sobota, 31 maja 2025



Rozwój Chin jest godny podziwu. Ale o tym również warto rozmawiać, mając na uwadze szerszy kontekst ⬇︎

"[...]To  achieve  a  five-fold increase in its initial real GDP per capita, it took the UK more  than 160 years,  Germany more than  108 years, the USA more than 100 years and Japan more  than 75 years. A similar increase took South Korea just over  22  years,  Hong  Kong just  over  28  years, Taiwan just over 24 years and Singapore just over 26 years. China also took just over 25 years, but in this case transforming the lives of some one-fifth of the world’s population. [...]"

Każde kolejne państwo przechodzące rewolucję przemysłową robi to szybciej niż poprzednie. W przypadku Chin, ich rozwój, to rozwój 1.5 mld ludzi, co jest imponujące, ale ma to również swoje konsekwencje: średnia produktywność Chińczyka nadal jest na bardzo niskim poziomie (dużo niższa niż Polaka, a nawet niższa niż Albańczyka). Ich skala to ich błogosławieństwo, ale też przekleństwo.

x.com/LeszBuk

piątek, 30 maja 2025



Filipiny to bardzo specyficzny kraj. Niby azjatycki, choć z ducha bardziej latynoamerykański. Formalnie demokratyczny, realnie bardzo oligarchiczny. Na pewno zaś postkolonialny w podstawowym sensie, to znaczy takim, w którym skutki kolonializmu do dziś odgrywają fundamentalną rolę w życiu społecznym.

Archipelag był pierwotnie kolonią hiszpańską (zarządzaną z Nowej Hiszpanii, a więc z Meksyku), a następnie amerykańską. W tym pierwszym okresie wykształciła się klasa miejscowych plantatorów-obszarników. Za Amerykanów uzyskała ona dostęp do wielkiego kapitału i zdominowała życie polityczno-gospodarcze kraju, monopolizując najwyższe stanowiska w polityce, gospodarce, biznesie i mass mediach. W efekcie Filipiny są co prawda demokracją, w której władze się wybiera, ale niemal zawsze jej przedstawiciele pochodzą z wielkich rodów politycznych. To mniej więcej tak, jakbyśmy w RP wyłaniali swoich przywódców spośród Potockich, Czartoryskich, Lubomirskich, Radziwiłłów, Sapiehów, Lanckorońskich, Zamoyskich tudzież pomniejszych klanów i dynastii. Wybór niby by był.

Klan Dutertów na tym tle był prowincjonalnym drugoligowcem, silnym tylko na wyspie Mindanao. To charyzma i bezwzględność Rodrigo dały mu awans do politycznej ekstraklasy (złośliwi twierdzą, że sukces klanu był podstawowym celem rządów Rodrigo, reszta pozostała środkami doń prowadzącymi). Nagle wczorajsi parweniusze usiedli do stołu z magnatami z rodów Aquino, Arroyo czy Romualdez. Wzbudzali zapewne niesmak swym niskim pochodzeniem, byli jednak zbyt silni, by ich zignorować.

A Rodrigo dobrze poruszał się w gąszczu politycznych intryg, umiał „rozmawiać z klanami i przestrzegał niepisanych reguł filipińskiej gry politycznej”, jak to ujął najważniejszy polski filipinolog, profesor Franciszek Czech z UJ. Innymi słowy, Rodrigo wiedział, co może (zabijać, nawet masowo biedaków, więzić – ale nie mordować – przeciwników politycznych), a czego nie (doprowadzić do zamachu stanu czy popchnąć kraj w ramiona Chin). W efekcie dokończył prezydenturę z wysokim poparciem i utorował swojej córce, Sarze, drogę ku wiceprezydenturze.

W międzyklanowych układankach Dutertowie porozumieli się z inną pierwotnie parweniuszowską dynastą: Marcosami. Wywodzący się z północnego Luzonu, a więc z obrzeży rdzenia (Luzon to wyspa stołeczna, ale wszystko poza Manilą to już prowincja) ród wszedł na filipiński polityczny Olimp przebojem w latach pięćdziesiątych XX wieku. Dekadę później jego przywódca, Ferdynand Marcos (starszy) został prezydentem, a potem dyktatorem, zapewniając klanowi dwadzieścia lat rządów – dobrych dla familii, katastrofalnych dla kraju.

Marcosa i jego barwną żonę Imeldę (pochodzącą, nawiasem mówiąc, ze starego klanu Romualdezów), znaną głównie z imponującej kolekcji butów, obaliła ludowa rewolucja w 1986 roku. Wyniosła ona do władzy… nie, nie lud – co za niedorzeczny pomysł! – lecz stare klany, na czele z Aquino. Dość skutecznie blokowały one Marcosom polityczny comeback aż do momentu pojawienia się Dutertów w drugiej dekadzie XXI wieku.

Przed prezydenckimi wyborami w 2022 roku doszło do sojuszu Północ–Południe, otaczającego centralną Manilę. Północny klan Marcosów razem z południowym klanem Duterte uzbierał wystarczająco szabel (czytaj: głosów), by uzyskać podwójne zwycięstwo. Prezydentem został syn Marcosa, Ferdynand młodszy, a wiceprezydentką córka Duterte – Sara.

Układ przewidywał mijankę za sześć lat, Sara miała zostać prezydentem, a ktoś od Marcosów – wice. Tyle tylko, że raz zdobytą władzę trudno się dzieli. Już po roku pojawiły się niesnaski dotyczące personaliów. Dynastie pokłóciły się między innymi o rozdział ministerstwa obrony (armia!), pozycję marszałka senatu Martina Romualdeza (tak, z tych Romualdezów, to kuzyn prezydenta) i sprawę charyzmatycznego protestanckiego kaznodziei Apollo Quiboloya, napastującego seksualnie swoje wierne w przerwach między duchowym doradztwem Dutertom.

Publicznie konflikt eskalował w typowy filipiński, to znaczy operetkowy, sposób: Sara Duterte oświadczyła, że jeśli prezydent Marcos ją zabije, to ona już wynajęła płatnych kilerów i oni ją pomszczą (w pakiecie uśmiercą też Romualdeza). Politycznie spór pchnął Dutertów do zwrotu w stronę starych przeciwników Marcosów, klanu Arroyo. Z kolei Marcosowie odpowiedzieli, najpierw inicjując impeachment Sary Duterte, a następnie zrzucając na swoich dawnych sojuszników przemienionych teraz we wrogów, polityczną bombę atomową.

Będąc burmistrzem, a następnie prezydentem, Rodrigo Duterte był bardzo ostrożny. Owszem, raz czy drugi palnął, że tego zabił, a tamtego wyrzucił z lecącego helikoptera. Potem jednak od razu wkraczał jego rzecznik i uściślał, że to tylko licencia poetica, ot, taka tam przenośnia, hiperbola. Duterte, jak przystało na prawnika, umiejętnie unikał podpisywania czegokolwiek. Wolał wydawać polecenia ustne, najlepiej niejednoznaczne (Haga będzie miała zagwozdkę w udowodnieniu mu winy, nawiasem mówiąc). Na wszelki wypadek wycofał też Filipiny z Międzynarodowego Trybunału Karnego.

Był przezorny i ubezpieczony, ale nie docenił swoich przeciwników i to będzie go kosztować wolność. Marcosowie do aresztowania wykorzystali Interpol, a nie MTK, a z Interpolu Duterte Filipin nie wyprowadził. Tę partię polityczno-klanowych szachów kończącą się zbiciem królowej przeciwników Marcosowie rozegrali naprawdę koronkowo. Gdy Duterte wracał z Hongkongu, Interpol (po zakulisowych negocjacjach) formalnie zwrócił się do Manili o aresztowanie Duterte. Prezydent Marcos, obudzony rano, miał usłyszeć, że wydano za Duterte międzynarodowy nakaz aresztowania. I choć – jak to ujął później jeden z jego ministrów – podkreślał, że „nie ma powodu do świętowania” i „nikt nie powinien się cieszyć”, ba, wręcz ogarnęła go „melancholia”, to jako przywódca praworządnego, demokratycznego państwa nie mógł odmówić wspólnocie międzynarodowej. Z żalem podpisał zgodę na areszt. Była to po prostu filipińska wersja „nie chcem, ale muszem”.

Co dowodzi, że syn nauczył się na błędach ojca. Marcos starszy na własnej skórze przekonał się, że zabójstwa polityczne są kosztowne i ryzykowne (jego upadek zaczął się od zgładzenia o jednego człowieka z elit za dużo, Ninoya Aquino). Dla odmiany odesłanie wroga do Hagi, będące de facto polityczną eliminacją, ma same zalety. Można umyć ręce i obłudnie przedstawić się jako obrońca praworządności i sprawiedliwości.

A co na to Filipińczycy? Część się cieszy, inni są wściekli, ale większość jest w szoku. Przeważa niedowierzanie. W końcu nikt się nie spodziewał takiego manewru – Duterte jest pierwszym azjatyckim przywódcą postawionym przed MTK. Filipińczycy w większości czekają więc na to, co będzie. „Lud milczy”, można powiedzieć, parafrazując Puszkina.

Może odezwie się 12 maja, gdy odbędą się wybory uzupełniające do senatu. W nich to Marcosowie chcą wyciąć dutertowców, by uzyskać większość do usunięcia Sary z wiceprezydentury. Jak tłumaczy mi profesor Czech, jeśli im się uda, to klan Duterte czeka marginalizacja. Jednak, gdyby Dutertom udało się zdobyć dużo głosów, to będą kontratakować, a „Filipiny czekają trzy lata walki klanów”. Dlatego wybory mogą pokazać, co Filipińczycy sądzą o odesłaniu Rodrigo do Hagi.

Dla niego samego to już koniec. Może jeszcze zabłyśnie, jak ongiś Slobodan Miloszević, sprawną retoryką na sali sądowej, (...)

kulturaliberalna.pl

czwartek, 29 maja 2025



Nie skupiajcie się na tym, co precyzyjne i lokalne. Mówiąc wprost, nie miejcie wąskich horyzontów. Pasteur, wielki odkrywca i autor maksymy „Szczęście sprzyja przygotowanym”, rozumiał, że nie należy szukać w życiu jednej, konkretnej rzeczy, tylko codziennie ciężko pracować, żeby otworzyć przed sobą różne możliwości. Jak to ujął inny znany myśliciel Yogi Berra, „Jeśli nie wiesz, dokąd zmierzasz, musisz być bardzo ostrożny, bo możesz tam nie dotrzeć”.

Nassim Nicholas Taleb - Czarny łabędź

środa, 28 maja 2025



W weekend 24–26 maja agresor przeprowadził serię zmasowanych uderzeń na całym terytorium Ukrainy. Użył w nich łącznie ponad tysiąc dronów i rakiet. Celami były obiekty przemysłowe, lotniska i logistyka armii przeciwnika, ucierpiała jednak również ludność cywilna. Największy i najpoważniejszy w skutkach atak miał miejsce 25 maja – objął 13 regionów, w których łącznie zginęło 12, a rannych zostało 60 cywilów. Zgodnie z danymi ukraińskimi wróg wykorzystał tego dnia 298 bezzałogowców i – zgodnie z podsumowującym komunikatem tamtejszego Sztabu Generalnego – 84 rakiety (wcześniej Dowództwo Sił Powietrznych informowało o 69). Zestrzelone miały zostać 53 rakiety i 139 dronów, a 127 bezzałogowców lokacyjnie utracono. Do bezpośrednich trafień miało dojść w 22 lokalizacjach, zaś zniszczenia w 15 kolejnych miały być skutkiem upadku odłamków.

Zmasowane uderzenia objęły głównie Kijów i Odessę wraz z okolicami. Rakiety i/lub drony atakowały te miasta 24, 25 i 26 maja. W stolicy zniszczenia odnotowano m.in. na terenie zakładu Antonowa, a w Odessie – w rejonie portowym. Z większych miast ucierpiały też Charków (25 i 26 maja), Dniepr, Mikołajów, Pawłohrad, Sumy i Tarnopol (wszystkie 25 maja). 25 i 26 maja celem był obwód chmielnicki, gdzie atakowano głównie lotnisko Starokonstantynów, miało tam także dojść do zniszczeń w czterech zakładach przemysłowych. W okresie przed zmasowanymi uderzeniami i po nich celami bezzałogowców i rakiet były m.in.: Charków (20, 21 i 22 maja), Kropywnycki (22 maja), Mikołajów (22 maja), Odessa (23 maja), gdzie według niektórych źródeł pociski balistyczne Iskander-M trafiły w kontenerowiec z zaopatrzeniem dla armii, Sumy (21 i 27 maja) oraz Zaporoże (23 maja).

Zgodnie z danymi ukraińskimi od wieczora 20 maja do rana 27 maja najeźdźcy mieli łącznie użyć 1342 dronów uderzeniowych i ich imitatorów oraz 112 rakiet. Strącone miały zostać 722 drony, a lokacyjnie utracono 445. Obrońcy zadeklarowali również zestrzelenie 68 rakiet.

Wzrost skuteczności rosyjskich ataków jest możliwy dzięki technicznej modernizacji uzbrojenia i zmianom w taktyce – wynika ze słów rzecznika Dowództwa Sił Powietrznych Ukrainy pułkownika Jurija Ihnata. Atak na Kijów nocą 24 maja pokazał, że systemy Patriot mają problemy z przechwytywaniem nowej wersji pocisków Iskander-M (zestrzelonych miało zostać sześć z dziewięciu użytych przez agresora rakiet). Najeźdźcy coraz powszechniej wykorzystują także imitatory dronów uderzeniowych, co pozwala im mylić obronę przeciwlotniczą. Stosunek bezzałogowców z głowicą bojową do ich atrap ma aktualnie wynosić 60 do 40. Z kolei stosowanie uderzeń z wysokiego pułapu znacznie ograniczyło możliwość zestrzeliwania dronów z broni strzeleckiej. Zmiany te wymuszają zdecydowanie częstsze używanie systemów rakietowych, a przez to – szybsze wyczerpywanie zapasów pocisków do nich.

Siły ukraińskie zintensyfikowały ataki dronami w głąb terytorium FR, a ich celem były zwłaszcza obiekty przemysłowe. Zgodnie z rosyjskimi źródłami od wieczora 20 maja do rana 27 maja Ukraińcy wykorzystali co najmniej 1052 bezzałogowce (taką ich liczbę wskazano jako zestrzelone) – niewiele mniej niż agresor. Uszkodzenie infrastruktury odnotowano na terenie wytwórni półprzewodników w Bołchowie w obwodzie orłowskim (21 maja) i w produkujących wieloprowadnicowe wyrzutnie pocisków rakietowych zakładach Spław w Tule (22 maja). 23 maja drony lub ich szczątki wywołały pożary na obszarze wytwórni akumulatorów i baterii Energia w Jelcu w obwodzie lipieckim oraz w rafinerii Rosniefti w Riazaniu, a dzień później uszkodziły gazociąg w Nowomoskowsku w obwodzie tulskim. W rezultacie ataku na Tułę 26 maja doszło do czasowego odcięcia dostaw energii elektrycznej do niektórych dzielnic i okolicznych miejscowości. W części regionów – m.in. obwodzie moskiewskim – ukraińskie ataki spowodowały okresowe wstrzymanie pracy lotnisk.

(...)

Obrońcy najprawdopodobniej wyczerpali pociski do systemów obrony powietrznej SAMP/T i Crotale, a donatorzy mają kłopot z uzupełnieniem ich zapasów – powiadomił 26 maja dziennik „Le Monde”. Szczególne problemy wiążą się z dwiema bateriami systemu SAMP/T, przekazanymi kolejno przez Francję i Włochy. Obok amerykańskich patriotów są one bowiem jedynymi w wyposażeniu armii ukraińskiej systemami średniego zasięgu zdolnymi do zestrzeliwania pocisków balistycznych. Według francuskiej gazety dostarczone przez Francję jeszcze w 2022 r. dwie baterie wysłużonych systemów krótkiego zasięgu Crotale nie doczekały się nowych pocisków „od półtora roku”.

(...)

20 maja szef rosyjskiego Komitetu Śledczego Aleksandr Bastrykin poinformował, że 20 tys. migrantów, którzy uzyskali rosyjski paszport, wysłano na wojnę na Ukrainie w ramach obowiązkowej służby wojskowej. Wcześniej wskutek operacji przeprowadzonej przez MSW i Gwardię Narodową ujawniono 80 tys. nowych obywateli FR, którzy nie zarejestrowali się do służby wojskowej. Część z nich – głównie pochodzących z Uzbekistanu, Tadżykistanu i Kirgistanu – zmobilizowano i trafili oni bezpośrednio na linię frontu. W lipcu 2024 r. Duma Państwowa przyjęła ustawę, zgodnie z którą cudzoziemcy otrzymujący rosyjski paszport muszą jednocześnie właśnie zarejestrować się do służby. Nieuczynienie tego może skutkować odebraniem obywatelstwa.

25 maja szef Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy Ołeh Iwaszczenko potwierdził, że Chiny dostarczają obrabiarki, chemikalia i proch strzelniczy do ponad 20 rosyjskich przedsiębiorstw wojskowych. Według niego w latach 2024–2025 zrejestrowano co najmniej pięć lotów transportowych z ChRL z dostawami sprzętu, części zamiennych i dokumentacji, potwierdzono też sześć dużych transportów specjalistycznych chemikaliów. Wypowiedź Iwaszczenki spotkała się z reakcją chińskiego MSZ – 27 maja stanowczo zaprzeczyło ono, jakoby Pekin przekazywał śmiercionośną broń stronom konfliktu na Ukrainie, i sprzeciwiło się „bezpodstawnym oskarżeniom i manipulacjom politycznym” dotyczącym współpracy ChRL z Rosją.

osw.waw.pl


Nowa wersja dyplomatycznych mieszanych sztuk walki, która ma miejsce w Gabinecie Owalnym, wyrosła ze skromnych początków. Sesje zdjęciowe zawsze były skromnymi wydarzeniami, podczas których prezydent i jego gość podawali sobie ręce i wymieniali frazesy przez pięć do 10 minut, po czym ochroniarze wyprowadzali dziennikarzy, a akcja przenosiła się do sali gabinetowej.

Trump przetasował karty. W sesjach zdjęciowych uczestniczą teraz członkowie gabinetu, w tym Vance, a także cała gama mediów popierających MAGA [ruch Make America Great Again, Uczyńmy Amerykę znów wielką], i przekształciły się one w pełnoprawne konferencje prasowe, które prezydent wyraźnie lubi. — Cała królewska świta jest teraz na miejscu — mówi Bolton.

onet.pl/The Financial Times


Problem dla Ukraińców jest duży, bo gra idzie o ominięcie od zachodu Konstantynówki, która jest ważnym centrum oporu w całej okolicy. Jeśli Rosjanom uda się przebić polami na tyły tego miasta, to jego ukraińscy obrońcy znajdą się w trudnej sytuacji i najpewniej zostaną w końcu zmuszeni do wycofania się z dużymi stratami. Problem w tym, że nie widać poważniejszych fortyfikacji na drodze Rosjan. Te, które były, właśnie zostały przełamane.

Ponieważ wojna ma teraz charakter pozycyjny, to nie ma tutaj mowy o wielkim przełamaniu rodem z podręcznikowych operacji wojsk zmechanizowanych, które by oznaczało po nawet kilkadziesiąt kilometrów postępów dziennie przy pomocy wielkich kolumn ciężkiego sprzętu. Od początku tej fazy rosyjskich sukcesów mowa o maksymalnie kilkunastu kilometrach postępu w linii prostej. Na ponad miesiąc. Tempo w teorii żółwie, ale jak na tę wojnę znaczące.

Miejscem opisywanych wydarzeń są pola i małe wsie w obwodzie donieckim, na przestrzeni 50 kilometrów pomiędzy miastami Pokrowsk i Konstantynówka. Oba są połączone dobrą drogą, w pobliżu której, wykorzystując małe rzeki, stawy i zagajniki, ciągnęła się ukraińska linia umocnień. Od mniej więcej wiosny 2024 roku front był tam względnie stabilny. Początkowo Rosjanie skupiali się na bezpośrednim uderzeniu na Pokrowsk, ale zostali tam skutecznie zatrzymani wczesną jesienią. Na drugim końcu tego odcinka do początku tej wiosny byli uwikłani w krwawe i statyczne walki o miasto Toreck położone na południe od Konstantynówki. Z Pokrowska jednak tymczasowo zrezygnowali, a drugie miasto opanowali w marcu. W tym samym okresie zaczęli atakować na mniejszą skalę pomiędzy nimi i szybko okazało się, że to ma przyszłość.

Ponieważ wspomniany odcinek frontu pomiędzy Pokrowskiem a Konstantynówką był spokojny prawie rok, to stopniowo Ukraińcy ogołocili go z wartościowych jednostek. Kołdra wszędzie jest przykrótka, więc żeby wzmocnić jeden punkt, trzeba zabrać z innego. Pierwsze próbne ataki Rosjan w styczniu były częściowo udane, ale Ukraińcy zdołali ściągnąć skromne rezerwy, kontratakować i ustabilizować sytuację po utracie dwóch wiosek. Czując jednak słabość, rosyjskie wojsko zgromadziło jeszcze większe siły i w marcu nacisnęło ponownie, do końca miesiąca osiągając pierwsze sukcesy. Jednocześnie Rosjanie atakowali też nieco dalej na wschód w kierunku niedawno zajętego Torecka, zaczynając tworzyć worek wokół mocno trzymanej przez Ukraińców wsi Stara Mikolaiwka. Pod koniec kwietnia po stronie ukraińskiej coś pękło i zaczęły się szybkie postępy Rosjan.

Sukces jest efektem głównie słabej ukraińskiej obrony cierpiącej na skrajny niedobór piechoty. Całe umocnione pozycje są zazwyczaj bronione przez kilku żołnierzy, których jedyną nadzieją na przetrwanie ataków jest skuteczne wsparcie artylerii i dronów. Rosjanie jednak nie próżnują i ze swojej strony okładają każdą taką pozycję bombami lotniczymi, artylerią i własnymi dronami, wyczerpując obrońców. Dodatkowo w całym regionie aktywność rosyjskich bezzałogowców ma być bardzo wysoka i poważnie utrudniać funkcjonowanie ukraińskiej logistyki. Zaopatrzenie frontowych pozycji w wodę, żywność i amunicję, a do tego wymienianie żołnierzy i ewakuacja rannych, to karkołomne zadania zazwyczaj muszące się odbywać na piechotę. Rejon 15-20 kilometrów w głąb od linii kontaktu to strefa śmierci od dronów.

Rosjanie też mają taki problem, ale w przeciwieństwie do Ukraińców nie brakuje im ludzi. Ciągle ponawiają więc swoje małe ataki, w których zazwyczaj bierze udział nie więcej niż 10 ludzi, 1-2 pojazdy opancerzone, albo kilka samochodów czy motocykli. Ich zadaniem jest jak najszybsze przebycie ziemi niczyjej, wpadnięcie do ruin wioski czy ukraińskiej pozycji, zajęcie jej i trwanie. Następny atak idzie dalej i tak stopniowo front jest przesuwany. Wioska po wiosce, pozycja po pozycji.

W obecnej sytuacji problemem jest to, że na atakowanym przez Rosjan odcinku skończyły się widoczne z satelitów poważniejsze ukraińskie pozycje obronne. Cały obszar aż do odległej o około 25 kilometrów na północ Drużkiwki to głównie pola z niewielką ilością wiosek i jednym słabym pasem fortyfikacji. Rosjanie najpewniej skupią się teraz na jego zajęciu, co pozwoli im obejść od zachodu Konstantynówkę, poważnie utrudniając życie jej obrońcom. Tym bardziej że z tego kierunku umocnienia miasta są najsłabsze. Jednocześnie umożliwi to atakowanie od boku silnych ukraińskich fortyfikacji na południe od Konstantynówki. Zajmie to pewnie miesiące, ale może oznaczać utratę tego ważnego miasta przez Ukraińców jeszcze w tym roku. Jednocześnie analogicznie utrudniona zostanie obrona Pokrowska, bo Rosjanie będą mogli na nią naciskać też ze wschodu, choć tam ukraińskie umocnienia są znacznie silniejsze.

gazeta.pl

poniedziałek, 26 maja 2025



"Są informacje, że Chiny dostarczają maszyny, specjalistyczne chemikalia, proch i komponenty bezpośrednio do przedsiębiorstw o przeznaczeniu wojskowym. Posiadamy potwierdzone dane dotyczące 20 rosyjskich zakładów" - zaznaczył szef SZRU.

Według Iwaszczenki w latach 2024–2025 odnotowano co najmniej pięć przypadków współpracy z Chinami w branży lotniczej – dotyczy to sprzętu, części zamiennych, dokumentacji. "W sześciu przypadkach były to duże dostawy specjalistycznych chemikaliów" - dodał.

"Na początku 2025 roku 80 proc. krytycznej elektroniki wykorzystywanej w rosyjskich dronach pochodziło z Chin. Przy tym doszło do fałszywych oznaczeń, oszustw w nazwach oraz działania firm pośredników, przez które trafia wszystko, co niezbędne do produkcji mikroelektroniki" - stwierdził Iwaszczenko.

PAP


Prezydent Rosji Władimir Putin wykorzystuje dalekosiężne ataki na ukraińskie miasta, agresywne kampanie retoryczne i nadmierny pesymizm Zachodu co do sytuacji na polu bitwy na Ukrainie w wielotorowym wysiłku, aby obniżyć morale Ukrainy i przekonać Zachód, że zwycięstwo Rosji na Ukrainie jest nieuniknione, a wspieranie Ukrainy jest daremne. Siły rosyjskie zintensyfikowały dalekosiężne ataki na Ukrainę w ciągu ostatnich ośmiu miesięcy i przeprowadziły siedem największych ataków dronów i rakiet podczas wojny do tej pory od stycznia 2025 r. Rosyjscy urzędnicy obecnie zalewają przestrzeń informacyjną wezwaniami do Ukrainy, aby poszła na ustępstwa w sprawie swojej suwerenności i integralności terytorialnej, chociaż większość tych oświadczeń jest zgodna z długotrwałymi rosyjskimi żądaniami wojennymi i w rzeczywistości pokazuje, że żądania Rosji nie zmieniły się w ciągu ostatnich trzech lat wojny. Te żądania ignorują fakt, że sytuacja na polu bitwy zmieniła się dramatycznie od początku 2022 r. i że trzy lata strat siły roboczej i materiałów znacznie obniżyły zdolność rosyjskiej armii do podboju Ukrainy. Postępy Rosji znacznie spowolniły, ponieważ siły rosyjskie nadal ponoszą straty osobowe i coraz bardziej polegają na słabo wyszkolonej i wyposażonej piechocie, aby osiągnąć zyski. Putin pozostaje jednak głęboko zaangażowany w odwracanie uwagi od realiów sytuacji na polu bitwy, ponieważ doprowadzenie do zaprzestania zachodniej pomocy wojskowej dla Ukrainy jest jedyną prawdziwą nadzieją Rosji na wygranie tej wojny.

Siły rosyjskie przeprowadziły największy połączony atak dronów i rakiet w czasie wojny przeciwko Ukrainie w nocy z 24 na 25 maja. Ukraińskie Siły Powietrzne poinformowały 25 maja, że ​​siły rosyjskie wystrzeliły dziewięć rakiet balistycznych Iskander-M i Kn-23 z obwodu kurskiego, 55 pocisków manewrujących Ch-101 i Kalibr z obwodu saratowskiego i Morza Czarnego, jeden pocisk manewrujący Ch-22 z przestrzeni powietrznej nad Morzem Czarnym i cztery pociski manewrujące Ch-59/69 z nieokreślonego obszaru Rosji oraz 298 dronów Szahed i wabików z kierunku miast Briańsk, Kursk i Orzeł; Millerowo w obwodzie rostowskim; i Primorsko-Achtarsk w Kraju Krasnodarskim. Ukraińskie Siły Powietrzne poinformowały, że siły ukraińskie zestrzeliły 45 pocisków manewrujących, a dwa pociski Ch-59/69 „zgubiły się na miejscu”. Ukraińskie Siły Powietrzne poinformowały, że Ukraina zestrzeliła 139 dronów, a 127 zostało „utraconych”. Ukraińscy urzędnicy poinformowali, że rosyjski atak był skierowany przede wszystkim na obwody kijowski i czernihowski, a także na obwody żytomierski, chmielnicki, tarnopolski, sumski, odeski, połtawski, dniepropietrowski, mikołajowski, charkowski i czerkaski. Ukraińscy urzędnicy poinformowali, że w wyniku ataków zginęło co najmniej 12 osób, a 60 zostało rannych.

Ukraińskie źródła zauważyły ​​25 maja, że ​​rosyjskie siły coraz częściej wystrzeliwują rakiety z okupowanego Krymu po tym, jak w ciągu ostatnich pięciu miesięcy używały ich rzadziej. Rzecznik ukraińskiego Głównego Zarządu Wywiadu (GUR) Andrij Czerniak poinformował, że rosyjskie siły wystrzeliły ponad 50 rakiet z mobilnych systemów rakietowych na okupowanym Krymie od 1 stycznia 2025 r. Czerniak stwierdził, że ukraińskie siły mają trudności z uderzeniem w mobilne systemy wyrzutni rakiet, ponieważ rosyjskie siły mogą rozmieścić systemy w ciągu 20 minut i szybko rozłożyć i przenieść systemy po wystrzeleniu. Eksperci zaznajomieni z tematem poinformowali, że rosyjskie siły wystrzeliwują z Krymu rakiety balistyczne Iskander, naddźwiękowe przeciwokrętowe pociski manewrujące Oniks i hipersoniczne pociski manewrujące Zircon. ISW ocenił 24 maja, że ​​rosyjskie siły użyły mniej rakiet manewrujących w pakietach uderzeniowych od stycznia 2025 r., prawdopodobnie z powodu zwiększonego uzależnienia od tańszych dronów dalekiego zasięgu. Nocny, połączony atak z 24 na 25 maja wskazuje, że Rosja może gromadzić pociski manewrujące, aby przeprowadzać na szeroką skalę połączone ataki na wiele obszarów Ukrainy. Rosja może również stosować bardzo zróżnicowane pakiety uderzeniowe, aby dezorientować siły ukraińskie i uniemożliwić im prowadzenie konsekwentnie skutecznej obrony powietrznej.

(...)

Kreml próbuje wykorzystać duże pakiety uderzeniowe i coraz bardziej agresywne działania retoryczne, aby odwrócić uwagę od słabych wyników rosyjskiego wojska na obecnym etapie wojny. Putin może ocenić, że znaczące ataki na miasta ukraińskie i agresywna retoryka rosyjska przeciwko NATO i państwom Europy Wschodniej odciągną wystarczająco uwagę od powolnych, wyczerpujących postępów Rosji we wschodniej Ukrainie. ISW zauważył wcześniej, że Rosja zintensyfikowała swoje działania narracyjne przeciwko Ukrainie w krytycznych momentach, gdy Zachód omawia dostarczanie Ukrainie dodatkowej pomocy wojskowej, a Putin prawdopodobnie postrzega obecną dyskusję na temat możliwego zawieszenia broni lub porozumienia pokojowego w celu zakończenia wojny jako kolejny krytyczny moment wśród zwolenników Ukrainy. Putin prawdopodobnie zamierza za pomocą dalekosiężnych uderzeń i agresywnej retoryki wywołać poczucie beznadziei na Ukrainie i Zachodzie oraz odwieść stolice europejskie i USA od dalszego wspierania Ukrainy, fałszywie przedstawiając zwycięstwo Rosji jako nieuniknione. Rosja wykorzystuje również swoje partnerstwa z wrogimi krajami, takimi jak Chińska Republika Ludowa (ChRL), Iran i Korea Północna, aby przeciwstawić się pozorom izolacji dyplomatycznej i pokazać się jako kraj mający potężnych sojuszników gotowych stawić czoła Zachodowi.

Rosyjscy urzędnicy próbują zaciemniać rzeczywistość narastających ograniczeń gospodarczych i materiałowych Rosji, które coraz bardziej utrudniają Rosji osiągnięcie znaczących korzyści na polu bitwy. Ukraiński dowódca naczelny generał Ołeksandr Syrskyi niedawno poinformował, że od początku 2025 r. rosyjskie siły poniosły 177.000 ofiar na Ukrainie, a ISW nadal ocenia, że ​​Rosja priorytetowo traktowała szybkie rozmieszczanie niskiej jakości wojsk z minimalnym przeszkoleniem i doświadczeniem na polu bitwy w celu uzyskania marginalnych korzyści, co dodatkowo komplikuje zdolność rosyjskich sił do prowadzenia złożonych operacji. Rosyjska baza przemysłowa obronna (DIB) nie jest w stanie produkować pojazdów opancerzonych i systemów artyleryjskich w tempie, które zrównoważyłoby obecne tempo strat Rosji w średnim i długim okresie. Rosja stoi również przed poważnymi wyzwaniami w zakresie równoważenia alokacji zasobów między produkcją przemysłową obronną a sektorem cywilnym i coraz bardziej polega na pracownikach migrujących, aby złagodzić znaczące niedobory siły roboczej pogłębione przez wysiłek wojenny. Kreml może na nowo oceniać swoją zdolność do prowadzenia długoterminowego wysiłku wojennego i najwyraźniej zmienia priorytety działań mających na celu przekonanie Zachodu do wyprzedzającego pójścia na rosyjskie żądania, biorąc pod uwagę ograniczenia gospodarcze i militarne Rosji.

understandingwar.org


Ostatnie kilka dni było bardzo trudnych dla obrońców ukraińskiego nieba. Rosja kilkukrotnie przeprowadziła zmasowane ataki z użyciem bezzałogowców i rakiet balistycznych oraz manewrujących. To podkreślenie jest tutaj potrzebne, bo dziś Rosja jest w stanie produkować tyle bezzałogowców, że ataki z użyciem nawet ponad setki dziennie mogą być prowadzone z dnia na dzień, podczas gdy jeszcze w latach 2022-2023 szacowano, że Moskwa będzie w stanie wyprodukować kilka tysięcy dronów Szahed, ale rocznie.

Jak dokładnie wyglądają statystyki z ostatnich kilku dni? W nocy z piątku na sobotę przeciwko Ukrainie wystrzelono 250 bezzałogowców typu Szahed (i podobnych) oraz 14 rakiet balistycznych Iskander-M i KN-23. Głównym celem ataku był Kijów. Zestrzelono sześć pocisków balistycznych oraz 128 dronów, 117 dalszych udało się zakłócić za pomocą systemów WRE lub upadły nie powodując żadnych szkód. Łącznie zneutralizowano 245 bezzałogowców, ale tylko sześć z czternastu rakiet balistycznych.

To jednak było tylko preludium do jeszcze większego ataku w nocy z soboty na niedzielę. Tym razem obok Iskanderów i Szahedów użyto także rakiet manewrujących odpalanych z bombowców. Łącznie wykorzystano aż 367 środków napadu powietrznego. Z dziewięciu Iskanderów nie zestrzelono żadnego, przez obronę przedarła się też wystrzelona Ch-22. Rzecznik sił powietrznych Ukrainy płk Jurij Ihnat stwierdził, kolejny już raz, że pociski Iskander są coraz trudniejsze do zestrzeliwania nawet dla Patriotów, bo wykonują manewry w końcowej fazie lotu i stosują pułapki. Należy dodać, że tego rodzaju rozwiązania były planowane w Iskanderach od początku, w pierwszych partiach (w tym używanych bojowo przeciwko Ukrainie) były jednak złej jakości. Doświadczenia bojowe pozwalają jednak Rosjanom ulepszać sprzęt używany do agresji.

Stosunkowo duża była skuteczność zwalczania rakiet manewrujących, bo z 55 odpalonych z bombowców Tu-95MS i Tu-160 oraz okrętów (Ch-101 i Kalibr) udało się zestrzelić 45. Z 298 dronów do celu dotarły 32, 139 zestrzelono, a 127 zostało zakłóconych lub upadło nie powodując szkód. Inna sprawa, że każdego takiego drona należy poszukiwać, choćby po to, by nie okazało się, że przenosi ładunki minowe lub małe bezzałogowce przeznaczone do użycia po pewnym czasie. Bo te mogą być bardzo niebezpieczne, np. dla ukraińskiej logistyki.

Jeśli chodzi o użycie bezzałogowców, to najbardziej skuteczny był atak w nocy z 25 na 26 maja. Użyto wtedy 355 dronów oraz dziewięciu rakiet Ch-101. O ile wszystkie rakiety zestrzelono, to skuteczność zwalczania dronów była dużo niższa, bo 68 (ponad 19 proc.) mogło dotrzeć do celu, fizycznie porażono 223 z nich, a 55 zostało obezwładnionych środkami WRE lub upadło nie powodując szkód. Można więc zakładać (i widać to w statystykach również z innych dni.), że skuteczność obrony przed bezzałogowcami jest zmienna z dnia na dzień.

defence24.pl

niedziela, 25 maja 2025



Siły rosyjskie znacznie rozszerzyły swoje wysunięte pozycje na południowy zachód od Kostyantynówki w ostatnich tygodniach i ustanowiły wystarczające pozycje, aby rozpocząć operację ofensywną w kierunku Kostyantynówki od południa lub wesprzeć okrążenie Pokrowska i Myrnohradu od północnego wschodu w nadchodzących tygodniach i miesiącach. Zlokalizowane geograficznie nagrania opublikowane 23 maja wskazują, że siły rosyjskie niedawno posunęły się na południe od Popowa Jaru (na zachód od Torecka) i zajęły pola na południowy wschód od osady. Rosyjski milbloger twierdził 23 maja, że ​​elementy 150. Zmotoryzowanej Dywizji Strzeleckiej (8. Połączona Armia [CAA], Południowy Okręg Wojskowy [SMD]) uczestniczyły w natarciu w pobliżu Popowa Jaru i że siły rosyjskie również posunęły się na północ i południe od Ołeksandropilu (na południowy wschód od Popowa Jaru). Inny rosyjski milbloger twierdził, że siły rosyjskie posuwają się dalej w kierunku Połtawki (na północ od Popowa Jaru) i w kierunku Rusyńskiego Jaru (na północny wschód od Popowa Jaru). Inny rosyjski milbloger twierdził, że oddziały 33. Zmotoryzowanego Pułku Strzelców (20. Zmotoryzowana Dywizja Strzelców, 8. Pułk Strzelców) posuwają się naprzód w pobliżu Nowooleniwki (na wschód od Popowa Jaru). Rosyjscy milblogerzy twierdzili, że siły rosyjskie zajęły większość Romanówki (na południowy wschód od Popowa Jaru) i że siły rosyjskie eliminują pozostałe pozycje ukraińskie na południe i południowy wschód od Zory (na południowy wschód od Popowa Jaru).

Rosyjskie wybrzuszenie na południowy zachód od Kostyantynówki prawdopodobnie wystarczy, aby wesprzeć przyszłą rosyjską operację ofensywną w kierunku Kostyantynówki lub Pokrowska, ale siły rosyjskie będą musiały poczynić dalsze postępy z Chasiv Yar i Toretsk oraz na zachód od Pokrowska, zanim siły rosyjskie staną się poważnym zagrożeniem dla któregokolwiek z tych miast. ISW zaobserwowało geolokalizowane nagrania wskazujące, że siły rosyjskie posunęły się o około 14 kilometrów od południowo-zachodnich obrzeży Kostyantynówki w najbliższym punkcie tego wybrzuszenia. Siły rosyjskie będą mogły wykorzystać to wybrzuszenie, aby posunąć się dalej wzdłuż autostrady T-0504 Pokrovsk-Kostyantynivka z południa w kierunku Kostyantynówki, gdy siły rosyjskie będą walczyć z ukraińską obroną na zachód od i wzdłuż zbiornika Kleban-Byk. Siły rosyjskie muszą wyeliminować pozostałe ukraińskie okrążenie na południowy zachód od Torecka i zmusić siły ukraińskie do wycofania się na północ od zbiornika wodnego Kleban-Byk, zanim wojska rosyjskie będą mogły kontynuować marsz wzdłuż drogi H-20 Donieck-Kostiantynówka, aby wesprzeć przyszłe postępy aż do południowych obrzeży Kostiantynówki.

ISW wcześniej zauważył, że siły rosyjskie mają trudności z wydostaniem się z Chasiv Yar i Toretsk, co prawdopodobnie skomplikowało plany Rosji dotyczące ofensywy na Kostyantynivkę i szerszy pas ukraińskich fortec. Postępy Rosji w Chasiv Yar były powolne w ciągu ostatniego roku, a siły rosyjskie muszą jeszcze znacząco wzmocnić rosyjskie ugrupowanie w tym obszarze, aby ułatwić dalsze postępy. Siły rosyjskie będą musiały przebić się przez ukraińską obronę i posunąć się na południe i południowy zachód od Chasiv Yar, zanim siły rosyjskie będą mogły zagrozić Kostyantynowce od północnego wschodu. Rosja wzmocniła swoje ugrupowanie sił w Toretsk na początku 2025 r., ale siły rosyjskie nadal mają trudności z przejściem przez sporną „szarą strefę”, którą ukraińscy i rosyjscy operatorzy dronów stworzyli w Toretsk i bezpośrednio na zachód od Toretsk. Siły rosyjskie muszą posuwać się naprzód na polach na północ, północny zachód i zachód od Toretsk i przejąć pozycje dalej wzdłuż autostrady T-0516 Toretsk-Kostyantynivka, zanim siły rosyjskie będą mogły rozpocząć poważną operację ofensywną przeciwko Kostyantynowce. Wystający na południowy zachód od Kostyantyniwki rosyjski przyczółek jest więc tylko jednym z trzech koniecznych obszarów, gdzie wojska rosyjskie muszą dokonać dalszych postępów, aby poważnie zagrozić Kostyantyniwce.

understandingwar.org

sobota, 24 maja 2025



Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow zażądał, aby wszelkie przyszłe porozumienie pokojowe na Ukrainie zawierało warunki zapobiegające wyborom i ustanowieniu przyszłych prozachodnich rządów na Ukrainie. Ławrow nalegał 23 maja, że ​​wszelkie porozumienie pokojowe musi zawierać warunki zapobiegające „powtórce tego, co doprowadziło puczystów do władzy poprzez krwawą rewolucję”, odnosząc się do protestów Euromajdanu na Ukrainie w 2014 r. i rewolucji godności, która wygnała byłego prorosyjskiego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza. Ławrow powtórzył również powtarzane przez prezydenta Rosji Władimira Putina twierdzenie, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nie jest prawowitym przywódcą Ukrainy i stwierdził, że Rosja może negocjować z kierownictwem Rady Najwyższej Ukrainy (parlamentu) zamiast z Zełenskim.

(...)

Rosyjscy urzędnicy prawdopodobnie fałszywie przedstawią każdy przyszły prozachodni rząd na Ukrainie jako dziedziczący nielegalność wszystkich ukraińskich rządów od 2014 r. i ustalą warunki, aby twierdzić, że jakiekolwiek porozumienie, jakie Rosja zawrze z Ukrainą, jest niewiążące.

Ławrow odrzucił również niedawną sugestię prezydenta USA Donalda Trumpa, że ​​Watykan mógłby gościć negocjacje dotyczące wojny Rosji z Ukrainą. Ławrow stwierdził, że negocjacje w Watykanie byłyby „nierealne” i że dla przedstawicieli „dwóch prawosławnych krajów” spotkanie się w Watykanie byłoby „niekomfortowe”.

understandingwar.org


Inwazja Rosji na Ukrainę zamroziła dyskusje o możliwości transferu władzy w Federacji Rosyjskiej. Wielu, słusznie uznało, że konflikt z Zachodem i nowa faza wojny na Ukrainie (która trwa przecież od 10 lat, czyli od 2014 r.), o ile nie „wymsknie się spod kontroli”, to dla Putina będzie stanowić kolejne narzędzie do utrzymania władzy. I w ciągu 2024 r. Putin dał kilkakrotnie do zrozumienia, że nie zamierza odchodzić. Należy zgodzić się z Konstantinem Riemczukowem (redaktor naczelny „Niezawisimej Gaziety”), że Putin nie jest gotowy do przekazania władzy dla swojego potencjalnego następcy, gdyż wojna na Ukrainie i związany z nią konflikt z Zachodem nie jest rozwiązany. W tym sensie Putin dąży do uzyskania określonych gwarancji, które zabezpieczyłyby kremlowską perspektywę strategiczną w Europie Środkowo-Wschodniej. Czyli co najmniej rosyjskie interesy geostrategiczne na Ukrainie. Oznacza to, że najprawdopodobniej nie chce on przekazywać nierozwiązanych problemów, tylko realną władzę, która będzie w stanie rozwijać państwo rosyjskie. Logicznie wpisuje się to w państwowocentryczny światopogląd Putina. Do tego dochodzi przekonanie rosyjskiego prezydenta, że aktualnie tylko on jest w stanie efektywnie, skutecznie wyprowadzić Rosję z tego wielkiego kryzysu międzynarodowego. Swoją politykę mocarstwową oraz imperialną już dawno traktuje on przecież jako realizację własnej misji dziejowej, poświęcając jej coraz więcej sił, środków i uwagi. Mówiąc o tzw. SWO, nie bez przyczyny, Putin wskazał, że Piotr Wielki swoją wielką wojną prowadził blisko 20 lat. Dlatego 2024 r. w Rosji był znów rokiem Putina i na razie (podkreślam, na razie), nie zanosi się na zmianę w tym zakresie w 2025 r.

(...)

Natomiast w dniu 29 lutego br. Prezydent Rosji Władimir W. Putin wystąpił przed Zgromadzeniem Federalnym Rosji, w którym zarysował wizję swojej przyszłej prezydentury. Z jednej strony, wskazywał on, że prowadząc wojnę i zwiększając wydatki na zbrojenia, Rosja nie powtórzy błędów ZSRR, czyli nie zaniedba produkcji cywilnej oraz nie zredukuje lub zlikwiduje programów socjalnych. Dwa lata przebiegu pełnoskalowej inwazji pokazały bowiem, że utrzymanie podstawowych funkcji gospodarki w sferze cywilnej, a przede wszystkim w zakresie konsumpcji, uspokoiły nastroje społeczne (w porównaniu do końca lutego i marca 2022 r.) oraz zaangażowały znaczną część ludności w gospodarce. Z drugiej strony, Putin wysłał sygnał do Zachodu oraz swojej ludności, że Rosja jest gotowa na długi konflikt. W tym zakresie, podkreślił on, że Zachód winny jest eskalacji wojny ukraińsko-rosyjskiej, co tworzy ryzyko konfliktu nuklearnego. To ostatnie wpisało się w ciąg rosyjskich komunikatów i narracji, że świat zbliża się do ponownego użycia broni jądrowej w konflikcie zbrojnym. Dlatego wystrzelenie rosyjskiej rakiety „Oriesznik” należy rozpatrywać jako „naturalną” konsekwencję, czyli reakcję Rosji na próby lub intensyfikację pomocy dla Ukrainy. Chodzi bowiem nie tylko o zamanifestowanie wobec swojej ludności, że Rosja odpowiada na wrogie działania Zachodu. W tym działaniu chodziło również o zastraszenie elit i ludności starego Zachodu.

Z kolei w dniach 15-17 marca 2024 r. odbyły się wybory prezydenckie w Federacji Rosyjskiej. Na ich podstawie Władimir W. Putin (ur. 7 października 1952 r.) został ponownie prezydentem Rosji. Natomiast jego inauguracja odbyła się w dniu 7 maja 2024 r., co było powiązane z obchodami rocznicy zwycięskiego zakończenia 2 wojny światowej (w narracji rosyjskich władz – tzw. Wielkiej Wojny Ojczyźnianej). Prezydent Rosji został wybrany na 6 lat, więc zgodnie z Konstytucją Federacji Rosyjskiej będzie on pełnił swoją funkcję do 7 maja 2030 r. Oficjalnie W. Putin otrzymał 87,28 % głosów przy frekwencji 77,49 % (w 2018 r. frekwencja na wyborach prezydenckich wyniosła 67,54 %, a w 1991 r. 74,66 %, więc jest to oficjalnie największa frekwencja w historii wyborów prezydenckich w Rosji), co oznacza, że na W. Putina miało głosować mniej więcej 76 milionów obywateli Rosji (dokładnie, na podstawie oficjalnych danych: 76 277 708 obywateli FR). Była to manifestacja Kremla, że obecny prezydent cieszy się nadal wysokim poparciem oraz zaufaniem ludności Rosji. Jednocześnie był to sygnał do Zachodu oraz rosyjskiej opozycji pozasystemowej, że W. Putin w pełni kontroluje sytuację ustrojową, polityczną, gospodarczą, społeczną i wojenną w państwie.

Niemniej, jak pokazał przykład Syrii i upadek Asada, pozycja dyktatora i jego oficjalne poparcie to zupełnie dwie różne sprawy. Dlatego Putin nie tylko zwiększa represje, ale i wzmacnia ideologiczne podstawy swojego reżimu. To ostatnie wyraża się w konsekwentnym wdrażaniu następującego założenia: uznaniu, że liberalny Zachód nigdy nie uzna cywilizacyjnej, kulturowej, gospodarczej i ustrojowej odrębności oraz suwerenności Rosji. Stąd rodzi się konieczność zbudowania narodowo i tradycjonalistycznie ukierunkowanych elit (renacjonalizacja), gospodarki (w kierunku reindustrializacji), kultury, edukacji (wprowadzenie polityki militaryzacji do szkół, a nawet przedszkoli) a także sportu czy rozrywki. Z kolei to wszystko wyrasta na politycznym micie odbudowy suwerennej państwowości rosyjskiej, której dzieje w szerokim sensie liczą sobie ponad tysiąc lat. (...)

W związku z tym od 2022 r. obserwujemy intensywne próby petryfikacji różnych postaw imperialnych, mocarstwowych, antyzachodnich oraz ukraińskich zarówno wśród ludności jak i elit. Z tym, że ta ostatnia odczuwa coraz więcej problemów. Z jednej bowiem strony, reakcja i skala sankcji Zachodu wpłynęły na podporządkowanie się elity Kremlowi. Co wynika nie tylko z postaw lojalistycznych czy patriotycznych, ale przede wszystkim pragmatycznych, czyli chęci przeżycia i zachowania majtku. Z drugiej strony, obawy o prawny status majątku, groźby wprowadzenia przez Putina nowej elity, a bardziej obawy przed pojawieniem się kontrelity z jakiegoś ludowego buntu i rewolucji (wynikającej np. z klęski wojennej lub załamania się gospodarki), wywołują wśród części elit obawy, czy W. Putin „da radę”. Takie zjawisko można określić jako rosnące poczucie nieokreśloności, czyli niepokoju w kontekście przyszłości, bo oczywistym jest, że Putin nie jest już młody. Takie zjawisko dało podstawę dla rosyjskiej analityk Tatiany Stanowej do konstatacji, że późny putinizm wkroczył w fazę dzikiego, gdyż elita, widząc skupienie się Putina na sprawach wojny i polityki zagranicznej, dostrzega coraz większe zaniedbania na gruncie wewnętrznym. W praktyce przejawiać ma się to w coraz mniejszej liczbie dyrektyw Putina w kontekście konkretnych spraw polityki wewnętrznej, co stwarza pole do „dzikiej” rywalizacji dla elit o wpływy polityczne i majątek.

Natomiast co do groźby pojawienia się elity z tzw. SWO, to rok 2024 był tutaj istotny, bo Kreml uruchomił specjalny program pt. „Czas Bohaterów”, który polega na przygotowaniu weteranów SWO do podejmowania średnich i wyższych stanowisk w administracji. Patrząc jednak na kryteria naboru oraz przebieg pierwszej edycji tego programu (około 80 absolwentów), dało się zauważyć, że z jednej strony Putin straszy starą elitę głębszymi zmianami, ale z drugiej, ostrożnie, stopniowo i ewolucyjnie, stara się wprowadzać w system nowe twarze, nie dokonując w nim kadrowej rewolucji. (...)

Dla rosyjskiej gospodarki rok 2024 oznaczał kontynuację procesów adaptacji do warunków wojny i sankcji. Jednym z głównych przejawów tego procesu była kontynuacja polityki reorientacji łańcuchów dostaw (wraz z dostosowaniem logistyki morskiej, drogowej i kolejowej). Jak wskazuje Instytut Gajdara (dysponujący w miarę wiarygodnymi danymi), w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy 2024 r. rosyjski eksport wyniósł 354,4 miliardów dolarów (+0,9% w stosunku do analogicznego okresu z 2023 r.), z czego 61% stanowiły towary paliwowo-energetyczne. Do końca roku szacowany jest on do 430 mld dolarów. Natomiast import wyniósł 229,8 mld dolarów (spadek o -2,7% w stosunku do 2023). Wszystko to było możliwe dzięki reorientacji szlaków i kontaktów handlowych, realizowanych również przez państwa Kaukazu Południowego oraz Azji Centralnej. Np. import środków łączności przez Armenię wyniósł w 2023 r. 500 milionów dolarów, podczas gdy w 2021 r. były to śladowe ilości tego typu towarami w handlu między Armenią a Rosją. Niemniej, taka reorientacja, w związku ze zmianą logistyki, generuje koszty (w zależności od grup towarów, wzrost cen importu wyniósł od 3.6% do 8.4%). Według Aleksandra Firanczuka tylko w 2023 r. oznaczało to straty dla importerów w wysokości 20 mld dolarów. W pierwszych trzech kwartałach 2024 r. tylko 18% importu miało napłynąć z tzw. państw nieprzyjaznych. Natomiast pewnym symbolem tej reorientacji stał się zauważalny na ulicach rosyjskich miast napływ środków transportu z Chin. W związku z powyższymi procesami, sankcje wpływają też na kurczenie się gospodarki w wybranych sferach, zwłaszcza w obszarze technologicznym. Rosyjskiego rządowi oraz Bankowi Centralnemu nie udało się także pokonać wysokiej inflacji. Niemniej, rząd rosyjski, aktywizując zwłaszcza dyplomacje handlową, poczynił wiele starań, żeby konsumpcyjnie zabezpieczyć Rosję, a zwłaszcza największe miasta w podstawowe produkty. (...)

centrumrosja.com


Już teraz eksperci i media krytykują opracowaną przez Izbę Reprezentantów, wedle życzeń Trumpa, ustawę; odbiera ona wiele osłon socjalnych biedniejszym Amerykanom, podnosi podatki tym, których prezydent nie lubi, zmniejsza jednak podatki dla najbogatszych płatników, a ostatecznie doprowadzi zapewne do zwiększenia zadłużenia Ameryki.

Według obliczeń Biura Budżetowego Kongresu, które przytacza CNN, cięcia podatkowe przewidziane w ustawie "Big, beautiful bill" (wielki, piękny projekt ustawy) zwiększą zadłużenie państwa o 3,8 trylionów dol. w ciągu dekady.

Ustawa ograniczyłaby zarazem o 700 mld dol. subwencje federalne dla programu Medicaid, gwarantującego świadczenia medyczne dla osób ubogich i o 267 mld dol. środki na bony żywnościowe. 

(...)

To "okrutny, skrajnie nieodpowiedzialny budżet" - pisze na swym blogu prof. Krugman, laureat ekonomicznego Nobla. Republikanie wykorzystują podatki, "by ukarać politycznych przeciwników Trumpa", w tym uniwersytety, imigrantów czy zagraniczne firmy - ocenia w piątek "New York Times".

Nowa ustawa podnosi np. podatki Uniwersytetu Harvarda, choć zarazem nie pozbawia go statusu uczelni zwolnionej w dużej mierze z takich opłat. Zamiast 1,4 proc. podatku od zysków z inwestowania środków z dotacji, uniwersytet miałby zostać objęty stawką 21 proc.

Dzień wcześniej nowojorski dziennik zwrócił uwagę, że ustawa, jeśli wejdzie w życie, doprowadzi zadłużenie USA do rekordowego poziomu, nienotowanego od 1790 roku; dług federalny wyniesie ponad 113 proc. PKB.

Dług USA, najbardziej zadłużonego kraju świata, sięga 36 trylionów dolarów, a co trzy miesiące rośnie o kolejny trylion - podaje na swym portalu telewizja Al-Dżazira.

(...)

Na ośrodki zatrzymań, które mają pomieścić 100 tys. osób dziennie, ustawa przewiduje 45 mld dol., a na zatrudnienie sędziów do rozpraw migracyjnych - 1,3 mld.

W ubiegłym tygodniu agencja ratingowa Moody’s obniżyła rządowi USA najwyższą ocenę kredytową, powołując się na skalę zadłużenia. "Technicznie oznacza to, że wzrosło ryzyko, iż USA mogą nie zdołać spłacić w przyszłości swego zadłużenia" - przypomina dziennik.

Forsowanie przez Trumpa "wielkiej, pięknej ustawy" (big, beautiful bill), wraz z obniżeniem ratingu USA, doprowadziło do tego, że na rynki wrócił trend, który nazwano "Sell America". Pojawił się on po raz pierwszy w kwietniu, gdy wojna handlowa Trumpa, jego chaotyczne decyzje i próby zwolnienia szefa Fed sprawiły, że inwestorzy zaczęli pozbywać się obligacji i akcji USA oraz uciekać od dolara. Wyprzedaż obligacji USA powoduje, że rośnie ich oprocentowanie, a zatem drożeje obsługa zadłużenia państwa.

W czwartek były amerykański minister pracy prof. Robert Reich zwrócił uwagę, że "wielka, piękna ustawa" pozbawi sądy środków nacisku na rząd, odbierając im środki na wdrożenie sankcji za obrazę sądu

PAP


Czy dostrzega pan jakąś strategię w działaniach USA?

Z Trumpem jest tak, że powtarza to, co powiedział mu ostatni rozmówca. Jeśli jest to Putin, to jest całkowicie po stronie Rosji. Jeśli jest to Emmanuel Macron lub Keir Starmer, to znów się opamiętuje. Ale to trwa tylko do momentu, gdy porozmawia z kimś innym.

W ostatnich tygodniach wszyscy mówią o pokoju — nawet Rosja. Ale w rzeczywistości wygląda na to, że pokój jest bardziej odległy niż kiedykolwiek. Jak pan to ocenia?

Tak, jesteśmy bardzo daleko od pokoju. Poważne negocjacje będą możliwe dopiero wtedy, gdy Putin nie będzie już widział szansy na wygranie wojny i osiągnięcie swojego celu, jakim jest podporządkowanie Ukrainy siłą militarną. Obecnie jest to mało prawdopodobne ze względu na duży czynnik niepewności, jakim są Stany Zjednoczone. Oznacza to, że obecne działania USA znacznie przedłużają wojnę. Jest to dokładnie przeciwieństwo tego, co prowadzi do pokoju.

(...)

Argumentem przeciwko bezpośredniemu zagrożeniu dla Europy jest często to, że Rosja jest już przeciążona sytuacją w Ukrainie.

Zatem niech ktoś wyjaśni mi, gdzie Europejczycy mają 800 tys. ludzi w mundurach — i to gotowych do działania. Na papierze Europa ma więcej czołgów i ciężkiego sprzętu niż Ukraina, ale nie są one gotowe do użycia. W 2022 r. armia rosyjska wkroczyła przez granicę z 190 tys. żołnierzy. Teraz jest ich 650 tys. Ukraińcy mieli ok. 250 tys., teraz to 880 tys. Jeśli natomiast spojrzę na Siły Reagowania NATO, to jedna dywizja, a wraz z logistyką daje to 15 tys. żołnierzy. Mobilizacja to proces, który nie następuje z dnia na dzień. Po drugie: Rosjanie przeszli rewolucję dronową, a Europejczycy nie. Po zakończeniu tej wojny Rosjanie mieliby znaczną przewagę. Wtedy pojawiłoby się pytanie: czy Amerykanie nadal stanęliby po stronie Europejczyków? Patrząc na Trumpa, mam co do tego duże wątpliwości. Rosja nie będzie bezczynnie czekać, aż nadrobimy zaległości.

(...)

W ostatnich dniach często mówi się o tym, że należy teraz podjąć zdecydowane działania i nałożyć sankcje, które naprawdę będą bolały. Nasuwa się zatem pytanie: co działo się do tej pory?

Sankcje, które zostały dotychczas przyjęte, są dość skuteczne, jeśli chodzi o ich łączną liczbę. Problem polega na tym, że zostały wprowadzone stopniowo. Nigdy nie postawiono przed władzami w Moskwie zbyt wysokich wymagań dotyczących rozwiązania tego problemu. Drugą kwestią jest to, że egzekwowanie sankcji spoczywa na Stanach Zjednoczonych. W USA kary za naruszenie sankcji są znacznie wyższe niż w Europie. Ponadto nadzór jest dokładniejszy, a sankcje mają również skutki eksterytorialne — nawet europejska firma, która dostarcza towary z Europy do Rosji, może zostać pociągnięta do odpowiedzialności w Stanach Zjednoczonych. W przypadku sankcji europejskich tak nie jest. Ponadto, gdyby nie było odpowiednich sankcji amerykańskich dla nowych pakietów UE, ich egzekwowanie leżałoby wyłącznie w gestii europejskich organów bezpieczeństwa i sądów. A te nie są zbyt skuteczne. Prawdopodobnie wiele przedsiębiorstw powie: "podejmujemy to ryzyko".

onet.pl/Die Welt


Kiedy kwestionuję sens pracy zawodowych prognostów, zazwyczaj słyszę w odpowiedzi: „To co mamy zrobić? Znasz jakiś lepszy sposób prognozowania?” albo „Skoro jesteś taki mądry, to pokaż własne przewidywania”. To drugie zdanie, zwykle wygłoszone z przekąsem, ma pokazać wyższość praktyka, „człowieka czynu”, nad filozofem. Najczęściej wypowiadają je ludzie, którzy nie wiedzą o mojej traderskiej przyszłości. Doświadczenie codziennych zmagań z niepewnością dało mi przynajmniej tyle, że nie muszę już wierzyć w brednie biurokratów.

Jeden z klientów zapytał mnie kiedyś, jak przewiduję rozwój sytuacji na rynku. Kiedy odpowiedziałem mu, że nie mam pojęcia, jak przewiduję, poczuł się urażony i postanowił przestać korzystać z moich usług. Firmy są nieustannie proszone o wypełnianie rozmaitych kwestionariuszy i opisywanie swoich „widoków na przyszłość”. Nigdy nie miałem widoków na przyszłość i nigdy nie postawiłem profesjonalnej prognozy – ale przynajmniej wiem o tym, że nie potrafię przewidzieć przyszłości, i istnieje nieliczna grupa ludzi (tych, na których mi zależy), którzy traktują to jako zaletę.

Istnieją ludzie, którzy bezmyślnie produkują kolejne prognozy. Zapytani, dlaczego to robią, odpowiadają: „No cóż, za to mi płacą”.

Mam dla nich sugestię: znajdźcie sobie inną pracę.

Nassim Nicholas Taleb - Czarny łabędź

piątek, 23 maja 2025



Prezydent Rosji Władimir Putin nadal priorytetowo traktuje wykorzystanie migrantów w celu złagodzenia trwających niedoborów siły roboczej, pomimo ciągłych skarg rosyjskich ultranacjonalistów opowiadających się za tym, aby Kreml nałożył surowsze ograniczenia na migrantów. Putin 28 kwietnia przedłużył termin dla migrantów, którzy nielegalnie wjechali do Rosji, na złożenie wniosku o status prawny lub opuszczenie Rosji z 30 kwietnia do 10 września 2025 r. Putin pierwotnie podpisał dekret ustalający termin na 30 grudnia 2024 r. Migranci mogą uzyskać status prawny, poddając się serii badań lekarskich, zdając egzaminy z języka rosyjskiego, historii i prawa; i spłacając wszystkie długi lub podpisując kontrakt na służbę wojskową z rosyjskim Ministerstwem Obrony (MoD). Rosja podobno cierpi na niedobór siły roboczej wynoszący 1,5 miliona osób z powodu wojny na Ukrainie. Putin prawdopodobnie nie chce pogłębiać trwających niedoborów siły roboczej arbitralnie narzucanymi terminami, które jeszcze bardziej ograniczą migrantom możliwość wnoszenia wkładu w rosyjską gospodarkę, biorąc pod uwagę fakt, że znaczna liczba migrantów pracuje w usługach konsumenckich, budownictwie, dostawach i innych nisko wykwalifikowanych branżach. Polityka migracyjna Putina wyraźnie przeczy jego wysiłkom zmierzającym do uspokojenia ultranacjonalistycznej grupy, która coraz częściej wzywa Putina do podjęcia bardziej radykalnych środków przeciwko migrantom w Rosji.

Rosja coraz częściej kieruje swoje działania na społeczności migrantów, aby wesprzeć działania związane z generowaniem sił, ponieważ rosyjskie wojsko nadal szybko rozmieszcza niskiej jakości wojska w jednostkach frontowych. Władze rosyjskie groziły cofnięciem naturalizowanego obywatelstwa rosyjskiego, aby zaimponować migrantom wcieleniem do rosyjskiego wojska i wykorzystały perspektywę uzyskania rosyjskiego obywatelstwa do rekrutacji migrantów do rosyjskiego wojska. Rosyjskie organy ścigania przeprowadzają naloty na miejsca pracy migrantów i zatrzymują migrantów, aby zmusić ich do służby w rosyjskim wojsku i reklamować rosyjskie kontrakty wojskowe w językach środkowoazjatyckich. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Rosji (MVD) ogłosiło w lutym 2025 r., że utworzyło rejestr w celu monitorowania migrantów nielegalnie przebywających w Rosji i zakazania osobom wpisanym do rejestru opuszczania rosyjskiego podmiotu federalnego, w którym mieszkają. Rosja prawdopodobnie zamierza wykorzystać ten rejestr do ścisłego monitorowania migrantów i utworzenia listy narażonych osób, które zostaną zmuszone do wstąpienia do rosyjskiego wojska.

(...)

Kreml konsekwentnie popiera zakładanie szkół i uniwersytetów rosyjskich i rosyjskojęzycznych w Azji Środkowej. Władze rosyjskie podobno zaczęły również opracowywać system legalizacji statusu tak zwanych „rodaków za granicą” – których Putin wcześniej zdefiniował jako osoby mające historyczne, kulturowe lub językowe powiązania z Rosją – który umożliwiłby tym osobom dostęp do nieokreślonych usług rządowych, odwiedzanie i pracę w Rosji, a nawet ubieganie się o obywatelstwo rosyjskie w przyszłości. Putin prawdopodobnie zamierza wykorzystać migrację – zwłaszcza z krajów postsowieckich o bliższych powiązaniach gospodarczych, politycznych i kulturowych z Rosją – aby przeciwdziałać spadkowi demograficznemu w Rosji w dłuższej perspektywie.

(...)

Manifestacja rosyjskiego nacjonalizmu przez Putina jest sprzeczna z nieformalną ideologią prowojennych rosyjskich ultranacjonalistów, która opiera się na etnicznej tożsamości rosyjskiej i promuje rosyjskie prawosławie. Prowojenni rosyjscy ultranacjonalistyczni milblogerzy rutynowo opowiadali się za surowszymi ograniczeniami dla migrantów wjeżdżających do Rosji i mieszkających w niej oraz wzywali do zwiększenia liczby deportacji. Wybrani milblogerzy bezpośrednio krytykowali również postrzegane pobłażliwe podejście Putina i rosyjskiego rządu do migrantów z Azji Środkowej. „Russian Community”, rosyjska skrajnie prawicowa prowojenna ultranacjonalistyczna społeczność internetowa powiązana z osobami powiązanymi z założycielem rosyjskiego portalu Tsargrad i rosyjskim nacjonalistą prawosławnym Konstantinem Małofiejewem, organizuje demonstracje przeciwko migrantom i zyskała ponad pół miliona obserwujących na swoim Telegramie. „Russian Community” rutynowo publikuje na Telegramie przypadki domniemanej przemocy ze strony migrantów. Te ultranacjonalistyczne społeczności stanowią jeden z kluczowych elektoratów, które Putin próbuje wykorzystać do zwiększenia krajowego poparcia dla wojny i długoterminowej militaryzacji rosyjskiego społeczeństwa. Małofiejew jest również kluczową postacią w rosyjskich wysiłkach na rzecz generowania sił zbrojnych. Wysocy rangą rosyjscy urzędnicy, tacy jak szef Komitetu Śledczego Rosji Aleksandr Bastrykin, szef rosyjskiego MWD Władimir Kołokolcew i szef kontrolowanego przez Kreml Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego (MP Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej), patriarcha Cyryl, rutynowo wydawali się bardziej zainteresowani ideologią opartą na państwie rosyjskim, kierowanym głównie przez etnicznych Rosjan i składającym się z nich, broniącym i promującym rosyjskie prawosławie.

(...)

Putin prawdopodobnie waha się przed pełnym zaangażowaniem się w ideologię ultranacjonalistyczną, ponieważ grozi to rozbiciem wieloetnicznej i zróżnicowanej religijnie populacji Rosji, narażeniem rosyjskiego wysiłku wojennego na Ukrainie i zagrożeniem stabilności jego reżimu. Putin prawdopodobnie będzie nadal walczył o zrównoważenie uspokajania coraz bardziej wpływowej społeczności ultranacjonalistycznej i jej obrońców w kluczowych instytucjach Kremla z potrzebą wykorzystania migrantów w celu zrównoważenia natychmiastowych problemów gospodarczych i generowania sił oraz długoterminowego spadku demograficznego.

(...)

Putin twierdził 13 maja, że ​​co miesiąc od 50.000 do 60.000 rekrutów dołącza do rosyjskiego wysiłku wojennego na zasadzie całkowitej dobrowolności. Putin fałszywie zasugerował, że rekrutacja Rosji do wysiłku wojennego na Ukrainie jest całkowicie dobrowolna i próbował skrytykować ukraiński rząd za kontynuowanie powszechnej mobilizacji na Ukrainie. Putin nie przyznał jednak, że rosyjscy rekruterzy często wprowadzają w błąd i zmuszają rosyjskich, ukraińskich i zagranicznych mężczyzn do podpisywania dobrowolnych kontraktów na służbę wojskową z rosyjskim Ministerstwem Obrony (MON). Na przykład tatarsko-baszkirska usługa Idel Realii Radia Wolna Europa/Radia Swoboda poinformowała 18 maja, że ​​rosyjskie Ministerstwo Obrony kupuje mężczyzn od handlarzy ludźmi i zapisuje ich do służby wojskowej na Ukrainie. Ataki Putina na ukraiński pobór do wojska są godne uwagi, ponieważ wskazują, że Kreml nie ustala aktywnie warunków informacyjnych, które byłyby niezbędne do przygotowania rosyjskiego społeczeństwa na kolejne przymusowe powołanie do rezerwy. Kreml coraz częściej wprowadza dynamiczne środki cenowe dla jednorazowych premii za pobór, aby przyciągnąć więcej rekrutów od końca 2024 r. i początku 2025 r., co dodatkowo wskazuje, że Kreml podwaja wysiłki na rzecz rekrutacji sił bez przeprowadzania ogólnej mobilizacji.

(...)

Rosyjska kancelaria prawna opublikowała rzekomą kopię poprawki Putina z 17 kwietnia, która rzekomo zmieniła dwie sekcje dekretu Putina z 3 sierpnia 2023 r. w sprawie warunków prawnych zwolnienia ze służby wojskowej. Poprawka rozszerza ramy prawne dotyczące zwolnienia rosyjskiego personelu zmobilizowanego na dwie nowe kategorie — samotnych ojców nieletnich i mężczyzn, których komisja lekarska uznała za częściowo zdolnych do służby wojskowej. Rosyjscy prawnicy poinformowali rosyjski opozycyjny portal Vazhnye Istorii (iStories), że obecne rosyjskie przepisy już uniemożliwiają samotnym ojcom przymusowe powołanie do mobilizacji, chociaż rosyjscy rekruterzy wojskowi wielokrotnie łamali prawo i mobilizowali samotnych ojców do walki na Ukrainie.  Grupa rosyjskich prawników stwierdziła, że ​​poprawka gwarantuje samotnym ojcom prawo do rezygnacji ze służby wojskowej, ale zwolnienie częściowo sprawnych żołnierzy nadal zależy od decyzji rosyjskich dowódców wojskowych. Kreml nie opublikował oficjalnie dekretu, prawdopodobnie w celu uniemożliwienia innym zmobilizowanym pracownikom wzywania do podobnych działań demobilizacyjnych.

(...)

Verstka poinformował, że Partia Jedna Rosja próbowała nominować weteranów do Dumy Państwowej w 2024 r., co zaowocowało udziałem 342 weteranów w wyborach. Verstka poinformował, że Partia Jedna Rosja w dużej mierze wykorzystywała reputację weteranów do promowania wyborów, zamiast mianować ich na stanowiska władzy lub pozwolić im reprezentować organizację weteranów. Verstka poinformował, że niepowodzenie Partii Jedna Rosja w zapewnieniu większej liczby weteranów zwycięstwa w prawyborach w 2024 r. kosztowało byłego sekretarza Zjednoczonej Rosji Andrieja Turczaka jego stanowisko na Kremlu. Verstka poinformował, że Kreml zmienił swój proces selekcji z nominowania rzeczywistych weteranów bojowych w 2024 r. na nominowanie osób publicznych związanych z organizacjami państwowymi. Verstka zauważył, że weterani wybrani w 2024 r. często wykorzystywali swoje stanowiska władzy do orędowania za weteranami i ich rodzinami lub byli zbyt „efektowni” i przyciągający uwagę dla Partii Jedna Rosja. Verstka poinformował, że Kreml celowo powstrzymał się od nominowania weteranów bojowych lub byłych członków milicji zastępczej, którzy działali w okupowanych obwodach donieckim i ługańskim przed 2022 r. Jeden z weteranów i członek Stowarzyszenia Weteranów „SVO” powiedział Verstce, że weterani nie otrzymują żadnej władzy politycznej, jeśli zostaną wybrani do rządu rosyjskiego, ponieważ Duma Państwowa nie ma żadnej znaczącej władzy w Rosji. Weteran stwierdził, że wybory zamiast tego pozwalają Kremlowi trzymać weteranów „w ryzach”.

(...)

Prezes państwowej spółki akcyjnej „Bank PSB” Petr Fradkov powiedział Putinowi 15 maja, że ​​bank zapewnił 260.000 rosyjskim weteranom świadczenia socjalne za pośrednictwem kontrolowanego przez Kreml „Państwowego Funduszu Obrońców Ojczyzny”. Według doniesień rosyjska wiceminister obrony Anna Tsivileva odbyła 14 maja spotkanie z pełniącym obowiązki dowódcy Leningradzkiego Okręgu Wojskowego (LMD) generałem porucznikiem Rustamem Minnekajewem w siedzibie LMD, podczas którego stwierdziła, że ​​rozszerzenie przez Kreml świadczeń socjalnych dla rosyjskich żołnierzy i weteranów wywiera dodatkową presję na zdolności administracyjne Rosji. 15 maja Tsivileva spotkała się również z gubernatorem Petersburga Aleksandrem Beglovem i stwierdziła, że ​​urzędnicy Petersburga rozpatrzyli 94 procent z 43.000 apeli weteranów za pośrednictwem lokalnego oddziału „Państwowego Funduszu Obrońców Ojczyzny”. Rosyjska komisarz ds. praw człowieka Tatiana Moskalkova wezwała Kreml do zwiększenia miesięcznych wypłat dla rosyjskich weteranów bojowych, twierdząc, że weterani otrzymują jedynie 4500 rubli (56 USD) miesięcznie.  Rosyjskie Ministerstwo Obrony podobno przygotowało projekt ustawy umożliwiającej rosyjskim żołnierzom wybór miejsca zamieszkania, co znacznie przyspieszyłoby biurokratyczny proces przyznawania pomocy mieszkaniowej. Rosyjska Duma Państwowa przyjęła projekt ustawy w drugim i trzecim czytaniu ustanawiający pozasądową procedurę upadłościową dla rosyjskich weteranów do kwoty jednego miliona rubli. ISW nadal ocenia, że ​​Kreml naraża się na długoterminowe obciążenia finansowe, kontynuując zwiększanie odszkodowań dla rosyjskich żołnierzy i weteranów oraz kontynuując działania wojenne na Ukrainie.

(...)

Insider poinformował 16 maja, że ​​od 2023 r. w Rosji zarejestrowano 407 firm specjalizujących się w produkcji samolotów, a co najmniej 140 z nich produkuje drony, które rosyjskie siły aktywnie wykorzystują na Ukrainie. Insider poinformował, że co najmniej 60 firm dostarcza komponenty dronów, odsprzedaje drony lub oferuje usługi szkoleniowe w zakresie dronów. Insider poinformował, że te firmy zajmujące się dronami otrzymały 243 miliardy rubli (trzy miliardy dolarów) inwestycji w latach 2023–2024. Kreml, dla porównania, planuje przeznaczyć 277 miliardów rubli (3,1 miliarda dolarów) w ciągu sześciu lat na rozwój energetyki jądrowej. Insider poinformował, że wiele firm produkujących drony dla rosyjskiego wojska fałszywie przedstawia się jako produkujące drony na potrzeby cywilne i rolnicze. Portal Insider, powołując się na rosyjskie media państwowe, poinformował, że rosyjscy producenci dronów nie zrealizowali zamówienia państwowego na 3000 dronów do użytku cywilnego, ponieważ priorytetowo traktowali produkcję dronów do celów wojskowych. 

(...)

Analityk OSINT opublikował zdjęcia satelitarne wykonane między majem 2021 r. a kwietniem 2025 r., które pokazują, że siły rosyjskie usunęły niemal wszystkie pojazdy opancerzone z arsenału Nowej Stanicy w pobliżu Omskiej Wyższej Szkoły Inżynierii Pancernej w mieście Omsk. Analityk ocenił, że w maju 2021 r. w arsenale przechowywano 120 czołgów podstawowych, 89 transporterów opancerzonych, 41 gąsienicowych wozów piechoty i 54 działa przeciwpancerne MT-12. Analityk zauważył, że w kwietniu 2025 r. w obiekcie magazynowym pozostało kilka pojazdów inżynieryjnych i ciężarówek BAT-2. 

(...)

Ukraiński ekspert ds. technologii EW i technologii radiowej, Serhij Beskrestnov, poinformował 16 maja, że ​​rosyjskie siły zwiększyły wykorzystanie nowo opracowanych, nieokreślonych dronów z możliwościami AI na linii frontu na Ukrainie. Beskrestnov stwierdził, że Rosjanie latają tymi dronami od 30 do 50 razy dziennie w trzech kierunkach linii frontu i że rosyjskie siły stale modernizują systemy AI w tych dronach. Beskrestnov stwierdził, że rosyjskie drony AI nauczyły się manewrować w niebezpiecznych obszarach zaledwie w ciągu ostatniego tygodnia, utrudniając działanie ukraińskich dronów przechwytujących. Beskrestnov dodał, że rosyjskie drony oparte na AI mogą swobodnie latać nad autostradami i wykrywać ukraińskie pojazdy wojskowe, ponieważ ukraińskie systemy EW nie są w stanie im obecnie przeciwdziałać. Rosyjski milbloger stwierdził 18 maja, że ​​rosyjskie drony z systemami AI mogą rozpoznawać się nawzajem po unikalnym kolorze skrzydeł drona. Nie jest jasne, czy Beskrestnov odnosi się do bezzałogowych statków powietrznych Tyuvik, czy innych dronów AI.

Rosyjscy deweloperzy podobno zmodyfikowali drony uderzeniowe Shahed, aby pokonać ukraińskie środki przeciwdronowe. Rosyjscy milblogerzy twierdzili, że rosyjscy deweloperzy ulepszyli silnik dronów Shahed, umożliwiając tym dronom latanie na wysokości trzech kilometrów z prędkością ponad 200 kilometrów na godzinę. Rosyjscy milblogerzy twierdzili, że ulepszenia silników utrudniają ukraińskim siłom korzystanie z mobilnych grup ogniowych i śmigłowców, zmuszając ukraińskie siły do ​​używania samolotów F-16 do zestrzeliwania dronów Shahed. Rosyjscy milblogerzy twierdzili, że rosyjskie siły ulepszyły szybowce Shahed, co umożliwiło dronom Shahed nurkowanie z wysokości dwóch kilometrów z prędkością 400 kilometrów na godzinę i pokonanie ukraińskich systemów obrony powietrznej. Rosyjscy milblogerzy twierdzili, że rosyjskie siły dostosowały mikroelektroniczne komponenty drona Shahed, aby oprzeć się systemom EW dostarczonym przez USA. Rosyjskie siły podobno opracowały algorytm antyspoofingowy dla dronów Shahed i zwiększyły rozmiar głowicy bojowej z 50 kilogramów do 90 kilogramów. Instytut Nauki i Bezpieczeństwa Międzynarodowego (ISIS) ocenił 12 maja, że ​​ogólny wskaźnik trafień rosyjskich dronów Shahed w cele poprawił się od marca 2025 r., z dziewięciu procent w marcu 2025 r. do 18 procent na początku maja 2025 r. ISIS stwierdził, że ogólny wskaźnik trafień rosyjskich dronów Shahed wyniósł 12,5 procent w ciągu ostatnich dwóch i pół miesiąca. /To raczej propaganda - red./

Rosyjscy deweloperzy nadal wprowadzali nowe adaptacje przeciwdronowe i przechwytywacze. Rosyjski milbloger opublikował 14 maja materiał filmowy, w którym twierdzi, że rosyjscy deweloperzy wprowadzili i przetestowali nową modyfikację przenośnego kompleksu kinetycznego Mołot-Britva przeznaczonego do zwalczania dużych wielowirnikowych i stałopłatowych bezzałogowych statków powietrznych o rozpiętości skrzydeł od dwóch do pięciu metrów. Milbloger twierdził, że kompleks może uderzać w cele na wysokości do dwóch kilometrów z prędkością do 200 kilometrów na godzinę i ma maksymalny zasięg trzech kilometrów podczas pościgu za dronem. Milbloger twierdził, że przenośna wersja kompleksu jest wyposażona w głowicę termowizyjną i „3,4-kilogramową amunicję kinetyczną kalibru 100 mm” i może przyspieszać do 265 kilometrów na godzinę. Milbloger twierdził, że kompleks ma również stacjonarne warianty z radiem lub naprowadzaniem laserowym. Stacjonarne wersje mają zwiększony zasięg ognia do 3,5 metra, szybkostrzelność 360 kilometrów na godzinę i wagę 3,5 kilograma. Rosyjscy milblogerzy twierdzili również, że rosyjskie siły użyły przechwytywacza dronów Jelka do ochrony parady „Dzień Zwycięstwa” w Moskwie 9 maja i twierdzili, że rosyjskie siły przechwytują ukraińską amunicję krążącą za pomocą tych przechwytywaczy od co najmniej września 2024 roku. Rosyjski producent dronów VEKTOR ogłosił 15 maja, że ​​rosyjskie siły testowały nowy system przeciwdronowy MANPADS o zasięgu celowania od 1,5 do dwóch kilometrów, promieniu rażenia 10 metrów, maksymalnej prędkości 450 kilometrów na godzinę i wadze 1,2 kilograma. VEKTOR twierdził, że nowy system MANPADS jest niedrogi i lekki, co oznacza, że ​​można go masowo dystrybuować do rosyjskich sił.

understandingwar.org


Prezydent USA Donald Trump na spotkaniu z prezydentem RPA Cyrilem Ramaphosą zaprezentował zrzut ekranu z nagrania Reutersa, twierdząc, że przedstawia masowe zabójstwa białych mieszkańców RPA; w rzeczywistości nagranie pochodzi z Demokratycznej Republiki Konga - podkreśliła agencja.

"To są biali farmerzy, którzy są właśnie chowani" - powiedział Trump w środę podczas spotkania z Ramaphosą w Gabinecie Owalnym, trzymając w ręku artykuł z załączonym zrzutem ekranu.

Agencja przekazała w czwartek wieczorem, że materiał, z którego pochodził zrzut ekranu, został opublikowany 3 lutego i pokazuje pracowników organizacji humanitarnych, którzy niosą worki z ciałami w mieście Goma na zachodzie DRK, gdzie wówczas toczyły się krwawe walki między rządowymi siłami a wspieraną przez Rwandę bojówką M23.

Artykuł z załączonym materiałem wideo Reutersa został opublikowany przez konserwatywny portal American Thinker o konfliktach RPA i DRK. Dziennikarka American Thinker Andrea Widburg odpowiedziała na pytanie dziennikarzy, że Trump "źle zidentyfikował" załączony obrazek w jej materiale.

Operator, który nagrał dla Reutera ten materiał w DRK, Djaffar Al Katanty powiedział, że był w szoku, gdy zobaczył prezydenta USA z jego materiałem. "Przed całym światem prezydent Trump użył mojego nagrania, aby przekonać prezydenta Ramaphosę, że w jego kraju biali ludzie zabijają czarnych" - skwitował.

PAP


CNN zwraca uwagę, że debata o podatkach ma miejsce w obliczu rosnącego długu publicznego Ameryki, który wynosi już 36 bilionów dolarów. Agencja ratingowa Moody's Ratings niedawno obniżyła rating kredytowy USA, właśnie z powodu obaw o dalsze zadłużenie i wysokie koszty jego obsługi.

Choć Biały Dom twierdzi, że republikańska ustawa pomoże zmniejszyć dług poprzez cięcie wydatków, zarówno Moody's, jak i Komitet ds. Odpowiedzialnego Budżetu Federalnego ostrzegają, że ustawa ta znacznie zwiększy dług krajowy – o szacunkowe 3,3 biliona dolarów w ciągu dekady, a nawet 5,2 biliona dolarów, jeśli tymczasowe przepisy staną się stałe. CBO szacuje, że wpływ ustawy na dług krajowy będzie jeszcze większy i wyniesie 3,8 biliona dolarów.

PAP


Co mogą zrobić sądy, skoro administracja Trumpa otwarcie sprzeciwia się ich decyzjom? Dysponują mocą uznawania takiego postępowania za obrazę sądu, co w praktyce oznacza, że sędziowie mogą nakładać kary lub wręcz skazywać na karę więzienia kolejnych prawników Trumpa, postępując w górę ich hierarchii, aż do administracji federalnej - wyjaśnia autor.

Jednak w Kongresie trwa obecnie debata nad nową ustawą podatkową Trumpa, nazywaną „One Big Beautiful Bill Act”; w czwartek nad ranem głosami Republikanów przyjęła ją Izba Reprezentantów.

W tekście ustawy ukryta jest klauzula, która głosi, że wobec administracji federalnej "żaden sąd w Stanach Zjednoczonych nie może wykorzystać przyznanych (mu) funduszy, aby wprowadzić w życie decyzję o obrazie sądu za niezastosowanie się do nakazu sądowego" - relacjonuje Reich.

"Tłumaczenie: żaden sąd federalny nie może nadać mocy decyzji o obrazie sądu" - wyjaśnia dalej autor. Sądy muszą bowiem dysponować funduszami, by w ogóle funkcjonować.

Dziekan wydziału prawa Uniwersytetu Kalifornii, prof. Erwin Chemerinsky ocenił, że bez tego rodzaju władzy sądów "wyroki sędziów są bez znaczenia i mogą być ignorowane".

PAP


Południowokoreańskie ministerstwo obrony zdementowało w piątek doniesienia dziennika "Wall Street Journal" dotyczące rozmów z Pentagonem na temat możliwości redukcji sił zbrojnych USA w Korei Południowej (USFK).

Dziennik informował, że administracja prezydenta USA Donalda Trumpa rozważa wycofanie około 4,5 tys. żołnierzy z liczącego 28,5 tys. personelu USFK oraz ich relokację do innych baz w regionie Indo-Pacyfiku, w tym na Guam.

"USFK, jako główna siła sojuszu Korei Południowej i Stanów Zjednoczonych, wspólnie z południowokoreańskim wojskiem, przyczyniło się do pokoju i stabilności na Półwyspie Koreańskim i w regionie, utrzymując solidną wspólną postawę obronną oraz odstraszając inwazję i prowokacje Korei Północnej" - przekazało ministerstwo. Korea Południowa będzie kontynuować współpracę z USA w celu utrzymania silnej wspólnej postawy obronnej, aby odstraszyć Koreę Północną - dodano.

Rzecznik Pentagonu w rozmowie z południowokoreańską agencją Yonhap również zaznaczył, że nie ma żadnych komunikatów dotyczących ewentualnej redukcji USFK.

Według południowokoreańskich mediów spekulacje o redukcji pojawiają się w kontekście dążenia Waszyngtonu do "strategicznej elastyczności" USFK, aby skupić się ich działania na odstraszaniu Chin w związku z intensyfikacją aktywności militarnej w regionie Indo-Pacyfiku, a nie jedynie na zagrożeniach ze strony Korei Północnej, oraz toczących się dyskusji na temat podziału kosztów utrzymania wojsk.

W październiku ub.r. Seul i Waszyngton podpisały umowę o podziale kosztów, na mocy której Korea Płd. zapłaci 1,52 biliona wonów (ok. 1,1 mld dolarów) w 2025 r., co stanowi wzrost o 8,3 proc. w porównaniu do 2024 r.

PAP


Ministerstwo Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) ogłosiło w czwartek, że odebrało Uniwersytetowi Harvarda prawo do przyjmowania zagranicznych studentów w związku z odmową przekazania materiałów, dotyczących studentów uczestniczących w protestach. Decyzja zabrania też dalszej nauki na uczelni przyjętym już studentom.
O decyzji poinformowała szefowa resortu Kristi Noem.

"Ta administracja pociąga Harvard do odpowiedzialności za podsycanie przemocy, antysemityzmu i współpracę z Komunistyczną Partią Chin na terenie kampusu" - napisała na platformie X, dodając że możliwość przyjmowania zagranicznych studentów - którzy płacą większe czesne - jest "przywilejem, a nie prawem. "Harvard miał wiele okazji, aby zrobić to, co słuszne. Odmówił (...) Niech to będzie przestrogą dla wszystkich uniwersytetów i instytucji akademickich w całym kraju" - zaznaczyła.

W oficjalnym oświadczeniu DHS napisano również, że władze Harvardu "stworzyły niebezpieczne środowisko kampusu, pozwalając antyamerykańskim, proterrorystycznym agitatorom na nękanie i fizyczne ataki na osoby, w tym wielu żydowskich studentów", a także, że uczelnia "angażowała się w skoordynowaną działalność z KPCh, w tym goszczenie i szkolenie członków paramilitarnej grupy KPCh współwinnej ludobójstwa Ujgurów".

W liście do uczelni resort zarzucił Harvardowi odmowę przekazania materiałów, dotyczących wszelkich potencjalnie nielegalnych zagranicznych studentów, ich niebezpiecznych zachowań, kartotek dyscyplinarnych, a także ich uczestnictwa w protestach. DHS dało jednocześnie uczelni 72 godziny na przesłanie odpowiednich danych, by mogła w przyszłym roku akademickim nadal gościć i przyjmować zagranicznych studentów.

Odpowiadając na decyzję, uczelnia uznała w oświadczeniu działania DHS za nielegalne i oznajmiła, że pozostanie "w pełni oddana utrzymaniu zdolności Harvardu do przyjmowania studentów i naukowców z zagranicy, którzy pochodzą z ponad 140 krajów i niepomiernie wzbogacają uniwersytet i kraj".

Studenci zagraniczni są jednym z największych źródeł przychodów dla wielu czołowych amerykańskich uczelni. Czesne na Harvardzie - to około 60 tys. dolarów za semestr, choć studenci z rodzin zarabiających poniżej 200 tys. USD rocznie mogą liczyć na pomoc finansową. Według danych uczelni 27 proc. obecnych studentów to obcokrajowcy.

Kara dla uniwersytetu jest kolejnym działaniem administracji Trumpa, wymierzonym w elitarną uczelnię. Wcześniej władze odebrały jej 9 mld dolarów dotacji na badania w związku z odmową żądania wprowadzenia reform, w tym zapewnienia ideologicznej równowagi wśród studentów i wykładowców. Władze Harvardu zaskarżyły te decyzje do sądu, zarzucając ingerencję w autonomię uczelni.

PAP

czwartek, 22 maja 2025



W obszarach, w których mamy długie tradycje, takich jak najazdy łupieskie, potrafimy przewidzieć rozwój wydarzeń na podstawie oceny rozkładu sił. Ludzie i szympansy umieją błyskawicznie wyczuć, która ze stron ma przewagę, i dokonać analizy kosztów i korzyści, żeby zadecydować, czy warto podjąć atak i odebrać przeciwnikowi jego majątek i samice. Kiedy już zaczniecie go łupić, wprowadzacie się w taki stan umysłu, który sprawia, że ignorujecie wszelkie dodatkowe informacje – lepiej się nie wahać w czasie walki.

Jednocześnie, w odróżnieniu od najazdów, wojny na ogromną skalę nie są elementem naszego dziedzictwa – są dla nas nowością – więc często błędnie szacujemy ich długość i przeceniamy własne siły. Przypomnijcie sobie, ile czasu, zdaniem moich krewnych, miała trwać wojna w Libanie. Żołnierze, którzy walczyli w I wojnie światowej, myśleli, że będzie to dla nich bułka z masłem. Podobnie miała się rzecz z wojną w Wietnamie i tak samo jest z wojną w Iraku, a także z niemal wszystkimi współczesnymi konfliktami zbrojnymi.

Nassim Nicholas Taleb - Czarny łabędź

środa, 21 maja 2025



"Tak, może do tego dojść, jeśli faktycznie okaże się, że Rosjanie nie są zainteresowani porozumieniem pokojowym i po prostu chcą dalej prowadzić wojnę, bardzo możliwe, że (wtedy - PAP) do tego dojdzie" - powiedział szef amerykańskiej dyplomacji. Mówił też, że ostrzegał stronę rosyjską, że administracja nie ma kontroli nad Kongresem i nie może zagwarantować, że nie dojdzie do nałożenia dodatkowych sankcji, jeśli Moskwa nie będzie skora do zakończenia wojny.

W bardziej lakoniczny sposób do pytania odniósł się prezydent USA Donald Trump, który podczas wizyty na Kapitolu we wtorek odpowiedział jedynie: "Zobaczymy".

Podczas wystąpienia przed senacką komisją spraw zagranicznych Rubio odpierał zarzuty Demokratów, że Ameryka pozbyła się środków nacisku na Rosję, a Trump jest "ogrywany jak dziecko" przez Władimira Putina i "wrzucił Ukrainę pod jadący autobus". Szef dyplomacji argumentował, że administracja nie zniosła dotąd żadnych sankcji, nie poczyniła żadnych ustępstw wobec Rosji i kontynuuje wysyłanie pomocy wojskowej Ukrainie. Odmówił jednak odpowiedzi na pytanie, czy pomoc ta będzie kontynuowana, gdy obecne środki przeznaczone na ten cel się wyczerpią. Rubio zaznaczył, że pracuje nad dostarczeniem Ukrainie dodatkowych systemów Patriot.

"Szczerze mówiąc, my ich nie mamy, ale ściśle współpracujemy z naszymi sojusznikami z NATO. Są sojusznicy z NATO, którzy mają pewne baterie pocisków Patriot, które mogliby dostarczyć (...) Ukraińcom, aby broniły na przykład przestrzeni powietrznej Kijowa i innych miejsc" - powiedział. Dodał jednak, że żaden z tych krajów nie chce rezygnować ze swoich Patriotów, biorąc pod uwagę, że nowe nie są produkowane wystarczająco szybko.

Ocenił też, że obecnie główny problem negocjacji polega na tym, że "Rosja chce tego, czego nie posiada i co jej się nie należy, a Ukraina chce tego, czego nie może odzyskać militarnie". Stwierdził jednak, że wciąż "otwartym pytaniem" jest, czy Rosja negocjuje w dobrej wierze. Powiedział, że wyzwaniem jest fakt, że cała rosyjska gospodarka oparta jest na produkcji wojennej i Moskwie bardziej opłaca się kontynuować walkę.

Jednocześnie zaznaczył, że Trump chce "jak najdłużej zachować możliwość wpływania na obie strony (wojny - PAP) w kierunku pokoju", sugerując, że to dlatego nie nałożył on dotąd dodatkowych sankcji na Rosję.

"Rozumiemy, że Rosjanie wymienią teraz swoje warunki (...) osiągnięcia zawieszenia broni, co umożliwi szersze negocjacje. Czekamy na te warunki, (...) będę miał znacznie lepsze zrozumienie kalkulacji pana Putina, gdy zobaczymy, jak te warunki wyglądają" - powiedział Rubio.

PAP


Prezydent USA Donald Trump ogłosił we wtorek, że wybrał projekt nowej tarczy antyrakietowej "Złota Kopuła", zakładający umieszczenie czujników i pocisków przechwytujących w kosmosie. Zapowiedział, że system kosztować ma 175 mld dolarów, zostanie ukończony do końca jego kadencji i ma mieć niemal 100-procentową skuteczność.

Podczas uroczystego ogłoszenia w Gabinecie Owalnym w Białym Domu Trump oznajmił, że jego administracja "oficjalnie wybrała architekturę najnowocześniejszego systemu, który będzie wdrażał technologie nowej generacji na lądzie, morzu i w przestrzeni kosmicznej, w tym czujniki i pociski przechwytujące w przestrzeni kosmicznej". Jak stwierdził, ma to być spełnienie pierwotnego zamysłu Ronalda Reagana - nazwanego wówczas "gwiezdnymi wojnami" - który upadł ze względu na brak odpowiednich technologii.

Choć nie przedstawiono szczegółowego planu tarczy, Trump oraz szef Pentagonu Pete Hegseth i wybrany do kierowania projektem generał Sił Kosmicznych Michael Guetlein mówili, że nowa tarcza, nazwana przez Trumpa "Złotą Kopułą", ma być wielowarstwowa, oparta na otwartej architekturze, zintegrowana z istniejącymi systemami i zbudowana przez wiele koncernów. Trump obiecywał, że system będzie miał "niemal 100-procentową skuteczność", kosztować ma 175 mld dolarów - z czego 25 mld ma zostać przeznaczonych w tym roku - a budowa ma zająć do trzech lat i zostać ukończona przed końcem jego kadencji. Według wizji prezydenta, tarcza miałaby chronić przed wszelkimi typami rakiet, w tym pociskami hipersonicznymi. Trump powiedział też, że chęć udziału w projekcie zgłosiła Kanada.

Gen. Guetlein nazwał projekt "śmiałym i agresywnym podejściem, by przyspieszyć ochronę kraju przed przeciwnikami". Trump zbywał natomiast krytyczne głosy na temat jego wykonalności, kosztu i potencjalnego wyścigu zbrojeń w kosmosie, jaki może wywołać. Jak stwierdził, nigdy jeszcze nie było czegoś takiego, jak "Złota Kopuła", a obecne systemy nie są adekwatne.

Mimo to, jeszcze w maju szef grupy parlamentarnej wspierającej projekt, senator Tim Sheehy ocenił, że koszt tarczy prawdopodobnie wyniesie nie miliardy, lecz biliony dolarów. Były dowódca Północnego Dowództwa USA gen. Glen VanHerck szacuje natomiast czas powstania kosmicznego systemu na 5-10 lat.

(...)

PAP


Teza, że lewa półkula kontroluje mowę, może okazać się nieprecyzyjna: dokładniej rzecz biorąc, lewa półkula odpowiada za interpretację wzorców i może kontrolować mowę tylko w takim stopniu, w jakim mowa odnosi się do interpretacji wzorców. Kolejna różnica między półkulami polega na tym, że prawa część mózgu zajmuje się tym, co nowe. Zwykle widzi gestalt (ogół sytuacji albo las) w trybie  równoległym, podczas gdy lewa część mózgu skupia się na drzewach w trybie szeregowym.

(...)

Dlaczego tak trudno jest powstrzymać się od interpretacji? Przede wszystkim dlatego, że, jak przekonaliśmy się z historii o włoskim profesorze, nasz mózg działa w dużej mierze poza naszą świadomością. W gruncie rzeczy za interpretowanie odpowiadają te same mechanizmy, które rządzą innymi automatycznymi czynnościami pozostającymi poza naszą kontrolą, na przykład oddychaniem.

Z jakiego powodu nieteoretyzowanie wymaga znacznie większego nakładu energii niż teoretyzowanie? Po pierwsze, ze względu na hermetyczny charakter tej czynności. Jak już mówiłem, teoretyzowanie odbywa się w dużej mierze poza obrębem naszej świadomości: jeśli nie wiecie, że wyciągacie wnioski z obserwowanych faktów, jak możecie się przed tym powstrzymać? Jedynym wyjściem jest nieustannie mieć się na baczności. A jeśli musicie nieustannie mieć się na baczności, to czy nie wywołuje to w was zmęczenia? Spróbujcie sami, wystarczy jedno popołudnie.

Teoria o interpretującej roli lewej półkuli to nie wszystko – psychologia dostarcza też innych dowodów na naszą wrodzoną skłonność do poszukiwania wzorców dzięki rosnącej wiedzy o znaczeniu neuroprzekaźników, czyli związków chemicznych, które mają przenosić sygnały między różnymi częściami mózgu. Wygląda na to, że postrzeganie wzorców wzmaga się wraz ze stężeniem dopaminy w mózgu. Dopamina reguluje również nasz nastrój i zaopatruje wewnętrzny system nagród w mózgu (nikogo nie zdziwi, że u osób praworęcznych występuje w wyższym stężeniu w lewej części mózgu). Wyższe stężenie dopaminy wydaje się obniżać sceptycyzm i zwiększać skłonność do poszukiwania wzorców; taką reakcję wywołuje zastrzyk lewodopy, aminokwasu używanego w terapii choroby Parkinsona. Pacjent staje się podatny na różnego rodzaju oszustwa, takie jak astrologia, przesądy, ekonomia czy wróżenie z kart tarota.

W chwili, gdy piszę te słowa, pewien pacjent chce pozwać swojego lekarza na ponad 200 tysięcy dolarów – sumę, którą rzekomo przegrał w kasynie. Pacjent twierdzi, że środki, którymi leczono go na parkinsona, obudziły w nim niepohamowaną skłonność do hazardu. Okazało się, że to jeden ze skutków ubocznych lewodopy: niewielka, choć znacząca mniejszość leczonych nią pacjentów staje się nałogowymi hazardzistami. Oddają się hazardowi, ponieważ wydaje im się, że dostrzegają w przypadkowych liczbach wyraźne, powtarzalne wzorce, co ukazuje związek między wiedzą a przypadkowością. Płynie stąd również wniosek, że niektóre aspekty tego, co nazywamy wiedzą (a co ja nazywam narracją), stanowią w rzeczywistości przykrą dolegliwość.

Istnieje jeszcze inna, głębsza przyczyna naszego upodobania do narracji, która nie ma związku z psychologią. Wiąże się z wpływem porządku na przechowywanie i wyszukiwanie informacji w każdym systemie i warto ją w tym miejscu wyjaśnić ze względu na zasadnicze moim zdaniem problemy teorii prawdopodobieństwa i informacji.

Pierwszy problem polega na tym, że zdobywanie informacji dużo kosztuje. 

Drugi, że dużo kosztuje także przechowywanie informacji – podobnie zresztą jak utrzymywanie nieruchomości w Nowym Jorku. Im bardziej uporządkowana i mniej przypadkowa jest seria słów i symboli, im więcej dostrzegamy w niej wzorców i spójnej narracji, tym łatwiej ją zapamiętać albo spisać, żeby kiedyś mogły ją przeczytać wasze wnuki. 

Wreszcie, dużo kosztuje także przetwarzanie i wyszukiwanie informacji. 

Sto miliardów (dotąd policzonych) komórek mózgowych tworzy ogromny strych, więc nasze trudności prawdopodobnie nie wynikają z braku miejsca, tylko z problemów z katalogowaniem danych. Wasza pamięć świadoma albo robocza, która pozwala wam czytać te słowa i rozumieć ich znaczenie, jest znacznie mniejsza od owego strychu. Zwróćcie uwagę, że wasza pamięć robocza ma problem z zapamiętaniem numeru telefonu składającego się z ponad siedmiu cyfr. Posłużmy się nieco inną metaforą: wyobraźcie sobie, że wasza świadomość to jedno z biurek w Bibliotece Kongresu Stanów Zjednoczonych: niezależnie od tego, ile książek znajduje się w bibliotece, ile książek można w niej znaleźć, rozmiar waszego biurka narzuca wam pewne ograniczenia. 

Kompresja danych jest podstawą świadomego myślenia.

(...)

My, przedstawiciele ludzkiej odmiany ssaków z rzędu naczelnych, odczuwamy głód reguł, ponieważ musimy zredukować wielowymiarowość rozmaitych spraw, żeby pomieścić je w naszych głowach. A właściwie, żeby wcisnąć je do naszych głów. Im bardziej przypadkowa informacja, tym więcej ma wymiarów i tym trudniej ją streścić. Im bardziej streszczacie informacje, tym większy nadajecie im porządek, zmniejszając ich przypadkowość. Zatem ten sam impuls, który każe nam upraszczać informacje, sprawia, że świat wydaje się nam mniej przypadkowy, niż jest w rzeczywistości.

A Czarny Łabędź jest tym, co pomijamy w swoich uproszczeniach.

Nasze przedsięwzięcia artystyczne i naukowe wynikają z potrzeby ograniczania wielowymiarowości i narzucania informacjom pewnego porządku. Pomyślcie o otaczającym was świecie, o miliardach najdrobniejszych szczegółów, które się na niego składają. Spróbujcie go opisać, a złapiecie się na tym, że macie ochotę osnuć swoją opowieść wokół konkretnego wątku. Taką funkcję pełnią powieści, opowiadania, mity i bajki: chronią nas przed złożonością świata i przed jego przypadkowością. Mity nadają pewien porządek bezładowi ludzkiej percepcji i postrzeganemu „chaosowi ludzkiego doświadczenia”.

Rzeczywiście, wielu poważnym zaburzeniom psychicznym towarzyszy poczucie utraty kontroli nad własnym otoczeniem. Chory nie potrafi „odnaleźć w nim żadnego sensu”.

(...)

Nasze tendencje do dostrzegania w świecie – a właściwie do narzucania światu – narracji i przyczynowości są symptomami tej samej choroby: redukcji wielowymiarowości. Co więcej, narracyjność, podobnie jak przyczynowość, ma wymiar chronologiczny. Posługuje się perspektywą upływu czasu i tak jak przyczynowość sprawia, że czas płynie w jednym kierunku.

Ale w kwestii wektora czasu pamięć może wprowadzać w błąd. Narracyjność miewa ogromny wpływ na nasze wspomnienia: po pierwsze, łatwiej nam zapamiętać te fakty z naszej przeszłości, które pasują do pewnej narracji, a po drugie, zwykle ignorujemy te zdarzenia, które w naszej ocenie nie odgrywają w narracji roli przyczynowej. Weźcie pod uwagę, że wspominamy przeszłość, wiedząc, co stało się potem. Rozwiązując problem, nie jesteśmy w stanie pominąć informacji a posteriori. Seria zdarzeń, którą pamiętamy, została zrekonstruowana w taki sposób, żeby z perspektywy czasu wydawała się znacznie łatwiejsza do wyjaśnienia, niż była – lub jest – w rzeczywistości.

W powszechnym przekonaniu pamięć przypomina urządzenie rejestrujące w rodzaju dyskietki komputerowej. Tymczasem w rzeczywistości pamięć nie jest statyczna, tylko dynamiczna – jak papier, na którym nieustannie zapisywane są nowe teksty (albo nowe wersje tego samego tekstu) – a to wszystko dzięki potędze informacji a posteriori. (XIX-wieczny paryski poeta Charles Baudelaire wykazał się niezwykłą intuicją, porównując naszą pamięć do palimpsestu, pergaminu, z którego można wytrzeć stary tekst, żeby zastąpić go nowym). Pamięć to raczej egotyczna machina dokonująca dynamicznych rewizji przyszłości: pamiętacie, jak ostatnio pamiętaliście dane zdarzenie, i nie zdając sobie z tego sprawy, za każdym razem zmieniacie rzekomo zapamiętaną historię.

Zatem dopasowujemy wspomnienia do [później zdefiniowanych] związków przyczynowych, mimowolnie i nieświadomie je przy tym korygując. Wciąż opowiadamy minione zdarzenia na nowo z perspektywy, która wydaje się nadawać im sens i logikę po fakcie.

Wspomnienie powstaje dzięki wzmocnieniu połączeń nerwowych, które jest wynikiem wzmożonej aktywności w danej części mózgu – to proces tak zwanej rewerberacji: im większa aktywność mózgu, tym intensywniejsze będzie dane wspomnienie. Chociaż sądzimy, że pamięć jest stała, niezmienna i logicznie uporządkowana, rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Silniej odciśnie się w naszej pamięci to, co będzie miało dla nas sens w świetle zdobytych później informacji. Niektóre ze wspomnień wymyślamy, co stanowi problem w sądownictwie – badania wykazały, że pod wpływem teorii sychologicznych wielu ludzi uroiło sobie, iż byli molestowani seksualnie w dzieciństwie.

Nassim Nicholas Taleb - Czarny łabędź


Żaden kontrast w dzisiejszej Ameryce nie jest ostrzejszy niż ten między miastem a wsią. Stany Zjednoczone to państwo z małą gęstością zaludnienia — większość mieszkańców stłoczona jest w nielicznych metropoliach. Na obszarach wiejskich mieszka niecała jedna piąta Amerykanów, głównie biali protestanci. W prawie każdych wyborach głosują na Republikanów. W niektórych regionach w ogóle nie ma opozycji z Partii Demokratycznej.

(...)

Amerykanie z obszarów wiejskich mają nieproporcjonalnie dużą władzę polityczną. W wyborach prezydenckich są faworyzowani przez system Kolegium Elektorskiego. We wszystkich innych — przez gerrymandering okręgów wyborczych (metoda wyznaczania okręgów wyborczych, która w niektórych przypadkach faworyzuje Republikanów — red.). Rażąco niesprawiedliwa jest kwestia reprezentacji w amerykańskim Senacie — każdy stan, nawet najbardziej wyludniony, ma w nim dwóch przedstawicieli.

W amerykańskim folklorze wiejscy biali Amerykanie byli idolami i bohaterami, zgodnie z przekonaniem, że "prawdziwa Ameryka" żyje w małych miasteczkach. (...)

Interesujące jest to, że — wbrew popkulturowemu statusowi i nadreprezentacji obszarów miejskich w senacie — politycy niewiele robią, aby pomóc mieszkańcom amerykańskiej wsi. Republikanie są głównie zajęci cięciem programów społecznych, które przyniosłyby korzyści mieszkańcom obszarów wiejskich. Demokraci robią znacznie więcej, ale nie mają reprezentacji politycznej w mniejszych miejscowościach.

Najbardziej charakterystyczny przykład to tzw. Obamacare — pierwsza próba powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego w Stanach Zjednoczonych. Wielu Amerykanów z obszarów wiejskich jest zależnych od tego systemu — w przeciwnym razie nigdy nie byliby w stanie opłacić swoich rachunków medycznych.

Nie powstrzymuje ich to jednak przed gniewnym odrzuceniem Obamacare. Dlaczego? Z powodu nazwy. (...)

onet.pl/Die Welt