niedziela, 31 sierpnia 2025



Rosyjscy milblogerzy skrytykowali rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) za wyolbrzymianie sukcesów na polu bitwy. Rosyjscy milblogerzy ostro skrytykowali twierdzenia szefa Sztabu Generalnego Rosji, generała armii Walerija Gierasimowa z 30 sierpnia, że ​​siły rosyjskie zajęły 3500 kilometrów kwadratowych terytorium i 149 osiedli od marca 2025 roku, i odrzucili twierdzenie Gierasimowa, że ​​siły rosyjskie zajęły połowę Kupjańska. Milblogerzy określili dane Gierasimowa jako „bardzo dużą przesadę” i zapytali, które elementy rosyjskiej struktury dowodzenia wojskowego przekazują fałszywe raporty rosyjskiemu naczelnemu dowództwu. ISW zaobserwował dowody pozwalające oszacować, że siły rosyjskie zdobyły jedynie około 2346 kilometrów kwadratowych terytorium Ukrainy i zajęły 130 osiedli między 1 marca a 30 sierpnia.

Kreml intensyfikuje te działania informacyjne, ponieważ jego zdobycze terytorialne pozostają nieproporcjonalnie ograniczone i powolne w stosunku do poniesionych strat. 30 sierpnia ukraiński Sztab Generalny poinformował, że siły rosyjskie poniosły 210 000 ofiar w ludziach w obwodach charkowskim, ługańskim i donieckim w okresie od stycznia do sierpnia 2025 r., średnio 26 250 ofiar miesięcznie. Ukraiński Sztab Generalny poinformował, że siły rosyjskie poniosły łącznie 290 000 ofiar w ludziach na całym teatrze działań wojennych w okresie od stycznia do sierpnia 2025 r., średnio 36 250 ofiar miesięcznie. Rosyjskie media opozycyjne Meduza i Mediazona poinformowały 29 sierpnia, że ​​dane z Rosyjskiego Rejestru Spraw Spadkowych (RND) sugerują, że co najmniej 93 000 rosyjskich żołnierzy zginęło w 2024 roku — prawie dwa razy więcej niż w 2023 roku (około 50 000), a według szacunków z wykorzystaniem modelu predykcyjnego od początku 2025 roku zginęło co najmniej 56 000 rosyjskich żołnierzy. Zyski Rosji były w dużej mierze stopniowe i powolne od wielu miesięcy, a tempo rosyjskich postępów jest niewiarygodnie powolne w świetle norm nowoczesnej zmechanizowanej wojny. Każda ocena osiągnięć i siły Rosji na polu bitwy musi uwzględniać zarówno tempo postępów, jak i wynikające z nich straty, aby dokonać tych zysków.

understandingwar.org


Gruntowne reformy mają znacznie zwiększyć obciążenia finansowe wielu obywateli Rosji. Chociaż urzędnicy obiecali, że nie będą dalej podnosić podstawowych podatków, zwiększają oni grzywny, akcyzę i koszty usług państwowych. Jest oczywiste, że dopóki wojna będzie się przedłużać, portfele Rosjan będą coraz częściej traktowane jako "nowa ropa". Jednak pomimo oczekiwań dotyczących dodatkowych dochodów w wysokości bilionów rubli, deficyt budżetowy kraju nadal rośnie, a w lipcu Ministerstwo Finansów nawet nie wywiązało się z płatności.

W styczniu Rosja zmieniła strukturę podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT) z systemu dwustopniowego na pięciostopniowy. Ekonomiści z Moskiewskiej Wyższej Szkoły Ekonomicznej (HSE) oszacowali niedawno, że sama ta zmiana spowodowała spadek realnego wzrostu dochodów rozporządzalnych o 0,4 proc. w 2025 r. Autorzy raportu HSE ostrzegają, że w połączeniu z podwyżką opłat konsumpcyjnych wzrost podatków ma ograniczyć wydatki gospodarstw domowych, a tym samym wywrzeć presję na spadek ogólnego PKB.

Przedsiębiorstwa również płacą więcej: podatek od zysków wzrósł z 20 proc. do 25 proc., podwyższono opłaty za wydobycie minerałów dla producentów metali i nawozów, a małe firmy korzystające z uproszczonych systemów podatkowych muszą teraz płacić podatek VAT. W sumie Ministerstwo Finansów prognozuje, że w tym roku państwo uzyska dodatkowe 2 bln 6 mld rubli (118 mld zł), w tym 1 bln 600 mld (72 mld zł) z podatku od zysków i 533 mld (24 mld zł) z podatku dochodowego od osób fizycznych, a w ciągu pięciu lat 17 bln (682 mld zł).

Wpływy rzeczywiście wzrosły. Federalna Służba Podatkowa Rosji poinformowała, że w pierwszych pięciu miesiącach 2025 r. dochody na wszystkich poziomach wzrosły o sześć proc., a wpływy z podatku dochodowego od osób fizycznych wzrosły o 14 proc. do 300 mld rubli (ponad 13 mld zł). Jest to jednak znacznie mniej niż 30-procentowy wzrost odnotowany rok wcześniej. Regionalne podatki dochodowe są w coraz większym stopniu przekierowywane do Moskwy, a federalne wpływy z podatku dochodowego od osób fizycznych wzrosły w okresie styczeń-maj o 52 proc. do 88 mld rubli (4 mld zł), choć liczba ta nadal jest niższa od zakładanych celów. Wpływy z podatku od zysków wzrosły o 74 proc.

Pomimo wzrostu dochodów z niektórych źródeł, inne wpływy podatkowe spadają. W związku z niskimi cenami ropy naftowej na świecie wpływy z podatku od wydobycia kopalin spadły o 18 proc. w porównaniu z relatywnie dobrym rokiem 2024. Ogólnie rzecz biorąc, dochody są na poziomie z 2023 r., który jest porównywalny z poziomem sprzed wojny w 2021 r. W połączeniu z rosnącymi wydatkami rządowymi i przedterminowymi płatnościami z tytułu kontraktów państwowych deficyt przekroczył pierwotne cele, osiągając 3,7 bln rubli (168 mld zł), czyli 1,7 proc. PKB — znacznie powyżej 1 bln rubli (45 mld zł), czyli 0,5 proc. PKB, zapisanych w pierwotnej ustawie budżetowej. Konieczne było uchwalenie poprawek, ale zrewidowany pułap został już prawie osiągnięty.

Dochody ze źródeł innych niż ropa i gaz wzrosły o 12,7 proc., czyli 1 bln 45 mld rubli (prawie 66 mld zł). Jednak to już nie wystarcza.

Blok finansowy rządu nie jest w stanie pohamować apetytu kompleksu militarno-przemysłowego, ani osłabić determinacji Kremla do kontynuowania wojny. Wypełnienie luki budżetowej dochodami z eksportu staje się coraz trudniejsze: ceny ropy naftowej nadal spadają, a Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) zakwestionowała zdolność Rosji do zrekompensowania tego spadku większym wolumenem eksportu.

Skąd więc wziąć pieniądze? Na razie planuje się sięgnąć po Narodowy Fundusz Bogactwa. Minister finansów Rosji Anton Siłuanow stwierdził, że "nasz Narodowy Fundusz Bogactwa miał zostać uzupełniony. W pierwszych trzech miesiącach [2025 r.] zwiększyliśmy go o ponad 200 mld rubli (9 mld zł)". Dodał, że "obecnie wykorzystujemy 447 mld rubli (20 mld zł) z funduszu" – nieco ponad 10 proc. jego płynnej części. Siłuanow powiedział, że nie będzie dodatkowych pożyczek ani nowych podwyżek podatków. (...)

Siłuanow obiecał również, że nie będzie zmieniać podstawowego systemu podatkowego: "W każdym razie do 2030 r. podstawowe warunki podatkowe są ustalone i pozostaną niezmienione". Ostrzegł, że kolejna runda radykalnych podwyżek podatków byłaby poważnym eksperymentem społecznym, niosącym ryzyko zepchnięcia części gospodarki do szarej strefy lub spowodowania gwałtownego spadku koniunktury w kluczowych gałęziach przemysłu. Wyższe opłaty eksploatacyjne dla hutników w okresie słabego popytu zagranicznego na ich produkty sprawiły, że firmy już zapowiedziały, iż mogą być zmuszone do zamknięcia produkcji.

(...)

Wyższe opłaty państwowe za wnoszenie spraw do sądu miały na celu osiągnięcie dwóch celów jednocześnie: zwiększenie dochodów i zmniejszenie presji na system sądowniczy. Średnio opłaty wzrosły od 10 do 15 razy, a w niektórych przypadkach nawet ponad 50 razy. Poprawki zostały już przyjęte.

"Weźmy na przykład nieprawidłową opłatę za mieszkanie, nieprawidłową opłatę za media lub nieprawidłowo nałożoną grzywnę: masowe pozwy o ponowne obliczenie tych opłat trafiają do sądów. Jeśli opłata wynosiła wcześniej 300 rubli (niecałe 14 zł), to teraz będzie wynosić 3000 rubli (136 zł)" – wyjaśniła deputowana do Dumy Państwowej Oksana Dmitrijewa.

(...)

Kierowcy wydają się jednym z najłatwiejszych celów dla rządu. Od czasów radzieckich posiadanie samochodu jest symbolem dobrobytu, ale opłaty dotykają również ciężarówki przewożące towary i pojazdy specjalne, takie jak dźwigi na placach budowy lub kombajny na polach. Oznacza to, że rząd może zebrać więcej pieniędzy z bardzo szerokiego grona źródeł, z których większość nie może realistycznie zaprzestać korzystania z pojazdów.

Ministerstwo Finansów proponuje podwyższenie opłat od momentu otrzymania dokumentów przez kierowców. Od 1 września ministerstwo chce podwoić koszt różnych praw jazdy z przedziału 2000-3000 rubli (90-136 zł) do 4000-6000 rubli (182-273 zł). Inne usługi związane z posiadaniem pojazdu również staną się droższe. Od 1 kwietnia 2025 r. kierowcy nie będą już mogli automatycznie przedłużać ważności praw jazdy, ponieważ zniesiono przywilej wprowadzony w czasie pandemii.

Ministerstwo Przemysłu i Handlu również zajmuje się właścicielami samochodów. Opłata recyklingowa od importowanych pojazdów, wprowadzona po raz pierwszy na wniosek państwowego konglomeratu AvtoVAZ — znanego przede wszystkim z produkcji samochodów marki Łada — ma wzrosnąć dla osób fizycznych sprowadzających samochody zakupione do użytku osobistego.

Minister przemysłu i handlu Anton Alikanow otwarcie przyznał, że głównym celem jest zwiększenie dochodów rządowych. — Mówimy o dziesiątkach miliardów rubli. Nasze szacunki wahają się od 40 do 60 mld rubli (między 1 mld 800 mln a 2 mld 700 mln zł) – powiedział posłom w Dumie Państwowej.

Wyższa opłata recyklingowa już spowodowała spadek sprzedaży samochodów, podwyższenie cen wielu towarów i usług oraz utrudniła rolnikom zakup potrzebnego sprzętu. Jednak polityka ta jest uważana za na tyle skuteczną, że rząd planuje obecnie rozszerzyć opłatę recyklingową na sprzęt elektroniczny.

— Oprócz uzyskania dodatkowych źródeł dochodów, nadal stymulujemy produkcję krajową. Myślę, że podobne podejście można rozważyć w innych sektorach – powiedział Alikanow. Obie jego najnowsze pomysły pozostają w fazie propozycji, ale wyraźnie sygnalizują kierunek myślenia rządu.

Ta sama logika stała za ogłoszeniem, że rosyjski eksperyment z samozatrudnieniem zakończy się w 2028 r. Wiceminister finansów Aleksiej Sazanow był mniej kategoryczny, mówiąc jedynie, że system podatkowy ulegnie zmianie. Tak czy inaczej, samozatrudnienie nie będzie już oferowało żadnych realnych korzyści.

Wprowadzony w 2019 r. podatek od dochodów zawodowych pomógł ujawnić prawie całą "gospodarkę garażową" i nieformalną pracę na małą skalę, taką jak pieczenie ciast w domu. Teraz osoby te nie mają wielkiego wyboru: albo zaczną płacić pełne podatki od działalności gospodarczej, albo zamkną działalność, ponieważ organy podatkowe nauczyły się śledzić niezgłoszoną pracę.

Dla 13,5 mln osób samozatrudnionych w Rosji termin 2028 r. może nadejść wcześniej. Nikołaj Arefiew, zastępca przewodniczącego Komisji Polityki Gospodarczej Dumy Państwowej, twierdzi, że status samozatrudnienia utrudnia walkę z pracą "na czarno" i kosztuje budżet dochody z ubezpieczeń i podatków dochodowych. — Nie powinniśmy klasyfikować bezrobotnych jako osoby samozatrudnione. W żadnym innym kraju nie ma czegoś takiego jak samozatrudnienie – narzekał.

Władimir Putin nakazał, aby do końca roku rząd przeanalizował możliwość wycofania uproszczonego systemu podatkowego w niektórych sektorach, co spowoduje odejście ludzi od samozatrudnienia. Uproszczony system pozostanie tylko dla osób o bardzo niskich dochodach. Eksperci szacują, że ostatecznie sześcioprocentowy podatek, który obecnie płacą, wzrośnie do poziomu standardowego podatku od zysków – 25 proc.

Rząd nie zajmuje się tylko drobnym narybkiem. Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i przedsiębiorcy indywidualni korzystający z uproszczonego systemu bez płacenia podatku VAT również będą musieli zmierzyć się z niższym pułapem dochodów, zanim zostaną zmuszeni do przejścia na pełne opodatkowanie.

(...)

Rząd ma tylko jedno jasne wyjście z tej sytuacji: zakończyć wojnę, zgodzić się na warunki pokoju, które przynajmniej zniosłyby najsurowsze sankcje, zaprzestać przejmowania przedsiębiorstw od właścicieli krajowych i zagranicznych oraz przywrócić funkcjonujące instytucje i wiele innych. Ale oczywiście są to kroki, których elita rządząca nie podejmie. Oznacza to, że w odpowiedzi na spadające dochody podatkowe rząd będzie nadal podnosił podatki, grzywny, akcyzę i koszty usług państwowych.

Najbardziej prawdopodobną i najprostszą drogą jest podwyższenie podatków akcyzowych, co zawsze tłumaczy się jako środek służący zdrowiu publicznemu, biorąc pod uwagę, że podatki te dotyczą przede wszystkim alkoholu i tytoniu. Nie ma znaczenia, że zeszłoroczne gwałtowne podwyżki stawek akcyzy i zakresu napojów alkoholowych, do których mają one zastosowanie, skłoniły ludzi do powrotu do bimbru i czarnego rynku.

Produkcja wódki i napojów spirytusowych w Rosji się załamała, ogłosił niedawno państwowy organ regulacyjny ds. alkoholu i tytoniu Rosalkogoltabakcontrol (Federalna Służba Kontroli Rynku Alkoholu i Tytoniu). W okresie od stycznia do czerwca całkowita produkcja napojów spirytusowych spadła o 16,1 proc. w ujęciu rok do roku do 79 mln 300 tys. decylitrów. Produkcja wódki spadła o 10,9 proc. do 31 mln 38 tys. dl, a produkcja koniaku spadła o 17 proc. do 3 mln 45 tys. dl.

Agencja nie ujawniła, o ile wzrosło spożycie nielegalnie wyprodukowanego alkoholu i bimbru, a obecnie nie ma możliwości ustalenia tego: podczas gdy eksperci szacowali ten efekt na podstawie danych dotyczących przedwczesnej śmiertelności, państwowa służba statystyczna Rosstat uznała swoje dane demograficzne za tajne.

onet.pl

sobota, 30 sierpnia 2025


Pomimo pozytywnego rozstrzygnięcia konfliktu o Karabach, Republika Azerbejdżanu z roku na rok zwiększa nakłady na armię. Przed wybuchem tzw. II wojny karabachskiej (27 września – 10 listopada 2020 r.) Baku przeznaczyło w 2019 r. na armię około 1,85 mld $ (około 3,85% PKB). Drastyczny wzrost nakładów zaobserwowano od 2022 r. W 2022 r. i 2023 r.  azerbejdżańskie wydatki na wojsko wyniosły odpowiednio 2,7 mld $ (około 4,5% PKB) i 3,1 mld $ (prawie 5% PKB). W 2024 r. wzrosły one do poziomu 3,8 mld $ (około 5% PKB). Na 2025 r. azerbejdżańskie władze zabezpieczyły ponad 5 mld $ na armię (ponad 6,5 % PKB). Większość sprzętu wojskowego Azerbejdżan pozyskiwał o dziwo nie z Federacji Rosyjskiej, jak miało to miejsce w przeszłości, a głównie z Państwa Izrael oraz Republiki Tureckiej. Większe zakupy dokonywał również w Republice Włoskiej oraz Islamskiej Republice Pakistanu. Głównymi produktami sprowadzanymi przez Republikę Azerbejdżanu były drony, systemy obrony powietrznej, systemy rakietowe, samoloty transportowe oraz myśliwce czwartej generacji. W 2024 r. przeznaczył aż 2,2 mld $ na import broni z zagranicy. Wszystko to w momencie gdy Azerbejdżan ma znaczącą, bo aż trzykrotną przewagę militarną na Armenią, z którą jest w stanie wojny od lat 90. XX w. Wydawałoby się, że oba kraje są coraz bliżej podpisania traktatu pokojowego. Tak deklarowały jeszcze w marcu br., ale strony nadal nie podpisały go. Wynika to z rozbieżności m.in. w związku z tzw. korytarzem zangezurskim czy też armeńską konstytucją. Kwestie te będą rozwinięte w dalszej części tekstu. To, co najistotniejsze to, że pomimo deklaracji chęci zawarcia traktatu pokojowego przez obie trony, te nadal wydają rekordowe kwoty na armię.

(...)

Drugim najważniejszym partnerem handlowym pozostała Republika Turecka. Całkowity wolumen wyniósł w 2022 r. 4,82 mld $ (9%), w 2023 r. 7,65 mld $ (15%), a w 2024 r. 8 mld $ (17%). Wzajemna wymiana handlowa wzrosła od rosyjskiej inwazji na Ukrainę o ponad 40%.  Relacje gospodarcze z Republiką Turecką będą nadal jednymi z najistotniejszych dla Republika Azerbejdżanu, co w głównej mierze wynika z istotnych więzi politycznych łączących oba kraje. Na terenie Turcji znajdują się niezwykle istotne projekty energetyczny – ropociąg Baku-Tbilisi-Ceyhan (BTC) oraz gazociąg Transanatolijski (TANAP). To m.in. tymi instalacjami przesyłane są dalej azerbejdżańskie surowce, które ostatecznie trafiają choćby do krajów unijnych. Natomiast w kontekście wymiany innych towarów niż węglowodory kluczowe ma być powstanie korytarza lądowego łączącego Republikę Turecką z Republiką Azerbejdżanu. Na obecny moment oba kraje graniczą ze sobą wyłącznie za pośrednictwem azerbejdżańskiej eksklawy Nachiczewan. Umowa z Szuszy podpisana 15 czerwca 2021 r. wspominała już o inwestycjach związanych z tym właśnie obszarem. Zaangażowanie w tę inicjatywę potwierdziła umowa turecko-azerbejdżańska z 25 września 2023 r., podpisana dosłownie kilka dni po odzyskaniu całkowitej kontroli nad Karabachem przez Azerbejdżan. Poza budową kolei mającej połączyć oba kraje, wzięto też pod uwagę inwestycje energetyczne. W marcu 2025 r. oddano już do użytku gazociąg Iğdır-Nachiczewan. Całość inwestycji wydaje się jednak problematyczna z uwagi na stanowisko Republiki Armenii, która nie bierze w ogóle pod uwagę żadnej drogi eksterytorialnej biegnącej przez jej teren, a którą strona turecka i azerbejdżańska określa mianem korytarza zangezurskiego. W przypadku braku porozumienia ze stroną armeńską, alternatywą mogłaby być droga biegnąca przez Islamską Republikę Iranu. W tym celu powzięto również pierwsze kroki pod koniec 2023 r. Jednak Ankarze i Baku będzie zależeć głównie na forsowaniu idei korytarza zangezurskiego, co może w przyszłości przerodzić się w kolejną odsłonę zbrojnego konfliktu pomiędzy Armenią, a Azerbejdżanem. Kwestia ta stoi też na przeszkodzie podpisaniu traktatu pokojowego pomiędzy Baku a Erywaniem.

Rosnący wolumen handlowy Republiki Azerbejdżanu zaobserwowano również w przypadku Federacji Rosyjskiej oraz Chińskiej Republiki Ludowej. W przypadku Rosji wolumen handlowy w 2022 r. wyniósł 3,7 mld $ (7%), w 2023 r. 4,36 mld (8,5%), a w 2024 r. 4,8 mld (10%). Wymiana handlowa pomiędzy obydwoma krajami od 2021 r. wzrosła o ponad 50%.  We wzajemnych relacjach handlowych nie doszło do tak ogromnego wzrostu wolumenu jak miało to miejsce w przypadku rosyjsko-armeńskiej wymiany handlowej. Mimo to Federacja Rosyjska pozostaje jednym z istotniejszych partnerów gospodarczych dla Republiki Azerbejdżanu. W związku z tym nie ma mowy o przyłączaniu się tego kraju do zachodnich sankcji wymierzonych w Moskwę. Wiąże się to z istotnymi więzami ekonomicznymi łączącymi oba kraje. Jakich? Około 90% azerbejdżańskich produktów spożywczych trafia do Rosji, ale z drugiej strony sam Azerbejdżan sprowadza z tego kraju produkty zbożowe. Federacja Rosyjska jest też jednym z głównych rynków zbytu dla azerbejdżańskich produktów niezwiązanych z sektorem energetycznym. Władzom w Baku zależy na tym by właśnie ten segment gospodarki rozwijał się w dalszym stopniu, a krajowy wzrost nie bazował w głównej mierze na węglowodorach. Jednak obustronne umowy związane z sektorem energetycznym pozostają nadal kluczowe. Azerbejdżan w kryzysowych momentach pozyskiwał gaz od Rosji o czym wspomniane było już w wyższej części tekstu. Daje to też rządowi w Baku kartę przetargową w obliczu zachodnich sankcji nałożonych na Moskwę. Potencjalny reeksport jej surowców energetycznych do Europy może odbywać się za pośrednictwem azerbejdżańskiej infrastruktury. Oba kraje w wymiarze handlowym łączy też rozwijana inicjatywa korytarza Północ-Południe, w który zaangażowana jest Islamska Republika Iranu. Wymiana handlowa za pośrednictwem tego projektu infrastrukturalnego jest już realizowana, ale jego kluczowe elementy mają zostać ukończone do końca 2025 r. Wyraża to m.in. porozumienie azerbejdżańsko-rosyjskie zawarte w Moskwie 21 grudnia 2024 r., na mocy którego strony mają zwiększyć wzajemny wolumen handlowy na tym odcinku od 2028 r. Pomimo napięć politycznych, do których doszło na linii Azerbejdżan-Rosja oba kraje zacieśniają współpracę handlową. Wyrazem tego jest podpisanie deklaracji o współpracy sojuszniczej 22 lutego 2022 czyli na dwa dni przed rosyjską inwazją na Ukrainę oraz szeregu umów o współpracy z dnia 19 sierpnia 2024 r. W przypadku umów z 2024 r. prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin osobiście odwiedził Azerbejdżan. Ostatnia taka wizyta miała miejsce w 2018 r. 

(...)

Od 2003 r. władzę w Republice Azerbejdżanu nieprzerwanie sprawuje prezydent Ilham Alijew. Jako głowa państwa dzierży ją w pełni autorytarnie. Podwaliny pod ten system rządów położył jego owiany legendarnym nimbem ojciec Hejdar Alijew – wieloletni lider azerbejdżańskiej SRR oraz prezydent tego niepodległego kraju w latach 1993-2003. Wzmocnił go prezydent Alijew, który w trakcie swojej drugiej kadencji zarządził w 2009 r. referendum konstytucyjne. Na jego mocy zniesiono limit kadencyjności dla urzędu głowy państwa. Kolejne zmiany konstytucyjne nadeszły w 2016 r., kiedy to prezydent Ilham Alijew wydłużył prezydencką kadencję do 7 lat oraz utworzył urząd wiceprezydenta dla swojej małżonki – Mehriban Alijew. To pozwoliło mu skupić w swoich rękach pełnię władzę wykonawczą. Władze ustawodawcza oraz sądownicza mają wyłącznie wymiar symboliczny. Wszystko to nie pozwala w sposób pełny stworzyć jakichkolwiek, znaczących form opozycji w azerbejdżańskim życiu politycznym. Te poddawane są licznym represjom. Dotyczy to też wszelkiej maści niezależnych organizacji pozarządowych oraz mediów. Sytuacja międzynarodowa po rosyjskiej inwazji na Ukrainę dała kolejne możliwości by wzmocnić mandat do rządzenia. 

Od marca 2022 r. azerbejdżańska armia testowała możliwości rosyjskich mirotworców. Ci stacjonowali na terenie Górskiego Karabachu na mocy zawieszenia broni kończącego tzw. II wojnę karabachską (27.09-10.11.2020). Choć Azerbejdżan odzyskał sporą część Karabachu oraz terytoria leżące wokół tego obszaru z rąk Ormian, okupujących te ziemie od lat 90. XX w., to nie udało mu się odzyskać pełnej kontroli nad tym rejonem. W związku z tym kolejna okazja mogła nadarzyć się w momencie gdy siły zbrojne Federacji Rosyjskiej były skoncentrowane na wojnie z Ukrainą. Rosyjskie siły pokojowe zwane mirotworcami okazały się bierne w obliczu blokady quasi-republiki Górskiego Karabachu trwającej od grudnia 2022 r. oraz w momencie upadku tamtejszego, separatystycznego rządu we wrześniu 2023 r. Ten ugiął się pod naporem wojsk azerbejdżańskich. Tym samym prezydent Ilham Alijew zrealizował to, czego nie był w stanie dokonać jego ojciec Hejdar Alijew. Kraj ogarnęła euforia, a poparcie dla urzędującej głowy państwa osiągnęło ogromny poziom. To według niektórych badań mogło osiągnąć w 2024 r. poziom ponad 90%. Sprawa karabachska była w końcu mitem założycielskim dla niepodległego Azerbejdżanu. Cała ta sytuacja pozwoliła azerbejdżańskim władzom domknąć działalność kolejnych, niezależnych organizacji pozarządowych, mediów czy też nieformalnych liderów opozycji. Retoryka wojenna jest nadal podtrzymywana przez azerbejdżańskie władze, które wolą skupiać uwagę społeczną na konflikcie z Armenią, a nie problemach społeczno-ekonomicznych. Azerbejdżan wielokrotnie wspominał i nadal wspomina o tzw. zachodnim Azerbejdżanie, którego terytorium pokrywa się z ziemiami dzisiejszej Republiki Armenii czy też o połączeniu lądowym z eksklawą Nachiczewan oddzieloną od centralnej części kraju przez południową, armeńską prowincję Sjunik. Agresywna retoryka Baku oddala perspektywę zawarcia pokoju z Erywaniem. 

Aresztowania i represje były nieodłącznym elementem jaki stosują władze Baku, ale te nasiliły się w listopadzie 2023 r. Zaraz po wrześniowym odzyskaniu kontroli nad Górskim Karabachem, a przed przyspieszonymi wyborami prezydenckimi zaplanowanymi na 7 lutego 2024 r. Na obecny moment w azerbejdżańskich aresztach przebywa ponad 300 dziennikarzy, działaczy społecznych oraz opozycyjnych polityków. Władze uderzyły głównie w takie opozycyjne stacje jak Abzas Media, Toplum TV, Kanal 13 oraz Meydan TV. Swoją działalność zamknęła m.in. agencja informacyjna Turan. Oficjalnym powodem są kwestie finansowe. Wielu opozycjonistów zdecydowało się na wyjazd z kraju, ale zamknięta od marca 2020 r. granica lądowa pozwala władzom uniemożliwić in ten proceder. Klimat polityczny w kraju pozwala bez problemu wygrywać kolejne, fasadowe wybory. W przyspieszonych, lutowych wyborach prezydenckich, według oficjalnych danych zdobył on ponad 92% poparcie, a jedyni dopuszczeni do rywalizacji przeciwnicy spełniali rolę koncesjonowanej opozycji. Rzecz jasna OBWE stwierdziło w swoim raporcie, że klimat przedwyborczy oraz wyborczy był daleki od jakichkolwiek, demokratycznych standardów. Podobny wymiar miały wybory parlamentarne z 1 września 2024 r. i lokalne z 29 stycznia 2025 r. O ile prezydenckie mogły poszczycić się dużą frekwencją rzędu ponad 76%, tak te parlamentarne oraz lokalne już nie. Odpowiednio frekwencja wynosiła około 37% i 31%.  Wynika to z niskiego zaufania do struktur parlamentarnych oraz lokalnych połączony z brakiem wiary, że mogą one odpowiadać za istotne zmiany. Większą sprawczość postrzega się w głowie państwa, co nie jest nieuzasadnione, ale to w wyborach lokalnych istnieje niewielka, ale jednak możliwość wybrania alternatywy.

(...)

Republika Azerbejdżanu to praktycznie jedyny kraj na Kaukazie Południowym, który może prowadzić podmiotową politykę zagraniczną. Na taki komfort nie mogą sobie pozwolić ani Gruzja, ani Republika Armenii. Inwazja rosyjska na Ukrainę jeszcze bardziej wzmocniła pozycję regionalną Azerbejdżanu. Kraj ten stanął się jeszcze bardziej istotny, w szczególności w segmentach ekonomicznym oraz handlowym. 

Głównym partnerem Republiki Azerbejdżanu pozostaje Republika Turecka. Współpraca pomiędzy obydwoma krajami widoczna jest praktycznie w każdym wymiarze – od politycznego po współpracę kulturową, wojskową czy kulturową. Oba kraje łączy też bliskość historyczna wyrażana przez władze oraz społeczeństwa obu krajów hasłem „jeden naród – dwa państwa”. Współpraca polityczna utrzymywana jest na wysokiej stopie od lat 90. XX w., kiedy to Baku w trakcie I wojny karabachskiej (1991-1994) było zdane praktycznie tylko na Ankarę. Republika Turecka była też głównym orędownikiem integralności terytorialnej Republiki Azerbejdżanu. To stawiało ją w roli gwaranta bezpieczeństwa. Ankara wspierała też wszelkie wysiłki Baku mające na celu odzyskanie utraconych ziem. Nawet kiedy Azerbejdżan rozwiązywał ten problem metodami siłowymi w trakcie II wojny karabachskiej (27 października – 10 listopada 2020 r.) czy też w trakcie trzeciej odsłony tego konfliktu (19-20 września 2023 r.). Te zwycięstwa nie byłyby możliwe gdyby nie tureckie wsparcie wojskowe. Turcja dla Azerbejdżanu jest też istotna jako hub dla jej węglowodorów. Jednak by współpraca gospodarcza mogła wejść na jeszcze wyższy etap, oba kraje potrzebują nieprzerwanego połączenia lądowego, co już zostało wspomniane w niniejszej analizie. W tym przypadku Ankara również jest bezkrytycznym orędownikiem sprawy azerbejdżańskiej, by ta mogła wreszcie otrzymać połączenie lądowe ze swoją eksklawą w Nachiczewanie. Na przeszkodzie stoi tu postawa Republiki Armenii oraz innego, regionalnego gracza – Islamskiej Republiki Iranu. Teheran nie zakłada już żadnych, większych korekt terytorialnych w regionie i daje o tym znać przygranicznymi manewrami wojskowymi[44]. Tym bardziej Azerbejdżanowi zależy na poszerzaniu tureckich wpływów w regionie, gdyż to oznacza ograniczenie tych rosyjskich oraz irańskich. (...)

Istotne zmiany zaszły natomiast w relacjach z Federacją Rosyjską. Republika Azerbejdżanu wykorzystując rosyjskie zaangażowanie na Ukrainie doprowadzała do dalszej eskalacji na terenie Kaukazu Południowego. Była też w większym stopniu odpowiedzialna za łamanie zawieszenia broni w obrębie quasi-republiki Górskiego Karabachu oraz na granicy armeńsko-azerbejdżańskiej. W ostatecznym rozrachunku agresywna polityka Baku doprowadziła do odzyskania pełnej kontroli nad Karabachem, co doprowadziło do zakończenia rosyjskiej misji pokojowej w regionie w kwietniu 2024 r. Ta pierwotnie miała realizować swój mandat do listopada 2025 r.[45]. Sytuacja ta doprowadziła do ograniczenia wpływów rosyjskich w regionie, co spotkało się z chłodną reakcją Rosji. Nie tylko ta kwestia wpłynęła na ochłodzenie wzajemnych relacji. 

(...)

Sytuacja gospodarcza oraz handlowa w Republice Azerbejdżanu prezentuje się na obecny moment pozytywnie. Choć początkowo wpływ inwazji rosyjskiej na Ukrainę okazał się negatywny dla azerbejdżańskiej gospodarki, tak z roku na rok wachlarz możliwości ekonomicznych dla Baku poszerzał się. Azerbejdżan w jeszcze większym stopniu zacieśnił swoje relacje gospodarcze z Federacją Rosyjską oraz Chińską Republiką Ludową, ale również stał się jeszcze istotniejszym dostawcą węglowodorów do Unii Europejskiej.

centrumrosja.com


We wtorek 12 sierpnia Chalil al-Hajja, przywódca gazańskiego odłamu Hamasu, przybył do Kairu na negocjacje, w których pośredniczył Egipt wraz z Katarem i Turcją. Dostał propozycję złożenia broni, rozwiązania oddziałów zbrojnych, uwolnienia pozostałych izraelskich zakładników i oddania władzy. W zamian Izrael wycofałby się ze Strefy Gazy, powołano by tymczasowy technokratyczny rząd palestyński wspierany przez nieuznane siły międzynarodowe i rozpoczęłaby się odbudowa zniszczonego terytorium.

Zewnętrzna presja na al-Hajję, aby zgodził się na takie daleko idące porozumienie, jest ogromna. Według doniesień CNN i BBC 18 sierpnia Hamas ugiął się pod naciskami Egiptu oraz Kataru i zgodził na 60-dniowe zawieszenie broni. Mimo to Izrael stwierdził, że jego stanowisko pozostaje niezmienne i nie godzi się na "częściowe porozumienia". Dał temu wyraz, rozpoczynając 20 sierpnia pierwszą fazę zaplanowanego ataku na miasto Gaza. Kolejna ofensywa może zniszczyć to, co pozostało z Hamasu w tym regionie, i przyspieszyć czystki etniczne na całym pasie.

Ponadto osłabienie Iranu sprawiło, że zbrojne ramię Hamasu, Brygady al-Kassama, straciły głównego zagranicznego sojusznika. Ostatni regionalni sojusznicy palestyńskich bojowników, Katar i Turcja, od dawna popierają z kolei polityczny odłam grupy. Wydaje się jednak, że tracą cierpliwość.

onet.pl\The Economist


Oficjalnie Rosjanie twierdzili, że pełna inwazja na Ukrainę to będzie spacerek.

John Sullivan, wówczas ambasador USA w Rosji, pamięta, jak jesienią 2021 roku rozmawiał z szefem rosyjskiej rady bezpieczeństwa Nikołajem Patruszewem, który był absolutnie pewny, że Rosja może zgnieść Ukrainę.

– Patruszew nie owijał w bawełnę – wspominał Sullivan. – Mówił: "Możemy to zrobić. Znowu jesteśmy mocarstwem". Opisałbym to tak, że wszystko było już postanowione, a oni mieli absolutną wiarę we własne możliwości. Chciał przekazać: "Nie będziemy mieli problemu, by zrobić to, co chcemy". Amerykanie obawiali się, że Patruszew ma rację. Od wielu lat z analiz Pentagonu wynikało, że zmodernizowane rosyjskie wojsko nabrało energii i jest zdolne do precyzyjnego działania. Putin co roku chełpił się, że wzmocnił tradycyjne rosyjskie siły obronne pociskami hipersonicznymi nie do zatrzymania, zaprojektowanymi tak, by ominąć najbardziej zaawansowane zachodnie systemy obronne. Każdy przegląd ukraińskich możliwości bojowych i uzbrojenia w porównaniu z rosyjskimi odpowiednikami wyraźnie wskazywał przewagę jednej strony: Międzynarodowy Instytut Badań Strategicznych doniósł w 2021 roku, że Ukraina wydawała na zbrojenia dziesięć razy mniej od Rosji. Personel rosyjskich sił zbrojnych był pięciokrotnie liczniejszy od ukraińskiego, a pula rezerwistów – dwukrotnie. A w kwestii sprzętu – bombowców, myśliwców odrzutowych, rakiet atomowych i balistycznych, okrętów podwodnych, czołgów – nie było nawet porównania.

(...)

Dwa tygodnie przed wybuchem wojny w Waszyngtonie przeważało przekonanie – powtarzane w nieskończoność we wszystkich telewizjach informacyjnych – że Kijów upadnie kilka dni po przekroczeniu przez Rosjan granicy. Jak przystało na Waszyngton, konwencjonalna mądrość okazała się nic niewarta w dwa tygodnie po inwazji.

Ku powszechnemu zdumieniu Kijów pozostał w rękach Ukraińców. Rosyjski plan obalenia i wymiany rządu zdał się na nic. Zełenski nadawał komunikaty każdego dnia. Wojsko stawiało opór i wchodziło w rytm walki, czekając na duże dostawy zachodniego uzbrojenia. Zachód już zawczasu uzgodnił pakiet sankcji, dzięki czemu można go było wprowadzić w życie w ciągu kilku godzin. Zamiast pogrążyć się w podziałach, Europejczycy przyjęli ukraińskich uchodźców z otwartymi ramionami, włączając ich do swych społeczeństw ze szczodrością, na którą kilka lat wcześniej nie mogli liczyć Syryjczycy.

Nagle wszyscy zaczęli się zastanawiać, jak długo Putin będzie w stanie kontynuować kosztowną bitwę o stolicę: amerykański wywiad podsłuchiwał rozmowy, w których Rosjanie omawiali strategiczny odwrót na przyjaźniejsze tereny na południu i wschodzie Ukrainy, te same, na których od 2014 roku toczyła się powolna wojna na wyniszczenie.

John Sullivan, jego zastępca Jon Finer i Mark Milley codziennie gromadzili się w centrum zarządzania kryzysowego w Białym Domu wraz z szefami agencji wywiadu, gdzie dowiadywali się, że wszystko, co im mówiono o tym, jak mają się potoczyć pierwsze dni wojny, było nieprawdą.

Szybko stawało się jasne, jak bardzo pomylił się w swoich kalkulacjach Putin – najpierw w szczegółach, potem w całości. Zaczęło się to już w pierwszych godzinach konfliktu. Zdjęcia satelitarne rzutowane na wielkie ekrany podziemnego kompleksu pod Zachodnim Skrzydłem pokazywały jeden po drugim niezrozumiałe rosyjskie błędy (do niektórych doszło dzięki pomocy Białego Domu). Podczas tajnego wyjazdu do Kijowa w połowie stycznia Bill Burns przestrzegł Zełenskiego i jego najważniejszych doradców, że rosyjska ofensywa zacznie się od próby zajęcia portu lotniczego w Hostomelu, położonego około trzydziestu kilometrów od centrum Kijowa. Informacja ta była kluczowa, bo to lotnisko – wykorzystywane niemal w całości do transportu towarowego – byłoby najlepszym sposobem na stworzenie mostu powietrznego do przerzutu żołnierzy, pojazdów i uzbrojenia, których Moskwa potrzebowała do zajęcia Kijowa.

Ostrzeżeni, ale nie całkiem przygotowani Ukraińcy zaimponowali swoim oporem od samego początku. Kiedy rosyjskie śmigłowce przyleciały rano w efektownych kolumnach, przewożących po sto lub więcej żołnierzy desantu, wiele z nich udało się zestrzelić, co uwieczniły filmy nagrane telefonami komórkowymi. Według amerykańskich szacunków w ciągu kilku godzin zginęło ponad trzystu rosyjskich spadochroniarzy, a Ukraińcy rozbijali kolejne fale helikopterów. Awaryjnie lądował nawet dowódca rosyjskiej operacji. Jeden z wyższych rangą wojskowych powiedział mi, że amerykańscy obserwatorzy byli zszokowani: – Oglądaliśmy to na żywo, zdumieni, że Rosjanie nie przejęli od razu kontroli nad przestrzenią powietrzną.

Rosjanom wreszcie udało się zająć lotnisko następnego dnia. W trakcie walk został zniszczony największy samolot na świecie – Antonow An-225 Mrija, który w dniu inwazji czekał w Hostomelu na serwis silników. Okazało się jednak, że dla Rosjan było to pyrrusowe zwycięstwo: port lotniczy i pasy startowe były tak zniszczone, że nie mogły odegrać roli, którą zaplanowano w Moskwie. Wiele miesięcy później jeden z wysokich rangą wojskowych powiedział mi, że "z perspektywy czasu widać, że była to jedna z wczesnych zapowiedzi dalszych wydarzeń".

/Uproszczony i zniekształcony opis wydarzeń - red./

Nie brakowało innych dowodów niewystarczającego przygotowania rosyjskich oddziałów do rzeczywistości nowoczesnej wojny. Żołnierze, którym mówiono, że jadą na "manewry" w Białorusi i na terenie Rosji, dzwonili z własnych komórek – przez ukraińskie sieci telefoniczne – do rodzin i partnerek ze skargami, że zostali okłamani i znaleźli się nagle na prawdziwym froncie. Inni zamieszczali posty na TikToku albo Instagramie. Ukraińcy umieli wykorzystać taką amatorszczyznę: nowi rekruci umieszczeni w ukrytych ośrodkach monitorowania pracowicie namierzali rosyjskie telefony i przekazywali ich położenie wojskowym, którzy przeprowadzali precyzyjne ataki na te pozycje.

Oficjele z Pentagonu obserwujący przebieg inwazji od razu zauważyli też, że rosyjskie zaopatrzenie i logistyka stanowiły beznadziejnie zagmatwaną sieć opóźnień. Rosjanie nie tylko mieli zapasy żywności na zaledwie kilka dni, ale w ogóle nie mogli ruszyć kolumny żołnierzy maszerujących na Kijów. Sześćdziesięciokilometrowy korek rosyjskich czołgów, transporterów opancerzonych i cystern stał się symbolem rosyjskich błędów na początku wojny.

Sytuacja ta ujawniła też coś mniej oczywistego, jak powiedział mi jeden z analizujących ją oficerów wojska.

– Rosjanie ewidentnie nie ćwiczyli z dowódcami swoich jednostek samodzielnego myślenia i improwizacji – mówił. – Nasi natychmiast skręciliby w las i znaleźli inną trasę.

Rosjanie natomiast siedzieli tam jak kaczki na strzelnicy i jak do kaczek strzelali do nich Ukraińcy, atakujący cysterny z paliwem uwięzione w zatorze. Gdy pojazdy stawały w płomieniach, rosyjscy żołnierze porzucali je, przerażeni, że będą celem następnego pocisku.

Mark Milley diagnozował później, że sednem problemu była charakterystyka rosyjskich wojsk jako siły "hierarchicznej i z natury bardzo, bardzo mocno sterowanej z góry", w której są "niepodlegające zmianie rozkazy przychodzące ze szczytu piramidy, co niekoniecznie najlepiej sprawdza się na dynamicznym polu walki".

Bez wątpienia była to prawda. Ale tajne analizy szły o wiele dalej, niż odważył się powiedzieć na publicznym spotkaniu z komisją Kongresu. Na podstawie licznych badań Pentagonu sformułowano wniosek, że rosyjskie wojsko zainwestowało w broń, którą Putin mógł się chwalić. Miało mnóstwo nowych pocisków hipersonicznych, pochłaniających dźwięki okrętów podwodnych, myśliwców, pocisków nuklearnych. Jednak od lat nie wykorzystywało podstawowego sprzętu, na którym szkoliło żołnierzy. Mimo biegłości w walce elektronicznej nigdy nie wyłączyli Ukraińcom łączności. Nie wykorzystali skutecznie taktycznego wsparcia lotniczego – po części dlatego, że Ukraina miała lepszą obronę przeciwlotniczą, niż się spodziewali. Od pierwszych dni walk wychodziło na jaw, jak w efekcie szalejącej w Rosji korupcji wozy bojowe nie miały odpowiednich opon, a starzejącym się samolotom brakowało części zamiennych. Od jednego z oficjeli usłyszałem, że poziom korupcji w Federacji Rosyjskiej był Amerykanom "dobrze znany". Mimo to "ponieważ nigdy nie widać, jak bardzo coś jest kruche, póki nie sprawdzi się tego w walce, więc trudno dokonywać celnych osądów".

Najbardziej druzgocącym wnioskiem wyciągniętym przez ekspertów Pentagonu była jednak nieudolność Rosjan w zakresie, w którym mieli być najlepsi: w operacjach z użyciem połączonych rodzajów wojsk, czyli zdolności do zintegrowania posunięć oddziałów lądowych, morskich i powietrznych w precyzyjnie skoordynowane działania bojowe.

– Nie przewidzieliśmy dwóch rzeczy – powiedział mi urzędnik Departamentu Obrony.

Pierwszą z nich był "stopień, w jakim rosyjskie wojsko nie przestrzegało własnej doktryny dotyczącej połączonych rodzajów wojsk", choć na tego typu operacje kładziono duży nacisk podczas manewrów ćwiczebnych, tak bacznie obserwowanych przez Stany Zjednoczone. Gdy Amerykanie przeprowadzali grę wojenną symulującą rosyjską inwazję, zakładali, że po przećwiczeniu współpracy rodzajów wojsk tak wiele razy i z taką energią Rosjanie będą umieli zrealizować ją na prawdziwym polu bitwy.

Ale jak powiedział mi wspomniany urzędnik, w rzeczywistości było inaczej. – A gdy wojsko nie przestrzega reguł, które samo sobie ustaliło, poborowi i dowódcy średniego szczebla nie wiedzą, co mają robić. Ich armia i bez tego jest mocno zależna od dyrektyw z góry. Więc na polu walki od razu powstał wielki zamęt.

Analitycy Pentagonu nie przewidzieli jeszcze jednego kluczowego czynnika – reakcji Ameryki. Może to wspomnienie Iraku i Afganistanu kazało założyć, że Stany Zjednoczone nie będą chętne do angażowania się w kolejny poważny konflikt za granicą – zwłaszcza przeciwko mocarstwu atomowemu. Może to pokłosie epoki Trumpa albo groźby Putina, których kulminacją była złożona w dzień inwazji obietnica, że na interwencję z zewnątrz Rosja odpowie "konsekwencjami (…), których nie widzieliście w całej swojej historii". W każdym razie modele gier wojennych, jak powiedział mi wspomniany urzędnik, "nie przewidziały, w jak wielkim zakresie Stany Zjednoczone będą aktywnie wspierać Ukrainę informacjami i do jakiego stopnia pozwoli to – zwłaszcza na początku – na bardzo skuteczne kontrataki".

– Gdy organizujemy gry wojenne, widzimy wiele przykładów względnie małych armii zdominowanych przez rosyjskie wojsko na granicy, zanim Stany Zjednoczone i NATO zdążą przyjść z pomocą. W Ukrainie tak nie było – tłumaczył.

Rosjanie popełnili też wiele innych niewymuszonych błędów. Ich brutalność wzmocniła opór Ukraińców, nawet tych, którzy odczuwali wcześniej do Rosji sympatię. 

onet.pl


Sąd apelacyjny w Waszyngtonie orzekł w piątek stosunkiem głosów 7 do 4, że większość ceł nałożonych przez administrację Donalda Trumpa jest nielegalna. Decyzja dotyczy głównie tzw. "wzajemnych" ceł wprowadzonych w kwietniu, a także oddzielnych taryf na towary z Chin, Kanady i Meksyku.

Choć orzeczenie nie obejmuje ceł na stal i aluminium, sąd uznał, że prezydent przekroczył swoje kompetencje, kiedy powołał się na ustawę o międzynarodowych uprawnieniach gospodarczych głowy państwa w sytuacjach nadzwyczajnych z lat 70. XX wieku.

Według większości sędziów, ustawa ta nie daje Trumpowi prawa do nakładania tak daleko idących ceł, a jej zapisy nie przewidują wyraźnie możliwości wprowadzania podatków, czy taryf handlowych.

Amerykański przywódca bronił swojej polityki celnej, twierdząc, że stawki wahające się od 15 proc. na towary z Unii Europejskiej do 50 proc. na import z Indii są niezbędne do przywrócenia równowagi w globalnym handlu. Jego zdaniem obecny system wymiany handlowej szkodzi interesom Stanów Zjednoczonych.

Wielu ekonomistów ostrzega, że taka polityka może zaszkodzić amerykańskim przedsiębiorstwom i konsumentom, prowadząc do wzrostu cen i inflacji. Radio publiczne (NPR), zauważyło, że skutki ceł mogą być odczuwalne dopiero po pewnym czasie, a same taryfy spotkały się z licznymi pozwami, w tym jednym złożonym przez kilkanaście stanów.

Sąd apelacyjny wstrzymał wykonanie decyzji do połowy października, dając administracji czas na złożenie odwołania do Sądu Najwyższego. Biały Dom wyraził przekonanie, że Sąd Najwyższy uchyli to orzeczenie.

Donald Trump zareagował na decyzję sądu w emocjonalnym wpisie na platformie Truth Social, ostrzegając, że jeśli orzeczenie pozostanie w mocy, "dosłownie zniszczy to Stany Zjednoczone Ameryki".

W innym poście wyraził oburzenie wobec sędziów, pytając retorycznie: "Skąd pochodzą ci sędziowie? Jak to możliwe, że mogli wyrządzić taką szkodę Stanom Zjednoczonym? Czy to czysta nienawiść do TRUMPA?".

Trump skrytykował również Federalist Society, organizację, której rekomendacjom zawdzięczał część nominacji sędziowskich, zarzucając jej przewodniczącemu Leonardowi Leo "nienawiść do Ameryki" i "własne ambicje". W jego ocenie decyzja sądu to nie tylko błąd prawny, ale zagrożenie dla fundamentów amerykańskiej gospodarki.

PAP

piątek, 29 sierpnia 2025



O decyzji Trybunału Stanu poinformował obrońca Małgorzaty Manowskiej. Podał, że w piątek (29 sierpnia) na posiedzeniu niejawnym trzyosobowy skład sędziów Trybunału Stanu uwzględnił wniosek o wyłączenie 12 sędziów z rozprawy ws. immunitetu Manowskiej. Obradom przewodniczył Piotr Andrzejewski, obecni byli sędziowie Józef Zych i Piotr Sak, który pełnił także funkcję sprawozdawcy. "Właśnie 3-osobowy skład Trybunału Stanu uwzględnił mój wniosek i stwierdził, że 12 sędziów Trybunału, których Prokuratura przesłuchała w charakterze świadków, nie może brać udziału w rozpoznaniu sprawy z uwagi na treść jasnego przepisu art. 40 par. 1 pkt 4 KPK. Trybunał Stanu może zdecydować w obecności co najmniej 2/3 z 19-osobowego składu Trybunału. Czyli nie ma składu Trybunału do rozpoznania wniosku prokuratora" - napisał Bartosz Lewandowski z Ordo Iuris. Przytoczony przepis mówi, że sędzia jest z mocy prawa wyłączony od udziału w sprawie, jeżeli był świadkiem czynu, o który sprawa się toczy, albo w tej samej sprawie był przesłuchany w charakterze świadka lub występował jako biegły.

gazeta.pl


29 sierpnia ministrowie obrony państw Unii Europejskiej omawiali gwarancje bezpieczeństwa, które mogą zapewnić Ukrainie. Stanowisko Warszawy relacjonował wiceszef MON-u Paweł Zalewski. Podkreślił, że bez "zaplecza logistycznego, które oferuje Polska, nie będzie żadnych gwarancji bezpieczeństwa". - Polska w tej operacji będzie odgrywała kluczową rolę, dlatego że będzie tworzyła możliwości dla tworzenia baz, zaplecza dla tych oddziałów, które będą na Ukrainie, oraz będzie organizowała logistykę dla tych oddziałów, jak również będzie udostępniać lotniska dla samolotów, które z Polski będą chroniły ukraińskiego nieba - zaznaczył. Zalewski dodał, że Polska nie wyśle wojsk na Ukrainę i nie będzie brała udziału w operacji lądowej. - Tego zresztą dzisiaj już nikt nie oczekuje - dodał. - Gwarancje przygotowywane w ramach "koalicji chętnych" zakładają obecność wojsk europejskich w Ukrainie oraz operację chronienia ukraińskiego nieba, co będzie możliwe po zakończeniu walk rosyjsko-ukraińskich - uzupełnił Zalewski.

gazeta.pl

czwartek, 28 sierpnia 2025



Dmitrij Miedwiediew postanowił skomentować weto polskiego prezydenta do tzw. specustawy o pomocy Ukraińcom w czasie wojny, a także zapowiedzi wprowadzenia zakazu propagowania banderyzmu w Polsce.

– Butne polaki pokłóciły się z neonazistami z Kijowa o masowe zabójstwo Polaków podczas Rzezi Wołyńskiej. Nowy prezydent Nawrocki, chociaż to zadeklarowany rusofob, trzyma temat krótko i przypilił banderowskich popaprańców na Bankowej. A ci mu odpowiadają w stylu: no tak, może i nie negujemy, że jesteśmy naśladowcami Stepana Bandery, ale to dlatego, że nienawidzimy wszystkiego, co rosyjskie i w praktyce jesteśmy waszymi, polscy panowie, młodszymi braćmi! - napisał w mediach społecznościowych.

Rosyjskiego polityka szczególnie ucieszyła perspektywa odebrania Ukraińcom w Polsce przywilejów wynikających z faktu, że są uchodźcami wojennymi. Miedwiediew przy tym wykorzystał stały element rosyjskiej propagandy,  która utrzymuje, że “polscy panowie” cierpią na kompleks wyższości.

– I nawalają się tak na poważnie już nie pierwszy tydzień, polewając się g**nem z armatek. W ruch poszły groźby pozbawienia ukronazistów tego, co najświętsze - pajdy słoniny i szklanki polskiej wódki, albo i w ogóle wygnania  niedomytych parobków precz z Rzeczypospolitej. A banderowcy w odpowiedzi otworzyli swoje śmierdzące gęby i wrzeszczą o europejskich wartościach i jednoczeniu się przeciwko przeklętym orkom [Rosjanom - belsat.pl]. Tak w skrócie – wyszło to świetnie - dodał.

belsat.pl 

środa, 27 sierpnia 2025



Hajle Sellasje był ojcem nowoczesnej Etiopii czy ostoją starej monarchii?

– Podzielił klasyczny los modernizatora w zacofanym kraju. Jako ambitny cesarz chciał unowocześnić swój kraj. Wybierał zdolnych młodych ludzi i wysyłał ich na studia za granicę, zarówno na Wschód, jak i na Zachód, oczekując, że wrócą i będą pracować na rzecz tego kraju. Z każdym spotykał się osobiście przed wyjazdem i po nim. Ale te pięć lat w Londynie, Nowym Jorku czy nawet Moskwie całkowicie ich zmieniało. Nie tylko nauczyli się budować drogi, leczyć, ale też zobaczyli, jak działają nowoczesne państwo, system demokratyczny, urzędy, edukacja, jakie prawa mają obywatele, a jakie obowiązki państwo. I chcieli wprowadzać nie tylko nowe technologie, ale też głębokie reformy polityczne. A cesarz w ich oczach przestawał być reformatorem, widzieli w nim raczej wielkiego hamulcowego, przeszkodę w jeszcze szybszej modernizacji. Z czasem buntowników przybywało, wybuchały protesty i ostatecznie to oni wystąpili przeciwko cesarzowi.

Jaka była skala jednowładztwa? Czy były decyzje na poziomie centralnym, których nie podejmował cesarz osobiście?

– Zrozummy, kim był Hajle Sellasje: to nie był młody rewolucjonista, który porwał naród do walki o wolność, a z czasem tak się mu spodobała władza, że odkrył w sobie dyktatorskie zapędy. On urodził się i wychował w ustroju monarchicznym, całe jego życie przypadło na czasy autorytaryzmu. Miał wielki talent polityczny, który szedł w parze z podejrzliwością. Gdyby jej nie miał, toby nie rządził 60 lat, tylko zginął w jakimś zamachu albo został wypędzony z kraju przez przeciwników. I właśnie ta jego podejrzliwość kazała mu podejmować możliwie wszystkie decyzje. Premier Etiopii większość czasu spędzał pod drzwiami gabinetu cesarza, a nie na naradach z ministrami. Bo wtedy miał pewność, że nikt na niego nie donosi. I cesarz to akceptował. Nie umiał ani nie mógł funkcjonować w państwie demokratycznym, nawet w monarchii konstytucyjnej.

(...)

Hajle Sellasje był ojcem nowoczesnej Etiopii czy ostoją starej monarchii?

– Podzielił klasyczny los modernizatora w zacofanym kraju. Jako ambitny cesarz chciał unowocześnić swój kraj. Wybierał zdolnych młodych ludzi i wysyłał ich na studia za granicę, zarówno na Wschód, jak i na Zachód, oczekując, że wrócą i będą pracować na rzecz tego kraju. Z każdym spotykał się osobiście przed wyjazdem i po nim. Ale te pięć lat w Londynie, Nowym Jorku czy nawet Moskwie całkowicie ich zmieniało. Nie tylko nauczyli się budować drogi, leczyć, ale też zobaczyli, jak działają nowoczesne państwo, system demokratyczny, urzędy, edukacja, jakie prawa mają obywatele, a jakie obowiązki państwo. I chcieli wprowadzać nie tylko nowe technologie, ale też głębokie reformy polityczne. A cesarz w ich oczach przestawał być reformatorem, widzieli w nim raczej wielkiego hamulcowego, przeszkodę w jeszcze szybszej modernizacji. Z czasem buntowników przybywało, wybuchały protesty i ostatecznie to oni wystąpili przeciwko cesarzowi.

Jaka była skala jednowładztwa? Czy były decyzje na poziomie centralnym, których nie podejmował cesarz osobiście?

– Zrozummy, kim był Hajle Sellasje: to nie był młody rewolucjonista, który porwał naród do walki o wolność, a z czasem tak się mu spodobała władza, że odkrył w sobie dyktatorskie zapędy. On urodził się i wychował w ustroju monarchicznym, całe jego życie przypadło na czasy autorytaryzmu. Miał wielki talent polityczny, który szedł w parze z podejrzliwością. Gdyby jej nie miał, toby nie rządził 60 lat, tylko zginął w jakimś zamachu albo został wypędzony z kraju przez przeciwników. I właśnie ta jego podejrzliwość kazała mu podejmować możliwie wszystkie decyzje. Premier Etiopii większość czasu spędzał pod drzwiami gabinetu cesarza, a nie na naradach z ministrami. Bo wtedy miał pewność, że nikt na niego nie donosi. I cesarz to akceptował. Nie umiał ani nie mógł funkcjonować w państwie demokratycznym, nawet w monarchii konstytucyjnej.

To, co przez lata było jego siłą, okazało się słabością.

– Doprowadził do tego, że urzędnicy bali się podejmować jakiekolwiek decyzje, a on z wiekiem stawał się coraz mniej sprawny.

W nieodległej Ugandzie do władzy w 1986 r. doszedł Yoweri Museveni, młody buntownik, komendant. Wygrał wojnę domową i zakończył okres krwawych walk wewnętrznych, w których zginęły setki tysięcy ludzi. Zaprowadził spokój i zbudował kraj, który na długo był wzorem dla Afryki. Tylko że rządzi do dzisiaj i nie zamierza odchodzić, choć dziś niszczy to, co wielkiego stworzył, i staje się karykaturą dawnego siebie. Dawny, młody Museveni byłby wrogiem dzisiejszego. Władza to nieprawdopodobnie silny narkotyk.

Cesarz programowo co jakiś czas wymieniał urzędników, nie pozwalając im zbudować swojej pozycji. Latami przeciwników nie zabijał, ale zsyłał do dalekich prowincji lub proponował małżeństwo z kimś ze swojej rodziny.

– To sprawdzone od stuleci metody pacyfikowania wrogów. W sumie to dopiero pod koniec panowania, kiedy dochodziło do coraz ostrzejszych wystąpień, w stosunku do buntowników zapadały wyroki śmierci, wykonywano egzekucje. Ale do końca cesarstwa ktoś skazany na śmierć w Etiopii, nawet za planowanie zamachu stanu, mógł liczyć, że wyrok zostanie mu zamieniony na dożywocie albo skrócony. Zresztą w Afryce tylko nieliczni przywódcy sięgali po krwawy, bezwzględny terror. I to byli zwykle ludzie przypadkowo wyniesieni do władzy, tacy jak Francisco Macías Nguema z Gwinei Równikowej czy Idi Amin z Ugandy, który z sierżanta awansował na prezydenta, a sierżantem też został nie za zasługi wojskowe, tylko dlatego, że dobrze walczył jako bokser wagi ciężkiej. Przywódcy afrykańscy raczej korumpują, kupują przeciwników, niż mordują. Nic tak nie osłabia opozycyjności jak przywileje: dobry samochód, szofer, gabinet z telefonem, który ma bezpośrednie połączenie z prezydentem. Kiedy Hajle Sellasje jechał w długą podróż zagraniczną, zwłaszcza do Europy czy do Ameryki, zabierał ze sobą największych przeciwników politycznych, żeby podczas jego nieobecności nie mogli knuć za jego plecami.

Za to od innych władców afrykańskich różnił się dostępnością dla swego ludu, zwłaszcza urzędników dworskich. Nikt nie kwestionuje prawdziwości opisu Kapuścińskiego, kiedy poddani najjaśniejszego pana podczas publicznych posłuchań pchali mu się przed oczy, żeby ich jakoś zapamiętał, zwrócił uwagę. To mogło być początkiem awansu. Kazał też wozić się zarówno po stolicy Addis Abebie, jak i po kraju. Otwierał każdą szkołę, szpital, a witającym go na ulicach ludziom rzucał z samochodu pieniądze. Dobry, miłościwy pan.

To dlaczego upadł?

– Stawał się coraz starszy, a jego sposób rządzenia – coraz bardziej nieskuteczny. Do tego doszły krwawe powstanie w Erytrei, bunty w wojsku, susza i klęska głodu, której cesarz zaprzeczał. To wszystko złożyło się na potworny kryzys. Śmiertelny cios zadali mu młodzi oficerowie, którzy byli bardziej zapatrzeni we Wschód i tamtejsze metody sprawowania władzy. W 1974 r. zdetronizowali cesarza, znieśli monarchię i zaprowadzili republikę. Ale tak naprawdę kolejni przywódcy stylem rządzenia przypominali władców absolutnych, w porównaniu z nimi Hajle Sellasje wypadłby na przywódcę naprawdę łagodnego.

Dlaczego nie zdecydowano się na zabicie cesarza?

– Publiczna egzekucja znienawidzonego przywódcy może przysporzyć rewolucjonistom poparcia rodaków. Ale cesarz nie był znienawidzonym przywódcą. To był starszy pan, który na dodatek nie stawiał oporu. Pozwolił się zapakować do swojego volkswagena garbusa i odwieźć do miejsca internowania. Tam spędził ostatni rok życia.

onet.pl\Newsweek

wtorek, 26 sierpnia 2025



21 sierpnia ceny hurtowe za dwa typy benzyny w Rosji – 92- i 95-oktanową – osiągnęły najwyższe w historii poziomy: odpowiednio 73,1 oraz 81,4 tys. rubli za tonę. Przebito cenowy rekord z jesieni 2023 r., kiedy decyzja rosyjskich władz o czasowym obniżeniu subsydiowania sektora doprowadziła do punktowych deficytów paliw na stacjach benzynowych (zob. Gaszenie pożaru benzyną: kryzys na rynku paliwowym w Rosji). Od początku obecnego roku stawki za benzynę wzrosły o ok. 50%, szczególnie podniosły się latem. Poskutkowało to wprowadzeniem zakazu jej eksportu dla wszystkich firm sektora od 28 lipca do końca sierpnia (regulacja nie dotyczy sprzedaży do krajów zrzeszonych w Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej). Pomimo rządowej interwencji wzrost cen nie zahamował – od połowy sierpnia odnotowuje się brak tego paliwa w niektórych regionach Federacji Rosyjskiej (m.in. na okupowanym Krymie, w Kraju Zabajkalskim, Kraju Nadmorskim).

Skok cen benzyny to bezpośrednia konsekwencja ukraińskich ataków na sektor naftowo-paliwowy. Latem bezzałogowce uderzyły w co najmniej 10 różnych rafinerii w Rosji, w wyniku czego doszło do zniszczeń instalacji i wstrzymania produkcji w znacznej części tych zakładów. Ocenia się, że obecna fala ataków – uszkadzająca m.in. największe krajowe rafinerie w Riazaniu i Wołgogradzie, wytwarzające paliwa przeznaczone głównie na rynek wewnętrzny – doprowadziła do wyłączenia ponad 10% całości mocy rafineryjnych w Rosji. Wznowienie rafinacji wymaga przeprowadzenia prac naprawczych, co jest utrudnione ze względu na obowiązywanie reżimu sankcyjnego, który komplikuje sprowadzanie części zamiennych. Należy przy tym zaznaczyć, że większość rosyjskiego parku samochodowego używa oleju napędowego, co ogranicza negatywne implikacje spadku produkcji benzyny dla całej gospodarki FR.

Komentarz

Ukraińskie uderzenia skutecznie rozregulowują rosyjski rynek paliwowy, a ich efektywność wzrosła. Choć Ukraińcy przypuszczają ataki na rafinerie i infrastrukturę paliwową od początku pełnoskalowej agresji (zob. Sankcje Budanowa: konsekwencje ukraińskich ataków na rosyjskie rafinerie), to obecna intensyfikacja przyniosła najpoważniejsze konsekwencje. W porównaniu z poprzednimi bombardowaniami te z sierpnia wyróżniają się skoncentrowaniem – wcześniej były w większym stopniu rozłożone w czasie. To, że skuteczne uderzenia prowadzone są w sezonie letnim – a więc w okresie, w którym popyt na paliwa rośnie – wzmacnia ich dotkliwość dla sektora.

Na pogłębianie się kryzysu wpływają również czynniki wewnętrzne, w tym polityka władz FR. Letnie wzrosty cen paliw w Rosji mają charakter cykliczny – m.in. ze względu na zwiększony popyt w czasie sezonu turystycznego oraz żniw, a także konieczność przygotowania zapasów przed jesiennym okresem prac konserwacyjnych w rafineriach. W warunkach przedwojennych sektor bezproblemowo odpowiadał na zwyżkę zapotrzebowania dzięki sporym rezerwom zdolności produkcyjnych. Według obliczeń agencji Argus roczne zużycie benzyn w Rosji wynosi 35–36 mln ton, podczas gdy potencjał rafinerii znacząco przewyższa tę wielkość (w 2023 r. wyprodukowano blisko 44 mln ton tego paliwa). Niemniej w 2024 r. władze utajniły dane dotyczące produkcji ropopochodnych, co utrudnia branży funkcjonowanie – m.in. niemożliwe jest prognozowanie kształtowania się podaży na podstawie oficjalnych statystyk. Według doniesień medialnych część sektora nie zdecydowała się na zwiększenie zapasów wiosną br. – będąc przekonana o niskim popycie na benzynę, jak również ze względu na wysokie stopy procentowe rzutujące na opłacalność kredytowania zakupów.

osw.waw.pl

poniedziałek, 25 sierpnia 2025



Megarakieta Starship multimiliardera Elona Muska, opracowana z myślą o podróży na Księżyc i Marsa, zakończyła we wtorek udany lot testowy, zgodnie z planem lądując w Oceanie Indyjskim.

Ta ogromna jednostka, która eksplodowała podczas trzech ostatnich lotów testowych, tym razem pomyślnie uruchomiła symulatory satelitarne - po raz pierwszy - i powróciła na Ziemię, kończąc podróż w wodach Oceanu Indyjskiego, nieco ponad godzinę po starcie.

Firma SpaceX Elona Muska wystrzeliła we wtorek swoją gigantyczną rakietę Starship w dziesiąty lot testowy, mający na celu pokonanie przeszkód rozwojowych i osiągnięcie długo oczekiwanych technicznych kamieni milowych, kluczowych dla projektu rakiety marsjańskiej wielokrotnego użytku.

Wysoki na 123 metry system Starship wystartował około godziny 19:30 czasu lokalnego (około 1:30 w Polsce) z bazy SpaceX Starbase w południowym Teksasie, w ramach misji testującej nowe płytki osłony termicznej statku i możliwości rozmieszczania satelitów, a także setki innych ulepszeń z poprzednich iteracji.

Górna część rakiety oddzieliła się zgodnie z planem od jej Super Heavy, mierzącego 71 metrów pierwszego stopnia, który zazwyczaj ląduje w gigantycznych łapach wieży startowej, ale we wtorek obrał za cel wody Zatoki Meksykańskiej, aby zademonstrować alternatywną konfigurację silnika do lądowania.

W międzyczasie Starship dotarł w przestrzeń kosmiczną po trajektorii wiodącej do Oceanu Indyjskiego, gdzie był gotowy do wodowania po przejściu intensywnego ciepła podczas wejścia w atmosferę - kluczowej fazy testu, która zniszczyła rakietę w poprzednich lotach, poinformowała Firma SpaceX Elona Muska.

PAP


Matt i Maria Raine z Kalifornii pozwali do sądu firmę OpenAI w związku z samobójczą śmiercią swego 14-letniego syna Adama. Rodzice twierdzą, że ChatGPT zachęcał go do odebrania sobie życia.

To pierwszy przypadek, gdy przeciw OpenAI podjęto działania prawne w związku z zawinieniem śmierci.
Do pozwu dołączono wymianę wpisów między Adamem, który zmarł w kwietniu, a ChatGPT. Rodzice twierdzą, że program ten utwierdził ich syna w "najbardziej szkodliwych i autodestrukcyjnych myślach".

OpenAI poinformowało stację BBC, że analizuje pozew. "Przekazujemy rodzinie Raine’ów najgłębsze wyrazy współczucia w tym trudnym czasie" - napisano w komunikacie.

We wtorek OpenAI opublikowało na swojej stronie internetowej oświadczenie, że "ostatnie dramatyczne przypadki korzystania z ChatGPT przez osoby przechodzące ostre kryzysy są dla nas bardzo bolesne".

Jak zapewniono, ChatGPT jest uczony, by zachęcać użytkowników do korzystania z profesjonalnej pomocy, np. linii telefonicznej dla osób mających myśli samobójcze. Przyznano jednak, że "zdarzały się sytuacje, gdy nasz system w delikatnych sytuacjach nie reagował w zamierzony sposób".

Według pozwu, do którego BBC uzyskała wzgląd, Adam zaczął używać ChatGPT we wrześniu 2024 roku i w ciągu kilku miesięcy program stał się jego "najbardziej zaufanym rozmówcą".

W styczniu nastolatek zaczął omawiać z ChatGPT sposoby odbierania sobie życia, przy czym program dostarczał mu "szczegółów praktycznych". Chłopak przesyłał też swoje fotografie świadczące o wyrządzaniu sobie krzywdy. ChatGPT "rozpoznał, że sytuacja wymaga pilnej interwencji lekarskiej", ale mimo to nadal udzielał informacji.

Gdy w ostatnich wpisach Adam przedstawił plan odebrania sobie życia, dostał odpowiedź: "Dziękuję, że jesteś szczery. Ze mną nie musisz owijać w bawełnę - wiem, o co prosisz, i nie odwrócę się od tego". Tego samego dnia znaleziono Adama martwego.

Według rodziców nastolatka jego śmierć "była przewidywalnym skutkiem umyślnego sposobu zaprogramowania". Oskarżają oni OpenAI o zaprojektowanie ChatGPT "tak, by psychicznie uzależniał użytkowników".
W swym wtorkowym oświadczeniu OpenAI zapewnia, że jej celem jest "bycie autentycznie pomocną", nie zaś "przyciąganie uwagi ludzi". 

PAP

niedziela, 24 sierpnia 2025



Jednym z największych nieporozumień w ekonomii jest zasada minimaks. Minimalizacja jednego celu przy jednoczesnej maksymalizacji innego jest nie do pogodzenia. Podobnie jest w przypadku polityki pieniężnej amerykańskiego banku centralnego: Rezerwa Federalna, w skrócie Fed, ma za cel maksymalne zbliżenie inflacji do dwóch proc. Jednocześnie jej polityka pieniężna ma stymulować zatrudnienie. Oba te cele są trudne do pogodzenia. Bo dynamicznie rozwijająca się gospodarka z nowymi miejscami pracy zwiększa konsumpcję i powoduje wzrost cen. Zazwyczaj bank centralny musi wziąć pod uwagę, że nieco większa stabilność cen oznacza nieco mniejszy wzrost gospodarczy i odwrotnie.

W polityce pieniężnej konflikty celów są więc nieuniknione. Odkąd Donald Trump po raz drugi został prezydentem Stanów Zjednoczonych, konflikt ten stał się ewidentny i publiczny. Szef amerykańskiego banku centralnego Jerome Powell chce stabilnych cen, a Trump maksymalnego ożywienia gospodarczego – minimaks nie jest możliwy.

(...)

Dlaczego to ważne: już dziś Stany Zjednoczone płacą prawie bilion dolarów, aby pokryć roczne koszty odsetek od długu publicznego. Stanowi to około 17 proc. całkowitych wydatków federalnych. Trump potrzebuje niskich stóp procentowych, aby sfinansować stare i nowe długi.

Eksport: Trumpowi przeszkadza deficyt bilansu handlowego z Europą, Chinami i innymi częściami świata. Dlatego nałożył 15-procentowe cła na import z UE do USA. Prezydent USA chce w ten sposób przyciągnąć do Stanów Zjednoczonych zagraniczne przedsiębiorstwa produkujące poza Ameryką. Nie można wykluczyć, że mu się to uda.

Jednym ze wspomnianych powodów jest też zjawisko "tariff-hopping foreign direct investment" (inwestycje zagraniczne wykorzystujące różnice w cłach). Gdy rynki są wystarczająco duże, cła zwiększają motywację do przenoszenia produkcji.

Jednak to nie wystarcza Trumpowi. Niewielu zwraca uwagę na "porozumienie z Mar-a-Lago". Zawiera ono doktrynę Trumpa i jego doradcy ds. polityki gospodarczej Stephena Mirana. Obaj nie mają na myśli wolnego handlu, ale system gospodarczy i walutowy, który podporządkowuje się ich zasadom: prawu silniejszego (gospodarczo i militarnie) – przy osłabionym dolarze i wzmocnionych miejscach pracy w przemyśle w USA.

Słaby dolar byłby korzystny dla Trumpa i jego ambicji, aby produkty amerykańskie stały się tańsze i bardziej pożądane za granicą. Jednak taki scenariusz jeszcze bardziej podsyciłby inflację. Fed i tak krytycznie ocenia skutki polityki celnej Trumpa. Powell dał do zrozumienia, że nie jest jasne, czy cła spowodują jednorazowy wzrost cen, czy też będą miały charakter długotrwały.

onet.pl

sobota, 23 sierpnia 2025



- Było jasne, że spotkanie jest nadzwyczaj mało prawdopodobne, z tego powodu, że Władimir Putin w zasadzie nie był gotowy się na nie zgodzić, wbrew temu, co niewłaściwie zrozumiał (prezydent USA) Donald Trump - powiedział Preobrażeński, politolog i komentator mieszkający od lat poza Rosją.

- (Putin) chciał jedynie stworzyć wrażenie, że nie odrzuca propozycji Trumpa; nie powiedzieć "nie", nie mówiąc również "tak". Kreml ma własny plan, który właściwie się nie zmienia - kontynuować ofensywę wojskową, wykorzystując to, że Trump nie nakłada sankcji, ani też nie stosuje innych środków nacisku - dodał Preobrażeński.

Zwrócił uwagę, że odmowa rozmów jest bardzo łatwa i można to uczynić, wysuwając dodatkowe warunki, co właśnie uczynił Ławrow. Po jego wypowiedziach "stało się jasne, że spotkanie jest niemożliwe" - ocenił ekspert.

Jego zdaniem władze rosyjskie "nie będą chciały prowadzić rozmów z Wołodymyrem Zełenskim, dopóki ofensywa (rosyjska) nie załamie się, bądź też (Rosjanie) nie zwyciężą" w wojnie.

- Teraz więc po prostu (Rosjanie) żądają spełnienia ich ultimatum. Z tego powodu Putin gotów jest spotykać się albo z Donaldem Trumpem, albo w trójkę, z Trumpem i Zełenskim - ocenił politolog.

- (Spotkanie trójstronne) jest bardziej prawdopodobne niż dwustronne, dlatego że Donald Trump jest gotów słuchać Władimira Putina, wierzy mu. Jak wiemy, mówi (prezydentowi Francji) Emmanuelowi Macronowi, że Putin chce zawrzeć pokój po prostu dla niego - Trumpa - osobiście. Tak więc dla Putina manipulowanie Trumpem jest bardzo łatwe i dlatego jest gotów się z nim spotykać. Każde takie rozmowy w przeszłości (...) pozwalały mu na odwlekanie podjęcia ważnych decyzji i anulowanie wprowadzenia nowych sankcji (wobec Rosji - powiedział Preobrażeński.

Ławrow powiedział w piątek, że spotkanie Putina z Zełenskim nie jest planowane. Oznajmił, że Putin będzie mógł się z nim spotkać, kiedy zostanie przygotowana agenda ewentualnego szczytu. Obecnie takowej nie ma - stwierdził minister w wywiadzie dla amerykańskiej telewizji NBC.

PAP

piątek, 22 sierpnia 2025



Prezydent Rosji Władimir Putin i minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow spotkali się 21 sierpnia z ministrem spraw zagranicznych Indii Subrahmanyamem Jaishankarem, aby omówić stosunki rosyjsko-indyjskie oraz zwiększenie inwestycji gospodarczych w sektorze energetycznym, w tym dostawy ropy naftowej, węglowodorów i energii jądrowej. Wiceminister energii Rosji Roman Marshavin spotkał się 20 sierpnia z wiceministrem ropy naftowej i gazu ziemnego Indii Pankajem Jainem, aby omówić rozszerzenie współpracy w handlu energią. Ławrow zorganizował wspólną konferencję z Jaishankarem po spotkaniu i ogłosił, że Putin prawdopodobnie odwiedzi Indie przed końcem 2025 roku. Jaishankar stwierdził, że Indie „wierzą, że stosunki między Indiami a Rosją należą do najstabilniejszych spośród głównych relacji na świecie po II wojnie światowej”. Putin i inni wysoko postawieni rosyjscy urzędnicy poświęcają znaczną ilość czasu i energii na stabilizację i zacieśnianie relacji z Indiami, co wskazuje, że Rosja postrzega Indie jako kluczowe źródło dochodów. ISW nadal ocenia, że ​​sankcje wtórne prawdopodobnie wpłyną dodatkowo na rosyjską gospodarkę, podważając rosyjskie dochody z ropy naftowej, które są niezbędne do finansowania przez Kreml wojny z Ukrainą. Intensywne działania Rosji wobec Indii sugerują, że Moskwa stara się zapewnić, aby Nowe Delhi nie ograniczyło zakupów energii z Rosji z powodu tych potencjalnych sankcji wtórnych.

(...)

Ukraiński Sztab Generalny poinformował 21 sierpnia, że ​​elementy ukraińskich Sił Bezzałogowych Systemów (USF) wraz z innymi nieokreślonymi siłami ukraińskimi przeprowadziły dalekosiężne ataki dronów na rafinerię ropy naftowej Nowoszachtyńską w Nowoszachtyńsku w obwodzie rostowskim, która zaopatruje siły rosyjskie działające na Ukrainie i jest jednym z największych producentów produktów naftowych w południowej Rosji. Ukraiński portal Militarnyi poinformował 21 sierpnia, że ​​rafineria ropy naftowej Nowoszachtyńska może przetwarzać 7,5 miliona ton ropy rocznie. Ukraiński Sztab Generalny poinformował również, że siły ukraińskie zaatakowały nieokreśloną bazę paliw i środków smarnych w obwodzie woroneskim w nocy z 20 na 21 sierpnia.

understandingwar.org


Zdaniem redakcji "Hessische/Niedersächsische Allgemeine" z Kassel obrazy, które w ostatnich dniach obiegły świat, są wystarczająco niepokojące i nie dają powodów do optymizmu. "Donald Trump, klaszczący rosyjskiemu dyktatorowi na czerwonym dywanie i pozwalający mu podczas konferencji prasowej na długi monolog bez sprzeciwu, to kolejny dowód jego przerażającego zachwytu wobec autokratów wszelkiej maści. Luźne uwagi w Gabinecie Owalnym na temat garnituru Zełenskiego czy wakacyjnej opalenizny Friedricha Merza są w obliczu dramatycznej sytuacji w Ukrainie całkowicie nie na miejscu. Gadanina Trumpa o tym, że kocha Ukraińców, Rosjan i wszystkich ludzi, przypominała bezradne stękania szefa Stasi, Ericha Mielkego, w 1989 roku w Volkskammer ('Ja przecież kocham wszystkich ludzi'), a nie wypowiedź dojrzałego polityka. Trzeba to powiedzieć wprost: w swoim bezwzględnym egomańskim show Trumpowi mniej zależy na dramacie ludzi w okopach i schronach, a bardziej na złudzeniu zdobycia Pokojowej Nagrody Nobla" - czytamy.

"Nawet jeśli Europie udało się dokonać dyplomatycznych akrobacji, miłe gesty nie mogą zakryć głębokiego rozdźwięku między Stanami Zjednoczonymi a Europą w podejściu do Rosji" - wskazuje dziennik "Nürnberger Zeitung". Jak długo jeszcze Europa zamierza pozostawać zależna od nieprzewidywalnego człowieka w Białym Domu, który traktuje geopolitykę jak biznesowe transakcje? "Stało się jasne, jak bezbronna jest Europa i jak pilna jest potrzeba samodzielnego budowania zdolności obronnych" - pisze komentator i dodaje: "Chodzi już nie tylko o Ukrainę, lecz stawką jest bezpieczeństwo całej Europy".

gazeta.pl


Reporter Al Jazeery w mieście Gaza informuje, że siły okupacyjne zintensyfikowały swoje działania. Miastem wstrząsają wybuchy wyburzanych domów i budynków użyteczności publicznej - w ten sposób Izrael chce pozbyć się mieszkańców Gazy. "Coraz więcej osób otrzymuje telefony od izraelskiego wojska z ostrzeżeniem, by nie przebywali na terenach, na których mieszkali całe życie i groźbami, że jeśli tam zostaną, to znajdą się na linii ognia. Żąda się od nich jak najszybszego opuszczenia tych terenów i daje się im tylko chwilę na przygotowanie. Ludzie zostawiają cały swój dobytek i zapasy żywności, które zdołali uzbierać w ostatnich tygodniach" - pisze Hani Mahmoud.

Izrael przeprowadza ataki z powietrza na całą Strefę Gazy, w tym na obozy namiotowe dla przesiedleńców. Jednocześnie kolejni Palestyńczycy umierają z głodu - według informacji ministerstwa zdrowia Gazy obecny tragiczny bilans to 296 śmierci głodowych, 112 zagłodzonych to dzieci.

gazeta.pl

czwartek, 21 sierpnia 2025



- Gdybyśmy mieli zrobić bilans wojny rosyjsko-ukraińskiej, czy ona się Federacji Rosyjskiej opłaciła?

Zacznijmy od celów, które Rosja stawiała sobie na początku 2022 roku. Czy demilitaryzacja Ukrainy się udała? Raczej nie, Ukraina rozwinęła swoje siły zbrojne. Usunięcie „reżimu” w Kijowie? Też się nie udało usunąć Wołodymyra Zełenskiego i jego ludzi. Czy udało się zablokować wejście Ukrainy do NATO i Unii Europejskiej? Oceńmy to na 50/50, bo tak naprawdę nie wiemy, czy Ukraina wejdzie do struktur zachodnich czy nie, oficjalnie nie ma zabronienia akcesji, oczywiście są państwa sprzeciwiające się temu, ale to nie jest to, czego chciał Putin. Kolejna sprawa: odbicie całego Donbasu oraz korytarz lądowy na Krym. To Putinowi się udało, aczkolwiek nie w pełni, ponieważ Ukraińcy wciąż mają w rękach duże miasta-twierdze w Donbasie. Ten bilans, po przeszło trzech i pół roku wojny, nie jest zbyt dobry dla Federacji Rosyjskiej. A do tego należy dodać, że Rosja co prawda zwiększyła liczebność swoich Sił Zbrojnych, ale jej skuteczność spadła – ponieważ wojsko rosyjskie nie potrafi zrealizować celów, które stawiają przed nim politycy na Kremlu.

- Posłużę się cytatem, którego użyłeś w mediach. „Po stronie wroga jest sztuka wojenna i możliwości techniczne, a po naszej stronie wiara we własną słuszność i osobista odwaga żołnierzy”. To wypowiedź anonimowego oficera 51. Armii, Grupa „Centrum” Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. Czy nie jest tak, że wojna rosyjsko-ukraińska potwierdziła jednak cechy rosyjskiego żołnierza, który może nie jest zbyt lotny, ale za to bardzo wytrwały, a wiele wojen z udziałem Rosji właśnie tak wyglądało, że uporem i wytrwałością zaczęli oni przechylać szalę zwycięstwa na swoją stronę?

Kto ocenia przysłowiową skórkę po wyprawce, to źle ocenia. Badam skuteczność i ułomności armii rosyjskiej, by wiedzieć, jak z nią walczyć. Pod tym względem najmocniejszym elementem rosyjskiej projekcji siły jest zasób ludzki i to, kim ten żołnierz jest. On nie ma nic do stracenia. Widzimy to na filmach ukraińskich operatorów dronów. Gdy podlatują, na twarzy przeciętnego rosyjskiego żołnierza nie ma przerażenia, a jest walka z tym dronem do ostatniej sekundy. Widać, że są w beznadziejnej sytuacji, ale nie odpuszczają. Jak zapytasz Rosjanina czy on chce wojny? – odpowie, że nie. Ale jeśli już Rosja toczy wojnę, to ten sam Rosjanin chce, by tę wojnę wygrała.

- Nie widzieliśmy jednak Trumpa dociskającego Zełenskiego, jak wcześniej w Gabinecie Owalnym, nie wyglądały te rozmowy źle, aczkolwiek wcześniej Trump konferował z Putinem i coś z nim ustalał – co dokładnie, zapewne dowiemy się w przyszłości. Czy w ogóle widzisz tę szansę na zawarcie rozejmu?

Federacja Rosyjska nie osiąga swoich celów politycznych krokami militarnymi. Co dzieje się na froncie, czyli zdobywana jedna wioska w tą, a jedna, w tamtą, to nie jest osiąganie celów Kremla. Rosjanie od paru miesięcy wysyłają sygnały, że „Ukrainy nie wygramy na Ukrainie”. Co to oznacza? Że chcą szukać rozwiązania ponad głowami Ukraińców, co widzimy w formacie tych rozmów. Rosja chce przekonać inne państwa, by te narzuciły Ukrainie ustalenia zgodne z celami politycznymi Kremla. To jest scenariusz Putina.

Analitycy rosyjscy, których możemy nazwać tzw. rozsądnymi patriotami piszą otwarcie, że wojna długofalowo się Rosji nie opłaca. Piszą oni, że z powodu wojny Rosja straci możliwość konkurowania z Chinami, USA, oraz innymi mocarstwami – czyli wojna Rosję degraduje. Analizy ekonomiczne pokazują, że środki przeznaczane na wojnę zredukują się w 2026 roku. Z moich obliczeń wynika, że już w lecie tego roku Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej zaczną tracić zdolności operacyjne na poziomie sprzed lutego 2022 roku. A zatem także degradacja. Letnia ofensywa w 2025 roku ograniczyła się to zaledwie kilkudziesięciu kilometrowych odcinków frontu. Rosjanie nie uderzyli nawet na przestrzeni 100 kilometrów. Nie walczy cały front z taką intensywnością jakby Kreml chciał. Pokrowsk jest w pewnym sensie wyjątkiem.

- To wskazuje na zawieszenie broni?

Ukraina jest niemiłosiernie zmordowana wojną, ale Rosja także bierze pod uwagę czynniki, które wskazują na słabości ich strony. Sukcesy rosyjskie są osiągane wyłącznie słabościami Sił Zbrojnych Ukrainy. To nie jest tak, że wojsko rosyjskie się rozwija, stosuje nowatorską taktykę, która nagle daje przewagę na froncie – nie, to skutek tego, że Ukraina słabnie.

- W polskiej infosferze była spora debata – by nie powiedzieć kłótnia – o to czy na północ od Pokrowska Rosjanie dokonali przełamania frontu. Co sądzisz o tym odcinku walk? To był przypadek czy większa operacja?

W wielu symulacjach, w których brałem udział jako OPFOR, starałem się wykonywać uderzenia, które zmusiłyby drugą stronę do rzucenia rezerw do walki, a wtedy mógłbym te rezerwy razić ogniowo. Rosjanom nie udawały się takie operacje, tam gdzie ukraińska obrona była silnie i dobrze zorganizowana. Ale nie jest to możliwe wszędzie. Więc tam udało im się przebić. Z drugiej jednak strony to pułapka. Co prawda, Rosjanie mogą przeciąć jedną z dróg, ale umówmy się, ukraiński sztab i tak zakładał, że kiedyś to może nastąpić.

Jest to więc bardziej atrakcyjny teren dla Ukraińców, by zdławić Rosjan, niż na odwrót. Gen. Syrski ostrzegał przed tym już 6 sierpnia, że Rosjanie robią ataki infiltracyjne. Obecnie Ukraińcy rozcięli ten wyłom. Zauważmy także, że Rosjanie pod Kurskiem reagowali tygodniami na operację Sił Zbrojnych Ukrainy, natomiast Ukraińcy rzucili odwody na wyłom pokrowski już w 24 godziny, więc zareagowali bardzo szybko. Syrski liczył się z tym i moim zdaniem mógł wpuścić Rosjan w pułapkę, a oni w nią weszli.

- Pułapka, czy nie, trzeba przyznać, że dowódcy rosyjscy na tym odcinku frontu są zdolni. Patrząc od bitwy awdijiwskiej do pokrowskiej, to jedyne miejsce tej wojny, gdzie wojska rosyjskie notują spore postępy terytorialne. To jest zasługa tych oficerów, że akurat tam mają taktyczne sukcesy?

Tym odcinkiem frontu dowodził gen. Andriej Mordwiczew, wywodzący się z grupy którą nazywam „młodym Arbatem”. Mordwiczew odpowiadał za zdobywanie Mariupola, był dowódcą Centralnego Okręgu Wojskowego. To rocznik 1979, czyli względnie młody oficer jak na ten szczebel dowodzenia. To „młody Arbat” dochodzi do władzy w rosyjskiej armii, bo starsi oficerowie są wymieniani np. gen. Aleksandr Łapin – rocznik 1964.

- Który zasłynął tym, że wycelował pistoletem oficerowi w głowę, by ten wracał na front.

Jest to różnica generacyjna między tymi oficerami. Łapin jest prosto myślącym oficerem starej daty. Mordwiczew dowodził Zgrupowaniem Centrum, z którego wykrojono zgrupowanie uderzeniowe „Odważni”. To było o tyle ciekawe zgrupowanie, że podlegały mu wszystkie rodzaje sił – lądowe, specjalne, lotnicze. Mordwiczew nie musiał pytać Sztabu Generalnego o pozwolenie czego i jak ma używać. Ten eksperyment się Rosjanom udał – zdobyli Awdijiwkę i maszerowali dalej. Co ważne, pod Pokrowskiem Mordwiczew miał do dyspozycji pełne armie – 51. Armię oraz 3. Armię. Walczą pełnym ugrupowaniem, nie rozgarnizowanym w różnych miejscach, nie prowadzą po całej Rosji szkoleń zasadniczej służby wojskowej. Był też wsparty siłami 8. Armii, która w 70 proc. jest na froncie. Ale jest też ułomność w tym eksperymencie, bo te armie ponoszą ogromne straty, które bardzo trudno odtwarzać. Ale takie uderzenia dają efekty, którymi można się pochwalić Putinowi. Dlatego też zdjęto gen. Łapina po tym jak nieudolnie prowadził walki pod Kurskiem i na kierunku sumskim. Zastąpił go gen. Jewgienij Nikiforow.

- Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

defence24.pl

środa, 20 sierpnia 2025



W wywiadzie telewizyjnym z 19 sierpnia Ławrow stwierdził, że Kreml „nigdy nie mówił o potrzebie przejmowania jakichkolwiek terytoriów” od Ukrainy i że celem Rosji nie było zajęcie Krymu, Donbasu ani innych obszarów Ukrainy. Twierdzenie to wydaje się dziwaczne w kontekście wielokrotnych żądań Rosji, aby Ukraina i Zachód uznały aneksję przez Rosję terytorium Ukrainy, w tym terytorium, nad którym siły rosyjskie nie sprawują kontroli. Jednakże, dość trafnie odzwierciedla ono głębsze rosyjskie cele na Ukrainie. Ławrow powtórzył, że cele wojenne Rosji dotyczą „ochrony” ludności Ukrainy przed ukraińskim rządem, który Kreml błędnie przedstawia jako nielegalny i opresyjny. Opis Ławrowa dotyczący dążenia Kremla do „ochrony” Ukraińców przed ich własnym rządem odzwierciedla fakt, że Kreml dąży do usunięcia demokratycznie wybranego rządu ukraińskiego i zastąpienia go rządem prorosyjskim, który pozwoliłby Kremlowi kontrolować Ukrainę bez konieczności walki o fizyczną kontrolę nad terytorium lub jego aneksji. Ławrow w trakcie wywiadu wysunął żądania podważające suwerenność Ukrainy, w tym żądanie uchylenia przez Ukrainę przepisów dotyczących języka i religii, które są właściwym przedmiotem zainteresowania wyłącznie rządu suwerennego państwa. Ławrow stwierdził wprost, że „nie można mówić o żadnych długoterminowych porozumieniach [pokojowych]” z Ukrainą „bez poszanowania” bezpieczeństwa Rosji i praw osób rosyjskojęzycznych na Ukrainie, ponieważ „są to powody, które muszą zostać pilnie wyeliminowane w kontekście rozwiązania”. Ciągłe naleganie Kremla na kontrolowanie ukraińskich spraw wewnętrznych odzwierciedla argumenty prezydenta Rosji Władimira Putina zawarte w jego eseju z 2021 roku, w którym dowodził, że Ukraina nie powinna istnieć niezależnie od Rosji.

(...)

Oficer ukraińskiej brygady operującej w kierunku Kupiańska poinformował 19 sierpnia, że siły rosyjskie zaopatrują jednostki wysunięte działające w tym kierunku za pomocą zrzutów dronów oraz poszczególnych osób przewożących amunicję i prowiant. Oficer poinformował, że siły rosyjskie coraz częściej wykorzystują płaszcze termowizyjne chroniące przed dronami, aby unikać ukraińskich dronów podczas ataków, a rosyjska piechota zatrzymuje się okresowo w schronach i okopach, aby płaszcze mogły się schłodzić i uniknąć wykrycia przez drony.

(...)

Rzecznik ukraińskiej brygady operującej na kierunku Lyman poinformował, że siły rosyjskie skoncentrowały tam znaczną liczbę ludzi i stale prowadzą bardzo wyniszczające ataki małych grup piechoty, liczących od dwóch do czterech ludzi, wykorzystując dużą liczbę dronów typu Lancet, Molniya i Cube (lub „Kub”). Rzecznik stwierdził, że siły rosyjskie wykorzystują dużą liczbę ludzi do ataków i prób infiltracji ukraińskich linii obronnych, ale że ten personel to często słabo wyszkoleni, zmotywowani finansowo rekruci. Rzecznik przypisał zdolność sił rosyjskich do utrzymania pozycji wzdłuż linii frontu na kierunku Lyman przewadze liczebnej, a nie jakościowej w sile roboczej. Rzecznik zauważył również, że siły rosyjskie próbują koncentrować pojazdy opancerzone na ukrytych pozycjach, prawdopodobnie w ramach przygotowań do ponownych prób zmechanizowanego ataku na kierunku Lyman.

understandingwar.org


Siły ukraińskie częściowo ustabilizowały sytuację w rejonie wyłomu na północ od Pokrowska. Odzyskały kontrolę nad miejscowością Zołotyj Kołodiaź i obsadziły sąsiadujące z nią Wesełe i Hruźke, blokując w ten sposób dalsze przemieszczanie się wrogich pododdziałów na północ. Wzmocniły też obronę węzłowego Dobropola, wypierając z jego obrzeży rosyjskie grupy dywersyjno-rozpoznawcze. Większość terenów wyłomu na wschód od niego nie jest obecnie kontrolowana przez żadną ze stron, jednak większą swobodę przemieszczania przez nie mają wojska agresora.

W celu powstrzymania wyjścia najeźdźców w przestrzeń operacyjną, co groziło oskrzydleniem Kramatorska od zachodu, ukraińskie dowództwo ściągnęło znaczne siły, w dużej mierze z innych odcinków frontu (według DeepState zaangażowano pododdziały z 10 brygad i pułków). Na wykorzystanie powodzenia nie byli gotowi najeźdźcy, którzy do przerwania linii obrony przeciwnika użyli relatywnie niewielkich sił. Dalszy postęp agresora utrudniła także sytuacja logistyczna – pod ukraińską kontrolą wciąż pozostaje lokalny węzeł komunikacyjny Szachowe, będący obecnie głównym celem wrogich ataków w omawianym rejonie.

Rosyjskie działania dywersyjno-rozpoznawcze sięgnęły wschodnich granic Konstantynówki. Zgodnie z niektórymi źródłami agresor zajął graniczące z nią Predteczyne na południowy zachód od Czasiw Jaru. Poczynił również kolejne postępy na południe od Konstantynówki, na południe i zachód od Pokrowska oraz na pograniczu obwodów donieckiego i dniepropetrowskiego. Pod nadzorem obrońców bezspornie pozostaje już tylko jedna przygraniczna miejscowość po stronie pierwszego z wymienionych obwodów – Komyszuwacha. Do nieznacznych zmian terenowych na korzyść najeźdźców doszło też na północny wschód od Siewierska, na północ od Łymanu i na północny zachód od Kupiańska.

(...)

Według informacji przekazanych 13 sierpnia przez ukraiński wywiad wojskowy (HUR) armia rosyjska utrzymuje wysokie ukompletowanie jednostek wojskowych, a 98% stanowisk oficerskich jest obsadzonych. Agresor rekrutuje ok. 30–35 tys. ludzi miesięcznie, co wystarcza na uzupełnianie strat. Około 25% nowych żołnierzy stanowią zwolnieni z zakładów karnych lub objęci postępowaniami karnymi. Do początku sierpnia 2025 r. najeźdźcy wcielili już ponad 290 tys. z planowanych 343 tys. osób. Jednocześnie HUR podaje, że w związku z rosnącym deficytem rosyjskiego budżetu federalnego i problemami finansowymi w regionach w wielu częściach kraju obniżono wypłaty dla nowych rekrutów. Przykładowo w Baszkirii wysokość „premii” spadła z 1,6 mln rubli (ok. 20 tys. dolarów) do 1 mln (ok. 12,5 tys. dolarów).

HUR podkreśla, że przemysł zbrojeniowy wroga kontynuuje intensywny rozwój wytwarzania bezzałogowych statków powietrznych, w tym dronów szturmowych typu Shahed, których do końca roku ma powstać 79 tys. W tym celu Rosja uruchomiła dodatkowe linie produkcyjne, m.in. w zakładach w Iżewsku i Jełabudze. Równolegle dąży do całkowitego uniezależnienia się od importu komponentów – płatowce, silniki i systemy nawigacyjne (z wyjątkiem mikroelektroniki) są już produkowane lokalnie. Zdaniem HUR samowystarczalność w tej dziedzinie stanowi poważne wyzwanie dla Ukrainy, która planuje mu przeciwdziałać poprzez uderzenia rakietowe i sabotaż.

osw.waw.pl


18 sierpnia prezydent Wołodymyr Zełenski przybył do Waszyngtonu z prezydentami Francji i Finlandii, premierami Wielkiej Brytanii i Włoch, kanclerzem RFN oraz przewodniczącą Komisji Europejskiej i sekretarzem generalnym NATO. Celem wizyty było przedyskutowanie z prezydentem Donaldem Trumpem warunków zakończenia wojny z Rosją. Rozmowy trwały ponad cztery godziny. Obejmowały część bilateralną (Trump–Zełenski), a następnie konsultacje w szerszym gronie z liderami europejskimi. Amerykański przywódca zadeklarował gotowość USA do udziału w gwarancjach bezpieczeństwa dla Kijowa, jednak potem zakomunikował w mediach społecznościowych, że Stany Zjednoczone będą „koordynować” takie gwarancje z państwami europejskimi, które byłyby za nie odpowiedzialne – według niego miał się na to zgodzić Władimir Putin. Wykluczył zarazem możliwość uzyskania przez Ukrainę członkostwa w NATO.

(...)

Sukcesem Kijowa jest koncentracja rozmów na przyszłych gwarancjach bezpieczeństwa. Choć najważniejsze będą konkretne zapisy – które w ocenie Zełenskiego zostaną sformułowane w ciągu 7–10 dni na bazie ustaleń tzw. koalicji chętnych w koordynacji z USA – to dla Ukrainy stanowiłyby one dobry start do rozpoczęcia rozmów pokojowych. Według Kijowa gwarancje te składają się z dwóch części: utrzymania silnej armii poprzez inwestycje w produkcję uzbrojenia na Ukrainie i jego zakupy w USA (finansowane przez Europę) oraz politycznych zobowiązań pomocy państw zachodnich, maksymalnie zbliżonych do art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Zełenski ujawnił, że Kijów i europejscy partnerzy zaproponowali Trumpowi m.in. zakup amerykańskiego uzbrojenia o wartości 90 mld dolarów (w tym m.in. samoloty i systemy obrony powietrznej) oraz nabycie przez USA ukraińskich dronów i ich uczestnictwo we wspólnej produkcji.

Wbrew obawom Kijowa kwestie ewentualnych ustępstw terytorialnych na rzecz Rosji nie zdominowały publicznej części rozmów. Trump nie poruszył tego tematu w Gabinecie Owalnym, niemniej Zełenski przekazał, że dyskutowano o nim za zamkniętymi drzwiami. W obliczu wcześniejszych nacisków USA na takie ustępstwa kluczowe dla Ukrainy stało się oddalenie tych żądań jako niemożliwych do przyjęcia z powodu ograniczeń konstytucyjnych i braku zgody społeczeństwa. Według Kijowa kwestie terytorialne zostaną podjęte na przygotowywanym szczycie z Putinem. W okolicznościach nieskrywanej dotąd niechęci Kremla do takiego spotkania, a zarazem otwartości na nie Zełenskiego (bez warunków wstępnych) zapowiedź jego organizacji wytwarza presję na lidera Rosji. Słowa Uszakowa należy jednak interpretować jako zawoalowaną formę odmowy, przynajmniej tymczasową. Moskwa uzależnia spotkanie Putina z prezydentem Ukrainy od uprzedniego wymuszenia na niej zgody na fundamentalne rosyjskie warunki.

osw.waw.pl


- Ja to głównie boję się o mamę, bo po oglądaniu telewizji wchodzi na sociale. Jest wtedy zdenerwowana i prowadzi tam walkę z PiS i Konfą. Boi się, że znowu będą rządzić i "zniszczą Polskę". Żeby chociaż została z tym strachem w swojej bańce, ale ona idzie do prawaków i komentuje ich posty. Wiadomo, jak to się kończy... Starsi chcą nas chronić przed hejtem w necie, a sami nie ogarniają, jak on działa - opisuje 17-letnia Dagmara, licealistka z Krakowa.

Wspomina, jak jej matka się popłakała, gdy w sieci została nazwana przez swoich dawnych znajomych "lewacką tępą dzidą, która chce zapraszać gwałcicieli do Polski". - To był jakiś piętrowy trigger. Najpierw mamę podpalił Sławomir Mentzen, który w mediach pojechał po migrantach. Mama zapostowała na Facebooku, że boi się takich „brunatnych Polaków", co wkurzyło obrońców Konfy. Pisali, że oni czują strach z powodu takich "dzid". Teraz każdy się kogoś boi i go złomuje w necie - ocenia licealistka.

- W sumie dopiero niedawno to załapałem - wtrąca Darek, również uczeń ogólniaka w Krakowie. - Zdziwiło mnie, że gdy dorośli jadą ze sobą do spodu w tematach politycznych, to wcale się nie trollują, tylko robią to na serio. To już nie są czasy mojego dziadka, który tylko darł się do telewizora. Teraz dorośli strasznie podpalają się polityką, a potem idą gasić się do innych w sieci. Tylko że tamci też zieją ogniem jak smoki i zaraz wszyscy są zjarani - dodaje 16-latek.

- Dlatego nie oglądam telewizji. Wystarczy, że parę razy kliknąłem w polityczne kanały na YouTube i mam dość. Usłyszałem, że jacyś kolesie wyzywają się od "zdrajców Polski" i straszą się "zdradą stanu". Wyglądało to jak jakieś play off boomerów - wzdycha 17-letni Miłosz.

(...)

"Minęła 19. To jest program 'Dzisiaj'. Zapraszam na prawdziwie polskie wiadomości" - tak 11 sierpnia Danuta Holecka wita widzów Telewizji Republika, po czym zapowiada materiał o "Demokracji walczącej Waldemara Żurka".

- Chyba nie jestem na to gotowy - wpada w popłoch 17-letni Miłosz, dla którego takie programy są "play offami boomerów". Łapie jednak duży haust powietrza i pozwala mi włączyć ciąg dalszy "Dzisiaj".

Licealista słucha, jak w Republice straszą, że za kadencji nowego ministra sprawiedliwości może przestać obowiązywać prawo, a wtedy zostanie tylko "czysta, żywa, tępa siła". "Demokrację walczącą" Tuska i Żurka eksperci Republiki nazywają "totalitaryzmem" i ostrzegają, że władza może sięgnąć po "rozwiązania siłowe". Przywołują opinię Piotra Schaba - byłego rzecznika dyscyplinarnego sędziów, który był oskarżany o ich masowe represje za rządów PiS - że "demokraci walczący" byli również w hitlerowskich Niemczech. Według niego przywiązani do konstytucji Polacy mogą pokazać Żurkowi, że "również mają pięści".

 Dobra, połowy nie zrozumiałem, ale chyba i tak już wiem, o co chodzi mojej babci. Bardzo ją lubię, ale czasami nie da się z nią dogadać. Głównie wieczorami, gdy wciągnie sobie kreskę Republiki. Wtedy babcia jest jak Dario z serialu "Ślepnąć od świateł". Nie chciałbyś, żeby w takim momencie zaprosiła cię na "herbatkę z cukrem, bez cytrynki". Musi się wyładować, mocno przeorać Tuska i każdego, kto go popiera. Dlatego mama, która jest z uniwersum PO, ucieka jak najdalej. Dobrze, że babcia nie ogarnia, co jest w internecie, bo by go spaliła. Ale tak ogólnie to spokojna i fajna kobieta - podkreśla Miłosz.

- Rozumiesz, dlaczego czasem się tak podpala? - dopytuję.

- No jeśli tak nastraszą ją w Republice, to nie dziwię się, że z babci wychodzi Dario. Polityka to za mocny drag. W dodatku ciężko go nie brać, bo politycy zawsze znajdą coś, czym można ludzi postraszyć. Ja tak mam trochę z tematem migrantów. Nie boję się ich, tylko straszenia nimi. To później kończy się ich biciem na ulicach. Ale nigdy nie gadam o tym z obcymi w necie, bo to nie ma sensu. Czasem rozmawiam z kolegami, zazwyczaj spokojnie. A jeśli już zaczyna rozkręcać się inba, to odpuszczam. Nic od takiej kłótni nie zależy - uważa mój rozmówca.

tokfm.pl


Analizując poniedziałkowe spotkanie w Waszyngtonie, Eggert mówi: — Europejscy sojusznicy pokazali wczoraj, że ich wspólnym interesem jest powstrzymanie Rosji. Na razie pokazali w słowach, nie czynach. A Trump? On szuka chwały. Liczy, że uda mu się przekonać Putina do zakończenia tej wojny.

Pytam, jakiego scenariusza najbardziej obawia się teraz Putin. — Wiesz, myślę, że teraz Putin niczego się nie boi. On naprawdę wierzy, że rosyjska ekonomia wytrzyma nawet dodatkowe sankcje. Że Chiny nie zostawią go samego, że mu pomogą — pada odpowiedź.

— Putin zacząłby się bać, gdyby zachodni sojusznicy zdecydowali się naprawdę uzbroić Ukrainę. Gdyby znieśli wszystkie ograniczenia na ukraińskie uderzenia w głąb Rosji — dopowiada analityk.

(...)

— Putin wierzy, że Trump nie chce przyłożyć się do żadnej większej akcji przeciwko Rosji. Putin, tak jak wielu innych, doszedł do wniosku, że ta amerykańska administracja chce "usunąć się ze świata" — mówi, nawiązując do polityki Trumpa, która postrzegana jest często jako izolacjonistyczna.

Eggert poświęca też kilka zdań rosyjskiemu społeczeństwu. Analityk szacuje, że w Rosji większość ludzi (60-70 proc.) nie za bardzo interesuje się sytuacją w Ukrainie. — Rosjanie zaczną poświęcać prawdziwą uwagę na to, co dzieje się w Ukrainie, tylko gdy ich sytuacja ekonomiczna w zdecydowany sposób się pogorszy. Albo jeżeli Rosja poniesie jakieś druzgocące porażki w Ukrainie. Na ten moment nie jesteśmy blisko do żadnej z tych sytuacji — mówi.

— Na Zachodzie ludzie muszą przestać się łudzić, że Rosjanie nie wiedzą, co się dzieje w Ukrainie. Że wystarczy do nich tylko dotrzeć z informacjami i powiedzieć im prawdę. Jeśli spojrzysz na rosyjską telewizję, na kanały Telegramu, to jest oczywiste, że Rosja uczestniczy w pełnoskalowej wojnie. A Rosjanie nie protestują. Spora część z nich udaje, że nic się nie dzieje — zauważa.

onet.pl