne, a Ukraina potrzebuje stałego wsparcia. Ukraina potrzebuje dalszego i terminowego wsparcia Zachodu, aby odpowiednio przygotować się do rosyjskich COA na rok 2023 opisanych powyżej. Zachodni sojusznicy Ukrainy będą musieli nadal wspierać Ukrainę w dłuższej perspektywie, nawet jeśli zdecydowana akcja Rosji w 2023 r. się nie powiedzie, ponieważ Kreml i tak przygotowuje się do przedłużającej się wojny. Zachód musi nadal wspierać starania Ukrainy o pokonanie rosyjskiej inwazji – i musi to zrobić szybko. Rosyjskie wojsko, jak mówi przysłowie, zachowuje głos w sprawie przebiegu wojny pomimo swoich słabości i aktywnie ustala warunki dla głównych operacji, gdy wojna wchodzi w drugi rok.

understandingwar.org

Istnieje błędne przekonanie o możliwościach militarnych Rosji i jej opcjach przejęcia inicjatywy w toczącej się wojnie. Wielu komentatorów jest zdania, że armia rosyjska może wykorzystać przeprowadzoną niedawno częściową mobilizację i rozpocząć nową, dużą ofensywę, aby zakończyć wojnę na swoich warunkach. Ofensywa ta mogłaby ruszyć z Białorusi, co zagrażałoby bezpośrednio Kijowowi i doprowadziłoby do kapitulacji Ukrainy. Jednak przegląd rosyjskiego wojska, a do tego obecny już na froncie mróz, skutecznie uniemożliwiają Putinowi realizację jego planów. Koncepcja masowego powrotu Rosjan do Kijowa jest całkowicie nierealna.

Większość ludzi wierzących w te pomysły ma niewielkie pojęcie o zmianach, jakie dotknęły rosyjską armię w ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy. A to nie tylko kwestia strat bojowych i spadku morale z powodu niepowodzeń wojskowych. Zmieniła się sama natura sił lądowych. W efekcie Putin nie ma wojska zdolnego do działań ofensywnych.

Nie oznacza to, że armia rosyjska została pokonana. Nie została. Oznacza to, że nie ma ona wiarygodnej zdolności do przeprowadzania poważnych ataków i zdobywania dużych terytoriów. Ogranicza się do utrzymania tego, co posiada i przeprowadzania lokalnych ataków destrukcyjnych — czego jesteśmy obecnie świadkami.

Armia rosyjska, która w lutym ubiegłego roku zaatakowała Ukrainę, składała się z około 200 tys. żołnierzy zawodowych, wspieranych przez kolejne 50 tys. poborowych i znaczną liczbę stosunkowo nowoczesnych wozów bojowych. To w zasadzie cały potencjał operacyjny, na jaki Federacja Rosyjska mogła sobie pozwolić w ramach jednej kampanii.

Rosyjski generał Walerij Gierasimow starał się atakować, ale napotkał gigantyczne problemy personalne. Zawodowa armia Rosji, której większość ekspertów przypisywała dobry poziom wyszkolenia bojowego, po prostu już nie istnieje.

Nie ma ostatecznie potwierdzonych danych o rosyjskich ofiarach. Oficjalne źródła ukraińskie mówią o ponad 100 tys. zabitych. Może to być zawyżona liczba, ale prawdopodobnie nie aż tak bardzo — zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę niezależnie potwierdzone straty wozów bojowych, które są oszałamiające.

Mówiąc o personelu, musimy pamiętać, że na każdego żołnierza zabitego w akcji przypada co najmniej dwóch ciężko rannych lub utraconych w wyniku pojmania, dezercji lub zwolnienia. Oznacza to, że nawet jeśli ukraińskie dane o rosyjskich stratach są przesadzone, bardzo niewielu z tych zawodowych żołnierzy, którzy wtargnęli do Ukrainy w lutym, walczy tam do dzisiaj.

Większość z nich została zabita lub okaleczona. Pozostali prawdopodobnie awansowali na wyższe stopnie, aby wypełnić stanowiska oficerów i objąź dowództwo nad zmobilizowanymi rekrutami.

Być może niektóre elitarne zmechanizowane bataliony spadochronowe nadal są obsadzone przez większość żołnierzy kontraktowych. Grupy najemników, takie jak Grupa Wagnera, są z natury "profesjonalne". Cała rosyjska armia powróciła jednak do czegoś, co można nazwać zmobilizowanym tłumem poborowym. Używam terminu "tłum" celowo, ze względu na charakter "częściowej mobilizacji", której byliśmy świadkami.

Sytuacja jest jeszcze bardziej tragiczna, gdy zwrócimy uwagę na zasoby materialne.

Federacja Rosyjska, choć duża, ma PKB znacznie niższy od włoskiego, a każdy budżet wojskowy – jakkolwiek zawyżony – musi zaczynać od tej fundamentalnej podstawy.

Biorąc pod uwagę fakt, że wydatki wojskowe Rosji są zbliżone do wydatków Wielkiej Brytanii, ale armia rosyjska jest 20 razy większa i dysponuje potencjałem odstraszania nuklearnego równym amerykańskiemu, widzimy, że dostępne pieniądze są zdecydowanie niewystarczające do utrzymania tak dużej armii. Gdy tylko dodamy do tego korupcję, staje się jasne, że dostępne zasoby od początku były skąpe.

To, co Kreml miał na początku, zostało poważnie dotknięte przez zachodnie sankcje, więc wojskowa produkcja przemysłowa drastycznie spadła, a rezerwy okazały się w dużej mierze niewarte zachodu.

Stopniowo profesjonalna i wyposażona armia, którą Rosja wystawiła w lutym ubiegłego roku, przekształciła się w słabo wyposażoną i źle wyszkoloną hordę zdemoralizowanych rekrutów, wspieraną przez niewystarczające, przestarzałe wozy bojowe i dowodzoną przez niezadowolonych oficerów wywodzących się z szeregów i mających niewielkie wykształcenie przywódcze.

Taka armia po prostu nie nadaje się do prowadzenia działań ofensywnych na wrogim terytorium. Tym bardziej, gdy jej przeciwnicy dysponują większą liczbą żołnierzy, lepszym wyszkoleniem i dowództwem oraz jeszcze nowocześniejszym sprzętem. Do tego dochodzi jeszcze kwestia motywacji.

No i problemy logistyczne — Rosjanom brakuje sprzętu kołowego do przemieszczania zapasów — głównie amunicji artyleryjskiej, więc muszą polegać w dużej mierze na kolei. Ukraińscy generałowie starannie zaplanowali swoje działania tak, aby uniemożliwić je najeźdźcom, dlatego obecnie kolej łącząca Rostów z Donieckiem jest jedyną koleją zdolną do wspierania działań ofensywnych na terytorium Ukrainy.

Każda ofensywa z terytorium Białorusi jest uzależniona od jednej białoruskiej linii kolejowej, obsadzonej przez przyjazny Ukrainie białoruski personel. I widzieliśmy w marcu ubiegłego roku, jak bardzo było to skuteczne.

Rosyjska armia wciąż żyje i ma się dobrze. Ma po swojej stronie liczby i odporność dużego narodu, który ją wspiera. Może też skutecznie utrzymywać swoją linię przez wiele kolejnych miesięcy. Zachodnie rządy i władze ukraińskie mogą mieć żywotny interes w przedstawianiu tego kraju jako bliskiego nowego ataku — w celu zyskania zwiększenia zachodnich dostaw wojskowych. Armia Kremla nie jest jednak w stanie prowadzić ofensywy: ani dziś, ani za kilka miesięcy.

onet.pl/Kyiv Post