sobota, 31 stycznia 2026



Tomasz Sajewicz: Z tego, co Panowie mówicie, dla mnie jako dla dziennikarza wyłania się smutny obraz: sposób postrzegania Chin to w dużej mierze pochodna rywalizacji Chin ze Stanami Zjednoczonymi.

Marcin Jacoby: Moim zdaniem zdecydowanie tak jest.

Bogdan Góralczyk: To jest absolutnie podstawowe, dlatego że w ślad za ośrodkami analitycznymi i wywiadowczymi oraz ośrodkami akademickimi, czyli – by wymienić najważniejszych przedstawicieli – Michaelem Pillsburym oraz Grahamem Allisonem na Harvardzie, Trump w 2017 roku zmienia strategię. Od tej chwili zamiast zaangażowania mamy strategiczną rywalizację. Trzeba wziąć tu pod uwagę dwa amerykańskie dokumenty z przełomu 2017 i 2018 roku: nowe strategie, bezpieczeństwa oraz wojskową, zatwierdzone przez Trumpa. Tam wskazano Chiny, obok Rosji, jako groźnego rywala. W Polsce tego się nie wie, ale Chińczycy mieli dokładny portret psychologiczny Trumpa tuż przed przejęciem przez niego władzy. A gdy do niej dochodzi, to co się dzieje? Trump wchodzi do Białego Domu 20 stycznia 2017 roku, a już w połowie kwietnia w jego rezydencji Mar-a-Lago jest  i Jinping. Chińczycy myśleli, że Trump to facet, którego ego kroczy 5 metrów przed nim, że zagrają na jego próżności i biznesowych instynktach, dadzą zbudować kilka kolejnych wieżowców, z pięćset pól golfowych i tysiąc zakładów produkujących damskie torebki przez imperium Ivanki, jego córki, i będzie po wszystkim. A gdy się jednak nie dał kupić, to jesienią tegoż 2017 roku zorganizowali jemu i małżonce wizytę „oficjalną plus”. Ja od momentu zakończenia pracy dyplomatycznej, a więc już od prawie piętnastu lat, wykładam protokół dyplomatyczny, a w nim nie ma pojęcia „wizyta oficjalna plus”. Jest wizyta oficjalna. No, może być od biedy wizyta cesarska. Był Pan wtedy korespondentem i widział Pan, jakie cesarskie przyjęcie Chińczycy zgotowali państwu Trump. Trump, co niecodzienne, nawet podziękował z samolotu. Wrócił do Stanów i znowu mu się jednak rachunki nie zgadzały – ponad czterysta miliardów dolarów – roczne ujemne saldo handlowe. W marcu 2018 roku rozpoczął więc wojnę handlową i celną, które trwają do dzisiaj. Następnie przyszła pandemia, podczas której rozpoczęła się wojna ideologiczna, aksjologiczna i medialna polegająca na tym, jak dokopać Chińczykowi. Należało poradzić sobie z pandemią, a na to jeszcze nałożyła się agresja rosyjska. Chiny są z Rosjanami – i mamy już wojnę ideologiczną. Jakby tego jeszcze było mało, mamy również wojnę technologiczną: czipy, półprzewodniki, sztuczną inteligencję, wyścig w kosmosie, pierwiastki ziem rzadkich itd. I teraz niech Pan to wszystko złoży razem.

Tomasz Sajewicz Marcin Jacoby Bogdan Góralczyk - Nowa gra w Chińczyka

piątek, 30 stycznia 2026



Keir Starmer wezwał do "bardziej wyrafinowanych" stosunków między Londynem a Pekinem. "Nie ma sensu chować głowy w piasek, jeśli chodzi o Chiny. W naszym interesie leży angażowanie się i nieustępowanie w kwestiach bezpieczeństwa narodowego, dlatego też udało nam się opracować spójne, kompleksowe podejście" — stwierdził brytyjski premier.

Trump został zapytany o zacieśnienie stosunków Wielkiej Brytanii z Pekinem podczas premiery filmu "Melania" w Waszyngtonie.

"To bardzo niebezpieczne dla nich" — stwierdził. W ostrych słowach wypowiedział się także na temat innego bliskiego USA kraju, wyraźnie zaznaczając strefę wpływów Ameryki. Brytyjczycy dają tymczasemdo zrozumienia, że nie zamierzają ugiąć się przed Waszyngtonem — i nie mają nic przeciwko wizycie Xi Jinpinga w Londynie.

(...)

Xi złożył pełną wizytę państwową w Wielkiej Brytanii w 2015 r. i odwiedził pub wraz z ówczesnym premierem Davidem Cameronem. Był to okres, który obecnie postrzegany jest jako "złota era" stosunków brytyjsko-chińskich. Krytycy chińskiego stanowiska w sprawie praw człowieka i szpiegostwa uważają tę podróż za jedną z najgorszych decyzji w polityce zagranicznej ery Camerona.

Kemi Badenoch, liderka opozycyjnej Partii Konserwatywnej, powiedziała: "Nie powinniśmy rozkładać czerwonego dywanu przed państwem, które codziennie prowadzi działalność szpiegowską w naszym kraju, lekceważy międzynarodowe zasady handlu i pomaga Putinowi w jego bezsensownej wojnie z Ukrainą. Potrzebujemy dialogu z Chinami, nie musimy się przed nimi kłaniać".

onet.pl\Politico


To, co dzieje się obecnie wokół Grenlandii, wykracza daleko poza ramy jednorazowego sporu dyplomatycznego. Dla Europy to próba sił i moment prawdy. Prezydent Stanów Zjednoczonych stawia Unię Europejską przed jasnym wyborem: albo pod pozorem partnerstwa transatlantyckiego zaakceptuje status wasala, albo ponownie stanie się suwerennym podmiotem zdolnym do obrony swoich interesów i integralności.

20 stycznia na sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego w Strasburgu wygłoszone zostało płomienne przemówienie o takiej treści. Zostało nagrodzone gromkimi brawami przez parlamentarzystów ze wszystkich stron sceny politycznej. Jeszcze kilka miesięcy temu byłoby to co najmniej podejrzane, zważywszy na fakt, kto wypowiedział te słowa pod adresem republikańskiego prezydenta USA. Był to przewodniczący frakcji Patrioci dla Europy, a jednocześnie przewodniczący skrajnie prawicowej francuskiej partii Narodowe Zgromadzenie i kandydat na prezydenta Francji Jordan Bardella.

(...)

Bardella nazwał ostatnie działania Trumpa przejawem imperialnych ambicji. — To, co dzieje się dzisiaj, zapowiada konflikty jutra. Wycofanie się oznaczałoby stworzenie poważnego precedensu, który jutro dotyczyłby innych terytoriów europejskich, a pojutrze być może nawet francuskich terytoriów zamorskich, które mogłyby być narażone na podobną presję — powiedział podczas wspomnianego posiedzenia Parlamentu Europejskiego.

(...)

Według IFOP, francuskiej firmy zajmującej się badaniem opinii publicznej, obecnie 42 proc. mieszkańców Francji postrzega Stany Zjednoczone jako wroga. Przeciwne zdanie ma zaledwie 24 proc.

(...)

Podczas gdy Europa Zachodnia — w tym partie skrajne i antysystemowe — przez długi czas uważała stosunki ze Stanami Zjednoczonymi za ważne ze względów ideologicznych, Europa Środkowa i Wschodnia od zakończenia zimnej wojny kładła nacisk głównie na ich korzyści dla bezpieczeństwa. Wraz z pojawieniem się Donalda Trumpa w Białym Domu wizerunek USA w oczach wielu uległ zmianie, ale kraje, które w stosunkach z USA cenią sobie przede wszystkim partnerstwo w zakresie bezpieczeństwa, są bardziej powściągliwe w krytyce.

— Widzimy to na przykładzie Polski, krajów bałtyckich, a także Włoch — mówi politolog Maciej Ruczaj pracujący m.in. na prywatnej uczelni CEVRO w Pradze. — Myślę, że to właśnie stanowisko włoskiej premier Giorgii Meloni stanie się ostatecznie mainstreamowe. Ostatnio obserwujemy zbliżenie polityczne Meloni z niemieckim kanclerzem Friedrichem Merzem. Wydaje się, że ta dwójka jest głównym motorem europejskiej polityki. W końcu Niemcy są również znacznie bardziej umiarkowane w swoich reakcjach na działania USA niż na przykład Francja — dodaje Ruczaj.

onet.pl


Putin wita swojego nowego pana, czyli "sukcesy" w Syrii – Władimir Władimirowicz ściska dłoń nowemu prezydentowi Syrii, który dopiero co obalił jego poprzedniego sojusznika Assada. Oczywiście Rosja, jak na bogate mocarstwo przystało, zapłaci za odbudowę syryjskich miast. Baza w Al-Kamiszli? Już jej nie ma, kolejny "gest dobrej woli". Wygląda na to, że szachy 5d Putina polegały na uwiązaniu się w wojnie trwającej dłużej niż Wojna Ojczyźniana i na braku możliwości reagowania na to co się dzieje poza Ukrainą 🤡

Prędkość kontynentalna, czyli 15 metrów dumy – "Druga armia świata" ustanowiła historyczny antyrekord w ostatnich dniach: tempo natarcia wynosi 15 metrów dziennie. To najwolniejsza ofensywa w historii wojen od 100 lat.

Rosyjski sen: Wódka, trumna i nowy dom – Mieszkanka obwodu orłowskiego szczerze wyznaje plan na życie: mąż zabija za pieniądze, ona pije. Po co iść do pracy? To jest ten słynny "Ruski Mir" w pigułce – moralne dno.

Inwestycja życia: Mąż zamieniony na telefon od oszusta – Historia z internetu, która brzmi jak ponury żart. Kobieta wysłała męża na wojnę dla pieniędzy, mąż zginął w tydzień, przyszły miliony, a ona po pijaku przelała wszystko telefonicznym oszustom, którzy na koniec krzyknęli jej w słuchawkę "Sława Ukrainie!". Patriotyzm kończy się tam, gdzie zaczyna się głupota, a pieniądze z krwi znikają szybciej niż rosyjskie rezerwy walutowe. xD

Syria się buduje, Czelabińsk zamarza – Putin obiecuje odbudowę Syrii, a tymczasem w Czelabińsku domy zamieniają się w lodowe jaskinie przy -30 stopniach. Para bucha z rur, lód na ścianach, ale urzędnicy twierdzą, że "dom jest skomplikowany". Priorytety są jasne: Arabowie dostaną nowe miasta, a Rosjanie dostaną nowe obietnice i zapalenie płuc. Przecież nie można pozwolić, by obywatele żyli lepiej niż mieszkańcy zbombardowanego Aleppo.

Bohaterowie są potrzebni tylko w telewizji – Pilot, który w 2003 roku uratował 160 pasażerów lądując w polu, teraz jest ścigany o 119 milionów rubli i pracuje jako kurier. Z kolei "bohater" obecnej wojny wrócił na wózku, bez połowy głowy i z 36 kolegów zostało ich pięciu. Wniosek? Ojczyzna kocha cię tylko wtedy, gdy jesteś mięsem armatnim, a jak przeżyjesz i zrobisz coś dobrego, to i tak cię zniszczy.

Zgniły Zachód, gdzie dają jeść – Wideo z francuskiego Auchan pokazuje półki uginające się od zablokowanych w Rosji towarów. Straszna męczarnia w tej Europie, nie to co w Rosji – stabilność, mróz i Ch**ło niedługo dłużej na stołku niż Stalin. Aż żal patrzeć, jak ci biedni Francuzi muszą jeść to mięso, zamiast cieszyć się smakiem wielkiej, imperialnej biedy.

/Streszczenie i tłumaczenie materiału wideo z YT, kanał Oszukany Rosjanin - red./

x.com/AryoSomeGumul


Zamknięty system finansowy Chin jest jednym z kluczowych filarów ich pozycji gospodarczej. To właśnie z tym walczy Trump.

Żeby to zrozumieć, trzeba sięgnąć do koncepcji Niemożliwej Trójcy, która pokazuje, że Chiny grają według zupełnie innych zasad niż kraje zachodnie.

Według koncepcji (...), dla państwa możliwe są tylko 2 z 3 opcji:  

1. Stały (zarządzany) kurs waluty.  

2. Niezależna polityka monetarna (możliwość ustalania własnych stóp procentowych).  

3. Swobodny przepływ kapitału (możliwość inwestowania pieniędzy za granicę i z zagranicy bez ograniczeń).  

Chiny świadomie rezygnują z 3-jki. Dlaczego? 

Chiny nie potrzebują zagranicznego kapitału. Ich system pozwala generować dowolną ilość kredytu i finansować co im się akurat podoba (oczywiście tworzy to ryzyko politycznych patologii). Dzięki temu np. eksport chińskich samochodów może mocno rosnąć bez równoległego drastycznego osłabienia juana.

W normalnych warunkach, gdyby Chiny miały niskie stopy procentowe, a np, USA wysokie (tak jak teraz), kapitał uciekałby z Chin, osłabiając je. W modelu chińskim ten mechanizm jest po prostu zablokowany.

Nie jest to model do wdrożenia w żadnym innym kraju. Do tego ma on szereg wad - więzi kapitał obywateli, tworzy niepotrzebne nadwyżki mocy produkcyjnych. To z kolei prowadzi do globalnych wojen cenowych, a w konsekwencji – do wojen celnych, bo świat nie jest w stanie wchłonąć tych nadwyżek bez niszczenia własnego przemysłu.

Właśnie m.in dlatego Trump sięga po cła - nie da się wygrać rynkowo z graczem, który gra na kodach i operuje poza klasyczną logiką zysku i straty.

Co ważne - w tym systemie nigdy juan nie zagrozi dolarowi - przypomnijcie sobie sytuację, kiedy Rosja chciała wykorzystać juana do interwencji.

x.com/luke_skiba


Trump skrytykował środową decyzję banku centralnego o wstrzymaniu obniżania stóp procentowych w długim wpisie na swoim portalu społecznościowym Truth Social. Mimo że decyzja była szeroko spodziewana i podjęta przez 10 z 12 członków komitetu Fed, prezydent skupił swoją krytykę na prezesie Rezerwy Federalnej Jerome Powellu, który, jego zdaniem, odmówił obniżki stóp, nie mając ku temu żadnego powodu.

"Szkodzi naszemu krajowi i jego bezpieczeństwu narodowemu. Powinniśmy mieć znacznie niższe stopy procentowe teraz, gdy nawet ten kretyn przyznaje, że inflacja nie jest już problemem ani zagrożeniem. Kosztuje Amerykę setki miliardów dolarów rocznie w całkowicie niepotrzebnych i nieuzasadnionych KOSZTACH ODSETEK" - napisał Trump.

Wbrew jego słowom Powell nie ocenił w środę, że inflacja nie jest problemem, lecz że pozostaje na podwyższonym poziomie - choć wyraził przekonanie, że jej współczynnik może zmniejszyć się w okolicach połowy roku.

Trump dodał, że USA powinny mieć niskie stopy ze względu na cła i swoją siłę, twierdząc przy tym, że inne państwa są "bankomatami wypłacającymi niskie stopy (...) tylko dlatego, że USA im na to pozwalają". Zdaniem prezydenta USA wysokie cła, które nałożył na towary z reszty świata, mogłyby być wyższe.

"Innymi słowy, byłem bardzo miły, uprzejmy i delikatny dla krajów na całym świecie. Jednym ruchem pióra do USA napłynęłoby o MILIARDY dolarów więcej, a te kraje musiałyby wrócić do zarabiania pieniędzy w tradycyjny sposób, a nie na plecach Ameryki. Mam nadzieję, że wszyscy docenią, choć wielu nie, to, co nasz wspaniały kraj dla nich zrobił" - napisał prezydent. Ocenił jednak, że cła uczyniły Amerykę "dużo silniejszą i potężniejszą niż wszelkie inne kraje" i z powodu tej siły powinny mieć najniższe stopy procentowe na świecie.

Główna instytucja decyzyjna Fed, Federalny Komitet ds. Operacji Otwartego Rynku (FOMC), zdecydowała w środę o pozostawieniu referencyjnej stopy procentowej na dotychczasowym poziomie, 3,5-3,75 proc., przerywając serię trzech kolejnych obniżek. Powell tłumaczył to postanowienie chęcią zachowania ostrożności w obliczu korzystnej sytuacji gospodarczej, nadal wysokim stopniem niepewności co do dalszych perspektyw, a także poziomem inflacji, wciąż pozostającym powyżej 2-procentowego celu Fed. Odnosząc się do ceł, Powell po raz kolejny ocenił, że większość członków FOMC uważa, że wiążą się one z jednorazową podwyżką cen, a nie długotrwałą inflacją.

PAP

czwartek, 29 stycznia 2026



Premier Kanady Mark Carney oświadczył, że oczekuje ze strony USA poszanowania dla suwerenności Kanady. Odniósł się w ten sposób do doniesień czwartkowych mediów, że separatyści z Alberty kontaktują się z administracją amerykańską w sprawie oderwania tej prowincji od Kanady.

"Oczekuję, że amerykańska administracja będzie szanować suwerenność Kanady" - powiedział Carney, dodając we francuskiej części swojej odpowiedzi: "Cały czas, bez wyjątków". Podczas konferencji prasowej z premierami kanadyjskich prowincji i terytoriów Carney został zapytany, czy działania amerykańskiej administracji uważa za próby wpływania na kanadyjską politykę.

Carney dodał, że poruszył tę kwestię w rozmowie z prezydentem USA Donaldem Trumpem, zaś zapytany, czy Trump kiedykolwiek sam podjął temat separacji Alberty odpowiedział: "Nie".

Wcześniej w czwartek premier Kolumbii Brytyjskiej, sąsiadującej z Albertą, David Eby nazwał separatystów "zdrajcami". Podczas konferencji prasowej podkreślił, że rozumie chęć przeprowadzenia referendum, "ale jechać do obcego kraju i prosić o pomoc w zniszczeniu Kanady? Jest na to starodawne słowo - a tym słowem jest zdrada".

Zaś premier Alberty Danielle Smith, której konserwatywna partia UCP popiera działania "suwerennościowe" Alberty, dodała, że "zawsze" jasno się opowiadała za "silną i suwerenną Albertą w ramach silnej Kanady". Winą za separatystyczne nastroje obarczyła poprzedniego premiera Kanady Justina Trudeau i podkreśliła, że mieszkańcy Alberty muszą zobaczyć nadzieję i to, "że Kanada działa".

Premier Kanady i premierzy prowincji zareagowali w ten sposób na czwartkowy artykuł w "Financial Times" ("FT"), w którym napisano, że przedstawiciele administracji Trumpa odbyli kilka tajnych spotkań z liderami Alberta Prosperity Project (APP), grupy opowiadającej się za secesją prowincji od Kanady. Do spotkań tych doszło trzykrotnie od kwietnia 2025 roku, a kolejne spotkanie planowane jest na luty. Liderzy APP zamierzają wystąpić o pożyczkę w wysokości 500 mln dolarów na sfinansowanie potrzeb prowincji w przypadku referendum w sprawie niepodległości.

W ub.r. o takich spotkaniach i pożyczce donosił m.in. portal faktchekingowy DeSmog i kanadyjski magazyn TheTyee.

W zeszły piątek separatystów w Albercie poparł amerykański sekretarz skarbu (minister finansów) Scott Bessent, wypowiadając się dla skrajnie prawicowego kanału Real America’s Voice (Głos Prawdziwej Ameryki).

Cytowany w "FT" rzecznik amerykańskiego Departamentu Stanu oświadczył, że jego resort "regularnie spotyka się z przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego", ale nie zostały podjęte żadne zobowiązania. Źródło znające stanowisko Bessenta poinformowało dziennikarzy, że ani on, ani inni pracownicy ministerstwa finansów nie wiedzieli o propozycji pożyczki i nie zamierzają jej omawiać.

APP zbiera obecnie podpisy pod petycją o referendum w sprawie odłączenia Alberty od Kanady. Jednak wcześniej, w październiku ub.r., ponad 456 tys. osób podpisało się pod petycją o referendum w sprawie zgody na pozostanie Alberty jako prowincji w Kanadzie. Termin referendum nie został jeszcze podany.

Natomiast na początku stycznia grupa narodów indiańskich (First Nations) z Alberty zaskarżyła do sądu rząd Alberty za umożliwianie działalności separatystycznej APP. Indianie przypomnieli, że rząd Alberty jest związany traktatami, które narody indiańskie podpisywały z Koroną brytyjską jeszcze przed powstaniem prowincji i bez zgody Indian nie ma możliwości odłączenia Alberty od Kanady.

PAP


Tim Cook najwyraźniej poczuł się zmuszony do wydania oświadczenia. W wewnętrznym komunikacie skierowanym do pracowników koncernu Apple — który nieprzypadkowo szybko trafił do wielu amerykańskich mediów — wykazał się zaskakującą emocjonalnością. Napisał, że jest "głęboko wstrząśnięty wydarzeniami w Minneapolis" i osobiście poinformował prezydenta Donalda Trumpa o swoim zaniepokojeniu. Dodał, że priorytetem jest teraz złagodzenie napięć.

"Wierzę, że Ameryka jest najsilniejsza, gdy realizujemy nasze najwyższe ideały, gdy traktujemy każdego z godnością i szacunkiem, bez względu na to, kim jest i skąd pochodzi, oraz gdy akceptujemy nasze człowieczeństwo. W tym tygodniu odbyłem owocną rozmowę z prezydentem, podczas której przedstawiłem mu swoje poglądy i doceniam jego otwartość na kwestie, które są ważne dla nas wszystkich" — napisał prezes Apple w komunikacie.

Fakt, że czuł się zmuszony do zabrania głosu, może mieć również związek z tym, że spotkał się z krytyką opinii publicznej i własnych pracowników. Zaledwie kilka godzin po tym, jak w sobotę pielęgniarz Alex Pretti został zabity w Minneapolis przez funkcjonariuszy ICE, Cook uczestniczył w wieczornym wydarzeniu w Białym Domu. Atmosfera wydawała się być wesoła — po zakończeniu Cook obejrzał "Melania": nowy film o pierwszej damie Melanii Trump.

(...)

Giganci technologiczni, tacy jak Meta czy Microsoft, stali się nieodzownym elementem drugiego co do wielkości kompleksu wojskowego na świecie. Kristi Noem, sekretarz bezpieczeństwa krajowego Stanów Zjednoczonych, nie ukrywa, że jej departament przeznacza ogromne kwoty na wzmocnienie ochrony granic.

Republikanka twierdzi, że dzięki "Wielkiej, pięknej ustawie" ("The One Big Beautiful Bill Act") jej departament otrzymał "niesamowicie duże środki". Według "Washington Post" pierwsza transza sięga do 6 mld dol. (21 mld zł). Wkrótce kwota ta może znacznie wzrosnąć. Biznes związany z wojskiem i ochroną granic jest zabezpieczony na lata.

Również funkcjonariusze ICE coraz częściej korzystają z produktów koncernów technologicznych, zwłaszcza Palantir [amerykańskiej firmy tworzącej produkty do analizy dużych zbiorów danych]. Nic więc dziwnego, że dotychczas w zarządach w Kalifornii i Teksasie starano się unikać otwartego krytykowania prezydenta. Dlatego też obecne wyrazy zaniepokojenia ze strony Doliny Krzemowej są bardzo ostrożne.

Sam Altman, prezes OpenAI, powiedział jasno i wyraźnie. — ICE posuwa się za daleko. Istnieje ogromna różnica między deportacją brutalnych przestępców a tym, co dzieje się obecnie, i musimy jasno to rozróżnić — stwierdził.

Następnie jednak w komunikacie wysłanym do pracowników przemycił pochlebstwo pod adresem prezydenta. "Kocham Stany Zjednoczone i ich wartości demokracji i wolności i będę wspierał ten kraj z całych sił. Prezydent Trump jest bardzo silnym przywódcą i mam nadzieję, że sprosta temu wyzwaniu i zjednoczy kraj. Reakcje z ostatnich godzin dodają mi otuchy i mam nadzieję, że dzięki przejrzystym dochodzeniom uda się przywrócić zaufanie" — napisał.

Krytyka ze strony Doliny Krzemowej jest następstwem listu protestacyjnego z początku tygodnia. Podpisało go 60 szefów przedsiębiorstw, w tym znanych firm, takich jak 3M, United Health czy sieć handlowa Target. Zamaskowani funkcjonariusze ICE wielokrotnie wpadali do ich sklepów i zatrzymywali w nich osoby, które podejrzewali o nielegalny pobyt w kraju.

"W tym trudnym dla naszej społeczności czasie wzywamy do pokoju i ukierunkowanej współpracy między lokalnymi, stanowymi i federalnymi przywódcami" — napisali w poniedziałkowym liście.

Teraz, gdy dyrektorzy firm technologicznych, tacy jak Cook i Altman, wyrazili swoje stanowisko, krytyka ze strony świata biznesu powinna ucichnąć, przynajmniej na razie. Niezadowolenie panuje tam już od dłuższego czasu, ale prawie nikt nie odważył się wejść w konflikt z administracją Trumpa.

(...)

Niepokojące obrazy z Minneapolis nie wywołują jednak sprzeciwu wszystkich firm technologicznych. Palantir na przykład najwyraźniej poczuł się zmuszony uzasadnić swoje działania przed pracownikami, ale powstrzymał się od publicznych oświadczeń na temat ostatnich wydarzeń.

Dzięki oprogramowaniu Palantir ICE może generować widoki map, zaznaczać punkty newralgiczne lub całe dzielnice, w których przebywa wiele potencjalnych migrantów, a tym samym planować naloty. Dzięki monitorowaniu w czasie rzeczywistym funkcjonariusze ICE mogą również śledzić ruchy wybranych osób — na przykład poprzez informacje o ich podróżach i lotach, metadane z telefonów komórkowych lub inne ślady cyfrowe.

Jak donosi platforma śledcza Wired, wśród pracowników Palantir rośnie niezadowolenie z wykorzystywania oprogramowania przez funkcjonariuszy ICE. Niedawno zadali kierownictwu krytyczne pytania dotyczące przykładowo celowości dalszej współpracy z ICE. "Moim zdaniem ICE to ci źli. Nie jestem dumny z tego, że firma, dla której tak chętnie pracuję, bierze w tym udział" — napisał jeden z pracowników na Slacku. Nie są jednak znane żadne wypowiedzi zarządu w tej sprawie.

Drugi przypadek śmiertelnego postrzelenia przez funkcjonariuszy ICE w Minneapolis w ciągu kilku tygodni wywołał również nową debatę na temat prawa do posiadania broni — co może stać się poważnym problemem dla Trumpa. — Nie wolno posiadać broni, nie wolno wchodzić z bronią, to nie jest możliwe — powiedział prezydent USA przed dziennikarzami, zaprzeczając w ten sposób drugiej poprawce do konstytucji, która zasadniczo zezwala Amerykanom na noszenie broni.

Wypowiedzi te spotkały się ze szczególnym sprzeciwem jednego z najpotężniejszych lobby w USA: National Rifle Association (NRA, Krajowego Stowarzyszenia Strzeleckiego), od dziesięcioleci jednego z największych i najbardziej wpływowych darczyńców Partii Republikańskiej. Niezadowolenie budzi również to, że prezydent stosuje podwójne standardy: podczas publicznych wydarzeń MAGA organizowanych przez jego zwolenników w wielu miastach USA często pojawiają się ciężko uzbrojeni demonstranci.

Teraz jednak NRA i inne amerykańskie lobby broni palnej domagają się "pełnego śledztwa" w sprawie zabójstwa Alexa Prettiego. NRA wydało oświadczenie — wypowiedź prokuratora federalnego Billa Essayli, który stwierdził, że osoby noszące broń narażają się na to, że zostaną legalnie zastrzelone przez funkcjonariuszy, nazwało "niebezpieczną i błędną". Essayli napisał wcześniej w serwisie X: "jeśli zbliżasz się do policji z bronią, istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie ona miała prawo do oddania strzału. Nie rób tego!".

NRA natomiast nie zgadza się z twierdzeniem administracji Trumpa, że to Pretti sprowokował strzały. "Odpowiedzialne głosy publiczne powinny poczekać na zakończenie pełnego śledztwa i nie generalizować ani nie potępiać przestrzegających prawa obywateli. Czekając na te fakty i uzyskanie jaśniejszego obrazu sytuacji, wzywamy decydentów politycznych do uspokojenia sytuacji, aby zapewnić bezpieczeństwo swoim wyborcom i funkcjonariuszom organów ścigania" — czytamy w oświadczeniu.

onet.pl

środa, 28 stycznia 2026



Na początku XIX wieku na dworze cesarskim zaczęło maleć zainteresowanie Tybetem. Wraz ze słabnięciem mandżurskich Chin osłabła kontrola, stając się w połowie wieku XIX czysto nominalną: jeden z ambanów skarżył się, że jest w Lhasie gościem, nie gospodarzem. Tybet odzyskał część terenów wcielonych do pozostałych prowincji, a nawet stoczył wojny z Ladakhiem (1842) i Nepalem (1856) bez udziału Qingów. Mandżursko-chińska armia niewiele by zresztą pomogła, bo garnizon wojskowy w Lhasie stopniał do setki żołnierzy, w większości cierpiących na syfilis, zwany od tej pory w Tybecie „chińską chorobą”. Wykorzystując osłabienie imperialnego centrum, Tybetańczycy odmówili korzystania ze złotej urny, a następnie zgodzili się na rozwiązanie kompromisowe. Lamaistyczni duchowni wybierali swojego kandydata zgodnie z buddyjskimi procedurami, a potem to właśnie tabliczkę z jego imieniem cudownym trafem wyciągał z urny amban. Raz nawet, by zagwarantować wybór zgodny z wolą Buddy i cesarza, w urnie umieszczono trzy tabliczki z imieniem tylko jednego, właściwego kandydata. Potem w ogóle dano sobie spokój z urną.

Tybet rządził się sam, w izolacji, pasującej zresztą miejscowym. W 1815 roku zakazano wjazdu cudzoziemcom (czytaj: Europejczykom), których nie lubiano, bo „zagrażali buddyzmowi”. Z tego powodu nie wpuszczono do Tybetu Mikołaja Przewalskiego, który do końca życia daremnie marzył o zobaczeniu Lhasy. Raz miał nawet pozwolenie chińskich władz, ale Tybetańczycy je zignorowali. Podobnie zrobili z brytyjskimi ofertami rozwinięcia handlu i z brytyjsko-chińską delimitacją granicy w Himalajach, uczynioną ponad ich głowami. Na tle Brytyjczyków Rosjanie wydali się Tybetańczykom jednak znośniejsi, więc Dalajlama XIII zrobił ruch w ich stronę, wysyłając swoich przedstawicieli do cara. Petersburgowi to odpowiadało, Rosjanie byli zainteresowani Dachem Świata z przyczyn strategicznych (Wielka Gra z Anglią), imperialistycznych (kolejny potencjalny obszar do podboju, Rosja to lubi) oraz mistycznych – nad Wołgą wielu wierzyło, że car Aleksander I, ten od Boże, coś Polskę, wcale nie zmarł, tylko zrzekł się tronu i udał się do Tybetu. Ot, taka rosyjska wersja ezoterycznych mitów o Jezusie w Kaszmirze.

W efekcie doszło do krótkotrwałego zbliżenia tybetańsko-rosyjskiego. Car gościł wysłanników dalajlamy, Tybetańczycy zaczęli wpuszczać rosyjskich szpie…, znaczy: podróżników, krążyły plotki o dostawach rosyjskiej broni. Wszystko to bardzo denerwowało Brytyjczyków, co w połączeniu z odrzucaniem przez Tybetańczyków propozycji rozmów i konsekwentną izolacją przywiodło wicekróla Indii, lorda Curzona (tego od późniejszej wschodniej linii granicznej Polski), do decyzji o zbrojnej interwencji w Tybecie.

Poprowadził ją w latach 1903–1904 pułkownik Francis Younghusband, wówczas kiplingowski imperialista, uczestnik Wielkiej Gry i rywal polskiego generała carskiej armii Bronisława Grąbczewskiego w Pamirze. Younghusband po kolonialnemu szybko rozwiązał spory: karabiny maszynowe Maxim okazały się skuteczniejsze od tybetańskich świętych amuletów chroniących przed kulami. Zginęło od sześciuset do trzech tysięcy Tybetańczyków przy stratach Brytyjczyków wynoszących około czterdziestu poległych. Lhasa padła, Dalajlama uciekł do Mongolii, Younghusband wymusił otwarcie handlu i wkrótce po tym wrócił do Indii. Historia ta skończyłaby się jak wiele podobnych w czasach  kolonialnych, jednoliniową wzmianką w zakurzonych podręcznikach lub zatartą inskrypcją na którymś z pomników brytyjskich w Kalkucie, gdyby nie jedno.

W Tybecie Younghusband miał wizję. Już po zmasakrowaniu Tybetańczyków i zajęciu Lhasy brytyjski komisarz doświadczył objawienia w tybetańskich Himalajach. Odczuł „miłość do całego świata”, zrozumiał, że „ludzie są w swoich sercach bogami”, a nawet pożałował podboju Tybetu. Był to początek jego ewolucji z kolonialnego oficera w pradziadka hippisów. Zaczął wierzyć w kosmiczne promienie; telepatię; Matkę Ziemię oraz obcych na planecie Altair; szukał nowego Chrystusa i wszystko to opisał w licznych książkach. Dołączył do rosnącej od drugiej połowy XIX wieku grupy zachodnich poszukiwaczy sensu życia z pomocą mądrości Wschodu, obejmującej między innymi amerykańskiego oficera Henry’ego Steela Olcotta i rosyjską szlachciankę Jelenę Bławatską, założycieli Towarzystwa Teozoficznego, tłumaczkę buddyjskiego kanonu z Pali Carolyn Rhys-Davies, malarza symbolistę Nikołaja Roericha i wielu innych.

Takie były prapoczątki ruchu New Age.

Michał Lubina - Chiński obwarzanek


Gdy KPCh przejęła władzę w Chinach pod koniec lat 40., wprowadziła centralnie zarządzaną gospodarkę planową. W 1958 Mao Zedong utworzył system dziedzicznego zezwolenia na pobyt stały, który określał, gdzie ludzie mogli pracować. Mieszkańcy zostali, najogólniej mówiąc, skategoryzowani jako pracownicy „miejscy” lub „wiejscy”. Pracownik chcący przenieść się ze wsi do miasta by podjąć pracę w sektorze innym niż rolniczy, musiał ubiegać się o pozwolenie w odpowiednich organach administracji. Liczba pracowników, którym pozwalano na takie przeniesienie była ściśle kontrolowana. Migrujący pracownicy potrzebowali sześciu pozwoleń, by starać się o pracę w prowincji innej niż ich pierwotna. Osobom, które pracowały poza obszarem, do którego zostały oficjalnie przypisane, nie przysługiwały racje zboża, zakwaterowanie z miejsca pracy lub opieka zdrowotna. Edukacja, zatrudnienie, małżeństwo i inne aspekty życia były kontrolowane.

Założeniem hukou miało być ograniczenie masowej migracji z obszarów wiejskich do miast dla zapewnienia równowagi strukturalnej w obliczu istnienia ogromnej populacji ubogich rolników. System hukou był narzędziem scentralizowanej gospodarki planowej. Poprzez regulację pracy gwarantował licznym przedsiębiorstwom państwowym odpowiednią liczbę nisko opłacanych pracowników.

Przez pewien okres Chińskie Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego kontynuowało uzasadnianie systemu hukou na podstawie przesłanki o porządku publicznym, a także dostarczało danych demograficznych dla rządowej polityki centralnego planowania.

System hukou jest usprawiedliwiany przez niektórych uczonych jako podnoszący stabilność Chin dzięki lepszemu monitorowaniu „osób namierzonych”, które według standardów partii są politycznie podejrzane. Ciągle pozostaje to istotną funkcja hukou.

Od około roku 1953 do 1976 policja okresowo robiła obławy na osoby nie posiadające ważnego pozwolenia stałego pobytu, umieszczała je w centrach zatrzymań i wydalała z miast. Przepisy administracyjne wydane w roku 1982, znane jako „areszt i repatriacja” upoważniały policję do zatrzymań ludzi i ich „repatriacji” do miejsca stałego zamieszkania.

Chociaż w teorii od jednostki wymaga się, by mieszkała na terenie, do którego jest przypisana na mocy zezwolenia, w rzeczywistości system w dużej mierze się załamał. Po reformach rynku w Chinach nieoficjalna migracja do miast i znalezienie pracy bez ważnego zezwolenia stały się możliwe. Reformy ekonomiczne stworzyły naciski, które pobudziły migrację z głębi kraju na wybrzeże. Dostarczyły również impulsu dla władz do niewprowadzania kontroli migracji.

(...)

Od około roku 1953 do 1976 egzekwowanie praw związanych z miejscem zamieszkania doprowadziło do wyodrębnienia się najniższej klasy społecznej. Podczas gdy mieszkańcy miast cieszyli się gamą społecznych, ekonomicznych i kulturowych korzyści, ośmiuset milionowa populacja wsi chińskiej była traktowana jako obywatele drugiej kategorii. Tym niemniej jednak partia rządząca poczyniła pewne ustępstwa względem rolników, by uczynić życie na wsi możliwym do zniesienia.

W latach 1978–2001 Chiny przeszły od kapitalizmu państwowego do kapitalizmu rynkowego. Na obrzeżach miast stworzono strefy produkujące towary na eksport, gdzie pracownikami w najcięższych warunkach były głównie kobiety. Ograniczenia mobilności imigrantów były wszechobecne. Tymczasowi pracownicy byli zmuszani do niepewnej egzystencji w noclegowniach firm lub w slumsach.

Wpływ systemu hukou na imigrantów stał się szczególnie uciążliwy w latach 80., po tym jak setki milionów osób zostały wypchnięte z państwowych korporacji i spółdzielni. Od lat 80. około 200 milionów Chińczyków żyje poza oficjalnym miejscem zameldowania. W miastach cierpią z powodu o wiele niższego dostępu do edukacji i usług rządowych. Pod pewnymi względami ich status społeczny i ekonomiczny jest podobny do statusu nielegalnych imigrantów. Miliony rolników, którzy opuścili swe ziemie, utknęło na marginesie miejskiego społeczeństwa. Oskarża się ich tam o bycie przyczyną rosnącej przestępczości i bezrobocia. Pod presją mieszkańców miast (posiadających miejski hukou), ich władze wprowadzają dyskryminujące prawa.

System hukou jest nazywany „chińskim apartheidem”. Stopniowe rozluźnianie pewnych represyjnych aspektów systemu hukou od połowy lat 90. w dużym stopniu wyeliminowało przestrzenny wymiar apartheidu. Jednak hukou ciągle jest dziedziczny, więc główny element społecznego apartheidu pozostaje niezmienny.

(...)

Niektórzy uczeni z Chin kontynentalnych uważają, że system hukou, pomimo iż jest dyskryminujący, nie jest gorszy niż system paszportowy zatrzymujący obywateli krajów rozwijających się przed osiedleniem się na Zachodzie. System ten został nazwany globalnym apartheidem. /Piękna bzdura - red./

pl.wikipedia.org

wtorek, 27 stycznia 2026



Wojska rosyjskie kontynuują zmasowane ataki kombinowane na infrastrukturę energetyczną. Od 20 stycznia wieczorem do 27 stycznia rano agresor użył łącznie 1072 dronów, z czego 965 uderzeniowych „szahedów”, oraz 24 pocisków balistycznych i manewrujących. Obrońcy zadeklarowali zneutralizowanie 929 bezzałogowców oraz zestrzelenie 14 rakiet.

Do najbardziej zmasowanego ataku doszło w nocy z 23 na 24 stycznia, kiedy to Rosja użyła ponad 375 dronów i kilkunastu rakiet różnego typu (m.in. przeciwokrętowych pocisków Cyrkon). Celami były obiekty infrastruktury energetycznej i mieszkalnej w Kijowie (jedna osoba zginęła, kilka zostało rannych, a ponad 800 tys. abonentów pozostało bez prądu), w Charkowie (atak trwał dwie i pół godziny, rannych zostało 30 osób, uderzono m.in. w szpital położniczy) i innych miastach (łącznie ponad 170 obiektów, w tym 80 budynków mieszkalnych). W ataku na stolicę uszkodzone zostały m.in. budynki kompleksu klasztornego Ławry Peczerskiej, wpisanej na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jak podkreśliła 25 stycznia premier Julija Swyrydenko, skutki uderzenia, ze względu na uszkodzenia wyrządzone w poprzednich dniach oraz nadzwyczaj trudne warunki pogodowe, były dla sektora energetycznego najpoważniejsze od 2022 r. – aż 85% odbiorców na całej Ukrainie miało zostać pozbawionych dostępu do energii elektrycznej (jak dotąd udało się przywrócić dostawy prądu dla 60% użytkowników).

W ciągu ostatniego tygodnia celami ataków rosyjskich były obiekty infrastruktury energetycznej na całej Ukrainie – ucierpiały Zaporoże (20, 21, 25 stycznia – atak trwał łącznie kilkanaście godzin), Krzywy Róg (21 stycznia), Charków (20, 21, 23, 25, 26 stycznia – pozbawionych prądu zostało ponad 1,1 mln mieszkańców miasta i całego obwodu charkowskiego), Chersoń (21 i 27 stycznia – trafiony został m.in. wieżowiec mieszkalny w centrum miasta), Dniepr (22 stycznia), Sumy (23 stycznia), Odessa (26 i 27 stycznia) oraz miejscowości w obwodach żytomierskim (23 stycznia), czernihowskim (24 stycznia), mikołajowskim (26 stycznia) i lwowskim (27 stycznia).

W nocy z 22 na 23 stycznia Siły Obrony Ukrainy dokonały ataku bezzałogowych statków powietrznych na należące do spółki Pienzanieftieprodukt magazyny paliw w Penzie. Opublikowane zdjęcia satelitarne świadczą o tym, że całkowicie zniszczony został co najmniej jeden zbiornik paliwa, zaś kilka innych nosi ślady uszkodzeń. Baza ta to część koncernu Rosniefti i jeden z największych obiektów paliwowych w regionie. W jej skład wchodzi 18 zbiorników o łącznej pojemności ok. 21,6 tys. m³. Obiekt odpowiada za zaopatrywanie w paliwa sektora cywilnego i jednostek wojskowych Federacji Rosyjskiej oraz pełni funkcję regionalnego punktu przeładunkowo-dystrybucyjnego. Penza znajduje się ponad 500 km od granicy z Ukrainą.

W nocy z 25 na 26 stycznia ukraińskie drony uderzeniowe zaatakowały infrastrukturę rafinerii Sławiańsk EKO w Sławiańsku nad Kubaniem w Kraju Krasnodarskim. Zgodnie z komunikatem opublikowanym przez Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy trafione miały zostać elementy instalacji przerobu ropy naftowej. Skala zniszczeń pozostaje jednak nieznana.

(...)

26 stycznia Fedorow poinformował, że jednostki wojskowe, które przystąpiły do programu „Armia Dronów. Bonus” wyeliminowały w ubiegłym roku 240 tys. rosyjskich żołnierzy, a także dokonały 62 tys. trafień w lekki sprzęt wojskowy wroga, 29 tys. trafień w sprzęt ciężki oraz 32 tys. w bezzałogowe statki powietrzne. Ogółem ukraińskie drony są odpowiedzialne za prawie 820 tys. trafień w cele nieprzyjaciela. Wśród najbardziej skutecznych formacji znalazły się Ptaki Madiara, Jednostka Specjalna SBU Alfa oraz Grupa Łazara.

21 stycznia ukraiński wywiad wojskowy (HUR) opublikował dane dotyczące przedsiębiorstw zaangażowanych w produkcję rosyjskich pocisków manewrujących 9M727 wykorzystywanych w systemie rakietowym Iskander-K. Według ustaleń wywiadu kluczowym przedsiębiorstwem w cyklu produkcyjnym jest Biuro Badawczo-Konstrukcyjne „Nowator”, należące do koncernu Ałmaz-Antiej. HUR ujawnił również dane dotyczące 39 rosyjskich oraz jednego białoruskiego przedsiębiorstwa, które uczestniczą w produkcji głowic bojowych, silników turboodrzutowych i ich komponentów, satelitarnych oraz bezwładnościowych systemów nawigacyjnych, a także innych elementów elektronicznych wykorzystywanych w pociskach Iskander-K. Szczególną uwagę wywiad zwrócił na fakt, że 8 z 41 wymienionych przedsiębiorstw nadal nie zostało objętych sankcjami żadnego z państw należących do koalicji sankcyjnej. Wśród nich znalazły się m.in.: Tambowskie Zakłady „Elektropribor”, JSC „Wysokie Technologie” i Wołżańskie Zakłady Elektromechaniczne.

24 stycznia zastępca szefa Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy Ołeh Łuhowskyj wskazał, że białoruski kompleks wojskowo-przemysłowy został silnie zintegrowany z rosyjskim, a ponad 80% białoruskich firm uczestniczy w realizacji Rosyjskiego Państwowego Zamówienia Obronnego oraz Państwowego Programu Zbrojeń Rosji na lata 2025–2034. Białoruskie przedsiębiorstwa zajmują się m.in.: naprawą broni pancernej i rakietowo-artyleryjskiej, obsługą sprzętu łączności i systemów automatycznego sterowania, serwisem sprzętu lotniczego, dostarczaniem pocisków artyleryjskich i systemów bezzałogowych.

Podczas wystąpienia na Forum w Davos 22 stycznia prezydent Wołodymyr Zełenski przekonywał, że Rosja traci obecnie 35 tys. żołnierzy miesięcznie. Stanowi to według niego znaczący skok w porównaniu do szacunków sprzed roku, gdy najeźdźca tracił 14 tys. żołnierzy miesięcznie. Podkreślił przy tym, że armia rosyjska mobilizuje od 40 tys. do 43 tys. ludzi miesięcznie, jednak ok. 10–15% z nich dezerteruje lub zostaje rannych podczas walk.

24 stycznia podczas ataku na śmigłowce w rejonie Kropywnyckiego siły rosyjskie po raz pierwszy użyły „szahedów” wyposażonych w terminale satelitarne Starlink. Dzięki temu Rosjanie są w stanie na bieżąco koordynować lot bezzałogowców i precyzyjnie trafiać w cel.

23 stycznia ukraińska Służba Wywiadu Zagranicznego podała, że Kreml zatwierdził tzw. Strategię zrównoważonego rozwoju obwodu azowskiego do 2040 r. – dokument, który pod pozorem długofalowego planowania społeczno-gospodarczego ma na celu uzasadnienie nielegalnej aneksji tymczasowo okupowanych terytoriów Ukrainy oraz ich włączenie do rosyjskiej przestrzeni prawnej, administracyjnej i gospodarczej. Strategia formalnie obejmuje siedem podmiotów Federacji Rosyjskiej, w tym Autonomiczną Republikę Krymu oraz okupowane obwody: doniecki, ługański, chersoński i zaporoski. Dokument stanowi kolejny krok w kierunku legitymizacji okupacji przy użyciu narzędzi biurokratycznych i ekonomicznych. Zakłada m.in.: poprawę jakości usług komunalnych dla 2,58 mln osób, stworzenie „komfortowych warunków życia” dla 750 tys. mieszkańców, osiągnięcie poziomu 23,6 mln przyjazdów turystycznych rocznie. Zapowiedziano również utylizację zatopionych statków na Morzu Azowskim oraz daleko idące zmiany w systemach gospodarki wodnej rzek Don i Dniepr. W dokumencie nie znalazły się informacje o źródłach finansowania strategii.

21 stycznia mer Kijowa Witalij Kliczko przekazał, że od początku roku ze stolicy Ukrainy wyjechało ok. 600 tys. osób. Biuro prasowe mera wyjaśniło, że liczba ta opiera się na danych rozliczeniowych operatorów telefonii komórkowej. Na obecną sytuację wpływają m.in. wyjazdy mieszkańców do innych miast, przedłużone ferie, a także nauka zdalna – wielu studentów uczestniczy w zajęciach online, przebywając poza stolicą. 23 stycznia Kliczko zaapelował do mieszkańców – zarówno tych, którzy pozostają w mieście, jak i tych, którzy mają możliwość opuszczenia go – o przygotowanie zapasów żywności, wody oraz niezbędnych leków. Jak podkreślił, sytuacja jest bardzo trudna i może ulec dalszemu pogorszeniu.

Kijowska Miejska Administracja Wojskowa nie potwierdziła doniesień o wyjeździe ponad pół miliona osób, twierdząc, że gdyby ze stolicy wyjechała tak duża liczba abonentów, którym dostarczana jest energia elektryczna, sytuacja w energetyce prawdopodobnie nie byłaby tak krytyczna. 26 stycznia prezydent Zełenski poinformował, że w Kijowie niemal 60% odbiorców pozostaje bez dostaw energii elektrycznej, a ok. 1,2 tys. bloków mieszkalnych w stolicy nadal nie ma ogrzewania. Wskazał zarazem, że najtrudniejsza sytuacja panuje też w obwodach kijowskim, charkowskim, sumskim, czernihowskim oraz dniepropetrowskim. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zwiększa liczbę punktów wsparcia i ogrzewania dla mieszkańców (w Kijowie funkcjonuje obecnie ponad 1,3 tys. tzw. punktów niezłomności, zapewniających mieszkańcom dostęp do podstawowych usług w warunkach kryzysowych). Zełenski zaznaczył, że kluczowe jest utrzymanie działania stacji bazowych łączności komórkowej. Premier oraz minister obrony mają zweryfikować dane dotyczące zwolnienia od służby wojskowej pracowników firm energetycznych i przedsiębiorstw komunalnych usuwających skutki rosyjskich ataków.

osw.waw.pl


Milblogerzy: Kontrolowana opozycja

Zachodnie media czasem przedstawiają rosyjskich "blogerów wojennych" - milblogerów - jako niezależnych świadków, "prawdę opowiadających". To bardzo naiwne. W Rosji nie ma niezależności. Jest jedno - stopień przywiązania do systemu.

Blogosfera "Z" - tak się ją czasem określa - narodziła się z rozczarowania. W 2022 roku oficjalne komunikaty Ministerstwa Obrony Rosji stały się nieważliwe nawet dla własnych żołnierzy. Przepaść między słowami a rzeczywistością była zbyt wielka.
Kreml stanął przed wyborem. Albo monopolizować całą informację (bardzo trudne i ryzkowne) - i zostać ośmieszonym. Albo pozwolić krytyce taktycznej, logistycznej, personalnej - pod warunkiem, że strategiczna będzie zakazana.
Wybrał drugie. Efektem jest sieć kanałów Telegramu, które każdego dnia opowiadają o porażkach, korupcji, głupich generałach - ale zawsze kończą się słowami: trzeba walczyć. Trzeba mobilizować się. Trzeba wygrać. 

Te kanały rosną szybko. Np. "Dwaj Majorowie" zwęszyli zasięgi z 740 tysięcy do 1,17 miliona subskrybentów w ciągu kilku miesięcy. Czemu? Bo prawie mówią prawdę. Prawie jest tu różnicą.

Reguły tej gry są nienazwane, lecz jasne - Krytykować można logistykę, taktykę, generałów. Krytykować nie można decyzji Putina, celów wojny, samej operacji. Ton musi być: patriota rozczarowany, ale nie zdrajca.

I to działa. 

Kreml toleruje to, bo to wentyl bezpieczeństwa. Ludzie mogą wrzeszczeć w kanałach Telegramu - i nie będą się buntować. Służy to wszystkim i dla obywateli, gdyż są "alternatywnie" doinformowani, a i  blogerzy zyskują zasięg oraz znaczenie, Kreml ma nad tym ma kontrolę.
Ale ta kontrola jest pozorna. Bo nikt w tych kanałach nie wie, że mogą być wykorzystywane do czegoś innego.

Pytanie czy milblogerzy wiedzą, co publikują?

To jest centralne pytanie mojej analizy. Gdy kanał Z-blogera publikuje szczegółową narrację o tablecie Achmedowa - czy opowiadają fakt, który znają z wewnątrz? Czy publikują dezinformację, którą komuś zależy rozpowszechniać? Czy może konstruują narrację ex post facto z rzeczy, które widzieli, ale źle je zinterpretowali? 

Odpowiedź jest prosta - nie wiemy. I to jest właśnie sedno gry cieni.

x.com/Maciej_Korowaj


PAP: Kim przed strajkiem w Stoczni Gdańskiej był Lech Wałęsa?

Krzysztof Brożek: W sierpniu 1980 roku nie miał jeszcze skończonych 37 lat. Był żonaty, niedawno urodziło mu się szóste dziecko. Należał do nielegalnych Wolnych Związków Zawodowych. Jako reportażysta i historyk staram się przede wszystkim słuchać innych, a nie komentować i oceniać. Ale jeśli już miałbym pokusić się o charakterystykę Lecha Wałęsy, to powiedziałbym, że jest to self-made man. Pochodzi z chłopskiej rodziny, wyrwał się ze wsi, wyjeżdżając do Gdańska, gdzie został elektrykiem w stoczni. W tamtym czasie to już był wyznacznik awansu, a w nim mimo to wciąż grała ambicja, by osiągnąć coś więcej. Znajdował się w różnych sytuacjach, stykał się z różnymi ludźmi i ciągle podpatrywał, uczył się i tworzył siebie na nowo.

PAP: Rozmawiał pan z kolegami i sąsiadami Wałęsy ze Stogów. Jak go postrzegało najbliższe środowisko?

K.B.: Ci, którzy byli mu nieżyczliwi, widzieli w nim megalomana i człowieka pazernego na życie. Ci, którzy mu sprzyjali, dostrzegali pracowitość, aktywność i charyzmę. Wydaje się, że mówili o tej samej cesze Wałęsy, tylko w zależności od własnego nastawienia oceniali ją negatywnie lub pozytywnie. Każdy w jego środowisku się zmieniał, ale Wałęsa dokonywał zmian z jakąś zapalczywością, coś go pchało i kazało być aktywnym nawet w sytuacjach, w których to innych drażniło, a nawet mogło mu zaszkodzić.

(...)

PAP: Wałęsa podpisał zobowiązanie do współpracy 21 grudnia 1970 roku, kilka dni po masakrze robotników, gdy wojsko i milicja zastrzeliły 16 osób. Został zastraszony?

K.B.: Na około ośmiuset zatrzymanych w tych dniach demonstrantów dokumenty współpracy podpisało stu czterdziestu. Z samej Stoczni Gdańskiej – trzydziestu kilku. Spośród różnych komitetów strajkowych na Wybrzeżu – czternastu. Wałęsa nie powiedział o tym podpisie nawet żonie. Jak wyglądały takie werbunkowe przesłuchania, opowiedział mi stoczniowiec Jerzy K., TW „Kolega”, który swojej późniejszej żonie też o tym nie wspomniał. Został wezwany na przesłuchanie, bo esbecja dowiedziała się, że ukrywa broń. Milicjant posadził go na krześle i zostawił samego w pokoju. Po długim czasie drzwi się otworzyły i weszło dwóch nieumundurowanych esbeków. Jeden stanął z przodu, drugi z tyłu. Jeden miał do niego powiedzieć coś w tym sensie: „Ty skurwysynu, co ci się partia i nasz system nie podoba?”.

Nim zdążył odpowiedzieć, otrzymał uderzenie na tyle silne, że spadł z krzesła. Podniósł się, usiadł z powrotem, a funkcjonariusze wyszli.

Wrócił milicjant, zabrał go na pobranie odcisków palców i znów zostawił samego w pokoju na długi czas. Wrócili esbecy i powiedzieli mu, że jego sytuacja jest tragiczna i zaczęli go zastraszać: „Pistolet przecież miałeś, po to braliśmy te odciski palców, odciski są twoje, z tego pistoletu strzelano w Białostockiem chyba i został zraniony człowiek, i piętnaście lat masz na dzień dobry”. Gdy się odezwał, znów otrzymał cios. Zalał się krwią, stracił dwa zęby, kazali mu wyjść i w łazience przepłukać usta. Gdy wrócił, czekało na niego, jak powiedział, „dwóch bardzo dobrych wujków”. Zaczęli go przepraszać, przeklinać poprzedników, zaproponowali mu papierosa i kawę. W końcu jeden powiedział: „Jeśli ty nam pomożesz, to my tobie pomożemy. My będziemy się z tobą kontaktować, chcemy na bieżąco wiedzieć, jaka jest sytuacja w stoczni. Umowa jest taka: dopóki nie jesteś wrogiem systemu, nie ma sprawy w sądzie”. Dali mu do podpisania dokument, że nie będzie z nikim o tym rozmawiał.

PAP: To wiarygodna relacja?

K.B.: Dla mnie tak. Mimo upływu lat, widziałem, jak Jerzy K. podczas opowiadania cały drżał i co chwilę musiał uspokajać się wypaleniem papierosa. Aż momentami czułem niezręczność nagrywania, bo sam, siedząc za kamerą, miałem skojarzenie, że tym razem ja go przesłuchuję.

PAP: Na czym polegała działalność Wałęsy jako TW?

K.B.: Największą aktywność TW „Bolek” przejawiał przez pierwsze kilkanaście miesięcy od zwerbowania. Jego zadaniem było obserwować nastroje wśród załogi i meldować o planowanych strajkach. Po Grudniu ‘70, po donosach kolegów, nie tylko zresztą „Bolka”, bardziej aktywnych robotników spotkały realne represje: zwolnienie z pracy, przeniesienie na gorsze stanowisko, cofnięcie meldunku w Gdańsku, zwolnienie żony z pracy, niekończące się wezwania na formalne i nieformalne przesłuchania, pogróżki, pobicia. Trzeba pamiętać, że donosy „Bolka” nie były jedynym powodem do stosowania represji. SB nie ufała swoim źródłom. Dobrym przykładem jest TW „Kolega”, o którym opowiadałem. Donosił  na „Bolka”, a „Bolek” na niego. Może nam się to wydawać smutnym paradoksem, ale to tylko zwykła esbecka kuchnia. Źródła donosiły na siebie, bo SB ich w ten sposób kontrolowała, a ich informacje weryfikowała.

W esbeckich materiałach znalazłem taką charakterystykę „Bolka”: „jest to człowiek bardzo wybuchowy, częstokroć nie analizuje swoich wypowiedzi, potrafi z rzeczy stosunkowo błahych robić problemy. W związku z tym musi być często kontrolowany”.

Po kilkunastu miesiącach jego aktywność osłabła, bo większość niepokornych została już ze stoczni usunięta, a sytuacja opanowana.

PAP: W autobiograficznej „Drodze nadziei” Wałęsa napisał: „W pracy wspominam ten okres jako okres porażek ludzkich i zawodowych, okres moralnych klęsk”.

K.B.: Jeden z donosów kończy słowami: „Mój cel jedyny i nadrzędny wychować porządnie i bezkolizyjnie dzieci, ja już się nie liczę – częściowo przegrałem życie – ale to wielki splot wydarzeń”. W 1972 roku „Bolek” pokwitował tylko trzy gratyfikacje, ostatnią w maju, na łączną sumę 1600 zł – to wartość niecałej miesięcznej pensji. W następnym roku dwa pokwitowania, a liczba donosów zmalała do trzynastu w stosunku do z 51 w 1971 roku. Można przyjąć, że niezbyt liczne gratyfikacje były już wtedy dla SB tylko formą podtrzymania kontaktu z mało już aktywnym tajnym współpracownikiem. W 1975 roku aktywność TW „Bolka” spadła do zera.

PAP: Z pańskiej książki „Wałęsa. Gra o wszystko” wynika, że w tym czasie Wałęsa coraz częściej wchodził w konflikt z przełożonymi.

K.B.: Wałęsa coraz częściej krytykował kierownictwo wydziału i stoczni, a wobec pogarszającej się sytuacji w kraju punktował wzrost cen, niskie zarobki, męczące nadgodziny oraz nieudolność partii i administracji. Rząd uważał za śrubę, partię w stoczni porównywał do przedłużenia tej śruby, a związkowców uległych władzy do manekinów. „Pytam się, gdzie po obronę może zwrócić się jednostka napotykająca się na złego szefa czy przełożonego. Czy zawsze musi być pokonana i odejść ze spuszczoną głową? (…) Chcemy oszczędzać i szukać rezerw, ale weście się do pracy kierownicy, projektanci, dajcie przykład na najprostrzą, łatwiejszą drogę. Przecież przykłady można mnożyć, widać waszą ułomność” – to fragment przemówienia, które sam zapisał na kartce, a następnie przekazał SB. Ale esbecy nie chcieli słuchać jego rad, tylko zagrozili mu zwolnieniem z pracy, jeśli nie powściągnie swojego temperamentu. Tak się nie stało. Przeciwnie – Wałęsa uznał, że jego zwolnienie byłoby bezprawne, więc próbował interweniować u dyrektora i związków zawodowych. Koniec końców 30 kwietnia 1976 roku po przepracowaniu prawie dziewięciu lat w stoczni został zwolniony. Półtora miesiąca później został wyrejestrowany jako TW.

Z ostatnich notatek o nim można się dowiedzieć, że krzyczał na esbeków przez telefon, był arogancki, nie chciał nawet się z nimi spotkać.

dzieje.pl

poniedziałek, 26 stycznia 2026



W odróżnieniu od znacznej części rosyjskiego sektora energetycznego – branż węglowej, gazowej czy naftowo-paliwowej – od czasu rozpoczęcia przez Moskwę pełnoskalowej agresji na Ukrainę Państwowa Korporacja Energii Jądrowej Rosatom odnotowuje stabilny wzrost przychodów. Według publikowanych przez podmiot sprawozdań finansowych w latach 2022–2024 udało mu się zwiększyć zarówno wpływy zagraniczne, jak i łączne.

Według sprawozdania za 2024 r. wzrost wpływów generowany jest m.in. poprzez realizację kontraktów na budowę reaktorów za granicą, co stanowi newralgiczny rodzaj aktywności Rosatomu. Działalność ta od lat należy do narzędzi urzeczywistniania ambicji Moskwy w sferze jądrowej. Umocnienie pozycji w zakresie budowy i modernizacji obiektów nuklearnych ma przynosić korzyści zarówno gospodarcze, jak i polityczne. Wznosząc reaktory na rynkach zagranicznych, spółka czerpie zyski od państw odbiorców spłacających zobowiązania za usługę i użytkowaną technologię. Inwestycjom często towarzyszą też długoletnie umowy na dostawy produkowanego w Rosji paliwa jądrowego bądź wsparcie w obsłudze instalacji.

Z politycznego punktu widzenia współpraca ta długoterminowo wiąże kraje trzecie z FR w dziedzinie bezpieczeństwa energetycznego, choć głębokość tej relacji zależy od rodzaju kontraktu i innych elementów oferty (m.in. finansowania oraz statusu własnościowego elektrowni). W tym kontekście szczególnie istotną rolę odgrywają projekty kreujące stosunek zależności na wiele lat przez chociażby konieczność spłaty kredytu bądź strukturę własnościową spółki celowej. W promowanej przez giganta formule build-own-operate reaktor stanowi właściwie rosyjską własność, nad którą miejscowe władze nie mają kontroli.

Rosatom szczyci się dominacją na globalnym rynku eksportu technologii jądrowych – odpowiada jakoby za blisko 90% inwestycji na nim. W rzeczywistości zaś pod koniec 2025 r. podpisane umowy zobowiązały Rosjan do budowy 22 reaktorów w siedmiu państwach, podczas gdy obecnie powstaje na świecie ok. 60–70 takich obiektów. Projekty korporacji różnią się pod względem m.in. stopnia jej zaangażowania, rodzaju finansowania, a także stadium zaawansowania. Instalacje te wznoszone są przede wszystkim w Azji (Turcja, Iran, Chiny, Bangladesz i Indie) oraz na Węgrzech i w Egipcie. We wszystkich przypadkach prace rozpoczęto jednak przed 2022 r. Trzy nowe przedsięwzięcia ogłoszone w ostatnich trzech latach (Kazachstan, Uzbekistan i Iran) nie zostały natomiast jeszcze sformalizowane poprzez zawarcie konkretnych umów.

Silna pozycja Rosatomu jako dostawcy technologii bierze się w pierwszej kolejności ze struktury koncernu oraz państwowego wsparcia finansowego dla niego. Dla potencjalnego klienta zainteresowanego budową elektrowni nuklearnej korporacja to zaopatrzeniowiec kompleksowy, tzw. one-stop shop. Powiązane z nią spółki oferują bowiem usługi z całego zakresu łańcucha wartości cywilnej energetyki jądrowej – projektowania, budowy, wyszkolenia kadry technicznej czy dalszej obsługi obiektu wraz z zapewnieniem dostaw paliwa. Jednocześnie oferta może zostać podparta finansowaniem znacznej części inwestycji (a nawet całości) za pomocą nisko oprocentowanego kredytu udzielanego przez rosyjskie podmioty, często na podstawie umowy międzyrządowej.

Te dwa elementy sprawiają, że giganta postrzega się jako atrakcyjnego oferenta na rynku. Ewentualni konkurenci – przede wszystkim z państw zachodnich – nie są w stanie samodzielnie przedstawić podobnie kompleksowej propozycji realizowanej w ramach jednej struktury, co wymusza tworzenie rozbudowanych konsorcjów, komplikujących i wydłużających prace. Możliwość pełnego pokrycia przez stronę rosyjską kosztów budowy zdecydowanie odróżnia Rosatom od firm zachodnich, które zazwyczaj wymagają współfinansowania ze strony kraju odbiorcy. Jest to istotna przewaga rosyjskiej oferty z perspektywy państw niedysponujących wystarczającymi środkami dla tak kapitałochłonnych inwestycji, przy czym warto zaznaczyć, że równocześnie takie postępowanie stanowi duże obciążenie dla Moskwy. Ten model zakłada bowiem ulokowanie dużych funduszy bez gwarancji korzystnego zwrotu. Pożyczki są często udzielane na niski procent, a kapitał wykłada głównie państwo rosyjskie.

Kreml nie zdecydował się też na wykorzystanie giganta do celów politycznych poprzez nakaz wstrzymania eksportu paliwa czy świadczenia usług dla przedsiębiorstw z Zachodu w ramach szantażu energetycznego, tak jak miało to miejsce w przypadku Gazpromu i umyślnego redukowania dostaw gazu ziemnego do Europy od 2021 r. Warto przy tym zaznaczyć, że na poziomie retorycznym władze dopuszczały taką możliwość, a w odpowiedzi na amerykańskie ograniczenia dotyczące importu wzbogaconego uranu z Rosji Kreml wprowadził restrykcje na eksport tego towaru do Stanów Zjednoczonych – w praktyce jest to jednak martwa regulacja. Względna swoboda działalności Rosatomu pozwala mu na utrwalenie reputacji rzetelnego kontrahenta, nieuwzględnianego w politycznych kalkulacjach Moskwy.

Pomimo uprzywilejowanej pozycji na globalnym rynku podmiot doświadczył jednak trudności w obszarze wznoszenia elektrowni jądrowych po 2022 r. Powstała po rosyjskiej inwazji na Ukrainę nowa sytuacja międzynarodowa poskutkowała utratą przez niego jednego z projektów. Realizowaną przez spółkę córkę korporacji – Atomstrojeksport – budowę jednostki na fińskim półwyspie Hanhikivi zarzucono w maju 2022 r. Wówczas to miejscowy kontrahent Fennovoima zerwał kontrakt, tłumacząc to opóźnieniami po stronie rosyjskiej oraz ryzykami związanymi z destabilizacją łańcuchów dostaw po rozpoczęciu przez nią pełnoskalowej wojny.

Na obecnym etapie Rosatom napotyka także przeszkody w zakresie realizacji dwóch innych obiektów, nad którymi prace rozpoczęły się jeszcze przed 2022 r. – węgierskiego Paks-2 oraz tureckiego Akkuyu. W przypadku tego pierwszego stawianie dwóch reaktorów WWER-1200 jest opóźnione o ponad dekadę, a trudności powstałe w ciągu ostatnich trzech lat wyraźnie się do tego przyczyniły. W 2022 r. koncern zmuszono do renegocjacji istniejących kontraktów, aby umożliwić pracę spółek i ich finansowanie w realiach implementacji zachodnich sankcji finansowych. Co więcej, presja polityczna w Niemczech poskutkowała opóźnieniami w zakresie dostaw przeznaczonych dla jednostki turbin Siemensa. Warto nadmienić, że pomimo decyzji administracji Donalda Trumpa o wyłączeniu elektrowni Paks-2 spod wcześniejszych restrykcji wrześniowa decyzja TSUE o stwierdzeniu nieważności zgody Komisji Europejskiej na pomoc publiczną generuje dalsze opóźnienia – i to w chwili, gdy wciąż nie wylano betonu pod pierwszy z bloków.

O wiele bardziej zaawansowanym projektem jest Akkuyu, gdzie Rosjanie budują cztery reaktory WWER-1200. Podobnie jak w przypadku Węgier inwestycja ta mierzy się z problemami związanymi z finansowaniem oraz dostawą zachodnich komponentów, co poskutkowało przesunięciem terminu rozruchu pierwszego z bloków z 2023 na 2026 r. Obie strony na bieżąco wypracowują rozwiązania w celu pokonania tych trudności – m.in. poprzez mechanizm umożliwiający pokrycie kosztów jednostek poprzez przelewanie należności za rosyjski gaz bezpośrednio na konto spółki celowej w Turcji.

Z perspektywy Rosatomu powodzenie tureckiego przedsięwzięcia jest ważne z uwagi na jego wyjątkowość – to pierwsza inwestycja powstająca w ramach modelu build-own-operate (BOO), który zakłada pełną rosyjską kontrolę nad procesem budowy oraz umożliwia utrzymanie własności nad obiektem również w trakcie jego eksploatacji (koncern w całości kontroluje miejscową spółkę celową – ewentualna odsprzedaż udziałów w Akkuyu leży w gestii Rosjan). W praktyce oznacza to ograniczony wpływ strony tureckiej na przebieg prac, co zostało demonstracyjnie potwierdzone przez korporację poprzez zerwanie umowy z tamtejszym podwykonawcą robót budowlanych i zastąpienie go firmą rosyjską. Formuła BOO, forsowana przez Siergieja Kirijenkę (wówczas szefa giganta) jeszcze w poprzedniej dekadzie, ma w zamierzeniu stanowić domyślną ofertę eksportową dla państw zainteresowanych rosyjskimi technologiami jądrowymi – stąd istotność dziewiczego projektu w Turcji.

Rosatom jako generalny wykonawca – tj. na podstawie kontraktów EPC (engineering, procurement and construction) – wdraża także trzy przedsięwzięcia w innych lokalizacjach: El-Daaba w Egipcie, Ruppur w Bangladeszu oraz Buszehr w Iranie. Inwestycje te znajdowały się na zaawansowanym etapie jeszcze przed 2022 r., co zwiększa prawdopodobieństwo ich ukończenia. Niemniej i one doświadczyły problemów wynikających z restrykcji – związanych w szczególności z opłacaniem prac i logistyką dostaw.

Realizacja projektów w krajach o mniejszym stopniu zintegrowania z zachodnimi rynkami niż Węgry i Turcja zwiększa swobodę Rosatomu w kontekście omijania przeszkód sankcyjnych, co potwierdza kazus bangladeskiego Ruppuru. Mimo to w 2023 r. logistykę także tej budowy utrudniło nałożenie zachodnich restrykcji na rosyjskie statki, co zmusiło koncern do przearanżowania schematu dostaw na potrzeby instalacji. Ze względu na obostrzenia wymierzone w rosyjskie banki w tym samym roku zdecydowano się też na zmianę sposobu spłaty kredytu udzielonego przez Rosjan na budowę jednostek – dług ma zostać uregulowany w juanach za pośrednictwem chińskiego systemu płatniczego CIPS, co pozwala odizolować transakcje od kontrolowanego przez Zachód obiegu kapitału.

W przypadku pozostałych projektów – egipskiego i irańskiego – sankcje są określane jako bliżej niesprecyzowana przeszkoda niewstrzymująca prac. W ocenie rosyjskiego ambasadora w Egipcie oddziałują one negatywnie na inwestycję w tym kraju jedynie „do pewnego stopnia”, zaś Rosatom pod koniec 2024 r. podkreślał, że nie mają na nią „znacznego wpływu”. W kontekście irańskim opóźnienia w stawianiu obiektu w mieście Buszehr to pokłosie wcześniejszych problemów, m.in. niespłacania długu przez Teheran.

Najmniej dotknięte restrykcjami są inicjatywy wdrażane przy dużym zaangażowaniu miejscowych kontrahentów – tj. bloki jądrowe w indyjskim Kudankulamie oraz w chińskich Tianwanie i Xudapu. Rosyjski gigant nie pełni funkcji ich generalnego wykonawcy, lecz współdzieli budowę z tamtejszymi spółkami. Jeśli chodzi o projekty chińskie, to pełną odpowiedzialność za ich wznoszenie – poza konstrukcją „wyspy reaktorowej” czyli „serca” elektrowni, gdzie znajduje się reaktor – wzięła na siebie China National Nuclear Corporation (CNNC). Do zadań Rosatomu należą wykonanie właśnie tej części obiektu oraz szeroko pojęty nadzór nad stawianiem instalacji i jej rozruch. Co istotne, paliwo do jednostek ma być produkowane w Chinach na rosyjskiej licencji.

W przeszłości koncern informował, że przy chińskich reaktorach realizowanych dekadę temu tzw. stopień lokalizacji – czyli zaangażowania miejscowych firm – wynosił ok. 75%. Można zakładać, że rola tamtejszych podmiotów od tego czasu jedynie wzrosła, w związku z czym coraz trudniej nazywać te przedsięwzięcia „rosyjskimi”. W indyjskiej elektrowni Kudankulam korporacja odpowiada natomiast za dostawę technologii oraz większą część prac budowalnych, a w przypadku stawianych aktualnie reaktorów stopień lokalizacji ma wynieść 50%. Należy przy tym zaznaczyć, że te procentowe udziały odnoszą się na ogół do całego procesu powstawania elektrowni, bez rozróżnienia istotności poszczególnych elementów konstrukcji (chociażby właśnie „wyspy reaktorowej” względem standardowych prac).

Co ważne, kontrolę nad obiektami – zarówno podczas stawiania, jak i w trakcie eksploatacji – sprawują w pełni podmioty miejscowe. Wymienione projekty różnią się jednak finansowaniem – o ile Chińczycy przeznaczają na swoje wyłącznie środki własne, o tyle koszt indyjskich pokrywają po części Rosjanie. Należy przy tym zaznaczyć, że ich wkład kapitałowy sukcesywnie się zmniejsza w toku rozbudowy instalacji – w przypadku czterech pierwszych reaktorów w Kudankulamie FR zobowiązała się do skredytowania ok. 85% prac, podczas gdy na dwa następne ma udzielić pożyczki w wysokości ok. 50% ich wartości.
 
osw.waw.pl

niedziela, 25 stycznia 2026



Tegoroczna zima na Kamczatce przyniosła najobfitsze opady śniegu od 60 lat. Według regionalnego oddziału hydrometeorologii w grudniu 2025 r. w Pietropawłowsku Kamczackim spadło 370 mm śniegu, czyli ponad trzykrotność miesięcznej normy. W pierwszej połowie stycznia doszło jeszcze półtorej normy (163,6 mm). Pokrywa śnieżna osiągnęła 1,7 m, a w niektórych rejonach nawet 2,5 m.

15 stycznia pod zwałami śniegu zginęły dwie osoby, po czym w mieście wprowadzono stan wyjątkowy. Region nie był w stanie samodzielnie uporać się z odśnieżaniem. 21 stycznia prezydent Rosji, Władimir Putin, polecił ministerstwu budownictwa włączyć się w likwidowanie skutków żywiołu na Kamczatce.

Tymczasem mieszkańcy oceniają sytuację jako "skrajnie trudną". — Wciąż odśnieżane są głównie główne drogi, ale między blokami w ogóle nie da się przejechać. Ludzie poruszają się wśród zasp wąskimi, nieprzetartymi ścieżkami, co jest niebezpieczne. Straż pożarna ani karetki nie mogą dojechać do domów i udzielić pomocy. Zdarzyło się już kilka pożarów ze skutkiem śmiertelnym — relacjonuje jedna z mieszkanek. Jak dodaje, uczniowie przeszli na naukę zdalną, ale przedszkola działają normalnie. Żywność trzeba nosić samodzielnie z głównych ulic.

Kolejna mieszkanka Pietropawłowska Kamczackiego nie zauważyła poprawy po przyjeździe dodatkowego sprzętu do odśnieżania. — Może główne drogi są poszerzane, ale w podwórkach wciąż zalegają góry śniegu, a przejść dla pieszych jak nie było, tak nie ma… Dotarcie do ulicy to prawdziwa przeprawa, niemal wszędzie są urwiska — podkreśliła.

Jej zdaniem sytuację komplikuje dodatkowo aktywność sejsmiczna. Np. w nocy z 24 na 25 stycznia zanotowano aż cztery wstrząsy wtórne o magnitudzie od 4 do 6,4. Kobieta skarżyła się również na przepełnione śmietniki, do których nie mogą dojechać śmieciarki.

onet.pl\The Moscow Times


Rosyjski rynek motoryzacyjny w ostatnich dwóch dekadach generalnie rósł, choć przeżywał także załamania. Dwie dekady temu w Rosji sprzedano niemal półtora miliona nowych samochodów osobowych. W 2008 roku padł pierwszy rekord: Rosjanie kupili niemal trzy miliony aut. Rok później był już kryzys finansowy i pewne załamanie rynku, ale rynek się odbił i w latach 2011 - 2014 sprzedawano rocznie ponad dwa i pół miliona samochodów. To były sute lata nakręcane pompowanymi do gospodarki petro-rublami. Już po pierwszej rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2014 roku rynek motoryzacyjny odczuł sankcje i spowolnienie gospodarki. Sprzedaż spadła do średniej ok. półtora miliona rocznie. Prawdziwe załamanie przyszło w 2022. Po raz pierwszy od lat 90. W Rosji sprzedano zaledwie 630 tys. nowych samochodów. Był to oczywisty efekt wojny, sankcji, wycofania zachodnich i azjatyckich koncernów z rosyjskiego rynku, ale i wciąż odczuwanych skutków pandemii. Z Rosji wycofały się oficjalne sieci dealerskie i serwisowe oraz fabryki i montownie. A przecież w „zagłębiach” nowego przemysłu motoryzacyjnego - w Kałudze, Petersburgu, czy Królewcu - powstały w ostatnich latach montownie i fabryki większości dużych koncernów samochodowych. Po agresji na Ukrainę koncerny się wycofały. Renault sprzedał udziały w rosyjskim AvtoVaz, gdzie produkowano popularne, tanie modele. Zniknęły fabryki i montownie Forda, grupy Volkswagena (VAG), BMW, Mercedesa, Nissana, Toyoty i grupy Stellantis. Rok 2022 był szokiem dla rosyjskiej motoryzacji. Dzisiaj ten rynek jest już zupełnie inny niż przed wojną. 

(...)

Po wstrząsie, jakim było wyjście z Rosji zachodnich koncernów, Kreml wymyślił, że najlepiej by było, by ten wart dobrze ponad milion samochodów rynek, przejęli rodzimi producenci. W ubiegłym roku Łada, czyli sztandarowa marka koncernu AvtoVaz, pozostała liderem z prawie 330 tys. sprzedanymi pojazdami; mimo, że sprzedaż Ład spadła o 25 proc. Najpopularniejszy jest najtańszy model – Łada Granta, której ceny zaczynają się od niecałych 800 tys. rubli (poniżej 40 tys. zł). Jest to zatem naprawdę tani samochód - tyle, że kiepski. 

(...)

Na kolejnych miejscach listy najpopularniejszych marek znajdują się chińskie: Haval, Chery, Geely oraz chińskie samochody pod białoruską marką Belgee. Najchętniej kupowanym samochodem był Haval Jolion – niedrogi i prosty, kompaktowy crossover z Chin. Producenci z Państwa Środka szturmem podbili rosyjski rynek. Weszli w pustkę po wycofanych zachodnich i japońskich markach. Chińczycy sprzedają już ponad 60 proc. samochodów w Rosji. A jednak, po okresie szybkiej ekspansji, zaczynają pojawiać się problemy. Po pierwsze chińskie samochody odnotowują znaczny spadek wartości na rynku wtórnym. W wypadku niektórych marek i modeli już po roku tracą połowę wartości. To efekt licznych promocji i niskiej ceny nowych aut, ale i braku rozbudowanej sieci serwisowej. Chińczycy weszli do Rosji, ale nie zbudowali w niej dużych sieci dealerskich. Wiele samochodów jest sprzedawane przez nieoficjalne komisy, niepowiązane z producentami. Do tego dochodzi coraz bardziej nerwowa i fiskalna polityka państwa. Kreml zorientował się, że Chińczycy chętnie sprzedają swoje samochody, ale mniej chętnie inwestują w produkcję w Rosji. W zasadzie własną fabrykę w Rosji, w Tule, ma tylko chiński Great Wall Motor, gdzie powstają samochody Haval. Fabrykę zbudowano jeszcze w 2019 roku. Po wybuchu wojny i ucieczce zachodnich koncernów jedynie Chery wszedł do byłych montowni Volkswagena i Mercedesa w Petersburgu i Kałudze, gdzie prowadzi ograniczony montaż. Co ciekawe, z chińskiego rynku do Rosji trafia już całkiem pokaźny potok używanych samochodów – w większości zachodnich marek. 

Drugim, dość nowym kierunkiem importu używanych i nowych samochodów, jest Korea Południowa. Ponieważ na rosyjskim rynku trudno dziś o używane, ale względnie młode auta z roczników „pandemicznych” 2020 - 2022 (była wtedy ograniczona podaż na rynku), dziś Rosjanie najchętniej kupują właśnie takie, kilkuletnie pojazdy i to one są importowane – przywożone na lawetach z Azji. I tu pojawia się inwencja twórcza w omijaniu długich rąk państwa, szukających pieniędzy w kieszeniach obywateli. Rosyjski rząd gdzie się da szuka teraz środków na wojnę i rosnące koszty utrzymania państwa. Co roku rośnie tzw. opłata utylizacyjna. 

To de facto rodzaj podatku, który tylko formalnie jest składką na ekologiczną utylizację samochodu w przyszłości. Od tego roku składka ta znowu wzrosła i jest inaczej naliczana. O ile dla samochodów o mocy silnika poniżej 160 KM jest nadal znośna (w przeliczeniu wynosi kilkaset zł), to w przypadku dużego auta, np. SUVa z silnikiem 200 KM mocy, może wynieść już milion rubli (46 tys. zł). Na przykład właściciel Toyoty Camry dostanie w ten sposób opłatę większą od wartości samego samochodu. Do tego dochodzi cło. W przypadku importownych samochodów nowych i do 3 lat cło wynosi od 48 do 54 proc. wartości pojazdu, a to nie wszystkie obciążenia. Właśnie weszła w życie podwyżka VAT z 20 do 22 proc. Od zakupów samochodów na kredyt i leasing odstraszają wysokie, 16 proc. stopy procentowe. 

Skoro obłożone fiskalnymi opłatami samochody są bardzo drogie, nic dziwnego, że Rosjanie szukają rozwiązań alternatywnych. Popularny jest import przez Białoruś. Przywożone koleją lub lawetami z Azji auta są clone na Białorusi, gdzie obowiązuje stawka „tylko” 24 proc. Inne, bardziej ryzykowne rozwiązanie, to Kirgistan. Ta środkowoazjatycka republika stała się w ostatnim czasie potężnym hubem importowo-eksportowym. Przez Kirgistan trafiają do Rosji nowe i używane samochody z Chin. W niektórych miesiącach ubiegłego roku reeksportowano do Rosji nawet 75 tys. samochodów. W Kirgistanie obowiązują niższe cła (10 - 15 proc.) i nie ma opłaty utylizacyjnej. Rosjanie kupują samochody w Chinach, rejestrują w Kirgistanie na „słupy” - miejscowych, z którymi podpisują potem umowę użyczenia pojazdu na kilka lat. I w ten sposób po Rosji jeździ mnóstwo samochodów na kirgiskich tablicach. Władze rosyjskie chcą jednak ten proceder ukrócić. 

belsat.eu


Rosyjski niezależny portal Mediazona poinformował wczoraj, że Drugi Zachodni Wojskowy Sąd Okręgowy w Moskwie opublikował wydany zaocznie wyrok w sprawie zatonięcia krążownika. Za zatopienie krążownika Moskwa i porażenie fregaty Admirał Essen zaocznie skazany na dożywocie został dowódca 406. Brygady Artyleryjskiej Marynarki Wojennej Ukrainy, któremu zarzucono wydanie rozkazu uderzenia rakietowego. Moskiewski sąd postanowił też nałożyć na ukraińskiego oficera karę w wysokości 2,2 miliarda rubli - około 104 miliony złotych. 

Z materiałów opublikowanych na stronie sądu można się też było dowiedzieć, że “w wyniku wybuchu, pożaru i zadymienia zginęło 20 członków załogi krążownika, 24 marynarzy odniosło obrażenia różnego stopnia. Kolejnych 8 osób zaginęło bez wieści, w tym podczas walki o ocalenie okrętu, która trwała ponad sześć godzin”. 

belsat.eu\Mediazona\mil.in.ua 

sobota, 24 stycznia 2026



Opublikowana przez Pentagon Strategia Obrony Narodowej USA łagodzi dotychczasowe stanowisko Waszyngtonu wobec Chin i Korei Płn.; nie wspomina o Tajwanie oraz podkreśla znaczenie współpracy z Izraelem w regionie Bliskiego Wschodu. Zgodnie z dokumentem "priorytetem Pentagonu jest obrona ojczyzny".

W regionie Indo-Pacyfiku, który uchodzi za potencjalnie główne źródło konfliktu militarnego z udziałem Stanów Zjednoczonych, Pentagon podkreślił, że celem działań władz USA powinno być zapewnienie "korzystnej równowagi sił militarnych". W dokumencie stwierdzono, że działania te mają doprowadzić do sytuacji, by "ani Chiny, ani nikt inny nie mógł zdominować nas ani naszych sojuszników (w tej części świata - PAP)".

"Możliwy jest pokój na warunkach korzystnych dla Amerykanów, ale które Chiny również będą mogły zaakceptować" - napisano. Agencja Reutera podkreśliła, że w tym kontekście nie wspomniano o Tajwanie, którego nazwa zresztą w ogóle nie pojawiła się w dokumencie.

Pekin konsekwentnie podkreśla, że traktuje Tajwan jako swoje terytorium. W 1949 r., po zwycięstwie komunistów w wojnie domowej w Chinach, ich przeciwnicy uciekli na Tajwan i powołali tam do życia Republikę Chin, jak brzmi oficjalna nazwa kraju, której stosowania zakazują władze Chińskiej Republiki Ludowej. Stąd w terminologii międzynarodowej powszechnie stosuje się nazwę Tajwan bądź Chińskie Tajpej.

Dokument Pentagonu zaleca też ograniczenie roli USA w odstraszaniu Korei Północnej, przy jednoczesnym zcedowaniu na Koreę Południową głównej odpowiedzialności za to zadanie. Strategia Pentagonu nie wyklucza redukcji wojsk USA na Półwyspie Koreańskim.

"Korea Południowa jest w stanie przejąć główną odpowiedzialność za odstraszanie Korei Północnej przy kluczowym, ale bardziej ograniczonym wsparciu ze strony USA" - napisano w Strategii Obrony Narodowej. Dokument stwierdza też, że taka "zmiana w równowadze odpowiedzialności" jest zgodna z zamiarem Waszyngtonu, który ma na celu "aktualizację pozycji sił zbrojnych USA na Półwyspie Koreańskim".

W odniesieniu do Bliskiego i Środkowego Wschodu dokument Pentagonu stwierdza, że "chociaż Iran poniósł w ostatnich miesiącach poważne porażki, wydaje się, że jest zdecydowany na odbudowę swoich konwencjonalnych sił zbrojnych", a władze w Teheranie "pozostawiają otwartą możliwość podjęcia kolejnej próby uzyskania broni jądrowej". Podkreślono, że Izrael jest "wzorowym sojusznikiem" i nie wykluczono dodatkowego wzmocnienia obrony Państwa Żydowskiego.

W odniesieniu do Europy i Rosji oceniono, że Moskwa pozostanie "stałym, ale możliwym do opanowania zagrożeniem" dla członków Sojuszu na wschodniej flance. Podkreślono, że wojska USA "będą nadal odgrywać kluczową rolę w NATO, (…) by w większym stopniu uwzględniać rosyjskie zagrożenie dla interesów USA, a także zdolności naszych sojuszników". W amerykańskiej strategii podkreślono, że europejskie kraje NATO "przyćmiewają Rosję pod względem gospodarczym, liczby ludności, a tym samym ukrytej siły militarnej", a zarazem udział Europy "w globalnej potędze gospodarczej maleje".

Strategia Obrony Narodowej (National Defense Strategy, NDS) to dokument, który rozwija zapisy zawarte w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego prezydenta USA Donalda Trumpa z grudnia ub. roku. NDS ustala cele planowania wojskowego dotyczące sił, infrastruktury czy finansowania.

PAP


Rosja w dającej się przewidzieć przyszłości pozostanie "stałym, ale możliwym do opanowania zagrożeniem" dla członków NATO na wschodniej flance - napisano w opublikowanej w piątek przez Pentagon Strategii Obrony Narodowej USA.

Strategia Obrony Narodowej (National Defense Strategy, NDS) to dokument, który rozwija zapisy zawarte w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. Ten drugi dokument władze amerykańskie opublikowały na początku grudnia minionego roku.

NDS jest publikowana przez każdą nową administrację USA. Dokument ustala cele planowania wojskowego dotyczące sił, infrastruktury czy finansowania. Nowa Strategia Obrony Narodowej stwierdza, że głównym priorytetem Pentagonu jest obrona ojczyzny.

W części dokumentu poświęconej Rosji podkreślono, że w dającej się przewidzieć przyszłości kraj ten pozostanie "stałym, ale możliwym do opanowania zagrożeniem" dla członków NATO na wschodniej flance.

Zaznaczono, że mimo tego, iż Moskwa mierzy się z trudnościami demograficznymi i gospodarczymi, wojna na Ukrainie pokazuje, że Rosja wciąż posiada duży potencjał militarny i przemysłowy.

"Rosja pokazała też, że jej społeczeństwo ma determinację, potrzebną do tego, by toczyć przedłużającą się wojnę w swoim bliskim sąsiedztwie" - czytamy w opublikowanym w piątek przez Pentagon dokumencie.

"Co więcej, mimo tego, że rosyjskie zagrożenie militarne jest głównie skoncentrowane na Europie Wschodniej, Rosja również posiada największy na świecie arsenał nuklearny, który modernizuje i dywersyfikuje, oraz zdolności podwodne, kosmiczne i cybernetyczne, które może wykorzystać przeciwko USA" - podkreślono.

"Z uwagi na to ministerstwo zapewni, że siły zbrojne USA będą gotowe do obrony przed rosyjskimi zagrożeniami dla USA. Ministerstwo będzie również nadal odgrywać kluczową rolę w samym NATO, nawet podczas dostosowywania obecności i działań sił zbrojnych USA na teatrze europejskim, aby w większym stopniu uwzględniać rosyjskie zagrożenie dla interesów amerykańskich, a także zdolności naszych sojuszników" - napisano w strategii.

W dokumencie zaznaczono, że europejskie kraje NATO "przyćmiewają Rosję pod względem gospodarczym, liczby ludności, a tym samym ukrytej siły militarnej".

"Jednocześnie, chociaż Europa pozostaje ważna, jej udział w globalnej potędze gospodarczej maleje. Wynika stąd, że chociaż jesteśmy i będziemy zaangażowani w Europie, musimy - i będziemy - priorytetowo traktować obronę terytorium USA i odstraszanie Chin" - napisano.

Przypomniano, że kraje NATO zobowiązały się do zwiększenia wydatków na obronność do poziomu 5 proc. PKB. "Dlatego nasi sojusznicy z NATO mają silną pozycję, by wziąć na siebie główną odpowiedzialność za konwencjonalną obronę Europy, przy kluczowym, ale bardziej ograniczonym, wsparciu ze strony USA" - dodano.

"Obejmuje to przejęcie inicjatywy we wspieraniu obrony Ukrainy. Jak powiedział prezydent (Donald) Trump, wojna na Ukrainie musi się zakończyć. Tak jak jednak również podkreślił, jest to przede wszystkim odpowiedzialność Europy. Zagwarantowanie i utrzymanie pokoju będzie zatem wymagało przywództwa i zaangażowania naszych sojuszników z NATO" - podsumowano.

Dokument przewiduje też m.in. "bardziej ograniczoną" rolę USA w odstraszaniu Korei Północnej i przejęciu głównej odpowiedzialności za ten kierunek przez Koreę Południową. To najpewniej wywoła niepokój w Seulu - zaznaczył Reuters. Natomiast w regionie Indo-Pacyfiku Pentagon jest skoncentrowany na tym, by nie dopuścić do chińskiej dominacji nad USA ani amerykańskimi sojusznikami.

PAP

 

Maksym Timczenko, szef największej ukraińskiej prywatnej firmy energetycznej DTEK, powiedział 23 stycznia agencji Reuters, że rosyjskie ataki na infrastrukturę energetyczną DTEK spowodowały spadek całkowitej mocy wytwórczej DTEK o 60-70 procent i spowodowały szkody szacowane na 64-70 miliardów dolarów do naprawy. Timczenko stwierdził, że przez ostatnie dwa tygodnie temperatura na Ukrainie wahała się od -15 do -20 stopni Celsjusza (...). Timczenko stwierdził, że rosyjskie strajki powodują ciągłe przerwy w dostawie prądu, w wyniku których ukraińscy cywile mają tylko trzy do czterech godzin energii dziennie. Rosja prawdopodobnie zamierza pogorszyć zdolność Ukrainy do wytwarzania energii i jej zdolność do dostarczania Ukraińcom ciepła w środku zimy, w tym poprzez próbę podzielenia ukraińskiej sieci energetycznej na pół i utworzenia wysp energetycznych odciętych od wytwarzania, dostaw i przesyłu energii elektrycznej. Rosja zaczęła zwiększać intensywność swoich ataków na infrastrukturę energetyczną Ukrainy od jesieni 2025 r. do zimy 2025-2026, mając na celu spowodowanie zakłóceń na dużą skalę w ukraińskim systemie elektroenergetycznym, co ISW w dalszym ciągu ocenia jako rosyjski wysiłek mający na celu degradację bezpieczeństwa energetycznego i potencjału przemysłowego Ukrainy oraz zdemoralizowanie ludności ukraińskiej.

(...)

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył 23 stycznia, że prezydent USA Donald Trump zgodził się dostarczyć Ukrainie nieokreśloną liczbę rakiet przechwytujących PAC-3 dla systemów obrony powietrznej Patriot w celu zwalczania ciągłej rosyjskiej kampanii uderzeniowej dalekiego zasięgu. Rzecznik ukraińskich sił powietrznych, pułkownik Jurij Ihnat, zauważył niedawno, że wskaźnik zestrzeleń rosyjskich pakietów uderzeniowych dalekiego zasięgu na Ukrainie jest wysoki, ale drony i rakiety naruszające obronę powietrzną Ukrainy powodują rozległe szkody. Siły rosyjskie często nie wystrzeliwują żadnych rakiet lub wystrzeliwują ich kilka przez wiele dni z rzędu, po czym wystrzeliwują pakiety uderzeniowe ze znaczną ilością rakiet, prawdopodobnie gromadząc rakiety /z produkcji bierzącej - red./ pomiędzy seriami uderzeń, aby zmaksymalizować szkody większymi pakietami uderzeń. Rosja wyposaża drony Shahed w głowice kasetowe i miny, które wybuchają po zestrzeleniu, wprowadza innowacje w taktyce uderzeniowej i dostosowuje technologię Shahed, aby umożliwić dronom zmianę celów w czasie rzeczywistym – wszystko to skutkuje maksymalizacją szkód, jakie drony Shahed mogą wyrządzić ukraińskim celom.

understandingwar.org



Maksym Timczenko, szef największej ukraińskiej prywatnej firmy energetycznej DTEK, powiedział 23 stycznia agencji Reuters, że rosyjskie ataki na infrastrukturę energetyczną DTEK spowodowały spadek całkowitej mocy wytwórczej DTEK o 60-70 procent i spowodowały szkody szacowane na 64-70 miliardów dolarów do naprawy. Timczenko stwierdził, że przez ostatnie dwa tygodnie temperatura na Ukrainie wahała się od -15 do -20 stopni Celsjusza (...). Timczenko stwierdził, że rosyjskie strajki powodują ciągłe przerwy w dostawie prądu, w wyniku których ukraińscy cywile mają tylko trzy do czterech godzin energii dziennie. Rosja prawdopodobnie zamierza pogorszyć zdolność Ukrainy do wytwarzania energii i jej zdolność do dostarczania Ukraińcom ciepła w środku zimy, w tym poprzez próbę podzielenia ukraińskiej sieci energetycznej na pół i utworzenia wysp energetycznych odciętych od wytwarzania, dostaw i przesyłu energii elektrycznej. Rosja zaczęła zwiększać intensywność swoich ataków na infrastrukturę energetyczną Ukrainy od jesieni 2025 r. do zimy 2025-2026, mając na celu spowodowanie zakłóceń na dużą skalę w ukraińskim systemie elektroenergetycznym, co ISW w dalszym ciągu ocenia jako rosyjski wysiłek mający na celu degradację bezpieczeństwa energetycznego i potencjału przemysłowego Ukrainy oraz zdemoralizowanie ludności ukraińskiej.

(...)

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył 23 stycznia, że prezydent USA Donald Trump zgodził się dostarczyć Ukrainie nieokreśloną liczbę rakiet przechwytujących PAC-3 dla systemów obrony powietrznej Patriot w celu zwalczania ciągłej rosyjskiej kampanii uderzeniowej dalekiego zasięgu. Rzecznik ukraińskich sił powietrznych, pułkownik Jurij Ihnat, zauważył niedawno, że wskaźnik zestrzeleń rosyjskich pakietów uderzeniowych dalekiego zasięgu na Ukrainie jest wysoki, ale drony i rakiety naruszające obronę powietrzną Ukrainy powodują rozległe szkody. Siły rosyjskie często nie wystrzeliwują żadnych rakiet lub wystrzeliwują ich kilka przez wiele dni z rzędu, po czym wystrzeliwują pakiety uderzeniowe ze znaczną ilością rakiet, prawdopodobnie gromadząc rakiety /z produkcji bierzącej - red./ pomiędzy seriami uderzeń, aby zmaksymalizować szkody większymi pakietami uderzeń. Rosja wyposaża drony Shahed w głowice kasetowe i miny, które wybuchają po zestrzeleniu, wprowadza innowacje w taktyce uderzeniowej i dostosowuje technologię Shahed, aby umożliwić dronom zmianę celów w czasie rzeczywistym – wszystko to skutkuje maksymalizacją szkód, jakie drony Shahed mogą wyrządzić ukraińskim celom.

understandingwar.org

środa, 21 stycznia 2026


Wojska rosyjskie kontynuują próby przeniknięcia poza linie obrony na południowych przedmieściach Konstantynówki. Kilkuosobowe grupy wroga starają się zająć dogodne pozycje na wzgórzach położonych na północny wschód od Jabłuniwki, aby następnie podejmować próby zdobycia zachodniej części Konstantynówki wzdłuż zachodniego brzegu rzeki Krywyj Toreć. Jednocześnie prowadzą natarcie po wschodniej stronie miasta – z kierunku Czasiw Jaru i wsi Ołeksandro-Szultyne. Nadrzędnym celem jest przejęcie kontroli nad obszarem rozciągającym się od Konstantynówki po Drużkiwkę, co ma umożliwić natarcie od południa i południowego wschodu na Kramatorsk i Słowiańsk – najważniejsze miasta w obwodzie donieckim pozostające w rękach Ukraińców.

Rosjanom udało się uzyskać kontrolę nad całością Hulajpola, a obecnie walki toczą się o położoną na zachód od niego wieś Zaliznyczne. Agresor najprawdopodobniej przejął także Pryłuky na północny zachód od miasta. Coraz trudniejsza sytuacja panuje również na południe od Zaporoża, gdzie Rosjanie próbują wyprzeć obrońców ze Stepnohirśka, zdobywając przyczółki w położonych nad wyschniętym Zbiornikiem Kachowskim miejscowościach Pławni i Prymorśke. Przejęcie Stepnohirśka będzie skutkowało objęciem południa aglomeracji zaporoskiej ogniem artylerii oraz zasięgiem dronów i bomb lotniczych. W dalszej perspektywie należy się spodziewać prób przecięcia szlaków logistycznych z Zaporoża na wschód – do Hulajpola i Orichiwa.

W nocy z 13 na 14 stycznia wojska rosyjskie przeprowadziły zmasowany atak na infrastrukturę w obwodach zaporoskim i dniepropetrowskim, pozbawiając prądu ponad 45 tys. abonentów w Krzywym Rogu. Z kolei w nocnym bombardowaniu Odessy uszkodzono budynek polskiego konsulatu (nikt nie został ranny).

Szczególnie intensywnym atakom poddawana jest stolica Ukrainy. 20 stycznia doszło do zmasowanego uderzenia na Kijów, podczas którego użyto pocisku Cyrkon, 18 pocisków balistycznych Iskander-M/S-300, 15 rakiet Ch-101, a także 339 dronów uderzeniowych. Ponad 5,5 tys. wielopiętrowych budynków mieszkalnych pozbawionych zostało ogrzewania, zaś niemal cała lewobrzeżna część miasta odcięta od dostaw wody, a w pozostałej ciśnienie wody jest obniżone (wody nie ma również w niektórych budynkach administracji państwowej, w tym w Radzie Najwyższej). Ogółem w wyniku ataku ponad 335 tys. mieszkańców Kijowa zostało pozbawionych prądu.

15 stycznia rosyjskie drony uderzyły w centrum Lwowa, uszkadzając jedną z cerkwi oraz plac zabaw. Tego samego dnia w obwodach charkowskim, żytomierskim i odeskim doszło do ataków na infrastrukturę energetyczną, skutkujących przerwami w przesyle prądu. Szczególnie intensywne uderzenia odnotowano w Charkowie (ponawiano je 17, 19 i 20 stycznia), Zaporożu (18 i 19 stycznia), Odessie (19 stycznia) oraz Dnieprze (20 stycznia).

W ciągu ostatniego tygodnia armia rosyjska kontynuowała ataki na obiekty infrastruktury krytycznej w wielu obwodach. W charkowskim i chersońskim odnotowano kilka ofiar śmiertelnych, a ranni zostali mieszkańcy obwodów czernihowskiego, dniepropetrowskiego, sumskiego, donieckiego i zaporoskiego. Zgodnie z szacunkami Dowództwa Sił Powietrznych od 13 do 20 stycznia wojska rosyjskie użyły 1017 dronów (z czego 715 „szahedów”), 36 pocisków balistycznych i manewrujących oraz jednego pocisku przeciwokrętowego Cyrkon. Obrońcy zadeklarowali unieszkodliwienie 807 bezzałogowych statków powietrznych oraz 18 rakiet.

Wskutek ataków 15 stycznia Ministerstwo Energetyki wprowadziło harmonogramy wyłączeń dostaw prądu we wszystkich regionach Ukrainy dla wszystkich kategorii odbiorców. Podkreślono przy tym, że najtrudniejsza sytuacja panuje w Kijowie, gdzie mieszkańcom umożliwiono przemieszczanie się w czasie obowiązującej godziny policyjnej do tzw. punktów odporności – specjalnych miejsc, w których zapewniono awaryjne ogrzewane i zasilanie prądem (generatory) oraz dostęp do internetu i wody.

(...)

13 stycznia w rejonie terminalu Konsorcjum Rurociągów Kaspijskich (KRK) na Morzu Czarnym najprawdopodobniej ukraińskie drony zaatakowały co najmniej dwa tankowce. Na jednostkach, które miały oczekiwać na załadunek, wybuchły pożary. KRK to kluczowy projekt infrastrukturalny transportujący ropę z Kazachstanu przez Rosję do terminalu w Noworosyjsku, stanowiący ważny szlak eksportowy tego surowca. Pod koniec listopada 2025 r. ukraińskie drony morskie już atakowały terminal KRK, w wyniku czego część infrastruktury czasowo wyłączono z użytku.

Polska przygotowuje 47. pakiet wsparcia wojskowego dla Ukrainy o wartości 220–230 mln euro, zawierający m.in. amunicję i części zamienne. Poinformował o tym 19 stycznia w wywiadzie dla agencji Ukrinform ambasador Ukrainy w Warszawie Wasyl Bodnar. Jego zdaniem w pierwszym kwartale 2026 r. armia ukraińska ma otrzymać cztery myśliwce MiG-29 z łącznej liczby „blisko 10” obiecanych przez Polskę w ub.r. 15 stycznia wiceminister obrony narodowej Paweł Zalewski podał, że planowane jest przekazanie „do dziewięciu” maszyn tego typu. Ponadto według Bodnara w pierwszej połowie 2026 r. ma zostać podpisane porozumienie o udzieleniu przez Polskę 120 mln euro kredytu na zakup przez Ukrainę polskiego uzbrojenia.

(...)

14 stycznia Komisja Europejska przyjęła pakiet legislacyjny w zakresie wsparcia Ukrainy w latach 2026 i 2027, którego elementem jest pożyczka pomocowa w wysokości 90 mld euro. Przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen poinformowała, że dwie trzecie tej kwoty zostanie przeznaczone na wsparcie wojskowe. W grudniu 2025 r. na udzielenie takiej pożyczki zgodziła się Rada Europejska. Po zatwierdzeniu wniosków przez Radę i Parlament Europejski w drugim kwartale br. powinno rozpocząć się przekazywanie środków.

Ukraina wstrzymała kolejne zamówienia niemieckiej amunicji krążącej HX-2 ze względu na poważne wady ujawnione w trakcie jej dotychczasowego użytkowania, o czym powiadomiła 19 stycznia agencja Bloomberg. Jest to prawdopodobnie pierwsza podjęta przez Kijów decyzja tego typu (wcześniej zdarzyło się Ukraińcom zrezygnować z przyjęcia wyposażenia bądź amunicji starych i nie w pełni sprawnych). Ukraina otrzymała dotąd połowę z 4 tys. dronów HX-2 i starszego modelu HX-1, zakontraktowanych w 2024 r. na koszt RFN. HX-2, mające stanowić przełomowe rozwiązanie ze względu na oparcie ich działania na algorytmach tzw. sztucznej inteligencji, okazały się niedopracowane pod względem mechanicznym. W trakcie dotychczasowego użytkowania zaledwie co czwarty pomyślnie wystartował. HX-2 okazały się też nieodporne na rosyjskie systemy walki radioelektronicznej (odporność miała im gwarantować sztuczna inteligencja), a po zagłuszeniu traciły łączność z operatorami. Co więcej, w części dostarczonych egzemplarzy w ogóle brakowało komponentów odpowiedzialnych za działanie sztucznej inteligencji.

19 stycznia prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował, że Pawło Jelizarow ps. Łazar zostanie na wniosek ministra obrony Mychajła Fedorowa nowym zastępcą dowódcy Sił Powietrznych Sił Zbrojnych Ukrainy. Ma być odpowiedzialny m.in. za zmiany w obronie przeciwlotniczej kraju, polegające na większym zastosowaniu mobilnych grup ogniowych, dronów przechwytujących i innych środków tzw. małej obrony powietrznej. Według Fedorowa będzie on odpowiedzialny przede wszystkim za stworzenie „kopuły antydronowej” nad Ukrainą. Jelizarow jest oficerem Sił Powietrznych i dotychczasowym dowódcą Grupy Lazara specjalizującej się w wykorzystaniu dronów na polu walki. Cieszy się dużym autorytetem w armii i jest uważany za pioniera zastosowania bezzałogowych statków powietrznych na froncie.

Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandr Syrski w wywiadzie z 18 stycznia poinformował, że z końcem 2025 r. zakończył się pierwszy etap przejścia Sił Zbrojnych Ukrainy do systemu korpusowego. Jego zdaniem reforma pozwoliła usprawnić i odciążyć system dowodzenia, a także zwiększyć efektywność wykorzystania oraz zaopatrzenia kadr i personelu wojskowego. „Wcześniej system organów dowodzenia opierał się na tymczasowo tworzonych grupach operacyjno-taktycznych, w których oficerowie byli powoływani rotacyjnie i relokowani ze swoich stanowisk, co negatywnie wpływało na jakość zarządzania” – podkreślił Syrski. Obecnie armia przechodzi do drugiego etapu reformy, która zakończy się do końca tego roku i ma polegać na przenoszeniu brygad do odpowiednich korpusów.

Według dziennikarzy portalu śledczego Slidstvo.Info w ciągu ostatnich dwóch lat wzrosła liczba Ukraińców w wieku poborowym zatrzymanych podczas nielegalnych prób przekroczenia granicy z Białorusią. Z danych Państwowej Służby Granicznej Ukrainy (PSG) wynika, że w 2025 r. na tej granicy zatrzymano 1424 mężczyzn, w 2024 r. było to 326 osób, natomiast w 2023 r. – zaledwie cztery osoby. Kierunek białoruski znalazł się w pierwszej piątce tras pod względem liczby zatrzymań poborowych, wyprzedzając m.in. Polskę. Najwięcej zatrzymań odnotowano na granicach z Rumunią (10 066 osób), Mołdawią (4937), Słowacją (2265) oraz Węgrami (1841). Najmniej przypadków dotyczyło granic z Rosją (1 osoba) i Polską (511 osób). Według śledztwa przerzut do UE via Białoruś miał kosztować ok. 8 tys. dolarów od osoby.

Występując w parlamencie 14 stycznia, nowo powołany minister obrony Ukrainy Mychajło Fedorow podkreślił, że głównym celem prac resortu będą reforma armii, poprawa infrastruktury na froncie oraz zdecydowana walka z korupcją. Zapowiedział przeprowadzenie kompleksowego audytu w Siłach Zbrojnych Ukrainy, a na jego podstawie konkretne rozwiązania systemowe. Fedorow ujawnił, że ok. 2 mln Ukraińców uchyla się od służby wojskowej, a ok. 200 tys. samowolnie opuściło jednostki wojskowe.

(...)

14 stycznia ukraiński wywiad wojskowy (HUR) opublikował informacje dotyczące zagranicznego sprzętu wykorzystywanego przez rosyjskie przedsiębiorstwa kompleksu wojskowo-przemysłowego. Chodzi o 50 typów urządzeń, takich jak maszyny do cięcia strumieniem wody czeskiej firmy PTV, wykorzystywane przez przedsiębiorstwa produkujące okrętowe i nadbrzeżne stacje radarowe, sprzęt do strategicznych sił rakietowych oraz systemy ochrony obiektów wojskowych, frezarki amerykańskiej firmy JET Tools, używane przez producenta komponentów do rosyjskich pocisków manewrujących Ch-101, oraz chińskie automaty termoplastyczne TAYU TY-200S, eksploatowane przez przedsiębiorstwo produkujące systemy naprowadzania, celowniki i kompleksy rozpoznawcze. HUR zwraca uwagę, że rosyjskie firmy z sektora obronnego korzystają z leasingu sprzętu, co pozwala ukryć faktycznego użytkownika końcowego i stanowi jeden z mechanizmów omijania sankcji.

We wspomnianym wywiadzie Syrski poinformował, że w 2026 r. Rosjanie planują utworzyć co najmniej 11 nowych dywizji i powołać do armii kolejne 409 tys. ludzi. Według niego całkowity potencjał mobilizacyjny agresora przekracza 20 mln ludzi, z których ok. 4,5 mln to wyszkolone rezerwy, mogące być bezpośrednio zaangażowane w uzupełnianie jednostek bojowych. To, jak zauważył generał, daje wrogowi przewagę w rekrutacji wojsk i utrzymaniu liczebności grup ofensywnych. Stwierdził również, że pomimo zrealizowania planów mobilizacyjnych w 2025 r. w ponad 100% i zaangażowania ok. 406 tys. ludzi Rosjanom nie udało się zwiększyć liczebności grupy ofensywnej – przez prawie sześć miesięcy utrzymywała się ona na poziomie ok. 711 tys. żołnierzy. Według Syrskiego rosyjskie władze nie były w stanie zwiększyć liczebności armii na terytorium Ukrainy z powodu strat w ludziach, które według niego w 2025 r. wyniosły ok. 419 tys. żołnierzy.

osw.waw.pl