sobota, 25 listopada 2017
Media, podgrzewając napięcie w rozmaitych sprawach, zabrały się do margaryny. Powód? Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) stwierdziła, że ponieważ nienasycone kwasy tłuszczowe typu trans produkowane w wyniku utwardzania tłuszczów roślinnych są bardzo niezdrowe, trzeba nakazać ich wycofanie z produkcji w ciągu trzech lat.
Odnosimy się do tych zamierzeń z pewną rezerwą, bo wiemy, że w Stanach Zjednoczonych niezdrowa żywność od dawna króluje, sieci fast foodów mają ogromną moc ekonomiczną, a społeczeństwo pełne jest ofiar tłustych potraw. Być może jednak miarka nawet w Ameryce się przebrała i rządowa agencja postanowiła ratować obywateli przed atakami serca i cukrzycą.
Na stronach internetowych FDA można przeczytać dziesiątki raportów i interwencji w sprawie utwardzanych tłuszczów roślinnych typu trans, co poskutkowało tym, że od 2013 r. zdecydowanie przestano uznawać, że tłuszcze te są bezpieczne. W czerwcu br. agencja ogłosiła, że daje firmom spożywczym trzy lata na dokonanie przeglądu swoich produktów i wyeliminowanie szkodliwych tłuszczów lub w określonych przypadkach zezwala na wystąpienie do FDA z wnioskiem o zgodę na pozostawienie śladowej zawartości tych składników. Część wytwórców już próbuje je usunąć z przetworzonej żywności, a FDA przewiduje, że wielu uda się to wcześniej. Agencja uprzedza jednak, że tłuszcze trans nie zostaną całkowicie wyeliminowane z żywności, ponieważ występują naturalnie w małych ilościach w mięsie i produktach mleczarskich, a także w olejach jadalnych. Zachęca się natomiast konsumentów, którzy myślą o zmniejszeniu spożycia niezdrowych substancji, aby sprawdzali skład produktów pod kątem zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych.
tygodnikprzeglad.pl
Około dwa lata temu włoski badacz pracujący na Tomskim Uniwersytecie Państwowym (Rosja), prof. Roberto Cazzolla Gatti przedstawił hipotezę dotyczącą występowania samoświadomości u psów. Specjalista opracował specjalny zapachowy test samorozpoznawania (STSR) i wykazał, że psy poświęcają więcej czasu na wąchanie cudzego moczu, niż własnych wydzielin. Zdaniem badacza świadczyło to o zdolności zwierząt do rozpoznawania własnego zapachu, a co za tym idzie - występowaniu u nich świadomości własnej tożsamości.
Podobny eksperyment przeprowadziła dr Alexandra Horowitz z amerykańskiego Barnard College. Psycholożka obserwowała zachowanie 36 psów w kontakcie z własnym zapachem w postaci czystej (tylko własny zapach) i zmodyfikowanej (własny zapach uzupełniony o dodatkową woń). Stwierdziła, że czworonogi dłużej koncentrowały się na wąchaniu zmodyfikowanego zapachu - co sugerowało, iż zwierzęta były w stanie rozpoznać własny zapach i były "zdziwione", gdy wyczuwały w nim dodatkową woń. Rezultaty badania potwierdziły hipotezę samoświadomości u psów.
Wcześniej uważano, że psy nie posiadają świadomości swojego istnienia, bo nie zdają tzw. testu lustra – nie rozpoznają w lustrze własnego odbicia, jak robią to ludzie, niektóre małpy i kilka innych gatunków zwierząt. Część badaczy, w tym prof. Gatti i dr Horowitz - uznała jednak, że test lustra może stanowić nieodpowiednie narzędzie do badania samoświadomości u czworonogów, gdyż wzrok nie jest podstawowym zmysłem, którym posługują się te zwierzęta. Dlatego badacze postanowili zastosować inną metodę - opartą na zmyśle węchu, i to właśnie ona dostarczyła im dowodów na istnienie samoświadomości u psów.
naukawpolsce.pap.pl
piątek, 24 listopada 2017
Kiedy Jarosław Kaczyński, będąc jeszcze przewodniczącym małej chrześcijańsko-demokratycznej partii we wrześniu 1991 w Bonn spotkał się z kanclerzem Helmutem Kohlem, domagał się od niego deklaracji uznania granicy na Odrze i Nysie. Działo się to w rok po tym, jak Niemcy formalnie uznały tę granicę w traktacie i trzy miesiące po podpisaniu polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie.
Dziennikarz FAZ przypomina, że polski dziennikarz Michał Krzymowski cytuje w wydanej przed dwoma laty biografii Kaczyńskiego jego ówczesnego doradcę w sprawach polityki zagranicznej, który twierdził, że dzisiejszy prezes PiS zawsze obserwował niemiecką politykę z nieufnością, przypominającą zachowanie komunistycznej kadry lat 60-tych, czyli ludzi, którzy wtedy organizowali nagonkę na polskich biskupów. "Dla głównego nurtu polskiej opozycji przeciwko komunistycznej dyktaturze postawa taka nie była jednak typowa. Po pierwsze, niektórzy z jej liderów, jak pierwszy niekomunistyczny premier Polski Tadeusz Mazowiecki należeli do kręgów zbliżonych do Kościoła, które od początku lat 70-tych utrzymywały intensywne kontakty z Republiką Federalną. Po drugie, czołowi działacze tego ruchu już wcześnie zorientowali się, że podtrzymywanie strachu przed Niemcami jest jedynym narzędziem komunistycznej propagandy, który faktycznie ma skuteczne działanie na dużą część narodu. Tylko Związek Radziecki mógł zagwarantować bezpieczeństwo Polski przed Niemcami, twierdziło wtedy kierownictwo partii. Twierdzeniu temu próbowali zaprzeczać krytycy reżimu w latach 80-tych, wskazując np. na europejskie powiązania Republiki Federalnej i zmiany, jakie zaszły w zachodnioniemieckim społeczeństwie.
dw.com
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)