czwartek, 29 lutego 2024


Mimo narastających problemów ekonomicznych reżim putinowski pozostaje stabilny i – o ile nie dojdzie do poważnego pogorszenia sytuacji zewnętrznej, a zwłaszcza klęsk wojennych – w najbliższych latach najpewniej zdoła on zapobiegać erupcji niezadowolenia w nomenklaturze czy społeczeństwie. Stabilność wewnętrzna jest jednak krucha. Putin, który w marcu rozpocznie piątą kadencję prezydencką, pozycjonuje się jako bezalternatywny przywódca broniący państwowości rosyjskiej w egzystencjalnej walce z wrogim Zachodem. Kontynuowanie wojny stało się dla Kremla polityczną koniecznością: jej koniec zwróciłby uwagę społeczeństwa na problemy wewnętrzne, co mogłoby skutkować osłabieniem legitymizacji reżimu.

Wśród przedstawicieli nomenklatury nasilają się nastroje antyzachodnie i wzrasta wiara w zwycięstwo Rosji. Prezydent postrzegany jest jako jedyny gwarant statusu i interesów jej członków. Umacnia się rola aparatu represji i służb specjalnych w systemie. Kreml zaostrza neototalitarny kurs w polityce wewnętrznej, oparty na bezprecedensowej kontroli nad obywatelami i ingerowaniu w ich życie prywatne. Wojnę przedstawia się jako naturalny stan społeczeństwa i państwa, a agresywny militaryzm stanowi podstawę indoktrynacji. Kreml ucisza nastroje protestu dzięki represjom i kreowaniu warstwy beneficjentów wojny. Społeczeństwo tkwi w apatii i doskonali strategie przetrwania, a przejawy niezadowolenia – mimo rosnącego zmęczenia wojną – są nieliczne i rozproszone. Propaganda nieustannie zaś podsyca nadzieje na zwycięstwo. Poziom deklarowanego poparcia dla władz i ich polityki pozostaje na razie wysoki.
        
Relatywnie dobre wskaźniki ekonomiczne ukrywają pogłębiającą się słabość rosyjskiej gospodarki. Napędzane wydatkami wojennymi zwiększenie PKB z ubiegłego roku pozwoliło jedynie na jej odbudowę po spadku tego wskaźnika w 2022 r. Niemniej czynniki wzrostu stopniowo się wyczerpują. W efekcie w kolejnych latach prognozowane jest wyhamowanie tempa rozwoju gospodarczego do ok. 1% PKB rocznie – i to pomimo utrzymania wysokich nakładów na armię, co w przypadku Rosji oznacza ekonomiczną stagnację. Jednocześnie wojna oraz nałożone w związku z nią zachodnie sankcje pogłębiają problemy, z którymi Federacja Rosyjska (FR) zmagała się już wcześniej: niedobory siły roboczej wywołane zapaścią demograficzną, zapóźnienie technologiczne czy budżetowa zależność od eksportu węglowodorów.

(...)

Uderzając na Ukrainę w lutym 2022 r., Rosja skierowała do rozprawy z nią siły mniejsze od wojsk ukraińskich, lekceważąc zarówno je, jak i wspierający Kijów wojskowo Zachód. Niepowodzenia pierwszego roku wojny sprawiły, że Moskwa wyciągnęła wnioski i zwiększyła swoje zaangażowanie, jednocześnie zmieniając strategię. Nadal jednak stara się pokonać przeciwnika bez budowania nad nim przewagi liczebnej. Poniesione w ciągu dwóch lat walk straty, choć znaczne, nie okazały się dla armii rosyjskiej poważnym problemem. Wciąż dysponuje ona znaczącym potencjałem mobilizacyjnym i dużymi możliwościami werbunku do służby na Ukrainie. Siły Zbrojne FR w sporej mierze przezwyciężyły nękające je w 2022 r. trudności z ukompletowaniem i doprowadziły nie tylko do względnie sprawnego uzupełniania stanów walczących jednostek, lecz także do wzrostu ogólnej liczebności o co najmniej 300 tys. żołnierzy.

Armia FR znajduje się w stanie permanentnej rozbudowy – formuje nowe związki operacyjne i taktyczne, produkuje też coraz więcej uzbrojenia i sprzętu wojskowego oraz amunicji. Mimo to bieżąca rosyjska produkcja nie jest w stanie pokryć strat i jednocześnie wyposażać nowo formowane jednostki. Podstawę do ich uzupełnienia stanowią odziedziczone po armii sowieckiej zapasy uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Ponadto Moskwa wciąż pozostaje uzależniona od elektroniki pochodzącej z Zachodu, choć wypracowała mechanizmy omijania sankcji i obecnie jej import na potrzeby wojskowe jest niewiele niższy niż przed wojną.

Priorytetem rozbudowy Sił Zbrojnych FR jest zachodni kierunek strategiczny, gdzie w miejsce Zachodniego Okręgu Wojskowego odtwarzane są dwa okręgi – Moskiewski i Leningradzki. Oba będą jednocześnie dowództwami operacyjno-strategicznymi – odpowiednio na środkowoeuropejskim i północnoeuropejskim kierunkach strategicznych. Planowane do 2026 r. nasycenie obu okręgów nowymi jednostkami, o ile się powiedzie, zwiększy przedwojenny potencjał uderzeniowy Sił Zbrojnych FR na wschodniej flance NATO co najmniej dwukrotnie.

Rosję wciąż stać na armię i nie widać oznak, by przynajmniej w najbliższych kilkunastu miesiącach miała ona utracić możliwość finansowania sfery wojskowej, o czym świadczy m.in. kontynuowanie programów rozbudowy Marynarki Wojennej FR, niepowiązanych z potrzebami wojny na Ukrainie. W rok 2024 Siły Zbrojne FR weszły jako strona mająca inicjatywę na froncie, systematycznie wzmacniająca swój potencjał i wykorzystująca postępujące słabnięcie przeciwnika. W percepcji Moskwy jej głównym wrogiem na Ukrainie nie jest obecnie tamtejsza armia, lecz wspierające Kijów państwa zachodnie ze swoimi zdolnościami i determinacją do utrzymania potencjału militarnego obrońców na poziomie umożliwiającym odparcie agresora.

Jeśli Zachód w ten czy inny sposób okaże swoją słabość – dążąc do zamrożenia konfliktu na Ukrainie bądź przestając ją wspierać wojskowo – Rosja nie będzie czekać na zakończenie rozbudowy armii i postara się pójść za ciosem, aby stworzyć bezpośrednie zagrożenie militarne także dla państw północno-wschodniej flanki NATO. Pokusa wykorzystania dostrzeganej w optyce Kremla słabości Zachodu będzie silniejsza niż świadomość dysproporcji potencjałów.

Wraz z inwazją na Ukrainę polityka zagraniczna Moskwy została podporządkowana głównemu celowi, jakim jest przekształcenie tego państwa w kadłubowy twór o ograniczonej suwerenności, politycznie podległy Rosji i podatny na jej wpływy. Oznacza to przejście do otwartego rozprawienia się z pozimnowojennym ładem w Europie i stanowi przełom w relacjach Kremla z Zachodem. Kombinację rywalizacji i współpracy z tym ostatnim zastąpił frontalny atak przy użyciu instrumentów „wojny hybrydowej”.

Jednocześnie Moskwa nasiliła starania o maksymalizację wsparcia ze strony państw skonfliktowanych z Zachodem i zachowanie neutralności – w tym 
nieprzyłączanie się do zachodnich sankcji – przez państwa Globalnego Południa. Przyniosło to zacieśnienie relacji z ChRL, Iranem i Koreą Północną. Chiny stały się dla Rosji absolutnie niezbędnym partnerem, ale ich rosnąca przewaga ekonomiczna nie oznacza naruszenia nadal istniejącej między Pekinem i Moskwą równowagi w sferze politycznej. W polityce wobec Globalnego Południa Kreml odwołuje się do antyzachodnich resentymentów i antykolonialnych haseł oraz pozycjonuje się jako awangarda nowego ładu międzynarodowego, który położy kres zachodniej dominacji. W polityce wobec tzw. państw postsowieckich priorytetami są natomiast intensyfikacja więzi gospodarczych w celu przeciwdziałania polityce sankcji oraz minimalizacja wpływów Zachodu, nawet kosztem akceptacji formuły kondominium z innymi niezachodnimi potęgami (Chiny, Turcja, Iran).

(...)

Po dwóch latach wojny reżim putinowski wydaje się stabilny, choć bunt Jewgienija Prigożyna pokazał, że pełna kontrola Kremla nad sytuacją wewnętrzną w każdej chwili może się okazać iluzją. W warunkach dyktatury personalistycznej system ma niską zdolność do elastycznego reagowania na wyzwania polityczne bez jasnych dyrektyw władz. Kreml jak dotąd z powodzeniem ucisza nastroje antyreżimowe i protestacyjne dzięki nasilaniu represji. Kupuje także lojalność społeczeństwa za pomocą wysokich transferów socjalnych dla wybranych grup i rozdzielania przywilejów. W ten sposób reżim celowo formuje elektorat zainteresowany kontynuowaniem wojny.

Po pierwsze należą do niego beneficjenci pełzającej nacjonalizacji gospodarki i przejmowania aktywów od rosyjskiego prywatnego biznesu i zagranicznych spółek wycofujących się z Rosji1. Korzystają oni też na zamówieniach publicznych związanych w większości z obsługą wojny. Nowi właściciele, świadomi, że ich prawo posiadania może zostać łatwo podważone w przyszłości, pozostają lojalni w imię nowo nabytych majątków i statusu. Po drugie są to uczestnicy wojny oraz członkowie ich rodzin, często pochodzący z borykającej się z nędzą prowincji, którzy uzyskali bezprecedensową ścieżkę awansu społecznego i finansowego. Po trzecie – pracownicy administracji, struktur siłowych i strategicznych sektorów, takich jak media państwowe czy przemysł zbrojeniowy, których zarobki w wyniku wojny znacząco wzrosły. Zdolność państwa rosyjskiego do dalszego rekompensowania strat biznesu i utrzymania poziomu transferów dla społeczeństwa przy jednoczesnym zwiększaniu nakładów na wojnę w dużej mierze zależy od szczelności zachodniego reżimu sankcyjnego i tempa dalszej redukcji powiązań ekonomicznych Zachodu z FR, a także od współpracy krajów trzecich we wdrażaniu sankcji.

W elicie rządzącej nie widać oznak rozłamu mimo dominującego w tych kręgach niezadowolenia z trwającej wojny i skonfliktowania Rosji z Zachodem. Frustracja ta doprowadziła nie tyle do prób sprzeciwu wobec Kremla, ile do wzrostu nastrojów antyzachodnich. Ma to związek m.in. z brakiem ustanowionych przez Zachód procedur uwolnienia się spod sankcji, np. za znaczącą pomoc dla Ukrainy i publiczne odcięcie się od reżimu putinowskiego. Nomenklatura wysokiego szczebla najpewniej nie widzi alternatywy dla Putina, a ewentualny bunt uważa za zbyt ryzykowny i nieopłacalny. Lojalność pozwala bowiem na czerpanie zysków z korupcji i wojny, podczas gdy nielojalnym grożą dotkliwe represje, z pozbawieniem życia włącznie (jak w przypadku Prigożyna).

(...)

Po dwóch latach wojny umocnił się w Rosji reżim neototalitarny, oparty na bezprecedensowej ingerencji w życie prywatne obywateli i represjach. Dąży on do zaprowadzenia totalnej kontroli nad społeczeństwem, z wykorzystaniem masowej cenzury, indoktrynacji, instrumentów cyfrowej inwigilacji i zachęt do donoszenia na współobywateli. Wraz z represjami mają one służyć zastraszaniu oraz likwidacji wszelkiej niezależnej działalności i przejawów 
nieprawomyślności. Z początkiem pełnoskalowej inwazji wdrożono bezprecedensową we współczesnej Rosji militaryzację wychowania dzieci i młodzieży już od najwcześniejszego etapu edukacji, co ma na celu kształtowanie młodych pokoleń w duchu gloryfikacji toczącej się wojny, kultu śmierci na froncie oraz nienawiści do Ukrainy i Zachodu, a także zaprogramowanie do bezwzględnego posłuszeństwa wobec władzy i poświęcenia dla niej.

Reżim bezwzględnie represjonuje oponentów politycznych. 16 lutego 2024 r., po trzech latach pobytu w więzieniu, zmarł Aleksiej Nawalny, najbardziej rozpoznawalny i najpopularniejszy lider opozycji. Polityk, którego Putin uważał za osobistego wroga, był nękany i de facto torturowany w kolonii karnej, a także izolowany od świata zewnętrznego. Władze podejmowały te działania z premedytacją, licząc się z możliwością śmierci opozycjonisty. Również inni oponenci reżimu odbywają karę w ciężkich warunkach – wśród nich znajduje się znany aktywista Władimir Kara-Murza, skazany na 25 lat pozbawienia wolności za zdradę państwa. W 2023 r. lawinowo wzrosła liczba spraw karnych za to przestępstwo, które zagrożone jest karą dożywocia (ogółem wszczęto 63 sprawy
wobec 22 w roku 2022). Kontynuowane są też próby zastraszania niezależnych adwokatów, m.in. aresztowano prawników reprezentujących Nawalnego. Celem rządzących jest doprowadzenie do całkowitej społecznej izolacji oponentów reżimu, w tym poprzez faktyczne pozbawienie prawa do obrony.

(...)

W polityce regionalnej Kreml nie dysponuje aktualnie dostatecznymi środkami do przeprowadzenia supercentralizacji (radykalnego zacieśnienia kontroli na poziomie regionalnym i lokalnym, będącego zwieńczeniem procesów zainicjowanych w latach poprzedzających inwazję), a zarazem chce uniknąć konfliktów i napięć na niższych szczeblach władzy. Zamiast tego centrum federalne sukcesywnie, mniejszymi krokami wzmacnia kontrolę nad regionami. Moskwa dyskontuje zmiany, do jakich doszło w latach bezpośrednio poprzedzających inwazję na Ukrainę. Władze regionalne i lokalne zostały wówczas ostatecznie wkomponowane w hierarchiczny pion ściśle podporządkowany Kremlowi.

Na poziomie lokalnym utrzymał się wprawdzie większy pluralizm polityczny, niemniej Moskwa aktywnie dąży do jego usunięcia. Przejawami tego są m.in. konsekwentna likwidacja wyborów bezpośrednich do organów wykonawczych (przede wszystkim merów centrów administracyjnych regionów i innych dużych miast) oraz uruchomienie w listopadzie 2023 r. „szkoły merów” analogicznej do „szkoły gubernatorów” (koordynowanego przez administrację prezydenta FR programu kadrowego obliczonego na unifikację kadr regionalnych).

Wojna nie wpłynęła na finansową samodzielność regionów oraz szczebla lokalnego i pozostaje ona ograniczona. Nałożyła jednak na podmioty federalne nowe ciężary, związane m.in. z odbudową nielegalnie anektowanych przez Rosję terytoriów ukraińskich. Zarazem – w obliczu trudności ekonomicznych wynikających z inwazji i na przekór centralizacyjnej logice – Moskwa została poniekąd zmuszona do selektywnego zwiększenia autonomii finansowej niższych szczebli. Przejawem tego są plany opracowania mechanizmu na rzecz poprawy samodzielności fiskalnej samorządów lokalnych.

(...)

Po chwilowej deharmonizacji przekazu (związanej z puczem Prigożyna) rosyjska propaganda skonsolidowała narrację, przekonując w optymistycznym duchu, że zwycięstwo w wojnie jest bliskie i nieuchronne, wojska ukraińskie słabną, a Zachód ogranicza pomoc dla Kijowa. Przemilcza się natomiast ogromne koszty społeczne i ekonomiczne prowadzenia przez Rosję wojny. Reżimowy przekaz ułatwiły niepowodzenie ukraińskiej kontrofensywy w drugiej połowie 2023 r. oraz przerzucenie uwagi zmęczonych wojną odbiorców na konflikt na Bliskim Wschodzie, który rosyjska propaganda wykorzystała, by uderzać w Zachód i przekonywać o konstruktywnej czy wręcz mesjanistycznej roli Kremla na arenie międzynarodowej. Z jednej strony taka narracja kierowana jest do odbiorców w Rosji, gdzie ma skonsolidować nastroje społeczne przed wyborami prezydenckimi, z drugiej zaś – jest instrumentem psychologicznego oddziaływania na Zachód. Ma ona przekonać tamtejsze elity i społeczeństwa, że Ukraina znajduje się na przegranej pozycji, zatem nie warto przedłużać wojny i należy rozpocząć rozmowy pokojowe na warunkach Moskwy.

W nastrojach społecznych można dostrzec dwie ważne tendencje – po pierwsze narastające zmęczenie wojną, a po drugie oczekiwanie rychłego zwycięstwa na rosyjskich warunkach. W badaniach socjologicznych odnotowuje się wzrost akceptacji Rosjan dla przystąpienia do rozmów pokojowych. Według sondaży Russian Field oraz Centrum Lewady z końca 2023 r. odpowiednio 48% i 57% respondentów popiera negocjacje pokojowe, zaś 39% i 36% opowiada się za kontynuacją walk. Jednocześnie zdecydowana większość sprzeciwia się oddawaniu Ukrainie terytoriów okupowanych i wycofaniu rosyjskich wojsk z zajmowanych pozycji. Nastroje te wynikają przede wszystkim z przekonania, że Rosja wygrywa wojnę i to Kijów jest zmuszony zabiegać o pokój oraz że zostanie on zawarty na warunkach Moskwy (takie myślenie kształtowane jest przez triumfalistyczną narrację mediów państwowych).

Społeczeństwo rosyjskie akceptuje inwazję na Ukrainę i skutecznie przystosowuje się do wynikającej z wojny pogarszającej się sytuacji społeczno-ekonomicznej w kraju. Deklarowane poparcie dla władz i ich działań utrzymuje się na wysokim poziomie – mierzone regularnie w sondażach poparcie dla Putina w ciągu całego 2023 r. nie spadało poniżej 80%, natomiast zaangażowanie armii FR na Ukrainie popierało ponad 70% badanych (Centrum Lewady). Większość społeczeństwa pozostaje bierna i zatomizowana i nie jest gotowa zabiegać o swoje prawa, nawet gdy są one naruszane w sposób rażący. Na widoczny wzrost niezadowolenia nie przekłada się jak dotąd również przerzucanie kosztów inwazji na obywateli, którego przejawami są m.in. ograniczanie ogólnych wydatków na cele socjalne przy jednoczesnym zwiększaniu nakładów wojennych oraz coraz wyższe koszty utrzymania. Poparcie dla walk na Ukrainie wynika głównie z narzuconego przez propagandę przekonania, że Rosja toczy egzystencjalną wojnę obronną, w którą została wciągnięta przez Zachód. Ukazywanie tego konfliktu jako „odwiecznego” zderzenia cywilizacji zwalnia przy tym Kreml z konieczności przedstawienia obywatelom jego ostatecznych celów. Wojnę prezentuje się przy tym w propagandzie jako stan naturalny społeczeństwa i państwa.

(...)

Obserwowanym już teraz pokłosiem masowego udziału Rosjan w działaniach zbrojnych jest normalizacja przemocy i wzrost przestępczości. Alarmują o tym rosyjskie organizacje pozarządowe, zwłaszcza te zajmujące się przemocą domową. Prokuratura Generalna zaprzestała zaś w 2022 r. publikacji danych o przestępczości, uznawszy je za wrażliwe. Według informacji MSW w 2023 r. w Rosji odnotowano wzrost liczby ciężkich i szczególnie ciężkich przestępstw – było ich 589 tys., co jest najwyższą wartością od 2011 r. 

(...)

Wbrew dobrym wskaźnikom makroekonomicznym sytuacja w rosyjskiej gospodarce pozostaje daleka od stabilnej. Państwowa propaganda stara się przekonać własne społeczeństwo i Zachód o dużej odporności Rosji na szoki, których doznała w ostatnich dwóch latach. Władze ilustrują to oficjalnymi danymi, pokazującymi spadek PKB w 2022 r. o niewiele ponad 1% (według zaktualizowanych przez Rosstat w grudniu 2023 r. danych oceniano go wcześniej na przeszło 2%) i wyjście z recesji w 2023 r. (ok. 3,5% wzrostu), co pozwoliło na powrót gospodarki do stanu sprzed inwazji. Wpływ na dobre wskaźniki makroekonomiczne mają jednak przede wszystkim branże pracujące na potrzeby wojny, finansowane z budżetu państwa. Ich kosztowna produkcja pozwala na wzrost parametrów, lecz w niewielkim stopniu przyczynia się do trwałego rozwoju gospodarki. Zwiększając wydatki na wojnę, państwo de facto odbiera bowiem pieniądze biznesowi i obywatelom po to, aby następnie stracić je na Ukrainie. Od początku inwazji to środki publiczne stały się najważniejszym czynnikiem stymulującym aktywność gospodarczą w FR. Łączną wartość wsparcia budżetowego udzielonego gospodarce w latach 2022–2023 oszacowano na prawie 10% PKB. Przeważającą część tych środków przeznaczano jednak na finansowanie działań wojennych. W efekcie obecne wskaźniki makroekonomiczne jedynie w ograniczonym stopniu informują o rzeczywistym stanie gospodarki czy poziomie życia obywateli.

Analizując sytuację ekonomiczną w poszczególnych branżach i regionach FR, można zaobserwować, że inwazja na Ukrainę i będące jej konsekwencją bezprecedensowe sankcje nałożone przez Zachód doprowadziły do poważnego osłabienia gospodarki, m.in. inicjując głębokie i kosztowne przemiany w sposobie
prowadzenia biznesu w Rosji i w relacjach ze światem. Lista stojących przed rządem wyzwań rośnie. Najważniejszym z nich jest duża i wciąż nasilająca się
zależność aktywności gospodarczej od pieniędzy publicznych pompowanych przez Kreml. Bez tych środków utrzymanie m.in. popytu wewnętrznego, a tym samym wzrostu PKB, będzie niemożliwe.

Poważnym zagrożeniem dla sytuacji ekonomicznej Rosji są też niedobory siły roboczej i słabość kapitału ludzkiego – już teraz biznes skarży się, że 
problemy na rynku pracy to główny hamulec wzrostu produkcji (latem 2023 r. liczba wakatów sięgnęła 1,2 mln miejsc i była dwukrotnie wyższa niż przed pięcioma laty). Ponadto koncentracja zasobów w sektorze zbrojeniowym odbywa się kosztem sektora cywilnego, któremu coraz trudniej jest zaspokajać popyt 
konsumpcyjny. W efekcie rośnie inflacja, dodatkowo napędzana przez słabość rubla i drożejący import. Rząd w walce ze wzrostem cen zaostrza politykę kredytową, skokowo zwiększając stopy procentowe, co ogranicza dostęp biznesu do kapitału. Sytuację komplikuje odcięcie Rosji od zachodnich funduszy, które sprawia, że to środki krajowe stały się głównym źródłem finansowania inwestycji.

Wprowadzone przez Zachód restrykcje odbiły się zwłaszcza na sektorze energetycznym, będącym najważniejszym źródłem dochodów do budżetu, co utrudnia jego zbilansowanie. W 2023 r. sektor wydobywczy, który przed inwazją stanowił koło zamachowe rosyjskiej gospodarki, odnotował spadek produkcji (o 1,2%). Konieczność dostosowania go do funkcjonowania w warunkach restrykcji poskutkowała przede wszystkim obniżeniem wydobycia ropy i zatrzymaniem wcześniejszego trendu wzrostowego (jeśli porównać średni poziom z 2023 r. ze wskaźnikami sprzed inwazji na Ukrainę, to redukcja ta wyniosła ok. 500–700 tys. baryłek na dobę). Produkcję gazu ziemnego zaś – na skutek szantażu Kremla wobec Unii Europejskiej – ograniczono o wiele bardziej, o ok. 120 mld m3 względem roku 2021, tj. o ponad 15%. Dodatkowo konieczność zmiany kierunków eksportu surowców energetycznych spowodowała uzależnienie Rosji od wąskiej grupy odbiorców, którzy mogą wykorzystywać swoją pozycję i dyktować Kremlowi warunki współpracy.

W efekcie dochody FR z eksportu ropy i gazu w ciągu całego 2023 r. zmniejszyły się o ponad 2,7 bln rubli r/r (tj. 24%; 31 mld dolarów), choć zarazem pozostały na podobnym poziomie co dwa lata wcześniej. Warto przy tym odnotować, że w ubiegłym roku rosyjska waluta straciła na wartości ok. 30% względem
dolara, co komplikuje porównywanie danych w ujęciu rocznym. Niemniej redukcja wpływów z sektora nasiliła problemy bilansu płatniczego Rosji. 

Spadek dochodów eksportowych przy wzroście wartości importu i dużym odpływie kapitału z FR przyczynił się do przyspieszenia osłabiania rubla, a także silnych wahań jego wartości w związku ze zmianą struktury walutowej zagranicznych operacji finansowych. Odejście od „toksycznych” w Rosji zachodnich środków płatniczych oznaczało bowiem konieczność wzmożenia wykorzystania walut niewymienialnych, rubla czy juana.

Wydatki na wojnę z Ukrainą pochłaniają coraz większą część środków publicznych i stały się motorem wzrostu nakładów budżetowych, przy czym w zasadzie niemożliwe jest określenie ich wysokości. Należy podkreślić, że wydatki na armię nie stanowią zwartej pozycji w budżecie FR. Większość z nich skupiona jest w części „Obrona narodowa”, a nominalna ich wartość w 2023 r. była o 80% wyższa niż w roku 2021 (brak danych za 2022 r.) i wyniosła co najmniej 6,4 bln rubli, tj. ok. 70 mld dolarów. Finanse na armię ukryte są jednak także w innych rozdziałach. Z pozycji „Gospodarka narodowa” finansowane jest m.in. wsparcie dla przedsiębiorstw sektora zbrojeniowego, prace badawczo-rozwojowe oraz budowa i modernizacja infrastruktury, w tym komunalno-drogowej i obronnej w regionach okupowanych oraz w przygranicznych obwodach FR. Ponadto rosyjskie służby, m.in. Federalna Służba Bezpieczeństwa czy Gwardia Narodowa, odpowiadające za utrzymanie kontroli nad okupowanymi ukraińskimi terytoriami, finansowane są z rozdziału „Bezpieczeństwo wewnętrzne”. W efekcie nakłady powiązane z prowadzeniem wojny z Ukrainą szacowane na podstawie dostępnych informacji stanowią ok. 40% rosyjskiego budżetu. Rzeczywiste koszty są jednak znacznie wyższe – od rozpoczęcia inwazji rząd nie informuje o szczegółach realizacji budżetu.

(...)

Odwrócenie się inwestorów od Rosji i odcięcie jej od zachodnich technologii pogłębia gospodarcze zapóźnienie tego kraju. Proces ten obserwujemy już od pierwszych dni inwazji na Ukrainę. Przez ostatnie 30 lat źródłem dóbr wysokotechnologicznych w Rosji były państwa zachodnie. To biznes z Europy czy USA gotowy był dzielić się swoimi technologiami i inwestować w FR. Bez współpracy z Zachodem niemożliwe byłyby np. rozwój rynku LNG czy zagospodarowanie trudno dostępnych złóż naftowo-gazowych. (...)

(...) Ponadto restrykcje i bojkoty korporacyjne spowodowały, że produkcja wielu marek samochodów czy sprzętu AGD stała się w FR praktycznie niemożliwa. Państwa, które nie przyłączyły się do sankcji, np. Chiny, Indie czy Turcja, albo nie dysponują technologiami mogącymi zastąpić zachodnie rozwiązania, albo nie są gotowe się nimi dzielić – traktują bowiem Rosję jako potencjalnego konkurenta na rynku. W efekcie Moskwa musi się zadowolić importem gotowej produkcji, w większości przypadków mniej zaawansowanej technologicznie. Obecnie rosyjski biznes mający dostęp do pieniędzy publicznych inwestuje przede wszystkim w projekty infrastrukturalne pozwalające na utrzymanie eksportu i przekierowanie go na Wschód (zwłaszcza surowców energetycznych, metali czy drewna) oraz adaptację do nowych warunków biznesowych.

(...)

W momencie uderzenia na Ukrainę armia rosyjska nie dysponowała typową dla regularnego konfliktu zbrojnego przewagą liczebną nad obrońcami. Nie starała się też zbudować jej na poziomie taktycznym i przystąpiła do działań tak, jakby stanowiły one przedłużenie ćwiczeń poligonowych. Całkowicie zlekceważyła zarówno przeciwnika, jak i wspierający go od początku Zachód. Przez pierwsze tygodnie wojny Rosjanie zdawali się nie przyjmować do wiadomości, że dzięki amerykańskiemu rozpoznaniu Ukraińcy wiedzą o ruchach ich jednostek więcej niż wojsko rosyjskie o obrońcach. Latem 2022 r. siły ukraińskie dysponowały – w wyniku przeprowadzonej w szybkim tempie mobilizacji – łącznie milionem wojskowych (w tym 700 tys. w Siłach Zbrojnych Ukrainy), podczas gdy atakujących je żołnierzy rosyjskich było 150 tys.  

Wystawienie do walki zbyt skromnego potencjału skutkowało najpierw odwrotem spod Kijowa, a następnie porażką w bezpośrednim starciu zbrojnym pod Charkowem – w obu przypadkach armia rosyjska poniosła pokaźne straty w wyposażeniu. We wrześniu 2022 r. Rosjanie uciekali przed nacierającą armią ukraińską jako strona bita na froncie. Świadomi własnego nieprzygotowania do zmierzenia się z liczniejszym i zdeterminowanym przeciwnikiem jeszcze w listopadzie 2023 r. wycofali się z Chersonia. W tym czasie w Rosji prowadzono już jednak tzw. częściową mobilizację, w ramach której powołano pod broń 300 tys. rezerwistów i rozpoczęto szeroko zakrojoną rekrutację do służby kontraktowej. Nadal – mimo głosów części elit nawołujących do powszechnej mobilizacji i rozstrzygnięcia wojny na modłę sowiecką, które ucichły po tzw. buncie Prigożyna – nie doszło jednak do zmiany pierwotnie przyjętego założenia. Od lutego 2022 r. Rosja udaje bowiem, że nie toczy wojny z sąsiadem, lecz prowadzi na jego – a w mniemaniu Kremla na własnym (od momentu formalnej aneksji czterech ukraińskich obwodów) – obszarze specjalną operację wojskową.

{...)

Produkcja podstawowych kategorii uzbrojenia (czołgów, bojowych wozów opancerzonych, artylerii oraz samolotów i śmigłowców bojowych) oraz amunicji artyleryjskiej (do 2 mln sztuk rocznie) wzrosła w ciągu dwóch lat wojny co najmniej dwukrotnie, a rakiet balistycznych i pocisków manewrujących – ponad trzykrotnie (w ocenie HUR do 115–130 miesięcznie). Rosjanie rozwinęli na szeroką skalę wytwórstwo amunicji krążącej (początkowo opierali się na dronach kamikadze kupowanych w Iranie), a także udoskonalili systemy walki radioelektronicznej (WRE), w której pozostają światowym liderem.

Poza unieszkodliwieniem ukraińskich systemów łączności (jesienią 2022 r. obrońcom udało się ją utrzymać wyłącznie dzięki terminalom Starlink) rosyjskie systemy WRE zakłóciły sygnały GPS amunicji naprowadzanej do wyrzutni HIMARS, co ograniczyło jej początkową skuteczność, oraz łączność dronów z satelitami. Większość ukraińskich dronów unieszkodliwianych nad terytorium kontrolowanym przez Rosjan pada ofiarą systemów WRE, a tylko część zostaje klasycznie zestrzelona. Najeźdźcom udało się również opracować i wdrożyć rodzaj kopuły radioelektronicznej nad własnymi pozycjami, która broni ich przed dronami FPV. W ocenie Ukraińców nawet 90% przekazywanych im amerykańskich i europejskich systemów nie jest w stanie sprostać wyzwaniom wojny radioelektronicznej.

W trakcie dotychczasowych działań Rosjanie wyprowadzili z magazynów i skierowali na front setki egzemplarzy uzbrojenia uchodzącego za „zabytkowe”, co dawało asumpt do twierdzeń, że brakuje im nowszego wyposażenia. Pochodzące nierzadko z przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych pojazdy opancerzone i artyleria nie są jednak wykorzystywane zgodnie z ich pierwotnym przeznaczeniem (czołgi służą jako stałe punkty ogniowe, transportery – po zamontowaniu systemów zdalnego sterowania – do rozminowania i przełamywania umocnień, morskie armaty szybkostrzelne do niszczenia dronów i celów lekko opancerzonych). Sięganie po wciąż olbrzymie posowieckie zapasy pozwala ponadto na oszczędzenie dużo mniej licznego nowoczesnego uzbrojenia, a zwłaszcza amunicji.

Według zachodnich szacunków strat w wyposażeniu i zużycia amunicji bieżąca rosyjska produkcja nie jest w stanie pokryć strat i jednocześnie wyposażać nowo  formowane jednostki i jest mało prawdopodobne, aby się to zmieniło w najbliższych latach. Odpowiedni poziom ukompletowania istniejących i nowo formowanych  jednostek osiągany jest dzięki modernizacji zmagazynowanego uzbrojenia posowieckiego, przede wszystkim broni pancernej (łotewski wywiad ocenia możliwości rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego na łącznie 100–150 nowych i zmodernizowanych czołgów miesięcznie). Wojna przyspieszyła wdrożenie nowszego generacyjnie uzbrojenia (m.in. rozpoczęto produkcję seryjną czołgu T-14 Armata i haubicoarmaty samobieżnej 2S35 Koalicja-SW oraz zwiększono dostawy wielozadaniowych samolotów bojowych Su-57), niemniej w skali Sił Zbrojnych FR ma ono wciąż znaczenie symboliczne (mimo otrzymania w 2023 r. rekordowej liczby 11 Su-57 rosyjskie lotnictwo wojskowe zdołało przezbroić w nie dotychczas zaledwie jedną eskadrę).

(...)

W sytuacji otwartego konfliktu z Zachodem podtrzymanie i dalszy rozwój relacji z Pekinem nabrało dla Moskwy jeszcze większego znaczenia niż wcześniej. Chiny stały się dla Rosji absolutnie niezbędnym partnerem we wszystkich sferach: politycznej, wojskowej i ekonomicznej. Nastąpiło dalsze zacieśnienie współpracy militarnej: latem 2023 r. odbyła się cała seria wspólnych ćwiczeń lotniczych i morskich, w trakcie których siły zbrojne demonstrowały  bezprecedensowy stopień koordynacji. Wymiana handlowa z Chinami okazała się podstawą udanej reorientacji rosyjskiego handlu zagranicznego – od Zachodu ku
Wschodowi i Południu. Obroty wzrosły ze 142 mld dolarów w 2021 r. do 190 mld w 2022 r. (o 34%, w tym rosyjski eksport o 48,6%, a import – o 17,5%), a następnie do 240 mld dolarów w 2023 r. (o ok. 26%, w tym eksport o 13%, a import – o 47%). W rezultacie w 2023 r. udział Chin w rosyjskim imporcie w porównaniu z rokiem 2021 podniósł się z 25% do 36%, a w eksporcie – z 14,2% do 30,5%.

W konsekwencji pogłębiła się niekorzystna dla Rosji asymetria w relacjach. Moskwa buduje swoją politykę względem Pekinu na trafnym założeniu, że nie może 
on sobie pozwolić na to, aby Rosja została pokonana w konflikcie z Zachodem. Oznacza to, że posiadana przez ChRL przewaga ekonomiczna nie daje Pekinowi 
możliwości wywierania decydującego wpływu politycznego na FR. Moskwa zachowuje autonomię na tym polu. Jaskrawym tego przykładem była decyzja 
o rozmieszczeniu rosyjskiej taktycznej broni nuklearnej na Białorusi, którą Putin demonstracyjnie ogłosił podczas wspólnej konferencji prasowej z Xi Jinpingiem w Moskwie w marcu 2023 r., mimo że wcześniej Pekin jednoznacznie zgłaszał swój sprzeciw wobec takiego posunięcia.

Drugą ważną zmianą w polityce Rosji jest dalsze zacieśnienie relacji z Iranem. Otwarty konflikt Rosji z Zachodem uśmierzył dotychczasową podejrzliwość Teheranu (nad partnerstwem ciążyła pamięć o imperialnej polityce zarówno Rosji, jak i Związku Sowieckiego wobec Iranu, a także o instrumentalnym jego traktowaniu przez Moskwę w kontekście jej stosunków z USA), co spowodowało, że relacje w sferach politycznej, wojskowej i ekonomicznej nabrały nowej dynamiki. Iran zaopatruje Rosję w duże ilości sprzętu wojskowego (drony bojowe), używanego następnie przeciwko Ukrainie. Moskwa z kolei podpisała w 2023 r. kontrakt na dostarczenie Teheranowi myśliwców Su-35 i helikopterów szturmowych Mi-28. Wzmożeniu uległy kontakty między resortami obrony i wojskowymi, kontynuowane są również wspólne ćwiczenia morskie (także w trójstronnym formacie obejmującym Chiny).

(...)

Trzecią istotną zmianą w rosyjskiej polityce jest zbliżenie z Koreą Północną. Dzięki niemu Moskwa może liczyć na znaczną pomoc wojskową w postaci dostaw amunicji artyleryjskiej i – ostatnio – rakiet balistycznych krótkiego zasięgu. Porozumienie w tej sprawie najprawdopodobniej przypieczętowano we wrześniu 2023 r. podczas pięciodniowej wizyty północnokoreańskiego przywódcy w Rosji, w trakcie której strony otwarcie deklarowały intensyfikację współpracy wojskowej. Doszło wówczas do rozmów między szefami resortów obrony, a rosyjski minister obrony jeszcze w lipcu 2023 r. złożył wizytę w Pjongjangu. Koreański lider otwarcie zapewnił przy tym o swoim poparciu dla Rosji w jej walce z „zachodnim imperializmem” i życzył jej zwycięstwa. Korea Północna jest jednym z niewielu państw, które konsekwentnie głosowało przeciwko zgłaszanym na forum ONZ rezolucjom potępiającym rosyjski atak na Ukrainę.

(...) Z Turcją Moskwa utrzymuje bardzo intensywne kontakty, w tym na najwyższym szczeblu. W latach 2022–2023 Putin pięciokrotnie spotkał się z prezydentem Recepem Tayyipem Erdoğanem i przeprowadził z nim czternaście rozmów telefonicznych. Mimo ostrej rywalizacji geopolitycznej między obu państwami i udzielanej przez Ankarę Kijowowi ograniczonej pomocy wojskowej Turcja nie przyłączyła się do zachodnich sankcji. Odegrała ponadto ważną rolę w reorientacji rosyjskiej wymiany handlowej – obroty między tymi krajami wzrosły w 2022 r. aż o 86% i osiągnęły wartość 68 mld dolarów, co uczyniło Turcję drugim co do wielkości partnerem handlowym Rosji. O tym, jak bardzo Kreml ceni sobie stosunki z Ankarą, świadczy jego gotowość do udzielenia jej  finansowego wsparcia, co zwiększyło szanse wyborcze prezydenta Erdoğana.

Jednym z priorytetów rosyjskiej dyplomacji stała się intensyfikacja kontaktów ze światem arabskim, w szczególności ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi 
(ZEA), Arabią Saudyjską i Egiptem. O tym, jakiego znaczenia nabrały dla Moskwy relacje z nimi, świadczy osobista wizyta Putina w dwóch pierwszych z nich (w grudniu 2023 r.). ZEA to obecnie główny partner handlowy Rosji w świecie arabskim – obroty z nimi wzrosły w 2022 r. o 68% i osiągnęły 9 mld dolarów, a przez trzy kwartały 2023 r. podniosły się o dalsze 63%. Z kolei z Arabią Saudyjską łączy ją przede wszystkim wspólny interes w utrzymywaniu wysokich i stabilnych cen ropy naftowej. Warto zwrócić uwagę, że Rosja zajęła identyczne – jednoznacznie propalestyńskie – stanowisko jak świat arabski w sprawie konfliktu między Izraelem a Hamasem w Gazie: sprzeciwiła się izraelskiej operacji oraz wezwała do zawieszenia broni i zwołania konferencji międzynarodowej w sprawie utworzenia państwa palestyńskiego w Strefie Gazy i na terenie Zachodniego Brzegu Jordanu, ze stolicą we Wschodniej Jerozolimie. Moskwa pragnie w ten sposób zdobyć sympatię i uzyskać poparcie Globalnego Południa. Demonstruje, że jest rzeczniczką jego interesów wobec Zachodu i w związku z tym zasługuje na jego wsparcie w swojej walce z nim.

Kolejnym ważnym partnerem, którego utrzymanie w gronie państw neutralnych było dla Rosji szczególnie istotne, były Indie. Na pierwszy rzut oka po 24 lutego 2022 r. rosyjsko-indyjskie „szczególnie uprzywilejowane partnerstwo strategiczne” (oficjalne określenie statusu tych relacji) działało bez zarzutu. 
Delhi nie potępiło i nie krytykuje wprost rosyjskiej agresji, nie dołączyło do zachodnich prób dyplomatycznego izolowania Moskwy, a także sześciokrotnie
wstrzymało się od głosu na forum ONZ, gdy w agendzie obrad znalazły się krytyczne wobec Rosji rezolucje. Przewodnicząc w G20 (w 2022/2023 r.), Indie postarały się też, aby temat rosyjskiej inwazji został wyłączony z porządku obrad. Nie tylko nie przyłączyły się do sankcji, lecz wręcz znacząco  przyczyniły się do reorientacji rosyjskich więzi handlowych przez ponad czterokrotne zwiększenie importu rosyjskich surowców i półproduktów, które spowodowało ponad dwuipółkrotny wzrost rosyjsko-indyjskich obrotów handlowych, do poziomu 50 mld dolarów (od kwietnia 2022 do kwietnia 2023 r.; podobną wartość odnotowano za cały 2023 r.).

Jednocześnie jednak zahamowaniu uległ proces zacieśniania współpracy polityczno-wojskowej. Indie zamroziły rozmowy o kontrakcie na dostawę rosyjskich śmigłowców, nie podpisały zapowiadanej umowy o współpracy logistycznej i nie notyfikowały podpisanej już umowy o współpracy wojskowo-technicznej na lata 2021–2031. Odwołane (formalnie „przełożone”) zostały również coroczne wspólne manewry wojskowe „Indra”. Spadła intensywność politycznych kontaktów, m.in. doszło do bezprecedensowej przerwy w cyklu organizowanych każdego roku wizyt na szczeblu przywódców. Nie kontynuowano też zainicjowanych w 2021 r. konsultacji ministrów obrony i spraw zagranicznych (w formacie 2+2).

Po 24 lutego 2022 r. Rosja nasiliła swoją polityczną aktywność na kontynencie afrykańskim, a także antyzachodnią ofensywę propagandową, realizowaną m.in. za pośrednictwem środków masowego przekazu. Państwa kontynentu przyjęły generalnie korzystną dla Moskwy, zdystansowaną postawę wobec inwazji na Ukrainę. Kreml przeprowadził ponadto drugi szczyt Rosja–Afryka, choć frekwencja przedstawicieli najwyższego szczebla była wyraźnie niższa niż w 2019 r., a część delegacji afrykańskich skrytykowała gospodarza za wycofanie się z umowy zbożowej15. Moskwa odniosła sukces w Burkina Faso, gdzie junta wojskowa, idąc w ślady Republiki Środkowoafrykańskiej i Mali, zerwała współpracę wojskową z Paryżem i w miejsce wydalonego francuskiego kontyngentu ściągnęła w styczniu 2024 r. Rosjan. W najbliższej przyszłości obecność wojskowa FR na kontynencie (kremlowscy najemnicy operują również w Libii i Sudanie) prawdopodobnie ulegnie sformalizowaniu, o czym świadczy utworzenie pod auspicjami resortu obrony Korpusu Afrykańskiego, który ma zastąpić obecne tam struktury Grupy Wagnera16; może także rozszerzyć się na kolejne kraje Sahelu.

Kreml stara się też intensyfikować kontakty z Ameryką Łacińską, która zachowuje powściągliwe stanowisko w kwestii wojny rosyjsko-ukraińskiej. Państwa regionu nie przyłączyły się do antyrosyjskich sankcji (z wyjątkiem Kostaryki) ani nie dostarczyły broni na Ukrainę. Podobnie postąpiły kraje Azji Południowo-Wschodniej, z którymi Rosja również usiłuje zacieśniać więzi.

(...)

Otwarcie antyzachodni kurs w polityce zagranicznej znalazł swoje odzwierciedlenie w sferze ideologicznej. Budowana przez Moskwę narracja opisuje konflikt z Zachodem w kategoriach egzystencjalnych. Zgodnie z nią Rosja dokonała fundamentalnej reorientacji cywilizacyjnej, odwracając się od Europy i Zachodu. Te jakoby nie mają jej nic do zaoferowania i nie stanowią atrakcyjnego wzorca, są natomiast źródłem zagrożenia, jakim jest doktryna neoliberalna. Z kolei politykę rozwijania relacji ze światem niezachodnim też opatrzono nowym ideologicznym szyldem i odpowiednio skonstruowaną narracją, które mają być atrakcyjne i przekonywające dla państw Globalnego Południa.

Odwołuje się ona do antyzachodnich resentymentów i tradycji antykolonializmu. Wojnę z Ukrainą przedstawia jako walkę z hegemonią i neokolonializmem Zachodu, prowadzoną przez Rosję w interesie całego niezachodniego świata. Celem tej walki jest zastąpienie – albo przynajmniej fundamentalna rewizja – istniejącego systemu międzynarodowego zdominowanego przez Zachód nowym, sprawiedliwszym ładem „wielobiegunowym”. Istotnym elementem tej narracji jest przypisanie rosyjskiej polityce misji obrony cywilizacyjnego pluralizmu, któremu jakoby zagraża dążenie zachodnich elit do rozmycia tradycyjnych tożsamości i narzucenia całej ludzkości wartości i wzorców zachodniego liberalizmu w jego postmodernistycznej wersji.

Politykę Rosji, zwłaszcza wobec wojny z Ukrainą i Zachodem, należy postrzegać także w kontekście jej postawy względem innych tzw. państw postsowieckich 
(określanie ich w taki sposób jest już nieaktualne, gdyż nie tworzą one regionu i więcej je dzieli, niż łączy), które Moskwa traktuje ciągle jako swoją naturalną strefę wpływów. Zadanie Ukrainie militarnej klęski, a przede wszystkim skłonienie Zachodu do akceptacji jej politycznych rezultatów miałoby być lekcją dla pozostałych państw postsowieckich, że ich swoboda w sferze polityki zagranicznej i bezpieczeństwa powinna uwzględniać „czerwone linie” Kremla.

Chociaż już od początku lat dziewięćdziesiątych władze FR deklarowały, że relacje z państwami postsowieckimi powinny stanowić priorytet rosyjskiej polityki zagranicznej, to – paradoksalnie – w rzeczywistości dopiero wojna z Ukrainą i konflikt z Zachodem spowodowały, że znalazły się one w centrum zainteresowania Kremla. Jeszcze nigdy ani sam Putin, ani Ławrow nie spotykali się i nie kontaktowali ze swoimi odpowiednikami z państw wchodzących niegdyś
w skład Związku Sowieckiego równie często jak w ciągu ostatnich dwóch lat. Najważniejsze przy tym są obecnie dla Kremla intensyfikacja relacji gospodarczych i pogłębianie mechanizmów integracji w ramach Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, co ma pomóc w stępianiu skutków zachodnich sankcji. Państwa
postsowieckie służą bowiem jako kluczowe ogniwo w ich obchodzeniu. Z tego punktu widzenia brak demonstracyjnego poparcia dla rosyjskiej inwazji z ich strony (wyjątkiem jest Białoruś) czy nawet lekkie dystansowanie się od niej (np. w postaci wstrzymania się od głosu w instytucjach międzynarodowych) są 
dla Rosji korzystne, ponieważ zmniejszają ryzyko, że zostaną na nie nałożone zachodnie restrykcje. Kreml doskonale zdaje sobie sprawę, że i tak charakter relacji z tymi państwami zależy od wyniku wojny.

Celem rosyjskiej polityki wobec Białorusi pozostaje podtrzymywanie jej uzależnienia od Rosji, a w konsekwencji – zwasalizowanie. Kreml uważa terytorium sąsiada za obszar o strategicznym znaczeniu dla oddziaływania militarnego na NATO i Ukrainę. Po agresji na nią stało się ono zapleczem dla rosyjskiej armii. Kreml manifestacyjnie angażuje Mińsk w przedsięwzięcia wojskowe i przedstawia Białoruś jako państwo gotowe do bezpośredniego udziału w wojnie.

Ma to charakter operacji psychologicznej i dezinformacyjnej, nastawionej na przekonanie Zachodu i Kijowa, że w każdej chwili na Ukrainie mogą zostać użyte siły białoruskie. Wzrosła częstotliwość spotkań Putina z Alaksandrem Łukaszenką oraz kontaktów między wojskowymi i służbami specjalnymi obu państw. Udział Rosji w handlu zagranicznym Białorusi wzrósł do ok. 70%. Wojna z Ukrainą zmniejszyła jednak presję integracyjną ze strony Kremla. Realizację zapowiadanych wcześniej planów w tym zakresie przesunięto na 2026 r. Obejmują one m.in. utworzenie wspólnego rynku energii i systemu podatkowego oraz prowadzenie wspólnej polityki rolnej i przemysłowej. (...)

Wojna z Ukrainą zwiększyła skłonność Rosji do zaakceptowania kondominium nad tzw. państwami postsowieckimi, jeśli tylko partnerem w takiej relacji byłaby potęga niezachodnia (Chiny, Turcja, Iran). Taki scenariusz urzeczywistnia się w Azerbejdżanie, który za przyzwoleniem Ankary i przy bierności Moskwy przeprowadził we wrześniu 2023 r. operację przeciw tzw. Republice Górskiego Karabachu. Zakończyła się ona jej likwidacją, co osłabiło pozycję Rosji na Kaukazie Południowym. Jej niezdolność (lub niechęć) do udzielenia pomocy sojuszniczej Armenii zaogniła kryzys w relacjach bilateralnych.

W konsekwencji Erywań podjął próby strategicznej dywersyfikacji – ograniczył swoją działalność w Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym i rozpoczął poszukiwanie nowych partnerów w dziedzinie bezpieczeństwa, szczególnie na Zachodzie. Moskwa nadal dysponuje jednak licznymi narzędziami nacisku na Armenię, a sukces ormiańskiego manewru obliczonego na zdystansowanie się od Kremla zależy w dużej mierze od zawarcia porozumienia pokojowego z Baku i poprawy stosunków z Ankarą. Choć Rosja pogłębiła swoje wpływy w Gruzji (zwłaszcza ekonomiczne i w sferze soft power), to ta formalnie kontynuuje swój kurs na integrację europejską. Instrumenty w dyspozycji Moskwy nie wystarczają do odwrócenia tego procesu, ale będzie ona w stanie go spowalniać. Korzystne dla Kremla będzie utrzymanie się u władzy partii Gruzińskie Marzenie, nastawionej do Rosji pragmatycznie.

Wojna nie osłabiła istotnie rosyjskich wpływów w Azji Centralnej. Moskwa w dalszym ciągu odgrywa kluczową rolę w dziedzinie bezpieczeństwa oraz pozostaje głównym partnerem dla elit politycznych i gospodarczych państw regionu. Ponadto Rosja wyraźnie zwiększyła swoje obroty handlowe z nimi, co wiąże się bezpośrednio z przekierowaniem przepływów towarowych w wyniku nałożonych na nią sankcji ekonomicznych. Omijanie przez Moskwę restrykcji za pośrednictwem krajów Azji Centralnej znacznie wzmogło zainteresowanie nimi również ze strony UE i USA. Usiłują one skłonić je do przestrzegania reżimu sankcyjnego, ale te czerpią korzyści z procederu i nie podejmują realnych działań na rzecz gospodarczej izolacji FR. 

(...)

Kreml traktuje starcie z Ukrainą jako decydującą próbę sił z Zachodem, której wynik rozstrzygnie o losach systemu politycznego zbudowanego w Rosji przez ekipę Putina. Ludzie ci są zdeterminowani prowadzić tę wojnę do zwycięskiego końca i nie są gotowi zaakceptować jakiegokolwiek kompromisowego rozwiązania konfliktu czy nawet tymczasowego zamrożenia działań wojennych. Do poszukiwania dróg wyjścia z niego może ich skłonić tylko odczuwalna perspektywa klęski wojskowej albo załamania się rosyjskiej gospodarki.

W tej sytuacji należy spodziewać się kontynuowania obecnej polityki bezkompromisowej wojny hybrydowej wobec Zachodu i ciągłego szantażu dalszą eskalacją konfliktu do poziomu wojny nuklearnej. Rosja będzie wciąż dążyła do podważania wpływów zachodnich i do destabilizacji całych regionów (Afryki, Bliskiego Wschodu, Bałkanów). W wypadku złamania oporu Ukrainy Moskwa prędzej czy później w formie ultymatywnej wznowi swoje żądania rewizji architektury bezpieczeństwa w Europie, które postawiła w grudniu 2021 r.

osw.waw.pl/OSW - Rosja po dwóch latach pełnoskalowej wojny

środa, 28 lutego 2024


Który z polskich polityków byłby w stanie w weekend podbić internet, punktując ambasadora Rosji przy ONZ na forum Rady Bezpieczeństwa w Nowym Jorku, udzielić świetnego wywiadu Fareedowi Zakarii na antenie jednej najbardziej znanych amerykańskich telewizji CNN i wraz z szefem brytyjskiej dyplomacji (i byłym premierem) Davidem Cameronem opublikować wspólny artykuł w poczytnej bulwarówce "The Sun", której wydanie w papierze i internecie czyta ponad 8 mln ludzi dziennie?

Andrzej Duda?

Szczytem możliwości prezydenta jest wywiad dla zagranicznej stacji telewizyjnej z tłumaczeniem symultanicznym...

Donald Tusk?

Jego gwiazda znów mocno błyszczy w UE, ale siłą rzeczy musi skupić się na polskim podwórku...

Jarosław Kaczyński?

Prezes PiS stał się owszem sławny w Europie, ale jako "boogeyman" czyli straszydło dla wyborców w krajach, gdzie liberalna demokracja jeszcze się trzyma...

W kategorii komunikatywność i medialność na szerokim świecie obecny szef polskiej dyplomacji bije całą trójkę na głowę. Stał się bowiem politycznym showmanem klasy światowej.

Sikorski zawsze w Polsce nieco uwierał, wyrastał ponad przeciętną, z trudem mieścił się w ciasnym światku polskiej polityki. Nie został kandydatem na prezydenta, bo PO wolała "spokojniejszego" Komorowskiego. Bardzo chciał być szefem NATO, ale znaleźli się bardziej akceptowalni dla wszystkich członków sojuszu kandydaci na sekretarza generalnego. Kiedy w 2014 r. rząd Tuska starał się o stanowisko wysokiego przedstawiciela Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, z Sikorskim wygrała Włoszka Federica Mogherini, wcale nie dlatego, że była od niego lepsza czy bardziej błyskotliwa.

Już wtedy okazało się, że głównym problemem Sikorskiego jest to, że jest za "dobry" jak na posadę szefa unijnej dyplomacji. To musi być ktoś, kto z zasady nie zagraża tuzom polityki zagranicznej Niemiec, Francji czy Hiszpanii. Mogherini była jedną z najsłabszych szefów unijnej dyplomacji, ale najprawdopodobniej o to właśnie chodziło tym, którzy ją na to stanowisko wybrali. Sikorskiego nie dałoby się łatwo utemperować, wcześniej czy później zacząłby prowadzić zbyt ambitną i niezależną od stolic europejską politykę zagraniczną. 10 lat temu w UE nie było na to ani przestrzeni, ani zgody. Pytanie, czy dzisiejsza Wspólnota, która stoi w obliczu śmiertelnego zagrożenia ze strony Rosji dojrzała do tego, by mieć na swym dyplomatycznym froncie bardziej nieokiełznanego gracza, kogoś z pierwszej światowej ligi?

onet.pl/Newsweek

Na marszu rolników w Warszawie pojawił się Sławomir Zakrzewski, którego trudno powiązać ze środowiskiem rolniczym. W rzeczywistości to przewodniczący Ruchu Suwerenność Narodu Polskiego. Znany jest ze swoich prorosyjskich, a także probiałoruskich poglądów. Mężczyzna przyniósł na marsz w Warszawie antyukraiński transparent z hasłem "Ukropolin Stop". 

W 2022 r. "Gazeta Wyborcza" pisała o Zakrzewskim wprost, że "nie ukrywa swojej sympatii do Rosji". "W internecie można znaleźć nagrania, w których jeszcze przed napaścią na Ukrainę gloryfikował Putina i jego politykę międzynarodową" - wskazywała Agnieszka Dobkiewicz. Z kolei portal niezalezna.pl już w 2014 r. opisywał protest przed ukraińską ambasadą, w którym uczestniczył działacz. Miał wówczas ubolewać nad tym, że "Polska nie ma swojego Putina", a wydarzenia w Ukrainie określać jako "faszystowską rewolucję banderowską".

Od lat Sławomir Zakrzewski pojawia się na uroczystościach upamiętniających m.in. żołnierzy Armii Czerwonej. Wielokrotnie był fotografowany tuż obok ambasadora Rosji Siergieja Andriejewa. Zaledwie w sobotę Zakrzewski brał udział w składaniu kwiatów na Cmentarzu Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich wraz z Andriejewem i charge d'affaires ambasady Białorusi Aleksiejem Ponkratenką.

Z kolei kilka dni wcześniej w Pieniężnie, również w towarzystwie ambasadora Rosji, Zakrzewski kolejny już raz uczestniczył w składaniu kwiatów m.in. w miejscu po pomniku gen. Iwana Daniłowicza Czerniachowskiego i miejscu po głazie upamiętniającym Piotra Diernowa, żołnierza 3. Korpusu Kawalerii Gwardii Armii Czerwonej.

Marcin Rey, analityk zajmujący się rosyjską propagandą, pisał przed kilkoma dniami we wpisie na Facebooku, że Sławomir Zakrzewski to "chyba najbardziej znany polski antysemita, który jest też radykalnie prorosyjski". "Zakrzewski prowadził opłacane z Moskwy pikiety poparcia dla tzw. separatystów z Donbasu pod ambasadą ukraińską, a ambasadorowi towarzyszy tak systematycznie przy takich uroczystościach, że aż się może wydawać, że to Andriejew mu towarzyszy. Ta komitywa jest żywym dowodem na to, że Rosja próbuje rozpalać w Polsce patologię antysemityzmu, by kompromitować nasz kraj" - podkreślał. W innym wpisie analityk określał Zakrzewskiego "wielkim admiratorem Władimira Putina".

W październiku białoruska państwowa agencja informacyjna BiełTA opublikowała wywiad ze Sławomirem Zakrzewskim. Przekonywał, że po przekroczeniu granicy polsko-białoruskiej "nie widać tego, o czym mówią nam zachodnie i polskie media". - Mówi się nam, że krajem rządzi dyktator, a ludzie są biedni, głodni i bezdomni. Na białoruskiej ziemi nic takiego nie ma. Wręcz przeciwnie, widzimy dobrobyt, wszystko jest robione i zarabiane rękami Białorusinów. I bardzo proszę, nie pozwólcie tego odebrać. My, Polacy, zrobiliśmy to nie celowo, ale z głupoty, bo Zachód wabił nas lepszymi standardami życia - pięknymi samochodami i domami. Mówiono, że w zjednoczonej Europie będziemy mieli raj. To był fałsz, zostaliśmy rozłączeni i wszystko zostało zrujnowane - mówił działacz.

- A wasze przywództwo, na czele z prezydentem, zachowuje to wszystko. I osobiście chciałbym takiego prezydenta dla naszego kraju, takiego "dyktatora", jak nam się mówi, żeby chronił moją ojczyznę, Polskę. Nie mamy takiego prezydenta, ale może będziemy go mieli i razem pokonamy wroga - dodał.

Zakrzewski podkreślał również, że "zagraża nam nie Rosja czy Białoruś, ale Zachód, który jest prawdziwym agresorem, wrogiem zewnętrznym". - To on prowokuje naszych przyjaciół i prowadzi do konfliktów milionów ludzi, którzy następnie stają się biedni, bezdomni i cierpią na depresję - mówił.

gazeta.pl

wtorek, 27 lutego 2024


Patrząc na suche liczby, problem jest ledwo dostrzegalny. Według danych brytyjskiego think-tanku IISS za 2022 r. tylko Niemcy i Francja wydają rocznie na zbrojenia grubo ponad 100 mld dol. W tym czasie Rosja przeznaczyła 86 mld. Wielka Brytania — największa zachodnioeuropejska siła militarna — przeznacza tymczasem 68 mld. 

(...)

Rosja — po porażkach na ukraińskim froncie w 2022 r. — przestawiła swoją gospodarkę na tryb wojenny. I choć rosyjski sprzęt (czy ten sprowadzany przez Kreml z Iranu bądź Korei Płn.) jest dużo gorszy niż europejski, to zaczyna być produkowany w masowych liczbach. Doskonale obrazuje to kwestia amunicji. Bez dostaw z USA, Ukraińcy mają problemy na froncie, bo szacuje się, że nawet 80 proc. dostarczali jej do niedawna Amerykanie. Bez nowego pakietu z USA, Ukraina ma problem z amunicją, bo Europejczycy szybko nie mogą pokryć tej luki.

(...)

Europa to zbrojeniowa potęga, ale większość produkcji trafia na eksport. Tu wyróżnia się zwłaszcza Francja. Szacuje się, że wytwarza nawet 11 proc. broni na świecie, więcej niż Chiny. Ale nawet to, co zostaje na kontynencie, trafia do wielu różnych armii, które zupełnie inaczej widzą swoje potrzeby. "Już teraz (zachodnia) Europa wydaje cztery razy więcej na obronności niż Rosja. Prawdziwym problemem jest duplikacja: Unia musi skoordynować i zintegrować wysiłki obronne — od kwestii zamówień, po odpowiednie rozmieszczenie broni" — stwierdził niedawno na platformie X Guy Verhofstadt, jeden z najbardziej rozpoznawalnych posłów do Parlamentu Europejskiego.

businessinsider.com.pl

Jak przypomina nasz rozmówca, Niemcy już przechodziły przez wielki kryzys dwie dekady temu — za czasów kanclerza Gerharda Schrödera. Wtedy jednak wprowadzono wielką reformę Agenda 2010 dotyczącą systemu emerytalnego i rynku pracy. — Reforma była dość udana. Za rządów Angeli Merkel Niemcy naprawdę stanęły na nogi, stały się lokomotywą gospodarczą Europy — mówi redaktor Dudek. Na przełomie wieków kraj nazywano "chorym człowiekiem Europy", ale już w 2016 r. na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos Niemcy zostały nawet uznane za najlepszy kraj do życia na świecie.

Dziś jednak problemy wydają się poważniejsze niż za Schrödera — i trudno byłoby je przezwyciężyć za pomocą nawet ambitnego programu reform. — Światełkiem w tunelu może się okazać presja na zbrojenia — zaznacza jednak ekspert.

Na pewno to szansa dla zaspanej niemieckiej gospodarki. Wielkie nakłady na produkcję broni czy amunicji mogłyby ją ożywić. A popyt oczywiście jest — w reakcji na agresywną Rosję, zbroić się chce cały kontynent.

Ostatnio kanclerz Scholz zresztą otwierał nową fabrykę amunicji koncernu Rheinmetall. To na razie kropla w morzu potrzeb, ale wygląda na to, że podobnych inwestycji będzie coraz więcej. Były wiceminister obrony Janusz Zemke mówił ostatnio w Business Insiderze, że cała niemiecka gospodarka mogłaby przejść bardziej na tryb wojenny — a nie tylko firmy z sektora zbrojeniowego. Na to na razie zgody w Niemczech nie ma, ale to może się zmienić — na przykład, jeśli wybory za Oceanem wygra Donald Trump albo gdy Rosja odniesie jakieś większe zwycięstwa w Ukrainie.

— To dość paradoksalne i często kontrowersyjne, ale to na pewno szansa dla niemieckiego przemysłu — przyznaje Bartosz Dudek.

(...)

Opór przed zbrojeniami jest w rządzącej SPD. Partia była znana z dobrych relacji z Rosją — i teraz wielu jej polityków ma opory przed pójściem w bardzo konfrontacyjnym kierunku. Paradoksalnie — jak mówi Dudek — to jednak wyborcy skrajnie prawicowej AfD są najbardziej przeciwni dozbrajaniu Ukrainy. Najbardziej "za" jest z kolei elektorat Zielonych, co jest chyba jeszcze większym paradoksem. Partia urosła bowiem w latach 80. na ostrym sprzeciwie wobec NATO.

Niemieckie zbrojenia mogłyby pomóc nie tylko gospodarce. Dałyby sygnał USA, że Berlin poważnie traktuje swoje zobowiązania i jest w stanie brać odpowiedzialność. Przestawienie się na bardziej "militarny" tryb pozwoliłoby też budować (czy może odbudować) pozycję w Europie, którą nadszarpnęła wolna reakcja na pełnoskalową wojnę w Ukrainie.

Pozostaje pytanie, czy rząd w Berlinie zdecyduje się na takie kroki. Już dwa lata temu kanclerz zapowiedział Zeitenwende, czyli "epokową zmianę" niemieckiego podejścia do spraw bezpieczeństwa. Skończyło się na razie w dużej mierze na słowach.

Decyzję w tych sprawach blokuje kolejny niemiecki kryzys — ten w koalicji rządzącej, składającej się z SPD, Zielonych i liberalnej FDP. Rządzące ugrupowania więcej dzieli niż łączy.

businessinsider.com.pl

Węgry nie osiągnęły niczego, rezultat zwłoki równa się zero - powiedział Racz. W jego ocenie najlepiej widać to na tle polityki tureckiej, która w jego ocenia była racjonalna i transakcyjna, ponieważ Ankara stawiała konkretne polityczne żądania wobec Szwecji i militarne wobec USA.

Po roku negocjacji Turcja osiągnęła swoje cele. Węgry przez cały ten czas nie potrafiły sformułować nawet jednego konkretnego żądania - podkreślił analityk.

Jak zauważył, Budapeszt początkowo krytykował jakość szwedzkiej demokracji, a następnie domagał się większego szacunku ze strony Sztokholmu. - Ale w jaki sposób miało się to zmienić, jeśli żądania nigdy nie zostały sprecyzowane - zastanawia się Racz.

Jedyną rzeczą, którą - według niego - rząd Viktora Orbana osiągnął przez opóźnianie akcesji Szwecji do NATO, jest poważny uszczerbek na wizerunku Węgier na forum Sojuszu.

W piątek w Budapeszcie pojawił się premier Szwecji Ulf Kristersson, co było warunkiem Fideszu, aby to ugrupowanie zagłosowało za akcesją. 

(...)

Budapeszt wielokrotnie podkreślał, że Węgry nie będą ostatnim członkiem Sojuszu, który wyrazi zgodę na dołączenie Szwecji do NATO. Parlament Turcji w drugiej połowie stycznia ratyfikował jednak akcesję Szwecji, a prezydent tego państwa Recep Tayyip Erdogan podpisał odpowiedni akt prawny.

Według eksperta Turcja w pewnym momencie zostawiła Węgry same z problemem ratyfikacji. - Węgierska dyplomacja była całkowicie zaskoczona - ocenił Racz. - Po ruchu Ankary pozycja Budapesztu stała się nie do utrzymania: nie było racjonalnej przyczyny blokady ani żadnych konkretnych żądań, a presja ze strony sojuszników rosła - dodał.

money.pl/PAP

poniedziałek, 26 lutego 2024


Rosyjscy urzędnicy oraz państwowe i powiązane z państwem kanały telewizyjne prawdopodobnie powstrzymali się od komentowania dwóch lat od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na pełną skalę, aby uniknąć zwrócenia uwagi na niepowodzenia Rosji w osiąganiu wyznaczonych celów strategicznych na Ukrainie i jej bardziej bezpośrednich cele polegające na zajęciu wszystkich obwodów ługańskiego i donieckiego, przy jednoczesnym poniesieniu dużych strat personalnych. Niedawny sondaż opinii publicznej w Rosji wykazał, że nastroje Rosji wobec wojny na Ukrainie w dużej mierze pozostały niezmienione w ostatnich miesiącach i że większość Rosjan jest w dużej mierze apatyczna wobec wojny, choć większość nie popiera drugiej fali mobilizacji. Prezydent Rosji Władimir Putin i urzędnicy rosyjskiego rządu prawdopodobnie powstrzymali się od podkreślania drugiej rocznicy rosyjskiej inwazji na pełną skalę, starając się utrzymać publiczną apatię wobec wojny, co częściowo pozwala rosyjskim urzędnikom na kontynuowanie wojny bez znaczącej reakcji opinii publicznej. ISW w dalszym ciągu ocenia, że ​​Putin prawdopodobnie jest świadomy, że druga fala mobilizacji byłaby powszechnie niepopularna, i obawia się, że takie rozwiązanie wywołałoby powszechne niezadowolenie. Putin może jednak mniej martwić się nastrojami społecznymi po swojej reelekcji w marcu 2024 r. i uznać, że rosyjskie potrzeby w zakresie generowania sił przeważają nad ryzykiem powszechnego niezadowolenia w kraju.

understandingwar.org

Swoją szansę na wojenny sukces Moskwa upatruje głównie w słabości Zachodu. Postępowanie świata zachodniego ze Stanami Zjednoczonymi na czele w pierwszych miesiącach inwazji wprawiło Kreml w zdumienie tym bardziej niemiłe, że nieoczekiwane. Bez wsparcia militarnego i finansowego z Zachodu państwo ukraińskie nie jest i nie będzie w stanie dalej walczyć ani zachować stabilności gospodarczo-społecznej. Problem w tym, że wybuch wojny wywołał wprawdzie szok w zachodnich elitach politycznych, lecz nie potrafiły one zamienić go w długoterminową strategię względem Rosji. Ponadto coraz wyraźniej widać podział między podejściem Europy Zachodniej a państw wschodniej flanki NATO (z wyjątkiem Węgier) i nordyckich. Ich diagnoza sytuacji i wizja niezbędnych działań różnią się zasadniczo.

Wsparciu Ukrainy po 24 lutego 2022 r. towarzyszyło zarazem samoograniczanie się kluczowych krajów Zachodu w zakresie ilości i jakości przekazywanego sprzętu, co wynikało z silnie zakorzenionego strachu przed ewentualną eskalacją wojny. Mimo zapewnień o „wsparciu tak długo, jak będzie to potrzebne” Waszyngton oraz Berlin chciały w istocie stworzyć warunki do zmuszenia Moskwy do negocjacji z Kijowem, a przynajmniej do zamrożenia konfliktu. Podejście to opierało się jednakże na niezrozumieniu sposobu myślenia reżimu putinowskiego. Postrzega on politykę jako grę o sumie zerowej, a postawę najważniejszych stolic zachodnich potraktował jako przejaw ich słabości, którą należy bezwzględnie wykorzystać. Do zaognienia konfliktu doprowadzić może nie tyle zwiększenie dostaw – w tym systemów rakietowych i pocisków artyleryjskich dalekiego zasięgu – ile ich niedostarczenie Ukrainie. Nic bowiem nie prowokuje Moskwy bardziej niż słabość Zachodu, jego wewnętrzne spory i próby poszukiwania z nią „kompromisu”.

Podobnie jak w 2022 r. pełnoskalowa agresja Rosji na Ukrainę przekroczyła wyobraźnię strategiczną większości zachodnich elit, tak i dzisiaj Zachód – a przynajmniej jego część – tkwi w zadziwiającej niemocy. Takie wrażenie można odnieść, obserwując brak działań i decyzji politycznych dotyczących dalszego wspierania walczących Ukraińców, które w trybie pilnym powinny były zostać podjęte wiele miesięcy temu. Kreml widzi niekończące się dyskusje w amerykańskim Kongresie o pakiecie pomocy wojskowej dla Kijowa oraz unijne o kształcie funduszu wsparcia wojskowego dla Ukrainy w ramach Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju czy spóźnione i dalece niewystarczające kroki mające doprowadzić do zwiększenia produkcji zachodnich firm zbrojeniowych. Na tego typu przedłużające się negocjacje wewnętrzne Zachód mógłby sobie pozwolić w warunkach pokoju, a nie największego od ponad siedmiu dekad konfliktu w Europie, który – jeśli nie zostanie ugaszony – grozi eskalacją.

Co gorsza, czasami pomoc dla Ukrainy zamienia się w autopromocję. Mistrzostwo w tej dziedzinie osiągnęły Niemcy. Można odnieść wrażenie, że niektórym państwom chodzi nie tylko o wsparcie dla Ukrainy, lecz także o możliwie najgłośniejszą demonstrację tego wsparcia niezależnie od tego, czy narracja na ten temat ma pokrycie w rzeczywistych działaniach. W przypadku RFN ma to również służyć naprawieniu fatalnego wizerunku z pierwszych miesięcy pełnoskalowej wojny.

Powrót wiary Kremla w zwycięstwo opiera się zatem na diagnozie licznych i pogłębiających się słabości Zachodu oraz, przede wszystkim, na oczekiwaniu na zmianę w Białym Domu z nadzieją, że kolejnym prezydentem USA zostanie Donald Trump. W rosyjskich kalkulacjach miałoby to wywołać kryzys w relacjach transatlantyckich i co najmniej znacząco skurczyć amerykański parasol bezpieczeństwa nad Starym Kontynentem. Kreml, tradycyjnie zmierzający do oparcia swojej siły na podziałach i problemach wewnętrznych Zachodu, obserwuje więc sytuację i zauważa tam otwierające się okno politycznych możliwości. Rosja jest krajem umiejącym wykorzystywać nadarzające się okazje i niezasłużone prezenty. Stwarza to niebezpieczeństwo postawienia przez Kreml kolejnej błędnej diagnozy, a co za tym idzie – powzięcia przezeń ryzykownych i niebezpiecznych decyzji. Reżim putinowski może bowiem uznać, że okoliczności zewnętrzne w USA i UE sprzyjają przetestowaniu zachodniej odporności, to zaś grozi podjęciem decyzji o eskalacji już trwającej wojny hybrydowej z Zachodem lub wręcz o ograniczonej operacji zbrojnej. Stawia to państwa NATO przed koniecznością stworzenia efektywnej polityki odstraszania Rosji poprzez odpowiednią komunikację strategiczną, a także – nawet w szerszym zakresie – szybkie zmiany planów obronnych.

osw.waw.pl

sobota, 24 lutego 2024


— Każdy wystrzelony granat, każdy zwerbowany żołnierz przyczynia się do wzrostu PKB. Zupełnie bezsensowna działalność, taka jak płacenie przez państwo robotnikom budowlanym za wykopanie i ponowne zasypanie dziury, może również generować wzrost PKB. Dokładnie to dzieje się w gospodarkach wojennych — wyjaśnia Wlachyński.

Wydatki państwa na sprzęt wojskowy nie powodują realnego wzrostu gospodarczego. Aby doszło do rozwoju gospodarczego potrzeba inwestycji, a nie konsumpcji.

— Wzrost PKB nie mówi nic o stanie kapitału w danym kraju. Nie pokazuje zniszczonych domów, rurociągów czy rafinerii. Nie pokazuje zużytych zapasów broni, które gromadziły się w magazynach przez ostatnie 70 lat — kontynuuje analityk.

Przykładowo spalona rosyjska rafineria z jednej strony obniża PKB z powodu przerwania produkcji, a z drugiej powoduje jego wzrost ze względu na naprawę rafinerii.

— Dlatego Niemcy mogły zaobserwować wzrost PKB w 1944 r., a jednocześnie mieć całkowicie zdewastowany kraj — tłumaczy Wlachyński.

Rosja doświadczyła odpływu zagranicznego kapitału i straciła ważne rynki, zwłaszcza w sektorze energetycznym. Skupiła się na produkcji i imporcie sprzętu wojskowego, co spowodowało zarówno zamierzone, jak i niezamierzone efekty.

Takie działania prowadzą do długotrwałego zatrucia gospodarki i w konsekwencji osłabienia zdolności wojskowych, co może pomóc Europie w obliczu potencjalnego konfliktu z Rosją.

— Jednak z pewnością nie będzie to miało decydującego wpływu na zdolność do prowadzenia obecnej lub przyszłej wojny. Przykładowo Iran żyje w nędzy gospodarczej od 50 lat — obecny PKB na mieszkańca jest taki sam jak pod koniec lat 80-tych — ale to nie przeszkodziło mu w prowadzeniu wojny — podsumowuje analityk.

onet.pl/Aktuality.sk

piątek, 23 lutego 2024


Rosyjscy urzędnicy pracujący na Krymie, uważanym przez wspólnotę międzynarodową za terytorium ukraińskie, są objęci zachodnimi sankcjami. Owsiannikow również znalazł się na liście sankcyjnej w 2017 r. Po zakończeniu misji gubernatorskiej w Sewastopolu w grudniu 2022 r. złożył wszelako w sądzie UE skargę, w której domagał się zdjęcia sankcji, jako że ponosi przez nie wymierne straty – sankcyjne ograniczenia przeszkadzają mu mianowicie w prowadzeniu interesów na terytorium UE. Pod koniec października 2022 r. sąd orzekł o uchyleniu decyzji UE o sankcjach wobec Owsiannikowa. Sędziowie uznali, że Owsiannikow nie jest już gubernatorem Sewastopola, za co był objęty sankcjami. Tym bardziej że złożył urząd na własną prośbę. (Tutaj przyda się krótki przypis: „własna prośba” to kamuflaż; Owsiannikow stracił posadę za różne poważne przewiny, m.in. za swoje chuligańskie wybryki, jak np. na lotnisku w Iżewsku, gdzie wywołał skandal, darł się na obsługę, próbował sforsować kontrolę, w końcu rzucił się do ucieczki przed policją; poważniejsze zarzuty ciążyły na nim za korupcję i malwersacje; został nawet wyrzucony z partii Jedna Rosja, innych konsekwencji nie poniósł).

Wielka Brytania po rozpoczęciu inwazji Rosji na Ukrainę przedłużyła sankcyjne ograniczenia wobec Owsiannikowa. Podobne sankcje wobec eksgubernatora podtrzymały USA, Kanada, Szwajcaria, Australia i Ukraina.

Być może Owsiannikow nie doczytał sądowych papierów, może nie popatrzył na mapę, a może przeoczył brexit – dość że niefrasobliwie przyjechał do Wielkiej Brytanii. Tam, jak pisze „The Times”, został 24 stycznia br. zatrzymany w swoim londyńskim domu przez funkcjonariuszy National Crime Agency. Zarzuca mu się świadome obejście sankcji: Owsiannikow rok temu otworzył rachunek w brytyjskim banku i posłużył się przy tym „brudną” kasą.

Na konto w banku HBOS były urzędnik przelał 65 tys. funtów w czterech transzach. Zapewne przelewów dokonała osoba trzecia. Podczas przeszukania skromnego lokum biednego eksgubernatora zarekwirowano 77,5 tys. funtów w gotówce.

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl

Prezydent Macron przez pierwszych kilka miesięcy wojny na Ukrainie bardzo ostrożnie wypowiadał się o Federacji Rosyjskiej i samym Władimirze Putinie. Jednakże, brak chęci dialogu po stronie Kremla oraz coraz brutalniejsze działania względem ludności cywilnej sprawiły, iż Paryż zaczął dostarczać uzbrojenie oraz pomoc humanitarną. Z każdym miesiącem tego wsparcia dla Kijowa było więcej i więcej; często udzielane niejawnie.

Dla Francji odejście od Rosji było niezwykle trudne. To nie tylko ogromne kontrakty sektora prywatnego, który w dużej mierze (ale nie całkowicie) zrezygnował z rosyjskiego rynku, ale także sprzedaż uzbrojenia oraz mocna współpraca polityczna. Trzeba zaznaczyć, że Paryż do ostatniego momentu próbował ostać się przy Moskwie i nie angażować się w konflikt na Ukrainie. Jednakże postępująca ofensywa, nieczysta gra Rosji przeciw Francji w Afryce, a także zobowiązania wobec w UE i NATO okazały się ważniejsze.

Bezstronność była opcją tylko do czasu i należało określić, po której stronie stanie Francja. Przy rosnących dostawach uzbrojenia, wsparciu finansowym, logistycznym, wywiadowczym i dyplomatycznym, a teraz po podpisaniu umowy w zakresie bezpieczeństwa, obraz relacji dwustronnej jest dość przejrzysty. Dla Francji, po dwóch latach, dyskurs jest jednokierunkowy i dość oczywisty, czyli Ukraina.

Francuski przywódca od miesięcy zaostrzał swoją retorykę względem Rosji, ale w ostatnich tygodniach jest ona bezprecedensowa. Macron wprost mówi o „pokonaniu Rosji”, „niszczeniu przez Rosję świata”, „zbrodniczym reżimie Kremla”, „nie ma miejsca dla Rosji”, „kłamliwa rosyjska propaganda”, dodając przy tym „niezwyciężona i dumna Ukraina”, „całkowite wsparcie niezależności Ukrainy”, a także „potrzeba wytyczenia ścieżki dla dołączenia Ukrainy do NATO”. Jeszcze rok temu mówił „wejście Ukrainy do NATO jest mało prawdopodobne”, a dwa lata temu „o potrzebie szacunku do Rosji”.

(...)

W. Zelensky wizytował w połowie lutego Paryż. Wciąż odkładana jest wizyta Macrona do Kijowa, ale ma się odbyć najpóźniej do końca marca. Priorytetem pozostaje, aby Francja zaznaczyła swoją pozycję jako kluczowego sojusznika Ukrainy, a także wzmacniała przekaz o liderze bezpieczeństwa Unii Europejskiej. Ostatnie słowa o współpracy z Polską i wzmianki o „parasolu nuklearnym” mają zaznaczyć rolę Francji i pozwolić prezydentowi Macronowi osiągnąć cel, o którym marzy od początku swojej prezydentury, czyli status gwaranta bezpieczeństwa Europy.

Francja bardzo przewartościowuje swoją politykę zagraniczną. Obejmuje to nie tylko Ukrainę, ale także Afrykę, Bliski Wschód oraz cele na Indo-Pacyfiku. Dla wszystkich w NATO i UE byłoby dobrze, aby Paryż faktycznie zaangażował się bardziej na flance wschodniej, ponieważ to oznacza dodatkową siłę w rywalizacji z Federacją Rosyjską. To także interesujący sojusznik dla Polski, a relacje w ostatnich tygodniach są bardziej, niż dobre.

defence24.pl

Porozmawiajmy więc o branży zbożowej, która ostatnio jest na ustach wszystkich. Co się tam dzieje z cenami?

Rynek zboża był mocno doświadczony przez wybuch wojny. Zarówno Ukraina, jak i Rosja były w top 5, jeśli chodzi o eksport pszenicy i kukurydzy na świecie. Mieliśmy więc eksplozję cen. Natomiast teraz to co się dzieje? Po tym, jak Ukraina ułożyła sobie eksport w nowych warunkach, eksportować bardzo dużo zaczęła też Rosja, bo w 2022 r. przez sankcje, odcięcie od międzynarodowych systemów płatniczych szło jej to słabo. Znaleziono jednak nowych partnerów m.in. w Chinach i Indiach. Nadwyżki zboża, które płyną z Rosji, są dosyć istotne, w szczególności pszenicy.

Poza tym zbiory zbóż globalnie, mimo tego, że rolnicy mniej aplikowali nawozów, przez ich ceny, są na dobrym poziomie. Mimo wszystko zbiory się udały i póki nie mamy żadnych problemów pogodowych, wygląda to tak, że nie mamy problemu z bilansem zbóż i produkcja jest wystarczająca, żeby zaspokoić popyt.

I ceny są cały czas na równi pochyłej. Natomiast na co warto zwrócić uwagę to pozycje spekulacyjne.  Pokazują one, że kukurydza jest bardzo mocno wyprzedana. Inwestorzy spekulacyjnie stawiają na dalsze spadki i jest bardzo dużo otwartych pozycji krótkich. Wkrótce może dojść do takiego przesilenia i rozpocznie się gwałtowne zamykanie krótkich. Można na podstawie tego powiedzieć, że gdzieś ten trend spadkowy może się zacząć po prostu wykańczać. Podsumowując w sferze rynków agro nie ma zagrożenia dla podaży, ale widać spekulacyjne ruchy cenowe.

bankier.pl

czwartek, 22 lutego 2024



W ciągu ostatniego miesiąca na Ukrainie odnotowano dwa ataki na przedstawicieli mediów krytycznych wobec władzy, a organy ścigania wciąż w pełni nie wyjaśniły ich okoliczności. 14 stycznia grupa pięciu mężczyzn próbowała włamać się do mieszkania dziennikarza śledczego Jurija Nikołowa, który w styczniu 2023 r. ujawnił aferę korupcyjną w resorcie obrony (zob. Ukraina: seria dymisji z korupcją w tle). Sprawcy na drzwiach jego domu umieścili napisy nazywające go „zdrajcą”, „prowokatorem” oraz „uchylantem” (termin używany do określenia osób, które unikają mobilizacji). Z kolei 16 stycznia w Internecie pojawiły się nagrania ukazujące, jak pracownicy serwisu śledczego Bihus.Info piją alkohol i zażywają narkotyki podczas zabawy sylwestrowej. Dwa dni wcześniej redakcja tego portalu opublikowała artykuł oskarżający bliskie otoczenie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o tworzenie wokół niego bańki informacyjnej. Oba zdarzenia wywołały na Ukrainie krytykę ze strony opozycji oraz środowisk dziennikarskich. Mer Kijowa Witalij Kliczko zarzucił władzom niszczenie demokracji, a parlamentarna komisja ds. wolności słowa wezwała Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) do znalezienia i ukarania sprawców. Organizacje dziennikarzy wskazały, że presja na media zaczyna przypominać czasy byłego prezydenta Wiktora Janukowycza. Aby ograniczyć straty wizerunkowe, 17 stycznia Zełenski oznajmił, że wywieranie jakichkolwiek nacisków na media jest niedopuszczalne i polecił SBU zbadanie okoliczności incydentów. 

Cztery dni później dwóch podejrzanych o próbę włamania do mieszkania Nikołowa przyznało, że najście na jego dom uzgodnili z osobą, która powoływała się na powiązania z SBU. 5 lutego serwis Bihus.Info opublikował rezultaty własnego śledztwa dotyczącego inwigilacji swoich dziennikarzy: na podstawie nagrań z monitoringu część sprawców zidentyfikowano jako funkcjonariuszy SBU. 31 stycznia prezydent zdymisjonował kierującego nimi dyrektora jednego z departamentów Romana Semenczenkę. Odpowiedzialność za aferę wziął na siebie szef SBU Wasyl Maluk, który tłumaczył, że funkcjonariusze prowadzili działania na rzecz ujawnienia osób posiadających bądź rozprowadzających narkotyki, dopuścili się jednak nieuprawnionego opublikowania materiałów z obserwacji.

osw.waw.pl


Siły rosyjskie niemal po raz pierwszy od ponad półtora roku kampanii na Ukrainie prowadzą spójną, wieloosiową operację ofensywną w dążeniu do ważnego operacyjnie celu. Perspektywy tej ofensywy w sektorze Charków-Ługańsk nie są jasne, ale jej projekt i wstępne wykonanie wskazują na zauważalne zmiany w rosyjskim podejściu na szczeblu operacyjnym. Rosyjskie wysiłki mające na celu  przejęcie  stosunkowo małych miast i wsi we wschodniej Ukrainie od wiosny 2022 roku generalnie nie zapewniły istotnych operacyjnie celów, chociaż te rosyjskie operacje doprowadziły do ​​walk na dużą skalę i znacznych strat ukraińskich i rosyjskich. Siły rosyjskie prawdopodobnie realizowały podczas ofensywy zima-wiosna 2023 cele o większym znaczeniu operacyjnym, ale wysiłek ten został źle zaprojektowany i wykonany, a brak znaczących postępów uniemożliwia wyciągnięcie jednoznacznych wniosków na temat zamierzonych celów. Do tej pory rosyjskie ofensywy albo skupiały duże masy żołnierzy przeciwko pojedynczym celom (takim jak Bachmut i Awdijewka), albo składały się z wielokrotnych ataków wzdłuż osi natarcia, które były zbyt odległe, aby mogły się wzajemnie wspierać i/lub rozbieżne. Z kolei obecna rosyjska ofensywa w sektorze Charków-Ługańsk obejmuje ataki na czterech równoległych osiach, które wzajemnie się wspierają w dążeniu do wielu celów, które łącznie prawdopodobnie wygenerowałyby znaczące zyski operacyjne. Warto dokładnie rozważyć projekt tej ofensywnej operacji, niezależnie od jej wyniku, jako możliwy przykład zdolności rosyjskiego dowództwa do wyciągania wniosków z poprzednich niepowodzeń na poziomie operacyjnym i poprawiania ich. Nie wydaje się jednak, aby rosyjskie wyniki taktyczne w tym sektorze uległy istotnej poprawie w porównaniu z wcześniejszymi rosyjskimi niedociągnięciami taktycznymi, co może równie dobrze doprowadzić do ogólnej porażki nawet tego lepiej zaprojektowanego przedsięwzięcia.

understandingwar.org

środa, 21 lutego 2024



"Sytuację pogarszają dumpingowe wręcz ceny rosyjskiej pszenicy" - pisze wrp.pl. Z kolei RMF FM informuje o funduszach spekulacyjnych, które grają na dalszą przecenę. Niskie ceny wynikają też z nadprodukcji zboża w Europie. Nadwyżki zboża ma Rosja, a eksport chce prowadzić Ukraina, która nie może sprzedawać tyle, ile by chciała do krajów afrykańskich. Te mają problemy finansowe i za zboże nie mogą płacić już więcej. To z kolei poskutkowało wojną cenową między Rosją, Ukrainą i krajami UE, której efektem są dramatycznie niskie ceny zboża. 

Ale skąd w ogóle na rynku wzięły się nadwyżki zboża? Tę kwestię, jak i całe zamieszanie ze zbożem wytłumaczył politolog Miłosz Wiatrowski-Bujacz na swoim instagramowym koncie milosz.miedzy.innymi. Według eksperta Rosja przez europejskie embargo miała nadwyżki gazu, które przeznaczyła na produkcję tanich nawozów i "radykalne" zwiększenie swojego eksportu produktów rolnych. Przez to tanie rosyjskiej zboże zalało cały świat, co pociągnęło za sobą spadek cen. Polscy rolnicy z kolei mieli nadwyżki, bo za namową ministra rolnictwa za rządów PiS nie sprzedawali swoich zapasów. Henryk Kowalczyk zapewniał ich bowiem, że ceny zboża wzrosną. To natomiast jeszcze bardziej spotęgowało problemy z nadwyżkami zboża w Polsce. 

gazeta.pl


Jak wynika z raportu IEEFA, zapotrzebowanie na gaz ziemny w Europie spadło o 20 proc. od czasu inwazji Rosji na Ukrainę. W 2023 r. kraje europejskie zużyły w sumie 452 mld m sześc. tego paliwa i jest to poziom najniższy od 10 lat. Największa redukcja popytu w latach 2021-2023 miała miejsce w Niemczech (-17,6 mld m sześc.), Włoszech (-14,4 mld m sześc.) i Wielkiej Brytanii (-14,2 mld m sześc.). Na dalszych miejscach znalazły się: Holandia (-10,9 mld m sześc.), Turcja (-9,7 mld m sześc.), Francja (-8,6 mld m sześc.) i Hiszpania (-4,8 mld m sześc.).

Eksperci tłumaczą, że spadki te są wynikiem kilku czynników. Przede wszystkim po inwazji Rosij na Ukrainę wszystkie kraje podjęły działania w kierunku zwiększenia efektywności energetycznej, by obniżyć swoją zależność od rosyjskich surowców. Do tego doszły rekordowo wysokie ceny gazu, sterowane przez Rosję oraz wysokie temperatury, które obserwowaliśmy w całej Europie.

— Dwa lata po inwazji Rosji na Ukrainę europejski system energetyczny jest bardziej zdywersyfikowany i bardziej odporny. Kryzys został w pewnym stopniu opanowany, środki zwiększające efektywność zostały przyznane, a liczba instalacji odnawialnych źródeł energii i pomp ciepła się zwiększa. Dzięki temu Stary Kontynent jest gotowy do dalszego zmniejszania zapotrzebowania na gaz — komentuje Ana Maria Jaller-Makarewicz, główna analityczka ds. energii w Europie IEEFA.

(...)

Nie tylko Polska, ale także inne kraje europejskie zwiększyły zakupy gazu skroplonego, który może przypływać na Stary Kontynent statkami z różnych stron świata. Z raportu wynika, że od lutego 2022 r. uruchomiono w Europie osiem terminali importowych i rozbudowano cztery istniejące obiekty. Według zapowiedzi do 2030 r. zacznie działać kolejnych 13 projektów.

IEEFA szacuje, że kraje UE wydały ponad 170 mld euro na import LNG w latach 2022 i 2023. Główni eksporterzy tego paliwa do Europy to USA (75,15 mld euro), Rosja (23,84 mld euro) i Katar (23,80 mld euro).

Autorzy raportu podają, że import rosyjskiego LNG w latach 2021-2023 wzrósł o 11 proc. pomimo spadającego zapotrzebowania na gaz. Aż 80 proc. rosyjskiego LNG, które przypłynęło do Europy, trafiło do Hiszpanii, Francji i Belgi. Kraje UE wydały w 2023 r. 8,09 mld euro na zakup gazu skroplonego z Rosji.

Według IEEFA Europa zbliża się do szczytowego zapotrzebowania na LNG. Think tank prognozuje, że popyt na LNG w Europie nieznacznie wzrośnie do 2025 r., a następnie będzie stale spadał do 2030 r. w związku z prognozowanym spadkiem zapotrzebowania na gaz. Eksperci obawiają się więc, że planowane nowe terminale importowe utkną w martwym punkcie.

"Europejskie zapotrzebowanie na LNG nie przekroczy 135 mld m sześc. w 2030 r., pozostawiając potencjalną lukę w wysokości ok. 265-270 mld m sześc. niewykorzystanych mocy" — czytamy w raporcie.

businessinsider.com.pl

wtorek, 20 lutego 2024



Zaskakująco wysoki wzrost przeciętnego wynagrodzenia pozwolił ekonomistom Pekao wysnuć hipotezę, że w efekcie bardzo dużej podwyżki płacy minimalnej w górę mogły pójść w pewnej mierze też te nieco wyższe pensje - tak, aby zaspokoić oczekiwania pracowników zarabiających więcej. To jedno z ważniejszych zjawisk na polskim rynku pracy w ostatnich latach - spłaszczanie siatek płac. Duże podwyżki płacy minimalnej w ostatnich latach sprawiły, że zmniejszały się różnice między osobami zarabiającymi "najniższą krajową" a tymi z trochę wyższymi wynagrodzeniami. Nierzadko zdarza się, że niewykwalifikowani pracownicy mają nieodległe stawki wynagrodzeń od osób, które kwalifikacje mają wyraźnie wyższe - specjalistyczne kursy, wyższe wykształcenie itd. Sporą część z tej - stosując kolarską nomenklaturę - ucieczki w końcu wchłonął peleton. Z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że o ile w 2021 r. płacę minimalną dostawało około 1,6 mln osób, o tyle w 2024 r. już 3,6 mln. 

(...)

W styczniowych danych padł jeszcze jeden rekord. Otóż gdyby zestawić skok średniego wynagrodzenia o 12,8 proc. rok do roku ze styczniową inflacją 3,9 proc., to okazałoby się, że realny wzrost wyniósł aż 8,6 proc. Tak mocno przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw nie urosło w ujęciu realnym od kwietnia 2008 r. Słowem, średnio rzecz biorąc Polacy tak mocno na swojej pracy nie wzbogacili się pod względem realnej wartości ich zarobków od blisko 16 lat! Jeszcze do niedawna realne wynagrodzenia w Polsce spadały, dziś po tej sytuacji nie tylko nie ma już śladu, ale pensje nadrobiły inflacyjne straty z naddatkiem. Przynajmniej średnio rzecz biorąc, bo jeśli ktoś - odpukać - nie dostał podwyżki przez ostatnie dwa lata, to przez inflację jest "w plecy" o ponad 20 procent.

gazeta.pl

poniedziałek, 19 lutego 2024



Wojna rosyjsko-ukraińska jest najnowszym konfliktem w długiej historii wojen narodowowyzwoleńczych, zapoczątkowanej wojną o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Konflikt ten należy także do długiego szeregu wojen, którym towarzyszył schyłek i rozpad światowych imperiów, poczynając od imperiów hiszpańskiego, otomańskiego i austro-węgierskiego po kolonialne imperia brytyjskie, francuskie, holenderskie, belgijskie i portugalskie. Wiemy, jak zakończyły się te wojny: uzyskaniem politycznej suwerenności przez byłe kolonie z równoczesnym przekształceniem się dawnych imperialnych metropolii w postimperialne państwa narodowe.

Dzięki powstrzymaniu rosyjskiej agresji, mobilizacji sił własnych i połowy świata w obronie suwerenności i terytorialnej integralności Ukraina obroniła swoje dalsze istnienie jako niezależnego państwa, a Ukraińcy pozostali wolnym narodem. Wojna, często określana mianem rosyjskiej wojny na Ukrainie lub wojny Rosji przeciwko Ukrainie, stała się w rzeczywistości wojną rosyjsko-ukraińską, w której siły najeźdźcy natrafiły na opór nie tyle oddziałów partyzanckich, ile silnej regularnej armii. Państwo ukraińskie dowiodło, że jest w stanie przetrwać i funkcjonować w warunkach toczącej się wojny w stopniu, któremu w historii wojen toczonych w XX w. dorównać mogłoby niewiele państw położonych w jej sąsiedztwie.

Wiele wskazuje na to, że naród ukraiński wyjdzie z tej wojny bardziej zjednoczony i bardziej pewny własnej tożsamości niż kiedykolwiek w swojej nowożytnej historii. Co więcej, skuteczny opór stawiony przez Ukrainę rosyjskiej agresji stanie się czynnikiem inicjującym proces budowy rosyjskiego państwa narodowego. Rosja i jej elity nie mają teraz innego wyboru, jak tylko na nowo zdefiniować tożsamość własnego państwa, rozstając się nie tylko z nawiązującą do carskiej przeszłości imperialną ideologią, ale także z anachronicznym modelem rosyjskiego narodu, składającego się z Rosjan, Ukraińców i Białorusinów. Płacąc ogromną cenę w postaci zniszczeń materialnych i krwi swoich obywateli, Ukraina kończy epokę rosyjskiej dominacji na znacznym obszarze Europy Wschodniej i rzuca Moskwie wyzwanie dla jej pretensji do prymatu w pozostałej części przestrzeni postradzieckiej.

Konsekwencje wojny rosyjsko-ukraińskiej dały się odczuć w regionach świata odległych od granic byłych posiadłości Romanowów i czerwonych komisarzy. Ukraina przetrwała rosyjską inwazję i obroniła się dzięki bezprecedensowej solidarności społeczności międzynarodowej, która udzieliła rządowi i narodowi ukraińskiemu politycznego, ekonomicznego i militarnego wsparcia na skalę niewidzianą od dekad. Dla wielu przyjaciół Ukrainy jej zmagania z Rosją okazały się nie tylko największą i najbardziej śmiercionośną wojną w Europie od zakończenia II wojny światowej, ale także pierwszym od czasów zwycięstwa nad nazizmem poważnym konfliktem zbrojnym, który w wymiarze moralnym cechuje się niewielką gamą szarości. Wojna rosyjsko-ukraińska jest pierwszą "dobrą wojną" od zakończenia światowego konfliktu z lat 1939–1945, w którym od samego początku było jasne, kto był agresorem, a kto ofiarą, kto był złoczyńcą, a kto bohaterem, i po której stronie chciałoby się być.

Rosyjska agresja na Ukrainę przekształciła się w wojnę dziewiętnastowieczną pod względem ideologicznym, toczoną przy użyciu dwudziestowiecznej taktyki i z wykorzystaniem broni z XXI w.

Jej ideologiczne przesłanki wywodziły się z wizji ekspansji terytorialnej, która charakteryzowała epokę rosyjskiego imperializmu. Jej strategia została przez Kreml zapożyczona z podręczników armii radzieckiej pochodzących z czasów II wojny światowej i okresu powojennego, a jej najważniejszymi cechami jest nie tylko zastosowanie precyzyjnie naprowadzanych pocisków rakietowych, ale także wywiad satelitarny i prowadzona przez obie strony i w różnym zakresie wojna w cyberprzestrzeni. Od samego początku wojna rosyjsko-ukraińska stworzyła dla świata niebezpieczeństwo związane z technologią nuklearną. Zajęcie przez rosyjskie wojska w pierwszych dniach otwartego konfliktu kompleksu nieczynnej elektrowni jądrowej w Czarnobylu i funkcjonującej elektrowni atomowej w Zaporożu stworzyło bezpośrednie zagrożenie skażeniem radioaktywnym dla części Europy i Bliskiego Wschodu, a także stało się wyzwaniem dla zapewnienia bezpieczeństwa instalacji nuklearnych w całym świecie.

Dla wielu obserwatorów rosyjska inwazja na Ukrainę i mobilizacja Zachodu oraz jego sojuszników do walki z agresją przywiodła na myśl skojarzenia z okresem zimnej wojny. Istotnie, wojna rosyjska-ukraińska spowodowała, że odżyły dawne animozje, odrodziły się słabnące sojusze i odnowiły dawne linie podziałów. Leksykon zimnowojennych pojęć i zimnowojenna perspektywa postrzegania sytuacji posłużyły do opisu i zrozumienia nowego globalnego konfliktu. Nie ma jednak wątpliwości, że pomimo licznych historycznych paraleli współczesny świat wkracza w nową erę. Pokojowa dywidenda, która się pojawiła wraz z zakończeniem zimnej wojny, została w ciągu ostatnich 30 lat w pełni rozdysponowana, jeśli nie roztrwoniona. Świat powracał do epoki rywalizacji supermocarstw na skalę niewidzianą od upadku muru berlińskiego w 1989 roku.

Wojna rosyjsko-ukraińska, jak żadne inne wydarzenie, podkopała fundamenty pozimnowojennego porządku, uruchamiając procesy, które mogą doprowadzić do ukształtowania się nowego porządku międzynarodowego.

Jednobiegunowemu światu, zdominowanemu przez Stany Zjednoczone, który zastąpił wcześniejszy radziecko-amerykański dwubiegunowy porządek międzynarodowy, nigdy nie brakowało krytyków i skłonnych do rzucenia mu wyzwania wrogów. Pojawili się oni wkrótce po rozpadzie Związku Radzieckiego, ale na pierwszy plan wysunęli się na początku XXI wieku. W ich grupie znalazły się zarówno państwa, jak i pozarządowi aktorzy międzynarodowej sceny politycznej. Radykalny islam, na czele którego stanęli przywódcy wywodzący się z różnych środowisk, począwszy od Al-Kaidy po Państwo Islamskie w Iraku i Lewancie, napędzał bunt przeciwko amerykańskiej dominacji na Bliskim Wschodzie.

Nacjonalizm w połączeniu z postawami antyzachodnimi i krucjatą na rzecz obrony "tradycyjnych wartości" stworzyły podstawy do otwartego kwestionowania porządku międzynarodowego przez działania coraz bardziej totalitarnej Rosji i subtelne wyzwania rzucane przez nadal komunistyczne Chiny, których przywódcy nauczyli się wprawdzie obracać na swoją korzyść ustalony już porządek, ale mimo to zamierzają zastąpić Stany Zjednoczone w roli jego lidera i strażnika, co pozwoliłoby im określać zasady jego funkcjonowania.

Pożądanym idealnym porządkiem międzynarodowym, którego ukształtowania chcą wszyscy przeciwnicy istniejącego systemu, jest świat wielobiegunowy, oparty nie tyle na zasadzie suwerenności państw, wywodzącej się jeszcze z czasów pokoju westfalskiego [Pokój zawarty w 1648 r. kończący wojnę trzydziestoletnią – przyp. tłum.] , ile na modelu zakładającym istnienie wielkich mocarstw, z których każde ma własną strefę wpływów. Powrót do świata podzielonego na strefy wpływów, który miał się rzekomo ukształtować w 1945 r. na mocy decyzji konferencji jałtańskiej, stał się postulatem zgłaszanym zarówno przez Moskwę, jak i Pekin. Jak na ironię, pogląd głoszący, że na konferencji jałtańskiej ustanowiono strefy wpływów, jest błędny. Podczas obrad tej konferencji prezydent Franklin D. Roosevelt nie tylko odrzucił koncepcję kształtowania porządku światowego opartą na wyznaczaniu stref wpływów, lecz także zakwestionował roszczenia Stalina do sprawowania wyłącznej kontroli nad krajami Europy Wschodniej.

Po zakończeniu zimnej wojny Stany Zjednoczone oparły się temu wyzwaniu, odmawiając uznania przestrzeni poradzieckiej za wyłączną strefę wpływów Rosji oraz Morza Południowochińskiego za akwen kontrolowany przez Chiny. Rosyjska inwazja na Gruzję w 2008 r., a następnie wojna z Ukrainą, która doprowadziła do aneksji Krymu i utworzenia marionetkowych państewek w ukraińskim regionie Donbasu, spowodowały przeobrażenie czysto dyplomatycznego i ekonomicznego konfliktu Rosji z Zachodem w konflikt militarny. Stany Zjednoczone nie od razu zareagowały adekwatnie do zagrożenia, ponieważ były zbyt zajęte prowadzeniem wojen na Bliskim Wschodzie lub próbami wycofania się z nich i jedynym środkiem, jakiego mogły użyć, by przeciwstawić się wyzwaniu rzuconemu przez Rosję ustalonemu porządkowi międzynarodowemu, były sankcje ekonomiczne.

Fatalnie przeprowadzone wycofanie sił amerykańskich z Afganistanu w 2021 r. wpłynęło na wykreowanie obrazu Stanów Zjednoczonych jako państwa niezdecydowanego i znacznie osłabionego, co zachęciło Putina do użycia siły przeciwko Ukrainie. Jednak wycofanie się wojsk amerykańskich z Afganistanu umożliwiło Stanom Zjednoczonym podjęcie rękawicy rzuconej przez Rosję. Zakrojona na wielką skalę inwazja Putina na Ukrainę w lutym 2022 r. i co ważniejsze, zacięty opór Ukraińców dały Amerykanom czas i możliwość zmobilizowania własnych i międzynarodowych zasobów do przeciwstawienia się wyzwaniu rzuconemu przez Rosję nie tylko przy użyciu znacznie bardziej restrykcyjnych sankcji, ale również poprzez udzielenie wsparcia militarnego Ukrainie.

Amerykańska reakcja na agresję Rosji na Ukrainę wykazała, że Stany Zjednoczone dzięki użyciu instrumentów finansowych oraz ekonomicznych nadal są w stanie utrzymać dominującą pozycję w świecie poprzez ożywienie istniejących sojuszy, tworzenie nowych, jak również poprzez zapobieganie tworzeniu się sojuszy konkurencyjnych. Do walki z rosyjską agresją udało się Waszyngtonowi stworzyć groźną koalicję, wykorzystując w tym celu wsparcie ze strony Wielkiej Brytanii oraz państw wschodniej flanki NATO, z Polską na czele. Koalicja ta zdołała nakłonić do przyłączenia się do wspólnego wysiłku na rzecz powstrzymania Rosji nawet państwa tradycyjnie niechętne polityce antyrosyjskiej, w tym przede wszystkim Niemcy, Francję i Włochy. Decyzja Finlandii i Szwecji o ubieganie się o członkostwo w NATO umocniła wpływy amerykańskie w Europie, które stały się silniejsze niż przed wybuchem wojny.

Wojna z Ukrainą pogrzebała nadzieje Rosji na uzyskanie statusu jednego z globalnych ośrodków nowego wielobiegunowego świata, którego wizje od lat dziewięćdziesiątych snuli rosyjscy politycy i dyplomaci. Ujawniła ona słabości nie tylko przereklamowanej rosyjskiej armii, ale również ekonomicznego potencjału państwa.

W tym kontekście decyzja Finlandii i Szwecji o przystąpieniu do NATO jawi nam się nie tylko jako reakcja na zagrożenie z strony zbrodniczego reżimu Putina, ale również jako wyraz uświadomienia sobie, że znacznie osłabiona Rosja nie jest w stanie przeciwstawić się ich działaniom.

Z drugiej strony, Rosja pozostała bez sojuszników. Rosjanom udało się zmusić białoruskiego autorytarnego przywódcę Aleksandra Łukaszenkę, którego w 2020 r. uratowali przed buntem własnego narodu, by udostępnił rosyjskim wojskom terytorium swojego państwa do ataku na Ukrainę, ale nie udało się im go przekonać do przystąpienia do wojny. Jeszcze mniejsze wsparcie Putin uzyskał ze strony państw członków Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, sojuszu wojskowego pod przywództwem Rosji, składającego się z byłych republik radzieckich: Armenii, Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu i Uzbekistanu. Poza obszarem byłego Związku Radzieckiego głównym dyplomatycznym osiągnięciem Rosji było zawarcie sojuszu z Iranem i uzyskanie neutralności Turcji, która, korzystając z okazji, jaką stanowiła dla niej izolacja i osłabienie Rosji, ugruntowała swoją pozycję regionalnego mocarstwa i zasięg wpływów wykraczający poza obszar Bliskiego Wschodu.

Chiny nałożyły ograniczenia na umowę o "nieograniczonej" współpracy z Rosją w ciągu kilku tygodni od jej podpisania. Władze w Pekinie, mimo że w publicznych oświadczeniach deklarowały, iż podzielają obawy Rosji w związku z postawą NATO w Europie, udzieliły Rosji jedynie ograniczonego wsparcia politycznego oraz ekonomicznego i według najlepszej aktualnej wiedzy nie zapewniły jej żadnego wsparcia militarnego. Taka postawa umożliwiła Chinom dalsze czerpanie korzyści z istniejącego porządku międzynarodowego i unikanie finansowych i ekonomicznych sankcji amerykańskich, które mogłyby zakłócić międzynarodowy handel i zaszkodzić chińskiej gospodarce. Chiny nie mogły nie niepokoić się oczywistą słabością rosyjskiego partnera, ale jeszcze bardziej niepokoił je zdecydowany powrót Stanów Zjednoczonych na arenę międzynarodową oraz nowy duch jedności, który się pojawił w relacjach pomiędzy państwami członkowskimi UE oraz pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i UE. Chiny, jak żadne inne państwo, uzyskały teraz najdogodniejszą możliwość, aby stać się największym beneficjentem wojny toczącej się w Ukrainie i wrogości między Rosją i Zachodem, którą stworzył ten konflikt.

Wojna rosyjsko-ukraińska wzniosła polityczny i ekonomiczny "chiński mur" między Europą i Rosją, który stawał się coraz wyższy, w miarę jak Stany Zjednoczone i Unia Europejska coraz bardziej odwracały się od importu rosyjskiej ropy i gazu. Chiny natychmiast zaczęły czerpać korzyści ekonomiczne, jakie niosła ze sobą zapoczątkowana przez państwa europejskie polityka dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych i reorientacja rosyjskiego eksportu tych surowców na wschód. Korzyści z tej zmiany stały się jeszcze większe, gdy Rosja, dążąc do pozyskania chińskiego rynku, z którego wpływy miały zastąpić utracone dochody w Europie, znalazła się w trudnym położeniu do wynegocjowania korzystnych dla siebie cen ropy i gazu. W ten sposób Chiny nie zyskają silnego rosyjskiego sojusznika w rywalizacji ze Stanami Zjednoczonymi, ale będą miały dostęp do taniej ropy i gazu, co tę rywalizację będzie napędzać.

Biorąc pod uwagę prawdopodobne geopolityczne osłabienie Rosji, o ile nie możliwość implozji, i jej rosnące uzależnienie od rynków wschodnich, jak również narastające zbliżenie między Europą i Stanami Zjednoczonymi, wojna na Ukrainie przyczyniła się do polaryzacji układu sił politycznych w świecie spowodowanej rywalizacją dwóch supermocarstw, Stanów Zjednoczonych i Chin, oraz grupujących się wokół nich dwóch obozów państw. W tym układzie Zachód odbudowuje swój sojusz z okresu zimnej wojny, wzmocniony obecnie przez nowych członków z Europy Wschodniej, kraje bałtyckie i skandynawskie, podczas gdy na Wschodzie pojawiła się tendencja do odradzania się chińsko-rosyjskiego sojuszu z lat pięćdziesiątych XX wieku, najbardziej niebezpiecznego etapu zimnej wojny.

W tej odradzającej się konfiguracji, po stronie Zachodu przywódczą rolę nadal odgrywają Stany Zjednoczone, natomiast po stronie Wschodu doszło do istotnej zmiany – przywództwo przeszło obecnie w ręce Chin, Rosja zaś stała się uboższym i bardziej nierozważnym członkiem sojuszu, wchodząc w rolę, w której niegdyś występował jej chiński sojusznik. W tej sytuacji Ukraina staje się na mapie nowymi Niemcami z okresu zimnej wojny. Jej terytorium jest podzielone nie tylko pomiędzy dwa państwa, ale pomiędzy dwie globalne strefy wpływów i dwa bloki ekonomiczne. I tak jak w przeszłości część państw pozostaje poza tymi dwoma blokami.

Wśród nich na wyróżnienie zasługują zwłaszcza Indie, które na razie zachowują status państwa niezaangażowanego, ale biorąc pod uwagę ich trudne stosunki z Chinami, w przyszłości najprawdopodobniej będą zmuszone do opowiedzenia się po jednej ze stron.

Istnieją wyraźne oznaki tego, że odwrócenie się Rosji od Zachodu nie jest przejściowym zjawiskiem. Jeśli się jednak weźmie pod uwagę niepewność, jaką nacechowane są stosunki Rosji z jednej strony z Europą i Stanami Zjednoczonymi, a z drugiej z Chinami, to trudno jest stwierdzić, czy jest to trwały trend, czy też stan przejściowy. Stosunki rosyjsko-chińskie w okresie zimnej wojny nie były ani proste, ani łatwe, ich charakter wahał się w przedziale od bliskiego sojuszu na początku lat pięćdziesiątych XX w., poprzez okres konfrontacji w latach sześćdziesiątych, kiedy to ZSRR groził Chinom atakiem z użyciem broni jądrowej, po nawiązanie specjalnych stosunków między Ameryką i Chinami w latach siedemdziesiątych.

Rywalizacja technologiczna między Rosją i Chinami, współzawodnictwo obu krajów o wpływy w Azji Centralnej, nigdy niezapomniane przez Chiny roszczenia do części rosyjskiej Syberii, w połączeniu z napływem chińskich obywateli na te rzadko zamieszkane 473 obszary, zapowiadają możliwość wystąpienia w przyszłości tarć, a nawet wybuchu konfliktu między oboma mocarstwami. Ale niezależnie od tego, czy Rosja ostatecznie opowie się po stronie jednego z wyłaniających się ośrodków mocarstwowości, czy drugiego, ogólny trend zmian zmierzających w kierunku ukształtowania się dwubiegunowego porządku świata prawdopodobnie nie ulegnie zmianie.

Światowy porządek opierający się na dominacji Stanów Zjednoczonych, który funkcjonował rankiem 24 lutego 2022 r., kiedy rozpoczęła się rosyjska inwazja na Ukrainę, przetrwał okres naporu agresora, ale przedłużająca się wojna rosyjsko-ukraińska wykazała, jak nigdy wcześniej, że istnieje nieuchronna tendencja do jego transformacji. Zamiast jednak świata wielobiegunowego, na który miała nadzieję Rosja, konflikt na Ukrainie wydaje się zapowiadać powrót do świata dwubiegunowego, podobnego do tego, jaki istniał w okresie zimnej wojny, aczkolwiek tym razem jego ośrodkami nie będą Waszyngton i Moskwa, lecz Waszyngton i Pekin.

Serhij Plokhy "Rosja-Ukraina. Największy konflikt XXI wieku"