poniedziałek, 31 lipca 2023


W sumie to można wykazać pewną prawidłowość dotyczącą picia w Rosji.

To znaczy?

Administracja pije mniej niż armia. A armia pije mniej niż flota. Miałem okazję to oglądać podczas pięciu lat służby w Petersburgu, miejscu stacjonowania rosyjskiej Floty Bałtyckiej. Bywałem na armijnych przyjęciach i miałem okazję to oglądać z bliska. Flota była zawsze znacznie bardziej pijana, mniej unikała alkoholu.

Tradycyjnie w dniu Świętego Mikołaja śniadanie wydawał rokrocznie metropolita petersburski - w parafii Świętego Mikołaja, dedykowanej dla garnizonu Floty Bałtyckiej. Na te przyjęcie przechodziły różne kategorie gości: dygnitarze świeccy, korpus dyplomatyczny, elita floty i garść wojskowych lądowych. Do tego duchowieństwo. I alkohol lał się od rana. Potrafi sobie pani to wyobrazić? W głowie stołu siedzi zacny, kulturalny i dobrze wychowany - siwy jak gołąbek - ówczesny metropolita i uczestniczy w zabawie, bo oszczędnie pije koniak Hennessy.

Zresztą to był przez lata najważniejszy zachodni napój dla rosyjskich elit. To była dla nich marka, która świadczyła o światowości, europejskości. I ten metropolita sączący go łyczkami, a cała elita pije i ryczy jak niedźwiedzie. Regularnie zacząłem bywać w Rosji w latach 70. A więc jak łatwo policzyć na palcach - mamy już piątą dekadę moich kontaktów z tym krajem. Pamiętam, jak piło się w latach 70. Pamiętam, jak się piło w latach 90. Im było w Rosji spokojniej, tym mniej się piło. Im więcej w elitach było obaw, niepokoju i niepewności, tym więcej. 

wp.pl

Premier Mateusz Morawiecki poinformował w sobotę, że ok. 100 najemników z grupy Wagnera "przesunęło się w kierunku Przesmyku Suwalskiego niedaleko Grodna na Białorusi".

- Będą pewnie przebrani za białoruską straż graniczną i będą pomagali nielegalnym imigrantom przedostać się na nasze terytorium, zdestabilizować Polskę, ale przypuszczalnie będą się też starali przeniknąć do nas, udając nielegalnych imigrantów, a to stwarza dodatkowe ryzyka - powiedział.

Słowa te odbiły się szerokim echem. Na swoim kanale na Telegramie zareagował na nie szef grupy najemników Jewgienij Prigożyn. "Premier Morawiecki bardzo się wystraszył ruchu wagnerowców w kierunku granic Polski, ale wyciągnął pochopne wnioski" - czytamy we wpisie na jego kanale.

wp.pl

Jakie wnioski możemy wyciągnąć odnośnie artylerii lufowej i rakietowej po ponad roku walk na Ukrainie? Poza tym, że nie ma czegoś takiego jak nieograniczone zapasy amunicji.

Dlaczego „poza tym" – to jeden z najważniejszych naszych wniosków! (śmiech). Faktycznie, tych wniosków jest już sporo. (...), takich jak zmiany sprzętowe, zmiany w taktyce artylerii, problemy związane z amunicją, wnioski z użycia dronów/BSL czy rozpoznania artyleryjskiego. Z pewnością nie wyczerpaliśmy tematu, a wojna się jeszcze nie skończyła...

Trudno wskazać te „najważniejsze", bo na wojnie nie wolno zaniedbywać niczego. To jest, jak słusznie podkreśla wielu obserwatorów – wojna na deficyty: niedocenienie jakiegoś obszaru otwiera szanse przeciwnikowi.

Zwróćmy jednak uwagę na kilka spraw w zakresie artylerii lufowej i rakietowej:

1) Nadchodzi koniec artylerii licznej („masowej"), ale przestarzałej. Rodzi się artyleria nowa – nieliczna, ale mobilna i rozśrodkowana, dalekonośna, z amunicją precyzyjną, strzelająca w punkt.

2) Problem zużycia luf i amunicji zakończy wkrótce żywot ukraińskiej (a także stosowanej jeszcze w państwach NATO) poradzieckiej artylerii lufowej kalibru 122 i 152 mm. Natomiast z powodu braku amunicji tych kalibrów na światowych rynkach, nikt już nie kupi nic od Rosji, nawet ich najnowocześniejszych dział typu Malwa, Magnolia czy Koalicja.

3) Lepiej mieć mniej artylerii, ale na najwyższym światowym poziomie i z dużą ilością amunicji, aniżeli dużo systemów z minimalną ilością pocisków. Swoiste kuriozum stanowi pod tym względem przykład ukraińskich HIMARS-ów: dopóki jest ich mało, to tym trudniej je namierzyć i zniszczyć...

4) Wniosek dla państw NATO jest jeden: konieczne jest posiadanie maksymalnie 2-3 systemów artylerii samobieżnej i 1-2 systemów artylerii ciągnionej oraz jednolitej 155 mm amunicji do wszystkich tych systemów. Jakie ma to znaczenie na współczesnym polu walki dobitnie pokazuje konieczność remontu ukraińskich dział oraz brak kompatybilności niektórych rodzajów amunicji do nich.

5) Głównym zagrożeniem dla artylerii stają się rozpoznawcze BSL-e i drony-kamikaze przeciwnika. Wielką rolę w tej walce odgrywać więc będzie ochrona ugrupowania bojowego jednostek artylerii, w tym obrona przeciwlotnicza i przeciwdronowa. Jednocześnie zastosowanie dronów do rozpoznania pozwala artylerii na nieszablonowe podejście do wykonywania zadań ogniowych.

6) Traci na znaczeniu szybkostrzelność dział, albowiem zwiększa ona zużycie amunicji, natomiast zyskuje mobilność i celność.

7) Nowoczesna amunicja precyzyjna może przywrócić do służby nawet te środki ogniowe, które uważano dotąd za nieperspektywiczne (vide M109, FH-70, TRF-1 idt.), a nawet uczynić z nich bardzo dobre działa.

8) Jeśli nie stać nas na sprzęt drogi i wyrafinowany, to musi być nas stać na sprzęt tani i masowy. Takie są dzisiaj drony. Taka z pewnością, niech mi święta Barbara wybaczy – nie jest współczesna artyleria...

defence24.pl




Lekarz pracujący w Kemerowie, w regionie syberyjskim, głęboko dotkniętym powracającymi z wojny w Ukrainie rannymi, ujawnia, w jakim stanie trafiają do niego rosyjscy żołnierze. Większość jest po amputacjach, zmaga się z problemami z narkotykami i alkoholem. Mają poważne problemy psychiczne.

- Oczekuje się, że każdy z pracujących lekarzy będzie leczył od 200 do 250 takich osób każdego miesiąca - powiedział. Stwierdził, że lekarze odchodzą w związku z ogromną presją, która jest na nich wywierana. Dodał, że wielu nie popiera wojny.

- Urazy, zespół stresu pourazowego - to wszystko jest oczywiście problemem, którym trzeba się zająć, ale moim zdaniem głównym problemem są uzależnienia - podkreślił. - Mówiąc wprost, wielu z tych, którzy wrócili (z wojny), to albo alkoholicy, albo częściej narkomani - dodał.

Lekarz stwierdził, że uzależnienie powoduje głównie amfetamina. - To wszystko jest dużo bardziej skomplikowane pod względem perspektyw leczenia i późniejszej socjalizacji - uważa.

Lekarz ostrzegł, że "prawie co druga osoba", powracająca z krwawej wojny Putina, przyznaje się do używania środków psychostymulujących. Opowiedział o przypadku jednego z Rosjan, który walczył wśród wagnerowców. Stał się na tyle agresywny, że zaczął znęcać się nad żoną. Ta wniosła pozew o rozwód.

Inny lekarz opowiedział: "Wrócili z wojny. Nauczyli się zabijać. Ich psychika uległa zmianie, w tym przez narkotyki". - Co więcej, wielu z nich szło na wojnę nie po to, by walczyć, ale po to, by jak najszybciej wydostać się z aresztu śledczego lub kolonii karnej. Teraz, przepraszam za ostre słowa, to są zwierzęta - dodał.

wp.pl

niedziela, 30 lipca 2023


Wydaje się, że segmenty rosyjskiej prowojennej ultranacjonalistycznej przestrzeni informacyjnej skupiają się wokół narracyjnych wysiłków Kremla, by przedstawić ukraińską kontrofensywę jako porażkę, coraz bardziej wyolbrzymiając ukraińskie straty i pisząc mniej o stratach i wyzwaniach Rosji, niż /to było/ wcześniej. Wybitni rosyjscy blogerzy coraz częściej błędnie przedstawiają ukraińskie operacje kontrofensywne jako serię nieudanych ukraińskich ataków na całej linii styku. Blogerzy szeroko powielili materiał filmowy z 29 lipca, twierdząc, że pokazuje on pojedynczy rosyjski czołg pokonujący całą ukraińską kompanię pojazdów opancerzonych, jakby zdarzenie miało miejsce niedawno, ale materiał filmowy pochodzi z 7 czerwca i pokazuje rosyjskie jednostki artyleryjskie uderzające w kolumnę ukraińską. Źródła rosyjskie wcześniej rozpowszechniały stary materiał filmowy, aby potwierdzić twierdzenia, że ​​siły ukraińskie ponoszą znaczne straty w postaci pojazdów opancerzonych, a wzmocnienie materiału filmowego z 29 lipca wskazuje, że rosyjskie źródła celowo wzmacniają stary materiał filmowy, aby wesprzeć narrację Kremla.  Prezydent Władimir Putin stwierdził niedawno, że siły ukraińskie straciły 39 pojazdów opancerzonych w ciągu kilku dni walk w zachodnim obwodzie zaporoskim, co jest godną uwagi odmianą w jego wyolbrzymianiu ukraińskich strat podczas ukraińskiej kontrofensywy. ISW oceniało wcześniej, że Kreml prawdopodobnie zmienia swoją politykę relacjonowania wojny, aby bagatelizować możliwości udanej ukraińskiej kontrofensywy i promować siebie jako skutecznego kierownika działań wojennych. Rosyjscy blogerzy nadal donoszą o lokalnych postępach Ukrainy i niektórych problemach z rosyjskimi operacjami obronnymi, ale szersze ramy operacyjne ukraińskiej kontrofensywy w prowojennej rosyjskiej przestrzeni informacyjnej są zgodne z prawdopodobną zmianą w postrzeganiu kontrofensywy przez Kreml.

Wybrani rosyjscy blogerzy mogą kształtować swój obraz szerszej ukraińskiej kontrofensywy w obawie przed karą Kremla po aresztowaniu wybitnego prowojennego krytyka Igora Girkina. Rosyjskie źródło poufne informowało 28 lipca, że ​​źródła w administracji prezydenckiej stwierdziły, że Kreml ostatnio zachęcał powiązanych z Kremlem blogerów, aby ogólnie ograniczyli relacje z wojny na Ukrainie i publikowali bardziej pozytywne treści na tematy związane z dumą nacjonalistyczną. ISW nie zaobserwowało, aby powiązani z Kremlem blogerzy ograniczali swoje relacje z wojny, chociaż powiązani z Kremlem blogerzy zaczęli dobitniej argumentować, że ukraińska kontrofensywa jest porażką. Aresztowanie wybitnych krytyków rosyjskich wysiłków wojennych na Ukrainie, takich jak Girkin, wraz z trwającymi wysiłkami rosyjskiego Ministerstwa Obrony (MON) w celu skonsolidowania kontroli nad rosyjską przestrzenią informacyjną, mogą skłonić wybranych blogerów milowych do dostosowania ich obrazu wojny do bardziej kremlowskiego niż zwykle.

Zdolność Kremla do stworzenia bardziej spójnej narracji o wojnie w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej pozostaje niepewna, a kolejne porażki Rosji lub znaczące sukcesy Ukrainy mogą zakłócić postępy Kremla w tych wysiłkach. Segmenty rosyjskiej przestrzeni informacyjnej nadal narzekają na problemy systemowe w rosyjskich wysiłkach wojennych na Ukrainie, a wielu rosyjskich blogerów prawdopodobnie zmieniłoby kurs w swoim przedstawianiu ukraińskiej kontrofensywy w przypadku znacznych zdobyczy Ukrainy. Społeczność milbloggerów nadal jest wysoce reaktywna i motywowana najistotniejszymi tematami oburzenia, a wielu milbloggerów prawdopodobnie zrezygnowałoby z prób dostosowania się do komunikatów Kremla na temat wojny w przypadku, gdyby kontrowersje dotyczące rosyjskiej porażki wywołały ponowny intensywny gniew wobec przywództwa wojska rosyjskiego. Spójnie wzmocniona i niekwestionowana kremlowska narracja dotycząca sytuacji taktycznej i operacyjnej na Ukrainie utrudniłaby precyzyjne opisywanie realiów pola walki, zwłaszcza w przypadku braku bardziej szczegółowych relacji ze strony ukraińskiej.

(...)

Siły rosyjskie podobno przeprowadziły rotację taktyczną w zachodnim obwodzie zaporoskim 29 lipca. Rosyjski bloger twierdził, że siły rosyjskie wykorzystały rzekomą przerwę w ukraińskich atakach naziemnych w pobliżu Robotyne, z powodu złej pogody, do przeprowadzenia szkolenia inżynieryjnego i nieokreślonego wymuszonego obrotu sił. Chociaż milblogger nie podał szczegółów rotacji, siły rosyjskie prawdopodobnie przeprowadziły rotację taktyczną w miejscu z inną jednostką tej samej formacji, zamiast skierować nowe jednostki na ten obszar, jak ostatnio zrobiły to siły ukraińskie. Wybitny rosyjski bloger opublikował 29 lipca materiał filmowy, twierdząc, że pokazuje elementy 292 Pułku Artylerii Samobieżnej (19 Dywizja Strzelców Zmotoryzowanych, Południowy Okręg Wojskowy) działające na kierunku Zaporoże. Inny blogger opublikował materiał filmowy wskazujący, że bliżej nieokreślone jednostki rosyjskiej 810. Brygady Piechoty Marynarki Wojennej Gwardii (Flota Czarnomorska) nadal działają w pobliżu Robotyne. 19. Dywizja Strzelców Zmotoryzowanych i 810. Brygada Piechoty Marynarki Wojennej bronią tego obszaru od początku kontrofensywy.

understandingwar.org

20 lipca Ministerstwo Skarbu USA ogłosiło sankcje wobec czterech kirgiskich firm: Kargo Line, GTME Technologii, Progres Lider i RM Design and Development. Jak czytamy w oświadczeniu ministerstwa, firmy te reeksportowały komponenty elektroniczne i inne technologie, w tym towary podwójnego zastosowania dla rosyjskiego sektora obronnego.

Dane kirgiskiego Ministerstwa Sprawiedliwości pokazują, że wszystkie cztery firmy zostały założone w zeszłym roku, a dwie z nich – Kargo Line i Progres Lider – tego samego dnia, 25 marca.

Tymczasem premier Kirgistanu Akylbek Żaparow oświadczył, że „zostaną podjęte dalsze środki mające na celu zapewnienie, że towary objęte sankcjami nie przekroczą granicy Kirgistanu i nie trafią tam, gdzie obowiązują sankcje”.

Kirgiski Państwowy Komitet Bezpieczeństwa Narodowego poinformował, że rozpoczął dochodzenie w sprawie prywatnych firm zaangażowanych w reeksport towarów objętych sankcjami. Zapewniono, że przedsiębiorstwa państwowe nie dopuszczają się „niewłaściwych działań”, a prywatne firmy mogły nie wiedzieć, jaki podmiot jest ostatecznym odbiorcą produktów.

Dane Narodowego Komitetu Statystycznego Kirgistanu pokazują, że w ostatnim czasie kraj ten gwałtownie zwiększył zarówno całkowity import towarów (z 2,4 mld dolarów w 2020 roku do 7,4 mld dolarów w 2022 roku), jak i eksport do Rosji (z 257 mln dolarów w 2020 roku do prawie 1 mld dolarów w 2022 roku).

Na uwagę zasługuje również prawie sześciokrotny wzrost importu do Kirgistanu z Chin. Dlatego nie dziwi na przykład informacja o zajęciu w Kazachstanie partii chińskich dronów przewożonych tranzytem z Kirgistanu do Rosji. Ładunek został zatrzymany, ponieważ przewoźnik nie posiadał specjalnej licencji.

Kolejny ciekawy aspekt: w 2021 roku Kirgistan w ogóle nie eksportował detonatorów elektrycznych do Rosji, ale w 2022 roku wyeksportował takie towary na sumę 882 tys. dolarów. Tak samo wygląda kwestia „innych części samolotów, śmigłowców lub dronów”. W 2021 roku – zero, w 2022 roku – eksport na sumę 1,6 mln dolarów.

Ponadto Kirgistan zaczął dostarczać do Rosji „inne  półprzewodnikowe urządzenia światłoczułe” (są to na przykład fotodetektory i czujniki podczerwieni): w roku poprzedzającym rosyjską pełnowymiarową agresję – zero, w 2022 – eksport w wysokości 302 tys. dolarów. Na uwagę zasługuje również dostawa mikroprocesorów: ponownie zero eksportu w roku 2021 i eksport za 613 tys. dolarów w roku 2022.

belsat.eu

Maria Tsiptsiura, Onet: Naprawdę odczułam różnicę w emocjach ludzi w Kijowie między pierwszym a drugim uderzeniem w most Kerczeński. Kiedy stało się to po raz pierwszy, byliśmy szczęśliwi, ale pojawiły się obawy, jak zareaguje Federacja Rosyjska. Po drugim uderzeniu dominowała opinia, że Rosja nie może w żaden sposób odpowiedzieć. W końcu Ukraina i tak jest codziennie bombardowana. Nie czułam u ludzi strachu ani zwątpienia. Czy była różnica w postrzeganiu ataków na most Kerczeński na Krymie?

Refat Czubarow: Zwolennicy Rosji wpadli w jeszcze większą histerię. Wszystko tam było. Domagali się od kierownictwa Federacji Rosyjskiej uderzenia w ośrodki decyzyjne w Kijowie. Takich apeli było wiele. Miejscowy krąg krymskich kolaborantów bardziej niż ktokolwiek inny wierzył w zapewnienia Kremla, że naloty na Krym to przekroczenie czerwonych linii. A szantaż i groźby płynące z Moskwy w sprawie półwyspu miejscowi kolaboranci potraktowali bardzo poważnie.

I nagle widzą: pierwsze uderzenie na most, drugie uderzenie na most, atak na kwaterę główną Floty Czarnomorskiej Federacji Rosyjskiej w Sewastopolu. Zarówno ci kolaboranci, jak i społeczność światowa po drugim uderzeniu byli przekonani i widzieli, że Rosja nie jest zdolna do realizacji swoich gróźb i szantażu, w tym w sprawie użycia broni nuklearnej. Przecież przed tymi uderzeniami Kreml mówił, że wkroczenie na Krym zmusi ich do wykorzystania wszystkich możliwości. Oni tego nie zrobili. I nie zrobią.

onet.pl

Jak donosi "Financial Times", ukraińscy żołnierze ostrzeliwują Rosjan pod Bachmutem amunicją, którą Moskwa zakupiła od Korei Północnej. Chodzi o pociski wystrzeliwane z samobieżnych wyrzutni rakietowych Grad. Początkowo Ukraińcy nie chcieli przyznać się do pochodzenia pocisków. Jednak zdradził je informacje zawarte na tabliczkach znamionowych. Dziennikarzom udało się zauważyć, że oznaczenia nie przypominają tych z innych ukraińskich pocisków kal. 122 mm, a zamiast tego są bardzo podobne do północnokoreańskich.

Dowódca jednej z ukraińskich baterii artylerii Rusłan powiedział w rozmowie z "Financial Times", że północnokoreańska amunicja nie jest szczególnie lubiana przez jego podkomendnych. Wiele z nich nie wybucha lub dziwnie zachowuje się w locie. Większość pocisków została wyprodukowana w latach 1980-1990.

Ukraińscy żołnierze powiedzieli, że rakiety zostały "przejęte" ze statku przez "przyjazny" kraj, zanim zostały dostarczone na Ukrainę. Odmówili podania dalszych szczegółów.

komputerswiat.pl

Irina Garina: Czy Siergiej Szojgu pojechał prosić Koreańczyków o broń i amunicję? Czy może Rosja ma jakieś inne powody, by wykazywać zainteresowanie KRLD?

Fiodor Tierticki: Myślę, że główny powód jest dyplomatyczny. Nie wiem, czy coś podpiszą, czy będą jakieś dostawy i na jaką skalę, ale jest jeden czynnik, którego wiele osób nie bierze pod uwagę: Rosjanom towarzyszy delegacja chińska i rosyjska polityka wobec Korei Północnej jest dość ostrożna.

Sprowadza się do tego, że Kreml zawsze wspiera Chiny, choć udaje, że realizuje całkowicie niezależną linię, która przypadkowo pokrywa się z linią Chin. W rzeczywistości Szojgu udał się na wspólną imprezę — z okazji 70. rocznicy zakończenia wojny koreańskiej. Korea Północna twierdzi, że wygrała tę wojnę.

Zdaje się, że rosyjskie delegacje nie latały wcześniej na te obchody?

Owszem, wcześniej Rosji tam nie było. Rosyjska ambasada zwykle nie uczestniczyła w takich ideologicznych wydarzeniach. Nie jeżdżą też na dzień założenia partii, ale jeżdżą na dzień założenia państwa, ponieważ jest to święto państwowe bez ideologii.

Czyli Szojgu pojechał tam, bo są tam Chińczycy i bez nich by tam nie pojechał.

Kreml może być obrażony na Koreę Południową z powodu wizyty południowokoreańskiego prezydenta w Kijowie, a to jest sygnał: patrzcie, nie jesteśmy z was zadowoleni.

Jest jeszcze jedna kwestia. Nawet jeśli Szojgu po prostu tam pojedzie, zobaczy show i wróci, sam fakt wizyty pojawi się już we wszystkich raportach analitycznych różnych krajów i organizacji.

Wszelkiego rodzaju ministerstwa spraw zagranicznych napiszą: Szojgu odwiedził, najprawdopodobniej rozmawiali o kwestiach wojskowych, Rosja ma wpływy w Korei Północnej. Tylko dlatego, że Szojgu wsiadł do samolotu, Kreml zwiększył swoje znaczenie dyplomatyczne.

A kto chce być tak postrzegany? Korea?

Kreml chce. Polityka zawsze była taka: pokażmy, że jesteśmy bardzo wpływowym mocarstwem, a potem można to na coś wymienić. Oczywiście wszystko zmieniło się wraz z wybuchem wojny i ta doktryna mogła się zmienić. Ale taka była doktryna od czasów późnego Gorbaczowa do 2022 r. W rzeczywistości nikt nie pomaga Korei Północnej.

Z wyjątkiem Chin.

Dokładnie tak: z wyjątkiem Chin. Dysponuję statystykami dotyczącymi bilansu handlowego Korei Północnej z Chinami, Rosją i innymi krajami

Chiny są zdecydowanie na pierwszym miejscu.

Zgadza się.

A Rosja, myślę, że jest blisko końca.

Czterdziesta pierwsza. Współpraca gospodarcza między KRLD a Rosją prawie nie istnieje. Obliczyłem: to 0,006 proc. poziomu obrotów z Chinami.

Koreańczycy z Północy są jak wiemy mistrzami dyplomacji. Ale teraz wydaje się, że trafiła kosa na kamień. Jest tam rosyjski ambasador Aleksander Macegora, człowiek znający się na rzeczy. Koreańczycy z Północy przychodzą do niego i próbują swoich sztuczek: tak bardzo was wspieramy, tak bardzo chcemy się z wami przyjaźnić — na wszystkich frontach, a Krym jest wasz i w ogóle wszystko, co mówicie, jest wasze.

To w nadziei, że Moskwa uśmiechnie się i powie: skoro tak, to zatrzymajcie to, to i to. Ale zamiast "prezentów" mówi się im również, jakimi są wspaniałymi ludźmi. Przez cały 2014 r., po Krymie i Donbasie, Pjongjang zabiegał o względy Moskwy, ale najwyraźniej otrzymywał tylko uśmiechy.

A co chce otrzymać KRLD?

Pomoc gospodarczą. KRLD chce żywności, chce ropy, chce po prostu pieniędzy. Najlepiej dużo pieniędzy. Koreańczycy z Północy są ludźmi bardzo dobrze zaznajomionymi z międzynarodowym czarnym rynkiem. Oczywiście mogliby napisać listę zasobów dla swojego przemysłu, ale myślę, że zasada tutaj jest taka: daj nam wszystko i więcej, a my to odsprzedamy. No dalej, Rosjanie, jazda. W Związku Radzieckim to robili — wy też.

Okazuje się, że nadeszła ich najlepsza godzina: w końcu Rosjanie mogą czegoś od nich potrzebować. Prawdopodobnie broni.

Więc coś może się wreszcie zmienić. Ale kiedy w przypadku Korei Północnej wydaje się, że coś się zmieni, nadal tak nie jest. Tak było przez ostatnie 20 lat, ale to nie znaczy, że tak będzie teraz.

Oto konkretne rozmowy na temat tego, czego potrzebuje Rosja, które można już rozpocząć. Czy Korea Północna, gdzie brakuje żywności, ma broń w takiej formie i ilości, że może się nią dzielić?

Tak, oczywiście. Choć gospodarka cywilna Korei Północnej jest w potwornym stanie, poziom życia jest tam niższy niż w Tadżykistanie.

Ale pod względem wszystkiego, co ma związek z wojną, Korea Północna jest dość potężnym krajem. Na przykład Północnokoreańska Armia Ludowa ma więcej personelu niż rosyjskie siły zbrojne.

Pomimo faktu, że populacja Korei Północnej jest sześć razy mniejsza.

Służą oni w armii przez siedem lub osiem lat. I to po bardzo dużej liberalizacji, ponieważ wcześniej było to 10-11 lat. W latach 2015-2016 do wojska zaczęto wcielać kobiety.

Gdzie trenują i doskonalą swoje umiejętności bojowe?

Służba w armii KRLD to nie tylko szkolenie, to także, warunkowo, pomoc w kolektywnym gospodarstwie rolnym. Jednostki elitarne oczywiście znajdą miejsca do szkolenia, ale jeśli służysz w zwykłej kompanii piechoty, to z reguły jest to mobilizacja do pracy.

Teoretycznie taka armia powinna być zainteresowana szkoleniem w warunkach prawdziwej wojny. Czy mogą się dogadać z Szojgu, żeby północnokoreańscy "ochotnicy" walczyli w Ukrainie?

Generał w Korei Północnej za takie pomysły zakończyłby karierę. Wszystkie pogłoski o tym, że północnokoreańscy "ochotnicy" pojadą na front, są całkowicie sprzeczne z ideologią państwową.

Jak to? Nie można iść walczyć?

To śmiertelnie niebezpieczne dla reżimu. Bo kiedy ktoś opuszcza kraj, nie ma już nad nim kontroli. Poznaje świat i obserwuje. To zawsze jest bardzo złe, ale jest szczególnie złe, jeśli ta osoba jest wojskowym. Ponieważ wojskowy ma broń i strzela.

Jeśli spojrzeć na historię, Koreańczycy z Północy bardzo niechętnie wysyłają swoje wojska do udziału w jakichkolwiek konfliktach. Pamiętam, że wysłali pilotów podczas wojny w Wietnamie. Ile lat minęło od tego czasu?

Zasadniczo dla Korei Północnej nie ma znaczenia, czy Kijów zostanie zajęty. To ważne dla Putina, a Kim Dzong Una nie obchodzi to w najmniejszym stopniu. I nikt tam nie podejmie ryzyka w imię nie wiadomo czego, otwierając tak bardzo granice dla wojska.

Zadaniem Korei Północnej jest zbudowanie "żelaznej kurtyny" na tyle, na ile to możliwe, aby wszyscy wiedzieli o świecie zewnętrznym tylko to, co mówią ich przełożeni, a oni mają siedzieć cicho i nie wychylać się.

Rozumiem, że z tego samego powodu raczej nie zgodzą się na wysyłanie koreańskich robotników do fabryk wojskowych w Rosji?

Nie sądzę. Najwyżej mogą wysłać pracowników na zajęte terytoria, żeby coś tam odbudowali. W każdym razie mówiło się o tym, to możliwe.

No tak, nie zobaczą tam nic dobrego i ideologicznie niebezpiecznego.

Być może już zdecydowali, że wysyłanie ludzi nawet tam jest zbyt niebezpieczne. Północnokoreańscy robotnicy chętnie jeździli do Rosji, ponieważ rosyjskie płace były dla nich ogromne, ale tam starano się ich kontrolować tak bardzo, jak to możliwe. I nadal jest to niebezpieczne, ponieważ w porównaniu z Koreą Północną, każdy inny kraj jest otwartym społeczeństwem.

Rosja, na przykład, ma internet. Tak, jest on cenzurowany, ale istnieją sieci VPN. A w Korei Północnej w ogóle nie ma internetu jako takiego.

Czytałam, że nieautoryzowany dostęp do informacji w Korei Północnej jest karany śmiercią. Czy to prawda?

W kodeksie karnym jest to kilka lat w obozach. Chociaż, jeśli masz pecha, możesz zostać zastrzelony. Ogólnie rzecz biorąc sąd ludowy nie może skazać na śmierć, a jedynie na długoterminowe więzienie. Ale jeśli ktoś trafi do północnokoreańskiego obozu, to prawdopodobieństwo, że tam umrze, jest dość wysokie. Warunki są tam straszne.

A jeśli oficera bezpieczeństwa goni statystyka, nie ma sumienia i zbytnio cię nie lubi, może od razu postawić cię przed plutonem egzekucyjnym.

Czego Rosja może jeszcze zażądać od KRLD w zamian za żywność?

Teoretycznie Rosja może chcieć pocisków artyleryjskich. Artyleria stanowi bardzo dużą część północnokoreańskiej armii. Przed wprowadzeniem broni nuklearnej artyleria była główną siłą odstraszającą. Jestem teraz w Seulu, granica z Koreą Północną jest oddalona o 70 km. Jeśli to porównać, to tak jak niemiecka armia pod Moskwą w 1941 r.

Mamy tu "Niemcy pod Moskwą" nieprzerwanie od 1953 r. Rozmieszczona jest tam duża grupa artylerii, która otwiera ogień, gdy tylko coś zobaczy. A ponad połowa naszego kraju mieszka w stolicy i na jej przedmieściach, więc ich artyleria oczywiście wyrządza wiele szkód. Jeśli spojrzeć na strukturę sztabu generalnego KRLD, ich strukturę dowodzenia, można zobaczyć, jak dużą rolę odgrywa tam artyleria.

Ponadto mają bardzo dobrze rozwinięty przemysł wojskowy. Jedną z ich doktryn jest zasada równoczesnego rozwoju gospodarczego: około połowa powinna należeć do przemysłu cywilnego, a połowa do wojskowego. W ich lokalnym slangu nazywa się to: "druga gospodarka". Duża część fabryk wojskowych znajduje się pod ziemią i produkuje się tam pociski.

A ponieważ Koreańska Armia Ludowa została kiedyś stworzona przez Związek Radziecki, sporo amunicji jest kompatybilna z rosyjską bronią. Tak więc obraz tutaj się uzupełnia.

W jednym z postów Grupy Wagnera na Telegramie wspomniano, że Koreańczycy z Północy zaopatrują "nas", czyli najwyraźniej wagnerowców, w amunicję. Ci ludzie są trochę nieogarnięci, więc spokojnie mogliby zdradzić coś tajnego. Ale nie widziałem dowodów, takich jak na przykład w przypadku irańskich dronów.

A KRLD zawsze temu zaprzeczała: mówią, że nie dajemy Rosji żadnej broni.

Właśnie. Zaprzeczenie. Pisali bardzo agresywne raporty na ten temat. Nie mogę powiedzieć z całą pewnością, że kłamali, ale nie zostało to udowodnione.

Co Chiny sądzą o takim układzie — broń za żywność? Chiny są dość zazdrosne o kontakty KRLD.

To najważniejszy czynnik, który może wpłynąć na wszystko. Chiny absolutnie nie potrzebują wzrostu rosyjskich wpływów w KRLD. Chiny uważają, że jest to ich strefa, ich lenno.

Jeśli Xi Jinping będzie za bardzo flirtował z Łukaszenką, Putinowi też się to nie spodoba. Jedyna różnica polega na tym, że Xi jest znacznie silniejszą postacią niż Putin i naprawdę niebezpiecznie jest go wkurzyć.

Myślę więc, że jeśli coś zostanie tam osiągnięte, to najpierw zostanie to dziesięć razy uzgodnione z chińskimi towarzyszami. Tak, aby towarzysz Xi w żaden sposób nie pomyślał niczego złego.

Jak dotąd wszystkie próby KRLD dotarcia do Moskwy kończyły się fiaskiem. Kreml idzie śladem Chin i kiedy Pekin zatwierdza sankcje wobec KRLD, Moskwa natychmiast je zatwierdza. Był tylko jeden wyjątek: kiedy pod naciskiem Rosji rezolucja Rady Bezpieczeństwa przesunęła o rok termin deportacji pracowników.

Teraz rozumiem, w jaki sposób rezolucje zakazujące Korei posiadania określonej broni mogły powstać w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Rosja nie zawetowała, bo Chiny nie chciały?

Realistycznie rzecz biorąc, to nie pięciu członków RB ONZ musi się zgodzić, ale dwóch — USA i Chiny. Rosja zagłosuje tak samo jak Chiny, a Anglia i Francja zagłosują tak samo jak USA.

Dlaczego w KRLD jest taki problem z żywnością, dlaczego cały czas panuje tam głód? Dostali przecież najbardziej rozwinięte i żyzne terytoria po wojnie koreańskiej.

KRLD dostała tereny rozwinięte przemysłowo, ale nie żyzne. Południe zawsze było agrarne, a Północ zawsze była przemysłowa. Przed 1945 r., tj. pod rządami Japończyków, większość przemysłu koncentrowała się na Północy.

Po pierwsze dlatego, że było tam mniej ziemi uprawnej. Po drugie, Japończykom wygodniej było prowadzić wojnę z Chinami. Produkowali więc broń na północy, a następnie przez Mandżurię wieźli ją na front i tam zabijali chińskich żołnierzy. A dlaczego jest to dziś w takim stanie — to długa historia.

Ale dlaczego mają tak źle? Przecież ciężko pracują, prawda?

Ponieważ Kim Il Sung był ignorantem w dziedzinie ekonomii. Jego celem było przejęcie Korei Południowej, a ponieważ nie udało mu się to w wojnie koreańskiej, chciał się zemścić. Uważał model stalinowski za model idealny. I kochał go bardziej niż samego Stalina. W archiwach jest taki dialog między Stalinem a Kim Il Sungiem.

W 1952 r. Stalin mówi: "Towarzyszu Kim Il Sung, powinniście trochę poluzować śruby i zacząć handlować z krajami kapitalistycznymi". A Kim odpowiada: "Z całym szacunkiem, towarzyszu Stalin, nie, tylko przemysł ciężki".

Gospodarka KRLD w mniejszym lub większym stopniu istniała tylko wtedy, gdy była sponsorowana przez kraje zewnętrzne. Głównie ZSRR i Chiny.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych KRLD nauczyło się doić jednych i drugich podczas sowiecko-chińskiego konfliktu: Moskwie mówili, że pójdą do Pekinu, a Chińczykom grozili, że pójdą do Sowietów. Pomoc płynęła więc szeroko. Skończyło się to po zimnej wojnie. Potem ZSRR powiedział, że nie da nic więcej Koreańczykom Północnym, a oni pokłócili się z Chinami, kiedy te uznały Koreę Południową, bo Kim Il Sung pomyślał, że został zdradzony.

Nóż w plecy.

W rezultacie w latach 90. w KRLD zapanował głód. Potem zaczął pojawiać się czarny rynek, "szara strefa" gospodarki, którą uznano, a następnie przykręcono śrubę, co pozwoliło jakoś utrzymać gospodarkę na powierzchni do 2020 r.

Potem pojawił się koronawirus, a Koreańczycy z Północy zareagowali w typowy dla siebie sposób: zamknęli kraj w kokonie. I jeszcze nie wyjęli go z tego kokonu, tj. wszystkie środki koronawirusowe mające na celu izolację kraju są utrzymywane. Istnieje pesymistyczna hipoteza, że jeśli rząd dokręcił śruby, to już ich nie odkręci. Pesymiści wśród moich kolegów uważają, że tak właśnie będzie w KRLD.

Skąd wezmą pociski do dzielenia się? A zresztą — skąd wiadomo, że faktycznie mają broń?

Nikt nie wie na pewno, ile jej mają ani co mają.

Właśnie. Według ich własnych danych mają pierwszą armię na świecie i wygrywają mistrzostwa w piłce nożnej. Dlaczego uważamy, że mają pociski?

Na pewno mają pociski, ich przemysł został stworzony do tego od najdawniejszych lat. Ogromny postęp, jaki poczynili w dziedzinie rakiet, jest tego pośrednim dowodem.

Pamiętam anegdoty z lat dziewięćdziesiątych o północnokoreańskich rakietach zawsze spadających do morza, o północnokoreańskich hakerach piszących listy "czy mógłbyś sam sformatować swój dysk, ponieważ chcemy złamać twój komputer, ale nie wiemy jak".

Teraz mają takich hakerów, że organizują największe ataki na świecie, a rakiety latają tak, że według USA mogą absolutnie uderzyć w Kalifornię, a nawet Waszyngton i Nowy Jork.

Osobliwością gospodarki planowej jest to, że prawie nic w niej nie działa, z wyjątkiem tych sektorów, które szef wskaże palcem, takich jak wojsko. Potrzebowali artylerii tylko dlatego, że dziadek ich obecnego przywódcy chciał przejąć Południe. Myślę więc, że do pewnego stopnia powinni ją mieć.

Czy będzie to zależało od stanowiska Chin? To znaczy, jeśli Chiny na to pozwolą, będą pociski, jeśli nie pozwolą, to "nie damy wam nawet karabinu"?

Dokładnie tak, bardzo precyzyjnie to pani sformułowała: w zasadzie wszystkie negocjacje Szojgu i Kima będą zależały od stanowiska Chin. Pal licho rozmowy o suwerenności, czy to w Pjongjangu, czy w Moskwie. Co więcej, to właśnie konsekwentnie prochińskie stanowisko Moskwy odegra tutaj rolę.

KRLD może sobie pozwolić na lekceważenie chińskiej woli, są pewni, że Chińczycy i tak udzielą pomocy, nigdzie się nie ruszą, bo Chiny potrzebują KRLD jako kraju buforowego. W ten sam sposób przyszli z pomocą podczas wojny koreańskiej, chociaż Mao zgodził się dosłownie w ostatniej chwili. Tu o wszystkim zadecydują Chiny, ale nie wiemy, jak potoczą się te negocjacje.

onet.pl/Nowa Gazieta

sobota, 29 lipca 2023


27 lipca siły ukraińskie wyzwoliły Staromajorśke na południe od Wełykiej Nowosiłki, pogłębiając wdarcie w tereny kontrolowane przez Rosjan przed rozpoczęciem ofensywy (4 czerwca) do 8,5 km. Walki o utrzymanie miejscowości mają być jeszcze podejmowane przez agresora, jednak dotychczasowe jego kontrataki – w tym próba oskrzydlenia wojsk przeciwnika od północy (uderzeniem na Makariwkę) – zakończyły się niepowodzeniem. Zajęcie Staromajorśkego przybliża siły ukraińskie do pierwszej linii umocnień wroga (w rejonie Staromłyniwki, do której pozostało im 5 km) i ułatwia im uderzenie na sąsiednie Urożajne. Nie przyniosły natomiast powodzenia kolejne ukraińskie ataki na południe od Orichiwa (Rosjanie mieli odzyskać część wcześniej utraconych terenów w okolicach wsi Robotyne).

W dniach 25–26 lipca najeźdźcy utworzyli i poszerzyli nowy przyczółek po zachodniej stronie rzeki Żerebeć w obwodzie ługańskim, włamując się w pozycje ukraińskie na głębokość do 3 km. Wojska agresora zajęły Serhijiwkę, a według niektórych źródeł – także leżącą na zachód od niej miejscowość Nadija oraz – częściowo – położoną na południe Nowojehoriwkę. W komentarzu dla CNN rzecznik Wschodniego Zgrupowania Wojsk Sił Zbrojnych Ukrainy pułkownik Serhij Czerewaty stwierdził, że nie potwierdza tych doniesień i że „linia taktyczna praktycznie się tam nie zmieniła”. W ostatnich dniach ukraiński Sztab Generalny informuje jednak o walkach w rejonie Nadii. Według niego na południowy zachód od Bachmutu wróg miał też wyprowadzić kontrataki oskrzydlające działające tam siły ukraińskie, atakując leżące po przeciwnej (zachodniej) stronie kanału Doniec–Donbas miejscowości Stupoczky i Dylijiwka, co najprawdopodobniej wpłynęło na wyhamowanie ukraińskich działań ofensywnych (w poprzednim tygodniu obrońcy poszerzyli swój stan posiadania po wschodniej stronie kanału). Kolejne rosyjskie ataki na zachodnich obrzeżach Bachmutu, w masywie leśnym na południowy zachód od Kreminnej oraz w okolicach Awdijiwki i Marjinki nie przyniosły zmian.

26 lipca najeźdźcy przeprowadzili zmasowany atak rakietowy na ukraińską infrastrukturę wojskową. Jednym z jego głównych celów było lotnisko w Starokonstantynowie w obwodzie chmielnickim. O eksplozjach donoszono także z obwodów kirowohradzkiego, lwowskiego, winnickiego (następnego dnia podano, że atak miał miejsce na obrzeżach Winnicy, a poszkodowanych zostało pięć osób) i żytomierskiego. Ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych deklarowało zestrzelenie 36 pocisków manewrujących (33 Ch-101/Ch-555 i 3 Kalibr), a jego rzecznik pułkownik Jurij Ihnat powiadomił (niezależnie od komunikatu Dowództwa) o wykorzystaniu przez agresora również pocisków hipersonicznych Kindżał i – prawdopodobnie – rakiet balistycznych. Według ukraińskiego Sztabu Generalnego przeciwnik miał użyć łącznie 49 rakiet. Nocą 27 lipca Starokonstantynów miał być też celem dronów kamikadze Shahed-136/131. Obrońcy ogłosili zniszczenie wszystkich ośmiu atakujących bezzałogowców.

27 lipca miał miejsce kolejny atak rakietowy na infrastrukturę portową Odessy. Dwa pociski Kalibr miały trafić w terminal cargo. Minister infrastruktury Ołeksandr Kubrakow poinformował, że w ciągu dziewięciu dni ataków na porty w obwodzie odeskim Rosjanie uszkodzili bądź częściowo zniszczyli 26 obiektów infrastruktury i pięć statków. 27 lipca wrogie pociski spadły również na Awdijiwkę oraz Wełykyj Burłuk w obwodzie charkowskim, a 25 lipca – na Awdijiwkę. Z kolei 26 lipca celem rosyjskich dronów kamikadze miały być obiekty przemysłowe w obwodzie charkowskim. Według ukraińskich doniesień agresor miał w ostatnich atakach wykorzystywać drony Shahed niepochodzące z Iranu, a wyprodukowane w Rosji (pod marką Gerań, którą oznaczano także modyfikowane w tamtejszych zakładach bezzałogowce z Iranu), na co wskazują znalezione w szczątkach komponenty. Siły ukraińskie przeprowadziły atak rakietowy 28 lipca, a jego celem był skład paliwa w Szachtarsku w okupowanej części obwodu donieckiego.

(...)

Komentarz

W ostatnich tygodniach doszło do utrwalenia sytuacji, w której obie strony wykazują inicjatywę i podejmują działania zaczepne. Głównym obszarem aktywności ukraińskiej jest przy tym południowy odcinek linii styczności (w obwodzie zaporoskim i zachodniej części obwodu donieckiego), a rosyjskiej – wschodni (północno-wschodnia część obwodu donieckiego oraz pogranicze obwodów ługańskiego i charkowskiego). Specyficzna sytuacja ma miejsce w rejonie Bachmutu – tu działania podejmują obie strony (Ukraińcy sporadycznie atakują także w okolicach Awdijiwki i Marjinki). Sprawia to, że osiągnięte przez każdą z nich postępy terenowe – z reguły nieznaczne – są niemal w tym samym czasie niwelowane stratami poniesionymi na innym kierunku. Mimo podkreślania przez Kijów, że na południu trwa kontrofensywa, na wszystkich kierunkach działania mają charakter wojny pozycyjnej. Kwestią otwartą pozostaje, czy w najbliższym czasie któraś ze stron doprowadzi do przełamania pozycji przeciwnika w stopniu umożliwiającym rozwinięcie powodzenia i osiągnie szybsze niż obserwowane w ostatnich tygodniach zyski terytorialne (prawdopodobnie kosztem dużo wyższych strat niż ponoszone obecnie). Podtrzymywanie przez Kijów przekazu o trwającej kontrofensywie potwierdza, że przyspieszeniem działań zainteresowana jest przede wszystkim Ukraina.

osw.waw.pl

piątek, 28 lipca 2023


Gazeta "Kölner Stadt-Anzeiger" widzi sprawę następująco: "Nie powinno się wierzyć w zbieg okoliczności, że żołnierze akurat teraz próbują puczu w Nigrze. W Petersburgu Rosja i kraje afrykańskie spoktały się na szczycie. Prezydent Rosji, zbrodniarz wojenny Władimir Putin, chce zademonstrować, że jego wpływ na Afrykę jest nadal duży i że po ataku na Ukrainie nie jest wcale tak odizolowany, jak życzyłby sobie tego Zachód. Dla lidera puczystów powodem przejęcia władzy przez wojsko było rzekomo złe gospodarcze i socjalne rządzenie krajem. W rzeczywistości jest to obawa przed wzmocnieniem demokracji, przed wolnością i prawami kobiet. Strach przed wszystkim, czego chce prezydent Bazoum".

Gazeta "Volksstimme" z Magdeburga ocenia, że w Nigrze realizuje się aż nadto dobrze znany scenariusz.

"Nie licząc paru wyjątków, systemy rządów w Afryce to zazwyczaj pozorowane demokracje albo dyktatury. Pucz w Nigrze wpisuje się w zwyczajowy obieg spraw. Wybrany demokratycznie władca jest usuwany na drodze puczu przez wojsko, co uzasadnia się potrzebą ratowania narodu, choć ten wcale nie jest zagrożony. Szef junty zapewne sam stanie się potentatem i prawdopodobnie zostanie sam usunięty w wyniku kolejnego puczu. Strefa Sahelu jest obecnie szczególnie dotknięta. W sąsiednim Mali doszło od 2020 r. już do dwóch puczów. Ponieważ w regionie subsaharyjskim grasują do tego islamiści, Mali miało zostać ustabilizowane przez misję ONZ z niemieckim udziałem. Wszystko na nic. Siły międzynarodowe zostały wyrzucone z kraju. Zamiast tego zaangażowano rosyjskich najemników Wagnera. Światowa polityka przebija się aż do Timbuktu (Mali). Rosja zaprasza na szczyt afrykański, aby, jak Chiny, zabezpieczyć swoje synekury. Jeśli Amerykanie i Europejczycy przychodzą z demokratycznymi pryncypiami, to już przegrali".

Już teraz sytuacja w Afryce jest w wielu miejscach napięta albo wręcz dramatyczna, ocenia gazeta "Neue Osnabrücker Zeitung". "Sahara rozprzestrzenia się coraz bardziej, także w wyniku zmian klimatycznych, a niszczycielskie wieloletnie susze oraz wojny domowe rujnują rolnikom zbiory. ONZ ostrzega obecnie przed kryzysem żywnościowym w Sudanie, Południowym Sudanie, Burkina Faso, Mali, Nigerii, Afganistanie i Jemenie. Żyją tam setki milionów ludzi, którzy z powodu sytuacji w Ukrainie będą jeszcze bardziej głodować. To sprawia, że Rosja staje się jeszcze ważniejsza, przecież ten kraj jest największym na świecie producentem pszenicy" – czytamy.

onet.pl

Adam Świerkowski, Defence24.pl: Zanim porozmawiamy o obecnej sytuacji ukraińskiej artylerii, chciałbym zapytać o to, jak to wyglądało przed 24 lutego 2022 roku. Na jakim sprzęcie bazowały ukraińskie jednostki artylerii lufowej i rakietowej?

ppłk rez. mgr. inż. Tomasz Lisiecki: Można to podsumować jednym słowem – "poradzieckim". W 1991 r., gdy Ukraina odzyskała niepodległość, był to sprzęt zarówno mocno przestarzały, jak i najbardziej nowoczesny. A były to ogromne liczby: ok. 2500 dział, 600 moździerzy i 640 wyrzutni rakietowych kalibru powyżej 100 mm. Ale to było 30 lat temu... Do wiosny 2014 r. duże ilości sprzętu zmagazynowano, część sprzedano za granicę. W szkoleniu zużyto też ogromne ilości amunicji. Wojna o Donbas zastała ukraińskie Wojska Rakietowe i Artylerii (jak i całe Zbrojne Siły Ukrainy) w stanie totalnego paraliżu. Nie chodzi tylko o to, że istniały wówczas dwie brygady artylerii (trzecią rozwiązano do grudnia 2013 r.!) a także jedna brygada i trzy pułki artylerii rakietowej. Każda z tych jednostek była w stanie wystawić bez mobilizacji nie więcej niż jeden dywizjon. Ponadto takie decyzje jak wycofanie z użytkowania w 2013 r. dział samobieżnych 2S1 Goździk nosiły wręcz znamiona sabotażu.

Wojna o Donbas w latach 2014-2021 zmieniła całe ukraińskie Siły Zbrojne. Ale "ciche" embargo na dostawy najnowszego sprzętu wojskowego, a także zużycie i zniszczenie przez Rosjan ogromnych zapasów amunicji, odniosły skutek po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji rosyjskiej. Do tego dodać należy problemy ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego, który nie potrafił sobie poradzić nie tylko z produkcją nowoczesnego sprzętu artyleryjskiego, ale i podwozi do starzejących się wyrzutni rakietowych czy prostych, wydawałoby się, moździerzy.

Do 24 lutego 2022 r. zmieniło się wiele. Wojna o Donbas doprowadziła do znacznej rozbudowy ukraińskich WRiA. Na początku 2022 r. w Zbrojnych Siłach Ukrainy było już osiem samodzielnych brygad artylerii (SBA), dwie brygady artylerii rakietowej (BAR), brygada rakiet (BR) oraz dwa pułki artylerii rakietowej (PAR), z czego 10 brygad i pułk znajdowało się w składzie Wojsk Lądowych, a SBA i PAR – w składzie Sił Morskich. SBA miały różną strukturę, ale tylko dwie dysponowały działami samobieżnymi (26. BA – 152 mm 2S19 Msta i 152 mm 2S5 Hiacynt, a 43. SBA – 203 mm 2S7 Pion). Pozostałe brygady posiadały ciągnione 152 mm armaty 2A36 Hiacynt-B i haubicoarmaty 2A65 Msta-B. Ponadto każda brygada miała etatowy dywizjon przeciwpancerny wyposażony w 12 egzemplarzy 100 mm armat ppanc. MT-12 Rapira i 6 sztuk samobieżnych wyrzutni ppk 9P149 Szturm-S. 19. BR wyposażona była w wyrzutnie rakiet 9K79-1 Toczka-U (raczej 12 niż 24 egzemplarze), 15. PAR i 107. BAR – w 300 mm wyrzutnie BM-30 (9A52) Smiercz/Wilcha, a 27. BAR i 32. PAR – w 220 mm wyrzutnie BM-27 (9P140) Uragan/Burewij.

Z powodu braku w armii ukraińskiej szczebla dywizyjnego, brygady kadrowe posiadały silną brygadową grupę artylerii (BGA, praktycznie – pułk) o zasięgu ognia do 24 km. W brygadach pancernych etatowo znajdowały się dwa dywizjony artylerii samobieżnej (122 mm 2S1 Goździk i 152 mm 2S3 Akacja) i jeden dywizjon artylerii rakietowej 122 mm BM-21 Grad. Brygady zmechanizowane miały podobną artylerię oraz dywizjon przeciwpancerny (o takim samym składzie jak w SBA). BGA brygad górsko-szturmowych dysponowały dywizjonem artylerii haubic (152 mm D-20 lub 122 mm D-30), dywizjonem artylerii samobieżnej 2S1 (tylko 10. SBGór.-Szturm.), dywizjonem artylerii rakietowej BM-21 i przeciwpancernym. Natomiast brygady piechoty zmotoryzowanej posiadały etatowo dywizjon haubic (D-20), baterię BM-21 (lub jej ukraińskie modernizacje Werba i Bastion) oraz dywizjon przeciwpancerny. Niestety – sprzętu zabrakło już dla brygad OT i kolejnych jednostek odwodowych... Według szacunków, jakie zamieściliśmy w naszej książce o WRiA Ukrainy, oceniam, że na początku wojny dysponowały one około 46-47 dywizjonami artylerii samobieżnej, 35-37 dywizjonami artylerii ciągnionej, 33-36 dywizjonami artylerii rakietowej i 3 dywizjonami rakiet, a także 30 dywizjonami artylerii przeciwpancernej.

Jak obecnie wygląda kwestia ukraińskich jednostek artyleryjskich? Czy rzeczywiście nastąpił znaczny stopień wymiany sprzętu na NATO-wski? Czy może wyrównuje się on procentowo z dalej przekazywaną artylerią postsowiecką?

Wojna zmienia wszystko. Wojny ostatniego stulecia pokazują, że armie nigdy nie kończą ich z takim sprzętem, z jakim je rozpoczynały. Tak samo jest z WRiA Ukrainy. Być może sprzęt poradziecki dalej stanowiłby podstawę ukraińskiej artylerii, ale... zabrakło amunicji. Ukraina bowiem nie produkowała jej (!) i praktycznie żyła z zapasów pozostawionych przez ZSRR. Sytuacja zmieniła się radykalnie po kampanii kijowskiej, gdy rozpoczęły się zacięte walki o Siewierodonieck i Lisiczańsk. Tam po prostu skończyła się poradziecka amunicja, zwłaszcza 152 i 122 mm, zapasy rakiet Toczka oraz amunicja rakietowa do Uraganów, Smierczy i ich ukraińskich modernizacji. Sytuację uratowały dostawy dużych ilości sprzętu zachodniego (przede wszystkim szybki przerzut już w kwietniu 2022 r. 90 amerykańskich 155 mm haubicoarmat ciągnionych M777) oraz poradzieckiego (tożsamego z używanym przez Ukraińców) wraz z zapasami amunicji.

Dlatego SZU mogły sobie pozwolić na wycofanie z istniejących Samodzielnych Brygad Artylerii 152 mm dział ciągnionych i przekazanie ich do nowoformowanych Samodzielnych Brygad Artylerii i Brygad Samodzielnych Brygad Zmechanizowanych. Także w BR i SBR/PAR wyrzutnie rakiet i dalekonośne wyrzutnie rakietowe zastąpiono stopniowo systemami HIMARS i MLRS. Przy czym warto podkreślić, że 15. Pułk Artylerii Rakietowej rozwiązano z braku sprzętu i amunicji do systemów Smiercz, a na jej bazie powstała 15. Samodzielna Brygada Rozpoznania Artyleryjskiego (SBRA), którą wyposażono w nowoczesne systemy rozpoznania, zarówno bezpilotowe statki powietrzne, jak i stacje radiolokacyjne. Brygady artylerii otrzymały sprzęt najnowocześniejszy: 155 mm ahs Krab (26. SBA), PzH 2000 (26., potem 43. SBA) i CAESAR-y (55. SBA), ale większość z nich otrzymała 155 mm haubicoarmaty ciągnione M777, FH-70 i Tr F1 (40., 44., 45., 55. i 406. SBA). Do brygad pancernych, zmechanizowanych i górsko-szturmowych zaczęły napływać starsze typy uzbrojenia artyleryjskiego z Zachodu, przede wszystkim różne wersje M109 z lufami L/39, ale też Zuzany 2 z lufami L/52 i doskonale nam znane 152 mm ahs DANA. Ponadto niektóre brygady doposażono w wyrzutnie rakietowe RM-70/RM-70 Vampire. Ciekawie wygląda też sytuacja w Wojskach Desantowo-Szturmowych (WD-Sz.), które oddały brygadom specjalnym i szturmowym swoje 122 mm haubice D-30 i zamieniły je na zachodnie 105 mm haubice L119/M119.

Z kolei brygady nowo formowane otrzymywały początkowo sprzęt wycofywany ze starych Samodzielnych Brygad Artylerii, brygad zmechanizow., SBPanc. i brygad WD-Sz., który w miarę napływu zastępowany jest sprzętem z Zachodu. Dziś są to przede wszystkim M109A6 Paladin i brytyjskie AS-90, których dostarcza się coraz więcej, ale są też zapowiedzi wysłania szwedzkich Archerów czy tureckich Fırtın. Na koniec ubiegłego roku szacowałem, że Ukraina mogła otrzymać ponad 300 dział ciągnionych o kalibrach od 105 do 155 mm, 350 dział samobieżnych i 148 wyrzutni rakietowych (w tym ok. 40 HIMARS/MLRS). W sumie dawało to około 900 systemów artyleryjskich. Dziś ta liczba grubo przekracza 1 500 egz. Podobnie proces ten wygląda w kwestii moździerzy. Ten proces zastępowania poradzieckiego uzbrojenia artyleryjskiego sprzętem zachodnim jest więc stopniowy i nieodwracalny.

Co lepiej sprawdza się na ukraińskich stepach: systemy artyleryjskie na kołach czy gąsienicach? A może oba typy dobrze się uzupełniają?

A widział Pan jakikolwiek sprzęt dobrze radzący sobie w okresie rasputicy? No, może MT-LB... (śmiech). Moim zdaniem każda armia powinna mieć zróżnicowany sprzęt artyleryjski, dostosowany do potrzeb, sposobu walki i terenu. Ponieważ wszystko poznaje się przez porównanie, podam przykład. Co jest lepsze: nasz Rak czy moździerz na M113, a może 120 mm moździerz ciągniony? Rak jest super, jak działa w takim terenie jak na poligonie w Toruniu, zaś M113 lepiej poradzi sobie w błocie. Ale czy któryś z nich sprawdzi się w Awdijewce lub w Bachmucie? Nie! Użycie Raków czy M113 w zniszczonym mieście skończy się tak, jak wyglądało użycie w 1945 r. w Berlinie T-34 i SU-76. Za to stary, dobry 120 lub 82 mm moździerz ciągniony ukryty za stertą gruzu jest tam na wagę złota!

Tak więc uważam, że SZU same wyciągną należyte wnioski i zdecydują, jaki sprzęt będą chciały mieć. Czy będą go miały? Niestety zakładam, że nie, bo nie pozwoli na to stan budżetu zniszczonego kraju... Tak więc początkowo wybiorą rozwiązania kompromisowe, o czym też musimy pamiętać.

defence24.pl

czwartek, 27 lipca 2023


Siły ukraińskie rozpoczęły znaczącą zmechanizowaną kontrofensywę w zachodnim obwodzie zaporoskim 26 lipca i wydaje się, że przedarły się przez niektóre wcześniej przygotowane rosyjskie pozycje obronne na południe od Orichowa. Źródła rosyjskie, w tym rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) i kilku wybitnych blogerów, twierdziło, że siły ukraińskie przypuściły intensywny frontalny atak na Robotyne (10 km na południe od Orichowa) i przedarły się przez rosyjskie pozycje obronne na północny wschód od osady. Nagranie z geolokalizacji wskazuje, że siły ukraińskie prawdopodobnie zbliżyły się do 2,5 km bezpośrednio na wschód od Robotyne podczas ataku, zanim siły rosyjskie zastosowały standardową doktrynalną elastyczną taktykę obrony i nieco odepchnęły ukraińskie wojska, choć nie do końca z powrotem na pozycje wyjściowe.

Źródła rosyjskie podały wiele rozbieżnych twierdzeń co do skali ataku i wynikających z niego strat ukraińskich, wskazując, że rzeczywiste wyniki i straty ukraińskie pozostają niejasne. Rosyjskie MON twierdziło, że maksymalnie trzy bataliony brały udział w „masowym szturmie” w pobliżu Orichowa, ale ISW nie zaobserwowało jeszcze wizualnych dowodów sugerujących, że w ataku brała udział tak duża liczba personelu (pełna brygada). Jeden z wybitnych rosyjskich blogerów twierdził, że siły ukraińskie używały ponad 80 pojazdów opancerzonych, a inni, bardziej konserwatywni, twierdzili, że liczba ta była bliższa między 30 a 40. Różni rosyjscy blogerzy dodatkowo podawali rozbieżne twierdzenia na temat liczby zniszczonych rosyjskich pojazdów opancerzonych. ISW nie zaobserwowało jeszcze dużej liczby anomalii cieplnych z czujników NASA FIRMS / VIIRs w tym obszarze linii frontu, które w przeszłości towarzyszyły dużym, zmechanizowanym pchnięciom. Brak porozumienia między kilkoma czołowymi rosyjskimi źródłami, które generalnie przedstawiały bardziej spójne twierdzenia na temat rozmiarów i strat wynikających z poprzednich ataków ukraińskich, wskazuje, że sytuacja pozostaje mniej niż jasna i że siły ukraińskie mogły odnieść większe sukcesy niż oceniali rosyjscy komentatorzy.

Geometria pola bitwy wokół Robotyne, a także skład sił broniących się tam rosyjskich elementów, nadają ważny kolor spekulacjom dotyczącym ukraińskiego ataku i zdobyczy. Geolokalizowane nagranie z 27 lipca pokazuje dwa ukraińskie bojowe wozy piechoty Bradley i czołg T-72 albo unieruchomiony, albo porzucony około 2,5 km na wschód od Robotyne, czyli punktu położonego około 2,5 km na południe od obecnej linii frontu. Ten geolokalizowany punkt znajduje się poza najbardziej wysuniętymi do przodu wcześniej przygotowanymi rosyjskimi fortyfikacjami obronnymi na tym obszarze, co wskazuje, że siłom ukraińskim udało się spenetrować i przedrzeć przez trudne taktycznie pozycje obronne. Tego rodzaju bitwa penetracyjna będzie jedną z najtrudniejszych rzeczy do wykonania dla sił ukraińskich w dążeniu do głębszych penetracji, jak wcześniej oceniało ISW. Linie obronne, które biegną dalej na południe od Robotyne, są prawdopodobnie mniej obsadzone niż te najbardziej wysunięte do przodu pozycje, biorąc pod uwagę, że siły rosyjskie prawdopodobnie musiały zaangażować znaczną część dostępnych sił do obsadzenia pierwszej linii pozycji obronnych na północy i wschodzie Robotyne.

Wydaje się, że Ukraińcy skierowali do tego obszaru nowe siły w celu przeprowadzenia operacji, podczas gdy siły rosyjskie pozostają przygwożdżone do linii najwyraźniej bez rotacji, odciążenia lub znaczącego wzmocnienia w tym sektorze. Rosyjscy blogerzy i anonimowi urzędnicy Pentagonu dodatkowo zauważyli, że ukraińskie jednostki, które brały udział w ataku 26 lipca, to rezerwy należące do starszych i bardziej ugruntowanych ukraińskich brygad. Z doniesień tych wynika, że ​​Ukraina może teraz wykorzystywać w walce nowe i generalnie bardziej doświadczone jednostki, podczas gdy te same pododdziały rosyjskiej 58 Armii Połączonej Armii (zwłaszcza 71. Pułk Strzelców Zmotoryzowanych 42.) są w tym rejonie nieprzerwanie od początku ukraińskiej kontrofensywy na początku czerwca, bez odsieczy. Wprowadzenie do działań nowych ukraińskich rezerw, wraz z geometrią rosyjskich linii obronnych i prawdopodobnym ogólnym pogorszeniem stanu sił rosyjskich w tym rejonie, może pozwolić Ukrainie na rozpoczęcie w nadchodzących tygodniach skuteczniejszych ataków na południe od Orichowa.

(...)

Zachodni urzędnicy bezskutecznie podnoszą oczekiwania co do szybkich i dramatycznych postępów Ukrainy, którym siły ukraińskie raczej nie będą w stanie sprostać, a także przedstawiają prognozy dotyczące prawdopodobnych ukraińskich dróg natarcia, które prawdopodobnie nie powinny były być udostępniane publicznie. ISW nadal ocenia, że ​​siły ukraińskie mogą osiągnąć znaczne korzyści w swoich operacjach kontrofensywnych, ale takie zyski prawdopodobnie będą występować przez długi czas i przeplatane okresami zastojów oraz okresami wolniejszych i ostrzejszych wysiłków, gdy Ukraińcy przechodzą do kolejnej rosyjskiej obrony linie i same wymagają odciążenia i rotacji.

(...)

Rosja wciąż szuka sposobów, by przypomnieć Armenii i Azerbejdżanowi, że wojskowa i dyplomatyczna obecność Moskwy na Kaukazie Południowym jest konieczna. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow, minister spraw zagranicznych Armenii Ararat Mirzojan i minister spraw zagranicznych Azerbejdżanu Jeyhun Bayramov spotkali się w Moskwie na dwustronnych i trójstronnych negocjacjach dotyczących Górskiego Karabachu 25 lipca. Ławrow zachowywał ostrożną równowagę między mediatorem a uczestnikiem podczas trójstronnych negocjacji, sygnalizując poparcie Rosji dla różnych stanowisk Armenii i Azerbejdżanu, jednocześnie nadal opóźniając wszelkie rzeczywiste dyskusje na temat długoterminowego, skutecznego porozumienia pokojowego. Związany z Kremlem rosyjski blogger podkreślił, że asystent został przyłapany na mikrofonie na żywo, prawdopodobnie celowo, mówiąc Ławrowowi, aby nie nazywał Górskiego Karabachu „byłym Górskim Karabachskim Obwodem Autonomicznym”, ponieważ Azerbejdżanie by tego nie docenili. Milblogger zauważył, że była to prosta, ale skuteczna taktyka manipulacji, która zasygnalizowała Armenii rosyjskie pragnienie zadowolenia Azerbejdżanu. Ławrowowi udało się również zaspokoić potrzeby Armenii, podkreślając znaczenie „bezpośredniego dialogu między Stepanakertem a Baku” oraz „zagwarantowania praw i bezpieczeństwa Ormianom z Górskiego Karabachu”, wspierając najnowszą retorykę premiera Armenii Nikola Paszyniana w tych kwestiach. Prawdopodobnie Ławrow uzyskał także zgodę Azerbejdżanu na wysłanie przez armeński rząd 400 ton pomocy humanitarnej do mieszkańców Górskiego Karabachu za pośrednictwem rosyjskich sił pokojowych podczas trójstronnych negocjacji 25 lipca.

(...)

Wybitny bloger związany z Kremlem wyraził niedowierzanie, że Stany Zjednoczone nie dostarczyły jeszcze Ukrainie myśliwców F-16 i nie oceniły rosyjskiego odstraszania ani dynamiki cyklu eskalacji jako czynnika. Milblogger wyraził zdziwienie brakiem postępów Zachodu w przekazywaniu Ukrainie F-16, stwierdzając, że „nie jest do końca jasne, dlaczego Waszyngton się ociąga”. Milblogger przedstawił obszernie kilka hipotez i potencjalnych wyjaśnień braku postępów w zatwierdzeniu ostatecznej polityki przekazania Ukrainie F-16. Milblogger w szczególności nie umieścił groźby rosyjskiej eskalacji nuklearnej ani innych czynników odstraszających na swojej liście hipotez wyjaśniających, dlaczego zachodni decydenci nie wysłali jeszcze myśliwców na Ukrainę. ISW nadal ocenia, że ​​ryzyko eskalacji nuklearnej pozostaje bardzo niskie.

(...)

Siły rosyjskie kontynuowały operacje ofensywne w pobliżu Svatove i poczyniły deklarowane postępy 26 lipca. Źródła rosyjskie twierdziły, że elementy rosyjskiego 7. Pułku Strzelców Zmotoryzowanych (11. Korpus Armijny Floty Bałtyckiej) przeprowadziły udane operacje ofensywne w kierunku Kuzemivka (13 km na północny zachód od Svatove). Rosyjskie MON twierdziło, że pododdziały rosyjskiej 15. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych (2. Armii Połączonej, Centralny Okręg Wojskowy) kontynuowały działania ofensywne w pobliżu Serhijówki (12 km na południowy zachód od Swatowe) i posuwały się wzdłuż frontu o szerokości trzech kilometrów na głębokość 2700 metrów w okolicy. Niektóre źródła rosyjskie twierdziły, że siły rosyjskie zajęły Nadiię (16 km na zachód od Svatove), podczas gdy inny bloger twierdził, że bitwy pozycyjne trwają na linii Nadiia-Nowojehoriwka (15 km na południowy zachód od Svatove) i że nie ma potwierdzenia, że ​​siły rosyjskie zajęły Nadiię. ISW nie zaobserwowało wizualnego potwierdzenia sugerującego, że siły rosyjskie zdobyły Nadiię. Ukraiński Sztab Generalny poinformował również, że siły rosyjskie przeprowadziły nieudane operacje ofensywne na południe od Nowoseliwskiego (14 km na północny zachód od Swatowego).

Siły rosyjskie kontynuowały operacje ofensywne w pobliżu Kreminnej i 26 lipca osiągnęły zyski. Nagranie z geolokalizacji opublikowane 25 lipca pokazuje, że siły rosyjskie posuwały się na południe od Dibrowej (7 km na południowy zachód od Kreminnej). Rosyjski bloger twierdził, że siły rosyjskie posuwały się na zachód w rejonie lasu Serebryanske (10 km na południowy zachód od Kreminnej) i że siły rosyjskie zaatakowały siły ukraińskie z Szypyłówki (9,5 km na południowy wschód od Kreminnej) w kierunku Biłohoriwki (12 km na południe od Kreminnej). ​​Rosyjski bloger twierdził, że walki pozycyjne toczą się w pobliżu wąwozu Żurawka Bałka (na północny zachód od Kreminnej) i półki Torske (15 km na zachód od Kreminnej). 

understandingwar.org

środa, 26 lipca 2023


Jednym z rezultatów Kurska była również instytucjonalna transformacja Armii Czerwonej, która początkowo była maczugą, by z czasem stać się – może nie rapierem – ale na pewno kataną. Rosyjscy dowódcy uczyli się koordynowania działań na poziomie teatrów wojennych oraz poruszania się bez nieplanowanych przerw i przystanków typowych dla sowieckich ofensyw przed Kurskiem.

Amerykańskie jeepy przekazane na mocy umowy lend and lease ułatwiały komunikację; amerykańskie dwuipółtonowe ciężarówki pokazały, na czym polega niezawodność w zaopatrzeniu. Współpraca lotnictwa i sił lądowych cały czas się polepszała, podobnie jak celność ognia artyleryjskiego. Do nadrobienia było jednak bardzo dużo, dlatego zachodnie standardy ciągle wydawały się nieosiągalne. Niemniej w 1944 roku armat, katiusz i samolotów szturmowych Ił-2 było wystarczająco dużo, by minimalna wydajność okazała się wystarczająca.

Pod względem technicznym znacząco rozwinęły się przede wszystkim siły pancerne. W kwietniu 1943 roku do służby trafiły T-34 z mocniejszymi działami. Armata kaliber 85 mm na polu bitwy pozwalała im konkurować z panterami i tygrysami, groźnym przeciwnikiem niemieckich maszyn stał się również ciężki czołg IS-2. Opatrzony inicjałami Józefa Stalina czołg był wyposażony w działo kaliber 122 mm, najcięższą armatę czołgową II wojny światowej. Pojawiła się nowa generacja dział szturmowych z armatami kaliber 122 mm i 152 mm, zamontowanymi na kadłubach czołgów. Pierwszy raz użyto ich pod Kurskiem – szybko przylgnęło do nich określenie zwierboj, czyli „łowca zwierząt”. Do 8 maja 1945 roku ich łupem padło wiele tygrysów i panter.

W wielu opracowaniach znaczenie sił zmechanizowanych Armii Czerwonej w latach 1944–1945 przysłania fakt, że pod względem doktrynalnym główną bronią pozostawała jednak piechota. Taktyka połączonych broni, zmasowany ostrzał artyleryjski, bezpośrednie wsparcie lotnicze – wszystkie one wyrastały z potrzeb piechoty. Jeszcze pod koniec 1943 roku tylko mniej więcej trzysta tysięcy z czterech milionów żołnierzy sił lądowych służyło w formacjach mobilnych. Pod względem technologicznym piechota pozostawała daleko w tyle za czołgistami, artylerzystami i lotnikami.

Masowe straty z lat 1941–1943 zmienił również sposób tworzenia jednostek piechoty. Około miliona więźniów gułagów zostało wcielonych do armii. Kurczące się szeregi Rosjan skłaniały do szukania uzupełnień w sowieckiej części Azji i podbitych regionach na zachodzie kraju. Polityczna prawowierność takich rekrutów bywała kwestionowana z powodów rasowych w przypadku Azjatów i z obawy przed faszystowskimi wpływami wśród Ukraińców i Białorusinów. Pewien zrozpaczony kapitan biadał: „Nie wiedzą zupełnie nic o walce, dyscyplinie wojskowej, prawdziwym duchu żołnierskim”. W latach 1944–1945 piechota Armii Czerwonej nie tylko „sprzątała” po czołgach. Pod koniec wojny, zwłaszcza w czasie walk na ulicach Wiednia, Berlina i dziesiątek innych miast Trzeciej Rzeszy, jej żołnierze byli przeciwnikami bardziej zdeterminowanymi i groźniejszymi niż piechurzy brytyjscy czy amerykańscy.

Kolejny przełom wynikający z bitwy pod Kurskiem wiązał się z determinacją. Bodaj od średniowiecza wojny prowadzone na Zachodzie powodowały kształtowanie się kultury przystosowania, niepogarszania spraw bardziej niż to konieczne. Od zasady tej częściej odstępowano, niż jej przestrzegano, lecz wciąż na nowo powracała, nawet w trakcie wojen domowych i powstań, czy to wśród zawodowych żołnierzy, czy naprędce umundurowanych cywilów. Od pierwszych dni operacji „Barbarossa” postępowanie Niemców na froncie i na tyłach otwarcie zaprzeczało owej kulturze przystosowania, nawet na najbardziej podstawowym poziomie. Pod Prochorowką czołgista z Dywizji „Leibstandarte” zauważył, że sowiecki żołnierz walczył dzielnie, ale wzięty do niewoli „trząsł się jak mysz”. Bez cienia ironii ten sam czołgista opisał grupę jeńców, czterdziesto- albo pięćdziesięcioosobową, idącą na tyły pod strażą jednego tylko żołnierza Waffen SS. „Zapytaliśmy go, czy się nie boi. »Bać się?« – odpowiedział pytaniem na pytanie. – »Popatrzcie«. Strażnik powiedział coś po rosyjsku. Dwóch jeńców wypadło z szyku. „Esesman puścił im w brzuch serię z pistoletu maszynowego i zawołał: »No i widzicie, jak bardzo się boję«”.

Rosyjscy żołnierze wywodzili się ze społeczeństwa i kultury, gdzie znoszenie i zadawanie bólu było na porządku dziennym. Ćwierć wieku sowieckich rządów zinstytucjonalizowało i uwiarygodniło tę mentalność, doprowadzając ją do pewnego wyrafinowania. 10 lipca samobieżne działo przeciwpancerne Dywizji „Leibstandarte” zniknęło w lesie. Jego czteroosobowa załoga została pojmana. Rosjanie kazali każdemu Niemcowi powiedzieć, ile ma lat. Najmłodszego oszczędzili, a pozostałych trzech zastrzelili.

Często wskazuje się, że po Kursku brutalność obu stron uległa zmianie i stała się powszechna. Z sowieckiej perspektywy wojna była – jak ujął to Stalin – „sprawiedliwą i patriotyczną wojną wyzwoleńczą”. Niezależnie od złożonych początków konfliktu nie pytano, kto kogo zaatakował 22 czerwca 1941 roku, podobnie jak nie można było przypisać Amerykanom ataku na japońską flotę w porcie 7 grudnia 1941 roku. Narrację samoobrony wzmacniały opowieści o niemieckim barbarzyństwie. W Armii Czerwonej znali je wszyscy, powtarzano je podczas posiedzeń politycznych, na stronach gazet i w audycjach radiowych; zachęcano do zapamiętywania zauważonych aktów okrucieństwa i odpłacania za nie. Tym, którzy potrzebowali namacalnych dowodów, dostarczały ich Ukraina i Białoruś – zdewastowane w stopniu zaskakującym nawet dla tych, którzy przeżyli wielki głód. Przepustki i urlopy należały do rzadkości. Jeżeli ktoś trafił na front, to już tam zostawał. Listy dochodziły od przypadku do przypadku, a wspomnienia blakły. Horyzonty i oczekiwania sowieckich żołnierzy kurczyły się w miarę trwania wojny. Im bliżej granic Trzeciej Rzeszy była Armia Czerwona, tym wyraźniejszy stawał się charakterystyczny dla jej żołnierzy mem. Jego podstawę stanowiła wściekłość na Niemców, którzy zaatakowali i ograbili Związek Sowiecki, choć ich poziom życia był nieporównanie wyższy. Jego matrycą było poczucie niczym nieskrępowanego triumfu. „To było cudowne życie – wspominał pewien porucznik – […] łupy, wódka, brandy, dziewczyny na każdym kroku”. Zakres owego poczucia triumfu był szeroki. Cywil czy żołnierz, Niemiec czy robotnik zmuszony do pracy – nie miało to w zasadzie znaczenia. Gwałty, pobicia, zabójstwa, deportacje nie były przypadkowe. Stanowiły ostateczną, powszechną i bezpośrednią manifestację wojny totalnej.

Niemcy także przeszli transformację pod względem moralności i zachowania. Od 1941 roku w kulturze frontowej wykształciło się połączenie oportunizmu z obojętnością, zakorzenione we wzorcu twardości. Twardość to nie okrucieństwo czy fanatyzm. Najlepiej rozumieć ją jako inteligencję nastawioną na cel, który trzeba osiągnąć, i to niezależnie od kosztów. To nastawienie umysłu, dzięki któremu mógł zaistnieć przede wszystkim brutalny oportunizm, będący trwałym aspektem wojny.

Po Kursku, gdy rozpoczął się wielki odwrót, twardość, opisywana wcześniej jako centralny element kultury frontowej Wehrmachtu, legła u podstaw szerzej pojmowanej misji o charakterze moralnym i wojskowym. Niemieccy żołnierze uważali, że bronią zachodniej cywilizacji, niemieckiego narodu, a nie tylko własnych domów przed – jak ujął to Hoth w jednej ze swych notatek – „azjatyckim sposobem myślenia i prymitywnymi instynktami”, rozniecanymi i wzmacnianymi przez żydowsko-bolszewickich intelektualistów. Na Zachodzie przeciwnicy nazistowskiego reżimu mogli mówić o porzuceniu walki i otwarciu frontu. Na Wschodzie walka toczyła się do ostatnich dni, a nierzadko również po oficjalnym zakończeniu wojny.

Wojna przybiera dwie podstawowe formy. Jedna to zestawianie mocnych i słabych stron w decydujących momentach. Druga to próba sił i woli, walka na wyczerpanie. Bitwa pod Kurskiem była dla frontu wschodniego punktem przełomowym, po którym nie było już odwrotu.

Dennis E. Showalter - Pancerz i krew

wtorek, 25 lipca 2023


Rosjanie przeprowadzili kolejne ataki na rejon Odessy. 24 lipca celem dronów kamikadze Shahed-136 był port Reni u ujścia Dunaju, położony przy granicy z Rumunią i Mołdawią (w momencie ataku znajdowało się w nim sześć rumuńskich statków). Zniszczeniu uległy m.in. trzy magazyny zboża, a siedem osób zostało rannych. Według władz miasta Reni port zaatakowało 15 dronów, a odeska administracja wojskowa informowała, że trzy zestrzelono. 23 lipca po północy agresor miał użyć do ataku na Odessę i okolice łącznie 19 rakiet (17 pocisków manewrujących – po 5 Oniks i Iskander-K, 4 Kalibr i 3 Ch-22 – oraz 2 rakiety balistyczne Iskander-M), z których obrońcy deklarowali zestrzelenie 9 (wszystkich Iskander-K i Kalibr). Najprawdopodobniej odłamki rosyjskich rakiet i/lub pocisków ukraińskiej obrony powietrznej spadły na zabytkowe centrum miasta, uszkadzając – zależnie od źródeł – od 25 do 29 obiektów, w tym Sobór Przemienienia Pańskiego (Spaso-Preobrażeński). Zginęła jedna osoba, a ok. 20 zostało rannych. Strona ukraińska sugerowała możliwość uderzenia w centrum Odessy jednej z rakiet Ch-22, wskazując na nieprecyzyjność tego typu pocisków – zbyt mała skala zniszczeń i ich rozproszenie wykluczają jednak, by doszło tam do ataku z tej broni. 21 lipca siedem rosyjskich rakiet uderzyło w infrastrukturę w Białogrodzie nad Dniestrem (ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych informowało o wykorzystaniu przez agresora czterech pocisków manewrujących Oniks „gdzieś na południe od centrum obwodu”).

22 lipca celami rosyjskich rakiet z systemów S-300 były Kramatorsk i Konstantynówka oraz Błahodatiwka w rejonie Kupiańska (ukraiński Sztab Generalny potwierdził cztery uderzenia rakietowe), a 23 lipca – Zaporoże i jego okolice (tam również miały spaść cztery rakiety). 24 lipca Sztab Generalny powiadomił o jednym ataku rakietowym, lecz nie podał żadnych szczegółów. 22 lipca drony Shahed-136/131 zaatakowały obwód kirowohradzki, a do eksplozji miało dojść w Kropywnyckim. Ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych deklarowało jednak zestrzelenie wszystkich pięciu użytych przez agresora dronów. 25 lipca celami kolejnych ataków za pomocą dronów kamikadze były Kijów (administracja lokalna tradycyjnie poinformowała, że wszystkie zneutralizowano) oraz obwody czerkaski i żytomierski – w tym ostatnim doszło do zniszczenia obiektu infrastruktury. Według Dowództwa Sił Powietrznych obrońcy zestrzelili pięć z 10 użytych przez Rosjan bezzałogowców.

22 lipca Ukraińcy zaatakowali skład paliwa i amunicji w rejonie miejscowości Oktiabrśke na okupowanym Krymie. Do przeprowadzenia operacji wykorzystano – w zależności od źródeł – albo drony, albo pociski manewrujące Storm Shadow/SCALP. Dwa dni później celem ataku ukraińskich dronów był m.in. magazyn amunicji w rejonie miasta Dżankoj (łącznie 24 lipca Ukraińcy mieli użyć w ataku na Krym 17 dronów). Lokalne władze zarządziły ewakuację ludności w strefie 5 km od magazynu, a ponadto na kilka godzin wstrzymano ruch trasą drogową i kolejową na odcinku Dżankoj–Symferopol. 24 lipca nad ranem celem kolejnego ataku z wykorzystaniem dronów miała być też Moskwa.

Siły ukraińskie wyparły Rosjan z części pozycji na południowy zachód od Bachmutu, pomiędzy kanałem Doniec–Donbas a Kliszczijiwką (według niektórych źródeł Ukraińcy zajęli zachodnie obrzeża tej miejscowości) i Andrijiwką. Nie przyniosły natomiast rezultatu ani rosyjskie kontrataki w tym rejonie, ani kolejne próby natarcia na południowy zachód od Bachmutu, w okolicy Awdijiwki i Marjinki. Do znaczących zmian nie doprowadziły także ataki obu stron na zachód od Kreminnej oraz w rejonach rosyjskich przyczółków na zachodnim brzegu rzeki Żerebeć na pograniczu obwodów ługańskiego i charkowskiego. Niepowodzeniem zakończyły się również kolejne ukraińskie ataki i rosyjskie kontrataki na południu, niemniej 25 lipca ukraiński Sztab Generalny poinformował o sukcesie w kierunku miejscowości Staromajorśke na południe od Wełykiej Nowosiłki. 24 lipca wiceminister obrony Hanna Malar podsumowała postępy działań ukraińskich w minionym tygodniu. Na południu obrońcy mieli odzyskać kolejnych 12 km2 terenu, a w rejonie Bachmutu – 4 km2. Zwiększyło to wyzwolony od rozpoczęcia kontrofensywy obszar do odpowiednio 192 km2 i 35 km2.

(...)

21 lipca prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował o rozpoczęciu kompleksowej kontroli pracy komisji wojskowych pod kątem ujawnienia przypadków korupcji. Zaangażowanie głowy państwa to reakcja na skandal w Odessie, gdzie 22 lipca zatrzymano szefa komisji wojskowej Jewhena Borysowa. Państwowe Biuro Śledcze postawiło mu zarzut przyjęcia korzyści finansowej w wysokości 188 mln hrywien (ok. 5 mln dolarów), m.in. za wystawianie dokumentów zwalniających ze służby wojskowej. Szef Narodowej Agencji ds. Zapobiegania Korupcji Ołeksandr Nowikow zapowiedział, że kontrole obejmą nie tylko szefów komisji wojskowych, lecz także ich rodziny.

24 lipca prezydent Władimir Putin podpisał zmiany do ustawy „O obowiązku wojskowym i służbie wojskowej” – podnoszą one górną granicę wieku przebywania w rezerwie Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, a tym samym mają zagwarantować zwiększenie potencjału mobilizacyjnego. Podwyższenie granicy wieku dotyczy obywateli posiadających stopnie szeregowego (z 35 do 40 lat), podoficera (z 45 do 50 lat) oraz chorążego (z 50 do 55 lat). Starsi oficerowie mają przebywać w rezerwie do 65. roku życia, a młodsi do 60. Dzień później rosyjski parlament uchwalił kolejną poprawkę do ustawy – ustalającą, że poborowi podlegają osoby od 18. do 30. roku życia (wcześniej do 27. r.ż.). Obie zmiany wejdą w życie 1 stycznia 2024 r. Zastrzeżono, że poborowi kończący w tym roku 27 lat zostaną przeniesieni do rezerwy i nie będą powoływani do służby wojskowej.

Komentarz

Kontynuowanie uderzeń na infrastrukturę przeładunkową w rejonie Odessy, jak również pierwsze ataki na ukraińskie porty dunajskie potwierdzają, że Rosja dąży do całkowitego uniemożliwienia Ukrainie wywozu zboża trasą morską. Pozbawienie Kijowa jedynej własnej drogi eksportu w pełni uzależniłoby Ukrainę od jej lądowych sąsiadów z UE. Po wycofaniu się z Czarnomorskiej Inicjatywy Zbożowej Moskwa dąży więc nie tylko do wywołania kolejnych utrudnień w funkcjonowaniu gospodarki Ukrainy, lecz także do pogłębienia niechęci do dalszego wspierania jej w państwach z nią sąsiadujących.

Zmian w ustawie „O obowiązku wojskowym i służbie wojskowej” nie należy traktować jako sposobu na natychmiastowe zwiększenie liczebności Sił Zbrojnych FR i tzw. innych wojsk – obie mają wejść w życie dopiero od początku przyszłego roku i być wprowadzane stopniowo do 2028 r. Są rezultatem przyspieszonych po wybuchu wojny prac nad dostosowaniem systemu ukompletowania do struktury społecznej, czego wcześniej nie traktowano priorytetowo. Podejmowane działania wskazują nie tylko na starzenie się społeczeństwa rosyjskiego, lecz także na przesuwanie się górnej granicy aktywności zawodowej (Rosja wpisuje się tu w ogólnoświatowy trend). W kontekście trwającej wojny Moskwa wciąż dysponuje znaczącymi zasobami mobilizacyjnymi, których wykorzystanie możliwe jest bez zmiany uwarunkowań prawnych.

Coraz większe problemy z uzupełnieniem stanów osobowych ma natomiast Kijów. Latem 2022 r. struktury sił obrony (obejmujące wszystkie ukraińskie formacje militarne) rozbudowano do rekordowego poziomu 1 mln żołnierzy (w tym 700 tys. w Siłach Zbrojnych Ukrainy). Utrzymanie tego stanu w dłuższej perspektywie może się jednak okazać niemożliwe, na co wskazują zarówno decyzja o kompleksowej kontroli komisji wojskowych, jak i ujawniane przypadki uchylających się od służby i starających się nielegalnie opuścić terytorium kraju.

osw.waw.pl

poniedziałek, 24 lipca 2023


Prezydent Rosji Władimir Putin ujawnił swoje ciągłe zaniepokojenie potencjalnymi zagrożeniami, jakie Grupa Wagnera i Jewgienij Prigożyn mogą stwarzać dla niego poprzez symbolikę i pozę podczas spotkania z prezydentem Białorusi Aleksandrem Łukaszenką w Sankt Petersburgu w Rosji. Putin wykonał kilka znaczących symbolicznych gestów podczas spotkania z Łukaszenką 23 lipca, w celu zademonstrowania siły i pewności własnej supremacji nad petersburską frakcją sprzymierzoną z Prigożynem. Putin zabrał Łukaszenkę do Kronsztadu w Sankt Petersburgu – historycznie znaczącej twierdzy na wyspie, w której rosyjscy żołnierze i marynarze przeprowadzili słynne, nieudane powstanie antybolszewickie na początku 1921 r., które ostatecznie zostało stłumione przez rząd sowiecki. Putin i Łukaszenka zwiedzili Kronsztad z gubernatorem Petersburga Aleksandrem Biegłowem i młodszą córką rosyjskiego ministra obrony Siergieja Szojgu, Ksenią Szojgu. Zarówno Biegłow, jak i Szojgu są osobistymi wrogami Prigożyna, a publiczne spotkanie Putina z Begłowem, córką Szojgu, i Łukaszenką na historycznych podstawach nieudanego buntu w Kronsztadzie prawie na pewno miało zasygnalizować pokonanie przez Putina i jego lojalistów zbrojnej rebelii Prigożyna i petersburskich popleczników Prigożyna. Putin podjął również niezwykły wysiłek, aby podczas pobytu w Kronsztadzie sfotografować tłumy miejscowych obywateli Rosji, w tym dzieci, prawdopodobnie przedstawiając się jako popularny i lubiany przez Rosjan przywódca. Te symboliczne gesty wskazują, że Putin jest zaniepokojony swoją postrzeganą popularnością, bezpieczeństwem swojego reżimu i szeregiem frakcji rywalizujących o władzę na wysokich szczeblach rosyjskich rządów.

(...)

Putin i Łukaszenka zintensyfikowali także operacje informacyjne wymierzone w Zachód. Przywódcy wzmocnili swoje fałszywe twierdzenia, że ​​kontrofensywa Ukrainy nie powiodła się. Wysocy rangą przywódcy zachodni i ukraińscy – oraz ISW – nadal oceniają, że jest za wcześnie na ocenę ukraińskiej kontrofensywy, ponieważ Ukraina wciąż ma znaczne niezaangażowane przygotowane siły i zachowuje zdolność do przeprowadzania decydujących operacji w czasie i miejscu przez siebie wybranym. Łukaszenka i Putin powtórzyli też operację informacyjną o zagrożeniu dla Polski przez Grupę Wagnera. Nic nie wskazuje na to, że bojownicy Wagnera na Białorusi mają ciężką broń niezbędną do przeprowadzenia poważnej ofensywy przeciwko Ukrainie lub Polsce, ponieważ warunkiem porozumienia Putin-Łukaszenko-Prigożyn kończącego zbrojną rebelię było przekazanie przez Wagnera takiej broni rosyjskiemu Ministerstwu Obrony (MON). Zdjęcia firmy Maxar przedstawiające główną bazę Wagnera w Tsel, Asipovichy, zebrane 23 lipca wskazują, że pojazdy obecnie zaparkowane w obszarze składowania pojazdów i wokół niego to przede wszystkim setki samochodów, małych ciężarówek i około 35 naczep. Siły Wagnera na Białorusi nie stanowią zagrożenia militarnego dla Polski ani Ukrainy, jeśli o to chodzi, dopóki nie zostaną ponownie wyposażone w sprzęt zmechanizowany. Nawet wtedy nie stanowią znaczącego zagrożenia dla NATO.

(...)

Szef jednego z największych dostawców sprzętu monitorującego dla rosyjskich służb specjalnych zmarł 22 lipca. 22 lipca rosyjskie organy ścigania znalazły martwego szefa „IKS Holding” Antona Czerepennikowa w jego biurze, a później twierdziły, że Czerepennikow udusił się podczas sesji ksenonowej terapii gazowej. IKS Holding jest właścicielem twórcy systemu przechowywania danych YADRO, który rosyjskie władze mają wykorzystywać do monitorowania rosyjskich użytkowników internetu, oraz Citadel Group, która produkuje środki operacyjno-rozpoznawcze wykorzystywane przez rosyjskie służby specjalne do podsłuchiwania rozmów telefonicznych i monitorowania aktywności w internecie. 

(...)

Źródła rosyjskie mogą wyolbrzymiać rosyjskie zdobycze i ukraińską aktywność ofensywną wzdłuż linii Kupyansk-Svatove-Kreminna, aby przedstawiać trwające ukraińskie operacje kontrofensywne jako porażkę. ISW obserwowało niedawne rosyjskie twierdzenia o rosyjskich postępach na północny wschód od Kupyańsk, południowy zachód od Svatove i na zachód od Kreminnej, chociaż potwierdzające wizualne potwierdzenie tych twierdzeń nie zostało dołączone. Źródła rosyjskie wcześniej powieliły starszy materiał z 8 lipca, aby twierdzić, że siły rosyjskie posuwały się w pobliżu Torske, ale ISW nie zaobserwowało żadnego aktualnego wizualnego potwierdzenia tych twierdzeń.  Brytyjskie Ministerstwo Obrony (MON) poinformowało 23 lipca, że ​​siły rosyjskie celowo próbują przedstawiać marginalne zdobycze w obwodach ługańskim i charkowskim jako znaczące postępy taktyczne. Rosyjskie Ministerstwo Obrony i kilku wybranych milblogerów twierdziło, że w ostatnich tygodniach doszło do szeroko zakrojonej ukraińskiej kontrofensywy wzdłuż linii Kreminna-Svatove. Godny uwagi wysiłek ukraińskiej kontrofensywy w obwodzie ługańskim prawdopodobnie wywołałby poważną dyskusję wśród rosyjskich blogerów, czego ISW nie zauważył. Znaczące rosyjskie zdobycze w tym regionie wygenerowałyby również geolokalizacyjny materiał filmowy i inne potwierdzenia, których ISW również nie zaobserwowała.

understandingwar.org

Ukraińscy urzędnicy oświadczyli 22 lipca, że ​​prowadzona przez Ukrainę kampania przechwytująca rosyjskie cele wojskowe na tyłach skutecznie degraduje rosyjską logistykę i zdolności przeciwbateryjne, prawdopodobnie przyczyniając się do asymetrycznego gradientu ścierania na korzyść Ukrainy. Ukraiński szef Głównego Zarządu Wojsk Rakietowych i Artylerii oraz Systemów Bezzałogowych Sztabu Generalnego płk Serhij Baranow stwierdził 22 lipca, że ​​ukraińskie jednostki rakietowe i artyleryjskie odpowiadają za ok. 90 proc. rosyjskich strat. Baranow stwierdził, że ukraińskie jednostki rakietowe i artyleryjskie stworzyły „pięść ogniową” dalekiego zasięgu dzięki zachodnim precyzyjnym pociskom rakietowym i systemom artyleryjskim oraz że ukraińskie uderzenia są tak silne i celne, że siły rosyjskie nie mogą już prowadzić skutecznego ognia przeciwbateryjnego. Rzecznik ukraińskiego Południowego Dowództwa Operacyjnego, kapitan Nataliya Humenyuk, oświadczyła 22 lipca, że ​​ukraińskie ataki na skupiska rosyjskiej amunicji na głębokich tyłach powodują problemy logistyczne dla rosyjskiej armii. Humenyuk zauważyła, że trend ten znajduje odzwierciedlenie w zmniejszeniu rosyjskiego ostrzału w obwodzie chersońskim, co wskazuje, że siły rosyjskie doświadczają w tym rejonie „głodu pocisków”. Dowódca Ukraińskiej Taurydzkiej Grupy Sił, generał brygady Ołeksandr Tarnawski 13 lipca porównał kontrofensywę Ukrainy do boksu i stwierdził, że Ukraina zamierza „trzymać przeciwnika na dystans”, aby uniknąć walki w zwarciu, ponieważ Ukraina może skutecznie pokonać siły rosyjskie z dużej odległości, prawdopodobnie odnosząc się do ciągłej kampanii przechwytywania we wschodniej i południowej Ukrainie. 

understandingwar.org