środa, 21 grudnia 2016
„Inwestorzy to ludzie, którzy mają więcej pieniędzy niż czasu. Pracownicy to ludzie, którzy mają więcej czasu niż pieniędzy. Przedsiębiorcy to coś pomiędzy tymi dwiema kategoriami. Start-upy zakłada się wyłącznie za cudze pieniądze. Marketing jest jak płatny seks – tylko frajerzy go kupują. Nie ma zasad, jest tylko prawo. Sukces wybacza wszystkie grzechy”. W tych kilku prostych zdaniach, w których Martinez scharakteryzował kapitalizm Krzemowej Doliny, zawiera się także niemal cała fabuła jego książki.
Krzemowa Dolina Martineza pełna jest „chaos monkeys”, czyli małpek chaosu. Terminem tym określa się narzędzie do testowania wytrzymałości stron internetowych w obliczu awarii serwerów. Według Martineza całe środowisko przedsiębiorców i naukowców zgromadzone w okolicach Palo Alto, Mountain View i Santa Clara to jedno wielkie stado takich zwierzątek, które karmione przez fundusze inwestycyjne testują bez przerwy wytrzymałość niemal wszystkich branż po kolei – medialnej (Facebook, Twitter), transportowej (Uber), hotelowej (Airbnb).
obserwatorfinansowy.pl
sobota, 17 grudnia 2016
Wiele lat temu Stalin zebrał u siebie pisarzy, których uważał za wybitnych i rozkazał im prosić, o co tylko zechcą. Prosili o mieszkania, samochody, dacze, etaty dla sekretarek. A Siergiej Michałkow, młody poeta, potomek carskich jeszcze dworzan, wydobył z kieszeni czerwony tomik autobiografii Gospodarza, zapewniając, że o niczym tak nie marzy, jak o autografie autora w książeczce. Dostał podpis, a potem i mieszkanie, i auto, i daczę i sekretarkę, i tak dalej.
Słowem wszystko zgodnie z wieczną regułą: „Pięć minut bezwstydu i urządzony na całe życie”.
Jednego rytuał spotkań władzy z narodem choćby reprezentowanym przez twórców czy uczonych nie przewiduje – sporów, polemik z gospodarzem. Putin w ogóle nigdy w żadnych publicznych debatach nie uczestniczy. No, może z wyjątkiem konferencji prasowych, jeśli przyplącze się na którąś z nich jakiś uparty, oczywiście zagraniczny, dziennikarz. Wtedy gospodarz Kremla wychodzi z siebie. Tak było choćby wtedy, kiedy Francuza natarczywie wypytującego go o Czeczenię zaprosił do Moskwy na obrzezanie i to takie, że „po nim już nic nie wyrośnie”.
wyborcza.pl
- Mechanizm jest stary jak świat. I pan, i ja przez długie lata byliśmy w obozie zwycięzców. Zwycięska rewolucja – w tym przypadku liberalna, która w Polsce zaczęła się w 1989 roku – miała ogromny zasięg i odniosła wielki sukces. A potem liberałowie się rozleniwili i krok po kroku zaprzedawali ideały, które mieli na sztandarach. „No tak, tak – mówili – spójność społeczna jest ważna, stabilne miejsca pracy też są ważne, ale przecież mamy globalizację, nic nie da się zrobić”. To może przynajmniej zapewnijmy dzieciom dentystę w szkole? „No można, oczywiście, ale to za dużo kosztuje”. I tak dalej.
Dentystę?
– Dobry przykład. Bo rozumiem, że na obniżanie wieku emerytalnego nas nie stać. Ale na dentystę w szkole? W kraju, który się rozwija 25 proc. w ciągu dekady? Nie jak Grecja, która się zwinęła w tym samym czasie o 25 proc. Im bardziej liberałowie wychwalają sukcesy wzrostu PKB, tym bardziej widać, że mogli, że było z czego, a nie zrobili.
Mówili, że prawa człowieka to świętość. Ale jak doszło do ujawnienia sprawy więzień CIA w Polsce, to napadali na Adama Bodnara z Fundacji Helsińskiej, bo wzywał do rachunku sumienia. Liberalny establishment się obrażał – najpierw na Bodnara, potem na Europejski Trybunał Praw Człowieka – bo nas o te więzienia pytali. „Oczywiście, jesteśmy przeciwko torturom, ale nie bądźmy naiwni, to są terroryści”.
Liberalizm to jest pakiet, który działa tylko w całości. Nie można sobie wybierać, zgadzać się na sprzeczne z liberalizmem nierówności społeczne, tak jak nie można się zgadzać na hasła rasistowskie i tortury. Kiedy zaczęliśmy sobie ułatwiać życie i wybierać to, co było akurat wygodne, stanęliśmy na równi pochyłej. Zamazała się różnica między obozem, który wierzy w zdobycze humanizmu, a barbarzyńcami. Ta granica jest dziś dla wielu wyborców nieczytelna. Ogłaszanie, że może robiliśmy złe rzeczy, ale tamci są jeszcze gorsi, już nie ma znaczenia.
Tamci nie są gorsi?
– Są. Tylko co z tego? Nie mamy na razie wiarygodności, żeby do tego przekonać. Nie spotkałem jeszcze polityka, który by powiedział: „mea culpa”. Do końca się mobilizują, dokręcają śrubę i mówią: „Jesteśmy jedyną alternatywą, przecież nie pójdziecie za tymi oszołomami”. „Przecież nie możecie wierzyć, że 500 złotych was wybawi”. „Przecież Trump wam nie zwróci miejsc pracy”. A ludzie głupi nie są. Wcale nie wierzą w obietnice tamtych. Mają po prostu dosyć banałów i wykrętów, które słyszeli od iluś lat.
Ci „jeszcze gorsi” złapali wiatr w żagle i będą teraz wygrywać. I mają też ileś lat, żeby się zdyskredytować. A w międzyczasie będzie bigos. W Ameryce i w większości krajów europejskich.
wyborcza.pl
„Nie lubię już chodzić do kina” - dwudziestoletni Mir Bhat, student delijskiego uniwersytetu, robi smutną minę. Jak każdy młody człowiek w Indiach szaleje za kinem i wraz z kolegami podśpiewuje bollywoodzkie hity. „Teraz ludzie patrzą, czy wstajesz do hymnu przed seansem. Tylko szukają pretekstu, żeby zacząć bójkę” - nie może opanować złości.
Od 30 listopada Mir nie ma już wyboru. Sąd Najwyższy nakazał granie hymnu w kinach w całym kraju przed seansami, a widzowie muszą wstać i oddać honor fladze wyświetlanej na ekranie; znacznie wcześniej takie przepisy wprowadziły niektóre stany Indii.
W grudniu 2015 r. w miejscowości Kurla w stanie Maharasztra, gdzie granie hymnu przed seansem wprowadzono już w 2003 roku, muzułmańska rodzina, która nie wstała w kinie, została zaatakowana przez innych widzów i wyrzucona z sali. W październiku br. w kinie Inox w Panadźi w stanie Goa podczas wieczornego seansu jeden z widzów uderzył Salila Chaturvediego za obrazę hymnu. Chaturvedi, który cierpi na niedowład kończyn i używa wózka, mówił potem, że wielu ludzi na tym seansie było pijanych i śpiewanie hymnu w takiej atmosferze jest niewłaściwe.
gazetaprawna.pl
poniedziałek, 5 grudnia 2016
19 października 1812 r. Napoleon zaczął wycofywać się z Rosji. Najpotężniejsza armia nowożytnej Europy osiągnęła swój największy triumf i zdobyła Moskwę. Ale mimo to czekała ją zagłada.
Nie doszło jeszcze do zajęcia miasta przez wojska napoleońskie, a panika już przybrała zastraszające rozmiary. Mieszkańcy gromadnie uciekali. Rostopczin z rozkazu Aleksandra rozpoczął budowę olbrzymiego balonu, który miał się wznieść ponad zgromadzone na przedpolach Moskwy obce wojska, a wytropiwszy sztab francuskiego cesarza, sypnąć gradem kul i zniszczyć centrum dowodzenia, być może zabić samego Napoleona. Już kilka miesięcy wcześniej rozpoczęto pod Moskwą tajne prace nad budową latających maszyn. Przygotowaniami kierował niemiecki inżynier Franz Leppich — kapitan w służbie rosyjskiej. Całe przedsięwzięcie było tak tajne, że wiedziały o nim tylko cztery osoby i Aleksander, który zaaprobował niezwykły pomysł. Wydano 72 tysiące rubli, przeszkolono 50 osób do podniebnego startu. Konstrukcja powietrznej „machiny piekielnej” była jednak wadliwa i ten zuchwały plan uratowania Moskwy, a może i zakończenia wojny, się nie powiódł.
Skoro zawiodły działania militarne, pozostały pozamilitarne, w których Rosjanie mieli długą tradycję i duże doświadczenie. Kutuzow szykował Napoleonowi moskiewską pułapkę. Przechwalał się, że Bonaparte może go pokonać, ale przechytrzyć nie zdoła. Agenci głównodowodzącego dezinformowali Francuzów, że miasto będzie się bronić do upadłego, że wojsko nigdy Moskwy nie opuści. Tymczasem 13 września na tajnej naradzie wojennej w Filach podjęto decyzję o poddaniu miasta. Przekazano ją Aleksandrowi i Rostopczinowi, ale nie była ona dla nich zaskoczeniem, bo wiedziano, że Moskwa ocaleje w inny sposób, że będzie początkiem końca Wielkiej Armii. W mieście potajemnie gromadzono zapasy materiałów łatwopalnych i wybuchowych, usunięto sprzęt przeciwpożarowy, ogołocono magazyny z żywności i innych środków niezbędnych do życia; wszystko przebiegało zgodnie z planem Aleksandra. Już bowiem w ostatnim dniu swego pobytu w Moskwie polecił on przecież Rostopczinowi przygotowanie ewakuacji miasta i pułapki, skoro nie było nadziei na jego utrzymanie. Sto pięćdziesiąt wozów wywiozło skarby moskiewskie z cerkwi i pałaców. Po tygodniu w wielkiej tajemnicy konwój przybył do Kołomny, a stamtąd udał się do Niżnego Nowogrodu. Całą operację przeprowadzono tak sprawnie, że w odróżnieniu od nieudolnej ewakuacji petersburskiej moskiewskiej nikt nie zauważył. Nie zdołano wszakże wywieźć wszystkich bogactw i część z nich wpadła potem w ręce zdobywców.
histmag.org
Nikt nie może powiedzieć, że liberalna demokracja nie wyzwoliła niektórych ludzi i że niektóre rodzaje niewoli nie zostały wymazane, jednak w obecnym systemie pojawiło się wiele sprzeczności. Doświadczamy poważnego kryzysu demokracji liberalnej, który pokrywa się ze „śmiercią” socjalizmu. Koniecznym warunkiem demokracji liberalnej było istnienie ruchu robotniczego. Było to wynikiem kompromisu, w którym w zamian za wewnętrzny spokój i stabilizację, socjaldemokracja zrezygnowała z niektórych rewolucyjnych postulatów i stała się częścią państwa burżuazyjnego. W efekcie niższe klasy miały odtąd swoją reprezentację. Wewnętrzna równowaga pomiędzy klasami w obrębie zachodnich państw opiekuńczych, z przywilejami dla proletariatu, związkami zawodowymi, partiami socjaldemokratycznymi i komunistycznymi, oraz międzynarodowy spokój między zreformowanym i ograniczonym kapitalizmem a blokiem sowieckim, doprowadziły do powstania w latach 1945–1989 systemu nazywanego dziś „liberalną demokracją”. Zachodnioeuropejskie ustawodawstwo dotyczące praw pracowniczych czerpało z radzieckich i socjalistycznych wzorców prawnych z lat 20., podobnie jak prawo dotyczące równości płci oraz prawo rodzinne. Potwierdzają to ostatnie prawno-historyczne badania naukowe.
krytykapolityczna.pl
Obrazek z San Francisco? Może ten: na skrzyżowaniu w samym sercu miasta na światłach stoją jeden za drugim porsche carrera, ferrari testarossa i tesla. Kilka metrów dalej bezdomny zdejmuje spodnie i wypróżnia się prosto na chodnik, przechodzący obok ludzie niemal go nie zauważają. San Francisco to dziwne miejsce, nawet jak na ten ekstremalny kraj.
Światowe marki epoki internetu – Twitter, Google, Airbnb, Uber – budują tu swoje nowe kwatery główne i filie. Hole są tu z marmuru, wzrokiem sięgnąć można daleko ponad błękitną zatokę. Podczas przerwy obiadowej pracownicy dostają gratis organiczne truskawki i świeże ostrygi. Przed drzwiami wejściowymi leżą połamane fajki do palenia cracku, włóczą się tu ćpuny, obrzucające śmieciami urzędników, którzy przejeżdżają obok nich rowerami wyścigowymi za dwa tysiące dolarów.
San Francisco przeżywa boom, sprowadzają się tu dziesiątki tysięcy ludzi – programiści, inżynierowie, projektanci, których zarobki zaczynają się od 150 tysięcy dolarów. Tysiące innych opuszczają jednak każdego roku tę metropolię, to policjanci, nauczyciele, pomocnicy lekarscy. Zarabiają 70 tysięcy dolarów lub mniej, tymczasem czynsz za zwykłe trzypokojowe mieszkanie wynosi około pięciu tysięcy dolarów miesięcznie, a w dobrej lokalizacji ponad siedem.
W samej tylko Bay Area znajduje się 55 restauracji z gwiazdkami Michelina, w całym mieście zaś można naliczyć zaledwie 56 jadłodajni dla ubogich. Jest prawie trzy tysiące start-upów i co najmniej 7500 bezdomnych. Przybywa ludzi, którzy mogą sobie pozwolić na kupno dwóch mieszkań, i takich, których nie stać na wynajęcie dwóch pokoi.
onet.pl
niedziela, 27 listopada 2016
Od niemal ośmiu stuleci Rosja tkwi w tym samym luźnym cyklu: wyłania się z chaosu, wraca jako potęga regionalna lub wręcz globalna, mocno się rozrasta - aż system zaczyna pękać i załamuje się, by podnieść się z powrotem. Cykl ten w mniejszym stopniu wynika z decyzji politycznych, a raczej jest skutkiem uwarunkowań geograficznych. Otóż z geograficznego punktu widzenia Rosja ma narzuconą przez naturę słabą pozycję. Jest największym krajem na świecie, obejmującym 13 stref czasowych (podzielonych obecnie na cztery mega-strefy) – jednakże 75 proc. powierzchni to praktycznie niezdatna do zamieszkania tundra, latem zmieniająca się w bagna, przez co wewnętrzna wymiana handlowa jest niezwykle utrudniona. Także handel morski nie jest dla Rosji łatwy, biorąc pod uwagę, że jej jedyny port morski na wodach ciepłych leży nad Morzem Czarnym i jest blokowany przez potencjalnych rywali, w tym Turcję. Skutkiem wymienionych czynników kraj doświadczał trudności w rozwoju gospodarczym.
Co więcej, lądowe serce Rosji – rozciągające się od Petersburga na południe przez Moskwę do regionu nadwołżańskiego – leży na równinach, przez co ze wszystkich stron jest narażone na atak. Zmusza to Rosję do stałego poszerzania granic i stref wypływów, by stworzyć w ten sposób strefę buforową pomiędzy sercem terytorium a potencjalnymi przeciwnikami.
(...)
Rozszerzanie rosyjskiej strefy wpływów wiąże się z ogromnymi kosztami finansowymi, wojskowymi, politycznymi i społecznymi. W okresie sowieckim Moskwa musiała scentralizować kontrolę nad całym obszarem radzieckim, subwencjonując gospodarki większości republik, jednocześnie zarządzając ich zróżnicowaną populacją. Co więcej, PKB Związku Radzieckiego stanowiło połowę amerykańskiego, choć oba kraje miały porównywalną liczbę ludności. W ostatnim dziesięcioleciu istnienia ZSRR zachodnie źródła wywiadowcze oceniały, że połowa produkcji przemysłowej szła na potrzeby wojska, co powodowało braki w zaopatrzeniu w dobra przemysłowe. Stąd dylemat: Rosja musi rozrastać się, by przetrwać, ale ekspansja jest na dłuższą metę nie do utrzymania i prowadzi do upadku kraju.
wiadomosci.onet.pl
sobota, 26 listopada 2016
- W teorii sztuki wojennej istnieje pojęcie głębi strategicznej państwa. Chodzi o zdolność do amortyzowania ciosów wroga. Rosja ma potężną głębię strategiczną, podobnie Chiny. Z kolei Polska ma taką cechę w odniesieniu do własnych rządzących. Bezwładność tego państwa, jego zdezorganizowana struktura, która się toczy sama z siebie, magmowate „coś” potrafi zneutralizować gorączkowe działania każdej ekipy. Ci, którzy są tak przerażeni karabinami i obozami, zapominają, że nasze państwo nie jest wyjęte ze swoich uwarunkowań politycznych i socjologicznych.
Co nas chroni?
- Brak możliwości. Przegłosować wszystko można, ale implementacja wymaga posługiwania się narzędziami władzy. A jest, jak jest. Wie pan, czego polski polityk się dowiaduje, jak zostaje premierem albo ministrem? „Nie da się”. Władza poza własnym resortem wyślizguje się panu z rąk, takie jest główne wrażenie.
wyborcza.pl
wyborcza.pl
Wyzysk jest o wiele bardziej złożonym zjawiskiem niż to, że szwaczka dostaje dolara, a jakaś korporacja się bogaci. Co jest potrzebne, żeby mógł pan sobie kupić w Galerii Mokotów tę koszulę? Trzeba zbudować tę galerię. Buduje się ją facetami bez etatów. Skąd przywozimy marmur? Z Chin. Energia - olbrzymia ilość energii, którą zużywa takie miejsce - jest tania. Bo mówi się, że prąd jest drogi. To nieprawda. Gdyby uwzględnić wszystkie koszty dla środowiska, to prąd powinien być trzy razy droższy. Bawełna też jest tania, bo uprawiana w krajach, które pozwalają stosować każdą ilość chemii, zanieczyszczać glebę i rzeki. Gdyby pan zsumował wszystkie realne koszty, wyszłoby panu te 500 zł. Jak nie więcej.
I co z tego wynika?
- W sprawiedliwszym świecie kupowałby pan jedną koszulę na trzy lata. I nosił, aż się przetrze. A nie jedną co miesiąc, bo teraz są modne paski, a zaraz będą kółka. Musielibyśmy płacić pięć razy więcej za siedem razy mniej rzeczy. Taka byłaby konsekwencja sprawiedliwszego podziału dóbr.
wyborcza.pl
piątek, 25 listopada 2016
Zwycięstwa pogratulował Donaldowi Trumpowi chiński przywódca Xi Jinping, który podkreślił wspólną odpowiedzialność obu największych gospodarek świata w zapewnieniu światu pomyślności i rozwoju. – Przywiązuję duże znaczenie do stosunków Chin i USA i oczekuję współdziałania w myśl zasady powstrzymywania się od konfliktu, unikania konfrontacji, wzajemnego szacunku i wzajemnych korzyści – powiedział Xi.
To był kurtuazyjny głos, ale machina propagandowa już ruszyła. – Nieważne, kto je wygra, wybory amerykańskie pokazały chorą demokrację – napisał we wtorek „Dziennik Ludowy", organ rządzącej partii komunistycznej. Propagandzie chińskiej łatwo wykazać, że system wyborczy, który wyprodukował kogoś takiego jak Trumpa, demagoga i ignoranta, jest gorszy od chińskiego autorytaryzmu.
– Jeśli jesteś pracownikiem wydziału propagandy w Pekinie szykującym antydemokratyczny przekaz, masz z czego wybierać – mówi „The Guardian” australijski sinolog Nick Bisley.
W Chinach, gdzie rządzą elity, liderzy są starannie wybierani, przygotowywani latami do władzy i awansowani ze szczebla na szczebel w aparacie, zanim zostaną namaszczeni na wysokie urzędy.
Chińczycy pasjonują się serialem „House of Cards” o cynicznym amerykańskim prezydencie (ponoć ogląda go sam Xi Jinping) i śledzili uważnie kampanię za oceanem. Teraz komentują, że rzeczywistość przerosła serial.
wyborcza.pl
A co będzie po wyborach?
– Ciężko będzie. Bo powiedzmy, co się stanie, jeśli wygra Donald Trump. W tym przypadku stracimy tego, kto ponosi winę za wszystkie nasze kłopoty i troski – odejdzie Barack Obama, nasz ulubiony czarny charakter. I na kogo Kreml będzie zwalał to, że nie ma pieniędzy na emerytury, że do wiosek pod Pskowem nie można doprowadzić gazu, że od lat nie łata się dróg. No na kogo? Przecież nie na Trumpa, bo on nasz. Rosja już dawno nie stała za żadnym z zachodnich polityków tak, jak za nim. On więc na głównego złoczyńcę się nie nadaje.
A jeśli beniaminek Moskwy jednak przegra, to Clinton jako „dziedziczka” Obamy może z powodzeniem grać rolę swego poprzednika. Tylko trzeba się będzie przyznać, że Kremlowi z jego całym zaangażowaniem w kampanię w USA i poparciem dla Trumpa celu nie udało się osiągnąć.
– Oj, widzę, że wy w Polsce dawno nie czytaliście Orwella. A należałoby sięgnąć po tę lekturę, skoro dziś dosyć szybko kroczycie po tej samej drodze, co nasz kraj przy Putinie. Poczytajcie, a zrozumiecie, że u nas nie ma wczorajszych gazet. Długie lata propagandowej tresury sprawiły, że masowy odbiorca nie pamięta tego, co mówiono mu wczoraj i za całą prawdę przyjmuje to, co czyta lub słyszy dziś. A nie usłyszy, że Moskwa miała swego faworyta, który przegrał. Taka jest logika naszego trwającego od pokoleń spektaklu propagandowego.
wyborcza.pl
wtorek, 22 listopada 2016
W ostatnich 15 latach w USA rośnie śmiertelność w grupie 33-54 lata. To jedyny taki przypadek w krajach rozwiniętych – we wszystkich innych trend od wielu dekad jest spadkowy. Badacze z Princeton podają powody: epidemie samobójstw i uzależnienia od silnych leków przeciwbólowych na bazie heroiny, alkoholizm. Wśród ludzi najgorzej wykształconych liczba samobójstw wzrosła od 1998 r. o 81 proc., a liczba zgonów z powodu przedawkowania narkotyków lub zatrucia alkoholowego – aż czterokrotnie. USA to jedyny kraj Zachodu, w którym dzisiejsze wnuki najprawdopodobniej pożyją krócej od swoich dziadków.
wyborcza.pl
sobota, 19 listopada 2016
Kiedy kilka dekad temu przedstawiano pierwsze projekty wprowadzenia gwarantowanego dochodu podstawowego, za każdym razem wywoływały oburzenie ze strony związków pracodawców, związków zawodowych, ekonomistów i polityków. Ostatnio jednak idea ta znów zaczęła się pojawiać, tym razem z pokaźnym poparciem ze strony radykalnej lewicy, ruchu zielonych, a nawet libertariańskiej prawicy. Powodem jest wzrost znaczenia maszyn, które teraz, po raz pierwszy od początku ery industrializacji, mogą zlikwidować więcej miejsc pracy niż technologiczne innowacje są w stanie stworzyć - podważając zarazem pozycję "białych kołnierzyków".
Ale wraz z powrotem pomysłu powszechnego dochodu podstawowego powrócił też opór ze strony zarówno prawicy jak i lewicy. Prawicowcy wytykają, że wykreowanie wystarczająco wysokich dochodów budżetowych, aby sfinansować taki program, jest niemożliwe bez stłamszenia sektora prywatnego, a także dużego spadku podaży pracy i produktywności, ze względu na usunięcie zachęt do pracy. Lewicowcy martwią się, że powszechny dochód utrudniłby walkę o poprawę warunków pracy, usprawiedliwił bogatą klasę próżniaczą, naraził ciężko zdobyte prawa związków zawodowych (poprzez wzmocnienie pozycji firm takich jak Uber czy Deliveroo), podważył fundamenty państwa opiekuńczego, zachęcał do pasywności w życiu publicznym i promował konsumpcjonizm.
Promotorzy tej idei - zarówno na prawicy, jak i na lewicy – przekonują, że powszechny dochód podstawowy byłby wsparciem dla tych, którzy stanowią bezcenną wartość dla społeczeństwa, szczególnie kobiet w sektorze opiekuńczym czy artystów wykonujących niemal za darmo wielkie publiczne projekty. Ubodzy zostaliby wyzwoleni z podłego obowiązku ciągłego wykazywania, że kwalifikują się do otrzymywania pomocy, zaś sieć zabezpieczeń socjalnych, która potrafi zaplątać ludzi w sieci permanentnego ubóstwa, zostałaby zastąpiona platformą, na której można stanąć, aby sięgnąć czegoś wyżej. Młodzi otrzymaliby swobodę do eksperymentowania z różnymi ścieżkami kariery czy studiowania kierunków, które nie są uważane za lukratywne. Co więcej, w dzisiejszej gospodarce coraz bardziej skoncentrowanej na krótkoterminowych pracach i umowach, ze zmniejszającymi się i słabnącymi związkami zawodowymi, podstawowy dochód przywróciłby gospodarczą stabilność.
opinie.wp.pl
czwartek, 17 listopada 2016
Na pierwszy rzut oka, może się wydawać, że Putin został niekwestionowanym przywódcą kraju niemal z dnia na dzień. Nagle Jelcyn ogłosił, iż to on będzie jego następcą. Do tamtej chwili większość Rosjan nigdy o nim nie słyszała. W rzeczywistości zdobywanie Olimpu zabrało Putinowi sporo czasu, od 1998 do 2004 roku. Wydaje mi się, że Putin będący z zawodu funkcjonariuszem organów bezpieczeństwa państwa nie potrafi myśleć strategicznie. O tym, co będzie robił i jak się zachowa decydowały okoliczności. Na początku zapewne wydawało mu się, iż w najlepszym wypadku na stanowisku prezydenta czekają go dwie kadencje. W początkowym stadium swojej prezydentury Putin musiał zostać zaaprobowany przez przedstawicieli rodziny Jelcyna, był zaledwie jednym z trybów rządzącej elity. Kiedy oficjalnie został dziedzicem Kremla, zabrał się za wzmacnianie swojej władzy osobistej. Ze swej strony "rodzinie" wydawało się, iż Putin pozostanie pierwszym wśród równych, a nie absolutnym numerem jeden. W tamtych czasach, w kraju funkcjonowały różne ośrodki władzy.
Stopniowo jednak Putinowi udawało się poszerzać swoje wpływy. Podczas przechodzenia z jednego poziomu na wyższy Putin uświadamiał sobie, iż opór materii nie jest tak silny, jak mogło wydawać się na początku. W dodatku, okazało się, iż społeczeństwo chętnie przysłuchuje się propagandzie, z punktu widzenia władzy było to szczególnie cenne. Jak mi się wydaje, nawet sam Putin, nie przewidywał, jak wielki będzie sukces związany z drugą wojną w Czeczenii i jak szybko telewizja zdoła wytłumaczyć społeczeństwu, iż prezydent jest jego zbawcą i stworzy obraz silnego, zdecydowanego przywódcy, wokół którego należy się zjednoczyć. Potem wyjaśniło się, iż rosną ceny ropy naftowej i możliwy jest rozwój gospodarki bez jakichkolwiek reform. Putin dobrze zapamiętał, że wprowadzaniu reform zwykle towarzyszą różnego rodzaju nieprzyjemności. Historia nie zna reformatorów podejmujących ambitny program zmian, którzy w rezultacie nie utraciliby sympatii społecznej. Putin zorientował się jednak, iż dochody z ropy naftowej pozwalają podwyższyć poziom życia społeczeństwa. W rezultacie zrezygnował z jakichkolwiek reform. Stopniowo zbudował system, o jakim na początku nawet i nie marzył. Po zwycięstwie w wyborach w 2004 roku okazało się, iż jest nie tylko prezydentem, a gospodarzem kraju.
media-w-rosji.blogspot.com
sobota, 12 listopada 2016
Obecnie większość zatrudnionych w centrum w Sadach pochodzi z małych miejscowości, oddalonych od pracy nawet 100 km. Pracują na 10-godzinnych zmianach, a wielu z nich dojeżdża po 2,5 godz. do pracy i z powrotem. Znane są osoby, które zaczynają zmianę o godzinie 7, a wyjeżdżają do pracy o 3.15, a więc wstają o 2 w nocy. Kończą pracę o 16.30 i są domu o 21. 5 godzin – tyle czasu mają na pobyt z rodziną oraz wypoczynek. To rujnuje ich rodziny oraz zdrowie.
Brytyjski związek GMB określił warunki pracy w Amazonie jako „groźbę dla zdrowia psychicznego i fizycznego”. Szczególnie dokuczają pracownikom bóle kręgosłupa i stawów. W firmie panuje presja dokładności i precyzji do tego stopnia, że nie można wychodzić na przerwą nawet o minutę wcześniej, niż zezwalają przepisy. Menadżerowie pilnują tego obserwując pracowników ukradkiem. Prawo do odpoczynku w pracy to zresztą fikcja – w rzeczywistości pracownicy poświęcają połowę przerwy na dojście i do miejsca odpoczynku i powrót. Na odpoczynek zostaje więc zaledwie kilka minut. Rzeczywista realizacja prawa do przerwy to zatem jeden z postulatów Inicjatywy Pracowniczej.
W wyniku opisanych ciężkich warunków pracy efektywność spada pracownikom dwa lata po zatrudnieniu. Osoby o niskiej wydajności są często śledzone, a następnie zwalniane.
(...)
Obecnie trwa nabór pracowników tymczasowych na intensywny okres świąteczny. Większość z przyjętych na ten czas tuż po świętach straci pracę, nieliczni będą zatrzymywani na okres promocji w styczniu. Procedura zwolnienia bywa okrutna – czasem drogą esemesową, czasem w jeden dzień pracę traci kilka tysięcy osób. „Pierwsi zwolnieni mają najgorzej, gdyż muszą godzinami czekać na autokar powrotny” – wyznają pracownicy. Obecność pracowników tymczasowych wprowadza atmosferę niepewności, co nie daje poczucia bezpieczeństwa nawet osobom na umowach o pracę.
trybuna.eu
W tym samym czasie Ganges przekroczył w Delhi stan krytyczny. Ulewy monsunowe sprawiły, że nawet Gurgaon było zagrożone. A przecież miasto satelickie Delhi reklamowano jako nowoczesny model dla całych Indii. Tymczasem największe kanały telewizyjne pokazywały zalane skrzyżowania i gigantyczne korki.
Obrazy jak z filmów katastroficznych - opowiada Soham Modżumdar, który utknął w drodze do domu. - Strach było zostawić samochód, bo nie działały studzienki odprowadzające wodę - dodaje.
Bo ich tam nie ma! - śmieje się Vani Sood, architekt, która od kilku lat mieszka w południowym Delhi, przy trasie wiodącej do Gurgaon. - W Gurgaon nikt nie przejmował się budową infrastruktury ani planem zagospodarowania. Teraz mamy tego efekty - mówi.
Sood tłumaczy, że miasto miało być prywatną inwestycją, która nie potrzebowała ingerencji państwa, bo z założenia powinna być bardziej efektywna. Dlatego powstało miasto bez kanalizacji, odpowiednich linii elektrycznych i studzienek odprowadzających deszcz monsunowy. Mieszkańcy zamkniętych osiedli, w większości aspirująca klasa średnia, za wszystko musi teraz płacić ekstra.
Podczas monsunu jest naprawdę źle - mówi Kryszna, który przyjechał do Gurgaon z Nepalu i jest kucharzem dla kilku rodzin na zamkniętym osiedlu. Kryszna mieszka w improwizowanym slumsie, który wyrósł w pobliżu osiedla wieżowców. - Kiedy pada deszcz, nasze domki po prostu toną i nie mamy, gdzie uciec. Tracimy cały majątek - tłumaczy.
dziennik.pl
poniedziałek, 7 listopada 2016
"Od upadku muru berlińskiego Rosja jest samotna, nie ma solidnego sojusznika. Jej relacji z Kazachstanem nie da się porównywać do więzi między Francją a Niemcami czy z NATO. Byłe supermocarstwo pozostaje potęgą militarną, ale jego PNB jest niższy od włoskiego, a społeczeństwo, pełne wątpliwości, przygotowuje się na zubożenie i zamknięcie w sobie" - oceniła politolog.
Według Mendras "osłabienie Rosji jest niepokojące", gdyż "władze, czując narastający stan oblężenia, są gotowe do wszelkiego rodzaju +ucieczek do przodu+". Rosyjski prezydent Władimir Putin "nie dopuszcza już najmniejszego sprzeciwu, nawet z najbliższych mu kręgów, a to oznacza, że może podjąć każdą decyzję, a więc i popełnić błędy” - podkreśliła ekspertka.
(...)
Jej zdaniem "zbrojna ucieczka do przodu nie jest racjonalna pod względem strategicznym". "Rosyjski reżim schodzi coraz głębiej do defensywy” – oceniła dodając, że "Putin, by utrzymać się u władzy, wdał się w militarne awantury, które niepokoją społeczeństwo", a "uczucia patriotyczne rozpalił (wśród Rosjan) jedynie +powrót+ Krymu".
defence24.pl
niedziela, 6 listopada 2016
Newsweek Historia: Ksiądz Walerian Meysztowicz twierdził, że prawobrzeżna Ukraina – Kijowszczyzna, Podole, Wołyń – była jak Sycylia. Obie te krainy stanowiły najbardziej zacofane regiony swoich krajów. Dysproporcje materialne miały tu niewyobrażalny charakter. W połowie XIX wieku 7 tysięcy przedstawicieli polskiego ziemiaństwa miało w posiadaniu 3 miliony „dusz”.
Daniel Beauvois: Takie porównanie jest jak najbardziej słuszne. To był świat, którym Polacy z Warszawy po prostu gardzili. Chyba nigdzie nie było tak źle jak tutaj. Do przedednia rewolucji bolszewickiej stosunki między wsią a dworem nie zostały uregulowane i nie było w nich nic normalnego...
Pod koniec XIX w. ziemia zaczęła przynosić większe zyski, więc liczyła się każda jej piędź. Wypędzono kogo się dało, a ziemię oddano w arendę kolonistom – Niemcom i Czechom, bo płacili więcej.
Zresztą zachłanność polskiego ziemiaństwa była tak wielka, że postępowali w ten sposób nie tylko z chłopstwem. Tak samo zachowywali się wobec zdeklasowanej części własnego stanu szlacheckiego.
Newsweek Historia: Mam kolegów z rodzin ziemiańskich wywodzących się z tamtych regionów. Opowiadają zupełnie co innego: że panował tam wzajemny szacunek, że ich praszczur z radością przyjmował we dworze prawosławnych i Żydów, którzy w każde święto składali mu wylewne życzenia. Skąd asymetria w relacjach?
Daniel Beauvois: Po pierwsze, pamięć to nie historia. Najczęściej służy uszlachetnianiu człowieka. Po drugie, właściciele ziemscy jako dobrzy katolicy chcieli samych siebie przekonać, że żywią do ludu pewien sentyment, uznanie i ludzkie uczucia. Ale gdy widzimy, jak naprawdę byli traktowani chłopi, trochę trudno w to uwierzyć. Przeczytałem mnóstwo pamiętników ziemiańskich. I tam każdy jest przekonany o swojej szlachetności – nie ma żadnego poczucia winy ani wątpliwości. Każdy święcie wierzy, że strzegł polskości na Wschodzie, że budował wielkość swego narodu. Że liczą się przede wszystkim wielkie pałace – a nigdzie nie było takiego przepychu jak na Ukrainie – i piękne kościoły. A o tym, że lud żył w nieludzkich warunkach, wspomina się tylko półgębkiem. Bratanie się z ludem najczęściej sprowadzało się do jednego: że pan brał sobie kochankę z ludu dla – jak to wtedy nazywano – „podrasowania” chłopstwa. Dla panów to było normalne. Hrabia Mieczysław Potocki miał w pałacu w Tulczynie harem złożony z urodziwych ukraińskich chłopek. Krótko mówiąc – nie ma sensu szukać prawdy w ziemiańskiej pamięci i ziemiańskich pamiętnikach. Nienawiść ludu, która przejawiała się w ciągu wieków, nie wzięła się znikąd.
(...)
Newsweek Historia: „Wasza Królewska Mość nie powinna zanadto ubolewać nad utratą dobra publicznego, ponieważ zdołała uratować dobra poszczególne” – pisze tuż po III rozbiorze Polski Jan Potocki do Stanisława Augusta. Ten wątek przewija się przez całą pańską książkę – polskie elity wykorzystują władzę carską, aby utrzymać swój majątek.
Daniel Beauvois: To jest jedna z rzeczy, o których nie mówiono przed moimi badaniami. Archiwa pokazują, że ziemiaństwo współpracowało z caratem na ogromną skalę. Bez pomocy policji, czasem wojsk rosyjskich, polscy panowie nie mogliby tłumić buntów ani utrzymać porządku w swoich majątkach. Chyba najwyraźniej widać to w czasie rewolucji 1905 r. Ziemianie wysyłają wówczas do Kijowa masę przeróżnych apeli i telegramów, aby władze przydzieliły oddział policji lub sotnię Kozaków na pomoc. Zostali bowiem otoczeni przez swoich chłopów. Sami mówili: „Nasze rezydencje są wyspami cywilizacji w morzu barbarzyństwa”. Tak siebie postrzegali: jako ludzi ciągle zagrożonych.
Newsweek Historia: To była kolaboracja?
Daniel Beauvois: Wydaje mi się, że arystokracja nie miała po prostu innego wyboru. Od początku rozbiorów groziła jej konfiskata majątków; z Petersburga ciągle napływały takie groźby. W rezultacie większość arystokratów bardzo się spieszyła na koronacje Pawła I, Aleksandra I, Mikołaja I i tak dalej. A zgromadzenia szlacheckie – sejmiki powiatowe czy gubernialne – regularnie wysyłały do cara zapewnienia o lojalności. Należało pokazać, że jest się wiernym. To był warunek przetrwania. Na dodatek ziemiaństwo miało coś w rodzaju patriotycznego alibi – ojcowizna była substytutem ojczyzny. Obrona ziemi, majątku była dla niej patriotycznym obowiązkiem. Ale to alibi było nadużywane. Bardzo często zmieniało się to w zasadę: ubi bene, ibi patria – moja ojczyzna jest tam, gdzie jest moje dobro... Przypomnijmy sobie powstania. Litwa brała aktywny udział w powstaniu listopadowym i styczniowym. Udział Ukrainy w powstaniu listopadowym był mierny, a w powstaniu styczniowym żaden. Takie niestety są fakty historyczne...
newsweek.pl
sobota, 5 listopada 2016
W tym okresie narodziło się też jej określenie, którym często posługiwali się jej przeciwnicy: "Mlekoporywaczka" (ang. The Milk Snatcher). Usunęła ona mianowicie przepis, zgodnie z którym uczniowie w wieku od siedmiu do jedenastu lat otrzymywali za darmo szklankę mleka dziennie. Ruch ten okazał się być niemal samobójczy: przez Wielką Brytanię przetoczyła się fala oburzenia wobec Thatcher. Można było odnieść wrażenie, że pani minister wcale nie zamierzała zabrać szklanki mleka, ale obiecała pożerać przynajmniej jedno dziecko dziennie. Pisała później, że nauczyła się wtedy "jak ściągnąć na siebie maksymalne polityczne odium przy minimalnych politycznych korzyściach". Można przyjąć, że nauczyła się także, jak ryzykowne jest wstrzymywanie darmowego rozdawnictwa. Żadne inne działania podjęte przez nią na tym stanowisku, na przykład rozbudowa sieci szkół podstawowych, nie miały już znaczenia. Do dziś, ponad 40 lat później, ta feralna szklanka jest dalej doskonale pamiętana…
histmag.org
czwartek, 3 listopada 2016
Odwiedziłem sześć stanów: Pensylwanię, Nowy Meksyk, Kalifornię, Zachodnią Wirginię, Wisconsin i Arizonę. To rejony Ameryki, które tradycyjnie żyły z węgla i stali albo z rolnictwa. Zamieszkiwała je klasa robotnicza, która po drugiej wojnie światowej awansowała do klasy średniej. Obrazek typowego amerykańskiego miasteczka spopularyzowany przez Hollywood w połowie ubiegłego wieku w obyczajowych produkcjach – to były właśnie te miejsca. Trudno dzisiaj o większy kontrast. Widziałem miasta, które pozapadały się do tego stopnia, że nie ma tam dzisiaj nawet jednego lokalnego sklepu. Byłem w miejscach, gdzie większość lokalnej ludności żyje z zapomóg socjalnych i polega na zbieractwie grzybów i owoców w lesie, żeby mieć co jeść. Porównania do Trzeciego Świata są jak najbardziej na miejscu. Przeżyłem prawdziwy szok, gdy zdałem sobie sprawę ze skali epidemii lekomanii i uzależnień, szczególnie od heroiny, we wszystkich tych miejscach. To jest katastrofa. Każdy z moich rozmówców albo sam miał problem z narkotykami, albo znał kogoś, kto ma. Najciekawsze było to, że większość tych ludzi doskonale zdawała sobie sprawę z relacji między bezrobociem a tego typu wtórnymi problemami społecznymi, jak nazywają to fachowcy. Na każdym kroku słyszałem stwierdzenia w stylu: „Jeśli Trumpowi naprawdę udałoby się postawić miasto znów na nogi, to mój kuzyn czy bratanek w końcu przestałby brać, bo znów miałby pracę, sens i cel w życiu”. Zobaczyłem smutny kraj zubożałych, zrezygnowanych i zaćpanych ludzi. Na bezrobociu, ewentualnie żyjących od wypłaty do wypłaty, z zerowymi oszczędnościami oraz w poczuciu niewyobrażalnego strachu. Bo w Stanach wystarczy stracić pracę, by w mgnieniu oka zmienić się w nędzarza, którego nie stać na takie podstawowe sprawy, jak wizyta u lekarza. W metropoliach, gdzie żyje większość dziennikarzy, elit opiniotwórczych i polityków – nie widać tak bardzo ani tej ludzkiej desperacji, ani nierówności w dochodach. To dlatego tej zranionej Ameryki, choć robi się ona coraz większa, wciąż nie ma w powszechnej świadomości. Ta Ameryka popiera Trumpa, bo Trump przynajmniej obiecuje, że w końcu będzie ją i widać, i słychać.
forsal.pl
piątek, 28 października 2016
W Wodzisławiu, miasteczku pod Jędrzejowem, jest getto otwarte i posterunek polskiej policji. Niemców tam prawie nie widać, ale na niemiecki sygnał odbywa się likwidacja getta. Mobilizuje się polską policję, straż pożarną i mieszkańców. Chłopi już czekają z podwodami na żydowski dobytek. Pojawia się kilku niemieckich żandarmów, ale późno... Niemcy nie ufali granatowym policjantom.
Często współpracowali z podziemiem.
- Łatwo dawali się rozbrajać... Dlatego Niemcy ich kontrolowali, np. nie dawali nowej amunicji bez rozliczenia ze starej. Nawet łuski trzeba było przynieść. Znam trzy rozliczenia amunicji z likwidacji getta w Wodzisławiu. Każdy z 20 policjantów stacjonujących w mieście musiał napisać, ile naboi zużył, strzelając do Żydów. Rekordzista miał 36, pochwalił się zabiciem 30 Żydów. Inni wystrzelili po 15, 20, 25 naboi.
(...)
Nowe badania - w tym moje - pokazują znaczący bezpośredni udział Polaków w mordowaniu Żydów nie tylko w 1941 r., ale także w 1942, 1943 i 1944 r. Przez całą okupację. Stopień zaangażowania, motywacje i skuteczność trzeba dopiero określić, ale nie ulega kwestii, że skala tego współsprawstwa nie była zjawiskiem odizolowanym ani mało istotnym. Ciekaw jestem, jak władze będą podchodzić do kolejnych publikacji o tej tematyce.
Oskarżą ich autorów o szkalowanie narodu polskiego. Wkrótce ma być na to paragraf.
- Procesy nieprawomyślnych historyków? Przerabiano to już w państwach totalitarnych rozmaitego autoramentu. Zdarza się to dziś w Rosji Putina i w Turcji Erdogana. Gdyby Polska miała do nich dołączyć, to obrońcy dobrego imienia narodu polskiego będą mieć pełne ręce roboty! Zdarzyło mi się "usiąść" w PRL za podważanie podstaw ustroju, więc patrzę na groźby władzy ze smutkiem, ale bez zdziwienia.
wyborcza.pl
piątek, 7 października 2016
To właśnie wspomnianą aktywność wywiadowczą Rosji można wskazać, jako jeden z kluczowych czynników wzrostu znaczenia klasycznego wywiadu, jak i oczywiście kontrwywiadu - zresztą nie tylko w samych Stanach Zjednoczonych. Przede wszystkim, władze w Moskwie są coraz mniej transparentne, zarówno w obrębie swoich działań, jak i struktury procesu podejmowania decyzji w państwie. Stąd też, mniej pracy, chciałoby się stwierdzić, mają klasyczni dyplomaci, a więcej ci zatrudnieni na podwójnych etatach lub niejednokrotnie pracujący bez ochrony w postaci immunitetu dyplomatycznego. Rosja, zajmując Krym i dokonując przesunięcia granic na skalę niespotykaną od 1945 r., biorąc udział w działaniach separatystów na wschodzie Ukrainy, prowadząc niekończące się manewry wojsk, biorąc udział w wojnie w Syrii, uruchomiła efekt domina, wymuszając reakcję nawet tych, którzy woleliby raczej skoncentrować się na tropieniu Bakra al-Bagdadiego. (...)
Renesans klasycznego wywiadu, prowadzonego pomiędzy państwami, wiązać można oczywiście ze wspomnianymi działaniami Rosji czy też ChRL. Są jednak obecni również gracze lokalni, regioniowi, którzy idąc za przykładem największych również stymulują podobne działania. Zniesienie sankcji w przypadku Iranu wzmocniło to państwo na tyle, że dziś jego służby wywiadowcze (podległe MOIS i nie tylko) są widoczne od Libanu, poprzez Syrię, Irak, aż po Jemen. Wręcz naturalną reakcją Arabii Saudyjskiej, Izraela, czy też innych graczy w regionie, jest kontrakcja, obejmująca także - lub przede wszystkim - sferę aktywności wywiadowczej. Nie mówiąc o tym, że samo otwarcie na Zachód wspomnianego Iranu otworzyło nowe możliwości do działania na jego terytorium obcym służbom.
defence24.pl
Wielka Brytania tak naprawdę nie ma żadnego „problemu z imigracją”. Żeby utrzymać swój system ochrony zdrowia i emerytalny, starzejące się Zjednoczone Królestwo potrzebuje długofalowo imigracji na poziomie co najmniej 140 tys. osób rocznie. Przeciętny przybywający tu imigrant jest zdrowszy, młodszy i lepiej wykształcony niż przeciętny Brytyjczyk, stanowi więc natychmiastowy zysk netto dla tutejszej gospodarki. Pewne sektory brytyjskiej gospodarki, jak ochrona zdrowia, zawaliłyby się natychmiast, gdyby odjąć od nich personel cudzoziemski, dlatego sama May musiała przygotować listę wyjątków od progu dochodowego 35 tys. funtów. Żadna pielęgniarka tyle nie zarabia.
Rasizm awansował do samego centrum debaty politycznej w miesiącach poprzedzających referendum w sprawie członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. W pewnym momencie zewsząd rozlegało się już tylko „imigranci, imigranci, imigranci”. Prawicowe media, w szczególności te w posiadaniu australijskiego potentata Ruperta Murdocha, zdołały wcisnąć milionom Brytyjczyków, że za ich problemy z dostaniem się do lekarza, uzyskaniem zasiłku, znalezieniem pracy czy mieszkania odpowiada zalew imigrantów. A nie cięcia budżetowe rządu Partii Konserwatywnej, zupełny brak polityki mieszkaniowej zostawionej na pastwę spekulantów, itd. Kiedy wbrew wszystkim racjonalnym argumentom, tak prowadzona kampania zwolenników wyjścia z UE odniosła referendalne zwycięstwo, brytyjscy rasiści zorganizowali sobie prawdziwy karnawał. W ciągu kilku dni zaraz po referendum policja podała oficjalnie wzrost liczby odnotowywanych incydentów o charakterze rasistowskim najpierw o ponad połowę, by wkrótce mówić już o skoku aż pięciokrotnym.
jaroslawpietrzak.com
piątek, 30 września 2016
Jeśli ktoś siedzi przed komputerem przez cały dzień, zamawia posiłki z dostawą i jest finansowo zabezpieczony, to w zasadzie nikt nie ma prawa wmawiać mu, że to jest złe.
- Naprawdę? Nie powinien się zastanowić?
Jeśli takie właśnie życie chce prowadzić i w jego otoczeniu wszystko jest w porządku, pod względem psychiatrycznym niczego nie można temu zarzucić. W wielkiej debacie społecznej na temat tego, jak chcemy wspólnie żyć, my, psychiatrzy nie mamy żadnego prawa do statusu eksperta.
kobieta.onet.pl
czwartek, 29 września 2016
Duża część członków klas ludowych głosuje na populistów i nie potrafi rozpoznać przyczyn swojego położenia.
To gigantyczna porażka elit, które pozwoliły na to, żeby klasy ludowe były kształtowane przez Kościół i tabloidy. Tych ludzi zostawiono samych sobie, odmówiono im udziału w kapitale nie tylko materialnym, ale też kulturowym i symbolicznym. Jeżeli połączymy ze sobą dwa czynniki: złe położenie materialne i małe zasoby kapitału kulturowego, otrzymamy mieszankę wybuchową – ogromne grupy, dla których prawicowi populiści są jednymi "partnerami" w "rozmowie". Doskonale to widać na przykładzie Brexitu.
wiadomosci.onet.pl
niedziela, 11 września 2016
Jak przypomina (portal) Quartz, rok temu „New York Times” przeprowadził dziennikarskie śledztwo na podstawie rozmów z setką byłych i obecnych pracowników koncernu. Wynikało z niego, że Amazon wyzyskuje pracowników, zmusza do pracy po godzinach oczekując nawet 80 godzin pracy tygodniowo i karze pracowników, gdy ich problemy osobiste wpływają na pracę zawodową. Amazon stanowczo wyparł się zarzutów, a sam Bezos zapewniał, że opisywane przez NYT przypadki to „nieistniejąca rzeczywistość”.
Zarzuty pod adresem Amazona pojawiają się także w Polsce. Związki zawodowe skarżą się, że Amazon zwalnia pracowników za to, że nie wyrabiają norm i wypowiada umowę nawet tym, którzy byli nieobecni w pracy z powodu choroby, traktując nieobecności usprawiedliwione zwolnieniami jako naruszenie obowiązków pracowniczych.
„Długotrwałe i powtarzające się nieobecności w pracy mogą stanowić podstawę zgodnego z prawem rozwiązania stosunku pracy. Tak jak większość firm, także Amazon ma określone wymagania dotyczące osiąganych przez pracowników wyników oraz ich obecności w pracy. Jeśli pracownik nie osiąga minimalnego poziomu produktywności, zapewniamy mu dodatkowe szkolenia i wsparcie. Takie przypadki zdarzają się jednak niezwykle rzadko” – mówił agencji PAP Steven Harman, dyrektor operacyjny Amazona na Europę kontynentalną. Podkreślił, że rozwiązanie umowy o pracę następuje tylko w razie braku poprawy wyników mimo szkoleń i wsparcia.
forsal.pl
Wielu czytelników, nawet jeśli nie miało styczności z ekonomią akademicką, zapewne zna bajkę o barterze. Otóż dawno, dawno temu, za siedmioma górami żyły ludy, które nie miały pieniądza. Ich życie było bardzo trudne, gdyż chęć nabycia jakiegoś produktu wiązała się z koniecznością dokonania wymiany na inny produkt. I tak, zbieracze jagód poszukujący prostych narzędzi do pracy musieli znaleźć rzemieślnika, który akurat miał apetyt na jagody. Wymiany między takimi producentami były bardzo żmudne i dokonywały się według pewnych ustalonych przeliczników (np. 20 kubeczków jagód za jeden pleciony koszyk). Z czasem te prymitywne ludy zmądrzały i stworzyły pieniądz (w postaci muszelek lub drogocennych kamieni), który znacznie ułatwił handel. Taki pieniądz był jednak w ograniczonej ilości. Oznaczało to, że nadal każda transakcja wymagała wyrzeczenia się. Aby zainwestować i móc nabyć np. proste narzędzia od ówczesnych rzemieślników, trzeba było najpierw powstrzymać się od konsumpcji jagód i odłożyć trochę pieniędzy.
Tyle, jeśli chodzi o bajki ekonomistów. Bo ta opowieść nie ma nic wspólnego z historią gospodarczą świata, ani z praktykami pieniężnymi dawnych ludów. Antropolodzy, archeolodzy i inni badacze realnych praktyk ludzkich (w odróżnieniu od ekonomistów), a wśród nich David Graeber, pokazują, że pieniądz pochodzi od długu! W pierwotnych zbiorowościach powstawały różne konwencje społeczne, które regulowały transakcje. Opierały się one na zaufaniu i na logice zobowiązania: jeżeli dzisiaj biorę, to za jakiś czas będę musiał oddać. Pieniądz stał się z czasem potwierdzeniem zaistnienia zobowiązania. Takie konwencje społeczne mają potężną moc: pozwalają bowiem nabywać produkty osobom, które nie posiadają wolnych środków pieniężnych.
(...)
Zgodnie z logiką ekonomii neoklasycznej, głównym problemem jest dostępność środków finansowych. Jeśli już uda się je zdobyć, to automatycznie, w cudowny sposób następuje wzrost gospodarczy. Tymczasem we współczesnej gospodarce jest dokładnie odwrotnie: pieniądz nieomal leży na ziemi (nie tylko w bankach, ale i w funduszach unijnych, czy venture capital) i wystarczy się po niego schylić. Problemem jest to, jak go spożytkować, aby służył gospodarce i szerszej społeczności. Zostawmy więc na boku oszczędności, a skupmy się na inwestycjach.
Decyzje inwestycyjne, podejmowane przez menadżerów i właścicieli firm, są zawsze trudne – obarczone niepewnością i wymagające wyrzeczenia się łatwej konsumpcji zysków. Dostępność finansowania (z kredytów bankowych, emisji akcji lub zatrzymanych zysków) jest tylko jednym z warunków realizacji inwestycji. Dwa pozostałe to odpowiednie bodźce i wystarczająca wiedza. Te pierwsze motywują decydentów w przedsiębiorstwach do podejmowania ryzyka w imię długookresowych korzyści, zamiast poszukiwania łatwiejszych ścieżek do zysku – np. poprzez cięcia płac, omijanie prawa podatkowego, czy zamianę działalności produkcyjnej w spekulację finansową. Natomiast wiedza pozwala tworzyć rentowne i konkurencyjne produkty, skutecznie współpracować z instytucjami badawczymi czy zarządzać rosnącą organizacją.
krytykapolityczna.pl
Marek (imię zmienione) zmarł pod koniec lipca. Po prostu upadł po wyjściu z palarni. W budynku TVP na placu Powstańców Warszawy. „Prokurator, policja, pogotowie ratunkowe w TVP. Godzinna reanimacja na placu niestety nie pomogła. Serce montażysty i pasjonata informatyki nie wytrzymało. Zostawił żonę i nastoletnią córkę” – napisała na Facebooku jedna ze znajomych Marka. Od wielu lat całkowicie zaangażowany w redakcyjną pracę. Montażysta, informatyk, człowiek wielu możliwości. Przyjaciele mówią, że słynął z żelaznych nerwów, umiejętności pracy pod presją czasu i ludzi. Niejeden raz na ostatnią chwilę ratował materiały, które z przyczyn technicznych nie miały prawa ukazać się na czas na antenie. Marka uratować się nie udało. „Pracy oddany bezgranicznie. Również wczoraj przyszedł do redakcji, mimo że od kilku dni wybierał się do lekarza. Zmarł na rękach kolegów” – napisali w słowach pożegnania koledzy z pracy.
Po śmierci Marka na placu Powstańców huczało od plotek, oskarżeń po adresem pracodawcy i powszechnie łamanego prawa pracy. Ktoś zarzucił, że to przez firmę. Że Marek się bał. Wiadomo, jaka sytuacja panuje w TVP. Zmiana za zmianą, końca nie widać. Nikt nie zna dnia ani godziny. Mówią, że Marek też się bał. Bał się, że i jego wyrzucą, jak tylko odpuści. Każde opuszczenie posterunku było odnotowywane. Na drugi dzień po śmierci Marka kilku pracowników TVP idzie w końcu do lekarza. Ktoś inny bierze zaległy urlop, który wciąż i wciąż odkładał ze strachu, że wymienią go na nowszy model. Ktoś w końcu stwierdza, że ma dość. Że dłużej po 15–18 godzin dziennie pracować nie będzie.
forsal.pl
piątek, 9 września 2016
Krytyk muzyczny proszony o scharakteryzowanie twórczości artysty o ogromnym dorobku, dajmy na to Boba Dylana, odpowie najpewniej, że jest Dylan debiutant, Dylan środkowy, Dylan w kryzysie, Dylan polityczny, Dylan starzejący się, itd. W podobnym tonie odpowiadają putinolodzy i kremlolodzy - nie ma jednego Putina. Jest Putin sprzed Chodorkowskiego, sprzed i po Gruzji, jest premier i prezydent, jest Putin ukraiński, jest ten bojący się kamer i rozmawiający z dziennikarzami przez trzy godziny, a i tak najważniejsze pytanie brzmi zawsze, jaki stanie się Putin jutro? I tu, każdy kto twierdzi, że zna odpowiedź, zwyczajnie mija się z prawdą. Trafnie podsumował to zjawisko były polski szpieg pracujący w Rosji, w wywiadzie, który we wrześniu ukaże się na łamach NEW: „Główne zadanie każdego wywiadu wobec Rosji polega na przebiciu się za kremlowski mur, a to jest praktycznie niewykonalne. Stworzono tam zwarty, zbity organizm, gdzie jak w Linuxie, nie ma gdzie wepchnąć wirusa. Więc każdy kto mówi, że wie, co zrobi Kreml, kłamie”. Obecna Rosja nie jest Związkiem Radzieckim, ale tak jak wówczas, analiza decyzji podejmowanych wewnątrz wąskiego kręgu osób polegać może wyłącznie na wysuwaniu hipotez, dla których nie ma potwierdzenia w faktach.
new.org.pl
Mistrzowie Europy w pakowaniu i wysyłaniu paczek pochodzą z Poznania i okolic. Rok temu pobili rekord – od północy do północy przyjęli do magazynu ponad milion paczek, a kilka tygodni później wysłali ponad milion. Wszystko w ramach rywalizacji z magazynami Amazona z Niemiec, Francji i Anglii. W nagrodę za wydajną pracę szeregowi pracownicy mogli o czwartej nad ranem podziwiać pokaz sztucznych ogni i zjeść kawałek tortu.
Nie wszyscy załapali się na poczęstunek – część wracała o tej porze autobusem z nocnej zmiany do domu. W puli nagród znalazł się jeszcze awans zawodowy – czuwający nad załogą lider został menedżerem. Była presja, żeby się cieszyć, ale radość z wyników to radość kadry zarządzającej. Menedżer ogłosił kolejny wielki sukces firmy i zadeklarował, że wierzy w półtora miliona paczek w 24 godziny.
tygodnikprzeglad.pl
czwartek, 18 sierpnia 2016
I wtedy Angela Merkel zmienia swoją politykę.
(...)
W 2010 r. mówiła, że polityka multikulti się nie sprawdza, ludzie obcy kulturowo się nie asymilują z niemieckim społeczeństwem, a w 2011 r. rząd niemiecki zaczyna ganianie, a w zasadzie polowanie, na duże domy, w których mogliby zamieszkać imigranci, uchodźcy, choć jeszcze przecież wtedy nie było uchodźców. Nie wiedzieliśmy, o co chodzi. Arabska wiosna się dopiero zaczynała. Nikt nie słyszał o uchodźcach. A napór na skupowanie domów był ogromny. Zastanawialiśmy się, skąd mają być ci uchodźcy, szał trwał. W listopadzie 2013 r. rozpoczął się w Kijowie Majdan, potem w 2014 r. Rosjanie anektowali Krym, więc myśleliśmy, że może Putin ruszy na Zachód i te domy dla uchodźców to są dla Ukraińców i Polaków. I nagle słyszymy w mediach, jak Angela Merkel zaprasza wszystkich z Syrii, że Niemcy wszystkich przyjmą. Wtedy jeszcze nie wiemy, że do Europy płyną setki tysięcy ludzi. Po chwili zaczynamy rozumieć, co się dzieje. Skąd jednak niemiecki rząd wiedział, że coś takiego nastąpi? Zaczęła się akcja propagandowa, wmawianie ludziom, że uchodźcy to nowa siła, która sprawi, że niemiecka gospodarka się dźwignie, ci ludzie pójdą do pracy, będą też rodzić dzieci, więc społeczeństwo się nie zestarzeje.
forsal.pl
środa, 17 sierpnia 2016
Finansowa zapaść z 2008 roku sprawiła, że zaczęły pojawiać się głosy wzywające do utworzenia globalnego systemu finansowego, który niwelowałby nierównowagi handlowe, moderował przepływy kapitału spekulacyjnego i zapobiegał systemowemu efektowi domina. Taki był rzecz jasna cel pierwotnego systemu z Bretton Woods. Ale system ten byłby dziś niepożądany i niemożliwy do utrzymania. Jak więc mogłaby wyglądać alternatywa?
Konferencja w Bretton Woods w 1944 roku była miejscem zderzenia dwóch ludzi i ich wizji: Harry'ego Dextera White'a, przedstawiciela prezydenta Franklina Roosevelta oraz Johna Maynarda Keynesa, reprezentującego gasnące imperium brytyjskie. Jak można było się spodziewać, zwycięsko z konfrontacji wyszła wizja White'a, oparta na powojennej nadwyżce handlowej Stanów Zjednoczonych, którą Stany wykorzystały aby "zdolaryzować" Europę i Japonię w zamian za ich zgodę na danie USA wolnej ręki w kwestii polityki monetarnej. Ten nowy powojenny system dał fundament najwspanialszemu okresowi kapitalizmu - aż do chwili, kiedy Ameryka straciła swoją nadwyżkę i układ White'a się zawalił.
opinie.wp.pl
piątek, 12 sierpnia 2016
- "Jeśli państwa kiedyś staną się dużymi osiedlami, prawdopodobne, że osiedla staną się małymi państwami. Ich członkowie będą organizować się w obronie lokalnej polityki i kultury przed obcymi. Historycznie osiedla przekształcały się w zamknięte i oddzielne społeczności... gdy państwo było otwarte" - konkludował ponad trzydzieści lat temu Michael Walzer, opierając się na zgromadzonym materiale historycznym, przestrzegając przed powtórką w nadchodzącej przyszłości. To, co było dlań przyszłością, stało się dla nas teraźniejszością, potwierdzając te obawy i tę diagnozę.
Z nadania globalizacji i jednoczesnego rozwodu mocy i polityki państwa stają się niczym więcej niż nieco większymi sąsiedztwami, zamkniętymi w nieprecyzyjnie zarysowanych, nieszczelnych i nieefektywnie chronionych granicach - podczas gdy wczorajsze osiedla, które miały razem z innymi pouvoirs intermédiaires wylądować na śmietniku historii, wykorzystują wszystko, co zostało z quasi-lokalnej polityki i przeradzają się na ile to możliwe w małe państwa. Przejmują niegdyś zazdrośnie strzeżoną przez państwo prerogatywę oddzielania "nas" od "nich" (i, oczywiście, vice versa). "Naprzód" do "małych państw" sprowadza się w swej istocie do "z powrotem do plemion".
Na terenie zaludnionym przez plemiona, zwaśnione strony stronią od wzajemnych kontaktów i wystrzegają się przekonywania, nawracania, ewangelizowania swych przeciwników. No i nie dziwi, że wolą uciekać się do obelg niż do argumentów, skoro wadliwości obcoplemieńców muszą pozostawać raz na zawsze ich nieusuwalną i nieuleczalną skazą. Defekty i przywary innego plemienia muszą być nienaprawialne, pozostawać na wieki wieków stygmatem nie do zmazania, bo odpornym na wszelkie próby rehabilitacji. Gdy podział na "nas" i "ich" rozgrywany jest z tym celem na uwadze, spotkania antagonistów nie mogą służyć jego załagodzeniu, lecz utrwalaniu przez gromadzenie dalszych dowodów na to, iż wysiłek łagodzenia jest bezsensowny i z góry na niepowodzenie skazany. Aby uniknąć ryzyka i nie kusić licha, członkowie odrębnych plemion wychodzą z siebie, by miast rozmawiać ze sobą, mówić obok siebie - by zapobiec groźbie dialogu przez zastąpienie go serią monologów.
opinie.wp.pl
poniedziałek, 8 sierpnia 2016
w tamtych czasach wybory były jak konkurencja
dwóch sprzedawców gorących paróweczek na deptaku –
obydwaj musieli przesunąć się w stronę środka
(gdyby jeden był za daleko na prawo lub lewo
konkurent zabrałby większy odcinek deptaka)
dziś jednak to podejście jest już przestarzałe
dziś mówimy nie o deptaku
ale o prywatnych odrzutowcach w drodze na wczasy do Hamptons
dziś najpotężniejszą siłą w amerykańskiej polityce
jest antyestablishmentowa wściekłość na system
który zafundowali nam
wielkie
korporacje
Wall Street i superbogacze
to dlatego Donald Trump zdobył nominację republikanów
i właśnie dlatego Bernie Sanders wygrał prawybory
w 22 stanach i zdobył większość głosujących poniżej 45 roku życia
krytykapolityczna.pl
Wall Street i superbogacze
to dlatego Donald Trump zdobył nominację republikanów
i właśnie dlatego Bernie Sanders wygrał prawybory
w 22 stanach i zdobył większość głosujących poniżej 45 roku życia
krytykapolityczna.pl
siedzimy w jednej z tysiąca jadłodajni gdzie na grillu
przyrządza się Ciger - typowo kurdyjski kebap
(w Turcji zawsze pisany przez „p”) z jagnięcej wątróbki
z telewizora w rogu leci jakieś przemówienie Erdogana -
dość częsty element ramówki w tutejszej kablówce
właściciel lokalu przynosząc nam nasze zamówienie
wskazał na swojego prezydenta i powiedział jedno słowo
o którym wiedział że jako obcokrajowiec
na pewno je zrozumiem: "Hitler"
uśmiecham się pod nosem
bankier.pl
słusznie czy nie - Francja słynie
z długich urlopów i krótkiego tygodnia pracy
dotowania rolnictwa i wysokiego odsetka pracowników
należących do związków zawodowych
wysokiej kultury i jeszcze wyższych podatków -
OECD podaje że w ubiegłym roku
niecałe dwie trzecie (64 proc.) Francuzów
w wieku produkcyjnym miało zatrudnienie
(w Wielkiej Brytanii niemal trzy czwarte – 73 proc.)
ale czy ciesząca się długimi spokojnymi lunchami
francuska siła robocza licząca 26,4 mln osób
wytwarza obecnie więcej niż 31,1 mln
zatrudnionych Brytyjczyków żyjących w stresie?
wielu chyba tak uważa
w 2015 roku francuski PKB wyniósł około 2,18 bln euro
brytyjski – nieco ponad 1,86 bln funtów
6 lipca kurs funta względem euro spadł
na rynkach walutowych poniżej 1,17
to konsekwencja decyzji Brytyjczyków o wystąpieniu z UE
ponieważ iloczyn 1,86 oraz kursu funta
z 6 lipca daje wynik mniejszy od 2,18
wielu komentatorów pospiesznie orzekło
że Wielka Brytania z dnia na dzień spadła
z piątego miejsca na szóste na liście
największych gospodarek świata
obserwatorfinansowy.pl
niecałe dwie trzecie (64 proc.) Francuzów
w wieku produkcyjnym miało zatrudnienie
(w Wielkiej Brytanii niemal trzy czwarte – 73 proc.)
ale czy ciesząca się długimi spokojnymi lunchami
francuska siła robocza licząca 26,4 mln osób
wytwarza obecnie więcej niż 31,1 mln
zatrudnionych Brytyjczyków żyjących w stresie?
wielu chyba tak uważa
w 2015 roku francuski PKB wyniósł około 2,18 bln euro
brytyjski – nieco ponad 1,86 bln funtów
6 lipca kurs funta względem euro spadł
na rynkach walutowych poniżej 1,17
to konsekwencja decyzji Brytyjczyków o wystąpieniu z UE
ponieważ iloczyn 1,86 oraz kursu funta
z 6 lipca daje wynik mniejszy od 2,18
wielu komentatorów pospiesznie orzekło
że Wielka Brytania z dnia na dzień spadła
z piątego miejsca na szóste na liście
największych gospodarek świata
obserwatorfinansowy.pl
czwartek, 28 lipca 2016
NATO musi być ostrożne działać sprawnie i szybko -
przekonują autorzy raportu
nawet jeśli krąg decyzyjny na Kremlu - który zdaniem Atlantic Council
ograniczył się do dwóch-trzech osób z najbliższego otoczenia Putina
"nie ma obecnie zamiaru kwestionować potencjału militarnego NATO
sytuacja może niespodziewanie zmienić się z dnia na dzień" -
gen. Shirreff i Szczytowski ostrzegają
że realizacja wcześniej przygotowanych planów może być realizowana
przez Rosjan w bardzo szybki i efektywny sposób
"rosyjskiej inwazji nie można przewidzieć
może jednak do niej dojść
ponieważ NATO może być »rozproszone przez kolejny kryzys«
albo będzie to reakcja na »błędne postrzeganie działań NATO« -
argumentuje Atlantic Council - think tank przekonuje że
"Rosja rzadko maskuje swoje prawdziwe intencje wręcz przeciwnie"
Amerykanie twierdzą że reakcja NATO
na ewentualny konflikt byłaby zbyt wolna
a Rosja użyje swojej broni atomowej jako środka odstraszającego
aby zapobiec wybuchowi wojny na pełną skalę -
zadaniem sił NATO w Polsce jest maksymalne opóźnienie
działań Rosji oraz sprawienie by inwazja
"ugrzęzła" i nie wyrządziła niedopuszczalnych szkód -
celem armii Sojuszu w Polsce nie jest wygranie wojny
ale "kupienie czasu"
wszystko po to aby reszta członków była w stanie
na tyle szybko się przegrupować i wzmocnić wschodnią flankę
obecność NATO w regionie dziś nie jest wystarczająca
aby cel ten osiągnąć - ostrzega Atlantic Council
tym bardziej że "rosyjska Flota Bałtycka
jest zdolna nawet do pełnego zamknięcia morskiej
linii komunikacji między krajami bałtyckimi i Polską a resztą NATO"
"ćwierć wieku po zakończeniu zimnej wojny
obserwujemy nowy wyścig zbrojeń
różnica jest jedna - Polska i kraje bałtyckie
są teraz po drugiej strony barykady" - czytamy
onet.pl
z danych GUS wynika że w pierwszym półroczu
przyszło na świat ok. 191 tys. dzieci -
o ok. 10 tys. więcej niż przed rokiem
- ten wzrost wynika prawdopodobnie przede wszystkim
z decyzji jakie podjęły liczne roczniki trzydziestokilkuletnich kobiet
które wcześniej odkładały decyzję o urodzeniu dziecka
w związku z edukacją - karierą zawodową
albo ze względu na trudną sytuację na rynku pracy -
uważa dr Agata Zygmunt demograf z Uniwersytetu Śląskiego
takich pań jest bardzo dużo - w wieku 32–37
są osoby urodzone w okresie
ostatniego wyżu demograficznego z lat 1979–1984
wtedy przychodziło na świat rocznie ok. 700 tys. dzieci -
prawie dwa razy więcej niż w ostatnich kilkunastu latach
można więc oczekiwać że w najbliższej przyszłości
liczba noworodków nadal będzie się zwiększać
- jednak w niedalekiej już perspektywie
kobiety z wyżu demograficznego wyraźnie
przekroczą 40 lat i przestaną rodzić dzieci
z kolei młodszych roczników pań będzi mało
wtedy będziemy mogli ocenić jakie rezultaty
przyniosła prowadzona polityka prorodzinna
państwa - twierdzi dr Zygmunt
forsal.pl
poniedziałek, 25 lipca 2016
w ciągu ostatnich 45 lat w Europie Zachodniej
doszło do ponad 16 tys. aktów terroru
(średnio 350 rocznie)
rekordowy był pod tym względem 1979 rok
gdy w Europie przeprowadzono 1019 ataków
w ciągu lat 70. - 80. i pierwszej połowy lat 90.
przeprowadzano średnio 10 ataków tygodniowo
od 1997 liczba zamachów znajduje się
w wyraźnym trendzie spadkowym
po krwawych latach 70. w których liczba
aktów terroru przekraczała 1000 rocznie
w latach 80. oscylowała w granicach 500
kolejny silny wzrost terrorystycznego
zagrożenia przypadł na początek lat 90.
kiedy to liczba zamachów zbliżyła się do 800 rocznie
po atakach na WTC wartość ta
nie przekraczała zazwyczaj 200
po 2010 roku znowu notujemy wzrost liczy
zamachów ale nie przekroczyła ona jak dotąd 275
forsal.pl
sobota, 23 lipca 2016
w Moskwie "wojenna gorączka" aż pali!
w przeciwieństwie do Gruzji czy Estonii
nikt tu nie relatywizuje określeń
otwarcie mówi się:
NATO i Rosja są wrogami i musimy przygotować się
na odparcie zachodniej agresji
nagłówek kremlowskiego serwisu:
"nowy rosyjski bombowiec przeprowadzi
atak nuklearny z przestrzeni kosmicznej"
okazuje się jednak że historia jest nieprawdziwa
a możliwość takiego ataku wyssana z palca
anglojęzyczna kremlowska telewizja "Russia Today" huczy:
"śmiercionośne fale powietrzne:
Rosja rozpoczyna próby broni elektromagnetycznej
która ma zagwarantować kompletną neutralizację
wszystkich wrogich systemów elektronicznych"
dalej okazuje się że to tania sensacja
podbijanie bębenka
eskalowanie napięcia przez propagandę
newsweek.pl
wtorek, 19 lipca 2016
na składający się z 256 kwartałów okres powojenny
przypada 16 kadencji prezydenckich:
pod rządami prezydentów z Partii Demokratycznej
gospodarka była przeciętnie w recesji przez 1,1 kwartału
a gdy rządzili prezydenci republikańscy – przez 4,6 kwartału
prawdopodobieństwo że tak duża różnica w wynikach
jest czysto przypadkowa wynosi nie więcej niż jeden do stu
zróżnicowanie to nie ogranicza się zresztą do PKB -
stopa bezrobocia po 1945 roku za Demokratów
zmniejszała się przeciętnie o 0,8 proc.
a za Republikanów – rosła średnio o 1,1 proc.
(...) również deficyt strukturalny budżetu
był za prezydentów–demokratów mniejszy
(przeciętnie 1,5 proc. potencjalnego PKB)
niż wtedy gdy u władzy byli Republikanie (2,2 proc.)
choć nie powstrzymywało to ich od krytykowania
Demokratów za nadmierne wydatki
obserwatorfinansowy.pl
czwartek, 23 czerwca 2016
(...) amerykański badacz rynku oraz psychofizyk Howard Moskowitz -
swoim badanym zaserwował sos do spaghetti
przygotowując wiele różnych jego wersji -
umożliwiło mu to odkrycie
tzw. bliss point czyli punktu rozkoszy -
to odpowiednia proporcja trzech składników:
cukru - soli i tłuszczu - która pozwala
na osiągnięcie takiego stanu w którym posiłek
jest uznawany za tak smaczny jak to tylko możliwe
ale nie pozwala też na pełną satysfakcję
co powoduje że nie przestajemy chcieć więcej i więcej
okazało się że dojście do punktu rozkoszy
wymagało często dodania większej ilości cukru –
nawet do produktów które zazwyczaj mają go niewiele
(...) światowa Organizacja Zdrowia (WHO)
zaleca by każdego dnia spożywać nie więcej
niż 50 g cukru – to około 10 łyżeczek
tvn24.pl
nasza ocena jest ograniczona do efektów dwóch polityk:
zdjęcia restrykcji z przepływu kapitału
pomiędzy granicami państwowymi i konsolidacji
fiskalnej nazywanej czasami polityką cięć (austerity)
ocena tych konkretnych polityk (...)
prowadzi do trzech niepokojących konkluzji -
zyski w znaczeniu zwiększonego wzrostu
są dość trudne do ustalenia
kiedy weźmiemy pod uwagę szerszą grupę państw
koszty w postaci zwiększonych
nierówności są natomiast znaczące -
z kolei rosnące nierówności
uderzają w poziom i zrównoważony wzrost
nawet jeśli wzrost jest wyłącznym
lub głównym celem agendy neoliberalnej
jej zwolennicy muszą zwrócić uwagę na te efekty
forsal.pl
"niemiecki model funkcjonuje tylko dlatego
że inne kraje zadłużają się w dramatyczny sposób
gdyby tego nie robiły nie mielibyśmy
nadwyżki w bilansie płatniczym
a gdyby jeszcze zechciały zejść do zera
z deficytem budżetowym - jak robi to Wolfgang Schäuble -
to światowa gospodarka znalazłaby się w czarnej dziurze
Niemcy są po prostu pasażerem na gapę
który jedzie dzięki ekspansywnej polityce
fiskalnej innych wielkich krajów" –
tak sytuację w wywiadzie dla "Saarbrücker Zeitung"
opisał niedawno prof. Peter Bofinger z Uniwersytetu w Würzburgu
(...) co ciekawe w podobnym duchu
wyraził się Stefan Bielmeier - główny ekonomista DZ Bank -
zrzeszającego ponad 900 banków spółdzielczych
"pozytywny rozwój naszego bilansu płatniczego
przykrywa strukturalne słabości niemieckiej gospodarki
nasze oszczędności inwestowane są za granicą
a za mało wydajemy na inwestycje i konsumpcję w kraju
w ten sposób niewystarczająco wiele robimy
by niemiecka gospodarka sprostała przyszłym wyzwaniom" –
pisał w prestiżowym tygodniku "Wirtschaftswoche"
obserwatorfinansowy.pl
gdy w Pradze - Krakowie - Lwowie - Lubljanie
Budapeszcie - Zagrzebiu - Klużu
czy na odległej Bukowinie – w Czerniowcach lub Suczawie
pijąc dobrą kawę po wiedeńsku w lokalnej kawiarni
dostrzeżemy na ścianie obraz przedstawiający
starszego pana z siwymi bokobrodami
obfitym wąsem - ubranego w turkusowy mundur
i spoglądającego beznamiętnie przed siebie
wiemy że jesteśmy w Europie Środkowej czyli u siebie -
kaiser Franz Josef nolens volens stał się elementem
swoistej środkowoeuropejskiej pop kultury z przełomu XIX i XX wieku -
jeszcze za swego rekordowo długiego panowania (1848-1916)
jeśli akurat nie bywamy w kawiarniach
niezawodnym wyznacznikiem środkowoeuropejskiej
przestrzeni kulturowej będą dworce kolejowe
budowane w oparciu o podobny schemat architektoniczny
tak samo – teatry i inne budynki użyteczności publicznej
będące nierzadko replikami-miniaturami
wiedeńskich majstersztyków architektonicznych (...)
niegdysiejsze istnienie środkowoeuropejskiej Atlantydy
jaką była niewątpliwie C.K. Monarchia
zdradzają tak prozaiczne rzeczy jak konstrukcja kratek ściekowych
czy zwyczaj umieszczania na witrynach sklepów
zdjęć tegorocznych maturzystów
jeśli i to nie wystarcza - kierować musimy się
specyficznym środkowoeuropejskim zapachem
który w przekonaniu czeskiego prozaika Josefa Kroutvora –
stanowi specyficzną mieszaninę zwietrzałego piwa
przejrzanych arbuzów i gotowanej kiszonej kapusty
teologiapolityczna.pl
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
