piątek, 19 sierpnia 2022


Temat bojkotów konsumenckich zachodnich firm w Chinach zgłębiono w raporcie "Purchasing with the Party: Chinese consumer boycotts of foreign companies, 2008–2021", przygotowanym przez Vikinga Bohmana i Hillevi Parup z think tanku Swedish National China Center.

Jakie jest źródło bojkotów? Po pierwsze rosnący w Chinach nacjonalizm, osiągający niepokojące rozmiary znane z Europy pierwszej połowy XX w., a podsycany przez dyskusje na chińskich platformach, w tym Weibo. Po drugie Pekin zauważył w nich skuteczne narzędzie nacisku w próbach podporządkowywania zagranicznych firm woli Komunistycznej Partii Chin i realizacji chińskiej polityki zagranicznej.

Pierwsze bojkoty konsumenckie w Chinach miały miejsce w 2008 r., a ich celem były francuskie przedsiębiorstwa. Przyczyną była krytyka chińskiej polityki w Tybecie przez prezydenta François Hollande’a. Oliwy do ognia dolał fakt, że w tym samym roku odbywały się w Pekinie letnie igrzyska olimpijskie.

Druga fala bojkotów nastąpiła w 2012 r. i objęła japońskie firmy, po tym jak Tokio znacjonalizowało sporne wyspy Senkaku.

Liczba bojkotów skokowo wzrosła po roku 2016 i trudno nie dopatrywać się tu korelacji z zaostrzającą się rywalizacją amerykańsko-chińską. Wyraźnie widać te tendencje przy analizie krajów pochodzenia bojkotowanych firm. Na pierwszym miejscu znalazły się Stany Zjednoczone (27 przedsiębiorstw), a za nimi kolejno: Japonia (11), Francja (11), Niemcy (8) i Korea Południowa (6).

Dalej na liście znalazły się państwa, z którymi Chiny wchodzą w różne spory jak Wielka Brytania, Szwecja i Tajwan, uważany przez Pekin za zbuntowaną prowincję. Warto zaznaczyć, że bojkotom konsumenckim podlegają również starające się utrzymać poprawne relacje z Pekinem Malezja i Tajlandia, a nawet Południowa Afryka, która jest partnerem Chin w ramach BRICS.

W okresie 2008-2021 Bohman i Parup naliczyli łącznie 90 bojkotów konsumenckich. Aż 78 z nich przypada na okres od 2016 r. Najaktywniejszy pod tym względem był 2019 r., kiedy to przeprowadzono 34 kampanie.

Szwedzcy badacze wyróżnili pięć podstawowych przyczyn wywołujących bojkoty. Na pierwszym miejscu znalazły się zachowania postrzegane jako stanowiące naruszenie suwerenności ChRL. W tej grupie znajdują się wszelkie komentarze na temat Tybetu, Tajwanu i Hongkongu, które spowodowały łącznie 21 kampanii. Druga grupa związana jest zaś z działaniami postrzeganymi jako rasistowskie lub promujące uprzedzenia.

Warto bliżej przyjrzeć się tej grupie, bowiem zachodnie firmy często same narażają się na kłopoty. Przykładem jest wyjątkowo nietrafiona kampania Dolce & Gabbana z końca 2018 r., w której modelka Zuo Ye usiłowała jeść pizzę, spaghetti i cannoli pałeczkami. Spowodowało to wysyp oskarżeń o rasizm. Kampania D&G zakończyła się kompletną porażką i odwołaniem pokazu w Szanghaju. Z drugiej strony chińscy internauci nie stronią również od oskarżania modelek o “bycie nie dość chińskimi”. Doświadczyła tego np. Li Jingwen, gdy w kampanii reklamowej Zary widać było jej piegi. Sama zaś firma została oskarżona o rasizm i „obrzydzanie” Chinek.

Trzecią grupę bojkotów można określić jako nieformalne sankcje za sprzeczne z wolą Pekinu działania rządów państw pochodzenia konkretnych przedsiębiorstw. Najlepszego przykładu dostarcza Korea Południowa, która padła ofiarą bojkotów konsumenckich i innych nieformalnych sankcji po rozmieszczeniu na swoim terytorium amerykańskiego systemu przeciwrakietowego THAAD w 2016 r. Główną ofiarą padł konglomerat Lotte, zmuszony do zamknięcia 23 sklepów na terenie Chin. Dobór celu nie był przypadkowy, bowiem Lotte udostępniło teren pod rozmieszczenie THAAD.

Prodemokratyczne protesty w Hongkongu i zainteresowanie nimi za granicą doprowadziły do wyłonienia się czwartej grupy chińskich bojkotów. Najgłośniejszym przypadkiem jest NBA. Niezwykle popularna w Chinach liga została objęta bojkotem po tym, gdy menedżer zespołu Houston Rockets wyraził poparcie dla protestujących.

Ostatnia grupa dotyczy Sinciangu, gdzie chińskie władze prześladują Ujgurów i inne mniejszości etniczne. Podejrzenia o wykorzystanie pracy przymusowej przy uprawie bawełny i postępująca za tym Better Cotton Initiative postawiły zachodnie firmy odzieżowe w kłopotliwej sytuacji. Chiny odpowiedziały bojkotami takich marek jak Nike, Burberry, Hugo Boss i kampaniami promującymi bawełnę z Sinciangu. Chińscy celebryci zaczęli zrywać kontakty z zachodnimi markami odzieżowymi i promować lokalne produkty. Najciężej doświadczone zostało H&M, które ogłosiło zamknięcie 334 spośród swoich 520 sklepów w Chinach.

Czy bojkoty są skuteczne? Bohman i Parup wykazali, że w 52 proc. przypadków firmy zdecydowały się na przeprosiny. Nie zawsze przynoszą one oczekiwany skutek. Hugo Boss doczekał się oskarżeń o dwulicowość. Raport stwierdza wręcz, że podejście chińskich konsumentów do sprawy jest bardzo arbitralne.

Do tego zagraniczne marki często znajdują się między młotem a kowadłem. Zachodnia opinia publiczna coraz bardziej interesuje się kwestią praw człowieka w Chinach, zwłaszcza zaś w Sinciangu. Stąd firmy przynajmniej w tej kwestii stoją przed następującym wyborem: utraty rynku chińskiego czy krytyka na lokalnym rynku i koniecznością mierzenia się z konsekwencjami prawnymi w postaci chociażby amerykańskiego Uyghur Forced Labor Prevention Act blokującego import bawełny z Sinciangu.

Problem wyboru między rynkiem chińskim a zachodnimi ujawnił się z innej strony podczas tegorocznych zimowych igrzysk olimpijskich w Pekinie. Wiele firm znalazło się pod presją, by nie sponsorować imprezy.

Istotną kwestią jest pytanie, na ile bojkoty konsumenckie w Chinach są inicjatywą oddolną, a na ile stoją za nimi władze. Z racji oparcia badań jedynie o źródła ogólnodostępne, autorzy raportu byli w stanie potwierdzić zaangażowanie czynników rządowych z całą pewnością w jednej czwartej przypadków, a bezpośrednie zainicjowanie kampanii jedynie w 3 proc. przypadków.

Grupa czynników rządowych uwzględnia przy tym charakter chińskiego "państwa partyjnego", w którym KPCh i organizacje przy niej afiliowane są ściśle powiązane ze strukturami rządowymi i administracyjnymi.

Kolejny problem w kwalifikacji bojkotów to partyjni funkcjonariusze „dający osobisty przykład”. Przy dostępnych źródłach praktycznie nie sposób określić, w jakim stopniu działają z własnej woli, a w jakim w myśl odgórnych wytycznych.

Raport dostarcza natomiast ciekawych informacji na temat struktur bojkotów. W ostatnich latach zarysował się trend obierania na cel przede wszystkim przedsiębiorstw, dla których produktów istnieje lokalna alternatywa. Na czoło wysuwają się branże spożywcza i odzieżowa. Dużo rzadziej natomiast atakowane są sieci hoteli, czy sektor finansów. Doskonałego przykładu dostarcza H&M. Lukę na rynku powstałą w wyniku bojkotu szybko zapełniły lokalne marki. Natomiast tam, gdzie chińska konkurencja jest słaba, bojkoty są mało skuteczne, a wypowiedzi w mediach społecznościowych nie pokrywają się z aktywnością konsumentów. Dotyczy to np. luksusowych marek takich jak Burberry i Hugo Boss. Mimo bojkotów obie firmy systematycznie zwiększają sprzedaż w Chinach.

Bojkoty konsumenckie zwiększają swoje znaczenie jako narzędzie polityczne i regulujące dostęp do chińskiego rynku, mają jednak swoje ograniczenia. Oczywiście margines bezpieczeństwa, nawet dla przedsiębiorstw do tej pory mało zagrożonych, systematycznie maleje. Możliwe więc, że za kilkanaście lat będziemy mieć do czynienia z decouplingiem (rozdzieleniem rynku) nie tylko w dziedzinie technologii, ale także popularnych marek.

wnp.pl

Henry L. Stimson był jednym z najbardziej doświadczonych i wpływowych polityków w administracji Franklina D. Roosevelta. Urodzony w 1867 r., w prominentnej nowojorskiej rodzinie, stosownie do jej statusu uzyskał doskonałe wykształcenie. Był absolwentem prawa na Yale University. Swoją wiedzę w tej dziedzinie pogłębiał w równie prestiżowej Harvard Law School. Od początku swojej działalności politycznej należał do Partii Republikańskiej, z ramienia której w 1910 r. bez sukcesu kandydował na stanowisko gubernatora stanu Nowy York. Ta porażka nie przerwała jego kariery. Już w następnym roku, w wieku 44 lat, został sekretarzem wojny w administracji Williama H. Tafta (funkcję tę piastował do 1913). Podczas I wojny światowej walczył w Europie, gdzie dosłużył się stopnia pułkownika. W następnej dekadzie był m.in. specjalnym wysłannikiem prezydenta Calvina Coolidge’a w Nikaragui (1927) i gubernatorem Filipin (1927–1929).

Po wygranych przez Herberta C. Hoovera wyborach prezydenckich Stimson objął stanowisko sekretarza stanu w jego administracji. Na okres ten przypadł kryzys dalekowschodni związany z pierwszą agresją japońską na Chiny. Japonia zajęła Mandżurię będącą prowincją Państwa Środka i utworzyła na jej obszarze marionetkowe Cesarstwo Mandżukuo. Większość państw oraz Liga Narodów zajęły krytyczne stanowisko wobec działań Tokio. Kierowany przez Stimsona Departament Stanu opracował nową strategię polityki dalekowschodniej, zgodnie z którą Stany Zjednoczone odrzucały możliwość akceptacji jakiegokolwiek porozumienia, które podważałoby suwerenność Chin oraz ich integralność terytorialną i administracyjną.

Strategia ta, nazywana doktryną Stimsona (lub Hoovera-Stimsona), nie przestała obowiązywać mimo porażki Hoovera w wyborach prezydenckich w 1932 r. i objęciu władzy przez demokratę Roosevelta. W styczniu 1933 prezydent elekt zaprosił Stimsona do swojej rezydencji w Hyde Parku, gdzie zapewnił go, że obrany przez niego kurs polityczny wobec Japonii i Dalekiego Wschodu zostanie utrzymany. Takie stanowisko Roosevelta wynikało z autentycznego przekonania o zagrożeniu, jakie Japonia miała stanowić dla bezpieczeństwa i interesów Stanów Zjednoczonych. Jego nieufność wobec Japonii, uciszona nieco w latach dwudziestych, pod wpływem wydarzeń międzynarodowych następnej dekady ożyła na nowo ze zwiększoną siłą.

W 1934 r. Roosevelt wyznał Stimsonowi, że o zagrożeniu ze strony azjatyckiego mocarstwa zdawał sobie sprawę od 1902 r., kiedy to jeden z japońskich studentów Harvardu opowiedział mu o powstałym w 1889 r., obliczonym na sto lat planie ekspansji. Zgodnie z nim Tokio zamierzało zająć obszary kontynentalnej Azji, Australię, Nową Zelandię i Hawaje, a także utworzyć bazy w Meksyku i Peru. Ostatecznym celem miało być ustanowienie protektoratu nad wszystkimi Azjatami4. Niezależnie od tego, czy Roosevelt rzeczywiście wierzył w istnienie takiego planu i czy Stimson podzielał jego przekonanie, obu polityków cechowała silna niechęć wobec polityki Japonii.

(...)

Stimson, który po upływie kadencji Hoovera powrócił do wykonywania zawodu prawnika, w dalszym ciągu zabierał głos w sprawach Dalekiego Wschodu, w 1936 r. opublikował także książkę poświęconą agresji Japonii na Chiny w 1931 r.7 Od początku drugiej japońskiej agresji na Chiny zajmował zdecydowane stanowisko wobec działań Tokio. Wbrew dominującym w Stanach Zjednoczonych nastrojom izolacjonistycznym (w latach 1935–1937 uchwalono trzy ustawy o neutralności) wzywał do nałożenia sankcji ekonomicznych na Japonię i zwiększenia politycznego zaangażowania USA na Dalekim Wschodzie. Jego głos nie miał oczywiście większego wpływu w sytuacji, gdy większość społeczeństwa i polityków opowiadała się za trzymaniem się z dala od wszelkich konfliktów zbrojnych.

Taki stan rzeczy zmienił się pod wpływem przebiegu II wojny światowej. Opanowanie zachodniej Europy przez nazistowskie Niemcy i osamotniona walka Wielkiej Brytanii oraz ekspansywne działania Japonii w Azji unaoczniły Rooseveltowi i amerykańskiemu społeczeństwu skalę zagrożenia. Prezydent dokonał rekonstrukcji gabinetu, w skład którego weszło dwóch republikanów uchodzących za jastrzębi wojennych: Frank Knox i Stimson, który po raz drugi w życiu objął kierownictwo Departamentu Wojny.

Mariusz Puchacz - Henry L. Stimson i internowanie amerykańskich Japończyków podczas drugiej wojny światowej

11 sierpnia resorty spraw zagranicznych Łotwy i Estonii poinformowały o wycofaniu się obu krajów ze współpracy państw Europy Środkowej z Chinami, czyli formatu 16+1. Łotewskie MSZ uzasadniło decyzję tym, że członkostwo w tej inicjatywie nie odpowiada obecnym priorytetom w polityce gospodarczej i zagranicznej Rygi. Estonia nie podała powodów swojego posunięcia. Oba państwa podkreślają, że zależy im na pragmatycznej dwustronnej kooperacji z ChRL i wzmacnianiu opartych na poszanowaniu wartości demokratycznych, prawa międzynarodowego i praw człowieka stosunków pomiędzy nią a UE. W maju 2021 r. jako pierwsza format ten – wówczas 17+1 – opuściła Litwa. Żadne państwo środkowoeuropejskie nie poparło wówczas jej decyzji, choć Estonia i Łotwa obniżyły poziom dyplomatyczny swoich reprezentacji podczas szczytów inicjatywy z Chinami, a Tallinn przestał wysyłać swoich przedstawicieli na kolejne spotkania w ramach formatu.

Komentarz:

Decyzja Łotwy i Estonii może być odebrana jako wyraz solidarności z Litwą, która od ponad roku pozostaje w konflikcie z Chinami, zapoczątkowanym w momencie jej wystąpienie z formatu 17+1. Spór ten eskalował, gdy Litwa zgodziła się na otwarcie przedstawicielstwa Tajwanu w Wilnie i użyła w jego nazwie słowa „Tajwan” zamiast „Tajpej”. Pekin odebrał to jako pogwałcenie tzw. zasady jednych Chin. 11 sierpnia szef litewskiej dyplomacji Gabrielius Landsbergis skomentował decyzję Rygi i Tallinna, przywołując promowaną przez siebie od dwóch lat koncepcję przejścia we współpracy z ChRL do formatu 27+1. Ma to zagwarantować większą spójność polityki Unii (czym zainteresowane są również Estonia i Łotwa). Rządy trzech państw bałtyckich uznają widoczne od kilku lat próby budowania przez Chiny siatki wpływów politycznych i gospodarczych w regionie za zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa (dowodzą tego m.in. raporty ich wywiadów). Ponadto poparcie, jakiego Pekin udziela Moskwie, wzmacnia w regionie bałtyckim przekonanie o rosnącym zagrożeniu nie tylko ze strony Rosji i Białorusi, lecz także Chin, prowadzących agresywną politykę zagraniczną i gospodarczą oraz tworzących sojusz z Kremlem. Wystąpienie Łotwy i Estonii z formatu 16+1 prowadzi do ujednolicenia kursu całego regionu bałtyckiego wobec Chin, w tym w kontekście ich relacji z UE i USA.

Oba państwa bałtyckie dostrzegają korzyści, jakie Litwa uzyskała w okresie konfrontacji z ChRL, obejmujące m.in. zbliżenie dyplomatyczne z Waszyngtonem. Decyzja Łotwy i Estonii o wystąpieniu z formatu nastąpiła tuż po wizycie sekretarza obrony USA Lloyda Austina w Rydze. Ta pierwsza od 1995 r. wizyta na tak wysokim szczeblu wskazuje na rosnące zainteresowanie Stanów Zjednoczonych regionem bałtyckim i jego bezpieczeństwem. Austin zadeklarował podjęcie działań na rzecz wzmocnienia obrony tego terytorium przed ewentualnymi zagrożeniami ze strony Rosji, a w razie niebezpieczeństwa – skierowanie tam dodatkowych sił. Priorytetami dla Łotwy są pozyskanie większej liczby amerykańskich instruktorów i konsultantów wojskowych oraz wsparcia finansowego na zakup sprzętu wojskowego, a także wzmocnienie obrony przeciwlotniczej i wybrzeża. Ryga i Tallinn dostrzegają też korzyści gospodarcze płynące z zacieśnienia więzów Wilna z Tajpej. Estońscy posłowie z partii rządzącej postulują, by rozważyć utworzenie w kraju biura przedstawicielskiego Tajwanu (na Łotwie taka misja istnieje, lecz jako przedstawicielstwo Tajpej). Zachętę dla podjęcia współpracy stanowią dla nich deklaracje Tajwanu dotyczące zainwestowania na Litwie 200 mln euro. Tajpej również dąży do rozwijania kontaktów politycznych i biznesowych w regionie z wykorzystaniem swoich zasobów w obszarze wysoko rozwiniętych technologii. Wyrazem woli kooperacji ze strony Tajwanu były w ostatnim czasie duże dotacje na ośrodki dla uchodźców z Ukrainy w państwach bałtyckich.

O ile wystąpienie Litwy z formatu 17+1 stanowiło dla ChRL niekorzystny precedens w relacjach z państwami Europy Środkowej, o tyle decyzja Łotwy i Estonii może być zapowiedzią szerszego trendu – podobny krok rozważają m.in. rządy Czech i Rumunii. Pokazuje to również, że polityka sankcji i zastraszania Wilna nie stała się efektywnym narzędziem utrzymania chińskich wpływów w regionie. Pekin nie potrafił też w ostatnich miesiącach i latach zaproponować pozytywnej agendy gospodarczej mogącej zwiększyć zainteresowanie formatem 17+1. Tamtejsza dyplomacja, chcąc ze względów prestiżowych podtrzymać jego funkcjonowanie, może dążyć do zmiany jego formuły (np. obniżenia rangi reprezentantów państw do ministrów spraw zagranicznych i zmniejszenia częstotliwości spotkań). ChRL wciąż nie odniosła się oficjalnie do decyzji Tallinna i Rygi. Dotychczas podobne działania interpretowano jako efekt zakulisowych działań USA, a komunikowane Pekinowi obawy regionu (m.in. odnośnie do zacieśniania relacji chińsko-rosyjskich) przedstawiano jako bezpodstawne.

osw.waw.pl

czwartek, 18 sierpnia 2022


(...)

W trakcie organizowanego w podmoskiewskiej Kubince Międzynarodowego forum wojskowo-technicznego „Armia-2022” rosyjski resort obrony podpisał siedem i potwierdził 29 wcześniej podpisanych kontraktów na dostawę uzbrojenia i sprzętu wojskowego o wartości ponad 500 mld rubli (8,5 mld dolarów). Siły Zbrojne FR mają otrzymać 3700 nowych egzemplarzy, a także 100 egzemplarzy zmodernizowanych, a zamówienia w większości dotyczą wyposażenia używanego w wojnie przeciwko Ukrainie. Wyszczególniono m.in. dostawy czołgów T-90M, kołowych transporterów opancerzonych BTR-82A, samochodów opancerzonych „Tigr-M” (w tym ze zdalnie sterowanym modułem bojowym „Arbalet”), bombowców frontowych Su-34, śmigłowców bojowych Ka-52M i Mi-28NM, bezzałogowych statków powietrznych (BSP) „Inochodiec”, „Orłan-10” i „Orłan-30” oraz „Eleron-3, rakiet do systemów „Iskander”, amunicji rakietowej 300 mm do systemów „Smiercz”, bomb kierowanych UAB-20 dla BSP, rakiet lotniczych powietrze-ziemia (także przeciwradiolokacyjnych), a także remont i modernizację czołgów T-80BW i bojowych wozów piechoty BMP-2. W zamówieniach znalazło się ponadto nowe wyposażenie dla Strategicznych Sił Jądrowych (w tym rakiety RS-28 „Sarmat”), Marynarki Wojennej (m.in. trzy kolejne okręty podwodne oraz dwa rozpoznawcze) oraz obrony powietrzno-kosmicznej (systemy S-500, satelity rozpoznawcze „Lotos-M”).

16 sierpnia, komentując informacje o kolejnych eksplozjach w rosyjskich obiektach wojskowych na Krymie, prezydent Ukrainy zaapelował do ludności cywilnej, aby nie przebywała w pobliżu rosyjskich obiektów wojskowych. Dodał, że przyczyny wybuchów „mogą być różne”, ale wszystkie te incydenty mają duże znaczenie dla utrudnienia logistyki sił okupacyjnych, redukcji zapasów amunicji i sprzętu wojskowego.

(...)

Komentarz

(...)

•  Ujawnione w trakcie ,iędzynarodowego forum wojskowo-technicznego „Armia-2022” plany zakupów przez Rosję uzbrojenia i sprzętu wojskowego, jak również informacje ukraińskich wojskowych odnośnie wysiłku artylerii i lotnictwa agresora potwierdzają, że tzw. specjalna operacja wojskowa po blisko pół roku trwania stanowiła dla armii rosyjskiej znaczący wysiłek. Niewielki zakres zamówionych prac modernizacyjnych (łącznie około 100 czołgów i bojowych wozów piechoty) świadczy jednak, że poniesione straty w wyposażeniu nie są dla Rosjan na tyle dotkliwe, by byli oni zmuszeni położyć główny nacisk na szybsze i tańsze od produkcji nowych egzemplarzy unowocześnienie już posiadanego uzbrojenia. Za wyjątek należy uznać nowoczesne bezzałogowe statki powietrzne, których zapasów z czasów sowieckich Rosja nie posiada. Ich nowe dostawy zamówiono do razu u trzech producentów, którzy – według wcześniejszych informacji – już wcześniej podjęli działania na rzecz zintensyfikowania produkcji. Doświadczenia bojowe – zarówno rosyjskie, jak i ukraińskie – potwierdzają, że wszelkiego rodzaju drony są tyleż przydatne na współczesnym polu walki, co podatne na zniszczenie.

•  Polityka informacyjna władz Ukrainy w kwestii wybuchów w rosyjskich obiektach wojskowych na Krymie ma cechy dobrze przygotowanej operacji psychologicznej, której celem jest wzniecenie paniki na terytoriach okupowanych. Nieujawnianie szczegółów i okoliczności przeprowadzanych ataków i objęcie ich aurą tajemniczości zwiększa niepokój Rosjan i podważa wizerunek Floty Czarnomorskiej jako gwaranta bezpieczeństwa Krymu. Działania ukraińskie skutecznie kwestionują sprawność i dobre przygotowanie rosyjskiej armii do prowadzenia działań bojowych. Ważnym elementem zwiększania presji jest zapowiedź dalszych ataków na głębokie zaplecze sił rosyjskich, w tym możliwość uszkodzenia/zniszczenia tzw. „mostu krymskiego” łączącego półwysep z Rosją.

osw.waw.pl

Rosja coraz skuteczniej przezwycięża problemy związane z wycofaniem się z tamtejszego rynku w marcu br. największych zachodnich firm wydających karty płatnicze (m.in. Mastercard, Visa, JCB), którego efektem było wstrzymanie obsługi za granicą kart wydanych przez rosyjskie banki. Obywatele nadal mogą korzystać z nich w kraju, jako że wszystkie transakcje wewnętrzne obsługuje miejscowy operator – Narodowy System Kart Płatniczych. Dodatkowo banki wydłużyły (bezterminowo) okres ich ważności. Bardzo utrudniona stała się jednak realizacja transakcji międzynarodowych, w tym zakupów w sklepach internetowych. Władze szukają rozwiązania problemu – przede wszystkim poprzez podejmowanie działań na rzecz uznania rosyjskiej karty płatniczej Mir przez inne kraje. Dla przykładu w ostatnich tygodniach zwiększyła się liczba akceptujących ją banków tureckich, ponadto od lipca jest ona obsługiwana w Korei Południowej. Rosja prowadzi również rozmowy o wprowadzeniu jej na rynki m.in. Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Egiptu, Iranu czy Wenezueli. Kartę Mir honoruje się już na Białorusi, w Armenii, Kazachstanie, Kirgistanie, Tadżykistanie, Uzbekistanie i Wietnamie, przy czym poza granicami Rosji nie jest ona uznawana powszechnie, a jedynie w wybranych bankach. W ostatnich miesiącach rosyjskie instytucje kredytowe intensywnie rozwijają także współpracę z chińską spółką UnionPay, zwiększając liczbę jej kart wydawanych w kraju. Nie są one tam jednak na razie powszechnie akceptowane – korzystać z nich można głównie w ChRL i innych państwach azjatyckich.

Znacznie większą swobodę w zakresie korzystania ze środków finansowych poza Rosją dają karty płatnicze wyemitowane przez zagraniczne banki, dlatego część Rosjan zdecydowała się na otwarcie kont w sąsiednich państwach. Już w marcu rosyjskie biura turystyczne oferowały wycieczki – głównie do Azji Centralnej – obejmujące m.in. wizytę w banku i otwarcie konta. W efekcie w drugim kwartale br. w wielu państwach regionu znacznie zwiększyła się liczba wydawanych kart bankowych. W Uzbekistanie odnotowano w tym względzie wzrost o 26% r/r, tj. o ponad 6 mln kart (do 29,9 mln). Liderem okazał się Kirgistan, gdzie ich liczba skoczyła o 40%, tj. o prawie 350 tys. Dwucyfrowe wzrosty zanotowały także Armenia i Tadżykistan, a jeden z najniższych – o 9%, tj. o 3 mln kart – Kazachstan. Najprawdopodobniej znaczna część wyemitowanych w regionie kart trafiła do Rosjan.

Rosja zdołała także częściowo zastąpić usługi zachodnich spółek finansowych (m.in. Western Union, PayPal, Wise) wycofujących się z kraju w wyniku bojkotu rynku po inwazji na Ukrainę. W efekcie przelewy zagraniczne, w tym internetowe, realizowane są obecnie za pośrednictwem rodzimych podmiotów, takich jak KoronaPay, Unistream czy Contact.

Wicepremier FR Denis Manturow poinformował, że w ciągu trzech miesięcy (maj–lipiec) funkcjonowania importu równoległego (wwozu produktów bez zgody właściciela znaku towarowego) do kraju sprowadzono w ten sposób towary o wartości 6 mld dolarów. Rząd szacuje, że za jego pomocą w całym 2022 r. uda się dostarczyć do Rosji sprzęt, części zamienne oraz towary konsumpcyjne produkowane przez firmy, które się z niej wycofały, na łączną sumę 16 mld dolarów.

W ostatnich miesiącach obserwujemy także stopniowe odbudowywanie się rosyjskiego importu. Dynamicznie rośnie zwłaszcza współpraca handlowa między Moskwą i Ankarą. W okresie od maja do lipca turecki eksport do Rosji wzrósł o 46% r/r, do ponad 2 mld dolarów. W lipcu zwiększył się on aż o 75% r/r, do 730 tys. dolarów. Rośnie również udział Rosji w tureckim eksporcie – w lipcu wyniósł on 3,9%, podczas gdy rok wcześniej – 2,6%.

Po załamaniu w kwietniu (spadek o ponad 27%) rośnie także import z Chin. W efekcie w okresie maj–lipiec powrócił on do poziomu sprzed roku, tj. ok. 16 mld dolarów, a w każdym kolejnym miesiącu zwiększał się – w lipcu okazał się wyższy o 20% niż w 2021 r. i wart był 6,7 mld dolarów (wobec 5,5 mld dolarów rok wcześniej). Udział Rosji w chińskim eksporcie utrzymał się w zasadzie na poziomie sprzed roku i wyniósł 1,7%.

Z kolei Indie w okresie od 24 lutego do końca lipca zmniejszyły eksport do Rosji o ponad 35%, do ok. 850 mln dolarów, podczas gdy import z tego kraju wzrósł w tym czasie prawie pięciokrotnie – do 15 mld dolarów – głównie dzięki zakupom ropy. Udział Rosji w eksporcie Indii utrzymuje się na poziomie ok. 2%.

Najbardziej skurczył się import z Unii Europejskiej – w okresie marzec–czerwiec był on o połowę niższy niż przed rokiem i wyniósł ponad 15 mld euro. Zarazem od maja obserwuje się jego stopniową odbudowę – w czerwcu był o 40% niższy niż rok wcześniej, podczas gdy w kwietniu – aż o 60%.

Komentarz

•  Stopniowe odbudowywanie się importu do Rosji w ostatnich miesiącach świadczy o tym, że tamtejsze firmy są w stanie coraz skuteczniej budować nowe łańcuchy logistyczne oraz wdrażać metody płacenia za zakupiony towar, co zwiększa możliwość realizacji dostaw. Po pierwszych miesiącach (marzec i kwiecień) paraliżu współpracy gospodarczej wywołanego nałożeniem wielu sankcji międzynarodowy biznes coraz lepiej orientuje się w zakresie restrykcji i efektywniej znajduje obszary, w których kooperacja jest nadal możliwa, lub sposoby na obchodzenie obostrzeń. Wygasa też jego dotychczasowa niechęć do współpracy z Rosją ze względów reputacyjnych, na co wskazuje odbudowujący się unijny eksport.

•  Już przed inwazją na Ukrainę Rosja rozszerzała współpracę gospodarczą z państwami azjatyckimi, głównie z Chinami, aby zmniejszyć swoją zależność w tej sferze od Zachodu. Sankcje zintensyfikowały ten proces. Kraje spoza Zachodu gotowe są jednak kooperować z nią przede wszystkim w obszarach nieobjętych restrykcjami rządowymi, a jedynie bojkotami korporacyjnymi. Zarabiają głównie na reeksporcie towarów firm, które w ostatnich miesiącach wycofały się z Rosji, a także zwiększają dostawy rodzimych produktów, którym wcześniej trudno było konkurować na tamtejszym rynku z zachodnimi markami – samochodów, telefonów, odzieży itp. Import równoległy pozwala więc na częściowe uzupełnianie niedoborów. Zarazem państwa, które zajmują się tylko reeksportem towarów, same mają problem ze sprowadzeniem większych ich ilości. Dodatkowo z doniesień medialnych wynika, że ceny dostarczanych w ten sposób produktów wzrosły nawet kilkakrotnie w porównaniu z początkiem roku, i to mimo silnego rubla. W efekcie popyt na zachodnie towary, zwłaszcza konsumpcyjne, spada. Postępujące ubożenie społeczeństwa sprawia, że coraz mniej osób stać na zakup markowych produktów.

Znacznie trudniej sprowadzać do Rosji części, urządzenia czy półfabrykaty niezbędne miejscowym przedsiębiorstwom w procesie produkcji. Z badań przeprowadzanych w środowisku biznesu wynika, że ich niedobory narastają w ostatnich miesiącach zwłaszcza w sektorach budowlanym i chemicznym czy przetwórstwie drewna. Paradoksalnie wdrażany w kraju program substytucji importu i rozwoju rodzimej produkcji realizowany jest w oparciu o sprowadzane półfabrykaty czy maszyny, zwłaszcza obrabiarki.

•  Z nałożonych na Rosję restrykcji starały się także skorzystać instytucje finansowe państw ościennych, przyciągając do siebie tamtejszy kapitał i dorabiając się na jego obsłudze. Okazuje się jednak, że szczyt turystyki „bankowej” przypadł najprawdopodobniej na kwiecień i maj br. W ostatnich miesiącach regulatorzy rynku zaczęli zaostrzać swoją politykę dotyczącą obsługi obcokrajowców w obawie przed wtórnymi sankcjami ze strony Zachodu. Widać to było m.in. w Kazachstanie i Kirgistanie. Proces otwarcia konta bankowego zaczął wydłużać się także w Armenii i Gruzji. Rosjanie starają się również wykorzystywać systemy bankowe państw zachodnich, m.in. krajów członkowskich Unii Europejskiej, lecz – zwłaszcza w Europie – większość banków dość uważnie kontroluje ich transakcje finansowe, nawet jeśli są oni rezydentami UE. Także współpraca z chińską spółką UnionPay napotyka poważne ograniczenia – m.in. za granicą wciąż łatwo ustalić pochodzenie środków (po kodzie IBAN określającym bank, w którym założono rachunek). W rezultacie jej karty służą przede wszystkim do transakcji na rynkach azjatyckich.

•  Narodowy System Kart Płatniczych powstał na fali zachodnich sankcji nakładanych na Rosję po aneksji Krymu w 2014 r. Karty płatnicze kilku banków objętych restrykcjami stały się całkowicie bezużyteczne, co uświadomiło Kremlowi zależność od zachodnich systemów finansowych. W konsekwencji zdecydowano o budowie ich rodzimego odpowiednika. Od czasu rozpoczęcia inwazji na Ukrainę udział kart Mir w ogólnej liczbie kart w kraju wzrósł z 32 do 35% i obecnie przypada na nie ok. 27% łącznych obrotów (wobec 24% przed agresją). Jak się jednak okazało, rozwój systemu napotyka poważne ograniczenia. Banki już w marcu zaczęły się skarżyć na wzrost cen kart płatniczych. Rosyjscy producenci (zgodnie z prawem tylko oni mogą być ich dostawcami) podnieśli cenę kart do 9 euro za sztukę (z 40 centów przed inwazją), co wynikało z deficytu montowanych w nich chipów (miesięcznie sektor bankowy potrzebuje ich ok. 10 mln). Centralny Bank Rosji rozważał nawet dopuszczenie do rynku chińskich producentów. W ostatnich tygodniach ceny zaczęły spadać (do 7 euro za sztukę), m.in. wskutek zastosowania importu równoległego, ale także recyclingu chipów. Kolejnym wyzwaniem stojącym przed rosyjskim sektorem bankowym jest obsługa miejscowych bankomatów, które objęto sankcjami (dotyczy to zwłaszcza ich oprogramowania). Rodzime banki mają problemy m.in. z tym, że maszyny nie obsługują nowej wersji banknotu sturublowego.

osw.waw.pl

Według ustaleń ukraińskiego wywiadu w Rosji rozpoczęła się "przemysłowa mobilizacja". Pracownicy najważniejszych jednostek nie mogą iść na urlop - podobnie jak całe kierownictwo zakładów zajmujących się przemysłem na potrzeby wojska. W ten sposób Rosja chce uzupełnić straty w sprzęcie, który został zniszczony w trakcie wojny w Ukrainie. Moskwa zwiększyła nawet budżet na obronność aż o 600-700 mld rubli (10 mld euro; 47 mld złotych). 

Generał Pekka Toveri w rozmowie z fińskim dziennikiem "Iltalehti" zauważa, że decyzja Rosji o zintensyfikowaniu działań w obrębie przemysłu wojennego została podjęta za późno. - Rosjanie stracili 5200 sztuk sprzętu wojskowego, od ciężarówek po samoloty, a możliwe jest, że jeszcze więcej. Kreml nie przewidział tak absorbującej wojny - zauważył były wojskowy. 

- Miną lata, zanim utracony sprzęt będzie mógł być w pełni zastąpiony. Kontynuacja wojny przyniesie również swoje własne wyzwania w zakresie produkcji nowego sprzętu - dodał. Według Toveriego, najpóźniej do końca 2022 roku Rosja będzie miała ogromne problemy ze sprzętem i amunicją, a nawet wdrożony obecnie plan Kremla nie zdoła temu zapobiec. - Niedługo Rosjanie zobaczą w magazynach już tylko tylną ścianę - powiedział. Zauważył też, że już dawno Moskwa odkryła, że nie jest w stanie wyprodukować rakiet w takim tempie, w jakim są masowo wystrzeliwane na froncie. 

Generał Pekka Toveri dodał, że Rosja działa podobnie jak nazistowskie Niemcy w czasie II wojny światowej. Według niego "Putin popełnia ten sam błąd, co Hitler", ponieważ nie przygotował przemysłu do wypowiedzianej przez siebie wojny. - Rosja ma tę przewagę, że w porównaniu z III Rzeszą posiada obfite zasoby naturalne, ale jest zapóźniona w zakresie nowoczesnych technologii. Tego nie zdobywa się z dnia na dzień - dojście do niej zajmuje lata - podkreślił wojskowy.

- Jak to często bywa w Rosji - oszukują na kilku kierunkach: mówią, że to zrobią, chociaż nawet nie próbują i nie mogą znaleźć na to pracowników ani środków - podsumował na koniec Toveri. Generał zaapelował też do Zachodu o zwiększenie produkcji wojskowej i wysyłanie sprzętu do Ukrainy. Dzięki nowoczesnym rakietom, systemom czy samolotom Ukraina miałaby większe szanse na to, by wygrać wojnę.

gazeta.pl

środa, 17 sierpnia 2022


Wojska rosyjskie i zastępcze na Ukrainie prawdopodobnie działają w około sześciu grupach sił zorientowanych na: miasto Charków i północno-wschodni obwód charkowski; wzdłuż linii Izjum-Słowiańsk; obszar Siewiersk-Łysyczańsk; Bachmut; obszar miasta Avdiivka-Donieck; i południową Ukrainę. Grupy wokół Charkowa i Siwierska-Łysyczańska są prawdopodobnie budowane wokół rdzeni zaczerpniętych odpowiednio z Zachodniego i Centralnego Okręgu Wojskowego. Oś Izjum-Słowiańsk jest coraz częściej obsadzana przez niedawno utworzone bataliony ochotnicze, które prawdopodobnie mają bardzo małą siłę bojową. Żołnierze prywatnej kompanii wojskowej (PKW) Grupy Wagner prowadzą operacje wokół Bachmutu, podczas gdy siły wyprowadzone z Donieckiej Republiki Ludowej (DNR) dominują w rejonie miasta Awdijewka-Donieck. Oddziały z Południowego Okręgu Wojskowego (SMD) prawdopodobnie stanowiły pierwotny rdzeń sił w obwodach chersońskim i zaporoskim, ale zostały wzmocnione oddziałami Wschodniego Okręgu Wojskowego, Siłami Powietrznodesantowymi i Rosgwardią. Żadne z tych ugrupowań nie jest jednorodne – składają się na nie elementy różnych okręgów wojskowych, sił najemniczych i jednostek ochotniczych.

To rozlokowanie sugeruje, że Moskwa priorytetowo traktuje natarcie wokół Bachmutu i być może w kierunku Siwierska, jednocześnie starając się wykorzystać entuzjazm sił DNR, by przejąć teren, którego nie udało im się zająć od 2014 r., na osi Awdijewki. Duża koncentracja batalionów ochotniczych wokół Iziumu i Słowiańska sugeruje, że obszar ten nie jest przedmiotem uwagi Rosji i może być narażony na kontrataki ukraińskie. Zgrupowania sił w obwodzie chersońskim i wokół niego mogą stanowić poważne wyzwanie dla rosyjskiego dowodzenia i kontroli, zwłaszcza jeśli siły ukraińskie przeprowadzą tam kontrofensywę.

understandingwar.org

Od zakończenia wojny w Górskim Karabachu (GK) w 2020 r. na linii rozgraniczenia w GK oraz na bezpośredniej granicy Armenii i Azerbejdżanu regularnie dochodzi do inicjowanych przez Azerbejdżan incydentów zbrojnych (m.in. nad jeziorem Sew w maju 2021 r. czy we wsi Paruch w marcu 2022 r.). W ich efekcie Azerbejdżan przesuwa linię rozgraniczenia lub granicę państw na swoją korzyść, zajmując obszary ważne dla działań wojskowych. Na początku sierpnia siły azerskie przeprowadziły ofensywę w okolicach tzw. korytarza laczyńskiego, łączącego Armenię z GK, w efekcie której przejęły kontrolę nad kilkoma strategicznie położonymi wzgórzami.

Obecne status quo w GK zostało ukształtowane w wyniku zawartego pod patronatem Rosji rozejmu z 9 listopada 2020 r. Azerbejdżan przejął kontrolę nad ok. 75% terytoriów dotychczas kontrolowanych przez Ormian w GK i rozpoczął proces ich zabezpieczenia (m.in. rozminowania), odbudowy oraz likwidacji pozostałości ormiańskiego osadnictwa (m.in. obiektów kulturalnych i religijnych). Armenia zachowała ok. 25% dotychczasowego terytorium GK, wraz z korytarzem laczyńskim, łączącym GK i Armenię.

Gwarantem porozumienia stały się rosyjskie siły pokojowe (ok. 2 tys. żołnierzy), rozmieszczone w GK na pięć lat. Oprócz żołnierzy w GK stacjonuje kilkuset funkcjonariuszy FSB i ministerstwa ds. nadzwyczajnych. Pełnią oni obecnie nadrzędną rolę wobec sił zbrojnych Armenii i GK, również stacjonujących w GK. GK znajduje się de facto pod kontrolą Rosji – nadrzędną rolę wobec ormiańskiej administracji sprawuje dowództwo rosyjskiego kontyngentu wojskowego, które przejęło zarządzanie wszystkimi sferami funkcjonowania GK (ochrona granic i porządku publicznego, gospodarka komunalna, telekomunikacja). Co najmniej połowa obywateli GK uzyskała rosyjskie paszporty.

Grupa Mińska OBWE po 2020 r. straciła swoją rolę w procesie pokojowym, w który, niezależnie od siebie, zaangażowały się Rosja i UE. Rosja skupiła się na otwarciu regionalnych korytarzy transportowych, które umacniałyby jej pozycję jako ich gwaranta, tworząc w tym celu trójstronną grupę roboczą. UE włączyła się do mediacji w marcu br. – przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel doprowadził do powołania dwustronnej komisji ds. delimitacji granicy. Oba formaty jak dotąd nie doprowadziły do znaczących postępów w procesie pokojowym.

Azerbejdżan pozoruje gotowość do zawarcia układu pokojowego z Armenią, wykorzystując swoją silniejszą pozycję w konflikcie. Nie wyraża przy tym zgody na przywrócenie mandatu Grupy Mińskiej. Azerbejdżan stawia Armenii następujące warunki: uzyskanie eksterytorialnego korytarza do Nachiczewanu przez terytorium Armenii w wyznaczonym przez Azerbejdżan odcinku (przy południowej granicy z Iranem), delimitacja granic w oparciu o korzystne dla Azerbejdżanu mapy (istnieją ich różne wersje), wycofanie sił zbrojnych Armenii z GK i docelowe przejęcie kontroli nad całością GK. Postulaty te prawdopodobnie były podstawą azerskiej propozycji normalizacji wzajemnych relacji, wyrażonej w tzw. pięciu punktach ministra spraw zagranicznych Dżejhuna Bajramowa z marca br. (ich treść nie została opublikowana).

Równolegle do negocjacji Azerbejdżan utrzymuje wobec Armenii presję militarną, której granice są wyznaczane przez działania rozjemcze rosyjskiego kontyngentu w GK. Azerbejdżan, poprzez regularne inicjowanie incydentów zbrojnych, liczy na uzyskanie ustępstw politycznych ze strony Armenii oraz utrzymuje wojenną mobilizację własnego społeczeństwa.

Premier Armenii Nikol Paszynian wyraził bezprecedensową gotowość do ustępstw – m.in. poprzez przekazanie większości map zaminowania terenów odzyskanych przez Azerbejdżan czy rozpoczęcie wycofywania sił zbrojnych Armenii z GK. Warunkami Armenii są uwolnienie przez Azerbejdżan wszystkich przetrzymywanych jeńców, zagwarantowanie praw Ormianom zamieszkującym GK i wyrzeczenie się przez Azerbejdżan roszczeń wobec terytorium Armenii. Ormiański rząd nie zgadza się przy tym na azerską propozycję sposobu delimitacji granic i otwarcia korytarzy transportowych – m.in. korytarz do Nachiczewanu miałby być objęty nadzorem Ormian w zakresie kontroli paszportowych czy ceł i przebiegać w głębi terytorium Armenii, a nie przy granicy z Iranem, jak domaga się Azerbejdżan. Te postulaty były prawdopodobnie podstawą kontrpropozycji ormiańskiego ministra spraw zagranicznych (tzw. sześć punktów Ararata Mirzojana z 5 maja br.) wobec pięciu punktów Bajramowa. Armenia opowiada się przy tym za wznowieniem prac Grupy Mińskiej i przywrócenia jej mandatu jako głównego forum negocjacji.

Gotowość do ustępstw wobec Azerbejdżanu i prowadzona równolegle próba normalizacji z Turcją wywołują protesty i krytykę Paszyniana ze strony opozycji, skupionej wokół tzw. klanu karabaskiego i diaspory, a także napięcia w ramach elity rządzącej (był to jeden z powodów rezygnacji z urzędu prezydenta Armena Sarkisjana w lutym br.). Ich zdaniem Paszynian dąży de facto do rezygnacji z ormiańskiej kontroli nad GK, chcąc zagwarantować bezpieczeństwo terytorium Armenii, co jest przez jego przeciwników oceniane jako zdrada stanu.

Rosja pozostaje gwarantem bezpieczeństwa Armenii i po 2020 r. zwiększyła swoją obecność wojskową w tym państwie, wzmacniając kontyngent bazy wojskowej w Giumri oraz dyslokując żołnierzy do garnizonów w prowincji Sjunik, najbardziej narażonej na azerskie ataki. Jednocześnie Rosja skonsolidowała kontrolę nad GK, tworząc instrumenty do zagwarantowania swojej obecności wojskowej także po wygaśnięciu mandatu sił pokojowych w 2025 r. (m.in. poprzez proces paszportyzacji). Rozpoczęcie wojny na Ukrainie w lutym br. wymusiło jednak na Rosji taktyczną koordynację działań z Azerbejdżanem, w celu zabezpieczenia wpływów w GK. Dotyczyła tego prawdopodobnie wizyta prezydenta Azerbejdżanu Ilhama Alijewa 22 lutego br. w Moskwie, w przededniu rosyjskiej agresji wobec Ukrainy. Rosyjskie siły pokojowe w praktyce zwiększyły margines tolerowanych działań strony azerskiej. W konsekwencji Rosja wykorzystuje działania Azerów do podkreślenia swojej roli mediatora i rozjemcy w GK.

Turcja pozostaje najważniejszym sojusznikiem politycznym i wojskowym Azerbejdżanu. Jednak od 2021 r. prowadzi samodzielną próbę normalizacji relacji z Armenią, uzależniając jej powodzenie od ormiańskich ustępstw wobec Azerbejdżanu. Turcja chce w ten sposób zarówno wzmocnić azerską presję wobec Armenii, jak i skonsolidować swoje wpływy na Kaukazie Płd., domagając się otwarcia przez Armenię korytarza Azerbejdżan–Nachiczewan na warunkach strony azerskiej, co gwarantowałoby jej uzyskanie lądowego połączenia transportowego z Azerbejdżanem.

pism.pl

Serbia zintensyfikowała współpracę z NATO po oświadczeniu rosyjskiego ambasadora, że utworzenie rosyjskiej bazy wojskowej w republice znajduje się na "liście interesów" Moskwy. Jak podaje Kommiersant, powołując się na źródła w Belgradzie, serbskie wojsko zwiększa swoje zaangażowanie we współpracę z USA w bazie wojskowej "Jug" koło Bujanovaca na południu kraju. Prezydent Vučić jednocześnie podkreśla, że jego kraj "nie będzie się wstydził więzi z Rosją".

Informacje te potwierdził szef amerykańskiego Biura Współpracy Obronnej (Office for Defence Cooperation, ODC) Alexandro Pedraza, który koordynuje współpracę serbskiej armii z Pentagonem. Według niego Waszyngton i Belgrad planują rozwój bazy południowej jako "głównego ośrodka szkolenia serbskiej armii według standardów NATO oraz szkolenia serbskich jednostek specjalnych do operacji pokojowych".

W ubiegłym tygodniu prezydent Serbii Aleksandar Vučić powiedział, że republika nie będzie gościć baz wojskowych innych państw.

— Serbia nie potrzebuje niczyich baz wojskowych, Serbia zachowa neutralność militarną, sama wzmocni swoją armię, Serbia zadba o swój naród i będzie wystarczająco silna, by być samodzielna — mówił Vučić.

Wypowiedź Vučića pojawiła się trzy dni po tym, jak rosyjski ambasador w Belgradzie Aleksander Bocan-Charczenko zasugerował możliwość utworzenia rosyjskiej bazy wojskowej w republice. Nazwał to "sprawą interesującą" dla Moskwy, zaznaczając jednak, że utworzenie baz pozostaje "suwerenną sprawą" władz serbskich.

Choć Vučić wyraźnie odrzucił taką możliwość, podkreślił, że kraj "nie będzie się wstydził więzi z Rosją", a także z Chinami, USA i UE.

Wcześniej prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko powiedział, że "Serbia chciałaby siedzieć na trzech krzesłach: UE, USA, Rosja — ale już nie będzie mogła". W Belgradzie słowa te zostały zinterpretowane jako żądanie opowiedzenia się po stronie Moskwy, wyrażone przez Kreml za pośrednictwem białoruskiego sojusznika.

(...)

Serbia jest uważnie obserwowana przez Zachód, ponieważ tworzy nowy rząd i decyduje, czy przyłączyć się do sankcji przeciwko Rosji. Jednocześnie Vučić nie chce psuć stosunków z Moskwą, gdyż ta "dostarcza Serbii najtańszy gaz w Europie i wspiera ją w sprawie Kosowa".

onet.pl/The Moscow Times

wtorek, 16 sierpnia 2022


W obwodzie donieckim trwają intensywne walki na kilku kierunkach. Obrońcy starają się utrzymać pozycje na wschodnich obrzeżach Bachmutu, w miejscowościach na północny wschód (Bachmutśke i Sołedar) i południowy wschód (Kodema i Zajcewe) od miasta, a także na wschód od Siewierska (Hryhoriwka, Werchnokamjanśke i Iwano-Darjiwka). Rosyjskie ataki w kierunku miejscowości Wesełe i Wyjimka potwierdzają, że siły ukraińskie opuściły pozycje wzdłuż drogi Bachmut–Lisiczańsk i zorganizowały obronę na wschód od trasy Bachmut–Siewiersk. Najeźdźcy uderzyli w kierunku zachodnim z Gorłówki (Zalizne) oraz poszerzyli obszar starć na zachód od Doniecka. Strona ukraińska zdementowała doniesienia, jakoby stanowiąca punkt wyjścia do dalszego natarcia wzdłuż autostrady M04 miejscowość Pisky została w całości opanowana przez wroga. Jej informacje o walkach o Perwomajśke potwierdzają jednak, że Rosjanie przełamali dotychczasowe pozycje obrońców u wylotu trasy. Ukraińcy powstrzymują natarcie przeciwnika w rejonie Awdijiwki i na północ od niej w kierunku Kramatorska (Nowoseliwka–Ołeksandropil), odpierają ataki na Marjinkę oraz miejscowości na południe i południowy zachód od niej, jak również na pozycje przy granicy z obwodem zaporoskim.

Poza Donbasem walki toczyły się sporadycznie. Wojska ukraińskie odparły natarcia na pograniczu obwodów chersońskiego i mikołajowskiego (Suchyj Stawok–Łozowe i Zełenyj Haj–Nowohryhoriwka), na północ od Charkowa (Kozacza Łopań–Udy) oraz na pograniczu obwodów charkowskiego i donieckiego (Pasika–Bohorodyczne, Tychoćke–Dołyna, Dowheńke–Mazaniwka).

Zgodnie z ukraińskimi danymi Rosjanie zintensyfikowali ataki lotnicze na cele cywilne i wojskowe. Kontynuują też ostrzał artyleryjski i rakietowy pozycji i zaplecza sił przeciwnika wzdłuż całej linii styczności. 15 i 16 sierpnia miały miejsce jedne z najintensywniejszych ostrzałów Charkowa, atakowano również miejscowości na północ (Bohoduchiw, Złoczów) i południe (Merefa, Czuhujew) od niego. Permanentnie ostrzeliwane i bombardowane są Słowiańsk i Kramatorsk oraz Awdijiwka i Bachmut w obwodzie donieckim, rejony krzyworoski (głównie okolice Zełenodolśka) i nikopolski (Nikopol i Marganiec mają być ostrzeliwane przez artylerię rozmieszczoną po sąsiedniej stronie Dniepru, na terenie Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej w Enerhodarze) obwodu dniepropetrowskiego, okolice miejscowości Hulajpołe i Orichiw w obwodzie zaporoskim oraz Mikołajów i Bereznehuwate w północno-wschodniej części obwodu mikołajowskiego. Poza obszarami walk rakiety spadły na Zaporoże oraz infrastrukturę kolejową w rejonie synelnykiwskim obwodu dniepropetrowskiego.

Ukraińskie artyleria i lotnictwo atakowały głównie bazy i składy amunicji wroga w obwodzie chersońskim (w rejonach kachowskim, heniczeskim i berysławskim oraz w Nowej Kachowce), a także w obwodach zaporoskim (Tokmak) i ługańskim (w Popasnej miał zostać zniszczony sztab najemników z tzw. grupy Wagnera). 13 sierpnia rano ukraińskie Dowództwo Operacyjne „Południe” dwukrotnie podało informację o ataku na most drogowy na zaporze Kachowskiej Elektrowni Wodnej, czego nie potwierdził później Kijów. Z kolei 14 sierpnia obrońcy mieli kolejny raz ostrzelać most Antonowski (samochodowy) koło Chersonia.

16 sierpnia rano doszło do pożaru i serii wybuchów w składzie amunicji w okolicach miasta Dżankoj na okupowanym Krymie. Resort obrony FR oświadczył, że nastąpiły one na skutek ukraińskiej dywersji. Lokalne władze zarządziły ewakuację 2 tys. mieszkańców miejscowości Azowśke i Majśke. Tego samego dnia miała też miejsce eksplozja na lotnisku wojskowym Gwardiejskoje koło Symferopola.

Minister obrony Ołeksij Reznikow ocenił łączną liczebność ukraińskich formacji mundurowych (głównie Sił Zbrojnych, Gwardii Narodowej, Służby Granicznej, Policji i Służby Bezpieczeństwa Ukrainy) po mobilizacji na blisko 1 mln żołnierzy i funkcjonariuszy. Siły przeciwnika oszacował na 137 tys. wojskowych. Ich trzon ma stanowić 111–115 batalionowych grup taktycznych. Na pytanie, czemu mimo przewagi liczebnej Ukraińcy muszą ustępować, odparł, że oddziały obrońców są rozmieszczone wzdłuż linii o długości 2500 km (z czego linia styczności walczących wojsk ma długość 1300 km) oraz w głębi terytorium kraju. Rosjanie mają także dysponować znaczącą (10–15-krotną) przewagą w zakresie ciężkiego uzbrojenia. Minister wskazał, że przed przygotowaniem kontrofensywy, której rezultatem ma być wyzwolenie okupowanej części terytorium Ukrainy, konieczne jest w pierwszej kolejności powstrzymanie agresora, a następnie ustabilizowanie linii frontu.

Reznikow oznajmił, że do kraju dotarły z Wielkiej Brytanii kolejne – najprawdopodobniej trzy – wieloprowadnicowe wyrzutnie rakiet M270 oraz zapas pocisków do nich. Do brytyjskiego programu szkolenia ukraińskich żołnierzy oficjalnie dołączyła Holandia, a Kanada i Nowa Zelandia, które już wcześniej zgłosiły swój akces, skierowały do Wielkiej Brytanii odpowiednio 90 i 120 instruktorów wojskowych. Łotwa przekazała Kijowowi cztery śmigłowce (dwa Mi-17 i dwa Mi-2) oraz sześć haubic samobieżnych 155 mm M109, a Słowacja – cztery armatohaubice samobieżne 155 mm Zuzana.

11 sierpnia Ministerstwo Obrony Ukrainy zdementowało doniesienia o udziale tamtejszych sił zbrojnych w zniszczeniu dwa dni wcześniej składów amunicji i sprzętu na lotnisku Saki na okupowanym Krymie. Tak wiceszefowa resortu Hanna Malar skomentowała artykuł zamieszczony w „The New York Times”, w którym wysoki rangą anonimowy oficer ukraiński oświadczył, że za wybuchami stali Ukraińcy. Malar skrytykowała też generała Dmytra Marczenkę, który twierdził, że Kijów planuje odbić Chersoń i zakończyć aktywną fazę wojny do końca roku. Tego rodzaju wypowiedzi wiceminister uznała za niebezpieczne i mogące utrudnić armii realizację planów operacyjnych. 16 sierpnia Biuro Prezydenta zasugerowało jednak, że za ostatnimi eksplozjami na Krymie stoją siły ukraińskie, i zapowiedziało, że w najbliższym okresie takich incydentów będzie więcej.

15 sierpnia Rada Najwyższa Ukrainy przedłużyła stan wojenny do 21 listopada. Zatwierdzono również dekret prezydenta o kontynuacji powszechnej mobilizacji. Parlament od początku inwazji już trzykrotnie zarządzał stan wojenny i mobilizację – 24 lutego na 30 dni, pod koniec marca – do końca maja, a w maju – na kolejne 90 dni, do 23 sierpnia.

Szef ukraińskiego resortu spraw wewnętrznych Denys Monastyrski przekazał, że w najbliższym czasie zostanie uchwalona ustawa o legalizacji posiadania broni. Zwrócił uwagę, że w wyniku rosyjskiej agresji stosunek społeczeństwa do tej kwestii zmienił się ze skrajnie negatywnego w pozytywny. MSW uważa, że obywatel powinien móc posiadać broń palną i używać jej, aby chronić swoje miejsce zamieszkania. W przeprowadzonym wcześniej sondażu na portalu Dija (odpowiednik serwisu e-Obywatel) wzięło udział ponad 1,7 mln osób, z których 59% opowiedziało się za umożliwieniem mieszkańcom posiadania broni.

Prezydent Wołodymyr Zełenski kontynuuje zmiany kadrowe w Służbie Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). 15 sierpnia zwolnił szefów jej zarządów regionalnych w obwodach kijowskim, tarnopolskim i lwowskim. Dotychczasowy szef służby w tym ostatnim – Artiom Bondarenko – został przeniesiony do Kijowa i obwodu kijowskiego. SBU poinformowała z kolei o likwidacji kilku kanałów nielegalnego przerzutu za granicę mężczyzn w wieku poborowym. Odnotowano, że niektóre trasy biegły do Rosji, zwłaszcza na okupowany Krym. Według danych służby przemytnicy działali w obwodach kijowskim, zaporoskim, charkowskim i czernihowskim. Koszt przerzutu z Czernihowa na Białoruś wynosił 100 tys. hrywien (ok. 2,7 tys. dolarów), a z Zaporoża na Krym – 5–10 tys. hrywien (135–270 dolarów). Od 24 lutego ukraińska służba graniczna zatrzymała ponad 700 osób, które próbowały przekroczyć granicę, posługując się sfałszowanymi dokumentami stwierdzającymi niezdolność do służby wojskowej (ich uzyskanie kosztuje do 3 tys. dolarów).

W reakcji na coraz częstsze bojkotowanie przez poborowych ustawy o powszechnej mobilizacji i uchylanie się od rejestracji w komisjach wojskowych głównodowodzący Wałerij Załużny zwrócił się do Ministerstwa Obrony o rozważenie złagodzenia zasad poboru. Zmiany mają pozwolić osobom uczącym się na wyższych uczelniach w kraju i za granicą na uzyskanie zwolnienia z mobilizacji.

Prezydent Zełenski odrzucił 16 sierpnia petycję 25 tys. obywateli wnioskujących o umożliwienie wyjazdu za granicę mężczyznom niemającym przeszkolenia wojskowego w wieku od 18 do 60 lat. Stwierdził, że zgodnie z art. 17 i 65 konstytucji ochrona suwerenności i integralności terytorialnej, a także obrona państwa jest obowiązkiem całego narodu. Przypomniał też dekret z 24 lutego „O powszechnej mobilizacji”, zgodnie z którym osoby zdolne do służby wojskowej, które wcześniej nie służyły w armii, mogą ją zasilić po przeszkoleniu na poligonach lub w ośrodkach szkoleniowych.

Mer Łucka Ihor Poliszczuk ocenił ryzyko ofensywy przeciwnika z terytorium Białorusi jako niskie i uznał, że na Wołyniu operuje wystarczająco dużo jednostek obrony terytorialnej, w tym wyróżniający się wyszkoleniem i wyposażeniem batalion „Łuck”. Ponadto służba graniczna buduje na granicy fortyfikacje – rowy przeciwczołgowe czy ogrodzenia żelbetowe. Ze względu na bagnisty teren wróg może poruszać się tylko po kilku drogach, które są dobrze widoczne z terytorium Ukrainy. Według Poliszczuka do uderzenia z Białorusi Rosjanie potrzebowaliby sił liczących do 20 tys. żołnierzy, a udział armii białoruskiej w ewentualnej operacji wojskowej wydaje się mało prawdopodobny.

Działania wojsk ukraińskich na południu kraju wywołują nerwowość rosyjskiego personelu. Według Kijowa wróg ewakuował z tych terenów część oficerów i ich rodziny w obawie przed potencjalnymi atakami rakietowymi, w tym możliwym zniszczeniem przepraw na Dnieprze. Odnotowuje się kolejne incydenty świadczące o aktywności ukraińskich grup dywersyjnych na zapleczu sił przeciwnika. W Melitopolu przy użyciu improwizowanego ładunku wybuchowego uszkodzono most kolejowy i instalacje retransmitujące rosyjskie programy telewizyjne. Ukraińską działalność dywersyjną potwierdzają komunikaty rosyjskiej Gwardii Narodowej – zawiadamiała ona m.in. o zatrzymaniu ponad 50 osób zaangażowanych w posunięcia przeciwko siłom okupacyjnym.

Strona ukraińska wielokrotnie informowała o pogarszającym się morale wrogich żołnierzy oraz trudnościach przeciwnika w naborze kadr mających zorganizować lokalną administrację na zajętych terytoriach. Doniesienia te potwierdza podpisanie przez Władimira Putina dekretu przyznającego funkcjonariuszom FSB przywileje, które mają zachęcić ich do pełnienia służby na Ukrainie. Osobom służącym w regionach z nią graniczących i na obszarze tzw. operacji specjalnej jeden dzień służby będzie naliczany jako dwa, a w przypadku ich śmierci rodzinom ma przysługiwać rekompensata w wysokości 5 mln rubli (ok. 80 tys. dolarów). Ponadto w razie kontuzji pracownik FSB będzie mógł otrzymać 3 mln rubli (ok. 50 tys. dolarów). Wcześniej zasada ta dotyczyła wyłącznie funkcjonariuszy straży granicznej FSB.

15 sierpnia prezydent Ukrainy wezwał wspólnotę międzynarodową do wprowadzenia nowych sankcji wymierzonych w rosyjski sektor atomowy, a Rosję – do opuszczenia terytorium Zaporoskiej Elektrowni Atomowej w okupowanym Enerhodarze. Zełenski podkreślił, że jakikolwiek incydent związany z wyciekiem materiałów radioaktywnych będzie zagrożeniem dla państw UE oraz krajów basenu czarnomorskiego, w tym Turcji. Tego samego dnia podobną uchwałę przyjęła Rada Najwyższa, która zaapelowała przy tym do ONZ i Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej o zorganizowanie specjalnej misji w celu zapewnienia bezpieczeństwa na terenie siłowni. 14 sierpnia 42 państwa (w tym wszyscy członkowie UE oraz m.in. USA, Wielka Brytania, Japonia i Turcja) wezwały Moskwę do wyprowadzenia swoich wojsk z elektrowni. Władze w Kijowie informują, że w ostatnich dniach okupanci kilkukrotnie celowo ostrzelali obszar obiektu (ostatni raz 11 sierpnia).

Według sondażu agencji Rejtynh 98% Ukraińców wierzy w zwycięstwo w wojnie z Rosją i popiera działania Sił Zbrojnych Ukrainy. Aktywność Zełenskiego popiera zdecydowanie 59% respondentów (w kwietniu wskaźnik ten wynosił 74%), a częściowo – kolejne 32% (w kwietniu – 20%). Za członkostwem w NATO opowiedziało się 72% badanych, a przeciwko – jedynie 7%. Prawie dwie trzecie (64%) ankietowanych wyraża przekonanie, że wojna przyniesie powrót do granic z 1991 r., 14% sądzi, że Ukraina odzyska wyłącznie tereny kontrolowane przed 24 lutego, a 10% – że tylko Donbas. Zaledwie 7% respondentów widzi możliwość, że kraj utraci część terytorium.

Zgodnie z danymi Państwowego Komitetu Statystyki wartość ukraińskiego eksportu towarów wyniosła w I półroczu 22,7 mld dolarów (spadek o 24% w stosunku do analogicznego okresu ub.r.), a importu – 25,2 mld dolarów (spadek o 19,9%). W czerwcu eksport wyniósł 3,2 mld dolarów (wzrost o 8,8% względem maja), a import – 4,7 mld dolarów (wzrost o 26,7%), brakuje jednak rozbicia na kategorie towarowe.

Komentarz

Powtarzające się eksplozje w miejscach bazowania wojsk i składowania amunicji na Krymie stanowią dla agresora potencjalnie większy problem niż niszczenie przez ukraińską artylerię przepraw i magazynów w bezpośrednim zapleczu linii frontu. Przyznanie przez resort obrony FR, że pożar magazynu amunicji i wyposażenia w rejonie miasta Dżankoj to efekt dywersji przeciwnika, ma wymiar nie tylko militarny, lecz także psychologiczny – Moskwa potwierdza, że nie kontroluje w pełni okupowanego od 2014 r. terytorium. Za element swoistej samoobrony informacyjnej Rosji należy uznać jej doniesienia o działalności ukraińskich dywersantów przy granicy FR (w pierwszej połowie sierpnia mieli oni trzykrotnie atakować infrastrukturę obronną w obwodzie kurskim). Podkreślając możliwości przeciwnika w zakresie przeprowadzania aktów dywersji, Moskwa stara się mobilizować lokalne społeczności wokół rzekomego zagrożenia ze strony Kijowa.

W związku z wysoce prawdopodobnym zaostrzeniem przez agresora działań antydywersyjnych, zapowiadane przez przedstawicieli ukraińskich władz kontynuowanie operacji nie musi oznaczać kolejnych doniesień o spektakularnych eksplozjach w składach amunicji. Zahamowanie bądź przynajmniej ograniczenie przez Rosję owej dywersji wydaje dużo bardziej prawdopodobne niż obniżenie zdolności Ukrainy do przeprowadzania bezpośrednich ataków na zaplecze jej wojsk (Moskwa ma ograniczone możliwości przeciwdziałania im, zwłaszcza w związku z dalszym dostarczaniem przez Zachód wyrzutni rakiet wraz z pociskami naprowadzanymi). Dotychczas sojusznicy nie zdecydowali się jednak przekazać Kijowowi rakiet o zasięgu większym niż 80 km (124 km w przypadku pocisków przeciwokrętowych), a te przedwojenne (Toczka-U i Wilcha) nie tylko zostały w dużej mierze wyczerpane, lecz także nie dysponują zasięgiem umożliwiającym zaatakowanie celów na Krymie (ponad 200 km). W razie przekazania Ukrainie przez państwa zachodnie rakiet o zasięgu pozwalającym na rażenie agresora w jego głębi operacyjnej Moskwa nie będzie w stanie skutecznie przeciwdziałać atakom.

Na obszarze znajdującej się od początku marca pod rosyjską okupacją Zaporoskiej Elektrowni Atomowej stacjonują jednostki wojskowe, które mają regularnie ostrzeliwać Nikopol i miejscowości położone po drugiej stronie Dniepru. Kijów i Moskwa oskarżają się wzajemnie o ostrzał siłowni. Choć ryzyko eksplozji reaktora wydaje się nikłe, to działania militarne na terenie obiektu zwiększają niebezpieczeństwo uszkodzeń różnych instalacji, które z kolei mogą spowodować m.in. lokalne skażenia radioaktywne (pociski spadały blisko magazynu zużytego paliwa). Do 12 sierpnia działały trzy z sześciu bloków stacji (o sumarycznej mocy 3 GW), lecz w wyniku ostrzału pracę jednego z nich wstrzymano w trybie awaryjnym. Elektrownia wciąż jest podłączona do ukraińskiej sieci elektroenergetycznej.

osw.waw.pl

W dniach 2–3 sierpnia przewodnicząca Izby Reprezentantów Nancy Pelosi złożyła na czele delegacji Kongresu USA wizytę na Tajwanie (z którym Stany Zjednoczone nie utrzymują formalnych stosunków dyplomatycznych) w ramach podróży do państw Azji: Singapuru, Malezji, Korei Południowej i Japonii.

Wcześniej rzecznik chińskiego MSZ Zhao Lijian potwierdził, że przedstawiciele ChRL przekazali urzędnikom administracji amerykańskiej ostre ostrzeżenie dotyczące możliwej wizyty, a nieformalnie wskazywano nawet na możliwą odpowiedź militarną. Ostatecznie 4 sierpnia, po opuszczeniu przez delegację Tajwanu, Armia Ludowo-Wyzwoleńcza (ALW) rozpoczęła szeroko zakrojone ćwiczenia, włącznie z użyciem broni dalekiego zasięgu, skierowane w sześć sektorów rozmieszczonych wokoło wyspy. Wprowadzono też ograniczenia w imporcie niektórych produktów rolnych z Tajwanu. 5 sierpnia ChRL w odpowiedzi na wizytę ogłosiła też „osiem środków zaradczych” wobec USA: (1) odwołanie rozmów dowódców teatrów działań; (2) odwołanie rozmów koordynacyjnych w zakresie polityki obronnej (Defense Policy Coordination Talks); (3) odwołanie spotkań w ramach wojskowo-morskiego porozumienia konsultacyjnego (Military Maritime Consultative Agreement); zawieszenie współpracy w zakresie: (4) repatriacji nielegalnych imigrantów; (5) pomocy prawnej w sprawach karnych; (6) zwalczania przestępstw międzynarodowych; (7) walki z narkotykami; (8) zawieszenie rozmów w sprawie zmian klimatycznych. Dzień później sekretarz stanu Antony Blinken oskarżył Chiny o „nieodpowiedzialne kroki” w postaci zamknięcia kluczowych kanałów komunikacji oraz wezwał do natychmiastowego wstrzymania „prowokacyjnych” ćwiczeń wokół Tajwanu. W odpowiedzi ALW przedłużyła je do 15 sierpnia, a chińska telewizja państwowa podała, że armia będzie teraz przeprowadzać „regularne” manewry blisko wyspy. Tajwan z kolei zapowiedział własne, w zbliżonych lokalizacjach.

Komentarz

Sytuację od momentu ogłoszenia w połowie lipca planów wizyty należy uznać za patową. Jeżeli któraś ze stron by ustąpiła – tj. albo Waszyngton odwołał wizytę, albo Pekin nie zareagował w rzeczywiście niespotykany do tej pory sposób – to straciłaby twarz i okazała słabość. Przy jednoczesnych silnych napięciach wewnętrznych w obu państwach musiało to doprowadzić do eskalacji, która – choć dzisiaj wydaje się pod kontrolą – może w niezamierzony przez żadną ze stron sposób doprowadzić do poważnego incydentu międzynarodowego. Wprawdzie posunięcia Pekinu prześcigają pod kątem skali i intensywności dotychczasowe prowokacje w Cieśninie Tajwańskiej, lecz jak dotąd nie doszło do bezpośredniego naruszenia granic morza terytorialnego lub przestrzeni powietrznej Tajwanu. Mimo że strony nie podają szczegółów, to nawet przelot pocisków balistycznych nad wyspą prawdopodobnie miał miejsce na pułapie powyżej umownej granicy między atmosferą Ziemi i przestrzenią kosmiczną (tzw. linia Kármána, 100 km nad poziomem morza) przyjętej przez Międzynarodową Federację Lotniczą. Także Amerykanie, chociaż utrzymują obecność wokół Tajwanu, a ich samoloty zwiadowcze monitorują chińskie ćwiczenia, przełożyli długo planowany test międzykontynentalnej rakiety balistycznej Minuteman III, aby nie eskalować sytuacji. Wygląda na to, że w tej chwili żadna ze stron nie jest zainteresowana konfrontacją, więc podejmowane przez nie działania służą nade wszystko zachowaniu prestiżu.

Towarzyszące wizycie Pelosi napięcia są ściśle wpisane w kontekst polityki wewnętrznej ChRL. Problemy gospodarcze i zbliżający się jesienią br. XX Zjazd Komunistycznej Partii Chin (KPCh) – kluczowy dla utrzymania stanowiska i wpływów przez sekretarza generalnego Xi Jinpinga – zachęca jej kierownictwo do nacjonalistycznej retoryki i prowokacyjnych posunięć na arenie międzynarodowej w poszukiwaniu legitymizacji wewnętrznej. Dlatego nie można wykluczyć, że przywódcy partii planowali zaostrzyć sytuację wokół Tajwanu przed zjazdem, a obecność Pelosi dostarczyła im tylko dogodnego pretekstu – w kwietniu br., kiedy także miało dojść do wizyty przewodniczącej (wydarzenie odwołano z powodu wykrycia u niej SARS-CoV-2), Pekin aż tak bardzo nie protestował. Również w wypadku poprzednich kryzysów w Cieśninie Tajwańskiej ChRL inicjowała niepokoje międzynarodowe w celu mobilizacji wewnętrznej oraz wykorzystania ich w rozgrywkach w kierownictwie KPCh. Niepokojące jest jednak to, że obecny kryzys wskazuje, iż partia stała się zakładniczką własnej nacjonalistycznej retoryki. Nie można też wykluczyć, że Pekin będzie chciał uzyskać koncesje ze strony Waszyngtonu w zamian za obniżenie napięcia w Cieśninie Tajwańskiej. Mogą one dotyczyć dodatkowych taryf celnych nałożonych przez administrację Donalda Trumpa w 2019 r. Niemniej aktualnie ALW nie dysponuje jeszcze zdolnością do przeprowadzenia inwazji na wyspę Tajwan, więc ćwiczenia mają przede wszystkim wymiar polityczny.

Administracja Joego Bidena mogła się obawiać, że ustępstwo w obliczu napiętej w ostatnich miesiącach sytuacji w Cieśninie Tajwańskiej i doniesień medialnych o ewentualnej mniej lub bardziej ograniczonej operacji militarnej Pekinu wymierzonej w Tajpej przed zjazdem partii mogło zostać odebrane jako sygnał słabości i zachęcić chińskich przywódców do bardziej agresywnych działań nie tylko wobec Tajwanu. W efekcie lot delegacji z Kuala Lumpur do Tajpej odbył się wydłużoną trasą nad terytorium Malezji, Indonezji i Filipin, co wydaje się zbędnym środkiem ostrożności, ale miało podkreślić potencjał zagrożenia. Na opinię publiczną (także w wielu państwach Azji) oddziałuje również ostra, antycypowana w Waszyngtonie reakcja Pekinu, a zerwanie rozmów w kwestiach klimatycznych dowodzi, że ChRL nie jest gotowa wziąć na siebie współodpowiedzialności za to ważne globalnie zagadnienie. Wydaje się, że zwłaszcza wyznaczenie przez ALW na jeden z rejonów ćwiczeń obszaru znajdującego się w japońskiej wyłącznej strefie ekonomicznej wpłynie pozytywnie na postawę części społeczeństwa względem zwiększenia wydatków obronnych i zmiany pacyfistycznej doktryny obronnej. Demokratyczna administracja w Waszyngtonie stoi również w obliczu trudnych wyborów do Kongresu w listopadzie br., w których może stracić większość w obydwu izbach. Oprócz rosnącej inflacji republikańska opozycja wytyka Bidenowi słabość wobec ChRL. Jeszcze 20 lipca prezydent przekazał reporterom, że Pentagon uważa, iż wizyta Pelosi na Tajwanie to „nie jest teraz dobry pomysł”. Dzień później przewodnicząca skomentowała, że ważne jest, aby pokazać wsparcie dla Tajpej. 24 lipca były sekretarz stanu USA w administracji Trumpa Mike Pompeo zaoferował dołączenie do niej w ramach ponadpartyjnego porozumienia w tej kwestii (ostatecznie nie wziął udziału w podroży). Waszyngton nie mógł również zgodzić się na stworzenie precedensu, w którym to Pekin decyduje, kto z amerykańskiej elity może odwiedzać wyspę.

Napięcia wokół Tajwanu narastają od blisko dekady. Dojście do władzy w ChRL Xi Jinpinga w 2012 r. i wzrost tendencji autorytarnych reżimu, którym towarzyszy eskalacja nacjonalistycznej retoryki, rozbudził w części populacji i aparatu partyjnego trudne do zaspokojenia oczekiwania szybkiego „zjednoczenia” obu państw chińskich i wypchnięcia Stanów Zjednoczonych z regionu Azji Wschodniej. Równocześnie wybór w 2016 r. na prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen z Demokratycznej Partii Postępu odbiera się jako wyraz coraz silniejszego wśród mieszkańców poczucia odrębności od Chin kontynentalnych. Wreszcie: zdławienie protestów i demontaż autonomii w Hongkongu po 2019 r. skompromitowały koncepcję „jeden kraj i dwa systemy”, która stanowiła fundament propozycji zjednoczeniowych wysuwanych przez ChRL wobec Tajwanu od końca lat 70. XX w. Na procesy wewnętrzne w obu państwach nałożył się wzrost niepokojów na linii Waszyngton–Pekin i ich wejście w de facto rywalizację mocarstwową w regionie Azji Wschodniej oraz poczucie zagrożenia równowagi międzynarodowej po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W tej sytuacji utrzymywanie gwarantowanego przez USA status quo w Cieśninie Tajwańskiej, które opiera się na założeniu, że w dalekiej przyszłości będzie możliwe pokojowe zjednoczenie ChRL i Tajwanu, okazuje się coraz trudniejsze. Wydaje się, że przesilenie i ułożenie na nowo relacji w trójkącie Pekin–Waszyngton–Tajpej jest nieuniknione.

osw.waw.pl