poniedziałek, 15 sierpnia 2022


Pomimo rażącego i niesprowokowanego naruszenia przez Rosję prawa międzynarodowego oraz integralności terytorialnej i suwerenności Ukrainy Indie zajęły zniuansowane, niejednoznaczne i ogólnie neutralne stanowisko. Wstrzymały się w głosowaniu nad kluczowymi rezolucjami potępiającymi rosyjską agresję – 25 lutego w Radzie Bezpieczeństwa ONZ (RB ONZ, w której Indie mają niestały mandat na kadencję 2021–2022) oraz na specjalnej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ 2 marca, kiedy były jednym z 35 państw wstrzymujących się od głosu (141 państw głosowało przeciwko Rosji). Od stycznia 2022 r. do końca kwietnia Indie wstrzymały się w sumie kilkanaście razy w różnych głosowaniach nad krytycznymi inicjatywami wobec Rosji zgłoszonymi na forach międzynarodowych, w tym w Radzie Praw Człowieka ONZ i Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej.

Gdy agresja już trwała, w lutym br., Indie powstrzymały się także od potępiania Rosji w publicznych wypowiedziach (m.in. w notatkach po rozmowach telefonicznych z przywódcami Rosji, Ukrainy czy państw i instytucji UE) i dalej określały wojnę, używając takich sformułowań jak: „wydarzenia w Ukrainie”, „sytuacja”, „napięcie” – bez wyraźnego wskazania agresora. Jeden z indyjskich polityków opozycyjnych zauważył, że Indie „jedynie nawoływały do deeskalacji konfliktu przez zaangażowane strony, tak jakby oba kraje były równo odpowiedzialne za walkę, podczas gdy w rzeczywistości jest tu oczywisty agresor i wyraźna ofiara”. Tylko jeden indyjski dokument – wiadomość od ambasadora Indii w Kijowie, wystawiony w dniu inwazji przez dyplomatę najwyraźniej zszokowanego tragiczną sytuacją – przyznał, że „Ukraina jest zaatakowana”.

W oficjalnym stanowisku Indie przekonywały, że tylko dialog i dyplomacja mogą prowadzić do deeskalacji i wielokrotnie wzywały do „natychmiastowego zaprzestania przemocy i zakończenia wszelkich działań wojennych”. W pierwszych wypowiedziach w tej sprawie podkreślały jednak, „że uzasadnione interesy bezpieczeństwa wszystkich stron powinny być w pełni brane pod uwagę”, co zgadzało się z uzasadniającą inwazję retoryką Rosji. Wyjaśniając stanowisko podczas głosowania w Radzie Bezpieczeństwa ONZ 25 lutego, przedstawiciel Indii przyznał jednak, że jego kraj jest „głęboko zaniepokojony ostatnimi wydarzeniami na Ukrainie” i wezwał „do podjęcia wszelkich wysiłków w celu natychmiastowego zaprzestania przemocy i wrogości”. Co najważniejsze, podkreślił, że „współczesny porządek światowy został zbudowany na Karcie Narodów Zjednoczonych, prawie międzynarodowym oraz poszanowaniu suwerenności i integralności terytorialnej państw”, oraz że „wszystkie państwa członkowskie muszą respektować te zasady w poszukiwaniu konstruktywnej drogi naprzód”. Niektórzy wpływowi indyjscy komentatorzy i stratedzy uznali to wręcz za najbardziej w historii otwarty i ostry wyraz indyjskiej publicznej „dezaprobaty” wobec rosyjskich działań. Choć może być to prawda, taka „dezaprobata” nie zrobiła żadnego wrażenia na Rosji, która publicznie dziękowała Indiom „za wyważone stanowisko zademonstrowane w ONZ”. W mniejszości znalazły się opinie takie jak wyrażona przez Harsha Panta z Observer Research Foundation (ORF), który otwarcie skrytykował Rosję za jej agresję, nie oskarżał NATO o prowokację i wzywał Indie do przemyślenia swoich związków z rosyjskim reżimem.

W kolejnych tygodniach, gdy rosyjski atak na Ukrainę przeciągał się, nie osiągając żadnego ze swoich celów, a działania wojenne przeciwko ludności cywilnej były coraz bardziej widoczne, Indie podjęły pewne kroki w celu zdystansowania się od Rosji. W dyskusji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ na początku kwietnia Indie „jednoznacznie potępiły” zabójstwa w Buczy (chociaż ponownie bez wskazywania, kto był za nie odpowiedzialny) i poparły „wezwanie do niezależnego śledztwa”. Zintensyfikowały pomoc humanitarną dla Ukrainy, wysyłając do końca maja ponad 90 ton darów. Indyjscy urzędnicy poczynili liczne uwagi, sygnalizując, że Indie nie popierają Rosji, i że wojna nie będzie miała zwycięzców. Minister spraw zagranicznych Subrahmanyam Jaishankar podsumował 24 marca w Rajya Sabha (wyższej izbie parlamentu), że stanowisko Indii opierało się na sześciu zasadach i obejmowało „natychmiastowe zaprzestanie przemocy, powrót do dialogu i dyplomacji, zakotwiczenie globalnego porządku w prawie międzynarodowym, karcie ONZ, integralności terytorialnej, dostępie humanitarnym”. W kolejnej debacie w Lok Sabha (niższej izbie parlamentu) minister Jaishankar odrzucał zachodnią krytykę Indii, mówiąc, że jego kraj zajął „zasadnicze stanowisko” i wybrał jedną stronę w tym konflikcie, to znaczy „stronę pokoju i poparcie dla natychmiastowego zakończenia przemocy”. Indie nadal jednak nie potępiły agresora i nie przystąpiły do sankcji wobec Rosji.

Chociaż to ambiwalentne stanowisko rozczarowało wielu na Zachodzie, Indie miały dobry powód, by zachować równowagę i nie zrazić żadnego ze swoich partnerów. Od wybuchu wojny największym zmartwieniem i priorytetem Indii była ewakuacja tysięcy obywateli, głównie studentów, którzy utknęli na Ukrainie. W tej sytuacji potrzebne były dobre stosunki zarówno z Rosją, jak i  z Ukrainą. Dlatego też kolejne rozmowy telefoniczne premiera Indii Narendry Modiego z prezydentem Putinem i prezydentem Zełenskim koncentrowały się na stworzeniu warunków do bezpiecznej ewakuacji Indusów z oblężonych miast, m.in. Charkowa i Sumów. W ramach operacji Ganga zorganizowano w sumie 90 lotów z krajów sąsiadujących z Ukrainą, aby ewakuować ponad 18 tys. obywateli Indii. Jednak nawet po zakończeniu operacji stanowisko Indii niewiele się zmieniło. W praktyce Indie kontynuowały normalne interesy z Rosją, przygotowując się na zwiększony import tańszej ropy i wprowadzając mechanizmy płatności ruble za rupie, który mógł pomóc Rosji obejść sankcje.

Łagodne podejście Indii do Rosji jest zakorzenione w doświadczeniach historii, a także w bliskich związkach obronnych, strategicznych i ideologicznych. Rosja jest przyjacielem i zaufanym partnerem od czasów zimnej wojny, kiedy zapewniała Indiom wsparcie dyplomatyczne, sprzęt wojskowy i pomoc gospodarczą. Mówiąc szerzej, odmowę potępienia rosyjskiej inwazji na Ukrainę tłumaczono „strategiczną zależnością od Rosji, a także priorytetami bezpieczeństwa w regionie Indo-Pacyfiku”. Wielu komentatorów wskazywało na Chiny jako istotny czynnik, sugerując, że „jeśli Indie mają stawić czoła Chinom, potrzebują partnerstwa obronnego z Rosją”. Większość ekspertów tłumaczyło głosowanie Indii w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, odwołując się do nadmiernego uzależnienia Indii od dostaw rosyjskiej broni (do 70%), zwłaszcza w czasie, gdy mają do czynienia z odradzającą się potęgą – Chinami – wzdłuż spornej granicy w Himalajach. Inni bagatelizowali ten argument, wskazując na zmniejszający się udział rosyjskiej broni w arsenale Indii, ale podkreślając tradycyjny światopogląd wynikający z polityki niezaangażowania, preferencji dla porządku wielobiegunowego, powiązań ideologicznych z Rosją i jej roli w budowaniu indyjskiej „strategicznej autonomii”.

Ambiwalentne stanowisko Indii w sprawie wojny było dla wielu państw Zachodu niemiłą niespodzianką. Można było oczekiwać, że Indie jako kraj demokratyczny o coraz większych powiązaniach z USA i UE oraz jako kraj promujący się jako strażnik prawa międzynarodowego i suwerenności państw tym razem zachowają się inaczej niż w przypadku aneksji Krymu przez Rosję w 2014 r. Ambasadorowie państw członkowskich UE w Nowym Delhi pracowali za kulisami i wypowiadali się publicznie, starając się przekonać Indie do potępienia rosyjskiej agresji. UE określiła głosowanie ONZ z 2 marca jako „test dla ludzkości”, w którym wstrzymanie się od głosu nie mogło być dobrą opcją. Europejczycy i Amerykanie uważali, że „rosyjska inwazja jest tak rażącym naruszeniem porządku opartego na zasadach, który same Indie pielęgnują, że te powinny były zrobić trochę więcej niż tylko wstrzymać się”.

Jednocześnie jednak wielu ekspertów ostrzegało Zachód przed twardą grą z Indiami, ponieważ mogła ona rodzić „ryzyko zaszkodzenia relacjom, które pozostają kluczowe dla zrównoważenia Chin w regionie Indo-Pacyfiku” i proponowali jako lepsze inne podejście, polegające na „uznaniu dylematów bezpieczeństwa Indii w odniesieniu do Rosji i Chin” oraz pomocy „Nowemu Delhi w zmniejszeniu jego długoterminowej zależności od rosyjskiej broni”. Argumentowano nawet, że z pomocą Zachodu rosyjska inwazja na Ukrainę może okazać się dla indyjskiego sektora obronnego tym, czym dla liberalizacji gospodarczej kraju był kryzys z 1991 r., przyznając jednocześnie, że „proces indygenizacji i dywersyfikacji [przemysłu zbrojeniowego] zajmie dekadę, jeśli nie dłużej”.

Chociaż ostrożne podejście jest bardziej zrozumiałe z perspektywy Indo-Pacyfiku, także w Europie pojawiły się głosy wzywające państwa Zachodu, aby nie „naciskały Indii, by potępiły Rosję”, a  w zamian zachęcające, by „złożyć Nowemu Delhi lepszą ofertę niż robi to Moskwa”. Inni posunęli się nawet dalej, sugerując, że zamiast naciskać na Indie, by opowiedziały się po jednej ze stron, to UE powinna zademonstrować, że „jest wiarygodnym partnerem” i osłabić „zależność Indii od Rosji”. W tym podejściu Unia powinna nie tylko zacieśnić współpracę w dziedzinie obronności i eksportu broni, ale także działać na rzecz „silniejszej indyjskiej gospodarki”. Było to więc równoznaczne z sugestią, że neutralność Indii wobec rażącego łamania przez Rosję prawa i zasad międzynarodowych nie powinna być krytykowana, ale nagradzana.

Po początkowych wahaniach instytucji UE i państw członkowskich zwyciężył pogląd pojednawczy, wynikający ze strategicznych i ekonomicznych kalkulacji europejskich interesariuszy. Wydaje się więc, że stanowisko Indii nie tylko nie zaszkodziło ich oficjalnym stosunkom z UE, ale nawet – paradoksalnie – skłoniło Unię do podwojenia wysiłków na rzecz zacieśnienia współpracy dwustronnej. Ambasador Niemiec w Indiach zauważył niedawno, że „wojna Putina pokazała, że potrzebujemy przyjaciół, sojuszników i krajów, które podzielają wartości takie jak demokracja i wolność”.

W marcu 2022 r. – po wcześniejszych miesiącach niezdecydowania – UE wyznaczyła w końcu głównego negocjatora umowy o wolnym handlu (FTA) z Indiami, otwierając drogę do wznowienia rozmów. 7 marca strony spotkały się na inauguracyjnych konsultacjach w sprawie Afryki, otwierając kolejny obszar współpracy strategicznej. Specjalny wysłannik UE ds. Indo-Pacyfiku Gabriele Visentin złożył wizytę w Nowym Delhi pod koniec marca, aby zapewnić partnerów, że chociaż UE „nie była zadowolona” z głosowania Indii na forum ONZ w sprawie rezolucji dotyczących Ukrainy, wierzy, że „Indie i UE nadal podzielają te same wartości w globalnym porządku”.

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen złożyła wizytę w Nowym Delhi w dniach 23–25 kwietnia w celu pogłębienia dwustronnej współpracy. Spotkała się m.in. z premierem Modim, prezydentem Ram Nathem Kovindem, ministrem spraw zagranicznych Jaishankarem, była także głównym gościem Raisina Dialogue, flagowej indyjskiej konferencji o sprawach międzynarodowych. W przemówieniu otwierającym konferencję pochwaliła indyjską demokrację, przypomniała okrucieństwa popełnione przez Rosję w Buczy, opisała zagrożenia dla całego świata wynikające z rosyjskich działań, ale powstrzymała się od jakichkolwiek odniesień do stanowiska Indii w sprawie wojny czy bezpośredniej presji na to państwo. Ważnym efektem wizyty była decyzja o powołaniu Rady Handlu i Technologii, dopiero drugiej tego typu po wspólnej z USA. Zapowiedziano, że negocjacje w sprawie umowy o wolnym handlu zostaną oficjalnie wznowione w czerwcu (faktycznie nastąpiło to 16 czerwca).

Wizyty Modiego w Niemczech, Danii i Francji na początku maja pokazały, że państwa członkowskie również wolą koncentrować się na przyszłości, aby nie drażnić Indii i nie ryzykować powodzenia dwustronnej współpracy z powodu stanowiska wobec wojny. Kiedy inny wysoki rangą urzędnik UE potwierdził 30 maja po spotkaniu z nowym indyjskim wiceministrem ds. spraw zagranicznych, że partnerstwo strategiczne UE–Indie opiera się na „wspólnych wartościach i zobowiązaniu do opartego na zasadach porządku światowego”, stało się jasne, że Unia zaakceptowała stanowisko Indii, a współpraca będzie kontynuowana. Stosunki UE–Indie w praktyce wróciły do normalnego stanu, a obie strony zgodziły się nie zgadzać w sprawie wojny na Ukrainie.

pism.pl

Rosja przed rozpoczęciem inwazji miała posiadać ponad 2000 lufowych samobieżnych systemów artyleryjskich o różnych kalibrach. Dominował w nich kaliber 152,4 mm, będący odpowiednikiem NATO-wskich 155 mm. Uzupełnienie stanowiły 122 mm armatohaubice o mniejszym zasięgu ostrzału, 120 mm moździerze używane przez wojska powietrzno-desantowe. Zaś dopełnieniem tego były systemy 203 i 240 mm, mogące niszczyć najwytrzymalsze budowle ochronne, ale także mogące strzelać amunicją atomową. Ilość posiadanego tego typu uzbrojenia sprawia, że Rosja jest niewątpliwą potęgą w zakresie artylerii samobieżnej, zwłaszcza jeżeli bierzemy jej ogólny potencjał ogniowy.

Przechodząc jednak do osiągów poszczególnych typów, sprawa wygląda już inaczej. Dominują w Rosji dalej systemy o dość krótkim przewodzie lufy, co przekłada się na znacznie mniejszą donośność niż np. nowoczesne zachodnie AHS jak PzH 2000 czy Krab. Zasięg prowadzonego ognia dla danego systemu artyleryjskiego jest obecnie jedną z najważniejszych cech, jakie obecnie określają czy dane rozwiązanie jest spełniającym wymagania pola walki, czy też nie. W przypadku rosyjskiej samobieżnej artylerii lufowej, ten parametr był zaniedbany przez lata, ze względu na chęć kompatybilności amunicji wyprodukowanej przez dekady trwania ZSRR. Skutkowało to taką, a nie inną konstrukcją głównego uzbrojenia.

Zasięg miał być rekompensowany przez ilość posiadanych systemów artyleryjskich. Pokutuje to w przypadku np. 2S19 Msta-S, która przez to ograniczenie ma donośność, w przypadku użycia zwykłej amunicji, zaledwie na poziomie 24-26 km. Inną ważną cechą, jaką powinien posiadać nowoczesny system artyleryjski, jest celność prowadzonego ognia. Jednak w przypadku większości rosyjskich samobieżnych armatohaubic często nie można mówić o osiąganiu celności na poziomie charakteryzującym zachodnich odpowiedników. Rosjanie braki nadrabiają ilością AHS, która względem połączonych sił Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Polski, Hiszpanii, Włoch dalej jest zatrważająca.

(...)

Rodzaje i ilość samobieżnej artylerii lufowej znajdującej się w aktywnej służbie:

2S1 Goździk 150-230
2S3 Akacja 800
2S4 Tulipan 40-60
2S5 Hiacynt 100-115
2S7 Małka 60-100
2S9 Nona 280
2S19 Msta-S 500-800
2S23 Nona-SWK 42-50
2S34 Chosta >50
2S35 Koalicja-SW 70-75

Widzimy zatem, że Rosja w linii posiadała zaledwie 570-875 nowoczesnych lufowych samobieżnych armatohaubic, które mogą konkurować w pewnych kwestiach z odpowiednikami NATO-wskimi (tymi nowoczesnymi). Jednak znacznie większa ilość omawianego sprzętu przedstawia standard lat 70-80 XX wieku, zwłaszcza jeżeli chodzi o donośność głównego uzbrojenia. Oczywiście przez lata prowadzono różnego rodzaju prace modyfikacyjne i modernizacyjne przy starszych rodzajach AHS, chcąc tanim kosztem zwiększyć takie parametry jak mobilność czy celność prowadzonego ognia. Jednak ogólna ilość lufowych samobieżnych systemów artyleryjskich przygniatałaby każde państwo świata. Nie jest wiadome, ile sztuk Rosjanie przygotowali do ataku w składzie sił inwazyjnych, jednak obserwując materiały filmowe i zdjęciowe widać na nich praktycznie każdy z wymienionych powyżej systemów poza Koalicją-SW. Zatem rosyjskie dowództwo najprawdopodobniej nie miało "pod ręką" odpowiedniej ilości np. 2S19 Msta-S, które stanowią dość powszechnie użytkowany nowoczesny AHS. Można to wytłumaczyć dużym deprecjonowaniem ukraińskiej armii lub chęcią nie "marnowania" najlepszego sprzętu. Pojawienie się takich systemów jak 2S34 Chosta czy 2S23 Nona-SWK, które w armii Federacji Rosyjskiej występują w ilościach śladowych, było dość dużym zaskoczeniem Zważywszy, że są to rodzaje artylerii, które nie zostały wyprodukowane w dużej ilości ze względu na niewystarczające spełnienia oczekiwań dowództwa i żołnierzy.

Wojna trwa już kolejny miesiąc i widzimy za pomocą m.in. filmów zamieszczanych w serwisie Twitter czy zdjęć satelitarnych, że Rosjanie ściągają ze składnic sprzętowych czy jednostek różnego rodzaju samobieżne systemy lufowe, aby uzupełnić braki, zarówno w siłach inwazyjnych, jak i jednostkach, które przekazały tym pierwszym sprzęt. Podobnie jak z czołgami, czy jakimkolwiek ciężkim sprzętem wojskowym, jest on w różnym stanie technicznym. Rosjanom trochę zajmie przywrócenie go do sprawności, w przypadku tego, który leżał "pod chmurką" przez ostatnie lata, czy wręcz dekady. Dodatkowo Rosjanom potrzeba nowych luf, ponieważ te obecnie wykorzystywane w poszczególnych systemach artyleryjskich dość szybko się zużywają. Symbolem tego stanu rzeczy jest np. zdjęcie zniszczonej lufy w 2S7M, spowodowanej nadmiernym przegrzaniem się jej. Najpewniej będą one pozyskiwane z tych armatohaubic, które nie nadają się już do remontu. Pozyskanie przez Ukrainę nowych systemów artyleryjskich, o zasięgu przewyższającym większość rosyjskich odpowiedników, powoduje także większe straty Rosjan, które muszą uzupełniać. W przypadku utraty Goździków czy Akacji będzie to dość łatwe, gorzej w przypadku utraty takich systemów jak Nona-SWK czy 2S19 Msta-S.

Rosjanie w ramach odpowiedzi na coraz większą ilość Krabów, PzH 2000 czy Caesarów decydują się na ściąganie ze składów właśnie Pionów/Małek, które jako jedyne mogą je skontrować przy maksymalnej donośności systemów zachodnich (jeżeli mówimy o artylerii lufowej), oraz prowadzić ogień na dystansie zapewniającym względne bezpieczeństwo od ukraińskich Goździków, Akacji czy pozyskanych M109A3/A4. Na filmach z transportów kolejowych widzimy także 2S5 Hiacynty, które mogą wyrównać dysproporcje donośności, jednak kosztem zerowej ochrony załogi czy celnością ognia.

O ile w przypadku rosyjskich rezerw czołgów, wiele w miarę nowoczesnych maszyn jak T-80U znajdowało się w składnicach i ich przywrócenie do służby stanowi duże zwiększenie potencjału jednostek, do których trafią pojazdy, o tyle w przypadku AHS sprawa wygląda gorzej dla Rosjan. Poza około 150 2S19 Msta-S (obecnie pewnie znacznie mniej) nie ma najprawdopodbniej na składnicach nowoczesnych samobieżnych lufowych systemów artyleryjskich. Mogących być takim wzmocnieniem jak np. polskie Kraby w ukraińskiej artylerii. Nie oznacza to jednak, że Rosja ma w odwodzie tylko przestarzałe Goździki i Akacje, dalej posiada znaczą liczbę różnych systemów artyleryjskich, które mogą strzelać dalej niż np. podarowane Ukrainie M109 z Norwegii i Belgii. Przykładem takiego sprzętu są 2S5 czy 2S7, których Rosjanie mają mieć dalej w rezerwie odpowiednio 850 i 260, zatem więcej niż Ukraina miała wszystkich AHS. Donośność tego pierwszego można spokojnie porównywać z nowoczesnymi systemami zachodnimi, ale raczej tylko to. Przejdźmy zatem do szacunków dotyczących rosyjskich AHS znajdujących się w rezerwie sprzętowej.

Rodzaje i ilość samobieżnej artylerii lufowej znajdującej się w rezerwie:

2S1 Goździk 2000
2S3 Akacja 1000
2S4 Tulipan 390
2S5 Hiacynt 850
2S7 Pion 260
2S9 Nona 500
2S19 Msta-S 150

(...)

Donośność poszczególnych rodzajów samobieżnych lufowych systemów artyleryjskich w kilometrach :

2S1 Goździk 15,5-22
2S3 Akacja 18,5-24
2S4 Tulipan 9,5-20
2S5 Hiacynt 28-40
2S7 Małka 37,5-55,5
2S9 Nona 8,8-12,8
2S19 Msta-S 24-36
2S23 Nona-SWK 8,8-12,8
2S34 Chosta 7,2-14
2S35 Koalicja-SW 40-80?

(...)

defence24.pl

niedziela, 14 sierpnia 2022


"Ukraińskie oddziały ewakuowały się z Chersonia praktycznie bez walki". To twierdzenie wciąż krąży po mediach społecznościowych w Ukrainie. Prawda jest jednak taka, że choć od inwazji wojsk rosyjskich minęło już prawie pół roku, to zarówno w Ukrainie, jak i w światowej opinii publicznej niewiele wiadomo o tym, jak rzeczywiście wyglądały walki o to miasto na południu Ukrainy.

Wielu ludzi wciąż wierzy, że wojska rosyjskie wkroczyły do miasta w niemal paradnym stylu. Nie można z całą pewnością stwierdzić, co dokładnie wydarzyło się w tych dniach pod koniec lutego, ponieważ trudno jest niezależnie zweryfikować wydarzenia wojenne w czasie wojny, zwłaszcza w okupowanym regionie. Jednak żołnierze, którzy byli tam w tym czasie, przedstawiają inny obraz niż poddanie się bez walki.

Bohaterów Ukrainy z Chersonia, czyli ludzi, którzy otrzymali to najwyższe ukraińskie odznaczenie właśnie za walki w okolicach Chersonia w pierwszych dniach inwazji, jest w kraju niewielu. Porozmawialiśmy z jednym z nich, Dmytro Czawalakiem, dowódcą kompanii w 59. samodzielnej brygadzie piechoty zmotoryzowanej.

24 lutego jego jednostka walczyła z rosyjskimi spadochroniarzami, którzy zdobyli strategicznie ważny most na Dnieprze w Antoniówce koło Chersonia. Oddziałom ukraińskim groziło całkowite otoczenie. Czawalak poprowadził jednak swoją jednostkę do ataku i został za to odznaczony jako bohater.

Opowiada nam, co się wtedy wydarzyło — i jak ocenia sytuację na południu Ukrainy dzisiaj. Bo w międzyczasie sytuacja się zmieniła i może mieć decydujący wpływ na przebieg wojny.

Ale zacznijmy od początku.

Od początku lutego batalion Czawalaka stacjonował w okolicach Oleszek, po wschodniej stronie Dniepru, w obwodzie chersońskim. O wschodzie słońca 24 lutego nagle usłyszeli eksplozje rakiet i bomb. Młody ukraiński oficer mówi, że początkowo nie odebrał tych uderzeń jako ostrzału jego pozycji, ale raczej jako ponowną prowokację. Założył, że rosyjskie wojsko prowadzi chaotyczne ostrzały, by wywołać napięcie na południu Ukrainy i zmusić ją do wysłania dodatkowych oddziałów, których zabrakłoby na Donbasie.

Jak wielu innych obserwatorów, Czawalak zakładał, że inwazja będzie się koncentrować na wschodzie. Jednak kiedy dowiedział się o przebiciu się z Krymu rosyjskich wojsk, które szybko zmierzały w kierunku Chersonia, natychmiast zrozumiał, że to musi być wojna na dużą skalę. Porucznik dobrze wiedział, że po przełamaniu granicy administracyjnej między okupowanym Krymem a Ukrainą, Rosjanie mogli wybrać tylko jedną drogę do Chersonia: przez most w Antoniówce.

Gdyby Ukraińcy zdołali uprzedzić Rosjan i zabezpieczyli się na moście, mogliby zatrzymać napastników daleko od Chersonia. Kompania Czawalaka została tam wysłana właśnie w tym celu. Ale oddziały ukraińskie przybyły za późno. Rosjanie zdążyli już wprowadzić na most swoje siły desantowe z pomocą helikoptera. Gdy Ukraińcy chcieli wycofać się przez most na zachodni brzeg w kierunku Chersonia, zostali ostrzelani na podejściach z moździerzy i karabinów maszynowych.

Ukraińcom groziło całkowite okrążenie od strony wschodniej, ponieważ duża część wojsk rosyjskich ruszyła z Krymu i kontrolowała most w Antoniówce, jedyną drogę odwrotu. Aby uratować oddziały ukraińskie, most musiał zostać odbity. Do tej misji przydzielono kompanię czołgów i oddział Czawalaka.

Kompania czołgów rozpoczęła szturm na most i udało jej się zająć pozycję po drugiej stronie — choć z ofiarami. Kompania Czawalaka podążyła za nimi, by zabezpieczyć most. — Czołgiści dali nam osłonę — mówi porucznik. Rosyjscy spadochroniarze otworzyli ogień do oddziału Czawalaka, byli pierwsi ranni i zabici.

— Główny atak Rosjan był skierowany na naszych czołgistów — mówi Czawalak. — Wróg ostrzeliwał ich głównie pociskami przeciwpancernymi.

W ten sposób Rosjanom udało się zniszczyć ukraiński czołg. Ale kiedy oddział Czawalaka zaatakował, rosyjskie zapasy pocisków były już na wyczerpaniu. — Przez pierwsze 200 m wciąż byliśmy ostrzeliwani z moździerzy — mówi. — Ale gdy podeszliśmy bliżej, Rosjanie porzucili moździerze i uciekli.

Zajęcie mostu zajęło ukraińskiej piechocie kilka godzin. Okazało się, że rosyjscy spadochroniarze nie mieli doświadczenia bojowego, powiedział Czawalak. Popełnili błędy, które dla zawodowych żołnierzy są wręcz nie do pomyślenia: — Ustawili swoją technikę bezpośrednio na moście, czyniąc z niej łatwy cel, strzelając chaotycznie i nie dając sobie nawzajem żadnej osłony.

Po przerwie w walkach ukraińska piechota zajęła pozycje. Most autostradowy w Antoniówce przecina linia kolejowa — żołnierze Czawalaka postanowili zająć tam pozycje i w ten sposób osłaniać wycofywanie się pozostałej części brygady z Chersonia. Ta strategia pozwoliła Ukraińcom przejść przez most w sposób uporządkowany i z minimalnymi stratami, uciekając tym samym z okrążenia.

Sam Czawalak został ciężko ranny podczas walki. — Nagle poczułem ostry ból w okolicy pachwiny — opowiada. — To snajperzy strzelali do nas.

Na podstawie szybkości ognia zakłada, że było ich trzech. — Zdjęliśmy jednego z nich, znajdował się za znakiem gazowym przy stacji benzynowej. Pozostałych dwóch nie wykryliśmy — opowiada.

— Wszystko stało się szybko i z adrenaliną. Zemdlałem — mówi. Został przewieziony do szpitala w Chersoniu i poddany operacji. Kiedy się obudził, lekarze powiedzieli mu, że Chersoń został zajęty przez wojska rosyjskie.

Patrioci ukrywali Czawalaka przez trzy miesiące, aż mógł opuścić okupowane miasto. Dołączył do swojej jednostki, która do tego czasu wycofała się do Mikołajowa.

onwt.pl/Die Welt

Na początku sierpnia szef Międzynarodowej Agencji Energii Jądrowej Rafael Grossi powiedział, że elektrownia jądrowa w Zaporożu jest "całkowicie poza kontrolą". Co miał na myśli?

MAEA została utworzona w celu monitorowania traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Ich kontrola opiera się na trzech aspektach: rozliczaniu materiałów jądrowych, kontroli eksportu technologii oraz fizycznej ochronie materiałów jądrowych. Na terenie stacji są inspektorzy MAEA i monitoring online przemieszczania się materiałów jądrowych: kamery wideo nadające do centrali w Wiedniu. W elektrowni jądrowej Zaporoże transmisja internetowa została natychmiast po zakończeniu okupacji wyłączona. A monitoring był niedostępny przez dwa tygodnie. To może oznaczać kradzież materiałów jądrowych. Dlatego MAEA od marca nalega na wizytę w Zaporożu, ponieważ według Grossiego "wszystkie środki bezpieczeństwa jądrowego" zostały tam już naruszone.

Wspomniałaś o braku monitoringu i możliwej kradzieży. Co dokładnie mogło zostać skradzione?

Wiem, że zaraz po okupacji na stację weszli przedstawiciele Rosatomu wraz z wojskiem. Pierwszą rzeczą, jaką zrobili, było znalezienie dokumentacji technicznej dla zespołów rozpraszających ciepło Westinghouse. Eksperci i ja uważamy, że te zespoły mogły zostać skradzione, bo to technologie niedostępne w Rosji. Paliwo jest bardziej wydajne. Rosjanie mogliby zabrać je do Federacji Rosyjskiej na badania, a następnie odtworzyć. Nie jest to niebezpieczne z punktu widzenia działania stacji, ale jest kradzieżą własności intelektualnej. Powinno to być przedmiotem wielkiej troski MAEA, która liczy materiały jądrowe z dokładnością do każdego miligrama. I tutaj materiały nuklearne gdzieś zniknęły.

Jak niebezpieczna jest obecnie sytuacja na stacji? Czy ostatni ostrzał mógł uszkodzić stację? Czy ostrzał może spowodować wypadek?

To, co robi Rosja, to nuklearny szantaż Ukrainy i całego świata. Jakby byli tak szaleni, że mogą wszystko wysadzić w powietrze. Ale w rzeczywistości zamierzają ponownie podłączyć elektrownię Zaporoże do Krymu, gdzie zimą spodziewają się braku prądu. Zasadniczo chcą ukraść nam normalne stanowisko pracy. Ostatni ostrzał stacji nie uszkodził niczego krytycznego. Pierwsza rakieta dotarła do sieci elektroenergetycznych za granicą stacji. Drugi strzał trafił w stację azotowo-tlenową, która wytwarza wodór do chłodzenia turbogeneratorów. Ale tam wszystko szybko zgasło. Trzeci strzał trafił w magazyn, w którym znajdują się betonowe pojemniki, które pozostaną nienaruszone nawet po upadku samolotu. To oni pokazują nam, że są szaleni. Ale nie zrobią niczego, co mogłoby doprowadzić do wypadku, bo potrzebują tej elektrowni.

Ale czy może dojść na przykład do przypadkowego uderzenia rakietą? Wydaje się, że to bardzo niebezpieczna gra ogniowa…

Nad stacją znajduje się system obrony powietrznej.

onet.pl

Siły ukraińskie kontynuują wysiłki w celu zakłócenia rosyjskich naziemnych linii komunikacyjnych (GLOC), które wspierają siły rosyjskie na prawym brzegu Dniepru. 13 sierpnia siły ukraińskie ponownie uderzyły w most na zaporze Elektrowni Wodnej Kachowka (HPP), podobno uniemożliwiając korzystanie z mostu przez ciężkie pojazdy. Południowe Dowództwo Operacyjne Ukrainy poinformowało 10 sierpnia, że most na tamie Kachowka HPP nie nadaje się do użytku. Most ten był jedynym mostem drogowym, z którego mogły korzystać wojska rosyjskie po udanych próbach sił ukraińskich wyłączenia z eksploatacji drogowego mostu Antonowskiego. Brytyjskie Ministerstwo Obrony stwierdziło, że Rosjanie nie mają obecnie mostów nadających się do przewożenia ciężkiego sprzętu lub zaopatrzenia przez rzekę Dnipro w obwodzie chersońskim i muszą polegać głównie na promie pontonowym, który zbudowali w pobliżu mostu Antonowskiego. ISW nie może obecnie potwierdzić, czy siły rosyjskie mogą wykorzystywać kolejowy most Antonowski do uzupełnienia zaopatrzenia sił na prawym brzegu Dniepru. 

Siły rosyjskie nie mogą wspierać zmechanizowanych operacji na dużą skalę bez niezawodnego GLOC. Dostarczanie amunicji, paliwa i ciężkiego sprzętu wystarczającego do ofensywnych lub nawet operacji obronnych na dużą skalę promami pontonowymi lub samolotami jest niepraktyczne, jeśli nie niemożliwe. Jeśli siły ukraińskie zniszczyły wszystkie trzy mosty i mogą uniemożliwić Rosjanom przywrócenie któregokolwiek z nich do użytku przez dłuższy czas, to siły rosyjskie na zachodnim brzegu Dniepru prawdopodobnie stracą zdolność obrony przed nawet ograniczonymi kontratakami ukraińskimi.

Wskaźnikami degradacji dostaw rosyjskich w wyniku zakłócenia działania GLOC nad rzeką Dniepr byłyby: zaobserwowane niedobory paliwa i amunicji wśród sił rosyjskich w zachodnim obwodzie chersońskim; porzucone rosyjskie pojazdy; zmniejszenie intensywności i wreszcie zaprzestanie rosyjskich ataków naziemnych i artyleryjskich; prawdopodobnie zwiększona liczba rosyjskich grabieży; zwiększone doniesienia rosyjskich żołnierzy o niedoborach zaopatrzenia; wzrost liczby rosyjskich jeńców wojennych wziętych przez siły ukraińskie; oraz zaobserwowany brak nowych ciężkich maszyn transportowanych do zachodniego Chersonia. (...)

Ukraiński szef obwodu mikołajowskiego Witalij Kim poinformował, że nieokreślone rosyjskie jednostki dowodzenia wojskowego opuściły górny obwód chersoński i przeniosły się na lewy brzeg Dniepru, co sugeruje, że rosyjskie kierownictwo wojskowe jest zaniepokojone uwięzieniem po niewłaściwej stronie rzeki. Ukraiński doradca ministra spraw wewnętrznych Rostisław Smirnow stwierdził również, że Rosja rozmieściła 90% swoich powietrznych sił szturmowych (prawdopodobnie 90% rozmieszczonych na Ukrainie) w nieokreślonych miejscach na południu Ukrainy w celu wzmocnienia rosyjskiej obrony lub ewentualnie przygotowania rosyjskiej ofensywy. Nie jest jasne, czy wspomniane rosyjskie jednostki powietrznodesantowe są skoncentrowane wyłącznie w obwodzie chersońskim, czy też rozmieszczone są również w pobliżu Zaporoża. Wiadomo, że jednostki rosyjskiej 7. Dywizji Powietrznodesantowej działają w obwodzie chersońskim co najmniej od 10 sierpnia. Koncentracja rosyjskich sił powietrznodesantowych w zachodnim obwodzie chersońskim może wskazywać, że prawdopodobne są rosyjskie starania o użycie tych sił drogą powietrzną, jeśli nie będą w stanie powstrzymać Ukraińców lub przywrócić swoich GLOC. Siły powietrznodesantowe są oczywiście łatwiejsze do przemieszczania samolotami niż zwykłe siły zmechanizowane, chociaż próba przemieszczania takich wojsk może być dla Rosjan trudna i bardzo ryzykowna, biorąc pod uwagę ukraińskie ataki na lotniska w obwodzie chersońskim i niepowodzenie Rosji w zapewnieniu przewagi powietrznej.

Siły rosyjskie mogą zmienić priorytety zdobyczy w północno-wschodnim obwodzie donieckim, aby odwrócić uwagę od ukraińskich działań kontrofensywnych na południu Ukrainy. Siły rosyjskie pozornie ograniczyły działania ofensywne na wschód od Siwerska i przeprowadzały sporadyczne i ograniczone ataki naziemne, w dużym stopniu polegając na ostrzale artyleryjskim okolicznych osiedli od 6 sierpnia. Jednak od 11 sierpnia siły rosyjskie ponownie zwiększyły liczbę ograniczonych ataków naziemnych w rejonie Siverska. Ataki te, wraz z ciągłymi atakami w kierunku Bachmutu, mogą stanowić próbę ściągnięcia ukraińskiego sprzętu i personelu na linię Bachmut-Siwersk w północno-wschodnim obwodzie donieckim w celu odwrócenia uwagi Ukrainy od krytycznych obszarów na południu, gdzie wojska ukraińskie prowadzą skuteczne kontrataki i mogą stworzyć warunki do rozpoczęcia kontrofensywy. Siły rosyjskie mogą liczyć na odwrócenie uwagi zarówno taktycznej, jak i retorycznej od południa, aby złagodzić presję na własne operacje wzdłuż Osi Południowej. 

understandingwar.org

Aleksander (imię zmienione) spędził jedną trzecią swojego życia za kratkami — wyroki z artykułów o poważne lub bardzo poważne przestępstwa. Tym razem, jednak już kilka miesięcy po uwolnieniu, znalazł się na obrzeżach miasta Rubiżne w obwodzie ługańskim, pod ostrzałem ukraińskiej armii w ramach ochotniczego batalionu Achmat. Jego "delegacja" miała miejsce w marcu i kwietniu, w czasie gdy pod Siewierodonieckiem toczyły się jedne z najkrwawszych walk w Ukrainie.

— Rekrutację podpowiedział mi człowiek z FSB. Znam go od dziecka. Nasze drogi w pewnym momencie się rozeszły, ale po wyjściu na wolność pokazał mi link z napisem: "Tu jest nabór ochotników" — opowiada Aleksander.

Po zwolnieniu z kolonii karnej Aleksander otrzymał nadzór administracyjny. To rosyjski system ścisłej kontroli nad byłymi więźniami. Osoba może mieć zakaz wychodzenia w nocy, podróżowania poza wyznaczony teren lub uczestniczenia w wydarzeniach publicznych. Ponadto musi cały czas zgłaszać się na policję, a funkcjonariusze organów ścigania mogą legalnie prowadzić jej inwigilację. Według Aleksandra, z powodu nadzoru administracyjnego nie mógł pracować i utrzymywać starszej matki, więc postanowił wyjechać do Czeczenii, do Gudermesu.

W Gudermesie rosyjski Uniwersytet Sił Specjalnych szkoli ochotników z pułku Achmat na wojnę w Ukrainie. Jeśli masz doświadczenie w służbie w wojsku, ekspresowe szkolenie trwa 1-3 dni. Jeśli nie, to trwa to 7-10 dni. Wymagania wobec kandydatów są minimalne: wiek od 20 do 49 lat i sprawność fizyczna wystarczająca do wytrzymania codziennego marszu na dystansie siedmiu kilometrów w nieobciążonym ekwipunku.

— Moim głównym motywem udziału w wojnie było usunięcie nadzoru administracyjnego, abym mógł potem spokojnie żyć w tym kraju. Stworzyli mi nieznośne warunki życia z zakazem wychodzenia z domu w nocy, ciągłymi próbami aresztowania mnie na "24 godziny" i niemożnością pracy — wyjaśnia Aleksander. "Achmat" zapewnił go, że po wstąpieniu do armii, wszystkie jego problemy z państwem zostaną rozwiązywane. Władze Czeczenii mogą "wymazać" historię kryminalną dzięki porozumieniu z siłami bezpieczeństwa z innych regionów.

Nasz rozmówca spędził w Gudermesie 10 dni. Na "uniwersytecie" (prywatna organizacja powiązana z Fundacją Achmata Kadyrowa) uczą się trzymać i ładować pistolet podręczny, ćwiczą pozycje strzeleckie, awaryjną wymianę magazynków, rozmawiają o medycynie taktycznej i kartografii. Jednocześnie rekruci są testowani na "agresywność".

— Mierzyli agresywność w kategoriach praktycznych — patrzyli na osobę, jak zachowuje się w grupie i prowokowali ją. Gdyby okazał się "cielakiem", "workiem", czyli nie nadawał się na wojnę, to po prostu odsyłali go do domu — mówi Aleksander. Rekruterzy nie byli zbytnio zainteresowani jego stanem zdrowia — nasz rozmówca przeszedł rekrutację z wirusowym zapaleniem wątroby typu C, w jego jednostce szkoleniowej był człowiek z epilepsją.

Na "absolwentów" Gudermesu składali się ludzie o różnym pochodzeniu: "wagnerowcy", policjanci z OMON-u i byli skazańcy. Co trzeci ochotnik był byłym więźniem, z usuniętą lub "zawieszoną" kartoteką kryminalną.

— Po 10 dniach wysłali nas samolotem przez DRL do Siewerodoniecka. Dostaliśmy po 300 tys. rubli (22 tys. zł). Musieliśmy sami kupić wojskowe buty i kamizelki (koszt ok. 50 tys. rubli). Niektórzy nie chcieli wydawać pieniędzy, brali buty i kamizelki bezpośrednio od "ukropów" (jedno z pogardliwych określeń Ukraińców, używane przez Rosjan), gdy zajmowali ich stanowiska — relacjonuje.

— Był też problem z łącznością — dali nam tanie krótkofalówki z Aliexpress. Do rozmów "Achmata" nagle dołączali Czeczeni z batalionu szejka Mansura. Słychać było, jak dyskutują o jakichś swoich sprawach po czeczeńsku — mówi.

Według naszego rozmówcy, podczas walk o Siewierodonieck, w oddziałach ochotniczych brakowało normalnej łączności z regularną armią. W efekcie dochodziło zarówno do przypadkowego ostrzału swoich, jak i rozbieżności w działaniach z "milicją ludową" tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych. Zmobilizowanych rekrutów z nieuznawanych republik często trzeba było "odrywać" od zajmowanych pozycji i zmuszać do walki — wspomina. — To są nauczyciele, kierownicy, oni wszyscy są przerażeni — mówi.

Około 20 maja "Achmat" wkroczył do miejscowości Rubiżne. Do tego czasu przy życiu pozostała już tylko około jedna trzecia oddziału. —Prawie wszyscy zostali zmieceni, ja sam cudem wydostałem się ze strefy walk. Wydawało się, że po prostu rzucono nas tam jako mięso armatnie, za każdym razem szły "trzysetki" i "dwusetki" (chodzi o "ładunek 200" — określenie stosowane w ZSRR, a następnie w krajach poradzieckich w stosunku do transportu ciała zabitego i "ładunek 300" — rannego) — mówi były najemnik. — Ogólnie rzecz biorąc, "Achmat" traktuje Słowian, czyli mówiąc wprost — nie-Czeczenów — jako mięso armatnie.

Według Aleksandra, do oczyszczenia przejścia do Siewierodoniecka, czyli do szturmu na umocnione pozycje wroga, rzucono głównie nieczeczeńskich ochotników. On sam, mający czeczeńskie korzenie, nie dostał się do jednego z najkrwawszych wypadów bojowych — dowództwo zostawiło go na tyłach, dobierając bojowników na podstawie przynależności etnicznej.

W końcu Aleksander decyduje się na dezercję, zabierając ze sobą na pamiątkę kilka granatów, i ukrywa się w Rosji. Aby opowiedzieć swoją historię, dzwoni w nocy, czasem mocno pijany — obrażenia nie pozwalają mu zasnąć, a on sam boi się wizyt u lekarzy po tym, jak samowolnie opuścił strefę wojny.

— Nie wiem, co robić, bracie. W więzieniu specjalnie zarazili mnie żółtaczką, jest bardzo źle. Mam nadzieję, że to nie marskość wątroby — skarżył się Alexander, u którego wykryto zakażenie po przejściu operacji w Federalnym Zakładzie Karnym. — Gdzie pójdę pracować z nadzorem tutaj w regionie? Jestem jak ktoś z marginesu, jak włóczęga. Dostałem cynk, że Czeczeni też interesują się, gdzie jestem. Mam to już w dupie, pójdę i będę wymuszał haracze od dilerów narkotyków, mam to w dupie, nie chcę już dłużej żyć w ten sposób. Mam w domu F-1 [granat], postraszę ich. Jeśli mnie zamkną, to wyjdę. Poproszę o nagranie podczas procesu, opublikujesz to?

Ze względu na dezercję, Aleksander nigdy nie był w stanie rozwiązać swoich problemów prawnych za pośrednictwem "Achmata". W związku z tym nie otrzymał również drugiej części zapłaty — kolejnych 300 tys. rubli. Jednak były najemnik i tak nie podpisał żadnych umów z władzami Czeczenii.

onet.pl

sobota, 13 sierpnia 2022


W ostatnim tygodniu w rejonie konfliktu karabaskiego doszło do kolejnego zaostrzenia sytuacji. 3 sierpnia w wymianie ognia zginął azerbejdżański żołnierz, a następnie – podczas podjętej przez Baku operacji odwetowej – dwóch żołnierzy nieuznanej Republiki Górskiego Karabachu (ok. 20 zostało rannych). Siły azerbejdżańskie miały też zająć trzy strategicznie ważne wzniesienia. W następnych dniach nadal dochodziło do ostrzałów, lecz ich intensywność stopniowo malała: 4 sierpnia pozycje azerbejdżańskie miały być ostrzelane 12 razy, zaś 7 sierpnia – 10 (strona ormiańska – zarówno Erywań, jak i separatyści – zaprzeczyła, że prowadziła ogień). Równolegle miały miejsce konsultacje przywódców Armenii i Azerbejdżanu z przewodniczącym Rady Europejskiej oraz sekretarzem stanu USA (armeński premier rozmawiał dodatkowo z prezydentem Rosji).

Komentarz

Ostatnia eskalacja napięcia w Górskim Karabachu była najpoważniejszą od marca br. Wówczas siły azerbejdżańskie zajęły wieś na pograniczu parapaństwa oraz dawnych tzw. terenów okupowanych (szeroki pas ziemi wokół niego, kontrolowany do wojny w 2020 r. przez Ormian), a w wyniku działań zbrojnych zginęło trzech ormiańskich żołnierzy. Jakkolwiek nie można wykluczyć, że za obecnym zaognieniem sytuacji stali miejscowi Ormianie (chcący w ten sposób zmusić Erywań do bardziej stanowczej postawy wobec Baku w kwestii statusu Karabachu) lub rosyjskie siły pokojowe (dążące do wywołania kryzysu, aby pokazać swoją niezbędność), to najprawdopodobniej sprowokowało ją – podobnie jak w marcu – Baku. Motywem mogło być zniecierpliwienie brakiem postępów w realizacji kluczowych dla niego postanowień zawartych w dokumencie rozejmowym z 9/10 listopada 2020 r. Chodzi głównie o odblokowanie biegnącego przez Armenię szlaku łączącego terytorium Azerbejdżanu z jego eksklawą – Nachiczewanem – i dalej z Turcją, ale też o wycofanie z karabaskiego parapaństwa formacji zbrojnych Armenii. Generowanie napięć to z jednej strony forma nacisku na Erywań i pośredników (Rosję, UE), a z drugiej – pokaz siły. Nie bez znaczenia dla Baku jest też umacnianie w Górskim Karabachu swoich pozycji, w tym ustanawianie nowych posterunków. Należy przypuszczać, że jeżeli w najbliższym czasie obie strony nie dojdą do porozumienia przynajmniej w części spornych kwestii, to będą miały miejsce kolejne eskalacje, co dodatkowo wiąże się z dyskredytacją rozlokowanych w strefie konfliktu rosyjskich sił pokojowych, które nie są w stanie im zapobiegać.

Paradoksalnie – mimo zaostrzenia sytuacji – zawarcie porozumienia armeńsko-azerbejdżańskiego wydaje się obecnie bardziej prawdopodobne niż kiedykolwiek wcześniej, a sygnałem wskazującym na zaawansowany etap rozmów pokojowych było bezpośrednie spotkanie szefów dyplomacji obu państw, do którego doszło 16 lipca w Tbilisi. Na drodze do ugody może jednak stanąć wewnątrzormiański konflikt pomiędzy ekipą Nikola Paszyniana, który doszedł do władzy w wyniku rewolucji wiosną 2018 r., a dawną elitą, odsuniętą przez niego w Armenii, ale nadal rządzącą w Górskim Karabachu. Mając za sobą demokratyczny mandat – w 2021 r. ugrupowanie Paszyniana zdecydowanie zwyciężyło w przedterminowych wyborach parlamentarnych – premier wydaje się gotów do zawarcia pokoju z Azerbejdżanem i normalizacji relacji z Turcją. To pierwsze zadeklarował expressis verbis w parlamentarnym wystąpieniu w kwietniu br. (zob. Radykalny zwrot w karabaskiej polityce Erywania). Nie wiadomo jednak, czy podjęte przez niego ewentualne zobowiązania zostaną zaakceptowane przez związany z byłymi armeńskimi prezydentami – Robertem Koczarianem i Serżem Sarkisjanem – separatystyczny rząd w Stepanakercie (az. Chankendi, Xankəndi) oraz wpływowe kręgi ormiańskiej diaspory. W tej sytuacji Paszynian – niemogący liczyć na tradycyjnie wspierającą Armenię Moskwę, która nie jest mu przychylna, a w związku z agresją na Ukrainę nie poświęca Kaukazowi szczególnej uwagi – podejmuje różnego rodzaju inicjatywy międzynarodowe, starając się doprowadzić do pojawienia się „okna możliwości”, gdy zawarcie porozumienia będzie realne.

Przejawem wspomnianej aktywności premiera Armenii stała się jego rozmowa telefoniczna z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoğanem (11 lipca). Wpisuje się ona w proces gwałtownej intensyfikacji kontaktów, które państwa regionu kaspijskiego (Kaukazu Południowego i Azji Centralnej) podejmują w ostatnich tygodniach zarówno między sobą, jak i z innymi graczami, m.in. właśnie z Ankarą oraz z UE. Wśród licznych inicjatyw można wymienić: nowy format AUT (Azerbejdżan, Uzbekistan, Turcja – 2 sierpnia w Taszkencie odbyło się pierwsze spotkanie szefów dyplomacji tych państw oraz ministrów odpowiedzialnych w nich za gospodarkę i transport); lipcowe wizyty premiera Gruzji w Uzbekistanie, Turkmenistanie i Kazachstanie; memorandum o strategicznym partnerstwie w dziedzinie energii pomiędzy UE i Azerbejdżanem, podpisane 18 lipca w Baku; parafowanie uzbecko-unijnego porozumienia o rozszerzonym partnerstwie i współpracy (Bruksela, 6 lipca). Wspólnym mianownikiem większości z nich są projekty mające rozwinąć istniejącą lub stworzyć nową infrastrukturę równoleżnikowych połączeń transportowych i energetycznych, ale też politycznych, flankujących Rosję. Ma to bezpośredni związek z nałożonymi na Moskwę zachodnimi sankcjami (i rosyjskimi kontrsankcjami), które zmieniają komunikacyjną mapę Eurazji, a w wymiarze politycznym – z postępującą erozją dotychczasowego porządku regionalnego, w którym Moskwa zachowywała pozycję głównego gracza, a także pełniła funkcję stabilizatora i gwaranta bezpieczeństwa.

osw.waw.pl

piątek, 12 sierpnia 2022


Intensywne walki trwają właściwie tylko w dwóch rejonach Donbasu. To ciąg dalszy tego samego, co Rosjanie robią już od kwietnia. Wojna w stylu tej pierwszej światowej. Zmasowane użycie artylerii i ponawiane ataki na ukraińskie linie obronne, najczęściej prowadzone przez kilka czołgów i transporterów opancerzonych. Bo zwykłej piechoty Rosjanom niezmiennie brakuje. Z relacji żołnierzy po obu stronach wynika, że swoich karabinków prawie nie używają. Rany postrzałowe to wielka rzadkość. Niemal wszyscy zabici i ranni to ofiary artylerii. Najcenniejszym sprzętem obsługiwanym przez jednego człowieka stały się niewielkie cywilne drony, które służą do wyszukiwania pozycji przeciwnika i naprowadzania na nie ostrzału.

Starcia tego rodzaju toczą się obecnie głównie na wschodniej krawędzi kontrolowanego przez Ukraińców Donbasu. Na wspominanej już wielokrotnie linii Siewiersk-Bachmut, gdzie Ukraińcy wycofali się na przełomie czerwca i lipca po utracie Siewierodoniecka oraz Lisiczańska dalej na wschód. Rosjanie na razie nie są w stanie zdecydowanie przełamać ukraińskiej obrony. Jednak w wielu miejscach systematycznie spychają Ukraińców na zachód. Nie są to wielkie sukcesy, a raczej wioska/miasteczko na tydzień, ale są. Po ponad miesiącu walk Rosjanie dotarli do przedmieść Soledaru, miasta pomiędzy Siewierskiem i Bachmutem, stanowiącego ważny punkt na linii obrony. Są też zaledwie kilka kilometrów od tego drugiego. Relatywnie najgorzej idzie im na północy, w rejonie Siewierska. Na samym południ zajęli miejscowość Nowoługańskie i pobliską elektrownię.

Choć nie da się zaprzeczyć, że widać postępy Rosjan w tym rejonie, to zawsze jest pytanie, jaką płacą za nie cenę. Kilkanaście kilometrów w tę czy w tamtą o losie wojny nie przesądzi. Wykrwawienie oddziałów i utrata przez nie zdolności bojowej to już co innego, bo ze względu na brak mobilizacji Rosjanom trudno uzupełniać straty.

Przykładem najprawdopodobniej zbyt kosztownej ofensywy jest to, co dzieje się w rejonie Awdiejewki. To południowo-zachodni odcinek frontu donbaskiego. Tam, gdzie ukraińskie pozycje są najbliższe Doniecka. Siły rosyjskie atakują tam wyjątkowo zacięcie od początku miesiąca. Głównie przy użyciu tak zwanych donieckich separatystów. Straty po obu stronach mają być bardzo poważne, jednak po pierwszym zaskoczeniu Ukraińcy mieli podciągnąć posiłki i artylerię, istotnie utrudniając działanie Rosjanom. Tym po prawie dwóch tygodniach ciężkich walk udało się zająć około połowy niewielkiej wioski Piski, położonej na południe od Awdiejewki. Wzięli też trochę terenu na północ od tej silnej ukraińskiej pozycji. Są to jednak minimalne postępy liczone w setkach metrów, za które strona rosyjska zapłaciła już co najmniej setkami zabitych oraz rannych.

Pokaźne straty w szeregach donbaskiej i ługańskiej milicji (formalna nazwa dla dowodzonych przez Rosjan oddziałów sformowanych z mieszkańców terenów okupowanych Donbasu) zmuszają do organizowania łapanek rekrutów. Proces ten dzieje się już od początku wojny, jednak w sierpniu zaczęła się kolejna fala tak zwanego poboru. Mężczyźni wyglądający na zdatnych do służby są łapani na ulicach, w sklepach i siłą wcielani do milicji. Separatystyczni blogerzy piszą, że do oddziałów trafiają nawet rekonwalescenci z wcześniejszych walk, którzy nadal mają opatrunki i nie są sprawni. Czasem nawet osoby z zakładów psychiatrycznych. Wyposażenie regularnie otrzymują z najgłębszych czeluści poradzieckich magazynów mobilizacyjnych, gdzie leżało od czasów Stalina. Tacy "żołnierze" po może dwóch tygodniach szkolenia są pchani na ufortyfikowane ukraińskie pozycje. Praktyka typowo radziecka. Efekty łatwe do przewidzenia. Horrendalne straty, choć czasem przekładające się na postępy wobec wyczerpania ukraińskich obrońców.

W Donbasie jest jeszcze jeden obszar, gdzie prowadzone są jakieś działania. To na południe od wiele razy wspominanego Izium, będącego dla Rosjan bramą do Donbasu od północy. Wiosną to tam było najsilniejsze zgrupowanie rosyjskiego wojska, które próbowało okrążyć całe donbaskie siły Ukraińców. Nie zdołało jednak pokonać więcej niż 10 km i ugrzęzło. Teraz Rosjanie wycofali stamtąd większość sił i skierowali na południe Ukrainy. Ukraińcy to wykorzystują i nieco poprawiają przebieg linii frontu na swoją korzyść. Zajęli kilka wiosek. /.../

Dalej na północ w rejonie Charkowa sytuacja zmieniła się tylko w jednym miejscu. Rosjanie podjęli próbę lokalnego uderzenia na miejscowość Husariwka. Jak twierdzą Ukraińcy, na razie bez sukcesu. Husariwka blokuje wylot z przeprawy przez rzekę Doniec i zaplecze ukraińskich oddziałów w rejonie Izium. W rejonie samego Charkowa niezmiennie mają miejsce tylko niewielkie lokalne potyczki i wzajemny ostrzał artyleryjski.

gazeta.pl

Wojska rosyjskie kontynuują próby przejęcia kontroli nad pozostałą częścią obwodu donieckiego dokonując natarcia w kierunku Słowiańska, Bachmutu i Awdijiwki. Siły agresora bez powodzenia próbowały przerwać ukraińskie linie obrony w okolicach miejscowości Bohorodyczne na północ od Słowiańska, walki trwają na wschód od Siewierska (ok. 40 km na wschód od Słowiańska). Rosjanie mieli także zająć miejscowość Werszyna i szturmować miejscowości położone na północnym i południowym wschodzie od Bachmutu. Zaciekłe boje są kontynuowane na kierunku Awdijika  –  Mineralne – Spartak – Pisky – Krasnohoriwka, a także w okolicach miejscowości Marjinka – Pawliwka – Szewczenko na północny i południowy zachód od Doniecka.

Równocześnie siły rosyjskie prowadzą nieudane natarcia na terenach przygranicznych w obwodzie charkowskim (Weterynarne i Udy). Niepowodzeniem zakończyły się także próby przełamania linii obrońców na obszarze Bajrak – Husariwka. Regularnie ponawiane natarcia w obwodzie charkowskim mają na celu związanie sił ukraińskich na północno-wschodnim teatrze działań wojennych. Armia ukraińska miała unieszkodliwić rosyjskie grupy wywiadowczo-dywersyjne operujące w okolicach Wełykiej Nowosiłki i Werbiwki w pobliżu granicy obwodów dniepropietrowskiego, zaporoskiego i donieckiego. Rosjanie dokonują nieustannych intensywnych ostrzałów artyleryjskich, rakietowych i lotniczych Charkowa, obszarów przygranicznych obwodów sumskiego i czernichowskiego oraz kontrolowanej przez Kijów części obwodu donieckiego. Na południowym odcinku frontu siły agresora nie prowadziły działań ofensywnych ograniczając się do intensywnych ostrzałów obiektów cywilnych i wojskowych na całej linii styczności, w tym dużych aglomeracji miejskich (Nikopol, Mikołajów, Dniepr, Zaporoże, Odessa).

Siły ukraińskie dokonały udanych ataków na rosyjskie składy i obiekty wojskowe w Melitopolu, Berysławiu i Kyryliwce, a także infrastrukturę drogową (m.in. most na Dnieprze przy elektrowni wodnej w Nowej Kachowce i most w Czongarze łączący Krym z pozostałą częścią Ukrainy). W bazie lotniczej w Fedoriwce na Krymie w wyniku wybuchów składów amunicji doszło do zniszczenia co najmniej dziewięciu samolotów. Do eksplozji doszło także w bazie wojskowej w miejscowości Dołgoprudnyj pod Moskwą, lotnisku wykorzystywanym przez siły rosyjskie w Ziabrauce na Białorusi oraz bazie paliwowej w Jejsku nad Morzem Azowskim.

Główny Zarząd Wywiadu Ukrainy potwierdził przybycie na Ukrainę oddziałów tzw. Grupy Wagnera złożonej z osób rekrutowanych w rosyjskich więzieniach. Werbunkiem w zakładach penitencjarnych miał zajmować się osobiście szef tej prywatnej firmy wojskowej Jewgienij Prigożyn obiecując amnestię w zamian za co najmniej półroczny udział w wojnie. Według rosyjskich mediów zgłosić miało się ponad tysiąc ochotników.

Stany Zjednoczone ogłosiły przekazanie Ukrainie kolejnej pomocy wojskowej o wartości 1 mld USD. Jak poinformował podsekretarz obrony Colin Kahl w osiemnastym, największym jak dotąd, pakiecie wsparcia wojskowego Kijów otrzyma pociski dla systemów artylerii rakietowej HIMARS, 75 tysięcy sztuk amunicji artyleryjskiej kalibru 155 mm, 20 moździerzy kalibru 120 mm wraz z 20 tys. pocisków, pociski AMRAAM, tysiąc zestawów przeciwpancernych Javelin i setki przeciwpancernych granatników AT4, 50 karetek pancernych, miny przeciwpiechotne Claymore, materiały wybuchowe i sprzęt medyczny. Ponadto departament stanu USA zatwierdził wyasygnowanie 89 mln USD na wsparcie rozminowywania. Zapewni to sfinansowanie wyposażenia 100 zespołów rozminowania, które przez najbliższy rok będą pracować „na terenach o największym zagrożeniu”.

Dania, Szwecja i Finlandia wyślą odpowiednio 130, 120 i 20 instruktorów wojskowych, którzy wezmą udział w szkoleniach ukraińskich żołnierzy na poligonach w Wielkiej Brytanii. Ćwiczenia odbędą się w ramach zainicjowanego przez premiera Borysa Johnsona programu szkoleniowego dla 10 tys. ukraińskich wojskowych w systemie rotacyjnym trwającym 120 dni. Wcześniej do programu dołączyła Kanada wysyłając 225 instruktorów.

Doradca szefa Biura Prezydenta Ukrainy Mychajło Podolak stwierdził, że wszystkie publiczne komentarze o ewentualnej kontrofensywie sił ukraińskich na kierunku południowym są częścią operacji informacyjno-psychologicznej w celu zdemoralizowani rosyjskiej armii, zaś minister obrony Ołeksij Reznikow oświadczył, że władze nie anonsowały kontrofensywy na Chersońszczyźnie. Jednocześnie jeden z dowódców sił ukraińskich w Mikołajowie generał Dmytro Marczenko stwierdził, że liczy na to, że do końca roku siły ukraińskie zdołają wyzwolić Chersoń, choć uzależnił to od skali zachodniej pomocy wojskowej. Według niego wsparcie napływa małymi partiami, co bardzo utrudnia zorganizowanie kontrofensywy.

Ambasador Ukrainy w Turcji Wasyl Bodnar poinformował, że realizując podpisane w lutym porozumienie producent bezzałogowych statków powietrznych Bayraktar zarejestrował działalność gospodarczą na Ukrainie i nabył działkę pod budowę zakładu produkcyjnego. Strona ukraińska jest przekonana, że do produkcji bezpilotowców będą wykorzystane krajowe komponenty, takie jak silniki czy podwozia. Według wstępnych założeń produkcja dronów szturmowych na Ukrainie ruszy w drugiej połowie 2023 r. Zapowiedź rozpoczęcia budowy zakładów spotkała się z ostrą reakcją Kremla. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zagroził, że jeśli fabryka bezpilotowców powstanie, to natychmiast zostanie „zdemilitaryzowana”.

Na okupowanych terenach obwodów chersońskiego i zaporoskiego rosyjskie władze kontynuują represję i zastraszanie ludności. Okupanci grożą przedstawicielom lokalnego biznesu nacjonalizacją przedsiębiorstw w przypadku odrzucenia przyjęcia rosyjskiego paszportu i ponownej rejestracji firmy zgodnie z rosyjskimi przepisami. Zapowiedziano, że wprowadzenie miesięcznego podatku w wysokości 5 tys. rubli (ok. 370 zł) od każdego samochodu wykorzystywanego przez biznesmenów, co ma przyśpieszyć wprowadzanie do obiegu rosyjskiej waluty. Swoją działalność rozpoczęły struktury Państwowej Inspekcji Ruchu Drogowego MSW Rosji, które zajmą się zadekretowaną wymianą praw jazdy i tablic rejestracyjnych na obowiązujące w Rosji. Osoby, które nie legitymują się rosyjskim paszportem otrzymają jedynie tymczasowe prawa jazdy i tablice rejestracyjne.

Przygotowania do tzw. referendów na terenach okupowanych wskazują na duży chaos organizacyjny. 8 sierpnia szef rosyjskiej administracji obwodu zaporoskiego Jewhen Bałycki na spotkaniu stworzonej przez okupantów organizacji „Jesteśmy z Rosją” poinformował, że podpisał dekret o przeprowadzeniu tzw. referendum w sprawie przyłączenia regionu do Federacji Rosyjskiej dodając, że decyzja mieszkańców powinna dotyczyć całego obwodu. Jednocześnie w dokumencie nie podano jego daty. Rosjanie przyznali też, że nie są w stanie stworzyć wystarczającej ilości „lokali wyborczych” ze względu na istniejące „zagrożenie terrorystyczne”. Z tego względu planowane jest obowiązkowe głosowanie w miejscu zamieszkania przy wykorzystaniu mobilnych urn; rozważana jest również możliwość głosowania elektronicznego. W Melitopolu ukraińscy dywersanci zniszczyły siedzibę partii „Jedna Rosja, gdzie trwały przygotowania do pseudoreferendum na Zaporożu. Obecnie pod okupacją znajduje się ok. 70% terytorium obwodu zaporoskiego, jednak pod kontrolą Ukrainy pozostaje miasto Zaporoże, w którym mieszka prawie połowa ludności regionu.

Prokurator Generalny Ukrainy Andrij Kostin przeprowadził spotkanie z szefami prokuratur regionalnych i szefami wydziałów Prokuratury Generalnej. Jego zdaniem podstawowym zadaniem jest ściganie sprawców zbrodni wojennych, zdrady państwa, kolaboracji i wszystkich, którzy okazują pomoc agresorowi. Kostin zwrócił również uwagę, że stosowne organy powinny zbadać fakty defraudacji środków budżetowych, przeznaczonych na odbudowę zniszczonej infrastruktury czy zagarnięcia pomocy humanitarnej.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy poinformowała o zatrzymaniu w Kijowie współpracowników rosyjskich służb specjalnych planujących zorganizowanie zamachów na ministra obrony Ołeksija Reznikowa i szefa wywiadu wojskowego Kyryła Budanowa. Za zamordowanie każdego z nich obiecano od 100 do 150 tysięcy USD. Według materiałów śledztwa zatrzymany został mieszkaniec obwodu ługańskiego, który od 2014 r. brał udział w działaniach wojennych po stronie rosyjskiej. SBU podkreśla, że rosyjskie służby specjalne planowały zlecić dalsze zabójstwa wyższych oficerów sił ukraińskich i urzędników państwowych. Służba w ramach operacji kontrwywiadowczej zatrzymała także funkcjonariusza zarządu obwodowego SBU w Charkowie, który wykorzystując komunikatory internetowe przekazywał informacje wywiadowcze na temat Sił Zbrojnych Ukrainy, służb specjalnych i plany rozmieszczenia sprzętu wojskowego. Pełniący obowiązki szefa SBU Wasyl Maluk zapowiedział, że oczyszczenie służby z osób współpracujących z Rosjanami jest zadaniem priorytetowym.

W lipcu eksport ukraińskiej produkcji rolnej (zbóż, olejów i roślin oleistych) wyniósł 2,7 mln ton i wzrósł o 22,7% w porównaniu do poprzedniego miesiąca. Najwięcej sprzedano kukurydzy (1,1 mln ton), pszenicy (412 tys. ton, ponad trzykrotny wzrost w stosunku do czerwca br.), jęczmienia (183 tys. ton), słonecznika (362 tys. ton) i oleju słonecznikowego (309 tys. ton). Wg ministerstwa rolnictwa Ukraina do końca roku oczekuje uzyskać 20 mld USD z eksportu produkcji rolnej, jednak warunkiem będzie funkcjonowanie zielonego korytarza z trzech portów czarnomorskich, przez który od 1 do 9 sierpnia udało się wywieźć 370 tys. ton produkcji. Ministerstwo szacuje, że wskutek rosyjskiej agresji wartość eksportu produkcji rolnej w okresie marzec-czerwiec była o 40% mniejsza niż w analogicznym okresie ub.r. (odpowiednio 4,4 mld USD i 7,4 mld USD).

Wg Państwowego Komitetu Statystyki Ukrainy inflacja w lipcu wyniosła 22,2%. Najbardziej podrożały paliwa (77,7%), transport drogowy (37,2%) oraz żywność i napoje (28,9%). Najmniej wzrosły ceny na usługi komunalne (3,6%), co wynika z wprowadzonego moratorium na podwyżki taryf dla ludności na okres obowiązywania stanu wojennego. Narodowy Bank Ukrainy prognozuje, że inflacja w 2022 r. wyniesie 30%.

Szef Enerhoatomu (operatora elektrowni jądrowych) Petro Kotin poinformował o rosyjskich planach przyłączenia elektrowni i sieci elektroenergetycznych na okupowanych terenach południa Ukrainy do sieci Federacji rosyjskiej. W tym celu Rosjanie mieli wyremontować linię wysokiego napięcia pomiędzy obwodem chersońskim i Krymem. Według Kotina Rosjanie zamierzają wyłączyć wszystkie elektrownie (w tym Zaporoską Elektrownię Atomową w Enerhodarze), a później stopniowo przyłączyć je do sieci na Krymie.

Wg ministerstwa finansów deficyt budżetu w lipcu wyniósł 4 mld hrywien (ok. 110 mln USD), podczas gdy w czerwcu sięgał on 144 mld hrywien (3,9 mld USD). W porównaniu do poprzedniego miesiąca dochody zwiększyły się na 58%, a wydatki spadły o 27%. Blisko połowa wpływów do budżetu pochodziła z zagranicznej pomocy finansowej w formie grantów.

Komentarz:

Pożar bazy lotniczej Saky w Nowofedoriwce na Krymie, położonej 225 km od linii frontu. wznowił spekulacje odnośnie zapowiadanej od dłuższego czasu przez Kijów kontrofensywy na południu. Pomimo, że wciąż nie są znane bezpośrednie przyczyny eksplozji, to nie można wykluczyć ukraińskich działań dywersyjnych, Brakuje także potwierdzonych informacji, by Ukraina dysponowała rakietami skutecznie rażącymi cele położone w takim oddaleniu. Przeprowadzenie zakrojonej na duża skalę kontrofensywy na południu będzie możliwe dopiero po wystarczającym nasyceniu jednostek uzbrojeniem artyleryjskim, co jest uzależnione od zwiększenia dostaw zachodniego uzbrojenia. Nie oznacza to jednak, że siły ukraińskie zaniechają utrzymywania zwiększonej aktywności militarnej w regionie, gdyż jej celem jest zmuszenia Rosjan do przegrupowywania wojsk i angażowania kolejnych jednostek zajmujących pozycje obronne. Rozpowszechnianie informacje o zbliżającej się ofensywie są elementem ukraińskiej wojny psychologicznej mającej wpłynąć na obniżenie morale wojsk rosyjskich i dezorganizację działań władz okupacyjnych zamierzających przeprowadzić tzw. referenda, będące pretekstem do aneksji zajętych terytoriów przez Rosję.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy i Prokuratura Generalna intensyfikują działania na rzecz ujawniania współpracowników rosyjskich służb i osób zamieszanych w proceder sprzeniewierzania środków finansowych oraz dóbr materialnych pochodzących z pomocy humanitarnej. Wzmożona aktywność jest konsekwencją niedawnych dymisji szefów tych instytucji. Wyznaczeni przez prezydenta nowi zwierzchnicy chcą wykazać się skutecznością i bezkompromisowością w działaniach mających poprawić stan bezpieczeństwa państwa, również poprzez weryfikację podległych im pracowników i funkcjonariuszy. Działania prokuratury, która ma się zająć nieprawidłowościami w sferze redystrybucji towarów i środków finansowych, świadczy o rosnącej skali przestępczości gospodarczej podważającej skuteczność władz w zarządzaniu krajem w stanie wojny.

Zaporoska Elektrownia Atomowa jest największym tego typu obiektem w Europie (6 bloków energetycznych o sumarycznej mocy 6 GW). Choć od 1 marca znajduje się pod kontrolą wojsk rosyjskich, to dotychczas pracuje w niej ukraiński personel i jest połączona z unijnym systemem ENTSO-E, do którego Ukraina przystąpiła w marcu. Jeśli rzeczywiście dojdzie do przyłączenia elektrowni do sieci rosyjskiej, bądź tylko samego wyłączenia Zaporoskiej Elektrowni (zaopatruje trzy duże ośrodki przemysłowe – Dniepr, Zaporoże i Krzywy Róg), spowoduje to deficyt energii elektrycznej na Ukrainie w sezonie grzewczym i w konsekwencji konieczność importu prądu z UE.

Zaskakująco dobre wyniki budżetowe w lipcu wynikają przede wszystkim z rekordowej wartości międzynarodowej pomocy finansowej w postaci bezzwrotnych pożyczek – 80,4 mld hrywien (2,2 mld USD). Jest to suma większa niż otrzymana przez Kijów od 24 lutego do czerwca  (79,6 mld hrywien, czyli 2,17 mld USD). Drugą istotną przyczyną było przywrócenie opodatkowania na towary importowane, w szczególności auta osobowe. Zmniejszenie wydatków budżetowych jest z kolei spowodowane ograniczeniem zwrotu podatku VAT dla eksporterów.

osw.waw.pl

czwartek, 11 sierpnia 2022


Rosyjski niezależny serwis The Insider uzyskał dostęp do skarg kierowanych do rosyjskiej prokuratury wojskowej przez krewnych rosyjskich żołnierzy walczących w Ukrainie, samych żołnierzy oraz osób poszkodowanych przez nich w strefie działań wojennych. Serwis opublikował kilkadziesiąt wiadomości w całości. Rosjanie skarżą się w nich, że rosyjski MON wysyła żołnierzy na wojnę podstępem i przymusem, nie zapewniając im wyżywienia i opieki medycznej oraz nie przekazując krewnym informacji o jeńcach i zmarłych.

Skargi te pokazują prawdziwy obraz przygotowania rosyjskiej armii do inwazji oraz mówią bardzo wiele o stanie ducha samych żołnierzy oraz ich rodzin. Oto niektóre z tych skarg. Z dokumentów wyłączyliśmy dane osobowe wojskowych.

Proszę o rozpatrzenie mojej skargi w imieniu pracownika skierowanego do służby wojskowej w obwodzie briańskim. Następnie z powodu ćwiczeń zostali wysłani do regionu Biełgorodu. Kiedy zadzwoniłem do syna, powiedział, że jest zabierany na ćwiczenia, ale okazało się, że jedzie na wojnę. W tej chwili jest przewożony do Ukrainy. W Wałujkach [miasteczku w Rosji przy granicy z Ukrainą], na zbiórce, żołnierzom powiedziano, że od 23 lutego są pracownikami kontraktowymi, chociaż mój syn niczego nie podpisał. A wszyscy inni, którzy są z nim, to również poborowi. Początkowo ich obóz znajdował się we wsi Michajłówka, mieszkali w namiotach (brak higieny) i przez cały czas nie mieli łazienki. Wysyłaliśmy z domu pieniądze na chleb i jedzenie. Kiedy jechali w kolumnie, rzekomo na szkolenie, dostali zapakowane racje żywnościowe, jedną na dwie osoby, w kolumnie nie było wody. Mieli kupioną wodę do picia. Przekazaliśmy mu pieniądze na kartę telefoniczną, żeby nie został bez niczego w obcym kraju. Rozumiem, że to jest wojsko, ale nasze dzieci nie powinny być traktowane jak psy.
...
Naprawdę mamy do czynienia z "bezprawiem" dowódców jednostek wojskowych — wnuk mojego przyjaciela wrócił ranny i opowiadał, jak byli bici przez dowódców, którzy zmuszali ich do podpisania kontraktu [na pracę w wojsku]. Proszę o przyspieszenie śledztwa w sprawie znanych już faktów, zidentyfikowanie tych, którzy oszukańczo wysłali poborowych na pewną śmierć, i osądzenie wszystkich, niezależnie od stopnia i stanowiska, zgodnie z prawami obowiązującymi w czasie wojny.
...
Mojemu synowi powiedziano, że on i inni poborowi zostali specjalnie wybrani do wojskowych operacji specjalnych. Zostali poddani emocjonalnej presji, wezwani do obrony ojczyzny i pomocy żołnierzom w punktach zapalnych. Na zarzut, że z dekretu prezydenta Władimira Putina wynika, iż poborowi nie mogą być wysyłani do wojskowych operacji specjalnych, powiedziano im: "Oglądajcie więcej telewizji". Potem powiedziano im, że i tak zostaną wysłani, nawet jeśli nie podpiszą umowy.
...
Proszę o pilne rozpatrzenie mojej rezygnacji z szeregów Rosyjskich Sił Zbrojnych. 15 stycznia 2022 r. zostałem wysłany na ćwiczenia w Syrii na statku. Ale zamiast tego zostaliśmy oszukańczo wysłani do Ukrainy bez pytania o moje życzenie, aby wziąć udział w specjalnej operacji wojskowej. Od pierwszych dni moja brygada znajdowała się na linii frontu, na stanowisku ogniowym. W walce straciłem wszystkich bliskich towarzyszy. Jestem w depresyjnym stanie psychicznym. Mam 21 lat i bardzo chcę ŻYĆ. Mój dowódca odmawia przyjęcia mojego raportu [o zakończeniu służby]. Wysłałem mój apel do dowództwa Floty Bałtyckiej. Co powinienem zrobić w tej sytuacji?
...
Pełnię funkcję dowódcy plutonu sprzętu łączności niejawnej. Wielokrotnie deklarowałem swoją niechęć do służby w siłach zbrojnych. Wielokrotnie pisałem wyjaśnienia dotyczące mojej nielegalnej nieobecności w służbie, a także złożyłem list z rezygnacją z powodu nieprzestrzegania warunków umowy z mojej strony. Widzę bezczynność i całkowitą obojętność wobec mnie ze strony jednostki. Praktyki dyscyplinarne są bardzo słabe, obecnie mam cztery surowe nagany, ostrzeżenie o niekompetencji i nie jest prowadzona w stosunku do mnie żadna komisja oceny pracy. Proszę o pomoc w rozwiązaniu sprawy mojego zwolnienia ze służby wojskowej z powodu nieprzestrzegania warunków kontraktu. Nie mam żadnych roszczeń wobec Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej i jestem gotów zapłacić pieniądze wydane na moje szkolenie.
...
Chciałabym opowiedzieć o szpitalu wojskowym w Biełgorodzie. Obecnie mój mąż przebywa tam od 23.04.2022 (wstrząs mózgu). Nie ma odpowiedniego leczenia i badania. Nie chcą go leczyć. Mówią: "Jest wielu ludzi takich jak ty i to tylko uraz psychiczny, twoje ręce i nogi są w porządku, możesz dalej walczyć". Chciałabym się dowiedzieć, na jakiej podstawie nie przeprowadza się badań, nie robi rezonansu magnetycznego, tylko leczy się aspiryną. U męża występują również neurologiczne objawy stłuczenia (bóle głowy, utrata pamięci, spowolniona mowa, ból kręgosłupa). Potrzebuje badań i dalszego leczenia.
...
Mój syn jest żołnierzem służby kontraktowej. Po rozpoczęciu specjalnej operacji wojskowej w Ukrainie (24.02.2022) kontakt z moim synem został utracony. W dniu 03.03.2022 r. zadzwonił do mnie telefon z ukraińskiego numeru i poinformowano mnie, że mój syn został ranny podczas wyżej wymienionej operacji wojskowej (złamanie jednej nogi i rany odłamkowe drugiej nogi), jest hospitalizowany w Wozniesieńsku, obwód mikołajewski (Ukraina). Infolinia Ministerstwa Obrony poinformowała moją córkę, że mój syn nie znajduje się na liście jeńców wojennych i figuruje jako zaginiony. Ale po tym, jak mój syn został wzięty do niewoli, osobiście rozmawiałem z nim przez telefon kilka razy w ciągu trzech dni, mam nagranie wideo z moim synem (w załączeniu), na którym potwierdza on pobyt w niewoli i swoje rany. Ponadto do moich odwołań dołączyłem kopię strony internetowej www.ikpravda.com.ua ("Mykolaivska Pravda") z informacją z 10.03.2022, że mój syn i inny żołnierz są podejrzani o naruszenie integralności terytorialnej Ukrainy (część 3 artykułu 110 Kodeksu Karnego Ukrainy) i został wobec nich zastosowany środek zapobiegawczy w postaci zatrzymania. Jakiego jeszcze dowodu potrzebują urzędnicy Ministerstwa Obrony, że mój syn jest w niewoli?
...
Proszę Was o pomoc w ustaleniu, dlaczego tak się stało, że mój syn został wysłany do Ukrainy na operacje specjalne, ostatnia rozmowa telefoniczna z nim miała miejsce 21.03.2022 r. Następnie 28.03.2022 r. dowiedzieliśmy się od dowódcy jednostki, że zginął 24.03.2022 r. Według kolegów ze służby jego [wóz opancerzony] BMP-2 został wysadzony w powietrze, jego ciała nigdy nie odnaleziono, a on sam został pozostawiony w płonącym pojeździe w Ukrainie. Proszę Was, abyście się temu przyjrzeli, nikt nie wie, co robić dalej, minął już ponad miesiąc, zwróćcie przynajmniej szczątki, abyśmy mogli je pochować w ludzki sposób.
...
Jestem dziewczyną żołnierza. Podpisał kontrakt w sierpniu 2021 r. 14.02.2022 r. wyjechał, zgodnie z informacjami, na ćwiczenia. 23.02.2022 r. skontaktował się po raz ostatni i powiedział, że dostali rozkaz przejścia do ofensywy. Przez ponad miesiąc dzwoniliśmy do jednostki i Ministerstwa Obrony i ciągle mówiono nam, że on żyje i wszystko jest w porządku. W dniu 08.04.2022 r. w jednostce pobrano od rodziców DNA bez żadnego wyjaśnienia, a 13.04.2022 r. w porze obiadowej powiedziano nam, że pogrzeb odbędzie się 15.04.2022 r. Kolega powiedział, że później dowódca poinformował ich, że pochowają jego nogi. Przyczyną śmierci były oparzenia termiczne 90 lub więcej procent całego ciała substancjami łatwopalnymi... Pod koniec marca widzieliśmy dwóch spadochroniarzy uwiecznionych w ukraińskich zasobach internetowych... W jednym z żołnierzy rozpoznałam swojego chłopaka i skontaktowałam się z biurem rzecznika praw obywatelskich. Skontaktowali się z nami i obiecali, że pomogą nam znaleźć go wśród jeńców, ale poprosili o dokument z kostnicy jako potwierdzenie. Jego rodzice mają taki dokument, ale nie chcą go oddać, aby spróbować odnaleźć syna wśród więźniów lub ciężko rannych. Zadowoleni są z rekompensaty pieniężnej.
...
Moi rodzice mieszkają w DNR [tzw. Donieckiej Republice Ludowej], w obwodzie donieckim, we wsi Lubowka, jesteśmy obywatelami Federacji Rosyjskiej... W kwietniu rosyjskie formacje przybyły do naszej wsi i zaczęły bazować w pobliżu naszego domu. 8 kwietnia, kiedy zaczęli ostrzeliwać ich pozycje z gradów, moi rodzice upadli na podłogę i po przeczekaniu ostrzału udali się do sąsiedniego gospodarstwa, aby przeczekać zamieszanie. Następnego dnia, kiedy moja mama wróciła rano do domu, zobaczyła, że duży czołg rozbił naszą bramę, zburzył ogromny płot z płyt, wysadził ogromną bramę hangaru wewnątrz garażu, która później spadła na samochody znajdujące się w garażu... ukradli części zamienne i narzędzia o wartości 200 tysięcy rubli; ukradli drobne z samochodu i prezerwatywę od brata z samochodu; powiedźcie mi, czy to są ludzie? Czy są tu po to, by nas chronić, czy po to, by nas okradać i zabijać? Powtarzam, moi rodzice mieszkali w DNR przez 8 lat i nigdy nie widzieli takich zachowań, czy to są obrońcy?

onet.pl/Meduza

Wojna Rosji z Ukrainą przypomina dzisiaj rozgrywkę dwóch sztabów generalnych, w której stawką jest to, kto kogo przechytrzy i zmusi do zadania pierwszego ciosu — ocenił ukraiński ekspert wojskowy Ołeh Żdanow w rozmowie z rosyjskim opozycjonistą Markiem Fejginem.

W opinii Żdanowa zasadniczym "polem gry" są doniesienia z frontu i oświadczenia sztabów o realizowanych lub planowanych atakach — ukraińskiej kontrofensywie na południu, w obwodach chersońskim i zaporoskim, oraz możliwej rosyjskiej odpowiedzi w postaci frontalnego natarcia w tamtych regionach.

— Sukcesy Ukraińców (na południowym odcinku frontu — red.) zmusiły przeciwnika do przegrupowania na dużą skalę. Rosyjskie siły dwukrotnie zwiększyły liczebność swego zgrupowania na prawym brzegu Dniepru (w okolicach miasta Chersoń — red.), ale nie puściliśmy tam świeżych sił wroga, które dotarły z Rosji przez Krym. Te batalionowe grupy taktyczne tkwią teraz gdzieś pod Melitopolem, a na prawy brzeg (przedostały się) tylko zmęczone, przetrzebione jednostki. Teraz pułapka na myszy rzeczywiście się zatrzasnęła — relacjonował Żdanow.

Jak dodał, siły agresora mają w takiej sytuacji dwa wyjścia — bronić się przed ukraińską kontrofensywą lub próbować przeprowadzić własne kontruderzenie na południu. W tym celu Kreml stara się "rozegrać" Kijów, pozorując działania bojowe w Donbasie na wschodzie Ukrainy i zmuszając przeciwnika do przerzucenia tam części swoich wojsk z południowego odcinka frontu.

— Rosyjski sztab generalny podjął decyzję o [...] pozorowanej dużej ofensywie (w Donbasie), żeby Ukraina zaczęła ściągać na ten kierunek swoje rezerwy — podkreślił ekspert.

onet.pl